Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Gazeta Wyborcza”

PiS i śmierć

Poniedziałkowe wydanie @gazeta_wyborcza

Kmicic z chesterfieldem

Czy do Ciebie już dzwoniła ?

Zbigniew Ziobro i jego zastępca – prokurator krajowy Bogdan Święczkowski wzięli udział w otwarciu nowej siedziby prokuratur w Sosnowcu. Było uroczyste przecięcie wstęgi, oczywiście poświęcenie budynku przez miejscowego biskupa i okolicznościowe przemówienia.

Niewątpliwie kuriozalnie zabrzmiały słowa Święczkowskiego, który stwierdził, że ukończenie budynku w niespełna dwa lata to… efekt modlitwy oraz wsparcia moralnego biskupa Grzegorza Kaszaka! – „A ja głupia do remontu budowlańca szukam, zamiast dzwonić na plebanię” – skomentowała jedna z internautek.

Biskup Kaszak nie pozostał dłużny zastępcy Ziobry. Rozpływał się w pochwałach Święczkowskiego, który – zdaniem duchownego – „dla rodzinnego Sosnowca czyni samo dobro”.

– „Dzięki modlitwie beton szybciej wiązał… Co ci ludzie mają w głowach??”;  – „Oni już naprawdę są porąbani w tej fałszywej pobożności. Co jeden to bardziej święty, szkoda, że czyny nie idą w parze z tym, co głoszą. Bo to teraz kazania, nie przemówienia”; – „Czyli nie budowlańcy, tylko…

View original post 3 503 słowa więcej

 

Morawiecki skrywa swą nienawiść do Unii Europejskiej

Bydgoszcz. Konwencja PiS. Na niej ta sama piątka, atak na polskość, obrona polskości, Polska sercem Europy, chyba w stanie przedzawałowym. Kaczyński nie wymyślił nic nowego, ani nie powiedział czegokolwiek nad czym warto byłoby się pochylać. Mateusz Morawiecki mówił, co chyba najważniejsze na prawicy, „bez kartki”, jak prowincjonalny proboszcz. Kolejny odcinek drętwego serialu pt. regionalne konwencje Prawa i Sprawiedliwości, te same słowa, jak ze zdartej płyty. Obejrzeliśmy konwencję, abyście Wy nie musieli. Nie warto. Można wspomnieć jednak pokrótce o osobliwej wypowiedzi premiera, która wielu mogła sugerować głosowanie na… kandydatów konkurencyjnych ugrupowań.

Przekonało Was? Oczywiście Morawiecki na nowo zdefiniował co jest normą, a co nowoczesnością. Dla mnie jednak pisowski zamach na konstytucję, metody działania władzy nie stanowią bynajmniej europejskiej normy, przynajmniej w XXI wieku. Co do jednego z Morawieckim się natomiast należy zgodzić – warto iść na wybory, wysoka frekwencja przybliża nas do normalności, bez Prawa i Sprawiedliwości u sterów władzy. Bez partii, która zachowuje się nienormalnie, a później każe być z tego dumnym.

Co do pokracznych definicji premiera, nie warto nawet wchodzić z nimi w polemikę. Stwierdzenie, że nowoczesność powinna powodować wzbogacanie się Polaków wyklucza zasadność większości publicznych wydatków, choćby na system opieki zdrowotnej. Według tej logiki najlepiej pieniądze nowocześnie rozdać. 

Ale tam, gdzie nierozsądna kiełbasa wyborcza przestaje działać, a więc przypadku Prawa i Sprawiedliwości, bo tego jesteśmy świadkami, chwyta się ideologii, retoryki godnościowej i oblężonej twierdzy. PiS wpycha się w rolę opozycji, mimo że samo jest u władzy i ponosi odpowiedzialność za to jak wygląda Polska i jak ją się odbiera. Całe szczęście, jeszcze pamiętamy co naprawdę oznacza normalność, mimo że „normalne” wyjątki od reguł postępowania partii Kaczyńskiego coraz bardziej dziwią.

Depresja plemnika

Jerzy Owsiak i Maciej Stuhr zdominowali galę z okazji 30. rocznicy powstania „Gazety Wyborczej”. Żarty obu panów zapewne nie przypadły do gustu miłośnikom „dobrej zmiany”.

Ja jestem przedstawicielem świata filmu. To jest świat gazety. Te światy czasem się przenikają. Redaktor Michnik spotkał się kiedyś z producentem filmowym i wtedy upadł rząd. Być może po naszym dzisiejszym spotkaniu stanie się coś równie spektakularnego” – mówił w trakcie gali Maciej Stuhr, żartobliwie nawiązując do tzw. afery Rywina.

Komu z państwa nie jest wszystko jedno? Redaktor Michnik nie podniósł ręki. Kto z państwa miał w ręku pierwszy numer »Gazety Wyborczej«? Kto z państwa w minionym roku przeczytał choćby jedną książkę? Czy jest na sali ktoś, kto spalił chociaż jedną książkę? Nie widzę. Czy ktoś z państwa był ze święconką w tym roku? Troszkę mniej. Czy ktoś z państwa w ostatnich dniach rozwiesił jakiś plakat z Matką Boską? Są ręce, nie wiem, czy to dobrze” – kontynuował popularny aktor i stand-uper. Stuhr w wyraźny sposób odwołał się do ostatnich wydarzeń i postępującej w Polsce…

View original post 1 610 słów więcej

 

Obsrany Lech Kaczyński przez gołębie. Oto ptaki przyłączyły się w całej Polsce do akcji KOD Konstytucja

Gołębie obsrały pomnik prezydęta tysionclecia. Gdzie jest ? Czemu nie chroni dobra narodowego przed znieważeniem?

Prawo i Sprawiedliwość pozwało „Gazetę Wyborczą”. Chodzi o teksty dotyczące związków partii rządzącej z reprywatyzacją nieruchomości w Warszawie. PiS domaga się od gazety przeprosin i 30 tys. złotych na cele charytatywne – czytamy w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”.

