Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Krzysztof Pieczyński”

Kościół kat. to dżuma, czarna zaraza

>>>

„Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa” – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas homilii z okazji 75. rocznicy powstania warszawskiego.

Odczłowieczanie ludzi po to, aby wykluczyć ich spod ochrony prawa i odebrać przyrodzoną godność, nie jest wynalazkiem abp. Jędraszewskiego. Współcześnie mieliśmy z tym do czynienia np. przed ludobójstwem w Rwandzie, gdzie związane z Hutu radio (notabenez udziałem księży) nazywało Tutsich „karaluchami”.

Czy to, co powiedział arcybiskup, nie jest aby bluźnierstwem? Określając osoby nieheteronormatywne „zarazą”, abp Jędraszewski nie przemawiał w swoim imieniu. Przemawiał jako osoba funkcyjna, wysoki hierarcha Kościoła katolickiego. Zastanawiam się, czy członkom tego Kościoła nie przeszkadza, że arcybiskup z ambony zaprzecza przykazaniu miłości bliźniego? Że odbiera człowieczeństwo grupie społecznej, którą – jak chyba wierzy? – stworzył takimi właśnie sam Bóg? Czy nie obraża uczuć religijnych członków Kościoła?

Bo jeśli uczucia religijne wiernych jednak obraża, to może warto się o nie upomnieć? Obraza uczuć religijnych to przestępstwo (słusznie czy nie, ale istnieje w kodeksie karnym). Można więc składać doniesienia do prokuratury. Mogą je składać pojedyncze osoby, ale też organizacje, np. Wiara i Tęcza zrzeszająca nieheteronormatywnych katolików.

Oczywiście nie spodziewam się, że prokuratura wniesie oskarżenie przeciwko abp. Jędraszewskiemu, bo nie pozwoli jej na to sojusz tronu z ołtarzem, który stał się elementem ustroju politycznego w Polsce. Ale jeśli prokuratura odmówi postępowania – będzie można iść z własnym aktem oskarżenia do sądu.

Ale jest też droga z pominięciem prokuratury: pozew cywilny o ochronę dóbr osobistych. Uczucia religijne z całą pewnością się w nich mieszczą.

Także organizacje mające w statucie ochronę praw osób nieheteronormatywnych mogą wystąpić z pozwami o ochronę dóbr osobistych w imieniu swoich członków i wszystkich ludzi, których dotyczyły słowa abp. Jędraszewskiego o „tęczowej zarazie”. Dehumanizacja jest niewątpliwie naruszeniem dóbr osobistych.

Władza polityczna od kilku miesięcy szczuje na osoby LGBT (ten skrót też może odhumanizowywać, używam go niechętnie). Władza kościelna w Polsce wyklucza je i piętnuje od lat. Teraz poszła krok dalej: odczłowiecza i wzywa do walki przeciw nim. Nie ma wątpliwości: osoby nieheteronormatywne są w Polsce prześladowane przez władzę kościelną i państwową.

Obrona przez apele i protesty, przez wezwanie do solidarności – to jedno. Ale warto sięgnąć po prawo. Niezależne sądy i niezawiśli sędziowie to klasyczna broń obywatela przeciwko opresyjnej władzy. A sędziowie w Polsce – póki co – obronili swoją niezawisłość.

Książęta Kościoła nie są poza prawem. Arcybiskup Jędraszewski nie jest świętą krową. Władza nie traktuje obywateli równo. Ale obywatele powinni równo potraktować władzę.

Krzysztof Pieczyński (Stowarzyszenie Polska Laicka) wypowiedział się o Kościele katolickim w sprawie nagonki hierarchów na środowisko mniejszości seksualnych.

Kmicic z chesterfieldem

„Ministerstwo ZDROWIA przelało fundacji o. Rydzyka prawie 1 mln zł. Tak wynika z odpowiedzi na moje zapytanie. Umowy Ministerstwa z fundacją Rydzyka dotyczyły… kampanii INFORMACYJNEJ nt. walki z nowotworami. I to w czasie, gdy brakuje pieniędzy na LECZENIE raka” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Tak wynika z pisma, które poseł PO otrzymał w odpowiedzi na pytania zadane ministrowi Łukaszowi Szumowskiemu.

