Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “konstytucja”

Kaczyński był i jest przeciwny Polsce w Unii Europejskiej

Napis zostanie wyświetlony na fasadzie Pałacu Kultury i Nauki w najbliższą sobotę o godz. 18.00. – „Niech każdy w Polsce wie, że Konstytucja wciąż jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej!” – napisali na Twitterze Obywatele RP, którzy organizują przedsięwzięcie. Napis będzie widoczny przez tydzień.

https://twitter.com/ObywateleRP/status/1051119621129101313

Lider Obywateli RP zdaje sobie sprawę, że pojawić się mogą oskarżenia o naruszenie ciszy wyborczej, bo napis pojawi się na dzień przed nimi.  – „Jeśli dziś Konstytucja jest głosem w politycznym konflikcie, to dzieje się tak dlatego, że stroną tego konfliktu są siły dokonujące zamachu stanu. Najwyższe prawo wszystkich stron każdego polskiego sporu dzieli. Rzeczywiście jest polityczną deklaracją, choć Konstytucja – równa dla każdego niezależnie od przekonań stanowiąca podstawę bytu wspólnego państwa – powinna być politycznie niewinna, doskonale obojętna wobec partyjnych preferencji” – powiedział Kasprzak w „GW”.

„Konstytucja” na Pałacu Kultury pojawi się dzień po pierwszej rocznicy samospalenia Piotra Szczęsnego – Szarego Człowieka, jak sam siebie określał. Dokonał tego na pl. Defilad u stóp Pałacu w proteście przeciw łamaniu demokracji przez PiS. – „Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj, zanim całkowicie pozbawi nas wolności” – napisał Piotr Szczęsny w zostawionym przez siebie przesłaniu.

NIE WIERZCIE TYM ZAPEWNIENIOM. Przeczą im słowa i czyny Kaczyńskiego. Był przeciwny wchodzeniu do UE.

Holtei

Na kilkanaście godzin przed wyborami „Gazeta Wyborcza” ma odpalić polityczną bombę, która może zachwiać w posadach słynną spółką Srebrna oraz sceną polityczną. Chodzi o domniemany układ towarzysko-biznesowy, za którym ma stać Jarosław Kaczyński.

Jak ujawniono w czwartkowy wieczór, na dzień przed ciszą wyborczą „Gazeta Wyborcza” opublikuje artykuł pod jakże intrygującym tytułem „Deweloper Kaczyński”. Zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” (a prywatnie brat prezesa TVP) Jarosław Kurskizapowiada, że jego dziennik przedstawi bliżej spółkę Srebrna.

„Wieeeeelkie pieniądze, uwłaszczenie na publicznym majątku, osobiste zaangażowanie Jarosława Kaczyńskiego” – tak Kurski reklamuje okładkowy tekst na piątek. Dziennikarz twierdzi, że chodzi właśnie o takie związki polityki i biznesu, które prezes Prawa i Sprawiedliwości nazywał „patologicznym układem towarzysko-biznesowym”.

Wygląda więc na to, że zapowiadany tekst „Gazety Wyborczej” może być bombą, która tylko mocniej zaszkodzi i tak słabnącym ostatnio notowaniom PiS i może się odbić na wyniku wyborów samorządowych, które już w najbliższą niedzielę.

Podczas dokonywania zmian w…

View original post 4 514 słów więcej

PiS tak naprawdę mówi: Euro, pa!

Ponoć nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, ale mamy na raty. W obliczu złych sondaży PiS postanowił proces przyspieszyć, wciąż zapewniając, że są za zostaniem w UE. Aby mieć pewność co do kierunku w jakim idziemy

W sztabie Prawa i Sprawiedliwości nerwowa atmosfera udzieliła się już chyba wszystkim. Co rusz zamawiane są wewnętrzne sondaże i podkręcane obietnice wyborcze.

Gra toczy się o sporą stawkę, dlatego też prezes Kaczyński ogłosił swoistą mobilizację i nakazał wszystkim posłom, którzy akurat nie mają jakiś posiedzeń komisji sejmowych, do wyjazdu w teren i pracy na lepszy wynik wyborów samorządowych.

„Wszyscy parlamentarzyści dostali od prezesa Jarosława Kaczyńskiego nakaz działalności w terenie. – Usłyszałem w partii, że jak ktoś zobaczy któregoś z nas w stolicy, to koniec będzie – opowiada nam z parlamentarzystów”

Zakładane były dwa scenariusze: albo odbijemy się w terenie realnie, albo nie. Bo zwycięstwo ogólne w skali kraju nie oznacza realnej władzy na dole. Dlatego takie nerwy” – tłumaczy jeden z polityków PiS.

Parlamentarzyści swoją agitacją mają wesprzeć przede wszystkim premiera Morawieckiego, który jest lokomotywą tych wyborów z ramienia partii, ale jednocześnie może stać się ich kozłem ofiarnym w wypadku przegranej.

W PiS na finiszu kampanii zapanował potworny chaos. Klęska zajrzała w oczy Kaczyńskiemu. Czy trafi go szlag, apopleksja?

Holtei

Morawiecki chciałby Ziobrę wyrzucić?

„Nie mam żalu do Ziobry” – zapewniał w Polsat News prezes Kaczyński, ale wydaje się, że to tylko dobra mina do złej gry, co potwierdzają wypowiedzi innych polityków partii rządzącej.

Sprawa dotyczy wniosku, jaki na początku października minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego. Nie informując nikogo prokurator generalny chce, aby TK uznał „art. 267 traktatu o funkcjonowaniu UE, który umożliwia sądom krajowym zadawanie pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE, został uznany za niezgodny z Konstytucją RP, jeśli pytania będą dotyczyć „ustroju, kształtu i organizacji władzy sądowniczej”.

Samowolka Ziobry, która wyszła na jaw tuż przed wyborami samorządowymi i która stawia wyraźne pytanie co do przyszłości Polski w UE, wywołała złość wśród partyjnych kolegów.

Minister sprawiedliwości próbuje ratować sytuację tłumacząc, że wywoływanie polexitu to zwykła manipulacja. W wystosowanym oświadczeniu zapewnił, że wniosek nie jest próbą wyprowadzenia Polski z UE, ale jego istotą „jest zbadanie kompetencji…

View original post 3 196 słów więcej

Cejrowski versus Morawiecki

Jak donosi portal Fakt.pl, nie wszyscy prawicowi dziennikarze bronią Mateusza Morawieckiego po publikacjach kolejnych taśm ze słynnej restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Dowód? Premiera zrugał w mediach Wojciech Cejrowski, popularny podróżnik i zagorzały zwolennik PiS.

Przypomnijmy: Onet opisał w ubiegły poniedziałek zeznania kelnerów Łukasza N. i Konrada Lasoty, z których wynika, że istnieją inne, niż dotychczas opublikowane nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele” z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego. W momencie nagrywania nie był on jeszcze premierem, lecz prezesem Banku Zachodniego WBK.

Kelnerzy zeznali w prokuraturze, że w nagraniach mowa jest o zakupie mieszkań na podstawione osoby, czyli tzw. „słupy”. Z kolei dziennikarze Onetu przypomnieli nagranie, na którym Morawiecki obiecywał „ciche” wsparcie finansowe dla byłego wiceministra w rządzie PO-PSL, Aleksandra Grada. Wsparcie, bagatela, w wysokości nawet do 100 tys. zł! Poza tym prezes WBK pomagał w załatwieniu pracy dla syna europosła Ryszarda Czarneckiego.

Wojciech Cejrowski, znany z wyjątkowo kontrowersyjnych komentarzy, do tej pory zawsze był przychylny rządowi. Ale nie tym razem. – „Jakichś nowych rzeczy się dowiedzieliśmy, i o tym człowieku, który takim językiem mówi przy eleganckim stole. W moich oczach spodnie mu spadły do kostek i nie chcę oglądać gościa, który takim językiem się posługuje” – powiedział Cejrowski w „Radiowym Przeglądzie Prasy”, publikowanym w serwisie YouTube. – „Po prostu jest mi przykro, że zrobił (Morawiecki – red.) nas w konia, bo jawił się kim innym, kiedy w garniturach do zdjęć pozował, kiedy wspierał PiS i zostawał premierem. Jawił się kulturalnym, młodym człowiekiem, który miał jakieś kariery bankowe” – dodał. Publicysta uważa, że premier „mówi takim samym językiem, jak komuniści”.

Przypomnijmy: do tej pory zarówno politycy PiS, jak również dziennikarze popierający obóz dobrej zmiany mieszali z błotem dziennikarzy Onetu, a proceder nagrywania najważniejszych polityków nagle okazał się przestępczy. Gdy publikowane były nagrania polityków Platformy, PiS był zadziwiająco zgodny, że dziennikarze mają do tego pełne prawo, zauważa portal Fakt.

>>>

Cejrowskiemu nie podoba się chamstwo M. Morawieckiego. To się porobiło!

Holtei

Bez słowa komentarza Donald Tusk umieścił na swoim profilu na Twitterze zdjęcie, na którym razem z liderem zespołu U2 stoją na tle plakatu z napisem „Konstytucja”. Bono był gościem Parlamentu Europejskiego. – „Jestem fanem Europy, moim zadaniem jako artysty jest nadanie nowego blasku pojęciu „bycia Europejczykiem” – mówił w Brukseli.

Zdjęcie było szeroko komentowane, także przez przez dziennikarzy. – Przeczuwam bojkot tego nikomu nieznanego artysty oraz dosadny post pani poseł Pawłowicz” – Dominika Długosz;

„Dotąd symbolem walki o wolność i demokrację było słowo SOLIDARNOŚĆ. Dzisiaj po zawłaszczeniu go przez przybudówkę PiS, takim symbolem jest słowo KONSTYTUCJA! Piękne”; – „Dziś Donald Tusk spotkał się z Bono, a poseł Jarosław Kaczyński spotkał się z Premierem Morawieckim i Błaszczakiem. Znajdź różnicę”;

„Jarosław Kaczyński już kilkanaście lat temu mówił, że nie przepada za „U Dwa”. Wyczuł pismo…

View original post 2 964 słowa więcej

Morawiecki: ludzie są tak głupi, że kupią każdy kit

Chuck Norris – bohater filmów akcji i memów. Człowiek, który dwa razy doliczył do nieskończoności. Wreszcie człowiek, który stał się jednym z bohaterów nagrań w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, mimo że prawdopodobnie nigdy tam nie był. Jak do tego doszło?

