Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “George Orwell”

Schetyna musi odejść? Raczej nie, bo pomagamy Kaczyńskiemu

Wybory parlamentarne 2019. W kampanii patologię władzy, korupcję, jej afery ujawniały jedynie media. Nie słyszałem wyraźnych, mocno krytycznych słów ze strony polityków opozycji. Dlatego uważam, że w Platformie potrzebne są odważne zmiany i nowe przywództwo – wyniki wyborów komentuje Władysław Frasyniuk, legendarny opozycjonista z czasów PRL.

– Wstępne wyniki wyborów pokazały, że z naszej, czyli opozycyjnej strony nie było tak mocnej oferty, która zapewniłaby wygraną. Ale jak mogło być inaczej, jeśli to Olga Tokarczuk, laureatka Literackiej Nagrody Nobla, wygłosiła najbardziej porywające przemówienie w czasie tej kampanii wyborczej – mówi Władysław Frasyniuk.

Wybory parlamentarne 2019. Nobel dla Tokarczuk a wynik

Jak podkreśla Frasyniuk, nikt z opozycyjnych polityków nie mówił tak wyraźnie jak Tokarczuk o zagrożeniu demokracji w Polsce.

Dlatego głęboko wierzył, że słowa naszej wybitnej pisarki mogły wpłynąć na niższe poparcie niedemokratycznych partii.

– W kampanii patologię obecnej władzy, korupcję, jej afery ujawniały i pokazywały jedynie media. Nie słyszałem wyraźnych, mocno krytycznych słów ze strony najważniejszych polityków opozycji. Dlatego uważam, że w Platformie potrzebne są odważne zmiany i nowe przywództwo. W kontekście przyszłości widzę przestrzeń dla dwóch silnych formacji – liberalnej oraz lewicowej, które wspólnie będą w stanie odsunąć PiS od władzy – podkreśla.

I dodaje: – Źle wróży Polsce fakt, że do Sejmu mogą wejść posłowie Konfederacji. W tym przypadku nie mam cienia wątpliwości, że to Jarosław Kaczyński ze swoim nacjonalizmem uruchomił nacjonalizm, jak nową formę patriotyzmu, i stworzył przestrzeń dla tak nacjonalistycznych, podważających demokrację ugrupowań. Paradoksalnie kilka dni przed wyborami słyszałem głosy, że Konfederacja razem z partiami opozycyjnymi miałaby w koalicji odsunąć obecną władzę. Takie podejście źle świadczy o opozycji. Wstępne wyniki komentuję na gorąco, chwilę po ich ogłoszeniu, dlatego ciągle mam nadzieję, że one jeszcze się zmienią, że PiS będzie miał poparcie niższe niż 40 procent, a Konfederacja nie wejdzie do Sejmu.

Xerofas

Zakończyła się cisza wyborcza. Oto pierwsze, sondażowe wyników wyborów:

PiS – 43,6 proc.

Koalicja Obywatelska – 27,4 proc.

Lewica – 11,9 proc.

PSL – 9,6 proc.

Konfederacja – 6,4 proc.

Inne – 1,1 proc.

Wyniki exit poll Ipsos, źródło: TVN24.

Pracownia IPSOS, która przeprowadza badanie exit poll dla wszystkich stacji telewizyjnych, przedstawia następujący możliwy rozkład głosów w Sejmie.

Prawo i Sprawiedliwość – 239 mandatów

Koalicja Obywatelska – 130 mandatów

Lewica – 43 mandaty

PSL – 34 mandaty

Konfederacja – 13 mandatów

Większość zwykła w Sejmie wynosi 231 mandatów.

Jeśli potwierdzą się wyniki sondażowe, PiS utrzyma większość w Sejmie, choć patrząc na przemawiającego Jarosława Kaczyńskiego w sztabie PiS, dostrzec można było rozczarowanie, że jego partia nie będzie miała większości konstytucyjnej. – „Jeśli wynik sondażowy się utrzyma, przed nami kolejne cztery lata rządzenia, czeka nas refleksja nad tym, co się udało i nad tym, co spowodowało, że pewna część społeczeństwa uznała…

View original post 2 279 słów więcej

 

PiS widelcem wydłubuje demokrację w Polsce

Kampania wyborcza do samorządów nabrała już rozpędu. Na razie najbardziej spektakularne pojedynki obserwujemy w stolicy, w wykonaniu pretendentów do fotela prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego z Platformy i Patryka Jakiego ze Zjednoczonej Prawicy.

