Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Kaja Godek”

Jak PiS zdobył władzę?

Pytania, kto w rzeczywistości był pomysłodawcą i organizatorem tzw. afery podsłuchowej, która w dużej mierze przyczyniła się do wyborczej przegranej koalicji PO-PSL, dziś już niemal nikt nie stawia. To o tyle dziwne, że z ustaleń części prywatnych mediów wynikało, że tropy w tej kwestii prowadzą za wschodnią granicę i mogą sugerować aktywny udział rosyjskich służb specjalnych. Dla prawicowych wyznawców teorii o tym, że to one rządzą dziś światem, powinny przecież wywoływać strach, że skoro potrafili obalić rząd poprzedni, odpalając aferę w kluczowym momencie roku wyborczego, to w ten sam sposób mogą zakończyć erę “dobrej zmiany”. O tym, że jest ku temu sposobność, mogą świadczyć zeznania kelnerów z restauracji “Sowa i przyjaciele”, którzy wspominali o taśmach obciążających Mateusza Morawieckiego.

Mimo istnienia takiego teoretycznego zagrożenia, pisowska prokuratura tych wątków nie bada, nie podejmując też podsuwanych przez media tropów. Sprawia to wrażenie, że takiego obrotu sprawy się nie obawiają, bo być może sami w przygotowaniu afery i jej medialnym kreowaniu uczestniczyli. Mają też kozła ofiarnego, który został skazany i właśnie trafił do polskiego zakładu karnego.

Problem jednak w tym, że Marek Falenta siedzieć za kratami nie chce, nie poczuwając się do odpowiedzialności. Nie zamierza też być bierny – właśnie złożył do prezydenta Andrzeja Dudy trzeci już wniosek o ułaskawienie. Tym razem jednak mówi już wprost, że jeśli nie zostanie on rozpatrzony pozytywnie, to zdecyduje się on napisać książkę o kulisach afery podsłuchowej, której to przecież nie politycy obecnej opozycji mogą stać się głównymi bohaterami. Być może dowiemy się, jak to naprawdę było z bliskimi kontaktami biznesmena z politykami PiS, obietnicami intratnej fuchy w państwowych strukturach w zamian za pomoc w obaleniu poprzedniego rządu, czy faktyczną treścią nagrań z obecnym premierem. Ta książka niewątpliwie bardzo szybko stałaby się bestsellerem, pokazując to, o czym Prawo i Sprawiedliwość pod żadnym pozorem nie chce głośno mówić.

A może jest też tak, że służby specjalne jednak faktycznie rządzą światem i właśnie podjęły decyzję o uruchomieniu procesu obalania rządów Zjednoczonej Prawicy. Pokażą najbliższe miesiące.

Depresja plemnika

Na jednym z najlepszych uniwersytetów polskich w dużym ośrodku wielkomiejskim na kierunku biologia w ogóle studenci nie uczą się jednej z najważniejszych teorii, jakie powstały w historii nauki. Bo teoria ewolucji – próbują się bronić jej adwersarze – już dawno przestała być hipotezą roboczą, a nawet teorią i jak żadna inna idea nie zdobyła tylu poważnych argumentów i dowodów paleontologicznych.

Problem w tym, że dyskutujący z Kościołem nie znają się ani na biologii, ani filozofii, a tym bardziej – psychologii religii czy teologii, choćby własnego wyznania. Problem w tym, że spada poziom nauki i edukacji – w szkole nie usłyszysz o najnowszych ustaleniach neuroteologii, “hełmie Boga”, poważnych pracach z kosmologii, które nie tylko wykluczają “stwórcę”, czyniąc go zbędną hipotezą, ale wręcz logicznie argumentują, że kosmos stworzony nie byłby taki, jak jest i jaki poznajemy dzięki nauce, a nie dzięki religii.

Nie przeczę, że ważne są “społeczne” i socjalno-bytowe kwestie kościelne…

View original post 1 921 słów więcej

 

Dla PiS jesteśmy złodziejami, zdrajcami, komunistami, szmatami, mordercami, świrami, hołotą

Zbigniew Hołdys i internauci o języku partii PiS wobec swoich przeciwników politycznych.

Sędzia Waldemar Żurek, rzecznik byłej KRS, podczas rozmowy na antenie Radia TOK FM powiedział, że I prezes powinna użyć wszelkich możliwych metod w obronie Sądu Najwyższego.

Według Żurka przyśpieszenie prac nad wyłonieniem kandydatów na sędziów SN jest ostatnim dzwonkiem przed przejęciem instytucji przez uzurpatorów. „Nie chodzi o to, aby pani prezes wynajmowała prywatnych ochroniarzy uzbrojonych w broń palną, ale żeby wykorzystała wszystkie metody niepozwalające na przejęcie instytucji Sądu Najwyższego, na przejęcie dokumentacji, pieczęci, budynku.” – mówił na antenie gość TOK FM.

