Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Europejski Trybunał Praw Człowieka”

Za paranoję pisowską płaci państwo. Macierewicz i Kaczyński wciągają fetor

Wdowy po dwóch ofiarach katastrofy smoleńskiej – Arkadiuszu Rybickim oraz Leszku Solskim – nie zgadzały się na  ich ekshumację i złożyły w tej sprawie skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Trybunał orzekł, że naruszono art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Zgodnie z jego treścią, „każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego”.

„Gdyby Polska odwołała się od wyroku, który zapadł 20 września ubiegłego roku przed ETPCz w Strasburgu, nie zyskałby on statusu prawomocnego – tłumaczy mec. Tomasz Snarski cytowany przez „Dziennik Bałtycki”. Polska jednak nie odwołała się od wyroku.

Teraz musi zapłacić 16 tys. euro odszkodowania skarżącym rodzinom.

Przypomnijmy: w październiku 2016 r. prokurator prowadzący postępowanie w sprawie katastrofy smoleńskiej postanowił powołać zespół biegłych w celu przeprowadzenia autopsji ciał ofiar tej katastrofy. Tym samym planowano dokonać ekshumacji 83 ofiar – ciała 9 ofiar zostały ekshumowane wcześniej, zaś w czterech przypadkach doszło do kremacji zwłok.

Depresja plemnika

W plebiscycie na słowo roku 2018 wygrała „Konstytucja”. Ja stawiałam na „serce”. A na drugim miejscu na „żarówkę”. Tym bardziej, że za sprawą przedstawicieli partii aktualnie rządzącej, serce z żarówką nieoczekiwanie wpisały się nam w kontekst europejski.

Bo tak: pan premier Morawiecki, w ramach kampanii przed wyborami do PE, dokonał analizy europejskiej anatomii pod kątem etnicznym i wyszło mu, że Polska to Serce Unii. I to by się zgadzało. Bo Zachód od stuleci utożsamiany jest z Rozumem.

Serce jest też symbolem miłości, która owładnęła partią aktualnie rządzącą. To niespodziewane uczucie spadło na formację władzy akurat tuż przed wyborami. No, ale z miłością tak właśnie bywa, że kto się czubi, ten się lubi.

Gwałtowność uczucia ku Unii może też, po trosze, wynikać ze specyfiki naszego Serca, bo funkcjonuje ono nieco na przekór oficjalnej wiedzy medycznej. Mamy je – otóż – po prawej stronie, bowiem trudno, żeby cokolwiek pod rządami aktualnej władzy…

View original post 2 382 słowa więcej

 

Kaczyński na prezydenta?

Prezes lubi od czasu do czasu wystąpić w roli erudyty, który zna rzadkie wyrazy, nie znając zarazem obcych języków. Ojkofobia przejawia się rzekomo w tym, że część sędziów na Warmii i Mazurach, gdzie trwają sprawy o prawo własności (głównie gospodarstw rolnych i nieruchomości), orzeka nie po polsku, nie na korzyść Polaków, tylko być może na rzecz Mazurów, emigrantów, którzy nie głosują w nadchodzących wyborach.

Wynika z tego, że dobry sędzia, dobry Polak z orłem na łańcuchu nie kieruje się prawem, tylko przynależnością narodową lub państwową. To absurd, z którym nie warto dyskutować. Jeżeli np. Polak ukradnie zegarek Finowi, to winien jest Fin. Jak na doktora prawa to pogląd oryginalny, który potwierdza stosunek prezesa do prawa (jak gdyby ostatnie lata nie dały wystarczających dowodów).

Ktoś (na pewno nie ja!) rzucił ostatnio pomysł: „Kaczyński na prezydenta”. Na pierwszy rzut oka pomysł sensowny (acz dla Polski groźny, moim faworytem jest ktoś inny, o czym tu pisałem). Kaczyński, doświadczony polityk, lider obozu konserwatywnego i rządzącego, człowiek o uformowanych poglądach, oczytany i dobry rozmówca, którego kierunek ku państwom narodowym i etatystycznym jak najdalszy od liberalizmu, zyskuje w Europie coraz więcej zwolenników. Dla jego obozu byłoby to uwieńczenie wieloletniej działalności i otwarcie drogi dla następcy w PiS. Pomysł ten ma jeszcze jedną zaletę: to sposób na odsunięcie Andrzeja Dudy.

