Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Dominik Tarczyński”

Cyrk PiS

Roman Giertych jest bezlitosnym obserwatorem dziejów władzy PiS, a jest to opowieść idioty, by posłużyć się najwyższą klasyką (Szekspir).

To co oglądamy dzisiaj (19.02.2020 – przyp. mój) od rana będą opisywać podręczniki historii jako kolejny paroksyzm autorytarnej władzy, która zaczyna pożerać siebie nawzajem.

Nie jest to nic nowego. Rewolucja zawsze pożera własne dzieci. NiK kontroluje prokuraturę, prokuratura przeszukuje NIK. CBA zatrzymuje swojego agenta, który ujawnia brudne metody kierownictwa CBA. Tego typu działania znaliśmy dotychczas z filmów gangsterskich, a opis ataków i kontrataków to cecha charakterystyczna wojen gangsterskich.

Nasz pech polega na tym, że ludzie ci obecnie rządzą Polską i reprezentują nas na zewnątrz. Konsekwencje tego będziemy odczuwać przez pokolenie.

Trzeba jasno postawić nowy cel wyborów prezydenckich. Chodzi nie tylko o wyrzucenie z pałacu prezydenckiego największego szkodnika w historii polskiej demokracji jakim bez wątpienia jest Andrzej Duda. Chodzi o to, aby nowy prezydent jak najszybciej doprowadził (lub doprowadziła :)) do przyspieszonych wyborów parlamentarnych i odsunięcia tej skompromitowanej grupy rządzącej z naruszeniem Konstytucji, z naruszeniem ustaw, z naruszeniem zasad demokracji, zasad cywilizacji europejskiej, zasad etyki i zasad zwykłej przyzwoitości.

Kmicic z chesterfieldem

Może Polacy sobie nie uświadamiają, ale już jesteśmy na Wschodzie.

PiS nas wyprowadził z Zachodu, ze standardów demokratycznych, które obowiązują w tej kulturze. Jeszcze się droczy z instytucjami unijnymi, ale to służy tylko mydleniu oczu, grze na czas.

Jesteśmy porównywani z Turcją, Rosją, Azerbejdżanem. Podkład pod zamordyzm więc jest solidny.

Takie pokraczne postaci świadczą o naszej upadłości, jak Morawiecki, Ziobro, Duda i ich polityczny sponsor Kaczyński. W drugim rzędzie snują się smrody Tarczyńskich i podobnych kmiotków.

Nawet adwokatura zadała pytanie prejudycjalne TSUE. Po raz pierwszy w historii.

Dla inteligencji larum grają, znowu praca u podstaw, jak pod zaborami i w PRL.

Gdyby koronawirus dotarł do Polski, przy lewiźnie władzy PiS straty byłyby ogromne. To może być dżuma XXI wieku.

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy wzywa Dudę, by nie podpisywał ustawy kagańcowej; rząd, by posłuchał uchwały SN; Sejm, by powrócił do wybierania KRS przez sędziów. W rezolucji (140 za, 37 przeciw) deputowani…

View original post 529 słów więcej

 

PiS-owi się odmawia za te wszystkie mordy zdradzieckie wyplute przez otwór gębowy Jarosława Kaczyńskiego

>>>

PBK o wypadku PBS: To jest najdroższa pani premier. Koszty tych wszystkich kolizji są poważne

– Ja wiem, że wypadki się po prostu zdarzają, ale jeżeli zdarzają się drugi, a podobno i trzeci raz, to coś jest dziwnego. To jest nie tylko seria wypadków kolumn rządowych, ale także seria wypadków pani premier. To jest najdroższa pani premier. Koszty tych wszystkich kolizji są poważne – mówił Bronisław Komorowski w rozmowie z Beatą Lubecką w „Rozmowie Radia Zet”.

– Ten wypadek jest w jakiejś mierze ogólną ilustracją sytuacji w państwie. Uczy gamoń gamonia, bo mamy ewidentnie do czynienia ze skutkami złego przygotowywania ludzi – dodał były prezydent.

PBK o 11 listopada: Iść, żeby słuchać jakichś inwektyw albo udawać, że się nie słyszało wcześniej inwektyw. Szczerze mówiąc, nie bardzo mam na to ochotę

– Mam z tym problem bardzo poważny. Z jednej strony takie obchody zdarzają się raz na 100 lat, ale iść, żeby słuchać jakichś inwektyw albo udawać, że się nie słyszało wcześniej inwektyw pod swoim własnym adresem, pod adresem całego obozu politycznego, który został zdefiniowany jaki drugi sort obywateli, jako zdradzieckie mordy. Szczerze mówiąc, nie bardzo mam na to ochotę – mówił Bronisław Komorowski w „Rozmowie Radia Zet”.

Żaden przyzwoity człowiek obok pisowskich złodziei nienależnej im władzy, obok tej uzurpatorskiej kliki stanąć nie powinien, bo zbeszcześci tym stulecie odrodzenia Polski po rozbiorach.

Holtei

Dominik Tarczyński już raz musiał przepraszać kandydata na prezydenta Kielc Bogdana Wentę – europosła PO. Został też zmuszony do wpłacenia 20 tys. zł na konto WOŚP. Przypomnijmy, że w pierwszej turze Wenta wygrał (37,62 proc. głosów) z popieranym przez PiS obecnym prezydentem miasta Wojciechem Lubawskim (29,20 proc.).

Przed drugą turą wyborów Tarczyński znów się uaktywnił. Na swoim profilu na Twitterze umieścił przerobiony plakat Bogdana Wenty, w którym część napisów została napisana po niemiecku. Poseł PiS swój wpis opatrzył podpisem „Hände hoch!”. W kolejnych wpisach przyznał, że plakat jest tzw. fake newsem, ale to nie przeszkodziło Tarczyńskiemu w jego powielaniu.

„Tytuł najbardziej żenującego posła października rozstrzygnięty”;

„Żeby tylko października. Ten pan jest liderem w wyścigu po nagrodę za całą kadencję. Choć posłanka Pawłowicz też jest mocna w tej konkurencji”; – „Kolejna wpłata na WOŚP? No w sumie… kto bogatemu zabroni…” – komentowali internauci.

Jeden z twitterowiczów napisał: – „Może poseł zająłby…

View original post 1 968 słów więcej

Kler to zmora społeczeństwa polskiego. Liszaj na organiźmie zbiorowym, rak

– Kiedy byłem ministrantem w parafii Matki Bożej Królowej Polski na warszawskim Marymoncie, byłem wraz z innymi chłopcami molestowany seksualnie przez proboszcza ks. Olgierda Nassalskiego – powiedział reżyser Andrzej Saramonowicz w programie „Newsweek Opinie”.

– Dowiedziałem się niedawno, że ludzie związani z parafią, wiedzieli lub przypuszczali, że ksiądz Nassalski jest pedofilem. Różne osoby w parafii decydowały się nie wysyłać swoich synów na ministrantów. Natomiast milczeli w tej sprawie. Myślę, że to ich bardzo obciąża – ocenił.

– To urastało jako plotka, stawało się coraz bardziej głośne. Wtedy ksiądz został przeniesiony do kościoła na Stegnach. Dostaję od paru dni relacje od osób, wtedy dzieci, że działalność księdza w ogóle nie ustąpiła. I że dotyczyła nie tylko chłopców, ale też dziewczynek – powiedział.

Jak to wyglądało? – Wymyślał różne rzeczy. Przychodził do pokoju tych dwóch dziewczynek i namawiał do zabawy, która ma dłuższe nogi. I mierzył je od wewnętrznej strony. Kiedy się budziły co noc, miały opuszczone spodenki od piżamy, a ksiądz tłumaczył, że guma w majtkach je ciśnie i to jest niedobre dla zdrowia – mówił Andrzej Samaronowicz.

Po paru latach, pewnie z tego powodu, został przeniesione do odludnego miejsca, nazywanego Puszczą mariańską.

Kościół zapłaci milion ofierze księdza pedofila. Sąd utrzymał wyrok, ale zakonnicy nie składają broni

Muzyk Adam Nergal Darski o finansowaniu Kościoła Katolickiego z pieniędzy podatników.

>>>

Debata wokół filmu Wojtka Smarzowskiego „Kler” i pedofilii w Kościele nabiera rozmachu. Przy tej okazji w sieci znów popularny stał się film z 2001 roku ze Stanisławem Piotrowiczem, ówczesnym szefem prokuratury okręgowej w Krośnie, czytamy w portalu NaTemat.

https://twitter.com/Polskawruinie1/status/1047532850386485250

Piotrowicz w filmiku krażącym w sieci tłumaczy, dlaczego uważa, że trzeba umorzyć postępowanie w sprawie księdza pedofila z Tylawy. Na konferencji prasowej w listopadzie 2001 roku Piotrowicz – informując media o umorzeniu sprawy – całowanie dziewczynek w usta przez proboszcza określił tak: „dzieci dawały ciumka księdzu”, a dotykanie miejsc intymnych uznał za przejaw „zdolności bioenergoterapeutycznych”.

Stanisław Piotrowicz nie prowadził wówczas osobiście sprawy księdza z Tylawy. Formalnie zajmował się tym prokurator Sławomir Merkwa, który odpowiada rwnież za jej umorzenie. Nie mniej Piotrowicz, jako przełożony Merkwy i szef prokuratury okręgowej w Krośnie, swoimi wypowiedziami legitymizował zachowania skandaliczne. Przypomnijmy: Sprawa księdza trafiła na wokandę dopiero w 2004 roku, dzięki interwencji ministra sprawiedliwości. Proboszcz Tylawy został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat.

