Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Łańcuch światła”

Protesty w obronie sądów

W obronie wolnych sądów (1) >>>

„Nazywam się Paweł Juszczyszyn, jestem sędzią Sądu Rejonowego w Olsztynie. Chcę przypomnieć: nam sędziom nie wolno się bać. Prawda i uczciwość ostatecznie zwyciężą. Apeluję do sędziów: bądźcie niezawiśli, odważni. Jesteśmy silni, nawet nie wiecie jak bardzo” – te słowa porwały tłum w Warszawie. W obronie sądów demonstrowała setka miast.

W obronie sądów (2) >>>

Olsztyński sędzia Paweł Juszczyszyn, który orzekał zgodnie wyrokiem TSUE, został bezpardonowo zaatakowany przez władzę: dostał zarzuty dyscyplinarne i został zawieszony. To jawne bezprawie sprowokowało ludzi do protestu.

W niedzielę 1 grudnia w obronie sędziów i sądów demonstrowało w Polsce tysiące obywateli w ponad setce miast. OKO.press było na demonstracji w Warszawie.

Białystok, Bydgoszcz, Drawsko Pomorskie, Gdańsk, Lębork, Łódź, Poznań, Rybnik, Szczecin, Warszawa i kilkadziesiąt innych większych i mniejszych miast – wszędzie tam protestowano w solidarności z sędziami i w imię niezależności polskiego sądownictwa. W manifestacjach wzięło udział tysiące obywateli, największe, kilkutysięczne demonstracje odbyły się w Warszawie i Poznaniu. Stolica dawno nie widziała tak dużej demonstracji prodemokratycznej.

Na miejscu byli Anna Wójcik i Maciej Piasecki z OKO.press.

„Frekwencja była dużo lepsza niż się wszyscy spodziewali, pod Ministerstwo Sprawiedliwości przyszło kilka tysięcy ludzi. Świetna atmosfera solidarności i jedności wśród ludzi zdeterminowanych, którzy doskonale wiedzą, dlaczego i po co tam są. Główny postulat to dymisja ministra Zbigniewa Ziobry, to wybrzmiewało najwyraźniej”

relacjonuje Anna Wójcik, w OKO.press specjalistka od prawa i Konstytucji, prowadząca też nasze Archiwum Osiatyńskiego.

„Ogromne wrażenie zrobiła krótka mowa sędziego Juszczyszyna, do boju skutecznie zagrzewał prof. Marcin Matczak. To była demonstracja mobilizacji i solidarności środowiska prawniczego. Jakie to ważne, było widać po przemówieniu studentki prawa, która mówiła, że protestujący są dla niej wzorem, ale zastanawia się, czy warto być sędzią w obecnej rzeczywistości”.

Protest był świetnie przygotowany. Przemówienia krótkie i treściwe, między nimi skandowaliśmy „Solidarność naszą bronią”, „Wolne sądy”, „Konstytucja” i szczególnie głośno „Zbigniew Ziobro musi odejść”.

Oto represje władzy

Olimpia Barańska-MałuszekKrystian MarkiewiczMonika FrąckowiakAlina CzubieniakWaldemar Żurek oraz inne osoby, ich bliscy i współpracownicy odczuwają codziennie skutki represji wobec sędziów. Ale bezpośrednia przyczyna demonstracji to represje wobec sędziego Pawła Juszczyszyna.

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych sędzia Michał Lasota wszczął 28 listopada 2019 postępowanie dyscyplinarne przeciwko Juszczyszynowi. Powód? Sędzia z Sądu Rejonowego w Olsztynie jako pierwszy zastosował się do wyroku TSUE i 20 listopada wydał postanowienie, w którym nakazał Kancelarii Sejmu ujawnienie list poparcia dla sędziów-kandydatów do KRS.

W związku z tym działaniem Rzecznik Dyscyplinarny zarzuca Juszczyszynowi przekroczenie uprawnień. Zaś nominat Zbigniewa Ziobry na stanowisku prezesa olsztyńskiego sądu – Maciej Nawacki – zwiesił Juszczyszyna w prawie do orzekania.

Nie damy się zastraszyć, panie Ziobro!

„Nazywam się Paweł Juszczyszyn, jestem sędzią Sądu Rejonowego w Olsztynie. Chcę wszystkim przypomnieć: nam sędziom nie wolno się bać, nie możemy ulegać, bez wolnych sądów, nie ma wolnych obywateli” – mówił na demonstracji w Warszawie Juszczyszyn.

I dodawał: „Prawda i uczciwość ostatecznie zwyciężą. Apeluję do sędziów: nie dajcie się zastraszyć, bądźcie niezawiśli, odważni. Jesteśmy silni, nawet nie wiecie jak bardzo. Róbmy swoje, trzymajmy się razem”.

Prof. Marcin Matczak: – Przyszliśmy tutaj, bo jesteśmy zatroskani, że żyjemy w kraju na opak. Sędzia jest ścigany, bo wydał zgodny z prawem wyrok, a premier, który nie wykonuje wyroku – jest hołubiony. Ci, którzy organizują kampanię nienawiści przeciwko uczciwym ludziom są nagradzani, a ich ofiary są ścigane. Nie chcemy żyć w kraju na opak!

Przemawiał również Wojciech Hermeliński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku: „Pod adresem sędziów kierowane są haniebne słowa ze strony polityków. Nie jest winą tych sędziów, że rozpoczynali karierę w PRL-u. Proponuję tym politykom sprawdzić, czy na swoich dyplomach mają orła w koronie czy bez”.

Krystian Markiewicz ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia: „Sędzia Juszczyszyn stwierdził, że jego odpowiedzialnością jest wykonać wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Układ zamknięty stworzony przez tę władzę zadziałał.

