Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Izabela Pek”

Kaczyński też zadawał się z dziewczyną Pięty

Okazuje się, że dzewczyna Stanisława Pięty Izabela Pek „obsługiwała” wszystkich pisowców, z prezesm włącznie.

Czy to ona jest Ruchadełkiem leśnym?

Krzysztof Bosak, wiceszef Ruchu Narodowego, ten sam który podważył teorię heliocentryczną i popadł w problematyczne rozważania na widok Hindusa w turbanie, rozwożącego jedzenie teraz wdał się na Twitterze w polemikę z zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich. Chodziło o jej komentarz do sondażu rp.pl „Czy akceptujesz stosowanie klapsów wobec dzieci.”

Najsmutniejszy sondaż tego tygodnia – prawie połowa badanych akceptuje bicie dzieci…” – napisała na Twitterze Sylwia Spurek komentując jego wyniki, na co Bosak odpalił: „Proszę nie wprowadzać w błąd. W sondażu było pytanie o ‚stosowanie klapsów’, a nie o ‚bicie dzieci’. To dwie różne rzeczy, co jest zrozumiałe dla każdego normalnego człowieka” – napisał.

Dodał następnie, że „Poprawny politycznie chórek od ‚klaps=bicie’ powinien pójść dalej w swoim pedagogicznym rewizjonizmie i postulować zakazania prowadzenia za rękę, potrząsania, przytrzymywania, kładzenia do łóżka, wkładania do wanny, zatrzymywania i zamykania w pokoju. To wszytko formy przemocy!” – pisał dalej.

Sylwia Spurek przypomniała narodowcowi, że dyskusję na ten właśnie temat mamy już za sobą „odbyła się ponad 10 lat temu. Wygrały, na szczęście, prawa człowieka dziecka. I przypominam, że każda przemoc wobec dziecka jest w Polsce zakazana zarówno przez prawo cywilne, jak i karne” – podkreśliła.

Wywody Bosaka skomentowała także Anna Maria Żukowska, rzeczniczka prasowa SLD: „klapsy to BICIE stosowanie siły fizycznej poprzez gwałtowne uderzenie w celu wywołania BÓLU„. Co na to Bosak? „Lekki klaps wcale nie musi boleć, może być równie dobrze delikatnym klepnięciem sygnalizujący dziecku wolę rodzica” – czytamy.

W sumie na Twitterze zawrzało, bo okazuje się, że zdania wciąż na ten temat są podzielone i nie tylko na Twitterze to temat gorący. W rozmowie z radiem RMF24, przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański poseł PiS też przyznał, że nie jest przeciwnikiem klapsów: „Ja bym się znalazł w tej grupie, że bym akceptował klapsa jako sposób karcenia” – stwierdził, dodając, że „dzieci należy rozpieszczać, ale klaps nie przeszkadza w tym – czasem pomaga”.

Prawnicy z Instytutu Ordo Iuris wystosowali oficjalne pismo do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie treści bajki „Harmidom”, emitowanej przez kanał Nickelodeon. Sympatycznej kreskówce zarzucają, że w pozytywnym świetle przedstawia związki homoseksualne, a zatem jest… niezgodna z konstytucją. Uświadamianie dzieciom, że rodzina to nie tylko mama i tata, jest dla konserwatywnych prawników z Instytutu Ordo Iuris nie do zaakceptowania. Opowiastkę o parze gejów wychowujących dziecko uznano za promocję homoseksualizmu i próbę deprawacji młodzieży.

Prawnicy powołali się na konstytucyjną definicję małżeństwa oraz ustawę o radiofonii i telewizji. Według Jerzego Kwaśniewskiego Rada uznała wniosek Instytutu za słuszny i upomniała nadawcę programu. Jego zdaniem Ordo Iuris toczy walkę z „lobby LGBT w dziecięcej branży filmowej”.

Komentatorzy, zwracają uwagę, że w tej sytuacji można odnieść wrażenie, iż debata publiczna na temat zjawisk niezgodnych z konstytucją staje się zabroniona i wyprzedza ją z powodzenie zwyczajna cenzura. Skoro jednak możliwość wyboru kreskówki zgodnej z własnymi przekonaniami i światopoglądem jest niekonstytucyjna, to co z całą resztą seriali i filmów, w których dzieją się rzeczy ewidentnie złe, niezgodne z prawem i dekalogiem? – pytają komentatorzy.