Kościół powinien być opodatkowany za dochody, które osiąga. Odebranie majatku (kościoły to dobro historyczne suwerena z jego pracy). Wymówienie konkordatu. Absolutny zakaz udziału w polityce i życiu społecznym. To PODSTAWA.

Holtei

Premier i prezydent ogrzewają się w cieple mistrzów świata w siatkówce. Tymczasem, na krótko przed triumfem Polaków, sponsorujący siatkówkę PKN Orlen wycofał się ze sponsorowania Polskiego Związku Piłki Siatkowej – ustaliła Gazeta.pl. Wcześniej wypowiedział też umowę dotyczącą rozgrywek ligowych.

>>>

A tak wyglądało to rok temu.

Polska siatkówka straci dużo pieniędzy. Dwie państwowe spółki wycofują się z finansowania

11.09.2017

Pupuiśne gęby Dudy i Morawieckich ustawiają się do zdjęcia, bo inni wykonali ciążką pracę.

Lewizna polityczna PiS.

>>>

Błażej Wojnicz ma zostać powołany na stanowisko wiceministra obrony narodowej – informuje „Rzeczpospolita”. To człowiek blisko związany z Antonim Macierewiczem i Bartłomiejem Misiewiczem. O jego błyskawicznej karierze w artykule „Kolejni „misiewicze” w Polskiej Grupie Zbrojeniowej”.

Wojnicz długo nie zagrzał miejsca w PGZ. Był prezesem tej spółki zbrojeniowej tylko przez rok. Został odwołany po zdymisjonowaniu Antoniego Macierewicza. Teraz Wojnicz ma zastąpić Sebastiana Chwałka – wiceministra MON. Odpowiadał za modernizację armii i wojskową…

View original post 4 470 słów więcej

Kler nasz powszedni od parafii, zakrystii i kruchty

Wojciech Smarzowski był zaskoczony reakcją duchownych na film „Kler” – Wszystkie postacie są fikcyjne, ale księża, którzy obejrzeli go na wstępnym etapie montażu, pokazywali palcem i mówili konkretne nazwisko – mówił reżyser w rozmowie z Patrycją Wanat.

Smarzowski: Społeczeństwo patrzy na księdza jak na świętego. Chciałbym, żeby po tym filmie to się zmieniło

Wojciech Smarzowski był zaskoczony reakcją duchownych na film „Kler” – Wszystkie postacie są fikcyjne, ale księża, którzy obejrzeli go na wstępnym etapie montażu, pokazywali palcem i mówili konkretne nazwisko – mówił reżyser w rozmowie z Patrycją Wanat.

Film „Kler” jeszcze przed pierwszymi pokazami wywołał wiele kontrowersji. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni zdobył trzy nagrody: publiczności, za scenografię (Jagna Janicka) oraz specjalną za podjęcie ważnego społecznie tematu (Wojciech Smarzowski).

Skomentowała to Krystyna Pawłowicz, która na Twitterze stwierdziła, że „wyróżnienie przez publiczność w Gdyni filmu „Kler” pokazuje, że „publika aktorsko-filmowa także choruje na chorobę nienawiści do swej ojczyzny„.

Jak mówił reżyser w rozmowie z Patrycją Wanat, przedstawiona przez niego historia skupia się na trzech aspektach: żądzy, chęci władzy i chciwości.

Hanna Zielińska recenzuje „Kler”. „Można kontrolować każdego pasterza. Tak mi dopomóż mózg”

– Początkowo ten film miał się nazywać „Głęboka taca”, ponieważ też przeszkadza mi to, że system finansowy Kościoła jest nieprzejrzysty, że jest finansowany również z moich podatków. Ale jak zaczęliśmy pracę nad scenariuszem, to szybko ten akcent w kierunku pedofilii okazał się najmocniejszy, co jest oczywiste – tłumaczył twórca.

Wszystkie postaci są fikcyjne, ale…

Reżyser chciałby, aby po obejrzeniu filmu widzowie zmienili podejście do księży.

– Mamy społeczeństwo, które patrzy na księdza jak na świętego. Chciałbym, żeby widzowie po wyjściu z kina zobaczyli w księżach ludzi. Założyłem sobie, że chcę zrobić film o ludziach, którzy różnią się tym, że mają sutanny – wyjaśniał.

Dlaczego to jego zdaniem takie ważne? – Kiedy nastąpi ten pierwszy krok, to może później, jeżeli ksiądz skrzywdzi dziecko, będzie normalnie sądzony, a nie przerzucany z parafii do parafii – podkreślił Wojciech Smarzowski.

Krystyna Pawłowicz skomentowała nagrodę dla „Kleru”: Publika choruje na nienawiść do swej ojczyzny

Twórca opowiadał również, jak wyglądała praca z konsultantami. – Zgłaszali się też księża, którzy czują, że ten Kościół wymaga naprawy i uwiera ich to, że swoimi twarzami firmują złe zachowanie Kościoła.

Podkreślił, że wszystkie postacie i zdarzenia w filmie są fikcyjne, ale „budulec jest wzięty z życia”. – Jak pokazywaliśmy ten film kilku księżom na wstępnym etapie montażu, to bardzo mi się podobało, że oni rozpoznawali konkretne postacie. Pokazywali palcem i mówili konkretne nazwisko. Nie spodziewałem się tego – zaznaczył reżyser.

28 września premiera dawno wyczekiwanego filmu Wojtka Smarzowskiego „Kler”. W internecie ogłoszono akcję „Masowe oglądanie filmu »Kler« w celu jego popularyzacji”. W pełni popieram tę inicjatywę i również zachęcam wszystkich do szturmu na kina pierwszego dnia. Niech władza zobaczy te kolejki, niech zobaczy, że moralność publiczna nie jest sprawą dla ludzi obojętną. A rzecz właśnie moralności publicznej dotyczy – w kraju wszak wciąż panoszy się zdeprawowana i niebezpieczna organizacja, która w dodatku uzurpuje sobie prawo do moralnego pouczania społeczeństwa, a samą siebie ośmiela się nazywać świętą.

Bywa tak, że pójście do kina ma znaczenie deklaracji politycznej i stanowi akt moralnie znaczący. Tak jest właśnie w tym przypadku. Zachęcam zwłaszcza katolików, bo każdy z nich, płacąc na Kościół, bierze współodpowiedzialność za jego tragiczne patologie i nadużycia, których początki giną w pomroce dziejów, a końca nie widać. Komu jak komu, ale katolikom szczególnie powinno zależeć na tym, aby morale ich Kościoła i jego duchowieństwa nie odstawało tak dramatycznie od średniej…

Nie widziałem jeszcze filmu, ale wiem o nim kilka rzeczy. Po pierwsze, jest to film utrzymany w konwencji sensacyjnej z elementami satyry, do której istoty należą przerysowanie, umowność, pewne uproszczenia sytuacyjne. „Drogówka” nie odzwierciedla pracy policji drogowej jeden do jednego. A jednak film jest prawdziwy, bo każdy wie, jakie są prawa satyry czy filmowej publicystyki – ważne, aby godne napiętnowania zjawiska zostały pokazane w swej istocie, a niekoniecznie w całkiem realistycznych proporcjach.

Po drugie, film „Kler” został nakręcony z wielką dbałością o szczegóły, w stałej konsultacji i pod stałą pieczą osób bardzo kompetentnych w kwestiach rytuałów katolickich oraz wewnętrznego życia Kościoła katolickiego. Tam nie będzie „ściemy”.

Po trzecie, film – choć fikcyjny – jest opowieścią z kluczem, a jego fabuła sklejona jest z nieco udramatyzowanych, lecz prawdziwych historii. W centrum uwagi stoi postać pewnego ważnego duchownego, znanego z pazerności i zamiłowania do alkoholu. Tyle mogę powiedzieć na dziś, nie obejrzawszy filmu. Wystarczy, żeby iść samemu do kina i innych do tego zachęcić.

Kościół katolicki znajduje się w szalonym kryzysie. Skandal goni skandal, ekspiacje i przeprosiny, najczęściej bardzo spóźnione i niepowiązane z działaniem, nie robią już wrażenia, a kolejne krajowe oddziały upadają jak kostki domina. W kilku krajach, gdzie jeszcze niedawno Kościół był wszechwładny, dziś budzi tylko gniew, a zamiast dochodu przynosi długi i strapienia. Ale nasza wieś, spokojna, nasza chata z kraja. Przynajmniej tak sobie myślą polscy biskupi. Mylą się. Burza nie ominie naszego kraju. Chmury już się zbierają – za chwilę nadejdzie godzina prawdy i gniewu, rozbłyśnie niebo i posypią się gromy. Tak jak to się stało w Hiszpanii, Irlandii, USA, Australii, Belgii, Chile i dokonuje się w kolejnych krajach. Złodziejstwo i pazerność mogą zostać wybaczone, ale pedofilii nie będzie bronił nawet PiS. Tylko patrzeć, jak ofiary księży dokonają zbiorowego coming outu i zaczną mówić chórem, a nie każda z osobna, opowiadając reportażystom swoje historie. Tylko patrzeć, a partnerki i dzieci księży powiedzą Polakom: „tak, istniejemy, i są nas tysiące – nie byliśmy traktowani fair przez naszych partnerów i ojców”. Tylko patrzeć, a Polacy zadadzą sobie pytanie, czy Polska jest wolnym krajem, czy kościelnym folwarkiem. Tylko patrzeć, aż połowę narodu zacznie mierzić kościelny bałwochwalczy kult jednostki.