„Wyborcza” opublikowała serię artykułów, w których jej dziennikarze Iwona Szpala i Wojciech Czuchnowski opisują znajomości związanych z PiS szefów służb z Jakubem R., urzędnikiem stołecznego ratusza odpowiedzialnym za reprywatyzację nieruchomości w Warszawie. Jakub R. jest jednym z głównych bohaterów afery reprywatyzacyjnej i przebywa w areszcie z zarzutami przyjmowania milionowych łapówek.

R. już po zatrzymaniu wysyłał listy, w których opisywał swoje powiązania z obecnym ministrem i koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim, szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernestem Bejdą i Maciejem Wąskiem – dawnym wiceszefem CBA, a w tej chwili sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera. Grupa miała znać się jeszcze ze studiów i działalności w NZS. Jakub R. twierdził w listach, że politycy PiS naciskali na niego, by pomógł im w przekształceniach prawnych nieruchomości przy ul. Srebrnej. Mieli mu także proponować współpracę przy wyszukiwaniu i reprywatyzacji budynków, których nie znalazły jeszcze kancelarie prawne. Wedle pomysłu Wąsika pieniądze z procederu miały zasilać konto PiS.

Treść listów opublikowała „Gazeta Wyborcza”. Jej dziennikarze przyjrzeli się również spółce Srebrna, którą – jak pisze gazeta – „środowisko polityczne Jarosława Kaczyńskiego utworzyło po uwłaszczeniu się na PRL-owskim majątku”. Według informacji „Wyborczej” spółka planuje wielką inwestycję na swojej działce na warszawskiej Woli i przygotowała w tej sprawie ofertę biznesową, nie ma wciąż jednak kompletu pozwoleń.

To te teksty nie spodobały się Prawu i Sprawiedliwości. Ugrupowanie w pozwie twierdzi, że zawierały one „informacje naruszające dobre imię partii”. Adwokat Bogusław Kosmusa uzyskał od Jarosława Kaczyńskiego pełnomocnictwo do działania również w reakcji na nieopublikowane jeszcze teksty „Wyborczej”.

„Dysponujemy unikalnymi źródłami informacji o lękach partii rządzącej” – pisze w komentarzu „Gazety Wyborczej” Paweł Wroński. Twierdzi, że PiS za wszelką cenę chce uniknąć podejrzeń o jakiekolwiek powiązania z reprywatyzacją w Warszawie, a Patryk Jaki unika wezwania przed komisję weryfikacyjną osób, które mogłyby takie związki wskazać. Jego zdaniem partia „chciałaby zapomnieć, że na początku lat 90. ludzie Porozumienia Centrum – pierwszej partii Jarosława Kaczyńskiego – wyróżniali się wyjątkową zachłannością w uwłaszczeniu się na majątku PZPR”.

>>>

>>>

Prezydent i Pierwsza Dama są w pewnym sensie absolutnie wyjątkowi. Nigdy nie było takiego prezydenta, o którym nie można powiedzieć nic dobrego, i prezydentowej, o której nie można powiedzieć w ogóle nic.

Earl drzewołaz

Tak twierdzi prezydent tego miasta Rafał Piech. – „Każde miasto ma osobę odpowiedzialną. W Siemianowicach Śląskich taką osobą jest Maryja. Ona otrzymała klucze do miasta, jest jego menedżerem i je prowadzi” – stwierdził podczas spotkania „Oddaj się Maryi” w Niepokalanowie.

Piech już w 2015 roku jako prezydent zawierzył Siemianowice Śląskie Maryi. Podczas spotkania, które opisuje „Gazeta Wyborcza” przyznał, że gdy objął swój urząd nie wiedział, jak prowadzić miasto. – „Jednak po oddaniu wszystkiego Maryi udało się zrobić tyle rzeczy, ile przez ostatnie 20 lat nie udało się zrobić wszystkim prezydentom. (…) Sam nie wierzyłem, że można tyle zrobić i to w tak krótkim czasie – tym bardziej. że nie jestem wybitnym menedżerem. Myślę, że to wszystko to działanie Matki Bożej i Jezusa – mówił.

Opowiadał też, jak doszedł do zawierzenia miasta Matce Bożej. – „Jako młody chłopak nie lubiłem czytać książek. Dopiero w wieku 20 lat zbliżyłem się do literatury, zacząłem…

View original post 2 340 słów więcej

Morawiecki zataił list od prezesa GetBacku. Komptomituje go, pokazuje machlojki władzy PiS

Jutro w „Wyborczej”: Mamy tajny list do premiera. Upadający GetBack domagał się dofinansowania przez państwo. Prezes tej spółki napisał do Morawieckiego, że GetBack to zaplecze obozu wolnościowego poprzez sponsorowanie prawicowych mediów. A jego kłopoty mogą być „spiskiem”.

Kłamstwa Morawieckiego.

>>>

Eliza Michalik dołącza do „Gazety Wyborczej”

Eliza Michalik

Trzeba równać do najlepszych, niech PiS pozostaje w ariergardzie. To są nasze tyły, nasz wstyd.

PiS nie może Polski pogrążyć w odmętach wycofania, zacofania, na dnie Unii Eirpejskiej, a w końcu w stracie niepodległości.

Polacy muszą dać odpór, wreszcie odzyskać Polskę. Mogą tego dokonać najlepsi. Dsć przykład. Eliza Michalik ma dosyć, chce silnego wyrazy swojej osobowości, dołącza do „Gazety Wyborczej”. Pisze o tym na FB.

Eliza Michalik 2

Prawicowa miłość do Kaczyńskiego i PiS

Donald-Tusk

Donald Tusk w niedawnym wywiadzie dla „Wyborczej” narzekał, że żaden wcześniejszy rząd nie był tak krytykowany przez media, jak jego gabinet. Premier ma rację, bo krytyce jego rząd poddają media mainstreamu, a prawicowe walą w niego, jak w bęben.

Prawicowe media agitują za jedną partią, za PiS. „Niezależne” media taką właśnie funkcję spełniają. Premier przekonywał, że żadna wcześniejsza ekipa nie dostawała od mediów takiego lania.

Katarzyna-Kolenda-Zaleska

Z tematem zmierzyła się Katarzyna Kolenda-Zaleska.  Wątkiem działalności prawicowych mediów jest frontalny atak na wszystkie media, które odważają się napisać cokolwiek krytycznego o PiS. Nie zauważają, że obok tego pojawia się także krytyka PO – dla nich takie media jak „Newsweek”, „Polityka”, TVN czy „Gazeta Wyborcza” to tuby propagandowe PO. To właśnie może wywoływać u premiera wrażenie, że jest pod bezprecedensowym obstrzałem mediów.

