Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Jacek Kucharczyk”

Demokracja psychopaty

Dziennikarz RMF FM Patryk Michalski ujawnił w mediach społecznościowych kolejny budzący kontrowersje pomysł PiS na wybory korespondencyjne.

Chodzi mianowicie o sam proces głosowania. „Projekt ustawy autorstwa PiS w obecnym kształcie WYMUSZA na wszystkich uprawnionych do głosowania, zwrócenie karty do głosowania pod karą 3 lat więzienia. Nawet jeśli wyborca nie będzie chciał oddać głosu, będzie musiał się pofatygować do skrzynki” – napisał na Twitterze Patryk Michalski. Mowa o art. 19 projektu nowelizacji kodeksu wyborczego, która ma umożliwić głosowanie korespondencyjne Polakom w zbliżających się wyborach prezydenckich.

Karą za zniszczenie, ukrywanie, przerabianie lub podrabianie karty do głosowania, miałaby być nawet 3 lat więzienia. Czy ten zapis – zgodnie z najlepszymi, i do znudzenia powtarzanymi zagrywkami obozu rządzącego – ma jedynie odwrócić uwagę od samego faktu uporczywego i bezprawnego majstrowania przy kodeksie wyborczym? Trudno powiedzieć, choć już rozgrzał Internet do czerwoności. Pozostaje faktem, że nie sprecyzowano w nim, czy za ukrywanie będzie także uznane nieoddanie głosu i nie odesłanie karty. To nie wszystko. W zmianach, które chce wprowadzić obóz rządzący są także nowe uprawnienia marszałek Sejmu, która sama będzie mogła wyznaczać nowy termin wyborów.

Roman Giertych propozycje PiSu tak skwitował na Twitterze: „W nowym projekcie za odmowę wrzucenia karty do głosowania PiS proponuje 3 lata więzienia. Dobry, liberalny rząd. Mogli zaproponować dożywocie”. W jednym z wielu komentarzy pod jego wpisem internauta pyta: „pamiętacie przecież jak jeszcze niedawno rząd zasłaniał sie RODO kiedy chcieliśmy by ujawnili listy poparcia dla sędziów KRS? dlaczego to samo RODO nie działa teraz dla ochrony Polaków?”. „Bo szefem UODO jest znajomy z PiS-u” – odpowiada inny. Kolejna internautka: „Ciekawe czy dostarczą mi kartę na adres zameldowania w Polsce, a ja jestem w Londynie 😀 czeka mnie więzienie?”.

Barbara Nowacka, w tym samym medium społecznościowym, zauważyła inny absurd nowego „prawa”: „Panowie @SasinJacek @ZiobroPL jak? Osoba z niepełnosprawnością ruchową uwięziona w mieszkaniu bo nie ma tam windy, jak karty nie odda to na 3 lata do wiezienia trafi?”. Jeden z twiterowiczów dopowiedział celnie: „Oj tam, proponuję jeszcze wpisać do ustawy, że kto nie odda głosu na doktora @AndrzejDuda, podlega karze więzienia od 10 lat wzwyż”.

Rządzący – wśród przybierającej w Polsce na sile pandemii – zdecydowanie nie będą mogli narzekać na nudę, próbując teraz ogarniać i sprawnie kontrolować nowy rodzaj ustroju, jaki nam wkrótce zafundują.

Psychoza Kaczyńskiego – czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Demokracja kopertowa, demokracja korespondencyjna – to nie jest demokracja, w której spór o idee i racje jest dostępny dla wszystkich.

Udało się Kaczyńskiemu wyciszyć demokrację – w Sejmie nie ma debat, są restrykcje marszałka wobec opozycyjnych posłów.

Demokracja sfałszowana, bo taka będzie, gdy dojdzie do głosowania korespondencyjnego.

Polityk służy społeczeństwu (jakkolwiek to brzmi górnolotnie), a nie korytu. Do koryta pcha się folwark zwierząt PiS, ani to inteligentni politycy, ani utalentowani, motłoch z łapanki.

Zaraza koronawirusa nie przeszkadza Kaczyńskiemu myśleć tylko o władzy dla samej władzy. Nie ma on żadnego kontaktu z ludźmi. Dość szybko w kraju nastąpiła degeneracja władzy i to bardziej zdegenerowana niż za PRL.

Można z całą odpowiedzialnością intelektualną i moralną określić prezesa PiS jako degenerata.

Rządzi nami autokrata degenerat za pomocą zdegenerowanej demokracji, mutanta ustrojowego – demokracji kopertowej, korespondencyjnej.