Być może tym pierwszym gromem wyzwalającym wielką burzę będzie właśnie film Smarzowskiego. Oczywiście, producenci na to właśnie liczą. Filmowi będzie towarzyszyć książka i inne publikacje – ma się dziać. Rzecz jasna, bardzo pomogłyby protesty fundamentalistów pod kinami, próby zastraszania dystrybutorów i obsobaczanie Smarzowskiego z ambon. Bardzo bym chciał, żeby tak się właśnie sprawy potoczyły, bo nic tak skutecznie nie rozreklamowałoby filmu i nie nadałoby mu rangi ważnego społecznego i politycznego wydarzenia niż nerwowa reakcja Kościoła. Jednak kościelni piarowcy dobrze to wiedzą i bardziej prawdopodobne jest, że biskupi będą próbowali film przemilczeć i zbagatelizować. I o to właśnie chodzi, aby im się to nie udało.

Z premierą „Kleru” wiążę duże nadzieje, bo trailer nieźle „zawiralował” i w ogóle atmosfera oczekiwania narasta. A wszystko to jeszcze ma miejsce u progu sezonu wyborczego, co też nie jest bez znaczenia. PiS zapewne nie pójdzie na wojnę ze Smarzowskim, bo ma inne problemy, a biskupi też muszą pilnować wyborów i na walce z filmem obnażającym obyczaje kleru wiele w tym kontekście nie zyskają. Będzie więc burza, a po burzy spokój. Albo i nie. Oby nie! Czas pokaże. Tymczasem kto Polak, ten do kina!

„Polityka”: Kolejne informacje, do których dotarła POLITYKA, potwierdzają bliskie relacje Marka Falenty z Rosją i ludźmi związanymi z PiS.

W rozmowie w TOK FM prof. Wojciech Sadurski mówił m.in. o zmianach w polskim sądownictwie, przeprosinach Mateusza Morawieckiego, a także o … twitterowej dyskusji z Krystyną Pawłowicz.

O prof. Wojciechu Sadurskim, konstytucjonaliście z uniwersytetu w Sydney, zrobiło się ostatnio głośno za sprawą jego dyskusji w mediach społecznościowych na temat słów prezesa PiS o sędziach.

– Kaczyński zdiagnozował ojkofobię u sędziów. Kto zdiagnozuje ksenoparanoję u prezesa? – zapytał na Twitterze.

Odpowiedziała mu na to poseł Krystyna Pawłowicz z PiS. – Wojtek, a podaj no wszystkim, jakich uniwersytetów na świecie jesteś profesorem. Proszę – napisała.

„Krysiu, wydziału prawa Uniwersytety Sydnejskiego, numer 14 w światowym rankingu wydziałów prawa. Teraz Ty” – odciął się prof. Sadurski.

„Za mocne”. Prof. Sadurski skrytykował ojkofobię Kaczyńskiego. Wtedy do akcji wkroczyła poseł Pawłowicz

– Krystyna jest jednym z czołowych psujów demokracji i państwa prawa, ale z tego nie wynika, że mam ją ignorować, albo odnosić się w stosunku do niej niegrzecznie – komentował w TOK FM naukowiec.

– Dziwi mnie raczej grzeczność pani profesor – zauważył prowadzący audycję Mikołaj Lizut.

– Z Jarosławem (Kaczyńskim – przyp. red.) również jestem po imieniu, ale jakoś nie nawiązaliśmy ostatnio kontaktu. Pewnie dlatego, że nie ma go na Twitterze. Ale kto wie? Może gdyby wszedł w dialog internetowy, to rozmowa też byłaby w miarę cywilizowania – mówił Sadurski.

„Festiwal mataczenia”

Gość Radia TOK FM skrytykował postawę premiera Mateusza Morawieckiego, który zgodnie z wyrokiem sądu sprostował swoją wypowiedź o tym, że za rządów PO „nie było ani dróg, ani mostów”. Oświadczenie zostało wyemitowane tuż przed głównym wydaniem „Faktów” TVN. Zobaczą je także widzowie TVP Info.

Morawiecki sprostował nieprawdę głosem kobiety. Żakowski: Czy to choroba foniczna?

Sadurski zauważył, że to, co „powinno być przeprosinami, zamieniło się w sprostowanie, a teraz nazywane jest oświadczeniem”.

– Niesamowite krętactwo, festiwal mataczenia. Przecież wystarczyło przeprosić. Premier nie straciłby swoich dotychczasowych sympatyków – ocenił.

Dodał też, że premier ma “niesamowity problem z prawdą”, która “się go nie trzyma”.

Sędziowie wrócą z emerytury?

Słowa uznania profesor wyraził pod adresem Naczelnego Sądu Administracyjnego. Przypomnijmy. Zamroził on w czwartek dwa kolejne konkursy do Sądu Najwyższego przeprowadzone przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Prezydent Andrzej Duda nie może powołać sędziów do Izby Cywilnej oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

– Jestem zadowolony, że NSA zachował się odważnie, do tej pory miał opinię organu lękliwego. Chociaż czy można mówić o odwadze, skoro po prostu zachował się zgodnie z prawem, wykonał swój obowiązek? – komentował Wojciech Sadurski.

– Pamiętajmy, że ta decyzja ma ograniczone znaczenie. To nie jest jeszcze rozpatrzenie odwołania sędziów nierekomendowanych przez KRS, to na razie środek zabezpieczający – dodał.

Profesor przypomniał, że procedury, które grożą najpoważniejszymi sankcjami, to te wszczęte przez Komisję Europejską, która pozwała polski rząd przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Jego zdaniem może dojść nawet do powrotu sędziów odesłanych wcześniej ustawą PiS na emeryturę. – To jest do odkręcenia, jeżeli okaże się, że przeniesienie sędziów na emeryturę było niezgodne z traktatami – przewiduje.

Dodał też, że w jego ocenie, w stosunku do sądownictwa polska władza działa “po gangstersku”.

– Kiedy gangster zabierze mi pieniądze, to one nadal są moje, ale faktycznie już ich nie mam – porównywał.

Tadeusz Zysk „zrobi z Poznania perłę Europy” – obiecywał Mateusz Morawiecki. Premier wspólnie w prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim wzięli udział w konwencji samorządowej Prawa i Sprawiedliwości w stolicy Wielkopolski.

Mateusz Morawiecki przekonywał, że Poznań potrzebuje dobrego, gospodarnego „bauera”. Zdaniem premiera, Tadeusz Zysk udowodnił, że nim jest. Mateusz Morawiecki mówił, że kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Poznania jest przedsiębiorcą z pasją i z misją. Premier dodał, że Tadeusz Zysk to „człowiek sukcesu, który pokazuje, że ciężka praca z szacunkiem dla pracowników, może utworzyć wspaniałe przedsiębiorstwo”.
Nawiązując do wyniku losowania numeru listy wyborczej, Mateusz Morawiecki przypomniał, że PiS wylosowało nr 10. „Nic dziwnego, bo Prawo i Sprawiedliwość to strzał w dziesiątkę”. Zaznaczył jednak, że dla kontynuacji swoich działań, dla walki o lepszą Polskę potrzebuje jedności. Szef rządu przypomniał, że jedność wielokrotnie pomagała przetrwać narodowi polskiemu w trudnych chwilach historii i odbudować państwo.

Jarosław Kaczyński mówił też o roli samorządu, o tym, że jego najważniejszym zadaniem jest praca na rzecz obywateli. Nawiązał do rządów w Poznaniu obecnego prezydenta Jacka Jaśkowiaka. „‚Trzeba postawić pytanie, czy misją samorządu jest organizacja życia i zapewnienie jego komfortu, rozwój gospodarczy, czy krucjata ideologiczna”. Odpowiedział, że krucjata ideologiczna to nie jest zadanie samorządu ani poznańskiego, ani żadnego innego. „Żyjemy w wolnym kraju. Jak ktoś chce prowadzić krucjatę ideologiczną, to niech się organizuje, niech zbiera środki” – mówił Jarosław Kaczyński. Niedopuszczalnym nazwał korzystanie w jej prowadzeniu z instytucji publicznych i środków publicznych. Prezes PiS powiedział, że taka polityka szkodzi Poznaniowi i jego szansom rozwojowym.

Jak podaje poznańska „Gazeta Wyborcza” radosną atmosferę działaczom PiS zmącili  nieco przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej, którzy przyszli zaprotestować przeciwko nieprawdziwym słowom premiera Mateusza Morawieckiego m.in. o budowie dróg i autostrad za rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Tamara Olszewska pisze o polskich katolikach.

Czy księża są w Polsce ponad prawem, są świętością samą w sobie?

Przez całe lata świat wiedział, że wśród duchownych jest wielu takich, którzy wykorzystują seksualnie dzieci, ale milczał. Czasami gdzieś tam wybuchała afera, szybko jednak przechodzono nad nią do porządku dziennego, a Kościół starannie zamiatał sprawę pod dywan.

