Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Krzysztof Łapiński”

Z PSL do PiS ścieżka przetarta

PiS notorycznego kłamczucha chce zrobić sędzią TK – mówił w Sejmie poseł PO Zbigniew Konwiński i wyliczał te najważniejsze kłamstwa. Zeznania Chojny-Duch posłużyły do złożenia pierwszego zawiadomienia do prokuratury przez komisję śledczą ds. VAT-u. W poniedziałek PiS poinformował, że Chojna-Duch, obok Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz, będzie rekomendowana na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Kandydatka do TK to “notoryczny kłamczuch”

Elżbieta Chojna-Duch jest prawniczką i byłym wiceministrem finansów w rządzie PO-PSL. Była też głównym świadkiem komisji śledczej w sprawie luki VAT-owskiej. To jej zeznania posłużyły PiS-owskiej większości w komisji do złożenia pierwszego zamówienia do prokuratury.

W poniedziałek PiS poinformował, że jest ona jedną trzech kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego – obok posłów partii rządzącej, Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.

Po uzyskaniu poparcia większości sejmowej mieliby zastąpić trzech obecnych sędziów TK – Marka Zubika, Piotra Tuleję i Stanisława Rymara, którym kadencja kończy się 3 grudnia 2019 roku.

Zeznań byłej wiceminister finansów nie potwierdzili ani następni świadkowie, ani dokumenty, które są w dyspozycji komisji śledczej.

– Zastanawialiśmy się wtedy, co pani Chojna-Duch otrzyma od PiS-owskiej większości. Chodziły różne plotki, np. że dostanie funkcję w NBP, w Radzie Polityki Pieniężnej. Dziś dowiadujemy się, że ma to być członkostwo w atrapowym TK – mówił w Sejmie na konferencji Zbigniew Konwiński.

“Kłamać trzeba umieć”

Zeznania Elżbiety Chojny-Duch zostały szybko ujawnione. Nie tylko pozostali świadkowie nie potwierdzili jej słów, ale także ministerialne dokumenty przeczą jej zeznaniom.

Po pierwsze, zarzuciła rządowi PO-PSL, że rozszczelnił system podatkowy, znosząc sankcję 30 proc. Sama miała być przeciwna takim rozwiązaniom. – To nieprawda, na kilkunastu dokumentach, które są w posiadaniu komisji, istnieje odręczne jej słowo “akceptuję”. Na dokumentach, gdzie jest mowa o zniesieniu sankcji – mówił Zbigniew Konwiński.

Mijała się z prawdą, gdy mówiła o tym, że nigdy nie spotykała się w MF z doradczą podatkowym. – Znaleźliśmy notatkę z 19 maja mówiącą o takim spotkaniu – wyliczał Konwiński.

Kłamała też w innych kwestiach, jak w sprawie roli doradcy społecznego ministra Rostowskiego, której także nie potwierdzili inni świadkowie.

– Mamy do czynienia z korupcją polityczną – mówił Zbigniew Konwiński – w zamian za kłamstwa przed komisją śledczą postanowiono ją wynagrodzić stanowiskiem w atrapowym TK. Można by powiedzieć: jaki TK, tacy kandydaci do niego.

Kmicic z chesterfieldem

Tym razem list Romana Giertycha nie jest prześmiewczy. Adwokat na Facebooku zamieścił ułożone przez siebie przemówienie, które powinien wygłosić były szef MON po tym, jak „Duda wyznaczył Macierewicza na marszałka seniora Sejmu – „Po prostu zrobił to, co mu prezes kazał”.

Giertych chce, żeby Macierewicz przeprosił na pierwszym posiedzeniu Sejmu nowej kadencji za oszukiwanie Polaków w sprawie katastrofy smoleńskiej. Były szef MON powinien powiedzieć: – „Poruszony wyrzutami sumienia chciałbym przeprosić wszystkich za to, że w pełni świadomy, że straszna smoleńska katastrofa nie była spowodowana żadnym zamachem, łgałem bezczelnie przez wiele lat wskazując, że istnieją dowody na sprawstwo katastrofy, a ich od początku nie było”.

Adwokat przypomina, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej musiały „przechodzić koszmar niechcianych ekshumacji”. Podsuwa Macierewiczowi tekst przeprosin: – „W pierwszej kolejności chciałbym przeprosić Rodziny Ofiar Katastrofy za to, że swoją podłością zatruwałem im dzień po dniu i nie pozwalałem odbyć żałoby. Ze łzami w oczach…

View original post 977 słów więcej

 

Macierewicz załapał się na wyciągniętą rękę prezesa Kaczyńskiego

Krzysztof Brejza opublikował dane na temat liczby wiceministrów i ministrów w rządzie PiS.

