Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Jerzy Zajadło”

Wyborcze bezprawie

W normalnych warunkach ustawa zasadnicza oczekuje ode mnie, że spełnię swój obywatelski obowiązek udziału w demokratycznym akcie wyborczym. Ale warunki nie są normalne i w związku z tym moja Konstytucja oczekuje ode mnie czegoś dokładnie przeciwnego – pisze prof. Jerzy Zajadło, filozof prawa.

To nie są demokratyczne wybory

Przez ostatnich pięć lat mieliśmy do czynienia z taką ilością niekonstytucyjnych, a niekiedy wręcz antykonstytucyjnych, działań władzy, że można śmiało mówić o jej samodelegitymizacji. Na razie nie jesteśmy w stanie odeprzeć tego bezprawia, może więc paradoksalnie jakimś wyjściem jest pełne i całkowite posłuszeństwo konstytucyjne.

Na czym miałoby by to polegać? Z jednej strony na pewnych działaniach i/lub zaniechaniach, z drugiej – na budowaniu pewnej wewnętrznej motywacji w konfrontacji z konstytucyjnie zdelegitymizowaną władzą.

Innymi słowy – postępuję tak a tak nie dlatego, że ta władza tak chce i że boję się z jej strony represji, lecz dlatego, że podbudowy dla racjonalności moich działań dostarcza mi konstytucyjna aksjologia.

Esej prof. Jerzego Zajadło >>>

Kmicic z chesterfieldem

Gdy opadnie kurz zarazy, przekonamy się, jak Morawiecki i spółka rżnęli nas w kwestii zarazy.

Jak zaniedbane były przygotowania do walki z koronawirusem, jak nie testowano, jak manipulowano w statystykach.

Tak naprawdę dowiemy się, ile mordów dokonał Morawiecki. Dla mnie nie ulega wątpliwości, iż ten intelektualny kmiotek, mitoman, który pręży swoje muskuły, a jest li tylko impotentem, działa na szkodę Polski.

Morawieckiemu należy się kop w dupę. Wstydem jest, iż ten człowiek o strukturze sowieckiego umysłu jest Polakiem.

Dlatego należy nazywać takie typki: niePolakami.

Jak taki ktoś dostaje się do polityki i finansów? Przecież z żadnego awansu, ale z kumoterstwa. Donald Tusk poznał się na nim, ale nie wymierzył kopa temu sowietowi.

Rządowi spin doktorzy myśleli, myśleli i wymyślili statystyki walki z koronawirusem, w których Polska wygląda dobrze. Rzuciliśmy więc na nie „okiem”.

Więcej analizy krętactw pokurcza Morawieckiego >>>

Jadwiga Emilewicz powtarza zgraną manipulację rządu PiS: jeśli wprowadzimy stan nadzwyczajny…

View original post 581 słów więcej

 

Senator PiS idiota. Kto? Niejaki Jackowski

Profesor Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego – prawnik Jerzy Zajadło o wypowiedzi senatora PiS Jana Marii Jackowskiego.

Jackowski bronił w ostatnim czasie swojej partii za zmiany wprowadzane w sądach. Jak najbardziej potrzebna jest ustawa dyscyplinująca sędziów. Odbieram cały szereg sygnałów od wyborców zniesmaczonych tym, co niektórzy sędziowie wyprawiają. Tak odbierają to ludzie. Zamiast rozstrzygać ich sprawy, to wiecują w sprawie swoich nadzwyczajnych przywilejów, które mają jako sędziowie. Tak to odbiera opinia publiczna. A już udział redaktora Najsztuba w marszu tysiąca tóg był jak obelga dla tych ludzi, którzy czują się pokrzywdzeni przez wymiar sprawiedliwości, bo został potraktowany wyjątkowo lajtowo w ocenie opinii publicznej przez sąd za to, co zrobił – mówił Jackowski w rozmowie z dziennikiem Fakt”.

Senator PiS-u deklarował także że informację przekazane przez Kancelarię Sejmu ws. list poparcia dla kandydatów do KRS są już wystarczające. – Opozycja chce prowadzić politykę hejtowania osób, które się podpisały. Te listy pokazują, że zostały spełnione kryteria ustawowe, ponieważ wszyscy kandydaci, którzy zostali członkami KRS mieli stosowane poparcie.

Na temat Jackowskiego wypowiedział się prof. Jerzy Zajadło.

– Panie Senatorze Janie Mario Jackowski. O polityce się nie wypowiadam, nie znam się, ale jeśli idzie o kwestie prawne, to Pan jesteś zwyczajnie idiotą, bredzisz Pan. A teraz możesz mnie Pan pozwać do sądu za naruszenie dóbr osobistych, chętnie się stawię próbując udowodnić, że mam rację – napisał uczony na swoim Facebook’owym profilu.

Prof. Zajadło skomentował także dzisiejsze zachowanie prezesa Sądu Rejonowego w Olsztynie Macieja Nawackiego, który podarł pismo sędziów apelujących o przewrócenie do pracy sędziego Pawła Juszczyszyna.

– Patrzę na manifestację olsztyńskich sędziów w TVN24 i taka ogromna, budująca satysfakcja przychodzi mi na myśl: Nawacki – słowosędzio nie chce mi przejeść przez gardło, jesteś sam lub prawie sam, po czubek głowy w szambie, poza granicą i normalnego prawa, i elementarnej przyzwoitości! Jednak jak patrzę w historię, to prawo często ustępowało przed siłą, ale najczęściej tylko na krótko. Nawacki, pamiętaj o tym. Nawacki, to jak w staropolskiej encyklopedii – prowadziłeś wprawdzie z urzędu zgromadzenie olsztyńskich sędziów, ale koń, jaki jest, i tak każdy widzi.

(Podarcie propozycji sędziowskiej uchwały– Już tylko z tego powodu okazał się prawniczą moralną kanalią. A teraz możesz mnie Nawacki pozwać do sądu za naruszenie dóbr osobistych, chętnie się stawię próbując udowodnić, że mam rację. To nie będzie trudne – stwierdza prof. Jerzy Zajadło.

Kmicic z chesterfieldem

Andrzej Duda kompromituje imię Polski. Nie dość, że jest niesamodzielny (złamas), to wybitnie arogancki, stroi się  hardość, a to tylko przydupas Kaczyńskiego.

Ktoś taki jest żałosny, bez godności, potrafi tylko klęczeć przed funkcjonariuszami od Niebytu boga.

Dudzie nie podoba się porządek demokratyczny, a może nawet nie wiedzieć, czym jest demokracja w klasyczne politologii. Prezes każe, Duda daje dupy. I wcale nie jest to gra słów, żonglowanie onomatopeją, to jest Nikt.

Takim alegorycznym „Niktem” w algebrze jest zero, a w polityce Zbigniew Ziobro, bez większego wykształcenia prawnego, chciał kiedyś aplikować na jeden z zawodów prawniczych i ancymonkowi się nie udało.

Mamy w Polsce problem z ancymonkami, które obsiadły urzędy, jak kwoki na grzędzie i wysiadują swoje zbuki.

Polska jest zasmrodzona tymi zbukami, politycznymi zbokami.

To kolejne wystąpienie Dudy w kampanii prezydenckiej, w którym z gorliwością firmuje zmiany w sądach forsowane przez większość rządzącą, a winę za politykę rządu przerzuca na „zagranicę”…

View original post 391 słów więcej

 

Kołtun Elżbieta Witek

Kmicic z chesterfieldem

Wchodzimy w decydujące momenty dla naszego kraju. Albo demokracja w Polsce powróci do obowiązujących standardów w Unii Europejskiej, albo nastąpi to, co najgorsze – Polexit, a w jakiejś perspektywie utrata niepodległości.

PiS zniszczył nam ojczyznę, jest jednak ona do odbudowania, myślę o prestiżu i godnym miejscu w Europie.

Skierowanie przez Komisję Europejska do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu o zastosowanie  wstrzymania w Polsce działania ustaw sądowniczych, które są kagańcem na wolność władzy sądowniczej, są radykalnym krokiem Brukseli.

Sytuacją mamy albo-albo. Albo demokracja, albo autokracja.

„Komisja zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości UE o zarządzenie środka tymczasowego ws. reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – ogłosiła KE po spotkaniu komisarzy 14 stycznia. Środkiem ma być zawieszenie funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej SN. „Jeśli TSUE się zgodzi, postępowania w Izbie powinny zostać wstrzymane” – tłumaczy dr hab. Piotr Bogdanowicz z UW.

„Kolegium komisarzy dało zielone światło służbom prawnym Komisji, by wnioskowały do TSUE o zarządzenie tzw. środka…

View original post 558 słów więcej

 

Cudowna Olga Tokarczuk

Kmicic z chesterfieldem

Dlaczego PiS-owi podoba się instytucja Rechtsbeugung? Przy pewnej interpretacji nadaje się wręcz modelowo do politycznego sterowania wymiarem sprawiedliwości i tak też niekiedy była wykorzystywana w niemieckiej historii

Obecnie rządzący mają pewną dziwną manierę – dokonują w polskim systemie prawa pewnych, niekiedy bardzo kontrowersyjnych zmian, a następnie próbują na siłę udowodnić, że są to rozwiązania powszechnie stosowane w innych państwach europejskich. Takie uzasadnienie ma jakby dodatkowo legitymizować racjonalność tych legislacyjnych propozycji, a zwłaszcza podkreślać ich rzekomą zgodność z europejską kulturą prawną.

Zupełnie abstrahuje się jednak przy tym od tylko pozornego podobieństwa tych propozycji do regulacji przyjętych w innych państwach, a przede wszystkim od kontekstu tradycji i kultury politycznej, w których one tam funkcjonują.

