Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Jacek Dubois”

Duda raczej nie wygra

Andrzej Duda wcale nie ma dobrej pozycji do reelekcji. Dużo gorszą niż Bronisław Komorowski w tym samym analogicznym czasie.

Dobra kampania wyborcza Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, i będziemy mieli nowego prezydenta, a Dudę musi czekać Trybunał Stanu. Kilka razy złamał Konstytucję, niech go następnie złamią współwięźniowie w celi.

Dudę już nie da się resocjalizować, musi tylko ponieść karę za zbrodnię na Konstytucji RP.

Wnikliwa analiza sondaży przeprowadzona przez Piotra Pacewicza – czytaj tutaj >>>

Z kolei Marcin Zegadło uważa, że Duda podpisze każdą ustawę demolującą sądownictwo, bo w jego interesie jest paraliż państwa.

Esej Zegadły tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Autokratyzm pisowskiego państwa powiększa się. W tej sytuacji najważniejsze dla społeczeństwa obywatelskiego i opozycji być skonsolidowanym. Niezależność sądów to nie jest tylko sprawa sędziów, ale nas wszystkich. Musimy ich wspierać. Jeżeli zostaniemy wypchnięci ze świata cywilizowanego, z Unii Europejskiej, szybko tam nie powrócimy. Cel Kaczyńskiego – trzymać Polaków za mordę, niczym się nie różni od kacapów i nazistów, czy komuchów PRL.

To ten sam ryt totalitarny. Kiedyś Kisiel nazwał PRL Gomułki – dyktaturą ciemniaków, tym razem tych pisowskich ciemniaków jest nawet więcej, prezes PiS to średniak, mentalny karzeł, mgr Ziobro – wzorzec ciemniactwa z Sevres.

Senat miejscem dialogu i konsultacji

Komisja Wenecka przyjechała do Polski, aby zaopiniować kontrowersyjną nowelizację ekspresowo procedowaną przez PiS, która ze względu na wprowadzane rozwiązania zwana jest ustawą kagańcową. Przedstawiciele KW spotkali się z marszałkiem Senatu, prof. Tomaszem Grodzkim. To właśnie Senat pracuje teraz nad nowelizacją.

– Spotkaliśmy się, by rozmawiać o ustawie, którą niektórzy nazywają ustawą kagańcową. Był to bardzo intensywny, szczegółowy dialog. W składzie Komisji są wybitni eksperci…

View original post 386 słów więcej

 

Kiedy Kaczyński wreszcie pójdzie siedzieć?

Kmicic z chesterfieldem

– „Złożyliśmy do sądu zażalenie na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie zarzucanego przez G. Birgfellnera Jarosławowi Kaczyńskiemu oszustwa wielkich rozmiarów” – poinformował na Twitterze Roman Giertych. On i Jacek Dubois są pełnomocnikami austriackiego biznesmena.

11 października prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa z zawiadomienia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi o budowę w centrum Warszawy dwóch wieżowców przez pisowską spółkę Srebrna.

Prokuratura, którą nadzoruje Zbigniew Ziobro, podjęła tę decyzję tuż przed wyborami do parlamentu. „Prokuratura odmówiła śledztwa dot. dwóch wież Kaczyńskiego – sprawa trafi do sądu”.

Dodajmy, że tego samego dnia prokuratura odmówiła również wszczęcia śledztwa w sprawie zawiadomienia, które złożyli posłowie PO. Dotyczyło ono możliwości popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego poprzez m.in. płatną protekcję, powoływanie się na wpływy oraz przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Internauci w komentarzach obawiali się, że po ewentualnym uwzględnieniu przez sąd zażalenia, prokuratura niewiele zrobi:…

View original post 1 329 słów więcej

 

Beata Mazurek leci na Tuska, taki jej voyeryzm, pisowskie zboczenie

– „Według naszych informacji dzisiaj na zapleczu PE doszło do ok. 20 minutowego spotkania Tusk- Kopacz. Jeśli to prawda, Schetyno drżyj” – tweet takiej oto treści umieściła europosłanka PiS Beata Mazurek. Okazało się, że te „informacje” są naciągane.

Ewa Kopacz bowiem powiedziała dziennikarzom w Strasburgu, że spotkała się z Donaldem Tuskiem, ale na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego. – „Trudno, żebym nie spotkała się z Donaldem Tuskiem, skoro to był, po pierwsze, mój premier, bo byłam w jego rządzie, mój szef partii, bo byłam w PO, no i szef Rady Europejskiej, który składał dzisiaj sprawozdanie z posiedzenia ostatniej Rady Europejskiej” – powiedziała europosłanka PO.

– „Martwcie się o swoją partię, zdrowie prezesa i naukę j. angielskiego, bo wstyd”; – „A co było celem tajnego spotkania Banasia z Terleckim? Jarosławie drżyj”; – „Bidulo to nie bazar w Pcimiu. Do roboty, nie do plotek. Choć jak rozumiem ciężko, może zbyt ciężko”; – „A Szanowna Pani to do tego Europarlamentu chciała się dostać tylko po to, żeby ganiać w PE za Donaldem Tuskiem?”; – „To już wiadomo, czym się zajmują europosłowie PiS w Parlamencie Europejskim” – komentowali internauci.

„Tajna wiadomość ze skrytki” – przypomniał jeden z internautów. A chodzi oczywiście o „Europosłanka PiS Mazurek chwali się, że… dostała skrytkę w PE?”.

Nie da się ukryć, że była rzeczniczka PiS ostatnio wiele swojej uwagi poświęca liderowi PO. Nie dalej jak wczoraj: „Czy p. Mazurek nigdy nie nauczy się, że najpierw się myśli, potem pisze lub mówi?”.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie oszustwa, jakiego miał się dopuścić Kaczyński wobec Birgfellnera. Czekała 259 dni, choć przepisowo powinno być 30, w kółko przesłuchując biznesmena i wlepiając mu grzywny. Dlaczego tak długo? Bo 5 października zmieniły się przepisy dające szanse na dochodzenie sprawiedliwości, a 13 października były wybory

Gerald Birgfellner przy pomocy dwóch swoich adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois – złożył 25 stycznia 2019 roku „zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa” opisanego w art. 286 par. 1 kodeksu karnego. Przewiduje on karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

21 października opinia publiczna dowiedziała się, że śledztwa nie będzie.

Dowodów na to, jak Kaczyński wprowadzał Birgfellnera w błąd dostarczyły zapisy rozmów, które biznesmen zaczął rejestrować widząc, że…

View original post 6 915 słów więcej

 

Rydzyk zamiast zdrowia. Nic, tylko się uchlać! Na zdrowie, Polacy

Kmicic z chesterfieldem

Podczas wczorajszej komedii, szeroko nazywanej oświadczeniem marszałka Marka Kuchcińskiego, zapowiedziano publikację wykazu lotów. Późnym wieczorem na stronach Sejmu dumnie umieszczono listę 85 połączeń z datami, przebytą trasą, celem podróży i liczbą pasażerów. Wykaz zawiera informacje o podróżach marszałka od marca 2016 r. do lipca 2019 r. Farsa jaka się odbyła na naszych oczach miała prawdopodobnie w zamyśle zamknąć sprawę, bo Kuchciński zadeklarował nawet wpłatę 28 tys. na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych, która ma pokryć jeden z jego lotów. Zapewnienia o ciężkiej pracy i urwaniu głowy jakie ma marszałek z konsultowaniem w terenie przyjmowanych ustaw, miały dopełnić obrazu praktycznie nieskazitelnego polityka.

Miało być pięknie i cudownie, wszyscy rozeszli się do domów, a Marek Kuchciński udał się do prorządowej TVP, gdzie zapewniał o swojej boskości. Komentatorzy w studiu pletli o ataku na marszałka kochanego i opozycji, która nie ma nic ciekawszego do roboty tylko patrzy władzy na ręce. Sęk w tym…

View original post 2 966 słów więcej

 

Jeżeli PiS nadal będzie rządził, to dopiero pokaże, co potrafi!

Nie chcę w to wierzyć, ale każdego dnia wiadomości są coraz bardziej ponure – wielka koalicja wszystkich partii opozycyjnych nie powstanie! PiS nadal będzie rządził i dopiero pokaże, co potrafi!

Oddanie władzy w ręce Kaczyńskiego bądź jego następcy na kolejne cztery lata jest świadomym i dobrowolnym działaniem konkretnych polityków, którzy taką decyzję podjęli. Pośród winowajców, których win nie odważę się szczegółowo wymierzać i porównywać, z pewnością znajduje się Władysław Kosiniak-Kamysz, który ogłosił właśnie, że PSL idzie do wyborów odrębnie czy też w jakiejś „Koalicji Polskiej”.

To nie do wiary! Kto by pomyślał, że w godzinie próby, gdy waży się los kraju napadniętego przez partyjną klikę, niestroniącą od psychopatów i półgangsterów, bezczelnie i z szyderstwem na ustach depczącą konstytucję i rozgrabiającą państwo, odrąbującą je siekierą od Zachodu i rzucającą w ramiona Rosji, politycy mogą zdradzić!

Czyżby naprawdę byli takimi idiotami, żeby wierzyć, iż cokolwiek poza pełną mobilizacją wszystkich sił opozycji w sytuacji fundamentalnego zagrożenia dla demokracji daje szansę odsunięcia PiS od władzy? Jakim cudem niby mają to zrobić jakieś dwa bloki (jakie?), jeśli nawet PiS nie zdobędzie większości?