Kryzys wokół taśm Morawieckiego zdaje się nie mieć końca. Tak jak za rządów PO-PSL, tak i dziś posiadacze nagrań nie odsłaniają ich wszystkich naraz, ale stopniowo, torpedując tym samym wszelkie sposoby gaszenia politycznego pożaru ze strony PiS. Nowe nagranie z premierem w roli głównej, opublikowane właśnie przez portal Onet.pl, może z łatwością rozwścieczyć wyborców partii rządzącej, ponieważ polityk wypowiada w nich słowa o Polakach, w które aż ciężko uwierzyć.

Mateusz Morawiecki został bowiem przyłapany jak komentuje głośną kampanię reklamową banku BZ WBK ze znanym amerykańskim aktorem Chuckiem Norrisem w roli głównej. Kultowy bohater żartów i memów miał przyciągnąć klientów do banku, co było przedmiotem nagranego spotkania Morawieckiego z jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską.

Bogusława Matuszewska: Chuck Norris działa?
Mateusz Morawiecki: Działa rewelacyjnie.
Bogusława Matuszewska: Jak ten (…) “Panie Chucku”. Najlepsze to jest “Panie Chucku” jak dla mnie. 
Mateusz Morawiecki: Ale ludzie są tacy głupi, że to działa! Niesamowite!

Powyższe słowa są wstrząsające dla wizerunku premiera. Morawiecki bowiem miesiącami budował narrację o PiS jako partii społecznej, a siebie prezentował jako wojownika stawiającego czoła układowi i mafiom vatowskim, aby miliardy wykradane przez złodziei trafiły do zwykłych ludzi. Tymczasem polski Robin Hood okazał się aroganckim kłamcą, który gardzi zwykłymi obywatelami.

Takich mocnych słów uderzających w społeczeństwo nie było w taśmach ujawnionych za rządów PO-PSL. Partia antyelitarna okazała się reprezentować wszystko to, o co oskarża poprzedników. Można postawić mocną tezę, że za poprzedniego rządu Mateusz Morawiecki po takich słowach straciłby stanowisko, ponieważ za mniej pogardliwe wypowiedzi poleciały wówczas polityczne głowy. Jak na ironię słowa premiera powinny rozjuszyć zwłaszcza elektorat prawicy, ponieważ Chuck Norris jest zadeklarowanym konserwatystą.

Taśmy Morawieckiego mogą okazać się ciosem, który poważnie osłabi PiS w wyborach samorządowych. Tym bardziej zaskakuje, że środowisko partii rządzącej wypuściło omawiane nagranie właśnie teraz. Nie jest bowiem tajemnicą, która strona sceny politycznej jest dysponentem nagrań. Widać dzięki temu, że przekazanie władzy w PiS jest bliskie, stąd przeciwnicy premiera byli na tyle zdesperowani, że uznali, iż obwinienie premiera za nieprzejęcie władzy w Sejmikach będzie najpotężniejsza bronią, która pozwali wymusić powyborczą czystkę na samych szczytach władzy.

Pokazuje to stan mentalny środowiska partii rządzącej, której tak desperacko zależy na władzy. Politycy w takim momencie grający taśmami  przeciw własnej formacji udowadniają, że nie są w niczym lepsi od Morawieckiego śmiejącego się z rzekomej głupoty Polaków.

Pozostaje wierzyć, że społeczeństwo w końcu otworzy oczy dzięki toczącej się aferze i zrozumie jak bardzo dało się zmanipulować dobrej zmianie.

W zeszły wtorek Onet ujawnił taśmę

>>>

Postać Chucka Norrisa stała się w 2012 roku inspiracją dla reklamy banku BZ WBK, którego ówczesnym prezesem był Mateusz Morawiecki. Jak się okazało, postać popularnego bohatera filmów akcji była wyjątkowo przekonująca, bo bank Morawieckiego zyskał dzięki niemu rzeszę klientów. – Ludzie są tacy głupi, że to działa. Niesamowite! – komentował wtedy chwyt reklamowy Morawiecki.

W zeszły wtorek Onet ujawnił taśmę, na której nagrany został Mateusz Morawiecki. Znajduje się ona w aktach śledztwa taśmowego, do których uzyskaliśmy legalny dostęp. To spotkanie w szerszym gronie — obok Morawieckiego w rozmowie w „Sowie i Przyjaciołach” brali także udział prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło, prezes PGE Krzysztof Kilian oraz jego zastępczyni Bogusława Matuszewska. Spotkanie odbyło się wiosną 2013 r.

Holtei

Dzisiaj powinna być miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu, ale Kaczyński w drodze do prawdy padł. Taki job twaju mat’ z niego Mojżesz.

Sellin o ustawie dekoncentracyjnej: Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. To wymaga decyzji politycznej, która może nastąpić w każdym momencie

Ustawa ewentualnie zmierzająca do tego, żeby naprawić sytuację, która jest zepsuta w polskiej przestrzeni medialnej, czyli sytuacja, w której pozwoliliśmy w ostatnich latach, żeby bardzo duży segment mediów był w rękach kapitału zagranicznego, jest w ministerstwie opracowywana. Mamy kilka wariantów, koncepcji, wzorowanych na prawodawstwie różnych krajów Europy Zachodniej” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. Tylko to wymaga decyzji politycznej, czy już ten temat poruszamy, czy go wnosimy do debaty publicznej. Ta decyzja należy do kierownictwa mojego…

View original post 1 568 słów więcej

Jak PiS chce przechytrzyć państwo, konstytucję i Unię Europejską

Oddział ZUS w Jaśle „został poproszony przez polityków PiS” o wycofanie zażalenia do Sądu Najwyższego, które stało się podstawą zadania pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE. Co więcej – i jest to niespotykane, zdaniem informatora „Gazety Wyborczej” – pismo cofające zażalenie zostało wysłane jednocześnie do SN i Prokuratury Krajowej – czytamy w portalu GW.

Wycofanie zażalenia do Sądu Najwyższego powoduje, że zadanie pytań prejudycjalnych dotyczących czystki dokonanej przez ustawy prezydenta Andrzeja Dudy nie ma już podstaw. W niedzielę sędzia Michał Laskowski, rzecznik SN powiedział mediom: „Jest prawdopodobne, że Sąd Najwyższy wycofa pytania prejudycjalne skierowane do Trybunału Sprawiedliwości”.  Może oznaczać, że TSUE nie zajmie się sprawą czystki i nie zatrzyma wysyłania sędziów Sądu Najwyższego na przymusową emeryturę. „Gazeta Wyborcza” próbowała ustalić, jak do tego doszło. – „Zakład sam nigdy by takiej decyzji nie podjął. Naszym zadaniem jest bowiem dbać o pieniądze publiczne, a tą decyzją działamy wbrew interesom swoim i budżetu państwa” – mówi jej informator w ZUS.

Dlaczego? Sprawa dotyczy fikcyjnego zatrudnienia za granicą i próby uniknięcia płacenia składek ZUS w Polsce. Drobna z pozoru historia obrosła w poważne w skutkach konsekwencje. Mowa o właścicielu firmy, zarejestrowanej w Polsce, który płacił tu miesięcznie ponad 1,2 tys. zł składek na ZUS. Po podjęciu pracy na etacie na Słowacji poinformował on Zakład, że ponieważ podlega tam obowiązkowemu ubezpieczeniu, składek od działalności gospodarczej płacić w Polsce nie musi. Z taką metodą „optymalizacji kosztów” nasz ZUS walczy od lat. W sprawie biznesmena też przeprowadził kontrolę i stwierdził, że mężczyzna jest zatrudniony na Słowacji fikcyjnie- jedynie po to, by płacić niższe składki. ZUS poinformował zatem swego słowackiego odpowiednika, że włącza pana Andrzeja do polskiego systemu ubezpieczeń i każe mu znów płacić składki. Słowacy na pismo nie odpowiedzieli. W takiej sytuacji zastosowanie mają unijne przepisy, które przewidują, że jeśli w określonym czasie organ rentowy danego kraju nie odpowie na pismo innego kraju, to oznacza to, że podziela on opinię wnioskodawcy. Tymczasem biznesmen w reakcji na działania polskiego ZUS… wystąpił on do sądu. Sąd uznał, że Zakład powinien poczekać na opinię strony słowackiej. Ale ZUS – zgodnie z przepisami o koordynacji unijnej – nie musi tego robić i zgłosił zażalenie do Sądu Najwyższego.

>>>

Ostatecznie – czytamy w portalu – sprawą zajął się poszerzony skład siedmiu sędziów SN. Okazało się wówczas, że znalazło się w nim dwóch sędziów, którzy przekroczyli już 65. rok życia i wobec których trwała procedura związana z przeniesieniem ich w stan spoczynku lub ewentualnym umożliwieniem im dalszego orzekania. Przypomnijmy: na mocy pisowskiej nowelizacji ustawy o SN wiek emerytalny sędziów został obniżony z 70 do 65 lat, a zgodę na dalsze orzekanie sędziów wydaje prezydent.SN nie potrafił rozstrzygnąć, czy tacy sędziowie mogą orzekać. Postanowił więc skierować pięć pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE i zawiesić stosowanie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym, w tym tego o przymusowych emeryturach sędziów.

Tyle sprawa, natomiast warta dalszej obserwacji jest wspomniana nadgorliwa aktywność oddziału ZUS z Jasła. Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego SN informuje zaś, że pismo cofające zażalenie wpłynęło 25 września. Już następnego dnia Prokuratura Krajowa poinformowała SN pisemnie, że … w związku z decyzją ZUS wnosi o umorzenie postępowania oraz uchylenie postanowienia SN o zwróceniu się z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE. Co uderzające, SN nawet nie zdążył jeszcze rozesłać odpisów pisma Zakładu do uczestników postępowania (!) – w tym samej Prokuraturze Krajowej (ponieważ przystąpiła ona do sprawy natychmiast po przedstawieniu przez SN pytań prejudycjalnych TSUE).

Z informacji „Wyborczej” wynika, że to sam ZUS poinformował prokuraturę o cofnięciu zażalenia. I na tej podstawie PK natychmiast wniosła o umorzenie postępowania. Odpowiednie pismo podpisała prokurator Henryka Gajda-Kwapień z wydziału sądowego. Prokuratura Krajowa tak się przy tym spieszyła, że nie załączyła odpisów wniosku ZUS, zatem SN zwrócił się do prokuratury o uzupełnienie braków, czytamy w portalu GW. Pisma Zakładu są podpisane przez radcę prawnego oddziału ZUS w Jaśle. Nie zawierają wprawdzie uzasadnienia cofnięcia zażalenia, ale za to wskazują na przepisy, które zobowiązują sąd do umorzenia postępowania. Dziennikarze GW bezskutecznie próbowali skontaktować się z dyrektor oddziału w Jaśle, Krystyną Domaradzką. Rzecznik ZUS w Rzeszowie potwierdza jedynie, że oddział ZUS w Jaśle wycofał zażalenie z SN. Więcej komentarzy udzielić nie chce. Sprawa zainteresowała się tymczasem posłanka PO z Jasła, Joanna Frydrych, która pracowała kiedyś w jasielskim ZUS. Planuje złożyć interpelację poselską.

