Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Krystyna Kofta”

PiSdziątka, drugie PiS

Poseł Łukasz Zbonikowski z Włocławka postanowił zbuntować się przeciwko swojej macierzystej partii – Prawu i Sprawiedliwości. Ugrupowanie nie wystawiło go bowiem na swoich listach jako kandydata do Sejmu. Ten jednak tworzy swój komitet – Patrioci i Samorządowcy, w skrócie… PiS.

Zbonikowski przez lata był istotną postacią w szeregach partii Jarosława Kaczyńskiego w okręgu toruńskim. W niełaskę u władz popadł cztery lata temu, gdy stał się razem ze swoją żoną oraz inną kobietą bohaterem afery obyczajowej. Jeszcze w 2015 r. jakimś cudem dostał się do Sejmu. Teraz, nawet po odwieszeniu go w prawach członka PiS, miał nie reprezentować partii w wyborach.

Nowy PiS

I faktycznie. PiS nie wystawił go na listach. Podobnie jak innego kontrowersyjnego posła Stanisława Pięty z Bielska-Białej, któremu karierę zniszczyła także afera „spódniczkowa”.

Zbonikowski chciał być jednak sprytniejszy od kolegi Pięty. Postanowił zawalczyć o fotel w Senacie, ale startując z lokalnego komitetu Patrioci i Samorządowcy. Skrót nazwy jest nieprzypadkowy. Poseł liczy chyba na naiwność wyborców…

Pikanterii temu wszystkiemu dodaje fakt, że w komitecie schronienie znalazło jeszcze parę osób usuniętych wcześniej z szeregów PiS. Drugi PiS ma więc może we Włocławku rację bytu.

Zbonikowski zapewne modli się teraz, by jakoś udało się mu wejść do Senatu, bowiem za stworzenie swojego własnego komitetu usunięto go na dobre z PiS (tym razem tego „starego”).

– Nasz komitet nie powstał z inicjatywy posła Zbonikowskiego, ale tworzy go 20-osobowa grupa – stwierdził podczas konferencji prasowej Łukasz Stęczny, pełnomocnik KWW Patrioci i Samorządowcy. – W skład tej grupy wchodzą m.in. samorządowcy włocławscy i z powiatu włocławskiego, a także osoby, które już od wielu lat licznie, wręcz hurtowo są wyrzucane z Prawa i Sprawiedliwości.

Tratwy ratunkowe

Tworzenie takiej inicjatywy jest dość przykre, bowiem pokazuje, jak niektórzy polscy parlamentarzyści nie potrafią żyć bez polityki, ale też z godnością z niej odejść. Czy poseł Zbonikowski wejdzie do Senatu? Odpowiedź poznamy za niecałe dwa miesiące.

Kmicic z chesterfieldem

„Wszcząłem postępowania dyscyplinarne przeciwko Waldemarowi Z., SSO w Krakowie i Olimpii B.-M., SSR w Gorzowie Wlkp., w związku z niestosowaniem się do zasady powściągliwości w mediach społecznościowych” – napisał na Twitterze Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – „To próba odreagowania po tym, co ujawniły media w sprawie afery Ministerstwa Sprawiedliwości, nowej KRS i nominowanych przez Ziobrę rzeczników? Ważne, by zapamiętać to trio: Radzik, Lasota, Schab” – skomentował Marek Tatała z FOR. Te trzy nazwiska to sędziowie, którzy na stanowiska rzeczników dyscyplinarnych zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę.

Radzik w piśmie, które dołączył do tweeta, zarzuca rzecznikowi dawnej KRS oraz sędzi z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. „niestosowanie się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”.

Nie wiadomo, dlaczego postanowił nie używać nazwisk publicznie znanych sędziów, którzy od wielu lat krytycznie odnosili się do pisowskich zmian w sądownictwie.

„Ci Sędziowie mają nazwiska i NIE są przestępcami. Ale panie Radzik…

View original post 2 672 słowa więcej

 

Rydzyk ma dobre rady

Tadeusz Rydzyk „autorytetem” w każdej dziedzinie jest! O małżeństwie też wie wszystko. – „Do małżeństwa trzeba szukać jedności i tu bardzo pomaga jedna kultura i jeden język i jedna religia. Jedność ducha musi być” – powiedział w Radiu Maryja Tadeusz Rydzyk. W swojej rozgłośni wziął udział w audycji „Porady pedagoga i psychologa”.

Redemptorysta na „potwierdzenie” swoich słów opowiedział o spotkaniu ze swoim byłym studentem, który ożenił się z Francuzką. Kiedy Rydzyk zapytał, jak im się wiedzie, mężczyzna miał odpowiedzieć: – „Różnica kultur” i posmutniał.

Na tym jednak Rydzyk nie poprzestał. – „To tak jak Polki – spodoba im się mężczyzna, bo ciemniejsza skóra, no i z tym Arabem… A później „idź do haremu, jedź tam”. To są dramaty. Do małżeństwa trzeba mieć rozum, a nie tylko emocje i hormony” – tokował przed mikrofonem redemptorysta. Dodał, że przed zawarciem małżeństwa powinno się zbadać historię rodziny przyszłego współmałżonka, także pod kątem chorób psychicznych.

Gość audycji prof. Tomasz Biernat, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej, wtórował Rydzykowi. – „Badania to potwierdzają, że to są trudne małżeństwa – małżeństwa mieszane. Istnieje bariera językowa, która zmusza do posługiwania się językiem angielskim, znacznie prostszym niż polski, przez co trudniej oddać skomplikowanie uczuć” – stwierdził. Dodał, że takie małżeństwa częściej się rozwodzą. Nie wiadomo jednak, na jakie badania prof. Biernat się powoływał, bo tego już na antenie nie powiedział.