Tę rywalizację skomentował w portalu wPolityce.pl były człowiek Antoniego Macierewicza, jego zastępca w MON – Bartosz Kownacki. Ten sam, który swego czasu z dumą przekonywał, że Francuzi uczyli się od nas jeść widelcem.

Na podstawie dotychczasowych kampanijnych zmagań Kownacki jest przekonany, że wygrana jest po stronie opolanina. Zadziwiająca jest argumentacja Kownackiego, który uznał, że za porażką Rafała Trzaskowskiego może stać… niedostatek elit w stolicy!

„Bez wątpienia Patryk Jaki pokazał, że ma klasę, determinację i jest dzisiaj najbardziej aktywnym kandydatem w Warszawie. Rafał Trzaskowski okazał się być kandydatem elit, których wbrew pozorom w Warszawie tak wiele nie ma. Tutaj mieszkają normalni warszawiacy, od pokoleń lub przyjezdni, zwykli mieszkańcy. I oni nie identyfikują się z tą elitarnością pana Trzaskowskiego” – powiedział Bartosz Kownacki.

Co przez to chciał wyrazić Kownacki, mało kto wie. Pewne jest natomiast, że część mieszkańców Warszawy ma prawo poczuć się obrażona!

Co to bowiem znaczy, że „normalni” warszawiacy nie identyfikują się z elitarnością kandydata PO. Czyżby popieranie Rafała Trzaskowskiego wiązało się z „nienormalnością”? Jest też pytanie co to za „element”, który popiera kandydata Zjednoczonej Prawicy?

Do sprawy odniósł się Rafał Trzaskowski: „Normalni-nienormalni, lepszy-gorszy sort, Zomo-AK. To szkoła dzielenia ludzi J.Kaczyńskiego. Wybory w Warszawie są właśnie o tym, by nie pozwolić, by nas dzielili na lepszych i gorszych, obrażali, jeśli się z nimi nie zgadzamy. Nie ma na to mojej zgody, bo Warszawa jest jedna!” – napisał na Twitterze kandydat Platformy.

„Hola, mości Kownacki, kto to są ci normalni warszawiacy? – zapytał internauta i dodał poirytowany: „Zastanawiam czy za te słowa, które powiedziałeś pod adresem społeczności warszawskiej nazwanie ciebie Kownacki, pętakiem byłoby nadużyciem, komplementem, czy stwierdzeniem faktu”.

Ohydne. PiS kradnie demokrację jak złodziej, byle szybciej, szybciej, byle się udało, byle zdążyć, zanim złodzieja przyłapią.

Rządzi nami zorganizowana grupa przestępcza, która nie zawaha się przed niczym. Połączenie z KK jeszcze ją wzmacnia. Nie straszę PiSem. On taki jest.

Earl drzewołaz

Szalenie aktualne niestety.

Wiele działań podejmowanych przez Prawo i Sprawiedliwość wydaje się chybionych – choćby te dotyczące gigantycznych zarobków działaczy partii ulokowanych w spółkach Skarbu Państwa – ale to przemyślana strategia. Chodzi o zbudowanie własnej elity, która zastąpi dotychczasową i zapewni prawicy rządy na długie lata – pisze Piotr Gajdziński w tekście, który pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Odra” (nr 7-8/2018)

Na początku kwietnia br. Jarosław Kaczyński ogłosił decyzję Komitetu Politycznego PiS o zwrocie nagród przez ministrów rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego oraz o obcięciu pensji parlamentarzystów i samorządowców. Oczywiście w praktyce – jak zawsze w najważniejszych sprawach – podjął tę decyzję sam. „Będzie w tej chwili dużo, dużo skromniej niż było dotychczas” – zapowiedział.

