Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Kora”

Dyktaturka Kaczyńskiego szykuje się na defiladę

15 sierpnia w Święto Wojska Polskiego odbędzie się największa w historii III RP defilada na warszawskiej Wisłostradzie. Jacy rządzący najbardziej kochają defilady i co one symbolizują? Poczytaliśmy historyków, antropologów i filozofów. I zrobiło nam się niedobrze

Plany wielkiej defilady wojskowej, która odbędzie się 15 sierpnia na warszawskiej Wisłostradzie 8 sierpnia, opisała “Wyborcza” . Przemaszeruje:

  • 16 pododdziałów reprezentacyjnych sił zbrojnych, a także
  • przedstawiciele stacjonujących w Polsce wojsk sojuszniczych: amerykańskich, brytyjskich, rumuńskich i chorwackich,
  • przejadą amerykańskie czołgi Abrams,
  • polskie (produkcji niemieckiej) Leopardy II
  • polski czołg Twardy,
  • transportery amerykańskie Stryker
  • polskie transportery Rosomaki,
  • moździerze Rak i armatohaubice Krab.

Nad Wisłostrada przelecą także myśliwce F-16 i samoloty pasażerskie do przewozu VIP-ów. Na Wiśle mogłaby prężyć muskuły polska marynarka wojenna, ale zdaję się, że chwilowo jej nie mamy.

OKO.press nie analizuje przy tej okazji jak udała się modernizacja polskich sił zbrojnych przez trzy lata rządów PiS i czy rzeczywiście wojsko ma się czym pochwalić, by odstraszyć potencjalnego agresora. Można o tym poczytać w lipcowych raportach „Rzeczpospolitej” albo w wywiadzie b. szefa Sztabu generalnego gen. Mieczysława Gocuła dla „Polityki” z 10 lipca pod tytułem „Polskie siły rozbrojone”.

Nie piszemy także o kosztach tej operacji. W końcu bogaty kraj stać na takie gesty. Zajmiemy się aspektem politycznym i propagandowym takich manifestacji na przestrzeni dziejów.

Defilada  ma sens po zwycięstwie

Urządzenie defilady nie jest wcale politycznie neutralne. Kiedy wielką defiladę w Waszyngtonie zarządził w 2018 roku prezydent Donald Trump, został natychmiast skrytykowany za pokaz autorytarnych skłonności. Defilada miała kosztować prawie tyle, co odwołane przez Trumpa ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową. 

Defilada – mówili analitycy – może być uzasadniona po wojskowym zwycięstwie, inaczej pozostaje tylko prężeniem muskułów w stylu dyktatorów.

OKO.press poczytało, co mają o defiladach do powiedzenia naukowcy – historycy, filozofowie, antropolodzy kultury.

Morał: skłonność do pokazywania militarnej siły dużo mówi o rządzących – i nie mówi nic dobrego.

Car Paweł uwielbiał

Autorytarne władze uwielbiają defilady: stanowią pokaz jedności, siły, porządku, organizacji. Obsesyjnym wielbicielem defilad był car Rosji Paweł (1796-1801).Codziennie spędzał dwie-trzy godziny na polu ćwiczebnym, nadzorując przygotowania żołnierzy. Dryl defiladowy miał oryginalnie pewne znaczenie praktyczne: wojsko miało nauczyć się w ten sposób poruszać w regularnych formacjach na polu bitwy i odpowiadać natychmiast na proste komendy.

W praktyce jednak “defiladomania” – jak pisze historyczka Janet M. Hartley – stała się bardziej rytuałem niż praktycznym ćwiczeniem. Pole defiladowe pozwalało ustanowić porządek i kontrolę pod patronatem oświeconego władcy.

Największe parady armii rosyjskiej odbyły się w zdobytym Paryżu w 1814 i 1815 roku. Brało w nich udział odpowiednio 80 tys. i 150 tys. żołnierzy. 

W drugiej połowie XVIII w. – pisał historyk i filozof Michel Foucault – defilada stała się symbolem dyscypliny narzucanej poddanym przez nowoczesne państwo.

Każdy żołnierz jest częścią wielkiej formacji, która poddawana jest szkoleniu według ściśle określonych reguł. Pewien ówczesny monarcha – pisał Foucault – oglądając defiladę zauważył z irytacją: “Przecież oni oddychają!” (a mieli zachowywać idealny bezruch w oczekiwaniu na rozkazy).

Pojedynczy żołnierz był tylko małym trybikiem w wielkiej machinie zbiurokratyzowanego organizmu państwowego. Jego miejsce w nim określała władza.  

