Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Cezary Gmyz”

Gmyz z gadzinówki

„Co najmniej przez dwa tygodnie Niemki nie będą mogły iść do fryzjera, zrobić manicure i pedicure, odwiedzić kosmetyczki. Mam się już bać?” – na taki wątpliwej jakości „żart” pozwolił sobie na Twitterze korespondent TVP w Berlinie Cezary Gmyz.

I pisze tak w sytuacji, kiedy w Niemczech z powodu zakażenia koronawirusem zmarło dotychczas 86 osób. Liczba nowych przypadków zakażenia wynosi ponad 4 tys. A kanclerz Niemiec Angela Merkel przebywa na 14-dniowej kwarantannie, bo miała kontakt z lekarzem, u którego stwierdzono koronawirusa.

„W każdej normalnej telewizji ten człowiek już dawno przestałby pracować…”; – „PiS naśladując PZPR zapomniał o czymś. Ta pierwsza nie pozwalała proletariuszom wypowiadać się na łamach mediów, dopóki nie przyswoili podstawowej ogłady”;

„Można być alkoholikiem i upaść, można bardzo nisko upaść… ważne, by wstać. Gorzej, gdy ktoś nisko upada… i zaczyna łopatą przebijając dno brnąć jeszcze bardziej w głąb”; – „Problem nie jest w tym, jaki jest Gmyz, to wiedzą wszyscy. Problem jest w tym, że ktoś go tam wysłał i akceptuje to, co on wypisuje” – komentowali oburzeni internauci.

„Nawet taki prymityw może być korespondentem TVP. Tzw. media publiczne dzięki J. Kaczyńskiemu i A. Dudzie dostały 2 mld złotych od podatników” – ostro podsumował Marek Tatała z FOR.

Kmicic z chesterfieldem

Jarosława Kaczyńskiego polityka polega na: po trupach do celu. Zawsze ją tak realizuje.

Nawet trupa zrobił ze swojego brata, Lecha Kaczyńskiego, który zabił pod Smoleńskiem oprócz siebie 95 polskich obywateli i polityków.

Kto zatem jest zbrodniarzem w tym konkretnym przypadku?

Jarosław Kaczyński, czy jego brat Lech? Pytanie retoryczne.

Prezes PiS chce wyborów prezydenckich w maju, bo jego kandydat Andrzej Duda – tak mu podległy, jak marionetka – tylko w tej sposób może oszwabić wyborców.

Duda to tylko złamas, człowieka bez właściwości i charakteru. Z kolei premier to kłamca z certyfikatem sądowym, a do tego krętacz i mitoman, bez większych właściwości intelektualnych.

Taka „elita” w polskiej polityce w czasie zarazy koronawirusa dorwała się do koryta.

I wcale nie będzie ich łatwo odsunąć, bo dla utrzymania się – w wypadku przegrania czekają ich Trybunały Stanu i odsiadki w pierdlu (tam powinien wylądować Jarosław Kaczyński)  – zrobią wszystko. Zabiją własnych obywateli, postraszą służbami…

View original post 253 słowa więcej

 

Kaczyński – specjalista od wykorzystywania śmierci. Co się stanie, jak on umrze?

– Mamy też to wydarzenie tragiczne, wyjątkowo smutne. Odszedł nasz stary kolega, wieloletni towarzysz naszej drogi. Prawie 30 lat. Odszedł przedwcześnie, nagle. Odszedł w szczególnych okolicznościach. Majestat śmierci nie pozwala mi dzisiaj o tym mówić, ale trzeba będzie o tym powiedzieć, bo to nie był przypadek, że akurat dzisiaj, że akurat teraz – mówił Jarosław Kaczyński podczas konwencji PiS w Kielcach. Jak zaznaczył lider partii rządzącej, „ponieśliśmy naprawdę ogromną stratę”.

Wczoraj wieczorem umarł Szyszko, a przedwczoraj mówił:

O śmierci polityka PiS poinformował na Twitterze prezydent Andrzej Duda:”Bardzo smutna, niespodziewana wiadomość. Dziś przed południem odszedł Pan Prof. Jan Szyszko. Naukowiec i polityk ale przede wszystkim dobry i życzliwy Człowiek, pasjonat przyrody, którego darzyłem wielką sympatią i szacunkiem. Fiat Voluntas Tua… RiP”.

– Smutny jest ten rok, odchodzą wspaniali, prawi, kochający Polskę ludzie: premier Jan Olszewski, marszałek senior Kornel Morawiecki, teraz prof Jan Szyszko. R.I.P – wypowiada się propisowska dziennikarka Dorota Kania.

Krystyna Pawłowicz (PiS): „Kochany Panie Profesorze Janie SZYSZKO, dlaczego nas teraz opuściłeś? Polska przyroda, lasy, ptaki i przyjaciele – płaczemy… TVN pewnie się cieszy, wczoraj wieczorem wściekłe szczuli na profesora Szyszkę. Profesor, jako Człowiek wrażliwy tego już nie mógł znieść. Zaszczuliście kolejnego wybitnego Patriotę. Cieszycie się TVN co?”.

– Kpiny z profesora Szyszki teraz przejdą do wstydliwej historii… Nie zasłużył na to, co Go spotkało w związku ze zwalczaniem kornika. Nie zasłużył też na taką bezwzględną szyderę z powodu swoich poglądów na rolę kobiety w rodzinie – komentuje była szefowa Wiadomości TVP Marzena Paczuska.

Beeta Szydło (europosłanka PiS): „Prof. Jan Szyszko był Ministrem Środowiska w moim rządzie. Człowiek zasad i wartości. Całym sercem ukochał Polskę. Wielki pasjonat przyrody. Cześć Jego Pamięci!”

