Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “IPN”

Kler katolicki należy do jednej z najbardziej zdemoralizowanych grup społecznych na świecie

Filozof prof. Tadeusz Bartoś odniósł się do informacji na temat wykorzystywania seksualnego zakonnic przez księży katolickich.

 

Politycy PiS to wspólnicy kleru, a Morawiecki nadal marzy o rechrystianizacji UE. A fe! Krzyżowcy.

Depresja plemnika

Ujawnienie, że przez ostatnie trzy dekady w najbliższym otoczeniu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego znajdował się tajny współpracownik służb PRL o pseudonimie “Ryszard” musiało być dla polityków tego ugrupowania olbrzymim szokiem. To, że były prezes spółki Srebrna, a za rządów Prawa i Sprawiedliwości etatowy szef Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Kazimierz Kujda przez tyle lat zajmował się interesami finansowego zaplecza środowiska skupionego wokół braci Kaczyńskich sprowokowało pytania, czy i inne osoby z najbliższego otoczenia prezesa PiS mają w swoich życiorysach sekrety, których elektorat Zjednoczonej Prawicy mógłby nie zrozumieć i nie wybaczyć.

Drugim, po Kujdzie, ciosem w antykomunistyczny wizerunek lidera obozu rządzącego było ujawnienie przez posła PO Krzysztofa Brejzę kłopotliwej przeszłości słynnej “pani Basi”, czyli Barbary Skrzypek, sekretarki prezesa PiS i szefowej biura prezydialnego tej partii. Już wcześniej pojawiały się pytania, czy pani Basia również ma swoją “teczkę” w IPN, ale najwięcej o jej zawodowej przeszłości można dowiedzieć się…

View original post 2 027 słów więcej

Jak pisowscy generałowie w policji szczują

„Zamierzam złożyć skargę tak do Najwyższej Izby Kontroli, jak i do MSWiA. Do tego, najpewniej zawiadomię też prokuraturę, bo komendant wprost zaatakował posła opozycji. Zaś policja ma w ustawę wpisany obowiązek apolityczności i te słowa to było ewidentne przekroczenie uprawnień – oświadczyła w rozmowie z Onetem posłanka PO Bożena Kamińska, która ujawniła upokarzające praktyki kierownictwa organów ścigania, wobec mundurowych, na Podlasiu.

Niestety nie uszło jej to płazem. Nadinsp. Daniel Kołnierowicz, szef podlaskiej policji, w wywiadzie dla suwalskiego Radia 5. ostro zaatakował parlamentarzystkę i zachęcał w rewanżu do pisania na nią anonimów.

„Jeżeli tak bardzo pani Kamińska lubuje się w używaniu anonimów, uważa, że to jest fair, to może proszę bardzo: ogłośmy na antenie konkurs na najlepszy anonim o pani Kamińskiej: o majątku, o podróżach służbowych, o działalności dotychczasowej. Proszę bardzo – powiedział w poczuciu całkowitej bezkarności nadinsp. Kołnierowicz.

Dziękując wszystkim za wsparcie pani Kamińska zobowiązała się, że nie ustanie w wysiłkach zmierzających do zwalczenia tych wszystkich patologii, które niszczą polską Policję, Państwową Straż Pożarną, Służbę Więzienną i pozostałe formacje dotknięte piętnem „dobrej zmiany”.

Oto jak PiS propaguje nacjonalistów, pisowska norma.

Depresja plemnika

Prawica dostała szału: ambasador Mosbacher broni TVN! A przecież to stacja „antypolska” i „antydemokratyczna”, jak przypomniała Amerykance poseł Krystyna Pawłowicz. W rzeczywistości antypolskie i antydemokratyczne jest rozpętywanie przez prawicę kampanii nienawiści przeciwko pani Mosbacher. Akurat w tej sprawie to ona reprezentuje prawo i sprawiedliwość. Prawica to wie, więc tym bardziej hejtuje. Co tam wieczna przyjaźń z Jankesami! Ważniejsze to zniszczyć wolne media w Polsce.

View original post 3 976 słów więcej

Chrzanowski aresztowany – to jeden z frontów wojny Ziobry z Kaczyńskim

IPN, KNF, NBP, PGZ… – wszędzie prywatne folwarki kacyków z PiS.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego. Zatrzymanie ma najprawdopodobniej związek z nagraniami z rozmowy z biznesmenem Leszkiem Czarneckim, ujawnionymi przez „Gazetę Wyborczą”.

Były szef KNF Marek Chrzanowski został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne – poinformował rzecznik CBA Temistokles Brodowski.

„Mężczyzna trafi do prokuratury w Katowicach, gdzie usłyszy zarzuty korupcyjne” – podaje CBA.

Według głównego właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego, w marcu ówczesny szef KNF Marek Chrzanowski miał zaoferować przychylność w zamian za około 40 milionów złotych dla poleconego przez Chrzanowskiego prawnika. Stenogramy z rozmowy Chrzanowskiego z Czarneckim opublikowała 13 listopada „Gazeta Wyborcza”.

Marek Chrzanowski dzień po publikacji stenogramów podał się do dymisji. Nowym przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego został Jacek Jastrzębski.

Śledztwo ws. afery KNF

Po wszczęciu śledztwa przez prokuraturę, 14 listopada powierzono je CBA. Funkcjonariusze otrzymali od prokuratury nakaz przeszukania siedziby KNF oraz mieszkania Marka Chrzanowskiego. Dodatkowo agenci CBA zabezpieczyli sprzęt i nośniki elektroniczne, z których korzystał Marek Chrzanowski oraz zapisy z monitoringu w siedzibie KNF.

W ramach śledztwa zabezpieczono protokoły i nagrania z posiedzeń KNF oraz przesłuchano 11 osób, wśród nich: mecenasa Grzegorza Kowalczyka, pracowników UKNF oraz podmiotów powiązanych z Leszkiem Czarneckim.

Biuro Badań Kryminalistycznych ABW przeprowadza ekspertyzę nagrań i nośników, które Leszek Czarnecki przekazał prokuraturze 19 listopada 2018 roku. Chodzi o dyktafon, długopis z kamerą i pendrive. Ekspertyza ma wykazać m.in. ewentualną manipulację w zapisanych na nośnikach danych. Jej wyniki będą gotowe w przyszłym tygodniu.

Falę krytycznych komentarzy wywołały doniesienia o liście, które ambasador USA Georgette Mosbacher miała wysłać do Mateusza Morawieckiego. „Nie podoba mi się, że ambasador sojusznika pozwala sobie na naciski” – komentuje na Twitterze publicysta Łukasz Warzecha.

Z informacji „Do Rzeczy” wynika, że ambasador Stanów Zjednoczonych Georgette Mosbacher wysłała do premiera Mateusza Morawieckiego list, w którym skomentowała śledztwo ws. reportażu o neonazistach wyemitowanego przez TVN. Przypomnijmy: właścicielem stacji jest amerykański koncern Discovery Communications.

Ambasador Mosbacher pisze w liście, że Stany Zjednoczone nie będą tolerować wypowiadanych publicznie przez polskich polityków krytycznych słów pod adresem dziennikarzy stacji TVN, którzy zrealizowali materiał o funkcjonowaniu domniemanego nazistowskiego środowiska w Polsce.

„Dobrze byłoby przeprosić”

List ambasador Stanów Zjednoczonych wywołał oburzenie wśród prawicowych polityków i publicystów.

„To jest skandal dyplomatyczny, nie żadna wpadka! Trudno będzie po tym przejść do porządku dziennego” – czytamy w komentarzu na profilu tygodnika „Sieci” na Facebooku.

>>>

„Pani Georgette Mosbacher, jako poseł na Sejm RP ŻĄDAM od Pani szacunku dla Narodu i Państwa Polskiego i jego demokratycznie wybranych władz. Proszę szanować nasze zwyczaje i polskie prawo, które wiąże wszystkich, także antypolską, antydemokratyczną stację TVN” – napisała na Twitterze posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

„Szanowna Pani Ambasador Mosbacher, dziękujemy za wskazanie nam, troglodytom, jak powinniśmy się zachowywać wobec wyższych cywilizacji i wzorców, np. tych z Pani Indiany. Jak zginać karki i oddawać hołdy. I przepraszamy za nieodpowiedzialne ataki na święty TVN. Wdzięczni rabowie” – ironizował publicysta Stanisław Janecki.

„To jednak ciekawy paradoks, że propolski prezydent USA wysyła do tak proamerykańskiego kraju ambasador, która pisze później taki list. Ciekawe, czy G. Mosbacher zmieniłaby zdanie, gdyby zobaczyła wcześniejsze materiały TVN-u (zwłaszcza wieczór wyborczy) o D. Trumpie?” – napisał Karol Gac z tygodnika „Do Rzeczy”.