Na wystawę „Poland’s Street Pulse” w Parlamencie Europejskim złożyło się kilkadziesiąt zdjęć, zrobionych w latach 2016-18 podczas protestów przeciw pisowskim zmianom w sądownictwie. – „Nasze fotografie mają jeden cel: pokazać, do jakiego stopnia ludzie w Polsce starają się bronić wartości, które są im bliskie” – napisali autorzy Wojciech Kryński i Chris Niedenthal.

Zdjęcia zostały zrobione na ulicach polskich miast: przed sądami, Pałacem Prezydenckim, Sejmem i Senatem. Widac na nich ludzi z flagami Unii Europejskiej, flagami Polski, transparentami z napisem „Konstytucja” czy transparentem przedstawiającym portret Lecha Wałęsy. Na wystawie obejrzeć można także transparenty z hasłami, m.in. „Barierki są tylko w głowach” oraz „Obudźcie się. Jeszcze nie jest za późno!”.

 „Protesty w Polsce nie są tylko formą braku zgody na łamanie zasad demokracji i łamanie zasady praworządności. (…) Te protesty są w rzeczywistości najlepszą lekcją demokracji dziś” –powiedziała jedna ze współorganizatorek wystawy europosłanka PO Róża Thun. – „Te zdjęcia pokazują, że obecne protesty uliczne są nie wprost, ale symbolicznie – na miarę tych fenomenów polskiej wolności, które pozwoliły przetrwać duchowi Wolnej Polski” – dodał na Twitterze Michał Boni.

Na otwarciu wystawy przemawiała też Roberta Metsola, reprezentująca komisję wolności obywatelskich PE. – „Polski rząd to nie to samo co Polska i wszyscy Polacy. Polska ma dumną historię ruchów ulicznych, jak widzimy na fotografiach. Praworządność, demokracja i europejskie wartości to nie puste frazy, które nic nie znaczą. Znaczą” – powiedziała Metsola.

Po wernisażu odbyła się debata na temat sytuacji w Polsce. Wzięli w niej udział m.in. reżyserka Agnieszka Holland, prawnik prof. Marcin Matczak i lider Obywateli RP Paweł Kasprzak. – „To pierwszy od dwóch lat budynek parlamentu, do którego mogłem normalnie wejść. Czuję się tu trochę nieswojo” – powiedział Kasprzak. To oczywiste nawiązania do zakazu wstępu do polskiego Sejmu, którym objęty jest on i inni działacze Obywateli RP.

Prof. Matczak porównywał obecny kryzys wartości w części krajów Europy z problemami Republiki Weimarskiej. – „Tyle że wówczas nacjonalizm był złą odpowiedzią na istniejące problemy. A teraz łamanie państwa prawa to odpowiedź także na problemy wyprodukowane przez propagandę. Na hasła „Polska w ruinie!” – stwierdził Matczak. – „Cały czas współistnieją dwie Europy – ta z wartościami, na których m.in. budowano UE i druga m.in. z nacjonalizmami. Wydawało się, że wejście Polski do UE trwale leczy nas z drugiej Europy, ale dzieje się inaczej. A Unia jakoby trochę zapomniała, że ciągle musi walczyć o swoje wartości, o swój sposób życia” – powiedziała Holland.

Internauci zareagowali na słowa byłej premier Beaty Szydło na Forum Ekonomicznym w Krynicy.

Czy afera taśmowa, która walnie przyczyniła się do wyborczego zwycięstwa PiS, była intrygą rozgrywaną przez rosyjskie służby? Wskazuje na to wiele tropów. Ujawniamy nieznane do tej pory powiązania zleceniodawcy podsłuchów Marka Falenty z ludźmi Putina, rosyjskiej mafii i GRU.

Już kilka dni po wybuchu afery taśmowej, w czerwcu 2014 r., premier Donald Tusk mówił o „scenariuszu pisanym cyrylicą”. Jednak dotąd nikt poważnie nie zbadał jej najważniejszych wątków, choć w USA, przy podobnych poszlakach wskazujących na udział rosyjskich służb specjalnych w kampanii Donalda Trumpa, sprawę bada specjalny prokurator Robert Mueller.

Przez kilka ostatnich miesięcy robiła to POLITYKA.