Dobre sobie, nie damy się na to nabrać. Zarówno Kosiniak-Kamysz, jak i Schetyna są przekonani, że PiS wygra tak czy inaczej. Najwyraźniej są z tym pogodzeni albo nawet im to tak bardzo nie przeszkadza. Pewnie, kierowanie państwem zniszczonym przez wulgarne populistyczne rządy i zamulonym przez tysiące partyjnych i „rodzinnych” cwaniaczków i kolesiów na wszystkich możliwych stanowiskach to żadna przyjemność. Niech się ta rudera sama zawali do końca. Dla partyjnych szefów i partyjnych „struktur” najważniejsze są w takich okolicznościach poselskie mandaty, stanowiska w biurach, a przede wszystkim dotacje. Trzeba zgromadzić zapasy na czteroletnią zimę, a potem się zobaczy.

Z całego serca życzę PSL, aby ze swoim komitetem, jak zwał, tak zwał, dostało 4,99 proc. głosów! Ciekawe, że najbardziej odpowiedzialnie i racjonalnie zachowuje się w całym tym jarmarcznym korowodzie Czarzasty i SLD, którzy mówią jasno, że idą z PO. Dlaczego zwykła uczciwość i zdrowy rozsądek są tak rzadkimi dobrami, nawet w najtrudniejszych chwilach? Cóż, nie święci garnki lepią.

Kaczyński raz zdobytej władzy nie odda nigdy, jeśli choćby jednym głosem wygra wybory. Kto tego nie rozumie, ten nie powinien zajmować się w Polsce polityką. Zdobycie 8-10 proc. przez „Koalicję Polską” (PSL z Kukizem?), a choćby i 35 proc. przez PO i jej koalicjantów nic nie da. Schetyna i Kosiniak-Kamysz zostaną przez wyborców ukarani za niezdolność do stworzenia wielkiej koalicji i odebranie ludziom nadziei na odsunięcie PiS od władzy. Wynik PO i reszty opozycji będzie przez to dodatkowo obniżony – po prostu wielu rozsądnych ludzi nie pójdzie głosować.

W domu zostaną też wyborcy Biedronia, którzy dostali w twarz. Zadziała efekt defetyzmu – za to Polska pisowska pójdzie tłumnie do urn; już się o to postarają pani z telewizji i pan za ołtarzem. PiS będzie triumfował i utworzy rząd – kto wie, czy w końcu nie z PSL, bo jak widać, ta partia jest zdolna do wszystkiego.

Mogę powiedzieć gorzkie „a nie mówiłem”. W 2016 r. pod auspicjami KOD i patronatem legendy opozycji i Solidarności Janusza Onyszkiewicza działał Komitet Wolność Równość Demokracja, powołany jako platforma dialogu między partiami opozycji. Brałem w tych rozmowach udział i pamiętam doskonale, jak lekceważąco podchodziły do nich duże partie. Tłumaczyliśmy wtedy politykom: przed wyborami stworzenie koalicji będzie trudne, trzeba już teraz rozmawiać, budować zaufanie, pracować nad programem, przyzwyczaić ludzi, że opozycja umie współpracować i jest gotowa połączyć siły, gdy trzeba będzie ratować kraj przed niszczycielami.

Na nic to, oni wiedzieli lepiej. A właściwie nie tyle wiedzieli lepiej, ile ani im się wtedy śniło, żeby porzucić partyjniacki egoizm i zacząć myśleć kategoriami dobra państwa. Dziś płacą za to cenę. Oddawszy władzę w ręce Kaczyńskiego, zaprzepaszczą swój życiowy dorobek, przechodząc do historii politycznej Polski pierwszych dekad XXI w. jako nieudolni biurokraci, niezdolni do podejmowania historycznych wyzwań. A przecież tak nie musiało być!

Jeszcze niedawno wszyscy liczyliśmy na dojrzałość polityków w chwili próby. Zawiedli. Zostawili nas na pastwę Kaczyńskiego i jego sitwy, która nie będzie już miała żadnych zahamowań – zniszczy wolne media, rozprawi się z uniwersytetami i intelektualistami, ocenzuruje kulturę, przejmie pełną polityczną kontrolę nad gospodarką i bez reszty zideologizuje na modłę endecką i klerykalną całą przestrzeń publiczną i szkolnictwo, odetnie nas od Unii Europejskiej i uzależni od łaski Putina.

A gdy skończy się koniunktura na Zachodzie, zacznie się kryzys gospodarczy, w który wejdziemy zadłużeni na miliardy dolarów łapówek, brutalnie wpychanych przez PiS do kieszeni dotychczasowych i potencjalnych wyborców. Taka przyszłość czeka nasz kraj i nas wszystkich.

I nikt nas nawet nie pożałuje, bo sami sobie zgotowaliśmy taki los. Sami się ośmieszyliśmy w oczach świata, dla którego jesteśmy już tylko jednym z wielu mało ważnych chorych krajów, dotkniętych chorobą wulgarnego populizmu i religijnego fanatyzmu. I nie przyjedzie już do nas na białym koniu piękny rycerz z Brukseli. Wie, że nie może i nie pomoże, skoro my nie chcemy pomóc ani sobie, ani jemu.

Żegnaj, demokracjo, żegnaj, Tusku. Witaj, Polsko taka jak zawsze – zacofana, zadufana w sobie, zakompleksiona, autorytarna, kołtuńska i biedna. Witaj wschodnia Europo, nasze przeznaczenie! Sen się skończył, czas powrócić do rzeczywistości.

Kmicic z chesterfieldem

Lech Wałęsa skomentował kolejną porażkę Beaty Szydło w Parlamencie Europejskim. Europosłanka PiS kolejny raz została odrzucona przez polityków unijnych i nie zajmie stanowiska szefowej komisji ds. zatrudnienia.

„W świetle (nie ukrywajmy tego) totalnej klęski (19:34) ostatni wynik (21:27) był niewiarygodnym sukcesem. Podsuwam Pani jednak pomysł jak uzasadnić tę katastrofę” – napisał na Facebooku Roman Giertych w kolejnym liście do Beaty Szydło. Po poprzednim głosowaniu też się do niej odezwał („Wałęsa i Giertych podsumowali kolejny „sukces” PiS 21:27 w PE”).

Jak więc – zdaniem Giertycha – była premier powinna uzasadnić tę katastrofę? – „Otóż odpowiedź jest prosta: to była germańska zemsta. Na zimno i z premedytacją zaplanowana i wykonana właśnie w rocznicę Grunwaldu. 609 lat czekali, aby odpowiedzieć na cios zadany przez Jagiełłę. Czekali, czekali i się doczekali. I tak jak my wycięliśmy wówczas kwiat teutońskiego rycerstwa, tak oni Panią-kwiat obozu rządzącego wycięli z tej ważnej i należnej Pani funkcji i…

View original post 593 słowa więcej

 

Obalić dyktaturę proboszczów

Waldemar Kuczyński dołączył do osób, których zdaniem Kościół katolicki hamuje demokrację w naszym kraju. Zdaniem ministra w rządzie Tadeusza Mazowieckiego należy „obalić dyktaturę proboszczów”.

>>>

Więej >>>

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest wewnętrznie zdruzgotany śmiercią przyjaciółki, brata, matki i myślę, że poczucie proporcji  i rzeczywistości jest u niego zachwiane. Bardzo mu współczuję, ale myślę, że wewnętrzna tragedia nie usprawiedliwia niszczenia wszystkiego wokół siebie – ocenia prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. – Moim zdaniem prawdziwa wiara to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, a robienie z jakichś zmitologizowanych założeń czy symboli, jak tęcza, czegoś tak zasadniczego jest czymś absurdalnym i pokazuje tak naprawdę wewnętrzną pustkę pisiaków – mówi o zatrzymaniu Elżbiety Podleśnej

View original post 1 763 słowa więcej

 

PiS toleruje neofaszystów, walczy z dziennikarzami śledczymi, którzy mogliby dotrzeć do ich przekrętów

Tego jest za wiele nawet dla mediów prawicowych, które dołączyły do wrzawy wywołanej wejściem agentów ABW do mieszkania operatora TVN Piotra Wacowskiego, który brał udział w pracach nad materiałem o polskich neonazistach z Wodzisławia Śląskiego.

Podniosły się krzyki o łamaniu wolności słowa i przekroczeniu granic zdrowego rozsądku.

Operatorowi TVN zarzuca się, że podczas tamtej głośnej imprezy stał z podniesioną ręką i oddawał hołd Hitlerowi, choć trudno zaprzeczyć twierdzeniu że tylko w taki sposób możliwe było zdobycie zaufania neonazistów, którzy zostali pokazani w materiale „Superwizjera”.

W opinii komentatorów mieszkanie Wacowskiego musiało być obserwowane, a on sam śledzony, bo agenci weszli, jak tylko operator przekroczył próg swojego domu. Wówczas wręczyli mu pismo, na mocy którego Wacowski musi się stawić na przesłuchanie.

