Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Jerzy Owsiak”

Od Jacka Kurskiego staliniści mogliby pobierać nauki

Krzysztof Leski przez ponad rok codziennie oglądał główne wydanie najważniejszego programu informacyjnego w TVP. Oceniał „Wiadomości” po przejęciu mediów publicznych przez PiS, a swoje recenzje zamieszczał na Twitterze – wielokrotnie też się na nie powoływaliśmy. Leski bowiem to doświadczony dziennikarz i działacz opozycji w PRL.

Przez prawie 15 miesięcy oglądał „Wiadomości”, bo jak stwierdził w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, „poczułem, że to coś tak niebywałego, że trzeba to zacząć dokumentować”. – „Wiadomości” przestały być programem informacyjnym czy nawet propagandowo-informacyjnym. Najgorsza jest ta nienawiść. I język, w którym jest rozsiewana. Bo sama propaganda sukcesu to nic nowego, znamy dość dobrze te mechanizmy z czasów komunistycznych. Natomiast nowością w całej 29-letniej historii programu jest nienawistny język epitetów. Wymierzony głównie w „totalną opozycję” i „brukselskie elity” – stwierdził Leski.

Zdaniem Leskiego, TVP pod kierownictwem Jacka Kurskiego, cofnęła się do głębokich czasów PRL. – „Liczba epitetów w „Wiadomościach” jest niebywała, ale kluczowy jest ton, w jakim są podawane – pełen profesjonalnej werwy, jak gdyby to były fakty czy gorące newsy. Najwyraźniej istnieje bardzo precyzyjna instrukcja, jak mówić o sprawach gospodarczych, wewnętrznych, politycznych, zagranicznych, o wszystkim. Jacek Kurski wrócił do zjadliwego języka propagandy Urbana w stu procentach, choć czerpie także z Macieja Szczepańskiego, słynnego prezesa telewizji z lat 70., który ją unowocześnił i uprawiał propagandę sukcesu w światowej oprawie”.

Recenzując poszczególne wydania „Wiadomości”, Leski zaczął przyznawać „Tubę dnia” dla reportera, który podpisuje swoim nazwiskiem najgorszy propagandowo materiał. Zapytany przez Agnieszkę Kublik, komu przyznałby „Tubę Roku”, Leski odpowiedział: – „Nie jestem w stanie wybrać jednego reportera, bo takich, którzy nie cofną się przed żadnym zleceniem, naliczyłem 17. Cierpiał, Diaz, Graczak, Korab, Marciniak, Maszenda, Pawelec, Sawicki, Stankiewicz, Szewczak, Szypszak, Smagliński, Tulicki, Wąs, Wierzchowska, Wojtanowicz, Wolski. Czasem mam wrażenie, że szefostwo próbuje każdego z reporterów umazać w g… Bo każdy z nich ma na koncie wiele wyjątkowo perfidnych materiałów”.

Podobny kłopot z wyborem Leski ma przy przyznaniu tej „Tuby” prowadzącym „Wiadomości”. – „Nie potrafię wybrać. Jeszcze rok temu wydania prowadzone przez Ziemca były łagodniejsze niż Holeckiej i Adamczyka. Np. Ziemiec, prowadząc wywiad z gościem „Wiadomości”, był łagodniejszy, próbował udawać w miarę bezstronnego. Ale już gdzieś od wiosny nie widzę żadnej różnicy” – powiedział Leski.

Depresja plemnika

 „To się nie dzieje naprawdę. Marek Suski jako jeden z argumentów za reformą sądownictwa, powiedział, że „niektórzy sędziowie mają w ogródkach zakopane sztabki złota, nie wiadomo skąd” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Reporter powołuje się na oficjalne sprawozdanie Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i  Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego.

Jej przedstawiciele byli w Polsce we wrześniu ubiegłego roku w sprawie pisowskiej „reformy” wymiaru sprawiedliwości. Spotkali się z przedstawicielami rządu, opozycji, sędziami i organizacjami pozarządowymi.

Marek Suski, który – przypomnijmy jest szefem gabinetu politycznego premiera Morawieckiego – podczas spotkania z komisją z PE twierdził, że dlatego PiS reformuje sądownictwo, bo niektórzy sędziowie poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa są bardzo bogaci, nie wiadomo skąd mają te pieniądze oraz, że… zakopywali złoto w ich ogrodach.

Na jednak nie poprzestał. Jak wynika ze sprawozdania, Suski porównywał  reakcję instytucji unijnych na pisowską reformę do historycznych działań Moskwy. Te „rewelacje” padły na spotkaniu, w którym uczestniczyli także…

View original post 2 366 słów więcej

 

Nagonka na Jurka Owsiaka

Gadzinówka TVP robi nagonkę na WOŚP.

Depresja plemnika

„Kult ministra Brudzińskiego szerzy się po komendach:) Szkoda, że jeszcze kwiatków nie położyli! Jakie trzeba mieć kompleksy, żeby pozwalać podwładnym na takie infantylne lizusostwo? Obciach!”– skomentował na Twitterze były szef MON w rządzie PO-PSL poseł PO Tomasz Siemoniak.

Chodzi o filmik, który też na Twitterze udostępnił inny polityk PO Stanisław Gawłowski. Na nagraniu widać wyświetlane na ekranie telewizora obrazki z szefem MSWiA Joachimem Brudzińskim w roli głównej. – „Witacz” w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Szczecinie” – napisał Gawłowski.

„W tym PiS chyba wszyscy są niedowartościowani: * Zieliński – konfetti * Jojo – witacze w komendach * Misiewicz – honory od żołnierzy * Kaczyński – armia ochroniarzy * Karczewski – portret własny * Kuchciński – twierdza Sejm…

View original post 1 194 słowa więcej

 

PiS toleruje neofaszystów, walczy z dziennikarzami śledczymi, którzy mogliby dotrzeć do ich przekrętów

Tego jest za wiele nawet dla mediów prawicowych, które dołączyły do wrzawy wywołanej wejściem agentów ABW do mieszkania operatora TVN Piotra Wacowskiego, który brał udział w pracach nad materiałem o polskich neonazistach z Wodzisławia Śląskiego.

Podniosły się krzyki o łamaniu wolności słowa i przekroczeniu granic zdrowego rozsądku.

Operatorowi TVN zarzuca się, że podczas tamtej głośnej imprezy stał z podniesioną ręką i oddawał hołd Hitlerowi, choć trudno zaprzeczyć twierdzeniu że tylko w taki sposób możliwe było zdobycie zaufania neonazistów, którzy zostali pokazani w materiale „Superwizjera”.

W opinii komentatorów mieszkanie Wacowskiego musiało być obserwowane, a on sam śledzony, bo agenci weszli, jak tylko operator przekroczył próg swojego domu. Wówczas wręczyli mu pismo, na mocy którego Wacowski musi się stawić na przesłuchanie.