„Nikt nie chce być w gronie osób, które szybkim krokiem zmierzają do porażki wyborczej i politycznej za nią odpowiedzialności” – powiedział Roman Giertych w Polsat News. I wyliczył wszystkie ostatnie wpadki Andrzeja Dudy i jego otoczenia: nagłe odejście rzecznika prasowego Krzysztofa Łapińskiego, „wpadkę z politycznym wykorzystaniem kościoła Św. Brygidy, wygwizdanie przez uczniów w Gdyni i fatalną eskapadę do Australii”.

Według byłego wicepremiera, Donald Tusk bez problemu wygrałby w wyborach z urzędującym prezydentem. Zastrzegł, że nie jest „rzecznikiem Tuska, ale jako obywatel chciałby jego powrotu do polskiej polityki. Wygrałby z Dudą i to miażdżąco. Mam nadzieję, że taki scenariusz się zrealizuje”. Zdaniem Giertycha, decyzji obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej w sprawie startu w wyborach prezydenckich nie należy się jednak spodziewać w tym roku.

Giertych odniósł się także do zamieszania wokół terminu stawienia się Donalda Tuska przed sejmową komisją ds. Amber Gold. – „Z niewiadomych, zapewne politycznych powodów został przesunięty. Czekamy, aż w sprawie daty przesłuchania Donalda Tuska ustabilizują się poglądy Małgorzaty Wassermann. Jeżeli pani przewodnicząca nie chciała, aby termin przesłuchania był wyznaczony na okres kampanii wyborczej, to mogła tego nie robić”. Uważa, że za zmianą daty stoi jedna osoba. – „Znam PiS bardzo dobrze, decyzję podjął Jarosław Kaczyński” – stwierdził. Zasugerował, że powodem mogła być słaba prezentacja Wassermann podczas niedawnej konwencji Prawa i Sprawiedliwości.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o powrocie Macierewicza.

Były szef MON mógłby zainicjować każdą kontrolę, która by mu się przyśniła – a fantazję ma on nie byle jaką…

Prezes Kaczyński wrócił na łono polityki z chorym kolanem. Wrócił też – choć nie był chory w sensie nominalnym – wiceprezes Antoni Macierewicz. Specjalista od katastrofy smoleńskiej wrócił w dwójnasób, bo wiceprezes PiS to postać zarówno komiczna, jak i tragiczna.

Macierewicz został z rządu brutalnie wykopany, ale długo trzymał się siedziby ministra obrony. Jego następca Mariusz Błaszczak musiał się zainstalować pod innym adresem. I bynajmniej nie streszczam literackiej farsy, tylko politykę uprawianą przez ministrów rządu RP.

Raczej nie łudziliśmy się, że Macierewicz zostanie wykopany na amen z pisowskiej polityki, bo to gość, który ma haki na wielu, w tym na swego prezesa. Nie wiemy, czego dotyczą – choć możemy się domyślać – swoje atuty trzyma przy orderach. I co rusz rzuca atutową kartę na stół – wraca do polityki.

Kaczyński nie może się go pozbyć, bo to on stoi za sukcesem PiS. Mit katastrofy smoleńskiej jest dziełem Macierewicza. Osiągnięcia wiceprezesa PiS w demolowaniu obronności polskiej są niebywałe (ulubione słowo prezesa) – dla niego jednak niewystarczające.

Macierewicz obracał głową, co by tu jeszcze sknocić. Mówiło się, że może objąć posadę marszałka Sejmu, bo to instytucja coraz bardziej fasadowa. Można gnębić opozycję jeszcze dotkliwiej niż to czyni Marek Kuchciński. Niemniej pozory parlamentaryzmu z marszałkiem Macierewiczem byłyby konkurencyjne np. z rosyjską Dumą, a to nie podobałoby się instytucjom unijnym.

No i proszę, Macierewicz wypatrzył dla siebie posadę – prezes Najwyższej Izby Kontroli. Na razie jest po słowie z prezesem, czyli nastąpiły zaręczyny, które proceduralnie mogą zostać skonsumowane. Kaczyński ponoć klepnął Macierewicza. Obecny szef NIK Krzysztof Kwiatkowski kończy kadencję w przyszłym roku, lecz przeciw niemu ruszył proces w warszawskim sądzie, w którym staje jako oskarżony o ustawianie konkursów w podległej mu instytucji.