Stacja TVN nie daje za wygraną i wydała w tej sprawie oświadczenie: „autorzy reportażu postępowali zgodnie ze wszystkimi standardami dziennikarstwa śledczego. Stawianie tego, który ujawnia działalność przestępczą na równi z przestępcami traktujemy jako próbę zastraszenia dziennikarzy”– brzmi stanowisko stacji.

W tej sytuacji – dowiadujemy się z portalu naTemat – TVN występuje na drogę prawną przeciwko tym, którzy twierdzili, że całe wydarzenie w Wodzisławiu Śląskim zostało zainscenizowane przez jej dziennikarzy.

W sieci zawrzało. Internauci są oburzeni takim obrotem sprawy i zarzucają rządzącym typowe dla nich odwracanie kota ogonem.

„Czy zdaniem PiS i zaprzyjaźnionych z władzą komentatorów TVN wymyślił ONR i Młodzież Wszechpolską, a ponadto zorganizował tegoroczny Marsz Niepodległości? Czy również Jacek Międlar i Piotr Rybak są opłacani przez TVN? A może i wielebny Rydzyk jest dziełem TVN? 🙂  – napisał Piotr Szumlewicz na Twitterze.

>>>

Tomasz Lis poleca:

Autorytarna forma rządu – zastraszać. Tak jest z operatorem TVN, do którego weszła ABW, bo uprzedził pisowskie służby w pokazaniu faszyzmu – a ten istnieje w Polsce, lecz pokraki nie potrafią z nim walczyć, bo go tolerują.

Depresja plemnika

Dialog na Twitterze między Hanną Lis a Brudzińskim z pointą.

Piątkowa nominacja Jacka Jastrzębskiego na szefa Komisji Nadzoru Finansowego – w miejsce skompromitowanego Chrzanowskiego – niesie zmianę układu sił w obozie władzy. Premier nie miał bowiem do tej pory większego wpływu na politykę KNF. Dotychczasowy jej przewodniczący, Marek Chrzanowski, był człowiekiem Adama Glapińskiego, wywodzącego się z tzw. zakonu PC, czyli pierwszej partii Kaczyńskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Z naszych informacji wynika, że na początku listopada, kiedy atmosfera wokół KNF zaczęła gęstnieć, weterani PC i PiS próbowali zapewnić sobie długofalową kontrolę nad Komisją – także na wypadek ewentualnych zmian kadrowych.

– Wraz ze słynną poprawką „bank za złotówkę”, dającą KNF prawo do wywłaszczania właścicieli banków, do Sejmu trafiły po cichu także dwie inne propozycje zmian. Chodziło o zapisy, dające marszałkom Sejmu i Senatu prawo do delegowania do władz Komisji swoich przedstawicieli – mówi osoba znająca kulisy sprawy. Poprawki były kwestionowane przez…

View original post 2 341 słów więcej

Gersdorf i Tuleya – bohaterowie naszych czasów

Gersdorf o rozmowie z PMM: Nie komentowałam przez dwa dni, ale okazało się, że ktoś jednak, chyba z kancelarii premiera, przedstawił całą tę rozmowę. Dlatego pozwoliłam sobie powiedzieć, że była taka rozmowa

– To nie była konferencja, to było moje oświadczenie, które zostało sprowokowane wiadomościami na temat rozmowy mojej z premierem. Myśmy mówili, że nie będziemy tego komentować i ja tego nie komentowałam przez dwa dni, ale okazało się, że ktoś jednak, chyba z kancelarii premiera, bo tak to wynikało, przedstawił całą tę rozmowę. Dlatego ja pozwoliłam sobie powiedzieć, że była rzeczywiście taka rozmowa, zresztą nic więcej nie powiedziałam – mówiła Małgorzata Gersdorf w rozmowie z Krzysztofem Świątkiem w Polskim Radiu 24.

– Musiała ze strony premiera ta informacja, bardzo dokładna, przejść, dlatego trudno mi było dalej milczeć, bo to byłoby dziwne. Tym bardziej, że miałam zapytania w trybie informacji publicznej o to – dodała Gersdorf.

Igora Tuleyę nie złamie PiS, dzięki takim postaciom przeżyjemy ten koszmar

„To jest dopiero początek igrzysk. Spodziewamy się jakichś konsekwencji, ale to jest ta cena, którą się dziś płaci za mówienie prawdy i mówienie o wartościach. Trzymamy się mocno i zapewniam państwa, że nie zrobimy ani jednego kroku w tył” – powiedział sędzia Igor Tuleya po wyjściu z przesłuchania przez rzecznika dyscyplinarnego. Trwało ono ponad godzinę.

Sędzia Tuleya poinformował, że obecnie występuje w czterech postępowaniach dyscyplinarnych, w tym w dwóch „jego rola będzie prawdopodobnie w charakterze obwinionego”. – „Przed ponad dwadzieścia lat kontakt z rzecznikiem dyscyplinarnym miałem pewnie raz albo dwa razy. Natomiast w ciągu ostatnich dwóch tygodni znalazłem się w czterech postępowaniach prowadzonych przez rzecznika. Jest to dziwne” – powiedział.

Dziękował za wsparcie ludziom, którzy pojawili się przed siedzibą KRS. – „Opłacało się stać razem z obywatelami pod Sądem Najwyższym. Zapewniam państwa, że nasze stanowisko, stanowisko sędziów nie zmieniło się, jesteśmy po to, żeby o podstawowych wartościach mówić wprost, niczego nie ukrywając” – stwierdził Tuleya. Jego pełnomocnik mec. Jacek Dubois dodał, że „jako adwokatowi jest mu wstyd, że pan sędzia musiał się tu stawić”.

„Z wielkim niepokojem przyjmujemy, że sędziowie, którzy wyrażali się krytycznie bądź brali udział w formułowaniu pytań do TSUE, są wzywani przez rzecznika dyscyplinarnego wyznaczanego bezpośrednio przez ministra sprawiedliwości. Trudno to inaczej oceniać, niż jako czynność mającą wywołać efekt mrożący w stosunku do innych sędziów, mogących mieć krytyczne oceny wobec reformy wymiaru sprawiedliwości. To musi budzić wątpliwości co do niezależności sądownictwa w Polsce.” – mówił z kolei pełnomocnik sędziego Krystiana Markiewicza mecenas Mikołaj Pietrzak. Markiewicz był drugim sędzią, który musiał dzisiaj stawić się przed rzecznikiem dyscyplinarnym.

>>>

PiS zaraziło trądem w Pałacu Sprawiedliwości

Największe stowarzyszenie sędziów w Polsce – Iustitia, zabrało głos ws. konkursu Andrzeja Dudy w związku z nieobsadzonymi stanowiskami pracy w Sądzie Najwyższym.

Jest taki budynek na Nowogrodzkiej, gdzie pojawili się wandale. Wandale to było plemię germańskie słynące z bezmyślnej destrukcji. I teraz ci wandale, tyle że w nowej postaci, chcą zaatakować nasz Pałac Sprawiedliwości. Miejsce dla mnie święte, bo tam mam zaszczyt przemawiać do wolnych, niezawisłych sędziów

„Jeżeli tu przyjdą wandale, to powiedzą o naszych świętych księgach: »spalmy je, zastąpimy nowymi«.

Jakie będą nowe księgi? To będą księgi prawa Kalego: Jeżeli sędzia jest wybrany przez nas, to jest dobrym sędzią. Jeżeli sędzia jest niezależny i niezawisły, to jest sędzią złym. Naszym obowiązkiem jest nie dopuścić do takiej sytuacji”

– mówił do tłumów manifestujących w obronie Sądu Najwyższego w Warszawie mecenas Jacek Dubois.

Za Archiwum Osiatyńskiego publikujemy całą mowę mecenasa Dubois* wygłoszoną wieczorem 4 lipca 2018 na Placu Krasińskich pod siedzibą SN. W ostatnich 10 dniach – po kolejnych zabiegach legislacyjnych PiS oraz deklaracjach polityków obozu władzy – kasandryczne ostrzeżenia Dubois jeszcze nabrały aktualności.

Witam tak licznie zebranych przyjaciół Temidy.

Jesteśmy tu od kilku dni by protestować przeciwko niekonstytucyjnej ustawie o Sądzie Najwyższym i bronić niezawisłości sędziów. Każdy z nas ma indywidualną motywację, by przychodzić w wakacyjne wieczory pod budynek Sądu Najwyższego.

Chciałbym opowiedzieć Państwu, dlaczego dla mnie tak ważna jest niezawisłość sędziów i niezależność trzeciej władzy.

Gdy ogłoszono stan wojenny byłem studentem prawa.

Pamiętam procesy polityczne działaczy demokratycznej opozycji. Zdecydowałem, że zostanę adwokatem chcąc bronić tych wszystkich, którzy upominali się o prawa i wolności przysługujące obywatelom.

Wierzyłem, że Polska stanie się demokratycznym państwem z wolnymi sądami.

Moimi idolami byli wówczas wielcy obrońcy w procesach politycznych: Maciej Bednarkiewicz, Edward Wende, Tadeusz de Virion, Czesław Jaworski, Ewa Milewska-Celińska, Jacek Taylor. Część z nich, niestety już nie żyje, ale ciągle mam ich w pamięci, dumnych, idących korytarzami sądowymi z przewieszonymi przez ramię togami. Dlatego zostałem adwokatem.

W procesach lat osiemdziesiątych miałem niebywałe szczęście i zaszczyt bronić Henryka Wujca. To był najszczęśliwszy dzień w moim zawodowym życiu.