Małgorzata Kidawa Błońska (KO): „W trasie po Polsce zaskoczyła nas smutna wiadomość o śmierci ministra Jana Szyszko. Składamy najszczersze kondolencje rodzinie i bliskim”.

Reakcje internautów:

Do ostatnich chwil walczył o to, żeby wyrżnąć jak najwięcej lasów i wystrzelać jak najwięcej zwierząt. Zasłużony dla sprawy towarzysz. Należy się patriotyczny pogrzeb, np. 13-tego, transmisja live o 6:00″.

A czy trumna będzie wystawiona w sejmie?”.

Odleciał właściciel starej stodoły wartej parę milionów, pasjonat wyżynania przyrody…pasjonatem został w przekazie dnia PiSS. Teraz temperatura w piekle podniesie się o kilkanaście stopni…pasjonat będzie palił pod kotłem tylko drewnem”.

Trzy sprawy posłanki Pawłowicz, trzy razy ten sam sędzia. „Niesamowite szczęście”

Kmicic z chesterfieldem

To jeden z wielu komentarzy po debacie wyborczej w TVN 24. Wzięli w niej udział Marcin Horała z PiS, Izabela Leszczyna z Koalicji Obywatelskiej, Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL, lider Lewicy Razem Adrian Zandberg oraz Krzysztof Bosak z Konfederacji.

Horała w ostatniej chwili zastąpił wyznaczonego przez PiS do udziału w tej debacie Jacka Sasina: „Pierdyknęło” rzekł w debacie wyborczej wicepremier J. Sasin – „Nowe elyty…”. Niewiele brakowało, a nikt z PiS nie pojawiłby się w studiu TVN, o czym przebąkiwał wicerzecznik partii Radosław Fogiel.

W trakcie wczorajszej debaty Horała skarżył się, że pozostali uczestnicy mieli… więcej czasu niż on. – „Jedno w PiS jest stałe i niezmienne: narracja oparta na kłamstwie”; – „I prawie płacze, że tak się wszyscy uwzięli na niego. No cóż, warunki cieplarniane dla PiS tylko w TVP”; – „Biedak przyszedł do niezależnej telewizji i okazało się, że musi odpowiadać na konkretne pytania, a nie bajki…

View original post 1 781 słów więcej

 

Polaku, zdychaj, proponuje PiS po antychrześcijańsku, więcej będzie dla Kaczyńskiego i klechów

Waldemar Kuczyński odniósł się do decyzji Ministerstwa Zdrowia ws. tzw. „Bilansu Seniora”.

Program badań profilaktycznych dla seniorów nie podoba się rządzącym politykom PiS.

Mogą wręcz skutkować nad wykrywalnością poszczególnych jednostek chorobowych, co może przyczyniać się do pogłębienia trudności w dostępie do świadczeń NFZ (zwiększenie kolejek do specjalistów) oraz negatywnie wpływać na pacjenta, powodując niepokój i dyskomfort związany z fałszywie pozytywnym wynikiem badań – zaopiniował dr Roman Topór-Mądry prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (podległej pod Ministerstwo Zdrowia, prezesem jest od 2017 roku).

Kmicic z chesterfieldem

Jeśli ktoś uważał wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na twarz kampanii Koalicji Obywatelskiej za kontrowersyjny, dziś musi zmienić zdanie. Kandydatka na premiera z ramienia PO i sojuszników cieszy się sporą popularnością w gronie elektoratu.

Tak przynajmniej wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie Super Expressu. “Wygląda na to, że wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki Koalicji Obywatelskiej na szefową rządu było strzałem w dziesiątkę – czytamy w sobotnio-niedzielnym wydaniu “Super Expressu”.

Taką premier chcemy?

Instytutu Pollster wykazał w badaniu, że na Kidawę-Błońską jako premiera chce głosować aż 20 proc. ankietowanych, zaś na Grzegorza Schetynę – 2 proc. “To prawdziwy nokaut” – twierdzą dziennikarze “SE”.

Jakby emocji było za mało, po chwili dodają: “Nie dość, że Kidawa-Błońska miażdży Schetynę, to jeszcze wytrwale goni Mateusza Morawieckiego. W naszym sondażu różnica między nią a obecnym szefem rządu wynosi 4 pkt proc”. Według Instytutu Pollster Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu widzi nadal 24…

View original post 1 798 słów więcej

 

Chrzanowski aresztowany – to jeden z frontów wojny Ziobry z Kaczyńskim

IPN, KNF, NBP, PGZ… – wszędzie prywatne folwarki kacyków z PiS.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego. Zatrzymanie ma najprawdopodobniej związek z nagraniami z rozmowy z biznesmenem Leszkiem Czarneckim, ujawnionymi przez „Gazetę Wyborczą”.

Były szef KNF Marek Chrzanowski został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne – poinformował rzecznik CBA Temistokles Brodowski.

„Mężczyzna trafi do prokuratury w Katowicach, gdzie usłyszy zarzuty korupcyjne” – podaje CBA.

Według głównego właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego, w marcu ówczesny szef KNF Marek Chrzanowski miał zaoferować przychylność w zamian za około 40 milionów złotych dla poleconego przez Chrzanowskiego prawnika. Stenogramy z rozmowy Chrzanowskiego z Czarneckim opublikowała 13 listopada „Gazeta Wyborcza”.

Marek Chrzanowski dzień po publikacji stenogramów podał się do dymisji. Nowym przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego został Jacek Jastrzębski.

Śledztwo ws. afery KNF

Po wszczęciu śledztwa przez prokuraturę, 14 listopada powierzono je CBA. Funkcjonariusze otrzymali od prokuratury nakaz przeszukania siedziby KNF oraz mieszkania Marka Chrzanowskiego. Dodatkowo agenci CBA zabezpieczyli sprzęt i nośniki elektroniczne, z których korzystał Marek Chrzanowski oraz zapisy z monitoringu w siedzibie KNF.