Depresja plemnika

Rada do Spraw Ogólnych UE, czyli szefowie MSZ-tów państw unijnych, odbyli kolejna rundę dyskusji o stanie praworządności w Polsce i na Węgrzech. Na tę okazje Komisja Europejska przygotowała dokument podsumowujący, jak do tej pory Polska wywiązywała się z unijnych zaleceń w sprawie wymiaru sprawiedliwości poddanego „reformie” PiS.

Portal OKO.press zdobył ten dokument. Wynika z niego, że jedyne, co Komisja wita z zadowoleniem, to cofnięcie „wycinki” sędziów, który ukończyli 65 lat, z Sądu Najwyższego i NSA. Reszta rekomendacji dotyczących Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i sądów powszechnych nie została zrealizowana, a sytuację w polskim wymierzę sprawiedliwości Komisja ocenia źle.

KRS największym problemem

Z dokumentu wynika, że największym problemem jest w tej chwili Krajowa Rada Sądownictwa. To jej działalność sprawia, że w pozostałych dziedzinach – poza sytuacją w Trybunale Konstytucyjnym – dzieje się źle. KRS obsadza bowiem wolne miejsca sędziowskie w Sądzie Najwyższym, sądach administracyjnych i powszechnych, sama będąc ciałem – jak stwierdza Komisja – nieodpowiadającym europejskim standardom z powodu sposobu, w jaki pozbyto się z niej sędziów: przerywając kadencję…

View original post 2 356 słów więcej

Jak pisowscy generałowie w policji szczują

„Zamierzam złożyć skargę tak do Najwyższej Izby Kontroli, jak i do MSWiA. Do tego, najpewniej zawiadomię też prokuraturę, bo komendant wprost zaatakował posła opozycji. Zaś policja ma w ustawę wpisany obowiązek apolityczności i te słowa to było ewidentne przekroczenie uprawnień – oświadczyła w rozmowie z Onetem posłanka PO Bożena Kamińska, która ujawniła upokarzające praktyki kierownictwa organów ścigania, wobec mundurowych, na Podlasiu.

Niestety nie uszło jej to płazem. Nadinsp. Daniel Kołnierowicz, szef podlaskiej policji, w wywiadzie dla suwalskiego Radia 5. ostro zaatakował parlamentarzystkę i zachęcał w rewanżu do pisania na nią anonimów.

„Jeżeli tak bardzo pani Kamińska lubuje się w używaniu anonimów, uważa, że to jest fair, to może proszę bardzo: ogłośmy na antenie konkurs na najlepszy anonim o pani Kamińskiej: o majątku, o podróżach służbowych, o działalności dotychczasowej. Proszę bardzo – powiedział w poczuciu całkowitej bezkarności nadinsp. Kołnierowicz.

Dziękując wszystkim za wsparcie pani Kamińska zobowiązała się, że nie ustanie w wysiłkach zmierzających do zwalczenia tych wszystkich patologii, które niszczą polską Policję, Państwową Straż Pożarną, Służbę Więzienną i pozostałe formacje dotknięte piętnem „dobrej zmiany”.

Oto jak PiS propaguje nacjonalistów, pisowska norma.

Depresja plemnika

Prawica dostała szału: ambasador Mosbacher broni TVN! A przecież to stacja „antypolska” i „antydemokratyczna”, jak przypomniała Amerykance poseł Krystyna Pawłowicz. W rzeczywistości antypolskie i antydemokratyczne jest rozpętywanie przez prawicę kampanii nienawiści przeciwko pani Mosbacher. Akurat w tej sprawie to ona reprezentuje prawo i sprawiedliwość. Prawica to wie, więc tym bardziej hejtuje. Co tam wieczna przyjaźń z Jankesami! Ważniejsze to zniszczyć wolne media w Polsce.

View original post 3 976 słów więcej

Rydzyk już się nie nauczy języka polskiego. Za późno dla niego

– Kiedy usłyszałem informację o tym, że prezydent Warszawy zakazała Marszu Niepodległości, poczułem się tak, jakby naród dostał nóż w plecy – powiedział o. Tadeusz Rydzyk, komentując decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz. – To jest jakaś pogarda dla patriotów, pogarda też dla tych młodych ludzi, którzy są nadzieją, są patriotyczni, którzy kochają Polskę – ocenił.

Hanna Gronkiewicz-Waltz w środę po 14.00 na konferencji prasowej poinformowała, że wydała zakaz organizacji Marszu Niepodległości w Warszawie.

Decyzję prezydent Warszawy z aprobatą przyjęli politycy Platformy Obywatelskiej, jednak nawet w szeregach opozycji znalazły się głosy krytyczne.

Krytycznie o zakazie organizacji Marszu Niepodległości wypowiedział się o. Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja. Decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz nazwał „zaskakująco” i „delikatnie mówiąc brzydką”.

– Poczułem się tak, jakby naród dostał nóż w plecy. W takie święto, 100 lat od odzyskania niepodległości i nóż w plecy. To jest jakaś pogarda dla patriotów, pogarda też dla tych młodych ludzi, którzy są nadzieją, są patriotyczni, którzy kochają Polskę – stwierdził o. Rydzyk, cytowany przez stronę internetową Radia Maryja.

– Zamiast pomóc tej młodzieży, nawet jeżeli ktoś się z nimi nie zgadza, to rozmawiać na argumenty – argument prawdy, poszanowania drugiego człowieka, naszej historii, miłości, a nie w ten sposób. Dla mnie to jest niewyobrażalne – powiedział.