Papież chce zjednoczonej Europy, ale Europy różnorodnej. Ta wizja Europy jest bardzo bliska wizji Europy, którą my reprezentujemy. Papież użył nawet takiej metafory, że jedność europejska nie może być jak kula, bo kula ma w sobie doskonałą jedność, tylko tak jak wielościan, czyli jest to figura geometryczna bardzo spójna i my tak chcemy właśnie budować Europę, Europę ojczyzn, ale jednocześnie tożsamość naszych państw, narodów chcemy utrzymywać, podtrzymywać i pielęgnować” – mówił w Watykanie premier Mateusz Morawiecki.

Ciamajda Morawiecki nie zrozumiał Franciszka.

Internauci już się zastanawiają, gdzie pochowac prezesa Kaczyńskiego.

PiS i Duda do wyborów parlamentarnych i prezydenckich tak się pogrążą, że nie będzie potrzeba Donalda Tuska

Poseł Pięta zadbał wcześniej o swoją rozpoznawalność. Teraz będzie za nią płacić PiS.

W jakiej sytuacji stawia PiS sprawa Stanisław Pięty, ultrakonserwatywnego posła PiS, o którym „Fakt” pisze, że miał romans i obiecywał pracę w spółce Skarbu Państwa?

Dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog, prof. Uniwersytetu Warszawskiego: Sprawa posła Pięty jest kłopotem dla PiS. Nie jest to co prawda problem strategiczny, który mógłby załamać sondaże partii i oderwać istotną część wyborców, ale może być problemem dla tych, którzy najsilniej identyfikują się z wartościami głoszonymi przez partię. Jeśli partia jest konserwatywna kulturowo, to powinna dbać o to, żeby zachowania jej polityków nie wykraczały poza średnią typową dla polskiego społeczeństwa.

Jak na sprawę posła Pięty mogą zareagować wyborcy?

Partii konserwatywnej przystają wartości pisane wielką literą: naród, państwo, rodzina, tożsamość, patriotyzm itd. Takim partiom towarzyszy duża doza patosu. Istotna część wyborców tego oczekuje – wielkich słów, wypowiadanych przez poważnych ludzi. Sprawa posła Pięty może obrosnąć w aspekty natury komediowej. Tego doświadczała polska prawica na początku transformacji. Bardzo szybko przeistoczyła się z bytu narzucającego ton debaty w obiekt drwin. Należy również pamiętać, że w walce o elektorat istotną grupą będą najmłodsi wyborcy, a najmłodsi wyborcy żyją życiem sieci, gdzie obrazek ma dużą siłę rażenia. Sytuacja posła Pięty jest bardzo „memogenna”.

A co ta sprawa mówi o rządzących?

PiS poświęcił bardzo dużo wysiłku przez ostatnią dekadę, żeby zrzucić z siebie stereotyp partii radykalnej, wyrazistej ideowo, ale niezdolnej do ponoszenia odpowiedzialności, partii która jest świetna w opozycji, ale nie jest gotowa rządzić. A tymczasem poseł, zaangażowany w przynajmniej dwie istotne komisje dla bezpieczeństwa państwa, uwikłał się w sytuację, w której nie można wykluczyć jakichś form zagrożenia dla bezpieczeństwa. Okazałoby się, że PiS nie jest tak sprawnie działającą machiną władzy, jak się przedstawia. Potencjał groteski politycznej zawsze stanowi zagrożenie dla władzy. Każda godzina przedłużania obecności posła Pięty w komisji ds. służb specjalnych i Amber Gold jest dla PiS godziną straconą.

Joanna z publikacji „Faktu”, domniemana bohaterka romansu ze Stanisławem Piętą, zabrała głos i oficjalnie wystąpiła pod imieniem i nazwiskiem. Jak twierdzi Izabela Pek, Pięta „sprzedał ją dwa razy”.

Choć od materiału „Faktu” na temat domniemanego romansu posła PiS Stanisława Pięty minął tydzień, to parlamentarzysta wciąż nie wydał oficjalnego stanowiska w tej sprawie (informował o tym w rozmowie z Gazeta.pl). Zapowiadał też pozwy w związku z publikacjami w tej sprawie.

„Fakt” opisał, że polityk, który ma żonę i córkę, miał poznać się z Joanną (tak wówczas opisywano bohaterkę materiałów) podczas 7. rocznicy katastrofy smoleńskiej 10 kwietnia 2017 roku. Miał składać jej obietnice założenia rodziny, a także obietnice pracy (poseł temu zaprzeczył).