W mediach prawicowych „PiS jest poza wszelką krytyką, a każda krytyka nazywana jest wdzięcznie „przemysłem pogardy”. Nie ma oczywiście żadnego znaczenia to, że PiS- owscy politycy występują we wszystkich programach publicystycznych stacji TVN 24. Są solowymi gośćmi najważniejszych programów. Codziennie, a nawet kilka razy dziennie. Ich konferencje prasowe są pokazywane na żywo. Wystąpienia programowe. Konwencje. Komentowane przez różne środowiska, różne opcje polityczne.

A w prawicowych mediach proporcji nie ma żadnych. PiS i PiS, tylko PiS na tak. Wywiady wyłącznie ze swoimi. Jak komentator, to Krasnodębski lub Zybertowicz, ewentualnie Jadwiga Staniszkis. Nie przypominam sobie, aby ktoś tam o zdanie pytał osobę, która mogłaby mieć inne poglądy.”

Tusk słusznie zauważa, że „takiego łomotu jak PO nikt nie miał”. Ale dziennikarze (mainstreamu) będą dziennikarzami – w tej sprawie nic się nie zmieni. Bo nie może. Rząd musi poprawić jakość swego rządzenia.

A prawica będzie uprawiać swoją propagandę kurdupli, która nic nie ma wspólnego z dziennikarstwem.

Tusk: Nie zamierzam ścigać się z PiS w tradycji nieszczęścia narodowego

z12673544Q,Donald-Tusk

W rozmowie z naczelnymi „Gazety” – Adamem Michnikiem i Jarosławem Kurskim, premier i lider PO tłumaczy, dlaczego spada poparcie dla jego partii, zapewnia, że nie zamierza „ścigać się z PiS w mesjanizmie i tradycji nieszczęścia narodowego”. I przekonuje: zagrożenie skrajną prawicą to wina PiS, a homoentuzjaści powinni znać „miarę”, bo wygra PiS, a mniejszości seksualne na tym stracą.
W Magazynie Świątecznym „Gazety” Donald Tusk rozmawia z naczelnymi „Gazety” Jarosławem Kurskim i Adamem Michnikiem. Zaczyna od komentarza do spadających notowań PO i rosnących PiS.Dlaczego Platformie spada?

– Wiadomo, że w długim okresie zawsze musi przyjść moment, kiedy popularność spada (…). Warto zwrócić uwagę, że dzieje się tak, mimo że Polska odnosi oczywiste sukcesy – choćby zastrzyk pieniędzy z Unii Europejskiej, skok cywilizacyjny, pozycja w Europie. Można przyjąć, że to wszystko nie tylko nie zaspokaja aspiracji, ale wręcz rozbudza aspiracje, którym trudno sprostać. Polacy oczekują po prostu więcej – ocenia premier.

Dodaje też, że „politycy opozycji, którzy uważają się za arcypatriotów”, za główny cel stawiają sobie „zohydzanie własnego państwa i każdego sukcesu Polski”. – Tysiąckrotnie powtarzane słowo „katastrofa” musi w końcu przynieść negatywny skutek – mówi. I podkreśla: – Głównym powodem, dla którego PO traci, jest to, co w ocenie komentatorów i ekspertów jest działaniem godnym pochwały: podnieśliśmy wiek emerytalny do 67. roku życia, wprowadzamy ustawę śmieciową, trzymamy dyscyplinę budżetową, ograniczamy wydatki, zamroziliśmy płace sfery budżetowej.

Dodaje, że PO ma przeciw sobie „i Kościół w swej przewadze, i związki zawodowe w komplecie – od Solidarności ’80, przez „S”, po OPZZ – i potężną opozycję polityczną. Mamy kryzys gospodarczy w Europie i wreszcie dość nieprzyjazne media”.

Co to za nieprzyjazne media? Tusk precyzuje: – Choć takiego łomotu, jaki dostaje Platforma od mediów, nikt nigdy nie dostawał, zaskakuje mnie powszechna gotowość dyskredytowania jedynej siły, która umiejętnie powstrzymuje radykałów. Media w Polsce są głęboko podzielone. Dla prawicowych Kaczyński – co oczywiste – jest bóstwem, a Tusk łobuzem. Dla pozostałych łobuzem jest i Kaczyński, i Tusk.

Premier ocenia swoją dotychczasową drogę polityczną: – Jako młody, czysty duchem liberał uważałem, że każdy musi sobie radzić sam. Skończyłem 50 lat, zostałem premierem. Przeszedłem długą drogę do dojrzałości. Zdążyłem się przekonać, że świat wytwarza całe pokłady ludzkiej krzywdy, a ludzie bez własnej winy nie mają niekiedy szans na przeżycie. Państwo musi takim ludziom pomagać – mówi.

Jak wygrać z arcy-Polakami?

W rozmowie naczelni „Gazety” nie tylko stawiają pytania. Przedstawiają też swój pogląd na polityczną rzeczywistość.

Michnik: – Jest taki mit, że może i Kaczyński wygra, ale nie zrobi koalicji. Otóż mogę to dać na piśmie, że SLD Czarzastego zrobi z nim natychmiast koalicję i nie drgnie mu powieka. Jak będzie z PSL – nie wiem. Gdy pan zaczynał, mówił pan o ciepłej wodzie w kranie i „orlikach”. To mi się szalenie podobało, bo po rewolucji moralnej IV RP ludzie chcieli normalnie żyć. Ale czy po sześciu latach ta formuła nie jest już zużytym narzędziem? Jaka jest więc odpowiedź, jaka wizja równie trafiająca do wyobraźni zwłaszcza młodych, na wizję Kaczyńskiego?

Tusk odpowiada: – Ludzie głosowali na PO, bo dajemy im tę najwyższą wartość w polityce, jaką jest poczucie bezpieczeństwa. Ludzie nie tworzą sobie w głowach – tak jak to robią intelektualiści – wyobrażeń idealnej partii. Po prostu zachowują się racjonalnie, wybierając z dostępnych politycznych ofert. (…) Jeszcze nikt na żadnym spotkaniu nie zapytał mnie o wizję. Pytają mnie o rzeczy ważne: o bezrobocie, handel z Rosją, stosunki z Niemcami, wiek emerytalny, ale nie o wizję.

