Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Iustitia”

PiS i śmierć

Poniedziałkowe wydanie @gazeta_wyborcza

Kmicic z chesterfieldem

Czy do Ciebie już dzwoniła ?

Zbigniew Ziobro i jego zastępca – prokurator krajowy Bogdan Święczkowski wzięli udział w otwarciu nowej siedziby prokuratur w Sosnowcu. Było uroczyste przecięcie wstęgi, oczywiście poświęcenie budynku przez miejscowego biskupa i okolicznościowe przemówienia.

Niewątpliwie kuriozalnie zabrzmiały słowa Święczkowskiego, który stwierdził, że ukończenie budynku w niespełna dwa lata to… efekt modlitwy oraz wsparcia moralnego biskupa Grzegorza Kaszaka! – „A ja głupia do remontu budowlańca szukam, zamiast dzwonić na plebanię” – skomentowała jedna z internautek.

Biskup Kaszak nie pozostał dłużny zastępcy Ziobry. Rozpływał się w pochwałach Święczkowskiego, który – zdaniem duchownego – „dla rodzinnego Sosnowca czyni samo dobro”.

– „Dzięki modlitwie beton szybciej wiązał… Co ci ludzie mają w głowach??”;  – „Oni już naprawdę są porąbani w tej fałszywej pobożności. Co jeden to bardziej święty, szkoda, że czyny nie idą w parze z tym, co głoszą. Bo to teraz kazania, nie przemówienia”; – „Czyli nie budowlańcy, tylko…

View original post 3 503 słowa więcej

 

Obciach PiS. Kabaret prezesa w objeździe po Zadupiu

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

– Mam nadzieję, że Mateusz Morawiecki będzie premierem przez bardzo wiele lat. Może nawet pobije Cyrankiewicza – mówił Jarosław Kaczyński.

Więcej o Kaczyńskim u Rydzyka tutaj >>>

Pozwani zostali:

  • Zbigniew Ziobro, który reprezentuje Skarb Państwa
  • były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak
  • sędzia Jakub Iwaniec, któremu po publikacjach Onetu cofnięto delegację do MS
  • były Prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Arkadiusz Cichocki
  • były szef biura KRS Tomasz Szmydt
  • prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie i członek KRS Rafał Puchalski

Pozew został złożony przez prof. Krystiana Markiewicza, prezesa „Iustitii”, za „szerzenie zorganizowanej nienawiści wobec niego i środowiska sędziowskiego”.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Profesor żąda zakazania pozwanym rozpowszechniania informacji lub twierdzeń dotyczących jego życia prywatnego oraz rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń na swój temat”. Domaga się również przekazania 50 tys. zł na rzecz Fundacji Dom Sędziego Seniora oraz publikacji przeprosin w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej, TVN24, Polsat News oraz TVP Info.

– „Od miesiąca czekałem…

View original post 905 słów więcej

 

Churchill i bój o każdy głos, o każdego człowieka, o każdą wioskę, miasteczko, miasto. Będziemy. Bo mamy o co

„Bolszewicy oparli się na biedocie czyli większości i wygrali. Przegrał cały naród. 100 lat później w Polsce partia PiS postępuje tak samo. Przegra cały naród.” – w tak ostrzegawczym tonie Lech Józef Różański spuentował ostatni post Romana Giertych na facebooku.

Były premier zwrócił się tymczasem do suwerena z apelem o zdecydowaną obronę demokracji i wolności zawłaszczonych przez PiS oraz przedstawił receptę na to, jak wygrać wybory. Chce, by opozycja nie tylko potwierdziła wszystkie obietnice socjalne PiS, ale nawet je rozszerzyła.

Najpierw jednak trzeba będzie stanąć do walki – uważa były wicepremier. Powielając w dużej mierze historyczne słowa Winstona Churchilla z czasów walk pod Dunkierką, Roman Giertych apeluje do Polaków: „Tydzień temu ponieśliśmy porażkę i nasza reakcja musi być taka sama. Będziemy się bić o każdy głos, o każdego człowieka, o każdą wioskę, miasteczko, miasto. Będziemy. Bo mamy o co”.

Wskazując na Prawo i Sprawiedliwość mecenas pisze: „Chcą nam zabrać wolność, a z demokracji uczynić fasadę. Metody którymi się posługują to kłamstwo, kłamstwo i jeszcze raz kłamstwo”.

>>>

Giertych apeluje do rodaków „Przestańcie biadolić i narzekać. I nie myślcie, że ktoś się w dyktaturze monopartyjnej urządzi”.  „Albo będziecie głosić chwałę Jarosława Kaczyńskiego, wielbić ojca Rydzyka, kochać Jacka Kurskiego, składać kwiaty pod pomnikami Lecha Kaczyńskiego albo nie będziecie władzy potrzebni. Każda niezależna osoba, przedsiębiorca, dziennikarz, prawnik, lekarz, fachowiec będzie o tyle tylko wolny, o ile na to pozwoli mu partia. Nie będziecie mieli żadnej prywatnej własności, bo ona będzie należeć do Państwa, a wy będziecie mogli najwyżej jej używać do czasu, aż Państwo nie zechce jej zabrać. Nie będziecie mieli żadnego prawa do opinii, chyba że będzie ona wychwalała wodza i partię.” (…) „Nie będzie też żadnych praw, bo prawa będą strzegli sędziowie-urzędnicy. Za złe wyroki będą ich karać, to będą wydawać „dobre”.
Taka jest cena najbliższych wyborów. Z tą informacją musimy trafić do każdego Polaka”.

