Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “eurowybory 2019”

Jak PiS zdobył władzę?

Pytania, kto w rzeczywistości był pomysłodawcą i organizatorem tzw. afery podsłuchowej, która w dużej mierze przyczyniła się do wyborczej przegranej koalicji PO-PSL, dziś już niemal nikt nie stawia. To o tyle dziwne, że z ustaleń części prywatnych mediów wynikało, że tropy w tej kwestii prowadzą za wschodnią granicę i mogą sugerować aktywny udział rosyjskich służb specjalnych. Dla prawicowych wyznawców teorii o tym, że to one rządzą dziś światem, powinny przecież wywoływać strach, że skoro potrafili obalić rząd poprzedni, odpalając aferę w kluczowym momencie roku wyborczego, to w ten sam sposób mogą zakończyć erę “dobrej zmiany”. O tym, że jest ku temu sposobność, mogą świadczyć zeznania kelnerów z restauracji “Sowa i przyjaciele”, którzy wspominali o taśmach obciążających Mateusza Morawieckiego.

Mimo istnienia takiego teoretycznego zagrożenia, pisowska prokuratura tych wątków nie bada, nie podejmując też podsuwanych przez media tropów. Sprawia to wrażenie, że takiego obrotu sprawy się nie obawiają, bo być może sami w przygotowaniu afery i jej medialnym kreowaniu uczestniczyli. Mają też kozła ofiarnego, który został skazany i właśnie trafił do polskiego zakładu karnego.

Problem jednak w tym, że Marek Falenta siedzieć za kratami nie chce, nie poczuwając się do odpowiedzialności. Nie zamierza też być bierny – właśnie złożył do prezydenta Andrzeja Dudy trzeci już wniosek o ułaskawienie. Tym razem jednak mówi już wprost, że jeśli nie zostanie on rozpatrzony pozytywnie, to zdecyduje się on napisać książkę o kulisach afery podsłuchowej, której to przecież nie politycy obecnej opozycji mogą stać się głównymi bohaterami. Być może dowiemy się, jak to naprawdę było z bliskimi kontaktami biznesmena z politykami PiS, obietnicami intratnej fuchy w państwowych strukturach w zamian za pomoc w obaleniu poprzedniego rządu, czy faktyczną treścią nagrań z obecnym premierem. Ta książka niewątpliwie bardzo szybko stałaby się bestsellerem, pokazując to, o czym Prawo i Sprawiedliwość pod żadnym pozorem nie chce głośno mówić.

A może jest też tak, że służby specjalne jednak faktycznie rządzą światem i właśnie podjęły decyzję o uruchomieniu procesu obalania rządów Zjednoczonej Prawicy. Pokażą najbliższe miesiące.

Depresja plemnika

Na jednym z najlepszych uniwersytetów polskich w dużym ośrodku wielkomiejskim na kierunku biologia w ogóle studenci nie uczą się jednej z najważniejszych teorii, jakie powstały w historii nauki. Bo teoria ewolucji – próbują się bronić jej adwersarze – już dawno przestała być hipotezą roboczą, a nawet teorią i jak żadna inna idea nie zdobyła tylu poważnych argumentów i dowodów paleontologicznych.

Problem w tym, że dyskutujący z Kościołem nie znają się ani na biologii, ani filozofii, a tym bardziej – psychologii religii czy teologii, choćby własnego wyznania. Problem w tym, że spada poziom nauki i edukacji – w szkole nie usłyszysz o najnowszych ustaleniach neuroteologii, “hełmie Boga”, poważnych pracach z kosmologii, które nie tylko wykluczają “stwórcę”, czyniąc go zbędną hipotezą, ale wręcz logicznie argumentują, że kosmos stworzony nie byłby taki, jak jest i jaki poznajemy dzięki nauce, a nie dzięki religii.

Nie przeczę, że ważne są “społeczne” i socjalno-bytowe kwestie kościelne…

View original post 1 921 słów więcej

 

Polskie bezpieczeństwo osłabione przez PiS. Dla jakiego wroga Polski działa partia Kaczyńskiego?

>>>

Historia pokazuje, że kiedy w grę wchodzi bezpieczeństwo państwa uzasadnione są różne, nawet najbardziej kontrowersyjne, kompromisy. Coś, co na świecie wydaje się normą, w Polsce wygląda zupełnie inaczej. Przekazanie przez rząd PiS materiałów na oficerów służb specjalnych obcemu państwu jest działaniem bez precedensu w skali całego świata.

Jak się okazuje, rząd Prawa i Sprawiedliwości, powołując się na własną ustawę dezubekizacyjną z 2016 r., przekazał władzom USA materiały archiwalne na temat ludzi pełniących służbę w Departamencie I MSW, czyli w wywiadzie cywilnym PRL. Przekazane dane dotyczą m.in. takich osób jak: Henryk Jasik, Włodzimierz Sokołowski vel Vincent Severski lub Siewierski, Andrzej Olborski, Gromosław Czempiński, którzy pomimo pracy w okresie PRL-u, po 1989 r. tworzyli podstawy wywiadu pracującego na rzecz Polski.

