Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Cezary Tomczyk”

Pisowscy gangsterzy

W czasie dzisiejszego programu Kawa na Ławę (TVN24) doszło do dyskusji na temat prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio – czytaj >>>

Program Koalicji Obywatelskiej >>>

Donald Tusk – tutaj >>>

W najnowszym Newsweeku rozmowa Tomasza Lisaa z pisarzem, Jackiem Dehnelem o tym co w Polsce spotyka geja, o faszystowskim języku władzy, tchórzliwych świeckich katolikach i o raczej czarnych scenariuszach dla Polski.

Kmicic z chesterfieldem

Premier wykazuje totalny brak wiedzy o Katowicach, a więc mieście, z którego startuje w najbliższych wyborach do Sejmu. PiS-owski polityk wymyślił teraz nazwę nowej dzielnicy.

Na sobotniej konwencji PiS w Opolu Morawiecki mówił o tym, że górników postrzelonych w kopalni Wujek, przewożono do szpitala w „Ligacicach”. Problemem jest to, że takiej dzielnicy nawet nie ma.

Wpadkę premiera zauważył poseł Borys Budka, który podzielił się informacją z internautami. „Panie Premierze, w #Katowice nie ma takiej dzielnicy jak „Ligacice”. Może chodziło o Ligotę? A może o Bogucice? PS Jeśli mogę w czymś jeszcze pomóc w naszym okręgu, proszę pisać 😉” – napisał na Twitterze działacz Koalicji Obywatelskiej.

View original post 1 123 słowa więcej

 

Kościół i PiS robią rzeczy odrażające i społecznie szkodliwe

Kościół robi rzeczy odrażające i społecznie szkodliwe: wspiera władzę, która niszczy demokrację, chroni księży, którzy krzywdzą dzieci. Należy mu się bojkot.

>>>

Czytałem na Twitterze wpis Barbary Zdrojewskiej, naszej senatorki, która startuje w wyborach i która poinformowała, że do ludzi, którzy podpisywali jej listy, zaczęła przychodzić policja, pytając o podpisy. Czyli tak naprawdę do zastraszania angażuje się już policję. Nie uznaje się wyroków sądów, twierdzi się, że tylko ci, którzy kochają ojca Rydzyka, są godni być obywatelami Polski. Tylko religia katolicka niesie ze sobą wartości, reszta to nihiliści. Szykuje nam się zatem Polska policyjna, dyktatorska i klerykalna – mówi Marek Borowski, senator, były marszałek Sejmu, kandydat do Senatu z list Koalicji Obywatelskiej. Rozmawiamy też o programach wyborczych, kampanii, aferze hejterskiej i próbie odwołania ministra Ziobry

JUSTYNA KOĆ: Dlaczego PiS chce przenieść posiedzenie Sejmu na po wyborach?

MAREK BOROWSKI: Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy, to to, że jest jakaś ustawa, której treść może być różnie sformułowana w zależności od tego, czy PiS będzie nadal rządził, czy nie. Pewnie nie jest pewien wyniku, zatem we wtorek po wyborach przyjmie ją w określonej treści. Ale to tylko spekulacje.

Rozumiem, że przepisy pozwalają na takie działanie?
Kadencja Sejmu trwa do pierwszego posiedzenia nowego Sejmu, ponieważ w Polsce jest ciągłość. Nie ma ani jednego dnia bez Sejmu.

Można by się zastanowić, czy Sejm po wyborach ma nadal legitymację, aby cokolwiek uchwalać.
Prawną legitymacje ma,

GORZEJ Z MORALNĄ, ALE WIEMY, JAK TO W PRZYPADKU PIS-U JEST.

Debata nad wnioskiem o odwołanie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry w końcu doszła do skutku. Dlaczego? Jeszcze kilka dni temu nie było o tym nawet mowy.
Tu nie ma dowolności. Taki wniosek musiał się znaleźć w porządku obrad, bo to przepis regulaminowy. Od momentu złożenia wniosku to musi być najbliższe albo następne posiedzenie.

Wielokrotnie PiS pokazywał, że nie liczy się z regulaminem czy nawet z wyrokiem sądu.
To prawda, ale to byłaby wyjątkowa hucpa. Poza tym to odbyło się późnym wieczorem, według sprawdzonego wcześniej scenariusza przegłosowali, co chcieli. Nie miałem żadnych wątpliwości, że minister się ostanie.

Płaca minimalna w górę, jak jeszcze Europa nie widziała – chwali się PiS. Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz przyznaje, że nikt z nią tego nie konsultował. Czyli nie dość, że premier nie konsultuje kluczowych zmian z rządem, to jeszcze z koalicjantami?
Pani Emilewicz od czasu do czasu prezentuje jakąś niezależność, która na dobre jej nie wychodzi, bo mogła być komisarzem, a nie jest. Uważam, że miała spore szanse. W tej sprawie był odpytywany sam prezes, który stwierdził, że pani Emilewicz zwraca uwagę na procedury, które powinny być zachowane, bo oczywiście w tej sprawie powinna odbyć się rada dialogu społecznego z przedsiębiorcami. Może się jeszcze odbędzie i ostateczna decyzja będzie podjęta dopiero później.

Jak ocenia pan pomysł z podwyższeniem płacy minimalnej?
Wyborczo to doskonały pomysł. PiS zawsze szuka “targetu” możliwie dużego, do którego skierują propozycje.

NAJPIERW TO BYŁY DZIECI I ICH RODZICE, POTEM EMERYCI, A TERAZ NAJMNIEJ ZARABIAJĄCY. PIS NIE PRZEJMUJE SIĘ TYM, ŻE TO SIĘ STANIE KOSZTEM PRACODAWCÓW I NIESTETY MOŻE DOPROWADZIĆ DO TEGO, ZWŁASZCZA JEŚLI BĘDZIE KONTYNUOWANA TENDENCJA SŁABNĄCEGO WZROSTU GOSPODARCZEGO, ŻE BĘDĄ ZWOLNIENIA. CZEŚĆ PRZEDSIĘBIORCÓW MOŻE TEGO NIE WYTRZYMAĆ.