– Czy wy macie zborny projekt dla Polski? Retoryka pragmatyzmu może nie wystarczyć – dopytuje Michnik.

Tusk: – To pytanie, czy Polacy mają szanse w starciu z arcy-Polakami. Nie zamierzamy się ścigać z PiS w mesjanizmie i tradycji nieszczęścia narodowego. Tam są demony przeszłości i lęk przed przyszłością. To dobrze zdefiniowany elektorat. Ponadto PiS wspierają silne instytucje: przygniatająca większość hierarchów katolickich, NSZZ „S”, połowa świata mediów prezentująca krwawy, rymkiewiczowski pogląd na świat. My odwołujemy się do całej reszty, w całej swej różnorodności, do nowoczesnych Polaków w nowoczesnym świecie, którzy dążą do cywilizacyjnego skoku.

Czy wewnątrz PO jest wojna z Gowinem?

Tusk bagatelizuje rywalizację z konserwatywnym politykiem z Krakowa: – To mała potyczka i moje nie pierwsze rozczarowanie ludźmi. (…) Gowin padł ofiarą złudzenia, że to jest ten moment, gdy Platforma może być efektownym placem boju o ideologię. Dziś jednak dla zróżnicowanej wewnętrznie PO ważniejsza jest jedność – mówi.

Dodaje, że cenił poglądy Jarosław Gowina np. na deregulację zawodów: – Znałem jego pogląd na korporacje sędziowską i prokuratorską. Miał w sobie zażartość. Gdyby się skupił na pracy, a nie na ideologii, osiągnąłby sukces – ocenia. Ma nadzieję, że Gowin nie wyjdzie z PO. – Nie chcę potwierdzać mitu, że skutecznie eliminuję konkurentów. To nie ja ich wypychałem, no, może z wyjątkiem Piskorskiego – ocenia Tusk.

Pytany o przypisywane mu jednowładztwo, odpowiada pytaniem: – Czy Luksemburg jest państwem autorytarnym, skoro Jean-Claude Juncker rządzi tam od ponad 20 lat? A ile komplementów zbierali politycy brytyjscy lub niemieccy, gdy udawało się im przekroczyć dwie kadencje? Czy ktoś w Europie czynił z tego zarzut Thatcher, Blairowi czy Kohlowi? Gdy Angela Merkel dostała 96 proc. głosów w prawyborach w CDU, w polskiej prasie były same zachwyty! Ale na naszym podwórku to już wodzostwo i dyktatura.

Euro, narodowcy – to wina PiS.

W rozmowie z Michnikiem i Kurskim Tusk mówi o wprowadzeniu euro: – Polska ma świetną reputację i budzi duże zaufanie w Brukseli. Jak mówimy, że naszym celem jest euro, choć perspektywa się wydłuża, to nasi europejscy partnerzy nam wierzą. Zresztą niespecjalnie mają wyjście, bo alternatywą jest PiS – jawny przeciwnik nie tylko przystąpienia do euro, ale też całego projektu europejskiego. To my wprowadzimy Polskę do strefy euro, a nie Kaczyński – zapewnia premier.

To również konkurencyjna partia jest – zdaniem premiera – kluczem do narastającego w Polsce zagrożenia ze strony radykalnej prawicy. – Łysi skandujący „wyp…” do prof. Baumana czy katujący dzieci w Białymstoku, kibole, radykalni narodowcy – to ciągle margines polityki, ale już widoczny i szeroki margines życia społecznego. Co więcej, przestali się bać, bo we Wrocławiu nie zasłaniali już twarzy – mówi Tusk. (…) I podkreśla: – Dla mnie jest ewidentne, że to polityczne – chciane albo nie – dzieci Kaczyńskiego. PiS kiedyś wchłonął LPR i Samoobronę, ale w ten sposób, że się do nich upodobnił. Z ruchem narodowym jest podobnie. By PiS nie odpadła prawa flanka, będzie się w ten świat narodowców coraz bardziej wpisywać.

Tusk: przynajmniej słucham, co mówi Balcerowicz

Tusk tłumaczy się też z likwidacji OFE. – W debacie o OFE intencje muszą być czyste. OFE to wielkie pieniądze na giełdzie. Agora, TVN, Polsat związane są z OFE. Polsat jest nawet właścicielem jednego z funduszy. Nie mówię, że z tego powodu media są stronnicze, ale to fakt, że OFE są graczem sceny finansowo-politycznej – odbija piłeczkę. Ocenia, że przez „najbliższe pięć-osiem lat OFE są dla państwa kosztownym i niewydolnym systemem. Destabilizują finanse publiczne i system emerytalny”.

Jarosław Kurski przywołuje opinię Leszka Balcerowicza, że proponowane przez rząd zmiany podważają zaufanie obywatela do państwa.

– Na miejscu Jarosława Kaczyńskiego dałbym Leszkowi Balcerowiczowi honorowe członkostwo PiS. Jeśli ludzie o takim autorytecie wmawiają Polakom, że ZUS to oszustwo, złodziejstwo, że to nie ich pieniądze – to torują drogę do zwycięstwa PiS, który w ogóle nie będzie wrażliwy na argumenty Balcerowicza – odpiera premier. – Ja – w odróżnieniu od moich oponentów politycznych – przynajmniej uważnie słucham tego, co mówi Leszek. Ale pamiętajmy, że za drzwiami stoją goście, którzy jak przejmą władzę, nawet nie będą wiedzieli, kim jest Balcerowicz.