Wszczęto wobec niego postępowanie, zarzuca mu się przestępstwo. Zabrano mu możliwość wydawania orzeczeń w imieniu RP. Zaczęto straszyć jego i wszystkich innych sędziów, którzy są gotowi wykonywać wyrok TSUE. Nie damy się zastraszyć, panie ministrze Ziobro”.

I dalej:  „Żądamy przywrócenia Pawła Juszczyszyna, powołania niepolitycznej KRS, likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, priorytetowego rozpoznawania spraw sędziów oraz żeby władza szanowała orzeczenia polskich i europejskich sadów, zwłaszcza TSUE”.

„Musimy to przejść, musimy nadejść, zostawić po sobie poświatę” – zaśpiewał Krzysztof Zalewski.

Jasny wyrok TSUE

OKO.press jako pierwsze medium poinformowało, że Sąd Okręgowy w Olsztynie nakazał Kancelarii Sejmu udostępnienie list poparcia sędziów-kandydatów na stanowiska w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa.

Bezpośrednią przyczyną zarządzenia był wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który 19 listopada 2019 orzekł, że Sąd Najwyższy musi ocenić m.in. czy Izba Dyscyplinarna SN jest sądem niezawisłym i niezależnym w rozumieniu prawa europejskiego.

Kluczową kwestią przy badaniu tej sprawy jest także status KRS. TSUE wymienił, że Sąd Najwyższy będzie musiał ocenić m.in. takie czynniki, jak skrócenie kadencji poprzedniego składu Rady, wybór większości obecnego składu przez władzę ustawodawczą oraz utajnienie list poparcia dla kandydatów do KRS.

Ale sprawdzenie niezawisłości i niezależności wymaganej prawem europejskim leży także w gestii sądów powszechnych i administracyjnych. Co więcej, Trybunał wskazał, że:

„(…) sąd krajowy powinien, w ramach swoich kompetencji, zapewnić ochronę prawną przysługującą jednostkom na podstawie art. 47 karty praw podstawowych i art. 9 ust. 1 dyrektywy 2000/78 oraz zagwarantować pełną skuteczność tych artykułów, w razie konieczności poprzez odstąpienie od stosowania wszelkich przepisów prawa krajowego, które stoją z nimi w sprzeczności”.

W skrócie, jak ujęła to Ewa Siedlecka w „Polityce”, w razie niemożności pogodzenia prawa unijnego z krajowym, sędziowie powinni pomijać prawo krajowe i orzekać zgodnie z unijnym.

Aż 13 organizacji prawniczych (m.in. Archiwum Osiatyńskiego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka) wystosowało apel do sądów o odmowę stosowania przepisów polskiego prawa, których skutkiem byłaby możliwość rozpoznania spraw sądowych przez sędziów nominowanych przez neo-KRS.

Władza idzie w zaparte

To co jest jasne dla TSUE, wiekszości prawników i organizacji broniących praw człowieka, nie jest jasne dla władzy PiS. Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z PAP 30 listopada przedstawił zdumiewającą interpretację wyroku Trybunału Sprawiedliwości. Oczerniał też sędziów, którym zarzucał politykierstwo i bronienie swoich przywilejów.

Morawiecki to kolejny obok prezydenta Andrzeja Dudy, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety polityk najwyższego szczebla, który nastawia opinię publiczną przeciwko sędziom stosującym się do wyroku luksemburskiego Trybunału.

Premier Premier Morawiecki stwierdził, że „Trybunał powiedział wyraźnie, że z prawa europejskiego nie wynika jeden konkretny model ustroju sądownictwa, a tym bardziej taki model, z którym polska KRS byłaby niezgodna”.

Pierwsza część tej wypowiedzi jest prawdziwa: nie ma jednego modelu ustroju sądownictwa, który musi obowiązywać w całej UE. Natomiast każdy kraj musi zapewnić, aby wypracowany w nim model zapewniał prawne i rzeczywiste przestrzeganie niezależności i niezawisłości sądownictwa.

Druga część jest fałszywa. TSUE w wyroku wymieniał, jakie kryteria trzeba wziąć pod uwagę do oceny nowej KRS. Wymienił okoliczności związane z jej powołaniem i udziałem w nim polityków, a także kwestie dotyczące funkcjonowania tego organu.

Rozmowa sędziów z obrazem

Morawiecki ujawnił, że rząd nie przygotuje żadnych propozycji zmian legislacyjnych w związku z wyrokiem. O nową ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa apelowała m.in. I Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf, a także byli sędziowie TK i SN, m.in. Andrzej Rzepliński, Stanisław Biernat, Wojciech Hermeliński, Ewa Łętowska, Jerzy Stępień, Andrzej Zoll i Adam Strzembosz.

Premier stwierdził za to, że wątpliwości co do konstytucyjnego umocowania organów państwa – takich jak KRS – powinien rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny, a nie sądy powszechne czy nawet Sąd Najwyższy.

To zapowiedź, że po wydaniu orzeczeń przez Izbę Pracy SN – co ma się stać przed świętami Bożego Narodzenia – do Trybunału Konstytucyjnego zostanie skierowany wniosek w sprawie KRS. Nie można wykluczyć, że kwestię nowej KRS rozstrzygnie skład TK z nowym sędziami, Stanisławem Piotrowiczem lub prof. Krystyną Pawłowicz.