„Nie podoba mi się, że ambasador nawet naszego sojusznika pozwala sobie na naciski w sprawie tego, co może uchwalić nasz Sejm. Dokładnie tak samo jak nie podobają mi się plany mieszania w rynku medialnym i uważam je za groźne dla wolności słowa” – stwierdził publicysta Łukasz Warzecha.

„Szanowna Pani Mosbacher – Jest Pani nieprzygotowana do pełnienia roli ambasadora w Polsce. Bardzo prosimy prezydenta Stanów Zjednoczonych o wyznaczenie kogoś mniej aroganckiego. Nasz rząd ma prawo nie tolerować manipulacji medialnych” – napisał Marcin Niewalda, dziennikarz, prezes Fundacji Odtworzeniowej Dóbr Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

„Jeśli zna Pani choć trochę polską historię (a chyba powinna), to wie Pani, że Polska ma fatalne doświadczenia z ambasadorami, którzy dyktowali nam prawa. Jeśli zatem nie chce Pani, by Polacy zmienili nastawienie do USA to dobrze by było przeprosić” – zaapelował poseł partii Wolność Jacek Wilk.

„Szanowna Pani Ambasador, uprzejmie proszę uzupełnić swoją wiedzę o historii Polski. Polacy od trzech stuleci, szczerze nienawidzą, kiedy ambasadorzy mylą rolę dyplomaty z rolą namiestnika” – stwierdził Cezary Gmyz z TVP.

 

O kurduplach PiS, którzy zmniejszają Polaków

>>>

>>>

„Represje się zaczynają, wywalają na zbity pysk wszystkich tych, którzy mają odwagę pielęgnować w sobie wolność i z tej wolności nie tylko korzystać, ale publicznie ją głosić” – to komentarz Władysława Frasyniuka o postępowaniu dyscyplinarnym wobec sędziów Bartłomieja Przymusińskiego i Igora Tuleyi za krytykę nowej KRS i „reform” obecnej władzy. – „To kolejny sygnał dla liderów partii. Przecież nikt z was, panie i panowie, będący w polityce, nie ma wątpliwości, że KRS nie jest KRS-em, tylko jest egzekutywą Ministerstwa Sprawiedliwości. Bój toczy się o to, żeby biuro polityczne Ministerstwa Sprawiedliwości osadzić w Sądzie Najwyższym” – dodał w TVN24.

Frasyniuk uważa, że bez państwa prawa nie ma wolności. Jego zdaniem, PiS prowadzi Polskę w stronę rozwiązań węgierskich. – „Parlamentarzyści powinni głośno krzyczeć, że Polska z lidera liberalnej demokracji staje się krajem totalitarnym” – apelował.

Były opozycjonista jako dobry ruch określił przystąpienie ugrupowania Barbary Nowackiej do Koalicji Obywatelskiej. – „Podjęła racjonalną decyzję. Wszystkim tym, którzy to krytykują, przypominam, że od trzech lat przegrywamy. Z roku na rok tracimy wszystko i należy się zreflektować, zresetować i zastanowić się, w jaki sposób zastopować to zawłaszczanie państwa”. W tym kontekście zaapelował do Roberta Biedronia, który od pewnego czasu atakuje KO: – „Twój pomysł na to, żeby nabrać głęboko powietrze w płuca i doczekać do lutego, pachnie śmiercią. Drogi Robercie, nie przeszkadzaj!”.

„Jestem przekonany, że jako przewodniczący Rady, mieszkaniec Czarnego, nie mogę dopuścić do tego, żeby bezkarnie tego typu epitety były formułowane do mieszkańców. Pozew został napisany, zostanie złożony” – powiedział Adam Breska, przewodniczący Rady Miejskiej w Czarnem w Pomorskiem. Samorząd Czarnego w sądzie domagać się będzie przeprosin w lokalnej telewizji i w prasie oraz przekazania określonej kwoty na cele społeczne.

W kwietniu podczas spotkania z mieszkańcami miasta Piotr Szubarczyk z Biura Edukacji Publicznej gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w skandaliczny sposób „przekonywał” ich do poparcia budowy pomnika Żołnierzy Wyklętych. Jego zachowanie w artykule „Pracownik PiS-owskiego IPN do uczestników spotkania: „Swołocz, kanalie, je**ł was pies”.

Wcześniej skargę na jego zachowanie do IPN złożył Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. – „Oto niewiarygodny pokaz arogancji urzędnika państwowego, któremu wszystko się pomieszało. Przyjeżdżając do niewielkiej miejscowości, uznał siebie za kogoś lepszego, „władzę” na wzór szlachetki spoglądającego z wyższością na niepiśmiennych chłopów. Tymczasem to mieszkańcy Czarnego są de facto jego pracodawcami. Jego pensja pochodzi m.in. z ich podatków” – napisano na Facebooku Ośrodka. Piotr Szubarczyk został ukarany pisemną naganą.

Waldemar Mystkowski pisze o zmniejszaniu Polaków przez PiS.

Za sprawą partii Kaczyńskiego Polak już nie brzmi dumnie.

Polacy w czasie komuny nie cieszyli się najlepszą sławą w Europie, a przede wszystkim w USA – mówiono na nas Polaczek. W Polsce są dowcipy o blondynkach, w Stanach były o Polaczkach. Polacy byli blondynkami w kawałach, co autentycznie nas wkurzało, jak niejedną inteligentną blondynkę. Udało nam się wyzwolić z tego stereotypu, awansowaliśmy najpierw na hydraulików, a wreszcie na pełnoprawnych Europejczyków, zwłaszcza że jeden z pośród nas został szefem Rady Europejskiej.

I od tego chyba zaczęło się nieszczęście, polskie qui pro quo, polskie piekiełko, bo dorwała się do władzy partia takiej blondynki i nas zglajchszaltowała, wyrównała do małych, niedojrzałych, kłótliwych. Za sprawą partii Kaczyńskiego Polak już nie brzmi dumnie, ale podejrzanie. Polak to coraz mniej wartościowy obywatel Unii Europejskiej. Kaczyński i jego podwładni wykluczają nas z europejskiej wspólnoty, pracują nad tym, aby nas umniejszyć, sprowadzić do swego wzorca ksenofoba, do zaścianka, do zabitej dechami krainy rechrystianizacji.

Oto Europejczyk pełną gębą Bronisław Geremek – wg dyrektora Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa z IPN -nie zasługuje, aby na tablicy jemu poświęconej widniał właściwy mu rzeczownik „Europejczyk” i określenie „współtwórca demokratycznej Polski”. To ostatnie ma być zastąpione „aktywny uczestnik przemian”. Tak mali ludzie wyrównują rachunki swojego braku talentu, równają najlepszych do swojej małości. Przeciw tej małości protestuje 32 byłych ambasadorów RP. Ingerencję dyrektora z IPN Adama Siwka w oświadczeniu nazywają podobnie jak ja tutaj: „Próbę ingerencji w treść tekstu uważamy za małostkową manipulację i za działanie haniebne”.

Ten zjazd w dół wielkości Polaka mamy od 3 lat. Czy damy się dalej zmniejszać, marginalizować? Ten, od którego awansu zaczął się proces umniejszania Polski Donald Tusk kilka dni temu opublikował na Twitterze minutowy filmik. Pokazuje Tuska jako polityka, który gra w I lidze światowej – i wszak tak jest. Czy to zapowiedź jego dalszej kariery w polityce globalnej, czy podsumowanie pracy w Brukseli? Mniejsza. Ale i nad Tuskiem trwają prace miejscowych Liliputów, jak mu w awansach przeszkodzić. Najsłynniejsza jest „wygrana” Beaty Szydło 1:27.

Tusk byłby wartością dodaną opozycji, gdyby wrócił do Polski, ale jeszcze większą wartością dla Polski i naszej historii byłby, gdyby udało mu się wyżej awansować. Z pomocą, czy bez pomocy Tuska, musimy się wyzwolić z krainy Liliputów PiS.

ByleJaki Patryk Jaki. ByleCo

„Chciałbym zadać kilka pytań ministrowi Patrykowi Jakiemu, który nadzoruje służbę więzienną w naszym kraju. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, czy służba więzienna w naszym kraju jest służbą nadzorowaną, czy też pozostawioną od kilku miesięcy sama sobie w czasie kiedy Patryk Jaki prowadzi kampanię wyborczą. To jest poważna sprawa. Tu nie chodzi o kampanię. Chodzi o wykonywanie konstytucyjnych obowiązków przez wiceministra sprawiedliwości, który – jak widać – na te obowiązki nie ma czasu” – powiedział Michał Szczerba z PO. Zaapelował do Jakiego, aby w ciągu 24 godzin przekazał opinii publicznej pełne dane osoby, która została wypuszczona przez służbę więzienną na przepustkę, wcześniej będąc karaną za zabójstwo.