Kamień spadłby z serca niejednej osobie, ale spadłby prosto na nogi. Kaczyński jest chyba niewybieralny, ma tyleż przeciwników, co zwolenników, nie ma najmniejszych zadatków na „prezydenta wszystkich Polaków”, lubi dzielić, jątrzyć, szczuć jednych na drugich, jest złośliwy i pamiętliwy, czasami usiłuje zagrać dobrego wujka, jak np. w wystąpieniu „do przyjaciół Rosjan”, czy jako ojciec polityki socjalnej PiS, ale w tej roli czuje się źle. Nie zna świata, nie zna języków, nie zna się na wojsku, na stosunkach międzynarodowych, które pod jego panowaniem udało się zrujnować. Dobrze czuje, co w trawie piszczy, ale to mało. W sumie kandydatura bez sensu, ale na prawicy może znaleźć amatorów i nie takie rzeczy się zdarzały. (Patrz: prezydent Duda).

>>>

Tymczasem na Moście Gdańskim…

Tak klerowi opadają spodnie.

Jarosławowi Kaczyńskiemu marzy się prezydentura?
Nie musiałby jeździć na Nowogrodzką i Żoliborz. Siedziałby w Pałacu i robił na Polskę. Jak to on – na rzadko.

vald2

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Jarosław Kaczyński obwożony jest po konwencjach PiS, które odbywają się w terenie. Wczoraj był Gdańsk, dzisiaj Olsztyn. Niczego swoją osobą już nie wnosi, bo grunt nienawiści został tak utwardzony, że dalszym udeptywaniem go nie spowoduje jeszcze większej piany na ustach. Znamy te jego konwulsje aż nadto.

W Olsztynie prezes spróbował zdefiniować patriotyzm, który staje przeciw literze prawa. To raczej znamy, bo dla Kaczyńskiego niepatriotyczna jest Konstytucja, zwłaszcza w tych miejscach, które nie są zgodne z jego wolą. Na Warmii i Mazurach prezes napadł na sędziów, którzy zgodnie z prawem rozstrzygali spory, co do praw własności. Na tych terenach zaszłości właścicielskie dotyczą autochtonów, którzy nie zawsze wybrali Polskę, a dzisiaj dochodzą swych praw ojcowizny.

Dotyczy to niewielkiej grupy osób, wielu autochtonów długo przebywało w Polsce po 1945 roku, niektórzy zrazili się do nas albo zostali przepędzeni urzędniczym ostracyzmem, dzisiaj dochodzą swoich praw własności. I o tym rozstrzyga…

View original post 1 212 słów więcej

Morawiecki i Duda – ancymonki dwa, które rozwalają Polskę

Przepychankami zakończył się więc wyborczy PiS w Lublinie z udziałem Beaty Szydło. Wicepremier promowała kandydata swojej partii na prezydenta miasta.

Na pl. Litewskim czekały na nią transparenty z napisami „Witamy gwiazdę dojnej zmiany” i „Tu jest Lublin, tu się nie kłamie”. Przeciwnicy PiS skandowali m.in. „Oddaj kasę!”, „Konstytucja”.

Zostali zaatakowani przez zwolenników PiS. Działacze KOD twierdzą, że zostali opluci. Jedna z kobiet miała też zostać kopnięta. Zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości w odpowiedzi na hasło „Konstytucja”, odpowiadali „prostytucja”.

Jak informuje TOK FM, kilku osobom podarto papierowe plakaty z napisem „Konstytucja”.

„Przepychali nas mimo, że my spokojnie staliśmy. Ktoś rzucił w nas pieniędzmi. I porwali mój plakat. Wychodzi na to, że Konstytucja im przeszkadza”– powiedziała stacji jedna z uczestniczek protestu antyrządowego. Dodała, że nie była wcześniej na pikiecie, na której pojawiłaby się aż taka agresja.