Na pytanie prowadzącej audycję o to czy ma na myśli fizyczny opór i czy oczekuje od I prezes strajku okupacyjnego, sędzia Żurek podkreślił, że prof. Gersdorf „wykonuje swoje obowiązki w budynku i gabinecie, który jej się konstytucyjnie należy. Nie można okupować gabinetu, co do którego ma się pełnię praw, ale symboliczne przykucie oznaczałoby nieopuszczenie budynku.

W opinii Żurka sądy i sędziowie mają obowiązek stać na straży praworządności i Konstytucji zgodnie z regułami państwa demokratycznego, „ale kiedy kończy się demokracja, pojawia się pytanie, co mamy zrobić. Czy mamy po prostu odejść spokojnie, spuścić głowę, i czekać, kiedy za chwilę zostanie jakiś obóz filtracyjny ustanowiony dla reedukacji niepoprawnych sędziów?” – uzasadnia swój apel rzecznik byłej KRS.

Rób, co chcesz: śmieć, przyłóż żonie, klnij i chlej, bylebyś przyszedł, zapełnił kościół, wyspowiadał się, ochrzcił dzieci. To Kościół zdeformował Polskę. 

NATALIA WALOCH: A może chodzi o seks? Może to ciśnienie na zaostrzenie prawa aborcyjnego to emanacja strachu przed wyzwolonymi kobietami?

JAN SOWA: Też o seks. Kontrola nad prokreacją to podstawowy wymiar autonomii życiowej. Tym, którzy jej kobietom odmawiają, chodzi o coś więcej niż tylko o seks.

W światowej populistycznej rewolcie wszędzie widzimy istotny komponent buntu przeciw wyzwoleniu kobiet. Mizoginia Trumpa, ofensywa antyaborcyjna w Polsce i Państwo Islamskie na Bliskim Wschodzie są częścią podobnej radykalizacji.

Patriarchat nie reguluje tylko tego, co prywatnie dzieje się między kobietą i mężczyzną. To sposób organizacji społeczeństwa. Kontrola nad ciałami kobiet jest powiązana z odziedziczonymi hierarchiami, tożsamościami i wartościami. Jeśli z tej układanki wyjmie się jeden element, wszystko się sypie.

To rozsypywanie się jest nie do zatrzymania. Ruchom konserwatywnym nie udaje się odwrócić tego trendu. Widzimy kolejne bastiony, które padają, choćby ostatnio w Irlandii.

Prof. Bartłomiej Dobroczyński napisał w eseju „Eros nie mieszka w Polsce”, że na Erosa – pojmowanego jako radosna seksualność, ale też jako beztroska i zabawa – Polacy zawsze patrzyli podejrzliwie jako na tego, który odciągnie ich uwagę od walki o ojczyznę.

– Przeszliśmy inną drogę niż społeczeństwa zachodnie. W naszej historii pełno było cierpienia i przemocy. To musiało się zapisać w kulturze, a może głębiej, jeśli rację mają epigenetycy, że nabytą skłonność do odczuwania lęku przekazuje się biologicznie między pokoleniami. Ale inne są też struktura społeczna, rozkład sił postępowych i konserwatywnych.

Polska nie ma pomysłu na siebie. Mamy półperyferyjną gospodarkę, więc z jednej strony większy wyzysk niż w krajach bogatych, z drugiej – takie same wyzwania: wielokulturowość, małą innowacyjność, presję na konkurencyjność itp. I mniejsze zasoby. To rodzi frustrację, na którą odpowiadamy, sięgając do wzorców odziedziczonych po przodkach. Jednak Sarmaci nam nie podpowiedzą, jak powinna działać gospodarka wiedzy. Jesteśmy uwięzieni w inercji historycznych sposobów reagowania. Na ogół to szabelka, husaria, „żołnierze wyklęci”. Wszystkie bardzo męskie mity.

>>>

Donald Tusk i internauci zareagowali na informację o pogarszającym się stanie zdrowia amerykańskiego senatora Johna McCaina.

>>>

„To dzięki senatorowi Johnowi McCain trwa nasza wiara w ideały i wartości republikańskie. Drogi Senatorze, Europa jest dziś z tobą”

Niesamowite pożegnania z senatorem Johnem McCainem. Ludzie, także z drugiej strony polityki, budują Mu żywy pomnik.

>>>

Polacy uczciwie płacący podatki składają się na #500plus, a w zamian są nazywani przez PiS złodziejami. PiS traktuje Polaków jako gorszy sort. A sami wzięli miliony #PiSWziąłMiliony

Earl drzewołaz

>>>

Kancelaria Andrzeja Dudy zainwestuje 478 tys. zł w budowę 100-metrowego mola na terenie rezydencji prezydenckiej na Helu. Internauci szydzą: „Niech wybudują aż do Szwecji”.

Zdaniem internautów nie ma co się specjalnie wymądrzać bo, „Skoro dla Kaczyńskiego buduje się pałac na wodzie w Puszczy Noteckiej to prezydentowi należy się remont Juraty”. Z „troską” pytają: „Co zatem należy się premierowi i jego ministrom?