Chodzi o zabójstwo kobiety i jej dziecka, do którego doszło w Warszawie. Podejrzany o to jest mężczyzna, który odbywał karę w więzieniu, a w sobotę przebywał na jednodniowej przepustce. Szczerba podkreślił, że podejrzany był już wcześniej skazany za zabójstwo. – „Ta kwestia bulwersuje. Jeżeli wypuszczani są więźniowie na jednorazowe przepustki bez właściwych badań to oznacza, że my, jako społeczeństwo, jesteśmy narażeni na różne ryzyka na niebezpieczeństwo. Czy wiceminister Jaki na czas prowadzenia kampanii wyborczej nie powinien zawiesić nie tylko funkcji w komisji weryfikacyjnej, ale również przekazać nadzór nad Służbą Więzienną innemu wiceministrowi?” – pytał poseł PO.

Szczerba został zapytany, czy podczas rządów PO-PSL zrobiono coś, aby osoby wychodzące na przepustki nie popełniały przestępstw. – „Był jeden przypadek samobójstwa więźnia. Wtedy minister sprawiedliwości podał się do dymisji” – powiedział Szczerba.

>>>

PiS zmierza z nami na pokładzie ku katastrofie. Rozpirzyć nas chcą

Prof. Jerzy Zajadło odniósł się do retoryki rządu i prezydenta ws. Sądu Najwyższego.

Mecenas Piotr Schramm w jednym przedziale już nigdy z Dudąm nie usiądzie.

Od tygodnia mówi się o tym, że prezes PiS Jarosław Kaczyński musi przejść kolejną operację kolana. Jak donosi „Super Express”, po niej czeka go nawet kilka miesięcy rehabilitacji.

Z informacji dziennika wynika, że kolejna operacja stawu kolanowego przeciąga się – wszystko przez „stan zapalny w kolanie i infekcję bakteryjną”. Zabieg jest jednak konieczny i niedługo ma zostać wykonany.

Ile przerwy czeka Jarosława Kaczyńskiego?

Po operacji prezes PiS będzie musiał odbyć mozolną rehabilitację, która może potrwać nawet kilka miesięcy. Na razie nie wiadomo, czy to oznacza też dłuższą rozłąkę z ławą poselską.

Obecnie Jarosław Kaczyński dochodzi do siebie po wcześniejszej operacji. W maju, pytany o stan zdrowia prezesa PiS, Adam Bielan mówił: – Istnieją telefony, jest odwiedzany przez najważniejszych polityków więc pracuje cały czas, przypominam, że nie jest tancerzem, nie jest piłkarzem, więc nie potrzebuje kolana do pracy.

Jarosław Kaczyński – kiedy wróci do polityki?

W tej samej wypowiedzi Bielan podkreślał, że dla partii najważniejsze jest, żeby uraz kolana prezesa PiS nie odnawia się w przyszłości. – Wolelibyśmy, żeby był dłużej w szpitalu i porządnie się wyleczył, niż żeby wyszedł przedwcześnie – podkreślił Adam Bielan.

W miejscowości Sakówko nieopodal Pasłęka w województwie warmińsko-mazurskim rozbił się myśliwiec Mig-29. Niestety, jego pilot zginął.

Do katastrofy samolotu  Mig-29 doszło przed godz. 2 w nocy. Na razie nieznane są jej przyczyny. Dyżurny Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Krzysztof Sobków potwierdził agencji IAR, że pilot zginął.

Samolot uderzył o ziemię i zapalił się. Pilot zdążył się katapultować, ale został znaleziony martwy kilkaset metrów od wraku maszyny. Straż pożarna ugasiła ogień. Na miejscu katastrofy pracują służby.

Katastrofa samolotu – śledztwo prokuratury

Samolot należał do 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Śledztwo prowadzi Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie. W polskich Siłach Powietrznych służy 31 rosyjskich myśliwców Mig-29. Pierwsze weszły do służby w 1989 roku.

„Sędzia Katarzyna Rutkowska-Giwojno uniewinniła dziś Tadeusza Jakrzewskiego z @ObywateleRP od zarzucanych mu czynów. Tadeusz miał „stosować groźbę bezprawną w postaci zapowiedzi uderzenia w ucho” i stosować „przemoc w postaci chwycenia swoją dłonią za dłoń policjanta” – poinformowali na Twitterze Obywatele RP. Tego rodzaju kuriozalne zarzuty Zakrzewski usłyszał po kontrmiesięcznicy smoleńskiej w maju 2017 r.

Proces trwał ponad rok. Warszawska prokuratura wytoczyła najcięższe działa. Oskarżyła Jakrzewskiego na podstawie kodeksu karnego, a nie kodeksu wykroczeń. Groziło mu nawet do trzech lat więzienia. Sąd uznał, że Obywatel RP jest niewinny.

– „Interwencja policji wobec mnie była niezgodna z prawem. Zostałem wtedy pchnięty przez policjanta. Odwróciłem się więc i powiedziałem, że jeśli jeszcze raz to zrobi, to dam mu w ucho. Otoczony przez policjantów nie byłem w stanie ich przestraszyć ani w żaden sposób zrealizować tej „groźby”. Sąd zgodził się z naszą argumentacją” – cieszył się po decyzji sądu Jakrzewski. Wyrok nie jest prawomocny. ‚

A internauci komentowali: – „Panie Marszałku kochany” też było próbą obalenia rządu”; – „Demokracja w Polsce ma się tak dobrze, jak nigdy przedtem”- jedno z bezczelnych kłamstw wypowiedzianych przez Matołusza M. przed Parlamentem Europejskim. W demokratycznym kraju demonstrujący w pokojowy sposób, nigdy nie byłby ciągany i włóczony po komisariatach, po sądach…”; – „Co za idiota stawiał takie zarzuty? Mógł oskarżyć jeszcze o ziewanie w kierunku policjanta”.

Na kolejny „genialny” pomysł wpadł Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris – ten sam, który w 2016 r. przygotował projekt zakazujący aborcji. Teraz wspólnie z Centrum Życia i Rodziny zbiera podpisy pod petycją „W obronie sumienia”.

#StopOrdo
#SprzeciwSumienia
Ordo Iuris i Centrum Życia i Rodziny zbierają podpisy pod petycją o wprowadzenie ‚Sprzeciwu sumienia’ czyli prawa do odmowy jakichkolwiek działań związanych min. z aborcją, antykoncepcją, LGBT+, edukacją seksualną, marksizmem, nawet jeśli wynikają z obowiązków zawodowych danej osoby. Senatorowie już nad tym pracują!
Udostępniajcie
A tu link do tt: https://twitter.com/hanna1986k/status/1014816139787063298…

Chodzi tym razem nie tylko o możliwość powoływania się na nią przez lekarzy i farmaceutów. Ordo Iuris chce „prawa do odmowy jakichkolwiek działań związanych min. z aborcją, antykoncepcją, LGBT+, edukacją seksualną, marksizmem, nawet jeśli wynikają z obowiązków zawodowych danej osoby” – napisała na Facebooku Hanna Kustra. Dołączyła też zdjęcie ulotki kolportowanej przez Centrum Życia i Rodziny oraz Ordo Iuris.

„Sprzeciw sumienia pozwala odmówić: wszelkiego udziału w aborcji, sprzedaży środków antykoncepcyjnych, druku materiałów propagujących marksizm, udziału w promocji homoseksualizmu i ruchów LGBT, uczestnictwa w innych formach deprawacji, udziału w lekcjach tzw. edukacji seksualnej” – napisano w ulotce.

Według obu fundacji, wprowadzenie klauzuli sumienia dla wszystkich zapobiegłoby takim „opresyjnym decyzjom”, jak ta, dotycząca ukarania drukarza z Łodzi, który nie zgodził na wydrukowanie plakatów organizacji LGBT.

Waldemar Mystkowski pisze jak PiS niszczy Polaków i Polskę.

W tej chwili Polska przechodzi test, czyli wszyscy zdajemy egzamin z historii.

Doradca premiera Izraela o niedawno wynegocjowanej noweli do ustawy o IPN Yaakov Nagel w „The Times of Israel” mówi: – „Polski rząd wycofał się z zapisów ustawy IPN z podkulonym ogonem. Zmieliliśmy prawo, nie dając im (polskiemu rządowi) nic w zamian”.

W tym samym czasie w 15 najważniejszych dziennikach świata, w tym trzech izraelskich, publikowana jest płatnie na stronach reklamowych deklaracja premierów Polski i Izraela za pieniądze fundacji PKO BP. Te szpalty mogą być w redakcjach zsyłane do księgowości i podpisane mazakami: „podkulony ogon Morawieckiego”.