Korea Północna defiluje gdy ma kłopoty

Wojskowe defilady zawsze pokazywały porządek, dyscyplinę i moc państwa – zwłaszcza państwa autorytarnego. Sławny amerykański antropolog James C. Scott pisał, że są “podstawą autorytarnego teatru”. Kiedy dyktator Korei Północnej Kim Jong Il chciał pokazać swoją siłę w czasie wielkiego głodu – który zmusił setki tysięcy jego poddanych do ucieczki w stronę chińskiej granicy – organizował w stolicy ogromne defilady wojskowe i pochody, w których brały udział dziesiątki tysięcy Koreańczyków.

Kiedy dyktatura w Wenezueli chciała pokazać swoją siłę w rocznicę śmierci przywódcy rewolucji – Hugo Chaveza – zorganizowała w Caracas ogromną defiladę wojskową.

Defilada na 1000-lecie

Także w PRL największą w historii naszego kraju defiladę zorganizowano w 1966 roku w czasie oficjalnych obchodów 1000-lecia państwa polskiego (które naprawdę było tysiącleciem chrztu Polski, ale władze komunistyczne robiły wszystko, żeby to zamaskować). Tysiące żołnierzy maszerujące ulicami Warszawy miały pokazać, że to PRL jest szczytowym momentem historycznym potęgi państwa polskiego, a władze komunistyczne wpisują się w dziesięć wieków polskiej tradycji państwowej.

James C. Scott pisze: “Ta forma teatralnego samochwalstwa ma długą tradycję. Można ją wyśledzić na początku XX w. w »masowych ćwiczeniach« organizowanych przez zarówno socjalistyczne, jak i prawicowe partie na wielkich stadionach jako pokazy siły i dyscypliny (…)

Ogromna ilość symbolicznej pracy oficjalnej władzy służy wyłącznie zamaskowaniu nieporządku, konfuzji, spontaniczności, błędu i improwizacji politycznej władzy takiej, jaka jest ona naprawdę, pod wypolerowaną jak powierzchnia kuli bilardowej wizją porządku, namysłu, racjonalności i kontroli”.

Wyobrażenie wojskowego porządku – pisze Scott – służy przede wszystkim zamaskowaniu tej sfery życia, która pozostaje spontaniczna, niezorganizowana, a przede wszystkim – poza kontrolą rządzących.

“Im większe rozpowszechnienie tych małych »wysp porządku« [takich jak defilada – AL] tym bardziej można podejrzewać, że zostały one ustanowione po to, aby usunąć z pola widzenia istnienie nieoficjalnego społecznego porządku, który jest poza kontrolą elit”.

Defilady Stalina

Być może intuicyjnie wyczuwał to Stalin, który zdecydował się zorganizować wielką defiladę wojskową w rocznicę rewolucji październikowej 1917 roku w Moskwie w momencie, w którym wojska Hitlera stały kilkadziesiąt kilometrów od granic miasta.

Stalin nakazał, że w razie bombardowania pochodu ranni i zabici mają być usunięci szybko z jego trasy, a marsz ma trwać.

Stalin przemawiał przez pół godziny, mówiąc z kamiennym spokojem o Niemcach: “Jeśli chcą wojny na wyniszczenie, będą ją mieli”. Dyktator nakazał pokazywać nagranie z parady w kinach w całym ZSRR, wierząc, że będzie miało ono ogromny efekt polityczny.

Po II wojnie, defilada wojskowa z okazji dnia zwycięstwa (obchodzonego w ZSRR 9 maja) była okazją do postraszenia świata nowymi rodzajami broni wynalezionych przez przemysł sowiecki.

“Defilady wojskowe są sercem rytuałów państwowych w reżimach komunistycznych: władza manifestuje się w pokazie wojskowej potęgi, z przywódcami zebranymi na trybunach, żeby powitać tysiące maszerujących żołnierzy i modelowych robotników” 

– pisał Frank Dikotter, historyk, specjalista od dziejów komunistycznych Chin. Zarówno Stalin, jak Mao burzyli historyczne budynki w centrach stolic, żeby zrobić miejsce dla czołgów i tysięcy żołnierzy maszerujących w defiladach.

Mao specjalnie w tym celu zburzył dziesiątki zabytkowych budowli, aby powiększyć Plac Tiananmen do odpowiednich jego zdaniem rozmiarów – odpowiadających 60 boiskom piłkarskim. Miał pomieścić 400 tys. ludzi, Chiny bowiem – jak przypomniał Mao wydając ten rozkaz – są najludniejszym narodem na Ziemi i to musi być widoczne. Powiększenie placu miało być gotowe na 10. rocznicę przejęcia władzy w Chinach przez komunistów – w 1959 roku. Był to więc symboliczny moment.