Wykorzystano wówczas ich doświadczenie i wiedzę, tym bardziej, że każdy z nich zna tzw. Las, inaczej szkołę szpiegów w Starych Kiejkutach. Wszyscy oni po upadku komunizmu zostali pozytywnie zweryfikowani, a umowa zawarta z państwem polskim często była łamana przez kolejne rządy. „Najpierw złamało ją poprzez ustawę przyjętą w okresie rządów PO w 2009 r. – pierwszy akt prawny, który obniżał świadczenia emerytalne funkcjonariuszy za okres pracy w PRL. Później ujawniając zbyt dużą ilość danych w ramach otwierania zbioru zastrzeżonego IPN.I w końcu poprzez ustawę dezubekizacyjną PiS z 2016 r.” – czytamy w „GDP”.

Rząd PiS poszedł jednak dalej – przekazał materiały na oficerów obcemu państwu. Polska nie jest jedynym krajem, który korzystał z wiedzy osób, znających od podszewki pracę tajnych służb, ale żaden inny kraj „nie podjął jednak tak naiwnej próby przekonania społeczeństwa, że po 30 latach od upadku komunizmu należy wymierzyć im dziś sprawiedliwość”, a przekazanie dokumentów obcemu państwu miało być swoistą kompromitacją tych osób, uzasadniającą obniżenie ich emerytur.

Kmicic

>>>

Fragmenty.

Jednak wynik Beaty Szydło jest fenomenem. Zagłosowało na nią ponad pół miliona obywateli. Co nam to mówi?

Beata Szydło jest posłuszna i promowana przez mężczyznę. Jej kariera nie jest jej własną zasługą, a ona nie jest zagrożeniem dla kolegów z partii. Gdyby sama coś osiągnęła, przebojowo, zawdzięczając pozycję sobie samej, jak kiedyś Joanna Kluzik-Rostkowska, to byłaby niebezpieczna. A ona jest potulna i wyjmowana z szafy, a potem do niej chowana, kiedy Kaczyński zechce.

Szydło musiała wziąć na siebie największą kompromitację 27:1 i dymisję (kiedy mówiła o nagrodach dla posłów PiS, a potem została odwołana z funkcji premiera przyp. red.), czyli coś, co często robią polskie kobiety, na przykład w rodzinie, żeby mężczyzna mógł zachować twarz. To dowód współuzależnienia – czyli związku patologicznego. Kobieta świeci oczyma – wszystkim wydaje się, że są szczęśliwą rodziną, a za drzwiami dzieje się dramat. I to się może podobać, bo jest zrozumiałe i…

View original post 3 491 słów więcej

 

Partia złodziei – PiS

Nagrody w rządzie Beaty Szydło wstrząsnęły wizerunkiem PiS, obnażając hipokryzję haseł o umiarze i pokorze. W panice rządzący zdecydowali się wówczas gasić pożar radykalnymi środkami. Nagrody miały zostać zwrócone, a zarobki posłów i samorządowców obcięte. Jednak kiedy szeregowi politycy musieli zadowolić się mniejszymi gażami, to wierchuszka partyjna nie ograniczyła wcale swoich apetytów. Ministrowie rządu PiS zgarnęli bowiem nie tylko nagrody. Jak donosi “Super Express”, rządzący nie oszczędzali również na odprawach. Te osiągały znaczne rozmiary.

Sama była premier Beata Szydło otrzymała 58 tysięcy złotych odprawy, a były minister obrony Antoni Macierewicz aż 72 tysiące. Ten ostatni nabył uprawnienia do trzymiesięcznego wynagrodzenia, ponieważ swoją funkcję w MON sprawował dłużej niż 12 miesięcy. Kwoty odpraw pobiły politykom PiS także ekwiwalenty za niewykorzystany urlop, które na stanowiskach ministerialnych są atrakcyjne finansowo. Rekordzistą z odchodzących ministrów okazał się były szef MSZ Witold Waszczykowski, który zgarnął prawie 91 tys. zł.

Powyższe kwoty często są wyższe niż głośne nagrody za czasów Beaty Szydło, ale w przeciwieństwie do tych pierwszych nie wywołały dużych kontrowersji.

Sam fakt odpraw i ekwiwalentów za urlop nie jest czymś karygodnym, ale liczy się uczciwość polityczna, której PiS brak. Warto przypomnieć ataki na sędziów za odbieranie ekwiwalentów urlopu, kiedy próbowano w prorządowych mediach oczerniać ich za takie praktyki. Jest to również policzek wobec elektoratu i szeregowych członków partii. Kiedy radni w samorządach muszą oddać część swojej niewielkiej diety za chciwość liderów, to politycy na szczytach hierarchii partyjnej nie muszą już zaciskać pasa. Jest to przykład elitaryzmu, z którym walkę PiS tak ochoczo deklaruje. Hipokryzja jednak nie od dziś idzie krok za działaniami partii rządzącej. Mówienie o byciu człowiekiem z ludu przychodzi lekko, ale przyjąć taką postawę w życiu codziennym pełnym pokus jest już o wiele trudniej. Z tego względu ironią losu jest rekordowy wynik Beaty Szydło w eurowyborach, gdzie zgarnęła pół miliona głosów w znacznej mierze dlatego, że uchodziła za skromnego, zwykłego człowieka, takiego jak przeciętny wyborca. Jednak odbiór społeczny a rzeczywistość w polityce to często dwie rożne rzeczy.