Izabela Pek zabiera głos

Na łamach dziennika pojawił się wywiad z Izabelą Pek, która ma być opisywaną w tekstach Joanną, czyli bohaterką publikacji dotyczących posła Pięty. „Historia, którą opisaliście jest prawdziwa. Wypatrzył mnie, zadzwonił, dużo o mnie wiedział” – opowiadała kobieta.

W rozmowie z „Faktem” Izabela Pek wyjaśniała, że nie chciała, by od razu znana była jej tożsamość, ponieważ „wyciągnięte zostałyby jej zdjęcia z sesji modelek”, na których pozowała nago. W ten sposób – jak twierdzi – chciała uniknąć przypięcia łatki „kobiety lekkich obyczajów”.

Dlaczego zaraz po publikacjach zaczęto spekulować, że to właśnie ona jest Joanną?

Jak donieśli mi znajomi, Pięta od razu poleciał po pomoc do kolegów od wizerunku. Chciał się ratować moim kosztem. Wiedziałam, że to mi grozi, ale skala hejtu mnie poraziła. Wielu ludzi, którzy publicznie popierali „dobrą zmianę”, teraz robi ze mnie dziwkę

– mówiła Pek „Faktowi„.

„Staszek Pięta sprzedał mnie dwa razy”

Izabela Pek wyjaśniała również, że z Prawem i Sprawiedliwością jest „od początku” i nie została przez nikogo nasłana na polityków prawicy (co sugerują niektóre tygodniki).

W dalszej części wywiadu kobieta zapewnia, że była zupełnie niezainteresowana ewentualnymi profitami ze znajomości z posłem, a nastawiona była na posiadanie dzieci i założenie rodziny.

Opowiadał mi, że jego małżeństwa praktycznie nie ma. A gdy ja się otworzyłam i zdradziłam, że marzę o rodzinie i dzieciach, uczepił się tego. (…) Pięta wysłał mnie nawet do ginekologa, żebym sprawdziła, czy jestem na to fizycznie gotowa! (…) Wciskał mi przez miesiące, że choć jesteśmy od siebie z dala, to jestem jedyna. (…) Staszek Pięta sprzedał mnie dwa razy. Wolę nie mówić, co teraz czuję. Nie mogłam dłużej milczeć

– mówiła Pek.

Izabela Pek jest aktywna m.in. na Twitterze, gdzie opisuje siebie jako politologa i dziennikarkę, zamieszcza też sporo zdjęć, np. z Sejmu lub podczas spotkań z politykami.

Internauci cytują wypowiedź posła PiS Stanisława Piotrowicza ze spotkania.

„Pytanie pisowskich polityków szkodzi zdrowiu. Tego Pana spisywała @PolskaPolicja po spotkaniu z #Piotrowicz’em. …. Czy doniósł ktoś z #PiS’iągów z sali, czy sam #komuch …. nie wiadomo… – napisał na Twitterze Paweł Wimmer i udostępnił film z legitymowania przez policję jednego z mieszkańców Witnicy koło Gorzowa Wlkp. Funkcjonariusze przyjechali radiowozem przed budynek, gdzie odbyło się spotkanie z posłem PiS, prokuratorem z czasów stanu wojennego, Stanisławem Piotrowiczem.

„Winą” mieszkańca Witnicy było to, że podczas spotkania zadawał Piotrowiczowi „niewygodne” pytania. Obnażał też głoszone przez prokuratora stanu wojennego nieprawdy, m.in. uznawanie za fakt historyczny fragmentu beletrystycznej książki, dotyczącego carycy Katarzyny i jej rzekomego wpływu na politykę kanclerz Angeli Merkel.

To kolejny taki przypadek. Po spotkaniu Marka Kuchcińskiego z mieszkańcami Sanoka to samo spotkało Annę Grad-Mizgałę po tym, jak próbowała zabrać tam głos, została wylegitymowana i spisana przez policję. (Chciała zadać pytanie Kuchcińskiemu „porozmawiała” z policją”).

Wcześniej na spotkaniu z Piotrowiczem w Pyrzycach doszło do ostrej wymiany zdań z jednym z uczestników. – „Przyjmujecie pytania na kartkach. Pan poseł powiedział, że nie boi się niewygodnych pytań. Dlaczego pan wybiórczo wraca do historii? Czemu pan nie cofnie się do 1981 r., kiedy był pan prokuratorem stanu wojennego? Pan był wtedy oprawcą!” – mówił jeden z uczestników. Na sali podczas spotkania pojawiły się transparenty z hasłami „Towarzysz Piotrowicz” oraz „Pycha i szmal”.