Homofobi kontra homoentuzjaści

Michnik przypomina też w wywiadzie Tuskowi zapowiedź, że Sejm po wyborach zajmie się kwestią mniejszości homoseksualnych. – W ocenie konstytucjonalistów konstytucja wyklucza małżeństwa homoseksualne. Potrzebne są zmiany w ustawie zasadniczej – odpowiada premier. I podkreśla: – W tak delikatnych sprawach jak obyczajowe jestem za tym, by zmiany w prawie były adekwatne do stanu zbiorowej świadomości, a najlepiej, kiedy je minimalnie wyprzedzają. Raptowne, nadmierne przyśpieszenie prowadzi do zerwania ścięgien. Powstaje awangarda, za którą nikt nie idzie, i scena polityczna zmienia się w dwa obozy podzielone nienawiścią: homofobów i homoentuzjastów. To fatalny scenariusz, zwłaszcza że znam proporcję jednych do drugich. Można sprawę małżeństw homoseksualnych postawić na ostrzu noża. Skutek będzie taki, że wygra PiS, a mniejszości seksualne tylko na tym stracą – ostrzega Tusk.

Źródło: Wyborcza.pl

z14231977Q,--Lysi-skandujacy---wyp------do-prof--Baumana-czy-

Mam kilkuset świadków, gdy mówiłem dawno temu do parlamentarzystów PO, że w 2013 r. na pewno PiS nas przegoni. I że w 2015 r. odzyskamy pozycję lidera na kilka miesięcy przed wyborami. Jestem o tym przekonany. Rozmowa z Donaldem Tuskiem

Cały tekst przeczytasz w „Magazynie Świątecznym„.Jarosław Kurski: Platforma w dół. Według TNS OBOP PiS ma 30 proc. poparcia, PO – 23 proc.; według CBOS PiS – 27 proc., PO – 23 proc. Jak pan tłumaczy ten trend?

Donald Tusk: To złożona sprawa. Po pierwsze, wiadomo, że w długim okresie zawsze musi przyjść moment, kiedy popularność spada, co wcale nie oznacza, że to się jeszcze nie zmieni. Po drugie, warto zwrócić uwagę, że dzieje się tak, mimo że Polska odnosi oczywiste sukcesy – choćby zastrzyk pieniędzy z Unii Europejskiej, skok cywilizacyjny, pozycja w Europie. Można przyjąć, że to wszystko nie tylko nie zaspokaja aspiracji, ale wręcz rozbudza aspiracje, którym trudno sprostać. Polacy oczekują po prostu więcej…Prognoza społeczna prof. Czapińskiego pokazuje, że Polacy widzą mniej powodów do narzekań, gdy oceniają własną sytuację, a więcej – gdy oceniają państwo.

Kurski: Janusz Lewandowski zauważył, że Polacy ”sprywatyzowali szczęście i uspołecznili nieszczęście!”.

– Wielu polityków opozycji, którzy uważają się za arcypatriotów, za główny cel stawia sobie zohydzanie własnego państwa i każdego sukcesu Polski. Tysiąckrotnie powtarzane słowo „katastrofa” musi w końcu przynieść negatywny skutek. Wśród części elit to wręcz odruch – kto bardziej dowali własnemu państwu. Ale nie jestem pesymistą.

Adam Michnik: Jednak podatność na agresywną retorykę wobec własnego państwa skądś się wzięła.

– Życie społeczne i tak jest u nas spokojniejsze niż w innych państwach europejskich. Nigdzie władza nie jest od tego, by ją kochać, a już na pewno nie w Polsce. Jednocześnie ci krytyczni Polacy wybierali nas sześć razy z rzędu i jedna trzecia z nich deklaruje do nas zaufanie.

Michnik: A gdzie pan dostrzega błędy swojego rządu?

– W tym od rana do nocy wyręcza mnie opozycja i medialni krytycy. Moim obowiązkiem jest mówić o tym, co robimy i co zamierzamy zrobić. A saldo dokonań za ostatnie sześć lat to wielki polski sukces, dostrzegany i podziwiany w Europie.

Michnik: Oczywiście, że Polska oglądana z Moskwy, Kijowa, Pragi, Nowego Jorku, Berlina, Paryża, Madrytu czy Rzymu ma notowania, jakich nie miała nigdy. I rzeczywiście, gdy wracam z zagranicy i włączam telewizor, to mam wrażenie, że mój kraj jest u progu katastrofy. Ale biorąc na to poprawkę, słyszę głosy krytyczne z łona samej formacji rządzącej.

– Przychodzą do mnie dziennikarze i tak jak panowie zaczynają: PiS wyprzedził Platformę, więc powiedz, chłopie, gdzie nawaliłeś, bo widać, że coś nie gra. Powiem, co się stało: podnieśliśmy wiek emerytalny do 67. roku życia, wprowadzamy ustawę śmieciową, trzymamy dyscyplinę budżetową, ograniczamy wydatki, zamroziliśmy płace sfery budżetowej. Głównym powodem, dla którego PO traci, jest to, co w ocenie komentatorów i ekspertów jest działaniem godnym pochwały. Sondażowy zjazd PO zaczął się w chwili, gdy podnieśliśmy wiek emerytalny.

Premier tłumaczy, na czym polega jego misja: ”Nie jestem liderem salonowej rewolucji!”
To jest dylemat, który kiedyś nieostrożnie nazwałem odpowiedzialnym populizmem. A więc wprowadzać na tyle łagodne zmiany, by nie stracić akceptacji społecznej. Nieustanne nawoływanie: Tusk, tracisz, zabierz się pan wreszcie do radykalnych reform, to – mówiąc oględnie – naiwność polityczna! Naiwność ludzi, którzy nie muszą dźwigać na swych barkach żadnej odpowiedzialności.

Michnik: Będąc politykiem wyrosłym z KLD, z projektu liberalnego po wszystkich korektach, musi pan rządzić społeczeństwem w gruncie rzeczy konserwatywnym. Czy tu nie ma zderzenia etosów liberalnego i konserwatywnego?

– W samym konserwatywnym modelu życia społecznego nie widzę nic groźnego. Liberalny pogląd na świat (bez radykalnych zmian w sferze obyczajowej), jeśli ma mieć wpływ na życie społeczne w Polsce, musi być częścią większego projektu politycznego. Tak było przecież wcześniej. Plan Balcerowicza, przemiany własnościowe Lewandowskiego, reformy rządów Mazowieckiego i Bieleckiego miały poparcie „Solidarności” i ciche wsparcie Kościoła. Podobnie jak reformy rządu Buzka.