– Zaraz mi się skojarzyły zabory. Kto tu chce zawładnąć nami? Zaborcy tak postępowali – dodał redemptorysta.

– Bądźmy mądrzy, odważni, ale rozważni i dalekomyślni – zaapelował. – Nie dajmy się też sprowokować, bo widać, że są przeróżne prowokacje. Cały czas chcą nas zniszczyć. W tej chwili kojarzy mi się czas komunizmu. Jak coś się budziło w Polsce, to zaraz było to niszczone. Ile było takich oddolnych rewolucji w czasie komunizmu? Zawsze to niszczyli. Teraz nie należy wykluczać działań z zewnątrz, z różnych stron globu, ale i wewnątrz. Jest to brak sumienia, patrzenie na koniec własnego nosa, na własne ego i pycha, a to jest w sumie głupota. To jest nóż w plecy i pogarda – przekonywał o. Tadeusz Rydzyk.

Nitras do Mazurek: Wróciłem wczoraj wieczorem z USA. Nie uczestniczyłem w posiedzeniu Sejmu, ale to nie przeszkadza wam mnie karać. Lekarz by się przydał

 

Depresja plemnika

„Wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawa, prawo do zgromadzeń jest chronione konstytucją” – powiedział w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Michał Jakubowski. Dodał, że decyzja o zakazie „jest możliwa po starannym zbadaniu sprawy i musi zawierać przekonujące uzasadnienie”. Jak podkreślił sędzia, Gronkiewicz-Waltz nie uprawdopodobniła, że w związku z marszem może dojść do zagrożenia życia, zdrowia i mienia w znacznych rozmiarach, a to była główna przesłanka wydanego zakazu. Stronom przysługuje zażalenie do sądu apelacyjnego w ciągu 24 godzin. Sąd apelacyjny rozpoznaje zażalenie w ciągu 24 godzin od złożenia pisma.

Marsz narodowców czy państwowy?

Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała decyzję o zakazie organizacji Marszu Niepodległości w środę. Demonstracja organizowana jest przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, współtworzone przez m.in. przez Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny i Ruch Narodowy.

„Warszawa dość już wycierpiała przez agresywny nacjonalizm” – tłumaczyła prezydent Warszawy. Dodała, że w czerwcu skierowała pismo do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego w sprawie wspólnego zabezpieczenia uroczystości organizowanych w Warszawie 11 listopada. Pismo to zostało zignorowane.

Orzeczenie sądu o uchyleniu zakazu jeszcze bardziej komplikuje…

View original post 1 547 słów więcej

Morawiecki, który jako Pinokio przebije wszystko w górze. Taki jego nos kłamstwa

‚To przemiana technokraty w ideologa PiS’ – tak wczorajsze wystąpienie premiera komentuje Rafał Grupiński z PO. Mateusz Morawiecki jak nigdy ostro zaatakował opozycję. To miał być nokaut – mówią w kuluarach współpracownicy szefa rządu. Opozycja zarzuca szefowi rządu kłamstwo i nazywa go ‚politycznym Pinokiem’.

Jego wystąpienie brzmiało jak drugie expose. Ale jego klimat był zupełnie inny. Nie było już mowy o jednoczeniu Polski – były ciosy między oczy. Politycy PiS-u chwalili wystąpienie premiera. Ale gdy schodził z trybuny to nie jego imię skandowali posłowie prawicy. Czyje? Zobacz w materiale Justyny Dobrosz-Oracz.

Metropolita gdański za informatora wywiadu wojskowego PRL uważany był co najmniej przez sześć lat.

Metropolita gdański, a wcześniej ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej i biskup polowy Wojska Polskiego za informatora wywiadu wojskowego PRL uważany był co najmniej przez sześć lat – wynika z dokumentów, znajdujących się do niedawna w zbiorze zastrzeżonym Instytutu Pamięci Narodowej. Informacje, jakie uzyskiwano od ówczesnego pracownika Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich, uważano za „cenne i wartościowe” typu agenturalnego – piszą Andrzej Gajcy (Onet) i Tomasz Krzyżak („Rzeczpospolita”).

Rozegrać Kościół

Komunistyczny wywiad operował w Rzymie od końca drugiej wojny światowej. Wiedza o tym, co się dzieje za Spiżową Bramą, była potrzebna władzom PRL do rozgrywki z Kościołem w Polsce. Do połowy lat 60. głównym jej źródłem byli korespondenci polskiej prasy, służby innych krajów komunistycznych i kilku księży.

Sytuacja zmieniła się po wyborze w 1978 roku na papieża kard. Karola Wojtyły. Służby specjalne PRL zintensyfikowały działania mające na celu werbunek tajnych współpracowników. Szukano ich głównie wśród Polaków, których Jan Paweł II ściągał do pracy w Watykanie. Z sukcesami. Agentom pracującym dla Departamentu I MSW (wywiad cywilny) udało się pozyskać do współpracy kilkudziesięciu duchownych, pracujących blisko papieża.

Ale obok wywiadu cywilnego pracował także wywiad wojskowy, zajmujący się głównie pozyskiwaniem informacji dotyczących obronności. Po powstaniu Solidarności i zamachu na Jana Pawła II oficerowie podlegli Zarządowi II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (Zarząd II) szczególniejszą uwagę zwrócili na Stolicę Apostolską.