W tej kampanii opozycja powinna podnieść ten temat i głośno mówić, że szykują się zwolnienia. Pracodawcy zdają sobie z tego sprawę, zatem główny nacisk powinien być położony na pracowników. Oczywiście fajnie mieć perspektywę podwyżki, ale może się okazać, że zamiast podwyżki będą wypowiedzenia.

Jarosław Kaczyński powiedział, że konsultował tę sprawę z szefem NBP i ten powiedział, że nie widzi zagrożenia dla gospodarki.
Zdziwiłbym się, gdyby widział. To jest trochę tak, jak minister sprawiedliwości pyta o zdanie prokuratora generalnego. I prokurator generalny wypowiada się pozytywnie. To jest dokładnie to samo, tylko tam jest to w jednej osobie, a tu są dwie.

Prezes powiedział też, że w Polsce i poza Polską są ludzie, którzy chcą, żeby były tu niskie płace. Kogo mógł mieć na myśli?
Prawdą jest, że firmy zagraniczne, które chcą inwestować w Polsce, chętnie by widziały, żeby pracownicy zap… za miskę ryżu, jak powiedział kiedyś Mateusz Morawiecki zanim został premierem, bo wtedy mają niskie koszty. To dotyczy każdego kraju na dorobku, to nie jest żadne odkrycie. Zresztą Polska w coraz mniejszym stopniu jest krajem niskich płac. Również w Polsce są tacy pracodawcy, którzy najchętniej płaciliby pracownikom po 1000 złotych miesięcznie. Problem jest tu inny – co zrobić, aby w Polsce szybko rosła wydajność pracy, bo jak tak będzie, to będą rosły również płace. Tymczasem na szybki długofalowy wzrost wydajności pracy potrzeba inwestycji, a te są w Polsce mizerne i PiS nie znalazł na to sposobu. Gwałtowne podwyższanie płac ustawowo będzie zmuszało pracodawców do zwalniania pracowników, względnie do zamykania firm – na jedno wychodzi – i do podwyższania cen tam, gdzie to będzie możliwe. Takie działanie nie przyniesie też inwestycji, bo pieniędzy na nie będzie jeszcze mniej.

TO TYPOWY ZABIEG WYBORCZY, ABY DOSTAĆ JESZCZE KILKA GŁOSÓW WIĘCEJ, A POTEM NIECH SIĘ DZIEJE, CO CHCE.

O co chodzi w zamieszaniu ze składami do ZUS? Najpierw Morawiecki mówi na konwencji w sobotę, że “idziemy w kierunku liczenia ZUS-u od dochodów”, potem po zamieszaniu w samym rządzie późnym wieczorem we wtorek rzecznik rządu na Twitterze informuje, że liczenie składki ZUS dla przedsiębiorców pozostaje na takich samych zasadach. To niepoważne?
Nawet bardzo. Zdaje się, że wewnętrznie nie skonsultowano tej sprawy, bo jednocześnie zwiększa się podstawę do składki ZUS dla wszystkich, co zalegają, znosząc ograniczenie 30-krotności, z drugiej strony – ma być liczona od dochodu. Dla wielu to byłby ogromny wzrost tej składki. Do tego nie podano żadnych współczynników, wskaźników. Jeżeli ZUS ma wziąć to, co do tej pory, a z reguły wszyscy przedsiębiorcy płacili najmniejszą składkę, to przy przejściu na procent od dochodu jedni zapłaciliby mniej, ale drudzy więcej, aby wyszło na to samo. I pewnie nie byliby to największy, tylko tacy średniacy. To wzbudziło wyraźne zaniepokojenie i PiS się wystraszył, dlatego zaczął to korygować. To tylko pokazuje, że to takie dojutrkostwo. Nie ma tu żadnej długofalowej koncepcji, tylko liczenie głosów.

Jak podoba się panu kandydatka na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska zamiast Grzegorza Schetyny?
Podoba mi się, uważam, że na pewno złagodzi to ostrość kampanii. Oczywiście PiS będzie atakował PO i innych z opozycji, ale tu ma poważny problem. Nie oznacza to oczywiście, że kampania prowadzona tylko na zasadach “kochajmy się” da rezultat.

TO, Z CZYM ZACZĘŁA KIDAWA-BŁOŃSKA, ŻE TRZEBA SKOŃCZYĆ Z MOWĄ NIENAWIŚCI, TO DOBRY RUCH. MUSI TEMU JEDNAK TOWARZYSZYĆ ZDECYDOWANA PRZESTROGA PRZED TYM, CO SIĘ MOŻE STAĆ, GDY PIS WYGRA WYBORY I TO JESZCZE DUŻĄ WIĘKSZOŚCIĄ. Z ZAPOWIEDZI PREZESA, ŻE DEMOKRACJA TAK, ALE NIE TRYBUNALSKA, WYNIKA, ŻE NIE LICZĄ SIĘ TRYBUNAŁY, SĄDY, LICZY SIĘ TYLKO WOLA WIĘKSZOŚCI, CZYLI WOLA PREZESA. TAK MA WYGLĄDAĆ DEMOKRACJA PREZESA.

Przed tym trzeba przestrzec, bo może powstać państwo policyjne. Czytałem dziś na Twitterze wpis Barbary Zdrojewskiej, naszej senatorki, która startuje w wyborach i która poinformowała, że do ludzi, którzy podpisywali jej listy, zaczęła przychodzić policja, pytając o podpisy. Czyli tak naprawdę do zastraszania angażuje się już policję. Nie uznaje się wyroków sądów, twierdzi się, że tylko ci, którzy kochają ojca Rydzyka, są godni być obywatelami Polski. Tylko religia katolicka niesie ze sobą wartości, reszta to nihiliści. Szykuje nam się zatem Polska policyjna, dyktatorska i klerykalna. O tym trzeba głośno mówić, bo inaczej ludzie będą uważali, że PiS daje tylko pieniądze i straszy, ale poza tym nic złego nie robi.