W ramach śledztwa zabezpieczono protokoły i nagrania z posiedzeń KNF oraz przesłuchano 11 osób, wśród nich: mecenasa Grzegorza Kowalczyka, pracowników UKNF oraz podmiotów powiązanych z Leszkiem Czarneckim.

Biuro Badań Kryminalistycznych ABW przeprowadza ekspertyzę nagrań i nośników, które Leszek Czarnecki przekazał prokuraturze 19 listopada 2018 roku. Chodzi o dyktafon, długopis z kamerą i pendrive. Ekspertyza ma wykazać m.in. ewentualną manipulację w zapisanych na nośnikach danych. Jej wyniki będą gotowe w przyszłym tygodniu.

Falę krytycznych komentarzy wywołały doniesienia o liście, które ambasador USA Georgette Mosbacher miała wysłać do Mateusza Morawieckiego. „Nie podoba mi się, że ambasador sojusznika pozwala sobie na naciski” – komentuje na Twitterze publicysta Łukasz Warzecha.

Z informacji „Do Rzeczy” wynika, że ambasador Stanów Zjednoczonych Georgette Mosbacher wysłała do premiera Mateusza Morawieckiego list, w którym skomentowała śledztwo ws. reportażu o neonazistach wyemitowanego przez TVN. Przypomnijmy: właścicielem stacji jest amerykański koncern Discovery Communications.

Ambasador Mosbacher pisze w liście, że Stany Zjednoczone nie będą tolerować wypowiadanych publicznie przez polskich polityków krytycznych słów pod adresem dziennikarzy stacji TVN, którzy zrealizowali materiał o funkcjonowaniu domniemanego nazistowskiego środowiska w Polsce.

„Dobrze byłoby przeprosić”

List ambasador Stanów Zjednoczonych wywołał oburzenie wśród prawicowych polityków i publicystów.

„To jest skandal dyplomatyczny, nie żadna wpadka! Trudno będzie po tym przejść do porządku dziennego” – czytamy w komentarzu na profilu tygodnika „Sieci” na Facebooku.

>>>

„Pani Georgette Mosbacher, jako poseł na Sejm RP ŻĄDAM od Pani szacunku dla Narodu i Państwa Polskiego i jego demokratycznie wybranych władz. Proszę szanować nasze zwyczaje i polskie prawo, które wiąże wszystkich, także antypolską, antydemokratyczną stację TVN” – napisała na Twitterze posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

„Szanowna Pani Ambasador Mosbacher, dziękujemy za wskazanie nam, troglodytom, jak powinniśmy się zachowywać wobec wyższych cywilizacji i wzorców, np. tych z Pani Indiany. Jak zginać karki i oddawać hołdy. I przepraszamy za nieodpowiedzialne ataki na święty TVN. Wdzięczni rabowie” – ironizował publicysta Stanisław Janecki.

„To jednak ciekawy paradoks, że propolski prezydent USA wysyła do tak proamerykańskiego kraju ambasador, która pisze później taki list. Ciekawe, czy G. Mosbacher zmieniłaby zdanie, gdyby zobaczyła wcześniejsze materiały TVN-u (zwłaszcza wieczór wyborczy) o D. Trumpie?” – napisał Karol Gac z tygodnika „Do Rzeczy”.

„Nie podoba mi się, że ambasador nawet naszego sojusznika pozwala sobie na naciski w sprawie tego, co może uchwalić nasz Sejm. Dokładnie tak samo jak nie podobają mi się plany mieszania w rynku medialnym i uważam je za groźne dla wolności słowa” – stwierdził publicysta Łukasz Warzecha.

„Szanowna Pani Mosbacher – Jest Pani nieprzygotowana do pełnienia roli ambasadora w Polsce. Bardzo prosimy prezydenta Stanów Zjednoczonych o wyznaczenie kogoś mniej aroganckiego. Nasz rząd ma prawo nie tolerować manipulacji medialnych” – napisał Marcin Niewalda, dziennikarz, prezes Fundacji Odtworzeniowej Dóbr Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

„Jeśli zna Pani choć trochę polską historię (a chyba powinna), to wie Pani, że Polska ma fatalne doświadczenia z ambasadorami, którzy dyktowali nam prawa. Jeśli zatem nie chce Pani, by Polacy zmienili nastawienie do USA to dobrze by było przeprosić” – zaapelował poseł partii Wolność Jacek Wilk.

„Szanowna Pani Ambasador, uprzejmie proszę uzupełnić swoją wiedzę o historii Polski. Polacy od trzech stuleci, szczerze nienawidzą, kiedy ambasadorzy mylą rolę dyplomaty z rolą namiestnika” – stwierdził Cezary Gmyz z TVP.

 

„Kler” przeorze świadomość Polaków. Duda normalnieje?

Warszawski ksiądz Jacek Dunin-Borkowski w swoim wpisie na Twitterze ocenił, że „plaga pedalstwa w kościele nie jest związana a celibatem”.

Ksiądz w ten sposób, odniósł się do wpisu dziennikarza TVP Cezarego Gmyza, który na swoim Twitterze polecił tekst Tomasza Terlikowskiego o homoseksualizmie w kościele. W artykule postawiono tezę, że na obecny kryzys w kościele związany z nadużyciami seksualnymi duży wpływ ma homoseksualizm wśród księży. Gmyz dodał od siebie, że wpływ na problem ma również celibat.

Ksiądz Dunin-Borkowski skomentował słowa Gmyza. „Plaga pedalstwa w Kościele nie jest związana z celibatem. Tylko pedał jest trochę mniej widoczny, szczególnie jak się księża pieprzą ze sobą. No i nie mają dzieci”.