Stacja TVN nie daje za wygraną i wydała w tej sprawie oświadczenie: „autorzy reportażu postępowali zgodnie ze wszystkimi standardami dziennikarstwa śledczego. Stawianie tego, który ujawnia działalność przestępczą na równi z przestępcami traktujemy jako próbę zastraszenia dziennikarzy”– brzmi stanowisko stacji.

W tej sytuacji – dowiadujemy się z portalu naTemat – TVN występuje na drogę prawną przeciwko tym, którzy twierdzili, że całe wydarzenie w Wodzisławiu Śląskim zostało zainscenizowane przez jej dziennikarzy.

W sieci zawrzało. Internauci są oburzeni takim obrotem sprawy i zarzucają rządzącym typowe dla nich odwracanie kota ogonem.

„Czy zdaniem PiS i zaprzyjaźnionych z władzą komentatorów TVN wymyślił ONR i Młodzież Wszechpolską, a ponadto zorganizował tegoroczny Marsz Niepodległości? Czy również Jacek Międlar i Piotr Rybak są opłacani przez TVN? A może i wielebny Rydzyk jest dziełem TVN? 🙂  – napisał Piotr Szumlewicz na Twitterze.

>>>

Tomasz Lis poleca:

Autorytarna forma rządu – zastraszać. Tak jest z operatorem TVN, do którego weszła ABW, bo uprzedził pisowskie służby w pokazaniu faszyzmu – a ten istnieje w Polsce, lecz pokraki nie potrafią z nim walczyć, bo go tolerują.

Depresja plemnika

Dialog na Twitterze między Hanną Lis a Brudzińskim z pointą.

Piątkowa nominacja Jacka Jastrzębskiego na szefa Komisji Nadzoru Finansowego – w miejsce skompromitowanego Chrzanowskiego – niesie zmianę układu sił w obozie władzy. Premier nie miał bowiem do tej pory większego wpływu na politykę KNF. Dotychczasowy jej przewodniczący, Marek Chrzanowski, był człowiekiem Adama Glapińskiego, wywodzącego się z tzw. zakonu PC, czyli pierwszej partii Kaczyńskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Z naszych informacji wynika, że na początku listopada, kiedy atmosfera wokół KNF zaczęła gęstnieć, weterani PC i PiS próbowali zapewnić sobie długofalową kontrolę nad Komisją – także na wypadek ewentualnych zmian kadrowych.

– Wraz ze słynną poprawką „bank za złotówkę”, dającą KNF prawo do wywłaszczania właścicieli banków, do Sejmu trafiły po cichu także dwie inne propozycje zmian. Chodziło o zapisy, dające marszałkom Sejmu i Senatu prawo do delegowania do władz Komisji swoich przedstawicieli – mówi osoba znająca kulisy sprawy. Poprawki były kwestionowane przez…

View original post 2 341 słów więcej

Krystyna Pawłowicz na Mont Evereście podłości wbija proporzec PiS

Bogusław Stanisławski zareagował na komentarz Krystyny Pawłowicz pod zdjęciem, na którym stoi z tabliczką z napisem „Konstytucja” zawieszonym u szyi. „Kto szukałby definicji na określenie szczytu podłości, odsyłam do haniebnego komentarza pod moim zdjęciem” – napisał.

W mediach społecznościowych po Marszu Niepodległości pojawiło się zdjęcie Bogusława Stanisławskiego, działacza społecznego, obrońcy praw człowieka i założyciela Amnesty International w Polsce. Na fotografii mężczyzna stoi z tabliczką z napisem „Konstytucja” oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, który otrzymał w 2011 roku, zawieszonymi u szyi.

Zdjęcie to dostrzegła i skomentowała Krystyna Pawłowicz, posłanka PiS. „Co oni z tego starszego człowieka zrobili …? Zamiast nakarmić i odprowadzić do domu,to ledwo stojącemu na zimnie starszemu człowiekowi zawiesili jakiś śmieć na szyi by publicznie poniżał sam swą godność… Pewnie robi to za jakieś marne grosze… Łobuzy!” – napisała.

Bogusław Stanisławski odpowiada

W sobotę, 17 listopada, na portalu Skwer Wolności pojawiła się odpowiedź Bogusława Stanisławskiego na komentarz Krystyny Pawłowicz. „Kto szukałby definicji na określenie szczytu podłości, odsyłam do haniebnego komentarza pod moim zdjęciem, skreślonego na tweeterze, autorstwa p. Krystyny Pawłowicz [pis.oryg.]” – stwierdził we wpisie.

Wytłumaczył, że 11 listopada razem z przyjaciółmi stali naprzeciw pochodu „radykalnych narodowców powiewających biało-czerwonymi przemieszanymi z flagami ze znakiem nacjonalistycznej falangi i faszystowskiej (włoskiej) Forza Nuova, niosących płonące flary, od czasu do czasu odpalających w naszym kierunku płonące race”.

„Pogarda zawarta w tym komentarzu nie jest w stanie mnie obrazić, daje za to świadectwo o stanie człowieczeństwa istoty, która ten komentarz skreśliła” – napisał. Podkreślił jednocześnie, że wpis Krystyny Pawłowicz obraża nie tylko jego, ale również Rzeczpospolitą, Konstytucję i pamięć o odrodzeniu Polski.

Zaznaczył, że nie kieruje tej odpowiedzi bezpośrednio do posłanki PiS. – Jakakolwiek interakcja wydaje mi się odrażająca – napisał. Dodał, że w pewien sposób, czuje się zaszczycony, że skierowała wobec niego tego typu komentarz, bo to „nobilituje [go] poprzez znalezienie się w gronie wspaniałych osób, które pozostaną na zawsze zapisane złotymi literami w polskiej historii, a których godność zdążyła swoimi słowami znaczne wcześniej podeptać”.

Wielu broniło Stanisława Bogusławskiego

Tuż po pojawieniu się w sieci komentarza Krystyny Pawłowicz, wiele osób wyraziło oburzenie jej wpisem. Na Facebooku zareagował m.in. Jurek Owsiak, który stwierdził, że taki brak szacunku wobec starszego człowieka jest „wstrząsający”. „Oddawajmy szacunek ludziom, którzy bronią praw ludzi upodlonych i często bestialsko traktowanych na całym świecie, a mimo to są w Polsce traktowani z takim szyderstwem” – zaznaczył.

Do słów Pawłowicz odniósł się również m.in. mecenas Jacek Dubois. „Szanowny Panie, jako działacz praw człowieka wie Pan, że Pani Pawłowicz podjęła haniebną próbę naruszenia pana dóbr osobistych. Zapewne uzna Pan, że nie warto podejmować polemiki z bełkotem nienawiści, gdyby jednak uznał Pan, że z przyczyn wychowawczych warto wystąpić w tej sprawie na drogę sądową, uprzejmie informuje, że pozostaję w tej sprawie do pełnej Pana dyspozycji z pomocą prawną” – napisał na Facebooku.

Po stronie Bogusława Stanisławskiego stanęli także m.in. Draginja Nadażdin, dyrektorka polskiego oddziału Amnesty International, oraz Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, który zapowiedział skierowanie odpowiedniego wniosku do Komisji Etyki Poselskiej.