„Oficjalny powód mojego zwolnienia jest inny. Zostałem poinformowany, że zarząd spółki utracił do mnie zaufanie. Nie zgadzam się z taką oceną mojej pracy i kieruję sprawę do sądu pracy” – powiedział „GW” Wojciech Harmansa, który na festiwalu szant wystąpił w koszulce z napisem „Konstytucja”. O tym koncercie w artykule „Muzycy wystąpili w koszulkach z napisem „Konstytucja” – poseł PiS oburzony”.

Harmansa był dyrektorem ds. zakupów w państwowej spółce Enea Wytwarzanie. W poniedziałek został wezwany do jej prezesa Antoniego Józwowicza. Tam dowiedział się, że firma rozwiązuje z nim umowę o pracę. W przesłanym TVN oświadczeniu rzecznik Enei Piotr Kutkowski przekonuje, że zwolnienie Harmansa to efekt trwającego od lipca w spółce audytu. Twierdzi oczywiście, że nie ma ono nic wspólnego z prywatną aktywnością pracownika czy listem posła PiS Aleksandra Mrówczyńskiego.

Nie daje temu wiary Michał Gramatyka, kolega Harmansa z zespołu, a jednocześnie wicemarszałek województwa śląskiego z ramienia PO. – „Wojciech Harmansa pracował tam przez ponad trzy lata. Przyczynił się do ogromnych oszczędności w firmie. W tym czasie zarząd zmieniał się kilka razy i nagle teraz, kilkanaście dni po tym, jak wystąpił w koszulce z napisem „Konstytucja”, zarząd traci do niego zaufanie? Nie przekonuje mnie to. Uważam, że prawdziwym powodem jest właśnie koszulka. Jestem zbulwersowany. Źle się dzieje, kiedy ludzie tracą pracę z powodu manifestowania swojej wolności” – powiedział „GW” Michał Gramatyka.

Polski rząd stara się wodzić Unię Europejską za nos. Kolejnym tego przykładem jest wizyta premiera Morawieckiego u… kogo, właśnie – u kogo? U emerytowanej sędzi, u byłej I Prezes Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, czy może u obecnej I Prezes SN?

Czy Morawiecki zwracał się do prezes Gersdorf per „pani prezes”, „pani profesor”, czy może „proszę Pani”? Morawiecki, który darzy stan sędziowski w Polsce pogardą i brakiem zaufania, obnosi się z tym po całym świecie: a jednak się ugiął, poszedł do Canossy, bo jakże inaczej ocenić wizytę o świcie, żeby jeszcze zdążyć pochwalić się nią w Brukseli i ogłosić, że „dialog” w Polsce trwa? Niewykluczone, że tak jak w negocjacjach z Izraelem, i tym razem mu się powiedzie, co by wzmocniło jego pozycję w PiS i w ogóle na prawicy, a także za granicą. Kosztem praworządności w Polsce.

Jeden sukces może sobie już przypisać – Komisja Europejska, wbrew oczekiwaniom, nie wystąpiła wczoraj z wnioskiem do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie praworządności w Polsce. Jeżeli wniosek zostanie mimo wszystko skierowany, to PMM nic nie traci, to tylko znak, że antypolska kampania trwa. Jeżeli nastąpi dalsza zwłoka, być może w nieskończoność – to będzie kolejny sukces polskiego rządu. „Nasza reforma uczyni aparat sprawiedliwości o wiele bardziej transparentnym, efektywnym i niezależnym” – mówił niedawno premier. Jak niezależni będą sędziowie, widać po postępowaniach dyscyplinarnych przeciwko tym z nich, którzy ośmielili się skrytykować „deformę”. „Polska chce oddać wymiar sprawiedliwości ponownie pod demokratyczny nadzór” – zapewnia PMM. Od kiedy to nadzór ministra Ziobry jest tożsamy z nadzorem demokracji? „Postkomunizm nie został w Polsce przezwyciężony, my z nim walczymy poprzez reformę wymiaru sprawiedliwości” – zapewniał prawie 30 lat po upadku PRL i weryfikacji sędziów SN (których 80 proc. nie przeszło weryfikacji po 1989 r.), kiedy nie zasiada w nim dzisiaj ani jeden sędzia powołany przed 1989 r.