Czy słowo Kaczyńskiego stanie się ciałem dla Macierewicza i obejmie posadę prezesa NIK? Na pewno byłoby wesoło. Macierewicz mógłby zainicjować każdą kontrolę, która by mu się przyśniła. A fantazję ma on nie byle jaką… Mateusz Morawiecki mógłby się bać nadejścia hord kontrolnych Macierewicza i Misiewicza, gdyż i ten ostatni wróciłby do władzy pod skrzydłami Macierewicza.

Macierewicz uzyskałby bat na wszystkich, miałby możliwości nawet większe niż na poprzednich posadach rządowych. W czasie kadencji prezesa NIK byłby nieusuwalny, zwłaszcza gdyby PiS oddał władzę.

Jak powszechnie wiadomo, Macierewicz w młodości uprawiał skoki do wody, był nawet wicemistrzem Polski w skokach z wieży, dzisiaj też lubi skoczyć do basenu. W polityce zwykle skacze na główkę bez zabezpieczenia, wody bowiem w takim basenie zwykle nie ma. A jednak wychodzi bez szwanku. Jako kontrolujący obecną władzę i przyszłą Macierewicz nie bałby się skoczyć głową do przodu i wyrżnąć o dno.

>>>

Duda stracił usta, twarzy już dawno nie ma

Krzysztof Łapiński odchodzi z Kancelarii Prezydenta. Rzecznik prasowy Andrzeja Dudy zakłada własną firmę z branży public relations – informuje „Rzeczpospolita”.

Krzysztof Łapiński odchodzi z pracy u Andrzeja Dudy

Od maja 2017 roku Krzysztof Łapiński pełnił funkcję rzecznika prasowego prezydenta Andrzeja Dudy.

Praca dla prezydenta była dla mnie ogromnym zaszczytem i wielkim wyzwaniem. To była dla mnie wielka przygoda, to był dla mnie świetny czas. Zawsze będę bardzo miło wspominał pracę dla Andrzeja Dudy

– powiedział Krzysztof Łapiński w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dodał, że skończył 40 lat i to według niego „dobry czas na odważne decyzje”. – Teraz jest czas na nowe wyzwania, nowe plany i projekty – powiedział Krzysztof Łapiński.

Wcześniej Krzysztof Łapiński był m.in. współautorem kampanii wyborczych PiS, a także jednym z posłów partii rządzącej. Łapiński był także rzecznikiem Piotra Glińskiego i Zbigniewa Wassermanna, zaś w 2014 roku został zastępcą rzecznika PiS, Marcina Mastalerka.

Dziennik ustalił także, że Łapiński niebawem ma rozpocząć współpracę z jednym z dużych polskich uniwersytetów.

Były poseł PiS zamierza zająć się biznesem – planuje założyć agencję PR.

Informacja o odejściu Łapińskiego wywołała falę komentarzy w internecie. – „Odejście z funkcji rzecznika prezydenta to kolejna oznaka głębokiego kryzysu prezydentury Andrzeja Dudy. Katastrofa z Konstytucją, porażka z wojskiem, przeczołganie z zakupem fregat. Fatalne wystąpienia robiące złą politykę w kościele i szkole. Bezradność i krzyki. 2020 blisko” – napisał na Twitterze poseł PO Tomasz Siemoniak.

„Dominika Arendt-Wittchen straciła ostatnio jedno z licznych stanowisk. Byłaby idealna. Dałaby oponentom i niesfornym dziennikarzom parę razy po pysku i nie trzeba by było repolonizować mediów ;-)” – ironizowała Beata Czuma. – „Wizerunkowo katastrofa jeśli głowę państwa dla biznesu porzuca jej rzecznik w połowie pierwszej kadencji” – oceniła prawicowa blogerka kataryna.

Nagłą dymisję komentowali też dziennikarze. – „Czyli głowa straciła usta. Twarz straciła wcześniej” – Tomasz Lis z „Newsweeka”. – „No i nawet rzecznik stracił złudzenia, że szef będzie potrafił robić wielką politykę. Pragmatycznie więc uznał, że lepszy pewny pieniądz, niż niepewna przyszłość” – Andrzej Krajewski z „DGP”.

„To w Kancelarii to się musi nieźle dziać, skoro Krzysztof Łapiński się z nią żegna i idzie w prywatny biznes” – Tomasz Walczak z „SE”.

Duda ma coś z czaszką. Buksuje mu pod sufitem

Andrzej Duda pojawił się w Strzelinie (woj. dolnośląskie).