Kmicic

Jeśli ktoś myślał, że można nałożyć opłaty emisyjne, recyklingowe, mocowe, przejściowe, wodne, handlowe +wiele innych oraz wpuścić na rynek strumień ponad 30 mld zł niepochodzących ze wzrostu produktywności i wydajności pracy, i nie spowoduje to inflacji, to się mylił #500minus

Wzrastające ceny odbijają się na portfelach Polaków, średnio wydatki na żywność stanowią już ponad ¼ budżetu polskich rodzin. #DrożyznaPlus

Roman Giertych odniósł się do opublikowanego niedawno oświadczenia majątkowego posła PiS Jarosława Kaczyńskiego. – „Przeczytałem ze zdumieniem w tym oświadczeniu, że pełnomocnictwo zostało panu prezesowi Kaczyńskiemu wycofane i że on nie podejmował żadnych uchwał w imieniu właściciela spółki Srebrna na zgromadzeniu” – powiedział Giertych w TVN 24. W oświadczeniu Kaczyński napisał bowiem: – „Posiadałem jednorazowo pełnomocnictwo do reprezentowania Fundacji „Instytut Lecha Kaczyńskiego” oraz pozostałych wspólników na nadzwyczajnym zgromadzeniu wspólników Srebrna Sp. z o.o. oraz wykonywania prawa głosu z wszystkich przysługujących wspólnikom udziałów w kapitale zakładowym Spółki. Posiedzenie to nie odbyło się, pełnomocnictwo…

View original post 1 375 słów więcej

 

PiS katastrofa smoleńska niewiele obchodzi, tylko kłamstwo o niej

Kwestia zwrotu wraku prezydenckiego Tupolewa podnoszona była wielokrotnie przez przeciwników rządu Donalda Tuska. Według nich premier nie wykazał odpowiedniej determinacji w tej sprawie. Dziś, po prawie czterech latach rządów Prawa i Sprawiedliwości, które miały ze sobą przynieść zarówno poznanie „prawdy”, osądzenie winnych i wreszcie odzyskanie wraku samolotu, Krzysztof Brejza rzuca na sprawę nowe światło. Otóż za jego sprawą Ministerstwo Spraw Zagranicznych udzieliło informacji o staraniach polskiej administracji poczynionych w sprawie Tu-145M. A te wydają się zaskakujące.

Kwestia zwrotu wraku Tu-154M jest podnoszona przez polskich przedstawicieli od prawie 10 lat. Według ministerstwa w tym czasie wystosowano 12 not dyplomatycznych. Jak się okazuje, w latach 2011-2018… tylko jedna wyszła ze strony rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Wcześniej poseł Platformy Obywatelskiej pytał MSZ o zapowiadane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości złożenie skargi do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości odnośnie zwrotu wraku Tupolewa. Wówczas odpowiedź MSZ również udowodniła bezczynności rządu PiS. Jak się okazało, „ewentualna decyzja o złożeniu skargi, a także wybranie właściwego terminu, wymagają wyważenia argumentów za i przeciw, a także zależą od wielu czynników, które są przedmiotem stałej analizy i obserwacji MSZ”.

Prawo i Sprawiedliwość w roku 2010 mogło zniknąć z życia politycznego. Tragedia katastrofy smoleńskiej, bezdusznie przez partię Kaczyńskiego eksploatowana była dla niej kołem ratunkowym. Dziś staje się jasne, jaką rolę spełniły ofiary Smoleńska i Katynia w politycznej kalkulacji. Ale to już, niestety, niewielu obchodzi.

Depresja plemnika

Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe skazał na 5 miesięcy pozbawienia wolności Marcina L., który po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza groził, że zabije przewodniczącego Rady Europejskiej. O sprawie w artykule „Policja zatrzymała mężczyznę, który groził śmiercią Donaldowi Tuskowi”.

Oprócz kary więzienia, Marcin L. ma „zakaz kontaktowania się oraz zbliżania do pokrzywdzonego na odległość krótszą niż 150 metrów, przez okres 5 lat od daty uprawomocnienia się wyroku” – „Nadto orzeczono wobec oskarżonego obowiązek poddania się psychoterapii lub psychoedukacji w celu poprawy jego funkcjonowania w społeczeństwie” – poinformował rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski.

Adamski dodał, że „na poczet orzeczonej kary zaliczono oskarżonemu tymczasowe aresztowanie od 16 stycznia 2019 r. do 30 maja 2019 r”. Wyrok nie jest prawomocny.

5 380 000 zł oszczędności, dwa domy, mieszkania, uprawnienia do akcji banku – to niektóre elementy majątku premiera Mateusza Morawieckiego. W Biuletynie Informacji Publicznej Kancelarii Premiera opublikowano właśnie jego oświadczenie…

View original post 1 027 słów więcej

 

Arłukowicz, Róża Thun, Janina Ochojska zaprzańcom z PiS nie podają ręki

W Sejmie politycy otrzymali zaświadczenie o wyborze ich do Parlamentu Europejskiego. Uwagę przykuło zachowanie Bartosza Arłukowicza z Platformy Obywatelskiej.