A prof. Gersdorf? Czy została wykorzystana jako pionek w rozgrywce PiS? Nie mogła odmówić przyjęcia premiera i tym samym zaprzeczyć, że „dialog trwa”. Wszystko zależy od tego, jakie stanowisko zajęła. Jeżeli odmówiła swojego ustąpienia i spowoduje odwołanie masakry sędziów SN powyżej 65 lat, a także zniszczenia KRS – to będzie o czym rozmawiać. W przeciwnym razie ulegnie władzy wykonawczej, co spowoduje jęk zawodu obozu demokratycznego.

Premier wykonuje kolejny zwód, gra na czas, liczy na znużenie Europy zajętej ważnymi sprawami, takimi jak ratowanie Unii, i nie należy oczekiwać z jego strony istotnych ustępstw w zamachu na wymiar sprawiedliwości.

Wiele wskazuje na to, że premier Morawiecki bierze jednak pod uwagę stanowisko Komisji Europejskiej w sprawie ustaw sądowych PiS i szuka takiego rozwiązania, które zadowoliłoby każdą ze stron. Kilka dni temu spotkał się też z profesor Gersdorf, może więc rzeczywiście jest gotowy na kompromis?

Wydawało się, że jednak jest już za późno na wszelkie zmiany. We wtorek w Radzie UE odbyło się oficjalne wysłuchanie Polski, a Frans Timmermans, wiceszef KE, podkreślał, że „znów jest gorzej. Dochodzą informacje o zastraszaniu sędziów”. W środę KE miała już skierować wniosek do Trybunału Sprawiedliwości UE, który zapewne wydałby szybko wyrok w tej sprawie, niekorzystny dla PiS, a to miałoby wielki wpływ na naszą pozycję polityczną.

Działania Morawieckiego z ostatnich dni powstrzymały jednak KE, która, jak twierdzi jeden z przedstawicieli obozu władzy, dała Polsce jeszcze jedną szansę.

Premier zaproponował, by zapis o przejściu w stan spoczynku sędziego Sądu Najwyższego, miał zostać zmieniony. To już nie prezydent miałby decydować w tej sprawie, ale właśnie SN lub któryś z jego wewnętrznych organów. W tej sytuacji ci sędziowie, którzy już otrzymali od Dudy mogliby, teoretycznie, pozostać na swoich stanowiskach, ale zostanie im przedstawiony bardzo korzystny wariant, czyli emerytury w wysokości pełnego uposażenia emerytalnego.

Również i profesor Gersdorf mogłaby pozostać na stanowisku I prezes SN, jednak musiałaby złożyć wniosek o prawo do dalszego orzekania. Ponoć miałaby to być tylko formalność, jednak oznaczałoby to uznanie legalności działania pisowskiej KRS.

Morawiecki jest przekonany, że takie rozwiązania zakończyłby konflikt i uspokoiły KE. Rozmawiał już w tej sprawie z Junckerem i ma wrażenie, że „szef KE stara się znaleźć kompromis w sprawie reformy sądownictwa”, a więc jest szansa na dogadanie się obu stron.

Na propozycji Morawieckiego straciłby przede wszystkim prezydent Duda, który już powołał nowych sędziów SN. Te zmiany znacznie ograniczyłyby jego władzę nad SN i podważyłyby część decyzji odsyłających sędziów na emerytury. Co ciekawe, na pismach, wysyłanych z Pałacu Prezydenckiego do sędziów, brakuje podpisu premiera, a zgodnie z prawem, kontrasygnata, czyli dodatkowy podpis, jest niezbędny. Wydaje się więc, że Morawiecki nie chciał podpisać się pod tak kontrowersyjnymi decyzjami Dudy.

Na chwilę obecną Duda nie wypowiada się w tej sprawie. Nie wiadomo więc, czy zgodzi się na zaproponowane zmiany. Może pójść wcześniej obraną drogą i nie zwlekać dłużej z powołaniem nowego, swojego, I prezesa SN. Gdyby podjął taką decyzję, to plan Morawieckiego ległby w gruzach.

