Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Jasna Góra”

Kuchciński – skundlenie

„Wynik i tak jest już ustalony przez PiS. Szkoda fatygi. Tak jak w przypadku afery Srebrna… jakiej afery!? PiS nie ma żadnych afer” – komentują czytelnicy portalu dziennik.pl, ale PO i tak domaga się działań w sprawie „afery podkarpackiej” w CBA.

Zapowiada złożenie wniosku do Marszałka Sejmu o rozszerzenie porządku najbliższego posiedzenia Izby o informację koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.

 

 

W mediach społecznościowych od dawna już huczy, że do prokuratora generalnego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i premiera Mateusza Morawieckiego wpłynęło zawiadomienie dotyczące przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez szefa CBA Ernesta Bejdę.

Złożył je prawnik b. agenta CBA, który twierdzi, że zatuszowano skandal obyczajowy z udziałem ważnego polityka PiS z Podkarpacia – informuje Radio Zet.

„W tle „afery podkarpackiej”, afery, która może polegać na skręcaniu sprawy przez CBA, w tle seks-afery pojawiają się nazwiska polityków PiS. Pojawia się nazwisko drugiej osoby w państwie” – ocenia poseł PO Marcin Kierwiński.

„Będziemy wnioskowali do pana marszałka Kuchcińskiego, aby na tym posiedzeniu Sejmu (3-4 kwietnia) pan marszałek Kuchciński zaprosił szefa CBA Ernesta Bejdę – ale przede wszystkim ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego – aby przed polskim Sejmem złożyli informacje na temat działań jakie podejmowało CBA w sprawie „afery podkarpackiej. (…) Oczekujemy też, że wreszcie w tej sprawie zabierze głos sam marszałek Kuchciński. Powaga Sejmu RP tego wymaga” – dodał Kierwiński.

Kierwińskiego poparł cytowany przez portal poseł PO Paweł Olszewski mówiąc, że nie wyobraża sobie sytuacji, by przy tak poważnych zarzutach i wątpliwościach „przedstawiciele władzy zaangażowani w opisany proceder, chowali głowę w piasek”. Podkreślił, że „jeśli tego typu informacje są nieprawdziwe, to każdy polityk dbający o siebie pierwsze co robi, to wychodzi dementuje i idzie na drogę prawną”Olszewski sugeruje, że tym konkretnym przypadku „mamy do czynienia z próbą uniknięcia tego tematu…”

PiS jak Kuchciński – wydymać ciemny lud, bo to dla nich dzieci do wykorzystania.
Kuchciński – mamrot – jest metaforą PiS. Doskonałą – karzeł intelektualny, moralny.

Depresja plemnika

Uważam, wbrew szefom różnych partii, że te wybory będą znacznie ważniejsze niż krajowe, jeśli PiS wygra, koniec naszego członkostwa w UE. Każdy kto zagłosuje na PiS będzie odpowiedzialny za Polexit.

Oczywiście poczucie winny przyjdzie znacznie później, gdy już będziemy na zupełnym marginesie Unii lub poza nią, i dziś warto przyglądać się doświadczeniu Brexitu; kto do niego doprowadził i w czyim interesie byłoby to (ciągle nieudane) wyjście WB.

PiS ma może inne motywy (nie biznesowe ale nacjonalistyczne; ciągle kultywuje XIX wieczne marzenie o Wielkiej Polsce a właściwie Wielkiej Władzy), ale zapewne uważnie przygląda się Brexitowi by uniknąć błędów i kompromitującego chaosu, który jest dziś udziałem Brytyjczyków.

PiS już się uczy jak gładko wyprowadzić nas z UE. Ma już partnerów, prawicowych oszołomów z Włoch i Hiszpanii. Nie wyciągnie Polski w pojedynkę, będzie rozdrapywał Unię systemowo, od środka. Jego kandydaci/kandydatki to forpoczty polexitu. Nie będą tam debatowali bo nie potrafią, lecz głosowali…

View original post 526 słów więcej

Morawiecki zawierzył Polskę Czarnej Madonnie, a Kaczyński padł na kolana przed Rydzykiem

>>>

Kaczyński, Morawiecki, Duda to nie wybór polityczny. To wstyd.

Skromność redemptorysty, o którą dbają ministerstwa. Lista za Super Expressem

Jak to się może skończyć? Proponuję spojrzeć na Węgry lub na inne państwa, gdzie demokracja została bardzo silnie ograniczana. Warto pamiętać, jak powstają autorytaryzmy, co się wtedy dzieje i jaka jest sekwencja zdarzeń. Nie trzeba sięgać pamięcią daleko, wystarczy popatrzeć na dzisiejszą Turcję, gdzie dochodzi do aresztowań sędziów, przedstawicieli mediów czy środowiska akademickiego – mówi nam dr Anna Materska-Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego. Pytamy też o Unię Europejską i ciągle wysokie sondaże PiS. – Sekwencja działań PiS-u jest bardzo przemyślana. Najpierw program 500 Plus, potem przejęcie TK i wielka kampania oszczerstw przeciwko sędziom, zapowiedź kolejnych pieniędzy dla wszystkich, tym razem na wyprawkę szkolną, a dopiero potem zamach na SN – mówi dr Materska-Sosnowska. Ale dodaje: – Odnoszę wrażenie, że ostatnio władza pozwala sobie jednak na zbyt wiele, nawet zważywszy na pobłażliwość wyborców w stosunku do rządzących. Wydaje mi się, że następuje daleko posunięta eskalacja nastrojów, że może nastąpić przełamanie.