Ujawnione przez dziennikarzy Onetu szczegóły analizy 40 tomów akt tzw. afery taśmowej mogą pogrzebać marzenia Mateusza Morawieckiego o prezydenturze. Zeznania kelnerów podsłuchujących polityków w restauracji „Sowa i Przyjaciele” obciążają obecnego premiera. Co ciekawe, nie wiadomo gdzie znajduje się najważniejszy z dowodów w tej sprawie, czyli taśma z nagraniem Morawieckiego. Z akt wynika ponadto, że śledczy specjalnie pominęli wątek przestępczego procederu, którego według zeznań oskarżonych miał dopuścić się Mateusz Morawiecki.

Akta sądowe wskazują na trzech bezpośrednich sprawców afery taśmowej. Pomysłodawcą akcji miał być przedsiębiorca Marek Falenta, za samo nagrywanie mieli być odpowiedzialni dwaj pracujący u „Sowy i Przyjaciół” kelnerzy – Łukasz N. oraz Konrad Lasota. Większość z pytań kierowanych podczas przesłuchań kelnerów w prokuraturze i przed sądem tyczyło się personaliów podsłuchiwanych oraz treści nagranych rozmów. Z zeznań dowiadujemy się, że upublicznione nagrania, stanowią niewielką część z dziesiątek, bądź setek, znajdujących się do dziś w nieznanych rękach. Właśnie w tych zeznaniach, składanych niezależnie od siebie i konfrontowanych, pojawia się wątek Mateusza Morawieckiego.

>>>

Podczas jednego z przesłuchań na początku 2015 r. prowadząca sprawę prokurator Anna Hopfer z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga pyta kelnera Łukasza N.: „Czy zarejestrował pan rozmowę jednego z prezesów banku dotyczącą zawierania pożyczek i kredytów na podstawione osoby, tzw. słupy?”.

Odpowiedź Łukasza N. Jest następująca: „Tak, tak mi się wydaje, bo jakość tego nagrania była słaba, ja je odsłuchiwałem to było nagranie Morawieckiego z jakimś mężczyzną. Ja nie znam tego mężczyzny, w tej rozmowie brały udział tylko tych dwóch mężczyzn. Morawiecki jest z banku BZW BK. Z tego co pamiętam to rozmawiali o jakiś budynkach, tamten drugi człowiek którego nie znam powiedział że jakaś osoba się obawia i chce się wycofać z tego interesu. Rozmawiali o zakupie budynków pod inwestycje i mieli tam wynajmować pod jakieś biznesy ale dokładnie nie pamiętam. Rozmawiali, że dokumenty mają być sporządzone na jakąś osobę. Rozmawiali, że będą mieli te, że oni będą mieli te lokale zakupione na inne osoby, że na inne osoby będą wystawione dokumenty. Nie pamiętam czy w tej rozmowie była mowa o pożyczkach i kredytach na słupy. Oni rozmawiali o tym że będą kupować nieruchomości na podstawione osoby. Ten mężczyzna który się spotkał z Morawieckim powiedział, że prawdopodobnie jakaś kobieta się obawia i chce się wycofać. Nie pamiętam czy on precyzował czego się boi ta kobieta. Marek Falenta dostał ode mnie to nagranie. Ja o tym nagraniu mówiłem [funkcjonariuszce] CBŚ”.

Na pytanie prokurator, czy oskarżony mówił o tej taśmie Morawieckiego swemu wspólnikowi Konradowi Lasocie, nagrywającym w innej warszawskiej restauracji „Amber Room” odparł: „Możliwe że ja o tym nagraniu mówiłem Konradowi Lasocie, ale ja nie kojarzę”.

Wobec tego prokurator Hopfer przeczytała Łukaszowi N. kluczowy fragment z jego zeznania: „Dodatkowo [Łukasz N.] poinformował mnie o nagranej przez niego rozmowie prezesa banku BGŻ albo BH z kimś z jego najbliższego otoczenia dotyczącej zawierania pożyczek i kredytów na słupy, tj podstawione osoby. Oni mieli zaciągać kredyty na słupy i w ten sposób działać na szkodę banku. Nie jestem pewny jaki to był bank. O tym byłem informowany w okolicach września 2013 r.”

Łukasz N. tłumaczy się więc dalej: „Ten fragment dotyczył tej rozmowy Morawieckiego z tym mężczyzną, aczkolwiek ja nie odpowiadam za dosłowność słów Konrada. To jest interpretacja moich słów, ja nie pamiętam co dokładnie powiedziałem Konradowi. Chcę zaznaczyć, że z tych rozmów, które ja odsłuchałem i pamiętam to Morawiecki z drugim mężczyzną spotkał się tylko raz i to kojarzy mi się z tym spotkaniem. […]”.

Różnica w obu zeznaniach tyczy się tego, czy na słupy miały być kupowane nieruchomości (jak mówi Łukasz N.), czy brane kredyty. Należy tu jednak podkreślić, że wersja o kredytach Lasoty pochodzi z zeznań opartych na zasłyszanej od N. wersji. Ówczesne zeznania Łukasza N. dotyczące innych przez niego nagranych, po weryfikacji okazują się dość precyzyjne. Jednak, Lasota jest w swych wypowiedziach konsekwentny. Podczas procesu sądowego, już za rządów PiS, Lasota zeznał, że piastowanie przez Morawieckiego funkcji wicepremiera „budzi jego niesmak”„To osoba, co do której zostały złożone zeznania, że mogła uczestniczyć w procederze przestępczym” – oświadczył w procesie.

Trudno stwierdzić, że obciążenie zeznaniami obecnego premiera przez Lasotę motywowanie było sympatiami politycznymi kelnera. Konrad Lasota utożsamiał Morawieckiego z obozem poprzedniej władzy. Obecny premier należał wówczas do kręgu biznesowo-towarzyskiego Platformy, pełnił wtedy rolę członka Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku.

Istotne w sprawie jest to, że w aktach nie ma żadnych śladów działań prokuratury, policji czy służb w celu zweryfikowania zarzutów Łukasza N. wobec Morawieckiego, a sam prezes, przesłuchiwany przez ABW jako poszkodowany nie został spytany o oskarżenia kelnera. Rzecznik rządu Joanna Kopcińska pytana o tę sprawę przez dziennikarzy odpowiedziała „Ze względu na toczące się postępowanie, w którym Pan Mateusz Morawiecki ma status osoby pokrzywdzonej, nie jest możliwe udzielenie odpowiedzi na Pańskie pytania”.

Należy wspomnieć, że prokuratura w żadnej z dotąd opublikowanych taśm nie dopatrzyła się naruszania prawa. Mimo tego, publikacja nagrań wyraźnie wpłynęła na wynik ostatnich wyborów parlamentarnych. W aktach śledztwa znaleziono dowody na to, że nagrań z obecnym premierem może być więcej. Te znajdują się w nieznanych rękach i mogą być również wykorzystane w „korzystnym politycznie momencie”. Wiedząc, że politycy Prawa i Sprawiedliwości nie gościli u „Sowy i Przyjaciół”, ani nie byli przez kelnerów podsłuchiwani, możemy się domyślać, kto, bądź na czyją korzyść mogą działać ewentualni szantażyści.

Mateusz Morawiecki, jeszcze jako prezes banku BZ WBK mówił: „Nikt mnie nigdy nie szantażował, że moje ewentualnie nagrane rozmowy zostaną ujawnione. Nikt mi tego nie sugerował. Nikt nie proponował mi zakupu żadnych nagrań. Nikt się ze mną w sprawie ewentualnych nagrań nie kontaktował”. Dziś jednak Morawiecki jest premierem i ponoć namaszczonym przez Kaczyńskiego na prezydenta. Czy obserwując wzmacniającą się dziś pozycję premiera pomyślelibyśmy, że może być on bardziej zależny od Andrzeja Dudy?

ZUS wycofał skargę. Czy dlatego, że kwestia, której postępowanie dotyczyło, straciła aktualność? Nie. Państwowa instytucja poświęca sprawę konkretnego człowieka dla tricku prawnego, którego skutkiem jest zrobienie na złość sędziom. Państwo prawa Dobrej Zmiany. Bliżej ludzi.

Holtei

„Nie dostaliśmy do dzisiaj pozwu, który Komisja [Europejska – dop. Red.] miała zgłosić do Trybunału Sprawiedliwości” – powiedział w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w Polsat News Mateusz Morawiecki. Premier – w sprawie dialogu Polski z KE i zmianach w sądownictwie – podkreślił, że dopiero wtedy rząd się ustosunkuje do wątpliwości tego gremium, dotyczących reformy sądownictwa w Polsce. Przypomniał, że Polska toczy z KE dialog. Pochwalił się również, że już teraz za sprawą pewnych regulacji, m.in. losowemu przydziałowi spraw sądowych, „słyszy pozytywne komentarze”. – „Jestem chwalony, to zasada, która już dawno powinna być wdrożona” – powiedział.

Premier uważa, że UE nie rozumie historycznych uwarunkowań Polski. – „Jesteśmy krzywdzeni przez Brukselę” – stwierdził, na całego grając na antyeuropejskich sentymentach. – „To dlatego, że Bruksela, ale tak naprawdę też kilka krajów zachodnioeuropejskich, bardzo ważnych, zacnych, nie rozumie sytuacji w Polsce, która jest sytuacją systemu postkomunistycznego” – mędrkował Morawiecki. Zapewnił, że rząd PiS nie…

View original post 8 078 słów więcej

Kaczyński: Nie możemy pozwolić na to, żeby społeczeństwo miało wiedzieć, że my kłamiemy

Zandberg: Takie zabawy, gesty Trumpa mają ca celu osłabianie przez Trumpa UE, bo opłacają się handlowo USA a nie Polsce

– Trump jest dzisiaj a jutro przeminie a my jesteśmy i ekonomicznie i geograficznie w tym miejscu, w którym jesteśmy od wieków. Kiedy ta ekscytacja USA przewala się przez nasze życie publiczne, patrząc na nasz bilans handlowy, musimy pamiętać, że Czechy są ważniejszym partnerem dla Polski niż USA. Rozmawiając o tym, jak zapewnić nasze bezpieczeństwo, musimy rozmawiać o wspólnej europejskiej polityce obronnej, pogłębieniu integracji jeśli chodzi o prawa pracownicze, socjalne, żeby związać kraje europejskie nie tylko tymi prostymi więzami wymiany handlowej. Celem polskiej polityki międzynarodowej powinno być to, że będziemy częścią silnego, europejskiego mechanizmu zapewniającego nam i naszym sąsiadom bezpieczeństwo. Takie zabawy, gesty Trumpa mają ca celu osłabianie przez Trumpa UE, bo opłacają się handlowo USA a nie Polsce – mówił Adrian Zandberg w TVP Info.