Polski rząd nie wstydzi się tego, jak został ograny i chwali się przed światem. Mało tego, dowiadujemy się, iż negocjacje nad podkulonym ogonem Morawieckiego prowadzone były w siedzibie Mosadu – jakby ktoś nie wiedział, izraelski wywiad jest jednym z najlepszych na świecie – w Wiedniu przez dwóch europosłów PiS Ryszarda Legutkę i Tomasza Porębę. Powstaje pytanie, jakie mieli uprawnienia do prowadzenia rozmów, wszak to leży w gestii Ministerstwa Spraw Zagranicznych odpowiedzialnego za politykę zagraniczną.

Więc nie jesteśmy zdziwieni, że tak zostali ograni, a Morawiecki ośmieszony. Zdaje się, że premier w te klocki jest lepszy od Beaty Szydło. Tyle kłamstw, ile zaserwował w Parlamencie Europejskim jest godne odnotowania w Księdze Guinnessa. Mateusz do tego dostaje wsparcie od tatusia Kornela, który równolegle z wystąpieniem syna wychwalał putinowską Rosję. Tak niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jakiś czas temu rodzic premiera dał krótki wykład o wyznawanym nacjonalizmie – a w zasadzie faszyzmie – czyli o wyższości narodu nad prawem.

Inny absztyfikant PiS prezydent Duda chyba zaczął się bać, trząść portkami. Wysłał zawiadomienie do 11 sędziów Sądu Najwyższego, informując, że przeszli w stan spoczynku z dniem 4 lipca. Wśród tych osób jest profesor Małgorzata Gersdorf. Listy, panie Duda, możesz sobie słać do prezesa Kaczyńskiego, albowiem zgodnie z art. 142 ust. 2 Konstytucji prezydent wydaje postanowienia.

Duda przygotowuje się na czas po zdaniu urzędu i nie chce produkować dokumentów konstytucyjnych, które go pogrążą. Ale i tak Trybunał Stanu go czeka, jak amen w pacierzu. Boję się, że po przejściu na emeryturę – były wówczas prezydent – nie będzie miał spokoju i zazna przyjemności pociągnięcia do odpowiedzialności za łamanie Konstytucji. Ale może zaczął ją czytać, skoro nie wydaje sprzecznych z Konstytucją postanowień, tylko listy pisze.

Prof. Marcin Matczak uważa, że w tej chwili Polska przechodzi test, czyli wszyscy zdajemy egzamin z historii. Jak pisze wybitna poetka Ewa Lipska w wierszu (śpiewanym przez Marka Grechutę): „Był już taki egzamin z historii / kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali. / I został po nich uroczysty cmentarz”.

Obyśmy tych „uroczystości” jako naród kolejny raz nie zaznali. Aby nie dać się PiS-owi, który dąży do tego cmentarza, musimy reagować, nauczyć się nazywać to, co oni robią. Nie możemy godzić się na tę codzienną dawkę… arszeniku.

Tak oni nas przyzwyczajają codziennie do swoich toksyn, trucizn. Jeden z portali wiadomość o dosłownej chęci zatrucia narodu opatrzył zdjęciem z „twarzami PiS” Krzysztofa Jurgiela i Jacka Sasina, których oglądanie jest trujące estetycznie. Zawsze mam na podorędziu czarny humor, delektuję się braćmi Coen i Woody Allenem, ale to nie znaczy, że dam sobie dawkować pisowski arszenik.

Ten, jak wiemy, codziennie dawkowany w minimalnej ilości powoduje, że organizm się uodparnia. I na to liczy PiS, iż podając nam truciznę, nie będziemy na nią reagowali. Dosłownie chciano praktykować to na całym narodzie, aby został po nas „uroczysty cmentarz”. Minister rolnictwa Jurgiel nie poradził sobie z Afrykańskim Pomorem Świń (ASF), więc zlecił skup zarażonych świń i zawarł umowy z 16 największymi zakładami przetwórstwa mięsa, aby po pewnych procedurach produkować z nich konserwy.

Wszak nie każdy jest wegetarianinem, Jurgiel zamierzał – także ze mnie – zrobić „uroczysty cmentarz”. Ale zakłady się kapnęły i odmówiły Jurgielowi wspólnoty w mordzie na narodzie. Wówczas ten osiłek mentalny wydał rozporządzenie „w sprawie określenia sposobu postępowania z surowcami, które nie mogą być wykorzystywane do produkcji produktów mięsnych”. Czyli wziął na klatę, że to on zlecił dawkowanie tego „arszeniku” poprzez konserwy. Utajniono, które zakłady podjęły współpracę z Jurgielem, ale na tajne/poufne nie nabrały się supermarkety, które odmówiły zakupu pisowskiego arszeniku. Lecz resort rolnictwa nie poddał się i konserwy są w tej chwili składowane w wojskowej Agencji Rezerw Materiałowych.

Arszenik pisowski czeka na lepsze czasy. Gdy wybuchnie wojna – wcale nie jest to tylko mój czarny humor – nie będzie ważne, czy żołnierz poległ w hybrydowej wojnie na froncie z Rosjanami, czy od pisowskiej konserwy.

„Uroczysty cmentarz”? Tak! To nam szykuje PiS. Ja na to nie idę, niech oni – Morawiecki, Duda, Macierewicz, Błaszczak, prezes Kaczyński wybiorą się na ten cmentarz, bo przegrywają na każdym froncie, który utworzyli na wojnie ze światem, Europą i nami, społeczeństwem obywatelskim.

Chore kolano Kaczyńskiego nie przeszkadza mu kłamać jak z nut

Jarosław Kaczyński skomentował deklarację podpisaną przez Morawieckiego i Netanjahu. – Dzięki porozumieniu uzyskujemy więcej, niż byśmy byli w stanie osiągnąć dzięki zapisom nowelizacji o IPN – powiedział prezes PiS dla „Gazety Polskiej”.

W środę Sejm i Senat w ekspresowym tempie przyjęły zmiany w nowelizacji ustawy o IPN które od kilku miesięcy była kością niezgody między Polską a Izraelem. Dokument podpisał też Andrzej Duda.

Po przyjęciu zmian w nowelizacji ustawy o IPN, premierzy Polski i Izraela Mateusz Morawiecki i Benjamin Netanjahu podpisali wspólną deklarację.

Jarosław Kaczyński komentuje zmiany w nowelizacji ustawy o IPN

Jarosław Kaczyński skomentował porozumienie Polski z Izraelem podczas rozmowy z Katarzyną Gójską z „Gazety Polskiej”. Prezes PiS stwierdził, że celem deklaracji jest pokazanie, że „doszliśmy w tej sprawie do porozumienia”. Dodał, że władze w Jerozolimie rozumieją, że „jesteśmy w sposób niebywale wprost krzywdzący stawiani w jednym szeregu z tymi, z którymi jako ogół społeczeństwa, jako państwo, prowadziliśmy walkę na śmierć i życie”.

Czas przeciąć te wszystkie niekorzystne dla Polski, powtórzę raz jeszcze – wypływające z niezrozumienia naszych intencji, a niekiedy i z bardzo złej woli – dyskusje wokół ustawy o IPN. To właśnie zostało uczynione

– powiedział Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS skomentował też to, jak kontrowersje wokół ustawy o IPN wpłynęły na relacje z USA. Kaczyński stwierdził, że mimo najlepszych intencji  „w świat poszedł przekaz wypaczający sens noweli o IPN”, który pojawił się również w „przekazie władz amerykańskich”.

W mojej opinii dzięki temu porozumieniu uzyskujemy więcej, niż byśmy byli w stanie osiągnąć dzięki zapisom nowelizacji o IPN. Otwieramy sobie drogę do ofensywy antydefamacyjnej

– powiedział prezes Kaczyński, mając na myśli „ofensywę przeciw zniesławieniu”. Prezes PiS podkreślił, że władze w Izraelu „w całości potwierdzają polskie stanowisko”, że sprawcami Holocaustu byli Niemcy, a także „potępiają antypolonizm”.

Większy fragment rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim ukaże się w czwartek w „Gazecie Polskiej Codziennie”, a całość wywiadu – za tydzień w tygodniku „Gazeta Polska.

Negocjacje między rządami Polski i Izraela zaczęły się wiele miesięcy temu; najważniejsze elementy wspólnej deklaracji premierów Polski i Izraela zostały wypracowane już dość dawno – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie opublikowanym w czwartkowej „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Prezesa PiS zapytano m.in. o to, czy zna argument, którym posługują się politycy opozycji, a także przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, że nic tak nie wypromowało określenia „polskie obozy zagłady”, jak właśnie nowelizacja ustawy o IPN.

– Oczywiście znam i uważam to stwierdzenie za wyjątkowo ohydną manipulację. Obarczanie nas, Polaków, winą za zbrodnie II wojny światowej ma kilkudziesięcioletnią tradycję i kwitło niehamowane także wówczas, gdy za troskę o dobre imię naszego kraju odpowiadali Donald Tusk i jego formacja. Powiem więcej – szeroko rozumiane środowisko polityczne pana Tuska wydatnie przyczyniło się do rozkwitu tej szkalującej Rzeczpospolitą i nasz naród narracji – podkreślił prezes PiS.