A za to się płaci, za to zapłaci autor degenerat.

Kolejny dzień z pandemią i znów podobny wzór:…

View original post 353 słowa więcej

 

Fuck Lichockiej i fuck Duda

Jeden z ciężkich grzechów w szeregach PiS, to zepsuć narrację. Oczywiście zaraz po grzechu najcięższym. Okłamaniu prezesa. Lichocka ciężko zgrzeszyła dwa razy w ciągu kilku minut.

Zwolennicy PiS niecierpliwie oczekują na właściwą narrację, na to co powiedzą w „Wiadomościach” TVP na ten temat. Muszą skądś przecież wiedzieć co myśleć. I następnie skopiują tę telewizyjną myśl miliony razy.

Będą bronić?
To bronimy!
Potępią?
Potępiamy!

Dzisiaj w szeregach PiS, trwa gorączkowe ustalanie właściwej narracji.

Prezes siedzi i myśli. I knuje.

Cały wpis Gabrieli Lazarek po fucku Lichockiej tutaj >>>

Panie Duda !
Oczekuje Pan uczciwej kampanii? Przeszkadzają Panu gwizdający na Pana ludzie? Uderza to w Pana rodzinę?

Może porozmawiajmy o Panu Pawle Adamowiczu, którego hejt prowadzony przez Pańskie ugrupowanie, zabił? Może porozmawiamy o Jego rodzinie?

Może porozmawiamy o zaszczuwaniu Pana Grodzkiego, czy Pana Juszczyszyna? A może o Panu Brejzie i Jego ojcu porozmawiamy? Albo o wizerunkach osób powieszonych na szubienicach?

Może o obietnicy golenia głowy posłance? Albo o protestujących kobietach nazwanych szmatami?

Wcześniejszy tekst Gabrieli Lazarek tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Czy Polacy pozbywają się złudzeń i odkrywają, że rządzi w kraju mafia?

Że już niedługo ten kraj będzie dysfunkcjonalny z pokraką rządzącym zza kordonu ochroniarzy za pomocą ancymonków typu Mateusz Morawiecki?

Materiał TVN o agencie Tomku świadczy, iż staliśmy się republiką bananową i Unia Europejska taki twór musi wydalić, bo jest zbiorem państw demokratycznych.

Czy jest dla nas nadzieja? Wydaje się, że tak. I jedyna formacja, która może wykopać PiS od koryta to Platforma Obywatelska, która właśnie mieniła szefa. Nielubiany Grzegorz Schetyna został zastąpiony przez Borysa Budkę.

Kaczyński nauczył się, jak opozycję szczuć samą na siebie. I tutaj może być problem, iż zaraz przy nogawce Budki znajdzie się zaraz szczekający piesek pieprzący od rzeczy, w czym ostatnio specjalizuje się Zandberg.

Polska nie jest skazana na klęskę, lecz historia pokazuje, że nie potrafimy się bronić przed wrogami wewnętrznymi. Kiedyś była to Targowica, formacja toczka w toczkę podobna do dzisiejszego PiS, wówczas…

View original post 864 słowa więcej

 

Je…ć …PiS! Pomnik Polskiego Jabola

Krzysztof Skiba, słynny frontman zespołu Big Cyc, opublikował na swoim profilu na Facebooku informację o tym, co spotkało go w ostatnim czasie.

Do Skiby zapukali bowiem policjanci. Okazało się, że służby w naszym kraju badają temat m.in. antypisowskich okrzyków z koncertu KSU – innego legendarnego zespołu rockowego – który miał miejsce w sierpniu minionego roku w Ustrzykach Dolnych.

Kontrowersyjny koncert?

Na koncercie było – jak wspomina Skiba, który był prowadzącym imprezy – blisko dziesięć tysięcy osób. W jego trakcie cześć widowni wznosiła okrzyki “Je…ć …PiS!”. Ponoć nikt na scenie – ani muzycy ani sam lider Big Cyc – nie krzyczeli w ten sposób.

„W nawiązaniu do słynnej piosenki KSU “Jabol punk” zaproponowałem ze sceny zbudowanie w Ustrzykach Pomnika Polskiego Jabola. Pomnik taki (podobnie jak pomnik “glana” w Jarocinie) z pewnością byłby wspaniałą atrakcją turystyczną miasta. Propozycja miała charakter humorystyczny i tak też przyjął ją burmistrz miasta Bartosz Romowicz, który zespołowi KSU na urodziny podarował butelkę kultowego wina.”