Miałem podwójne szczęście, ponieważ wkrótce potem wygraliśmy wolne wybory.

I wygraliśmy je nie pod wodzą Kaczyńskich. Ale pod przywództwem Lecha Wałęsy, Bronisława Geremka, Tadeusza Mazowieckiego. To są prawdziwi ojcowie narodu, którym powinniśmy dziś bić brawa.

Kiedy wygraliśmy, do Sądu Najwyższego przyszła drużyna Adama Strzembosza – wielkiego, wspaniałego sędziego – która zaczęła porządkować sądy. To dzięki nim są one wolne.

Mamy niezawisły sąd, w którym odsunięto prokuratora od stołu sędziowskiego. W którym prowadzony jest kontradyktoryjny spór.

To było wiele wspaniałych lat zawodowego życia. Wraz z kolegami prowadziliśmy spory przed sędziami, poświęcaliśmy całe noce na czytanie akt, by jak najlepiej bronić klienta.

Niektórych sędziów kochaliśmy, niektórych sędziów nienawidziliśmy, niektórych przeklinaliśmy. Czasem przeklinaliśmy również samych siebie, bo nie potrafiliśmy ich przekonać do swoich racji. Ale wiedzieliśmy jedno: to są niezawiśli sędziowie, którzy orzekają zgodnie z własnym sumieniem.

Ich decyzje mogły nam się nie podobać, ale ci sędziowie zawsze orzekali w imieniu Rzeczpospolitej. To było coś wspaniałego dla adwokata – stawać przed takim sądem.

Obecnie tyle się mówi o tych „złych sądach”. Ja przed sądami staję od 32 lat. Przez ten czas z wieloma wyrokami mogłem się nie zgodzić. Inne może sam osądziłbym inaczej. Gdyby ktoś mnie spytał, czy przez te całe 32 lata poza procesami politycznymi stanu wojennego zetknąłem się w sprawach, w których występowałem z wyrokami rażąco niesprawiedliwymi, to wskazałbym na dwa. Jeden z nich zapadł w czasie „dobrej zmiany”. To dla mnie wynik tego, co się obecnie dzieje.

Niestety, wszystko co piękne, kiedyś może mieć swój kres. Chyba że do tego nie dopuścimy. I nie chcemy dopuścić. Chcemy tutaj bronić wolnych, niezawisłych sądów.

Jest taki budynek na ulicy Nowogrodzkiej, gdzie pojawili się wandale. Wandale – jak zapewne państwo pamiętają – to było plemię germańskie słynące z bezmyślnej destrukcji. Plemię to spaliło Rzym w 455 roku. I teraz ci wandale, tyle że w nowej postaci, chcą zaatakować nasz Pałac Sprawiedliwości. Miejsce dla mnie święte, bo tam mam zaszczyt przemawiać do wolnych, niezawisłych sędziów. Co się stanie, jeśli ten budynek zostanie zdobyty?

Czy pamiętacie państwo Bibliotekę Aleksandryjską? Do niej przyszedł kalif Omar i powiedział: „spalmy księgi niewiernych”. Jeżeli tu przyjdą wandale, to powiedzą o naszych świętych księgach: „spalmy je, zastąpimy je nowymi”.

Jakie będą nowe księgi? To będą księgi prawa Kalego. Co mówią takie księgi? Jeżeli sędzia jest wybrany przez nas, to jest dobrym sędzią. Jeżeli sędzia jest niezależny i niezawisły, to jest sędzią złym”.

Naszym obowiązkiem jest nie dopuścić do takiej sytuacji.

Angielski poeta John Donne pisał “Żaden człowiek nie jest samotną wyspą, każdy stanowi ułamek części lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi Europa będzie pomniejszona”.

I tak samo pomniejszona, uboższa stanie się sprawiedliwość, jeśli jakikolwiek sędzia Sądu Najwyższego pod niekonstytucyjnym przymusem odejdzie z tego sądu. My wszyscy staniemy się ubożsi.

Od lat uczę studentów i aplikantów, że spraw broni się przed niezawisłym i wolnym sędzią, a nie przed wynajętymi przez władze ludźmi, którzy mają wykonać polecenie.

Jako adwokat jestem niezwykle dumny, że od wielu lat staję przed wolnymi sędziami.

W każdej epoce jakiś zawód poddawany jest próbie. Przyszedł teraz czas na Was. Jesteście wspaniali broniąc zasad. I mam nadzieję, że wszyscy prawnicy będą wam pomagać, żebyście wyszli z walki o niezawisłość sądów z podniesioną przyłbicą.

Nie wiem, czy pamiętacie państwo, że profesor Adam Strzembosz po stanie wojennym napisał książkę „Sędziowie w czasie próby”. Panie Profesorze, apeluję: czas na drugą część! Jest tu wielu bohaterów, o których trzeba napisać.

Wolni sędziowie! Chylę przed wami czoła!


*Jacek Dubois, adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a od 2015 sędzia Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji im. profesora Bronisława Geremka, członek Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy, od 2017 r. Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego. Syn Macieja Dubois (zmarłego w 2016 r.), obrońcy m.in. opozycji demokratycznej w czasach PRL. Wnuk Stanislawa Dubois, działacza PPS, posła na Sejm II RP, uczestnika konspiracji rotmistrza Pileckiego w obozie Auschwitz-Birkenau, rozstrzelanego w 1942.

Konstandinos Kawafis

Dziś okazuje się, że po 550 latach nie potrafimy posiadać parlamentu z prawdziwego zdarzenia. Moim zdaniem nie mamy parlamentu, a to, co widzimy na Wiejskiej, to atrapa – mówi nam Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. – Działania PiS-u nawiązują do najbardziej haniebnych wzorców działania władzy II RP. Tej, która po zamachu majowym rozprawiła się zarówno z opozycją parlamentarną, jak i z sądownictwem. Usunięto wówczas I Prezesa SN i drugiego prezesa SN. Reszta sędziów, przerażona, poszła na rękę władzy, usunięto w sumie około 600 sędziów – dodaje. – Coraz częściej myślę o tym, że w przypadku wyborów samorządowych – nawet jeśli społeczeństwo dopilnuje uczciwego ich przebiegu – może się okazać, że sąd orzeknie o ich nieważności. To otworzy drogę do powoływania zarządców komisarycznych. Pamiętajmy, że przed wojną, zaraz po zamachu majowym, zaczęto ustanawiać zarządców komisarycznych właściwie w większości miast – zaznacza nasz rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Obchodziliśmy 550-lecie parlamentaryzmu. Rocznica doniosła, ale obchody raczej smutne?

JERZY STĘPIEŃ: Mało powiedzieć, że smutne, bardzo żałosne, powiedziałbym. Data też trochę sztucznie dobrana, bo mnie uczono, że początek parlamentaryzmu trzeba liczyć od 1493 roku. Notabene w 1993 roku obchodziliśmy w Sejmie i Senacie 500-lecie polskiego parlamentaryzmu.

Dziś okazuje się, że po 550 latach nie potrafimy posiadać parlamentu z prawdziwego zdarzenia. Moim zdaniem nie mamy parlamentu, a to, co widzimy na Wiejskiej, to atrapa. Opozycja została praktycznie wyeliminowana, władza ogranicza im skutecznie prawa, obraża ją. Sama większość, która nami rządzi, także tak naprawdę ma niewiele wspólnego z parlamentaryzmem, bo o wszystkim decyduje prezes na Nowogrodzkiej. To wszystko jest zaprzeczeniem wolnego parlamentu. Jest też rząd, który także jest podporządkowany Nowogrodzkiej. Zresztą sam

Jarosław Kaczyński wiele razy podkreślał, że marzą mu się rządy poza oficjalnymi strukturami państwa. To osiągnął, a teraz niszczy system sądownictwa. Mamy do czynienia z rządami autorytarnymi.

Prezydent wygłosił przemówienie. Jak je pan odebrał? Szczególnie fragment o tym, że nie wolno kwestionować woli większości; były też porównania do liberum veto i tradycji zrywania Sejmu.

Większość rządząca nie może kwestionować konstytucji, ma prawo realizować swój program, może poza niego wychodzić, chwila czasem dyktuje inne rozwiązania niż te deklarowane, ale w żadnym wypadku nie można wyjść poza ramy konstytucji. W tym przypadku wielokrotnie się to zdarzało, zarówno rządowi, jak i prezydentowi.

Kaczyński miał powiedzieć na jednej z narad: pamiętajmy, że zdobyłyśmy władzę przypadkiem, a po roku nie uzyskaliśmy premii za rządzenie. Większość rządząca zdobyła 37 proc., a ponad 50 proc., jeśli chodzi o przełożenie na miejsca w parlamencie. Tak działa, niestety, nasza ordynacja wyborcza. Rządzący powinni mieć to cały czas na uwadze. Dlatego się tak spieszą i tak agresywnie niszczą instytucje państwa.

Zachłysnęli się władzą i łatwością wprowadzania zmian. W konsekwencji to musi doprowadzić do klęski i w końcu ten obóz upadnie, tylko niestety my wszyscy, razem z nimi, tracimy czas i dobrą koniunkturę gospodarczą. Potem będzie potrzeba wielu lat, żeby znów to nadgonić.

Dlaczego PiS zmienia zasady wyboru I Prezesa SN?