Kilka tygodni po ogłoszeniu stanu wojennego – w styczniu 1982 roku – do Rzymu posłano płk. Franciszka Mazurka ps. „Barcz”, który pracując oficjalnie jako kierownik przedstawicielstwa PLL LOT, miał rozpoznać zagraniczne kontakty władz Solidarności i zdobywać informacje zza Spiżowej Bramy.

Człowiek z lobby

W 1983 roku „Barcz” poinformował centralę w Warszawie, że poznał bliżej ks. Sławoja Leszka Głódzia, pochodzącego z archidiecezji białostockiej pracownika Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. Jego zdaniem był odpowiednim kandydatem na informatora. W jednym z raportów charakteryzował go jako osobę dobrze zorientowaną w tematyce politycznej i społecznej w Polsce, która należy „do grupy młodych księży stanowiących swego rodzaju »lobby« wywierające wpływ na decyzje papieskie w sprawach polskich, ale nie tylko”.

Nie bez znaczenia był prawdopodobnie także fakt, że przed wyjazdem do Rzymu, w latach 1980–1981, był on kapelanem białostockiej Solidarności.

Pułkownikowi polecono stopniowo rozszerzać kontakty z duchownym i podkreślano, że na razie będzie on traktowany jako informator nieświadomy. Nadano mu też kryptonim: „BA-10”.

O czym mówi prymas?

„Barcz” miał rozpracowywać księdza, przejść z nim na kontakty nieoficjalne „bez afiszowania się i bez spotkań przy Watykanie” i uzyskiwać od niego m.in.: charakterystyki „pracowników poszczególnych sekcji watykańskich”, członków polskiego episkopatu, „grup nacisku działających w Watykanie” i ich międzynarodowych powiązań, „zbadać, czy będzie możliwe uzyskiwanie informacji o rozmowach głowy naszego episkopatu z papieżem i o treści tych rozmów”.

W 1984 roku koordynację kontaktów „Barcza” z księdzem Głódziem przejął w Zarządzie II SG specjalny wydział typowniczo-werbunkowy o kryptonimie „SOWA”.

Ile razy oficerowie wywiadu spotkali się z ks. Głódziem? Jakie informacje im przekazywał? Czy otrzymywał za to wynagrodzenie? Czy próbowano zwerbować go na świadomego współpracownika? Czy powierzano mu zadania specjalne?

W polskich szkołach patriotyzm – tak! Szacunek dla innych narodów, kultur i wyznań – niekoniecznie. Takie wnioski płyną z pisma olsztyńskiego radnego PiS Jarosława Babalskiego do władz miasta. To jego reakcja na konferencję dla nauczycieli szkół i przedszkoli „Olsztyn-różnorodnie”. Autorzy projektu chcą przekonać pedagogów, by od najmłodszych lat uczyli dzieci o innych kulturach, mówili o dorobku różnych grup etnicznych i narodowościowych mieszkających w Polsce. To wspólna inicjatywa władz Olsztyna, Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli i Stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa Borussia.

Jarosław Babalski powołuje się w swoim piśmie na nową podstawę programową ustaloną przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, czyli przez koleżankę partyjną olsztyńskiego radnego Annę Zalewską. Radny PiS uważa więc, że kluczowe ma być kształtowanie w szkole postaw patriotycznych, obywatelskich, poczucia tożsamości, świadomości narodowej i kulturowej. Natomiast prowadzenie przez szkoły walki z dyskryminacją, nie jest – jego zdaniem – konieczne.

 „Cóż mogę powiedzieć o piśmie radnego? Celem projektu jest uczulenie na tolerancję wobec innych, kształtowanie pozytywnych relacji, bez stereotypów i uprzedzeń, prowadzących zwykle do dyskryminacji osób odmiennych kulturowo. Mogę zaapelować jedynie o rozsądek i o zrozumienie dla potrzeby podejmowania tego typu działań, które nas, Polaków, przygotowują na spotkanie z ludźmi innych kultur” – powiedziała „GW” prezes Stowarzyszenia Borussia Kornelia Kurowska.

Wiceprezydent Olsztyna Jarosław Słoma, odpowiedzialny za edukację, podkreśla, że władze miasta popierają takie inicjatywy, jak „Olsztyn-różnorodnie”. – „Jesteśmy otwarci na różnorodność kulturową. Nikt nikogo nie zmusza do uczestnictwa w takich przedsięwzięciach. Jestem pewien, że nie wszyscy olsztynianie patrzą na świat oczami PiS-u” – stwierdził w rozmowie z „GW”.

Krystyna Kofta na koduj24.pl pisze.

Poseł Pięta robi karierę jako biały don Juan. Ten piewca pisowskiej ideologii rodzinnej został uwiedziony przez Joannę vel Izabelę Pek, co ujawnił FAKT. Koledzy z partii na wniosek prezesa, zawiesili go na kołku, gdzie jego miejsce. Dziwne, że dopiero teraz. Iza – modelka ma lekką skłonność do polityków. Jeździła Duda busem, angażowała się bardzo, ma fotki z Dudą, były przypuszczenia, że może to korespondentka z Fejsa, pamiętacie jeszcze „Ruchadło leśne”?   Teoria upadła, chyba tamta była młodsza.

Wiemy z doniesień prasy, to gorący news, że Pięta wysłał Izabelę do ginekologa, żeby sprawdzić, czy jest płodna, bowiem żona posła (współczuję jej, choć wiedziała kogo bierze), podobno nie chce mieć więcej dzieci. Państwo Piętowie mają tylko jedno, poseł natomiast ma rozbuchane ambicje, namiętność do modelki go zalała totalnie, ponieważ Izabela jest dobrze zbudowana, łatwo będzie rodzić, chciałby więc mieć z nią szóstkę dzieci! Ku chwale ojczyzny i z bogiem na ustach!