Podłość – godło PiS.

Depresja plemnika

Nie wierzę w wymuszanie „indywidualnej” łapówki na sumę 40 mln, dlatego że takiej kwoty żadna osoba fizyczna nie ukryje. Wydaje się więc, że zaczął się systemowy proces wywłaszczania i szantażowania, że to jest odgórny plan, by w ten sposób gromadzić wielką fortunę na zapleczu tego obozu politycznego. To, co zobaczyliśmy, jest systemowe: władza PiS robi to, co kilka lat temu zaczął robić na Węgrzech Orbán – tam grupa skupiona wokół premiera zaczęła wywłaszczać ludzi z własności prywatnej – mówi prof. Radosław Markowski, politolog. – Od dawna tłumaczę, że ośrodki badania opinii publicznej, które pokazywały poparcie dla tej partii na poziomie 45-48 proc., mają kłopoty z bazową umiejętnością ważenia i szacowania poparcia dla partii politycznych. Takiego poparcia nigdy nie było. PiS miał w ostatnich wyborach 5 mln 700 tys. głosów, w październiku 2015, i takiego poparcia już dawno nie ma. Dziś mają ok. 5 mln, raczej z tendencją spadkową –…

View original post 3 111 słów więcej

Krystyna Pawłowicz jest już mężczyzną, skrzeczy jak pijany chłop i codziennie z rana się goli

Michał Karnowski nie może już patrzeć, jak media „znęcają się” nad Beatą Szydło. Według niego to zemsta za „niepodległość myślenia, uczciwość, rolę w zwycięskiej, przełomowej kampanii 2015 roku, pójście przeciw interesom oligarchicznych grup III RP, za skuteczne zatrzymanie wszystkich prób puczów i majdanów, za obronę dobrej zmiany naprawdę gorącym okresie”. Na Twitterze zwrócił się więc z pytaniem do kolegów partyjnych byłej pani premier – Czy pisowscy mężczyźni staną wreszcie w obronie swojej pani premier, czy też dają zgodę na takie medialne pałowanie?”.

Na zarzuty Karnowskiego odpowiedziała Krystyna Pawłowicz, która również dostrzega ten problem. Na własnej skórze przekonała się, jak wygląda wsparcie kolegów, gdy w jej „obronie po atakach Owsiaka też stanęła TYLKO nasza rzecznik Beata Mazurek. Kobiety pisowskie odważnie walczą obrażane i poniżane przez opozycję. A nasi kochani Koledzy nie bardzo reagują…Może w tv nie wypada…?”.

Na odpowiedź internautów nie trzeba było długo czekać. Jeden z nich pyta ironicznie, czy przypadkiem nie jest to „zarzut dla Jarka?”. Kolejny udowadnia, że rzeczywiście od panów z PiS nie należy oczekiwać zbyt wiele i na dowód wrzucił link do artykułu, w którym opisana jest historia bydgoskiego radnego, Rafała Piaseckiego, który terroryzował żonę, krzycząc do niej m.in. „Ciszej mów,ty pedale. Nie płacz kur..a, bo cię zaj…ię! Cały tydzień nic nie robisz leniu śmierdzący!”.

Pawłowicz żali się na kolegów, a jednak sama nie jest taka „korekt”. Komentująca jej post internautka pyta, „a która kobieta pisowska stanęła/wypowiedziała się nt. zamordowania Polki w Łodzi, gwałtów w Gdańsku i Zielonej Gorze, wy kobiety PiS milczycie… Niegodne to kobiet”.

Hm…a wyjaśnienie wydaje się proste. Kobiety PiS-u mają zdecydowanie więcej testosteronu od swoich partyjnych kolegów. To one rządzą, są bardziej wrzaskliwe, a pisowscy panowie, zdominowani przez swoje koleżanki, tylko w zaciszu domowym potrafią wyładowywać na najbliższych swoje frustracje. Jasne? Jasne….

Tak, Krystyna Pawłowicz nabywa krzepy na siłowni, nie tylko skrzeczy jak podpity chłop, ale z rana się goli. Widać to na każdym obrazku z jej osobą.

Holtei

Mateusz Morawiecki opublikował w kilku lokalnych gazetach, m.in. w „Gazecie Wyborczej” sprostowanie swoich słów dotyczących działań prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego w kwestii walki ze smogiem. To efekt wyroku, który zapadł we wtorek.

14 października, na tydzień przed wyborami samorządowymi, podczas konwencji PiS w Krakowie premier powiedział, że „poprzednicy, w tym ci, którzy rządzili tym miastem (Krakowem), nie zrobili nic lub prawie nic w walce ze smogiem”.

Jacek Majchrowski pozwał Mateusza Morawieckiego

Sprostowanie to efekt wtorkowej decyzji krakowskiego sądu, który uznał zażalenie prezydenta miasta Jacka Majchrowskiego. Sąd nakazał szefowi rządu sprostowanie wypowiedzi o smogu. Zdaniem sądu, nie była to opinia.

Było to drugie postanowienie sądu w tej sprawie. W pierwszej instancji sąd uznał, że wypowiedź premiera jest oceną, a nie stwierdzeniem faktu. Prezydent Krakowa odwołał się od tego postanowienia, a sąd wyższej instancji przyznał mu rację.

Premier musi opublikować sprostowanie również w TVP Info oraz Polsat News przed głównymi wydaniami programów…

View original post 2 125 słów więcej

Morawiecki: ludzie są tak głupi, że kupią każdy kit

Chuck Norris – bohater filmów akcji i memów. Człowiek, który dwa razy doliczył do nieskończoności. Wreszcie człowiek, który stał się jednym z bohaterów nagrań w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, mimo że prawdopodobnie nigdy tam nie był. Jak do tego doszło?

Kryzys wokół taśm Morawieckiego zdaje się nie mieć końca. Tak jak za rządów PO-PSL, tak i dziś posiadacze nagrań nie odsłaniają ich wszystkich naraz, ale stopniowo, torpedując tym samym wszelkie sposoby gaszenia politycznego pożaru ze strony PiS. Nowe nagranie z premierem w roli głównej, opublikowane właśnie przez portal Onet.pl, może z łatwością rozwścieczyć wyborców partii rządzącej, ponieważ polityk wypowiada w nich słowa o Polakach, w które aż ciężko uwierzyć.

Mateusz Morawiecki został bowiem przyłapany jak komentuje głośną kampanię reklamową banku BZ WBK ze znanym amerykańskim aktorem Chuckiem Norrisem w roli głównej. Kultowy bohater żartów i memów miał przyciągnąć klientów do banku, co było przedmiotem nagranego spotkania Morawieckiego z jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską.

Bogusława Matuszewska: Chuck Norris działa?
Mateusz Morawiecki: Działa rewelacyjnie.
Bogusława Matuszewska: Jak ten (…) “Panie Chucku”. Najlepsze to jest “Panie Chucku” jak dla mnie. 
Mateusz Morawiecki: Ale ludzie są tacy głupi, że to działa! Niesamowite!