Wielka defilada wojskowa mówi nie tyle o sprawności armii, co o aspiracjach i marzeniach rządzących. Obsesja na punkcie kontroli, dyscypliny i wojskowego porządku mało ma zaś wspólnego z demokracją.

Defilada szyta pod dyktatora Kaczyńskiego.

Raskolnikow

2 felietony Waldemara Mystkowskiego.

„Kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy”

Obcy martwią się o Polskę. W jednym z najważniejszych dzienników globu „New York Times” piszą: – „W tym krytycznym momencie człowiek, który popchnął Polskę na obecny kurs, (…) jest w dużej mierze nieobecny”. Polska nie tylko z amerykańskiej perspektywy wygląda na chorego człowieka Europy. Przywódcę, który doprowadził do tego stanu zapaści, ma też chorego i prawdopodobnie „kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy” – kontynuuje NYT.

Stan zdrowia prezesa PiS jest tajemnicą równą co najmniej tajemnicy zdrowia sowieckich genseków w ZSRR: – „Jest bardziej ukryte niż zdrowie pierwszych sekretarzy za czasów Związku Radzieckiego”. W reżimach przywódcy są pod ochroną sacrum, a takie świętości nie mają prawa chorować, bo są nieśmiertelni, a gdy uda się im zejść z tego świata, dotyczy to tylko ciała, bo ich idea została – zamordyzm. I o ten zamordyzm toczy się „walka buldogów pod…

View original post 729 słów więcej

PiS odtwarza PRL, taka ich bolszewia. Odsunąć toto od władzy

„Czy pracownik MS, udający w Sejmie dziennikarza, na pełny etat na kilkunastu kontach prowadzi kampanię samorządową wiceministra MS, a na kilkunastu innych bawi się w hejtera PO?” – pytają internauci. Nic dziwnego. Dariusz Matecki oficjalnie jest tylko społecznym asystentem Patryka Jakiego, ale sprawa ma drugie dno – czytamy w portalu NaTemat. Administruje kilkudziesięcioma stronami, na których wychwala kandydata PiS na prezydenta Warszawy, Partyka Jakiego. Jednocześnie trolluje Rafała Trzaskowskiego. Choć nie brakuje dowodów na jego związki z Ministerstwem Sprawiedliwości, nie wiadomo, czy pobiera z resortu pieniądze. Na pewno za to wiadomo, że kandydatowi PiS towarzyszy w trakcie spotkań z wyborcami.

Kilka dni temu Matecki zamieścił w sieci filmik uderzający w innego kandydata na prezydenta Warszawy Jana Śpiewaka, aktywisty znanego z nagłaśniania afery reprywatyzacyjnej. Zarzucił mu, że działał w sztabie Hanny-Gronkiewicz Waltz. Ale to nie wszystko. Matecki nie stroni od typowych antysemickich zagrań: „ujawnił”, że Śpiewak jest współzałożycielem Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej i synem prof. Pawła Śpiewaka, czyli dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz byłego posła PO, oraz wnukiem redaktora miesięcznika literackiego z czasów stalinizmu.

Śpiewak nie pozostał mu dłużny i zlustrował przeszłość Mateckiego. Otóż – jak udowodnił w sieci –  poza skrajnymi, nacjonalistycznymi poglądami ciągną się za Mateckim podejrzenia o znęcanie się w szkole nad znaną blogerką, Tamarą Gonzalez-Pereą, znaną jako Macadamian Girl. Blogerka sama ujawniła wcześniej, że była prześladowana z pobudek rasistowskich przez rówieśników i że „jeden z prowodyrów jest dziś działaczem skrajnie prawicowej partii”. Sam Matecki zaprzecza, choć przyznaje, że faktycznie chodził z nią do jednej klasy – czytamy w portalu.

Współpracownik Jakiego pisze o sobie, że jest „vlogerem, katolikiem i prawnikiem„, a kandydatowi PiS pomaga społecznie. Co nie oznacza oczywiście, że nie otrzymuje za to wynagrodzenia. Z wykształcenia jest prawnikiem po Uniwersytecie Szczecińskim. Przyznał, że należał do Ruchu Młodych PiS i Solidarnej Polski (partii Ziobry i Jakiego, która wchodzi w skład Zjednoczonej Prawicy), a obecnie jest członkiem konserwatywno-liberalnego Stowarzyszenia KoLiber. Sympatyzuje też m.in. z Ruchem Narodowym.

„Kilka lat temu rozpocząłem prowadzenie bloga i vloga o nazwie: Prawicowy Internet. Mój główny FanPage obserwuje prawie 135 tysięcy osób, zaś konto na YouTube subskrybuje prawie 80 tys. osób. Występowałem gościnnie w programie Wrealu24 (program Marcina Roli znanego z szowinistycznych poglądów – przyp.red) oraz pisałem do czasopisma Magna Polonia” – pisze o sobie się w mediach społecznościowych. Jak sam przyznaje, za swoich idoli oprócz Jakiego uważa m.in. Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobro, Rafała Ziemkiewicza, „całą Gazetę Polskę”, Żołnierzy Wyklętych, środowisko Radia Maryja i „generalnie zależy mu na łączeniu prawicy”.