Łapiński: Prezydent nie widzi konieczności zmian w ustawach sądowych

W tej chwili, z tego, co widzę i z tego, co wiem, jest taka strategia, żeby wyjaśniać cały czas nasze stanowisko. Strona polska pokazała kilka rozwiązań, wprowadziła kilka rozwiązań, które powinny rozwiać część wątpliwości Komisji Europejskiej. Trudno sobie wyobrazić [kolejne]” – mówił w Radiu Plus rzecznik prezydenta, minister Krzysztof Łapiński.

My nie widzimy takiej konieczności, pan prezydent nie widzi takiej konieczności [zmian w ustawach sądowych]. Natomiast jeśli Komisja widzi, to niech wskaże jakie i wtedy można rozmawiać. Prezydent w tym momencie nie widzi żadnej konieczności zmian. Mam wrażenie, że Komisja zbyt zajmuje się sprawą Polski, a nie zajmuje się sprawą na przykład naruszeń prawa unijnego, które dotycząc polskich firm” – dodawał.

Duda odwiedził Strzelno. Powiedział, że Polska stanęła obecnie przed najlepszą okazją, by dochodzić Europę Zachodnią.

Andrzej Duda komentował artykuły w gazetach, w których krytykuje się tłumy ludzi nad Bałtykiem. Prezydent powiedział, że „robi mu się niedobrze, kiedy to czyta”.

– Znalazły się tam wreszcie zwykłe polskie rodziny, nareszcie. Wraca normalność – powiedział Duda.

Zdaniem prezydenta Polska ma w końcu szansę, by dogodzić Zachód po zniszczeniach, których dokonano podczas II wojny światowej i po komunistycznym zniewoleniu.

– Mówili cud będzie jeżeli uda się załatać lukę VAT. Proszę państwa dziś można powiedzieć śmiało, cały program 500+ w zasadzie jest realizowany z tego, co w ciągu tych niespełna 3 lat udało się uzyskać właśnie z tego VAT, który do tej pory był rozkradany – rozkradany proszę państwa, bo nazwijmy rzeczy po imieniu. Poprzednia władza zwyczajnie pozwalała nas okradać. Nie wiem, kto brał te pieniądze, ale byliśmy po prostu okradani i udało się temu stosunkowo łatwo w dużym stopniu zapobiec. To dzięki temu dzisiaj możemy rozwijać państwo – mówił Duda.

Prezydent przekonywał również, że rząd myśli o zwykłych obywatelach. – Państwo nowoczesne to nie jest państwo liberalne, w którym człowiek jest gnębiony, tylko to jest państwo, które myśli o zwykłym człowieku. To jest najistotniejsze, bo podstawą państwa jest ten zwykły człowiek – mówił.

Macierewicz zostaje, Morawiecki prowadzi Polskę do faszyzmu. Demokracja zamienia się w państwo policyjne

W eseju dla strony Magazynu TVN24 prof. Adam Strzembosz pisze o zamienianiu przez PiS demokracji w pańtwo policyjne.

Jeżeli wejdą w życie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, rozpocznie się wyraźny proces przekształcania obecnego systemu prawnego w kierunku państwa policyjnego. Wprawdzie poczucie pokrzywdzenia oraz wykluczenia części społeczeństwa przyczyniło się istotnie do zwycięstwa wyborczego koalicji obecnie rządzącej, ale nie usprawiedliwia to w jakiejkolwiek mierze naruszania elementarnych zasad rządzących prawdziwą demokracją.

Generał Piotr Pytel, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, został zatrzymany i przesłuchany w prokuraturze. Antoni Macierewicz zarzuca mu współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi. Pytel zapowiada: Nie odpuszczę, będzie pozew.

Stawiał pan opór?

Generał Piotr Pytel, były szef SKW: – Mój pies stawiał opór, ale go zamknąłem w kuchni. Ja nie stawiałem, znam procedury i szanuję prawo. Byłem zaskoczony, ale spokojny.

Przychodzą po pana służby specjalne, a pan jest spokojny?

– Żandarmeria Wojskowa. Tak, jestem spokojny. Bo mam świadomość, że prokuratura nic na mnie nie ma. I nie może mieć.

(…)

Pozwie pan Antoniego Macierewicza?

– Tak.  Nie odpuszczę. Nie jestem tu skrępowany tajemnicą, bo wszystkie kłamstwa zostały wypowiedziane publicznie, w pisowskich mediach.

W efekcie nie bardzo ma się pan czym bronić.