Wpis księdza wywołał dyskusję. Włączył się do niej Kazimierz Bem, zadeklarowany gej oraz pastor ewangelicko-reformowany, mieszkający w USA.

Komentarz diecezji warszawsko-praską. – W związku z głęboko niestosownymi publikacjami ksiądz Jacek Dunin-Borkowski zostanie wezwany na rozmowę do Kurii Warszawsko-Praskiej – mówi Jakub Troszyński, rzecznik diecezji.

Jak dodaje, w przeszłości ksiądz Jacek Dunin-Borkowski dwukrotnie otrzymał upomnienia kanoniczne za niestosowne wpisy na portalach społecznościowych.

Z księdzem Duninem-Borkowski nie udało nam się skontaktować. Jak ustaliliśmy, aktualnie nie pracuje w żadnej parafii i ze względu na osobistą sytuację, przebywa w domu rodzinnym.

Pedofilia w Kościele: liczne przypadki

W ostatnich miesiącach było głośno nie tylko o przypadkach pedofilii w USA, Irlandii czy Niemczech, ale także w Polsce, jak chociażby o sprawie księdza Romana B., który więził i przez kilkanaście miesięcy gwałcił 13-letnią uczennicę, którą poznał na lekcjach religii czy o księdzu Pawle K., który odsiaduje wyrok 7 lat więzienia za wykorzystanie trzech chłopców.

Więcej o przypadkach pedofilii w Kościele przeczytasz tutaj:

Ministerstwo sprawiedliwości opublikowało listę 28 organizacji, którym przyznano dotacje z Funduszu Sprawiedliwości. Jedną z nich jest fundacja Lux Veritatis Tadeusza Rydzyka.  Na razie nie wiadomo, ile pieniędzy trafi do redemptorysty; wiadomo natomiast, że Fundusz Sprawiedliwości dysponuje ponad 200 milionami złotych. – „Na korytarzach mówi się, że tym razem dotacje sięgały nawet kilkudziesięciu milionów” – powiedział TVN 24 jeden z urzędników resortu, prosząc o zachowanie anonimowości.

Oprócz fundacji Rydzyka, dotacje dostaną przede wszystkim organizacje związane z Kościołem. Na liście jest np. fundacja „Action Life”, która specjalizuje się w niesieniu pomocy parom z problemem niepłodności (oczywiście bez metody in vitro). Z kolei Fundacja Podlaskie Centrum Radiowe, która chce rozwijać „media na poziomie lokalnym i regionalnym w oparciu o zasady nauki społecznej Kościoła Katolickiego”, dostała aż dwie dotacje.

Pieniądze zgromadzone w Funduszu Sprawiedliwości, który wcześniej nazywał się Funduszem Pomocy Poszkodowanym i Pomocy Postpenitencjarnej, pochodzą z kar, które nakładają sądy na sprawców przestępstw. Przed dojściem PiS do władzy środki z Funduszu trafiały do organizacji pozarządowych, które prowadziły linie telefoniczne dla ofiar przemocy domowej, zajmowały się pomocą dla nich czy prowadziły domy dziennej opieki dla zagrożonej młodzieży.

Widać już spadek poparcia dla Unii w ciągu ostatniego roku. Oznacza to, że PiS-owska propaganda działa. W końcu może dojść do tego, że z 80 proc. poparcia dla członkostwa Polski w UE spadniemy do 50 proc. W telewizji publicznej przekonuje się ludzi, że mamy do czynienia z dyktatem Brukseli, że Unia chce nam narzucić swoje prawa, że lewacka Europa dybie na nasze wartości… Prezydent opowiada brednie o „wyimaginowanej wspólnocie” i przyrównuje Unię do zaborów, a premier kłamie od świtu do nocy – mówi w rozmowie z nami prof. Dariusz Rosati, europoseł, członek zespołu doradców ekonomicznych PO i były minister spraw zagranicznych. – Proces krytykowania i zohydzania Unii w oczach obywateli trwa. Decyzja Komisji Europejskiej zostanie zresztą również do tego wykorzystana. Antyunijna propaganda będzie trwała, a jak rząd się zorientuje, że naród został „urobiony”, to wtedy ten temat pojawi się oficjalnie. Powtarzam, wszystko zmierza do tego, żebyśmy z Unii wyszli

KAMILA TERPIAŁ: Komisja Europejska zdecydowała o przekazaniu skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE „z uwagi na pogwałcenie przez Polskę zasady niezawisłości sędziów”. Chce również, aby Trybunał przywrócił stan prawny sprzed wprowadzenia ustawy o Sądzie Najwyższym. Czekał pan na taki ruch?

DARIUSZ ROSATI: To było jasne od ubiegłej środy. Decyzję podjęto w trybie obiegowym, czyli nawet nie czekając na kolejne posiedzenie Komisji. Wcześniejsze wstrzymanie się z decyzją było interpretowane jako czekanie na wyniki rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego z I Prezes Sądu Najwyższego prof. Gersdorf. Nie liczyłem na to, że PiS będzie w stanie wycofać się z decyzji, bo musiałby przyznać się do porażki.

Decyzja KE jest uzasadniona ze względu na kilka zapisów w ustawie o Sądzie Najwyższym, które naruszają niezawisłość sędziowską i niezależność SN.

Po pierwsze, chodzi o skrócenie kadencji sędziów zapisem o zmianie wieku emerytalnego – tak nie można postępować, bo na mocy konstytucji sędziowie są nieusuwalni. Nie można przy pomocy ustawy zmieniać zapisu konstytucji.

Po drugie, chodzi o upoważnienie prezydenta do arbitralnego decydowania, który sędzia może jeszcze orzekać, a który już nie. To jest ewidentne poddanie sędziów presji politycznej i szantażowi, aby orzekali zgodnie z oczekiwaniami PiS-u.