Jeśli jednak wszystko pójdzie po myśli premiera, to chciałby on zaproponowane rozwiązania wprowadzić w życie po wyborach samorządowych. Twierdzi, że nie chce teraz podpaść twardemu elektoratowi PiS, jednak ja widzę to nieco inaczej. Obawiam się, że to kolejna gierka, której celem jest przedłużenie sprawy w czasie i postawienie KE przed faktem. No nic, poczekajmy, zobaczymy…

Waldemar Mystkowski pisze o ancymonkach polskiej polityki – Morawieckim i Dudzie.

3 tysiące km kłamstw Morawieckiego i Dudy.

Kłamstwa PiS sypią się w gruz, lecz to nie dociera do elektoratu tej partii. Głównie z powodu, że obecnie obieg informacji jest zupełnie inny, niż jeszcze kilka lat temu. Dzisiaj można posługiwać się fake newsami, których siła rażenia wyniosła do władzy Donalda Trumpa, a u nas boty internetowe, wynajęte przez PiS, pomogły zniszczyć prezydenta Bronisława Komorowskiego, z czego skorzystał Andrzej Duda. Ten schemat został przeniesiony na kampanię parlamentarną, której hasłem była „Polska w ruinie”.

Ten sam leitmotiv jest powielany w obecnej kampanii. Przy czym PiS-owi jest o wiele łatwiej, bo ma w swoich rękach media publiczne, a komercyjne korzystają ciągle z profesjonalnej równowagi stron sporu politycznego.

Takie wpadki, jak wizyta Dudy w Waszyngtonie powinny pogrążyć prezydenta do poziomu Lecha Kaczyńskiego w 2010 roku przed katastrofą smoleńską, kiedy to miał 20 procent poparcia i widmo pewnej porażki przy reelekcji, a przecież był mniejszym nieudacznikiem niż obecny prezydent.

Do pisowskich porażek należy zaliczyć wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu ws. ekshumacji smoleńskich, w którym orzeczono, iż zostało naruszone prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, zasądzono rekompensaty rodzinom ofiar katastrofy. Ten precedens zostanie przeniesiony na wszystkich, którzy zwrócą się z podobnym pozwem przeciw instytucjom państwa polskiego.

A zatem powinien lec w gruzach mit smoleński, który był jednym z wehikułów wyniesienia PiS do władzy i do stawiania pomników brata Jarosława Kaczyńskiego, a jest ich w Polsce tyle, ile Kim Ir Sena w Korei Płn. Ale i ten wyrok zostanie przez media propisowskie przedstawiony w propagandowej papce z prezesowską logiką: „nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

Mateusz Morawiecki jest spadkobiercą kłamstw Kaczyńskiego, w tym aspekcie niewątpliwie należy mu się tytuł delfina manipulacji. Jego przeciętna kłamstw jest wyjątkowo rekordowa, premier osiąga 2,5 kłamstwa na jedno zdanie. Nawet zmierzono mu długość kłamstw, acz za pomocą narzędzi publicystycznych. Jak pamiętamy, kilka dni temu na spotkaniu w Świebodzinie (Lubuskie) powiedział: – „Nasi poprzednicy mówili: budujmy nie politykę, tylko drogi i mosty. Nie było ani dróg, ani mostów”.Podliczono jednak długości wszystkich wybudowanych autostrad, dróg szybkiego ruchu i wyszło ok. 3 tys. km dróg, jakie wybudowano za poprzedników, głównie rządu PO-PSL.

Takie długie jest kłamstwo Morawieckiego – 3 tys. kilometrów. Jak premier się jeszcze postara i nadyma w tych kłamstwach, to opasze nimi kulę ziemską wynoszącą na równiku 40 tys. km. Niestety, tak absurdalnie trzeba mierzyć niestworzone rzeczy, które głosi ten człowiek „wprowadzający Polskę do Unii Europejskiej”.

Teraz zresztą ma kłopot, bo podobnymi kłamstwami chce omotać szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera. Na szczycie w Salzburgu rząd PiS dostał ostatnią możliwość, aby wycofać się z tzw. reformowania Sądu Najwyższego, gdyż gotowy jest wniosek Komisji Europejskiej, aby w tej sprawie podać Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki właśnie powiedział, że „my z Jean-Claude Junckerem rozmawiamy nieustannie o sprawach polsko-europejskich, w tym o konieczności reformowania wymiaru sprawiedliwości”. Czyli niczego nie załatwił.