Decyzja Kaczyńskiego spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem – w sondażu przeprowadzonym dla TVN24 przez Kantar Millward Brown przyklasnęło jej 69 procent respondentów, przeciw było zaledwie 25 procent. Ale ten wynik z pewnością wierchuszki partii…

View original post 4 566 słów więcej

Krętactwa PiS w sprawie mediów i wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Nie dajmy się zdekoncentrować

Prof. Magdalena Środa skomentowała słowa polityków PiS na temat wyborów czerwcowych w 1989 r.

Krzysztof Brejza z kolejną rewelacją na temat warszawskiej spółki Srebrna związanej z politykami PiS.

„Co za historia. Mecenas spółki #Srebrna (założonej przez JK) odnalazł się w … Polskiej Fundacji Narodowej” – poinformował na Twitterze poseł PO Krzysztof Brejza. Do wpisu dołączył skan pisma, z którego wynika, że Michał Zuchmantowicz reprezentował spółkę Srebrna w sądzie jako jej pełnomocnik.

Według PO, Srebrna miała finansować działania polityczne Jarosława Kaczyńskiego oraz PiS. – „Był to fundusz ubezpieczeniowy na ciężkie czasy dla polityków PiS. Z jednej strony mamy polityka, który mówi, że walczy z układami, a sam te układy buduje” – mówił Marcin Kierwiński z PO. – „Od 1989 r. – oprócz osób współpracujących z Jarosławem Kaczyńskim – nie było żadnego innego środowiska, które w tak wymierny sposób wzbogaciło się dzięki przekształceniom majątku skarbu państwa” – dodawał Andrzej Halicki.

Z artykułu „Wprost”, na który w swoim wpisie powołuje się poseł Brejza, wynika, że Zuchmantowicz pracuje dla Polskiej Fundacji Narodowej. Uczestniczył między innymi w rozmowach na temat projektu Polska100, czyli rejsu dookoła świata, w którym miał wziąć udział Mateusz Kusznierewicz, co zakończyło się – jak na razie – spektakularną klapą.

W przeszłości Zuchmantowicz był obrońcą Mariusza Kamińskiego, obecnego ministra – koordynatora ds. służb specjalnych w rządzie Mateusza Morawieckiego. Na stronie internetowej jego kancelarii adwokackiej próżno szukać informacji, dotyczących współpracy Zuchmantowicza zarówno ze spółką Srebrna, jak i PFN.

„Ach, cóż za przedziwny zbieg okoliczności… no kto by pomyślał, że świat taki mały i tak wielu na nim wręcz niezastąpionych ludzi”; – „Bierze udział w programie #KorytoPlus”; – „Szara sieć powiązań”– skomentowali internauci.

Radio RMF FM informuje, że po proteście osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie wzrośnie liczba pracowników straży marszałkowskiej.

Pod naciskiem Komisji Europejskiej polski rząd wreszcie się ugiął i opublikował wyroki Trybunału

Konstytucyjnego. To orzeczenia TK dotyczące niekonstytucyjności PiS-owskiej nowelizacji ustawy o TK z grudnia 2015 r. oraz częściowej niekonstytucyjności ustawy o TK z lipca 2016 r. Przypomnijmy, że ówczesna premier, Beata Szydło wstrzymywała ich publikację, twierdząc, że wydane zostały przez Trybunał w niewłaściwym składzie i taka postawa umożliwiła PiS przejęcie pełnej kontroli nad TK. Szydło podejmując decyzję o niepublikowaniu wyroku TK, przyznała sobie prawo do oceny, która całkowicie nie leżała w jej kompetencjach. Zgodnie bowiem z wciąż jednak obowiązującą konstytucją „orzeczenia TK mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne oraz podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu”.