W piśmie wyszczególniono kwoty, które zostały przekazane fundacji Rydzyka. I tak w 2016 r. przelano 182 940 zł, rok później było to 488 604,26 zł, a w 2018 r. – 202 439,02 zł. Krzysztof Brejza zapowiedział, że wystąpi w…

View original post 1 193 słowa więcej

To, co PiS zepsuł w Polsce przez 4 lata, nie udało się komunistom przez 45

Krzysztof Pieczyński (Polska Laicka) krytycznie o rządzących politykach PiS.

Kaczyński straszy…

Depresja plemnika

„Ładnie się musi palić, żeby iść już w takie bzdury totalne… To już jest walenie na oślep. Raz weszło straszenie uchodźcami, to pójdziemy jeszcze raz. Mam złą wiadomość: ten temat już wygasł” – skomentował jeden z internatów powrót prezesa PiS do retoryki sprzed prawie czterech lat. Na konwencji w Łodzi Kaczyński znowu wywołał temat zagrożeń, które stanowią uchodźcy.

„Co się dzieje na zachód od naszych granic, to państwo wiecie. Nie chcę tego opowiadać, bo znów będą mówili, że mam jakieś uprzedzenia. A ja mówię po prostu o faktach. Faktach, którym się nie da zaprzeczyć” – twierdził Kaczyński. Jak zwykle – nie przytoczył ani jednego rzekomego faktu. Zapytał działaczy PiS zebranych w sali 4-gwiazdkowego hotelu w Łodzi: – „Czy chcecie państwo, żeby w Polsce były strefy, gdzie rządzi szariat?”. Oczywiście, usłyszał chóralnie „Nie”.

Przypomnijmy – w 2015 r. Kaczyński w Sejmie podczas debaty na temat uchodźców stwierdził, że „W Szwecji są…

View original post 1 199 słów więcej

 

Kuchciński – skundlenie

„Wynik i tak jest już ustalony przez PiS. Szkoda fatygi. Tak jak w przypadku afery Srebrna… jakiej afery!? PiS nie ma żadnych afer” – komentują czytelnicy portalu dziennik.pl, ale PO i tak domaga się działań w sprawie „afery podkarpackiej” w CBA.

Zapowiada złożenie wniosku do Marszałka Sejmu o rozszerzenie porządku najbliższego posiedzenia Izby o informację koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.

 

 

W mediach społecznościowych od dawna już huczy, że do prokuratora generalnego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i premiera Mateusza Morawieckiego wpłynęło zawiadomienie dotyczące przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez szefa CBA Ernesta Bejdę.

Złożył je prawnik b. agenta CBA, który twierdzi, że zatuszowano skandal obyczajowy z udziałem ważnego polityka PiS z Podkarpacia – informuje Radio Zet.

„W tle „afery podkarpackiej”, afery, która może polegać na skręcaniu sprawy przez CBA, w tle seks-afery pojawiają się nazwiska polityków PiS. Pojawia się nazwisko drugiej osoby w państwie” – ocenia poseł PO Marcin Kierwiński.

„Będziemy wnioskowali do pana marszałka Kuchcińskiego, aby na tym posiedzeniu Sejmu (3-4 kwietnia) pan marszałek Kuchciński zaprosił szefa CBA Ernesta Bejdę – ale przede wszystkim ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego – aby przed polskim Sejmem złożyli informacje na temat działań jakie podejmowało CBA w sprawie „afery podkarpackiej. (…) Oczekujemy też, że wreszcie w tej sprawie zabierze głos sam marszałek Kuchciński. Powaga Sejmu RP tego wymaga” – dodał Kierwiński.

Kierwińskiego poparł cytowany przez portal poseł PO Paweł Olszewski mówiąc, że nie wyobraża sobie sytuacji, by przy tak poważnych zarzutach i wątpliwościach „przedstawiciele władzy zaangażowani w opisany proceder, chowali głowę w piasek”. Podkreślił, że „jeśli tego typu informacje są nieprawdziwe, to każdy polityk dbający o siebie pierwsze co robi, to wychodzi dementuje i idzie na drogę prawną”Olszewski sugeruje, że tym konkretnym przypadku „mamy do czynienia z próbą uniknięcia tego tematu…”

PiS jak Kuchciński – wydymać ciemny lud, bo to dla nich dzieci do wykorzystania.
Kuchciński – mamrot – jest metaforą PiS. Doskonałą – karzeł intelektualny, moralny.

Depresja plemnika

Uważam, wbrew szefom różnych partii, że te wybory będą znacznie ważniejsze niż krajowe, jeśli PiS wygra, koniec naszego członkostwa w UE. Każdy kto zagłosuje na PiS będzie odpowiedzialny za Polexit.