W półfinałowym meczu Polacy pokonali drużynę stanów Zjednoczonych 3:2.

Jeszcze w ćwierćfinale wiele osób zauważyło grupę osób w koszulkach z napisem „konstytucja”. Na okoliczność półfinału ten sam napis „konstytucja” został wydrukowany na kartce, a siedzący najbliżej sędziego Polak wyciągnął ją, gdy kamera kierowana była na arbitra.

Kadr jest podawany „święci triumfy”na Twitterze i Facebooku. Trafił m.in. pod wpis Andrzeja Dudy, który dziękował siatkarzom za wygrany mecz i zapewniał, że trzyma kciuki za kolejne.

Nie wszystkim jednak taka forma manifestu przypadła do gustu. „Jakaś ofiara losu podczas meczu Polaków z Amerykanami w Turynie wystawia do kamer wymiętoloną kartkę z napisem konstytucja. Kompletny obciach” – napisał prawicowy dziennikarz Stanisław Janecki.

 

Swoją emocję zademonstrował też bloger Matka Kurka odpalił: „Brawo dla debila, który trolluje plakacikiem ‚konstytucja’, na bank 100% polskich kibiców żyje teraz konstytucją i w ogóle ich plakacik nie wku…a”.

Odpowiedział im Leszek Kraszyna z partii Razem przypominając o tym, że kibice piłki nożnej sami często przygotowują oprawę wizualną i trafiają na nich takie hasła jak „litewski cham” czy szubienice dla PO i KOD”.

(…)

Sąd powiedział zatem, że Morawiecki nie jest samcem alfa. Co zatem robi stado PiS, któremu nie przewodzi samiec alfa? Powinno zmienić samca albo po prostu politycy winni pojedynczo opuścić stado, w którym lideruje samiec beta, teta czy inny zeta. Tak się nie dzieje, bo członkowie stada samca Morawieckiego twierdzą, że pisowski samiec alfa „nie musi przepraszać opozycji, bo główne zarzuty PO zostały odrzucone” w sądzie. Co jest guzik prawdą.

Zespół Morawieckiego jest więc jego wart, jak nie przymierzając reprezentacja Polski na mundialu, która zasłużenie odpadła. Lewandowskiemu nie dorastali do pięt. W wypadku PiS Morawiecki pokazał swoją piętę Achillesa – piętę kłamcy.

Sąd nakazał Morawieckiemu opublikować w TVN i TVP następującą treść, świadczącą o jego kłamstwie: „Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 roku podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej„.

(…)

(…)

Radość Dudy może mieć kilka den. Jedno z pytań może brzmieć – ciekawe, z kogo się naśmiewali Tusk i Duda, a jeszcze ciekawsze, czy ten ktoś będzie zadowolony… tym bardziej, że cierpi na kolano. Powyższe pytanie sformułował Roman Giertych.

Marek Migalski zaś postrzega inaczej: Tusk spalił Dudę, bo jeśli ktoś na tych uśmiechach stracił, to przecież Duda, nie Tusk, a zatem prezydent dał się podejść jak dziecko. Ale może być jeszcze inaczej. Duda nie daje już rady w kraju, być prezydentem to nie na jego brzemię. Może przeczytał „Fakt”, w którym piszą, że w wyborach prezydenckich Kaczyński nie wystawi jego, a Mateusza Morawieckiego.

I z kogo się śmiali? Rzecz jasna z prezesa, a Tusk ponadto ze swego byłego doradcy Morawieckiego. Każdy śmiałby się w Nowym Jorku, gdyby uświadomił sobie, jak w kraju męczą się w rynsztoku kłamstw Morawiecki z Kaczyńskim.

Zaś zupełnej ojkofobii dostał Naczelny Sąd Administracyjny, który nakazał wstrzymanie wykonania uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z wnioskami o powołanie sędziów Sądu Najwyższego do Izby Karnej SN.

Gdyby ojkofobia miała siłę kołka osikowego, to już mielibyśmy do czynienia z końcem chorych emocji godnych horroru, które wzbudził prezes Kaczyński. Wywołał do tablicy najwyższe gremia władzy sądowniczej, a te postanowiły, iż Zgromadzenia Ogólne sędziów dwóch izb Sądu Najwyższego zgodnie z nową ustawą o Sądzie Najwyższym zebrały się w celu wyboru następców swoich odesłanych w stan spoczynku prezesów Stanisława Zabłockiego i Józefa Iwulskiego. Efekt – sędziowie stwierdzili, że obaj nadal są prezesami izb.

Czyli ta pseudo reforma sądownictwa dokonana przez PiS jest guzik warta, oto legła w gruzach. Władza sądownicza działa zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej. W kraju prezes Kaczyński niczym tsunami wzbudził fale ojkofobii, która związana jest jednak z jego osobą i winna się nazywać właściwie – kaczofobią. Oj, kaczyzm nie podoba się nam i władzom unijnym, bo to po prostu swojska odmiana autokracji, która jest obca zachodnim wartościom.

(…)

https://twitter.com/lis_tomasz/status/1046317519450132481

Kaczyński : …Nie możemy pozwolić na to, żeby społeczeństwo miało wiedzieć , że my kłamiemy..??

Holtei

Święta prawda.

„Poszukujemy byłych studentek, które zdawały egzaminy i uzyskiwały zaliczenia u prof. Jacka Majchrowskiego w pokoju nr 71 w motelu Krak w 2004 r.” – takiej treści ulotki pojawiły się w Krakowie w ramach kampanii samorządowej.

Kto stoi za tą nieczystą akcją wymierzoną w długoletniego prezydenta Krakowa i kandydata na prezydenta (popieranego przez Platformę Obywatelską, Nowoczesną, PSL i SLD)? Nie sposób orzec, bo strona internetowa wpisana na ulotce to fejk, za to numer telefonu, pod który należy donosić na prezydenta to telefon dla widzów… TVP Info.

Co na to wszystko Jacek Majchrowski? Na swoim profilu na Facebooku zdecydował się upublicznić poniżające go ulotki i wpisy, przyznając, że zdążył się już przyzwyczaić do tego, że każda, kolejna kampania oznacza zbieranie na niego haków.

A jednak ta samorządowa kampania wyborcza stoi hakami, oszczerstwami i chwytami poniżej pasa, jak dotąd żadna inna.

Ani dróg ani mostów

Weźmy choćby na tapetę klan Morawieckich. 

View original post 3 241 słów więcej

Mateuszek Kłamczuszek w Poznaniu

 

Platforma jak za dawnych lat. Mamy ikrę.

https://twitter.com/janskowronski/status/1045699959499231232

Kreatywnie.

Witamy w Poznaniu Mateuszka Kłamczuszka!!!!

Holtei

Tak uznał dziś Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej. – „Decyzja o przeprowadzeniu przeszukania była nieuzasadniona i nieadekwatna do przedmiotu sprawy” – powiedziała sędzia Marta Załęska.

Na początku sierpnia działacze KOD Ryszard Filipiuk i Stanisław Dembowski nałożyli na pomnik Lecha Kaczyńskiego w Białej Podlaskiej koszulkę z napisem „Konstytucja”. Pierwszemu z nich policjanci o godz. 6.30 rano przeszukali mieszkanie. Ryszard Filipiuk nie ma wątpliwości że rewizja miała na celu zastraszenie. – „Jesteśmy solą w oku dla tutejszych władz PiS-owskich. To było działanie polityczne na zlecenie partii” – stwierdził działacz KOD.

Filipiuk przypomniał, jak wyglądało to przeszukanie. – „Ok. 6:30 do domu wtargnęła policja. Mnie wtedy nie było. Zszokowana żona zadzwoniła do mnie i przez słuchawkę usłyszałem od policji, że będą za mną wysyłać list gończy. Na piętrze domu mieszka synowa po operacji serca, z wnuczką. Żona prosiła, żeby tam nie wchodzić, ale policja nie uszanowała tego. Wnuczka…

View original post 798 słów więcej

Morawiecki kłamstwo podnosi do rangi chamstwa

„Dowiedziałam się ze sprostowania przeczytanego przez sympatyczną panią przed „Faktami”, że mamy premiera kobietę. Czy Mateusz Morawiecki zmienił płeć, czy ktoś znowu próbuje nas zrobić w konia?” – zapytała na Twitterze Renata Grochal z Newsweeka. To jedna z wielu opinii o formie, w której ukazały się przeprosiny premiera za jego kłamstwa na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Odczytała je bardzo szybko sepleniąca kobieta.

Polityków PO takie sprostowanie nie satysfakcjonuje. – „Powiem wprost, to urągało powadze urzędu Premiera RP, jaki Mateusz Morawiecki sprawuje.  Ktoś, kto pełni taką funkcję powinien mieć szacunek tak dla urzędu, jak dla samego siebie. I z tego szacunku dla siebie powinien zadbać o właściwą formę tego sprostowania, przecież on się pod tym podpisał” – stwierdził w onet.pl rzecznik PO Jan Grabiec. Zapytany, czy w związku z tym PO rozważa kolejny pozew, odpowiedział: – „Poddamy analizie prawnej możliwość żądania powtórzenia tego sprostowania. Zbadamy też kwestie finansowania, czyli, kto za przygotowanie tej planszy i damskiego lektora zapłacił”.

„Mam wątpliwość prawną, jeżeli chodzi o interpretację tego, co zrobił pan premier” – ocenił w TVN 24 Roman Giertych. Adwokat uważa, że Morawiecki powinien osobiście odczytać sprostowanie. – „Mamy właściwie do czynienia z obligiem odczytania osobistego. Wydaje mi się, że pan premier będzie musiał składać ponowne oświadczenie już po decyzji sądu, o ile – oczywiście – Platforma zdecyduje się na grillowanie pana premiera. Może miłosiernie mu odpuści” – powiedział Giertych.