Dalej mecenas przekonuje: „Warunkiem zwycięstwa jest pokora (…) Przestańmy obrażać się na biedniejszych ludzi, którzy często z rozpaczy zagłosowali na tę bandę oszustów i krętaczy, bo ci obiecali im pieniądze. Musimy dotrzeć do źródeł tej rozpaczy, a tym źródłem jest brak solidarności społecznej” – przekonuje i nawołuje: „zapewnijmy społeczeństwo o Bezpieczeństwie Kulturowym, czyli o tym że będziemy się nawzajem szanować przy całej naszej różnorodności”.

Musimy wszyscy włączyć się w społeczną kampanię na rzecz naszej wolności. Musimy dotrzeć do ludzi. Być na placach, ulicach, targach. Docierać do każdego poszczególnego człowieka i z pokorą, ale i zaciętością tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć – napisał na Facebooku Roman Giertych.

Depresja plemnika

„Kochane gdańszczanki, kochani gdańszczanie, ale też wiem, że jest wśród was wielu przybyszy z różnych części Polski. Witam was serdecznie w Gdańsku na Święcie Wolności i Solidarności. Inaugurujemy nasze obchody” – powiedziała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. Rozwiązała wstęgę z napisem „’89 – 2019 Gdańsk” przy ogromnym okrągłym stole, który stanął przy Europejskim Centrum Solidarności. Symboliczny biało-czerwony stół o średnicy ok. 15 m został zaprojektowany i zbudowany specjalnie na gdańskie Święto Wolności i Solidarności.

Przy ECS od dzisiaj działa również strefa społeczna, gdzie prezentuje się ponad 200 organizacji pozarządowych z całego kraju prowadzących bardzo różnorodną działalność. Organizacje przygotowały liczne warsztaty, wykłady i debaty. Gośćmi tej strefy będą m.in. ks. Adam Boniecki, Leszek Balcerowicz, Agnieszka Holland, Szymon Hołownia, o. Jacek Prusak, Tomasz Sekielski i Lech Wałęsa.

Poza tymi zaplanowanymi w strefie społecznej i przy okrągłym stole, na Święto Wolności i Solidarności złożą się także setki innych wydarzeń. Kulminacja obchodów nastąpi 4 czerwca…

View original post 1 361 słów więcej

 

PiS robi zwrot w stronę Rosji, świadczą o tym Andruszkiewicz i Salvini

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz uaktywnił się medialnie. Jednak wywiady, których udziela przynoszą coraz bardziej kuriozalne wypowiedzi. Tym razem w Radiu RMF FM stwierdził: – Nie można nic zarzucić panu ministrowi Andruszkiewiczowi, jeśli chodzi o poglądy”. – „Oczywiście, że nie. Tutaj mała próbka: „zdrowa Polska jest tu, a nie w pedalskich knajpach przy tęczy” – ironizowała na Twitterze Renata Grochal z „Newsweeka”.

W rozmowie w RMF FM Czaputowicz nie ograniczył się tylko do nowego wiceministra cyfryzacji. – „Instytucje europejskie cały czas starają się zaszkodzić polskiemu rządowi” – stwierdził szef MSZ. W związku z tym Grochal zaapelowała: – „Moja prośba do PiS. Dajcie już ministrowi Czaputowiczowi jakąś placówkę dyplomatyczną, bo jego kręgosłup zamienił się chyba w nitkę. A co będzie, jeśli ten rajd po mediach potrwa jeszcze kilka dni? Zatroskana obywatelka”. A my przypominamy nasz wczorajszy artykuł „Kuriozalne słowa Czaputowicza o wyborze Tuska na szefa RE: „Był reprezentantem Niemiec””.

Dzisiejszy wywiad Czaputowicza tak komentowali internauci: –  Zastanawiające jest to, że POLSKI rząd udaje wariata i dla pospólstwa mówi o przyjaźni z UE, a faktycznie postępuje jakby chciał z niej wyjść lub był jej piątą kolumną! Poza tym coraz więcej osób w rządzie mówi o przyjaźni z Rosją!? Coraz więcej powiązań Rosji z członkami rządu”;

„Jeżeli Czaputowicz jest profesorem, to właśnie rozmienia swój autorytet na drobne. Bardzo drobne”; – „Panie Czaputowicz, to zastanów się pan. Bo chyba pana wymóżdżyło po przyjęciu fuchy u szaleńca z Żoliborza i gadaniu idiotyzmów o Tusku. Unia nie szkodzi Polsce, lecz blokuje pisowskich uzurpatorów władzy przed zamianą Polski w Białoruś i rozwalaniem Unii” – napisał Waldemar Kuczyński.

Depresja plemnika

Na początku roku, w którym odbędą się wybory do europarlamentu, nominację na stanowisko wiceministra cyfryzacji uzyskał Adam Andruszkiewicz: narodowiec, prymitywny homofob i przeciwnik UE. A w przyszłym tygodniu do Warszawy – na zaproszenie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – przybywa Matteo Salvini, lider włoskiej Ligi Północnej, minister spraw wewnętrznych Włoch, przeciwnik „elit brukselskich” i sankcji wobec Rosji.

Andruszkiewicz jest pierwszym ministrem polskiego rządu, który uznał za konieczne oświadczyć w „Super Expressie”, że „nigdy nie był faszystą”. Salvini, który przez część przywódców unijnych jest oskarżany o faszyzm, m.in. za swój stosunek do uchodźców, już na to określenie się nie obraża. „To nie faszyzm, to stosowanie prawa” – mówi.

Te dwa zdarzenia obrazują ideową ewolucję PiS. Kończy się „eksperyment”, w ramach którego szef MSZ Jacek Czaputowicz miał poprawić relacje z Unią, zabagnione za czasów jego poprzednika Witolda Waszczykowskiego. Dziś Czaputowicz publicznie obraża szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska oraz europejskich partnerów takich jak Francja.