Typowym przykładem było stworzenie nowego systemu kreacji sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa (słusznej nazywanej przez większość środowiska prawniczego neo-KRS), a w konsekwencji także do pewnego stopnia nowego systemu nominacji sędziów i oceny ich orzecznictwa.

Ostatnio ta perwersyjna implantologia…

View original post 2 529 słów więcej

 

Lech Wałęsa powinien być na defiladzie jako kamień milowy naszej niepodległości

>>>

>>>

„Chciał wypaść inteligentnie – a wyszło jak zawsze” – tak najkrócej można skomentować ostatni błysk myśli ministra Mariusza Błaszczaka. Siedząc w pewnym radiu znanym z miłości bliźniego, minister rządu RP nazwał uczestniczących w poznańskim Marszu Równości „sodomitami”.

Słowo o dużej wadze gatunkowej, uwielbiane przez polską prawicę, zdawałoby się wskazuje na biblijne oczytanie ministra. I wiadomo o jaki grzech chodzi, prawda?

Otóż, jak to zawsze z PiS-em bywa – to głęboka nieprawda.

Historia o zniszczeniu Sodomy i Gomory to w Biblii krótka przypowieść, dość marginalna nawet w samej księdze Genesis. Lot, bratanek Abrahama, zamieszkał z rodziną w Sodomie. Bóg postanowił Sodomę ukarać za jej, niewymieniony z nazwy, grzech (18:21). Pan wysłał posłańców – dwoje aniołów – aby zbadali, czy aby na pewno jest tak źle jak przypuszczał. Lot przyjął aniołów i zaprosił ich do domu. Na wieść o tym, mężczyźni Sodomy (w tym zięciowie Lota) zgromadzili się przed jego domem i zażądali aby im ich wydał – chcieli gości zbiorowo zgwałcić (19:5). Lot próbował ratować gości, i zamiast aniołów zaproponował mieszkańcom własne córki. Przeczytajmy uważnie: zaproponował im dziewczynki młodsze niż 12-letnie, do zbiorowego gwałtu. Ta wstrząsająca propozycja była desperacką próbą otrzeźwienia mieszkańców i wskazania im, że ich czyn jest potworny. Męscy mieszkańcy Sodomy uwzięli się jednak i chcieli publicznie i zbiorowo zgwałcić gości Lota. Historia kończy się cudownym uratowaniem Lota, jego rodziny (w tym dziewczynek) i gości, po czym Bóg niszczy Sodomę i Gomorę, o której grzechu nie wiemy dosłownie nic.

Męscy mieszkańcy Sodomy uwzięli się jednak i chcieli publicznie i zbiorowo zgwałcić gości Lota. Historia kończy się cudownym uratowaniem Lota, jego rodziny (w tym dziewczynek) i gości, po czym Bóg niszczy Sodomę i Gomorę, o której grzechu nie wiemy dosłownie nic.

Uważna lektura przypowieści wskazuje wyraźnie, że rzekomy wątek homoseksualny jest tutaj nieistotny: w zbiorowym gwałcie uczestniczą „wszyscy mężczyźni” (19:5), w tym zięciowie, a więc heteroseksualiści. Lot proponuje im w zamian, bezskutecznie własne małoletnie córki. Jak zresztą wiemy na podstawie badań psychologicznych – w gwałcie chodzi nie seks jako taki, ani o seks z mężczyznami (chodzi przecież o anioły!), ale o władzę. Mężowie Sodomy, chcą pokazać bezbronnym przybyszom, kto ma władzę, a kto jej nie ma. Chcą upokorzyć gości – zbiorowo, publicznie ich gwałcąc. Bo nic nie upokarza mężczyzny tak, jak bycie potraktowanym przez innego mężczyznę jak kobieta.

„Grzech Sodomy” jest w oczach Biblii grzechem potwornym, bo chodzi nie tyle o taką czy inną odmianę seksu między mężczyznami, ale o pogwałcenie świętego prawa gościnności przez gospodarzy. I publiczne upokorzenie bezbronnych.

Tak też właśnie „grzech Sodomy” interpretuje Biblia w trzech (aż trzech!) pozostałych przypadkach, gdy go wymienia. W księdze proroka Ezechiela 16:48 Bóg wyraźnie nazywa grzech Sodomy grzechem „pychy” gdyż jego mieszkańcy „nie wspomagali biednych i tych w potrzebie.” W Ewangelii Mateusza 10:14-15 Jezus ostrzega, że miasta które nie przyjmą, albo źle przyjmą, jego uczniów i nauczanie zostaną potraktowane w dniu Sądu Ostatecznego gorzej niż Sodoma (i Gomora). Zero fiksacji na temat seksu. O nim, jako o przyczynie zniszczenia Sodomy wspomina tylko List Judy 1:7 – ale warto tutaj przypomnieć, że w historii w Genesis 19 mówimy nie o seksie dobrowolnym, ale o zbiorowym gwałcie przez heteroseksualnych mężczyzn, jako o sposobie „przyjęcia” gości.

Tyle Biblia i jej wykładnia. Za wyjątkiem Listu Judy, „grzech sodomii” to brak gościnności, o obojętność wobec biednych i tych potrzebie. W Liście Judy – to używanie seksu do upokarzania innych, słabszych i w potrzebie i przez to budowanie swojego ego.

A zatem cytując pisarza Jacka Dehnela – jedynym sodomitą w czasie wywiadu w radiu był minister Błaszczak.

Człowiek który razem z podłą sodomitką Beatą Szydło rozpętał kampanię nienawiści wobec uchodźców: ubogich, ludzi w potrzebie, wdów, sierot. Ludzi, o których Biblia kilkadziesiąt przypomina nam, że mamy obowiązek ich chronić, pomagać, wspierać, udzielić gościny. Człowiek który uchodźcami straszył, a nie im pomagał.

Sodomitą jest Błaszczak et consortes, którzy odmówili wiz dla ośmiu sierot z Aleppo, bo rzekomo mogły być „zagrożeniem terrorystycznym”. Sodomitą jest Kaczyński, który takiego podłego człowieka trzyma, promuje, i pozwala sączyć ten podły, nienawistny jad.

„Parada Sodomitów” nie miała miejsca w sobotę w Poznaniu. Prawdziwą paradę sodomitów zobaczymy zapewne, gdy rząd i parlamentarzyści PiS zameldują się w świetle kamer na modłach. Będą się chwalić jakim to wielkim, potężnym państwem jest budowana IV RP, i jak wiele mogą, i jak to mogą pokazać bezbronnym i „innym” gdzie jest ich miejsce. Publicznie tych „innych” upokorzyć, zohydzić, odebrać człowieczeństwo. Zupełnie jak mieszkańcy Sodomy kilka tysięcy lat temu.

Tak, jutro w dniu pewnej Żydówki-uchodźczyni, zobaczymy jeden wielki pokaz Polaków-sodomitów. I nie będzie wśród nich żadnego zdeklarowanego geja!

Schetyna: Za 2 lata, po zwycięskich wyborach samorządowych, 15 sierpnia 2020 będziemy wszyscy razem

Za dwa lata w innej rzeczywistości politycznej, po wygranych, zwycięskich wyborach samorządowych i parlamentarnych, będziemy w stanie zorganizować te wybory w taki sposób, że wszyscy staniemy obok siebie. Nie będzie różnych uroczystości. Nie będziemy tego dnia pamięci 15 sierpnia czcić osobno, czy przeciwko sobie tak jak jest dzisiaj. Będziemy wszyscy razem za dwa lata, 15 sierpnia 2020 roku – mówił Grzegorz Schetyna podczas briefingu prasowego przed pomnikiem Piłsudskiego w Warszawie.

Z okazji Święta Wojska Polskiego chciałabym wszystkim żołnierzom podziękować za ich służbę, jednocześnie życzyć im mądrego dowództwa, również cywilnego. Dobrego uzbrojenia, którego im brakuje. Ale przede wszystkim to święto , kolejne podzielone święto pokazuje jak ukradziono nam wspólnotę. Chcemy, żeby święto 2020 roku to była już wspólnota, którą odzyskamy – dodawała przewodnicząca Nowoczesnej, Katarzyna Lubnauer.

Jeśli myślę o Defiladzie Niepodległości, to powinien w niej być Lech Wałęsa – jako osobny kamień milowy w rozwoju i utrzymywaniu Siły Niepodległości. ✌️

Earl drzewołaz

Prof. Jerzy Zajadło o trzech latach „dobrej zmiany”. Z grubsza 27:1.

Kurewstwo jakie prezentuje towarzysz Sekretarz KC PZPR Marek Król (obecnie publicysta „Sieci” i ekspert TVP info) przekracza wszelkie granice. To moralne dno!!!

Rosyjska partia w Polsce czyli PiS wykonała swoją robotę. Die Welt: Europa Środkowa zagraża jedności UE.

Polacy, Czesi i Węgrzy tęsknili długo za zjednoczoną Europą. Wyrazicielami tej tęsknoty byli pisarze i artyści. Teraz Europa Środkowa stała się bastionem nieliberalnej demokracji zagrażającym europejskim wartościom

Autor eseju „Europa Środkowa jest martwa” Wolf Lepenies rozpoczyna swój wywód od przypomnienia, że tęsknota za zjednoczoną Europą była w okresie powojennym szczególnie silna wśród pisarzy, artystów i naukowców w Europie Środkowej i że to właśnie oni odegrali kluczową rolę w „przełomach roku cudów” – roku 1989. To dzięki nim proces jednoczenia Europy przebiegał w atmosferze „pasji i patosu” i oparty był na świadomości wspólnych wartości.