Kmicic z chesterfieldem

Tego jeszcze nie było… To, że zwykły poseł w osobie Jarosława Kaczyńskiego zabiera w Sejmie głos, kiedy tylko mu się podoba, czyli jak pamiętamy „bez żadnego trybu” – to jedno, to że przekracza progi Parlamentu tam gdzie chce i jak chce to jeszcze jedno ale, że wprowadza ze sobą uzbrojone indywidua, to już zwykła granda.

Stosowny moment nagrał poseł PO Cezary Tomczyk.

Na filmiku, który wywołał szczere oburzenie w sieci, widać wyraźnie jak lider PiS korzysta z wejścia dla Marszałka Sejmu, a wraz z nim wchodzi do gmachu parlamentu dwóch facetów pod bronią.

Jest to niedopuszczalne. Przepisy kategorycznie zabraniają wnoszenia broni i wszelkiego rodzaju materiałów niebezpiecznych…

View original post 1 234 słowa więcej

 

Rydzyk dla PiS ważniejszy niż zdrowie Polaków

Aktor Włodzimierz Matuszak na temat marnotrawienia finansów publicznych przez władzę PiS.

– Nie stawiajcie pomników. Budujcie szpitale! W mediach społecznościowych zbiórki pieniędzy dla ratowania życia ludzi pozbawionych opieki państwa. Tymczasem do Torunia płyną miliony. Nie czekajmy na milion elektrycznych samochodów, nowy polski prom, centralny port lotniczy w Baranowie i wiele innych banialuków wygłaszanych przez Mateusza Morawieckiego. Ratujmy życie ludzi, rodaków, chorych, pozbawionych nadziei, liczących tylko na pomoc współobywateli. Ile istnień ludzkich można uratować za setki milionów wysyłanych do Tadeusza Rydzyka? Pomniki możecie sobie stawiać, kiedy na nie zasłużycie. Ale priorytetem jest człowiek – wypowiada się Włodzimierz Matuszak znany najbardziej ze swojej roli proboszcza w serialu „Plebania”.

***

– Od początku rządów PiS do podmiotów związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem (fundacji, spółek i szkoły wyższej) wieloma szerokimi i węższymi strumieniami płyną publiczne pieniądze. Jak obliczyliśmy, trafiło do nich dotąd co najmniej 214,2 mln złotych – informuje redakcja oko. press.

Partia Razem: Tadeusz Rydzyk jest jedną z najbardziej wpływowych osób w Polsce. Od jego wsparcia zależą losy rządów Prawa i Sprawiedliwości. Czas skończyć z prezentami dla bogaczy. Państwo Polskie ma służyć dobru obywatelek i obywateli, a nie milionerom!

– SKOKi, miliony na nagrody, KNF, Caracale, Rydzyk, okradanie PCK, wycinanie puszczy, nawet koniom w Janowie Podlaskim nie darowali, Kaczyński do dziś nie został przesłuchany w sprawie dwóch wież – tymi sprawami prokuratura nie jest zainteresowana, odkłada je na bok – wypowada się poseł Cezary Tomczyk (Platforma Obywatelska).

W połowie sierpnia o. Tadeusz Rydzyk zaapelował do swoich sympatyków o kolejne wpłaty na jego konto.

 Pieniądze. Potrzebujemy. Starcza, ale nie na to wszystko, co chcemy. A musimy kupić samochody… – mówił redemptorysta.

– Dla ojca dyrektora 200 mln zł od rządu PiS to wciąż za mało – trzeba wyciągać rękę po wdowi grosz i oszczędności emerytów. Widzisz, a nie grzmisz… – komentuje europoseł Robert Biedroń.

Kmicic z chesterfieldem

Przed Kancelarią Premiera w Warszawie zgromadziły się tłumy. Uczestnicy demonstracji domagali się dymisji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Przynieśli czerwone kartki z hasłem „Ziobro musi odejść” i „Wolna prokuratura, wolne sądy, wolni ludzie”. Składali podpisy pod symboliczną dymisją Ziobry.

Protest zorganizowała Akcja Demokracja. – „Jest wiele powodów, że tutaj jesteśmy. Ja mam wiarę, że nasze państwo może wyglądać inaczej. Mam przekonanie, że odpowiedzialnym za to, co się dzieje, jest Ziobro” – mówiła do zebranych Weronika Paszewska, dyrektorka Akcji Demokracji.

– „To nie jest jednodniowa afera, pokazuje ona stan, w jakim jest polskie państwo. Mamy problem z nienawiścią w życiu publicznym. Zbigniew Ziobro albo wiedział, co się dzieje w jego ministerstwie, o akcji zorganizowanego hejtu albo nie wiedział, nie panował nad podwładnymi, tak więc nie nadaje się na ministra” – powiedział prof. Marcin Matczak.

„Prokuratura nie może być narzędziem w rękach władzy. My, prokuratorzy nie godzimy się, abyście wy, wolni ludzie…

View original post 713 słów więcej

 

Macierewicza podkomisja smoleńska działa w jednej jego osobie – i szlus!

Kmicic z chesterfieldem

Wirtualna Polska napisała o najnowszym apelu T. Rydzyka, w którym redemptorysta domaga się od wiernych kasy na zakup nowego wozu transmisyjnego dla toruńskiej rozgłośni. Okazją do zbiórki na ten cel będzie zapowiedziana na najbliższy weekend 28. pielgrzymka „Rodziny Radia Maryja” do Częstochowy.

„Zapraszamy wszystkich – przybywajcie osobiście, w grupach zorganizowanych i indywidualnie, różnymi środkami lokomocji. W domach niech zostaną tylko chorzy” – napisał duchowny

Apel nie pozostał bez zgryźliwych komentarzy, bo choć Rydzyk skarży się, iż dotychczasowy sprzęt, jakim dysponuje radio liczy sobie już 16 lat, jest zdezelowany i bez 5 mln zł nie uda się go zastąpić nowym lepszym, to nie wszystkim ta nienowa inicjatywa redemptorysty przypadła do gustu.