– Celem podpisania polsko-izraelskiego dokumentu jest także walka o prawdę historyczną. W mojej opinii dzięki temu porozumieniu uzyskujemy więcej, niżbyśmy byli w stanie osiągnąć dzięki przepisom nowelizacji ustawy o IPN. Otwieramy sobie drogę do ofensywy antydyfamacyjnej. Proszę zwrócić uwagę, że władze Izraela – a one w kontekście spraw związanych ze zbrodniami II wojny światowej z oczywistych względów są niezwykle istotne – w całości potwierdzają polskie stanowisko: sprawcami są Niemcy; polskie społeczeństwo i polskie państwo podziemne nie miało nic wspólnego z Holokaustem, przeciwnie, robiło, co mogło, by ratować swoich obywateli narodowości żydowskiej. Potępiają antypolonizm, tak jak potępiają antysemityzm – dodał.

Był też pytany, od kiedy trwały negocjacje między rządami Polski i Izraela w tej sprawie.

– Nie mogę zdradzać szczegółów tych uzgodnień, ale to rzeczywiście były inne grupy. Nieliczne. Negocjacje zaczęły się wiele miesięcy temu i najważniejsze elementy wspólnej deklaracji też zostały wypracowane już dość dawno. Przez ostatnie tygodnie trwało doprecyzowanie szczegółów – istotnych, ale jednak szczegółów – odpowiedział Kaczyński.

Na pytanie, kto w negocjacjach reprezentował Polskę, odparł: – Nie mam zgody tych osób na wymienienie ich z imienia i nazwiska. To były dwie osoby. Niezwykle sprawne, profesjonalne. Wykonały dla naszej ojczyzny doskonałą robotę. Negocjacje trwały w ciszy, w wielkiej dyskrecji. Wiedziało o nich bardzo ograniczone grono osób.

Kaczyński podkreślił, że bezpośrednio nie brał udziału w negocjacjach. – Ale byłem informowany na bieżąco o ich przebiegu i wypowiadałem swoje opinie i uwagi na temat tego procesu – zastrzegł.

Zapytano go również, czy porozumienie między Polską a Izraelem może mieć wpływ na stosowanie amerykańskiej ustawy znanej pod nr. 447.

– Widzę tę sprawę inaczej. Uważam, że to bardzo ważne i korzystne dla Polski porozumienie. Deklaracja rządów będzie miała duży wpływ na wyciszenie wszelkich wątpliwości wobec Polski, jakie różne środowiska starały się zbudować, wykorzystując nowelizację ustawy o IPN. W tym kontekście to na pewno może osłabić i tak potencjalnie negatywne aspekty tej amerykańskiej ustawy. I tu mała dygresja. Co do ewentualnego oddziaływania amerykańskiej ustawy zdania są podzielone. Jedni mówią, że pozostanie tylko na papierze, nie będzie miała realnego wpływu na cokolwiek. Inni z kolei obawiają się, że przy mniej przychylnej Polsce administracji może się stać kłopotem. Zwracam jednak uwagę, że w deklaracji nie ma mowy o sprawach związanych ze zwrotem mienia. Deklaracja nie dotyka tego tematu. I to również jest dla nas korzystne – zaznaczył prezes PiS.

Dodał, że strona izraelska nie zabiegała o to, by w jakiś sposób odwołać się w deklaracji do spraw związanych z roszczeniami.

Kaczyński odpowiedział również na pytanie, czy deklaracja premierów Polski i Izraela znosi „niedogodność” w naszych relacjach z Białym Domem: – To bardzo ważna jej konsekwencja. Mimo naszych intencji, w świat poszedł przekaz wypaczający sens noweli o IPN. Były głosy różnych środowisk żydowskich, niekiedy wręcz koszmarnie oszczercze. Elementy tej nieprawdziwej narracji zaistniały w przekazie władz amerykańskich, a to nam nie pomagało. Tym bardziej, że relacje z naszym strategicznym sojusznikiem w NATO mają niezwykle korzystne dla Polski perspektywy. Rozmawiamy o takim wzmocnieniu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, jakiego nigdy wcześniej nie było.

Na pytanie czy obawia się, że przynajmniej część środowisk żydowskich w USA zaatakuje porozumienie podpisane przez premierów Polski i Izraela, odparł: – Być może tak będzie. Nie ulega jednak wątpliwości, że dla władz Stanów Zjednoczonych kluczowe jest stanowisko Izraela, a nie głosy poszczególnych środowisk, choćby nie wiem, jak wpływowych. W mojej ocenie wspólna deklaracja naszych rządów kończy sprawę i daje szansę na walkę o dobre imię Polski w zupełnie nowych, bardzo sprzyjających okolicznościach. Wiem, że także w Polsce pojawią się krytyczne głosy wobec tego porozumienia, ale nie dajmy się im zwieść. Jeszcze raz powtarzam – wspólna deklaracja Rzeczypospolitej i Izraela jest w najlepiej pojętym interesie naszego państwa. Nigdy wcześniej państwo żydowskie ustami swoich najwyższych przedstawicieli nie poparło tak jednoznacznie polskiego stanowiska w sprawie przywrócenia prawdy o losie naszego państwa i społeczeństwa w II wojnie światowej.

Polskę w negocjacjach z Izraelem reprezentowały dwie osoby – poinformował prezes Prawa i Sprawiedliwości w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie”, nie ujawniając przy tym ich nazwisk. Jak stwierdził: „Nie mam zgody na wymienienie osób, które reprezentowały Polskę”. Celem podpisania polsko-izraelskiego dokumentu jest walka o prawdę historyczną – stwierdził.

„To były dwie osoby. Niezwykle sprawne, profesjonalne. Wykonały dla naszej ojczyzny doskonałą robotę. Negocjacje trwały w ciszy, w wielkiej dyskrecji. Wiedziało o nich bardzo ograniczone grono osób” – opowiadał Kaczyński. Sam udziału w negocjacjach nie brał, ale był informowany na bieżąco.

Szef partii rządzącej nie byłby zapewne sobą, gdyby nie powiedział także, że twierdzenie Donalda Tuska i innych polityków opozycji o tym, że nowelizacja ustawy o IPN wypromowała określenie „polskie obozy zagłady” to „ohydna manipulacja”. – „Obarczanie nas, Polaków, winą za zbrodnie II wojny światowej ma kilkudziesięcioletnią tradycję i kwitło niehamowane także wówczas, gdy za troskę o dobre imię naszego kraju odpowiadali Donald Tusk i jego formacja. Powiem więcej – szeroko rozumiane środowisko polityczne pana Tuska wydatnie przyczyniło się do rozkwitu tej szkalującej Rzeczpospolitą i nasz naród narracji” – podkreślił prezes PiS.

W narracji prezesa – jeśli chodzi o stronę dyplomatyczną sprawy – wszystko jest proste, i pozytywne. – „W mojej opinii dzięki temu porozumieniu uzyskujemy więcej, niżbyśmy byli w stanie osiągnąć dzięki przepisom nowelizacji ustawy o IPN” – perorował w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. „Otwieramy sobie drogę do ofensywy antydyfamacyjnej. Proszę zwrócić uwagę, że władze Izraela – a one w kontekście spraw związanych ze zbrodniami II wojny światowej z oczywistych względów są niezwykle istotne – w całości potwierdzają polskie stanowisko: sprawcami są Niemcy; polskie społeczeństwo i polskie państwo podziemne nie miało nic wspólnego z Holokaustem, przeciwnie, robiło, co mogło, by ratować swoich obywateli narodowości żydowskiej. Potępiają antypolonizm, tak jak potępiają antysemityzm” – dodał. – „Polska rozumie i zawsze rozumiała postawę państwa Izrael, ale teraz także władze w Jerozolimie rozumieją, iż jesteśmy krzywdzeni „stawianiem nas w jednym szeregu” z oprawcami, stwierdził Kaczyński.

To nie wszystko. Prezes twierdzi, że teraz stan naszych relacji z USA będzie tylko lepszy. Dlaczego? Jak twierdzi, deklaracja premierów Polski i Izraela znosi „niedogodność” w naszych relacjach z Białym Domem. – „To bardzo ważna jej konsekwencja. Mimo naszych intencji, w świat poszedł przekaz wypaczający sens noweli o IPN. Były głosy różnych środowisk żydowskich, niekiedy wręcz koszmarnie oszczercze. Elementy tej nieprawdziwej narracji zaistniały w przekazie władz amerykańskich, a to nam nie pomagało. Tym bardziej, że relacje z naszym strategicznym sojusznikiem w NATO mają niezwykle korzystne dla Polski perspektywy. Rozmawiamy o takim wzmocnieniu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, jakiego nigdy wcześniej nie było”.”Czas przeciąć te wszystkie, niekorzystne dla Polski, dyskusje wokół ustawy” – skwitował sprawę prezes PiS.