Jak ocenia amerykańska organizacja pozarządowa „Bishops Accountability” w latach 1950–2016 w Stanach Zjednoczonych przestępstw pedofilii dopuściło się 6721 księży, zaś liczba ofiar wynosi 18 565 dzieci. W Irlandii komisja rządowa opublikowała wstrząsający raport z dochodzenia obejmującego lata 1930 – 1990, w którym mowa o ponad 35 tysiącach irlandzkich dzieci bitych, molestowanych seksualnie, gwałconych przez księży katolickich. W Australii ponad 3 tysiące ofiar, w Belgii 500, w Holandii do 20 tysięcy, w Niemczech według raportu z 12.09.2018 r. blisko 1700 księży dopuściło się molestowania około 3600 nieletnich. W Austrii, w wyniku skandalu z ujawnieniem pornografii dziecięcej w seminarium duchownym w St. Pölten i przestępstw seksualnych, z Kościoła odeszło 100 tysięcy wiernych.

W Polsce pierwszym z takich skandali było oskarżenie o molestowanie dziewczynek przez proboszcza z Tylawy Michała Moskwę. Wówczas prokuratura nadzorowana przez Stanisława Piotrowicza umorzyła sprawę, uznając, że nie był to „zły dotyk”, ale działania bioenergoterapeutyczne. Nie zapominajmy też o Juliuszu Paetzu, arcybiskupie metropolicie poznańskim, księdzu Romanie B., nuncjuszu apostolskim Józefie Wesołowskim czy księdzu Wojciechu Gilu, którzy stali za aferą w Dominikanie.

To tylko kilka przykładów pedofilii w polskim kościele. Kilka, bo jesteśmy krajem, gdzie wciąż jeszcze ukrywa się księży przestępców seksualnych. Przenosi się ich w stan spoczynku, do innych parafii, wysyła z Polski, utajnia dochodzenie, bagatelizuje się, zaniża wyroki i szybko wypuszcza z więzienia za „dobre sprawowanie”, a w rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, opracowanym z wielką dumą przez Ziobrę, brakuje danych o kilkudziesięciu księżach, skazanych za pedofilię.

Swój swego broni, czego przykładem biskup Michalik. Jego słowa, że „wielu molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe. Często niewłaściwa postawa wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości. Dziecko lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze drugiego człowieka wciąga” zapamiętamy na zawsze.

Ks. Andrzej Kobyliński zajmuje się sprawą pedofilii od 20 lat i mówi, że „potrzeba zmiany świadomości księży, zakonników, sióstr zakonnych, kleryków, ludzi świeckich. Przed nami długa droga. Jesteśmy spóźnieni mniej więcej o 30 lat w stosunku do państw zachodnich, gdy chodzi o diagnozę plagi molestowania seksualnego dzieci. Ukształtowanie nowej wrażliwości moralnej zajmie kolejnych kilkanaście. A może i więcej. Duża część społeczeństwa w Polsce ciągle wypiera ten problem. Dominuje zmowa milczenia”.

We wrześniu wielu Polaków wzięło udział w międzynarodowej akcji „Baby shoes remember”. Na drzwiach i ogrodzeniach kościołów ludzie zawieszali dziecięce buciki, będące symbolem pamięci o ofiarach księży pedofilii. 50 miast, ponad 80 kościołów i… przerażająca reakcja niektórych księży oraz ich wyznawców. Pełni agresji, wyrzucający buciki do kosza, z nienawiścią atakujący organizatorów akcji.

Teraz do kin wchodzi film Smarzowskiego „Kler”, w którym również poruszony jest problem pedofilii. Premiera zapowiadana jest na dzisiaj, ale już budzi on wielką niechęć w środowisku wyznawców. Jeszcze go nie widzieli, ale oni już wiedzą. Film uderza w ich wiarę, ich poczucie sprawiedliwości. Film narusza sacrum w ich rozumieniu, czyli… atakuje księży, którzy są ponad prawem, których tykać nie wolno, są świętością samą w sobie. Mało tego, film rani patriotyzm Polaków, bo jak mówi jeden z przywódców ONR „Kościół katolicki to istota polskości, nie pozwolimy na atak, choćby przyszło nam leżeć krzyżem”. No to sobie leżą właśnie krzyżem i krzyczą, i bronią przestępców…

Obserwuję postawę tych wyznawców i nie mogę wprost uwierzyć. Oni oddali swoją duszę i serce nie Bogu, tylko swoim duchownym i Instytucji Kościelnej, zapominając, co jest sednem ich wiary i kto. Coś im się zupełnie poplątało.

To przerażające. To obrzydliwe, że są ludzie, dla których nie liczą się fakty, nie liczy krzywda dziecka. Może to przesada, ale uważam, że broniąc księży pedofili, jednocześnie sankcjonują wykorzystywanie seksualne dzieci. Dają swoją zgodę na tego typu zachowania. Mają w nosie całe zło, ważne, by nikt nie tykał ich księdza.

Nie mogę szanować takich ludzi. Nie mogę traktować ich za równorzędnych partnerów w dyskusji. Mało tego, uważam, że przyzwalając na coś takiego, akceptując pedofilię w Kościele, ślepo zapatrzeni w tych panów w kościelnych szatach, stają się współodpowiedzialni za tą zbrodnię. Nie zasługują, by traktować ich poważnie.

Waldemar Mystkowski pisze o pisowskiej głowie.

Co mają wspólnego głowy Marka Falenty, Dominika Tarczyńskiego i Jarosława Kaczyńskiego? Bardzo wiele. Acz uprzedzam, że nie chodzi o to, o czym myślicie, iż te głowy trzeba byłoby natychmiast wysłać wraz z właścicielami do specjalistów od głów. Te trzy głowy to jakby jedna modelowa głowa, którą gdybyśmy wzięli do ręki i nią obracali, doszlibyśmy do wniosku: co trzy głowy to nie jedna, one się uzupełniają, stanowią pełnię głowy pisowskiej.

Weźmy głowę Marka Falenty, głównego animatora afery podsłuchowej, w wyniku której PiS został wyniesiony do władzy. Za Falentą i jego kelnerami stała blisko związana z Kremlem mafia rosyjska i współpracował z nim PiS. Falenta został przez sąd osądzony i ma prawomocny wyrok, ale miga się z odsiadką, bo… głowa. Otóż wyciekło – w odpowiednim wszak momencie, bo wyznaczono Falencie kolejne terminy przybycia pod wrota więzienia – iż Falenta bardziej nadaje się do leczenia niż resocjalizacji. Podobno ma myśli samobójcze i leczy się psychiatrycznie. Andrzejowi Dudzie nie pozostanie nic innego, jak chorego Falentę ułaskawić, bo prezydent jest wrażliwy. Był tak samo wrażliwy w stosunku do Mariusza Kamińskiego, aby ten mógł zostać ministrem.

Nieco inny przypadek to Tarczyński, ten ma z głową problem iście diabelski. Swego czasu był pomocnikiem ezgorcysty, pomagał wypędzać z ciała diabły – i to mu pozostało do dzisiaj. Mianowicie walczy o wartości chrześcijańskie poprzez walkę z fake newsami i obnaża przeciwników partyjnych. Oto Tarczyński zapędził się w wypędzaniu diabła z kandydata na prezydenta Kielc. – „Bogdan Wenta, europoseł PO, rzucił polskim paszportem i przyjął niemieckie obywatelstwo, aby służyć Niemcom za marki i euro, okazuje się być także byłym członkiem ZOMO! Teraz kandyduje na prezydenta Kielc. Oto wysportowany Niemiec, który trenował pałowanie na głowach Polaków. Dno” – napisał Tarczyński.

Gdyby nie konto Tarczyńskiego na Twitterze, to moglibyśmy sądzić, że to bez żadnego trybu wypowiedział sam prezes Kaczyński. Jednak w trybie wyborczym Tarczyński przegrał w sądzie z Wentą, którego ma przeprosić oraz wpłacić 20 tys. zł na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

No i trzecia głowa – Kaczyńskiego, choć ten aktualnie ma kłopot z inną częścią ciała – z kolanem. Prezes ostatnio w Olsztynie przypomniał o swoim starym pomyśle z przekopem Mierzei Wiślanej, zapewniając, że pierwsza łopata pod przekop zostanie wbita jeszcze w czasie tej kampanii wyborczej i ponoć nie jest ów skrót z Zatoki Gdańskiej do Zalewu Wiślanego szkodliwy ekologicznie, co jest ewidentnym fałszem. Poza tym przekop nie przyniesie ekonomicznych korzyści dla Elbląga oraz dla Warmii i Mazur. Ta wizja prezesa jest odświeżana w trakcie kolejnych kampanii wyborczych, ale nie doczekała się do tej pory pełnej dokumentacji technicznej, nie wspominając o takim drobiazgu, jak rozpisanie przetargów na inwestycje.

Niby urodą, znaczeniem i inteligencją powyższe głowy się różnią, składają się jednak na modelową głowę pisowską, która szpicluje, pomawia i ma niezdrowe wizje.

Pytanie mam. Czy już nie możemy się śmiać, czy jednak jeszcze możemy Szanowna Władzo ??