Pikanterii dodaje jej precyzyjny instruktarz: „…prosimy o pomoc, o symboliczną ‘Różę’ dla Matki Najświętszej – dla Jej radia, bo to jest Jej radio. Te ofiary składamy w małych namiotach pomiędzy namiotami Fundacji ‘Nasza Przyszłość’, w małych kopertach, podpisanych imieniem, nazwiskiem…

View original post 872 słowa więcej

 

Morawiecki, nie ma dnia, ba, godziny, żeby pan nie skłamał

Oto jak Morawiecki walczy z powodzią – limuzynami.

Mateusz Morawiecki przebywający na terenach zagrożonych powodzią został dzisiaj przyłapany przez internautów na swoim kolejnym kłamstwie.

Depresja plemnika

„Gazeta Wyborcza” ujawnia, że w mieszkaniu prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julii Przyłębskiej odbywają się cykliczne spotkania, w których uczestniczy prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki. Rozmówcy z rządu w rozmowie z GW podkreślają wprost, że to ważny ośrodek władzy.  Mieszkanie mieści się w reprezentacyjnym budynku z balkonami i dużymi oknami naprzeciwko TK. Obok swoje siedziby mają Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Edukacji Narodowej, niedaleko jest kancelaria premiera. W PiS od dawna narasta niezadowolenie, że partyjna siedziba przy ul. Nowogrodzkiej nie jest jedynym centrum decyzyjnym.

Jarosław Kaczyński skomentował publiczne swoje kontakty z prezes TK 13 maja w programie „Pytanie na śniadanie” w TVP 2. Niespodziewanie ujawnił w nim, że Przyłębska „jest jego towarzyskim odkryciem ostatnich lat” i bardzo lubi u niej bywać, a spotkania mimo pełnionej przez nią funkcji mają prywatny charakter.

Wypowiedź ta (temat przyjaźni prezesa PiS miał być jednym z zaplanowanych przez jego PR-owców tematów rozmowy) padła w…

View original post 3 519 słów więcej

 

Mateusz Morawiecki, wyjątkowo perfidny zaprzaniec

Gdy okazało się, że straszenie inwazją uchodźców już nie działa, a ofensywa europejskiego lewactwa, genderystów i środowisk LGBT+ wcale Polakom nie tak straszna, jak przewidywali stratedzy Prawa i Sprawiedliwości, na Nowogrodzkiej urodził się plan postraszenia Polaków wprowadzeniem wspólnej waluty europejskiej, która miałaby doprowadzić do wzrostu cen produktów (tak jakby fatalna polityka gospodarcza “dobrej zmiany” nie wywoływała takich samych efektów). Partia rządząca opublikowała nowy spot wyborczy, a prezes Kaczyński do spółki z premierem Mateuszem Morawieckim rozpoczęli wykłady, jak to Polacy zasługują na europejski poziom życia i europejskie wynagrodzenia, a nie wyższe ceny w euro. 

– Mówimy “nie” euro, mówimy “nie” europejskim cenom; przyjmiemy euro, gdy osiągniemy poziom Niemiec – mówił podczas konwencji w Lublinie prezes PiS. Z kolei premier  ocenił, że Polsce nie opłaca się dziś przyjąć euro i rząd chce opierać gospodarkę o polską walutę. Zdaniem polityków partii rządzącej tylko PiS jest gwarantem tego, że Polska z rodzimym złotym nie pożegna się zbyt szybko.

“Czy polska gospodarka na tym zyska? Bardzo wątpliwe”– mówił Kaczyński. “Czy zyskają na tym kieszenie Polaków, czy po raz kolejny zostaną zmniejszone, zredukowane, mówię tu o ich zawartości, o domowych budżetach?” – dodał. Argumentem mającym służyć straszeniu Polaków, że głos na Koalicję Europejską to głos za szybkim przyjęciem europejskiej waluty posłużyły w spocie wypowiedzi polityków KE. Problem jednak w tym, że wystarczyła chwila, by w sieci pojawiły się wypowiedzi Mateusza Morawieckiego z czasów, zanim jeszcze został politycznym “Robin Hoodem” i zwolennikiem interwencji państwa w gospodarkę. Bo bankster Morawiecki, jeden z doradców gospodarczych premiera Donalda Tuska był wprowadzenia euro zdecydowanym orędownikiem.

Jego wypowiedź z debaty w Ministerstwie Finansów z 2013 roku przytoczył inny z jej uczestników, założyciel Nowoczesnej, a obecnie szef partii Teraz! Ryszard Petru. Jak stwierdził, wówczas myślał jeszcze samodzielnie i na temat wprowadzenia w Polsce euro wypowiadał się racjonalnie, w pozbawiony polityki sposób. Zresztą zobaczcie sami.

O tym, że przyjęta przez ekipę rządową narracja o gwarancji wprowadzenia w Polsce europejskiego standardu życia może być bardzo ryzykowna, pisał też na Twitterze reporter RMF FM Patryk Michalski, zauważając, że trwa właśnie największy od 1993 roku strajk nauczycieli, którym wynagrodzenia na poziomie choćby częściowo zbliżonym do tych zachodnich właśnie się odmawia.

Zauważył także, że dopiero co także inna grupa społeczna – opiekunowie osób niepełnosprawnych – próbowali wywalczyć od rządu Prawa i Sprawiedliwości dodatki pozwalające na życie choćby na minimum egzystencji. Z jaką butą i arogancją zostali finalnie potraktowani, wszyscy przecież pamiętamy.

Depresja plemnika

15-lecie wstąpienia Polski do Unii Europejskiej Donald Tusk postanowił zaznaczyć odegraniem hymnu Wspólnoty na pozytywce. Otrzymał ją od polskich studentów. – „To chyba najlepsza chwila, żeby na niej zagrać – 15 lat Polski w Unii Europejskiej” – stwierdził w opublikowanym na Instagramie filmiku były polski premier.

„Obyśmy byli w niej nadal!”; – „Pozytywnie z pozytywką”; – „Bądźmy dumni z tego. Mimo że czasem wiatr w oczy. Bądźmy dumni, że mamy możliwość być częścią Europy”; – „Piękna rocznica, życzmy sobie jeszcze wiele takich rocznic”; – „Brawo studenci! W młodych i nowoczesnych nadzieja, że Polska nie wróci do Średniowiecza” – pisali w komentarzach internauci.