O inwestycji w szczegółach poinformował „Super Express”:
Przestrzeń ma być wykorzystywana głównie jako miejsce popołudniowych spacerów, dziennego leżakowania i wypoczynku nadwodnego. (…) Przewiduje się odtworzenie przystanki dla łódek i sprzętu wodnego w części głowicowej molo” – poinformowali redakcję dziennika urzędnicy prezydenta.

Według administracji Andrzeja Dudy, remont – a w zasadzie rozbiórka i budowa…

View original post 548 słów więcej

Abp Gądecki, facecik od kłamstw i wartości antyludzkich

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Episkopatu, postanowił włączyć się w prace legislacyjne nad projektem „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek. Prawniczkom Biura Analiz Sejmowych wytknął błędy w opinii i stwierdził, że stosują „retorykę nazistowską”. A to wszystko w Boże Ciało, jedno z najważniejszych katolickich świąt.

Głównym tematem homilii abp Stanisława Gądeckiego w Boże Ciało była – i to nie jest zaskoczenie, a raczej już tradycja – aborcja. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski najpierw skomentował jedną z opinii BAS o „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek, potem omówił pomysł prezydenta Poznania na wprowadzenie 24 godzinnych dyżurów ginekologicznych, na koniec skrytykował odbywające się w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu „Warsztaty z rewolucji”.

Podczas akcji T4, jak zaznaczył Gądecki, „przeliczano koszty utrzymania jednego niepełnosprawnego i w ten sposób udowadniano konieczność fizycznej eliminacji osób ułomnych”. (Kryptonimem Akcja T4 hitlerowskie Niemcy oznaczały akcję wymordowania łącznie ok. 200 tys. osób chorych i niepełnosprawnych).

Mowa o opinii o projekcie „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek, którą dla Biura Analiz Sejmowych napisały dr Izabela Bień i Justyna Osiecka – Chojnacka (pojawiła się na stronie sejmowej 18 kwietnia 2018 r.) W pierwszej kolejności zapraszamy arcybiskupa, by dokładnie przeczytał opinię BAS, skoro koniecznie chce ją komentować. Także jej tytuł.

Jest to bowiem „Ocena skutków regulacji zawartych w projekcie”, a nie „Ocena wartości moralnych zawartych w projekcie”. Zgodnie z nazwą dokumentu prawniczki opisują skutki finansowe, społeczne, prawne i polityczne projektu „Zatrzymaj aborcję”, których autorzy projektu nie opisali, choć powinni.

Zapewniamy arcybiskupa, że w procesie stanowienia prawa, choćby dane prawo było nie wiadomo jak moralnie pożądane, niezbędny jest element oceny skutków jego wprowadzenia. Choćby po to, by odpowiednie instytucje, a także budżet państwa, przygotować na zmiany.

Po drugie, w żadnym fragmencie swojego dokumentu prawniczki nie mówią, że „państwu nie opłaca się leczyć chorych dzieci”. Stwierdzają jedynie oczywisty skądinąd fakt, że po wprowadzeniu ustawy dzieci do leczenia będzie więcej.

W przeciwieństwie do Kai Godek i hierarchów Kościoła katolickiego, który mają potrzebę wydania moralnej oceny każdemu zachowaniu i każdej wypowiedzi, prawniczki przewidują, jakie konsekwencje przyniosą nowe regulację. I nie wydają ocen moralnych. A są to konsekwencje poważne, nie tylko finansowe, ale także społeczne, polityczne.

Prawniczki zwracają m.in. uwagę, że:

„Ustawa wpłynie na funkcjonowanie instytucji ochrony zdrowia, w tym zajmujących się opieką paliatywną i hospicyjną (włączonych do systemu ochrony zdrowia mocą rządowego programu „Za życiem”).
Obecnie funkcjonuje 14 hospicjów perinatalnych, z których tylko 4 ma podpisane umowy z NFZ. Można zakładać, że projektowane zmiany spowodują znaczny wzrost liczby pacjentów w tego typu placówkach. Jednak zapewne nie uda się im objąć opieką wszystkich potrzebujących”.

I przytomnie zauważają: „Powinno się zatem położyć nacisk na usprawnienie istniejącego systemu opieki zdrowotnej, w tym paliatywnej, a także dołożyć wszelkich starań, aby wsparcie dla rodzin dzieci niepełnosprawnych, zgodnie z obowiązującymi przepisami (w tym w ramach programu „Za życiem”), było należycie realizowane.

Jak rozumiemy, kwestia braku miejsc w hospicjach dla osób ciężko chorych i brak odpowiedniej opieki dla nich nie jest już dla arcybiskupa istotna. Jak słusznie zauważają autorki opinii: „Zagadnienie to pozostaje jednak poza obszarem zainteresowania projektodawców, którzy np. nie przewidują finansowanych skutków wdrożenia regulacji”.

Powiedzmy to jeszcze raz: każda ustawa wymaga oceny skutków regulacji, także a może przede wszystkim finansowych. Wyzywanie z tego powodu prawników i prawniczek od nazistów wydaje się więc raczej nietrafione.