Powyższe słowa są wstrząsające dla wizerunku premiera. Morawiecki bowiem miesiącami budował narrację o PiS jako partii społecznej, a siebie prezentował jako wojownika stawiającego czoła układowi i mafiom vatowskim, aby miliardy wykradane przez złodziei trafiły do zwykłych ludzi. Tymczasem polski Robin Hood okazał się aroganckim kłamcą, który gardzi zwykłymi obywatelami.

Takich mocnych słów uderzających w społeczeństwo nie było w taśmach ujawnionych za rządów PO-PSL. Partia antyelitarna okazała się reprezentować wszystko to, o co oskarża poprzedników. Można postawić mocną tezę, że za poprzedniego rządu Mateusz Morawiecki po takich słowach straciłby stanowisko, ponieważ za mniej pogardliwe wypowiedzi poleciały wówczas polityczne głowy. Jak na ironię słowa premiera powinny rozjuszyć zwłaszcza elektorat prawicy, ponieważ Chuck Norris jest zadeklarowanym konserwatystą.

Taśmy Morawieckiego mogą okazać się ciosem, który poważnie osłabi PiS w wyborach samorządowych. Tym bardziej zaskakuje, że środowisko partii rządzącej wypuściło omawiane nagranie właśnie teraz. Nie jest bowiem tajemnicą, która strona sceny politycznej jest dysponentem nagrań. Widać dzięki temu, że przekazanie władzy w PiS jest bliskie, stąd przeciwnicy premiera byli na tyle zdesperowani, że uznali, iż obwinienie premiera za nieprzejęcie władzy w Sejmikach będzie najpotężniejsza bronią, która pozwali wymusić powyborczą czystkę na samych szczytach władzy.

Pokazuje to stan mentalny środowiska partii rządzącej, której tak desperacko zależy na władzy. Politycy w takim momencie grający taśmami  przeciw własnej formacji udowadniają, że nie są w niczym lepsi od Morawieckiego śmiejącego się z rzekomej głupoty Polaków.

Pozostaje wierzyć, że społeczeństwo w końcu otworzy oczy dzięki toczącej się aferze i zrozumie jak bardzo dało się zmanipulować dobrej zmianie.

W zeszły wtorek Onet ujawnił taśmę

>>>

Postać Chucka Norrisa stała się w 2012 roku inspiracją dla reklamy banku BZ WBK, którego ówczesnym prezesem był Mateusz Morawiecki. Jak się okazało, postać popularnego bohatera filmów akcji była wyjątkowo przekonująca, bo bank Morawieckiego zyskał dzięki niemu rzeszę klientów. – Ludzie są tacy głupi, że to działa. Niesamowite! – komentował wtedy chwyt reklamowy Morawiecki.

W zeszły wtorek Onet ujawnił taśmę, na której nagrany został Mateusz Morawiecki. Znajduje się ona w aktach śledztwa taśmowego, do których uzyskaliśmy legalny dostęp. To spotkanie w szerszym gronie — obok Morawieckiego w rozmowie w „Sowie i Przyjaciołach” brali także udział prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło, prezes PGE Krzysztof Kilian oraz jego zastępczyni Bogusława Matuszewska. Spotkanie odbyło się wiosną 2013 r.

Holtei

Dzisiaj powinna być miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu, ale Kaczyński w drodze do prawdy padł. Taki job twaju mat’ z niego Mojżesz.

Sellin o ustawie dekoncentracyjnej: Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. To wymaga decyzji politycznej, która może nastąpić w każdym momencie

Ustawa ewentualnie zmierzająca do tego, żeby naprawić sytuację, która jest zepsuta w polskiej przestrzeni medialnej, czyli sytuacja, w której pozwoliliśmy w ostatnich latach, żeby bardzo duży segment mediów był w rękach kapitału zagranicznego, jest w ministerstwie opracowywana. Mamy kilka wariantów, koncepcji, wzorowanych na prawodawstwie różnych krajów Europy Zachodniej” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. Tylko to wymaga decyzji politycznej, czy już ten temat poruszamy, czy go wnosimy do debaty publicznej. Ta decyzja należy do kierownictwa mojego…

View original post 1 568 słów więcej

Krystyna Pawłowicz napisała, że pucz, więc mamy pucz… Niemców

Tak przynajmniej można odczytywać wpis na Twitterze posłanki tej partii Krystyny Pawłowicz. Dotyczy on ujawnionych przez onet.pl zeznań kelnerów z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Stwierdzili oni, że Mateusz Morawiecki miał dyskutować o zakupie nieruchomości na tzw. słupy. Więcej na ten temat w artykule „Nowa odsłona afery taśmowej. Kelnerzy obciążają Morawieckiego”.

„PO+TVN+GW+ Onet+ FAKT = skoordynowany ATAK na PL legalne demokrat władze,sterowany z ZEWNĄTRZ. Teraz już na Premiera ! Po powrocie Schetyny z Niemiec WŁAŚNIE TRWA kolejna pełzająca PRÓBA PUCZU i OBALENIA władz POLSKI ! DAJMY IM ODPÓR !! RUSZMY SIĘ TU !”[pisownia oryginalna – przyp. red.] – napisała Pawłowicz. Nieoceniony Roman Giertych napisał jej w odpowiedzi: – „Pani Pawłowicz twierdzi, że medialne ataki to pucz i wzywa w panice do wyjścia na ulice. Spokojnie pani poseł. To nie pucz. Przegrywacie właśnie pierwszą kampanię wyborczą od przejęcia władzy. Ale nie ostatnią… Warto się przyzwyczaić”.

Reszta internautów albo kpiła z wpisu Pawłowicz, albo próbowała z nią dyskutować, przytaczając rzeczowe argumenty (to drugie jednak trzeba uznać w przypadku posłanki PiS za pracę syzyfową).  – „Nie, no innej opcji nie ma, ciekawe, czy prezes prześpi go pod kołderką jak stan wojenny”;

„Nie było Morawieckiego u Sowy? Nie siedział jako bankier i jadł ośmiorniczki? Suski nie ma powiązań z radnymi, którzy w kilka lat powiększyli majątek paronastokrotnie? Jak nie mają, to dajcie dowody i z głowy”; – „Możliwe, że otrzymała pucz w przekazie dnia. Ma budzić w ludzie grozę i strach przed nieprawością totalnych”; – „PiS plus Radio Maryja to jest dopiero skoordynowany ATAK na demokrację w PL”.

Jerzy Owsiak nie odda demokracji. My też

„Idźcie na wybory, błagam was, idźcie na wybory. Żebyśmy byli demokratycznym społeczeństwem, żebyśmy nie dali sobie tego odebrać. Idźcie głosować, bo to jest wasz kraj. Demokracji nie dajmy sobie odebrać” – apelował Jerzy Owsiak we Wrocławiu. Szef WOŚP odebrał na tamtejszym uniwersytecie Nagrodę Księżnej Jadwigi Śląskiej.