View original post 2 082 słowa więcej

 

Rafał Trzaskowski wygrywa w Warszawie

  • W pierwszej turze wyborów na prezydenta Warszawy zwyciężyłby Rafał Trzaskowski. Kandydat Koalicji Obywatelskiej zdobyłby 42,1 proc. głosów.
  • Za nim uplasowałby się Patryk Jaki (Zjednoczona Prawica) z poparciem na poziomie 31,9 proc
  • W drugiej turze przewaga Trzaskowskiego wyniosłaby 13,5 punktów procentowych
  • Sondaż przeprowadził Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniu 13 października bieżącego roku

>>>

>>>

Prawie 3/4 czasu wypowiedzi kandydatów w wyborach samorządowych w „Wiadomościach” TVP to słowa polityków obozu rządzącego. Opozycja, jak jest przedstawiana, to tak, aby ją ośmieszyć lub zdeprecjonować. Takie są wyniki analizy głównego programu informacyjnego dokonanej w Telewizji Polskiej przez Towarzystwo Dziennikarskie. Wnioski zaś są takie, że jest to bezprawie i że Jacek Kurski powinien odejść.

Analiza objęła wydania „Wiadomości” o 19.30 w okresie od 24 września do 7 października. Dostrzeżono przy tym kilka dominujących kategorii informacji serwowanych przez TVP, m.in. pozytywki (pozytywne dla rządzących), utrwalacze (powtórki informacji pozytywnych dla rządzących), zohydzacze (krytyka opozycji lub jakiejś grupy społecznej), czy pobudzacze (pobudzające dumę narodową).

Przekopana Mierzeja Wiślana, pogłębiona Wisła, kanał Suski i w końcu upragniony Radom. A stąd to już cały świat!!!

Jaki chwyta się brzytwy spieprzył do Madrytu, Rafał Trzaskowski wykarbuje mu pisowską skórę.

Holtei

Małgorzata Wassermann (kandydatka PiS na stanowisko prezydenta Krakowa) zorganizowała swoje spotkanie wyborcze w jednym z krakowskich kościołów.

Patryk Jaki i jego sztab chyba powinni cofnąć się do szkoły podstawowej i jeszcze raz zapoznać się z zasadami polskiej ortografii. Na plakatach bliskiego współpracownika Jakiego przeczytać bowiem można, że Sebastian Kaleta kandyduje z PiS do rady warszawskiej dzielnicy Praga- Połódnie!

„Ze sztabu kandydata Patryka Jakiego wyciekły tajne mapy Farszafy” – napisał Szymon Komorowski i dołączył do wpisu „nowe” prześmiewcze nazwy warszawskich dzielnic. – „Intelektualny szturm na Warszawę pisowskich elit kadrowych”; – „To przekaz skierowany do ciemnego lódó”; – „To jest ta nowa dzielnica Jakiego?” – komentowali internauci.

Kaleta tłumaczył się, że to nie on jest winien, tylko… grafik. Nie jest jednak dla nikogo tajemnicą, że przed wysłaniem czegokolwiek do druku, zlecający dostaje projekt do zaakceptowania. No, ale może te reguły nie obowiązują w świecie Sebastiana Kalety i Patryka Jakiego…  – „Nie potrafią…

View original post 1 966 słów więcej

PiS zaraziło trądem w Pałacu Sprawiedliwości

Największe stowarzyszenie sędziów w Polsce – Iustitia, zabrało głos ws. konkursu Andrzeja Dudy w związku z nieobsadzonymi stanowiskami pracy w Sądzie Najwyższym.

Jest taki budynek na Nowogrodzkiej, gdzie pojawili się wandale. Wandale to było plemię germańskie słynące z bezmyślnej destrukcji. I teraz ci wandale, tyle że w nowej postaci, chcą zaatakować nasz Pałac Sprawiedliwości. Miejsce dla mnie święte, bo tam mam zaszczyt przemawiać do wolnych, niezawisłych sędziów

„Jeżeli tu przyjdą wandale, to powiedzą o naszych świętych księgach: »spalmy je, zastąpimy nowymi«.

Jakie będą nowe księgi? To będą księgi prawa Kalego: Jeżeli sędzia jest wybrany przez nas, to jest dobrym sędzią. Jeżeli sędzia jest niezależny i niezawisły, to jest sędzią złym. Naszym obowiązkiem jest nie dopuścić do takiej sytuacji”

– mówił do tłumów manifestujących w obronie Sądu Najwyższego w Warszawie mecenas Jacek Dubois.

Za Archiwum Osiatyńskiego publikujemy całą mowę mecenasa Dubois* wygłoszoną wieczorem 4 lipca 2018 na Placu Krasińskich pod siedzibą SN. W ostatnich 10 dniach – po kolejnych zabiegach legislacyjnych PiS oraz deklaracjach polityków obozu władzy – kasandryczne ostrzeżenia Dubois jeszcze nabrały aktualności.

Witam tak licznie zebranych przyjaciół Temidy.

Jesteśmy tu od kilku dni by protestować przeciwko niekonstytucyjnej ustawie o Sądzie Najwyższym i bronić niezawisłości sędziów. Każdy z nas ma indywidualną motywację, by przychodzić w wakacyjne wieczory pod budynek Sądu Najwyższego.

Chciałbym opowiedzieć Państwu, dlaczego dla mnie tak ważna jest niezawisłość sędziów i niezależność trzeciej władzy.

Gdy ogłoszono stan wojenny byłem studentem prawa.

Pamiętam procesy polityczne działaczy demokratycznej opozycji. Zdecydowałem, że zostanę adwokatem chcąc bronić tych wszystkich, którzy upominali się o prawa i wolności przysługujące obywatelom.