View original post 945 słów więcej

 

Butny Kaczyński nienawidzi niepełnosprawnych, którzy mu przeszkadzają

 

Depresja plemnika

Ze zdumieniem i niedowierzaniem obserwuję informacje, które pojawiają się w mediach na temat afery pedofilskiej w domu publicznym na Podkarpaciu. Na szczęście nie jestem pełnomocnikiem ani byłego agenta CBA, ani pokrzywdzonych ani nikogo innego w tej sprawie, więc mogę się wypowiadać jako obywatel, a nie adwokat.

Czy myśmy wszyscy przez te ostatnie cztery lata tak zdziczeli, że gwałty na dzieciach organizowane przez służby specjalne (albo za ich przyzwoleniem) nas nie ruszają? Moja wiedza pochodzi wyłącznie ze źródeł medialnych, ale ponieważ nikt nikomu jeszcze procesu nie wytoczył, to mam podstawę sądzić, że prawdą jest iż od lat funkcjonował dom publiczny, który sprowadzał nieletnie dziewczynki z Ukrainy, które były gwałcone przez tysiące „Vipów”, w tym osoby z najwyższych kręgów władzy. Dodam że dla mnie jako obywatela współżycie seksualne nawet za zgodą osoby poniżej 15 roku życia, to zawsze gwałt, mimo że kategoria prawna jest nieco inna. Tak czy inaczej pedofile z najwyższych…

View original post 2 350 słów więcej

 

Kaczyński, mistrz łgarstwa. Złoty medal na olimpiadzie zakłamania (konwencja PiS w Poznaniu)

Sobotnia konwencja Prawa i Sprawiedliwości w Poznaniu to jedna z nielicznych, podczas których nawiązano do problemu funkcjonowania Polski w strukturach europejskich. Jarosław Kaczyński wypowiedział się już na temat waluty Euro, a teraz na „tapetę wziął sprawy rynkowe i znowu – jak trafnie określił to poseł KE Cezary Tomczyk – „przestrzelił”. Mówiąc dosadnie kłamał, przekonując swoich słuchaczy, że – w unijnej debacie o jakości produktów w sklepach – europosłowie Platformy głosowali „przeciw polskim interesom”.

O lepsze przepisy w tej kwestii starała się tymczasem posłanka róża Thun. W środę, po głosowaniu – jak opisuje TVN24 BiS- ubolewała, że przegłosowana dyrektywa „nie wzmacnia praw konsumentów w zasadniczym punkcie”, czyli w kwestii podwójnej jakości produktów.

Dowodziła, że w Radzie UE „rząd PiS nie sprzeciwił się złym propozycjom, które nadal dopuszczają podwójną jakość produktów i za każdym razem każą klientowi udowadniać, że został wprowadzony w błąd”.

Na dodatek Róża Thun zarzucała, PiSowi, że nie walczy o prawa polskich konsumentów.

Wbrew tym oczywistym faktom Kaczyński grzmiał podczas poznańskiej konwencji: „Każdy z nas pewnie widział sklepy z niemieckimi proszkami do prania. Takie same proszki są sprzedawane w Polsce i to po takich samych cenach. Tyle, że są gorsze” – mówił Kaczyński.

Oznajmił, że gdy w Parlamencie Europejskim podjęto kroki, by temu przeciwdziałać, niektórzy europarlamentarzyści PO „głosowali przeciw tym oczywistym polskim interesom”.  W podobnym duchu wypowiadał się podczas poznańskiej konwencji szef PiSowskiego rządu Mateusz Morawiecki, mówiąc dla odmiany o maślanych ciasteczkach.

I nie wiadomo, czy prezes i premier po prostu kłamali czy też są jednakowo niezorientowani.

„Prezes przestrzelił. To, że europosłowie PiS kłamią Prezesa nie znaczy, że Prezes może kłamać Polaków” – napisał na Twitterze poseł KE Cezary Tomczyk.

Okazuje się bowiem, że niektórzy europosłowie PO rzeczywiście głosowali przeciwko dyrektywie, jednak krytykowali ją za… zbytnie osłabienie przepisów, które – ich zdaniem – wcale nie gwarantuje ochrony przeciwko praktyce podwójnej jakości produktów.

Na dodatek Tomczyk zamieścił na Twitterze grafikę, którą PO pokazywało już kilka dni temu, po głosowaniu, o którym mówił Kaczyński. Partia przekonuje w niej, że walczyła o „bezwzględny zakaz” umieszczania gorszych produktów w identycznych opakowaniach, jednak w przepisach popartych przez europosłów PiS nie ma takich gwarancji. Zgodnie z nowym prawem to konsument będzie musiał udowodnić, że został oszukany. Ponadto różnica musi być „istotna”. O tym już Kaczyński i  jego funkcjonariusze nie powiedzieli…

Depresja plemnika

Czy Polacy są zadowoleni z trzech i pół roku rządów Prawa i Sprawiedliwości? O to swoich respondentów zapytali ankieterzy SW Research przygotowując sondaż dla serwisu rp.pl.

Okazuje się, że Polacy nie są już zadowoleni z rządów PiS. Trochę kłóci się to z sondażami wyborczymi…

Ponad połowa na „nie”

Większość ankietowanych – bo aż 56 proc. – negatywnie ocenia dziś trzy i pół roku rządów PiS, z czego aż 36 proc. bardzo negatywnie. Z kolei dobrą notę wystawia partii rządzącej i jej rządom 31 proc. badanych. Jednoznacznej odpowiedzi nie udzieliło 13 proc. przepytywanych. Tyle osób nie miało bowiem zdania w tej kwestii.

Kto nie lubi Jarosława Kaczyńskiego?