Oczywiście poczucie winny przyjdzie znacznie później, gdy już będziemy na zupełnym marginesie Unii lub poza nią, i dziś warto przyglądać się doświadczeniu Brexitu; kto do niego doprowadził i w czyim interesie byłoby to (ciągle nieudane) wyjście WB.

PiS ma może inne motywy (nie biznesowe ale nacjonalistyczne; ciągle kultywuje XIX wieczne marzenie o Wielkiej Polsce a właściwie Wielkiej Władzy), ale zapewne uważnie przygląda się Brexitowi by uniknąć błędów i kompromitującego chaosu, który jest dziś udziałem Brytyjczyków.

PiS już się uczy jak gładko wyprowadzić nas z UE. Ma już partnerów, prawicowych oszołomów z Włoch i Hiszpanii. Nie wyciągnie Polski w pojedynkę, będzie rozdrapywał Unię systemowo, od środka. Jego kandydaci/kandydatki to forpoczty polexitu. Nie będą tam debatowali bo nie potrafią, lecz głosowali…

View original post 526 słów więcej

Nowy biskup Kuchciński. Po PiS trzeba zdjąć krzyże z miejsc publicznych, szpecą wolność

Proboszcz niewielkiej wsi Tuligłowy na Podkarpaciu jest pomysłodawcą pomnika dla uczczenia 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Pomnik, którego budowa została zrealizowana dzięki hojności liczącej 800 mieszkańców parafii i wsparciu finansowemu Fundacji PGE, został w sobotę uroczyście odsłonięty przez Marszałka Sejmu, Marka Kuchcińskiego i oczywiście poświęcony przez metropolitę przemyskiego abp Adama Szala.

Oświetlony pomnik został usytuowany na najwyższym wzniesieniu w okolicy. Na postumencie w kształcie kielicha i chrzcielnicy stoi 25 metrowy krzyż z 32 metrowym masztem flagowym, na którym powiewa polska flaga. Wdzięczność mieszkańcom Tuligłów, za taką formę uczczenia rocznicy niepodległości kraju, wyraził Kuchciński, a także sam prezes Jarosław Kaczyński, który napisał w liście: „Jestem bardzo wzruszony, że Tuligłowy pamiętają, że w tak szczególny chwytający za serce sposób upamiętniają to niezwykłe wydarzenie sprzed wieku, jakim było odrodzenie się niezależnego państwa polskiego. […] Wielkość tego górującego nad okolicą pomnika symbolizuje moc wiary naszych przodków. Niezłomną ufność, że Ten, co Polskę przez tak liczne wieki otaczał blaskiem potęgi i chwały raczy przywrócić nam wolną Ojczyznę.”

Nie wszyscy jak się jednak okazuje podzielają zachwyt prezesa PiS. Część mieszkańców, a także internauci nie kryją swego oburzenia. „Lepiej niech wymieniają słupy energetyczne”, „Ile ludzi to nakarmi?” – można przeczytać w licznych komentarzach.

Przewyższający swymi rozmiarami krzyż na Giewoncie, monument w Tuligłowach stał się kolejnym dowodem, że Polska pod dyktatem partii PiS, pomnikami stoi.

Analitycy z portalu politykawsieci.pl poinformowali, że po raz pierwszy od 2014 r. Prawo i Sprawiedliwość odnotowuje poważne straty w social mediach.

To ważna informacja, bo kampania przed wyborami samorządowymi nabiera tempa i jak się okazuje opozycja chyba odrobiła lekcje z poprzednich wyborów. Kilka lat temu PiS przejęło rząd dusz na portalach społecznościowych. Było to możliwe dzięki całej rzeszy ludzi zatrudnionych wówczas do obsługi social mediów.

Po wygranych wyborach „trutni, których wielką pracą wystukano, wyklikano i wylajkowano dominację PiS w sieci wynagrodzono posadami w administracji rządowej czy propagandowych mediach, a ich nieoficjalnego szefa Pawła Szefernakera zrobiono nawet wiceministrem, co miało dać gwarancję, że kontrola nad prawicowymi trollami internetowymi, wspierana pieniędzmi z KPRM pozwoli trwale wygrywać potyczki w sieci z pozostającą w tej materii w lesie opozycją.”