Nagroda jest przyznawana od 2004 r. i trafia do dwóch osobistości – jednej z Niemiec, drugiej z Polski. Wrocław honoruje nią osoby, które „stoją ponad podziałami, a swoim życiem dają świadectwo takim wartościom, jak przyjaźń, szczerość, zrozumienie”. Drugim laureatem Nagrody Księżnej Jadwigi Śląskiej został prof. Matthias Weber, historyk i germanista, dyrektor Federalnego Instytutu ds. Kultury i Historii Niemców w Europie Środkowej i Wschodniej, znawca historii Śląska.

Owsiak, dziękując za wyróżnienie, powiedział także: – „Rozmawiajmy ze sobą na różne tematy, nie napinajmy się. Nauczmy się rozmawiać ze sobą. Nie dzielmy się, nie bądźmy murem podzieleni, nie bądźmy jak Berlin Zachodni i Wschodni. Bądźmy jedną Polską” – apelował.

Wcześniej nagrodę odebrali m.in. premier Tadeusz Mazowiecki, były kanclerz Niemiec Helmut Kohl, Władysław Bartoszewski, Jerzy Buzek, prof. Karl Dedecius.

https://twitter.com/JNizinkiewicz/status/1046801243388170240

>>>

PiS hoduje faszystów przeciw społeczeństwu obywatelskiemu

Biciem i kopaniem „okazywali tylko niezadowolenie”. Prokuratura umorzyła śledztwo

Prokuratura w Warszawie umorzyła wniosek o ściganie nacjonalistów, którzy pobili kobiety na Marszu Niepodległości. Prokuratur uznała, że tylko „okazywali niezadowolenie”, a ich zachowanie nie naruszyło interesu społecznego

11 listopada ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości. Na trasie przemarszu stanęło 14 kobiet z transparentem „Faszyzm stop”. Wśród nich były działaczki ruchu Obywatele RP (organizatorki protestu), Warszawskiego Strajku Kobiet oraz płockiej inicjatywy Jedzenie zamiast Bomb. Kobiety były przez narodowców szarpane, kopane, bite i oplute. Zostały wyniesione z trasy pochodu przez jego uczestników – jedną z nich upuszczono, rozbijając jej głowę. Konieczna była pomoc pogotowia.

Duży Format: 14 kobiet na Marszu Niepodległości

W poniedziałek 10 kwietnia otrzymały z warszawskiej prokuratury pisma, informujące o umorzeniu śledztwa przeciwko organizatorom demonstracji, czyli Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości, związanemu z Ruchem Narodowym, ONR i Młodzieżą Wszechpolską. W uzasadnieniu przeczytały, że celem bijących, kopiących, wyzywających nie było pobicie, lecz okazanie niezadowolenia, a umiejscowienie obrażeń pokazuje, że przemoc nie była wymierzona w newralgiczne punkty ciała. Wprawdzie prokuratura uznała rzucane w kierunku kobiet obelgi za znieważenie, ale nie dopatrzyła się naruszenia interesu społecznego. Pod dokumentem podpisała się prokurator Magdalena Kołodziej.

Elżbieta Podleśna, psychoterapeutka, kierowniczka ośrodka terapii uzależnień zaraz po wydarzeniu opowiadała Dużemu Formatowi, że parokrotnie dostała kopniaka w plecy, po nerkach, bo bohaterowie lubili zachodzić od tyłu. – Zostałam też czymś oblana po twarzy. Nie chcę się domyślać, co to było. Miałam chusteczki, to się wytarłam – mówiła. Dziś nie kryje rozczarowania. – Pani prokurator wywodzi, że nikt nie chciał zrobić mi umyślnej krzywdy. Jasne. Słowa „żebyś zdechła” to takie zwyczajne zwroty towarzyskie.A moje obrażenia są nieistotne (…) Wszystko dziś wróciło. Moment, gdy ocieram twarz ze śliny. Gdy czuję, jak Kinga drga od kopnięć. Jak nachyla się nade mną ten brzuchaty facet. Jak znika z zasięgu wzroku Wierzba. Wszystko wróciło, gdy opluła mnie prokuratorka Rzeczypospolitej Polskiej. Gdy stwierdziła, że faszyzm, rasizm, nienawiść i przemoc to moja sprawa prywatna – napisała na Facebooku.

Krystyna Zdziechowska, lekarka anestezjolog opowiadała w listopadzie ubiegłego roku, że protest na trasie marszu narodowców był krzykiem rozpaczy. – Poszłyśmy tam z poczucia beznadziejności, bo widziałyśmy, że instytucje do tego powołane – policja, urząd wojewody, urząd miasta – nie reagowały na hasła neofaszystowskie i rasistowskie wznoszone na wcześniejszych Marszach Niepodległości – opowiadała. Dziś twierdzi, że spodziewała się takiej decyzji prokuratora, ale – jak napisała na FB – „uzasadnienie powala”.

– Ta decyzja to bezpośredni dowód na przyzwolenie wobec działań skrajnej prawicy – uważa Zofia Marcinek, antyfaszystowska działaczka. Na Facebooku komentuje:

Odczłowieczyć przeciwnika – jakże to znana strategia. Wynaleźć przyczyny, dla których nie zasługuje na taką samą sprawiedliwość (…) Możesz kopać, pluć, deptać. Grozić śmiercią, wyzywać, głośno marzyć o komorach gazowych. Możesz wreszcie za ręce, nogi i szyję wlec kogoś po asfalcie. Jeśli jesteś neofaszystą, nie masz się czego bać. Nie będzie to przecież agresja, tylko niezadowolenie. Nie będzie to przemoc. A na pewno nie będzie to naruszać interesu ogółu. Masz na to dowód w postaci orzeczenia prokuratury. (…) Faszyści nie przestaną karmić się strachem i przyzwoleniem. I za którymś razem głowę takiego głupka idealisty, siedzącego na trasie marszu umysłowego chamstwa i podłości, rozbiją. I wtedy będzie już za późno na orzeczenie o społecznej szkodliwości czynu. Boję się dzisiaj, nie ma powodu udawać, że tak nie jest. I czuję, że ktoś tym wściekłym facetom, od których 11 listopada słyszałam życzenia śmierci, oddał kolejny kawałek przestrzeni.

Na trasie marszu narodowców 11 listopada ubiegłego roku stanęły: Kinga Kamińska, Elżbieta Podleśna, Krystyna Zdziechowska, Ewa Błaszczyk, Beata Geppert, Maria Bąk-Ziółkowska, Zofia Marcinek, Izabela Możdrzeń, Monika Niedźwiecka, Agnieszka Wierzbicka, Katarzyna Szumniak, Katarzyna Kwiatkowska, Lucyna Łukian, Agnieszka Markowska.

Wiemy, że są tacy, którzy nie będą mogli spać spokojnie. Niebezpieczny obywatel, Jerzy Owsiak, znów na wolności!