Polecam serial „Opowieść podręcznej”, o marzeniu władcy autorytarnego, który doszedł do władzy w momencie kryzysu demograficznego, gdy po katastrofie większość kobiet straciła płodność. A więc rząd doszedł do wniosku, że trzeba zmusić do rodzenia płodne, czyli te, które mają dzieci. Porywa się je, rozdziela z dziećmi i umieszcza w domach komendantów, których żony nie mogą mieć potomstwa. Komendanci je zapładniają, w sposób drastyczny. Leży taka ofiara między nogami jego żony, a komendant poddaje ją prokreacji patrząc żonie w oczy. Film pokazuje do czego może doprowadzić przedmiotowe traktowanie kobiet.

W naszej rzeczywistości nietrudno sobie wyobrazić pewnych posłów, mających na sztandarze wyhaftowaną rodzinę jako wartość najwyższą, uczestniczących w ponurym spektaklu bezwzględnego zapładniania. Cóż skojarzenie uprawnione, gdy gorący romans łączy się ze świętą prokreacją i wizytą wybranki u ginekologa. Gdyby nie to strzępienie gęby na temat wartości, można by machnąć ręką na orgazmy posła. Niestety, chodzi także, o załatwianie pracy w spółkach skarbu państwa, które po coś są, prawda? W gazowej Iza nie chciała pracować, to obiecał Orlen, tak ona opowiada. Może jakaś komisja zbada czy to prawda? Dowiedzieliśmy się o tym, gdy na Pietę przyszło opamiętanie, i zamiast się oświadczyć, oświadczył kochance, że jego córeczka potrzebuje ojca. Izabela poczuła się oszukana i zemściła się. Słusznie. Zaczęły się zaraz spekulacje, że niemieckie gazety nasłały itd. Choć to osoba z krwi i kości pisowska. Poznali się na rocznicy smoleńskiej, gdzie poseł Pięta zbliżył się do prawdy.

Konsekwencje polityczne są umiarkowane, zawieszenie członka(!), wykluczenie z komisji. Być może Pięta dobije do Macierewicza z Misiewiczem i kilku innych wykluczonych i założą partię.

To co mnie dziwi, a może nie powinno, to stosunek polityków z innych partii do Pięty. Ryszard Kalisz, zwierza się: „Znam Staszka, lubi ładne dziewczyny”. Staszek! Koleś z takimi poglądami jest zaprzyjaźniony z lewicowcem. Nic dziwnego, że nie ma porządnej lewicy! Były marszałek Dorn z PO, kiedyś PiS, może więc po starej przyjaźni rozgrzesza go złota myślą, że: „Obłuda jest ukłonem grzechu w stronę cnoty”. No to się panowie sobie kłaniajcie w cywilizacji białego człowieka. Nawet Bartłomiej Sienkiewicz, którego ceniłam za rozsądek w sprawach służb, nie chce o tym rozmawiać, bo to prywatne sprawy… Służby specjalne nie powinny prześwietlać członków różnych ważnych komisji? Czy kontakty prezydenta też nie podlegają żadnej kontroli. Rozumiemy, że trzeba kontrolować ludzi sprzeciwiających się niszczeniu prawa, albo występujących przeciwko kampanii reklamowej pani Anders podczas otwarcia wystawy?

Czarno widzę sytuację kobiet w naszym kraju, gdy tworzy się taki zwarty, ponadpartyjny front w obronie posła Pięty, człowieka, który popierał działania straży, podżegał do przemocy, wobec najsłabszych, nie miał czasu na rozmowę z nimi, musiał odbierać esemesy, może od Izabeli, a może od jakiejś kolejnej dobrze zbudowanej?

>>>

>>>

PiS poza miernikiem człowieczeństwa. Diabelskość

Protest niepełnosprawnych w Sejmie stał się miernikiem człowieczeństwa rządzących.

Po pierwsze – zobaczyliśmy dzielnych ludzi poszkodowanych przez los oraz ich opiekunów, w większości kobiety – matki. Nie wszyscy zdawali sobie sprawę jak wygląda takie życie na co dzień. Z pewnością nie wiedzą tego politycy. Jest okazja, żeby się dowiedzieć, co dzieje się dziećmi poczętymi, które nie są zdrowe, czasami są bardzo ciężko poszkodowane. Jaka jest pomoc państwa? Żadna – biorąc pod uwagę ogrom obowiązków i potrzeb.

Po drugie – pokazał oblicze Kościoła, którego przedstawiciel arcybiskup Hoser oświadczył: – „Kościół nie jest stroną w tym sporze”. Jest także inne oblicze – siostry Małgorzaty Chmielewskiej, która na co dzień zajmuje się ludźmi słabymi, chorymi, poszkodowanymi. Rozumie ten protest, uważa, że jest zasadny: – „Chylę przed wami czoła” – mówi do nich.

Po trzecie – protest stał się miernikiem człowieczeństwa rządzących. Dzięki temu, co mówią politycy, udało się oddzielić ludzi od kreatur. Pies z kulawą nogą wykazałby więcej empatii. Pomachałby ogonem, polizał przyjaźnie, nawiązał kontakt. Taka Bernadeta Krynicka szuka paragrafu, żeby pozbyć się z Sejmu niepełnosprawnych, zero współodczuwania, bo współczucia oni nie chcą. Spaceruje z posłem Piętą, o twarzy tak białej, że chyba posypanej talkiem. Znajdują porozumienie w poglądach o brunatnym odcieniu.