JUSTYNA KOĆ: Prof. Maciej Gutowski w ostatniej rozmowie z nami przywołał książkę Stevena Levitsky’ego i Daniela Ziblatta „Jak umierają demokracje” i wskazał, że jesteśmy na tej właśnie drodze. Jesteśmy?

ANNA MATERSKA-SOSNOWSKA: Rzeczywiście tak umierają demokracje, ale zawsze jest nadzieja na odrodzenie. Gdy argumenty polityki przegrywają z argumentami prawa, to mamy zachwiane to, co jest podstawą państwa demokratycznego, czyli trójpodział władzy. W samym trójpodziale władzy najważniejsza jest niezależność i niezawisłość sędziów. Jeżeli jest ona podporządkowywana w sposób polityczny, siłowy, to nie ma miejsca na demokrację, bo jak prawa obywatela będą chronione? W tym miejscu jesteśmy i widzimy ten proces od ponad roku na własne oczy.

Jakie to może mieć konsekwencje?

Myślę, że nikt dzisiaj nie jest w stanie dokładnie przewidzieć, jak to się skończy, ale konsekwencje będą raczej bolesne.

Na razie opozycja, nie tylko ta parlamentarna, mam na myśli całe środowisko opozycyjne, wygrywa pojedyncze bitwy, ale do wygrania wojny jest jeszcze daleko. Czekamy też na to, co powie Trybunał Sprawiedliwości UE.

Jak to się może skończyć? Proponuję spojrzeć na Węgry lub na inne państwa, gdzie demokracja została bardzo silnie ograniczana. Warto pamiętać, jak powstają autorytaryzmy, co się wtedy dzieje i jaka jest sekwencja zdarzeń. Nie trzeba sięgać pamięcią daleko, wystarczy popatrzeć na dzisiejszą Turcję, gdzie dochodzi do aresztowań sędziów, przedstawicieli mediów czy środowiska akademickiego.

Najnowszy sondaż CBOS daje 40 proc. Zjednoczonej Prawicy, 16 proc. Platformie Obywatelskiej, później Kukiz, SLD i Nowoczesna. Czy PiS rzeczywiście ma takie poparcie?

Moim zdaniem nie. Warto też ten sondaż zderzyć z badaniem z zeszłego tygodnia o tym, czyja jest wina w sporze z UE o sądy. Większość wyraźnie wskazuje, że rządu. Niemniej prawdą jest, że PiS ma stałe poparcie ponad 30 proc. Warto jednak podkreślić, że mówimy PiS, a tak naprawdę to jest wynik trzech partii, tymczasem opozycja jest rozproszona. Proszę też zwrócić uwagę, że na protestach przed sądami byli politycy, ale w tłumie, z mównicy nie przemawiali. Tu widać wyraźnie, że aktywizują się ruchy społeczne. Dlatego też tak się zawahałam przy odpowiedzi na pani pierwsze pytanie, czy umiera właśnie na naszych oczach demokracja.

Pytanie oczywiście, jak ta siła społeczna zostanie spożytkowana i jak to się przełoży na dalsze działania, a także czy dojdzie do porozumienia ruchów opozycyjnych, ale niewątpliwie obserwujemy tu poruszenie.

Czy to społeczne poruszenie nakręca się wraz z widocznym oporem sędziów? Te środowiska działają na siebie? Przy przejęciu Trybunału Konstytucyjnego nie było tak masowych protestów.

To jest bardziej skomplikowane, dlatego że przy TK mniej osób zdawało sobie sprawę z konsekwencji działania władzy, dodatkowo w przestrzeni publicznej głośna była narracja, że PO też tak robiła. W przypadku SN mamy do czynienia z absolutnym działaniem władzy wbrew konstytucji, z podważaniem fundamentów państwa prawa. Środowiska sędziowskie ostrzegały przed tym już rok temu, kiedy trwały protesty. Teraz nie tylko sędziowie, ale adwokaci, radcy prawni, sądy i organizacje zagraniczne ostrzegają przed niebezpieczeństwem działań większości rządzącej. Obraz stojących przed SN prawników z przewieszonymi togami był symboliczny i wstrząsający.

Czy sędziowie mogą wygrać, czy to tylko kwestia czasu?

Pytanie, co oznacza zwycięstwo sędziów. Jak można wygrać jakikolwiek spór z władzą, która nie przestrzega reguł. Gdyby te reguły były przestrzegane, to oczywiście, że prawo jest po ich stronie, ale jeżeli nie gramy według tych samych zasad, to co oznacza wygrana? Nie zapominajmy, że władza ma wszystkie instrumenty, włącznie z siłowymi.