– wspomina Skiba i kontynuuje:

„Okrzykami “Je…ć… PiS” oraz propozycją budowy Pomnika Polskiego Jabola poczuł się obrażony zacny obywatel miasta pan Adam Łukaszyk, który na koncercie co prawda nie był, ale kilka miesięcy później zobaczył jego fragmenty na YouTube. Obrażony obywatel (którego żona mocno udziela się w lokalnym PiS) zgłosił sprawę na policję, a ta wszczęła dochodzenie. Policja przesłuchała już na tę okoliczność organizatorów koncertu, burmistrza oraz także mnie. Sprawa toczy się zgodnie z procedurami. Trwają przesłuchania, sporządza się raporty i dokumenty, trwa analiza materiałów filmowych, dokonuje się oględzin miejsca, w którym krzyczano nieprawomyślne hasła. Policja jak wiadomo nie ma co robić, więc pewnie z radością zajmuje się takimi rozkosznymi sprawami.”

Niepotrzebna sprawa

Badanie takich tematów przez policję jest z pewnością zbyteczne. Pokazuje jednak do jakich napięć społecznych zaczyna dochodzić naszym kraju i jak skonfliktowani są dziś Polacy. Skiba nie jest bowiem ani odpowiedzialny za okrzyki publiki, zaś jego propozycja pomnika – może i infantylna – powinna zostać uznana tylko za głupi żart.

Cały wpis Skiby tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Jednym z największych wyzwań XXI wieku przed którymi stoi Polska jest transformacja energetyczna. Odejście od węgla i włączenie się w walkę z globalnym ociepleniem jest obowiązkiem stojącym przed całym obecnym pokoleniem. Jest to także duża bitwa gospodarcza, ponieważ tania i dostępna energia stanowi atut w rywalizacji z innymi graczami światowej gospodarki. Nie bez znaczenia jest także cena energii dla samych konsumentów, co szczególnie pokazało desperackie dążenie rządu do refundacji podwyżek cen prądu. Do realizacji wszystkich powyższych celów potrzeba zatem wydajnego źródła energii. Tymczasem strategia rządu staje się na tle świata coraz bardziej zacofana. Głównym problemem polskich władz jest bowiem opóźnienie w czasie odchodzenia od węgla w celu zadowolenia licznego grona wyborców lobby węglowego, oraz zwalczanie z przyczyn ideologicznych energetyki wiatrowej na lądzie. Absurd obu założeń widać  szczególnie mocno na tle raportu Międzynarodowej Agencji Odnawialnych Źródeł Energii (IRENA) o kosztach produkcji odnawialnych źródeł energii.

Okazuje się bowiem, że te dynamicznie maleją…

View original post 3 701 słów więcej

 

Pisowska śmieciowa zmiana. Choroba Kaczyńskiego

KAMILA TERPIAŁ: 62 proc. badanych uważa, że rząd nie zareagował odpowiednio na protest w Sejmie – tak wynika z badania Kantar przeprowadzonego dla TVN i TVN24. Czy to może mieć realne znaczenie i przełożyć się na poparcie dla PiS-u?

JACEK KUCHARCZYK: Zacznijmy od tego, że w cywilizowanym kraju takie protesty nie powinny być rozwiązywane wyłącznie w oparciu o badania opinii publicznej. Natomiast co do nastrojów społecznych, to można było się domyślać, że większość Polaków i Polek będzie się solidaryzowało z protestującymi. To jest grupa, której do jakiegoś stopnia trudno nie kibicować. Ale PiS skalkulował sobie, że dla ich wyborców to jednak nie jest wielki problem. Dlatego postanowił rozprawić się z niepełnosprawnymi właśnie w taki sposób. Wydaje mi się, że nawet jeżeli większości badanych to się nie podoba, to nie musi mieć istotnych konsekwencji politycznych dla samego PiS-u.

Elektorat partii rządzącej jest dosyć specyficzny, spora jego część to są wyborcy, o których mówi się „wyborca autorytarny”. Takim osobom stosowanie twardej ręki wobec protestujących niepełnosprawnych może się nawet podobać. Na pewno znajdą wiele rozgrzeszeń takiego zachowania.

Coś, co by ich oburzyło, gdyby zrobiła to Platforma Obywatelska, nie oburza, jeżeli robi to PiS. Obnażanie hipokryzji PiS-u w tej sprawie po dużej części zwolenników tej władzy spłynie jak woda po kaczce. Oni po prostu stosują podwójne kryteria. To widać zresztą nie tylko w tej sprawie. Dobrym wglądem w dusze wyborców PiS-u jest to, co dzieje się w prorządowych mediach społecznościowych. PiS wychował sobie swojego wyborcę, który wszystko kupuje.