PiS będzie teraz dążył do powołania dublerów w Sądzie Najwyższym, tak samo, jak to zrobił w Trybunale Konstytucyjnym. Wszystko to, co się w tej chwili dzieje, to jest złamanie konstytucji i zasady nieusuwalności sędziów. Jeśli się w ten sposób wyrzuca sędziów SN, łamiąc te zasady, to trzeba mieć świadomość, że każde stanowisko obsadzane teraz będzie z naruszeniem konstytucji. Ci sędziowie nie będą mieli mandatu do orzekania w SN.

Nowa pisowska KRS przyłożyła rękę do czystki w SN, wydając negatywne opinie 7 sędziom.

To tylko opinie, teraz wszystko w rękach prezydenta. Zobaczymy, co zrobi, ja nie jestem wróżką, niestety, ale pewnie mamiony obietnicą poparcia na drugą kadencję będzie posłuszny macierzystemu ugrupowaniu. A może będzie chciał pokazać, że nie podporządkuje się do końca? Zobaczymy.

Coraz częściej słychać, że to, co się dzieje, to bolszewickie metody. Zgadza się pan z taką diagnozą?

Może nie bolszewickie, ale działania PiS-u nawiązują do najbardziej haniebnych wzorców działania władzy II RP. Tej, która po zamachu majowym rozprawiła się zarówno z opozycją parlamentarną, jak i z sądownictwem. Usunięto wówczas I Prezesa SN i drugiego prezesa SN. Reszta sędziów, przerażona, poszła na rękę władzy, usunięto w sumie około 600 sędziów.

Już dziś widzimy, że wymieniono 1/3 prezesów sądów, pojawia się efekt mrożący. Władza tam, gdzie będzie potrzebować, wstawi swojego sędziego. Zupełnie jak w PRL. Mamy teraz dziwny system przyznawania sędziom spraw, ale nie jest on do końca transparentny.

Na szczęście efekt mrożący działa w dwie strony. Będą też na pewno sędziowie, którzy będą wiedzieli, że i tak nie mają szansy na awans, ci sędziowie będą wydawać wyroki zgodnie z własnym sumieniem, a nie pod oczekiwania rządzących.

Czemu PiS tak przyśpieszył w przejmowaniu sądów?

Coraz częściej myślę o tym, że w przypadku wyborów samorządowych – nawet jeśli społeczeństwo dopilnuje uczciwego ich przebiegu – może się okazać, że sąd orzeknie o ich nieważności. To otworzy drogę do powoływania zarządców komisarycznych. Pamiętajmy, że przed wojną, zaraz po zamachu majowym, zaczęto ustanawiać zarządców komisarycznych właściwie w większości miast.

Jest pan podbudowany postawą sędziów SN, którzy wyraźnie przeciwstawili się rządzącej większości?

Tak, i jestem pełen szacunku dla nich, że zachowują się godnie. Chciałbym, aby oczywiście wszyscy sędziowie zachowywali się jak sędzia Zabłocki, który jest już takim wzorcem przyzwoitego sędziowskiego zachowania. Na pewno historia mu to zapamięta. Nie wszyscy oczywiście się tak zachowują, ale generalnie jestem pełen podziwu.

Chociaż

dziwię się tym sędziom, którzy wystąpili o przedłużenie możliwości orzekania. Jak się okazało, nie wszyscy dostali pozytywną rekomendację od nowej KRS. Jak się okazało, takie służalstwo nie zawsze popłaca.

Na ostatnim posiedzeniu nowej KRS posłanka Pawłowicz rozdawała listę z sędziami, którzy „szkodzą” jej zdaniem Polsce, bo manifestowali w obronie sądów, reszta członków rady nie zareagowała. Jak pan to skomentuje?

Sędziowie, którzy zgodzili się na wejście do nowej KRS doskonale zdawali sobie sprawę, że jest organem niekonstytucyjnym. Już wtedy musieli mieć złamane charaktery, zatem nie można oczekiwać dziś po nich bohaterstwa.

Oni są pionkami, które znalazły się tam dla chwilowych korzyści, karier, apanaży. Moim zdaniem są to ludzie bez wyobraźni i myślenia historycznego, ze złamanymi kręgosłupami.

Co w tej sytuacji z SN? Czy Prof. Gersdorf będzie miała do czego wracać z urlopu?

Ja bym wolał, żeby pani prof. Gersdorf nie szła na ten urlop. Mam takie wrażenie, że pani prezes próbuje kluczyć, grać. Ta sytuacja wymaga twardej i jednoznacznej postawy. Tego wymagać należy od I Prezesa SN, nawet jeśli za tym stoją represje, trudno. Zresztą one wcześniej czy później i tak na nią spadną.

>>>

Premier tym razem mówi, że kocha historię polską, ale nie na tyle, żeby pojawić się na inscenizacji bitwy pod Grunwaldem. – „Chciałem jechać, ale mówią, że tam jest zbyt niebezpiecznie. Trafi mnie jeszcze jakaś strzała” – stwierdził na spotkaniu z mieszkańcami Olsztyna.

 „Bardzo lubię takie różne rekonstrukcje. Kocham historię polską, ale chyba nie uda mi się trafić pod Grunwald tym razem. Ale byłem w 600-setną rocznicę i byłem również parę razy później (…) Dobra wiadomość jest taka, że Urlich von Jungingen oczywiście przegra” – zauważył odkrywczo Morawiecki.

Na polach grunwaldzkich po raz kolejny odbędzie się rekonstrukcja słynnej bitwy z 1410 r. w imprezie weźmie udział koło 1,3 tys. osób w historycznych strojach, którzy wcielą się w pieszych i konnych rycerzy, giermków, łuczników i artylerzystów obu walczących stron. To największa tego rodzaju impreza w Polsce.

Cud Nowogrodzki Na Drabince miał miejsce letniego dnia, gdy słonko świeciło wysoko na niebie, muskając promykami szczęśliwą polską ziemię, którą zamieszkiwał lud bogobojny a pracowity. Mieszkańcy tej krainy krzątali się z uśmiechem na twarzy i pieśnią na ustach, pomnażając dobrostan swej ojczyzny. Górnicy ochoczo wykopywali węgiel, prokuratorzy formułowali akty oskarżenia, redaktorzy pisali paski w TVP Info, leśnicy wycinali puszczę, rybacy zabijali foki, a Krystyna Pawłowicz jadła sałatkę. „Tobie serca, myśli, czyny, Dobra Zmiano!” – szeptali, z optymizmem i ufnością spoglądając w przyszłość.

I właśnie w takim znojnym i słonecznym dniu na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie pan Prezes ukazał się dziennikarzom jako krzew gorejący na drabince i przemówił: – „Do polityki nie idzie się dla pieniędzy” – po czym zniknął.

Wieść o cudzie lotem błyskawicy obiegła kraj, budząc powszechne poruszenie i skłaniając tysiące działaczy do ascezy. Przed punktami Caritasu natychmiast ustawiły się kolejki prezesów spółek skarbu państwa składających rezygnację oraz szeregowych towarzyszy zdających gotówkę, kosztowności i papiery wartościowe. Wszystkim było spieszno do wyzbycia się majątku, więc atmosfera była nerwowa i często wybuchały sprzeczki:

– „Pan tu nie stał, proszę iść na koniec kolejki!”

– „Ale ja mam więcej do oddania!”

– „A skąd pan wie, ile ja mam?! Może pozbywam się nieujawnionych korzyści majątkowych?”

Cud Na Drabince wzbudził tym większą sensację, że pana Prezesa od dawna nikt już nie widział. W dawnych szczęśliwych czasach stale obcował on ze swym ludem, na co dzień opiekując się Polską i pomagając jej wstać z kolan. Tej misji poświęcił się bez reszty, nie dbając o własne kolana. W wielkiej bliskości żył wtenczas pan Prezes ze swymi ludźmi. Oni jednak wiele razy okazali mu nieposłuszeństwo i zasmucony pan Prezes postanowił przykładnie ukarać grzeszników. Wypędził z rajskich ogrodów Temidy Adama i Ewę, a potem zagniewany usunął się w cień i tylko od czasu do czasu dawał ludziom znaki.

Z prośbą o pomoc i radę wierni przychodzi do świętych drabinek, które kapłani kazali ustawić w całym kraju. Ludzie pytali: „Jak żyć, panie Prezesie? Jak żyć?”, a pan Prezes przekazywał odpowiedź za pośrednictwem swych działaczy: „Żyj zdrowo. Czcij ojca i matkę swoją oraz Żołnierzy Wyklętych”.

Ateiści, niewierzący Obywatele RP i sataniści Tuska zaczęli wykorzystywać nieobecność pana Prezesa do sączenia w ludzkie serca zwątpienia i niszczenia wiary. Głosili, że nie ma dowodów na Jego istnienie. Że rzekome znaki są tylko iluzją.

Tym razem jednak cud na Nowogrodzkiej był bardzo dobrze udokumentowany – liczne kamery uchwyciły moment ukazania się krzewu gorejącego, a dziesiątki dziennikarzy miały w swoich dyktafonach nagrane słowa pouczenia, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy.

– „No i co, niedowiarki? Łyso wam teraz?” – z triumfem i z przekąsem zapytała Barbara Bubula, okadzając przenajświętszą drabinkę wonnym dymem z kadzielnicy.