Po trzecie, chodzi o skrócenie kadencji I Prezes SN, która określona jest w konstytucji. Te zmiany powodują, że polski wymiar sprawiedliwości traci zdolność do sprawiedliwego osądu, co narusza artykuł 19. Traktatu o Unii Europejskiej.

Komisja nie dała się nabrać na „uniki” premiera Morawieckiego i rządu?
Nie wiem, skąd biorą się takie naiwne wyobrażenia, że Komisja nie wie, co się u nas dzieje, co robi PiS, i że można wysłać „Białą księgę”, czyli 80 stron propagandowego bełkotu, a Bruksela to w dobrej wierze kupi. Tam przecież pracują poważni fachowcy, prawnicy, ludzie kompetentni i oni widzą te wszystkie sztuczki.

Mamy do czynienia z próbami robienia idiotów z przedstawicieli KE i innych państw. To typowa pisowska kombinacja bezczelności i ignorancji, która świadczy o tym, że władza nie ma pojęcia o tym, jak funkcjonuje świat.

Sprawa ma być rozpatrzona w trybie pilnym. Jest szansa na zawieszenie ustawy zanim PiS przejmie SN? Czy jest już za późno?
Kluczowy jest w tym momencie tzw. tymczasowy środek zapobiegawczy, czyli zawieszenie działania zaskarżonych zapisów ustawy po to, aby nie powodować nieodwracalnych szkód. Rozstrzygnięcie w trybie pilnym może zająć nawet kilka miesięcy, ale do orzeczenia środka zapobiegawczego może dojść bardzo szybko, nawet w ciągu jednego tygodnia.

Czyli Komisji też zależy na czasie?
Oczywiście. Komisja przecież zdaje sobie sprawę, że PiS chce dokonać pełnej wymiany składu sędziowskiego, a potem dopiero ewentualnie iść na jakąś ugodę. Tyle że wtedy będzie już „pozamiatane”. I Komisja, i Trybunał Sprawiedliwości UE zdają sobie z tego sprawę, dlatego liczę się z tym, że decyzja o zastosowaniu środka zapobiegawczego zostanie podjęta bardzo szybko.

To będzie taka sama procedura jak w przypadku Puszczy Białowieskiej. Wtedy rząd się do wyroku nie zastosował, więc Trybunał nałożył karę finansową.

Co się stanie, jak nie zastosuje się w tej sprawie? Członkowie rządu i PiS-u przekonują, że Trybunał nie ma prawa wydawać takich orzeczeń.
Bzdura. Polska ma obowiązek respektować orzeczenia TSUE. Podstawą prawną do ich wydania są zapisy traktatów, a w tej konkretnej sprawie art. 19 Traktatu o UE w połączeniu z Kartą Praw Podstawowych. Koniec, kropka. Jeżeli rząd polski znowu się nie zastosuje, czyli nie wstrzyma działania zapisów po wydaniu przez Trybunał decyzji o podjęciu środka zapobiegawczego, procedura będzie taka jak poprzednio. Kary nakładane będą za każdy dzień do momentu podjęcia ostatecznej decyzji.

Jak zachowa się rząd?
Wydaje mi się, że będą szli w zaparte, tak jak do tej pory. Dla PiS-u to jest znacznie ważniejsza sprawa niż Puszcza Białowieska. To jest bój o niezależność sądownictwa, który toczy się od półtora roku.

Gdyby rząd się cofnął, to straciłby twarz w obliczu swoich zwolenników, których do tej pory karmił propagandą, że ma prawo do dokonywania takich zmian, a Unia nie może dyktować, co mamy robić. Dlatego nie mogą się cofnąć.

Taki brak reakcji może oznaczać chęć wyprowadzenia Polski z UE?
Wszystko do tego zmierza, tylko Jarosław Kaczyński wie, że to musi zostać poprzedzone przygotowaniem opinii publicznej. W tej chwili nie może ogłosić, że Polska powinna wystąpić z UE, dlatego że poparcie dla członkostwa jest nadal duże. Dlatego proces krytykowania i zohydzania Unii w oczach obywateli trwa. Decyzja Komisji Europejskiej zostanie zresztą również do tego wykorzystana. Antyunijna propaganda będzie trwała, a jak rząd się zorientuje, że naród został „urobiony”, to wtedy ten temat pojawi się oficjalnie. Powtarzam, wszystko zmierza do tego, żebyśmy z Unii wyszli. Niektóre niecenzurowane wypowiedzi polityków obozu władzy jednoznacznie na to wskazują. To jest realne niebezpieczeństwo i oczywiście nie muszę mówić, że to byłaby dla naszego kraju katastrofa o historycznym znaczeniu.

Najbardziej frustrujące jest to, że sami sobie strzelilibyśmy w stopę, bez zewnętrznego nacisku, choć wiele wskazuje, że mamy do czynienia z aktywnym wsparciem Moskwy dla tego scenariusza.

Co w tej sprawie może zrobić opozycja, zarówno w kraju, jak i za granicą?
Opozycja musi głośno mówić, do czego zmierza ta władza. Nie tylko zabiera nam wolność i łamie zasady demokracji, ale na końcu tej drogi jest wyjście Polski z UE i izolacja na arenie międzynarodowej, czyli zastąpienie naszych sojuszy i współpracy z zachodem Europy, jakimiś zastępczymi i tymczasowymi układami, na przykład z Węgrami. Oznaczałoby to wepchnięcie nas ponownie w orbitę wpływów rosyjskich, a to byłoby dla Polski śmiertelnie niebezpieczne. Wszyscy politolodzy wiedzą i ostrzegają: albo Polska jest częścią Zachodu, albo jest wasalem Rosji, innej możliwości nie ma. O tym trzeba głośno mówić, a w trakcie kampanii samorządowej tłumaczyć, że to wiąże się z utratą pieniędzy europejskich.