W galerii na najwyższej kondygnacji Filharmonii w Szczecinie planował pokazać 35 plakatów, ale na siedem z nich nie zgodziła się dyrektor placówki. – Pierwszy raz spotkałem się z ocenzurowaniem mi wystawy – mówi plastyk Andrzej Błażejczyk. – Myślę, że to wynikło z lęku dyrektorki o posadę. Link w bio.

Wernisaż wystawy Andrzeja Bałżejczyka. Fot. Krzysztof Hadrian. #wyborcza#agencjagazeta #wystawa #plakaty #sztuka#cenzura #polityka #Szczecin #Polska

W galerii Poziom 4. na najwyższej kondygnacji Filharmonii w Szczecinie Andrzej Błażejczyk na indywidualnej wystawie „Plakaty – nieoczywiste – nieobojętne” chciał pokazać prace, które zrobił w ostatnich sześciu latach. To jego graficzne reakcje na wydarzenia i zjawiska polityczne i społeczne, pisze „Gazeta Wyborcza”. Ale dyrektorce Filharmonii Dorocie Serwie nie spodobał się m.in. plakat, na którym są dwa paragrafy spięte kajdankami – komentarz artysty do batalii o niezawisłość sądów. Odpadł też plakat z polską flagą, na której na białym i czerwonym tle są lustrzane napisy „Teraz… kurwa MY” oraz ten, ze znakiem drogowym „obszar zabudowany” na którym wszystkie budynki mają na dachach krzyże, a pod spodem jest podpis „Welcome to Poland” (ten plakat Błażejczyk zaprojektował dla dziewczyn z czarnego protestu).

Podobny los spotkał cykl trzech plakatów, na których niebiesko-biały krzyż skandynawski na norweskiej fladze zmienia się w swastykę (to była reakcja artysty na terrorystyczne zamachy Andersa Breivika z 2011 r., w których zginęło 77 osób). – „Dyrektor Serwa tłumaczyła, że nie chce obrazić nimi dyrektora artystycznego filharmonii, dyrygenta orkiestry, który jest Norwegiem. Chociaż jestem przekonany, że gdyby je zobaczył, te plakaty, uznałby je za dobre” – uważa Błażejczyk. W odpowiedzi na cenzurę artysta, aranżując wystawową przestrzeń, pozostawił symbolicznie jedną pustą ścianę. Kolaż z odrzuconymi plakatami wydrukował na kartkach, pisze portal „Wyborczej”.

W centralnym miejscu wystawy Błażejczyk powiesił plakat z gwiazdkami unijnymi układającymi się w serce w grafice „I love.eu”. – „Jestem euroentuzjastą i cieszę się, że dożyłem takiego momentu, że przez granicę polsko-niemiecką mogę jechać z prędkością 120 km na godz. Dobrze pamiętam czasy komuny, kiedy nie mogłem swobodnie wyjeżdżać za granicę. Dziś mam dowód czy paszport i lecę, gdzie chcę i gdzie mnie stać” – opowiada w kontekście swojego plakatu. Na kolejnym – złote gwiazdy Unii Europejskiej obejmuje złoty półksiężyc. – „To wyraz lęku przed rzeczywistym, a może irracjonalnym zagrożeniem dla naszej kultury ze strony cywilizacji islamskiej” – tłumaczy. Na kolejnym plakacie charakterystyczna literka „F” staje się pistoletem, który wystrzeliwuje czerwoną kulę. – „Kula jest czerwona ze złości, rozgrzania. Bo słowem można zranić. Warto pamiętać, że Facebook może być formą broni” – wyjaśnia artysta. Te plakaty zostały dopuszczone na wystawę.

Dorota Serwa, w oświadczeniu przekazanym „Wyborczej” podkreśla, że jej galeria kieruje się podstawowymi zasadami, które zgodne są z wizją Filharmonii. A zatem promocją wolnej twórczości, po drugie – wolnością naszych odbiorców, tolerancją, co przejawia się w szacunku do nich, do ich światopoglądu, wolności wyznań czy postaw życiowych. Dysosnansu założeń i poczynać chyba nie dostrzega. Dla odmiany swoje cenzorskie decyzje tłumaczy koniecznością podejmowania „trudnych decyzji ze względu na ograniczoną przestrzeń” oraz tym, że wystawy stanowią atrakcyjne uzupełnienie oferty koncertowej, i są odwiedzane przez grupy zorganizowane, wśród których znaczny odsetek stanowią dzieci i młodzież. Zatem dokonana przez nią selekcja prac to „niezbędny kompromis, aby wypowiedź artystyczna nie była naruszona, ale przede wszystkim, aby wpisywało się to w szerszą działalność Filharmonii”. A zwłaszcza, aby prace „stanowiły pozytywny przekaz, czytelny i akceptowalny przez wszystkie grupy odbiorców”.