My nie mamy takiego wsparcia. Mamy dziś przeciwko sobie, co widać gołym okiem, i Kościół w swej przewadze, i związki zawodowe w komplecie – od Solidarności ’80, przez „S”, po OPZZ – i potężną opozycję polityczną. Mamy kryzys gospodarczy w Europe i wreszcie dość nieprzyjazne media. Nie skarżę się na dziennikarzy, bo to recepta na klęskę, a jak się jest politykiem, to trzeba mieć twardą skórę. Stwierdzam tylko na marginesie obiektywny fakt – choć takiego łomotu, jaki dostaje Platforma od mediów, nikt nigdy nie dostawał, zaskakuje mnie powszechna gotowość dyskredytowania jedynej siły, która umiejętnie powstrzymuje radykałów. (…)

Kurski: W rozmowie z ”Polityką Ekstra” Aleksander Kwaśniewski mówił: Donald Tusk ”jeszcze nie został socjaldemokratą, ale już przestał być liberałem”. Pytanie: ”Gdzie jest Donald Tusk? ”.

– W Polsce, która zmienia się na lepsze na naszych oczach.

Kurski: To inaczej: jak by pan zdefiniował swoje przywództwo, skoro woli pan kroczyć pół kroku za społeczeństwem? Uważa się pan za przedstawiciela umiarkowanego centrum. Nie narzuca trendów, tylko je wyczuwa. Polityczne decyzje relatywizuje. Podpiera się pan przy tym stosowną ideologią – wybitnym liberalnym myślicielem Isaiahem Berlinem, który zauważył, że w polityce nie ma rozwiązań, które są jednoznacznie dobre lub jednoznacznie złe…

– Trudno Berlina cytować rozdziałami, ale to nie jest opinia, która afirmuje relatywizm w polityce. Jest dokładnie odwrotnie. (…) Berlin mówi: Nie ma takich decyzji politycznych, które wszystkim robią dobrze, a są takie, które wszystkim robią źle. (…)

Jako młody, czysty duchem liberał uważałem, że każdy musi sobie radzić sam. Skończyłem 50 lat, zostałem premierem. Przeszedłem długą drogę do dojrzałości. Zdążyłem się przekonać, że świat wytwarza całe pokłady ludzkiej krzywdy, a ludzie bez własnej winy nie mają niekiedy szans na przeżycie. Państwo musi takim ludziom pomagać. Co mają począć rodzicie dzieci niepełnosprawnych, które wymagają opieki, bo nie widzą, bo zatrzymuje im się oddech, bo są sparaliżowane. Przecież nie mogą iść do pracy, bo są przez 24 godziny przy swoich dzieciach. Co tu pomoże liberalizm w wydaniu szkoły chicagowskiej! Trzeba znaleźć pieniądze, nałożyć na kogoś podatek i płacić tym ludziom za to, że są ze swoim dzieckiem, że dają dobro większe niż PKB. I tylko w tym sensie człowiek staje się socjaldemokratą, ale nie ma to nic wspólnego z ideologią, tylko z wypełnianiem zwyczajnej ludzkiej powinności.

<podzial_strony>

Kurski: Odrzuca pan ideologie i twarde przywództwo. Jednak za głównego rywala ma pan właśnie ideologa i wodza, który z determinacją i wiarą dąży do zwycięstwa.– Ma wizję i nie zawaha się jej użyć.

Michnik: Sukces polityczny PiS brał się stąd, że potrafił zaproponować język sporu. Polska solidarna kontra Polska liberalna. Czy wy macie zborny projekt dla Polski? Retoryka pragmatyzmu może nie wystarczyć.

– To pytanie, czy Polacy mają szanse w starciu z arcy-Polakami. Nie zamierzamy się ścigać z PiS w mesjanizmie i tradycji nieszczęścia narodowego. Tam są demony przeszłości i lęk przed przyszłością. To dobrze zdefiniowany elektorat. Ponadto PiS wspierają silne instytucje: przygniatająca większość hierarchów katolickich, NSZZ „S”, połowa świata mediów prezentująca krwawy, rymkiewiczowski pogląd na świat.

My odwołujemy się do całej reszty, w całej swej różnorodności, do nowoczesnych Polaków w nowoczesnym świecie, którzy dążą do cywilizacyjnego skoku. (…)

Michnik: Jak wytłumaczy pan wojnę wewnątrz Platformy?

– Jaką wojnę?

Michnik: Jak to jaką? Mianuje pan Jarosława Gowina ministrem sprawiedliwości, po czym on wychodzi na trybunę i pokazuje panu gest Kozakiewicza.

– To mała potyczka i moje nie pierwsze rozczarowanie ludźmi. (…)

Leszek Balcerowicz bije w dzwony: ”Źle się dzieje w państwie polskim”

Michnik: Czy on nie szykuje się do wyjścia z Platformy?

– Nie wykluczam, choć mam nadzieję, że nie. Nie chcę potwierdzać mitu, że skutecznie eliminuję konkurentów. To nie ja ich wypychałem, no, może z wyjątkiem Piskorskiego.

Kurski: Ciekawe, czy oni myślą tak samo? Pan ma „gębę” kilera.

– Wbrew pozorom nie mam takiego instynktu, a „gęba” bywa bardzo przydatna.

Kurski: Oj, te wilcze oczy… Mówi się, że przekleństwem polskiej polityki jest wodzowski model partii: Kaczyński – wódz, Tusk – też wódz, Miller – wódz, Palikot – wódz, tylko Piechociński – niewódz. Okazuje się, że jedynie w PSL możliwa jest demokratyczna zmiana prezesa.