Kmicic z chesterfieldem

Mówiąc cynicznie, opozycja dziś powinna po cichu wspierać Banasia i trzymać za niego kciuki i mówić „Marian, nie poddawaj się”, bo to jest sytuacja niszcząca dla PiS-u – mówi prof. Marek Migalski. – Jesteśmy państwem rozchwianym, rozmontowywanym, wewnętrznie niespójnym. Nie mam poczucia powagi polskiego państwa w tej sytuacji, bo jeżeli to państwo dopuściło kogoś takiego jak pan Banaś na jeden z najwyższych urzędów państwowych, a teraz nie potrafi sobie z nim poradzić, to to nie buduje powagi Rzeczpospolitej – dodaje

JUSTYNA KOĆ: O co chodzi w tej grze Mariana Banasia z PiS-em? Dwa dni temu wyglądało na to, że mamy układ – Banaś oddaje NIK pod kontrolę PiS-u mianując polityków tej partii na wiceprezesów NIK-u, a PiS zostawia Banasia w spokoju.

MAREK MIGALSKI: Też miałem wrażenie, że został zawarty jakiś pakt między Banasiem a PiS-em, dlatego że nominacje na wiceprezesów musiały być konsultowane z Nowogrodzką, a po drugie politycy tej partii robili wszystko na komisji pod przewodnictwem posła Szaramy, żeby to zostało szybko i sprawnie przeprowadzone. Wyglądało, że został zawarty jakiś układ, który ma pozwolić obu…

View original post 3 724 słowa więcej

 

PiS z Kościołem stwarzają warunki dla faszyzmu

W Dzierżoniowie całą noc mężczyzna bił i mordował 25 letnią kobietę. Nikt jej nie pomógł, nikt nie wezwał policji. Dzisiaj prokurator oznajmił, że mimo wieloletniego doświadczenia, nigdy nie widział tak zmasakrowanych zwłok zamordowanej kobiety.

Zwyrodnialec zadał powolną śmierć od bicia i tortur, młodej kobiecie, która w krzykach i jękach konała całą noc, i tylko sąsiedzi nic nie słyszeli.

Nie ulega wątpliwości, że modę na przemoc w Polsce widzimy ostatnio na wszystkich polskich ulicach, mediach i internecie. Politycy PiS-u składają hołd jedynej w II WŚ współpracującej z hitlerowcami – Brygadzie Świętokrzyskiej, z ludobójcy „Burego” robią bohatera narodowego, wspierają faszystowskie organizacje, chociaż powinni je zdelegalizować. Na ulicach słychać śpiewy narodowców nawołujący do wieszania ludzi zamiast liści, a według posłusznego politycznego urzędnika, swastyka, to znak słońca.

PiS – faszyzm kwitnie w czynach i słowach działaczy PiS, a wraz z nim przemoc, kłamstwo, pogarda dla nauki i mądrości. To wielka porażka systemu edukacji, w którym historii, geografii i fizyki uczy się tylko w starszych klasach i to w wymiarze jednej godziny tygodniowo, a o kulcie przybijania człowieka do krzyża, aby umarł w mękach, od przedszkola do studiów w wymiarze, co najmniej dwóch godzin w tygodniu. Poniżanie nauczycieli i moda na urzędników bez kompetencji, wszechwiedzę partyjną i przynależność do grup narodowych jest drogą do sukcesów politycznych obecnie rządzących krajem.

Hierarchowie kościelni hołdują faszyzmowi i pedofilom, ale walczą o zmiany w prawie z kierunku szerzenia pogardy do kobiet. Wszak bicie i poniżanie kobiet jest w tradycji kościelnej. Urządzanie im piekła na ziemi, to specjalność wiary, która kobiety ma tylko do posług i rodzenia dzieci.

Dlaczego w Dzierżoniowie sąsiedzi nie reagowali na wzywanie pomocy przez młodą mordowaną kobietę? Pytam biskupów, polityków i wszystkich tych, którzy nawołują do przemocy i represji wobec kobiet. Pytam Jarosława Kaczyńskiego, którego podziały na „tych i tamtych” są słyszane w każdym jego wystąpieniu.

Z faszystami fotografuje się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i jego wiceminister Patryk Jaki. Policja ochrania każde wystąpienie faszystów na ulicach, a tych, którym się to nie podoba oskarżają i wystawiają mandaty.

Oto mamy Polskę budowanego faszyzmu, rasy panów, przemocy, pogardy dla praw kobiet, braku tolerancji i mody na bezkarnych zwyrodnialców z orłami na piersi i z napisem Bóg, Honor, Ojczyzna.

Czy nie tak, jak wymaga od obywatela nauka religii w szkołach i tak, jak uczą PiS-faszyści na swoich wiecach i marszach organizacji faszystowskich zachował się ten morderca? Kobieta niosła swój krzyż, a on tylko ją bił i zabił, wysłał do Boga wszechmogącego i krainy szczęśliwości, a Katolicy zza ściany, tylko uszanowali jego prawo do przemocy wobec kobiety?

Składam wyrazy współczucia rodzinie zamordowanej kobiety.

Jednocześnie wyrażam nadzieję, że jednak nie dopuścimy do umacniania się systemu taniej polskiej krwi, pogardy dla edukacji i upadku cywilizacji.

Dopóki PiS – faszyzm będzie miał swoich zwolenników i nie zostanie odsunięty od władzy, morderstwom politycznym, oraz tych, z mody na zabijanie, nie będzie końca.

To wynik przewagi przemocy nad tolerancją w ciemnocie społecznej. To jest obraz walki o PiS-owską kontrolę myśli wszystkich Polaków ze słabnącym prawem do ich wolności.

Depresja plemnika

Wszystko zaczęło się w lutym 2016 roku. Wówczas funkcjonariusze ABW dokonała spektakularnego nalotu na agencje towarzyskie, prowadzone przez dwóch braci Ukraińców.