Państwo pisowskie kontra Jerzy Owsiak

 „Decyzja krajowego przewoźnika jest dla nas kompletnie niezrozumiała. Spółka odmówiła wykonania usługi, co w naszym przekonaniu jest rażącym złamaniem prawa młodych Polaków do bezpiecznego przyjazdu i wyjazdu pociągami na tak duże i ważne dla wielu z nich wydarzenie. To także jest jeden z kluczowych elementów budowania bezpieczeństwa Festiwalu. Przez tyle lat nasza współpraca była doskonała i nagle w tym roku przychodzi zmiana decyzji” – poinformował na Facebooku szef WOŚP Jerzy Owsiak. Pierwszy raz od 25 lat nie będzie dodatkowych pociągów na Pol’and’Rock Festival (dawniej Przystanek Woodstock) w Kostrzynie nad Odrą.

Owsiak napisał, że tłumaczenie spółki Przewozy Regionalne jest dla niego „nieakceptowalne i niezgodne z prawdą”. – „Z uwagi na dobro spółki nie ma uzasadnienia ekonomicznego dla uruchamiania połączeń dedykowanych tej imprezie. Spółka Przewozy Regionalne w ostatnich latach, ograniczając koszty, dostosowała ilostan eksploatowanego taboru do liczby niezbędnej do obsługi oferty zamawianej przez marszałków województw” – brzmi komunikat Przewozów Regionalnych. Według WOŚP, w ubiegłym roku pociągami do Kostrzyna nad Odrą przyjechało blisko 70 tys. osób, a najtańsze bilety w dwie strony kosztowały 50 zł, najdroższe – 160 zł. Przyjmując średnią 100 zł za bilet, to, w efekcie takiej decyzji, przychód spółki Przewozy Regionalne uszczupli się w tym roku o około 7 mln zł.

„Zaapelowaliśmy dziś do uczestników Festiwalu i ogłosiliśmy wielkie pospolite ruszenie – pomagajmy sobie, dowieźmy siebie wzajemnie na festiwal samochodami, autobusami, zorganizujmy się we wszelkie grupowe przyjazdy. Przed nami fantastyczny, jubileuszowy Pol’and’Rock Festival, który zaczyna się 1 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą!” – zakończył swój wpis Owsiak.

Depresja plemnika

W czwartek w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie odbyła się konferencja „Jan Paweł II: fundamenty demokracji”.

W spotkaniu wzięli udział m.in. kardynał Stanisław Dziwisz, Marek Kuchciński, Jacek Czaputowicz i Piotr Gliński. Politycy wykorzystali okazję do mówienia o demokracji, której zasady sami nagminnie łamią.

Wspierając te zmiany Jan Paweł II mówił nam, jak budować sprawiedliwe państwo, jak utrwalić związki polityki z etyką. Konsekwentnie uświadamiał, że demokracja musi mieć aksjologiczny fundament (…), że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” – mówił marszałek Kuchciński.

List do uczestników spotkania skierował również premier Mateusz Morawiecki. „Jak wielkiej odwagi i jak wielkiego wizjonerstwa potrzeba, by w takim momencie przynosić nadzieję odmiany. A to właśnie wtedy Jan Paweł II uczył nas na nowo rozumieć, czym naprawdę jest społeczeństwo i co naprawdę znaczy być wolnym obywatelem” – przyznał szef rządu.

Mało kto się spodziewał, ile zimnej kalkulacji kryje się w przedwiosennej zapowiedzi Kaczyńskiego o rozszerzeniu programu 500+. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, a zabieg…

View original post 1 314 słów więcej

 

Ancymonki PiS rżną publikę, jak z cenami prądu, które wzrosną, albo jak szczujący inspektor Kołnierowicz

>>>

Sąd Rejonowy w Suwałkach nakazał prokuraturze wznowić śledztwo w sprawie nadinspektora Daniela Kołnierowicza. Komendant podlaskiej policji na antenie lokalnego radia namawiał do zorganizowania konkursu na najlepszy anonim o posłance PO Bożenie Kamińskiej.

Postanowienie sądu w tej sprawie udostępniła na Twitterze posłanka Kamińska. To reakcja na jej zażalenie: „Posłanka PO skarży decyzję o odmowie śledztwa w sprawie podlaskiego komendanta policji”.

W uzasadnieniu swojej decyzji sąd podkreśla, że prokuratorzy zakończyli postępowanie przedwcześnie. –  „Poza wykonaniem procesu myślowego przez Prokuratora nie podjęto w sprawie żadnych innych czynności procesowych” – czytamy w postanowieniu.

Zdaniem sądu doszło też do naruszenia jednego z paragrafów Kodeksu karnego. Prokuratorzy mieli „zaniechać wyjaśnienia” wszystkich okoliczności sprawy i zignorować niezbędne dowody. W aktach sprawy zabrakło np. nagrania audycji w lokalnym radiu, w trakcie której padły kuriozalne słowa szefa podlaskiej policji. Według sądu, prokuratorzy mieli obowiązek przesłuchać posłankę Kamińską, a tego nie zrobili.