Ów Pięta, w dniu wyboru Obamy oświadczył, że to koniec cywilizacji białego człowieka. I został ze swoją głupotą, jak facet, który sikał za ciężarówką, a ona odjechała. Obnażył się totalnie. Uciekał przed protestującymi, on ma ważniejsze sprawy. Odbiera esemesy. Rasowe uprzedzenia łączą się z tymi do słabszych.

Taki Żalek natomiast wątpi w czystość intencji matek. Mówi, że traktują dzieci jak żywe tarcze. Czy to oznacza, że PiS z Gowinowcami zamierzają do nich strzelać? Chyba nie, nawet PiS-owcy się odcinają, chociaż może to metoda na dobrego i złego policjanta. Na tle takich Żalków PiS-owcy wyglądają na liberałów, a przecież sami ich wyhodowali i hołubią. Dodał jeszcze Żalek, że wśród opiekunów mogą być zwyrodnialcy. Tak, pośle Żalek, mogą być, a wśród posłów nawet są – wystarczy spojrzeć do lustra!

Jest jeszcze genetyczny idio.. pardon, genetyczny patriota, jak sam siebie nazywa, facet podwyższony kapeluszem, niejaki Suski. Ten tuz intelektu od carycy Katarzyny, twierdzi z kolei: – „Te panie chcą żywej gotówki, żeby pójść do kina, teatru na basen”. „Te panie” to zaharowane matki tych dzieci. Miarkuj się człowieku (?). A gdyby nawet poszły do kina? To byłby grzech? Czy władza aż tak rozum odbiera? Nie powinny chodzić do teatru i na basen, bo ku…a mać mają nieść swój krzyż? Tak, mają rodzić i zapieprzać całe życie bez chwili na rozrywkę?

Ludzie, kogoście wybrali? Teraz żałujecie, ale zapamiętajcie te nazwiska i tych Kuchcińskich, Terleckich, a głównie tego stratega o kant d… potłuc, który na kolanko narzeka, ze szpitala uciekł na przepustkę, do protestujących przyjść nie może!

Boleśnie podsumował te wypowiedzi jeden z chłopców na wózku, powiedział po cichu: – „Najlepiej nas posłać do gazu”.

Ludzie niepełnosprawni oraz ich opiekunki domagają się tego, co im się naprawdę należy – w odróżnieniu od monstrualnych premii dla wykopanych z rządu Szydło nieudaczników. Rządzący zapomnieli, że dysponują naszymi pieniędzmi, a większość społeczeństwa żąda spełnienia tych niewielkich żądań protestujących!

Uwaga: opieka na jedną osobą niepełnosprawną w domu opieki społecznej kosztuje 6000 (słownie: sześć tysięcy) złotych! Tyle powinni mieć niepełnosprawni oraz ich opiekunowie na życie. Opiekunki i opiekunowie wyręczają państwo.

Krystyna Kofta

Oni muszą zawłaszczać, demolować, skłócać wszystkich ze sobą w kraju i Polskę ze światem.

Politycy PiS to fenomen iście polski. I bodaj możliwy tylko tutaj – w kraju nad Wisłą. Czego się nie dotkną – schrzanią. Partactwo fenomenalne. Następne pokolenia będą się głowić nad tym, jak przywódca o średniej inteligencji, Jarosław Kaczyński, sięgnął po władzę niemal autokratyczną, nie pełniąc żadnej funkcji administracyjnej.

W pierwszym rzędzie powodem jest wytrwałość prezesa Kaczyńskiego, jest w polityce „od zawsze”, od 1989 roku. Nie jest nazbyt bystry, twierdzę tak niemal od zawsze (Marcin Król dla „Newsweeka”: – „Znałem prezesa PiS dość dobrze i o ile w dawnych czasach był po prostu postacią mało imponującą, to nie przypuszczałem, że gdy dostanie pełnię władzy, okaże się tak kiepskim strategiem. To doprawdy żaden mąż stanu.”).

Nie zwalnia to nas z obowiązku doszukiwania się przyczyn niemocy politycznej, w jaką popadł naród polski i delegował PiS do rządzenia. O ile badania genezy władzy PiS są całkiem solidne – Maciej Gdula, Rafał Matyja – to wnioskowanie ubogie, może dlatego, że nie biorą się za ten opis publicyści pierwszej wody.

W każdym razie Kaczyński doszedł do władzy w pierwszym rzędzie z powodu zasiedzenia w ławach poselskich i – o czym ciągle się zapomina – dlatego, iż równolegle z SLD potrafił prywatyzować – w istocie upartyjniać – majątek państwowy. Nawet gdy Kaczyńskiego zabraknie, PiS będzie miał czym karmić swoich polityków, choć jest to partia skarlała ze skarlałą wizją rewolucji. Jeszcze raz Marcin Król: – „Do przeprowadzenia rewolucji potrzebna jest wizja, choćby najbardziej szalona i utopijna, ale zakładająca tworzenie wszystkiego od nowa. Taką wizję wprowadza się w życie bez względu na koszty, zwykle przy pomocy terroru. Trzeci niezbędny czynnik to charyzmatyczny wódz, dla którego lud idzie na barykady. W przypadku rewolucji PiS każdy z tych elementów jest w jakiś sposób ułomny i wypaczony”.