Panowie zostali zatrzymani, a wraz z nimi dwaj naczelnicy Centralnego Biura Śledczego Policji, w tym i Daniel Ś., szef wydziału gospodarczego, oskarżony o ochronę biznesu obu braci, czerpanie korzyści majątkowych, pomoc w czerpaniu korzyści z nierządu.

Sprawa wydawałaby się prosta, gdyby nie taśmy, na których zarejestrowano 4 tysiące nagrań wizyt w agencjach towarzyskich m. in. polityków, wiceministra obrony, arcybiskupa i szefa jednej z komend policji. Do jednej z tych taśm dotarł były agent CBA, Wojciech J. i teraz trwa wojna na argumenty między nim a szefami CBA.

Pełnomocniczka Wojciecha J., mec. Bosak-Kruczek potwierdza, że jej klient „widział nagranie. Był to oryginał. Kopia zapewne jest zabezpieczona, ale dla dobra śledztwa nie możemy udzielić żadnych informacji”. To właśnie na tej taśmie widać znanego polityka PiS, który korzysta…

View original post 890 słów więcej

 

Czas na manipulacje przy ordynacji wyborczej

Za kilka dni wkroczymy w rok wyborczy, więc PiS nie zasypia gruszek popiele i przymierza się do niebezpiecznego mieszania w ordynacji wyborczej… Pretekst jest, bo jak informuje PKW w pięciu okręgach wyborczych liczbę wybieranych posłów należy zmniejszyć o jeden. W pięciu innych okręgach należy dodać po jednym mandacie. Zmiany wynikają z ruchów demograficznych, więc PKW już precyzuje, w których okręgach i o ile liczbę wybieranych posłów należy skorygować. Mało tego :

„PKW jednocześnie przypomina, że stosownie do art. 203 ust. 3 kodeksu wyborczego Sejm dokonuje zmian w podziale na okręgi wyborcze /…/termin dokonania zmian w podziale na okręgi wyborcze upływa 14 maja 2019 roku” – informuje PKW w piśmie do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Zdaniem ekspertów realizacja podobnych pomysłów może mieć wpływ na polityczne szanse poszczególnych ugrupowań. Socjolog polityki Jarosław Flis –ocenia, że podobne korekty w przypadku Sejmu są rutyną, choć tej zasady nie dochowano w poprzednich wyborach. „W efekcie PO straciła, trochę przypadkowo, trzy mandaty” – przypomina. I zwraca uwagę, że PKW mówi tym razem o korektach po jednym mandacie w jedną lub w drugą stronę, więc trudno przewidzieć, kto na tym zyska, a kto nie. „Jest pewnym kuriozum, że Sejm może zastosować reguły kodeksu wyborczego i zatwierdzić wyliczenia PKW lub nie, tzn. nie dokonać korekty” – dodaje ekspert.

Inna jest sprawa z okręgami wyborczymi do Senatu. „Tam za każdym razem trzeba rysować granice okręgów. Do tej pory największa partia w Sejmie zwyciężała w Senacie, ale to się może kiedyś skończyć. Dziś też nie jest to oczywiste. Dlatego podział na okręgi senackie jest delikatniejszą materią” – zwraca uwagę Flis.

„Sytuacja ta nie narusza wprawdzie art. 261 ust. 2 kodeksu wyborczego, lecz budzi wątpliwości” – zauważa z kolei PKW, a na poparcie takiego stanowiska przykłady daje Jarosław Flis i wymienia „dziwactwa” jakie towarzyszyły w minionych wyborach w niektórych okręgach na  Śląsku.

Pismo z PKW w tej sprawie trafiło już nie tylko do prezydium Sejmu, a także do sejmowej komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa wyborczego.

Prezydium komisji wciąż zastanawia się, czy zmiany będą proponowane Sejmowi, a wiceszef tej komisji Marcin Horała (PiS)  obawia się zarzutu iż partia rządząca miesza przed wyborami i nie bez przyczyny …

Już teraz w opinii wiceszefa komisji z PO Mariusza Witczaka: „PiS nie pracuje nad ordynacją wyborczą, tylko się do niej włamuje. Istnieje ryzyko, że zmiany będą służyły PiS, a nie obywatelom.” – ocenia parlamentarzysta.

Depresja plemnika

Zjednoczona Prawica nie przeczuwała, że przejęcie sądów będzie tak trudne. Myślała, że jeśli obrzydzi sędziów społeczeństwu, jeśli pokaże jako „nadzwyczajną kastę”, zepsutą elitę, która wykorzystuje immunitet, by bezkarnie kraść w sklepach kiełbasę, to wówczas nikt nie stanie ani w ich obronie, ani w obronie sądów. A jeśli jeszcze przy tym spowoduje się zamęt w sądownictwie, postrąca prezesów, zrobi przeciąg w KRS i czystkę w SN, a więc puści się w ruch karuzelę atrakcyjnych stanowisk, to i sami sędziowie zaczną podstawiać sobie nogi, żeby tylko zająć miejsce na karuzeli. Plan wydawał się dobrze ułożony, tyle że się posypał. Ani ludzie nie dali się nakarmić propagandową papą i nie poparli tak zwanej reformy wymiaru sprawiedliwości. Ani sędziowie nie okazali się tak pazerni…

View original post 1 689 słów więcej

 

Kaczyński jak herszt gangu

W chwili gdy Kora umiera, te słowa nabierają nowego, metafizycznego sensu:

„Chmury wiszą nad miastem, ciemno i wstać nie mogę
Naciągam głębiej kołdrę, znikam, kulę się w sobie
Powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiada na twarzach
Ptak smętnie siedzi na drzewie, leniwie pióra wygładza

Poranek przechodzi w południe, bezwładnie mijają godziny
Czasem zabrzęczy mucha w sidłach pajęczyny
A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz

Ulice mgłami spowite, toną w ślepych kałużach
Przez okno patrzę znużona, z tęsknotą myślę o burzy
A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz”.