Wierzyłem, że Polska stanie się demokratycznym państwem z wolnymi sądami.

Moimi idolami byli wówczas wielcy obrońcy w procesach politycznych: Maciej Bednarkiewicz, Edward Wende, Tadeusz de Virion, Czesław Jaworski, Ewa Milewska-Celińska, Jacek Taylor. Część z nich, niestety już nie żyje, ale ciągle mam ich w pamięci, dumnych, idących korytarzami sądowymi z przewieszonymi przez ramię togami. Dlatego zostałem adwokatem.

W procesach lat osiemdziesiątych miałem niebywałe szczęście i zaszczyt bronić Henryka Wujca. To był najszczęśliwszy dzień w moim zawodowym życiu.

Miałem podwójne szczęście, ponieważ wkrótce potem wygraliśmy wolne wybory.

I wygraliśmy je nie pod wodzą Kaczyńskich. Ale pod przywództwem Lecha Wałęsy, Bronisława Geremka, Tadeusza Mazowieckiego. To są prawdziwi ojcowie narodu, którym powinniśmy dziś bić brawa.

Kiedy wygraliśmy, do Sądu Najwyższego przyszła drużyna Adama Strzembosza – wielkiego, wspaniałego sędziego – która zaczęła porządkować sądy. To dzięki nim są one wolne.

Mamy niezawisły sąd, w którym odsunięto prokuratora od stołu sędziowskiego. W którym prowadzony jest kontradyktoryjny spór.

To było wiele wspaniałych lat zawodowego życia. Wraz z kolegami prowadziliśmy spory przed sędziami, poświęcaliśmy całe noce na czytanie akt, by jak najlepiej bronić klienta.

Niektórych sędziów kochaliśmy, niektórych sędziów nienawidziliśmy, niektórych przeklinaliśmy. Czasem przeklinaliśmy również samych siebie, bo nie potrafiliśmy ich przekonać do swoich racji. Ale wiedzieliśmy jedno: to są niezawiśli sędziowie, którzy orzekają zgodnie z własnym sumieniem.

Ich decyzje mogły nam się nie podobać, ale ci sędziowie zawsze orzekali w imieniu Rzeczpospolitej. To było coś wspaniałego dla adwokata – stawać przed takim sądem.

Obecnie tyle się mówi o tych „złych sądach”. Ja przed sądami staję od 32 lat. Przez ten czas z wieloma wyrokami mogłem się nie zgodzić. Inne może sam osądziłbym inaczej. Gdyby ktoś mnie spytał, czy przez te całe 32 lata poza procesami politycznymi stanu wojennego zetknąłem się w sprawach, w których występowałem z wyrokami rażąco niesprawiedliwymi, to wskazałbym na dwa. Jeden z nich zapadł w czasie „dobrej zmiany”. To dla mnie wynik tego, co się obecnie dzieje.

Niestety, wszystko co piękne, kiedyś może mieć swój kres. Chyba że do tego nie dopuścimy. I nie chcemy dopuścić. Chcemy tutaj bronić wolnych, niezawisłych sądów.

Jest taki budynek na ulicy Nowogrodzkiej, gdzie pojawili się wandale. Wandale – jak zapewne państwo pamiętają – to było plemię germańskie słynące z bezmyślnej destrukcji. Plemię to spaliło Rzym w 455 roku. I teraz ci wandale, tyle że w nowej postaci, chcą zaatakować nasz Pałac Sprawiedliwości. Miejsce dla mnie święte, bo tam mam zaszczyt przemawiać do wolnych, niezawisłych sędziów. Co się stanie, jeśli ten budynek zostanie zdobyty?

Czy pamiętacie państwo Bibliotekę Aleksandryjską? Do niej przyszedł kalif Omar i powiedział: „spalmy księgi niewiernych”. Jeżeli tu przyjdą wandale, to powiedzą o naszych świętych księgach: „spalmy je, zastąpimy je nowymi”.

Jakie będą nowe księgi? To będą księgi prawa Kalego. Co mówią takie księgi? Jeżeli sędzia jest wybrany przez nas, to jest dobrym sędzią. Jeżeli sędzia jest niezależny i niezawisły, to jest sędzią złym”.

Naszym obowiązkiem jest nie dopuścić do takiej sytuacji.

Angielski poeta John Donne pisał “Żaden człowiek nie jest samotną wyspą, każdy stanowi ułamek części lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi Europa będzie pomniejszona”.

I tak samo pomniejszona, uboższa stanie się sprawiedliwość, jeśli jakikolwiek sędzia Sądu Najwyższego pod niekonstytucyjnym przymusem odejdzie z tego sądu. My wszyscy staniemy się ubożsi.

Od lat uczę studentów i aplikantów, że spraw broni się przed niezawisłym i wolnym sędzią, a nie przed wynajętymi przez władze ludźmi, którzy mają wykonać polecenie.

Jako adwokat jestem niezwykle dumny, że od wielu lat staję przed wolnymi sędziami.

W każdej epoce jakiś zawód poddawany jest próbie. Przyszedł teraz czas na Was. Jesteście wspaniali broniąc zasad. I mam nadzieję, że wszyscy prawnicy będą wam pomagać, żebyście wyszli z walki o niezawisłość sądów z podniesioną przyłbicą.

Nie wiem, czy pamiętacie państwo, że profesor Adam Strzembosz po stanie wojennym napisał książkę „Sędziowie w czasie próby”. Panie Profesorze, apeluję: czas na drugą część! Jest tu wielu bohaterów, o których trzeba napisać.

Wolni sędziowie! Chylę przed wami czoła!