W zasadzie jest to pocieszające, iż PiS jest byle jaki, bo to znaczy, że można (trzeba) im wyrwać Polskę. Politykę, jaką uprawiają, to tylko partanina. Oni muszą zawłaszczać, demolować, skłócać wszystkich ze sobą w kraju i Polskę ze światem. To jedyna metoda, aby przez jakiś czas rządzić.
Partacze zawsze kradną, korzystają z pięciu minut, które nieopatrznie użyczono im przez ślepy traf na loterii. „Im się należy” – tak argumentują, a gdy zostają złapani na gorącym uczynku, zachowują się, jak klasyczny złodziej, który złapany na doliniarstwie krzyczy: Łapać złodzieja.

Nie dziwmy się zatem, że Antoni Macierewicz mógł tylko liczyć na Misiewicza, tego ostatniego możliwości intelektualne sięgają najwyżej pomocnika aptekarza, ale jako wysłany na dolinę do Polskiej Grupy Zbrojeniowej – potrafi zagarnąć setek tysięcy złotych dla siebie i dla „funfli”. Tomasz Piątek, autor demaskatorskiej książki o Macierewiczu, nazywa to „niezwykłą łapczywością”.

To ich „pięć minut”. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski jedynie potrafi zdobyć się na wysiłek intelektualny, opisując Łukaszenkę jako „ciepłego człowieka”. Umysłem wyżej nie sięga, ale potrafi korzystać z mądrości ludowej – „podróże kształcą”. Kształcenie Karczewskiego kosztowało podatnika 205,4 tys. zł, jego zastępcę Koc 106,5 tys. zł. A najlepszy jest Adam Bielan, bo na kształcenie podróżami wydał aż 265,7 tys. zł. Czesne na Harvardzie jest dużo, dużo mniejsze.

I później w mediach słyszymy – ja nie słucham już dawno, tylko czytam brednie – Karczewskich czy Bielanów. Marcin Król pyta o innych orłów PiS: – „Czy panowie Sasin i Suski, piastujący prominentne stanowiska w urzędzie premiera, są ludźmi wybitnymi, którzy mogą pomóc w rządzeniu krajem? Albo sięgając na najwyższą półkę – Szydło i Morawiecki?”

O tej najdroższej władzy, ich przekrętach, dowiadujemy się przypadkiem, przy jakiejś okazji. To tylko wierzchołek góry lodowej, o którą musi się rozwalić Pistanic – i pójść na dno. Ale trzeba im pomóc. Polska tej – prawie oksymoron – solidnej partaniny za długo nie wytrzyma. Acz miejmy świadomość, iż wszystko zrobią, włącznie z oszustwami wyborczymi, aby władzy nie oddać.

Waldemar Mystkowski

Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa rozpatrzył zażalenie złożone przez obrońcę Władysława Frasyniuka na zastosowanie wobec legendarnego opozycjonisty „środka przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek”. Jak poinformował adwokat Piotr Schramm, sąd orzekł, iż skucie Frasyniuka było „bezprawne, niedopuszczalne i bezzasadne”.

Pełnomocnik Frasyniuka powiedział „GW”: – „Sędzia w sposób bardzo jednoznaczny potępił użycie kajdanek wobec Władysława Frasyniuka. Uznał, że wobec osoby niewinnej, a taką do momentu skazania, pozostaje każdy podejrzany, która na dodatek nie zachowuje się agresywnie i nie utrudnia przeprowadzenia interwencji, nie można stosować kajdanek: ani z przodu, ani z tyłu”. Orzeczenie sądu jest prawomocne i nie podlega zaskarżeniu.

Przypomnijmy, Frasyniuk został zatrzymany przez policję 14 lutego 2018 r. po godz. 6 w swoim domu we Wrocławiu. Prokuratura przedstawiła mu zarzut naruszenia nietykalności cielesnej dwóch policjantów na służbie podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej. W kajdankach został przewieziony na przesłuchanie.

Krystyna Kofta: Święta przy pękniętym stole

PRL był nam wrogi. Najpierw stalinizm – czarny rozdział, potem zelżało. Większość nie chciała komuny. Przed świętami, składając sobie życzenia byliśmy razem, bardziej sobie bliscy niż dziś. Łamiąc się OPŁATKIEM, chcieliśmy wolności.

Przy ŚLEDZIKU mówili o wolności nawet ci, którzy należeli do partii, a było ich dwa, w porywach trzy miliony. Ludzie się zapisywali dla kariery, z powodu nacisków, rzadko w dobrej wierze. Konformizm zrozumiały, gdy nie ma się nadziei, a strachem zarządzają politycy jedynej słusznej partii, siły przewodniej. Jasne, nie każdy musiał zostać prokuratorem i wydawać wyroki na opozycję, jak obecna twarz siły rządzącej.

Nad nami wisiał wówczas potężny Związek Radziecki, czerwony jak BARSZCZYK z USZKAMI podawany w Wigilię. Ucho Wielkiego Brata czuwało nad ustrojem socjalistycznym. PZPR wskazywała palcem w kierunku wschodnim, grożąc: jeżeli nie będziecie spokojni, grzeczni, to nasz przyjaciel wejdzie i da wam popalić. ZSRR nie wszedł, ogłoszono stan wojenny, 13 grudnia Jarosław spał do południa.

Wojska i ZOMO na ulicach było mniej niż dziś przed Sejmem czy na Krakowskim Przedmieściu podczas protestów. Opozycja siedziała w internatach i więzieniach. Śpiewano kolędy „Bóg się rodzi”, a moc komuny karłowaciała i truchlała ze strachu. Smutna była wtedy Wigilia. KARPIA rzucili, KAPUSTA Z GRZYBAMI była zawsze. Wcześniej Wałęsa przeskoczył przez płot, była silna opozycja, powstała SOLIDARNOŚĆ, tamta prawdziwa, nie tylko z nazwy. Nadzieja nie umarła. Wódka była na kartki, wyroby czekoladopodobne i mięso także. Do sklepów rzucili pomarańcze. Ustawiono OKRĄGŁY STÓŁ, przy podstolikach siedzieli także bracia Kaczyńscy. Wreszcie odzyskaliśmy upragnioną NIEPODLEGŁOŚĆ.