Ale gra idzie o większą stawkę niż pieniądze – wyprowadzenie naszego kraju z UE jest instrumentem do zdobycia całości władzy w Polsce, zniewolenia instytucji demokratycznych, podporządkowania sobie sądów, mediów, policji, prokuratury i przywrócenia mniej lub bardziej ostrego autorytaryzmu. Celem Jarosława Kaczyńskiego jest zbudowanie totalitarnego państwa, podporządkowanego jednej osobie.

Ciężar rozmów z szefami państw UE musi wziąć na siebie opozycja? Po to Grzegorz Schetyna spotkał się w poniedziałek z Angelą Merkel?
Trzeba mówić naszym partnerom, że polityka PiS-u nie ma poparcia większości społeczeństwa i jest uzurpacją. Trzeba tłumaczyć, że to jest świadoma polityka polegająca na oddalaniu nas od Unii poprzez dezinformację i propagandę antyeuropejską. To nie wszystko, trzeba też przekonywać partnerów, żeby nie byli bierni, a to nie jest łatwe. Wielu polityków w krajach zachodnich daje do zrozumienia, że wyjście Polski i Węgier z Unii przyjęliby z ulgą, bo polityka prowadzona przez rządy obu państw osłabia Unię Europejską.

Coraz częściej słychać też opinie, że nie dojrzeliśmy do demokracji. Nasi partnerzy nie potrafią zrozumieć, że wybory wygrywa partia populistyczna, która łamie konstytucję, dokonuje zamachu na trójpodział władzy, i nadal cieszy się wysokim poparciem; że Polacy godzą się na ten pełzający zamach stanu.

Cały czas jednak chcą być w Unii. Jak to pogodzić?
Dlatego najpierw PiS musi to zmienić. Muszę pani powiedzieć, że widać już spadek poparcia dla Unii w ciągu ostatniego roku. Oznacza to, że PiS-owska propaganda działa. W końcu może dojść do tego, że z 80 proc. poparcia dla członkostwa Polski w UE spadniemy do 50 proc. W telewizji publicznej przekonuje się ludzi, że mamy do czynienia z dyktatem Brukseli, że Unia chce nam narzucić swoje prawa, że lewacka Europa dybie na nasze wartości… Prezydent opowiada brednie o „wyimaginowanej wspólnocie” i przyrównuje Unię do zaborów, a premier kłamie od świtu do nocy.

Ale udowodnić mu kłamstwo nie jest tak łatwo. Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił oddalić wniosek, który w zeszły wtorek politycy PO złożyli przeciwko premierowi za tzw. kłamstwo drogowe. To może być działanie na zasadzie „lepiej nie narażać się władzy”?
To może być skutek „efektu mrożącego”. Niektórzy sędziowie mogą się bać. Przejęcie sądów powszechnych i ustanowienie nowej Izby Dyscyplinarnej dało PiS-owi narzędzia do karania nieposłusznych sędziów i nagradzania posłusznych.

W Polsce nie możemy już liczyć na sprawiedliwy proces i sprawiedliwe wyroki sądowe. Przecież w tym wypadku premier Mateusz Morawiecki, nawet jeżeli nie jest kandydatem w tych wyborach, to jest członkiem partii, która bierze w nich udział, jest twarzą kampanii PiS, a wszystkie jego wypowiedzi są osadzone w kontekście wyborczym. W tym kontekście nie rozumiem stanowiska sądu.

Sąd stwierdził, że słowa premiera wypowiedziane na spotkaniu wyborczym nie były agitacją polityczną. A czym mogły być?
Niczym innym.

Do ludzi naprawdę trafiają takie słowa jak te o „wyimaginowanej wspólnocie, z której niewiele wynika”? Przecież wystarczy się rozejrzeć…
To jest właśnie element propagandy antyunijnej.

Parę lat temu prezydent Andrzej Duda jeszcze takich głupot nie opowiadał. Teraz mówi o „wyimaginowanej wspólnocie” jeżdżąc po drogach, odwiedzając szpitale, uczelnie, szkoły wybudowane lub odnowione za pieniądze unijne. Ta propaganda ma zmienić naturalne nastawienie proeuropejskie na antyunijne i ułatwić decyzję o wyprowadzeniu Polski z UE. Jak szybko PiS-owi uda się zmienić to nastawienie? Zdąży przed wyborami parlamentarnymi? Mam nadzieję, że nie zdąży.

Ta propaganda wpływa na mniej zorientowanych. Dla większości chyba argumenty za członkostwem są tak oczywiste, że nie można im zaprzeczyć. Chodzi przede wszystkim o unijne pieniądze, ale także swobodę podróżowania czy dostęp naszych firm do jednolitego rynku. Mam nadzieję, że większość Polaków nie da się otumanić prymitywną PiS-owską propagandą, w której na wyścigi uczestniczą szef rządu i głowa państwa. Wstyd, że mamy prezydenta i premiera, którzy łamią konstytucję i angażują się w działania sprzeczne z polską racją stanu.

Andrzej Duda przybył w niedzielę do USA, by wziąć udział debacie generalnej 73. sesji Zgromadzenia ONZ oraz w posiedzeniu RB ONZ.

Duda spotkał się również z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenko oraz prezydentem USA Donaldem Trumpem, który wspominał niedawne spotkanie w Białym Domu, a podczas swojego przemówienia przed Radą Bezpieczeństwa wymienił Polskę jako jeden z czterech państw, które osiągają sukces i radykalnie zmieniają się, odrzucając globalizację. Prezydent USA nie zapomniał wspomnieć o grubych milionach, jakie Polska będzie płaciła za stałe bazy amerykańskie.