>>>

>>>

Piątek 27 lipca. Kaczyński: musimy pójść ostro do przodu

„Wszelkie opowieści o łamaniu konstytucji [w trakcie zmian w sądownictwie] są całkowicie bezpodstawne” – powiedział w TVP Info Jarosław Kaczyński. Prezes PiS ocenił, że w III RP „sądy były rzeczywiście bardzo mocno podporządkowane tzw. mainstreamowi, a reprezentantem mainstreamu w życiu publicznym była kiedyś Unia Demokratyczna, później trochę SLD, a później Platforma Obywatelska. Więc jeżeli można mówić o podporządkowaniu [sądów], to niewątpliwie właśnie tym formacjom, a nie tej formacji, którą ja reprezentuję. Z całą pewnością żadne podporządkowanie nie nastąpi, natomiast zostanie zniesione to podporządkowanie, […] które miało miejsce dotąd. Cała ta opowieść, która w tej chwili krąży już po Europie i po świecie, jest […] zupełnym odwróceniem faktów, jest […] kontrfaktyczna”.

Według przywódcy obozu rządzącego, po 1989 roku „stworzono mechanizm, który mówiąc najkrócej prowadził do tego, że sędziowie akomodowali się do nowej rzeczywistości poprzez przyjęcie pewnej ideologii, ideologii liberalnej. Mówiąc […] w daleko idącym uproszczeniu, ideologii, która była głoszona przez >Gazetę Wyborczą<”.

Była to, zdaniem Kaczyńskiego, „ideologia usprawiedliwienia. Kiedyś było tak, że był komunizm, teraz właściwie wszyscy jesteśmy usprawiedliwieni, bo wszyscy jakoś, włącznie z Jaruzelskim, żeśmy dążyli do tego, żeby ten komunizm został zniesiony i w związku z tym wszystko jest w porządku. No, nie było wszystko w porządku, było zupełnie nie w porządku i to kładło się też bardzo długim cieniem na orzecznictwie sądów, zarówno powszechnych jak i Sądu Najwyższego”.

Prezes PiS powiedział także, iż orzecznictwo Sądu Najwyższego szło „zawsze w tym kierunku, żeby chronić przestępców”.

„Wielu Polaków postrzega obraz naszego kraju nie w ten sposób, że się rozglądają wokół siebie, tylko, no, w ten sposób, że oglądają różne telewizje, niekoniecznie tą, w której jesteśmy – powiedział Kaczyński w TVP Info. – A te telewizje, szczególnie jedna, no bardzo, można powiedzieć, zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne. I są tacy, którzy w to wierzą. Nie można mieć o to do nich pretensji, trzeba ich przekonywać”.

„Musimy pójść ostro do przodu. Jest to możliwe, chociaż nie łatwe, ale powtarzam możliwe” – zapewnił.

Nowa faza oporu – kobiety rządzą!

Od początku protestów przeciwko reżimowi PiS, jeszcze za czasów świetności KOD, kobiety były bardzo widoczne. Było ich wiele w samym KOD, potem wśród Obywateli RP, a i w Sejmie (w Nowoczesnej i PO) mieliśmy i wciąż mamy kilka „dożartych” posłanek. W akcjach „outdoorowych” pojawiały się – i czasami znikały – wcześniej nieznane lokalne i ogólnopolskie działaczki. Zwłaszcza zaś w akcjach w obronie prawa do aborcji szlify zdobywały kolejne liderki. Strajk Kobiet, Czarne Parasolki i inne mniej czy bardziej zinstytucjonalizowane protesty angażowały coraz szersze rzesze kobiet i kreowały nowe działaczki. Zaczęto mówić, że PiS obalą kobiety. Ale zaraz dodawano, że bez młodzieży to się nie uda.

A dziś, gdy w całej Polsce trwają protesty przeciwko zawłaszczeniu Sądu Najwyższego i sądownictwa przez nomenklaturową monopartię, to jest już jasne: kobiety przejęły pałeczkę, a młodzież – i to płci obojga – nareszcie jest obecna. Być może protesty są mniej liczne, lecz ich temperatura i charakter się zmieniły. Po epoce piknikowo-satyrycznej nastała epoka gniewu. A szafarkami tego słusznego i mądrego gniewu są dziś kobiety.

Jest ich kilkanaście – nie chcę wymieniać ich nazwisk, żeby nie pominąć kogoś ważnego, o kim może nawet jeszcze nie wiem. Słucham przemówień nowych liderek społecznej opozycji, reprezentujące Akcję Demokratyczną, Obywateli czy organizacje feministyczne, i serce mi rośnie. One są lepsze, dojrzalsze, mądrzejsze, bardziej profesjonalne niż ich męscy poprzednicy. Z całym sentymentem do KOD z czasów Kijowskiego – to jest już inna jakość.

Nie wiem, czy liderki będą umiały powściągnąć osobiste ambicje i zdobędą się na współpracę. Mam jednakże nadzieję, że wyciągną wnioski z mizerii opozycji parlamentarnej i nie powtórzą błędów zawodowych polityków. Ci służą dziś zresztą za asystentów i laufrów. Kilku posłów na co dzień pomaga przy protestach. Są to głównie faceci. Wykonują świetną robotę – ale tym razem w nietypowej roli pomocników. Nadszedł czas kobiet w polityce. A są to kobiety młode, których głos dochodzi do młodzieży – być może w pierwszym rzędzie do dziewczyn, ale przecież za dziewczynami idą ich koledzy, bracia, partnerzy. Ten proces już się zaczął.