Okazuje się, że częściej negatywnie do PiS nastawieni są mężczyźni (57 proc.), osoby do 24 roku życia (62 proc.) oraz osoby o wykształceniu średnim i wyższym (po 57 proc.). Za partią rządzącą nie przepadają też osoby zamożniejsze, tj. badani o dochodzie netto powyżej 5000…

View original post 2 068 słów więcej

 

Kaczyńskiego obleciał tchórz

W ostatnią środę lider Prawa i Sprawiedliwości postanowił wezwać liderów ugrupowań opozycyjnych do podpisania wspólnej deklaracji w sprawie przyszłości wprowadzenia waluty euro w naszym kraju. Jak zapewne zakładali stratedzy partii rządzącej, taki chwyt miał po raz kolejny sprowadzić debatę publiczną na wygodne dla niej tory i postawić opozycję w niewygodnym położeniu. Przy okazji taki ruch miał odwrócić uwagę od rozpalających opinię publiczną tematów czyli największego od 20 lat strajku polskich nauczycieli (z którym PiS nijak nie potrafi sobie poradzić) oraz kwestii grabieży majątku Polaków w ramach likwidacji II filaru systemu emerytalnego. 

Dziś jednak na Nowogrodzkiej mogą pożałować tamtego występu Jarosława Kaczyńskiego. Opozycja początkowo nie dała się wciągnąć w jego gierki, zauważając że temat jest w tej chwili abstrakcyjny i wobec innych ważnych kwestii dziś nieistotny, a kropkę nad i postawił niezawodny Donald Tusk, przy okazji wbijając szpilę premierowi Morawieckiemu.

Dziś natomiast Koalicja Europejska postanowiła odbić piłeczkę rzuconą przez Jarosława Kaczyńskiego, stawiając go w bardzo nieprzyjemnym położeniu. Grzegorz Schetyna zaproponował mu bowiem bezpośrednią konfrontację w debacie na tematy europejskiej przyszłości Polski, która miałaby odbyć się jeszcze w tej kampanii wyborczej.

„Byłem adresatem listu pana prezesa Kaczyńskiego ws. euro i naszej opinii w tej kwestii. Chcę powiedzieć, że to, co możemy i powinniśmy powiedzieć w tej kwestii, jesteśmy gotowi, ja osobiście jestem gotowy do tego, żeby powiedzieć opinii publicznej, prezesowi Kaczyńskiemu, twarzą w twarz, w bezpośredniej debacie. To zawsze kampania wyborcza, wybory, czas przedwyborczy jest czasem na debatę, na zderzenie opinii, na pokazanie prawdziwych stanowisk partii, które reprezentujemy. Jestem do takiej debaty gotowy” – mówił na konferencji prasowej przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. Lider Koalicji Europejskiej wysłał też do prezesa Kaczyńskiego list, w którym zadaje trzy pytania dot. polityki prowadzonej przez PiS w ramach Unii Europejskiej.

Pytania o łamane standardy demokratyczne (które powrócą ze zdwojoną mocą po kolejnej nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym), utratę miliardów euro straconych w prowadzonych przez PiS negocjacjach nad unijnym budżetem czy poruszanie kwestii zawierania sojuszy z europejskimi ugrupowaniami, które pozostają w mocnym związku z putinowską Rosją to z pewnością nie są kwestie, z którymi Kaczyński chciałby się zmierzyć w publicznej rozmowie. Może się jednak okazać, że nie będzie miał wyjścia.

TVP ponoć odtrąbiła już sukces wizyty Morawieckiego za Oceanem, rzeczywistość jednak skrzeczy, a spostrzeżenie byłego ambasadora RP w Kanadzie obala wszelkie mity:

„Nieśmiałe pytanie: dlaczego nie doszła do skutku wizyta PMM w Waszyngtonie, nad którą ambasada pracowała miesiące? Że wiceprezydent nie chciał się spotkać – przykre, choć zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę pozycję tego rządu. Ale nawet doradca ds. bezpieczeństwa?” – napisał na Twitterze były ambasador Polski w Kanadzie, a obecnie kandydat do europarlamentu z ramienia KE Marcin Bosacki.

„Jak to jest w ogóle możliwe, że premier 38 milionowego kraju jedzie z wizytą do innego państwa i nikt nie spotyka się z nim z władz tego państwa? nowa jakość wstawania z kolan!” – zastanawia się jeden z użytkowników Twittera.

Odpowiedź otrzymuje natychmiast, w następnym wpisie: „Przecież na świecie nikt już go nie traktuje poważnie, bo kontakt z nim to jak pocałunek śmierci. W każdym normalnym, demokratycznym państwie dla polityka, u którego sąd (kilkakrotnie) prawomocnie stwierdził posługiwanie się kłamstwem, nie byłoby miejsca w przestrzeni politycznej.”

Jakiekolwiek wątpliwości w tej kwestii rozwiewa amerykańska prasa donosząc, że spotkanie polskiego premiera w sprawach bezpieczeństwa „zostało przełożone”.

Pech nie opuszcza Polski, intelektualnmy przeciętniak Kaczyński i okazuje się, że Morawiecki – istny matoł.

Depresja plemnika

Ryszard Kapuściński, „Imperium”, rok 1993

Jarosław Kaczyński taki już model prowadzenia polityki przyjął, że raz na jakiś czas musi swoich wyborców mobilizować poprzez wskazywanie wspólnego wroga lub zagrożenia. W 2015 roku taką funkcję spełniło straszenie inwazją morderczych terrorystów islamskich z północnej Afryki, a przed tymi wyborami zagrożeniem miała być ofensywa środowisk LGBT. Gdy okazało się, że temat nie grzeje, postanowiono powrócić do bardzo wygodnego tematu czyli kwestii wprowadzenia w Polsce wspólnej waluty europejskiej. Nie ma oczywiście znaczenia, że obecnie ta wizja możliwa do zrealizowania nie jest, że dzisiejsza Polska w ogóle nie dostałaby się do Unii Europejskiej z systemem politycznym rodem z komunistycznego wschodu Europy. Ważne, że można temat ogrywać, straszyć wzrostem cen i zastawić na opozycję pułapkę, z której ta nie miałaby dobrego wyjścia.