Tym razem zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył bloger „Matka Kurka”, który jak się okazuje od dawna ma Jurka na oku i nie spocznie zanim nie doprowadzi szefa Wielkiej Orkiestry, za kraty.

Według Piotra Wielguckiego, czyli blogera „Matka Kurka”, przy organizacji Przystanku Woodstock miało dochodzić do łamania prawa. W 2015 donosił, że festiwal zorganizowano bez odpowiednich zezwoleń, że dochodziło do zaniżania liczby uczestników, a nadzór nad bezpieczeństwem był fikcją. Zgłaszał jeszcze inne „przestępstwa”, a to, że na Przystanku Woodstock miano nadużywać alkoholu i środków odurzających, no i skutkiem tego były cztery zgony, itd…

Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Koszalinie „nie dopatrzyła się znamion przestępstwa”

Zastępca prokuratora okręgowego w Koszalinie pani Zuzanna Ostrowska, powiedziała PAP: „W śledztwie analizie poddano dokumentację administracyjną powstałą w związku z wydawaniem pozwoleń na organizację tego typu imprez w kontekście szczegółowych aktów wykonawczych obowiązującej ustawy, w tym warunków, jakie musi spełniać organizator, począwszy od sanitarnych wymagań, a skończywszy na bezpieczeństwie. Nie dopatrzono się znamion czynu zabronionego”.

Co za pech, pani „Matko Kurka”!

Pech tym większy, że to umorzenie kończy postępowania ws. Przystanku Woodstock. Albowiem „Osoba, która złożyła doniesienie nie jest pokrzywdzoną, więc nie będzie jej służyło zażalenie”.

Oto filmik z „dialogu” Mateusza Morawieckiego z rolnikami. Zareagował m.in. prezydent Lech Wałęsa.

PiS skończy na oddziale zamkniętym, albo za kratami. Zależy jak się będą politycy bronić

Tu sobie krzywdy nie zrobią 😂😉

Prof. Marcin Matczak przekonuje, że czwartkowa decyzja Sądu Najwyższego, który zawiesił stosowanie przepisów ustawy o SN dotyczących przenoszenia sędziów powyżej 65 lat w stan spoczynku, nie budzi wątpliwości. Co więcej, prezydent i KRS mają obowiązek bezwzględnego podporządkowania się decyzji SN.

W czwartek Sąd Najwyższy zawiesił stosowanie części przepisów ustawy o SN w związku ze skierowaniem pięciu pytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Pytania dotyczą zgodności ustawy z prawem europejskim. W ocenie Kancelarii Prezydenta, działanie Sądu Najwyższego nie ma podstawy prawnej.

Decyzję sędziów Sądu Najwyższego skomentował na swoim blogu profesor Marcin Matczak. W ocenie prawnika, SN mógł zadać pytania do Trybunału Sprawiedliwości UE, to „nie budzi wątpliwości”. A te pojawiły się po decyzji Sądu Najwyższego, który zawiesił stosowanie niektórych przepisów ustawy o SN dotyczących przenoszenia sędziów powyżej 65 lat w stan spoczynku. Zdaniem Matczaka, SN mógł to zrobić, m.in. dlatego, że Polska jest od 2004 roku członkiem UE, a unijne prawo jest na mocy konstytucji także prawem polskim.

Jak wyjaśnia prawnik, kiedy sąd krajowy, który jest także sądem unijnym, rozstrzyga kwestię z elementem międzynarodowym, musi mieć pewność, że jest rzeczywiście sądem unijnym, który z definicji musi być niezależny od polityków, a w związku z tym, czy Polska, zgodnie z art. 19 Traktatu o UE zapewnia skuteczne środki zaskarżenia (skuteczny jest tylko środek kierowany do niezależnego sądu). I jak dalej wskazuje Matczak, z powodu zmian w prawie wprowadzonych przez PiS, Sąd Najwyższy takiej pewności nie ma i stąd pytanie do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Profesor podkreśla, że organy państwa polskiego, w tym prezydent i KRS mają obowiązek bezwzględnego podporządkowania się decyzji Sądu Najwyższego. – No chyba, że chcą wyjść z UE – dodaje.

Wedle logiki Brudzińskiego młodzież spotykająca się dziś z Hołdysem może być inwigilowana, bo za pół roku ktoś może coś napisać na murze.

Po szokującej informacji OKO.press o inwigilowaniu opozycji, artystów i zwykłych obywateli przez policję w ramach akcji „Rekonesans”, jeszcze bardziej szokujące okazało się tłumaczenie tych praktyk przez władzę. Przyznam, że w swej naiwności łudziłem się, że minister Brudziński – choć oczywiście nie przeprosi – to chociaż zleci wewnętrzne śledztwo dotyczące inwigilowania obywateli. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło. Ba, minister Brudziński przybył wczoraj na białym koniu do TVN 24 i na pytanie Katarzyny Kolendy-Zaleskiej o inwigilowanie młodzieży spotykającej się z Hołdysem podczas protestów w lipcu 2017 r. odpowiedział tak: „Przed spotkaniem tejże młodzieży [z Hołdysem] byli również zaangażowani policjanci z tzw. wydziału cyberprzestępczości, czyli ci, którzy analizują to wszystko, co się dzieje w tej rzeczywistości wirtualnej”.

Oznacza to, że obywatele polskiego państwa są inwigilowani w internecie przez Wydział do walki z Cyberprzestępczością, chociaż cyberprzestępczość, czego pan minister raczej nie rozumie, polega na dokonywaniu poważnych przestępstw przy użyciu sieci, a nie na lajkowniu postów i zapisywanie się na eventy ze Zbigniewem Hołdysem.

Powodem inwigilacji „tejże młodzieży” było to, że niejaka Klementyna Suchanow napisała w grudniu 2017 r. na Facebooku głośny post o swoich snach z koktajlami Mołotowa. Brudziński: „Jeżeli czytamy – i nie jest to jakiś tam anonimowy troll internetowy, ale jakby emblematyczna dla tego środowiska postać pani Klementyny Suchanow – że ona pisze w grudniu 2017, czyli przed tymi wydarzeniami: »Śniły mi się dzisiaj w nocy mołotowy, jaja [rzucanie jajami] to tak naprawdę daleko idący kompromis«”.

Problem w tym, że Klementyna Suchanow napisała to nie przed „tymi wydarzeniami”, czyli protestami w lipcu 2017 r., ale w grudniu 2017 r., czyli pół roku po „tych wydarzeniach”, podczas których policja inwigilowała młodzież. Wychwyciła to Kolenda- Zaleska, na co minister Brudziński rozbrajająco zapytał: „Dobrze, ale jaka koincydencja czasowa? Grudzień 2017 roku – mamy takie wpisy. I co jest rolą policji? Za – bez – pie – czyć również tych ludzi, którzy w tych manifestacjach uczestniczą”.