Czy komuś śniło się, że ktoś nam WOLNOŚĆ odbierze? Nie. Sądziliśmy, że jest nam dana raz na zawsze. Przysnęliśmy politycznie, była ciepła woda, pełne hiper- i supermarkety. Nie grozi nam Związek Radziecki, bo została goła Rosja, to, czego się bać? Teraz Rosja może być naszym wrogiem, nie jest przymusowym przyjacielem w Pakcie Warszawskim. PiS – siła przewodnia – musi znaleźć wroga zewnętrznego.

Siedzimy przy świątecznym pękniętym stole, rodzina skłócona? OPŁATEK na talerzyku czeka na pojednanie. Przełamiemy się opłatkiem, my wszyscy, czyli wróg krajowy. „Zdradzieckie mordy” (bez żadnego trybu), „lumpy”, gorszy sort, niepełnosprawni i ubeckie wdowy (niektóre mają 25 lat), chodzące na protesty, kobiety z parasolkami z Czarnego Protestu, „komuniści i złodzieje”, jak ONI nazywają nas – tych, którzy nie zgadzają się z niszczeniem państwa w każdej dziedzinie, inteligent z Żoliborza (pożal się Boże) i jego świta. Do tego dokłada się „totalną opozycję” oraz Donalda Tuska. Morawiecki był jego doradcą. Lech Kaczyński chciał Mateusza u siebie, pod warunkiem, że przestanie doradzać Tuskowi, lecz Morawiecki się nie zgodził. Co się zmieniło? Czy PiS urósł w potęgę, warto więc z nim trzymać?

Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że w każdym Totalu konieczny jest wróg zewnętrzny. Trzeba było go znaleźć. Jest wróg, jest Europa. Naszym wrogiem są wszystkie państwa Europy oraz Europa i jej ciała jako całość. Niby oprócz Węgier, które i tak się na nas wypną. Wolą trzymać z potężnymi, kiedyś podczas wojny z Niemcami, teraz z Putinem. Od tego państwa uzależnia nasz kraj wielki strateg!

Mateusz Morawiecki został premierem, żeby ugłaskać różne ciała europejskie, uwieść swoją ogładą. Pojechał z pierwszą wizytą do Europy i uciekł! Orbana zrobił naszym pełnomocnikiem. Ludzie, toż to klęska niebywała!

Europa dała nam kasę. PiS wstał z kolan tak nagle, że dostał zawrotu głowy, rządzi jakby naćpał się dopalaczy. Uważajcie władcy, uważajcie, bo zatchniecie się władzą jak ością z KARPIA albo ze SZCZUPAKA. Owszem 500+ to był dobry pomysł socjalny, ale to nie PiS daje ludziom kasę na dzieci (nie na wszystkie, nie na pierwsze dla samotnej matki), my naród daliśmy. Dobrze się stało, że więcej dzieci będzie miało na stole ŚWIĄTECZNE POTRAWY, matki upieką lub kupią PIERNIKI, będzie świetny MAKOWIEC… PREZENTY ŚWIĄTECZNE, WÓDKA DO ŚLEDZIA dla starszych. Potem PASTERKA w kościele albo prowadzona przez papieża Franciszka z Watykanu. Wszyscy znają kolędy. Zaśpiewamy razem JEZUS MALUSIEŃKI leży wśród stajenki…

Gdy W ŻŁOBIE LEŻY nowonarodzony, PiS nie zaknebluje nam ust. Głośno zaśpiewamy: GLORIA, GLORIA, GLORIA!!! Z wiarą w zwycięstwo. Już niedługo nasz stół nie będzie pęknięty!

Klub Go-Go: Gowin i Godson tańczą na rurze

Go-Go

Ten rysunek znalazłem na blogu Krystyny Kofty. Przepiękny, przecudowny, a przede wszystkim – trafny. Dwóch panów odwala taniec na rurze, jak w klubach Go-Go: Jarosław Gowin i John Godson.

Taniec ten rzeczy jasna do odstawienia w jakiejś salce katechetycznej, winni go obserwować duchowni o takiej, a nie innej orientacji (wiadomo, że celibat jest wbrew naturze i Bogu), a może nawet wybrane zakonnice.

Kofta cudnie pisze: To nasi Katonowie. Obaj są stosownie ubrani, pod krawatem, elegancko przyczesani. A na dodatek wszystkiego śpiewają swoją pieśń, z własnym tekstem, rapują o tym, że PO poszła za bardzo na lewo, a oni chcą w prawo. GO- win krytykuje szefa kabaretu Donalda Tuska, niczym poseł Błaszczak, GO-dson zaś twierdzi, że tylko Tusk nadaje się na przywódcę i ma nadzieję, że wkrótce szef przejrzy na oczy. Rura jest bardzo śliska, trudno się na niej utrzymać, taniec bardzo trudny, nie wiadomo jak się zakończy, czy ktoś zatknie im jakiś banknot za gumki od stringów, czy spadną z tej grubej rury. Na cztery łapy, prosto w łapki PiSu.

Czy ktokolwiek z was zatknie tym politycznym go-go-wniarzom jakiś banknot za stringi?

Post Navigation