„Dziś Europa Środkowa stanowi zagrożenie dla jedności Unii…

View original post 1 600 słów więcej

Krystyna Pawłowicz leży na zakręcie

Prof. Jerzy Zapadło o wymianie zdań w mediach społecznościowych poseł Krystyny Pawłowicz z prof. Marcinem Matczakiem.

Można się tylko dziwić temu, że Krystyna Pawłowicz, nie dorastająca ani intelektem, ani kulturą osobistą do pięt prof. Marcinowi Matczakowi, odważyła się zabrać głos … W sobie tylko właściwym, straganiarskim stylu postanowiła zakwestionować wiedzę i autorytet popularnego eksperta przekonując, że pojawił się nagle, zapewne po jakiejś prywatnej wyższej szkoły zawodowej…

Zrobiła to po programie „Tak jest” w TVN24, w którym na temat obecnej sytuacji w Sądzie Najwyższym starli się rzecznik przejętej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa Maciej Mitera oraz prof. Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego. Było gorąco…

W portalach społecznościowych popularnością cieszyły się fragmenty rozmowy, w których internauci podkreślali, jak ekspert miażdżył argumenty rzecznika Mitery. Niezwykle celne riposty, zmuszające wybranego przez większość sejmową członka KRS do podania konkretów, w miejsce kłamliwych uogólnień pokazały dobitnie, że dziś ten konstytucyjny organ stał się taką samą atrapą, jak Trybunał Konstytucyjny.

W tej sytuacji na pomoc koledze z KRS ruszyła posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz. Efekt nie trudny był do przewidzenia

Prof. Matczak podziękował jej za nietytułowanie go profesorem, bo gdy obserwuje jej zachowanie w przestrzeni publicznej, to wstyd mu używać tego samego tytułu, jaki czasem używany jest wobec niej.

W odpowiedzi PiS-owska funkcjonariuszka postanowiła obrażać… Stwierdziła, że nie zna samego prof. Matczaka, jak i jego dorobku naukowego. Przekonywała również, że nie wierzy w to, by czegokolwiek nauczał, a jego popularność wynika wyłącznie z nienawiści, jaką okazuje wobec rządzących. Jej zdaniem właśnie za to opozycja go lubi i mu płaci.

„Czy to ten, co razem z Gasiuk-Pihowicz studiowali w Akademii 1-Majowej i w Lasach Kabackich…?” – pytała bezczelnie.

Tego, co nastąpiło Pawłowicz z pewnością się nie spodziewała. Prof. Matczak powiedział wprost: „Nie zna Pani mojego dorobku, bo jest Pani po prostu nieoczytana. I źle wychowana, mówiąc o rozmówcy w trzeciej osobie. Ale, jak pisałem, chamstwo jest częstą strategią prawicowych polityków.”

I tak Pawłowicz zderzyła się… z lokomotywą, ale czy poczuła? Można wątpić.

>>>

Cenzura, szkalowanie, ośmieszanie Polski i wepchnięcie w łapy Kremla

„W związku z narastającą falą agresji przeciwników koncertu, wobec tworzenia podziałów wśród mieszkańców, coraz bardziej napiętej atmosfery, wywieranych na nas nacisków, wielu kłamstw i oszczerstw, którymi zostaliśmy potraktowani, krzywdy, jaką wyrządza się zwykłym ludziom, mieszkańcom naszego miasta – wobec zwykłej nagonki na nas jako organizatorów festiwalu, a również na władze miasta zdecydowaliśmy się wycofać z organizacji w tym roku Metal Doctrine Festiwal w Piekarach Śląskich” – napisali organizatorzy imprezy. Miała się ona odbyć pod koniec lipca
(„Poseł i wojewoda z PiS oraz księża chcą odwołania koncertu w Piekarach Śląskich”). Według przedstawicieli PiS i Kościoła, zespoły metalowe, które miały wystąpić na festiwalu głoszą idee satanistyczne. Największy sprzeciw budził zespół Kat & Roman Kostrzewski.

Prezydent Piekar Śląskich Sława Umińska-Duraj próbowała mediować między przeciwnikami imprezy a jej organizatorami i zaproponowała spotkanie. Ani księża, ani wojewoda, ani poseł PiS Polaczek nie chcieli wziąć w nim udziału. – „Żałuję, że żadna ze stron, która protestowała przeciw organizacji koncertu, nie chciała usiąść do stołu rozmów i spróbować wypracować rozwiązanie, które z jednej strony spełniałoby oczekiwania młodzieży, z drugiej nie urażało niczyich uczuć religijnych czy patriotycznych” – podsumowała fiasko swoich usiłowań.

Krzysztof Turzański, zastępca prezydent miasta, w rozmowie z onet.pl powiedział, że rozumie decyzję organizatorów. – „Trudno się dziwić młodym ludziom, którzy poświęcają swój czas i angażują się w organizację koncertu, że go odwołują po takiej fali ataków i „ciepłych słów”, jakie zostały skierowane w ich stronę. W zeszłym roku koncert się odbył i nie wzbudził żadnych emocji, w tym roku emocje wzbudzają jedynie wybory i to jest powód całej awantury. Niepokoi mnie natomiast to, że działacze PiS chcą wracać do czasów cenzury, bo nie chodzi tu już jedynie o koncert metalowy, ale także inne imprezy rozrywkowe, między innymi disco polo, które uznali za niegodne. Co dalej? Cenzura kina, które właśnie powstaje w mieście, przedstawień teatralnych, a na końcu publiczne palenie literatury? To kompletna paranoja” – podsumował wiceprezydent Piekar Śląskich.

>>>

Jarosław Kaczyński zabrał głos po spotkaniu Komitetu Politycznego PiS. – Ci którzy pracują w spółkach są przez nas szanowani, ale nie będą kandydowali w wyborach na żadnym szczeblu samorządu – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości. – Nie idzie się do polityki dla pieniędzy – dodał.

– Zapadła decyzja, zgodnie z naszymi deklaracjami, które składaliśmy już niejednokrotnie i które ja składałem. Do polityki nie idzie się dla pieniędzy, ci którzy funkcjonują w spółkach, są przez nas szanowani, jeżeli dobrze wykonują swoje obowiązki, ale nie będziemy łączyć tych dwóch funkcji. To znaczy, że te osoby nie będą kandydowały na żadnym szczeblu samorządu – powiedział szef PiS w przerwie obrad władz partii.

Jarosław Kaczyński pojawił się publicznie pierwszy raz od swojego pobytu w szpitalu.

Pierwsza tura wyborów samorządowych może się odbyć w jedną z trzech niedziel: 21 października, 28 października lub 4 listopada br. W wyborach wybierzemy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a także rady gmin i powiatów oraz sejmiki województw. Kampania wyborcza rozpoczyna się w dniu zarządzenia wyborów.

Dziś po południu zebrał się Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości.W spotkaniu, poza prezesem partii, uczestniczyli też m.in.: wicepremierzy – Beata Szydło i Piotr Gliński, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, szef MSWiA Joachim Brudziński, szef klubu PiS, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, rzeczniczka partii, wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek, szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska oraz wiceprezes partii, b. minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.

Wcześniej rzeczniczka PiS Beata Mazurek informowała, że podczas posiedzenia członkowie Komitetu będą m.in. podejmować kolejne decyzje w sprawie wyborów samorządowych, które mają odbyć się tej jesieni.

Pod koniec kwietnia prezes PiS Jarosław Kaczyński zaprezentował kandydatów Zjednoczonej Prawicy na prezydentów miast wojewódzkich. W maju Komitet Polityczny PiS zaakceptował ponad 40 kandydatur na prezydentów niektórych mniejszych miast; następnie w czerwcu kolejnych 29.

Pierwsza tura wyborów samorządowych ma się odbyć jesienią, w jedną z trzech niedziel: 21 października, 28 października lub 4 listopada. W wyborach wybierzemy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a także rady gmin i powiatów oraz sejmiki województw.

„Jeżeli nie nastąpi jakiś dramatyczny zwrot, to obóz rządzący, PiS po prostu o Sąd Najwyższy się rozbije. Prezes Gersdorf ma za sobą powagę Konstytucji, czyli ona może odwołać się nie do przekonania, tylko do jednoznacznego przepisu prawnego, nadrzędnego nad ustawą. Sędziowie Sądu Najwyższego to są ludzie, którzy stwierdzili: nie ustąpimy ani o milimetr, ale nie szukamy czołowego starcia. Ja to porównuję do sytuacji, kiedy pojazd PiS-u skręcił wbrew zakazowi w ulicę jednokierunkową, a z naprzeciwka jedzie Sąd Najwyższy i grozi zderzenie czołowe. Prezydent, uznając decyzję pani prezes co do zastępstwa pana sędziego Józefa Iwulskiego, wjechał w związku z tym na chodnik. Sąd Najwyższy też wjechał na chodnik, żeby minimalizować ryzyko zderzenia czołowego” – powiedział Ludwik Dorn w TVN24.

Zdaniem byłego marszałka Sejmu, sędziowie SN wyciągnęli wnioski z błędów prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego. – „Postępują stanowczo, elastycznie i zręcznie, ale jednocześnie w sposób całkowicie pozbawiony awanturnictwa, prowokowania. Wyciągnęli wnioski z błędów, jakie popełnił prezes Rzepliński, który nie dopuścił dublerów do orzekania, ale uznał ich jako sędziów nieorzekających, czyli wpuścił lisy do kurnika i pojawiła się taka szczelina, a w takiej sytuacji jak pojawia się szczelina, to tak, jak przy powodzi, najpierw jest mały strumyczek, a potem wielka wyrwa” – stwierdził Dorn.