– Wysłałem przed chwilą do przywódców najważniejszych formacji parlamentarnych, tzn. do przywódcy Koalicji Europejskiej pana Schetyny i do pana Kukiza projekt deklaracji, którą sam…

View original post 1 578 słów więcej

 

Dlaczego PiS osłabia Polskę? Państwo jest w ruinie

>>>

Wymuszona dymisja Marka Chrzanowskiego, nagłe poprawki PiS do ustawy o KNF oraz kryminalne okoliczności afery każą podejrzewać, że powstał patologiczny układ urzędniczo-partyjno-biznesowy na szczytach państwa. Demokracja pozbawiona kontroli mediów, sądów, opozycji wyradza się w autorytarne państwo mafijne – jak na Węgrzech Viktora Orbána.

Z ujawnionego przez „Wyborczą” nagrania wynika, że szef KNF wykorzystał swoją funkcję, by szantażować właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego. Proponował mu „ochronę” w zamian za zatrudnienie w banku swojego człowieka za grube miliony. To czysty rekiet, tyle że w białym kołnierzyku i pod krawatem, a nie w dresie i z kijem bejsbolowym. Zamiast petenta obijać, można nasłać na niego kontrolę, wpisać go na czarną listę lub tak zmienić prawo, by decyzją administracyjną KNF mniejszy bank mógł przejąć większy. Kto się nie podporządkuje, straci biznes.

 

Taki wniosek nasuwa się po lekturze odpowiedzi opublikowanej przez ministerstwo w reakcji na interpelację Tomasza Siemoniaka, byłego ministra obrony narodowej, który jako poseł i członek komisji obrony pytał resort: co z tą modernizacją? Pytał dawno – w czerwcu – i szczegółowo, bo na liście jest 15 zagadnień. Odpowiedziano tylko na niektóre. A część tych odpowiedzi jest na tyle zadziwiająca, że zasługuje na opisanie. Zwłaszcza ta o śmigłowcach.

Czy PiS kasuje śmigłowce?

Trailer ze śmigłowcami w roli głównej

Serial trwa od samego początku rządów PiS, a tak naprawdę zaczął się w końcówce poprzedniej kadencji. Sam Siemoniak ma niemały udział w tym, jak wyglądał – trzymając się filmowych metafor – trailer. W kwietniu 2015 r. – w szczycie ostatecznie przegranej kampanii – prezydent Bronisław Komorowski ogłosił w porozumieniu z rządem dwie kluczowe decyzje zbrojeniowe: że w sprawie obrony powietrznej mamy zacząć rozmowy z rządem USA w celu zakupu systemu Patriot, i że w sprawie śmigłowców budowanych na wspólnej platformie najlepsza okazała się oferta francuskiej firmy Airbus. Caracal przeszedł z powodzeniem wojskowe testy, a dostawca zaczął rozmowy finalizujące umowę główną i tzw. offset.

Po drodze były podwójne wybory, w których zarówno ówczesny kandydat na prezydenta Andrzej Duda, jak i politycy PiS ostro zwalczali wybór śmigłowców. Trzeba przypomnieć, że i na patrioty część kręciła nosem, dopóki tematu nie przejął Antoni Macierewicz i nie przekuł sprawy we własny, niepodważalny sukces. Krytyka caracali była o wiele silniejsza, na tyle silna, że w niespełna rok po przejęciu władzy rozmowy z Airbusem przerwano, formalnie z powodu nieosiągnięcia porozumienia offsetowego. Wynegocjowana wartość kontraktu – 13,4 mld zł – kłuła w oczy nowych decydentów i była prezentowana jako marnowanie publicznego grosza na „najdroższe śmigłowce świata”. Bo „za sztukę” wychodziło około 267 mln zł. Warto będzie o tym pamiętać za chwilę.

Miało być dobre, bo „polskie”

Od października 2016 r., po przerwaniu rozmów z Francuzami, posypała się pamiętna seria deklaracji, zapowiedzi, obietnic – często składanych w czasie gospodarskich wizyt ministra i szefowej rządu w zakładach śmigłowcowych i lotniczych – niegdyś polskich, ale obecnie znajdujących się w rękach bezpośrednich konkurentów Airbusa z anulowanego przetargu. Tak więc miały być dwa, osiem, 21 black hawków z „polskiej” fabryki w Mielcu. Równocześnie remonty i budowa nowego śmigłowca miały wspierać „polską” wytwórnię w Świdniku. Żeby było jasne, oba zakłady oczywiście były i są polskie bez cudzysłowu, tyle że wchodzą w skład międzynarodowych konglomeratów lotniczo-zbrojeniowych i o ich losie decydują globalni gracze. Słowo „polskie” było jednak z emfazą podkreślane przez polityków w tej kampanii – dlatego tu też musi paść. Zresztą pomysłów było co niemiara – z budową śmigłowca polsko-ukraińskiego i czysto polskiego włącznie.

Na szybko trzeba było to ubrać w jakąś procedurę. Wymyślono pilną potrzebę operacyjną, ścieżkę tylko trochę na skróty wobec normalnej procedury. By stało się zadość słowom ministra Macierewicza, priorytetowe stały się śmigłowce bojowego poszukiwania i ratownictwa dla wojsk specjalnych (CSAR/SOF). W domyśle takie, które byłby w stanie dostarczyć Mielec – fabryka lotnicza Lockheed Martin, amerykańskiego potentata zbrojeniowego, który nie tak dawno przejął wyspecjalizowaną firmę śmigłowcową Sikorsky. W drugiej kolejności, też uzasadnianej pilną potrzebą, zamierzano kupić śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych z funkcją morskiego poszukiwania i ratownictwa (CSAR/ZOP). Każdego typu miało być po osiem sztuk, choć w przypadku z założenia droższych maszyn morskich myślano o opcji cztery plus cztery.