Z PiS nie wygra ulica, ale ulica pokazuje tektoniczne ruchy w aktywnych warstwach społeczeństwa. Opozycja etosowo-inteligencka spod znaku Unii Wolności czy KOD odchodzi powoli na emeryturę. Wiele dobrego zrobiła. Lecz teraz przyszedł czas na inny język i inne emocje. PiS nie ma na ten język i emocje odpowiedzi. Nie powie, że to oderwana od koryta ubecja. Nie powie, że to mordy zdradzieckie. Z kobietami trzeba ostrożnie. A one nie będą ostrożne. I nie odpuszczą.

Atmosfera buntu i wrzenia będzie towarzyszyć reżimowi przez cały okres wyborów. Aż do zwycięstwa demokracji. Wybory są ostatnim naszym szańcem – PiS nie będzie zdolny ich sfałszować ani istotnie zmanipulować. Nie ma też monopolu informacyjnego, a jego telewizja nie przyciąga już nowych zwolenników. Kaczyński osłabiony, Kościół niepewny, Europa zdeterminowana walczyć o zachowanie demokracji w Polsce, kiełbasa wyborcza rozdana – powoli pętla się zaciska.

A gdy zaciska się pętla, reżim zawsze przykręca śrubę. Idą niełatwe dni – jednak na końcu będzie zwycięstwo. Jeszcze kilkanaście miesięcy! Pod wodzą dzielnych kobiet odzyskamy i odbudujemy polską demokrację.

Brudziński z Kaczyńskim pogadali se. Intelektualiści PiS.

Kaczyński to taki mały człowieczek, swoimi rączkami to i owo zadusiłby. Domokrążca, który szczuje sąsiada na sąsiada. Świerzbią mu rączęta, coś by nimi udusił. Hę, hę. Nożycoręki.

Earl drzewołaz

Adam Bodnar podjął z urzędu sprawę użycia gazu przez policję przed Pałacem Prezydenckim. Dyrektor zespołu prawa karnego Biura RPO Marek Łukaszuk napisał do komendanta stołecznego policji nadinsp. Pawła Dobrodzieja pismo, w którym prosi o „udzielenie szczegółowych wyjaśnień co do zasadności oraz legalności użycia gazu przez policję”.

RPO chce także wiedzieć, czy w tej sprawie prowadzone jest „wewnętrzne postępowanie wyjaśniające i ewentualnie jakie poczyniono ustalenia”. Komendant stołeczny ma odpowiedzieć na pytanie, czy w sposób „niezwłoczny i prawidłowy zabezpieczono nagrania z monitoringu dokumentującego działania funkcjonariuszy”?

W komunikacie na stronie Rzecznika czytamy również, że Adam Bodnar apelował do prezydenta o zawetowanie ustaw o sądach. – „Nowelizacja zmierza do podporządkowania sądów władzy politycznej, a niezależność sądownictwa to najważniejszy mechanizm ochrony praw i wolności przed przemocą ze strony władzy publicznej” – podkreślił RPO.

Jacek Rakowiecki (dziennikarz, działacz opozycji w okresie PRL) o antyrządowej manifestacji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

View original post 2 875 słów więcej

Kaczyński wprowadził stan wojenny

„Dobę zajęło PAD-owi zastanawianie się, czy jest mężczyzną i politykiem, czy tylko „mientkim” księgowym prezesa. Potem wywarł twarz, powiedział, że deszcz PAD-a i pozwolił żonie nazywać się niezłomnym. JK dobrze go wybrał” – podsumował na Twitterze Marek Migalski, kiedyś europoseł PiS.

Podpisane przez Andrzeja Dudę pisowskie ustawy nie dość, że są niekonstytucyjne, to zawierają błędy legislacyjne. To jednak mu nie przeszkodziło. Wiceszef Kancelarii Prezydenta bagatelizował ten drugi problem. – „Jest tam pewne uchybienie, ale nie ma doniosłości prawnej. To po prostu kwestia przenumerowania numerów artykułów w przepisie przejściowym” – powiedział w TVN 24 Paweł Mucha. Dodał, że prezydent nie miał żadnych wątpliwości konstytucyjnych wobec tych ustaw.

„Czy jeszcze kogoś dziwi, że Duda znów coś podpisał, bo mnie już to nie dziwi. To jest zwykły notariusz PiS”; – „Dobrze wie, że Trybunał Stanu czeka więc mu wszystko jedno. Złamać raz, pięć czy dziesięć Konstytucję, nie ma już znaczenia. To podpisał. W ten sposób chce się dalej przypodobać JK”; – „Jak można podpisać ustawę, o której wie się, że zawiera błędy? Przecież to hańbienie urzędu”– komentowali internauci.

A na koniec tweet prawicowej blogerki kataryny, który zostawiamy bez komentarza: – „Jak prezydent, na którego głosowałam podpisuje w ekspresowym tempie ustawę z rażącym błędem bo czystki w SN nie mogą poczekać, to jest ten moment kiedy jego wyborca musi iść pod Pałac i dać sie policzyć jako niezadowolona”.

Polska pogrąży się w chaosie. Zaczęło sie najgorsze w naszej historii – Targowica PiS.

Earl drzewołaz

W całej Polsce odbyły się protesty przeciwko kolejnej ingerencji politycznej w sądownictwo. Andrzej Duda podpisał pakiet ustaw, więc zamiast namawiać do zawetowania, demonstrujący krzyczeli w jego stronę m.in. ‚będziesz siedział’ i ‚marionetka’.