Uważa też, że niezwykle istotne są dla sędziów protesty obywateli i te z lipca ubiegłego roku, i te, które odbywają się obecnie. – ”To szalenie podbudowało moralnie sędziów. Oni wiedzą, że to, co robią, jest dla znacznej części społeczeństwa ważne” – podkreślił.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o kłamstwach PiS.

PiS kłamie i fantazjuje, a i tak miłość „ludu” do tej partii kwitnie.

Piątek – dzień jak każdy. Jedni od rana spieszą do pracy, inni już w urlopowych nastrojach, pakują się na wakacje i snują plany miłego odpoczynku. Zakupy, spotkanie ze znajomymi, jakaś knajpka, kino… Ot, toczy się nam codzienność, taka zwyczajna. A tymczasem pod pozorem tej normalności zżera nas robak głupoty, która znowu stała się dominująca. Znowu decyduje o przyszłości Polski i, nie ukrywam, mocno zatrważa.

Obecna władza staje na uszach, by zrobić nam, obywatelom, „wodę z mózgu”. Gdzie się tylko da, opowiada bajeczki, mataczy, wciąż przekonana, że naród i świat to kupi. Słucham, patrzę i własnym oczom, uszom, nie wierzę. Co w nas siedzi, jeśli wciąż ślepo zapatrzeni, uznajemy „pisowskie” bajanie za prawdę? Życie podtyka nam pod nos dowody na kłamstwa i manipulację, ale co tam. Jest jak jest, czyli po prostu wspaniale.

Najpierw przez ponad półtora roku politycy PiS wciskali nam kit, jak to broniąc Polski przed uchodźcami, wydajemy olbrzymie pieniądze, by pomóc im tam, na miejscu, gdzie wegetują w obozach, czekając na lepsze jutro. Elektorat PiS był taki dumny. Polska bezpieczna przed zarazą (czyli imigrantami), ale serce nasze iście chrześcijańskie, bo przecież sypiemy kasą, mocno pracujemy, by los tych biedaków odmienić na lepsze. Po czym nagle, w styczniu, nowy premier, znalazł fuchę dla zbijającej do tej pory bąki w Radzie Ministrów Beaty Kempy. Została ministrem odpowiedzialnym za sprawy dotyczące pomocy humanitarnej. No i nagle ruszyła kobieta z kopyta w teren, by wpaść do kilku obozów dla uchodźców i na miejscu zorientować się, co im potrzeba i ile kasy ta pomoc będzie kosztowała. Przy okazji załatwiła sobie niezłe wakacje, bo na pewno zatrzymywała się w dobrych hotelach, wpadła na jakąś plażę, by się zrelaksować i nieco opalić, latała wypasioną klasą. Jak więc ta pomoc wyglądała wcześniej, gdy nikt z rządu tego typu rozeznania nie zrobił? Wydaje się, że było to tylko puste gadanie, które miało uśpić naród i sumienie.

Złotousty prezydent Duda też wpisuje się idealnie w „pisowskie bajeczki”. Niby broni jak lew polskiej praworządności, a na każdym kroku pokazuje, że jest prawnikiem z dolnej półki, bo jego walka ma się nijak do zasad prawa, obowiązujących w Polsce. Konstytucja to dla niego jakiś tam skrawek papieru. Omija ją szerokim łukiem, bo wie lepiej, co i jak.

Buja nawet w sprawie Sądu Najwyższego. Profesor Gersdorf wyznaczyła na czas swej ewentualnej nieobecności zastępcę, sędziego Józefa Iwulskiego, co bardzo nie spodobało się prezydentowi. Ogłosił więc wszem i wobec, że to on wybrał pana Iwulskiego, by przejął funkcję pani profesor i oczywiście, święcie wierzy, że lud to kupi. Niestety, ma rację. Ślepa wiara „pisowskiego” ludu w swoją partię ma się świetnie i nie jest dla niego ważne, iż sędzia Iwulski nie miał pojęcia, że spotkał się z panem Dudą i doszło do jakiś tam ustaleń.

Podobnie funkcjonuje „pisowska” policja. Rota ślubowania zaczyna się od słów: – „Ja, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, świadom podejmowanych obowiązków policjanta, ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia”. Wyraźnie widać więc, co powinno być dla naszej policji priorytetem, prawda? A jednak oddała ona serce i duszę obecnej władzy, prześladując i ścigając tych, co to w obronie Konstytucji występują. Zupełnie jakby z pełną świadomością wykreślili ten zapis ze swojej roty, podpisując się pod tym, który mówi o dochowaniu „wierności konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej, przestrzegać dyscypliny służbowej oraz wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych”.

PiS osiągnęło mistrzostwo w omijaniu Konstytucji, załatwiając swoje sprawy ustawami. W ich mniemaniu jest to bardzo sprawiedliwe i praworządne, a ja zastanawiam się nad jednym. Jeśli Konstytucja jest nic nie warta, to czy ślubowanie na takie byle co, podejmowanie w zgodzie z nią pracy parlamentarzysty ma swoją ważność? Wydaje mi się, że nie i w tej sytuacji zapewne cały Sejm i Senat, rząd i prezydent nie mają prawa do pełnienia swoich funkcji, bo nie zostały do końca dopełnione formalności.

Kolejną „perełką” było wystąpienie w Strasburgu premiera Morawieckiego. Ależ dał popis hipokryzji i kłamstwa. Mistrz nad mistrze! Broniąc ustawy o Sądzie Najwyższym, tak pięknie powoływał się na walkę z postkomuną, swoje dokonania w latach 80–tych, umiłowanie demokracji i praworządności. Mówiąc o sędziach, którzy skazywali w czasach PRL działaczy opozycyjnych na długie lata więzienia, nie potrafił nawet wymienić ich z imienia i nazwiska. I tak sobie fantazjował, ale okazało się, iż europarlamentarzyści, choć są daleko, mają zdecydowanie większą wiedzę w tym temacie od elektoratu prezesa Kaczyńskiego i jego partii. Nie dali się nabrać, a nam pozostał tylko wstyd…

Dodajmy do tego kłamstwo o „wstawaniu Polski z kolan”. Właśnie widać, jak Europa i świat padają z zachwytu nad obecną polityką Polski. W UE praktycznie już się nie liczymy. Przestaliśmy być też liderem państw Europy Środkowo-Wschodniej, z którego zdaniem bardzo się liczono. Ośmieszyliśmy się znowelizowaną ustawą o IPN, a teraz gdy odchodzimy od zapisu karania za brzydkie mówienie o Polsce, argument, że tak naprawdę chodziło nie o sam zapis jako taki, ale o to, by o Polsce było głośno, to już kompletna bzdura i kompromitacja tego rządu.

Sukcesy PiS w ich Programach Plus to też szczyt zakłamania i hipokryzji. Mieszkania Plus okazują się droższe od tych, które można sobie wynająć na wolnym rynku, 500 Plus to idealna inwestycja dla wielu cwaniaczków, którzy doją nasze kieszenie równo, Senior Plus szybciej wykończy biednego emeryta niż da mu te nieszczęsne darmowe leki.

Mogłabym jeszcze długo i dużo. O przeinaczaniu historii, o zakłamywaniu relacji z państwami, z którymi sąsiadujemy, o pojawianiu się nowych „bohaterów”, których mamy czcić, choć nic takiego nie zdziałali, o wspaniałym rozwoju gospodarczym, ale chyba wystarczy już tych przykładów. Może więc ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem tylu Polaków wciąż wierzy PiS-owi. Są robieni, podobnie jak i my, totalnie w konia i jakoś im to wcale nie przeszkadza. Wciąż będą bronić swoich idoli. Wciąż będą stać za nimi murem. Zupełni, zupełnie tego nie łapię…

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Janie Pietrzaku.

„Ucho prezesa” zostało przechwycone przez Jana Pietrzaka. I nie dziwota, twórca „Kabaretu pod Egidą” w klocki, jak układać się z władzą jest mistrzem. W PRL-u miał glejt koncesjonowanej opozycji kabaretowej, pod władzą PiS został pupilkiem. Wyżej w tej materii się nie podskoczy. Jego „Towarzystwo Patriotyczne” dostało od Fundacji PZU 600 tys. zł (plus 400 tys. wcześniej) na realizację „Stu żartów na stulecie”.

Producent oryginalnego „Ucha prezesa” Showmax od nikogo szmalu nie dostał, a musiał przecież płacić honorarium Robertowi Górskiemu i Kabaretowi Moralnego Niepokoju. Przyglądając się Górskiemu, można wątpić co do jego wizerunkowych możliwości. Marny z niego prezes PiS en face i z profilu, a Pietrzak w tej chwili bez charakteryzacji może jeszcze długo odgrywać Kaczyńskiego po chorobie kolana, a nawet po cięższych przypadłościach.

W „Uchu prezesa” produkcji Pietrzaka widzę rolę dla ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, który jest autorem złotej myśli, której nie powstydziłby się twórca „Zielonego Balonika” Tadeusz Boy-Żeleński. Ba, Szumowski to Stańczyk PiS, Szumowski stwierdził, że in vitro i antykoncepcja to pogwałcenie Dekalogu.