A co mogą sędziowie? Wygraną sędziów jest opór, który teraz stawiają, zjednoczenie środowiska, to, jak orzekają i w jaki sposób przestrzegają litery prawa. To nie jest spektakularna wygrana, gdzie rząd się cofnął i ustąpił. Jeszcze nie, chociaż nie twierdzę, że tak nie będzie.

Oczywiście, że na razie brną dalej i nie chcą się wycofać z podjętych działań, ale poczekajmy na orzeczenie TSUE.

Wiemy, że opozycja powinna się jak najbardziej jednoczyć, aby konkurować z PiS. Czy to jest możliwe?

Opozycji jest się bardzo trudno zjednoczyć, dlatego że ma różne interesy i różne programy. Dodatkowo takie momenty sprzyjają powstawaniu nowych sił, które też muszą zawalczyć o swoją identyfikację. To, co dzieje się teraz w Polsce, może okazać się w tym kontekście demokracjotwórcze; wystarczy spojrzeć na aktywność nowych ruchów społecznych. Pytanie, które się nasuwa, to czy „nowi” dogadają się ze „starymi”, bo idee to jedno, a pragmatyka polityczna to drugie.

Jeżeli teraz się nie zjednoczą, to czy za następne 4 lata będą jeszcze demokratyczne wybory?

Moim zdaniem wybory jako takie będą. Bardziej upatrywałabym tutaj modelu węgierskiego, poza tym nawet w państwach autorytarnych czy totalitarnych są wybory. Pytanie, na jakich zasadach i jak będzie wyglądał pluralizm w Polsce.

Przypomnę, że na Białorusi i w Rosji również są wybory, ale co z tego? W sytuacji, gdy władza potrafi zmieniać fundamentalne przepisy w kilka godzin, opozycja jest, co tu ukrywać, w trudnej sytuacji.

Czyli już po wszystkim? Demokracja jednak umiera na naszych oczach?

Chciałabym zwrócić uwagę na coś innego. Odnoszę wrażenie, że ostatnio władza pozwala sobie jednak na zbyt wiele, nawet zważywszy na pobłażliwość wyborców w stosunku do rządzących. Wydaje mi się, że następuje daleko posunięta eskalacja nastrojów, że może nastąpić przełamanie.

PiS-owi nie wszystko wyszło jak planował. Po pierwsze, z premiera Morawieckiego nie udało się zrobić wielkiego europejskiego polityka, a jego ostatnie wystąpienie w PE było czymś nieprawdopodobnym. Takie wystąpienia, zawierające półprawdy i  niedopowiedzenia, są niestety standardem w polskim Sejmie, gdy marszałek blokuje wypowiedzi opozycji. W Europie nie takich autokratów już widziano, a europejscy politycy doskonale wiedzą, jakim kodem posługują się tego typu ludzie. Premier został bardzo boleśnie wypunktowany i nie obronił tych reform w Europie. Konsekwencje łamania prawa są nieuchronne.

Po drugie, ważny jest też opór sędziów, gdy minister Ziobro zaczął wymieniać prezesów sądów.

Moim zdaniem władza nie spodziewała się oporu. Tak samo jak tego, że środowiska prawnicze, adwokaci, radcy prawni, sędziowie zjednoczeni staną murem za Pierwszą Prezes SN, panią Małgorzatą Gersdorf. Oczywiście, od każdej zasady znajdą się wyjątki, ale generalnie postawa środowiska jest bardzo budująca.

Czy półtora roku temu powiedziałybyśmy, że te środowiska będą miały taką niezłomna postawę? Ja osobiście jestem pełna podziwu dla prokuratorów, którzy głośno protestowali i występowali przed SN. Oni ryzykują najwięcej.

Czy może dojść do rozstrzygnięcia na ulicach?

Patrząc na to, jak eskaluje sytuacja, jest to jeden z możliwych scenariuszy. Z drugiej jednak strony protesty przed sądami będą się wypalać, wiele zależy teraz od sędziów i opozycji. Oni muszą mieć pomysł na następny krok. Nie wierzą bowiem, by PiS się cofnął. No, chyba że pod wpływem zdecydowanych decyzji ze strony UE.

Kto powinien ten plan wymyślić, przedstawić? Lider największej partii opozycyjnej?

Grzegorz Schetyna jest liderem opozycji parlamentarnej, której zadaniem jest przede wszystkim walczyć w Sejmie. Oczywiście instrumenty mają dziś bardzo ograniczone. Odbiera się im kolejne prawa i możliwości działania, nakłada kary i utrudnia funkcjonowanie. Inne zadania stoją przed opozycją pozaparlamentarną. Ważne jest, aby te siły zostały połączone, bo potrzebne jest długofalowe, konsekwentne działanie.

Sekwencja działań PiS-u jest bardzo przemyślana. Najpierw program 500 Plus, potem przejęcie TK i wielka kampania oszczerstw przeciwko sędziom, zapowiedź kolejnych pieniędzy dla wszystkich, tym razem na wyprawkę szkolną, a dopiero potem zamach na SN.