W swoim przemówieniu na forum Zgromadzenia ONZ Duda przedstawił „wizję pozytywnego multilateralizmu związanego z budowaniem realnej wspólnoty międzynarodowej opartej na suwerennej równości państw”. Zapowiedział też powrót Polski do udziału w misjach pokojowych oraz poparł deklarację o wzmocnieniu oddziałów pokojowych, zwiększeniu bezpieczeństwa żołnierzy i lepszego ich wyposażenia.

W panelu poświęconym misjom pokojowym, Donald Tusk przysiadł się do prezydenta, co zostało szybko wychwycone przez kamery i fotoreporterów.  Na nagraniu widać, że panowie dobrze się czuli w swoim towarzystwie. Rozmawiali, śmiali się, żartowali. Patrząc na nich, nikt by nie uwierzył, że na co dzień reprezentują oni zupełnie inne poglądy, inne wizje polityczne i do tej pory stosunki między nimi były mocno napięte.

Oczywiście, wszyscy są ciekawi, o czym rozmawiali, co ich tak rozbawiło. Tego się jednak nie dowiemy, bo jak zdradził PAP Krzysztof Szczerski, była to „rozmowa prywatna. Gdybym powiedział o czym była, stałaby się publiczną. Gdyby była to rozmowa publiczna jej przebieg i charakter byłby inny. Dopóki nikt nie upoważni nas do tego, żeby tę treść przekazywać, to utrzymamy nieformalny i prywatny charakter tej rozmowy”.

Jedno jest pewne. Obu panom było miło i przyjemnie. Nagranie z ich spotkania obiegło już internet wywołując spore zaskoczenie, bo chyba nikt nie mógł spodziewać się, że potrafią oni rozmawiać ze sobą na luzie, uśmiechać się i żartować. Ech, jakże byłoby dobrze, gdyby tego typu zachowania stały się polską normalnością, ale „jedna jaskółka wiosny nie czyni”, więc raczej nie możemy liczyć na powtórkę.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Ten pewien stopień dla Wielkiej Brytanii skończył się Brexitem, dla Polski może skończyć się odpowiednio – Polexitem.

Ryszard Czarnecki swego czasu umówił się z dziennikarzem na „w pół do pierwszą”, a Mateuszowi Morawieckiemu do „półtorej roku” rządzenia brakuje jeszcze rok. Obydwaj są z podobnego rozdania, samoocenę mają zawyżoną, co w psychologii jest jednoznaczne, są to faceci z kompleksami. Tacy ludzie nie rozmawiają, nie dyskutują, bo swoje wiedzą. To przypomina mi dawną ustawę z Pensylwanii, która zabraniała plucia pod wiatr. Pół biedy, gdy ślina wracała na twarz plującego, ale kłopot brał się, gdy ślina lądowała na twarzy tego, z kim plujący dyskutował.

Morawiecki na dyskusję musi mieć pozwolenie prezesa. A Kaczyński mu nie pozwala, bo realizuje swój plan zaprowadzenia zamordyzmu. Premier Morawiecki jest tylko narzędziem w jego rękach, który mówi w wyznaczonych ramach.

Komisja Europejska pozwała władzę pisowską do Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki to nazywa „krokiem, który dialog do pewnego stopnia urywa”. Komisja Europejska – namiastka rządu unijnego – zaskarża prowincję o sprzeniewierzenie się wartościom, które obowiązują na całym terytorium, a Morawiecki twierdzi, że to urywa więzi – acz „do pewnego stopnia”.

Jeżeli więc prowincja nie podejmie dialogu, to znaczy nie wróci do stosowania norm, które wspólnotę spajają, to albo zostaje wykluczona ze wspólnoty wartości, albo dotyka ją „karna ekspedycja”, przymus. To ostanie nie jest możliwe, więc Morawiecki opowiedział się za wykluczeniem Polski z Unii Europejskiej – „do pewnego stopnia”.

Ten pewien stopień dla Wielkiej Brytanii skończył się Brexitem, dla Polski może skończyć się odpowiednio – Polexitem.

Mateusz Morawiecki, jak jego tatuś Kornel, wyznaje szemrane wartości – opisane w „Boboku” przez Fiodora Dostojewskiego, którego bohater na cmentarzu słyszał głosy zmarłych. Ojciec premiera nawet od tych zmarłych dostał dla swojej partii podpisy poparcia.

I takie wartości rodzinne wyznaje Mateusz Morawiecki. Pluje w imieniu prezesa, poniekąd też swoim, ale ta plwocina leci na wszystkich nas, Polaków, którzy nie podzielamy tych wartości pod wiatr demokracji. Z „półtorej roku” Morawieckiego zostało mu jeszcze rok – do wyborów parlamentarnych i niech on wówczas skończy na politycznym śmietniku jako Bobok.

>>>

Pociotkowie pisowców rwą się do koryta. Żony, kierowcy i wszyscy bliscy

Powoli ujawniane są listy wyborcze, a wraz z nimi odsłaniane są wszelkie powinowactwa i znajomości kandydatów z partią rządzącą. Interesująco prezentuje się lista PiS w warszawskim okręgu wyborczym na Mokotowie. Na trzecim miejscu pojawiło się nazwisko żony korespondenta TVP w Berlinie, Cezarego Gmyza, który to nazwał I Prezes Sądu Najwyższego „szlampą”.

Żona korespondenta, pani Elżbieta Wronowska-Gmyz – na co dzień zatrudniona w Narodowym Centrum Kultury – zaskarbiła sobie przychylność partii kiedy w 2016 r. zorganizowała w warszawskiej Kordegardzie wystawę o katastrofie smoleńskiej.