Rzecznik PSL i kandydat ludowców na prezydenta Warszawy Jakub Stefaniak też krytykuje formę sprostowania. – „Zamiast szefa rządu mieliśmy syntezator mowy „Beata”. Powiem wprost, w życiu trzeba mieć klasę. Jeśli zamiast stanąć z odkrytym czołem i samemu przeprosić, wysyła się syntezator mowy, to coś jest nie tak z tą właśnie klasą. Być może panu Mateuszowi odwagi zabrakło? Być może prawdziwe jest przezwisko, jakie nadali mu młodzi ludowcy, czyli „Mateuszek-kłamczuszek”?” – powiedział Stefaniak w onet.pl

No i co teraz zrobi Jacek Kurski? Podczas rozgrywanych właśnie, a transmitowanych w TVP mistrzostwach świata w siatkówce, na trybunach zobaczyć można było kibiców w koszulkach z napisem „Konstytucja”.

Polscy siatkarze grają świetnie, więc byłby to doskonały pretekst dla Jacka Kurskiego, żeby po raz kolejny pochwalić się oglądalnością imprez sportowych transmitowanych w TVP. Tym razem próżno szukać entuzjastycznych tweetów prezesa TVP.

Kibiców w koszulkach z napisem „Konstytucja” oczywiście zauważyli internauci. – „Brawo Wy”; – „No i Kurski wylatuje… ;)))”; – „Chyba będzie zmuszony sam siebie wylać…!”; – „Dobrze, że Kurski nie ma czerwonego przycisku jak Putin czy Trump, bo na pewno przerwałby transmisję bez mrugnięcia okiem” – pisali na Twitterze. Jeden z internautów napisał scenkę rodzajową. – „Ach, gdyby to był kamerzysta ode mnie… – powiedział sam do siebie prezes Jacek. – Na zbity pysk, dyscyplinarkę. Bez odprawy. Zgasił papierosa i zasłonił na noc ołtarzyk ze zdjęciem Naczelnika. Czas spać”.

„Mistrzostwa świata w siatkówce. W Turynie. Kibice polscy w koszulkach Konstytucja. Realizuje włoska tv. Retransmisja w tvp sport. Da się jakoś cofnąć obraz i wykasować?” – napisał poseł PO Bartosz Arłukowicz. Odpowiedział mu jeden z internautów: – „W ’82 puszczali mecze z opóźnieniem czasowym, żeby nie było widać napisów „S” na trybunach… Tylko kwestia czasu, aż do tego wrócą :)”.

Kandydaci PiS w kampanii samorządowej nie przebierają w środkach, byle tylko dotrzeć do jak największej liczby wyborców. To zupełnie normalne i nikogo nie dziwi. Gorzej jednak, gdy bezmyślnie promują się w miejscach, gdzie wręcz nie godzi się prowadzić agitacji wyborczej. Wówczas może spotkać ich niezła niespodzianka.

Taka sytuacja miała miejsce w Będzinie, gdzie Arkadiusz Grabowski, kandydat PiS na prezydenta Będzina, i Jarosław Burzawa, kandydat PiS na radnego ze śródmieścia, zawiesili swoje banery wyborcze przed Teatrem Dzieci Zagłębia. Paweł Klica, dyrektor teatru, prosił kandydatów, by usunęli banery, tłumacząc, że to niewłaściwe miejsce do prowadzenia agitacji wyborczej, ale obaj panowie odmówili.

W tej sytuacji zareagowały postaci z bajek, które na banerach polityków zawiesiły swoje własne. Kot w Butach obiecuje mieszkańcom miasta tanie buty, Czerwony Kapturek zapowiada remont dróg, Mała Syrenka chce zbudować port morski na Przemszy a Wilk ogłasza, że zje wszystkie babcie.

Dyrektor teatru odcina się od tej akcji, choć nie ukrywa, że reakcja bajkowych bohaterów wcale go nie dziwi. Natomiast sam Wilk, poproszony o komentarz, tylko kłapnął paszczą, a Czerwony Kapturek uśmiechnął się znacząco.

Trzeba przyznać, że akcja z humorem i budząca uśmiech, a gdyby to ode mnie zależało, to wiedziałabym kogo wybrać do samorządu Będzina. Kot w Butach na prezydenta!

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk we wpisie na Twitterze nawiązał do przemówienia wygłoszonego podczas 73. sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Wspomniał m.in. o Lechu Wałęsie i Nelsonie Mandeli.

W Nowym Jorku trwa 73. sesja Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Podczas czwartkowej debaty jednym z prelegentów był przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Podczas przemówienia odniósł się m.in. do trudności, z jakimi obecnie zmagać się Unia Europejska, w kwestiach takich jak handel, bezpieczeństwo, zmiany klimatyczne i prawa człowieka. Wezwał do jedności i wspólnego działania na rzecz nie tylko pokoju, ale również walki z głodem i terroryzmem na świecie.

Nawiązał również do 100. rocznicy urodzin byłego prezydenta RPA Nelsona Mandeli i przypadających w tym roku 75. urodzin Lecha Wałęsy.

Po wygłoszonym przemówieniu na oficjalnym koncie Donalda Tuska na Twitterze pojawił się symboliczny wpis.

„Dzisiaj, kiedy tak wielu ludzi, nawet najpotężniejsi światowi przywódcy, zaczyna wątpić w wolność, solidarność i demokrację, pamiętajmy o przesłaniu Mandeli i Wałęsy, by zło dobrem zwyciężać. I że – bez względu na to, w jak trudnej sytuacji byli – nigdy nie skapitulowali” – napisał Tusk.

Tusk nie wskazał konkretnego przywódcy, którego mógł mieć na myśli. Wszystko wskazuje na to, że jednym z nich jest prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Szef Rady Europejskiej już we wcześniejszych wypowiedziach krytykował politykę Trumpa.

Waldemar Mystkowski pisze o kłamczuszku Morawieckim.

Premier pokazał właśnie swoją piętę Achillesa – piętę kłamcy.

Dla wszystkich zrozumiałe jest, że nikt nie chce zaliczać się do grupy, w której samcem alfa jest kłamca. Bo taki alfa nie jest liderem, tylko udaje go, jest więc co najwyżej beta. Co w takim razie robić?

Czy liderem jest alfa, bardzo łatwo sprawdzić. Za samca Alfa w polskiej piłce nożnej uchodzi Robert Lewandowski, który na mundialu w Rosji wydawałoby się zawiódł, gdyż polska reprezentacja szybko odpadła. Ale Lewandowski potem sprawdził się w innej grupie, mistrzu Niemiec Bayernie Monachium. Udowodnił, że jest takim alfa, który strzela trzy gole w jednym spotkaniu – hat tricka. Lewandowski jest więc nawet super alfa. Wartość Lewandowskiego w reprezentacji Polski była przekłamana, niedowartościowana. Potrzebuje zatem zespołu, który zasługuje, aby nim dowodzić, jest z wyższej półki.

Przenieśmy te porównania do polityki. Mateusz Morawiecki – z powodu chorego kolana prezesa – chce być samcem alfa PiS i tak się biedak stara, że kłamie na potęgę. Chce być lepszy od innych. Ale jak to z biedakami bywa, Morawiecki może być lepszy od gorszych. I tak postąpił Morawiecki. Ogłosił, że Platforma Obywatelska jest gorsza od niego, mianowicie nie budowała dróg i mostów. I Morawiecki zaczął przecinać wstęgi na drogach i mostach, które… zbudowane zostały za rządów PO. Partia Grzegorza Schetyny, wcześniej Donalda Tuska, podała Morawieckiego do sądu i ten w nim przegrał.

Sąd powiedział zatem, że Morawiecki nie jest samcem alfa. Co zatem robi stado PiS, któremu nie przewodzi samiec alfa? Powinno zmienić samca albo po prostu politycy winni pojedynczo opuścić stado, w którym lideruje samiec beta, teta czy inny zeta. Tak się nie dzieje, bo członkowie stada samca Morawieckiego twierdzą, że pisowski samiec alfa „nie musi przepraszać opozycji, bo główne zarzuty PO zostały odrzucone” w sądzie. Co jest guzik prawdą.

Zespół Morawieckiego jest więc jego wart, jak nie przymierzając reprezentacja Polski na mundialu, która zasłużenie odpadła. Lewandowskiemu nie dorastali do pięt. W wypadku PiS Morawiecki pokazał swoją piętę Achillesa – piętę kłamcy.

Sąd nakazał Morawieckiemu opublikować w TVN i TVP następującą treść, świadczącą o jego kłamstwie: „Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 roku podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej„.

Morawiecki i Duda – ancymonki dwa, które rozwalają Polskę

Przepychankami zakończył się więc wyborczy PiS w Lublinie z udziałem Beaty Szydło. Wicepremier promowała kandydata swojej partii na prezydenta miasta.

Na pl. Litewskim czekały na nią transparenty z napisami „Witamy gwiazdę dojnej zmiany” i „Tu jest Lublin, tu się nie kłamie”. Przeciwnicy PiS skandowali m.in. „Oddaj kasę!”, „Konstytucja”.

Zostali zaatakowani przez zwolenników PiS. Działacze KOD twierdzą, że zostali opluci. Jedna z kobiet miała też zostać kopnięta. Zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości w odpowiedzi na hasło „Konstytucja”, odpowiadali „prostytucja”.

Jak informuje TOK FM, kilku osobom podarto papierowe plakaty z napisem „Konstytucja”.

„Przepychali nas mimo, że my spokojnie staliśmy. Ktoś rzucił w nas pieniędzmi. I porwali mój plakat. Wychodzi na to, że Konstytucja im przeszkadza”– powiedziała stacji jedna z uczestniczek protestu antyrządowego. Dodała, że nie była wcześniej na pikiecie, na której pojawiłaby się aż taka agresja.

„Oficjalny powód mojego zwolnienia jest inny. Zostałem poinformowany, że zarząd spółki utracił do mnie zaufanie. Nie zgadzam się z taką oceną mojej pracy i kieruję sprawę do sądu pracy” – powiedział „GW” Wojciech Harmansa, który na festiwalu szant wystąpił w koszulce z napisem „Konstytucja”. O tym koncercie w artykule „Muzycy wystąpili w koszulkach z napisem „Konstytucja” – poseł PiS oburzony”.

Harmansa był dyrektorem ds. zakupów w państwowej spółce Enea Wytwarzanie. W poniedziałek został wezwany do jej prezesa Antoniego Józwowicza. Tam dowiedział się, że firma rozwiązuje z nim umowę o pracę. W przesłanym TVN oświadczeniu rzecznik Enei Piotr Kutkowski przekonuje, że zwolnienie Harmansa to efekt trwającego od lipca w spółce audytu. Twierdzi oczywiście, że nie ma ono nic wspólnego z prywatną aktywnością pracownika czy listem posła PiS Aleksandra Mrówczyńskiego.