Poza tym nawet jeżeli ponad 60 proc. badanych uważa, że rząd powinien inaczej postąpić w przypadku niepełnosprawnych, to wcale nie oznacza, że w związku z tym trzeba poprzeć opozycję. Wyborcy trwają przy PiS-ie, dlatego wszystkie skandale słabo przekładają się na wzrost poparcia dla opozycji. Sytuacje, które bulwersują wielu ludzi, nie zmieniają politycznej wojny pozycyjnej.

PiS ma wciąż poczucie pewnej bezkarności. Po tym, jak władza potraktowała niepełnosprawnych, powinien wybuchnąć ogromny skandal, a protestować powinny także osoby bliskie PiS-owi. A po tamtej stronie głucha cisza.

Na bardzo podatny grunt za to padają wszystkie oskarżenia o upolitycznienie protestu niepełnosprawnych i ich opiekunów. Przecież wszystko jest winą opozycji.

W tej sprawie zawsze mam poczucie déjà vu. Kiedy uchwalono nielegalnie budżet w Sali Kolumnowej, kiedy PiS kneblował dziennikarzy, to sprzedał swoim wyborcom narrację, że doszło do próby zamachu stanu. Taki przekaz trafia do PiS-owskiego wyborcy. O wszystko można oskarżyć opozycję i potraktować jako próbę obalenia legalnie wybranej władzy. PiS zawsze uruchamia taką narrację w momentach kryzysu. Może ona nie przekonać większości Polaków, ale wystarczy, że przekona tę część, która po raz kolejny poprze PiS. To im na razie wystarczy.

Dlaczego wyborca PiS-u dał się tak łatwo „wychować”?

To jest trudne pytanie. Elektorat autorytarny nie wziął się przecież z niczego. PiS-owi udało się trafić do takich osób i wypracować narracje, które ich przekonują.

Uważam, że najważniejsze w przekazie PiS-u są dwie rzeczy – udowadnianie, że jesteśmy wybrani przez naród, dlatego każdą krytykę należy traktować jako zamach na wolę „suwerena”, oraz przekonanie o pisowskiej skuteczności i nieomylności. To jest ten słynny imposybilizm, który Kaczyński obiecał przezwyciężyć, a co w praktyce oznacza, że PiS nie da się spętać żadnymi zasadami.

Jak powiedzieli, że nie ustąpią przed niepełnosprawnymi, to nie ustąpili. A to budzi w ich elektoracie podziw, bo to dowód politycznej skuteczności.

A co mogłoby zmienić to nastawienie? Prof. Janusz Czapiński w rozmowie z wiadomo.co przekonywał, że sytuacja może się zmienić tylko wtedy, gdy zmieni się sytuacja gospodarcza. Zgadza się pan z tym?

Jest to przekonująca hipoteza.

Uważam, że dobra sytuacja ekonomiczna w pewnym sensie usypia wyborców. Nawet ci, którym nie wszystko pasuje, będą się oburzać, ale nie widzą powodów, aby cokolwiek więcej zrobić.

Jeżeli nagle sytuacja gospodarcza zaczęłaby się pogarszać, a ceny rosnąć – zresztą to już jest zauważalne – to na dłuższą metę może doprowadzić do spadku poparcia. Może nadwerężyć poczucie, że ta partia wie, co robi. Podważona zostałaby także wiara w specyficznie pojmowane kompetencje do rządzenia.

Może na to wpłynąć obcięcie funduszy unijnych? Taką decyzję podjęła KE.

PiS odwołuje się w tej sprawie do dwóch narracji. Jedna dotyczy tego, że Unia Europejska chce nas ukarać, ale my jesteśmy suwerenni i nie damy się złamać. Z drugiej strony rozpocznie się nagonka na opozycję, przecież już słychać, że to wina Donalda Tuska, który nie załatwił dla swojego kraju wystarczających pieniędzy. Nieważne, że wcześniej dla PiS-u był niemieckim przedstawicielem… Na ile to zaszkodzi PiS-owi? To cały czas sprawa otwarta. Kwestie europejskie od początku były piętą achillesową tej władzy, która może mieć twardy orzech do zgryzienia. Muszą jakoś wytłumaczyć to, że jak rządziła PO, to było więcej pieniędzy, a mówimy przecież o sporych sumach. A jeżeli będą przekonywać, że to rezultat szybkiego rozwoju kraju, to trudno będzie to pogodzić z wcześniejszą narracją „Polski w ruinie”. Pewnie spin doktorzy PiS-u już nad tym pracują.