Depresja plemnika

Historyk idei, prof. Marcin Król podczas rozmowy w „Faktach po Faktach” w TVN ocenił, że dziś – nie tylko w Polsce – „mamy do czynienia ze schyłkiem” pewnej epoki – tzw. demokracji proceduralnej. „To był najwspanialszy okres w ludzkich dziejach, nie było nigdy lepiej ludziom”. Jednak „w pewnym momencie wszystko się kończy” – stwierdził. „To, czego zawzięcie broni Koalicja Europejska, czyli to co ja nazywam demokracją proceduralną, to przez pewien długi czas wspaniale działało w Europie”. Oznaczało bowiem „więcej pieniędzy, swobodniej, więcej opieki, mniej głodu”. Jak zauważył, „to było zrozumiałe przez traumę powojenną. Wszyscy chcieli bezpieczeństwa, spokoju, opieki, braku głodu, braku bezrobocia” – ocenił. Jednak teraz „to się kończy. Oczywiście, jak szybko będzie się kończyć, to tylko wróżka może powiedzieć, ale będzie się kończyć” – uważa prof. Król.

Pytany, dlaczego więcej osób zaufało ludziom Jarosława Kaczyńskiego, prof. Król odparł: – „Ja bym to w jednym zdaniu powiedział: jak się chce…

View original post 2 288 słów więcej

 

Jesienią wygramy wybory? Wierzę, że tak. Polskę można uratować przed PiS

Przegrana zawsze boli. Jednak mimo bólu do jesiennych wyborów musimy udowodnić, że nie jesteśmy „lemingami”. I w momencie najważniejszej próby nie podążymy w przepaść – chaotycznie i w rozproszeniu, do czego zachęca nas Jarosław Kaczyński, jego propagandyści, a także głupcy (często o nieskazitelnie „dobrych intencjach”), jakich nie brakuje w żadnym obozie, a więc także i w naszym – pisze Cezary Michalski

Skokiem w przepaść byłoby zniszczenie Koalicji Europejskiej – jedynej siły, która w tych wyborach oparła się PiS-owi i zdołała zebrać blisko 40 procent głosów. Koalicję Europejską trzeba wzmocnić, poszerzyć (raczej o część elektoratu Roberta Biedronia, niż o samego Naczelnego Narcyza III RP, który już publicznie odmówił udziału w negocjacjach dotyczących wspólnej listy opozycji w jesiennych wyborach).

Oczywiście trzeba zdiagnozować i naprawić błędy.

Trzeba przełożyć istniejący program Koalicji Europejskiej – ofertę dla edukacji, służby zdrowia, polskich przedsiębiorców prywatnych – na swego rodzaju „500 plus” dla nauczycieli, dla lekarzy i pielęgniarek, dla drobnych i średnich przedsiębiorców, dla młodych ludzi wchodzących na rynek pracy

albo naprawdę chcących się uczyć („naprawdę”, czyli uzyskując dobre oceny, zdając egzaminy i kończąc studia w terminie, a nie traktując z pozoru „łatwe” humanistyczne kierunki jako przedłużenie młodości na koszt rodziców i – no bo czemu nie – na koszt państwa, czyli innych młodszych i starszych Polaków).

Transferom socjalnym PiS-u trzeba przeciwstawić bardziej konkretną i obrazową – bo na poziomie „teoretycznego programu” ona istnieje i była przedstawiana na konwencjach, w dokumentach PO i KE – wizję ładu społecznego i gospodarczego, w którym ludzie nie są karani za przedsiębiorczość, naukę i pracę, nie traktuje się ich jak złodziei albo dojne krowy, ale gdzie państwo – poprzez ład podatkowy i prawny – motywuje ludzi chcących uczyć się, pracować i podejmować biznesowe ryzyko.

I trzeba się pogodzić z tym, że na razie nie uda się przekroczyć rowu z płonącą naftą, jaki wokół swojego elektoratu wykopał, wypełnił i podpalił Jarosław Kaczyński za pomocą „jarkowego” i prawicowej wojny kulturowej. Gdzie

nawet pedofilia w Kościele stała się narzędziem mobilizacji klerykalnego i eurosceptycznego elektoratu prawicy (bo to są „nasze patologie”, a „naszych patologii” trzeba bronić albo przynajmniej trzeba je bagatelizować, gdyż one są częścią „naszego suwerennego stylu życia”).

Do walki trzeba mieć armię

Czeka nas żmudna walka, raczej „krew, pot i łzy”, niż łatwe zwycięstwa w atmosferze ogólnego uznania i medialnego poklepywania po policzkach i plecach. Ale aby walczyć, trzeba mieć armię, sztab i dowódcę. Przeciwnik też to wie, dlatego od pierwszych godzin po wyborach do boju ruszyły PiS-owskie trolle (z niewielką, ale bardzo dobrze słyszalną pomocą głupców w obozie liberalnym), domagając się tylko jednego: zniszczenia Koalicji Europejskiej i pozbawienia jej lidera (Grzegorza Schetyny) lub grupy liderów (ludzi z PO, SLD, Nowoczesnej, PSL), którzy zdecydowali się na koalicję i nadal chcą jej bronić.