Szumowski był łaskaw podpisać swego czasu deklarację wiary, której symbolem jest właśnie Dekalog. I teraz ten minister od boskich boleści ma problem do rozwiązania – jego ministerstwo i rząd PiS zerwali porozumienie z lekarzami rezydentami. Chodzi o „Ustawę 6%”, która nie uwzględnia poprawek lekarzy, a które były clou porozumienia kończącego protest. Lekarze rezydenci nie mają innego wyjścia, jak wznowić presję protestacyjną, piszą: – „Czeka nas w najbliższym czasie fala protestów i strajków w ochronie zdrowia. Przepraszamy pacjentów za to, co nastąpi. Wszystkie inne sposoby zawiodły. Nie możemy już inaczej walczyć o normalność w systemie opieki zdrowia w Polsce”.

Lekarzy rezydentów rząd PiS wydymał, jak i niepełnosprawnych – i z tego gwałtu, jak zwykle w tej partii – owocem są zwyrodnienia. Takie zwyrodnienie mamy szansę dojrzeć w owocu „światłej” myśli tatusia premiera Kornela Morawieckiego, który chciałby „prosić prezydenta Putina, że jeśli dzieją się u nas jakieś zmiany, wybory, by zrobił gest otwartości w stosunku do Polaków”.

Ta prośba do Putina to owoc zwyrodniałej przyjaźni z Viktorem Orbanem, który jest bliskim przyjacielem Putina. PiS jest więc na drodze, iż prędzej czy później musi dojść do otwartej zależności od Kremla, jeżeli jest się na wojnie z Zachodem, z Unią Europejską. Jasne, iż tatuś Mateusza Morawieckiego to czystej wody targowiczanin, w grobie przewracają się Józef Piłsudski i Jerzy Giedroyc. Na naszych oczach rodzą się targowiczanie – odpowiednicy Szczęsnego Potockiego i Ksawerego Branickiego.

A swoją drogą ciekawy byłby odcinek „Ucha prezesa”, w którym odgrywający Kaczyńskiego Pietrzak leży na łóżku szpitalnym, chore kolano ma podwieszone na wyciągu i śpiewa czastuszkę na nutę „Żeby Polska”.
„Odrodzenie państwa w drodze!
Już nie grozi nam agonia!
(…)
Oj ra! Oj ra! Rodina Sowieckaja!
Oj ra! Oj ra! Rodina Sowieckaja!”
(tekst Jacka Kaczmarskiego)

Kabaret Pietrzaka będzie wszak transmitował Jacek Kurski na falach TVP. Braki publiczności – jak w Opolu – wypełnią z naboru pisowscy pacjenci. A czy to będzie przy Szaserów, czy w Tworkach, jest drugorzędne. Za milion złotych można podrzucić nie takie kukułcze jaja.

>>>

PiS zmierza z nami na pokładzie ku katastrofie. Rozpirzyć nas chcą

Prof. Jerzy Zajadło odniósł się do retoryki rządu i prezydenta ws. Sądu Najwyższego.

Mecenas Piotr Schramm w jednym przedziale już nigdy z Dudąm nie usiądzie.

Od tygodnia mówi się o tym, że prezes PiS Jarosław Kaczyński musi przejść kolejną operację kolana. Jak donosi „Super Express”, po niej czeka go nawet kilka miesięcy rehabilitacji.

Z informacji dziennika wynika, że kolejna operacja stawu kolanowego przeciąga się – wszystko przez „stan zapalny w kolanie i infekcję bakteryjną”. Zabieg jest jednak konieczny i niedługo ma zostać wykonany.

Ile przerwy czeka Jarosława Kaczyńskiego?

Po operacji prezes PiS będzie musiał odbyć mozolną rehabilitację, która może potrwać nawet kilka miesięcy. Na razie nie wiadomo, czy to oznacza też dłuższą rozłąkę z ławą poselską.

Obecnie Jarosław Kaczyński dochodzi do siebie po wcześniejszej operacji. W maju, pytany o stan zdrowia prezesa PiS, Adam Bielan mówił: – Istnieją telefony, jest odwiedzany przez najważniejszych polityków więc pracuje cały czas, przypominam, że nie jest tancerzem, nie jest piłkarzem, więc nie potrzebuje kolana do pracy.

Jarosław Kaczyński – kiedy wróci do polityki?

W tej samej wypowiedzi Bielan podkreślał, że dla partii najważniejsze jest, żeby uraz kolana prezesa PiS nie odnawia się w przyszłości. – Wolelibyśmy, żeby był dłużej w szpitalu i porządnie się wyleczył, niż żeby wyszedł przedwcześnie – podkreślił Adam Bielan.

W miejscowości Sakówko nieopodal Pasłęka w województwie warmińsko-mazurskim rozbił się myśliwiec Mig-29. Niestety, jego pilot zginął.

Do katastrofy samolotu  Mig-29 doszło przed godz. 2 w nocy. Na razie nieznane są jej przyczyny. Dyżurny Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Krzysztof Sobków potwierdził agencji IAR, że pilot zginął.

Samolot uderzył o ziemię i zapalił się. Pilot zdążył się katapultować, ale został znaleziony martwy kilkaset metrów od wraku maszyny. Straż pożarna ugasiła ogień. Na miejscu katastrofy pracują służby.

Katastrofa samolotu – śledztwo prokuratury

Samolot należał do 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Śledztwo prowadzi Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie. W polskich Siłach Powietrznych służy 31 rosyjskich myśliwców Mig-29. Pierwsze weszły do służby w 1989 roku.

„Sędzia Katarzyna Rutkowska-Giwojno uniewinniła dziś Tadeusza Jakrzewskiego z @ObywateleRP od zarzucanych mu czynów. Tadeusz miał „stosować groźbę bezprawną w postaci zapowiedzi uderzenia w ucho” i stosować „przemoc w postaci chwycenia swoją dłonią za dłoń policjanta” – poinformowali na Twitterze Obywatele RP. Tego rodzaju kuriozalne zarzuty Zakrzewski usłyszał po kontrmiesięcznicy smoleńskiej w maju 2017 r.

Proces trwał ponad rok. Warszawska prokuratura wytoczyła najcięższe działa. Oskarżyła Jakrzewskiego na podstawie kodeksu karnego, a nie kodeksu wykroczeń. Groziło mu nawet do trzech lat więzienia. Sąd uznał, że Obywatel RP jest niewinny.

– „Interwencja policji wobec mnie była niezgodna z prawem. Zostałem wtedy pchnięty przez policjanta. Odwróciłem się więc i powiedziałem, że jeśli jeszcze raz to zrobi, to dam mu w ucho. Otoczony przez policjantów nie byłem w stanie ich przestraszyć ani w żaden sposób zrealizować tej „groźby”. Sąd zgodził się z naszą argumentacją” – cieszył się po decyzji sądu Jakrzewski. Wyrok nie jest prawomocny. ‚

A internauci komentowali: – „Panie Marszałku kochany” też było próbą obalenia rządu”; – „Demokracja w Polsce ma się tak dobrze, jak nigdy przedtem”- jedno z bezczelnych kłamstw wypowiedzianych przez Matołusza M. przed Parlamentem Europejskim. W demokratycznym kraju demonstrujący w pokojowy sposób, nigdy nie byłby ciągany i włóczony po komisariatach, po sądach…”; – „Co za idiota stawiał takie zarzuty? Mógł oskarżyć jeszcze o ziewanie w kierunku policjanta”.

Na kolejny „genialny” pomysł wpadł Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris – ten sam, który w 2016 r. przygotował projekt zakazujący aborcji. Teraz wspólnie z Centrum Życia i Rodziny zbiera podpisy pod petycją „W obronie sumienia”.

#StopOrdo
#SprzeciwSumienia
Ordo Iuris i Centrum Życia i Rodziny zbierają podpisy pod petycją o wprowadzenie ‚Sprzeciwu sumienia’ czyli prawa do odmowy jakichkolwiek działań związanych min. z aborcją, antykoncepcją, LGBT+, edukacją seksualną, marksizmem, nawet jeśli wynikają z obowiązków zawodowych danej osoby. Senatorowie już nad tym pracują!
Udostępniajcie
A tu link do tt: https://twitter.com/hanna1986k/status/1014816139787063298…

Chodzi tym razem nie tylko o możliwość powoływania się na nią przez lekarzy i farmaceutów. Ordo Iuris chce „prawa do odmowy jakichkolwiek działań związanych min. z aborcją, antykoncepcją, LGBT+, edukacją seksualną, marksizmem, nawet jeśli wynikają z obowiązków zawodowych danej osoby” – napisała na Facebooku Hanna Kustra. Dołączyła też zdjęcie ulotki kolportowanej przez Centrum Życia i Rodziny oraz Ordo Iuris.

„Sprzeciw sumienia pozwala odmówić: wszelkiego udziału w aborcji, sprzedaży środków antykoncepcyjnych, druku materiałów propagujących marksizm, udziału w promocji homoseksualizmu i ruchów LGBT, uczestnictwa w innych formach deprawacji, udziału w lekcjach tzw. edukacji seksualnej” – napisano w ulotce.

Według obu fundacji, wprowadzenie klauzuli sumienia dla wszystkich zapobiegłoby takim „opresyjnym decyzjom”, jak ta, dotycząca ukarania drukarza z Łodzi, który nie zgodził na wydrukowanie plakatów organizacji LGBT.

Waldemar Mystkowski pisze jak PiS niszczy Polaków i Polskę.

W tej chwili Polska przechodzi test, czyli wszyscy zdajemy egzamin z historii.

Doradca premiera Izraela o niedawno wynegocjowanej noweli do ustawy o IPN Yaakov Nagel w „The Times of Israel” mówi: – „Polski rząd wycofał się z zapisów ustawy IPN z podkulonym ogonem. Zmieliliśmy prawo, nie dając im (polskiemu rządowi) nic w zamian”.