Nie daje temu wiary Michał Gramatyka, kolega Harmansa z zespołu, a jednocześnie wicemarszałek województwa śląskiego z ramienia PO. – „Wojciech Harmansa pracował tam przez ponad trzy lata. Przyczynił się do ogromnych oszczędności w firmie. W tym czasie zarząd zmieniał się kilka razy i nagle teraz, kilkanaście dni po tym, jak wystąpił w koszulce z napisem „Konstytucja”, zarząd traci do niego zaufanie? Nie przekonuje mnie to. Uważam, że prawdziwym powodem jest właśnie koszulka. Jestem zbulwersowany. Źle się dzieje, kiedy ludzie tracą pracę z powodu manifestowania swojej wolności” – powiedział „GW” Michał Gramatyka.

Polski rząd stara się wodzić Unię Europejską za nos. Kolejnym tego przykładem jest wizyta premiera Morawieckiego u… kogo, właśnie – u kogo? U emerytowanej sędzi, u byłej I Prezes Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, czy może u obecnej I Prezes SN?

Czy Morawiecki zwracał się do prezes Gersdorf per „pani prezes”, „pani profesor”, czy może „proszę Pani”? Morawiecki, który darzy stan sędziowski w Polsce pogardą i brakiem zaufania, obnosi się z tym po całym świecie: a jednak się ugiął, poszedł do Canossy, bo jakże inaczej ocenić wizytę o świcie, żeby jeszcze zdążyć pochwalić się nią w Brukseli i ogłosić, że „dialog” w Polsce trwa? Niewykluczone, że tak jak w negocjacjach z Izraelem, i tym razem mu się powiedzie, co by wzmocniło jego pozycję w PiS i w ogóle na prawicy, a także za granicą. Kosztem praworządności w Polsce.

Jeden sukces może sobie już przypisać – Komisja Europejska, wbrew oczekiwaniom, nie wystąpiła wczoraj z wnioskiem do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie praworządności w Polsce. Jeżeli wniosek zostanie mimo wszystko skierowany, to PMM nic nie traci, to tylko znak, że antypolska kampania trwa. Jeżeli nastąpi dalsza zwłoka, być może w nieskończoność – to będzie kolejny sukces polskiego rządu. „Nasza reforma uczyni aparat sprawiedliwości o wiele bardziej transparentnym, efektywnym i niezależnym” – mówił niedawno premier. Jak niezależni będą sędziowie, widać po postępowaniach dyscyplinarnych przeciwko tym z nich, którzy ośmielili się skrytykować „deformę”. „Polska chce oddać wymiar sprawiedliwości ponownie pod demokratyczny nadzór” – zapewnia PMM. Od kiedy to nadzór ministra Ziobry jest tożsamy z nadzorem demokracji? „Postkomunizm nie został w Polsce przezwyciężony, my z nim walczymy poprzez reformę wymiaru sprawiedliwości” – zapewniał prawie 30 lat po upadku PRL i weryfikacji sędziów SN (których 80 proc. nie przeszło weryfikacji po 1989 r.), kiedy nie zasiada w nim dzisiaj ani jeden sędzia powołany przed 1989 r.

A prof. Gersdorf? Czy została wykorzystana jako pionek w rozgrywce PiS? Nie mogła odmówić przyjęcia premiera i tym samym zaprzeczyć, że „dialog trwa”. Wszystko zależy od tego, jakie stanowisko zajęła. Jeżeli odmówiła swojego ustąpienia i spowoduje odwołanie masakry sędziów SN powyżej 65 lat, a także zniszczenia KRS – to będzie o czym rozmawiać. W przeciwnym razie ulegnie władzy wykonawczej, co spowoduje jęk zawodu obozu demokratycznego.

Premier wykonuje kolejny zwód, gra na czas, liczy na znużenie Europy zajętej ważnymi sprawami, takimi jak ratowanie Unii, i nie należy oczekiwać z jego strony istotnych ustępstw w zamachu na wymiar sprawiedliwości.

Wiele wskazuje na to, że premier Morawiecki bierze jednak pod uwagę stanowisko Komisji Europejskiej w sprawie ustaw sądowych PiS i szuka takiego rozwiązania, które zadowoliłoby każdą ze stron. Kilka dni temu spotkał się też z profesor Gersdorf, może więc rzeczywiście jest gotowy na kompromis?

Wydawało się, że jednak jest już za późno na wszelkie zmiany. We wtorek w Radzie UE odbyło się oficjalne wysłuchanie Polski, a Frans Timmermans, wiceszef KE, podkreślał, że „znów jest gorzej. Dochodzą informacje o zastraszaniu sędziów”. W środę KE miała już skierować wniosek do Trybunału Sprawiedliwości UE, który zapewne wydałby szybko wyrok w tej sprawie, niekorzystny dla PiS, a to miałoby wielki wpływ na naszą pozycję polityczną.

Działania Morawieckiego z ostatnich dni powstrzymały jednak KE, która, jak twierdzi jeden z przedstawicieli obozu władzy, dała Polsce jeszcze jedną szansę.

Premier zaproponował, by zapis o przejściu w stan spoczynku sędziego Sądu Najwyższego, miał zostać zmieniony. To już nie prezydent miałby decydować w tej sprawie, ale właśnie SN lub któryś z jego wewnętrznych organów. W tej sytuacji ci sędziowie, którzy już otrzymali od Dudy mogliby, teoretycznie, pozostać na swoich stanowiskach, ale zostanie im przedstawiony bardzo korzystny wariant, czyli emerytury w wysokości pełnego uposażenia emerytalnego.

Również i profesor Gersdorf mogłaby pozostać na stanowisku I prezes SN, jednak musiałaby złożyć wniosek o prawo do dalszego orzekania. Ponoć miałaby to być tylko formalność, jednak oznaczałoby to uznanie legalności działania pisowskiej KRS.

Morawiecki jest przekonany, że takie rozwiązania zakończyłby konflikt i uspokoiły KE. Rozmawiał już w tej sprawie z Junckerem i ma wrażenie, że „szef KE stara się znaleźć kompromis w sprawie reformy sądownictwa”, a więc jest szansa na dogadanie się obu stron.

Na propozycji Morawieckiego straciłby przede wszystkim prezydent Duda, który już powołał nowych sędziów SN. Te zmiany znacznie ograniczyłyby jego władzę nad SN i podważyłyby część decyzji odsyłających sędziów na emerytury. Co ciekawe, na pismach, wysyłanych z Pałacu Prezydenckiego do sędziów, brakuje podpisu premiera, a zgodnie z prawem, kontrasygnata, czyli dodatkowy podpis, jest niezbędny. Wydaje się więc, że Morawiecki nie chciał podpisać się pod tak kontrowersyjnymi decyzjami Dudy.

Na chwilę obecną Duda nie wypowiada się w tej sprawie. Nie wiadomo więc, czy zgodzi się na zaproponowane zmiany. Może pójść wcześniej obraną drogą i nie zwlekać dłużej z powołaniem nowego, swojego, I prezesa SN. Gdyby podjął taką decyzję, to plan Morawieckiego ległby w gruzach.

Jeśli jednak wszystko pójdzie po myśli premiera, to chciałby on zaproponowane rozwiązania wprowadzić w życie po wyborach samorządowych. Twierdzi, że nie chce teraz podpaść twardemu elektoratowi PiS, jednak ja widzę to nieco inaczej. Obawiam się, że to kolejna gierka, której celem jest przedłużenie sprawy w czasie i postawienie KE przed faktem. No nic, poczekajmy, zobaczymy…

Waldemar Mystkowski pisze o ancymonkach polskiej polityki – Morawieckim i Dudzie.

3 tysiące km kłamstw Morawieckiego i Dudy.

Kłamstwa PiS sypią się w gruz, lecz to nie dociera do elektoratu tej partii. Głównie z powodu, że obecnie obieg informacji jest zupełnie inny, niż jeszcze kilka lat temu. Dzisiaj można posługiwać się fake newsami, których siła rażenia wyniosła do władzy Donalda Trumpa, a u nas boty internetowe, wynajęte przez PiS, pomogły zniszczyć prezydenta Bronisława Komorowskiego, z czego skorzystał Andrzej Duda. Ten schemat został przeniesiony na kampanię parlamentarną, której hasłem była „Polska w ruinie”.

Ten sam leitmotiv jest powielany w obecnej kampanii. Przy czym PiS-owi jest o wiele łatwiej, bo ma w swoich rękach media publiczne, a komercyjne korzystają ciągle z profesjonalnej równowagi stron sporu politycznego.

Takie wpadki, jak wizyta Dudy w Waszyngtonie powinny pogrążyć prezydenta do poziomu Lecha Kaczyńskiego w 2010 roku przed katastrofą smoleńską, kiedy to miał 20 procent poparcia i widmo pewnej porażki przy reelekcji, a przecież był mniejszym nieudacznikiem niż obecny prezydent.

Do pisowskich porażek należy zaliczyć wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu ws. ekshumacji smoleńskich, w którym orzeczono, iż zostało naruszone prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, zasądzono rekompensaty rodzinom ofiar katastrofy. Ten precedens zostanie przeniesiony na wszystkich, którzy zwrócą się z podobnym pozwem przeciw instytucjom państwa polskiego.

A zatem powinien lec w gruzach mit smoleński, który był jednym z wehikułów wyniesienia PiS do władzy i do stawiania pomników brata Jarosława Kaczyńskiego, a jest ich w Polsce tyle, ile Kim Ir Sena w Korei Płn. Ale i ten wyrok zostanie przez media propisowskie przedstawiony w propagandowej papce z prezesowską logiką: „nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

Mateusz Morawiecki jest spadkobiercą kłamstw Kaczyńskiego, w tym aspekcie niewątpliwie należy mu się tytuł delfina manipulacji. Jego przeciętna kłamstw jest wyjątkowo rekordowa, premier osiąga 2,5 kłamstwa na jedno zdanie. Nawet zmierzono mu długość kłamstw, acz za pomocą narzędzi publicystycznych. Jak pamiętamy, kilka dni temu na spotkaniu w Świebodzinie (Lubuskie) powiedział: – „Nasi poprzednicy mówili: budujmy nie politykę, tylko drogi i mosty. Nie było ani dróg, ani mostów”.Podliczono jednak długości wszystkich wybudowanych autostrad, dróg szybkiego ruchu i wyszło ok. 3 tys. km dróg, jakie wybudowano za poprzedników, głównie rządu PO-PSL.