Pominę głupców, trendziarzy i toksyczne resztki po klęsce populistycznej lewicy. Ale dlaczego rozbicie KE stało się priorytetem Jarosława Kaczyńskiego przed jesiennymi wyborami do polskiego parlamentu? To raczej oczywiste.

Rozbicie Koalicji Europejskiej to gwarantowana większość konstytucyjna prawicy i totalne zniszczenie wszelkie politycznej opozycji wobec PiS. No bo nie było i nie ma po stronie opozycji żadnej alternatywy organizacyjnej dla KE. PSL poza koalicją to PSL całkowicie włączone do PiS-u.

Na tej samej zasadzie, na której od czterech lat PiS absorbuje lokalny aparat ludowców prostym szantażem: „przechodzicie do nas i zachowujecie pracę w państwowych agencjach obsługujących wieś albo próbujecie zachować niezależność wobec naszej władzy, a wtedy wy i wasze rodziny zdechniecie z głodu, a ci spośród was, którzy oprą się szantażowi finansowemu, zostaną rozwaleni przez służby Mariusza Kamińskiego”). SLD poza koalicją to SLD pod progiem wyborczym i nieistniejące. Nowoczesna poza koalicją, podobnie. Nawet PO poza koalicją to partia, która samodzielnie nie zdoła zagrodzić Kaczyńskiemu drogi do konstytucyjnej większości.

Kaczyński wie doskonale, że w przypadku rozbicia Koalicji Europejskiej będziemy mieli w Polsce „węgierski scenariusz”, w którym partia władzy wyposażona w pisaną pod dyktando wodza ustawę zasadniczą nie tylko totalnie zmarginalizuje opozycję polityczną zorganizowaną w partie, ale zniszczy także społeczeństwo obywatelskie wraz ze wszystkimi jego instytucjami. Mówiąc językiem Kaczyńskiego, partia władzy po rozbiciu opozycji politycznej „wymieni społeczne elity” na elity pisowskie (zamiast dobrego dyplomu czy ciekawego CV dysponujące legitymacją partii rządzącej). „Wymieni je” nie tylko w państwowych mediach czy na państwowych urzędach – co już widzieliśmy i znamy konsekwencje – ale także w sądach, w mediach prywatnych, w prywatnym biznesie.

A wówczas Polacy staną się niewolnikami rządzącej prawicowej monopartii, tak jak niewolnikami swoich monopartii są Rosjanie czy Węgrzy.

Na razie jest tak, że oni mają połowę Polski, my mamy połowę Polski. Jesteśmy podzieleni frontami kulturowymi, społecznymi. Oni swoją połowę zmobilizowali bardziej, niż my swoją połowę. Wyposażyli w prawicowe „media tożsamościowe”, czyli narzędzia bezwzględnej i jednolitej propagandy. Podczas gdy my ciągle mamy „liberalne media” – pluralistyczne, rządzące się czasem modami, czasem oportunistyczne, rządzące się prawami komercji.

Nasza reprezentacja polityczna musi zrobić ze sobą porządek, zacisnąć zęby, naprawić błędy, a wspólne listy wyborcze budować w taki sposób, żeby do opinii publicznej docierała tylko „zgoda”, a nie narcyzmy, egoizmy, ambicje poszczególnych osób.

Ale to od nas wszystkich zależy, czy jesteśmy przygotowani na Churchillowskie „krew, znój, pot i łzy”.

Biedroń dał Kaczyńskiemu zwycięstwo

Robert Biedroń wypełnił w tych wyborach swoje zadanie. Tym zadaniem nie była walka o głosy „niegłosujących” czy „socjalnych wyborców prawicy”, bo nigdzie tam się Biedroń nie przebił. Kanibalizował wyłącznie głosy oddane w wyborach samorządowych na Koalicję Obywatelską. Ale

wypełnił swoje faktyczne zadanie, którym od samego początku było zagwarantowanie Jarosławowi Kaczyńskiemu kilkuprocentowego zwycięstwa nad opozycją i odebranie zjednoczonej opozycji wystarczającej liczby wielkomiejskich liberalnych głosów, żeby nie mogła minimalnie wygrać lub choćby zremisować z PiS-em.

Liderzy Koalicji Europejskiej już w czasie wyborczego wieczoru zaprosili Biedronia do negocjacji na temat poszerzenia wspólnego frontu opozycji przed jesiennymi wyborami. On jednak zaproszenie odrzucił udając, że 6 procent głosów (nie tak daleko od wyborczego progu) jest wielkim sukcesem stworzonej przez niego formacji, mimo że jeszcze przed miesiącem występował w mediach opowiadając, że jest pierwszą siłą opozycji i „ewentualnie zrobi kiedyś Grzegorza Schetynę swoim wicepremierem”.