Oczywiście, politycy PiS wciąż upierają się, że to tylko „rozstrzygnięcia”, które nie mają żadnej mocy prawnej i nie są wyrokami. Stąd pierwszy raz w historii zapewne mamy wydrukowane w Dzienniku Ustaw orzeczenia TK z adnotacją „Rozstrzygnięcie wydane z naruszeniem przepisów ustawy o TK”, a także z informacją, że „dotyczą ustaw, które już nie obowiązują”. Członkowie partii rządzącej są przekonani, że „Rozwiązanie to powinno przyczynić się do zakończenia sporu o TK, a także poprawy sytuacji Polski w sporze z Komisją Europejską”.

Pierwsza prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf mówi, że „Konstytucja mówi, że orzeczenia TK mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne. Przymiotu tego nie może ich pozbawić adnotacją, że zostały one wydane z naruszeniem przepisów”. Również prof. Matczak uspokaja na Twitterze, że nie ma się co przejmować „tym idiotycznym dopiskiem. To taki prawniczy folklor obecnej władzy, bez żadnego znaczenia. To tak, jakby komuniści opublikowali Biblię, ale przed tytułem dopisali „Nie zgadzamy się z treścią tej książki”.

Wszystkich zastanawia ten dopisek o naruszeniu przepisów i publikacji ustawy, która już nie obowiązuje. Według prof. Matczaka to nic innego jak rodzaj zabezpieczenia Beaty Szydło, by łatwiej mogła się bronić przed Trybunałem Stanu, który, mam nadzieję, zajmie się nią w odpowiednim czasie.

Jedno wydaje się pewne. Cokolwiek i jakkolwiek politycy PiS by nie twierdzili to, jak mówi prof. Gersdorf, „Publikacja wyroków nie usunie z porządku prawnego niekonstytucyjnych przepisów, bo te utraciły już moc obowiązującą. Ale nie jest prawnie obojętna, jak zapisano w uzasadnieniu projektu. Orzeczenia wywołały określone skutki prawne” i dodaje „Kształtują sytuację trzech osób, które zostały wybrane na miejsca już obsadzone [dublerów], a które na podstawie zakwestionowanej ustawy zostały dopuszczone do orzekania. Należałoby przyjąć, że pełnią one urząd bezprawnie, gdyż zostały wybrane na miejsca już obsadzone”.

Zastanawiam się, jak to jest. Czy naprawdę PiS uważa, że Polacy dadzą się nabrać na ich nieudolne tłumaczenia, przyjmą je za pewnik i odpuszczą? Część zapewne tak, bo bezkrytycznie przyjmują wszystko, ale większość kieruje się przede wszystkim rozumem, więc dostrzega absurd tej sytuacji i oczekuje na moment, gdy wreszcie rozliczy się polityków rządzącej partii za działania niezgodne z konstytucją.

Polityczne nawałnice walą jedna po drugiej i ujawniają stan państwa, jeśli nie z dykty, to w stanie powolnego, organizacyjnego paraliżu.

Waldemar Mystkowski pisze o dekoncentracji mediów.

Nie dajmy się dekoncentrować poprzez krętactwa, bo PiS tak chce uśpić naszą czujność w walce o demokrację i praworządność.

Z krętactwami PiS jest poważny problem. Nie wiadomo, kto jak kręci i w którą stronę. Kto jest większym, a kto mniejszym krętaczem. Do każdej sprawy, którą zajmuje się PiS należałoby jak na filmach detektywistycznych szpilkami przytwierdzić do tablicy zdjęcia polityków tej partii i pomiędzy nimi przeciągać nitki. Wówczas bylibyśmy bardziej odporni na ich produkcję krętactw.

Dzisiaj na tej tablicy centralne postaci to Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki. Prezes ma infekcję, a wg niektórych doniesień może być w bardzo ciężkim stanie. Mój bliski znajomy miesiąc temu – z powodu infekcji kolana – wziął i zszedł, choć leczony był przez sławnego profesora. Nie piszę o tym dlatego, że Kaczyński może zejść, ale zachowania polityków PiS świadczą, że liczą się z taką sytuacją.

Morawiecki jest w najlepszym położeniu, aby sukno PiS drzeć na swoją stronę. W ostatnim czasie nad wyraz jest obecny w mediach i to z ideami, które dotychczas nie były jego domeną. Jego twierdzenia o 4 czerwca 1989 roku mijają się z prawdą historyczną, są wytworem czystej pisowszczyzny.