Dlatego po drugiej stronie potrzebne jest spokojne, długofalowe, zaplanowane działanie. Opozycja musi znaleźć pozytywny przekaz i budować jak najszerszą wspólnotę, bo czeka ją trudny czas naprawy.

– Jestem za stary, żeby być sędzia – powiedział Mick Jagger po polsku, podczas koncertu „Rolling Stones” na PGE Narodowym w Warszawie.

„Wspaniały zespół znów przyjeżdża do Polski. Fani niesamowicie oczekują waszego występu. Chcemy zwrócić waszą uwagę, przypomnieć odważnych ludzi, którzy walczyli o wolność dla całego bloku wschodniego” – napisał Wałęsa. „Poświęcili oni wiele dla wolności słowa. Wolności sztuki, ochrony wolności obywatelskich” – dodał wspominając m.in. Vaclava Havla.

Były prezydent pisze następnie, że „obecny reżim chce zniszczyć niezależność sądów w Polsce”. „W zeszłym roku przejęli Trybunał Konstytucyjny. Teraz wbrew konstytucji zwalniają sędziów Sądu Najwyższego” – podkreślił były prezydent. „To nie jest wolność” – dodał.

„Wielu Polaków walczy o wolność, ale potrzebują waszego wsparcia. Jeśli będziecie w stanie powiedzieć lub zrobić cokolwiek w czasie koncertu, będzie to dla nich wiele znaczyć” – konkludował Lech Wałęsa w swoim apelu do The Rolling Stones.

 „Polska to piękny kraj. Jestem za stary, żeby być sędzią, ale jestem wystarczająco młody, by się bawić” – powiedział po polsku podczas niedzielnego koncertu w Warszawie wokalista The Rolling Stones Mick Jagger.

Po angielsku dodał: – „Byliśmy tu w 1967. Pomyślcie, ile osiągnęliście od tego czasu. Niech Bóg będzie z wami”.

To niewątpliwie nawiązanie do listu otwartego Lecha Wałęsy, który były prezydent umieścił na swoim profilu na Facebooku („Wałęsa apeluje do The Rolling Stones o wsparcie dla obrońców niezależności sądów w Polsce”).

Słowa Jaggera odbiły się szerokim echem. – „O tym, że Mick Jagger odpowiedział na apel @PresidentWalesa piszą już w zagranicznych mediach” – napisał na Twitterze Krzysztof Paczkowski i dołączył link do tekstu na ten temat w Die Welt. O sprawie doniosły także agencja Associated Press i „New York Times”.

„Należy docenić te słowa. Świat widzi, co dzieje się w Polsce” – napisał Przemysław Henzel z RMF FM. – „Brawo @PresidentWalesa. Mick Jagger ze sceny odniósł się do sytuacji w Polsce. Jednak takie działania mają sens. A wielu kpiło…” – to komentarz Żanety Gotowalskiej z „GW”. – „Ciekaw jestem jutrzejszych pasków w TVPIS, dotyczących Rolling Stones. Będą Ich lustrować?” – napisał jeden z internautów.

Wojciech Maziarski pisze na koduj24.pl o zachowaniu Dudy.

W 75. rocznicę rzezi wołyńskiej prezydent Andrzej Duda zachowuje się tak, jakby wykonywał instrukcje Kremla.

Polski prezydent Andrzej Duda w niedzielę 8 lipca poleciał na Ukrainę, by upamiętnić polskie ofiary rzezi wołyńskiej z 1943 r. Ponieważ w dyplomacji obowiązuje zasada wzajemności, ukraiński prezydent Petro Poroszenko tego samego dnia przyleciał do Polski, by we wsi Sahryń upamiętnić ukraińskich cywilów zamordowanych w marcu 1944 przez żołnierzy AK i Batalionów Chłopskich.
W minionych latach elity polityczne obu państw, mimo większych i mniejszych trudności i mimo judzenia ze strony nacjonalistów, tzw. środowisk kresowych oraz agentów Kremla, starały się wykorzystywać takie rocznice do wspólnych obchodów i do zbliżenia pomiędzy Polakami i Ukraińcami. Tym razem obchody odbywają się oddzielnie i mają wyraźnie konfrontacyjny charakter. Oto prawdziwa „dobra zmiana”, której inicjatorem była Warszawa. Ukraińcy byli otwarci na współpracę i chcieli wspólnych uroczystości, lecz z Polski otrzymali odmowę.

III Rzeczpospolita realizowała testament Jerzego Giedroycia

Kurs na pojednanie obu narodów został wytyczony po II wojnie światowej przez politycznych wizjonerów ze środowiska paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroyca. To właśnie tam po raz pierwszy zrodziła się myśl, że w obliczu geopolitycznej presji wynikającej z położenia pomiędzy dwoma potęgami – Niemcami i Rosją – dla dobra Polski i dla dobra Ukrainy obie strony muszą zrezygnować z wzajemnych roszczeń terytorialnych i zastąpić licytację pretensji kooperacją. Ta idea została podchwycona w latach 70. przez działaczy głównego nurtu polskiej opozycji demokratycznej, a następnie „Solidarności”, by w III RP stać się oficjalną doktryną państwa polskiego.