*Jacek Dubois, adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a od 2015 sędzia Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji im. profesora Bronisława Geremka, członek Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy, od 2017 r. Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego. Syn Macieja Dubois (zmarłego w 2016 r.), obrońcy m.in. opozycji demokratycznej w czasach PRL. Wnuk Stanislawa Dubois, działacza PPS, posła na Sejm II RP, uczestnika konspiracji rotmistrza Pileckiego w obozie Auschwitz-Birkenau, rozstrzelanego w 1942.

Konstandinos Kawafis

Dziś okazuje się, że po 550 latach nie potrafimy posiadać parlamentu z prawdziwego zdarzenia. Moim zdaniem nie mamy parlamentu, a to, co widzimy na Wiejskiej, to atrapa – mówi nam Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. – Działania PiS-u nawiązują do najbardziej haniebnych wzorców działania władzy II RP. Tej, która po zamachu majowym rozprawiła się zarówno z opozycją parlamentarną, jak i z sądownictwem. Usunięto wówczas I Prezesa SN i drugiego prezesa SN. Reszta sędziów, przerażona, poszła na rękę władzy, usunięto w sumie około 600 sędziów – dodaje. – Coraz częściej myślę o tym, że w przypadku wyborów samorządowych – nawet jeśli społeczeństwo dopilnuje uczciwego ich przebiegu – może się okazać, że sąd orzeknie o ich nieważności. To otworzy drogę do powoływania zarządców komisarycznych. Pamiętajmy, że przed wojną, zaraz po zamachu majowym, zaczęto ustanawiać zarządców komisarycznych właściwie w większości miast – zaznacza nasz rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Obchodziliśmy 550-lecie parlamentaryzmu. Rocznica doniosła, ale obchody raczej smutne?

JERZY STĘPIEŃ: Mało powiedzieć, że smutne, bardzo żałosne, powiedziałbym. Data też trochę sztucznie dobrana, bo mnie uczono, że początek parlamentaryzmu trzeba liczyć od 1493 roku. Notabene w 1993 roku obchodziliśmy w Sejmie i Senacie 500-lecie polskiego parlamentaryzmu.

Dziś okazuje się, że po 550 latach nie potrafimy posiadać parlamentu z prawdziwego zdarzenia. Moim zdaniem nie mamy parlamentu, a to, co widzimy na Wiejskiej, to atrapa. Opozycja została praktycznie wyeliminowana, władza ogranicza im skutecznie prawa, obraża ją. Sama większość, która nami rządzi, także tak naprawdę ma niewiele wspólnego z parlamentaryzmem, bo o wszystkim decyduje prezes na Nowogrodzkiej. To wszystko jest zaprzeczeniem wolnego parlamentu. Jest też rząd, który także jest podporządkowany Nowogrodzkiej. Zresztą sam

Jarosław Kaczyński wiele razy podkreślał, że marzą mu się rządy poza oficjalnymi strukturami państwa. To osiągnął, a teraz niszczy system sądownictwa. Mamy do czynienia z rządami autorytarnymi.

Prezydent wygłosił przemówienie. Jak je pan odebrał? Szczególnie fragment o tym, że nie wolno kwestionować woli większości; były też porównania do liberum veto i tradycji zrywania Sejmu.

Większość rządząca nie może kwestionować konstytucji, ma prawo realizować swój program, może poza niego wychodzić, chwila czasem dyktuje inne rozwiązania niż te deklarowane, ale w żadnym wypadku nie można wyjść poza ramy konstytucji. W tym przypadku wielokrotnie się to zdarzało, zarówno rządowi, jak i prezydentowi.

Kaczyński miał powiedzieć na jednej z narad: pamiętajmy, że zdobyłyśmy władzę przypadkiem, a po roku nie uzyskaliśmy premii za rządzenie. Większość rządząca zdobyła 37 proc., a ponad 50 proc., jeśli chodzi o przełożenie na miejsca w parlamencie. Tak działa, niestety, nasza ordynacja wyborcza. Rządzący powinni mieć to cały czas na uwadze. Dlatego się tak spieszą i tak agresywnie niszczą instytucje państwa.

Zachłysnęli się władzą i łatwością wprowadzania zmian. W konsekwencji to musi doprowadzić do klęski i w końcu ten obóz upadnie, tylko niestety my wszyscy, razem z nimi, tracimy czas i dobrą koniunkturę gospodarczą. Potem będzie potrzeba wielu lat, żeby znów to nadgonić.

Dlaczego PiS zmienia zasady wyboru I Prezesa SN?

PiS będzie teraz dążył do powołania dublerów w Sądzie Najwyższym, tak samo, jak to zrobił w Trybunale Konstytucyjnym. Wszystko to, co się w tej chwili dzieje, to jest złamanie konstytucji i zasady nieusuwalności sędziów. Jeśli się w ten sposób wyrzuca sędziów SN, łamiąc te zasady, to trzeba mieć świadomość, że każde stanowisko obsadzane teraz będzie z naruszeniem konstytucji. Ci sędziowie nie będą mieli mandatu do orzekania w SN.

Nowa pisowska KRS przyłożyła rękę do czystki w SN, wydając negatywne opinie 7 sędziom.

To tylko opinie, teraz wszystko w rękach prezydenta. Zobaczymy, co zrobi, ja nie jestem wróżką, niestety, ale pewnie mamiony obietnicą poparcia na drugą kadencję będzie posłuszny macierzystemu ugrupowaniu. A może będzie chciał pokazać, że nie podporządkuje się do końca? Zobaczymy.

Coraz częściej słychać, że to, co się dzieje, to bolszewickie metody. Zgadza się pan z taką diagnozą?

Może nie bolszewickie, ale działania PiS-u nawiązują do najbardziej haniebnych wzorców działania władzy II RP. Tej, która po zamachu majowym rozprawiła się zarówno z opozycją parlamentarną, jak i z sądownictwem. Usunięto wówczas I Prezesa SN i drugiego prezesa SN. Reszta sędziów, przerażona, poszła na rękę władzy, usunięto w sumie około 600 sędziów.