To już tradycja – w rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 w pobliżu legendarnej kawiarni „Niespodzianka” na Pl. Konstytucji w Warszawie spotykają się ludzie, którzy razem chcą uczcić odzyskaną wolność. W tym roku nie może być inaczej i o godz. 19.00 w miejscu, gdzie był sztab wyborczy „Solidarności” wspólnie wzniosą Toast za Wolność. 4 czerwca 1989 to przecież jedna z najważniejszych dat polskiej historii.

Na zaproszenie Projekt Polska życzenia dla Polski wygłoszą Maria Ejchart-Dubois i Sylwia Gregorczyk-Abram z #wolnesady, Kinga Łozińska z Komitetu Obrony Demokracji i Wiktor Jędrzejewski z Projekt Polska, Paweł Kasprzak z Obywateli RP i Agnieszka Holland. Toast za Wolność wzniesie były prezydent Bronisław Komorowski.

A wieczorem o 20.30 na placu Defilad odbędzie się koncert z okazji tej rocznicy „Chaos pełen idei” Wojtka Mazolewskiego i jego gości: Wojciecha Waglewskiego, Natalii Przybysz, Justyny Święs, Misi Furtak, Johna Portera, Piotra Zioło, Ani Rusowicz oraz Vienia. – „4 czerwca 1989 Polacy opowiedzieli się za wolnością i solidarnie powiedzieli systemowi: „Nie!”. 4 czerwca 2018 – w kolejną rocznicę wydarzeń roku 1989 – nie tylko przypominamy, jak fundamentalne znaczenie dla historii Polski miało obalenie komunizmu, ale przede wszystkim świętujemy i zapraszamy na koncert na placu Defilad!” – napisali organizatorzy ze stołecznego Domu Spotkań z Historią.

Tak było…

Kaczyńscy niezłomni 😂😂😂

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o Morawieckim.

Dlaczego Mateusz Morawiecki, który nie jest przecież durniem, robi z siebie idiotę?

Utrzymanie władzy zawsze jest trudniejsze niż jej zdobycie. Paradoksalnie – tym trudniejsze, im bardziej ta władza jest praworządna i przyzwoita. To jest jak z każdym przywództwem w grupie: autorytet i poparcie środowiska powinien utrzymać ten, kto wyróżnia się wiedzą, umiejętnościami i uczciwością, ale nawet wzorzec przyzwoitości przegrywa często z oszustem, który wynosi się ponad otoczenie, dorabiając sobie sukcesy i pomniejszając zasługi konkurentów. Naród o chwiejnych fundamentach demokracji lub zawiedziony niespełnionymi obietnicami często zawierza bezczelnym hucpiarzom, którzy dzielą i rządzą, pieszczą jednych, a zastraszają innych, szczują ludzi przeciw sobie i budują klimat oblężonej twierdzy pokrzykując, że nie czas na niesnaski i kłótnie o władzę, skoro larum grają.

Historia uczy jednak, że na dłuższą metę najpodlejsza władza, nawet w kraju szczątkowej demokracji, nie może liczyć na bezterminowe trwanie. Chyba że spełnia trzy podstawowe warunki umożliwiające autokratom przedłużenie rządów: wiarygodna charyzma, wiarygodne pieniądze i wiarygodna wizja. Czy obecna władza posiada te walory?

Charyzmę miał Jarosław Kaczyński. Miał, dopóki jego smoleńska legenda nie zaczęła rozwiewać się z dymem po kolejnych wybuchach tupolewa. Dzisiaj Kaczyński charyzmę co najwyżej miewa, ale jej blask nie oślepia już tak jak wtedy, gdy tłumy żądały od poczętego z błogosławionego łona bezzwłocznego zbawienia Polski. Z pewnością natomiast nie ma charyzmy żaden z otaczających wodza funkcjonariuszy, zajętych produkowaniem dowodów swojej lojalności z prezesem i wojenką z konkurentami na wypadek zwolnienia etatu Naczelnika Państwa. Nie miała charyzmy prowincjonalna premier Szydło, krzykliwa obrończyni wszelakich Wartości oraz słusznych praw swojego partackiego rządu do tłustych premii. Nie ma też charyzmy obecny premier, historyk udający ekonomistę, który miota się między nacjonalistycznym izolacjonizmem, a akceptacją reguł gry w unijnej drużynie europejskiej. Można więc przyjąć, że PiS traci walor charyzmatycznej sekty grupującej Polaków pierwszego sortu, a Jarosław Kaczyński coraz częściej jawi się swoim zwolennikom jako zwyczajny człowiek, schorowany starszy pan trapiony reumatyzmem.