Duda zresztą nie czekał na żadne postanowienia TSUE – dzisiaj wręczył dziesięciu sędziom nominacje do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Pokrętność PiS ma długość 3 tys. km manipulacji Morawieckiego i Dudy. Taka jest ta pajęczyna, ta ośmiornica – którymi to metaforami nazywane są praktyki będące na bakier z prawem i Konstytucją.

Duda psychicznie nie wytrzymuje. To jest wpis zdenerwowanego pętaka, a nie prezydenta

Duda wypadł przy tym biurku Trumpa, jak prezydent kraiku, którego w drodze łaski dopuszczono do władcy świata.

Żałosne!

Holtei

Radosław Sikorski nie odpuszcza Jarosławowi Kaczyńskiemu. Postanowił odwołać się od wyroku Sądu Okręgowego, który uznał, że prezes PiS nie musi przepraszać byłego szefa MSZ za słowa o zdradzie dyplomatycznej. – „W sprawie z powództwa Radosława Sikorskiego przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu została złożona apelacja i akta w dniu 18 września przesłano do Sądu Apelacyjnego w Warszawie” – poinformowała wp.pl Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Przypomnijmy, Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów zarzucił Sikorskiemu zdradę dyplomatyczną. Miałaby ona dotyczyć zachowań i działań byłego ministra spraw zagranicznych po katastrofie smoleńskiej. Sikorski za te słowa pozwał Kaczyńskiego, domagając się przeprosin i wpłaty 30 tys. zł na cel społeczny.

Jednak sędzia Anna Ogińska-Łągiewka z warszawskiego Sądu Okręgowego uznała, że w tym przypadku nie można mówić o naruszeniu dóbr osobistych. A Jarosław Kaczyński miał prawo do krytyki, bo jest… bratem zmarłego prezydenta. Trudno się po takim uzasadnieniu dziwić, że Sikorski złożył odwołanie.

View original post 641 słów więcej

Dureń prezydentem, socjopata opowiadający brednie premierem, parlament cyrkiem, sądy i organy ścigania ramieniem partii, telewizja publiczna to propagandowy psychiatryk…

Dureń prezydentem, socjopata opowiadający brednie premierem, parlament cyrkiem, sądy i organy ścigania ramieniem partii, telewizja publiczna to propagandowy psychiatryk, UE gorsza od ZSRR, wszystkim trzęsie 70 letni zakompleksiony władca otoczony stadem idiotów a poparcie 38%…

Holtei

Ekshumacje już zostały zakończone, a Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że przeprowadzenie ich bez zgody rodzin i najbliższych było naruszeniem artykułu 8 konwencji praw człowieka.

Prokuratura nie znalazła dowodów na zamach. Ekshumacje nie przyniosły przełomu, a ciała mają obrażenia charakterystyczne dla ofiar katastrof komunikacyjnych.

>>>

Przed Trybunałem skarżyły Polskę Ewa Solska, wdowa po Leszku Solskim ze Stowarzyszenia Rodzina Katyńska oraz Małgorzata Rybicka, żona posła PO Arkadiusza „Arama” Rybickiego. Uznały, że prokuratura nie wyjaśniła należycie, dlaczego ekshumacja szczątków ich bliskich jest niezbędna, a postanowienie prokuratora nie podlegało zaskarżeniu.

W swojej skardze do ETPC, wniesionej w kwietniu 2017 r., zarzuciły polskim władzom złamanie dwóch przepisów: art. 8 gwarantującego prawo do prywatności oraz art. 13, formułującego prawo do skutecznego środka zaskarżenia. Argumentują, że ekshumacja wbrew woli osoby najbliższej stanowi bardzo głęboką ingerencję w prawo chronione z mocy art. 8 EKPC.

Teraz Polska musi zapłacić im po 16 tys. euro.

Na wyrok ETPC czeka…

View original post 432 słowa więcej

Post Navigation