Wydaje mi się, że dominująca będzie narracja o tym, że Bruksela nas bije, a opozycja im pomaga… Czyli słynna „ulica i zagranica”.

Kluczowe znaczenie dla KE miało to, co dzieje się w naszym kraju, czyli łamanie prawa? Czy jednak źle prowadzone, albo w ogóle brak negocjacji i zaangażowania strony rządowej?

Myślę, że zaważyła druga sprawa. Obiektywnie rzecz biorąc, to nie jest kara nałożona na Polskę. Ale to pokazuje, że budżet jednak jest negocjowany i w zależności od siły przetargowej kraju można różne rzeczy wynegocjować. A żeby uzyskać najlepszy podział pieniędzy, trzeba budować jak najszersze koalicje. PiS nie jest w stanie takiej koalicji zbudować. Nawet słynna Grupa Wyszehradzka, jak widać, nie bardzo pomogła. To są tylko 4 kraje i akurat są na cenzurowanym w UE. Dochodzimy do drugiej sprawy, jaką są uchodźcy.

Obcięcie funduszy nie jest karą za nieprzyjęcie uchodźców, ale konsekwencją takiej polityki. Nie można z jednej strony odmawiać solidarności w jednej sprawie, a żądać w drugiej. Podwójne standardy, które PiS stosuje z powodzeniem w polityce krajowej, nie działają na płaszczyźnie europejskiej.

PiS-owi może zaszkodzić przed wyborami samorządowymi fizyczna nieobecność Jarosława Kaczyńskiego?

Największym zagrożeniem dla PiS-u jest walka o wpływy w momencie osłabienia prezesa. Z punktu widzenia wyborcy Kaczyński w szpitalu nie bardzo różni się od Kaczyńskiego zamkniętego na ulicy Nowogrodzkiej. Jako człowiek z wysokiego zamku znalazł sposób na jednoosobowe utrzymywanie porządku. Izolacja fizyczna niewiele zmienia, ale osłabiona jest niewątpliwie jego zdolność do zarządzania partią.

Podobno Joachim Brudziński ma teraz – pod nieobecność Jarosława Kaczyńskiego – zarządzać partią. Sprawdzi się w tej roli?

To się oczywiście okaże. Zobaczymy, czy Joachim Brudziński będzie w stanie twardą ręką godzić i przywoływać do porządku najbardziej ambitnych polityków. Mam wrażenie, że

już widać chaos, który zapanował w partii rządzącej. Ale nie jestem w stanie na razie ocenić, jak to przełoży się na wizerunek PiS-u w oczach jego wyborców. Ostrożnie można powiedzieć, że to na pewno PiS-owi nie pomoże, zwłaszcza przed wyborami samorządowymi.

Wybory samorządowe to będzie trudny sprawdzian dla rządzącej partii?

Przede wszystkim w związku z nowymi przepisami tym wyborom będzie towarzyszył chaos. To może zadziałać w dwie strony. Ja się bardzo boję o uczciwość tych wyborów.

Boi się pan o świadomą nieuczciwość, czy efekt tego chaosu?

Boję się o świadomą nieuczciwość. Mam wrażenie, że w związku z różnymi kryzysami nasila się panika w szeregach władzy i jednocześnie poczucie, że władzy raz zdobytej nie można oddać. Dlatego obawiam się, że narasta chęć użycia różnych bardziej zdecydowanych środków wykraczających poza propagandę. Mam nadzieję, że się mylę. Ale

naprawdę boję się, że tak jak PiS rozpętał przy poprzednich wyborach samorządowych aferę, że były sfałszowane, podczas gdy nie były, to tym razem będzie odwrotnie.

Opozycja zwiera szyki. Z jednej strony powstała Koalicja Obywatelska, z drugiej PO tworzy ruch Wolontariusze Wolnych Wyborów, który ma czuwać nad procesem wyborczym. To PiS-u nie powstrzyma?

Mobilizacja opozycji i mobilizacja społeczna na rzecz wolnych i uczciwych wyborów jest teraz kluczowa. Myślę, że jeżeli doszłoby do nieprawidłowości, to PiS będzie miał swoją narrację i swoich obserwatorów. Po ostatnich wyborach powstała nawet organizacja Ruch Kontroli Wyborów, która zdobyła później różne rządowe granty. Tym razem na pewno zostanie wykorzystana do monitorowania wyborów, ale w specyficzny sposób. Poza tym nad procesem wyborczym powinna czuwać niezależna PKW, a potem niezależne sądy, ale niestety z tą niezależnością może być poważny problem.