Oznacza to, że każdy z nas „bez żadnego trybu” może być teraz – w sierpniu 2018 r. – śledzony, że jego rozmowy, również intymne, z najbliższymi, mogą być nagrywane, że może być filmowany i mieć założoną teczkę operacyjną, albowiem pół roku później – w styczniu 2019 r. – Klementyna Suchanow znów coś napisze na Fejsie. Wedle logiki Brudzińskiego młodzież spotykająca się dziś z Hołdysem może być inwigilowana, bo za pół roku ktoś może coś napisać na murze.

To czysty „Rok 1984” Orwella. Owe słynne ACTA to przy tym pikuś.

Brudziński pewnie o tym nie wie, ale powtarza dokładnie esbecką retorykę uzasadniającą inwigilowanie w peerelu: trzeba zapewnić obywatelom bezpieczeństwo przed wichrzycielami z „Solidarności”. Ci wichrzyciele czasami bowiem coś na PZPR brzydkiego powiedzieli i czasami też, o zgrozo, spotykali się z różnymi Hołdysami na różnych pięterkach.

Gdy redaktor Kolenda-Zaleska w rzeczonym wywiadzie mówi o młodzieży, która się z owym Hołdysem spotyka, to Brudziński rozbrajająco pyta: „Po co?”. Najwyraźniej w państwie PiS prywatne spotykania z innymi ludźmi muszą mieć określony cel, a czy cel jest dopuszczalny, to sprawdzi policja Brudzińskiego. Chcesz się z kimś spotkać w kawiarni, obywatelu? Ale po co? – pyta minister Brudziński. Posiedź lepiej w domu, my ci, obywatelu, zapewnimy bezpieczeństwo.

Wiele osób sobie z całej tej sytuacji kpi, zwłaszcza gdy patrzy na nieudolność rzeczonych tajniaków i parodystyczne raporty z inwigilacji. Ale to błąd. Władza wchodzi na ścieżkę autorytarną i – jak widać – nie ma nawet cienia refleksji, żeby się gdzieś zatrzymać.

W całej tej sprawie umyka jeszcze jedno. Otóż inwigilowana miała być także opozycja. Jest ta nasza opozycja, jaka jest, ale nikt nie ma prawa podsłuchiwać, nagrywać i śledzić liderów partii opozycyjnych, nawet jeśli rzekomo zapewnia im w ten sposób bezpieczeństwo. Tymczasem zbliżają się wybory i na dziś sprawa wygląda tak, że Schetyna, Petru, Kukiz, Czarzasty, Zandberg będą przez władzę śledzeni, podsłuchiwani, a raporty „przypadkowo” lądować będą w centrum decyzyjnym na Nowogrodzkiej, a potem obrobione w usłużnej TVP. Można się więc śmiać, nawet głośno, ale oby ten śmiech nie zamarł nam w gardle.

Przepisy nie obowiązują

Sąd Najwyższy zawiesił stosowanie PiS-owskich przepisów wysyłających sędziów po 65. roku życia w stan spoczynku. Tym samym znalazł sposób na, przynajmniej chwilowe, zablokowanie czystek w SN.

Sędziowie wysłali do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej 5 pytań prejudycjalnych, w których chce, aby TSUE wypowiedział się m.in. w kwestii nieusuwalności sędziów i uzależnienia możliwości dalszego orzekania przez sędziego SN, który przekroczył 65. rok życia, od zgody władzy wykonawczej, w tym przypadku prezydenta. SN pyta też o wykładnię unijnego przepisu, który zakazuje dyskryminacji ze względu na wiek.

Teraz Polska musi poczekać na odpowiedź TSUE. Sąd Najwyższy zawiesił tym samym stosowanie przepisów zmuszających sędziów do przechodzenia w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia.

– W tej sprawie SN na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego zdecydował się zawiesić stosowanie artykułów 111 i 37 oraz 39 ustawy o Sądzie Najwyższym – tłumaczył rzecznik SN Michał Laskowski. – Jest to decyzja, która zgodnie z prawem powinna spowodować to, że zarówno KRS, jak i prezydent do czasu rozstrzygnięcia tych kwestii przedstawionych w zadanych pytaniach nie będą podejmować dalszych czynności w tych procedurach, które dalej się toczą w odniesieniu do sędziów, którzy 65. rok życia ukończyli – dodał sędzia Laskowski.

Prezydent: Działanie bezprawne

„W ocenie Kancelarii Prezydenta dzisiejsze działanie Sądu Najwyższego, polegające na zawieszeniu stosowania niektórych przepisów ustawy o SN, nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec Prezydenta RP, ani jakiegokolwiek innego organu” – napisano na profilu Kancelarii Prezydenta.

Nowa KRS potwierdza: Muszyński do Izby Dyscyplinarnej

Nowa KRS opublikowała listę kandydatów do SN, mimo że jeszcze kilka dni temu jej rzecznik twierdził, że nie pozwalają na to przepisy RODO. Do obsadzenia są czterdzieści cztery wakaty sędziowskie. Najwięcej – 91 – chętnych zgłosiło się do Izby Dyscyplinarnej.

Do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych chce trafić 68 kandydatów, a do Izby Cywilnej – 32. Najmniejszym zainteresowaniem cieszy się Izba Karna. Ta posada kusi tylko 7 chętnych.

Wśród kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego jest między innymi 45 radców prawnych, 34 adwokatów, 22 pracowników naukowych oraz 24 sędziów sądów rejonowych i 22 sędziów sądów okręgowych.

Swoją kandydaturę do Izby Dyscyplinarnej zgłosił też sędzia dubler Trybunału Konstytucyjnego Mariusz Muszyński.

Art. 7 w tle, Polska odpowiada KE

Komisja Europejska otrzymała od Polski pierwsze odpowiedzi w ramach rozpoczętej procedury w sprawie naruszenia prawa UE w związku z ustawą o Sądzie Najwyższym. Będziemy analizować ten dokument – poinformowała rzeczniczka KE Natasha Bertaud.

W przesłanych do Komisji dokumentach rząd Mateusza Morawieckiego twierdzi, że zgodnie z art. 180 ust. 5 Konstytucji RP istotą niezawisłości sędziowskiej jest m.in. zagwarantowanie sędziemu nieusuwalności z urzędu. W żaden sposób jednak nie można tej przesłanki niezawisłości utożsamiać z zakazem określania wieku przejścia sędziów SN w stan spoczynku, bo są to zupełnie inne sytuacje. Podkreśla też, że zgodnie z art. 180 ust. 4 Konstytucji RP ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku.

Polska tłumaczy, że przeniesienie sędziego w stan spoczynku nie oznacza utraty statusu sędziego. Polski rząd przekonuje wręcz, że przejście w stan spoczynku sędziów jest niejako dopełnieniem gwarancji nieusuwalności i niezawisłości sędziowskiej i jest to uzasadnione potrzebą zapewnienia sprawnego funkcjonowania sądów.

Dodatkowo autorzy pisma ganią Komisję, że ta dała tylko 4 tygodnie na odpowiedź polskiemu rządowi, podczas gdy ten czas powinien być dłuższy.