– Ale to wszystko kiedyś zostanie ujawnione bądź osądzone. I ja, i wszyscy, którzy pracowali ze mną, jesteśmy spokojni. Działaliśmy w ramach prawa i na podstawie prawa. I nic nam się w materii służbowej i operacyjnej nie wyrwało spod kontroli. Natomiast, wie pan, w obliczu tak absurdalnych i kłamliwych oskarżeń, rzucanych publicznie przez Macierewicza i jego medialnych sprzymierzeńców, tłumaczenie się było by upokorzeniem. Te oszczerstwa nie zasługują na publiczną polemikę.

Ma pan spokojne sumienie?

– W stu procentach.

Macierewicz robi to samo w firmach podległych MON.

Pisowski marszałek Senatu Stanisław Karczewski w rozmowie w „Rzeczpospolitej” z Jackiem Nizinkiewicze twierdzi, że Macierewicz może utrzymać stanowisko.

„Minister Macierewicz powinien zachować stanowisko. (…) Gwarantem wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej jest podkomisja smoleńska. A. Macierewicz bardzo chce wyjaśnienia przyczyny katastrofy za co wszyscy powinniśmy być mu wdzięczni” – S. Karczewski.

A ponadto tzw. rekonstrukcja rządu ma się pociągnąć długo, jak telenowela brazylijcka.

Politycy PiS oburzają się, że Kaczyński jest nazywany „wrednym dziadygą”, a Szydlo „wredną babą”.

Duda podpisze ustawy sądownicze.

Weta nie będzie.

Na biurku Andrzeja Dudy leżą do podpisania ustawy o SN i KRS. Mimo że środowiska prawnicze apelują do prezydenta, by zawetował te projekty, rzecznik prezydenta w Poranku TOK FM nie pozostawia wątpliwości, że Andrzej Duda nie wykorzysta możliwości weta.

A Tadeusz Rydzyk dostaje od władzy PiS miliony.

Dokąd zmierzamy?

Do państwa policyjnego, czy też faszystowskiego. Na portalu crwodmedia.pl pisze Piotr Lipiński (obszerne fragmenty).

Problem premiera polega na powrocie od idei superpaństwa. Idei, która legła u podstaw zarówno komunizmu jak i faszyzmu. Idei, która doprowadziła do gospodarczej ruiny nie tylko ustroje totalitarne, ale także II RP, która tylko i wyłącznie z powodu koszmaru wojny zapisała się tak pozytywnie w świadomości społecznej. W końcu mieliśmy także PRL, który również wierzył w zbawienną moc ręki aparatu biurokratycznego, na próżno.

Słuchając premiera miedzy nowomową i sloganami idea superpaństwa pojawia się bowiem jako myśl przewodnia.

„Państwo wraca do gry na poważnie. Do przedsiębiorczych przedsiębiorców dołącza teraz również przedsiębiorcze państwo”

W myśl Morawieckiego to państwo daje bowiem impuls do rozwoju. Nowy premier wierzy, że do sukcesu doliny krzemowej, potęgi gospodarczej Korei, a także Chin i Japonii nie doprowadził wolny rynek, ale staranne prowadzenie biznesu za rękę przez państwo. “Narodowa suwerenność i tradycja są autem w modernizacyjnych zmaganiach” mówił premier wchodząc na tory retoryki wstawania z kolan i aktywnej roli państwa w kształtowaniu gospodarczego interesu.

Interes ten jest bowiem zagrożony przez zagraniczny kapitał. Jakkolwiek ironicznie to brzmi z ust ex-prezesa zagranicznego banku, ale w expose padły następujące słowa:

„Kiedy zagraniczni eksperci mówią o naszej gospodarce, to coraz częściej podzielają nasze diagnozy. O tym, jak bardzo przez 25 lat ostatnich uzależniliśmy się od zagranicznego kapitału. Najgłośniejszy ekonomista świata Thomas Piketty powiedział – przepraszam za jeden anglicyzm – „foreign owned countries” – jesteście krajem w posiadaniu zagranicy. „

Diagnozę dopełniają słowa:

„Polska polityka rozpięta jest między dwie błędne wizje. Z jednej strony wizja rozwoju zależnego, czyli 25 lat III RP która przewiduje dla Polski jedynie rolę peryferii. Z drugiej strony głosy, że Polska miałaby się odgrodzić murem od reszty świata. My chcemy żeby Polska była wielka. Polska jest częścią Zachodu. A jeśli tak, to musi mieć globalne aspiracje i nie bać się konkurencji. Nie bać się współpracy.”

