Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych”

Protesty wyborcze PiS były bezzasadne, Sąd Najwyższy nie miał innej możliwości niż je odrzucić

Kmicic z chesterfieldem

– „Nie ma niedzieli, żeby proboszcz nie prosił o pieniądze. Czasem człowiek ma wrażenie, że to mamona jest ważniejsza niż Ewangelia. Styl, w jakim mówi jest skandaliczny. Człowiek ma wrażenie, że on żąda, a nie prosi” – powiedział „GW” jeden z parafian kościoła pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu. Proboszcz ks. Stanisław Pankiewicz ogłosił bowiem, ile trzeba zapłacić za tzw. wypominki za zmarłych.

Roczne „kosztują” 50 zł – przez cały rok po mszy o godz. 8.00 wyczytywane będzie nazwisko zmarłego.   – „Doszliśmy do ściany, skoro na ambonie padają konkretne kwoty. Jeśli tak, to chyba warto wprowadzić oficjalne cenniki i zainstalować kasy fiskalne” – skomentował inny parafianin.

Inny w mailu nadesłanym do „GW” napisał: – „Jest to dla nas bulwersujące zjawisko godzące w nasze postrzeganie wiary, instytucji Kościoła i nie mające prawa bytu w świetle nauk papieża Franciszka. (…) Jest to nie pierwsza sytuacja, w której zachowanie naszego obecnego proboszcza jest dla…

View original post 1 135 słów więcej

 

PiS chce orżnąć ws. wyborów

Kolejny protest wyborczy PiS prawdopodobnie zostanie oddalony. – „Wnioskodawca nie przedłożył żadnych konkretnych dowodów, z których miałoby wynikać, że faktycznie w sposób wadliwy zakwalifikowano jako głosy nieważne głosy ważne – napisał szef Okręgowej Komisji Wyborczej w Koszalinie w stanowisku do Sądu Najwyższego w sprawie protestu wyborczego PiS. Złożył w związku z tym wniosek do SN o pozostawienie protestu PiS bez dalszego biegu.

W okręgu nr 100 w Koszalinie senacki mandat zdobył poseł PO Stanisław Gawłowski, startujący z własnego komitetu. Uzyskał 44 tys. 956 głosów (33,67 proc poparcia). Krzysztof Nieckarz z PiS zdobył 44 tys. 636 głosów (33,43 proc.).

Szef OKW z Koszalina dodał w swym oświadczeniu: – „W jakiejkolwiek kategorii w tutejszym okręgu wyborczym odsetek głosów nieważnych nie był wyższy aniżeli w całym kraju, co przy braku jakichkolwiek dowodów uzasadniających popełnienie przestępstwa czyni protest takim, który nie powinien być rozpoznawany merytorycznie i pozostawiony powinien być bez dalszego biegu. Lektura protestu pozwala wnioskować, że wnioskodawca nie zadał sobie trudu, by swoje – poważne przecież zarzuty – zweryfikować”.

Zwrócił uwagę na konstytucyjne prawo obywateli do kontrolowania przebiegu procesu wyborczego, ale – jego zdaniem – nie można dopuścić do sytuacji, w której „kontrola zamieniłaby się w powszechną weryfikację wyników wyborczych na podstawie słabo udokumentowanych i podbudowanych subiektywnymi ocenami przesłanek”. – „Wnioskodawca zaś, będąc niezadowolony z niekorzystnego dla siebie wyniku wyborów, w istocie stara się właśnie wybory te, na podstawie wyłącznie własnych domniemań, podważyć” – napisał szef OKW w Koszalinie.

Wcześniej inny protest złożony przez PiS negatywnie zaopiniowała Państwowa Komisja Wyborcza. Chodzi o okręg nr 75 (Tychy i Mysłowice), gdzie mandat senatorski zdobyła Gabriela Morawska-Stanecka z Lewicy. PKW wnioskuje o pozostawienie protestu bez dalszego biegu uznając, że zarzuty PiS nie dają podstaw do ponownego przeliczenia głosów w tym okręgu.

Na 30 października wyznaczono terminy rozpatrzenia pierwszych dwóch spośród protestów PiS w wyborach do Senatu. Chodzi o okręgi nr 12 i 92. W pierwszym z nich (obejmującym powiaty: brodnicki, golubsko-dobrzyński, grudziądzki, rypiński, wąbrzeski oraz miasto Grudziądz) wygrał kandydat PSL Ryszard Bober. W okręgu nr 92 – obejmującym powiaty: gnieźnieński, słupecki, średzki, śremski, wrzesiński – mandat senatorski zdobył kandydat Koalicji Obywatelskiej Paweł Arndt. Posiedzenie Sądu Najwyższego będą niejawne.