Takie długie jest kłamstwo Morawieckiego – 3 tys. kilometrów. Jak premier się jeszcze postara i nadyma w tych kłamstwach, to opasze nimi kulę ziemską wynoszącą na równiku 40 tys. km. Niestety, tak absurdalnie trzeba mierzyć niestworzone rzeczy, które głosi ten człowiek „wprowadzający Polskę do Unii Europejskiej”.

Teraz zresztą ma kłopot, bo podobnymi kłamstwami chce omotać szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera. Na szczycie w Salzburgu rząd PiS dostał ostatnią możliwość, aby wycofać się z tzw. reformowania Sądu Najwyższego, gdyż gotowy jest wniosek Komisji Europejskiej, aby w tej sprawie podać Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki właśnie powiedział, że „my z Jean-Claude Junckerem rozmawiamy nieustannie o sprawach polsko-europejskich, w tym o konieczności reformowania wymiaru sprawiedliwości”. Czyli niczego nie załatwił.

Duda zresztą nie czekał na żadne postanowienia TSUE – dzisiaj wręczył dziesięciu sędziom nominacje do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Pokrętność PiS ma długość 3 tys. km manipulacji Morawieckiego i Dudy. Taka jest ta pajęczyna, ta ośmiornica – którymi to metaforami nazywane są praktyki będące na bakier z prawem i Konstytucją.

Kler będzie słono płacił ofiarom za gwałty pedofilskie. Pisowcom lasują się mózgi z powodu Konstytucji

Zaufanie księdza

„Czasem rodzice tak się upijali, że zapominali otworzyć mi drzwi. Musiałam spać na zewnątrz – opisuje swoje dzieciństwo Katarzyna w reportażu w „Dużym Formacie”. – W szóstej klasie podstawówki ksiądz uczący nas religii zauważył, że płakałam”.

Ksiądz Roman B. z zakonu Towarzystwo Chrystusowe przekonał rodziców, że lepiej Katarzynie będzie w szkole z internatem w innym województwie. Rodzice się zgodzili. Później przed sądem ojciec zeznał: „Zwiodło mnie, że to ksiądz”.

„To nie była szkoła z internatem, tylko puste mieszkanie jego matki – opowiadała dziewczyna. – (…) Był silny, ważył sto kilogramów. Krzyczałam, błagałam, by przestał. (…) Zaczął zmuszać mnie do brania leków. (…) Byłam otępiała, senna. (…) W kolejnych dniach zaczął mnie bić, poniżać, groził, że mnie zabije. (…) Często zabierał mnie na plebanię w Stargardzie. Jedliśmy obiad z księżmi, a potem brał mnie do swojego pokoju. (…) Księża się nie dziwili, że śpię u niego”.

Po kilkunastu miesiącach niewolenia Katarzyna odważyła się opowiedzieć wszystko pedagogowi ze świetlicy. Księdza Romana aresztowano w czerwcu 2008 roku.

Zostaje skazany w marcu 2010 roku przez Sąd Rejonowy w Stargardzie: „Działając w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, w krótkich odstępach czasu, wielokrotnie, co najmniej kilkadziesiąt razy, nadużywając zaufania wynikającego z pełnionej funkcji kapłana katolickiego, obcował płciowo z małoletnią, wówczas w wieku 13-14 lat, w ten sposób, że rozbierał ją i odbywał stosunek seksualny, wprowadzając członka do pochwy małoletniej, oraz wielokrotnie doprowadzał do poddania się innym czynnościom seksualnym i do wykonywania takich czynności w ten sposób, że dotykał wyżej wymienioną po piersiach i po kroczu, całował ją po piersiach i po kroczu, kazał małoletniej dotykać swojego członka, przy czym tego dopuścił się, mając ograniczoną w stopniu znacznym zdolność kierowania swym postępowaniem”.

Zawieszenie koszulki z napisem „Konstytucja” na figurze króla Zygmunta III Wazy było kulminacyjnym punktem demonstracji Komitetu Obrony Demokracji w Warszawie. Udało się tego dokonać za pomocą wysięgnika. Uczestnicy manifestacji skandowali m.in. „Zygmunt z nami” czy „Obronimy Konstytucję”. Na przyniesionych transparentach można było przeczytać: „Idę na wybory w koszulce „Konstytucja”.
Figura króla na kolumnie Zygmunta to kolejny pomnik, który ubrano w koszulkę z napisem „Konstytucja”. – „Kodowa akcja Konstytucja obiegła nie tylko Polskę, ale i Europę. Polki i Polacy ubrali setki pomników na całym świecie w koszulki z napisem Konstytucja. To pokazało również, jak napis Konstytucja razi i uwiera tych, którzy od prawie trzech lat ją łamią” – napisali organizatorzy demonstracji. Pierwsza koszulka z tym napisem zawisła na pomniku Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie.
Magda Filiks, wiceprzewodnicząca KOD, powiedziała, że na koszulkę, w którą ubrano króla Zygmunta zużyto 6 m materiału. – „Szyło się ją szybko, najwięcej czasu zajęło nam malowanie napisu „Konstytucja” – ok. 12 godz. Chcemy skonfrontować z problemem tych, którzy łamią Konstytucję. Zawstydzić ich. I to się udaje, bo widzimy po stronie rządzących wiele nerwowych reakcji. Dla PiS takie akcje stały się niewygodne i to świadczy o naszej skuteczności” – powiedziała wp.pl Filiks.
Z placu Zamkowego uczestnicy manifestacji przeszli przed Sąd Najwyższy. Na placu przed gmachem sądu ustawili drabinę, na którą nałożyli koszulkę z napisem „Konstytucja”. Demonstracja zakończyła się odśpiewaniem hymnu.
W ramach kampanii samorządowej Jarosław Kaczyński przybył do Szczecina, gdzie wygłosił płomienne przemówienie. Trzeba przyznać, że słowa, które padły, mogą wzbudzić spory niepokój.
Najpierw wskazał, że to właśnie tutaj, na Pomorzu, trzeba postawić „na szybki rozwój gospodarczy tej ziemi, który musi być zintegrowany z innymi częściami Polski”, co mogłoby sugerować, że ten region nadal pozostaje nieco poza Polską, że może ktoś ma jakieś wątpliwości co do jego polskości.
Kiedy prezes mówił o konieczności integracji społeczeństwa tej ziemi „wokół patriotyzmu”, gdy uzupełnił swoją wypowiedź słowami – „trzeba stawiać wymóg patriotyzmu, który jest zrębem motywacji i podstawą zaangażowania w życie publiczne”, niepokój wzrasta.

Integracja społeczeństwa wokół patriotyzmu, odrzucenie „zagranicznego lobby, które często naciska”, to może sugerować, że samorządowcy Pomorza mają duże powiązania z zagranicą, a ich patriotyzm jest bardzo wątpliwy. To wyraźne wskazanie na wewnętrznego wroga, którego trzeba zniszczyć.

Pytanie tylko, kto ma patent na patriotyzm? Kto ma prawo wskazywać kryteria, które pozwolą określić czym jest patriotyzm i kto się w nim mieści? Prezes nie ma wątpliwości, że tylko on. Nikt bowiem lepiej od niego nie wie, co to polskość i jak ma ten polski patriotyzm wyglądać.

To bardzo niebezpieczna postawa, która służy dalszemu pogłębianiu podziału społecznego i wskazywaniu wroga publicznego. To również potwierdzenie autorytarnych zapędów prezesa PiS.

Obywatel, zajęty szukaniem wroga wewnętrznego, dążący do tego, by zasłużyć na bycie patriotą w rozumieniu PiS, nie będzie zwracał uwagi na „dokonania” partii rządzącej i o to właśnie chodzi. Lud dostaje zabawki, by siedział cicho i nie zawracał PiS-owi głowy, gdy ten będzie coraz mocniej sięgał po pełnię władzy.

Jarosław Kaczyński coraz bardziej odkrywa karty…

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o Dudzie.

Okazuje się, że za łamanie konstytucji przez Prezydenta Rzeczpospolitej odpowiedzialny jest Pan Bóg. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi Andrzeja Dudy na zebraniu Episkopatów Europy, gdzie wyjaśniał, że inspiracją wszelkich jego działań jest wiara.

PAD nie pozwala zapomnieć o sobie. Od kilku dni politycy i komentatorzy głowią się, o co mu chodziło, gdy w Leżajsku nazwał Unię Europejską „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”.  Szczególne zainteresowanie wzbudziła teza, że skoro w 1945 r. nieistniejąca wówczas Unia Europejska „zostawiła nas na pastwę Rosjan”, to w 2018 roku powinna się odczepić i pozwolić Kaczyńskiemu na dokończenie reform, choćby nie wiedzieć, jak były chore i nielegalne. Równocześnie Andrzej Duda zagroził, że on i jego obóz polityczny zrobią wszystko, żeby zrealizować obietnice wyborcze PiS – te, które spowodowały demolowanie państwa prawa dla zapewnienia zorganizowanej grupie Kaczyńskiego utrzymania i utrwalenie władzy po wsze czasy.

Mnożą się teorie, które próbują wyjaśniać, o co chodzi prezydentowi Dudzie. Strategia to, czy taktyka? – głowią się w mediach politycy i rozmaici eksperci. Jedni mówią, że tak naprawdę PAD chce nas wyprowadzić z Unii i w Leżajsku oficjalnie zainaugurował Polexit. Inni twierdzą, że przeciwnie, prezydent nie tyle chce wyprowadzić nas z Unii, co raczej ją postraszyć, wziąć „na huki”, wypróbować w Europie sprawdzoną w kraju metodę zakrzyczenia rzeczywistości. Jeszcze inni powiadają, że Duda przemawiając w Leżajsku wcale nie myślał o polskiej obecności w UE i chodziło mu tylko o to, by „błysnąć” przed spotkaniem z prezydentem Trumpem i zyskać uznanie tego populistycznego przywódcy wolnego świata, który od dawna nie kryje, że byłby szczęśliwy, gdyby UE – organizacja konkurencyjna dla USA – rozsypała się na elementy, które dałoby się rozgrywać z pozycji ekonomicznej siły.