Rozumie pan strategię przyjętą przez SLD? Czyli pozycja „w opozycji do opozycji”.

To może zaszkodzić całej opozycji.

SLD przyjęło taką strategię, że w 80 proc. powiela narrację PiS-u, a w 20 proc. jest przeciwne. W szczególności jeżeli chodzi o politykę historyczną. To mogło mieć znaczący wpływ na wzrost poparcia dla tego ugrupowania.

Myślę, że teraz dostali takiego sondażowego zawrotu głowy. Ale to jest polityka bardzo krótkowzroczna. Podcinanie możliwości tworzenia szerszych koalicji i krytykowanie centrowej opozycji działa przecież na korzyść Prawa i Sprawiedliwości.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o pisowskim ZOO.

Kaczyński wpuścił do polityki ludzi pozbawionych kwalifikacji intelektualnych i moralnych, a nawet zaburzonych. Kto ich będzie kontrolować, gdy naczelnik odejdzie?

Już nie tylko zdeklarowani przeciwnicy „dobrej zmiany” krytykują personalną politykę PiS czy – ściślej mówiąc – Jarosława Kaczyńskiego (bo to przecież sam pan prezes dobrał sobie ekipę, z którą dokonał skoku na Polskę). Oto np. Łukasz Warzecha, publicysta generalnie kojarzony ze środowiskami „niepokornych”, choć chwilami – ostatnio coraz częściej – wykazujący oznaki zdrowego rozsądku, pisze w „Super Expressie”, że seks-skandal posła Pięty „świadczy bardzo kiepsko o nim samym, ale też o tych, którzy go do Komisji ds. Służb wsadzili, czyli o kierownictwie Klubu PiS. Uleganie czarowi pierwszej z brzegu modelki nie świadczy dobrze ani o stabilności emocjonalnej, ani o zdolnościach intelektualnych, ani o rozeznaniu w zagrożeniach. Czy kierownictwo partii nie wiedziało, jaki jest poseł Pięta? Czy nie miało do komisji lepszych kandydatów?”.

Odpowiedź brzmi: nie miało. Tacy parlamentarzyści jak Pięta, Piotrowicz, Kuchciński, Suski, Tarczyński, Pawłowicz to creme de la creme kadr PiS-u, a zarazem materiał dowodowy w akcie oskarżenia Jarosława Kaczyńskiego, który ponosi odpowiedzialność za wpuszczenie na salony polskiej polityki osób absolutnie na to nie zasługujących. To pan prezes zadecydował, że budując partię, oprze się na ludziach posłusznych, intelektualnie ograniczonych, pozbawionych kręgosłupa, podatnych na manipulację lub skrajnie cynicznych, a nawet wykazujących ewidentne objawy zaburzeń.

Taką selekcję Jarosław Kaczyński stosuje od lat i to świadomie. Świadczą o tym jego własne wypowiedzi, które padły w rozmowie z politologiem Tomaszem Grabowskim w 1994 r. (fragmenty tego wywiadu sprzed 24 lat opublikuje dodatek „Wyborczej” „Ale historia” w poniedziałek 4 czerwca). Dzisiejszy naczelnik „dobrej zmiany” tak wówczas charakteryzował swą pierwszą partię – Porozumienie Centrum – z okresu tzw. wojny na górze: – „Uczciwie mówiąc, całe to ówczesne PC to był straszliwy zoolog, w sensie: ogród zoologiczny. To było dziwne zbiorowisko. Dużo tam wtedy było różnych takich środowisk niesłychanie skrajnych, integrystycznych katolików, ludzi o uogólnionej pretensji do świata, także trochę ludzi niezupełnie zdrowych na umyśle”.

Gdyby ktoś sądził, że ta menażeria prześlizgnęła się do obozu Kaczyńskiego przypadkiem i wbrew woli wodza, to z błędu wyprowadzi go kolejna wypowiedź prezesa, która padła w tej samej rozmowie: – „W 1981 r. bardzo mi się nie podobała koncepcja Macierewicza wciągnięcia ludzi z awansu solidarnościowego, na ogół proweniencji półinteligenckiej. A w 1989-90 r. ją przyjmowałem. Sądziłem, że ta grupa, dużo bardziej przesiana, może być bardzo pożyteczna. I w jakiejś mierze to się spełniło”.

Jarosław Kaczyński, prąc do władzy, cynicznie i z premedytacją oparł się na ludziach o najniższych kwalifikacjach intelektualnych i moralnych. Głosząc hasła „dekomunizacji”, bez oporów przygarnął zarówno ludzi z zaciągu solidarnościowego, jak i PRL-owskich prokuratorów, członków PZPR-owskiej nomenklatury oraz koncesjonowanych przez komunistyczne władze katolików z PAX-u. Warunkiem była tylko bezwarunkowa wierność i dyspozycyjność.