Art. 38 Konstytucji

Abp Gądecki skarży się dalej: „W analizie pominięto istotny artykuł 38 konstytucji Rzeczpospolitej który brzmi: Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia oraz art. 2 z ustawy o rzeczniku praw dziecka który stanowi, że dzieckiem jest każda istota od poczęcia do pełnoletniości”.

Po pierwsze, ocena skutków regulacji nie wymaga moralnego uzasadnienia wprowadzenia lub nie proponowanej ustawy. Lub jej zgodności z Konstytucją. Od tego były inne opinie BAS, które nazywały się właśnie „Opinia na temat zgodności z Konstytucją projektu”. Tam arcybiskup znajdzie dużo o art. 38.

Po drugie, zdaniem wielu prawników art. 38 nie odnosi się do okresu przed urodzeniem. Podczas dyskusji nad kształtem tego artykułu, przed przyjęciem Konstytucji 1997 r., był pomysł, by wprowadzić określenie „od poczęcia”. Zgromadzenie Narodowe nie zgodziło się na to. Analizowała to w OKO.press. Irmina Kotiuk. Pisaliśmy też o tym w tekście o prof. Zollu.

Tajne zabiegi w Poznaniu

„Zabijanie dzieci poczętych poza trzema wyjątkami jest w Polsce zakazane. Tymczasem w Poznaniu słyszymy dziwne zapowiedzi – ginekolog 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu bez klauzuli sumienia. Projektodawca oświadcza, że w tym przypadku kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Problem w tym, że zabijanie dzieci w łonie matki nie jest kwestią światopoglądową” – powiedział na koniec abp Gądecki. I to jest dopiero dziwne.

Chodzi o pomysł prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka by Poznaniankom zapewnić 24- godzinne dyżury ginekologiczne: „Gdy potrzebna jest fachowa porada i pomoc, kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Przygotowujemy projekt 24-godzinnego dyżuru ginekologicznego. Poznaniankom, które z niego skorzystają, nikt nie będzie prawił kazań, tylko udzieli koniecznej pomocy”.

Jak słusznie zauważył Gądecki, aborcja jest w Polsce zakazana poza trzeba wyjątkami. Dlatego też propozycja prezydenta Jaśkowiaka dotycząca lekarzy „bez klauzuli sumienia” nie została przyjęta jako zapowiedź tajnych gabinetów aborcyjnych.

Trudno przypuścić, by prezydent miasta zapowiadał finansowanie z pieniędzy publicznych nielegalnych zabiegów. Chodzi zapewne o łatwy dostęp do antykoncepcji, w tym antykoncepcji awaryjnej, której niektórzy lekarze odmawiają powołując się na klauzulę sumienia.

Nieustannie dziwi nas, że na tego rodzaju insynuacje i nieprawdziwe informacje przewodniczący Episkopatu poświęcił homilię podczas jednego z najważniejszych katolickich świąt.

Czołowy prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski, członek zarządu Telewizji Republika ds. programowych, ubolewa nad tym, że nie jest zapraszany do TVP. „Właśnie od „dziennikarza” TVP Info dowiedziałem się, że nie jestem zapraszany do TVP bom oszołom” – tłumaczy Wirtualnym Mediom. Komentarzy na ten temat nie brak:

„TVP Info realizuje strategię partyjną PiS. Na tym etapie PiS nie planuje – jak widać – realizacji swoich obietnic zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej i nie chce, aby ktoś mu to wypominał. W TVP nie ma miejsca na odstępstwa od linii partii – tak wpis Tomasza Terlikowskiego skomentowała Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej”. „Jeszcze by ci się wymsknęło w twoim oszołomstwie, że taki poseł Pięta to nie jest publiczny wzór cnót wszelakich” – dodał Mikołaj Wójcik z „Faktu”, nawiązując do publikacji dziennika w ostatnich dniach na temat romansu posła PiS Stanisława Pięty.

Wielu pamięta, jak pod koniec kwietnia Terlikowski mocno skrytykował na Facebooku Joannę Lichocką, posłankę PiS i członkinię Rady Mediów Narodowych, za słowa, że projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej jest „firmowany przez Kaję Godek i środowiska, które z PiS mają niewiele wspólnego”. Uznał oficjalnie, że wypowiedź posłanki „jest tak żenująca, że trudno z nią polemizować, bo nie wiadomo, od czego zacząć”. Na to Lichocka kilka dni później na antenie Polskiego Radia 24 stwierdziła, że Terlikowski to „pajac zupełny” i że „zachował się, jak zawsze zresztą, jak hałaśliwy pajac w tej sprawie”.

Nieco wcześniej, bo w styczniu tego roku publicysta informował, że władze Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego odwołały jego wykłady z bioetyki. Wszystko dlatego, że w dniu protestów Czarnego Protestu Kobiet Terlikowski na swoim profilu facebookowym porównał kobiety przeciwne ograniczeniu prawa do aborcji do żołnierzy hitlerowskich. Po fali krytyki usunął ten wpis. Kilka dni później wziął jednak urlop w Telewizji Republika, tłumacząc, że nie chce obciążać jej wizerunku swoimi poglądami w sprawie aborcji. Dodał jednak: „Mojej walki o obronę życia nie kończę. Będę ją nadal prowadził. Poza Telewizją Republika” – zapowiedział wtedy.