Mateuszek Kłamczuszek w Poznaniu

 

Platforma jak za dawnych lat. Mamy ikrę.

https://twitter.com/janskowronski/status/1045699959499231232

Kreatywnie.

Witamy w Poznaniu Mateuszka Kłamczuszka!!!!

Holtei

Tak uznał dziś Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej. – „Decyzja o przeprowadzeniu przeszukania była nieuzasadniona i nieadekwatna do przedmiotu sprawy” – powiedziała sędzia Marta Załęska.

Na początku sierpnia działacze KOD Ryszard Filipiuk i Stanisław Dembowski nałożyli na pomnik Lecha Kaczyńskiego w Białej Podlaskiej koszulkę z napisem „Konstytucja”. Pierwszemu z nich policjanci o godz. 6.30 rano przeszukali mieszkanie. Ryszard Filipiuk nie ma wątpliwości że rewizja miała na celu zastraszenie. – „Jesteśmy solą w oku dla tutejszych władz PiS-owskich. To było działanie polityczne na zlecenie partii” – stwierdził działacz KOD.

Filipiuk przypomniał, jak wyglądało to przeszukanie. – „Ok. 6:30 do domu wtargnęła policja. Mnie wtedy nie było. Zszokowana żona zadzwoniła do mnie i przez słuchawkę usłyszałem od policji, że będą za mną wysyłać list gończy. Na piętrze domu mieszka synowa po operacji serca, z wnuczką. Żona prosiła, żeby tam nie wchodzić, ale policja nie uszanowała tego. Wnuczka…

View original post 798 słów więcej

Do kościoła z dziecięcymi bucikami, aby napiętnować kleszą pedofilię

Podczas spotkania z dziennikarzami szwedzkiego serwisu nyheteridag.se Tarczyński powiedział m.in., że „w Polsce żyje się lepiej, bo nie ma ani jednego muzułmańskiego imigranta”. Te słowa oburzyły Winnickiego, który zarzucił mu kłamstwo.

Ostatnio Krzysztof Bosak chwalił się, na Twitterze, że udało mu się spędzić weekend w Biłgoraju tylko z Polakami. Ten wpis mieści się w przekonaniu narodowców, że w Polsce jest zbyt wielu obcokrajowców, a to im się bardzo nie podoba. Mówią o tym i piszą. I teraz, gdy Tarczyński chwalił się, że „Ludzie są szczęśliwi, gospodarka się rozwija, bezrobocie jest najniższe w historii”, a to dzięki skutecznej polityce antyemigracyjnej, Winnicki nie wytrzymał.

Dominik, łżesz w żywe oczy” – napisał na Twitterze, no i się zaczęło.  Konflikt między Tarczyńskim i narodowcami narasta, co wyraźnie widać na Twitterze. Jedna z użytkowniczek pyta posła „dlaczego zablokował Pan redaktorów @MediaNarodoweMNnie tylko na TT, ale również ich telefony, gdy chcieli zaprosić Pana do programu nt. Imigracji”, a kolejna, podpisana jako „nacjonalistka, katoliczka Polka”, zastanawia się „Czyżby bał się Pan pytań, które obnażyłyby Pana kłamstwa dot. imigracji, w tym muzułmańskiej”.

Coś w tym chyba jest, bo rzeczywiście Tarczyński blokuje dziennikarzy na Twitterze. Mogą to poświadczyć także redaktorzy naTemat.  

Jeden z internautów skomentował ten konflikt krótko – „Jeden wart drugiego. Tarczyński pieprzący bzdury o tym jak to cudownie jest w Polsce, jest tak samo wiarygodny gdy mówi o dziadku że był bohaterem, bo jak już wiemy był zwykłym zdrajcą i mordercą, kolaborantem i szmalcownikiem który dorobił się na wyłapywaniu żydów. Zaś Winnicki straszy zalewaniem Polski przez uchodzców, ale tu akurat rozumiem każdy chłopek boi się jak pojawia się atrakcyjna konkurencja (…) Bo Bosak to taka ukryta opcja ciepła w strukturach narodowych.

Dziś niedziela, 26.08 więc warto wybrać się do kościoła. Dziś to ma naprawdę sens. Pójść i zawiesić na ogrodzeniu, bramie czy drzwiach dziecięce buciki – dla upamiętnienia ofiar pedofilii. Nie każdy ksiądz to…

Earl drzewołaz

Fundacja Dzika Polska informuje o wielkiej wpadce Ministerstwa Środowiska.

Dubler Mariusz Muszyński to nie sędzia, a wyroki Trybunału z jego udziałem to nie wyroki – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Ale uznał, że na tej podstawie nie można podważyć orzeczenia Trybunału.

View original post 3 345 słów więcej

Pięta, Tarczyński i Pawłowicz – trójca PiS z piekła rodem

Gdyby ten papier był zdatny do podcieracznia………

No proszę. A mówią, że nic nie tanieje. 😅😂

W czwartek pojawił się w Sejmie nowy przewodniczący KRS Leszek Mazur. Przypomnijmy, że od marca Krajowa Rada Sądownicza została obsadzona nowymi sędziami, całkowicie niezgodnie z konstytucją. Wprawdzie pan Mazur twierdzi, że wszystko jest tak jak powinno, bo wprowadzone zmiany „były ukierunkowane na zwiększenie społecznej kontroli nad wymiarem sprawiedliwości”, ale każdy wie, że stało się wręcz odwrotnie. KRS przestała być instytucją niezależną, bo to właśnie politycy zadecydowali, kto w niej zasiada. Poprzednia KRS nie kryła, że tego typu działania „godzą w trójpodział władz, zasadę niezawisłości sędziowskiej, w niezależność i odrębność władzy sadowniczej”.

Sędzia Mazur przedstawił posłom informacje o działalności Rady w 2017 r., w której skupia się tylko na statystykach i liczbach, nie odnosząc się do kontrowersji związanych z doborem nowych sędziów. Zupełnie inaczej wyglądało sprawozdanie sejmowej komisji sprawiedliwości posłanki Krystyny Pawłowicz, która zasiada w KRS z ramienia Sejmu. Ostro skrytykowała poprzednią Radę, zarzucając jej wszystko, co najgorsze.

Rok 2017 był rokiem buntów antykonstytucyjnych środowisk sądowniczych inspirowanych i wpieranych przez KRS. Był rokiem wypowiadania posłuszeństwa konstytucyjnym organom – również w uchwałach i działaniach KRS. Był rokiem wypowiedzi, działań i wyjazdów zagranicznych członków KRS, których celem było atakowanie i krytykowanie obecnych władz Polski za realizację zwycięskiego programu wyborczego” – stwierdziła. Zarzuciła też poprzedniej KRS, że ta zaangażowała instytucje unijne w sprawy wewnętrzne Polski, przedstawiając kłamliwy obraz reformy sądownictwa. Stąd teraz „te kłamliwe donosy skutkują trudnościami, atakami na Polskę, odmowami zagranicznych sadów stosowania europejskiego nakazu aresztowania”.

Lista zarzutów pani Pawłowicz była bardzo długa, jak chociażby współfinansowanie antyrządowych, antysejmowych i antyprezydenckich zjazdów prawników oraz konferencji „ na których głoszono skrajnie łamiące konstytucję i anarchizujące wymiar sprawiedliwości hasła rozproszonej kontroli konstytucyjnej” oraz podważanie autorytetu wybranych sędziów, nazywając ich pogardliwie „dublerami”, wycofanie swoich wniosków z TK, negując tym legalność działań Trybunału, szykanując, a nawet wręcz, tyranizując nowo wybranych członków tej instytucji.

Według Krystyny Pawłowicz tego typu działania wobec TK doprowadziły do śmierci sędziów Ciocha i Morawskiego. Przypomnijmy, że prof. Cioch zmarł w grudniu 2017 r. z powodu niewydolności krążeniowo – oddechowej, a przyczyn śmierci Morawskiego nie podano do wiadomości publicznej.

Nie można się dziwić, że tego typu „informacje” członka sejmowej komisji sprawiedliwości wzbudziły natychmiastową reakcję. Według Borysa Budki, posła PO „to, co tu słyszymy, to wyłącznie prywatne wypowiedzi pani poseł, a nie stanowisko komisji sprawiedliwości (…)Fałszywa jest informacja, jakoby komisja sprawiedliwości zajęła stanowisko przedstawione przez poseł, która przemawiała w jej imieniu. Nie przypominam sobie żadnej uchwały, która zawierałaby tak wiele nieprawdziwych, fałszywych, kłamliwych tez”. Podziękował poprzedniej KRS za jej działania w obronie konstytucji, „niepodporządkowanie się temu, co obecna władza próbowała zrobić z sędziami. Dziękuję ostatnim legalnym przewodniczącym KRS, którzy pokazali, że honor i wierność konstytucji są ważniejsze niż własny interes”.

Również poseł PO Józef Lasssota zwrócił się do obecnych sędziów KRS w ostrych słowach. „Patrzę tu na ludzi, którzy reprezentują KRS i sprzeniewierzyli się konstytucji. Ktoś was przecież uczył prawa, zastanówcie się. Może na refleksję przyjdzie jeszcze czas”.