Już dziś widzimy, że wymieniono 1/3 prezesów sądów, pojawia się efekt mrożący. Władza tam, gdzie będzie potrzebować, wstawi swojego sędziego. Zupełnie jak w PRL. Mamy teraz dziwny system przyznawania sędziom spraw, ale nie jest on do końca transparentny.

Na szczęście efekt mrożący działa w dwie strony. Będą też na pewno sędziowie, którzy będą wiedzieli, że i tak nie mają szansy na awans, ci sędziowie będą wydawać wyroki zgodnie z własnym sumieniem, a nie pod oczekiwania rządzących.

Czemu PiS tak przyśpieszył w przejmowaniu sądów?

Coraz częściej myślę o tym, że w przypadku wyborów samorządowych – nawet jeśli społeczeństwo dopilnuje uczciwego ich przebiegu – może się okazać, że sąd orzeknie o ich nieważności. To otworzy drogę do powoływania zarządców komisarycznych. Pamiętajmy, że przed wojną, zaraz po zamachu majowym, zaczęto ustanawiać zarządców komisarycznych właściwie w większości miast.

Jest pan podbudowany postawą sędziów SN, którzy wyraźnie przeciwstawili się rządzącej większości?

Tak, i jestem pełen szacunku dla nich, że zachowują się godnie. Chciałbym, aby oczywiście wszyscy sędziowie zachowywali się jak sędzia Zabłocki, który jest już takim wzorcem przyzwoitego sędziowskiego zachowania. Na pewno historia mu to zapamięta. Nie wszyscy oczywiście się tak zachowują, ale generalnie jestem pełen podziwu.

Chociaż

dziwię się tym sędziom, którzy wystąpili o przedłużenie możliwości orzekania. Jak się okazało, nie wszyscy dostali pozytywną rekomendację od nowej KRS. Jak się okazało, takie służalstwo nie zawsze popłaca.

Na ostatnim posiedzeniu nowej KRS posłanka Pawłowicz rozdawała listę z sędziami, którzy „szkodzą” jej zdaniem Polsce, bo manifestowali w obronie sądów, reszta członków rady nie zareagowała. Jak pan to skomentuje?

Sędziowie, którzy zgodzili się na wejście do nowej KRS doskonale zdawali sobie sprawę, że jest organem niekonstytucyjnym. Już wtedy musieli mieć złamane charaktery, zatem nie można oczekiwać dziś po nich bohaterstwa.

Oni są pionkami, które znalazły się tam dla chwilowych korzyści, karier, apanaży. Moim zdaniem są to ludzie bez wyobraźni i myślenia historycznego, ze złamanymi kręgosłupami.

Co w tej sytuacji z SN? Czy Prof. Gersdorf będzie miała do czego wracać z urlopu?

Ja bym wolał, żeby pani prof. Gersdorf nie szła na ten urlop. Mam takie wrażenie, że pani prezes próbuje kluczyć, grać. Ta sytuacja wymaga twardej i jednoznacznej postawy. Tego wymagać należy od I Prezesa SN, nawet jeśli za tym stoją represje, trudno. Zresztą one wcześniej czy później i tak na nią spadną.

>>>

Premier tym razem mówi, że kocha historię polską, ale nie na tyle, żeby pojawić się na inscenizacji bitwy pod Grunwaldem. – „Chciałem jechać, ale mówią, że tam jest zbyt niebezpiecznie. Trafi mnie jeszcze jakaś strzała” – stwierdził na spotkaniu z mieszkańcami Olsztyna.

 „Bardzo lubię takie różne rekonstrukcje. Kocham historię polską, ale chyba nie uda mi się trafić pod Grunwald tym razem. Ale byłem w 600-setną rocznicę i byłem również parę razy później (…) Dobra wiadomość jest taka, że Urlich von Jungingen oczywiście przegra” – zauważył odkrywczo Morawiecki.

Na polach grunwaldzkich po raz kolejny odbędzie się rekonstrukcja słynnej bitwy z 1410 r. w imprezie weźmie udział koło 1,3 tys. osób w historycznych strojach, którzy wcielą się w pieszych i konnych rycerzy, giermków, łuczników i artylerzystów obu walczących stron. To największa tego rodzaju impreza w Polsce.

Cud Nowogrodzki Na Drabince miał miejsce letniego dnia, gdy słonko świeciło wysoko na niebie, muskając promykami szczęśliwą polską ziemię, którą zamieszkiwał lud bogobojny a pracowity. Mieszkańcy tej krainy krzątali się z uśmiechem na twarzy i pieśnią na ustach, pomnażając dobrostan swej ojczyzny. Górnicy ochoczo wykopywali węgiel, prokuratorzy formułowali akty oskarżenia, redaktorzy pisali paski w TVP Info, leśnicy wycinali puszczę, rybacy zabijali foki, a Krystyna Pawłowicz jadła sałatkę. „Tobie serca, myśli, czyny, Dobra Zmiano!” – szeptali, z optymizmem i ufnością spoglądając w przyszłość.

I właśnie w takim znojnym i słonecznym dniu na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie pan Prezes ukazał się dziennikarzom jako krzew gorejący na drabince i przemówił: – „Do polityki nie idzie się dla pieniędzy” – po czym zniknął.

Wieść o cudzie lotem błyskawicy obiegła kraj, budząc powszechne poruszenie i skłaniając tysiące działaczy do ascezy. Przed punktami Caritasu natychmiast ustawiły się kolejki prezesów spółek skarbu państwa składających rezygnację oraz szeregowych towarzyszy zdających gotówkę, kosztowności i papiery wartościowe. Wszystkim było spieszno do wyzbycia się majątku, więc atmosfera była nerwowa i często wybuchały sprzeczki:

– „Pan tu nie stał, proszę iść na koniec kolejki!”