Ekspresowy podpis prezydenta

W nocy z wtorku na środę Senat przyjąl bez poprawek pakiet zmian w sądach. Najważniejsza ze zmian proponowanych przez Prawo i Sprawiedliwość przewiduje przyspieszenie trybu wskazywania prezydentowi kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Według nowych przepisów, będzie do tego potrzebnych 80, a nie – jak dotąd – 110 ze 120 sędziów Sądu Najwyższego.

Prezydent miał 21 dni na decyzję ws. ustawy, ale nie zwlekał z nią i podpisał projekt już dzień później. Prawdopodobnie właśnie ta ekspresowa decyzja prezydenta ściągnęła tłumy protestujących przed Pałac Prezydencki i w centralne miejsca w wielu miastach w Polsce.

„Będziesz siedział!”, „marionetka!”

Protestujący wznosili okrzyki skierowane do prezydenta, w tym: „będziesz siedział”, „prezydentem jesteś słabym, długopisem…

View original post 428 słów więcej

Władza PiS stosuje coraz większą przemoc. Boją się, a tchórz prędzej czy później zabija

>>>

Opublikowane dwa lata temu, na dwa dni przed wyborami parlamentarnymi 2015 r., stanowisko „Wyborczej”. Zarzucano wówczas „histerię” i „straszenie PiS-em”.

Zwycięstwo PiS może zagrozić demokracji. Stanowisko „Wyborczej” wynika z naszej 26-letniej historii i z wartości, które uważamy za najważniejsze. To demokracja parlamentarna, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna, integracja europejska, tolerancja światopoglądowa, wolność jednostki i prawa człowieka. Jako spadkobiercy przedsierpniowej opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarność” jesteśmy do tych wartości przywiązani.

Kierując się nimi, „Gazeta Wyborcza” w 1989 r. wspierała kandydatów Komitetów Obywatelskich „S” w pierwszych częściowo wolnych wyborach. W imię tych wartości popieraliśmy rząd Tadeusza Mazowieckiego i kandydaturę naszego Pierwszego Premiera na prezydenta oraz – nie bez zastrzeżeń – Lecha Wałęsę przeciwko populiście Stanowi Tymińskiemu. Odrzucając logikę plemienną, wspieraliśmy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy wprowadzał Polskę do NATO, i premiera Leszka Millera, gdy podpisywał akcesję do Unii Europejskiej.

W imię tych wartości przeciwstawialiśmy się rządom nacjonalistyczno-populistycznej koalicji PiS, LPR i Samoobrony w latach 2005-07 w głębokim przekonaniu, że narusza ona państwo prawa, wolności obywateli, ład demokratyczny i prymat merytorycznych zasług w awansowaniu ludzi do funkcji publicznych.

Zarazem pochwalaliśmy niektóre przedsięwzięcia prezydenta Lecha Kaczyńskiego: odważną obronę Gruzji zaatakowanej przez Rosję Putina, wsparcie dla demokracji na Ukrainie i pojednania z Ukraińcami oraz wolny od kompleksów dialog polsko-żydowski. Prezydent Kaczyński był patriotą, ale nie nacjonalistą. Docenialiśmy to.

Udzieliliśmy też poparcia Bronisławowi Komorowskiemu w przekonaniu, że jego konkurent Andrzej Duda jako prezydent nie będzie ani arbitrem, ani strażnikiem konstytucji, lecz wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego. A ewentualne zdobycie przez PiS większości w parlamencie utoruje drogę do recydywy IV RP i „orbanizacji” Polski. Dziś uznajemy to za wielkie zagrożenie dla naszego kraju. 

Na podstawie doświadczeń z lat 2005-07 i obecnych deklaracji PiS uważamy bowiem, że partia nie respektuje reguł demokratycznych. Ukrywa swój projekt konstytucji z roku 2010, którym jeszcze niedawno się chwaliła. Nic dziwnego, bo jest to zapowiedź ataku na podstawy państwa prawa.

Dlaczego?

Prawo i Sprawiedliwość zamierza: naruszyć trójpodział władzy; znieść niezawisłość sędziowską; zwasalizować Trybunał Konstytucyjny; odrzeć z uprawnień Rzecznika Praw Obywatelskich; dać prezydentowi władzę rządzenia dekretami i rozwiązania Sejmu, kiedy zechce; ograniczyć inicjatywę ustawodawczą posłów; zakazać poprawek do rządowych projektów ustaw; osłabić ochronę obywateli przed dyskryminacją. Taki oto „pakiet demokratyczny” szykuje nam wszystkim PiS.

Nie koniec na tym. Aksjologia Kościoła katolickiego ma być zapisana w konstytucji, której preambuła zaczynać się będzie słowami „W imię Boga Wszechmogącego”. Oznaczałoby to zniesienie przyjaznego rozdziału „tronu i ołtarza”, bezwzględny zakaz aborcji, koniec ochrony wolności sumienia, zamach na prawa mniejszości. To konstytucja państwa autorytarnego.

Powtarzany przez prezesa PiS slogan „Budapeszt w Warszawie” zapowiada takie jak na Węgrzech Orbána rządy w duchu resentymentu narodowego oraz całkowitą wymianę i upartyjnienie instytucji państwa, TK, KRRiT, NIK, NBP, ABW, CBA itd. Oznacza całkowite podporządkowanie prokuratury władzy politycznej, zawładnięcie mediami publicznymi i próby nałożenia kagańca mediom opozycyjnym oraz możliwe zmiany w ordynacji wyborczej ułatwiające PiS przyszłe zwycięstwa.

Newralgiczne dla bezpieczeństwa państwa i obywateli resorty i instytucje (obrona, sprawy wewnętrzne, służby specjalne) oddano by w ręce ludzi owładniętych obsesją i żądzą zemsty za urojone krzywdy.Wszystko to z wiecowym poparciem ulicy, które Jarosław Kaczyński uznaje za zdrowe zaplecze rządu.