JUSTYNA KOĆ: SN zawiesił wykonanie ustawy i skierował 5 pytań prejudycjalnych do TSUE. Co to oznacza?

PROF. MAREK CHMAJ: SN miał pełne prawo skierować pytania do TSUE. Do momentu uzyskania odpowiedzi zawiesił stosowanie niektórych przepisów ustawy o SN. Inaczej mówiąc, w konkretnej sprawie, która jest na wokandzie SN, sprawa dotyczy sędziów, którzy przechodzą w stan spoczynku, w stosunku do tych sędziów SN zawiesił stosowanie przepisów ustawy, zastosował wniosek zabezpieczający, który będzie obowiązywać aż do momentu rozpoznania pytań prejudycjalnych skierowany do TSUE.

Na podstawie jakiego przepisu SN może tak się zachować?

Sąd zawsze na początku może rozpoznawać kwestie wstępne, tutaj kwestią wstępną było wyznaczenie na rozprawie dwóch sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat. Sąd, aby rozpoznać tę kwestię, podał w wątpliwość zgodność ustawy o SN z wartościami unijnymi, w tym z zasadą praworządności. Skoro sąd ma wątpliwość, kieruje pytania prawne, zgodnie z ustawą o SN, do TSUE i do momentu odpowiedzi na te 5 pytań prawnych w danej, konkretnej sprawie zawiesił stosowanie przepisów ustawy.

Jakie to rodzi konsekwencje? Co się stanie, jeżeli PiS nie uzna tej decyzji?

PiS nie jest od tego, żeby uznawać bądź nie uznawać decyzji, orzeczenia lub postanowienia sądu. Jeżeli PiS jest spokojny o to, że ustawa o SN jest zgodna z konstytucją i wartościami unijnymi, to może czekać na rozstrzygnięcie Trybunału UE.

Jeżeli jednak się okaże, że ta ustawa jest niezgodna z wartościami unijnymi, to będzie wymagana jej zmiana. Do momentu odpowiedzi na 5 pytań prawnych stosowanie konkretnych przepisów dotyczących przechodzenia sędziów w stan spoczynku jest zawieszone. To oznacza bezpośrednio, że ci sędziowie, których na podstawie obecnej ustawy trzeba by przenieść w stan spoczynku, dalej orzekają.

Panie profesorze, a nie będzie tak jak w przypadku I Prezes SN? Środowiska prawnicze, polskie, europejskie, uznają prof. Gersdorf, a według PiS jest ona sędzią w stanie spoczynku. Teraz też mogą zrobić podobnie.

Ani minister, ani wiceminister, ani nawet premier nie jest organem powołanym do tego, żeby orzekać, czy kadencja I Prezesa SN trwa bądź nie. Mamy konkretny przepis, art. 183 konstytucji, który wskazuje, że kadencja I Prezesa SN trwa 6 lat. A zresztą, skoro te przepisy o przejściu sędziów w stan spoczynku zostały zawieszone i nie obowiązują, to kadencja I Prezes trwa dalej, a sędziowie, którzy mieli odejść w stan spoczynku, dalej orzekają z automatu.

Co może zrobić TSUE? Ile ma czasu na odpowiedź?

TSUE ma obowiązek odpowiedzieć na pytanie tak szybko, jak to tylko możliwe, z tego, co wiem, sama procedura może jednak wydłużyć się nawet do kilkunastu miesięcy.

A jak ocenia pan ten ruch w wojnie o niezawisłość sądów?

Sprawa jest jasna. PiS dużo zrobił, żeby rozbroić władzę sądowniczą i wyeliminować wszystkie bezpieczniki chroniące tę władzę przed zbyt daleko idącymi zakusami polityków, ale SN znalazł bezpieczniki w prawie unijnym, takie, których PiS rozbroić nie może.

Nowa KRS opublikowała dziś listę chętnych na stanowiska w SN. Czy to, co zrobił dziś SN, w jakiś sposób to blokuje?

Niestety nie, ponieważ SN swoim postanowieniem zabezpieczającym pozostawił określonych sędziów w stanie czynnym, zablokował ich przejście w stan spoczynku. Natomiast na stanowiska wolne może być prowadzone postępowanie konkursowe i tego postępowania SN wstrzymać nie może.

Najwięcej kandydatur jest do Izby Dyscyplinarnej, o czym to świadczy?

Z jednej strony to jest najwygodniejsza Izba, bo ma największe kompetencje i większe uposażenie. Poza tym daje władzę nad innymi sędziami, adwokatami, radcami prawnymi. To nowa Izba, więc może ustawić sobie relacje wewnętrzne. Ta Izba jest też obiektem marzeń prokuratorów, ponieważ da im status sędziów SN, a jednocześnie umożliwi dyscyplinowanie innych sędziów.

Na liście kandydatów jest m.in. Mariusz Muszyński, obecny sędzia TK.

Nie sędzia, tylko dubler TK. Kandyduje, bo chce mieć status legalnego sędziego. To bardzo dużo. Ja nawet przewiduję, że zostanie prezesem Izby Dyscyplinarnej.

Czwarty, czy V rozbiór to może być ponury finał tego, co Polscy zafundowali Ojczyźnie w 2015, tego nie można wykluczyć. Na razie to napaść części narodu na resztę i próba zmuszenia go do życia w kraju urządzonego na modłę jednego dziwaka, po to by mógł rządzić do śmierci.

Earl drzewołaz

W dniu 28 lipca Komitet Obrony Demokracji Region Zachodniopomorski zawiesił na rzeźbie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego koszulkę z napisem Konstytucja.

Była to forma zamanifestowania naszego przywiązania dla najważniejszych dla nas wartości, a także próba zwrócenia uwagi szerokiej opinii publicznej na fakt, że prezydent Andrzej Duda, mimo licznych protestów obywatelskich, podpisał się pod ustawą zmieniającą Sąd Najwyższy w kolejną – po Trybunale Konstytucyjnym i Krajowej Radzie Sądowniczej – atrapę. Ustawa ta bowiem jawnie łamie najwyższy akt prawny, jakim jest Konstytucja.

W sposób oczywisty nie było naszą intencją znieważanie “pomnika”, a tym bardziej samej osoby Lecha Kaczyńskiego. Przeciwnie nawet, bo pamiętamy go z wielu wypowiedzi, w których potwierdzał swój najwyższy szacunek dla Konstytucji, nawet jeśli jej artykuły mogły być niekorzystne dla jego obozu politycznego.

Wstrząsnęła nami jednak reakcja aparatu ścigania. Rozpoczęła się nagonka, dochodzenia i zastraszanie, bo tylko tak można rozumieć „paski” w TVP z informacjami o poszukiwaniu „sprawców”, jak przestępców. Okazało…

View original post 1 608 słów więcej

Jurek Owsiak radzi: „Nawet w gęstych momentach musicie mieć dystans i pokazać, że potraficie żartować”. Jakub Hartwich i Adrian Glinka zapraszają na nowy program

Post Navigation