Kmicic z chesterfieldem

Reportaż TVN24 wystawia świadectwo nie tylko metropolicie, ale przede wszystkim Kościołowi jako instytucji, która wyniosła abp. Głódzia na szczyty.

Telewizja TVN24 poświęciła reportaż w magazynie „Czarno na białym” nieprawościom arcybiskupa gdańskiego. Dużo było o hołdowaniu przez niego materialistycznym wartościom. Przejawiają się one zarówno w wystawnym stylu życia (rezydencja, bez której obywali się wszyscy dotychczasowi biskupi gdańscy, specjalne wymagania kulinarne), jak i w pazerności na pieniądze (wymuszanie wysokich danin na proboszczach, powiązanie awansów z wysokością przekazywanych hierarsze kwot). Było też o dogadzaniu sobie, przedkładaniu własnych potrzeb i odsuwaniu na plan dalszy tych dotyczących diecezji oraz jej duchowieństwa (miał powstać dom emerytów dla księży, ale ważniejszy był arcybiskupi pałac w Gdańsku-Oruni).

Wreszcie o stosowaniu przemocy w stosunku do podwładnych, zwłaszcza młodych, z samego dołu kościelnej hierarchii. O upokarzaniu, publicznym poniżaniu, ubliżaniu podwładnym wulgarnymi słowami. O łamaniu charakterów, niszczeniu zdrowia tym mniej odpornym psychicznie. Słowem: o stosunkach folwarcznych wprowadzonych przez abp. Głódzia.

Ikona Kościoła oderwanego od współczesnego świata

Podwładni oskarżają Głódzia

Mówili o tym wszystkim duchowni…

View original post 3 337 słów więcej

 

Pisowskie nieuki wiedzą, że zniszczyli fundament rozwoju gospodarczego

Teraz tylko od partii Jarosława Gowina zależy, kto i jak będzie w Polsce rządził.

Wszystko, co stało się w poprzedniej kadencji, szło na rachunek prezesa Kaczyńskiego. Wszystko, co stanie się w tej kadencji, pójdzie na rachunek prezesa Gowina. Bo teraz tylko od Porozumienia zależy, kto i jak będzie w Polsce rządził.

18 szabel Porozumienia w koalicji z PiS i Solidarną Polską pozwoli utrzymać Polskę na populistycznym, antydemokratycznym, antyzachodnim, prorosyjskim, wyniszczającym kursie. Ich przejście na stronę KO, Lewicy i PSL pozwoliłoby wrócić na kurs demokracji, praworządności i wzmacniania Zachodu coraz skuteczniej atakowanego ze Wschodu.

Potrafiłem zrozumieć Jarosława Gowina, gdy w sprawie niszczenia polskiego sądownictwa głosował, ale się nie cieszył. Bo jego głosowanie „przeciw” nie mogło uratować sądów, a mogło odebrać mu wpływ na inne sprawy. Zachował się niehonorowo, kunktatorsko i bardzo cynicznie, ale miało to sens w ówczesnych okolicznościach. Dokonał wyboru, jakiego w PRL dokonywali „uczciwi partyjni” i w tej tradycji dało się go zrozumieć, a nawet usprawiedliwiać.

Teraz sytuacja jest inna. Bez szabel Gowina PiS musiałby oddać władzę. W nowej konfiguracji można sobie wyobrazić wstępnie poparty przez lewicę centrowy rząd przejściowy np. z premierem Kosiniakiem-Kamyszem, wicepremierem Gowinem i wicepremier Kidawą-Błońską. To by oczywiście nie była łatwa ani trwała konstrukcja, ale miałaby jednak dość siły, żeby przynajmniej zatrzymać dalszy dewastujący Polskę i Europę pochód autorytarnych populistów.

Dla formacji Gowina taki manewr byłby przepustką do demokratycznej przyszłości. Może w połączeniu ze sporą częścią PO, której formuła się kończy i zmierza do dezintegracji. W ten sposób mogłoby powstać przypominające niemieckie CSU trwałe, w miarę rozsądne, pragmatyczne republikańskie centrum, konkurujące z populistyczno-autorytarną prawicą Ziobry, Macierewicza, Rydzyka i Konfederatów, oraz z demokratyczną lewicą od Razem po lewe skrzydło dzisiejszej PO.

Czyli Gowin rządzi. Podobnie jak w innych trudnych sytuacjach jako języczek u wagi rządziło nieznacznie silniejsze, obrotowe i sprytne PSL Waldemara Pawlaka.

A jeśli nie rządzi, to na własne życzenie.