Biedroń nauczył się narcyzmu w Ruchu Palikota, od swego dawnego lidera. Jednak Janusz Palikot poza narcyzmem miał determinację i twardość, których Robert Biedroń nie posiada wcale. Dlatego Ruch Palikota jako świeża inicjatywa zdobył w pierwszych swoich wyborach ponad 10 procent głosów, co pozwoliło mu przez kolejne cztery lata walczyć o życie. Biedroń zaczął od minimalnego przekroczenia wyborczego progu i nie sądzę, by „dożył” jesieni. Jeśli jednak „dożyje” – na tych samych głosach, wyszarpanych liberalnemu centrum – Jarosław Kaczyński wygra także jesienne wybory, bo

przy liczeniu głosów metodą D’Hondta każdy głos oddany na partię Biedronia (o ile pójdzie ona do jesiennych wyborów osobno) będzie oznaczał głos przewagi nad opozycją zdobyty przez Kaczyńskiego za friko.

Co zostało po lewicy

Blisko dziesięć procent głosów Konfederacji i Kukiza pokazuje, że skrajna prawica, skrajny nacjonalizm, a nawet elementy neofaszyzmu, mają się w Polsce dobrze. Hodowanie ich przez PiS na publicznych pieniądzach, na etatach w państwowych mediach i spółkach Skarbu Państwa (a nawet w Narodowym Banku Polskim, gdzie Adam Glapiński, oprócz asystentek, zatrudnił także młodzieńców ze stażem w Młodzieży Wszechpolskiej i ONR) – przyniosło efekty, choć niekoniecznie takie, jakich się spodziewał po swojej inwestycji Jarosław Kaczyński.

Martwi jednak fakt, że skrajna prawica ma w Polsce większe rezerwy głosów, niż jakakolwiek lewica. Po definitywnej klęsce w tych wyborach Adriana Zandberga jedyna lewica, która politycznie przeżyła, to SLD i Barbara Nowacka w Koalicji Europejskiej. Zandberg poległ pod Biedroniem i muszę przyznać, że po raz pierwszy jest mi go żal. On był przynajmniej realnym lewicowcem. Nawet jeśli nie była to wyczekiwana przeze mnie socjaldemokracja, ale lewicowy populizm, to jednak

Adrian Zandberg był twardym ideowym wkładem w polską politykę. I trochę szkoda, że wykończył go akurat Biedroń, który na jego tle jest bezbarwnym korporacyjnym produktem, mydełkiem Fa zawiniętym w PR-owe sreberko przez specjalistę od reklamy i politycznego doradztwa Jakuba Bierzyńskiego.

Bierzyński wcześniej pracował dla neoliberała Ryszarda Petru, ale kiedy Petru utonął, z równym entuzjazmem i podobnymi metodami „lokował na rynku” Wiosnę, więc o lewicowości tej formacji lepiej nie wspominajmy.

Depresja plemnika

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna odbył rozmowę z Donaldem Tuskiem. Obydwaj politycy rozmawiali o przyszłości Polski w Unii Europejskiej.

Politycy spotkali się na posiedzeniu władz chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej (jej członkami jest PO i PSL). Posiedzenie miało miejsce przed szczytem Unii Europejskiej.

Tusk i Schetyna rozmawiali o wynikach wyborów do Parlamentu Europejskiego i możliwych rotacjach w Komisji Europejskiej. W trakcie rozmowy Tusk pochwalił Koalicję Europejską i rezultat, który ugrupowanie otrzymało w wyborach.

Bardzo ważne będzie to nowe rozdanie w Europie, by wskazać kandydata na przewodniczącego Komisji Europejskiej, kierownictwa we frakcji EPL w Parlamencie Europejskim” – mówił Grzegorz Schetyna.

Do kolejnego spotkania polityków dojść ma w 30. rocznicę wyborów z 4 czerwca 1989 roku. „Będziemy się widzieć 4 czerwca i wtedy będziemy mogli spokojnie rozmawiać. A na razie wszystko to, co w polityce europejskiej jest najważniejsze – podsumować kampanię wyborczą, wyniki wyborów i zastanowić się jak najlepiej można zorganizować…

View original post 1 000 słów więcej

 

Zorba Morawiecki i jego pan ogłoszą piękną katastrofę

Jednym z często podnoszonych zarzutów wobec kampanii Prawa i Sprawiedliwości było kupowanie głosów przez rządzących za pomocą hojnych programów socjalnych realizowanych ze środków publicznych. Choć żaden sąd nigdy obozu władzy za korupcję polityczną nie skaże, jednak wątpliwości z obszaru etyki polityki pozostają jak najbardziej poważne. Prawo i Sprawiedliwość pokazało bowiem, że pieniądze publiczne to coś więcej niż środek do spełniania oczekiwań wyborców i realizowania polityki państwa zgodnej z potrzebami społecznymi. To powyższe, jakkolwiek może nie podobać się opozycji, pozostaje częścią demokracji, a ludzie mają prawo oczekiwać rzeczy, z którymi możemy się wewnętrznie nie zgadzać. Jednak partia rządząca poszła krok dalej i zaczęła niemal dosłownie wręczać ludziom do ręki pieniądze tuż przed kolejnymi głosowaniami. Tak 13 emeryturę wypłacono na początku maja na kilka dni przed wyborami, zaś 500+ na pierwsze dziecko ma być wypłacone w październiku z wyrównaniem od lipca, a w ten sposób wyborcy dostaną do ręki 1500 zł przypomnienia, komu powinni powierzyć władzę. Jeśli podsumujemy w liczbach programy socjalne PiS, to te okażą się gigantyczne.