Począwszy od 1989 r. Warszawa zawsze starała się wspierać niepodległościowe aspiracje Ukraińców, wykonując przyjazne gesty, a później starając się grać rolę adwokata Ukrainy w Unii Europejskiej. Rocznice wydarzeń historycznych dzielących oba narody były dzięki zgodnym wysiłkom Warszawy i Kijowa wykorzystywane dla zbliżenia, a nie zaognienia stosunków. Ta linia polityczna była realizowana przez wszystkie główne obozy w polskiej polityce – od lewa do prawa.

W uroczystym otwarciu odnowionego Cmentarza Orląt we Lwowie 24 czerwca 2005 r. uczestniczyli prezydenci Polski Aleksander Kwaśniewski i Ukrainy Wiktor Juszczenko. Rok później – 13 maja 2006 r. – prezydenci Polski Lech Kaczyński i Ukrainy Wiktor Juszczenko wspólnie wzięli udział w uroczystości odsłonięcia pomnika Ukraińców zamordowanych w marcu 1945 r. przez AK w polskiej wsi Pawłokoma na Podkarpaciu.

Nacjonaliści szczują w interesie Moskwy

Środowiska nacjonalistyczne i promoskiewskie od lat starały się wkładać kij w szprychy, by doprowadzić do zaognienia stosunków polsko-ukraińskich, jednak nie odnosiły w tym wielkich sukcesów. Równo 10 lat temu, w 65. rocznicę rzezi wołyńskiej antyukraińscy „kresowiacy” zwołali w Belwederze pod patronatem Lecha Kaczyńskiego konferencję, która miała napiętnować ukraińskie zbrodnie i podsycić wrogość. Gdy jednak ówczesny prezydent zorientował się, jakie są prawdziwe intencje organizatorów, odmówił udziału w tym wydarzeniu i odebrał mu prezydencki patronat.

Tak relacjonował to jeden z organizatorów w liście do czołowego polskiego ukrainożercy ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego: – „Od marca trwały przygotowania do 65.rocznicy w Kancelarii Prez. Wiele spotkań, dyskusji i zmieniających się planów. 20 czerwca miała się odbyć w Belwederze konferencja naukowa, której program proponował IPN (…). Wywołało to oczywiste protesty środowisk ukr. na czele z „Gazetą Wyborczą”, która waliła w bębny zagrożonego pojednania i antyukraińskiego charakteru uroczystości. W związku z tym doszło do złagodzenia tytułu konferencji oraz tytułów niektórych referatów. Na 19 dni przed terminem konferencji, po powrocie z konferencji energetycznej na Ukrainie, prezydent Najjaśniejszej pozwolił sobie wypowiedzieć lokal (czyli Belweder), uczestnictwo i patronat Kancelarii oraz organizacyjny udział w konferencji. Tak więc 20 czerwca nic nie będzie”. (Ostatecznie konferencja odbyła się, ale w złagodzonym kształcie i bez patronatu prezydenta RP.)

PiS pomaga Kremlowi

Polscy nacjonaliści, sojusznicy i agenci Kremla, zdołali dopiąć swego dopiero w 2018 r., pod rządami partii kierowanej przez brata ówczesnego prezydenta Polski. Dzisiejszy prezydent w rocznicę rzezi wołyńskiej, miast działać zgodnie z polską racją stanu na rzecz pojednania i zabliźnienia ran historii, wykonuje gest konfrontacyjny wobec Ukraińców i podsyca złe emocje po obu stronach.

W tym samym czasie Kornel Morawiecki, marszałek senior polskiego Sejmu i ojciec premiera, udziela wywiadu rosyjskiej agencji prasowej, w którym wychwala „wielki naród rosyjski”, prosi Władimira Putina o gest życzliwości wobec Polaków, krytykuje Ukrainę i mówi, że okupowana przez Rosję wschodnia część tego kraju zawsze ciążyła ku Moskwie.

Pytam więc uprzejmie: kto tu właściwie jest Targowicą?

Waldemar Mystkowski pisze o tym, co zostanie po Kaczyńskim.

Jarosław Kaczyński jest w takim stanie fizycznym, jakim jest. Po wyjściu ze szpitalu stać go było tylko na najkrótsze w karierze wystąpienie i to po ciężkiej pracy wizażystki (te ostatnie i kierowcy limuzyn zdają się być najbliższymi osobami wielu polityków PiS).

Kaczyński na swój koniec kariery politycznej jest zdeterminowany, aby Polskę pogrążyć, bo cóż innego mu pozostaje. Nie potrafił niczego zbudować, jedynie przez całą polityczną karierę destruował, burzył, niszczył. Takie ma negatywne talenty i w tym może być nazwany geniuszem – geniuszem zniszczenia.

Czasami uciekam się do porównania go z Breżniewem, bądź Gierkiem, ale to błąd. Breżniew był podtrzymywany przy życiu, ale coś po nim zostało, tak samo jak Gierek, który zapożyczył kraj, zrujnował kasę państwa, ale pozostały po nim socjalistyczne budowy, oprócz octu.