W tym samym czasie w 15 najważniejszych dziennikach świata, w tym trzech izraelskich, publikowana jest płatnie na stronach reklamowych deklaracja premierów Polski i Izraela za pieniądze fundacji PKO BP. Te szpalty mogą być w redakcjach zsyłane do księgowości i podpisane mazakami: „podkulony ogon Morawieckiego”.

Polski rząd nie wstydzi się tego, jak został ograny i chwali się przed światem. Mało tego, dowiadujemy się, iż negocjacje nad podkulonym ogonem Morawieckiego prowadzone były w siedzibie Mosadu – jakby ktoś nie wiedział, izraelski wywiad jest jednym z najlepszych na świecie – w Wiedniu przez dwóch europosłów PiS Ryszarda Legutkę i Tomasza Porębę. Powstaje pytanie, jakie mieli uprawnienia do prowadzenia rozmów, wszak to leży w gestii Ministerstwa Spraw Zagranicznych odpowiedzialnego za politykę zagraniczną.

Więc nie jesteśmy zdziwieni, że tak zostali ograni, a Morawiecki ośmieszony. Zdaje się, że premier w te klocki jest lepszy od Beaty Szydło. Tyle kłamstw, ile zaserwował w Parlamencie Europejskim jest godne odnotowania w Księdze Guinnessa. Mateusz do tego dostaje wsparcie od tatusia Kornela, który równolegle z wystąpieniem syna wychwalał putinowską Rosję. Tak niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jakiś czas temu rodzic premiera dał krótki wykład o wyznawanym nacjonalizmie – a w zasadzie faszyzmie – czyli o wyższości narodu nad prawem.

Inny absztyfikant PiS prezydent Duda chyba zaczął się bać, trząść portkami. Wysłał zawiadomienie do 11 sędziów Sądu Najwyższego, informując, że przeszli w stan spoczynku z dniem 4 lipca. Wśród tych osób jest profesor Małgorzata Gersdorf. Listy, panie Duda, możesz sobie słać do prezesa Kaczyńskiego, albowiem zgodnie z art. 142 ust. 2 Konstytucji prezydent wydaje postanowienia.

Duda przygotowuje się na czas po zdaniu urzędu i nie chce produkować dokumentów konstytucyjnych, które go pogrążą. Ale i tak Trybunał Stanu go czeka, jak amen w pacierzu. Boję się, że po przejściu na emeryturę – były wówczas prezydent – nie będzie miał spokoju i zazna przyjemności pociągnięcia do odpowiedzialności za łamanie Konstytucji. Ale może zaczął ją czytać, skoro nie wydaje sprzecznych z Konstytucją postanowień, tylko listy pisze.

Prof. Marcin Matczak uważa, że w tej chwili Polska przechodzi test, czyli wszyscy zdajemy egzamin z historii. Jak pisze wybitna poetka Ewa Lipska w wierszu (śpiewanym przez Marka Grechutę): „Był już taki egzamin z historii / kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali. / I został po nich uroczysty cmentarz”.

Obyśmy tych „uroczystości” jako naród kolejny raz nie zaznali. Aby nie dać się PiS-owi, który dąży do tego cmentarza, musimy reagować, nauczyć się nazywać to, co oni robią. Nie możemy godzić się na tę codzienną dawkę… arszeniku.

Tak oni nas przyzwyczajają codziennie do swoich toksyn, trucizn. Jeden z portali wiadomość o dosłownej chęci zatrucia narodu opatrzył zdjęciem z „twarzami PiS” Krzysztofa Jurgiela i Jacka Sasina, których oglądanie jest trujące estetycznie. Zawsze mam na podorędziu czarny humor, delektuję się braćmi Coen i Woody Allenem, ale to nie znaczy, że dam sobie dawkować pisowski arszenik.

Ten, jak wiemy, codziennie dawkowany w minimalnej ilości powoduje, że organizm się uodparnia. I na to liczy PiS, iż podając nam truciznę, nie będziemy na nią reagowali. Dosłownie chciano praktykować to na całym narodzie, aby został po nas „uroczysty cmentarz”. Minister rolnictwa Jurgiel nie poradził sobie z Afrykańskim Pomorem Świń (ASF), więc zlecił skup zarażonych świń i zawarł umowy z 16 największymi zakładami przetwórstwa mięsa, aby po pewnych procedurach produkować z nich konserwy.

Wszak nie każdy jest wegetarianinem, Jurgiel zamierzał – także ze mnie – zrobić „uroczysty cmentarz”. Ale zakłady się kapnęły i odmówiły Jurgielowi wspólnoty w mordzie na narodzie. Wówczas ten osiłek mentalny wydał rozporządzenie „w sprawie określenia sposobu postępowania z surowcami, które nie mogą być wykorzystywane do produkcji produktów mięsnych”. Czyli wziął na klatę, że to on zlecił dawkowanie tego „arszeniku” poprzez konserwy. Utajniono, które zakłady podjęły współpracę z Jurgielem, ale na tajne/poufne nie nabrały się supermarkety, które odmówiły zakupu pisowskiego arszeniku. Lecz resort rolnictwa nie poddał się i konserwy są w tej chwili składowane w wojskowej Agencji Rezerw Materiałowych.

Arszenik pisowski czeka na lepsze czasy. Gdy wybuchnie wojna – wcale nie jest to tylko mój czarny humor – nie będzie ważne, czy żołnierz poległ w hybrydowej wojnie na froncie z Rosjanami, czy od pisowskiej konserwy.

„Uroczysty cmentarz”? Tak! To nam szykuje PiS. Ja na to nie idę, niech oni – Morawiecki, Duda, Macierewicz, Błaszczak, prezes Kaczyński wybiorą się na ten cmentarz, bo przegrywają na każdym froncie, który utworzyli na wojnie ze światem, Europą i nami, społeczeństwem obywatelskim.

Kaczyński kona. Taki płynie wniosek z walki w PiS

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali byłego prezesa spółki GetBack S.A. – Konrada K. – poinformowała Prokuratura Krajowa. Do zatrzymania miało dojść na warszawskim lotnisku.

– Wyraźnie widać w czyim interesie jest osłabianie wewnętrzne Polski. To, co dzieje się w Polsce od 2,5 roku, jest zadziwiająco zbieżne z celami rosyjskiej polityki – mówi Fakt24 były szef MON Tomasz Siemoniak z Platformy Obywatelskiej. Politycy analizowali rosyjską doktrynę wojenną, zwaną doktryną Gierasimowa, i jak wprowadzają ją na polskim podwórku politycy PiS. Jeśli wierzyć ich ocenom, bezpieczeństwo Polski stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Niszczenie elit, pisanie historii od nowa, skłócanie społeczeństwa, podkopywanie instytucji państwa, podawanie w wątpliwość i swobodne interpretacje prawa… Brzmi znajomo? Wszystkie te zjawiska  wchodzą w skład szerokiego wachlarza środków, których podstępnie chce używać Rosja.

To nie podejrzenia, tylko pewność. Wszystko zostało opisane w ich specjalnej doktrynie wojennej tzw. doktrynie Gierasimowa. Zdaniem polityków Platformy – z Tomaszem Siemoniakiem oraz szefową sejmowego zespołu śledczego ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa Joanną Kluzik-Rostkowską na czele, Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości jest celem wojny informacyjnej.

Eksperci od bezpieczeństwa podkreślają, że tak będą wyglądać wojny w XXI wieku. Doktryna Gierasimowa zakłada osiąganie określonych celów politycznych przy zastosowaniu metod niemilitarnych. W wielu przypadkach okazują się one bardziej efektywne niż klasyczne działania zbrojne.

– To wszystko dzieje się tu i teraz. Te zjawiska obserwujemy w Polsce od listopada 2015 r. – rozkładała ręce Kluzik-Rostkowska i podkreślała, że także głośny i spektakularny konflikt z Komisją Europejską, to wypisz wymaluj realizacja wygodnej dla Federacji Rosyjskiej izolacji Polski w Unii Europejskiej.

Inny członek zespołu Bartosz Arłukowicz nie ma wątpliwości, że Polska jest pod wpływem rosyjskiej doktryny wojennej. – Prace tego zespołu udowadniają, że te wpływy są dość silne – stwierdza.

– Osłabianie więzi z Zachodem, budowanie napięć wewnątrz kraju, osłabianie państwa prawa. Te zbieżności są zbyt widoczne, żeby się nad tym nie zastanawiać, w czyim interesie takie rzeczy się w Polsce mogą dziać – mówi Fakt24.pl Tomasz Siemoniak.

Politycy Platformy Obywatelskiej zajmowali się zagrożeniem Polski w ramach zespołu śledczego. Podobnie jak na poprzednich posiedzeniach, w których udział wzięli były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Piotr Pytel oraz były zastępca szefa wywiadu NATO gen. Jarosław Stróżyk, tym razem na pytania i obawy posłów odpowiadał ekspert w zakresie terroryzmu, dr Krzysztof Liedel z Collegium Civitas (a w przeszłości doradca Biura Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Bronisława Komorowskiego).

Liedel nie ma złudzeń, co do intencji partii rządzącej. Sytuację w Polsce porównał do tej na Ukrainie. – Bardzo dobrze było to widać na przykładzie Ukrainy. Bardzo podobnie do nas przechodziła zmiany w organizacji państwowej, w armii, służbach – uważa ekspert.