Podobne żale wylewają na Twitterze inni dziennikarze „dobrej zmiany”, m.in. Piotr Nisztor i Witold Gadowski i komentują na Twitterze:

 „Ooo widzę że zacny redaktor dołączył do skromnego grona wyklętych przez TVP. Naprawdę da się z tym żyć. Prawda, Witold Gadowski? 😉– skomentował nie bez satysfakcji wpis Terlikowskiego Piotr Nisztor z „Gazety Polskiej”. Kiedy zakończono z nim współpracę, dziennikarz stwierdził, że powodem było to, iż na Twitterze żartował z Jacka Kurskiego. Potem wielokrotnie krytykował działania kierownictwa Telewizji Polskiej. W grudniu ub.r. zasugerował, że Jacek Kurski przepisał na córkę swoje warszawskie mieszkanie, żeby pobierać stosowny dodatek do pensji w TVP oraz podróżował prywatnym samolotem Zygmunta Solorza, głównego akcjonariusza Cyfrowego Polsatu. Telewizja Polska zaprzeczyła tym informacjom oraz zapowiedziała pozew wobec Nisztora.

Obecni gospodarze słynnej na cały świat stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim robią co mogą, by odciąć się od przeszłości.

„Nic dziwnego, ostatnie dwie imprezy były, mówiąc eufemistycznie, wielką katastrofą” – komentuje obecne zmiany rozmówca portalu naTemat. I faktycznie skandal z podwójną licytacją konia oraz bardzo słabe wyniki sprzedaży to znak rozpoznawczy ostatnich imprez organizowanych już za rządów PiS.

Po całej serii kompromitujących porażek podjęto więc decyzję o zmianie markowej nazwy tamtejszej aukcji „Pride of Poland” czyli Duma Polski. W związku z tym tegoroczne święto miłośników koni arabskich ma się nazywać „Janów Podlaski Auction & Summer Arabian Horse Sale”, czyli… „Letnia aukcja i sprzedaż koni arabskich z Janowa”. Zanosi się również na zmiany w organizacji aukcji – podaje radio RMF FM.

„Chyba ktoś uznał, że to już nie jest Pride of Poland, czyli duma Polski” – krytykuje w portalu Money.pl Marek Trela, były szef stadniny w Janowie, niekwestionowany autorytet wśród hodowców, przed dwoma laty odwołany ze stanowiska dyrektora przez „dobrą zmianę”.

Podtytuł „konie arabskie ze stadnin państwowych” w nazwie imprezy zdaje się sugerować, że swoich zwierząt nie będą mogli zgłaszać właściciele prywatnych stadnin. Z ustaleń dziennikarzy RMF FM wynika, że konie z prywatnych stadnin trafią tylko do tzw. Summer Sale, a nie głównej aukcji imprezy.

Innym „nowatorskim” rozwiązaniem jest to, że w dwudniowej imprezie będą mogli wziąć udział tylko goście VIP, którzy dostaną zaproszenie od organizatorów i osoby, które wpłaciły wadium. Publiczność, która do tej pory mogła obserwować sprzedaż koni i podziwiać sławnych i bogatych gości z całego świata, w Janowie pojawi się tylko 12 sierpnia, podczas dnia otwartego.

Aukcje koni arabskich z Janowa Podlaskiego i z Michałowa poczynając od 2001 roku przyciągały gości z całego świata, a także ich pieniądze. Oferty na setki tysięcy euro uchodziły za normę, a prestiżowe imprezy były stałym punktem w kalendarzu.

„To smutne. To pokazuje, że PiS potrafi tylko niszczyć. Była fantastyczna impreza, byli klienci, były najlepsze konie, ale urzędnikom z mianowania partyjnego dwa lata wystarczyły, żeby pogrzebać całą polską hodowlę arabów” – powiedział w rozmowie z naTemat jeden z hodowców koni.

„Pride Of Poland” z roku na w przyciągała coraz więcej miłośników koni i hodowców z całego świata. Niemal normą było, że najlepsze konie zmieniały właścicieli za kilkaset tysięcy euro, jak na przykład w 2008 roku, gdy Shirley Watts, żona perkusisty Rolling Stones Charliego Wattsa, kupiła klacz Pietę za 300 tysięcy euro. To wszystko się zmieniło i jest systematycznie zaprzepaszczane od kiedy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość.

Poseł PiS, Stanisław Pięta, może czuć się niczym celebryta, bo jego nazwisko co rusz pojawia się w mediach i to bynajmniej nie w związku z jakimiś spektakularnymi osiągnięciami. Ostatnio poseł tłumaczy się ze swojej bliskiej znajomości z pewną, poznaną na obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej, młodą kobietą, której podobno w dowód owej bliskości obiecał nawet posadkę w spółkach skarbu państwa.