Oczywiście słowa polityków PO nie zrobiły żadnego wrażenia na posłach PiS. Za to jeden z internautów zastanawia się, czy „oni się nie boją, że jak przegrają wybory to za to wszystko odpowiedzą. Co prawda rządy 2005-2007 właściwie nie zostały rozliczone, Ziobro nie stanął przed Trybunałem Stanu, a Szyszki nikt nie ukarał za Rospudę, więc zabrał się za wycinanie Puszczy Białowieskiej, ale rozmontowania TK i KRS raczej im obecna opozycja nie daruje. A może boją się aż tak, że jedynym ratunkiem zdaje się brnięcie jeszcze głębiej? Czy zwyczajnie szczerze wierzą w to co wygadują albo chociaż racjonalizują sobie to jakimiś grzechami III RP czy PO? A może dla nich rządy PO były takim cierpieniem, że nic gorszego nie mogą sobie wyobrazić? To jest taki podstawowy odruch w demokracji, że dzisiaj rządzimy my, ale jutro będziemy rządzeni, więc jak ja my ich, tak oni potem nas przy pomocy naszych własnych ustaw. I raczej wtedy ciężko się będzie powoływać na demokrację i rządy prawa. Inaczej mówiąc pewnych rzeczy się nie robi dla własnego dobra” i niech to wystarczy za komentarz.

>>>

>>>

Kaczyńskiemu zdrowia, bo za swoje działania powinien odpowiedzieć

Elżbieta Pawłowicz (stowarzyszenia „Wolność Równość Demokracja”, siostra posłanki Krystyny Pawłowicz) była dzisiaj gościem programu „Rzecz o Polityce” (Rzeczpospolita).

Prof. Andrzej Rzepliński był gościem Andrzeja Stankiewicza w dzisiejszym programie Onet Opinie.

„Nie jestem posłem zawodowym. Zrezygnowałem z pieniędzy publicznych. Nie pobieram” – tak napisał Dominik Tarczyński na Twitterze 15 stycznia 2018 r. do Bartosza Węglarczyka z onet.pl. Portal wp.pl ustalił jednak, że poseł PiS wprowadził opinię publiczną w błąd.

Dziennikarz wp.pl. zadał Kancelarii Sejmu pytania: „Czy Pan poseł Dominik Tarczyński pobiera uposażenie poselskie? Jeśli nie pobiera, to kiedy z tego zrezygnował? Kiedy złożył w Kancelarii Sejmu odpowiedni dokument w tej sprawie? Kiedy na jego konto wpłynęła ostatnia pensja z Sejmu?”. Centrum Informacyjne Sejmu odpowiedziało: „Wskazany przez Pana poseł pobiera uposażenie. Ostatnia wypłata została dokonana 23 maja”.

A przecież pamiętamy, jak Tarczyński wielokrotnie na Twitterze zapewniał, że nie pobiera wynagrodzenia jako poseł. 13 kwietnia 2018 r. napisał do innego dziennikarza: „Nie jestem posłem zawodowym. Nie pobieram pieniędzy publicznych. Zatkao kakao?!” [pisownia oryginalna – przyp. mój].

A 25 kwietnia wdał się w taką oto „rozmowę” na Twitterze: – „Nie jestem posłem zawodowym! Nawet tego nie wiesz, szechterowy sługusie. Taki z ciebie dziennikarzyna” – zwrócił się Tarczyński do dziennikarza „Gazety Wyborczej” Bartosza Wielińskiego. Wcześniej napisał on do polityka: – „Dostajesz pensję z moich podatków, więc będę pisał do ciebie i o tobie, kiedy uznam to za stosowne”. A Konradowi Piaseckiemu z Radia Zet odpisał też 25 kwietnia, że zrezygnował z uposażenia poselskiego w 2018 r. No i tak wygląda ta „rezygnacja”, że Kancelaria Sejmu wysyła mu kolejny przelew z poborami.

Wp.pl opisuje, jak Tarczyński „ciężko pracuje” w Sejmie. Zgłosił 2 interpelacje, którym nadano bieg (zajmuje w tym rankingu 406. miejsce na 460 posłów) oraz 3 zapytania poselskie (268. miejsce). Pytanie w sprawie bieżących zadał jedno (338. miejsce w rankingu). Ale za to w obecnej kadencji poseł 29 razy podróżował służbowo. Według wp.pl., całkowity koszt podróży wyniósł podatników ok. 145 tys. zł.

Widzę w tzw. symetryzmie lęk i ucieczkę od nazywania rzeczywistości i ukazywania jej we właściwych proporcjach. Jeśli mówiliśmy o tym, że politycy nieraz starali się wpływać na media publiczne, to w najmniejszym stopniu nie było równoważne z tym, co wyprawia z mediami ta władza, która zamienia je w ordynarną, zakłamaną i bezwstydną propagandę partyjną. Władysław Bartoszewski mówił, że prawda nie leży pośrodku, tylko leży tam, gdzie leży. O tym dziennikarze powinni pamiętać – mówi w rozmowie z nami Krzysztof Luft, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, wcześniej rzecznik rządu Jerzego Buzka. I dodaje: – Coraz częściej mam niestety poczucie, że nie obejdzie się bez likwidacji obecnej struktury i zbudowania jej od nowa. PiS zostawi po sobie pobojowisko, zresztą nie tylko w mediach, i bardzo trudno będzie to wszystko wyprowadzić na prostą

JUSTYNA KOĆ: Oglądał pan materiał „Wiadomości” o 4 czerwca? Poprzedził go pasek: „4 czerwca – symbol zdrady i zmowy elit”.

KRZYSZTOF LUFT: Ten eksces nie jest niczym nowym. Tego rodzaju rzeczy już się zdarzały, chociaż trzeba przyznać, że ten był wyjątkowo obrzydliwy. To jest plucie milionom Polaków w twarz. Jawne bezczelne kłamstwo. Może warto przypomnieć, że

dzięki tej „zmowie i kłamstwu elit” panowie Kaczyńscy zostali parlamentarzystami, później jeden z nich premierem, drugi prezydentem III RP.

Sam premier Morawiecki wydarzenia z 4 czerwca określił jako „ćwierćwybory”.

Historyk Morawiecki zapomina, że dzięki tej zmianie, która wtedy się rozpoczęła, mógł on w III RP zostać prezesem wielkiego banku z zachodnim kapitałem. I zbił na tym pokaźny majątek.

Czy możemy mówić jeszcze o granicy, której dziennikarz nie powinien przekraczać?

Ta granica już dawno została przekroczona. „Wiadomości” i TVP Info przekraczają te granice codziennie po kilkadziesiąt razy.

Poziom zakłamywania rzeczywistości, historii przypomina mi lata PRL, które dobrze pamiętam.

I wówczas nie przyszłoby mi do głowy, żeby pracować w TVP. Trafiłem tam dopiero po 1989 roku.

Porównuje pan te okresy?

Oczywiście i prawdę mówiąc to, co dzisiaj wyrabia się w „Wiadomościach” i TVP, przypomina najgorszą propagandę okresu stanu wojennego, gdzie było szczucie na ludzi, szukanie haków, opluwanie opozycji, tworzenie nieprawdziwych faktów i świata alternatywnego.

Jak antysemickie wypowiedzi pana Ziemkiewicza?

Te obrzydliwe

antysemickie ekscesy, które miały miejsce w Telewizji Polskiej, są czymś tak zadziwiającym, że nawet trudno to skomentować. Stały w sprzeczności z prawem, zdrowym rozsądkiem i moralnością, ohyda po prostu.

Równo rok temu Freedom House ostrzegał, że w polskich mediach zagrożony jest pluralizm. Jak pan ocenia sytuację dziś?

Pluralizmu w mediach publicznych nie ma w ogóle, i oni się tego nie wstydzą, wręcz przeciwnie. Ostatnio słyszałem przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, pana Czabańskiego, który mówił, że to dobrze, iż media publiczne reprezentują prawicowy, PiS-owski punkt widzenia, bo media komercyjne są liberalne i sprzyjają opozycji, więc w sumie mamy w Polsce medialny pluralizm. W ustach urzędnika odpowiadającego za media publiczne brzmi to przedziwnie, bo to niezgodne z prawem. Ustawa o radiofonii i telewizji wyraźnie określa, że media publiczne mają być pluralistyczne.

Została zbudowana cała narracja, że PiS był wcześniej dyskryminowany w mediach, dlatego trzeba było tę sytuację naprawić.

Ja tak nie uważam. Można by znaleźć wiele badań i analiz, które przeczą tej tezie. Ale muszę powtórzyć, że nawet gdyby tak było, to nie mogłoby to oznaczać, że w związku z tym mediom publicznym wolno reprezentować punkt widzenia rządzących.

Media publiczne z definicji mają służyć wszystkim, a pluralizm i obiektywizm są wpisane w ich obowiązki ustawowe.

Ale trzeba przyznać, że media zawsze padały łupem rządzących, nie aż tak jak teraz, ale były smacznym kąskiem.