– „To najlepszy moment, by dokonać uroczystego aktu zawierzenia” – oświadczył premier Mateusz Morawiecki, szybko klękając i wyjmując z kieszeni długopis. – „Ostatnio zawierzyłem cudownemu obrazowi Matki Boskiej Częstochowskiej Polskę, teraz zawierzę mu pana Prezesa”.

 „Ale czy to wypada?” – zgłosił wątpliwość Marek Kuchciński. – „Obraz jest cudowny, ale w sumie nieduży, a pan Prezes jest wielką postacią. To może nie uchodzi, by zawierzyć pana Prezesa tak małej ikonie. Odpowiedniejsze byłoby chyba malarstwo wielkoformatowe”.

– „Na przykład?” – zainteresował się Morawiecki.

– „Chociażby Bitwa pod Grunwaldem Matejki” – powiedział Kuchciński. – „To już jest obraz, jak się patrzy, cztery metry na dziesięć. Albo przynajmniej Hołd pruski – cztery na osiem”.

By podkreślić wielkość obrazu, Kuchciński głośno szczęknął marszałkowskim sekatorem.
Nagle w sali błysnęło i rozległ się grom. Wszystkie spojrzenia skierowały się ku przenajświętszej drabince, na której szczycie ukazał się krzew gorejący. Działacze uklękli. Nawet Krystyna Pawłowicz odstawiła na parapet pudełko z sałatką.

– „Nie chcę Matejki, wolę ikonę” – zakomunikował potężny głos z wnętrza płonącego krzewu. – „Ale nie zawierzajcie mnie obrazowi. Raczej odwrotnie”.

– „Ależ oczywiście, panie Prezesie” – wyszeptał blady jak ściana Morawiecki i drżącą dłonią szybko podpisał uroczysty akt zawierzenia Matki Boskiej panu Prezesowi.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia
1. Kogo Pan Prezes wygnał z rajskiego ogrodu Temidy:
a. Adama Małysza i Ewę Demarczyk
b. Adama Michnika i Ewę Kopacz
c. Adama Bodnara i Ewę Łętowską
d. Adama Lipińskiego i Ewę Bugałę

2. Jakie efekty akustyczne towarzyszą ukazaniu się pana Prezesa jako krzewu gorejącego?
a. grom
b. Hymn Polski
c. Oda do radości
d. szczękanie sekatora
e. bicie dzwonów
f. mlaskanie

Polityczny folklor nie jest już w PiS-ie marginesem, lecz zaczął wytyczać główne kierunki polityki państwowej.

Klub Jagielloński, poważny konserwatywny think tank, na początku bieżącej kadencji parlamentarnej postrzegany jeszcze jako cześć intelektualnego zaplecza szeroko rozumianego obozu władzy, właściwie przeszedł już na pozycje opozycyjne. W czasie piątkowych obrad komisji sejmowej, przygotowującej korzystne dla PiS i dyskryminujące małe partie zmiany w ordynacji wyborczej do europarlamentu, posłowie rządzącej większości odrzucili wniosek o wysłuchanie publiczne i tradycyjnie zignorowali wszystkie postulaty opozycji, której posłowie w proteście opuścili obrady.

Zaprotestował też obserwujący posiedzenie Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego: – „Wysłuchanie publiczne we wrześniu skłoniłoby państwa do pogłębionych refleksji. Tymczasem chcecie państwo zajmować się projektem w wakacje, aby duża część opinii publicznej nie miała możliwości dowiedzieć się, jakie są konsekwencje zmian. Wniosek o wysłuchanie we wrześniu był właściwy i bardzo dobry. Szkoda, że PiS, który obiecywał wsłuchiwanie się w głosy obywateli, odrzuca taki wniosek. Jest mi szczególnie przykro” – mówił Trudnowski, którego Klub Jagielloński zbiera podpisy pod petycją przeciwko nowelizacji ustawy.

Wcześniej od PiS-u „odkleili się” inni intelektualiści i eksperci, którzy w czasie kampanii wyborczej flirtowali z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego albo wręcz udzielili mu jednoznacznego poparcia. Jako pierwszy już ponad dwa lata temu przeprosił za to Ryszard Bugaj, w tym tygodniu po raz kolejny zrobiła to w TVN24 Jadwiga Staniszkis, porównując rządy PiS do praktyk bolszewików i mówiąc, że za łamanie Konstytucji Andrzej Duda powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. – „Bardzo go lansowałam przeciwko Komorowskiemu i teraz gorzko żałuję. (…) Parę razy miałam okazję Komorowskiego przeprosić. On był spokojny, ale miał kręgosłup i styl, który był do zaakceptowania” – powiedziała Staniszkis, otwarcie przyznając się do błędu, co zasługuje na uznanie.

Publicyści „niepokorni” nabierają pokory i odchodzą

Erozję poparcia dla PiS widać też w środowiskach prawicowych publicystów, którzy do niedawna kazali się tytułować „niepokornymi”. Niektórzy z nich (zwłaszcza ci najpoważniejsi) bez rozgłosu odchodzą z tytułów stanowiących tubę władzy – tak zrobił Piotr Zaremba, który jeszcze w styczniu 2017 r. jako wicenaczelny tygodnika „W Sieci” wygłaszał laudację na cześć Jarosława Kaczyńskiego w czasie uroczystości przyznania prezesowi tytułu Człowieka Wolności.

Od tamtej pory wiele się zmieniło – Zaremba najpierw zrezygnował z funkcji zastępcy naczelnego i przestał pisać w tygodniku teksty polityczne, ograniczając się głównie do działki kulturalnej, a potem całkowicie odszedł z tytułu. Zrobił to wszystko bardzo dyskretnie, nie nadając swym krokom charakteru politycznej demonstracji. Dziś publikuje głównie w „Dzienniku Gazecie Prawnej” i mało znanym tygodniku „Wszystko Co Najważniejsze” teksty, w których krytykuje wiele elementów polityki władz.

Z propagandowego tygodnika „W Sieci” wydawanego przez braci Karnowskich jeszcze w 2016 r. odszedł także Łukasz Warzecha, przechodząc do bardziej umiarkowanego tytułu „Do Rzeczy”. W odróżnieniu od Zaremby nie zrobił tego dyskretnie, ale w przeciwieństwie do Bugaja czy Staniszkis nie zdobył się też na otwarte przyznanie, że krytycy PiS-u mieli rację. Stoi więc dziś przed niezwykle trudnym zdaniem, które zmusza go do intelektualnych wygibasów – krytykuje władzę i jej medialnych najemników, mówiąc w wielu sprawach to samo, co przedstawiciele opozycji i komentatorzy krytyczni wobec PiS, a jednocześnie ze wszystkich sił stara się pokazać, że nie jest z nimi w jednym obozie. Atakuje więc Karnowskiego za uprawianie prymitywnej prorządowej propagandy, tytułując go… „Michnikiem PiS-u”.

Jednak to lawirowanie Warzechy jest tylko zabawną ciekawostką, niezmieniającą istoty sprawy: w dość szybkim tempie wykrusza się intelektualne, eksperckie i publicystyczne zaplecze władzy, co sprawia, że rozsądek staje się tu dobrem deficytowym.

Polska w rękach miernot i oszołomów

Obóz PiS radykalizuje się i pierwsze skrzypce zaczynają w nim grać ludzie niewątpliwie zaburzeni, jak Krystyna Pawłowicz czy Dominik Tarczyński, beztalencia i pozbawieni kręgosłupa lizusi, jak Marek Kuchciński czy Marek Suski, oraz niedokształcone, nadambitne młodzieniaszki i żądni władzy cynicy jak Patryk Jaki czy Zbigniew Ziobro.

Oczywiście, ci ludzie zawsze w PiS-ie byli, jednak jeszcze dwa czy trzy lata temu można było mieć nadzieję, że to tylko barwny folklor, który jest trzymany pod kontrolą przez partyjne centrum decyzyjne. Afera z napisaną przez ludzi Ziobry i Jakiego ustawą o IPN, która zniszczyła wizerunek Polski w świecie, pokazała jednak, że ten folklor wcale już nie jest marginesem. Przeciwnie – doszedł do głosu i zaczął wytyczać kierunki polityki państwowej.

Z jednej strony to bardzo źle wróży Polsce. Trudno z optymizmem patrzeć w przyszłość, gdy kraj znalazł się w rękach partii pozbawionej rozsądnego zaplecza intelektualnego i zdominowanej przez oszołomów, miernoty i zamordystów. Taka władza będzie podejmować decyzje głupie i antagonizujące kolejne grupy społeczne. Prędzej czy później (raczej bardzo prędko) wprowadzi Polskę na minę. Niestety będzie to bolesne dla nas wszystkich.

Z drugiej jedna strony jest też dobra wiadomość: raczej nie ma szans, by w dużym europejskim państwie partia całkowicie pozbawiona kwalifikacji intelektualnych i moralnych długo utrzymała się u władzy.

Owszem, PZPR rządziła prawie pół wieku, ale stały za nią sowieckie czołgi. A kto stoi za PiS-em?