Na uwagę zasługuje numer jeden na wspomnianej liście kandydatów. Jest nim były kierowca Jarosława Kaczyńskiego, radny Warszawy Jacek Cieślikowski. Miesięczne zarobki radnego to niebagatelna suma 14 tys. złotych.

Jak podaje portal wiadomości.gazeta.pl, radny Cieślikowski w 2017 r. „zarobił dokładnie 169 tys. 209 zł. Na tę kwotę złożyło się 108 tys. i 18 tys. zł z dwóch umów o pracę, a dodatkowo Cieślikowski zainkasował 21,3 tys. zł z firmy Geranium (jest jej prezesem) oraz 18 tys. zł ze spółki Srebrna (zasiada w zarządzie).”

Lista wyborcza kandydatów PiS z okręgu Mokotów, to tylko jeden przykład układów i partyjnego kolesiostwa.

Wybitna pisarka Maria Nurowska komentowała w programie „Nie ma żartów” (Superstacja) politykę rządu PiS.

Polski matoł, kołtun, cham – oto dzisiejsi rządzący

Filozof prof. Tadeusz Gadacz i internauci odnieśli się do wypowiedzi Mateusza Morawieckiego w Brukseli.

Cezary Gmyz wulgarnie obraził na Twitterze Małgorzatę Gersdorf. Prezes Sądu Najwyższego została nazwana przez korespondenta TVP „szlampą”.

Korespondent TVP Cezary Gmyz znowu nie skorzystał z prawa do milczenia. W skandalicznych słowach odniósł się do osoby prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf.

Na wpis o Małgorzacie Gersdorf uwagę zwróciła Karolina Hytrek-Prosiecka, była dziennikarka TVN. „Taka osoba jest opłacana jako dziennikarz TVP z Państwa i moich podatków. Osoba, która wyzywa publicznie prezesa sądu najwyższego. Jeśli ktoś nie wie, co znaczy po niemiecku słowo „schlampe”, to warto sprawdzić…. Panie Prezesie @KurskiPL czy są jakieś granice?” – napisała.

Waldemar Mystkowski pisze o Matołuszu.

A wydawało się, że 1:27 Beaty Szydło nikt nie prześcignie.

Miarą sukcesu wystąpienia Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim o przyszłości Unii Europejskiej może być entuzjazm brytyjskiego europosła Gerarda Battena, który wsparł premiera rządu pisowskiego i wezwał go, aby Polska wzorem swoim z II wojny światowej teraz pomogła w Brexicie.

Morawiecki nie jest wszak lotnikiem Dywizjonu 303, a bardziej kamikaze Jarosława Kaczyńskiego. Wygląda na to, że „dzielnie” walczy o Polexit. Przecież patriotyzmy mają swoje granice, niech Batten walczy o jak najlepszy Brexit, bo Morawiecki zaangażował się w Polexit.

Morawiecki w Parlamencie Europejskim odniósł niejaki sukces. Liczba wygłoszonych przez niego bredni jest godna odnotowania w Księdze Guinnessa, pogłębił „sukces” Beaty Szydło 1:27, co wydawało się niemożliwe. Tylko dlatego, że Jarosław Kaczyński zachorzał na kolano, nie był witany entuzjastycznie na Okęciu.

Gdybym był złośliwy, zaproponowałbym Morawieckiemu, aby trochę poczekał na powrót do zdrowia prezesa – byłby witany na lotnisku w samym Baranowie, gdzie rząd PiS zamierza wybudować lądowisko godne ich wizji. Moja względna niezłośliwość wszak zasadza się na tym, że napisałem Baranów, a powinien – Pacanów.

Polska w wydaniu Morawieckiego zaprezentowała się jako Pacanów, a on sam jako ta koza, która jest kuta na cztery łapy. Premier poszerza zasób porównań, do tej pory powszechnym było nazywać go Matołusz, teraz przechyliło się na stronę nomenklatury Pinokiusz.

Problem z Morawieckim jest jeszcze inny, nie dość że nie jest samodzielny i do imentu krętacz, to przede wszystkim posiada średnią wiedzę o naszej tradycji. Był łaskaw stwierdzić, iż należał do „Solidarności”, co mija się z prawdą, bo „Solidarność Walcząca” jego tatusia Kornela walczyła ze związkiem zawodowym, którego pierwszym przewodniczącym był Lech Wałęsa. To jest podszywanie się pod krętactwa tamtych czasów. Aby zwodzić Polaków, komuchy wszystkie inne związki zawodowe nazwali, jak Solidarność – NSZZ, czyli Niezależnymi Samorządnymi Związkami Zawodowymi.

I tego nie powiedział Matołusz vel Pinokiusz, iż podszył się pod Solidarność. Chciał się przedstawić bardziej papieski niż sam papież (bardziej solidarnościowy niż ikona Lecha Wałęsy), czym przypomina komucha też tamtych czasów Mieczysława Moczara. Kimś takim jest Morawiecki – vel Moczar naszej demokracji. Czy Matołusz vel Pionokiusz zarumieni się z powodu, iż kompromituje Polskę, w której jak w Pacanowie podstawia cynicznie swoje ambicje do podkucia (a przecież brak mu intelektualnych kompetencji)?

Chciałem naszemu Pinokiuszowi przypomnieć, jak wyglądał schemat naczelnych organów państwowych w konstytucji PRL z 1952 roku, w której „odrzuca się powszechną dla demokracji burżuazyjnej zasadę podziału władz na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą”.

Morawiecki zatem nie wywodzi się z „Ducha praw” Monteskiusza, ale z „Krótkiego kursu WKP(b)”. I tę jego różnicę odnotowano w Parlamencie Europejskim. To jest pogłębiony sukces 1:27. I proszę, wydawało się, że Beaty Szydło nikt nie prześcignie. Matołuszowi vel Pinokiuszowi się udało.

Post Navigation