– „Ale ja mam więcej do oddania!”

– „A skąd pan wie, ile ja mam?! Może pozbywam się nieujawnionych korzyści majątkowych?”

Cud Na Drabince wzbudził tym większą sensację, że pana Prezesa od dawna nikt już nie widział. W dawnych szczęśliwych czasach stale obcował on ze swym ludem, na co dzień opiekując się Polską i pomagając jej wstać z kolan. Tej misji poświęcił się bez reszty, nie dbając o własne kolana. W wielkiej bliskości żył wtenczas pan Prezes ze swymi ludźmi. Oni jednak wiele razy okazali mu nieposłuszeństwo i zasmucony pan Prezes postanowił przykładnie ukarać grzeszników. Wypędził z rajskich ogrodów Temidy Adama i Ewę, a potem zagniewany usunął się w cień i tylko od czasu do czasu dawał ludziom znaki.

Z prośbą o pomoc i radę wierni przychodzi do świętych drabinek, które kapłani kazali ustawić w całym kraju. Ludzie pytali: „Jak żyć, panie Prezesie? Jak żyć?”, a pan Prezes przekazywał odpowiedź za pośrednictwem swych działaczy: „Żyj zdrowo. Czcij ojca i matkę swoją oraz Żołnierzy Wyklętych”.

Ateiści, niewierzący Obywatele RP i sataniści Tuska zaczęli wykorzystywać nieobecność pana Prezesa do sączenia w ludzkie serca zwątpienia i niszczenia wiary. Głosili, że nie ma dowodów na Jego istnienie. Że rzekome znaki są tylko iluzją.

Tym razem jednak cud na Nowogrodzkiej był bardzo dobrze udokumentowany – liczne kamery uchwyciły moment ukazania się krzewu gorejącego, a dziesiątki dziennikarzy miały w swoich dyktafonach nagrane słowa pouczenia, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy.

– „No i co, niedowiarki? Łyso wam teraz?” – z triumfem i z przekąsem zapytała Barbara Bubula, okadzając przenajświętszą drabinkę wonnym dymem z kadzielnicy.

– „To najlepszy moment, by dokonać uroczystego aktu zawierzenia” – oświadczył premier Mateusz Morawiecki, szybko klękając i wyjmując z kieszeni długopis. – „Ostatnio zawierzyłem cudownemu obrazowi Matki Boskiej Częstochowskiej Polskę, teraz zawierzę mu pana Prezesa”.

 „Ale czy to wypada?” – zgłosił wątpliwość Marek Kuchciński. – „Obraz jest cudowny, ale w sumie nieduży, a pan Prezes jest wielką postacią. To może nie uchodzi, by zawierzyć pana Prezesa tak małej ikonie. Odpowiedniejsze byłoby chyba malarstwo wielkoformatowe”.

– „Na przykład?” – zainteresował się Morawiecki.

– „Chociażby Bitwa pod Grunwaldem Matejki” – powiedział Kuchciński. – „To już jest obraz, jak się patrzy, cztery metry na dziesięć. Albo przynajmniej Hołd pruski – cztery na osiem”.

By podkreślić wielkość obrazu, Kuchciński głośno szczęknął marszałkowskim sekatorem.
Nagle w sali błysnęło i rozległ się grom. Wszystkie spojrzenia skierowały się ku przenajświętszej drabince, na której szczycie ukazał się krzew gorejący. Działacze uklękli. Nawet Krystyna Pawłowicz odstawiła na parapet pudełko z sałatką.

– „Nie chcę Matejki, wolę ikonę” – zakomunikował potężny głos z wnętrza płonącego krzewu. – „Ale nie zawierzajcie mnie obrazowi. Raczej odwrotnie”.

– „Ależ oczywiście, panie Prezesie” – wyszeptał blady jak ściana Morawiecki i drżącą dłonią szybko podpisał uroczysty akt zawierzenia Matki Boskiej panu Prezesowi.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia
1. Kogo Pan Prezes wygnał z rajskiego ogrodu Temidy:
a. Adama Małysza i Ewę Demarczyk
b. Adama Michnika i Ewę Kopacz
c. Adama Bodnara i Ewę Łętowską
d. Adama Lipińskiego i Ewę Bugałę

2. Jakie efekty akustyczne towarzyszą ukazaniu się pana Prezesa jako krzewu gorejącego?
a. grom
b. Hymn Polski
c. Oda do radości
d. szczękanie sekatora
e. bicie dzwonów
f. mlaskanie

Polityczny folklor nie jest już w PiS-ie marginesem, lecz zaczął wytyczać główne kierunki polityki państwowej.

Klub Jagielloński, poważny konserwatywny think tank, na początku bieżącej kadencji parlamentarnej postrzegany jeszcze jako cześć intelektualnego zaplecza szeroko rozumianego obozu władzy, właściwie przeszedł już na pozycje opozycyjne. W czasie piątkowych obrad komisji sejmowej, przygotowującej korzystne dla PiS i dyskryminujące małe partie zmiany w ordynacji wyborczej do europarlamentu, posłowie rządzącej większości odrzucili wniosek o wysłuchanie publiczne i tradycyjnie zignorowali wszystkie postulaty opozycji, której posłowie w proteście opuścili obrady.