Trep Morawiecki powtarza sukces Szydło 1:27

W momencie, kiedy zagrożone są pryncypia państwa prawa, to partykularne interesy i podziały powinny zejść na drugi plan. Przykładowo: skoro walczymy o Warszawę, to wystawianie wielu kandydatów z różnych demokratycznych ugrupowań jest sygnałem, że nic złego się jednak nie dzieje i że jest to zwykła walka polityczna, a nie obrona porządku konstytucyjnego. W 1989 roku wszyscy potrafili się zjednoczyć dla dobra państwa. To był chyba najpiękniejszy moment w dziejach naszej historii. Wszyscy, niezależnie od poglądów, postanowili, że najważniejsze jest ratowanie Polski, a potem dopiero przyjdzie czas na to, by pójść własną drogą – mówi w rozmowie z nami mec. Jacek Dubois, adwokat, członek Trybunału Stanu. – W momencie, kiedy reforma zacznie obowiązywać i kiedy sądy mogą zostać ubezwłasnowolnione, ludzie zdadzą sobie dopiero sprawę z sytuacji. Niestety, ta świadomość przyjdzie za późno, ale spowoduje refleksję, której efektem musi być reakcja przed urną – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Czym będzie prawo po 3 lipca, kiedy Sąd Najwyższy zostanie przejęty przez PiS?

JACEK DUBOIS: Prawo przestanie być stosowane przez niezawisłe sądy, co będzie się łączyło z olbrzymim ryzykiem dla obywateli. Znikną gwarancje niezależności sądu – i te ustawowe, i konstytucyjne, bowiem tworząc nowe prawo naruszono konstytucję. Władza sądownicza zostanie podporządkowana wykonawczej, która będzie miała możliwość obsadzania stanowisk kierowniczych w sądach i wpływania na sędziów ekonomicznie i dyscyplinarnie. Nowe prawo zdewastowało zasadę niezawisłości sędziowskiej. Oczywiście nadal wyroki wydawać będą konkretni sędziowie, którzy będą orzekać zgodnie z własnym sumieniem. Jednak

możliwość wywierania presji przez władzę na poszczególnych sędziów może wywołać efekt mrożący, w wyniku którego dotychczas niezawiśli sędziowie, przy wydawaniu wyroku, mogą kalkulować własne bezpieczeństwo i zastanawiać się nad wyrokiem nie tylko z punktu widzenia ocen prawnych, lecz także oczekiwań władzy. Obywatel jest stroną wielu sporów z władzą na wielu płaszczyznach, a zatem jego prawa i gwarancje zostają zagrożone wskazanym mechanizmem.

Po 3 lipca o północy na przymusową emeryturę odejdzie 11 sędziów. Co stanie się z kolejnymi 16, dowiemy się najpóźniej we wrześniu. Wśród nich będą także sędziowie, którzy złożyli oświadczenia o gotowości do dalszego orzekania, ale powołali się na konstytucję. Prezydent poprosił nową KRS o zaopiniowanie także tych sędziów. To dobra wola prezydenta, czy cyniczna gra związana z art. 7?

Jeżeli ktoś decyduje się na łamanie zasad konstytucji, to trudno jest doszukiwać się w jego zachowaniu jakichś działań propaństwowych czy prokonstytucyjnych. Władza liczy, że to zainteresowanie sprawą praworządności w Polsce, które jest obecne w Komisji Europejskiej i w Luksemburgu, gdzie będzie rozstrzygana możliwość ekstradycji Artura C. do Polski w związku z wątpliwością sądu irlandzkiego co do stanu praworządności w Polsce, skończy się po 3 lipca, a zdarzenia, które nastąpią po tej dacie, będą mniej spektakularnie odbierane.

Nie łudzę się, że prezydent lub rząd wykażą dobrą wolę i będą chcieli zatrzymać na stanowiskach niezawisłych sędziów. Wszak zmiany miały na celu ich wyeliminowanie. Nie chodzi o zachowanie zasad praworządności, bo te już zostały sprzeniewierzone. To kierowanie się interesem własnym.

W tym tygodniu w całym kraju organizowane są protesty w obronie Sądu Najwyższego, ale nie są one tak masowe, jak w lipcu, kiedy ważyły się losy weta prezydenckiego. Jest pan rozczarowany społeczną postawą?

Skalą niezadowolenia nie zawsze muszą być masowe protesty, czasem oceną jest to, co się dzieje przy urnie wyborczej. Wtedy fala protestu związana też była z tym, że byliśmy w przededniu podjęcia decyzji co do losów projektów ustaw, a zmiany legislacyjne można było jeszcze cofnąć. W tej chwili te decyzje już zostały podjęte. Władza jasno powiedziała, że się nie wycofa. Wtedy wychodzący na ulicę walczyli o to, by ustawy o sądach nie zostały uchwalone. W tej chwili to, czy w SN będzie dalej orzekać kilku sędziów, nieznanych opinii publicznej z nazwiska, czy nie, jest sprawą dużo mniej odczuwalną społecznie. Nie dziwię się, choć się smucę, że te protesty są dużo mniejsze. Naszą rolą, czyli tych, którzy rozumieją realne skutki tych zmian, jest tłumaczenie i przestrzeganie. Wykształcenie prawnicze ma jedynie mały ułamek społeczeństwa, zatem trafne identyfikowanie skali zagrożenia jest dużo rzadsze wśród nieprawników.

Proszę pamiętać też, że na to, aby zohydzić wymiar sprawiedliwości, wyłożono ogromne środki. Mamy propagandę sączącą się z telewizji publicznej, była ogromna kampania billboardowa, użyto wszystkich mediów i narzędzi PR, aby przedstawić wypaczony obraz rzeczywistości.

W momencie, kiedy reforma zacznie obowiązywać i kiedy sądy mogą zostać ubezwłasnowolnione, ludzie zdadzą sobie dopiero sprawę z sytuacji. Niestety, ta świadomość przyjdzie za późno, ale spowoduje refleksję, której efektem musi być reakcja przed urną. Mam dużo pretensji do całej opozycji, która nie jest w stanie przekonać społeczeństwa o realności zagrożenia, a także nie jest w stanie uświadomić sobie, że niebezpieczeństwo jest tak poważne, że wobec niego cała opozycja demokratyczna powinna być razem. W momencie, kiedy zagrożone są pryncypia państwa prawa, to partykularne interesy i podziały powinny zejść na drugi plan. Przykładowo: skoro walczymy o Warszawę, to wystawianie wielu kandydatów z różnych demokratycznych ugrupowań jest sygnałem, że nic złego się jednak nie dzieje i że jest to zwykła walka polityczna, a nie obrona porządku konstytucyjnego.

W 1989 roku wszyscy potrafili się zjednoczyć dla dobra państwa. To był chyba najpiękniejszy moment w dziejach naszej historii. Wszyscy, niezależnie od poglądów, postanowili, że najważniejsze jest ratowanie Polski, a potem dopiero przyjdzie czas na to, by pójść własną drogą. Skoro opozycja nie potrafiła dziś dać tego sygnału, to nie potrafiła przekonać obywateli, jak bardzo obecna sytuacja jest niebezpieczna.

Trudno wymagać od ludzi, którzy wykonują rozmaite zawody, by diagnozowali sytuację prawną, tym bardziej, jeśli otrzymują szalenie kłamliwy przekaz. Proszę pamiętać, że jest również sporo osób, które mają wiedzę o konstytucji i funkcjonowaniu państwa prawa, ale wolą służyć swojej karierze, a nie zasadom.

Czy akt oskarżenia dla Władysława Frasyniuka może być przestrogą, jak to będzie wyglądać po 3 lipca?

Jeżeli dochodzimy do sytuacji, że obrona wartości konstytucyjnych skutkuje aktem oskarżenia, to jest to moment do zastanowienia. Mamy z pewnością do czynienia z jedną z najbardziej obrzydliwych sytuacji i najciemniejszą kartą historii pisaną przez obecną ekipę rządzącą i prokuraturę. Za obronę wartości demokratycznych należy się nagroda, a nie postawienie w stan oskarżenia. Zawsze szukam jednak pozytywów. Dochodzimy do sytuacji, w której sądy staną się miejscem wyrażania niezależnych poglądów. Proszę pamiętać, że w stanie wojennym poprzez sądy i deklaracje osób, wobec których stosowane były represje, przekonywano społeczeństwo o powadze sytuacji politycznej.

Konsekwencją postawienia pana Frasyniuka przed sądem będzie jego wspaniała wypowiedź i wspaniałe wystąpienie jego adwokata. Uważam, że to powinno być transmitowane i oglądane przez miliony.

Niedawno jechałem w Poznaniu do sądu ulicą Stanisława Hejmowskiego. To słynny adwokat broniący robotników w procesie poznańskiego Czerwca ’56. Zresztą w Poznaniu stoi jego piękny pomnik. Zachowały się jego fantastyczne przemówienia, gdy mówił o wolności. Teraz takie słowa wygłaszane na sali sądowej będą dostępne dla szerokich kręgów. Prawda jest też taka, że im więcej represji, tym szybszy koniec władzy, bo jednak jesteśmy narodem kochającym wolność.

A jak ocenia pan zarzut „prania brudnych pieniędzy” wobec żony Stanisława Gawłowskiego? Prokurator, która prowadziła sprawę Gawłowskiego, zrezygnowała. To budzi pana wątpliwości?