Jeśli nie charyzma, to może zasobna kasa i liczne prezenty zapewnią trwanie totalnej partii rządzącej? Kłopot w tym, że o budżecie, a w szczególności o wydatkach, niewiele wiadomo. Raz pieniądze są, raz ich nie ma. Wczoraj wystarczyło nie kraść, dzisiaj trzeba ratować budżet podatkiem bankowym, na jutro zaplanowano „solidarnościowe” myto od bogatszych, pojutrze… Ceniony portal finansowy Independent Trader podliczył rozmaite nowe opłaty oraz wszystkie ukryte podatki  i okazało się, że statystyczny Polak pracujący na etacie za 3 tys. zł netto oraz wydający 100 % dochodów na bieżące potrzeby ma do dyspozycji jedynie 40% swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Aż 60% zabierane jest mu oficjalnie lub pod postacią rozmaitych dobrze ukrytych opłat. Na utrzymanie państwa nasz przykładowy Polak pracuje przez 233 dni w roku, czyli od 1 stycznia aż do 21 sierpnia wszystkie nasze zarobki oddajemy władzy zawiadującej budżetem. W zamian za to władza świadczy nam takie usługi, na które cywilizowany świat patrzy z niedowierzaniem. Ideologiczna decyzja zablokowania niedzielnego handlu wypędziła klientów także z kin, kawiarni, orientalnych barów, lodziarni i placów zabaw usytuowanych w centrach handlowych. Za to można będzie pójść z maluchami na strzelnicę albo posiedzieć na elektrycznej ławeczce i pośpiewać z nią „Pierwszą Brygadę”, zbanalizowaną niemal do formatu piosenki biesiadnej lub „Czerwone maki”, o których Polacy śpiewali kiedyś stojąc na baczność.

Wychodzi na to, że totalnej władzy pozostała w odwodzie jedynie wizja. I to może być główny powód zatrudnienia nowego premiera. Mateusz Morawiecki zafascynował Kaczyńskiego urokliwą prezentacją wielkich cywilizacyjnych projektów. Te wizje miały wzbudzić entuzjazm Polaków, pociągnąć ich za sobą, a jeśli nie, to przynajmniej osłabić opór wobec bezprawnych poczynań coraz bardziej totalnej władzy.  W rzeczy samej – rozmach planów premiera zapiera dech w piersiach. Milion aut elektrycznych w ciągu zaledwie siedmiu lat to jest tyle, ile prognozuje się łącznie dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Międzykontynentalne mega lotnisko – centrum przesiadkowe i przeładunkowe na prowincjonalnym skraju Unii, między Okęciem, Modlinem i nieużywanym portem w Radomiu. Centralny port morski w Gdańsku, w zamierzeniu konkurencyjny dla największych europejskich w Rotterdamie, Hamburgu czy Antwerpii. Stary projekt PiS budowy 3 milionów (!) tanich mieszkań w nowym garniturze, z metką „Mieszkanie plus”.  Przekop Mierzei Wiślanej i dwa tuziny nowych mostów łączących brzegi bliżej nieznanych rzek w niewiadomych miejscach. I najbardziej niewiarygodna ze wszystkich obietnic premiera: połączenie zwaśnionych Polaków…

Realizacja wszystkich wizji Morawieckiego kosztowałaby kilkakrotność polskiego dochodu narodowego. Ale premier zapewnia, że znajdzie w budżecie pieniądze na swoje projekty. Oczywiście pod warunkiem, że nie będzie marnowania kasy na fanaberie w rodzaju 500 plus dla dorosłych niepełnosprawnych.  Bankowiec, który orientuje się w rozmaitych metodach kreatywnej księgowości długo może dawać sobie radę ze zmarginalizowaną pozarządową kontrolą obywatelską. I to jest już realne niebezpieczeństwo dla polskiej gospodarki. Obietnice są zagrożeniem tylko (?) dla naszej wiarygodności. Natomiast realizacja tych obietnic grozi takim krachem, jakiego Europa jeszcze nie oglądała – plajtą, w porównaniu z którą gospodarcza zapaść Grecji była tylko chwilowym brakiem drobnych w portmonetce.