Ekspert wyliczył zagrożenia, jakie mogą spotkać Polskę w efekcie prowadzania działań w tzw. wojnie hybrydowej. Co jego zdaniem grozi Polsce? Liedel wymieniał m.in. działania sabotażowe ukierunkowane na osłabienie potencjału wsparcia wojsk sojuszniczych przez państwo gospodarza, zniszczenie uzbrojenia, systemów łączności i rozpoznania oraz infrastruktury cywilnej. Łatwo można sobie wyobrazić następstwa takich ataków. Wszystko skutkuje osłabieniem morale i poparcia dla władz państwa, a przede wszystkim wykreowaniem kampanii informacyjnych, których celem ma być rozbicie naszych bliskich związków z sojusznikami, z NATO na czele.

Polska jak Ukraina

Liedel wyliczył cztery elementy typowe dla doktryny Gierasimowa. Pierwszy to dezintegracja społeczna, czyli budowanie nieufności między ludźmi, którą można wywołać sztucznie. Drugi element to niszczenie tzw. elit i zastępowania ich nowymi, takimi, które są łatwiejsze do zmanipulowania. Trzeci to „dezorganizacja administracyjna”, czyli brak ciągłości działań instytucji państwa.

– I wreszcie czwarty element doktryny Gierasimowa, czyli centralizacja władzy. Jeżeli mamy jeden ośrodek decyzyjny, który ma realny wpływ na decyzje, to oczywiście łatwiej jest nim manipulować. Jeżeli jest to kilka ośrodków i te ośrodki mają systemy nadzoru, kontroli nad sobą wzajemnie, to ten proces jest dużo bardziej skomplikowany – podsumował.

Jako wyjątkowo niebezpieczne ekspert wskazywał czystki wśród oficerów służb specjalnych, które – jego zdaniem – w oczywisty sposób prowadzą do zerwania ciągłości ich działań i zwiększają ryzyko niebezpieczeństw płynących z zewnątrz.

Członkowie zespołu śledczego przypomnieli m.in. bliskie relacje członków rządu z Narodowym Centrum Studiów Strategicznych (NCSS), kierowanym przez Jacka Kotasa (któremu zarzuca się powiązania z rosyjskimi organizacjami przestępczymi), czy choćby wyjątkowo ciepłe stosunki Antoniego Macierewicza z prorosyjskim amerykańskim kongresmenem Daną Rohrabacherem, nazywanym „ulubionym kongresmenem Putina”.

– Dana Rohrabacher to postać więcej niż kontrowersyjna. Uznaje aneksję Krymu przez Rosję, nie popiera obecności wojsk NATO w Europie. Jego poglądy są sprzeczne z polską racją stanu  – mówił w lutym br. były ambasador RP w Waszyngtonie dr Ryszard Schnepf. Ostrzegał on wiosną 2016 r., że Rohrabaker to ktoś, z kim nie należy się spotykać, a mimo to, takie spotkanie miało miejsce. I to nie z byle kim, bo kontrowersyjny kongresmen został przyjęty u samego prezesa PiS…

Jak działa rosyjska wojna informacyjna?

To podstępne, ale świetnie przygotowane sterowanie społeczeństwem dla osiągnięcia swoich własnych celów. Jak to się robi? Na przykład manipulując informacją, czyli wykorzystując prawdziwe informacje w sposób wywołujący fałszywe implikacje. Kolejny element to dezinformacja, czyli rozpowszechnianie zmanipulowanych lub sfabrykowanych informacji bądź ich kombinacji. Członkowie zespołu wyliczali przy tej okazji także możliwości lobbingu, szantażu i siłowego wymuszania pożądanej informacji.

– Wyraźnie widać w czyim interesie jest osłabianie wewnętrzne Polski. Analizowaliśmy różne aspekty tego działania. To, co dzieje się w Polsce od 2,5 roku, jest zadziwiająco zbieżne z celami rosyjskiej polityki, opisanymi m.in. w tzw. doktrynie Gierasimowa. Rosja nigdy nie pogodziła się z tym, że ta część Europy, która kiedyś była przez setki lat pod jej kontrolą, jakoś się wymknęła i przyłączyła się do Zachodu – powiedział Fakt24 Siemoniak.

Politycy PO nie mają wątpliwości, że politycy Prawa i Sprawiedliwości, świadomie bądź nie, postępują zgodnie z doktryną Gierasimowa. – Rosja nie musi uruchamiać różnych działań w Polsce, bo my od 2,5 roku fundujemy to sobie sami – uważa przewodnicząca zespołu Joanna Kluzik-Rostkowska z Platformy Obywatelskiej.

Przedziwna i śmieszna jest retoryka mówiąca o tym, że wnioski i apele w tej sprawie są donoszeniem na Polskę. Jeżeli obywatel skarży się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, to donosi na Polskę? Nie, dochodzi swoich praw. Tak samo jest w przypadku postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości UE – mówi w rozmowie z nami prof. Jerzy Zajadło, specjalista teorii i filozofii prawa z Uniwersytetu Gdańskiego, członek Rady Programowej Archiwum im. Wiktora Osiatyńskiego. I dodaje: – Proces legislacyjny zamienił się w farsę, procedury są pozorowane, następuje nie tylko faktyczna, ale także instytucjonalna marginalizacja opozycji, Sejm zbiera się raz w miesiącu. Następuje proces wygaszania parlamentu. Niebezpieczne jest to, że zaczynamy traktować istnienie pozaparlamentarnego ośrodka decyzyjnego jako coś normalnego. To są pełzające symptomy niedemokratycznego państwa bezprawia.

KAMILA TERPIAŁ: „Europo, nie odpuszczaj!” – pod takim hasłem odbywały się niedawno protesty w całym kraju. Chodzi o ustawę o Sądzie Najwyższym. Dlaczego to takie ważne?

PROF. JERZY ZAJADŁO: Gdyby ta ustawa została zaskarżona do Trybunału Sprawiedliwości, to on może wydać zarządzenie tymczasowe w sprawie wstrzymania wykonywania tej ustawy. Tak właśnie stało się w przypadku Puszczy Białowieskiej. Coraz częściej zresztą używa się takiej metafory, że wtedy wycinano drzewa, a teraz chodzi o wycinkę sędziów z SN. Na razie dochodzą do nas sygnały, że zdania członków KE są podzielone, a czas biegnie bardzo szybko, bo ustawa ma wejść w życie 3 lipca. Niezależnie od tego w różnych gremiach europejskich toczą się cały czas dyskusje na temat przestrzegania praworządności w naszym kraju.

Ale druga strona, czyli PiS, przekonuje, że nic złego się w naszym kraju nie dzieje.

KE już się zorientowała, że takie ruchy, jak na przykład bardzo spóźniona publikacja wyroków TK, mają charakter pozorowany.

Wyroki pojawiły się w Dzienniku Ustaw z przedziwną adnotacją, która prawników przyprawia o dreszcze i pusty śmiech, że są to rozstrzygnięcia, które zapadły z naruszeniem prawa. Według mnie ta publikacja nie ma symbolicznego charakteru, jak twierdzą niektórzy prawnicy, jest ostatecznym rozstrzygnięciem tego, że miało miejsce naruszenie konstytucji.

Z tego można wyprowadzić wniosek, że funkcjonowanie TK jest obciążone pewną wadą polegającą na orzekaniu przez niewłaściwe składy. W przyszłości może być problem z ważnością wyroków, które wydawali sędziowie dublerzy. Konsekwencje prawne mogą być daleko idące, związane także z odpowiedzialnością prawną podmiotów odpowiedzialnych za publikację wyroków, czyli premier Beaty Szydło i premiera Mateusza Morawieckiego.

Prosimy Europę o pomoc dlatego, że w Polsce nie możemy już nic zrobić?

Nie tylko dlatego. Droga europejska jest do naszej dyspozycji, to jest normalna procedura i nasze prawo. Dlatego przedziwna i śmieszna jest retoryka mówiąca o tym, że wnioski i apele w tej sprawie są donoszeniem na Polskę.

Jeżeli obywatel skarży się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, to donosi na Polskę? Nie, dochodzi swoich praw. Tak samo jest w przypadku postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Co my, Polacy, możemy jeszcze zrobić? Zostało już chyba niewiele możliwości…

W takich sytuacjach do naszej dyspozycji powinien być Trybunał Konstytucyjny, ale wiemy, że nie jest tym, czym powinien być. Mamy jeszcze Rzecznika Praw Obywatelskich, ale on ma stosunkowo niewielkie możliwości działania. Niezależnie od tego to jest także kwestia pewnego oporu. Napisałem niedawno książkę „Nieposłuszny obywatel RP”, w której próbuję udowodnić, że cywilne nieposłuszeństwo paradoksalnie ma największe szanse na powodzenie nie w reżimach autorytarnych czy totalitarnych, dlatego że tam nie mamy do czynienia z obywatelem, tylko poddanym.

Natomiast teraz mamy do czynienia ze świadomym i odpowiedzialnym obywatelem, który będzie korzystał z dopuszczalnych form protestu i należy to traktować jako formę nacisku na władzę. To jest normalny element współczesnej demokracji.

Polacy będą nieposłuszni?

Cały czas są nieposłuszni. Powstało na przykład szereg organizacji pozarządowych, które kanalizują opór społeczny. Ale to nie jest tylko problem ataku na sądownictwo i TK, chodzi także o to, co dzieje się z Sejmem. Proces legislacyjny zamienił się w farsę, procedury są pozorowane, następuje nie tylko faktyczna, ale także instytucjonalna marginalizacja opozycji, Sejm zbiera się raz w miesiącu. Następuje proces wygaszania parlamentu. Niebezpieczne jest to, że zaczynamy traktować istnienie pozaparlamentarnego ośrodka decyzyjnego jako coś normalnego.

To są pełzające symptomy niedemokratycznego państwa bezprawia. Instytucje państwowe są czymś drugorzędnym w stosunku do faktycznego ośrodka decyzji politycznej. Tak było w PRL-u.