Natomiast rozwiązaniem na bolączki gospodarki ma być:

„Potrzebujemy zatem państwa i silnej tożsamości, by wyrwać się z roli peryferii we współczesnym kapitalizmie. Dlatego jedną z głównych idei dla planu rozwoju jest wykreowanie polskich firm, jako globalnych championów”.

Nie można powiedzieć, że premier nie ma zupełnie racji. W rozwoju Chin, Japonii, Korei olbrzymią rolę miało państwo, które chroniło i wspierało rodzimy przemysł, aby ten urósł do rangi “championów”. Jednak podejście to działało sprawnie tak długo, jak gospodarka znajdowała się na niskim i średnim poziomie rozwoju, ponieważ potem sztywne podejście, korupcja i układy zaczęły rodzić poważne komplikacje. Japonia pogrążyła się w trwającej dekady stagnacji, ponieważ nie potrafiła odejść od kulturowo uwarunkowanego podejścia do ręcznego sterowania gospodarką. Wydajność pracy w kraju Kwitnącej Wiśni jest bowiem niższa niż w krajach zachodu. Chiny się szybko bogacą, ale mają coraz większe problemy. Kraj z gigantycznymi rezerwami walutowymi i nadwyżkami dochodów w ciągu dekady popadł w głębokie zadłużenie, a możliwość kontynuowania obecnego ręcznie sterowanego modelu rozwoju w perspektywie wieloletniej nie wróży dogonienia dochodem na mieszkańca Zachodu. Chiny mogą być największą gospodarką, ale dzięki liczbie mieszkańców, a nie zasobności poszczególnych obywateli. Równocześnie szybko rozwijająca się wciąż Korea Południowa należy do najbardziej wolnorynkowych gospodarek świata, jednych z niewielu państw, które w polityce budżetowej zbliżają się bardziej do pojęcia “państwa minimum” niż promowanego w Europie państwa socjalnego. Kraj ten w latach 80-tych startując z poziomu Polski, obecnie zostawił nas daleko w tyle.

Morawiecki nie zorientował się, że kreowanie championów jest ważną formą, ale uzupełnienia modelu rozwoju opartego na nie blokowaniu przedsiębiorczości. Własne korporacje są narzędziem realizowania polityki zagranicznej, stąd zwłaszcza Chiny tak bardzo na nie stawiają. Jednak nie zmienia to obrazu, że wolny handel i wolna przedsiębiorczość są podstawą rozwoju wszystkich najbogatszych gospodarek. Nie chodzi tutaj tylko o podatki, ale przyjazne firmom, stabilne, ograniczone ilościowo prawo i sprawny wymiar sprawiedliwości. Wartości w Polsce bagatelizowane, ale które okazały się kluczowe dla sukcesu takich krajów jak Szwecja, która jest bardzo bogate mimo wysokich podatków.

Morawiecki nie ma szans na realizację swoich marzeń o skuteczności skorumpowanej reki państwa bez dania szansy przedsiębiorcom. Zwłaszcza w czasach, gdzie małe start-upy, a nie rządowe inwestycje potrafią zrewolucjonizować świat.

Premier obiecywał wprawdzie przedsiębiorcom bardziej przyjazną biurokrację, uproszczenie systemu podatków i danin wobec państwa, czy zmniejszenie liczby praw i regulacji. Jednak to nie one nadawały ton całemu wystąpieniu. Tym bardziej, że Morawicki jako wicepremier zasłynął wzmacnianiem żelaznego uścisku państwa, a nie jego luzowaniem. Uszczelnianie wiążące się z nakładaniem nowych obowiązków na firmy, kosztująca miliardy repolonizacja, dokręcanie podatkowej śruby kolejnym grupom przedsiębiorców i pracownikom. Kpina z obywatela przy zmianach w kwocie wolnej od podatku. W końcu mamy konstytucję dla biznesu, która choć jest krokiem w dobrą stronę, to pojawiła się w grafiku dopiero po dwóch latach rządów, co pokazuje jak wielki priorytet miała dla władzy. Co więcej, wiele bolączek zostało w konstytucji całkowicie pomiętych. Niestety jej zapisy nie są w żaden sposób godne podkreślenia mianem satysfakcjonujących w obecnych realiach, kiedy równocześnie urzędnicy zmieniają na niekorzyść podatników interpretacje przepisów, a firmy zalewają kolejne kontrole drapieżnego na dodatkowe środki państwa.