Andrzej Błażejczyk kończył szczecińskie Liceum Plastyczne, a w 1988 r. obronił dyplom w ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Swoje prace wystawiał m.in. w: Brukseli, Kilonii, Strasburgu, Stuttgarcie, Pradze, Kopenhadze, Mons, Oświęcimiu, Krakowie, Katowicach, Poznaniu, Wałbrzychu, Szczecinie. 

>>>

Czyli PRL ale w wersji stalinowskiej, bo za Jaruzelskiego to już by takich jaj nie było.

Earl drzewołaz

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll wyraził nadzieję, że „polska władza uszanuje stanowisko” unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który będzie zajmował się postanowieniem Sądu Najwyższego o zawieszeniu niektórych przepisów pisowskiej ustawy o przeniesieniu sędziów SN w stan spoczynku. – „Jeżeli polski rząd nie zaakceptuje postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to wkroczy na bardzo niebezpieczną dla Polski drogę. Konsekwencją tego będzie w najbliższym czasie wykluczenie Polski z Unii Europejskiej. A myślę, że to jest klęska” – stwierdził prof. Zoll w TVN 24.

Zdaniem prof. Zolla, nie ma najmniejszych wątpliwości, że prof. Małgorzata Gersdorf jest I Prezes Sądu Najwyższego do końca kadencji, czyli do 2020 r. Były prezes TK bardzo krytycznie podsumował trzy lata prezydentury Andrzeja Dudy. – „Ani razu nie stanął w obronie Konstytucji, a wręcz odwrotnie – wielokrotnie ją naruszał. A ślubował być jej strażnikiem. Jego ubiegłoroczne weta były fikcją” – powiedział prof. Zoll.

„W Polsce działa V kolumna Putina. A…

View original post 1 642 słowa więcej

Lech Kaczyński w koszulce z napisem Konstytucja. Czy powiedziałby dzisiaj „Spierdalaj, Konstytucjo!”?

>>>

Internauci komentują informację o zatrzymaniu byłego prezydenta Armenii Roberta Koczariana.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie w koszulce z napisem: „Konstytucja, Jędrek” – takie zdjęcie zamieścił w internecie KOD. O sprawie wie już policja, która szuka sprawcy „znieważenia pomnika”.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie przed siedzibą zachodniopomorskiej „Solidarności” odsłonięto niedawno, bo 16 czerwca. Na uroczystościach związanych z jego odsłonięciem byli obecni m.in. premier Mateusz Morawiecki, szef MSWiA Joachim Brudziński czy prezes TK Julia Przyłębska.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie przebrany

W sobotę rano zauważono, że na pomniku nieżyjącego prezydenta ktoś zawiesił koszulkę z napisem:

Konstytucja, Jędrek”. Zdjęcie na Facebooku i Twitterze zamieścił Komitet Obrony Demokracji, opatrując je komentarzami:

Nawet „Prezydent Tysiąclecia” nie jest zadowolony z tego, że Andrzej Duda łamie Konstytucję. Zdjęcie zrobiono w Szczecinie.

Prezydent Lech Kaczyński z wiadomością dla Andrzeja Dudy, czy do byłego pracownika to dotrze?

Koszulka na pomniku Lecha Kaczyńskiego. Są nagrania z monitoringu

Do zawieszenia koszulki doszło w nocy z piątku na sobotę, około godziny 1. Na profilu Komitetu Społecznego budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie pojawiły się fragmenty z monitoringu, na których widać mężczyznę opierającego drabinę o tył pomnika.

Mężczyzna – jak opisuje komitet – nie tylko „nie przygotował się” na akcję (nie miał w pełni zakrytej twarzy), ale też robił później zdjęcia pomnikowi z auta. Komitet złożył 2 zawiadomienia w tej sprawie, jedno dotyczy zniszczenia pomnika (mężczyzna miał zarysować jego tylną część).

Pomnik Lecha Kaczyńskiego. Policja zbada, czy doszło do znieważenia

O sprawie poinformowano policję. Jak przekazała Radiu Szczecin podkomisarz Anna Gembala z biura prasowego KWP w Szczecinie, zgłoszenia dokonał przechodzień, który „zauważył, że na pomniku jest koszulka z niestosownym napisem”.