Co pozostanie po Kaczyńskim? W ciągu trzech lat budżet – mimo koniunktury na świecie i odziedziczenia po poprzednikach dobrze (a może nawet świetnie) prosperującej gospodarki – ma największe zadłużenie w historii, które – dane na koniec marca – wynosi bilion zł, dokładnie 989 miliardów 179,3 miliona zł.

Po Kaczyńskim zostanie więc jedynie ocet. O tym mówi w wywiadzie dla „Sieci”. Prezes PiS zdecydował się na zderzenie z Komisją Europejską, żadnego kompromisu z KE nie będzie: „Komisja Europejska nie złamie polskiej woli dokończenia reformy, bo to jest albo-albo. Jeśli nie zreformuje się sądownictwa, inne reformy mają mały sens, gdyż prędzej czy później zostaną przez takie sądy, jakie mamy, zanegowane, cofnięte”.

Taka postawa musi skończyć się Polexitem, bo Unii Europejskiej nie stać na to, aby jej członkiem było państwo autorytarne – czyli kraj o obcej dla Zachodu kulturze politycznej. W reformie sądów wszak chodzi o to, aby je upartyjnić, a tym samym pod fasadą demokracji nie pozwolić PiS-owi na przegranie wyborów.

Już jesteśmy na marginesie Unii Europejskiej, grozi nam nowa Jałta, gdy Trump dogada się z Putinem, co do strefy wpływów. A gdy zostaniemy wykluczeni z UE, Polskę spotka taka sama geopolityczna samotność, jak sanację w latach 30-tych ubiegłego stulecia.

Na taki autorytaryzm liczy Kaczyński i podobną grę prowadzi jego prawdopodobny następca – Morawiecki. Polska anachroniczna, bez przyjaciół, wracająca do tradycji kołtunów.

W głowie XXI-wiecznego Polaka nie mieści się, że premier i jego niemal cały gabinet jedzie na Jasną Górę, aby złożyć hołd Rydzykowi i klerowi. Akt hołdowniczy w formie listu od prezesa został odczytany przez ministra obrony Błaszczaka: „Jestem święcie przekonany, że jesteście jednym z filarów, na których wznosi się gmach wiary, polskości i patriotyzmu”.

Kaczyński ponadto wyraził nadzieję, iż „by jak najwięcej polskich serc kochało Pana Boga i Polskę, aby ta miłość rosła i tężała z pokolenia na pokolenie”. Mało mu octu, który po sobie pozostawia i jedynie go tworzy, to jeszcze chce octu stężałego. O, w mordę!

Manuela Gretkowska, polska pisarka, reżyserka, działaczka społeczna, założycielka polskiej Partii Kobiet, straciła już nadzieję, że Polska może wyjść spod skrzydeł PiS. Na Facebooku przyznała, że nie będzie już więcej komentowała obecnej rzeczywistości, a zrobiła to bardzo w swoim stylu, nie przebierając w słowach.

Opisuje swoją rozmowę z Donaldem Tuskiem, z którym spotkała się w 2007 r, przed przyspieszonymi wyborami. Mówił wtedy, że wie, iż wygrana w wyborach da Jarosławowi Kaczyńskiemu możliwość zniszczenia jego i prominentnych działaczy PO. Jednak nikt wtedy nie pomyślał, że przyjdzie moment, gdy prezes PiS pójdzie znacznie dalej. Jest jak jest, bo „skurdupel uważa się za Polskę, Prawo i wymierzaną przez siebie sprawiedliwość”. Po czym pisze dalej – „Gdy my kochaliśmy, robiliśmy prawa jazdy, podróżowaliśmy wydając ciężko zarobione pieniądze z naszych kont bankowych, on od lat tkwił w samotności paranoika, knując z resentymentu”.

W swoim bardzo emocjonalnym wpisie Gretkowska przypomina profesora Rzeplińskiego, który nie ukrywał, że dla niego Kaczyński to „tchórz i polski cwaniaczek” czy pytanie do Mateusza Morawieckiego, zadane przez jednego z europarlamentarzystów – „dlaczego słuchacie straumatyzowanego, odciętego od życia starca?”.

Manuela Gretkowska nie wierzy już, że uda się odsunąć PiS od władzy. Uważa, że ani Unia Europejska ani Trybunał Sprawiedliwości nam nie pomogą, a i pokładanie nadziei w wyborach samorządowych nie ma sensu. Nawet jeśli, to „Zniszczenie nie jest chaosem, ma swoją logikę. Wiadomo po co zlikwidowano Trybunał Konstytucyjny i SN. By przejąć władzę absolutną. Łudzicie się, że wybory samorządowe dadzą nam wygraną w terenie. Może dadzą, ale Duda podpisze ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych, (…)która daje finansową władzę nad samorządami”.

Dostrzega też wyraźnie pierwsze skutki polityki społecznej PiS i nie ukrywając rozczarowania, pisze, że „Najgorzej będą mieli ludzie, którym przez lata będzie niszczona psychika (… już boimy się mówić prawdę i tylko elicie zależy na wolności słowa i tylko ona może ją sobie wywalczyć. Widzieliście puste ulice? Jest nas zbyt mało”.