W ten oto sposób między wierszami dowiedzieliśmy się, że odbiór nowelizacji w świecie był „wypaczony”, główną winę za to ponosi Tusk oraz „głosy różnych środowisk żydowskich”, ale skutkiem całej sprawy będzie „wzmocnienie bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, jakiego nigdy wcześniej nie było”, wyłącznie dzięki temu, że PiS pod presją USA zarządził odwrót w sprawie niefortunnej ustawy. Jednym słowem, jeden wielki sukces.

Koza PiS jako symbol śmierdzącej polityki tej partii. Waniajet od Morawieckiego i chorych kolan

Konrad Piasecki i inni wypowiadają się na temat nowelizacji ustawy o IPN przez rząd PiS.

PiS wycofało się z nowelizacji ustawy o IPN przewidującej kary do trzech lat więzienia dla każdego „kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie”. Ustawę odkręcającą fatalne przepisy parlament uchwalił w pięć godzin, nie zważając na wcześniejsze buńczuczne deklaracje polityków partii rządzącej, że nie cofną się ani o krok.

PiS zaczyna być mistrzem w konkurencji wyprowadzania kozy, którą samo wcześniej wprowadziło. Najpierw tworzy problemy, które później musi rozwiązywać. Dlaczego wybrano akurat ten moment? Być może PiS czekało do wakacji licząc na to, że Polacy w tym czasie nie interesują się polityką i nie zauważą blamażu premiera Mateusza Morawieckiego, który musiał połykać własny język.

Można powiedzieć, używając pisowskiej retoryki, że wystarczyło, by USA i Izrael, które od początku krytykowały nowelizację ustawy o IPN, tupnęły nogą, a PiS znalazło się na kolanach. Chociaż miało Polskę z tych kolan podnosić. Ustawę uchwalono z pogwałceniem legislacyjnych procedur. Sejm pracował nad nią zaledwie dwie godziny, a po kolejnych trzech to samo zrobił Senat. Senatorom ograniczono możliwość zadawania pytań.

W zasadzie można by pochwalić partię rządząca za to, że wycofała się z głupich przepisów, które – co przyznał sam premier – i tak były prawem martwym, nie do wyegzekwowania za granicą. Mogłyby co najwyżej służyć do ścigania w Polsce niepokornych naukowców, którzy nie lukrują naszej historii i – wbrew narracji obecnej władzy – dokumentują przypadki mordowania Żydów przez Polaków. Jednak dzisiejsza decyzja PiS nie naprawi zrujnowanego wizerunku Polski na świecie, ani zadrażnionych relacji z naszymi partnerami w USA oraz w Izraelu. Nic nie zmieni też wizerunku Polski jako państwa, w którym wciąż silne są antysemickie klisze. Mleko się rozlało, a odpowiedzialność za to ponosi PiS. Szkoda tylko, że płacić za fatalną politykę tej partii będziemy wszyscy.

Waldemar Mystkowksi też pisze o nowelizacji ustawy o IPN.

Bez żadnego trybu została przyjęta przez Sejm nowela do ustawy o IPN, z którą PiS przez pół roku obnosił się, że „nie odda ani guzika”.

Beata Szydło po przyjęciu ustawy w styczniu mówiła: – „Nie widzę powodów, żeby zmieniać ustawę o IPN”. To samo utrzymywał Andrzej Duda, który niektóre przepisy odesłał do Trybunału Konstytucyjnego. Ba, ten który przyjął na klatę odpowiedzialność za autorstwo ustawy Patryk Jaki, uzasadniał prawnicze walory: – „Polska zrobiła kopiuj-wklej tego, który od lat w PL funkcjonuje ws. „kłamstwa oświęci” [podaję za jego tweetem – dop. WM].

Tak ten rząd pracuje, stosuje bezrefleksyjne kopiuj-wklej. Tryb przyjęcia noweli do ustawy jest znamienny. 15 minut przed nadzwyczajnym posiedzeniem Sejmu wprowadzono punkt obrad – nowelizację ustawy o IPN, aby ją przyjąć też w trybie zgoła mało parlamentarnym, bez odesłania do komisji sejmowej, z trzema czytaniami ciurkiem, bez debaty. Na tę okoliczność nacjonalista Robert Winnicki zrobił pięciominutowego Reytana na trybunie sejmowej – aby marszałek Kuchciński mógł ją przegłosować.

Senat zbiera się w trybie nadzwyczajnym i Duda tego samego dnia podpisze ustawę w trybie nagłym. Dlaczego tak się dzieje? Wiele wyjaśnia wspólna telekonferencja prasowa Mateusza Morawieckiego i premiera Izraela Benjamina Netanyahu.

Nacisk władz Izraela odniósł skutek, a do tego Międzynarodowe Stowarzyszenie Adwokatów i Prawników Żydowskich (IAJLJ) złożyło w Trybunale Konstytucyjnym opinię, w której wykazuje niekonstytucyjność ustawy o IPN. Mierzyć się z prawnikami żydowskimi nikomu nie radzę.

Na pewno miały wpływ naciski amerykańskie, w tym negocjacje w sprawie stałego stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce, które groziły fiaskiem, a także spotkanie Dudy z Trumpem, o co tak usilnie zabiegają politycy PiS i muszą ciągle całować klamkę.

Ustawa o IPN to Waterloo tej władzy. Po niej musi przyjść Elba, a następnie Wyspa Św. Heleny. Łatwo został skruszony pisowski dogmat, że nie cofną się, nie oddadzą ani guzika.

Dzień wcześniej doszło do innej ich klęski w Luksemburgu, przesłuchania Polski w ramach Rady ds. Ogólnych w związku z uruchomieniem art. 7 Traktatu o UE.

Władze PiS się cofają pod wpływem siły, a nie argumentów. Choć społeczeństwo obywatelskie nie ma takiej siły rażenia, jak USA i Izrael, ale konsekwentna i nieortodoksyjna presja jest swoje osiągnąć. Lekcja ustawy o IPN nie może iść w las, ale w naszą polityczną mądrość.

Ustawa o IPN ma przecież zapisy dotyczące Ukrainy, ale one nie zostały znowelizowane, bo dzisiaj Ukraina w polityce PiS się nie liczy. Znamienne, iż nasz wschodni sąsiad został olany przez tę władzę, która tym samym składa kolejny prezent Kremlowi.

Mieciu Mietczyński opowiada w humorystyczny sposób o mundialu i absurdach z nim związanych… Tym razem na tapetę wziął absurdalną wypowiedź Krystyny Pawłowicz, która uważa, że nie ma sensu grać z Japonią. Zdaniem posłanki najlepiej byłoby wrócić do Polski zaraz po meczu z Kolumbią, a następnie zwrócić koszty i przeprosić cały naród. 

Odpowiedź Mietka:

PiS przyznał się do porażki, jaką jest gniot ustawy o IPN

„Idioci nami rządzą” tak z mównicy sejmowej, cytując Stanisława Leca, skwitował środowe obrady Sejmu prof. Stefan Niesiołowski. Apelował do premiera, by na zawsze zaniechał powoływania się na historię i pytał, gdzie jest Patryk Jaki, autor tego bubla jakim stała się skandaliczna ustawa o IPN. W toku burzliwych obrad, w ekspresowym tempie, bez odwoływania się do komisji Sejm znowelizował ustawę.

Tym samym rząd RP odstąpił od wprowadzenia przepisów karnych do niej. Przepisów, które spotkały się ze sporą krytyką m.in. ze strony USA i Izraela. Zmiany uchylają art. 55a, który grozi m.in. więzieniem za przypisywanie Polakom odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej.

Zanim do tego doszło kuriozalne przemówienie wygłosił szef rządu, tłumacząc zasadność poprzedniego zapisu.

Oczywistą klęskę próbował przykryć absurdalnymi wyjaśnieniami. „Ta ustawa, ten wstrząs był potrzebny. Dlatego świat zaczął rozmawiać o tym i mamy przynajmniej tyle, że nikt na świecie nie będzie mówił bezkarnie polskie obozy śmierci” – powiedział premier.

Dodał następnie: „Celem tej ustawy było i jest nadal jedno zasadnicze przesłanie. Walka o prawdę czasów II wojny światowej i czasów powojennych, ale w szczególności strasznych czasów II wojny światowej”. Żeby chyba jeszcze bardziej się ośmieszyć stwierdził: „Zrobiliśmy więcej niż sobie założyliśmy. Pobudziliśmy świadomość na całym świecie. Dzisiaj powinniśmy się zjednoczyć wokół tego celu, że nie ustępujemy z niczego” – dodał.