Ale poparcie dla PiS-u jest cały czas wysokie. Czyli są ludzie, którzy „niedemokratyczne państwo bezprawia” akceptują.

Ostatnio na Facebooku prowadziłem dyskusję z anonimowym rozmówcą, w której padł argument, że skoro PiS wygrał wybory, to może rządzić tak jak chce. Odpowiedziałem, że to nieprawda, bo musi rządzić w ramach porządku konstytucyjnego. Ale taki argument nie trafia, bo część ludzi uważa, że arytmetyczna większość jest panaceum na bolączki świata. Współczesna teoria demokracji mówi o demokracji partycypacyjnej czy bezpośredniej, a dopiero na końcu używa argumentu demokracji większościowej.

Prezydent chce przeprowadzić referendum w sprawie zmiany konstytucji. Widział Pan 15 zaproponowanych pytań?

Tak. I powiem jedno – to jest deprecjacja formy demokracji bezpośredniej, jaką jest referendum. Prezydent chce zadać ludziom pytania, które nie mają sensu. Można by na chybił trafił, jak w Totolotku, odpowiedzieć tak lub nie, założyć, że jest to średni wynik ogólnopolski i zobaczyć, jakie jest znaczenie tego sondażu społecznego. Żadne.

Dla mnie to jest ośmieszanie instytucji referendum.

To jest dobry czas na dyskusję o zmianie konstytucji?

W propozycji referendalnej złe są cztery rzeczy: procedura – konstytucja w ogóle nie przewiduje czegoś takiego jak referendum konsultacyjne w sprawie zmiany konstytucji; pytania – większość nie nadaje się na pytania w referendum konstytucyjnym; podmiot – dopuszczał się łamania konstytucji; intencje – nie wiem, o co chodzi w propozycji zmiany konstytucji w tym trybie, takiej formie i przez tę osobę. Podejrzewam złe intencje. Nazwałem to nawet „wykładnią wrogą wobec konstytucji”. Przykładów jest dużo, chociażby ustawa o zgromadzeniach, która dzieli je na cykliczne i niecykliczne, jest wbrew idei społeczeństwa obywatelskiego.

Co ciekawe, w projekcie konstytucji PiS z 2010 roku zapis o zgromadzeniach jest bardziej liberalny niż zapis w obecnej konstytucji i zakłada, że odbycie zgromadzenia nie wymaga zezwolenia. Jak to się ma do ustawy stworzonej pod zgromadzenia smoleńskie?

Oprócz tego mamy proces obrzydzania konstytucji.

To dzieje się równolegle z „wykładnią wrogą konstytucji”. Władza używa narracji, w której przekonuje na przykład, że to jest konstytucja stworzona dla elit, a nie dla obywateli. Ciekawy jestem, czy ktoś z PiS-u byłby w stanie wskazać elitarny i antyobywatelski przepis…

Czy po ponad 20 latach obowiązywania należałoby ją zmienić?

Na pewno nie w całości. Uważam, że ta konstytucja ma swoje wady, ale jest dobrym aktem prawnym. Ale i tak, żeby cokolwiek zmienić, konieczna jest wola polityczna. Jedyny przepis, który do tej pory zmieniono, dotyczył konkretnego problemu ekstradycji polskich obywateli. To była konieczność dostosowania naszego prawa do europejskiego nakazu aresztowania. Na pewno byłbym przeciwko zmianie ustroju, a do tego przecież zmierzają pytania referendalne zaproponowane przez prezydenta.

Marszałek senior Kornel Morawiecki na początku tej kadencji Sejmu powiedział z mównicy, że ponad konstytucją stoi interes narodu. Ma rację, ale jeżeli naród stoi na przykład w obliczu zagrożenia eksterminacją. To oczywiste, że w takiej sytuacji nikt nie będzie się oglądał na prawo. Ale my nie jesteśmy w takim momencie historycznym.

Jest pan w Radzie Programowej Archiwum Osiatyńskiego stworzonego w celu „społecznego monitorowania stanu praworządności”. Szybko się zapełnia?

Na pierwszym spotkaniu przyjęliśmy model działania, który polega na komentowaniu bieżących wydarzeń, ale przede wszystkim archiwizowaniu aktów bezprawia. Zakładam, że kiedyś znormalniejemy i wtedy powstanie problem sprawiedliwości tranzycyjnej. Ale podstawą takiego działania jest dokładny przegląd sytuacji, czyli archiwizacja faktów, aktów prawnych, bezprawnych działań władzy…

Coraz częściej rozmawiamy o tym, co po PiS-ie. Czy w pewnym stopniu nie będą to zmiany nieodwracalne?

Niektóre rzeczy będą bardzo trudne do odwrócenia. Prawo da się cofnąć, najbardziej przeraża mnie pęknięcie struktury społecznej.

Rozwarstwienie i narastająca wrogość jest tak ogromna, że trudno będzie coś z tym zrobić. W przypadku prawa ważne jest, aby przywrócić normalność i egzekwować te naruszenia prawa, które miały miejsce.

Sędziowie sami odchodzą z SN. Sędzia Izby Karnej Dorota Rysińska mówi, że nie chce przykładać ręki do stosowania nowych rozwiązań. Z drugiej sędzia Stanisław Zabłocki chce zgodnie z konstytucją orzekać do 70. życia. Jak sędziowie powinni się w takiej sytuacji zachować?

Sędziowie mają trzy wyjścia: złożenie wniosku do prezydenta o możliwości przedłużenia orzekania w trybie ustawy, złożenie wniosku, tak jak zrobił sędzia Stanisław Zabłocki, bezpośrednio na podstawie konstytucji (tu mamy do czynienia z zapętleniem proceduralnym) i odejście w stan spoczynku bez składania wniosku. Sędziowie są wobec bardzo poważnego dylematu. Każdy kieruje się swoim własnym sumieniem, ale wpływ na decyzję będzie miała opinia środowiska jako całości, czyli na przykład organizacji sędziowskich. Kiedyś nazwałem to sędziowskim nieposłuszeństwem, ale nie w wymiarze indywidualnym, tylko instytucjonalnym.

Kiedy jedna z trzech władz jest atakowana przez dwie pozostałe, to może dokonać takiego nieposłuszeństwa. Paradoksalnie jednak to jest właśnie posłuszeństwo konstytucji. Sędziowie znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji i trudno jednoznacznie ocenić, która z tych postaw jest najlepsza.

Zastanawiam się, co można zrobić w przypadku sędziego Zabłockiego?

Jeżeli prezydent będzie stosował wprost przepisy nowej ustawy, to wniosku sędziego jakby nie było… Ale ten akt sędziego jest bardzo symboliczny. On mówi, że chce orzekać, ale nie na podstawie ustawy, którą uważa za niekonstytucyjną, tylko na podstawie konstytucji. Jak ustawa wejdzie w życie, to mandaty sędziów po prostu wygasną.

Co wtedy de facto stanie się z Sądem Najwyższym?

To samo, co stało się z KRS-em, czyli utraci wiarygodność.

Sytuacja jest groźniejsza, dlatego że KRS podejmuje decyzje polityczne i personalne, ale nie decyduje, tak jak w przypadku Sądu Najwyższego, w sprawach losów obywateli. Jeżeli SN w środowisku prawników oraz społecznie utraci wiarygodność, to będziemy mieli do czynienia z chaosem aksjologicznym w wymiarze sprawiedliwości.

Poza tym przypominam, że Sąd Najwyższy decyduje o ważności wyborów. Dobra ordynacja wyborcza maksymalnie zamyka możliwości manipulacji wyborami, a nowa ordynacja w znaczącym stopniu je otwiera. Nie wiemy, czy decyzja SN będzie motywowana politycznie, czy podjęta zgodnie z prawem.

Po co PiS to wszystko robi?

Reforma wymiaru sprawiedliwości jest eufemizmem. Konkretne rozwiązania przeczą deklaracjom i stwarzają podwójne dno podważające wiarygodność „reformy”. To są rozwiązania o charakterze instytucjonalnym i personalnym, które nie zmierzają do naprawy sytuacji w wymiarze sprawiedliwości, przyspieszenia postępowania czy skrócenia dystansu pomiędzy sędzią i obywatelem.

Zmiany wprowadzane przez władzę na pierwszy rzut oka służą podporządkowaniu politycznemu. To jest okopywanie się i zabezpieczanie się na przyszłość. Cały aparat państwowy ma tak funkcjonować, żeby ta władza w dalszym ciągu trwała.

Będą procesy polityczne?

Takie niebezpieczeństwo istnieje. Często wraca przykład syndromu „sędziego na telefon”, ale rozwiązania które proponuje PiS, doprowadzą do tego, że będzie sędzia, który nie zdąży odebrać telefonu, bo będzie wyprzedzał oczekiwania władzy. To są prognozy, które chciałbym, żeby się nie sprawdziły. Ale takie procesy właściwie się już toczą, na przykład ludzi, którzy uczestniczyli w demonstracjach.

Są sędziowie, którzy walczą o swoją niezależność. To jest ważny element nieposłuszeństwa?

Uważam, że coraz większe znaczenie będzie miała inteligencja sędziego, który będzie trzymał się pewnych paradygmatów. Warto tu przypomnieć sędziego, który dokonał wykładni i stwierdził, że zgromadzenie smoleńskie nie ma charakteru zgromadzenia publicznego. Wykazał się niesłychaną inteligencją i podjął decyzję, którą trudno podważyć. To może okazać się ważniejsze od postawy Rejtanów. Dużo będzie zależało od egzekucji prawa, dopóki są takie możliwości.

>>>

>>>

Post Navigation