Swój tekst kończy słowami – „Byłam polityczną emigrantką, zakładałam partię żeby zmienić Polskę, mam niewyparzoną gębę i polityczny temperament. Ale nie jestem wariatką, nie będę pisać wbrew sobie, że jest nadzieja, że damy radę”.

Jeden z internautów ocenił wpis Gretkowskiej w równie mocnych słowach. Napisał, że „Gorzkie ale prawdziwe. Nasz „Dumny Naród” w połowie składa się z „obywateli”, którym nie chce się nawet iść zagłosować. Ludzi, którym naprawdę zależy na wolności i rządach Prawa jest może milion lub dwa. Reszta to karkóweczka, browarek, rydzykowy bełkot, „pińcet na bachora”, kibicowanie, interesiki, prywata, smartfon, fejs, imprezki i lans. Nie będziemy pierwszym narodem który na długie lata zostanie zniewolony i spodlony. Good Luck….”.

Rozumiejąc Manuelę Gretkowską jednak nie podpiszę się pod jej słowami. Wolę powtórzyć za Juliuszem Słowackim „Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei”.

Na Jasnej Górze smażalnia dantejska, a tak sobie poczyna bp Skwara

 

dydyczHomilia

Bp Antoni Dydycz ten w fioletowym po prawej w głębi mówi o kręgosłupie moralnym. Jaki może mieć kręgosłup gościu przy takim… jak to nazwać? Kałdunie.

Przecież to wieprz tuczony na biednych wiernych.

Ten gość Dydycz, z którego Belzebub będzie mieć skwarki nad skwakami, stoi za Krucjatą Różańcową. Powołał ten stwór z piekła rodem Ruch Kontroli Wyborów.

Rozumiem, że Dydycz wejdzie do przezroczystej urny i będzie jako krasnal liczył głosy. Dydycz – coś przeraźliwie najohydniejszego.

Oto fragment przemówienia Skwary Dydycza na Jasnej Górze. Z polskiego zabytku zrobili smażalnię dantejską:

skwarki

Więcej tutaj >>>

Ohyda.

Kościół przygotowuje kiboli. Z kim oni mają walczyć?

jasnaGóra

Kościół traktuje kiboli jako zbrojne ramię. Właśnie kibole zostali wezwani na pielgrzymkę na Jasną Górę, jak to enigmatycznie nazywa ich kapelan, ks. Jarosław Wąsowicz:

„na niwę patriotyczną”.

Zaprogramowany jest cały ich pobyt z odpalaniem rac stadionowych, pokazem transparentów na Wałach, na których chamstwo i antysemityzm jest normą. Szalikowcom przekazany zostanie „Testament Polski Walczącej”. Z kim oni mają walczyć? Na co kiboli przygotowuje Kościół?

Nawet odbędzie się panel dyskusyjny na temat Ziem Odzyskanych. Debata sięgnie poziomu haseł o matołectwie. Ci ludzie poniżają wspólną historię, ale Kościół ma to głęboko w zadku.

Więcej tutaj >>>

Program:

JasnaGóra1

Dla uśmiechu zamieszczam dowcip:

dentysta

Kler nie sieje, nie orze, a żniwa ma przez okrągły rok

Nie sieją, nie orzą, a najlepsze żniwa zawsze mają. Kto? Wiadomo – kler.  Mają nawet Święta Matki Bożej Siewnej. Kościół ma święto na każdą okazję, dlatego ma się tak dobrze, mimo, że nie sieje, nie orze, nie brudzi sobie rąk, tylko je składa w piramidkę.

Abp-Waclaw-Depo

Na Jasnej Górze abp Wacław Depo przy okazji tego święta też postanowił zasiać. W wypadku hierarchy jest to sianie niezgody i zajmowania się tymi, którzy do Kościoła nie należą:

Dziś w imię wolności od Chrystusa przechodzimy przyspieszony kurs pełzającej apostazji, czyli wystąpień z Kościoła i przeciwko Kościołowi, nawet w jego wnętrzu

– mówił Depo.

Wykonał Depo ciężką pracę, mianowicie pobłogosławił ziarno, które ma służyć jesiennym zasiewom. Przy okazji pogroził palcem:

Mówi się i pisze wciąż o wierze Polaków. Niekiedy z sarkazmem, niekiedy z podziwem, ale najczęściej jako o czymś, co należy już do przeszłości. Nie dziwimy się temu, bo przecież przez kilka pokoleń zostaliśmy poddawani propagandzie ateistycznej i budowaniu szklanych domów bez Boga

– kaznodzieja przestrzegał też przed „brutalnymi seksinstruktażami w programach edukacyjnych”.