Jako adwokat staram się nie komentować sprawy w odniesieniu do akt, których nie znam. Natomiast moja intuicja podpowiada mi, że coś tu odbiega od normy, bo oglądam tysiące spraw i nie widziałem jeszcze takiego zaangażowania wobec żon osób z zarzutami karnymi. Samo zatrzymanie Stanisława Gawłowskiego już budziło mój ogromny sprzeciw. Nie chcę mówić o winie, ale uważam, że ten środek, którego użyto wobec niego, nie powinien być zastosowany.

Uważam, że gdyby nie aspekt polityczny, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Prawo nie jest w jednakowy sposób stosowane wobec wszystkich. Sądzę, że sąd, który orzekał w tej sprawie, został poddany efektowi mrożącemu.

Proszę pamiętać, że we wtorek mieliśmy też pierwszy termin rozprawy Mateusza Kijowskiego. To niestety pokazuje, że narzędziem obecnej władzy staje się nie dyskusja, a prawo karne. Dla sędziów i prawników stworzono specjalną izbę dyscyplinarną, a dla obywateli, którzy myślą inaczej, są sądy, które zostały pozbawione gwarancji: niezawisłości sędziów i sądów, rozdziału sądów od władzy wykonawczej. Tego już nie ma, najpierw gwarancje zostały naruszone ustawą o sądach powszechnych, a teraz los sądownictwa przypieczętowany zostanie ustawą o Sądzie Najwyższym.

Czeka nas los Turcji? Będą represje, aresztowania?

Moim zdaniem nie dojdziemy do sytuacji, która jest w Turcji, gdzie cała opozycja znalazła się w długoterminowych aresztach, bo jednak tam było to związane z przewrotem politycznym, to inna sytuacja. Proszę pamiętać, że my jesteśmy wielkim narodem wolności. Myślę, że

władza ma świadomość, że bezpośrednią represją doprowadzi do sytuacji, że Polacy zachowają się jak w najpiękniejszych okresach swojej historii. Postawią się władzy narzuconej i niesprawiedliwej. Myślę jednak, że ta władza będzie stosowała działania obliczone na to, by zniechęcić społeczeństwo do aktywnego przeciwko niej oporu.

Śp. mecenas Maciej Bednarkiewicz, obrońca w procesach politycznych, pełnomocnik Barbary Sadowskiej, matki Grzegorza Przemyka, został w 1984 roku tymczasowo aresztowany za rzekome udzielanie pomocy dezerterowi, wskutek prowokacji i sfabrykowania dowodów. Ówczesne mechanizmy manipulacji i zastraszania wyśmienicie opisał Cezary Łazarewicz w książce „Żeby nie było śladów”. Spodziewam się analogicznych sytuacji.

Każdy, kto zna historię, wie, że rewolucja najszybciej zjada własne dzieci. Każdy, kto jest przyjacielem tej władzy, powinien zdawać sobie sprawę, że ona nie jest wieczna. Myślenie, że ten, kto ma odmienne przekonania, nie ma prawa głosu, jest bardzo krótkowzroczne. Zresztą po to wymyślono rozum i mowę, aby można było dyskutować i wchodzić ze sobą w pojedynki słowne, a nie za pomocą czarnego PR i zastraszania osiągać swoje cele poprzez pozbawiania praw innych.

Czy Trybunał Sprawiedliwości UE zatrzyma przejęcie Sądu Najwyższego?

My nie jesteśmy oczkiem w głowie Unii, warto to sobie uzmysłowić. Tu są dwa scenariusze: albo UE będzie walczyć o zasady i wartości, które są dla niej ważne, albo zepchnie Polskę na boczny tor. Konsekwencje w obu przypadkach są oczywiste. Odzyskanie światowego poważania tak czy inaczej będzie bardzo trudne.

Jest pan jedną z osób, która dość głośno zabiera głos w obronie praworządności. Nie boi się pan, że zaraz się okaże, że np. nie wpisał pan do oświadczenia majątkowego nieruchomości?

Już to przeżyłem. Przecież za poprzednich rządów PiS-u został przeciwko mnie skierowany akt oskarżenia. Zostałem uniewinniony, a obecny minister już złożył na mnie zawiadomienia o popełnienie deliktu dyscyplinarnego.

Jestem człowiekiem o siwych włosach, świadomym nieprzyzwoitości władzy i konsekwencji konfliktu z nią, ale uważam, że skoro jestem wychowawcą kilku roczników prawników, uczę prawa, jeżeli mam być szanowany przez moich uczniów – a w ustawie o adwokaturze jest napisane, że adwokat dba o wolności i prawa obywatelskie – to jestem zobligowany do mówienia o patologiach.

Dla mnie największą wartością jest konstytucja, prawa obywatelskie, przestrzeganie prawa. Jeżeli to się zawali, to moje zawodowe życie straci sens.

>>>

>>>

W najnowszym wpisie Krystyny Pawłowicz ewidentnie zabrakło słynnej piosenki trenera Jarząbka z „Misia” Barei, czyli „Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam!”.

Posłanka PiS bowiem postanowiła podzielić się swoim uwielbieniem dla Joachima Brudzińskiego. –„Pan minister Joachim BRUDZIŃSKI jest „w porządku”. Stanowczy, ostre spojrzenie ,bardzo dobry kontakt z posłami. Zawsze odpowiada na wszelkie, też trudne pytania. Docenia pracę innych, broni nas przed atakami. Rozumie, że siedzący na barykadzie to odgromniki…” – napisała Pawłowicz.

„Śledzę pani wpisy, bo pani zawsze wyjdzie przed szereg i pierwsza farbę puści. To podlizywanie do @jbrudzinski oznaczać może tylko jedno. Stał się oficjalnym następcą Jarosława Kaczyńskiego. Martwię się o zdrowie prezesa, kolejnego świętego Kaczyńskiego Polska nie zniesie” – napisała jedna z internautek. A Pawłowicz tak odpowiedziała: – „Myśli Pani, że się „podlizuję”?”. Internautka tak skomentowała tę odpowiedź: – „Znamienne, skomentowała pani podlizywanie się, a pominęła pozostałą część tego, co napisałam. Dziękuję, można na Panią zawsze liczyć”.

Inni internauci tak komentowali: – „Podobno laserami z oczu umie pociąć kapustę na sałatkę”; – „Jarosław Kaczyński oddaje władzę i stąd ta laurka?”; – „Pan Brudziński razem z panem Morawieckim położył rok temu stępkę pod największy prom. Może go Pani spytać, jak idzie budowa promu?”.

Mimo ostatniej deklaracji o nadwyżce budżetowej, jesteśmy świadkami rekordowego w historii wzrostu zadłużenia Polski. W ciągu dwóch lat Prawo i Sprawiedliwość zwiększyło zadłużenie skarbu państwa o setki miliardów złotych, a nie jak deklarował rząd “zaledwie” 71,6 mld zł. Zadaje to kłam całej politycznej narracji o dyscyplinie finansowej i słynnej “nadwyżce”. Jak to zatem możliwe, że nie byliśmy świadomi procederu zadłużania nas na tak wielką skalę?

Odpowiedz na to pytanie leży w kreatywnej księgowości polskiego rządu, która jednak musiała zostać rozłożona na czynniki pierwsze przez GUS, z powodu nacisków Unii Europejskiej. Analitycy musieli bowiem przyjrzeć się rozmiarowi długu publicznego, jednak nie tylko oficjalnym statystykom, ale także ukrywanym zobowiązaniom skarbu państwa, co ostatecznie doprowadziło do odkrycia dość szokujących rezultatów. Okazuje się bowiem, że o ile oficjalny dług publiczny wynosi już blisko 1 bln zł (co odpowiada 52% PKB), to dług ukryty wynosi aż 4,96 biliona złotych, czyli 276 proc. polskiego PKB. Oznacza to, że oficjalne dane pokazują tylko 20% realnego zadłużenia kraju, które już dziś ma wartość dla długoterminowej wypłacalności krytyczną. Co jest strategiczne, dane GUS dotyczą 2015 roku, czyli okresu sprzed wprowadzenia reformy emerytalnej PiS. Ta natomiast oznacza dla zadłużenia państwa prawdziwą katastrofę. Rząd tymczasem manipuluje opinią publiczną bagatelizując sprawę poprzez dane, że w 2018 roku koszt zmian to tylko 10 mld zł. Jednak wzrost zobowiązań na kontach ZUS jest wyliczony na lata do przodu i tutaj statystyka jest ponura. Już w 2015 roku dług emerytalny ZUS wynosił aż 4057 mld zł, czyli 225,5% PKB. Tymczasem koszt reformy Prawa i Sprawiedliwości zwiększył omawiane zobowiązania o kwotę większą niż wynosi cały oficjalny dług publiczny Polski, czyli o aż gigantyczne 1,4 bln zł. Biuro Analiz Sejmowych wyliczyło, że o tyle właśnie więcej z kont ZUS zostanie wypłacone emerytom do roku 2060 tylko w wyniku zmian w jednej ustawie.

Obniżka wieku emerytalnego jest aktem prawnym, który momentalnie doprowadził zatem do rekordowego w historii wzrostu długu publicznego. Polskie władze zawsze miały problem z dyscypliną finansów publicznych, jednak jeśli uzmysłowiłem sobie, że już w 2015 roku mówiliśmy o 325% PKB całkowitego długu publicznego, to w tym przypadku mówimy o decyzji, która doprowadzi nieuchronnie do niewypłacalności państwa polskiego.

>>>

Post Navigation