Jak wyliczył portal money.pl, koszty programów socjalnych PiS sięgnęły 102,4 mld zł. Składa się na to 500+ od 1 kwietnia 2016 r. do końca maja br., trzynasta emerytura, program Mama 4+ oraz koszt obniżenia wieku emerytalnego do końca 2019 r. Jest to wysoka cena, zużyto bowiem środki, które pozwoliłby przełamać niejedną barierę rozwojową państwa. Jednak wciąż są to pieniądze, które mniej lub bardziej wynikają z dotrzymywania obietnic wyborczych PiS. O wiele większy problem to stricte kampanijna tzw. piątka Kaczyńskiego, przez którą do końca przyszłego roku pula wydatków wzrośnie do rekordowych 177 mld zł. O skali tych środków świadczy fakt, że z Unii nasz kraj otrzymał na czysto 100 mld euro, czyli niewiele ponad dwukrotność wspomnianych kosztów obietnic PiS.

Jeśli wspomniane wydatki nawet bez “piątki Kaczyńskiego” podzielimy przez 6 192 780 głosów zdobytych przez PiS, to te wyniosą 16 551 zł za każdy z nich. Jeśli uwzględnimy tylko nowych wyborców, których Nowogrodzka przyciągnęła od 2015 roku, to kwota ta skoczy do 213 056 zł. Po uwzględnieniu “piątki Kaczyńskiego” będzie to już 367 912,23 zł.

Oczywiście rozpatrywanie wspomnianych kwot jako realnej ceny głosu byłoby nadużyciem, niemniej jednak opisane dane dobitnie pokazują, że machina populizmu rządzących jest rozpędzona, a środki, które pochłania, są gigantyczne. Liczenie kosztów na głowę wyborcy pozwala także łatwiej zrozumieć, dlaczego PiS osiągnął tak dobry wynik wyborczy. Dla wielu obywateli bez wątpienia był to czynnik budowania wiarygodności, czego same deklaracje opozycji nie mogły zrównoważyć.

Depresja plemnika

Patryk Jaki zapowiedział w TVP info, co niebawem zrobi prokuratura z internetowymi stronami, na których kwitnie satyra z PiS i jego polityków.

Minister jest przekonany, że przeciwnicy PiS wciąż mają przewagę w mediach i dodał, że są też „nowe przewagi w mediach społecznościowych”. – Instytucjonalne przewagi, nieuczciwe, uważam. To nielegalne finansowanie kampanii wyborczej, prokuratura się za to naprawdę weźmie – zapowiedział w rozmowie z Magdaleną Ogórek, dziwnie „zapominając” o działalności TVP (w tym programu, w którym gościł) i „instytucjonalnej przewagi” rządu, w którym zasiada.

„Ja też już sobie obiecałem, że po kampanii weźmiemy się za takie rzeczy jak „Sok z Buraka”. To się teraz skończy. Ja chwilę odpocznę i się tym naprawdę zajmę” – zapowiedział.

Czyżby zdecydowane zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy dawało zdaniem wiceministra sprawiedliwości mandat, by…

View original post 1 320 słów więcej

 

Ancymonek byleJaki już straszy

Patryk Jaki zapowiedział dzisiaj w TVP Info walkę z internetowymi stronami (np. Sok z Buraka) krytykującymi i wyśmiewającymi rządzących polityków PiS.

Depresja plemnika

Nie potwierdziły się wyniki pierwszego sondażu powyborczego IPSOS: główni wygrani politycy PiS – kilka procent w górę. Wiosna, Konfederacja i Koalicja Europejska – w dół.

Prawo i Sprawiedliwość – 45,57 proc. Koalicja Europejska 38,29 proc., Wiosna – 6,04 proc., Konfederacja – 4,55 proc, Kukiz’15 – 3,7 proc., Lewica Razem – 1,2 proc., inne – 0,4 proc.

„Dostaliśmy najbardziej wiarygodny sondaż jakim są wybory” – powiedział w Poranku Wyborczym w Gazeta.pl były prezydent Aleksander Kwaśniewski i doradził przegranym szybkie wyciągnięcie wniosków z niedzielnych wyborów.

„PiS wygrał wybory, które nie są ich ulubionymi wyborami, udało się im bardzo mocno zmobilizować elektorat, to szczególnie widać po frekwencji na wschodzie, w pisowskich województwach”.

Były prezydent uważa, że PiS winno podziękować socjologom, „bo ta armia socjologów musiała tam pobadać. To straszenie, choć mało subtelne, było bardzo konsekwentne. Kaczyńskich straszył, że KE zabierze to, co im daliśmy, że wprowadzą euro, że pójdą na jakieś tam LGBT…

View original post 124 słowa więcej

 

Post Navigation