– Wstępnie jest to (zawieszenie koszulki na pomniku – red.) zakwalifikowane jako artykuł 261. Dotyczy to znieważenia pomnika lub innego miejsca publicznego. To przestępstwo zagrożone jest grzywną albo karą ograniczenia wolności – oznajmiła Gembala.

O pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie toczył się spór przez blisko trzy lata. W 2015 roku zgodę na postawienie monumentu wyraziła rada miasta, ale decyzję unieważnił wojewoda. Pomnik ostatecznie stanął, ale na prywatnej działce – co oprotestowywała Platforma Obywatelska, twierdząc, że powstał on nielegalnie.

Kiedy brakuje rzeczowych argumentów nietrudno zabrnąć w niekontrolowaną paranoję. Przykładem są kuriozalne opinie szefa resortu bezpieczeństwa wewnętrznego Joachima Brudzińskiego. Już raz „popisał” się na Twitterze „odkryciem” jakoby na ulicach Brukseli roiło się od uzbrojonego wojska, w sytuacji, gdy stolica Belgii właśnie obchodziła swoje święto niepodległości i z tej racji w mieście odbywała się parada wojskowa. „Spostrzeżenie” ministra miało „dowieść” jak bezpieczna oczywiście dzięki PiS-owi jest Polska.

Teraz Brudziński wygłupił się po raz wtóry, bezsensownie mieszając Donalda Tuska w sprawę ostatnich starć policji z obywatelami, protestującymi przeciwko zmianom w sądownictwie:

„Zgadzam się z Donaldem Tuskiem. Tylko ja kiedy byłem w opozycji i prowadziłem marsze i demonstracje to zawsze apelowałem do uczestników aby bezwzględnie wykonywali polecenia naszej służby porządkowej i Policji! A Pan Tusk dzisiaj milczy jak jego koleżanki i koledzy z PO atakują policję” – napisał na swoim Twitterze szef MSWiA.

Tak odniósł się do materiału wideo, w którym widzimy premiera Donalda Tuska przemawiającego w 2014 roku podczas głównych obchodów 95-lecia policji. Ówczesny premier powiedział wtedy m.in.: „każdy kto obraża policjanta, obraża majestat RP”, a następnie: „ci którzy naruszają prawo, nie pozostaną bezkarni”.

Internauci nie pozostali obojętni na farmazony ministra: „Jaki minister taka policja…Brudziński, Zieliński…etc. I pomyśleć, że taki cymbał jest…wykładowcą akademickim!!!” – napisał jeden z nich.  Inni też nie szczędzili mu krytycznych docinków: „I znowu wina Tuska! Masakra, ależ kompleks Tuska macie”; „Pan już jak pański szef macie na punkcie PDT jakiś niesamowity kompleks niższości. To jednak można wyleczyć. A propos to nie pan wyzywał ‚komuniści i złodzieje’?”; „On pozostanie w historii Polski. A was… No cóż nie będzie” – komentują Polacy.

Ta ostatnia opinia wydaje się jednak zbyt optymistyczną prognozą dla obecnie rządzących. Oni z pewnością zaistnieją na kartach historii, ale między nimi, a Donaldem Tuskiem będzie „pewna” różnica.

Kaczyński instaluje w PL reżim na wzór Janukowycza i Łukaszenki.

Earl drzewołaz

OKO.press dotarło do dokumentów z policyjnej akcji zabezpieczenia ubiegłorocznych protestów przeciwko pisowskim ustawom o sądach. Do akcji rzucono tysiące policjantów, w tym setki tajniaków, ścigających najgroźniejszych przestępców. Raportowali o każdym kroku manifestujących. Zwłaszcza opozycji pozaparlamentarnej i parlamentarnej oraz młodzieży

Z dokumentów, do których dotarliśmy wyłania się dość ponury obraz policji i państwa, któremu służy. Latem 2017 roku, podczas pokojowych (początkowo wręcz piknikowych) protestów przeciwko pisowskim ustawom o sądach, bez wyraźnego powodu, odciągnięto od codziennych zadań tysiące funkcjonariuszy z całej Polski i kazano pilnować parlamentu, Pałacu Prezydenckiego i TVP.