Dlaczego Mateusz Morawiecki, który nie jest przecież durniem, robi z siebie idiotę? Czemu snuje nieziszczalne projekty i w dodatku odgraża się, że je zrealizuje? Czy jest podstarzałym dzieciakiem rzucającym przechwałki? Czy ma świadomość, do czego Kaczyńskiemu potrzebny jest akurat taki premier jak on? Nie widzi, jak bardzo przypomina Gierka, który też snuł fantasmagorie o Polsce w pierwszej dziesiątce światowych potęg gospodarczych?

Bezwiedną zasługą Gierka było sprowokowanie demokratycznych przemian za pomocą bankructwa socjalistycznej gospodarki planowej. Jeśli Morawiecki jest Wallenrodem i zamierza rozsadzić państwo PiS od środka, to koszt tego planu jest stanowczo za wysoki. Tym bardziej, że kierownicza siła narodu rozlecieć się może i bez pomocy premiera. Bez charyzmy, pieniędzy i wiarygodnej wizji niewielkie ma szanse na przedłużenie rządów. Chyba że samodzielnie myślący Polacy pozostaną bierni. Chyba że przyzwoici rodacy zamkną się w enklawach własnych środowisk i rodzin. Chyba że zobojętniali obywatele nie przeciwstawią się oszustwom wyborczym i przemocy.

Waldemar Mystkowski pisze o „fujarach” PiS.

Afera rozporkowa Stanisława Pięty spełnia dla PiS dość zasadniczy cel – zakrywa klęskę polityki unijnej rządu Mateusza Morawieckiego, z Brukseli Polska pisowska dostanie 24 mld euro mniej, czyli o 23 proc., zaś Trybunał Sprawiedliwości UE zajmie się bezprawiem PiS.

Pięta się zdarzył, żonę zdradził, kochance obiecał intratną synekurę w Orlenie. Zostało to przez media wykryte i powinno w pół dnia rozejść się po kościach. Ale nie. Pisowskie media grzeją temat do czerwoności i to wektorowo.

Tygodnik „Sieci” przeprowadził jakoby jakieś śledztwo w „temacie pisowskich rozporków” i grzeją – „ofiar może być więcej”. Nie tylko ofiarą swego rozporka został Pięta, ale też inni jego koledzy partyjni. Media więc mają wysyłać dziennikarzy w krzaki, aby wykryć, który z polityków dopuszcza się nierządu wg wyznawanych przez PiS wartości polsko-katolickich.

Pięta broni się tym, iż Niemcy go wrabiają (właściciele „Faktu”), bo coś tam bąknął pod nosem o Nord Stream 2.

Koledzy w PiS sugerują, że wiedza o rozporku Pięty ujrzała światło w wyniku działań polskich służb (wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik: Nie mam takiej wiedzy. Wydaje mi się, że tak – Stanisław Pięta był sprawdzany przez polskie służby, natomiast nie mam 100% wiedzy”). Wójcika pokractwo językowe jest znamienne, bo to także sugerowanie, iż kochanka Pięty to jakaś Mata Hari.

Grzeją temat media i politycy PiS, liczą na słabe umysły swoich zwolenników, bo ci im odpływają. Wychodzą z założenia, że lepsze poświęcenie Pięty, niż rzeczywista wiedza o klęskach PiS.

Kombinują, jak własne klęski unijne zwalić na przeciwników politycznych, bo powtórka z „sukcesem” Beaty Szydło 1:27 może nie wypalić. Nuworysz Zbigniew Gryglas chce, aby Donald Tusk ratował okrojony budżet z UE uzyskany przez PiS. I to pójdzie w tym kierunku – zwalić na Tuska i na opozycję, która „donosi” za granicą.

Mateusz Morawiecki ruszył w podróż po krajach bałtyckich, aby szukać jakichś sojuszników. Na Litwie podlizywał się miejscowym i chwalił zakup rafinerii w Możejkach dokonany 10 lat temu przez Lecha Kaczyńskiego, który jest jedną z największych wpadek biznesowych.

Jak w ten sposób afery będą przykrywać klęski władzy, to może nie starczyć rozporków polityków PiS. Nie każdy jest taki jurny jak Pięta, a z drugiej strony płci – kandydatek na Anastazję Potocką (vel Marzenę Domaros) nie widzę, choćbym dostał wytrzeszczu.

I takie są „sukcesy” PiS, nie można ich dojrzeć mimo wytrzeszczu. Mateusz Morawiecki jest za to coraz bliżej „sukcesu” Greka Zorby. Szydło miała swój sukces, Morawiecki zaś dostanie „piękna katastrofę”. Taki nasz wytrzeszcz.

Post Navigation