Kaczyński długo dochodził do pozycji lidera kłamstw w polityce krajowej. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i w połowie pierwszej dekady obecnego wieku mieścił się w normach prawdomówności. Do krętacza nr 1 dochodził więc 15 lat. Za to szybko poszło Morawieckiemu, on dojrzał niemal jednej nocy, jak bohater Franza Kafki Gregor Samsa, który obudził się jako Karaluch. Mamy więc te dwie postaci przybite na tablicy polskiej polityki.

Proszę! – oto najnowsza sprawa, która wybuchła z samego rana – dekoncentracja mediów. Wyczerpał się niemal temat Stanisława Pięty, który na swoim profilu napisał, że jest już niezrzeszony, a zatem sąd partyjny pod kierownictwem bohatera afery melexa na Cyprze Karola Karskiego nie ma prawa nim się zajmować.

PiS nie miał dobrego pomysłu prawnego na przejęcie mediów, aby je zdekoncentrować i zrepolonizować, tzn. przywłaszczyć. Teraz też nie ma, gra już na chama – bez liczenia się z kimkolwiek. Wybory samorządowe może przegrać, ale przy parlamentarnych na to sobie nie pozwoli. Sądownictwo to jedno – nawet gdy zajmie się nim Trybunał Sprawiedliwości UE – ale media kształtują wyborców.

Więc poszedł news w lud, że prezes zadecydował o dekoncentracji mediów, gdyż zajmowały się skandalem obyczajowym Pięty. Bzdura! Wśród pisowskich wyborców to utwardzenie wartości tradycyjnych – chłop folguje sobie. Nie od prezesa dekoncentracja mediów wyszła, ślady prowadzą do Morawieckiego, który jakiś czas temu mówił o potrzebie równowagi, bo „media strony przeciwnej to mniej więcej 80 proc. siły rażenia”.

To Morawiecki chce tu i teraz przejąć prywatne media. Jak chcą to uczynić? O tym sypnął się Ryszard Czarnecki, który dla tygodnika „Do Rzeczy” powiedział, że władza by kupiła zagraniczne media za okazyjną cenę: – „Nie może być to po jakichś kosmicznych cenach”. Władza wyznaczy cenę za ile nastąpi dekoncentracja.

Czarneckiemu zaprzeczyła rzecznik PiS Beata Mazurek, nazywając to fake newsem. Mazurek sama w sobie jest fake i to pod wieloma względami, ponoć rozmawiała o tym z prezesem. Między podobiznami postaci przybitych do naszej tablicy – Czarnecki i Mazurek – nie ma nici wspólnych informacji, ale tylko pozornie, bo oboje mogą grać w różnych zwalczających się frakcjach PiS. Zauważmy, że Mazurek nic nie powiedziała o infekcji prezesa.

A nasz Gregor Samsa przemieniony w Karalucha był łaskaw ponadto powiedzieć, że otwarcie Centralnego Portu Lotniczego w Baranowie nie będzie oznaczało zamknięcia Okęcia i Modlina. Tak, do Polski będzie walił cały świat, aby oglądać tutejsze dziwy cywilizacyjne. Morawiecki jednak nie bierze odpowiedzialności za CPL, gdyż jego otwarcie przewidywane jest na 2027 rok, a do tej pory PiS odda władzę – i raczej o tej partii zapomnimy, zwłaszcza że nie wiemy, jaki Bozia los przeznaczyła prezesowi Kaczyńskiemu. W informacji o 3 lotniskach chodzi o to, aby warszawiacy nie oburzyli się, że Okęcie będzie wygaszane, jak jeszcze wczoraj mówili pisowcy.

Detektywistyczna tablica z kryminalnymi dążeniami PiS jest wielce pomocna, aby nie dać się omotać wszechobecnej retoryce krętactwa. Nie dajmy się dekoncentrować poprzez krętactwa. PiS tak chce uśpić naszą czujność w walce o demokrację i praworządność.

Post Navigation