Do rzekomo wyłącznie prewencyjnej akcji rzucono setki tajniaków, m.in. z pionów kryminalnych – na co dzień ścigających morderców, handlarzy narkotyków i złodziei. I kazano im „objąć nadzorem” uczestników manifestacji, ale także osoby nieuczestniczące w protestach. W niektórych przypadkach była to klasyczna policyjna obserwacja – jaką wolno stosować tylko wobec przestępców. Policjanci raportowali o każdym kroku „nadzorowanych” i „obserwowanych”, na siłę szukając zagrożeń…

View original post 5 597 słów więcej

Kaczyński jak herszt gangu

W chwili gdy Kora umiera, te słowa nabierają nowego, metafizycznego sensu:

„Chmury wiszą nad miastem, ciemno i wstać nie mogę
Naciągam głębiej kołdrę, znikam, kulę się w sobie
Powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiada na twarzach
Ptak smętnie siedzi na drzewie, leniwie pióra wygładza

Poranek przechodzi w południe, bezwładnie mijają godziny
Czasem zabrzęczy mucha w sidłach pajęczyny
A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz

Ulice mgłami spowite, toną w ślepych kałużach
Przez okno patrzę znużona, z tęsknotą myślę o burzy
A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz”.

>>>

>>>

Piątek 27 lipca. Kaczyński: musimy pójść ostro do przodu

„Wszelkie opowieści o łamaniu konstytucji [w trakcie zmian w sądownictwie] są całkowicie bezpodstawne” – powiedział w TVP Info Jarosław Kaczyński. Prezes PiS ocenił, że w III RP „sądy były rzeczywiście bardzo mocno podporządkowane tzw. mainstreamowi, a reprezentantem mainstreamu w życiu publicznym była kiedyś Unia Demokratyczna, później trochę SLD, a później Platforma Obywatelska. Więc jeżeli można mówić o podporządkowaniu [sądów], to niewątpliwie właśnie tym formacjom, a nie tej formacji, którą ja reprezentuję. Z całą pewnością żadne podporządkowanie nie nastąpi, natomiast zostanie zniesione to podporządkowanie, […] które miało miejsce dotąd. Cała ta opowieść, która w tej chwili krąży już po Europie i po świecie, jest […] zupełnym odwróceniem faktów, jest […] kontrfaktyczna”.

Według przywódcy obozu rządzącego, po 1989 roku „stworzono mechanizm, który mówiąc najkrócej prowadził do tego, że sędziowie akomodowali się do nowej rzeczywistości poprzez przyjęcie pewnej ideologii, ideologii liberalnej. Mówiąc […] w daleko idącym uproszczeniu, ideologii, która była głoszona przez >Gazetę Wyborczą<”.

Była to, zdaniem Kaczyńskiego, „ideologia usprawiedliwienia. Kiedyś było tak, że był komunizm, teraz właściwie wszyscy jesteśmy usprawiedliwieni, bo wszyscy jakoś, włącznie z Jaruzelskim, żeśmy dążyli do tego, żeby ten komunizm został zniesiony i w związku z tym wszystko jest w porządku. No, nie było wszystko w porządku, było zupełnie nie w porządku i to kładło się też bardzo długim cieniem na orzecznictwie sądów, zarówno powszechnych jak i Sądu Najwyższego”.

Prezes PiS powiedział także, iż orzecznictwo Sądu Najwyższego szło „zawsze w tym kierunku, żeby chronić przestępców”.

„Wielu Polaków postrzega obraz naszego kraju nie w ten sposób, że się rozglądają wokół siebie, tylko, no, w ten sposób, że oglądają różne telewizje, niekoniecznie tą, w której jesteśmy – powiedział Kaczyński w TVP Info. – A te telewizje, szczególnie jedna, no bardzo, można powiedzieć, zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne. I są tacy, którzy w to wierzą. Nie można mieć o to do nich pretensji, trzeba ich przekonywać”.

„Musimy pójść ostro do przodu. Jest to możliwe, chociaż nie łatwe, ale powtarzam możliwe” – zapewnił.

Nowa faza oporu – kobiety rządzą!

Od początku protestów przeciwko reżimowi PiS, jeszcze za czasów świetności KOD, kobiety były bardzo widoczne. Było ich wiele w samym KOD, potem wśród Obywateli RP, a i w Sejmie (w Nowoczesnej i PO) mieliśmy i wciąż mamy kilka „dożartych” posłanek. W akcjach „outdoorowych” pojawiały się – i czasami znikały – wcześniej nieznane lokalne i ogólnopolskie działaczki. Zwłaszcza zaś w akcjach w obronie prawa do aborcji szlify zdobywały kolejne liderki. Strajk Kobiet, Czarne Parasolki i inne mniej czy bardziej zinstytucjonalizowane protesty angażowały coraz szersze rzesze kobiet i kreowały nowe działaczki. Zaczęto mówić, że PiS obalą kobiety. Ale zaraz dodawano, że bez młodzieży to się nie uda.