Ale jak pokazują wspomniane wyżej analizy ciepłe posadki rozleniwiły pisowców, a opozycja zrozumiała znaczenie mediów społecznościowych. Po ubiegłotygodniowej konwencji partii rządzącej, pomimo „świetlanych” haseł wyborczych, to nie one królowały w sieci, a billboardowe hasło opozycji #PiSWziąłMiliony.

Bitwa hasztagowa #PiSwziąlmiliony zasięg w sieci 9,1mln / 6,4K wzmianek #KonwencjaPiS zasięg w sieci 8,5mln / 9,7 wzmianek #DotrzymujemySłowa zasięg w sieci 5,5mln / 3,9 wzmiankę” – czytamy wpis politykawsieci.pl. Różnica ta jeszcze się powiększyła po sobotnim konwencie wyborczym Koalicji Obywatelskiej w Warszawie i zorganizowanym równolegle evencie PiS we Wrocławiu.

Wychwalana „dobra zmiana” ponownie przegrała bitwę w mediach społecznościowych. „Zasięg 19 mln haseł Koalicji Obywatelskiej w porównaniu do ok. 6 mln partii Kaczyńskiego to prawdziwy łomot.” Pocieszający jest również fakt, że kierujących pisowską kampanią cechuje brak mobilizacji i brak pomysłów.

– Te wybory musimy wygrać, żeby w Polsce nie rozlała się krew. Mówię to z perspektywy mojego pokolenia, które widziało krew na polskich ulicach – podkreśla Bogusław Stanisławski, współzałożyciel Amnesty International. To jeden z uczestników Kongresu Obywatelskich Ruchów Demokratycznych, na który przyjechała „opozycja uliczna” z całej Polski.

„Moja ulica murem podzielona” – śpiewał Kazik w utworze „Arahja”. Odegrany po raz pierwszy ponad 30 lat temu protest song dotyczył muru berlińskiego. Dzisiaj można byłoby napisać go ponownie. Takiego rozłamu w Polsce nie było od dawna.

Ale podziały nie przebiegają jedynie na linii PiS – opozycja. Podzieleni są także ci, którzy od dawna protestują przeciw obecnemu rządowi właśnie na ulicach. Choć każdy robi to na swój sposób, cel mają jednak wspólny: walka o przywrócenie demokracji i praworządności. Jak wspólnie osiągnąć ten cel, zachowując jednocześnie swoją autonomię? I jakiej Polski chcemy, gdy rządy PiS dobiegną końca? Właśnie nad tym debatować będzie „opozycja uliczna” z całego kraju, która przyjechała w niedzielę do Łodzi na Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych.

Zjednoczeni w celu, nie pod szyldem

– Ten Kongres jest od nas, przez nas i dla nas. Gdyby nie działalność opozycjonistów na ulicy, gdyby nie troska i miłość do naszej ukochanej, domowej, ciepłej i demokratycznej ojczyzny, tobyśmy tutaj nie byli. Korzystajmy więc z tego, że jesteśmy tutaj razem. Myślę, że większość z nas bardzo martwi, kiedy widzi, jak często i z jaką łatwością potrafimy się ranić i dotykać. Ale my idziemy w tym kierunku, żeby w naszej kochanej ojczyźnie panował pokój, żebyśmy z dumą patrzyli w oczy światu i mówili: „tak, jesteśmy z Polski”. Zróbmy, co w naszej mocy, żebyśmy wyjechali z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku – rozpoczął kongres Robert Hojda, pomysłodawca KORD i uczestnik wielu akcji protestacyjnych.

>>>

PiS nabyło prawa do praktykowania chamstwa przez patriotów

Krzysztof Pieczyński skomentował atak na niego w centrum Warszawy.

Jacek Gądek na gazeta.pl pisze o tym, dlaczego Duda nie zostanie ponownie prezydentem.

Najwierniejsi z wiernych. Radykałowie wśród radykałów. Gotowi tyrać dla PiS. Właśnie oni w kilka miesięcy doznają kolejnego upokorzenia. Ich polityczny mistrz – Jarosław Kaczyński – zgodził się na usuniecie z rządu ich wzorca cnót – Antoniego Macierewicza. Za ten dyshonor winią Andrzeja Dudę.

– Obiecałem, że jeśli Macierewicz zostanie zdymisjonowany, to nie zagłosuję na Dudę. A ja w odróżnieniu od pana prezydenta obietnic dotrzymuję – stwierdził w „Do Rzeczy” Sakiewicz. Jeszcze w emocjach, bo godziny po odejściu Macierewicza. Dla Sakiewicza były już szef MON to nie tylko polityk, którego pośród wszystkich zna najdłużej. Ale także przyszywany członek rodziny, bo Macierewicz jest ojcem chrzestnym syna Sakiewicza.