Mile widziana była też frustracja. Prezes PC i PiS do perfekcji opanował umiejętność grania na niespełnionych ambicjach, niezaspokojonych apetytach i zwiedzionych nadziejach. Wspominając akces środowisk PAX-owskich do Porozumienia Centrum, mówił w 1994 r. tak: – „To byli na ogół odrzuceni aspiranci do Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Niekiedy odrzuceni na takiej zasadzie, że w ogóle ich nie wpuszczono, a niekiedy na takiej zasadzie, że wpuszczono ich, ale nie na takie pozycje, na jakie oni chcieli, a oni z tego nie skorzystali”.

Dziś, gdy Jarosław Kaczyński z powodów zdrowotnych został wyłączony z bieżącej gry politycznej, Polska została zostawiona sam na sam z całym tym „zoologiem”, w normalnych warunkach siedzącym w klatkach, do których klucze trzymał naczelnik. Kaczyński, mimo całego swego cynizmu i patologicznej żądzy władzy, jest zdolny do racjonalnej refleksji i potrafił zablokować niektóre decyzje i działania w sposób rażący przekraczające granicę awanturnictwa. To właśnie dlatego Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji dostała polecenie, że ma anulować drakońską karę finansową nałożoną na TVN. Dlatego też (tymczasowo?) zamrożono prace nad „repolonizacją” czy „dekoncentracją” mediów. I dlatego zepchnięto na boczny tor projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.

Teraz jednak, gdy naczelnik zniknął z polskiej polityki i coraz częściej spekuluje się o ewentualnej sukcesji, ten nadzór został zlikwidowany. Klatki zostały otwarte i niekontrolowany PiS-owski „zoolog” swobodnie może rozbiec się po kraju.

Strach myśleć, jak może wyglądać Polska, w której katoliccy talibowie z Ordo Iuris nie napotykają na przeszkody w realizacji swych inicjatyw i gdzie nikt nie kontroluje poczynań takich wybitnych parlamentarzystów, jak Krystyna Pawłowicz, Stanisław Pięta czy Dominik Tarczyński.

Pocieszać się można jedynie tym, że długo to nie potrwa. Te środowiska i ci ludzie nie mają elementarnych kwalifikacji pozwalających sprawować władzę w 40-milionowym kraju należącym do Unii Europejskiej.

Waldemar Mystkowski pisze o chorobie prezesa.

Poczta pantoflowa w dobie internetu ma śmiertelną moc informacji. Jednostki wrażliwe na krytykę mogą nie wytrzymać ataków na siebie. Wrażliwości powinni być pozbawieni politycy, nawet jeżeli używają jej w debacie jako waloru społecznego. Doszło do dziwnej ze wszech miar sytuacji dotyczącej prezesa partii rządzącej, człowieka, który w swoich rękach trzyma wszystkie lejce władzy, a jego nominaci – prezydent i premier – chodzą w postronkach.

Ten prezes od niemal miesiąca przebywa w szpitalu. Najpierw była kupa śmiechu, że kolano nawaliło, bo dociskane nim były pisane na tymże kolanie ustawy antysądownicze, antydemokratyczne, antykonstytucyjne. Ale na kolano nie leży się w szpitalu aż miesiąc, nawet jeżeli przeprowadzona została operacja. Politycy PiS, którzy jakoby mają kontakt z pacjentem coś tam niewyraźnie twierdzą, że to jeszcze potrwa. Jest to zasnute taką mgiełką tajemnicy, iż należy sądzić, że mamy do czynienia z dezinformacją.

Pojawiają się spekulacje – i  nie jest to dziwnym – o poważnej chorobie. Lekarze prowadzący nie wydają komunikatów o zdrowiu prezesa. A media – nawet te zawłaszczone przez PiS – nie są dopuszczone do łóżka szwankującego na zdrowiu.

Co jest? Prezes PiS Jarosław Kaczyński może przeżywać fizyczne katusze, a jego zwolennicy i przeciwnicy niczego o tym nie wiedzą. Wszyscy w wypadku kogokolwiek (lubimy takiego czy też nie) z empatią pytamy: – „A czy cierpi?” To jest ludzkie, humanitarne.