Kler na wszystkim się zna, hierarcha zdefiniował ponadto tożsamość narodową, która nie jest faszyzmem:

Człowiek wykorzeniony z tożsamości religijnej i narodowej nie będzie umiał odczytać swojego miejsca w Europie i świecie, a tym samym nie potrafi odnaleźć sensu i motywów życia na tej ziemi. Dlatego też zrównanie wołania o prawdę i tożsamość narodową, która jest zbudowana na wiarygodnej tożsamości historycznej z nacjonalizmem, szowinizmem czy faszyzmem, jest zagrożeniem dla bycia i jedności narodu.

Aż tyle można powiedzieć przy okazji dożynek (bo tym jest to święto): o apostazji, seksie w szkole, nacjonalizmie. A przy tym nie ubrudzić rąk. Jedyny stan duchowieństwo ma żniwa przez okrągły rok, a przy tym rąk nie ubrudzi.

Bp Zawitkowski wydala z siebie byle co, czyli g…

Jasna-Gora--Dozynki-2013--Biskup-Jozef-Zawitkowski

Dla mnie jest to hit tygodnia, jeżeli nie miesiąca. Oto co powiedział bp Józef Zawitkowski podczas kazania do tysięcy rolników, którzy przybyli w niedzielę do Częstochowy na doroczne dożynki:

Cywilizowani barbarzyńcy! Wy chyba nigdy nie łamaliście się opłatkiem, wy chyba nigdy nie byliście u Komunii Świętej i myślicie, że wystarczy nam Unia. Nam trzeba Komunii!

Niech zjada te opłatki, a od kiełbasy wara! Pasibrzuchu! Widocznie rozum wraz z wiarą przeniósł mu się do żołądka. Podczas kazania strawił go i wydalił właśnie takie myśli, czyli g…

Pisowcy pod szyldem katolików

Pisowcy

Pisowcy pod szyldem katolików skrzyknęli się na Jasnej Górze. Tam 16 czerwca odbędzie się ogólnopolski Kongres Katolików. Z pozoru mogłoby się wydawać, że impreza z polityką niewiele będzie miała wspólnego, ale wystarczy spojrzeć na listę prelegentów, by przekonać się, że jest zupełnie inaczej. O problemach Kościoła uczyć bowiem będzie aż 10 polityków PiS i m.in. Jacek Karnowski. Wszystko przy błogosławieństwie częstochowskiego arcybiskupa.

To nie pierwszy raz, kiedy politycy PiS mają okazję, by przemówić na Jasnej Górze. Wyjątkowe jest tylko fakt, że tym razem robią to pod hasłem „ogólnopolskiego Kongresu Katolików”. Wcześniej preteksty były nieco inne, jak na przykład Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja, na które regularnie zapraszany jest prezes Kaczyński.

Zawłaszczają Polakom historię, miejsca tradycji. To, co najcenniejsze. Trzeba im to odebrać, aby te niezguły działające na szkodę Polski, odchrzanili się od Polski. Polska jest nasza, a nie tej skamieliny, skansenu, kurduplów – jak na załączonym obrazku.

Duda na Ciemnej Górze

Przewodniczący “Solidarności”, Piotr Duda wybrał fatalne miejsce, aby walczyć o prawa pracownicze. Nie tylko dlatego, że Jasna Góra do tego się nie nadaje, ale retoryka jest źle wybrana. Bo cóż to znaczy, że “koalicja rządowa postanowiła odebrać resztki nadziei Polakom na spokojną starość po wieloletniej ciężkiej pracy, skazując na pracę aż do śmierci”.

Duda mówił o reformie emerytalnej “67”, wg której jakoby aż do śmierci mamy pracować. Szybko Duda wybiera się na tamten świat, może dlatego, że przemawiał u zakonników, oni są blisko Boga, a więc śmierci. Mimo to nie wybierają się ze zbytnią ochotą na tamten świat, ojcowie paulini żyją dłużej niż przeciętny Polak.

Najważniejsze: to nie Tusk skazuje Polaków, ale ekonomia i myślenie o przyszłości. Już są problemy z wysokością wypłaty pieniędzy emerytom, a za kilka-kilkanaście lat korzystających z emerytury będzie zdecydowanie więcej, a tych, którzy na nich będą pracą zarabiali – mniej. Świat nie ogląda się na protesty tych, którzy chcieliby jak najszybciej przejść na emeryturę, przedłużany jest wszędzie wiek zdolności do pracy. Ekonomiści mówią już o 69 latach, które powinny być granica przejścia w stan odpoczynku od pracy.

Na Jasnej Górze zakonnicy tym się nie przejmują, bo pielgrzymi odpowiednio obdarują i paulini osiągają dzięki temu średnią życia wyższą niż przeciętna w kraju.

Ale to miejsce dzisiaj drażni. Za czasów PRL-u Kościół był instytucją służącą jako schronienie dla dysydentów. Dzisiaj nie ma takiej potrzeby, kraj jest suwerenny i wolność gwarantuje wszystkim. Taka postawa, jak Dudy, wzmacnia tylko tych nierobów i nastawia negatywnie do państwa polskiego. Jasna Góra służy jako schronienie dla takich, jak o.Rydzyk, który tam może pluć na władzę i Polaków inaczej myślących niż on. To nie jest Jasna Góra, to polska Ciemna Góra.

Post Navigation