– Jak się nazywa sekretarz generalny CDU? A sekretarz generalny UMP? A wiceprzewodniczący brytyjskich konserwatystów, następca Camerona? A ktoś z Partido Popular oprócz Mariana Rajoya? Nie wiecie, bo nie możecie wiedzieć. Czy polityka kiedykolwiek, czy to jest starożytny Rzym, czy mała Litwa w Unii Europejskiej, istniała bez liderów albo z liderem zbiorowym?

z14232002AA

Ile kosztuje zwariowany świat 
Trzeba przeczekać dwa pokolenia. Wszystkich wyznawców przenoszenia zasad wolnego rynku nawet do szpitali i szkół. Rozmowa z ekonomistą Piotrem Kuczyńskim
Kim jest generał 
Wojciech Jaruzelski niegdyś zdradził II RP, przystając do komunistów. W 1989 roku zdradził PRL i komunizm
Piekło w raju 
Slavoj Žižek: Zbliża się rozwód ”małżeństwa zawartego na wieki” między demokracją i kapitalizmem
Rozhulał się Wielki Brat 
Amerykański wywiad elektroniczny od samych narodzin chciał wszystko widzieć i słyszeć
Złe przedszkola 
Rząd, zachęcając, by dzieci były w przedszkolu dłużej, zwiększa ryzyko problemów wychowawczych, jeśli przedszkola będą słabe i jeżeli rodzice przerzucą na nie jeszcze więcej swoich obowiązków
Stary nie musi być jary 
Najlepsze lekarstwo, jakie polecam na starość? Praca mięśni, dbałość o mózg i naczynia krwionośne. No i niedojadanie. Rozmowa z dr. Jarosławem Derejczykiem, geriatrą
Dlaczego premier walczy z wiatrakami 
Rządzący politycy po cichu przyznają, że walka z globalnym ociepleniem to europejskie fanaberie
Moskiewskie oazy 
Niedawno tłum pijanych facetów kąpał się tu w fontannach i gorączkowo szukał przechodniów, którym można by dać w mordę. Dziś park Gorkiego jest jak przeniesiony z jakiegoś Amsterdamu czy Brukseli
Babciom nikt nie podskoczy 
Tak po prostu nie wolno! – wygarnęły izraelskiemu szefowi sztabu trzy drobne, siwe panie. Gdyby nagle generał Mosze Jaalon sam wygrał wojnę z całym światem arabskim, byłby mniej zaskoczony
Artysta podnosi głowę 
Od ponad 20 lat mamy w Kazachstanie niepodległość, ale władze kupowały nas tak samo jak za ZSRR, a my się tanio sprzedawaliśmy
Kto zapłaci za kryzys 
Czy oszczędzanie jest dobre? Sposób na ubóstwo – opieka nad rodzicami. Jak pomóc Afryce? Ciąg dalszy cyklu ”Idee kręcą światem”

Demony Jerzego Pilcha

Pilch

Ocalałeś, żeby żyć, i żyjąc, jak zechcesz, dać świadectwo twojego losu. Ale to ma być twój wybór, a nie terror polskości nad egzystencją. Z pisarzem rozmawia Dorota Wodecka.

Dorota Wodecka: Dlaczego pan jeszcze nie popełnił samobójstwa?

Jerzy Pilch: Ponieważ udaremniłoby mi to rozmyślanie o jego popełnieniu. Poza tym dolą plemienia, do którego należę, jest stwarzanie wokół siebie mylnej aury męczarni i rychłego końca. Rzekłbym nawet, że naszą powinnością jest imitacja nastroju samobójczości.

Pisarze, bo ich mam na myśli, to w końcu plemię kabotynów, udawaczy i kłamców. Podobni staruszkom ze „Stu lat samotności” Márqueza, które wlazły do trumien, bo przecież pora umierać. Żywiąc się śmietaną i miodem, żyły w owych trumnach przez długie dziesięciolecia.

Po lekturze „Wielu demonów” czy wcześniej „Dziennika” dość dramatyczna wydaje mi się ta imitacja w pańskim wydaniu.

– Prawdopodobnie lepiej wychodzą mi mowy pogrzebowe niż weselne. Jarosław Iwaszkiewicz wspominał, że z przemówień nadgrobnych mógłby wydać osobną książkę. Ja mógłbym ją złożyć z pożegnalnych nekrologów, które napisałem. Kto wie, czy tego nie zrobię.

Pociąga pana tonacja przedśmiertna?

– Prawdopodobnie jest łatwiejsza od pośmiertnej. W moim przypadku, powtarzam, obywa się bez tonu samobójczego. Prawdziwe samobójstwo popełnia się w młodości, więc – jak łatwo zauważyć – jest nieco za późno. Niby można, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że byłby w tym jakiś komizm. A młodość komiczna nie jest. To jest czas tragiczny i trudny do przetrzymania. Wszystko przeżywa się w chujnasób, bo i świata doznaje się dotkliwiej. Radość jest wprawdzie euforią, ale ból – dajcie spokój. Nie zazdroszczę młodym ludziom, choć być może po ciężkich, wyczerpujących negocjacjach nie odmówiłbym zamiany.

Poza tym, jak wiadomo, mam kłopot z rękami i mógłbym popełnić operacyjne błędy. Sznurek by mi się urwał, tabletki rozsypały, a obolałe kolano uniemożliwiłoby wejście na taboret et cetera, et cetera.

Można się zapić.

– Rozmawiamy o samobójstwie, a nie o przyjemnościach.

Czy opowieść jest antidotum na samobójcze myśli?

– Żyjesz, póki piszesz, żyjesz, póki opowiadasz, żyjesz, póki słuchasz, i dymasz, póki żyjesz. A jak żyjesz, to piszesz.

Pana powieść wydaje mi się wyznaniem wiary w literaturę. Ona jest „tchnieniem i figurą Boga”.

– Jeśli w ogóle w cokolwiek wierzę, to w literaturę na pewno.

Listonosz Moitschek, który znał sekret ludzkiego życia, twierdził, że jedyne, co możemy zrobić, to w jako tako ułożonych słowach zdawać sprawę z końcówki lotu.

– Jeśli objaśnisz końcówkę, to objaśnisz wszystko. Z początkiem zresztą jest tak samo.

Czyżby dawanie świadectwa nie było zadaniem literatury?

– To zabobon. Słynny cytat z Herberta „ocalałeś nie po to aby żyć/ masz mało czasu trzeba dać świadectwo” jest cytatem upiornym. Morderczym wręcz. Facet przeżywa wojnę, wygrzebuje się spod sterty trupów, jakimś cudem ucieka z więzienia, unika pościgu albo wraca z frontu, bo nie ma tylko jednej nogi, przychodzi do domu, a tam przy stole posępny delegat z optymizmem mu obwieszcza, że ocalał nie po to, żeby żyć. Mnie się zdaje, że ta martyrologiczna retoryka wyleciała w powietrze. Owszem, ocalałeś, żeby żyć, i żyjąc, jak zechcesz, dać świadectwo twojego losu, ale to ma być twój wybór, a nie terror polskości nad egzystencją.