Wiadomo, że Gowin ma większe ambicje i chce być premierem, a nie wicepremierem. To zrozumiałe u polityka tak bardzo ambitnego. I nie jest wykluczone, że przed 12 listopada taka szansa się zmaterializuje. Ale na miejscu Gowina bym jej teraz nie brał, by nie skończyć jak Beata Szydło i Mateusz Morawiecki – czyli na bocznym torze, mijanym przez pociąg prezesa Kaczyńskiego. Bo PiS go jako premiera użyje i porzuci trwale oklejonego mazią produkowaną przez Ziobrę i Kamińskiego. Lepper i Giertych dobrze się przekonali, jak PiS działa wobec nazbyt ambitnych partnerów.

Może to nie brzmi efektownie, ale lepiej i zdecydowanie bezpieczniej być realnym wicepremierem Kosiniaka-Kamysza niż malowanym premierem Kaczyńskiego. Zwłaszcza że na następnym zakręcie można Kosiniaka-Kamysza zastąpić (jak Pawlak zastąpił Suchocką, która go wcześniej zastąpiła), a Kaczyńskiego zastąpić się nie da. Można z nim tylko przegrać lub wcześniej się rozstać.

Kmicic z chesterfieldem

Państwowa Komisja Wyborcza przeanalizowała jeden z sześciu – bliźniaczo do siebie podobnych – protestów wyborczych PiS i uznała, że nie zasługuje na uwzględnienie. – Wnosimy o pozostawienie go bez dalszego biegu – wystąpiła do Sądu Najwyższego.

Protesty wyborcze komitetu PiS ujawniło Oko.press. Serwis wydobył skargi z Sądu Najwyższego. W sześciu podobnych pismach komitet PiS kwestionuje wyniki wyborów do Senatu w sześciu okręgach wyborczych. We wszystkich wygrali kandydaci opozycji lub niezależni. Przewaga nad kandydatami PiS wyniosła od 320 głosów do 3 tys.

Rządząca partia liczy, że uwzględnienie protestów pozwoli jej na odbicie izby wyższej, w której większość będzie mieć opozycja i senatorowie niezależni.

„Wyniki wyborów niemal po połowie dzielą Senat pomiędzy partię sprawującą władzę a opozycję. W tym stanie rzeczy w interesie społecznym jest podjęcie dodatkowych działań weryfikujących” – napisał w uzasadnieniu protestów pełnomocnik komitetu PiS Krzysztof Sobolewski.

PiS myli artykuł kodeksu

„Zgłaszam protest wyborczy przeciwko ważności wyborów do Senatu RP”…

View original post 3 471 słów więcej

 

Religia w szkole jak z Mrożka

Wiele takich sygnałów trafia do Fundacji „Wolność od religii”. Przykład? XXIV LO im. Jana Pawła II w Krakowie, w którym w jednej z klas pierwszych na religię nie chodzi większość uczniów, ale muszą siedzieć w sali w trakcie jej trwania, bo. szkoła nie ma im nic innego do zaproponowania. A religia jest w środku zajęć

Mama uczennicy tego liceum, pani Katarzyna nie kryje, że sytuacja jest absurdalna. – Większa część klasy nie uczestniczy w zajęciach z religii, ale musi być obecna w sali. Opiekę nad tą częścią sprawuje ksiądz, który w tym samym czasie prowadzi lekcję – opowiada nasza rozmówczyni. Część uczniów siedzi na lekcji w słuchawkach i słucha muzyki, ale najczęściej i tak słyszy, co mówi ksiądz.

Pani Katarzyna napisała do dyrektora. W efekcie jej córka może z religii wyjść do biblioteki. Tyle tylko, że inni, formalnie nie uczestniczący w religii, dalej siedzą w sali. – Moja córka jest przewodniczącą klasy, ma wiele spraw na głowie, więc po prostu wychodzi, a klasa prawdopodobnie nawet nie wie, dlaczego i dokąd idzie – mówi pani Katarzyna.

Matce uczennicy zależało, by religia była na pierwszej lub ostatniej godzinie w planie zajęć tak, by mogła córkę z niej zwolnić. Dyrektor nie wyraził na to zgody.

„Ze względów organizacyjnych nie jesteśmy w stanie ułożyć planu lekcji dla wszystkich klas w taki sposób, aby zajęcia religii odbywały się wyłącznie na pierwszej lub ostatniej lekcji. Aby wyjść naprzeciw Pani oczekiwaniom, od najbliższej lekcji religii Pani córka będzie przebywała w bibliotece, pod opieką nauczyciela bibliotekarza” – napisał dyrektor Łukasz Karkowski.