Moim zdaniem żadna z powyższych teorii nie zbliża nas do zrozumienia rzeczywistych intencji prezydenta, a to dlatego, że wszystkie odpowiadają na źle postawione pytanie: o co chodzi prezydentowi? Tymczasem chodzi o to, że Andrzejowi Dudzie o nic nie chodzi! Błąd komentatorów polega na tym, że analizując występy PAD koncentrują się tylko na jego słowach. A przecież łatwo dostrzec, że teksty głoszone podczas występów prezydenta nie mają najmniejszego znaczenia.  Raz optuje za Unią, raz ją atakuje. Tu prezentuje nabożny stosunek do państwa prawa, a tam bredzi o przegniłym systemie sądownictwa.  Polska przed chwilą w ruinie – za moment płynie mlekiem i miodem. PAD raz nawołuje do jedności, a innym razem pogłębia podział na sorty i kasty. W jednym przemówieniu jawi się jako obiektywny rozjemca, a w innym nie kryje przywiązania do partyjnego projektu PiS. Znienacka wiesza okoliczne psy na przypadkowo zawetowanej ustawie, po czym podpisuje ją w kształcie praktycznie niezmienionym. Dowodów swej politycznej niezborności Andrzej Duda dostarcza niemal codziennie.

Mam wrażenie, że w głowie głowy państwa bezkonfliktowo zalegają zupełnie przeciwstawne koncepcje i sprzeczne formułki, używane przez rozmaite opcje w rozmaitych epokach i w najrozmaitszych parafiach. Prezydent korzysta z nich za pośrednictwem podręcznego magazynku w hipokampie, gdzie przechowuje zestaw komunałów i frazesów, odbezpieczonych i gotowych do strzału.  Nie zauważam tam większego związku ani z rzeczywistością, ani z prawdą. Często w przemowach PAD prawda nie leży tam, gdzie się akurat położyła, tylko tam, gdzie okazuje się przydatna, by dowieść konieczności ratowania rozgrabionej ojczyzny przez dwóch mężów opatrznościowych: Prezesa i Prezydenta.  Tym bardziej więc nie ma najmniejszego sensu dokonywanie egzegezy słów w deklamacjach Andrzeja Dudy. Warto natomiast wsłuchać się w ich melodię.

Podczas występów pana prezydenta usłyszeć można rozczulające nuty ludowych przyśpiewek, gdy opowiada o nędzy Polaków, oszukanych i wykorzystanych przez ekipę Tuska. Rzewne tony legionowych pieśni towarzyszyły wzruszonemu do łez prezydentowi, który starał się ścisnąć słuchaczy za gardło wspominkami o Józefie Piłsudzkim. Zapomniana pieśń „Myśmy przyszłością narodu” ożyła w tle oburzonych okrzyków pana prezydenta, kiedy na inauguracji roku szkolnego ujawniał licealistom całą niegodziwość klanu sędziowskiego i nikczemność ich obrońców, bezczelnie skandujących: „KONSTYTUCJA!”.  Podczas historycznych pogadanek o cierpieniach opozycji w PRL usłyszeć można tony harcerskich piosenek z krakowskiej drużyny „Piorun”, które zawodził drużynowy Andrzej Duda, dając tym samym wyraz swojego bezkompromisowego oporu wobec komunistycznych gnębicieli.  Melodie z zeszłowiecznego „Śpiewniczka Patrioty” towarzyszą licznym odniesieniom prezydenta do życiorysów żołnierzy wyklętych, które prezydent zna tylko połowicznie, z opracowań IPN pomijających bandyckie epizody.  Etiuda rewolucyjna Szopena akompaniuje łgarstwom o obecnych sędziach Sądu Najwyższego, masowo skazujących opozycję w stanie wojennym. Bojowe surmy Bogurodzicy grzmią, gdy PAD bredzi o atakach opozycji na Bogu ducha winnych przedstawicieli władzy. A kiedy plecie o zmowie unijnej przeciw Polsce, w odwecie za odmowę przyjęcia muzułmańskich terrorystów, to nie wiem jak Państwo, ale ja wyraźnie słyszę groźne tony „Pierścienia Nibelunga”. Groźne, bo przypomnę, że Woody Allen, gdy tylko usłyszy Wagnera, natychmiast ma ochotę napaść na Polskę…

Moim zdaniem niezłomny Andrzej Duda nie jest prezydentem na normalne czasy. Nie jest też prezydentem na czasy nienormalne, ani na żadne inne. Jarosław Kaczyński szukał na to stanowisko kogoś przypadkowego, który będzie mu wdzięczny i posłuszny. Udało mu się połowicznie. Nie przewidział, że jego nominat zakocha się w sobie z aż taką wzajemnością. Andrzej Duda dostał szansę by zaistnieć, trochę jak prymus – lizus, którego nauczyciel demokratycznie wybrał na przewodniczącego klasy, ale okazało się, że smarkacz nie chce zaistnieć, tylko błyszczeć. Myślę, że pan prezydent za wszelką ceną poszukuje uznania i łaknie oklasków. Dlatego mówi to, co wydaje mu się, że słuchacze chcą usłyszeć .  Raz to, raz owo, ale szczególnie owo, bo kocha zaskakiwać odbiorców i za nic w świecie nie życzy sobie być politykiem szablonowym.

Kocha przemawiać i kocha aplauz, więc plecie co mu w duszy gra – tyle, że najczęściej gra mu tam w tonacji kurde mol.  Uparcie stara się sprostać oczekiwaniom słuchaczy i udaje mu się o tyle, że nie jest nudny. Zaskakuje akcentowaniem przypadkowych słów. Bawi gestami podkreślającymi banalne formułki.  Natężeniem głosu nobilituje truizmy. Zachwyca się tembrem swego głosu, gdy tonem kaznodziei obwieszcza trywialne prawdy albo odkrywcze kłamstwa. Mnie imponuje szczególnie zasobem min, towarzyszących jego występom. To miny wytrenowane, uporządkowane we właściwych szufladkach pamięci, gotowe do natychmiastowego użytku. Jest ich zatrzęsienie: od zadufanego grymasu Mussoliniego, przez błazeński uśmiech Leppera rechoczącego z własnego dowcipu, aż do min przeciwczołgowych, przyoblekanych w sytuacjach, gdy sięgać trzeba do arsenału słów wagi ciężkiej, takich jak Honor, Godność, Patriotyzm, Wiara, Ojczyzna i Prezes.

Kiedy widzę Pana Prezydenta na otwarciu czegoś, z okazji jubileuszu kogoś albo podczas mszy w jakiejś intencji, gdy obserwuję jego zasępioną twarz emanującą powagą i dostojeństwem, to nie mam dylematu czy głowa państwa trudzi się rozważaniem skomplikowanych spraw państwowych – czy po prostu nudzi się koszmarnie i wkurza, że nie zabrał z domu choćby kawałka folii bąbelkowej.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Jeden szczegół z biografii Mateusza Morawieckiego może wyjaśnić wiele, w tym: dlaczego tak szybko został największym kłamcą w polskiej polityce, a także rzuca światło na jego charakter.

Już w 1999 roku ukazała się publikacja „Prawo Europejskie” w szacownym wydawnictwie PWN, a została podpisane dwoma nazwiskami Frank Emmert i Mateusz Morawiecki. Tak jest na okładce, ale nie na karcie tytułowej, bo na niej umieszczono tylko nazwisko wykładowcy Uniwersytetu w Bazylei Emmerta, gdzie Morawiecki studiował. Ten nawet nie jest tłumaczem dzieła, tylko redaktorem weryfikującym przekład i aktualizującym treści.

W świetle własności intelektualnej Morawiecki przypisał sobie to, co nie jest produktem jego intelektu, jest to zwykłe przywłaszczenie, złodziejstwo, acz mogło dojść do niego za zgodą Emmerta.

I to jest sposób na życie Mateusza Morawieckiego. Podpisać się pod cudzą własnością i w ten sposób spijać miód. Podobną rolę pełnił w hiszpańskim banku z grupy Santander Bank Zachodni WBK, gdzie był prezesem z tytułu, iż na polski rynku bankowym łatwiej było się poruszać komuś z nazwiskiem opozycjonisty z PRL-u.

Morawiecki więc jakby miał kulturową wszywkę, gen: podłączę się pod coś, co nie moje, czego nie wypracowałem. To jest najwyższy poziom pisowskiego idiomu Koryta plus, a nawet jest to Koryto podniesione do potęgi koryta.

W dziele Emmerta czytamy (Morawiecki musiał się zgadzać, bo sygnuje je swoim nazwiskiem) treści o bardzo aktualnym znaczeniu dla polskiego sądownictwa, iż „jeżeli w pojedynczym przypadku norma prawa krajowego koliduje z normą prawa wspólnotowego, to właściwy sąd krajowy może (…) dojść do wniosku, iż prawo krajowe nie może być stosowane”.

Krótko pisząc: Morawiecki podpisuje się nazwiskiem, że Sad Najwyższy może zawiesić stosowanie niezgodnych z prawem UE krajowych przepisów. A właśnie z tym mamy do czynienia w wypadku pytania prejudycjalnego zadanego Trybunałowi Sprawiedliwości UE.

Emmert dla „Kultury Liberalnej” określa cechy charakterologiczne Morawieckiego: „Obserwuję to, co mówi publicznie, i widzę sprzeczność w zależności od tego, do kogo się zwraca. Jego celem jest powiedzenie wszystkim tego, co chcą usłyszeć, nawet jeśli to wzajemnie sobie przeczy”.

Morawiecki zawsze skłamie, aby podlizać się prezesowi i elektoratowi. Jego nie interesuje prawda materialna, ale kłamstwo dla władzy.

Pamiętajmy, iż tą drogą chciał dorwać się do władzy poprzez doradzanie Donaldowi Tuskowi, ale ten nie dał się nabrać na tego notorycznego kłamcę, więc Morawiecki reflektor swojego pędu do koryta skierował na Jarosława Kaczyńskiego – może powiedzieć „udało się” i powie każdą brednię.

Bartosz Arłukowicz jako lekarz dopatruje się w podobnej cesze zespołu Delbrücka, tj. patologicznej skłonności do kłamania, zatajania prawdy i opowiadania zmyślonych historii, przedstawiających najczęściej opowiadającego w korzystnym świetle. Osoba opowiadająca sama nie jest w stanie oddzielić prawdy od własnej fantazji, czyli jest to najzwyczajniejsza na świecie mitomania. Tak jest z owym podręcznikiem, którego Morawiecki chciał być współautorem i niedawnym chwaleniem się, że wprowadzał Polskę do UE.

Wklepuję w google hasło „zespół Delbrücka” i wyskakuje mi nazwisko słynnego swego czasu Krzysztofa Kononowicza i Morawieckiego. I myślę sobie tak: gdyby posłać Kononowicza na nauki do Bazylei to też mówiłby jak Morawiecki.

A zresztą, czym się różnią kłamstwa i zapewnienia Morawieckiego od „żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”. Do niczego wszak zdąża pisowskie rozdawnictwo, przekupstwo populistyczne, aby ciemny lud na nich głosował.

Post Navigation