Wszystko jest stopniowalne. Nawet angielska BBC bywa oskarżana o to, że sprzyja rządzącym. A przecież chcielibyśmy mieć taką BBC u siebie. Owszem, w polskich mediach publicznych nieraz dawało się odczuć wpływy ze strony środowisk politycznych, nie zawsze zresztą rządzących. Przypomnę, że w latach 2007-2010 rządziła koalicja PO-PSL, a w tym czasie przez TVP przewinęło się ośmiu PiS-owskich prezesów. W latach rządu AWS-UW, którego byłem rzecznikiem, w mediach publicznych największy wpływ miały środowiska lewicowe. Przez taki lewicowy zarząd zostałem zresztą zwolniony z TVP w kontekście politycznym. Później jako rzecznik rządu Jerzego Buzka odczuwałem brak przychylności TVP. Myślę więc, że mam prawo do porównań. I

tamtych ewidentnych nieprawidłowości nie da się porównać z tym, co się dzisiaj odbywa. Dziś mamy do czynienia z całkowitym zawłaszczeniem tych mediów i z wulgarną, zakłamaną propagandą partyjno-rządową, odwracającą znaczenie słów i pojęć jak za PRL.

PiS chce więcej, bo powrócił temat dekoncentracji mediów.

Tak, bo PiS nienawidzi mediów. Zawsze to środowisko nienawidziło mediów, z wyjątkiem swoich uległych klakierów, którzy są z nimi związani i opisują rzeczywistość tak, jakby chcieli, pomijając to, o czym PiS nie chce mówić. Proszę zauważyć, że o sprawie Stachowiaka dowiedzieliśmy się z mediów prywatnych, tak samo o systemie premii rządowych. O ostatniej aferze z posłem Piętą również napisały media niepubliczne. Wszelkie wolne media są im obce, tak jak i sama wolność.

Co nas czeka po przeprowadzeniu dekoncentracji, koniec wolnych mediów?

Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Łatwo było napisać na trzech stronach ustawę o tym, że się odwołuje wszystkie dotychczasowe władze mediów publicznych, a nowe powoła rząd, natomiast tego rodzaju zamach na media komercyjne byłby rzeczą prawnie i politycznie nieporównywalnie trudniejszą. Być może za trudną dla tej władzy, która ma nie tylko złe intencje, ale też jest władzą nieudaczników. Z buńczucznych zapowiedzi wielkich reform struktury i finansowania mediów publicznych nie zostało nic. Proszę też zwrócić uwagę, co się stało, kiedy nałożono tę skandaliczną karę na TVN. Po kilku tygodniach kara została wycofana.

Nie znam takiego przypadku, aby KRRiT najpierw nałożyła karę, a potem stwierdziła, że się pomyliła i ją odwołała.

Przywołał pan przykład kary dla TVN, pamiętam, że wywołała ona wtedy tzw. efekt mrożący. Kara była za „sposób relacjonowania wydarzeń w Sejmie i protestów w grudniu ubiegłego roku”. Przez jakiś czas inne stacje mocno ograniczyły obrazki z sejmowego protestu. Może takie działanie wystarczy Kaczyńskiemu?

Ale kara została zdjęta, zatem nastąpiło „odmrożenie”. A oczywiście, że w tzw. dekoncentracji nie chodzi o żadne górnolotne idee, tylko o podporządkowanie władzy mediów, tak jak podporządkowano jej media publiczne. Mam nadzieję, że to się nie uda. Także dlatego, że dla świata to byłby bardzo poważny sygnał, przynajmniej tej samej wagi, co sprawa praworządności i zamach na sądy. Reakcja USA na karę dla TVN była bardzo znamienna.

Kwestia wolności mediów w całym demokratycznym świecie jest niesamowicie głęboko zakorzeniona. Zamach na niezależność prywatnych, komercyjnych mediów byłby trudny do zaakceptowania.

Jak powinni zachowywać się dziennikarze w czasach tak ogromnej polaryzacji? Powinni jasno opowiedzieć się po którejś ze stron, czy stać się tzw. symetrystami?

Czas jest rzeczywiście wyjątkowy i wymaga jednoznacznych postaw. A w szczególności rzetelności w opisywaniu rzeczywistości. Widzę w tzw. symetryzmie lęk i ucieczkę od nazywania rzeczywistości i ukazywania jej we właściwych proporcjach. Jeśli mówiliśmy o tym, że politycy nieraz starali się wpływać na media publiczne, to w najmniejszym stopniu nie było równoważne z tym, co wyprawia z mediami ta władza, która zamienia je w ordynarną, zakłamaną i bezwstydną propagandę partyjną. Władysław Bartoszewski mówił, że prawda nie leży pośrodku, tylko leży tam, gdzie leży. O tym dziennikarze powinni pamiętać.

Nawet jeśli władze w różnych okresach niepodległej Polski popełniały błędy, to nie da się tego postawić w jednym rzędzie z konsekwentnym rozwalaniem państwa i jego demokratycznych instytucji, niszczeniem naszej pozycji międzynarodowej i wieloletniego dorobku ostatnich 30 lat. Trzeba zachować rzetelność, która nakazuje nazywać rzeczy po imieniu.

Czy gdy zmieni się władza, uda się przywrócić pluralizm w mediach publicznych, czy trzeba je będzie budować na nowo, bo zostaną tylko zgliszcza?

Przede wszystkim moim zdaniem media publiczne są potrzebne w demokracji. Dziś ich po prostu nie mamy, mamy propagandową tubę władzy. A są potrzebne, żeby ułatwiać ludziom rozumienie świata i podejmowanie wyborów, nie tylko politycznych. Także dla całego rynku medialnego media publiczne są ważne, bo poprzez inny sposób finansowania powinny budować jakość i narzucać całemu rynkowi pewien standard, poziom wiarygodności. Tak dzieje się w innych krajach, niestety nie u nas.

Jak to uzyskać?

To samo w sobie jest bardzo trudne, a

w dzisiejszej rzeczywistości zniszczenia wszelkich autorytetów, wspólnych wartości bardzo trudno będzie zbudować instytucję, która będzie dostarczać program akceptowany przez różne strony tej wojny, którą PiS wywołał.

Coraz częściej mam niestety poczucie, że nie obejdzie się to bez likwidacji obecnej struktury i zbudowania jej od nowa. PiS zostawi po sobie pobojowisko, zresztą nie tylko w mediach, i bardzo trudno będzie to wszystko wyprowadzić na prostą.

A KRRiT zostawić? Teraz rządzi Rada Mediów Narodowych.

Tak naprawdę to rządzi Nowogrodzka. Jak PiS-owska większość w Radzie Narodowej chciała odwołać Kurskiego, to po kilku godzinach okazało się, że muszą go przeprosić i przywrócić, bo takie dostali dyspozycje z Nowogrodzkiej. Ale ta instytucja politycznego nadzoru nad mediami publicznymi jest oczywiście w przyszłości do zlikwidowania.

W dzisiejszych czasach nawet przejęcie mediów nie da PiS-owi monopolu na prawdę. Żyjemy w innych czasach. Zatem po co?

Bo

Kaczyński mentalnie żyje w ubiegłym wieku, w kulturze analogowej. Tymczasem świat się całkowicie zmienił, także dzięki Internetowi.

Cenzurowanie czy podporządkowanie Internetu wymaga władzy totalitarnej, jak w Korei Północnej czy w Chinach. Trudno sobie wyobrazić, aby coś takiego było tutaj możliwe. A Internet jest sferą, która mimo swoich wad i ułomności jest wielkim obszarem wolności i nieskrępowanego przepływu informacji.

Morawiecki plecie androny w marnym teatrzyku PiS

Krzysztof Luft (były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji) i internauci skomentowali dzisiejsze wystąpienie w Sejmie premiera Mateusza Morawieckiego.

„Chociaż to nie jest sezon na szopki, to politycy PiS zdecydowali się dzisiaj na taką inscenizację. PiS chce znaleźć antidotum na skandal z nagrodami dla członków rządu b. premier Beaty Szydło. Do tej pory nie wiemy, ile ministrowie rządu PiS wypłacili sobie nagród w 2016 roku, nadal premier Mateusz Morawiecki odmawia pełnej informacji na ten temat. Tymczasem PiS szuka czegoś po stronie samorządowców. To jest skandal, to jest prawda o pazerności polityków tej rządzącej formacji i żadne szopki przed urzędami samorządowymi tego nie zmienią” – powiedział rzecznik PO Jan Grabiec. To jego komentarz do dzisiejszej akcji posłów PiS, polegającej na chodzeniu po urzędach miejskich i szukaniu dokumentów m.in. dotyczących nagród dla urzędników.

Rzecznik Platformy przypomniał, że kilka miesięcy temu posłowie PiS wystąpili o ujawnienie danych na temat nagród na stanowiskach politycznych w samorządach i otrzymali na nie odpowiedź. – „Z tych pism wynika jasno, że na stanowiskach politycznych w samorządach nie są wypłacane nagrody”– podkreślił Grabiec.

 „Wizyta posłów nie jest dla nas zaskoczeniem. Gdy są problemy wizerunkowe Prawa i Sprawiedliwości, to zaczynają się tego typu akcje. Nie jesteśmy też zdziwieni tym, że przyszli do Gdańska, bo przecież Gdańsk Prawo i Sprawiedliwość „lubi” w sposób wyjątkowy. Gdyby posłowie Prawa i Sprawiedliwości wysłali do nas wczoraj maila z pytaniami, to dziś wszystkie dokumenty by na nich czekały w urzędzie, ale wtedy nie byłoby takiego przedstawienia i ustawki medialnej. Całą dokumentację, którą otrzymają posłowie, upublicznimy w internecie” – powiedziała rzeczniczka prasowa prezydenta Gdańska Magdalena Skorupka-Kaczmarek. Dodała, że duża część dokumentacji, o które wnioskowali posłowie PiS, jest dostępna w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP).