Eurodeputowana Róża Thun w wywiadzie dla portalu wiadomo.co.

Zapowiedziała pani złożenie pozwu wobec Ryszarda Czarneckiego i Tomasza Sakiewicza. Kiedy to nastąpi?

Pozew przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi jest już prawie gotowy, ponieważ to starsza sprawa i już od jakiegoś czasu pracowałam nad nim, przeciwko panu Czarneckiemu jestem w trakcie pisania i oczywiście złożę obydwa, myślę, że w najbliższym czasie.

Nie odpuści pani?

Nie mogę, bo tu chodzi o przestrzeń publiczną, która jest niszczona takimi strasznymi wypowiedziami. Nie można na to pozwalać, tym bardziej, że coraz częściej to obserwujemy, chociażby w telewizji publicznej, gdzie pan Czarnecki i Sakiewicz ciągle występują.

Ryszard Czarnecki nie przeprosił pani za swoje słowa?

Absolutnie nie, a to nie są słowa, które mogą się „wyrwać” czy „wymsknąć”. Zresztą

pan Czarnecki powtarza z lubością swoje oszczerstwa. Widzę w tym maksimum złej woli, albo totalny brak świadomości tego, co powiedział. Kompletny brak znajomości historii Polski.

Zresztą tu nie chodzi o to. Pan Czarnecki jest wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego i to jest niedopuszczalne, bo przecież on reprezentuje nas wszystkich, tak samo mnie, jak i pozostałe 749 osób zasiadających w ławach PE. Takie zachowanie u człowieka na takim stanowisku jest niedopuszczalne.

Jego odwołania domagają się też szefowie 4 największych frakcji w PE. Wystosowali w tej sprawie pismo do przewodniczącego PE. Wiadomo, kiedy Antonio Tajani podejmie decyzję?

Posiedzenie szefów grup politycznych będzie w czwartek, wtedy będą również rozmawiać o możliwości zastosowania art. 21 regulaminu PE, który mówi o usunięciu z funkcji wiceprzewodniczącego PE.

(…)

Jeszcze niedawno Polska patrzyła z trwogą na to, co dzieje się na Węgrzech.

To prawda. Zresztą rezolucje powoli odnoszą też skutki na Węgrzech. Teraz Orbán zapowiedział, że przyjmie uchodźców, oczywiście musiał to ubrać w słowa na potrzeby własnej polityki wewnętrznej, ale przekaz jest jasny: Węgry przyjmą uchodźców.

Jarosław Kaczyński będzie musiał złagodzić politykę antyuchodźczą, albo zostanie sam?

On już od dawna jest sam jeden. Przecież on opiera politykę w Unii Europejskiej o to, co zrobi Orbán. Tylko

dla Viktora Orbána najważniejsze jest silne członkostwo w Unii Europejskiej i nie będzie go narażał dla jakichś innych celów. Dlatego zapowiedział, że przyjmie uchodźców, ale na swoich warunkach.

Przecież każdy kraj może przyjąć uchodźców na swoich warunkach, my też możemy. Polskiemu rządowi było proponowane, aby wybrał osoby, które przyjmie. Na tym przykładzie dokładnie widać, że dla Orbána najważniejsza jest Unia i to, aby zapadały w niej decyzje przyjazne dla Węgier. Polskiemu rządowi, jak widać, na tym nie zależy. Zobaczymy jeszcze, jak nowy rząd będzie się zachowywał.

A jak mówi się w Europie o nowym premierze?

W ogóle się nie mówi, dlatego że

różnica między Orbánem a przedstawicielami polskiego rządu jest taka, że jak się rozmawia z Viktorem Orbánem, to wiadomo, że się rozmawia z człowiekiem, który podejmuje decyzje. A jak przyjeżdża polski premier czy przedstawiciele rządu, to i tak wiadomo, że decyzje zapadają gdzie indziej.

Zresztą nie ma żadnych nowych deklaracji, a nawet dobrą angielszczyzną nie da się nikomu wytłumaczyć, że łamanie konstytucji to jest praworządne zachowanie. Zresztą nie słyszałam deklaracji, że zostaną opublikowane wyroki TK, albo że nie będą wymieniani sędziowie w sądach, nie słyszałam też od nowego premiera, że będzie przestrzegać konstytucji.