Pojawiło się przypuszczenie, iż Kaczyński ma raka trzustki. Kto puszcza tę farbę? Każdy wszak może to uczynić, włącznie z najważniejszymi politykami PiS. Dlaczego zatem lekarze milczą? Coś jest na rzeczy. Brzydkim jest cieszyć się, że prezesa mogła dorwać tak wredna odmiana nowotworu.

Serwis internetowy „Rzeczpospolitej” zlecił przeprowadzenie sondażu: czy należy ujawnić stan zdrowia Kaczyńskiego? Niemal połowa rodaków – 45,2 proc. – jest za jawnością stanu zdrowia tego, który trzyma nas wszystkich za twarz za pomocą swoich mianowańców. Przeciwnego zdania jest 28,3 proc. Nie wiem, co o tym sądzić – 26,5 proc.

Dziwne, że trzeba pytać nas, czy mamy prawo wiedzieć o stanie zdrowia swego satrapy. Mogę Kaczyńskiego nie lubić, nie szanować – bo tak naprawdę nie mam za co, nie cenię jego inteligencji – ale mam prawo jako obywatel wiedzieć o jego zdrowiu, bo ten człowiek ma wpływ decyzyjny na nasze życie.

Spekulacji nie powstrzyma się. Taka jest natura człowieka. Niewiedza zawsze snuje czarne scenariusze i jest glebą dla wszelkich teorii spiskowych. Czy lekarze nie powiedzieliby na temat zdrowia prezesa PiS, gdyby to było coś niegroźnego, np. kolano? Czy Kaczyński zabronił wyższemu personelowi szpitala przy Szaserów informować o swoim stanie zdrowia? Pytanie najważniejsze: czy wraz z chorym prezesem ma chorować państwo, Polska?

Afery PiS. Pozostanie im sfałszowanie wyborów i możliwe, że przelanie krwi

Afery finansowe powiązane z politykami PiS.

 

Mam wrażenie, że w związku z różnymi kryzysami nasila się panika w szeregach władzy i jednocześnie poczucie, że władzy raz zdobytej nie można oddać. Dlatego obawiam się, że narasta chęć użycia różnych bardziej zdecydowanych środków wykraczających poza propagandę. Mam nadzieję, że się mylę – mówi w rozmowie z nami dr Jacek Kucharczyk, socjolog, prezes Instytutu Spraw Publicznych. I dodaje: – Mobilizacja opozycji i mobilizacja społeczna na rzecz wolnych i uczciwych wyborów jest teraz kluczowa.

>>>

TRAFIONE – ZATOPIONE :))))

Za sukcesem PiS stoją kompleksy drobnomieszczaństwa. Decydować będzie poparcie dla Unii Europejskiej

Ciekawy wywiad na portalu wiadomo.co z dr Jackiem Kucharczykiem na temat tego, co nas może spotkać roku 2018.

Najważniejsza jednak będzie walka na polu poparcia dla Unii Europejskiej.

Jeżeli PiS przekona wyborców, iż UE jest wrogiem, zdobędzie władzę na lata.

To pytanie specjalnie zostawiłam na koniec, bo myślę, że nie ma to większego znaczenia: czy coś może zmienić rekonstrukcja rządu i nowy premier Mateusz Morawiecki?

To nie zmieni istoty wyzwania, przed którym stoi Polska, czyli zejścia z demokratycznej drogi i pogłębiającej się izolacji od zachodnich partnerów. Kiedy nowy premier wygłaszał exposé, Sejm zajmował się nową ordynacją wyborczą, a Senat przegłosowywał ustawy o SN i KRS. Nie sądzę, żeby ta personalna zmiana pozwoliła Polsce lepiej prowadzić rozgrywkę w UE, co było widać na pierwszym szczycie, w którym uczestniczył Mateusz Morawiecki. Tu liczą się fakty, nie wystarczy znajomość angielskiego. Morawiecki nie przekona naszych partnerów, że czarne jest białe. Ale

socjologicznie na to patrząc, to zmiana premiera jest próbą przemiany PiS-u w tzw. catch-all party, czyli partię, która chce trwale rządzić przez to, że przyciąga najróżniejsze grupy społeczne, często o sprzecznych światopoglądach, bo ma dla każdego coś miłego.

To jest też próba utrwalenia poparcia w klasie średniej, która staje się kluczowa dla kontynuacji rządów PiS-u. Mateusz Morawiecki przedstawiany jest jako „nowa elita”, czyli ta, która się u władzy rozgościła i próbuje zbudować swoje szersze zaplecze społeczne. Na ile wyborcy PiS-u to kupią i czy uda się przyciągnąć nowych wyborców? Dowiemy się tego zapewne już w tym roku.

Post Navigation