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak skomentował, że wolałby, aby politycy PiS skupili się na pracy, a nie na „hucpie politycznej”. W urzędzie miasta pojawili się posłowie Tadeusz Dziuba i Tomasz Ławniczak. – „Poseł Dziuba ma numer mojego telefonu od wielu lat, mógł więc po prostu umówić się na tego typu spotkanie. Na różnego rodzaju kontrole telefonicznie umawia się nawet administracja skarbowa, by nie dezorganizować pracy różnych podmiotów. A tutaj wejście w świetle kamery telewizji publicznej – to dla mnie bardzo zaskakujące. Wolałbym, żeby parlamentarzyści i politycy PiS, szczególnie ci z Poznania i Wielkopolski, koncentrowali się na konkretnych pracach na rzecz miasta i regionu, a nie na jakiejś hucpie politycznej” – powiedział Jaśkowiak.

„Gdy my walczymy o przyszłość Łodzi, gdy na co dzień zmieniamy Łódź, tworząc przyjazną przestrzeń do życia i rozwoju, w tym samym czasie z niezrozumiałych dla mnie powodów mój gabinet został okupowany przez posła Budę. My walczymy o przyszłość Łodzi, a w tym samym czasie radni i posłowie PiS szukają dziury w całym i zalewają nas olbrzymią liczbą interpelacji” – powiedziała prezydent Łodzi Hanna Zdanowska na konferencji prasowej, zorganizowanej po wizycie posłów PiS w jej gabinecie. Jednym z nich był Waldemar Buda – kandydat PiS na prezydenta Łodzi. –„Apeluję, by posłowie zajęli się swoimi sprawami. Dziś jest posiedzenie Sejmu. Dlaczego pan Buda i pozostali posłowie nie są tam, gdzie ich miejsce? Dlaczego nie załatwiają naszych spraw w Sejmie, a robi się wyłącznie teatr i hucpę polityczną” – mówiła Zdanowska. Zaznaczyła, że z tytułu pełnionej funkcji nie otrzymała żadnej nagrody, ponieważ „prezydentowi miasta żadne nagrody w obowiązującym u nas prawodawstwie nie przysługują”.

Podobne „wizyty” posłowie PiS złożyli w wielu urzędach samorządowych w różnych regionach kraju.

„Pani premier, jak było nad Dunajcem? Było słońce? Było dobre towarzystwo? Majówkę 2018 może pani uznać za udaną? Chciałam przypomnieć, że gdy pani oddawała się rozrywkom, to tutaj protestowali ludzie” – powiedziała posłanka niezrzeszona Joanna Scheuring-Wielgus podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o odwołanie Beaty Szydło i Elżbiety Rafalskiej. Wymieniła nazwiska wszystkich protestujących przez 40 dni w Sejmie: Anna Glinka, Adrian Glinka, Iwona Hartwich, Kuba Hartwich, Katarzyna i Karol Milewiczowie z córkami, Kinga i Alicja Jochymek oraz Aneta Rzepka. – „Co to za wicepremier ds. społecznych, który rzuca pogardliwe spojrzenie ludziom? Czy pani w ogóle nam powie, czym się zajmuje w tym rządzie? Za co pani bierze pieniądze? Znalazła się pani na tym stanowisku po widowiskowej degradacji. Gdyby Jarosław Kaczyński uważał, że się pani nadaje, to dałby pani jakiś resort. A nie dał. Bo była pani kiepskim premierem” – stwierdziła Scheuring-Wielgus.

Podczas wystąpienia w Sejmie zadzwoniła do Kuby Hartwicha i przyłożyła do mikrofonu telefon. Jeden z protestujących przez 40 dni niepełnosprawnych powiedział: – „Panie premierze, niech pan nie kłamie! W dalszym ciągu mamy 900 zł na życie, a nie trzy tysiące. Proszę przestać kłamać!”.

Do wystąpienia Mateusza Morawieckiego odniosła się także Urszula Augustyn z PO. – „Wygłaszał pan przez 50 min takie bzdury i kłamstwa. Jak pan sobie tego drugi raz posłucha, to sam się pan zdziwi. Pomyliła się panu konwencja PiS z salą sejmową. 50 minut pan mówił, a niepełnosprawnym poświęcił pan 2 zdania. Naprawdę, aby na debacie o niepełnosprawnych opowiadać, że remontują w Kamieniu Pomorskim komisariat, a nie ma tam już ostatniego samochodu i policjanci nie mają czym jeździć?” – powiedziała posłanka PO.

Wicepremier Beacie Szydło posłanka PO też zarzuciła mówienie nieprawdy. – „Gdzie jest obiecywane 5 tys. miejsc pracy dla niepełnoprawnych? Nie ma! Kłamstwo. Za naszej kadencji powstało 60 tys. miejsc pracy dla niepełnosprawnych, a wy nie możecie 5 tys. zrobić. Gdzie pani premier była, gdy pani podwładna, minister Zalewska, jednym ruchem usunęła dzieci niepełnosprawne ze szkół!” – stwierdziła Augustyn.

Odniosła się również do niedawnego protestu w Sejmie. – „Przez 40 dni nie miała czasu, żeby przyjść do niepełnosprawnych, rozmawiać z nimi. 40 nocy nocowali na posadzce. Lekceważyliście te osoby, mówiliście, że to mała grupka, nieznacząca. Potrafiła pani przyznać sobie wielotysięczne nagrody, ale do nich przez 40 dni nie potrafiła pani przyjść i powiedzieć, że nie dacie 500 zł. Od lekceważenia do pogardy jest jeden krok, nie chcę używać mocnych słów; oni panią rozliczą, rozliczą z tej bezduszności” – powiedziała posłanka Platformy.

– „Panie premierze, skoro przez 8 lat było tak źle, to czemu w tym czasie był pan doradcą Donalda Tuska? Było to wyryte na wizytówce. Pan się mieni znawcą polityki społecznej, ale pan się na niej nie za. Program Maluch i program Senior już były. Wy dodaliście do nich tylko plus” – zauważył Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL.

Posłanka Nowoczesnej Monika Rosa zwróciła się do Beaty Szydło. – „Była pani wielką nieobecną podczas 40 dni dramatycznego protestu. Wielką nieobecną, gdy Adrian i Kuba prosili panią o pomoc. Wielką nieobecną, gdy pani koleżanki i koledzy partyjni mówili: wynieść i przekazać policji. Pani powinna się spalić ze wstydu za brak czasu dla protestujących, za brak empatii, za brak działań, za brak solidarności i ludzkiego odruchu. Pani powinna się spalić ze wstydu za swoje koleżanki i kolegów. Za marszałka Marka Kuchcińskiego, który jest członkiem pani partii, której pani jest wiceprezesem, za to, że zamknął Sejm przed Janiną Ochojską, przed panią Wandą Traczyk-Stawską, że zakazał spacerów i otwierania okien. To jest pani odpowiedzialność” – podkreśliła Rosa.

>>>

>>>

>>>

>>>

Prezes ma swój dzień świra, a Szydło ma się spotkać z kimś, kogo nie ma. Takie tam pis-wzdęcia

10 każdego miesiąca – Dzień świra. Prezes wejdzie na swą drabinkę i pomodli się kanaliami, mordami zdradzieckimi tudzież innymi plunięciami i charknięciami na bliźnich – miłe Bogu.

Dla młodzieży treść Konstytucji jest szkodliwa, bo jeszcze by wiedziała, jakie ma prawa. Przecież w reformie edukacji chodzi o indoktrynację, aby jełopy głosowały na PiS.

Gadzinówka TVP dostanie dodatkowy miliard na propagandę PiS. Komuna mogłaby się uczyć od Goebbelsa Jacka Kurskiego. Współczuję Jarosławowi Kurskiemu mieć takiego Kaina w rodzinie.

Urzędnicy kancelarii Beaty Szydło umówili ją na spotkanie z komisarzem unijnym, który przestał nim być 3 lata temu, a obecnie komisarzem ds. rynku wewnętrznego jest Elżbieta Bieńkowska.

Szydło to osoba bez znaczenia. Ona się nie spotyka, aby do czegoś dochodzić, tylko po to, aby w telewizji wyglądało, że się spotyka. I przy tym gada swoim stylem logorei (słowotokiem) – bez merytorycznego składu i ładu.

W Europie mają zabawę po pachy. Klownica.

TVP Info zrobiło sondę wśród polityków, jak to PiS wspaniale rządzi.

W sondzie gadzinówki TVP Info wystąpili tylko politycy PiS, którzy byli wielce „obiektywni”.

Poziom dna został obniżony, ale dno ma tendecję spadkową. I będzie się dalej się obniżać, bo szmal jest.

Posłowie PiS są mistrzami obelgi.

Na komisji spraw zagranicznych niejaki gamoń Dominik Tarczyński obrażał bardzo dobrego dziennikarza „Wyborczej” Pawła Wrońskiego: „Masz siedzieć cicho, cyngiel wyborczej, prowokator”.

W amoralności i tak Tarczyński nie dorówna prezesowi, który jest mistrzem.

A poza tym Średniowiecze. Kobiety jako inkubatory i kuchty.

Pod okupacją PiS cofnęliśmy się cywilizacyjnie do Ciemnogrodu, w którym rządzą kołtuny.

>>>

Post Navigation