Fiasko zbrojeniowych obietnic MON

Śmigłowce spadły z listy

Rozwiązanie to od początku wywoływało krytykę. Głównie dlatego, że wbrew narracji rządu zakup małych partii wysoko wyspecjalizowanego sprzętu zawsze okazuje się droższy niż partii dużych – a rozbicie zamówień przy utrzymaniu dużych wymagań offsetowych dodatkowo zwiększa koszty. Jednak minister Macierewicz parł ku swemu, po drodze strącając m.in. szefa Inspektoratu Uzbrojenia gen. bryg. Adama Dudę. Procedury udało się uruchomić po jego odejściu, w lutym. Wbrew formalnej pilności przygotowywanie dokumentów trwało cały 2017 r. Potem nastąpiło tąpnięcie polityczne – odejście z rządu Antoniego Macierewicza i kolejna rewizja planów. Minister Błaszczak co prawda powtarzał, że z niczego nie rezygnuje, ale w maju jego zastępca z sejmowej mównicy przyznał, że śmigłowce dla wojsk specjalnych nie tylko utraciły priorytet, ale spadły z listy zamówień. Za to nowym pilnym zakupem stały się śmigłowce ZOP – choć tylko cztery. Planowano je kupić do 2022 r., i to miał być jedyny zakup nowych wiropłatów dla wojska w perspektywie pięciu lat.

W postępowaniu bierze udział tylko dwóch dostawców – Sikorsky z Mielca nie zgłosił zainteresowania, więc o cztery maszyny biją się Airbus z Caracalem i PZL-Świdnik z AW101. Na ostateczne oferty MON wciąż czeka. Pierwotny termin pod koniec października został przesunięty na wniosek – to wiadomo nieoficjalnie – zakładu Leonardo spod Lublina. Oferta ma zawierać i cenę, i propozycje offsetowe dostawcy, czyli podstawę do zawarcia kontraktu. Dzisiaj okazuje się, że chodzi nie o zakup i dostarczenie maszyn, czego wszyscy oczekiwali, a jedynie o podpisanie umowy.

„Na chwilę obecną Inspektorat Uzbrojenia prowadzi postępowanie dotyczące pozyskania nowych śmigłowców, w ramach którego przewiduje się podpisanie umowy do 2022 r. Jest to postępowanie dotyczące śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) wyposażonych dodatkowo w sprzęt medyczny pozwalający na prowadzenie akcji poszukiwawczo-ratowniczych CSAR – bojowego poszukiwania i ratownictwa” – odpisał posłowi Siemoniakowi wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz, ten sam, który w maju mówił tak: „Obecnie najpilniejszym zadaniem jest pozyskanie nowych śmigłowców ZOP w wersji podkładowej celem zastąpienia nimi planowanych do wycofania już w najbliższych latach śmigłowców SH-2G”.

Owe SH-2G to maszyny Kaman bazujące na fregatach Kościuszko i Pułaski. Skurkiewicz zapewniał, że w trwającym od zeszłego roku postępowaniu chodzi właśnie o śmigłowce pokładowe, podczas gdy uczestnicy mieli wrażenie – znając dokumenty – że MON chce kupić maszyny lądowego bazowania. Wiceminister mówił jednak: „Jeżeli chodzi o śmigłowce pokładowe SH-2G w wersji ZOP, w związku z zakończeniem wsparcia technicznego przez producenta planowane jest zastąpienie tych śmigłowców przez cztery nowe, pozyskane w ramach obecnie trwającej procedury mającej na celu pozyskanie właśnie tych śmigłowców z funkcją SAR”. Kwestia tego, czy wszyscy wiedzą, o co chodzi, staje się kluczowa.

Zakup nie taki pilny?

Bo jeśli minister Skurkiewicz tym razem się nie pomylił i rzeczywiście „przewiduje się podpisanie umowy do 2022 r.”, to trzeba zapytać, co się stało z pilnością zakupu nowych śmigłowców CSAR/ZOP – niezależnie od tego, gdzie mają bazować. Czy właśnie nie mamy do czynienia z kolejną rewolucją w zakupowych planach, a ściślej – z kompletnym fiaskiem programu śmigłowcowego PiS? Taka ocena nasuwa się nie po raz pierwszy, bo już przy okrojeniu programu do czterech maszyn trudno było o inną. Teraz, gdy rząd najwyraźniej nie pali się do zakupu nawet czterech śmigłowców, można mówić o katastrofie. I to gdy cały czas brzmią w uszach słowa minister finansów Teresy Czerwińskiej: „Jeśli chodzi o plan modernizacji technicznej w latach 2018–22, to mamy zabezpieczone łącznie 7,2 mld zł na program śmigłowcowy” (Sejm, styczeń 2018 r.). Jeśli wtedy jeszcze tliła się nadzieja, w maju bardzo przygasła, teraz został po niej tylko dym.

Nadal czekamy na pełne wyjaśnienie, jak to się stało i dlaczego do tego doszło. Cofnijmy się o kilka akapitów: cena i offset mogły odegrać kluczową rolę w decyzji o odłożeniu zamówienia, które z miesiąca na miesiąc stawało się coraz bardziej niewygodne. Dlaczego? Przy 50 śmigłowcach różnych typów, w tym tych najbardziej wyspecjalizowanych ZOP i CSAR, udało się średnią cenę za sztukę zbić do „zaledwie” 267 mln zł. Więc ile musi kosztować śmigłowiec wysoce wyspecjalizowany, z dwiema funkcjami zapakowanymi na jednym pokładzie, dostarczany w liczbie czterech sztuk? Przy zachowaniu bardzo wysokich, praktycznie niezmienionych w porównaniu z poprzednim przetargiem wymagań offsetowych? Ano nie wiadomo ile, ale wiadomo, że wielokrotnie więcej – gdy chodzi o niby tego samego caracala. To samo musi się odnosić do śmigłowca opartego na większej i droższej, choćby dlatego, że trzysilnikowej, platformie AW101.

Gdy zostaną złożone oferty z ceną, okazać się może, że „najdroższy śmigłowiec świata” – jakim w narracji PiS był caracal z przetargu na 50 sztuk – to okazja i taniocha w porównaniu do nowych ofert. Czy rząd potrzebuje kolejnej historii, w której „nie dał rady”? Absolutnie nie, dlatego lepiej sprawę odłożyć na później, na kolejną kadencję.

Śmigłowiec dla policji wyszukany w internecie

Afera KNF to nie najprawdopodobniej, ale na pewno największy przekręt po 1989 roku. Sięga samych szczytów.

Depresja plemnika

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek…

View original post 2 640 słów więcej

Post Navigation