Historią znajomości zajmuje się „Fakt”, ale, że z gruntu banalna sprawa romansu, obnaża po raz kolejny zakłamanie polityków PiS-u, to stała się również tematem rozmowy podczas programu „Kawa na ławę” w TVN24.

Do doniesień opublikowanych przez „Fakt” odniósł się w programie poseł PO Bartosz Arłukowicz: Nie będę się wypowiadał na temat jego życia prywatnego. Z tej sprawy wyciągam jeden wniosek: wszyscy ci, którzy dają sobie uprawnienia do takiego nadawania sobie moralnej wyższości, takiego moralnego nabzdyczenia, które wy codziennie prezentujecie, te rączki złożone do modlitwy, rozmodlenie każdego dnia, chowanie się za sutannami biskupa, a z drugiej strony macie czelność mówić Polakom, jak mają żyć, kto jest dobrym patriotą, kto jest złym patriotą, co mają robić w niedzielę, z kim mogą spać, jak mają rodzić dzieci, nie macie prawa mówienia ludziom, jak mają żyć.”

Oczywiście w obronie „niesłusznie” atakowanego posła Pięty, zabrał głos jego partyjny kolega, Michał Wójcik twierdząc, że romans posła opiera się tylko na medialnych doniesieniach i sprawa wymaga sprawdzenia.

Na zakończenie swego wystąpienia w roli obrońcy Wójcik zarzucił Arłukowiczowi bezpodstawne mieszanie Kościoła do sprawy: Gdyby pan też religię moją znał, to by pan wiedział, że w tej religii pan Jezus w określony sposób podchodził do tego typu rzeczy. Trzeba mieć miłosierdzie, pan nie ma nawet miłosierdzia.”

Gdyby nie fakt, że sprawa Pięty to kolejny przykład hipokryzji i podwójnej moralności członków PiS, to argumentację sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, Michała Wójcika można by uznać za dowcip dnia.

PiS bez skrupułów grabi Polskę

Brak skrupułów rządu PiS i powściągliwość u Tuska

Duchowny Stanisław Walczak na temat ustawy mającej zaostrzyć prawo aborcyjne w Polsce w kontekście postawy Kościoła.

Poseł Marcin Kierwiński i inni o wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat przejmowania nielegalnie majątków.

Stanisław Lem był wielkim pisarzem i wizjonerem.Udało mu się nawet przewidzieć, że coś takiego jak PiS powstanie, a członkowie tej sekty będą dość charakterystyczni.😂

Bożena Chlabicz-Polak na koduj24.pl pisze o Godek.

Według PiS – nie ma takiego urzędu, resortu czy instytucji, którymi nie potrafiłby kierować absolwent podstawówki, a co dopiero anglistka Godek!

Na biedną Kaję Godek posypały się medialne gromy. Pismaki-lewaki wyszperały, że aktywistka firmująca kolejne ustawy „za życiem” dorabia w radzie nadzorczej spółki skarbu państwa, w firmie mającej do czynienia z „układami wtryskowymi” czy jakoś podobnie. Posada w sam raz dla dyplomowanej filolog angielskiej.

No, ale czy to wina pani Kai, że w edukacji człowiek jest skazany na klepanie biedy? A przecież już pod reżimem PO niektórzy humaniści dorobili się majątku, dostając za zasługi w walce z komunizmem intratne posady tam, gdzie płaci się realne pieniądze. Był, na przykład, taki jeden historyk, co został dyrektorem banku. I to od razu komercyjnego. I proszę – dał radę, śpiewająco!

Więc fala hejtu na Bogu ducha, a kobietom nakaz rodzenia zdeformowanych płodów winną panią Kaję to nic, tylko zawiść, że już nie wspomnę o porażającym chamstwie. Oj, nieładnie, zazdrośnicy, oj nieładnie… Przecież to wszystko legalnie wypłacone z budżetu!

Czyż nie po to była zresztą dokonująca się od dwóch lat „kontrrewolucja moralna”, żeby rewolucjoniści, dotąd tyrający za średnią krajową, teraz mogli żyć co najmniej tak godnie, jak liberały-aferały i ujadające lewactwo, co się nakradło wcześniej? Sam pan prezes był łaskaw wyjaśnić wreszcie tę kwestię, popierając stanowisko premier Szydło w kwestii nagród, a konkluzja tej wypowiedzi brzmiała: Się Należy!

To po prostu twórcze, na skalę wyborczego zwycięstwa, rozwinięcie znanej koncepcji autorstwa partii aktualnie rządzącej – znane bardziej w formie akronimu TKM. Nagroda za postawę, po prostu. Za skromność. Za pracowitość wreszcie, w dziele umacniania „zmiany”, która z definicji miała być dobra, ale wyłącznie – i to już było drobnym drukiem – dla jej (zmiany, znaczy) zwolenników.