Kontynuując, szef rządu powiedział, że „wzmocniliśmy zdecydowanie dzięki tej ustawie stan prawny i możliwości dochodzenia naszych racji. (…) Ta drobna korekta czy modyfikacja, którą przyznaliście państwo, że jest czymś bardzo prostym, ona naszą pozycję umocni, a to dlatego, że przez tych kilka miesięcy, do tej pory byliśmy w stanie w ogromnym stopniu rzeczywiście pobudzić świadomość u wielu naszych partnerów”. Podkreślił, że „ustawa o IPN pobudziła także świadomość w Izraelu”.

Jak informuje portal 300polityka.pl. obecne zmiany w ustawie o IPN to precyzyjnie wymyślony plan. Pracowali nad nim premier Mateusz Morawiecki, prezydent Andrzej Duda i prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Wystąpienie Mateusza Morawieckiego w Sejmie spotkało się w mediach społecznościowych z falą drwin. „Jak przyjmowali ustawę o IPN też wstali jak klaskali. Dzisiaj po absurdalnym wystąpieniu Morawieckiego też stali jak klaskali”– zauważył Bartosz Arłukowicz; „Warto więc zacząć walkę o prawdę od siebie i nie kłamać, co polecam i Morawieckiemu i całemu rządowi”– dodał inny.

„Co ja słyszę. Morawiecki twierdzi, że od samego początku taki był plan w sprawie ustawy o IPN… Sorry nie mogę się przestać śmiać. Każdy kto to łyknie, ten jest skończonym idiotą, mimo że wystrzegam się takich stwierdzeń. A dzień się jeszcze nie skończył!”, „Uwielbiam tę elastyczność” – dodał Konrad Piasecki.

Zabiegiem socjotechnicznym, żeby nie powiedzieć wręcz ustawką wydawać się mogło nagłe wtargnięcie na mównicę Roberta Winnickiego. „Niemcy czy Izreal mają prawno-karne instrumenty za kłamstwo oświęcimskie – przypomniał Winnicki w kontekście wycofania z ustawy o IPN dwóch artykułów. „To co robicie, to jest granda. Ja na znak protestu będę blokował mównicę przez najbliższą godzinę” – zapowiedział poseł. Skwapliwie wykorzystał tę sytuację marszałek Marek Kuchciński, by bez dyskusji przejść do głosowania, co trafnie skomentowała na Twitterze posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pichowicz: Ustawka narodowców z PiSem by uniemożliwić zadawanie rządowi trudnych pytań o konsekwencje ustawy o IPN…”

Państwo PiS nadymało się i ze smrodem pękło

„Fakt” poinformował o nagrodach w Instytucie Pamięci Narodowej.

>>>

Historyk dr Adam Puławski przez 18 lat pracował w IPN. Od lat zajmował się Holokaustem i stosunkiem do niego Państwa Polskiego. Jego publikacje nie zostały pozytywnie przyjęte przez władze IPN i został przeniesiony do innego działu, Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, w którym nie ma już możliwości prowadzenia badań w interesującym go temacie.

Książka jego autorstwa, pt. „W obliczu Zagłady. Rząd RP na Uchodźstwie, Delegatura Rządu RP na Kraj, ZWZ-AK wobec deportacji Żydów do obozów zagłady (1941–1942)” została bardzo dobrze przyjęta przez międzynarodowe środowisko, zajmujące się tym tematem, ale nie spodobała się władzom IPN. Profesor Włodzimierz Suleja, dyrektor Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie zarzucił mu, że „pisze pod tezę” tak dobierając źródła, by udowodnić to, co sobie już wcześniej założył. Jak mówi Adam Puławski „Dla mnie była to potwarz. Zapytałem prof. Suleja o pozytywne recenzje moich prac, które pojawiły się w renomowanych pismach. Spotkałem się z odpowiedzią, że on ma własne zdanie i nie będzie skupiał się na opiniach innych”.

Jego kolejna książka pod roboczym tytułem „Cała Polska terenem krwawego tępienia Żydów. Rząd RP na Uchodźstwie, Delegatura Rządu RP na Kraj, AK wobec eksterminacji ludności żydowskiej od Wielkiej Akcji do powstania w getcie warszawskim (22 lipca 1942–19 kwietnia 1943 r.)” też nie zdobyła uznania szefów. Prof. Suleja nie przeczytał jej, a w swej ocenie oparł się na opinii recenzentów, którzy uznali, że szkaluje ona dobre imię rządu RP w Londynie i przedstawia polskie podziemie w złym świetle.

List w obronie Puławskiego podpisało 130 historyków, którzy są uznanymi autorytetami w świecie. To m.in. Norman Davis, Timothy Snyder, Andrzej Paczkowski, Andrzej Friszke czy Barbara Engelking.

Do prezesa IPN Jarosława Szarka zwrócili się też dr Krzysztof Persak, dr hab. Dariusz Libionka i Jakub Petelewicz. W swoim piśmie zwrócili uwagę, że „Próba marginalizacji dr Puławskiego zbiega się z gorącą debatą na temat nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i może zostać odebrana jako potwierdzenie wyrażanych w niej obaw o swobodę wypowiedzi historyków zajmujących się problematyką stosunku państwa i społeczeństwa polskiego do zagłady Żydów. Oznacza również ograniczenie pluralizmu naukowego w samym Instytucie Pamięci Narodowej”.

Dr Puławski przebywał od lutego do maja na zwolnieniu lekarskim. Po powrocie do pracy otrzymał pismo o przeniesieniu do innego działu, nie wyjaśniające przyczyny takiej decyzji oraz drugie, nakazujące mu wytłumaczyć się z wypowiedzi dla „Dziennika Wschodniego”, w której pozwolił sobie skrytykować, uznawanego przez wielu za lokalnego bohatera, Kazimierza Czernickiego. Nazwanie Czernickiego, społecznika, publicysty i drukarza, antysemitą, którego pomnik ma stanąć w Chełmnie, władze IPN uznały za oburzające. Cofnięto mu również zgodę na specjalne godziny pracy, co wynikało z faktu, iż Puławski dojeżdża codziennie z Chełmna do Lublina. 

Historyk nie kryje rozgoryczenia, gdy mówi, że „jeśli chodzi o uprawianie historii w IPN-ie, ostatnie lata były bardzo trudne. Możliwość prowadzenia swobodnych badań naukowych jest dla mnie priorytetem w życiu zawodowym, a zostałem od nich odsunięty. Ta sytuacja była dla mnie bardzo upokarzająca (…) Wszystko dlatego, że moje prace trochę inaczej przedstawiają relacje polsko-żydowskie niż chciałby obecnie IPN”.

Nie zgadzając się na takie posunięcie władz IPN dr Adam Puławski 12 czerwca złożył wypowiedzenie.  

To nie pierwszy raz, gdy IPN usiłuje pozbyć się „niewygodnego” historyka. Rok wcześniej, właśnie w Lublinie, usiłowano usunąć Macieja Sobieraja, który ostro sprzeciwił się nazwaniu jednej z ulic imieniem żołnierza Brygady Świętokrzyskiej NSZ.

Oddział IPN w Lublinie nie chce komentować tej sprawy. Nie widzi problemu, że wraz z odejściem Puławskiego traci jednego z nielicznych naukowców, którzy zajmowali się właśnie Zagładą. Zastąpi go dr Rafał Drabik, mocno związany ze środowiskiem prawicowym. Publikuje on swoje artykuły w „Glaukopisie”, piśmie radykalnych historyków. Zajmował się też ustawą dekomunizacyjną.

Dr. Puławski nie zamierza odpuszczać i zrobi wszystko, by jego nowa książka została opublikowana. A IPN? Cóż, zapewne usunie kolejnych niewygodnych naukowców i spokojnie zajmie się przekłamywaniem historii, co tak bardzo na rękę obecnej władzy.

Pani prokurator Prokuratury Generalnej Beata Mik od roku 2000 pisywała regularnie felietony do „Rzeczpospolitej” i różnych pism prawniczych. Trwało to tak długo aż pewnego dnia nie spodobało się to jej PiS-owskim zwierzchnikom…

W listopadzie 2016 roku prokurator generalny cofnął jej zgodę na publikację tekstów, jednak nie przestała pisać. W efekcie w marcu tego roku sprawa trafiła do sądu dyscyplinarnego, który uznał ją za winną. Pani prokurator Beata Mik dziś w stanie spoczynku, dostała po łapkach… Została ukarana upomnieniem.

Pod swoimi tekstami Beata Mik podpisywała się jako „prokurator Prokuratury Generalnej w stanie spoczynku”, co zdaniem sądu mogło wywołać wrażenie, że jej opinie są identyczne z opiniami Prokuratury Generalnej. Sąd wyszedł z założenia, że „swoimi działaniami osłabiła zaufanie do niezależności prokuratury i prokuratorów”.

Zgoła odmiennego zdania jest obrońca pani prokurator, który twierdzi, że powodem zastrzeżeń ze strony prokuratury były jej opinie wyrażane na łamach gazet.