Zaprotestował też obserwujący posiedzenie Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego: – „Wysłuchanie publiczne we wrześniu skłoniłoby państwa do pogłębionych refleksji. Tymczasem chcecie państwo zajmować się projektem w wakacje, aby duża część opinii publicznej nie miała możliwości dowiedzieć się, jakie są konsekwencje zmian. Wniosek o wysłuchanie we wrześniu był właściwy i bardzo dobry. Szkoda, że PiS, który obiecywał wsłuchiwanie się w głosy obywateli, odrzuca taki wniosek. Jest mi szczególnie przykro” – mówił Trudnowski, którego Klub Jagielloński zbiera podpisy pod petycją przeciwko nowelizacji ustawy.

Wcześniej od PiS-u „odkleili się” inni intelektualiści i eksperci, którzy w czasie kampanii wyborczej flirtowali z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego albo wręcz udzielili mu jednoznacznego poparcia. Jako pierwszy już ponad dwa lata temu przeprosił za to Ryszard Bugaj, w tym tygodniu po raz kolejny zrobiła to w TVN24 Jadwiga Staniszkis, porównując rządy PiS do praktyk bolszewików i mówiąc, że za łamanie Konstytucji Andrzej Duda powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. – „Bardzo go lansowałam przeciwko Komorowskiemu i teraz gorzko żałuję. (…) Parę razy miałam okazję Komorowskiego przeprosić. On był spokojny, ale miał kręgosłup i styl, który był do zaakceptowania” – powiedziała Staniszkis, otwarcie przyznając się do błędu, co zasługuje na uznanie.

Publicyści „niepokorni” nabierają pokory i odchodzą

Erozję poparcia dla PiS widać też w środowiskach prawicowych publicystów, którzy do niedawna kazali się tytułować „niepokornymi”. Niektórzy z nich (zwłaszcza ci najpoważniejsi) bez rozgłosu odchodzą z tytułów stanowiących tubę władzy – tak zrobił Piotr Zaremba, który jeszcze w styczniu 2017 r. jako wicenaczelny tygodnika „W Sieci” wygłaszał laudację na cześć Jarosława Kaczyńskiego w czasie uroczystości przyznania prezesowi tytułu Człowieka Wolności.

Od tamtej pory wiele się zmieniło – Zaremba najpierw zrezygnował z funkcji zastępcy naczelnego i przestał pisać w tygodniku teksty polityczne, ograniczając się głównie do działki kulturalnej, a potem całkowicie odszedł z tytułu. Zrobił to wszystko bardzo dyskretnie, nie nadając swym krokom charakteru politycznej demonstracji. Dziś publikuje głównie w „Dzienniku Gazecie Prawnej” i mało znanym tygodniku „Wszystko Co Najważniejsze” teksty, w których krytykuje wiele elementów polityki władz.

Z propagandowego tygodnika „W Sieci” wydawanego przez braci Karnowskich jeszcze w 2016 r. odszedł także Łukasz Warzecha, przechodząc do bardziej umiarkowanego tytułu „Do Rzeczy”. W odróżnieniu od Zaremby nie zrobił tego dyskretnie, ale w przeciwieństwie do Bugaja czy Staniszkis nie zdobył się też na otwarte przyznanie, że krytycy PiS-u mieli rację. Stoi więc dziś przed niezwykle trudnym zdaniem, które zmusza go do intelektualnych wygibasów – krytykuje władzę i jej medialnych najemników, mówiąc w wielu sprawach to samo, co przedstawiciele opozycji i komentatorzy krytyczni wobec PiS, a jednocześnie ze wszystkich sił stara się pokazać, że nie jest z nimi w jednym obozie. Atakuje więc Karnowskiego za uprawianie prymitywnej prorządowej propagandy, tytułując go… „Michnikiem PiS-u”.

Jednak to lawirowanie Warzechy jest tylko zabawną ciekawostką, niezmieniającą istoty sprawy: w dość szybkim tempie wykrusza się intelektualne, eksperckie i publicystyczne zaplecze władzy, co sprawia, że rozsądek staje się tu dobrem deficytowym.

Polska w rękach miernot i oszołomów

Obóz PiS radykalizuje się i pierwsze skrzypce zaczynają w nim grać ludzie niewątpliwie zaburzeni, jak Krystyna Pawłowicz czy Dominik Tarczyński, beztalencia i pozbawieni kręgosłupa lizusi, jak Marek Kuchciński czy Marek Suski, oraz niedokształcone, nadambitne młodzieniaszki i żądni władzy cynicy jak Patryk Jaki czy Zbigniew Ziobro.

Oczywiście, ci ludzie zawsze w PiS-ie byli, jednak jeszcze dwa czy trzy lata temu można było mieć nadzieję, że to tylko barwny folklor, który jest trzymany pod kontrolą przez partyjne centrum decyzyjne. Afera z napisaną przez ludzi Ziobry i Jakiego ustawą o IPN, która zniszczyła wizerunek Polski w świecie, pokazała jednak, że ten folklor wcale już nie jest marginesem. Przeciwnie – doszedł do głosu i zaczął wytyczać kierunki polityki państwowej.

Z jednej strony to bardzo źle wróży Polsce. Trudno z optymizmem patrzeć w przyszłość, gdy kraj znalazł się w rękach partii pozbawionej rozsądnego zaplecza intelektualnego i zdominowanej przez oszołomów, miernoty i zamordystów. Taka władza będzie podejmować decyzje głupie i antagonizujące kolejne grupy społeczne. Prędzej czy później (raczej bardzo prędko) wprowadzi Polskę na minę. Niestety będzie to bolesne dla nas wszystkich.

Z drugiej jedna strony jest też dobra wiadomość: raczej nie ma szans, by w dużym europejskim państwie partia całkowicie pozbawiona kwalifikacji intelektualnych i moralnych długo utrzymała się u władzy.

Owszem, PZPR rządziła prawie pół wieku, ale stały za nią sowieckie czołgi. A kto stoi za PiS-em?

Post Navigation