Wobec powyższego kwalifikacje na wszelkie urzędy, stanowiska, rady i temu podobne też trzeba teraz mieć głównie moralne. A co do reszty, to w każdej spółce, urzędzie, ministerstwie i czego tam jeszcze nie poobsadzano zwolennikami partii władzy, zawsze znajdzie się jakiś niedobitek ze słusznie minionej epoki, fachowiec z dyplomem odpowiedniej uczelni, który to wszystko ogarnie. W czasach słusznie minionych mówiło się o takich „dobry fachowiec, ale bezpartyjny”, co znaczyło, że trudno, niech pracuje, bo ktoś musi, ale kariery finansowej to taki na pewno nie zrobi.

Dzięki temu w radach nadzorczych czego bądź mogą zasiadać – i zasiadają – całe zastępy takich państwa z państwa PiS. I to już reguła. Symbolem tego typu polityki kadrowej jest słynny pomocnik aptekarza z Łomianek. Pani Kaja i tak wyróżnia się na tle tego egzotycznego grona, bo się legitymuje dość przyzwoitym wykształceniem. Tymczasem w radach nadzorczych potrafią sobie doskonale radzić (zwłaszcza finansowo) także panie i panowie ledwie po maturze. A nawet i bez.

Partia aktualnie rządząca realizuje w ten sposób swoje obietnice wyborcze. Po pierwsze – następuje oto zapowiadana „wymiana elit”. Po drugie – uciera się nosa wykształciuchom i pokazuje im, gdzie ich miejsce. Bo – okazuje się – nie ma takiej dziedziny gospodarki, takiego urzędu, resortu czy instytucji – którymi nie potrafiłby kierować absolwent podstawówki! W końcu frakcja władzy dała suwerenowi słowo, że odtąd już państwo będzie świetnie zorganizowane. A – dla przypomnienia – dobrze zorganizowane państwo jest wtedy i tylko wtedy, kiedy – by zacytować klasyka – może nim sprawnie zarządzać nawet… kucharka.

No i jest jeszcze coś. Jak powiedział pan prezes w komentarzu do sprawy nagród w rządzie premier Szydło – zanim do Polski wróciła wolność, „nie takie majątki były przejmowane”. Teraz nastąpił więc czas wyrównywania tych rachunków. Z tym, że nie ma już mowy o żadnym uwłaszczaniu się pod stołem. Teraz pierwszego miliona już nie trzeba kraść. Wystarczy go sobie „uczciwie wypłacić z budżetu”!

„Najpierw pod pretekstem religijnym szczuje się i zniesławia ludzi. Później pod pretekstem kłamstwa, że plac ma służyć obronności, przejmuje się go i stawia pomniki, w tym brata. To budzi najwyższy niesmak” – powiedział Radosław Sikorski w TVN 24.

Sikorski dodał, że stawiając w całym kraju pomniki Lecha Kaczyńskiego, prezes PiS „nie zmusi Polaków do szacunku” wobec brata. – „Prezes Kaczyński używa brata do dzielenia Polaków i robi mu krzywdę. Były rzeczy, które Lech Kaczyński robił dobrze, jak stosunki z Izraelem czy Ukrainą” – podkreślił były minister spraw zagranicznych.

Odniósł się także do wysokich nagród dla ministrów rządu Beaty Szydło i jej samej. – „Myślę, że wszyscy jesteśmy zniesmaczeni kontrastem między tym, co mówili: „skromność”, „służba Polsce”, a tym, co robią, czyli czerpaniem szeroką garścią. To nie były de facto nagrody. Nagroda to jest coś, co ma uzasadnienie, a to był system drugich pensji. Sądzę, że tam puściły hamulce” – skonstatował Sikorski.

Przyznał, że w rządzie Donalda Tuska przyznano nagrody wiceministrom. – „Za wynegocjowanie pakietu energetyczno-klimatycznego i za sukces w sprawie największego w historii budżetu Unii Europejskiej dla Polski. To rzeczywiście wymagało nagród, bo to były wieloletnie negocjacje. Wyliczyłem, że gdyby koledzy z PiS-u byli tak długo w rządzie jak ja – 14 lat – to według tych stawek, które sobie płacą, wyszłoby milion złotych na osobę” – podsumował Radosław Sikorski.

„Projekt PiS w sprawie nieopublikowanych wyroków Trybunału Konstytucyjnego z 2016 r. jest zbędny, zaś zmiany zaproponowane w projekcie Prawa i Sprawiedliwości odnoszące się do procedury odwoływania prezesów sądów mają charakter iluzoryczny” – czytamy w opublikowanych dziś opiniach Sądu Najwyższego na temat tych projektów.

Zdaniem sędziów z SN, PiS-owski projekt ustawy o TK ma „wywołać przekonanie, że rozstrzygnięcia w powyższych sprawach nie były orzeczeniami TK w rozumieniu Konstytucji”. W opinii napisano, że „jest to założenie wewnętrznie sprzeczne”.

SN zwrócił też uwagę, że Komisja Europejska uznaje orzeczenia jako wyroki TK i zaleca ich opublikowanie. Niepotrzebna jest więc ustawa przygotowana przez PiS. Szydło, a potem Morawiecki na podstawie Konstytucji powinni opublikować orzeczenia Trybunału z 9 marca, 11 sierpnia i 7 listopada 2016 r.