I pewnie nie usłyszymy tego, bo właśnie w życie weszła niekonstytucyjna ustawa o KRS, a prezydent podpisał nowelizację Kodeksu wyborczego.

I tego w Europie nie przykryją nawet oksfordzka angielszczyzna i nienaganne maniery.

Ale przynajmniej pojawił się jakiś dialog. Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz wyszedł z inicjatywą spotkania się z Fransem Timmermansem. Powiedział też, że chciałby, aby sprawą badania praworządności w Polsce zajął się Unijny Trybunał Sprawiedliwości, czym wprowadził wszystkich w konsternację.

Zakładam, że pan Czaputowicz dobrze zna się na funkcjonowaniu instytucji europejskich, więc nie wiem, po co składa takie dziwne propozycje. Trybunał Sprawiedliwości to jest sąd. Jak wpłynie skarga, to się nią zajmie.

Unia Europejska nie funkcjonuje w taki sposób, że kraj sobie wybiera, który organ ma się zajmować jego sprawą. To określają traktaty, ale cały czas możliwy jest jeszcze dialog. Rząd polski nie chciał rozmawiać z Komisją Europejską, nie chciał z Komisja Wenecką, może będzie chciał z Radą,

a na tym właśnie polega procedura słynnego artykułu 7.1. Więc oby rząd skorzystał z danej mu szansy i uzgodnił z Radą, czyli przedstawicielami państw członkowskich Unii, jak wycofać się z łamania praworządności i wrócić na drogę państwa prawa.

Waldemar Mystkowski pisze o dialogu ministrów MSZ Polski i Niemiec.

Czaputowicz zaprezentował się o niebo lepiej od Waszczykowskiego. W związku z tym jeden z prawicowych publicystów (W. Gadowski) nazwał Czaputowicza – KAPUTowiczem. Czaputowicz odniósł jakiś sukces, Gabriel nie wykluczył odnowienia rozmów ministrów dyplomacji w formacie Trójkąta Weimarskiego.

Nie oczekujmy jednak, aby nowy rząd nagle odbudował pozycję Polski w Unii Europejskiej, gdyż wiązałaby się z tym zupełnie inna polityka wewnętrzna. Kaczyńskiego nie stać na to, aby unieważnić niekonstytucyjne ustawy, czyli wycofać się z demolowania kraju i przyznać się do tego.

Na razie mamy do czynienia z pudrowaniem wizerunku władzy PiS, tak jak w XVII i XVIII wieku pudrowali swoje oblicza francuscy arystokraci, aby ukryć wykwity chorób wenerycznych. Władza PiS jest chora i w zapaści, tj. niemocy. Na tym swoją siłę może zbudować opozycja.

Major Robert Pankowski może okazać się największym sygnalistą nieprawidłowości w polskiej armii. Ta robi wiele, aby go uciszyć. Aresztowano go, a wczoraj dostał wezwanie na badania psychiatryczne. Kiedy dziennikarze Onetu zaczęli zbierać materiały o nim, Żandarmeria Wojskowa wysłała nam pismo wzywające do zaprzestania publikacji. Czego boją się żandarmi?

(…)

EPILOG

Major Robert Pankowski złożył 22 zawiadomienia do Prokuratury Wojskowej, Sądu Wojskowego w Warszawie i Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Ujawnił informacje m.in. o wyłudzeniach finansowych, braku nadzoru nad bronią w Centrum Szkolenia ŻW w Mińsku Mazowieckim, rozprowadzania pornografii dziecięcej przez funkcjonariusza żandarmerii, molestowaniu kobiet w tej formacji, przypadkach mobbingu wobec żołnierzy i pracowników cywilnych, wyłudzeniach pieniędzy służbowych. Gros spraw związana jest z przekraczaniem uprawnień przez wysokich rangą funkcjonariuszy żandarmerii, w tym komendanta głównego gen. Tomasza Połucha i jego zastępcę gen. Roberta Jędrychowskiego.

Wokół mjr. Pankowskiego skupiła się grupa byłych i obecnych żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, którzy byli świadkami przestępstw oraz nielegalnych działań tej formacji. Kontaktują się z nim również żołnierze z innych formacji Wojska Polskiego, którym żandarmeria zniszczyła kariery w armii, na koniec nie udowadniając przestępstw.

Post Navigation