<podzial_strony>

A literatura czy rzeczywistość?– Świętej pamięci Gustaw Holoubek wspominał, jak w latach 50. wystawiali mocno socrealistyczną sztukę przed publiką złożoną z klasy robotniczej. Akcja toczyła się w jakimś zakładzie metalurgicznym. Po spektaklu zdawkowe oklaski i rozmowa z odbiorcami sztuki, dla których w końcu artysta ją napisał. I nic. Nikt o nic nie pyta. Po paru minutach wstał jakiś bystrzak i powiedział: „Wy nam nie opowiadajcie historii o tym, jak my pracujemy, bo my to mamy na co dzień. Wy opowiedzcie nam historię, o której nigdy nie słyszeliśmy, której nigdy nie usłyszymy i w której nigdy nie zaistniejemy”. Ten rzekomo spragniony sztuki o ciężkich czasach robotnik nagle okazał się rzecznikiem sztuki bezinteresownej.

„Makabrę żywota można objaśnić tylko opowieścią, lustrem, obrazem”?

– Ludzkie życie na pewno obraca się w sferze iluzji. Nie wiesz, po co przychodzisz na świat, i nie wiesz, po co żyjesz. Co było? Co jest? Co będzie? Co zostanie? Książki?

To ważne, by zostały?

– Dla tych, co będą chcieli je czytać, ważne. A czy tacy będą – osobna kwestia. Jak ich nie będzie, nie tyle nawet nieważne, co całkiem bez znaczenia. Ale ponieważ paru będzie, więc dla tych paru będzie ważne. Chyba że by było nieważne.

Czy życie samo w sobie jest pasmem nieszczęść, czy jak przychodzi choroba, to jest dopiero nieszczęście?

– Życie na pewno nie jest pasmem szczęść. Leszek Kołakowski powiedział: „Życie może być całkiem znośne i interesujące pod warunkiem, że człowiek nie chce być za wszelką cenę szczęśliwy”. No i to jest, jak zwykle u Kołakowskiego, bardzo mądre. Jego definicja szczęścia też jest bardzo przekonująca, bo konkretna. „Szczęście dane ludzkości to stan, którego zaznaje dziecko do szóstego roku życia w domu, w którym jest kochane”. I jak wspominam dzieciństwo do tego czasu, to rzeczywiście potem już nigdy tak nie było, jak mówią stare piosenki. Więc życie na pewno nie jest pasmem szczęść, ale czy choroba jest nieszczęściem, to jest niekiedy bardzo dyskusyjna kwestia. Oczywiście, niech Pan Bóg broni przed takimi „darami”, to przeważnie jest męczarnia i cierpienie, ale bywa też otwarciem umysłu i wyostrzeniem myśli.

Pilch1

„Wyborcza” o Smoleńsku

z13684824Q

Rząd nie popisał w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Oddając walkowerem ten najwrażliwszy temat w ręce Macierewicza i Kaczyńskiego.

 

Otrzymaliśmy chorobę, która jak zaraza rozlała się po całej Polsce. Obowiązki rządu wzięła na swoje barki „Gazeta Wyborcza”. Należy dziennikarzom tej gazety podziękować, a zganić rząd. 3 lata po tragedii!

 

Oto treść komunikatu, jaki drukuje gazeta, niejako tłumacząc się:

 

W obliczu zbiorowej smoleńskiej neurozy obowiązkiem „Gazety Wyborczej” jest obrona zdrowego rozsądku, wyjście z mgły i przypominanie o banalności przyczyn tej tragedii

 

Dlaczego znów piszecie o tej katastrofie? Dlaczego dajecie się wciągać w tę absurdalną dyskusję? Jesteście takimi samymi obsesjonatami jak wyznawcy religii smoleńskiej.

Taka może być reakcja części czytelników na nasz specjalny dodatek o tamtej tragedii. Dlaczego więc znów tyle miejsca poświęcamy objaśnianiu przyczyn dawno ustalonych przez państwową komisję i wybitnych ekspertów?

Dlatego że milczenie pozostawia pole bałamutnym i cynicznym demagogom.

Ignorowanie faktu, że od trzech lat nawiedzona polityczna sekta metodycznie i bez moralnych skrupułów pierze ludziom mózgi, na niewiele się zdaje. W starciu rozumu z emocjami wygrywają emocje.

To dlatego coraz więcej Polaków wierzy w fantastyczną teorię zamachu, w spisek Tuska z Putinem, w trotyl, hel, bombę próżniową, sztuczną mgłę, dobijanie rannych i inne fantasmagorie.

Na naszych oczach po wielekroć powtarzane kłamstwo uzyskuje status „prawdy”, ludowej mądrości, że „pewnie coś jest na rzeczy”. Nawet ci, którzy odrzucają teorię zamachu, już się mylą, mówiąc o „poległych”, a nie o „ofiarach” fatalnego – ale jednak tylko wypadku komunikacyjnego.

Administracja rządu Tuska nie prostowała i nadal nie prostuje żadnych pseudonaukowych teorii pseudokomisji Macierewicza, pozwalając zniesławiać państwową i suwerenną komisję Jerzego Millera złożoną z fachowców najwyższej klasy.

Rząd nie udziela potrzebnego wsparcia grupie ekspertów pod kierownictwem dr. Macieja Laska, którzy cierpliwie objaśniają rzeczywiste przyczyny katastrofy.

Telewizja – podobno publiczna – przez trzy lata nie była w stanie wyprodukować własnego dokumentu o największej od wojny tragedii narodowej. Za to teraz ulega smoleńskiemu szantażowi i emituje produkcję skleconą pod namiotem na Krakowskim Przedmieściu.

W obliczu zbiorowej smoleńskiej neurozy obowiązkiem „Gazety” jest obrona zdrowego rozsądku, wyjście z mgły i przypominanie o banalności przyczyn tej tragedii. Winni to jesteśmy naszym czytelnikom i wszystkim, którzy chcą znać kanon faktów.

Źródło:: Wyborcza.pl

Post Navigation