W drugiej opinii Sąd Najwyższy odniósł się do projektu zmian ustaw o sądach. – „W większości mają one charakter iluzoryczny. Zakładane w projekcie zmiany nie eliminują zasadniczych zastrzeżeń konstytucyjnych wobec obecnego kształtu ustaw o Sądzie Najwyższym i sądach powszechnych” – czytamy w opinii.

SN zaznaczył też, że zaproponowane przez PiS zmiany nie realizują zaleceń Komisji Europejskiej, która wskazała m.in. na potrzebę wyeliminowania swobody decyzyjnej ministra sprawiedliwości w zakresie powoływania i odwoływania prezesów sądów oraz zmiany podjętych już decyzji. – „Omawiane zmiany w ogóle nie dotyczą zaś procedury powoływania prezesów i decyzji już podjętych” – podkreślono.

Ze stopnia starszego posterunkowego na sierżanta awansował jeden z policjantów, który podczas czerwcowej kontrmiesięcznicy wynosił, a później legitymował Władysława Frasyniuka. Podwyższono też pensję funkcjonariusza – z ok. 2,5 tys. zł do 3,1 tys. zł miesięcznie – twierdzi wp.pl.

– „To była nagroda za interwencję wobec Frasyniuka. Mógł sobie wybrać jednostkę, w której chce służyć i awansował na stanowisko dowódcy drużyny” – stwierdził informator wp.pl. Kolejny też mówi, że to nagroda i dodaje, że nie każdy funkcjonariusz miałby szanse na taki awans. – „Rzecz jasna w dokumentach nie będzie śladu, jaki był faktyczny powód awansu. Zawsze to można uzasadnić inaczej” – powiedział wp.pl. funkcjonariusz. No i „jak na zamówienie” – rzecznik Komendy Stołecznej Policji Sylwester Marczak zaprzeczył, że awans był nagrodą za interwencję wobec Frasyniuka.

– „Trzeba karmić dłoń, którą się podnosi na obywatela. Mam postawiony zarzut o naruszenie nietykalności funkcjonariuszy. Dwóch policjantów zeznawało. Być może to jeden z nich” – skomentował w rozmowie z wp. pl. Władysław Frasyniuk.

Waldemar Mystkowski pisze o pieniądzach PiS.

Nieprofesjonaliści, niedołędzy zawsze więcej kosztują. Wszak nie płacimy im za potrzebną pracę, ale za to, że szkodzą. PiS dzisiaj nas ogromnie wiele kosztuje, ale gdy zostaną odsunięci od władzy, koszty wzrosną jeszcze bardziej. Szkodnika zawsze trzeba poprawiać, mimo że zawyżone koszty za jego obecność już ponieśliśmy. To tylko sfera materialna, a gdzie duchowa, psychologiczna?

Wypadek Beaty Szydło może posłużyć za przykład, jak to wygląda i będzie wyglądało. Skasowany został samochód z kolumny konwojującej byłą premier na odpoczynek, przez rok grupa śledczych do niczego nie doszła, pobierała pensje i za nią, i wszelakie ekspertyzy zapłacono 154 tys. zł.
To jednak nie koniec, bo młody kierowca seicento nie godzi się być kozłem ofiarnym, aby za nim ciągnął się smród polityków, którym wystaje słoma z pantofli. Koszty procesowe znowu spadną na państwo.

Pod tym względem Szydło ma rację: – „Ministrowie i wiceministrowie otrzymywali nagrody za ciężką, uczciwą pracę i te pieniądze im się po prostu należały”. Może nie jest tak ciężko coś zepsuć – limuzynę rządową bądź prawo konstytucyjne i sądownictwo – ale ciężko jest prowadzić felerne śledztwo i ustanawiać felerne ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, sądownictwie, KRS i Sądzie Najwyższym.

Napracowali się. To jednak nie wszystko, bo rzeczywiste koszty przed nami. Nadszarpnięta została reputacja Polski, szkodnicy nie uzyskają adekwatnych pieniędzy z budżetu unijnego. Więc zasadne jest dzisiaj pytanie: Czy PiS zapłaci Polsce reperacje za swoje szkodliwe nieudacznictwo?

Jeden z funkcjonariuszy PiS Marek Suski przynajmniej potrafił się zachować. Gdy dowiedział się o nagrodzie, że została przelana z automatu, oddał ją: – „Poszedłem do banku i odesłałem – 31 tys. zł”. Dobrze wiedzieć, że w PiS działa automat, który przelewa szmal o takiej wysokości. Suski jest szefem gabinetu politycznego Morawieckiego ledwie trzy miesiące, a już automat mu przelewa. A przecież nie jest jakimś Stańczykiem, lecz zwykłą „kupą śmiechu”. Ile zatem automat przelewa bardziej zasłużonym szkodnikom, hę?

Po PiS zostaną do zapłacenia ogromne rachunki i ten startup: automat przelewający szmal na konto.

Post Navigation