Skargi od rodziców na porządku dziennym

O tym, że praktyka umieszczania lekcji religii w środku planu jest nagminna, dobrze wie Fundacja „Wolność od religii”, która regularnie dostaje od rodziców takie sygnały. – Trudno przypuszczać, by rodzic, który nie zapisuje dziecka na lekcje religii, życzył sobie jednocześnie, by jego dziecko w trakcie tych zajęć siedziało w sali, w której taka lekcja się odbywa i słuchało wszystkiego, o czym jest tam mowa – mówi Dorota Wójcik, prezeska fundacji.

– Mój syn jako jedyny w swojej klasie nie chodzi na religię. W tym czasie wałęsa się po korytarzu, bo biblioteka często jest zamknięta. Czasami jest też tak, że na religii jest zastępstwo np. z matematyki, syn o tym nic nie wie, nie ma go, a potem ma nieobecność. To absurd – mówi nam mama siódmoklasisty w z jednej ze szkół podstawowych w Lublinie.

Jest na to przyzwolenie władz oświatowych?

Kilka tygodni temu oficjalne, pisemne stanowisko w sprawie lekcji religii przygotował mazowiecki kurator oświaty. Z dokumentu wynika, że religia nie musi być umieszczana na pierwszej czy ostatniej godzinie w planie lekcji. Kurator zwrócił uwagę, że nauczyciele religii są pełnoprawnymi członkami rady pedagogicznej i powinni mieć ułożony swój plan lekcji tak, by móc „efektywnie wykorzystać swój czas pracy” (czyli np. bez „okienek” między zajęciami).  – Religia oraz etyka są zajęciami nieobowiązkowymi i nie można zrównywać ich statusu z zajęciami obowiązkowymi, jak np. matematyka czy biologia – mówi Dorota Wójcik.

Fundacja wysłała w tej sprawie pismo do Mazowieckiego Kuratorium Oświaty i właśnie dostała odpowiedź. Wicekurator Krzysztof Wiśniewski powtórzył to, co zostało zawarte wcześniej w oficjalnym stanowisku. „Żaden nauczyciel nie powinien korzystać z „przywilejów” innych niż pozostali nauczyciele. Obowiązek równego traktowania pracowników jest jednym z ważniejszych obowiązków dyrektora szkoły, który jako pracodawca ma obowiązek równego traktowania pracowników i przeciwdziałania dyskryminacji w zatrudnieniu. Odpowiedzialność za naruszenie wobec pracownika zasady równego traktowania ponosi pracodawca” – napisał kurator w liście do fundacji. Czyli mówiąc wprost, kurator uznaje, że gdyby religia była na pierwszej i ostatniej lekcji, to nauczyciel religii byłby dyskryminowany z tego powodu, że miałby „okienka” między poszczególnymi lekcjami.

– Wydaje mi się, że kurator nie rozumie pojęcia „dyskryminacja” i odwraca całą sytuację. Nie ma żadnego dyskryminowania nauczycieli religii w Polsce. Dyskryminowani są nauczyciele etyki i uczniowie, którzy chcą na nią chodzić. Państwo i szkoły robią wszystko, by tej etyki nie było albo jest ona organizowana w taki sposób, by zniechęcić uczniów. Mam wrażenie, że kuratorzy podejmują takie a nie inne działania, aby wpisać się w oczekiwania partii rządzącej – mówi Dorota Wójcik.

Kmicic z chesterfieldem

Partia Jarosława Kaczyńskiego boi się wyborów prezydenckich. Ale już widać, w jaki sposób będzie walczyć o drugą kadencję dla Andrzeja Dudy.

Wbrew oficjalnemu optymizmowi PiS boi się, że przegra wybory prezydenckie wiosną 2020 r. Bo w wyborach parlamentarnych opozycja zdobyła więcej głosów niż PiS, a podczas prezydenckich mobilizacja elektoratów nie osłabnie. Dla opozycji zdobycie prezydentury będzie ostatnią szansą, by powstrzymać władzę Jarosława Kaczyńskiego. Dla PiS przegrana to paraliż i demontaż autokratycznego państwa. Taka mobilizacja daje większe szanse opozycji, PiS nie przyciągnie bowiem kolejnych rzesz wyborców.

Nie pocieszają też rządzących sondaże prezydenckie. Wprawdzie większość z nich wskazuje na zwycięstwo prezydenta Dudy, ale są one przeprowadzane w warunkach, gdy nie ma jeszcze oficjalnych kontrkandydatów, a kampania dopiero się rozkręca. Duda wygrywa, bo jest na razie jedynym oczywistym kandydatem na ten urząd. Ale wygrywa ledwo, ledwo, co powinno PiS niepokoić. W 2014 r., kilka miesięcy przed wygraną Dudy, prezydent Komorowski miał w podobnych…

View original post 3 176 słów więcej

 

Post Navigation