Co łączy Ghanę z Gruzją? Ano są to jedyne kraje na świecie, w których wzrasta poziom religijności, to znaczy młodzi (poniżej czterdziestki) są, przeciętnie biorąc, bardziej zaangażowani religijnie niż pokolenia starsze. W mniej więcej połowie świata, bez względu na dominujące wyznanie, ogólną religijność oraz poziom rozwoju gospodarczego, religijność osób do 40. roku życia, a w konsekwencji przeciętna religijność całej populacji wyraźnie spada. Co ciekawe, jednym z krajów, w których proces laicyzacji postępuje najszybciej, jest Polska. Sekularyzacja nie dotyczy natomiast dwóch wielkich państw: Indii i Chin. W Rosji natomiast jest niewielka. Kraje katolickie laicyzują się znacznie szybciej niż np. muzułmańskie.

Mniejsza religijność u młodych

Rewelacje te pochodzą z wieloletniego globalnego badania religioznawczego przeprowadzonego przez Pew Research Center, niezależny instytut badawczy i think tank, z siedzibą w Waszyngtonie. Ze szczegółami można zapoznać się tutaj. To bardzo poważne naukowe badania, angażujące wielkie środki i posługujące się wyrafinowaną metodologią. Badacze są ostrożni w wyciąganiu daleko idących wniosków. Religia z pewnością traci na znaczeniu w życiu znacznej części społeczeństw i narodów świata, lecz bynajmniej nie wszędzie. A mniejsza religijność młodych niż starszych jest nie tylko trendem kulturowym, lecz również naturalną prawidłowością psychologiczną.

Sztafeta pobożności została w Polsce przerwana

A jednak wnioski na temat naszego kraju są już bardziej jednoznaczne – ba, są elektryzujące. Dokładne omówienie statystyk na temat naszego kraju przynosi ekscerpt sporządzony przez OKO.press. Wynika z niego, że rozdźwięk między religijnością starszego pokolenia a religijnością osób młodszych niż 40 lat jest w Polsce największy na świecie! Tylko co czwarty młody i dość młody Polak chodzi co tydzień do kościoła. Wśród starszych jest to 55 proc., czyli ponad dwa razy więcej. Jedynie dla 16 proc. młodszych dorosłych Polaków „religia jest bardzo ważna”, podczas gdy wśród starszych takiej odpowiedzi udzieliło aż 40 proc. Tym samym, choć starsza populacja Polaków należy do najpobożniejszych grup w Europie, to młodzi już nie odstają od swoich rówieśników w innych krajach kontynentu.

Sztafeta pobożności zdecydowanie została w Polsce przerwana. Wraz z odejściem najstarszych pokoleń Polaków życie religijne i Kościół znajdą się zapewne mniej więcej na tej pozycji w całokształcie życia społeczno-politycznego i kulturalnego, którą zajmują w Niemczech, Hiszpanii czy we Francji. A jest to – zważywszy na obecną potęgę katolicyzmu w Polsce, a także wielkie aspiracje Kościoła do rządu dusz w Polsce – istna katastrofa.

Jest potrzeba absolutu, nie ma pobożności katolickiej

Jeśli założyć, że żaden człowiek rzeczywiście religijny nie śmiałby na pytanie „czy religia jest dla ciebie bardzo ważna?” odpowiedzieć inaczej niż „tak”, to trzeba przyjąć i uznać, że jedynie 16 proc. młodszych dorosłych Polaków to ludzie religijni. To znaczy tacy, którzy na poważnie biorą pod uwagę nie tylko to, że istnieje jakaś „siła wyższa” czy Bóg, lecz i kilka innych rzeczy, np. to, że Jezus z Nazaretu naprawdę był Bogiem wcielonym…

Komentując dane na temat postępów sekularyzacji w Polsce, trzeba pamiętać o tym, że czymś innym jest formalna, a nawet emocjonalna przynależność do Kościoła katolickiego, czym innym znajomość dogmatów katolickich i wiara w nie, a jeszcze czymś innym wiara w istnienie Boga. Co do tego, że świat ma absolutną podstawę i że jest ona „czymś”, czyli jakimś jednym duchem czy osobą, wykraczającą swą istotą poza świat materialny, przekonani są niemalże wszyscy. I bardzo wielu ludzi odczuwa potrzebę oddawania czci absolutowi, któremu przypisują świętość. Czynią to w taki sposób, jaki jest im najdostępniejszy i dla nich naturalny – czyli w świątyniach najbardziej rozpowszechnionej w ich kraju religii. To jednakże nie jest jeszcze ani pobożność, ani tym bardziej pobożność katolicka.

Jeśli młodzi ludzie często chodzą (mimo wszystko) do kościoła, to po części dlatego, że ich tam prowadzą bądź wysyłają, czyli z powodu presji obyczajowej. Jest jednakże i ten drugi powód – rzeczywista wiara w absolut, który stworzył świat, oraz pragnienie oddania mu czci. Nawet przeto ci młodzi ludzie, którzy regularnie do kościoła chodzą, nie zawsze mogą być zaliczani do religijnych w znaczeniu konfesyjnym, czyli w znaczeniu wiernej i pogłębionej przynależności do wspólnoty kościelnej. Gdyby wyostrzyć kryteria kwalifikujące człowieka do katolickiej pobożności, przyjmując na przykład, że oprócz regularnego chodzenia do kościoła i modlitwy, aby zasłużyć na miano katolika, trzeba znać najważniejsze dogmaty tej religii i wierzyć w nie, to pewnie okazałoby się, że katolików jest wielokrotnie mniej niż tych, którzy są po katolicku ochrzczeni, byli u pierwszej komunii i chrzczą swoje dzieci.

Polska już jest świecka

Polska nie tylko się sekularyzuje, lecz już jest świecka. Jeszcze tego nie widzimy, bo społeczna i polityczna pozycja Kościoła jest tak silna, że większości ludzi wydaje się, iż powinni w kościele czasami bywać i zachować w stosunku do samej instytucji Kościoła pewną oględność i szacunek. Nie znaczy to jednak, że ci sami ludzie w swej masie są w stosunku do Kościoła i księży bezkrytyczni. Antyklerykalizm ma w Polsce coraz to nową pożywkę, a zapewne będzie jej przybywać. Tak bowiem było również na Zachodzie. Nie ma powodu przypuszczać, że w Polsce będzie się realizował jakiś inny scenariusz sekularyzacji niż ten, który stał się udziałem społeczeństw Zachodu. Idziemy tą samą drogą.

Na tej drodze najpierw pojawia się wykształcenie – ludzie dowiadują się, że jest wiele wyznań i wielu Bogów pretendujących do jedyności. Potem przychodzi bogactwo, sprawiające, że mniej jest powodów do modlitwy. Wreszcie przychodzi kultura i świadomość, że sprawy metafizyczne nie są wyłączną domeną religii i Kościoła, lecz można z nimi obcować i w nich uczestniczyć na wiele innych sposobów, na czele z literaturą i innymi formami sztuki. Potrzeba religijna jest odmianą bardziej ogólnej „potrzeby metafizycznej”, którą światły człowiek zaspokaja na wiele sposobów.

Kościół traci autorytet i szacunek

Emancypacja spod czasu religijnego teatrum spotyka się we współczesnych społeczeństwach z idącym od niższych warstw społecznych antyklerykalizmem. Endemiczny antyklerykalizm katolików, którzy na co dzień pokorni wobec księży, za plecami szepczą o ich grzesznym życiu i niesprawiedliwościach, jakich z ich strony doznali, przebija bariery środowiskowe i spotyka się z wyemancypowanym i krytycznym stosunkiem do Kościoła, jakim wykazują się ludzie niewierzący i wykształceni. W tych warunkach stare poczciwe narzekanie przez „lud boży” na księży staje się niebezpieczną siłą odśrodkową, działającą zwłaszcza na młode umysły.

No i wreszcie kropka nad i: skandale z udziałem księży. Rewolucja moralna, jaką przechodzi nowoczesne społeczeństwo, sprawia, że bagatelizowane dawniej grzechy, na czele z pedofilią, stanęły w centrum uwagi. Społeczeństwo coraz bardziej domaga się szacunku dla jednostki, równego traktowania kobiet i mężczyzn, przejrzystych reguł działania instytucji, solidnych rozliczeń finansowych. Niezdolny do sprostania tym wymogom Kościół traci autorytet i szacunek.

Czy coś może zatrzymać ten proces? Na szczęście nie ma niczego takiego. Może go za to – znów: na szczęście! – spowolnić. Dlaczego na szczęście? Bo słabnący i tracący wiernych Kościół musi, chcąc nie chcąc, zmieniać się na lepsze, włączając się w liberalną rewolucję etyczną, którą tak usilnie dotąd zwalczał.

Post Navigation