A dziś, gdy w całej Polsce trwają protesty przeciwko zawłaszczeniu Sądu Najwyższego i sądownictwa przez nomenklaturową monopartię, to jest już jasne: kobiety przejęły pałeczkę, a młodzież – i to płci obojga – nareszcie jest obecna. Być może protesty są mniej liczne, lecz ich temperatura i charakter się zmieniły. Po epoce piknikowo-satyrycznej nastała epoka gniewu. A szafarkami tego słusznego i mądrego gniewu są dziś kobiety.

Jest ich kilkanaście – nie chcę wymieniać ich nazwisk, żeby nie pominąć kogoś ważnego, o kim może nawet jeszcze nie wiem. Słucham przemówień nowych liderek społecznej opozycji, reprezentujące Akcję Demokratyczną, Obywateli czy organizacje feministyczne, i serce mi rośnie. One są lepsze, dojrzalsze, mądrzejsze, bardziej profesjonalne niż ich męscy poprzednicy. Z całym sentymentem do KOD z czasów Kijowskiego – to jest już inna jakość.

Nie wiem, czy liderki będą umiały powściągnąć osobiste ambicje i zdobędą się na współpracę. Mam jednakże nadzieję, że wyciągną wnioski z mizerii opozycji parlamentarnej i nie powtórzą błędów zawodowych polityków. Ci służą dziś zresztą za asystentów i laufrów. Kilku posłów na co dzień pomaga przy protestach. Są to głównie faceci. Wykonują świetną robotę – ale tym razem w nietypowej roli pomocników. Nadszedł czas kobiet w polityce. A są to kobiety młode, których głos dochodzi do młodzieży – być może w pierwszym rzędzie do dziewczyn, ale przecież za dziewczynami idą ich koledzy, bracia, partnerzy. Ten proces już się zaczął.

Z PiS nie wygra ulica, ale ulica pokazuje tektoniczne ruchy w aktywnych warstwach społeczeństwa. Opozycja etosowo-inteligencka spod znaku Unii Wolności czy KOD odchodzi powoli na emeryturę. Wiele dobrego zrobiła. Lecz teraz przyszedł czas na inny język i inne emocje. PiS nie ma na ten język i emocje odpowiedzi. Nie powie, że to oderwana od koryta ubecja. Nie powie, że to mordy zdradzieckie. Z kobietami trzeba ostrożnie. A one nie będą ostrożne. I nie odpuszczą.

Atmosfera buntu i wrzenia będzie towarzyszyć reżimowi przez cały okres wyborów. Aż do zwycięstwa demokracji. Wybory są ostatnim naszym szańcem – PiS nie będzie zdolny ich sfałszować ani istotnie zmanipulować. Nie ma też monopolu informacyjnego, a jego telewizja nie przyciąga już nowych zwolenników. Kaczyński osłabiony, Kościół niepewny, Europa zdeterminowana walczyć o zachowanie demokracji w Polsce, kiełbasa wyborcza rozdana – powoli pętla się zaciska.

A gdy zaciska się pętla, reżim zawsze przykręca śrubę. Idą niełatwe dni – jednak na końcu będzie zwycięstwo. Jeszcze kilkanaście miesięcy! Pod wodzą dzielnych kobiet odzyskamy i odbudujemy polską demokrację.

Brudziński z Kaczyńskim pogadali se. Intelektualiści PiS.

Kaczyński to taki mały człowieczek, swoimi rączkami to i owo zadusiłby. Domokrążca, który szczuje sąsiada na sąsiada. Świerzbią mu rączęta, coś by nimi udusił. Hę, hę. Nożycoręki.

Earl drzewołaz

Adam Bodnar podjął z urzędu sprawę użycia gazu przez policję przed Pałacem Prezydenckim. Dyrektor zespołu prawa karnego Biura RPO Marek Łukaszuk napisał do komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja pismo, w którym prosi o „udzielenie szczegółowych wyjaśnień co do zasadności oraz legalności użycia gazu przez policję”.

RPO chce także wiedzieć, czy w tej sprawie prowadzone jest „wewnętrzne postępowanie wyjaśniające i ewentualnie jakie poczyniono ustalenia”. Komendant stołeczny ma odpowiedzieć na pytanie, czy w sposób „niezwłoczny i prawidłowy zabezpieczono nagrania z monitoringu dokumentującego działania funkcjonariuszy”?

W komunikacie na stronie Rzecznika czytamy również, że Adam Bodnar apelował do prezydenta o zawetowanie ustaw o sądach. – „Nowelizacja zmierza do podporządkowania sądów władzy politycznej, a niezależność sądownictwa to najważniejszy mechanizm ochrony praw i wolności przed przemocą ze strony władzy publicznej” – podkreślił RPO.

Jacek Rakowiecki (dziennikarz, działacz opozycji w okresie PRL) o antyrządowej manifestacji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

View original post 2 875 słów więcej

Post Navigation