Premier Morawiecki nie docenia kluczowego znaczenia dla gospodarki małych i średnich przedsiębiorstw, które reprezentują właśnie polski kapitał, a które są poddawane przez nasze państwo największym represjom. Nie potrzeba wielomiliardowych dotacji państwa, starczy, że politycy przestaną przeszkadzać firmom. W przeciwnym wypadku czeka nas powrót do przeszłości, bandy kolesiów na państwowych stołkach, która uwierzyła, że kreska planisty w gabinecie politycznym ma moc sprawczą dokonania realnej zmiany rzeczywistości.

Dla portalu wiadomo.co mówi Paweł Kowal, były polityk PiS.

Duda już jest sobą. W zależności od naszej ekspresji możemy nazwać go dudkiem, bądź dydkiem

Andrzej Duda na chwilę stał się prezydentem, ale już powrócił do roli dudka. Wsakzują na to jego konsultacje w sprawie ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, które pisane są w jego kancelarii, dlatego, że zawetował projekty pisowskie.

Wiele wskazuje, że Duda spotkał się z pięcioma partia parlamentarnymi głównie dla zdjęć, aby je opublikować w mediach, w tym na Twitterze.

Zadziałał zatem syndrom Ruchadełka leśnego.

Najwięcej o spotkaniu z Dudą powiedzieli politycy PSL.

„Musimy poznać szczegóły projektów. Pan prezydent nie przedstawił szczegółów projektów podczas spotkania”.

Właśnie chodzi o szczegóły, z których wyniknie, czy Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa będą niezależne.

Sądy powszechne zostały zniszczone, a do tej najważniejszej ustawy sądowniczej nie użył Duda weta.

Spotkanie Kaczyńskiego z Dudą odniosło skutek, prezes postawił dudka do pionu, zamknął go w klatce. Podobnie sądzi Aleksander Kwaśniewski:

„Mam obawę, ale to moja intuicja, że tak naprawdę poważne konsultacje będą prowadzone pomiędzy PiS-em a ludźmi prezydenta. Obie strony z tego konfliktu muszą wyjść z twarzą. Pytanie do PiS-u, ile są w stanie oddać prezydentowi. Drugie pytanie, na ile prezydent jest w stanie zaakceptować projekt, który zawetował”.

Duda nawet poddał się w kwestii ministra obrony, Antoniego Macierewicza.

Rzecznik Dudy Krzysztof Łapiński określił to jasno:

„Prezydent Andrzej Duda nie żądał dymisji szefa MON Antoniego Macierewicza, mogę to zdementować po raz kolejny, choć pewnie znajdą się tacy, którzy w to nie uwierzą”.

Nie mamy prezydenta, ale jakiegośdudka, bądź dydka. Mataforę każdy może sobie wybrać w zależności od ekspresji intelektualnej.

Szydło Broszką Roku, a nie Człowiekiem, bo nie są znane jej zasługi

Za co Beata Szydło dostała tytuł Człowieka Roku Forum Ekonomicznego w Krynicy?

Za nieznane załugi dla gospodarki.

Ale dostała brawa od najbliższego otoczenia Jarosława Kaczyńskiego, gdyż w dziękczynnym przemówieniu tak chwaliła prezesa, jak swego czasu czerwony dwór Stalina.

Dama do towarzystwa prezesa Joachim Brudziński ciamkał wniebogłosy.

Mariusz z „Ucha prezesa” (Błaszczak) powtórzył ten sam komunikat dnia PiS:

Chciałbym podkreślić, że pani premier – jak zawsze – zachowała się z klasą, wykazała się skromnością.”

Ale w dalszym ciągu nie wiemy, za cóż to została „człowiekiem”? No, Broszka Roku to owszem jej się należy.

Zdaje się, że najlepiej podsumował zasługi Broszki Roku Bartosz Arłukowicz, wymienil największe osiągnięcia Szydło.

Rytel. Trybunał Konstytucyjny. Sąd Najwyższy. Puszcza Białowieska. Wolfgang Przyłębski. 27:1. Sebastian z seicento. Konfetti. Igor potraktowany paralizatorem we Wrocławiu. Armia w rozsypce. A wszystko to ogarnia kto? Człowiek Roku.

A rzecznik Dudy Krzysztof Łapiński powiedział, że o dymisji Macierewicza prezydent rozmawiałby z Kaczyńskim, a nie z Broszką, z marionetką.

Obraziła się inna marionetka, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, znany z tego, że Łukaszenka jest dla niego „ciepłym człowiekiem”.

I taka zgraja niekompetentnych ludzi rządzi naszym krajem.

Post Navigation