PiS nie jest partią demokratyczną, jest partią wodzowską. Podobnie byłoby z państwem PiS, gdzie całą władzę skupiłby w swoim ręku jeden człowiek w „centralnym ośrodku dyspozycji politycznej”, o którym Kaczyński pisze w swym „Raporcie o stanie Rzeczypospolitej” z 2011 r.

PiS to eurosceptycyzm. Cyniczny i roszczeniowy stosunek do UE grożący samoizolacją Polski i utratą naszej pozycji we Wspólnocie Europejskiej. To egoizm narodowy wyrażający się między innymi rasistowskimi uprzedzeniami wobec uchodźców. To infantylna polityka historyczna polegająca na heroizacji narodu polskiego oraz edukacja kolejnych pokoleń w duchu neoendeckim, gdzie kompleks niższości wobec narodów większych i wyższości wobec narodów mniejszych objawia się narodowo-patriotyczną tromtadracją.

Szkodliwe mity

To wreszcie upaństwowienie mitologii „zamachu smoleńskiego” i oficjalny kult „pierwszego poległego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A skoro był „zamach”, będzie też polowanie na czarownice. Winni muszą się znaleźć. Zadbają o to pisowska prokuratura i podporządkowane prezydentowi Dudzie sądy. Z jednej strony będą skazani, z drugiej – nowe smoleńskie pomniki. Rozdarcie społeczeństwa, miast się zabliźniać, będzie się pogłębiać.

Wprowadzenie w życie obietnic wyborczych PiS – 500 zł na dziecko, obrona przywilejów branżowych, zwłaszcza trwale nierentownych kopalń, cofnięcie reformy emerytalnej koniecznej z powodu coraz dłuższego życia Polaków – zrujnowałoby finanse publiczne.

Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa. Jeśli PiS wygra wybory, co sugerują sondaże, to partii tej prezydent Duda powierzy formowanie rządu. Dlatego jest dziś polską racją stanu, by wynik PiS i jego potencjalnych koalicjantów był jak najsłabszy. Aby nie tylko nie byli w stanie zmienić konstytucji broniącej praw i wolności obywateli (307 głosów), ale także nie mogli utworzyć większościowego rządu. Innymi słowy, by ani samodzielnie, ani w koalicji (Kukiz?, Korwin?) nie uzyskali ponad 230 mandatów w Sejmie i ponad 50 mandatów w Senacie.

Demokracja nie obroni się przed swoimi wrogami inaczej niż kartą wyborczą. 

Nie rekomendujemy naszym Szanownym Czytelnikom głosowania na konkretną partię polityczną. Każdy rozważy to we własnym sumieniu. Rekomendujemy natomiast głosowanie na jedną z tych partii, które szanują polską konstytucję i nie przyłożą ręki do demokratycznego rozmontowania demokracji w stylu Orbána. Naszym zdaniem pięć spośród ośmiu komitetów wyborczych spełnia te kryteria: Nowoczesna, Partia Razem, PO, PSL, ZL (kolejność alfabetyczna).

Im więcej partii wejdzie do parlamentu, tym bardziej zmaleje faworyzujący zwycięzcę efekt metody d’Hondta, za pomocą której przelicza się głosy na mandaty. Dlatego tak ważny jest każdy głos. Daje szansę na przyszły sojusz demokratów.

Wszyscy, którzy odrzucamy hasło PiS „Polska w ruinie” – jako próbę odebrania nam sensu pracy i osiągnięć ostatnich 26 lat – idźmy 25 października na wybory. Oddajmy głos na polską wolność i demokrację, które chroni nasza konstytucja. 

>>>

„No to w sprawie złamania Konstytucji zostanie tylko dożywocie” – to komentarz Janusza Piechocińskiego z PSL do najnowszego pomysłu Zbigniewa Ziobry. Minister sprawiedliwości szykuje rewolucję w Kodeksie karnym. Ma być jak w USA, czyli wyroki więzienia za różne przestępstwa będą się sumować – informuje „Rzeczpospolita”, tytułując swój artykuł: „Ziobro: do więzienia nawet na 100 lat”.

Kary za przestępstwa mają być wykonywane po kolei. Trudniej też będzie o przedterminowe zwolnienie z więzienia. – „Dziś, kiedy bandyta dokona kilku przestępstw, sąd nie karze go za każde z osobna zgodnie z przewidzianą za nie kodeksową karą, tylko wymierza znacznie mniejszy wyrok” – czytamy w uzasadnieniu tego pomysłu.

„Do kompletu brakowało programu Więzienie+. No to będzie ;)” – skomentował na Twitterze Krzysztof Kowalczyk z „Rzeczpospolitej”. A Patryk Słowik z „Dziennika Gazety Prawnej” skomentował: – „Rz pisze, że Zbigniew Ziobro chce sumowania kar („Ziobro: do więzienia nawet na 100 lat”). Tenże Ziobro w 2016 r. mówił, że sumowanie kar to rozwiązanie populistyczne, skrajne, eliminujące resocjalizację. Naprawdę polityka karna państwa zależy od tego, którą nogą wstanie minister?”.

Jeden z internautów miał pytanie do ministra sprawiedliwości: – Ziobro, nie boisz się, że będziesz sądzony na podstawie tego prawa? Niekoniecznie przez PO, w bolszewizmie można spodziewać się ciosu w plecy od kolegów?”.

>>>

„My, obywatele Polski i Unii Europejskiej, apelujemy do Pana Wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej o podjęcie bardziej radykalnych kroków w celu obrony rządów prawa i demokracji w naszym kraju. To ostatni moment” – tak rozpoczyna się list do Fransa Timmermansa. Napisał go prof. Jerzy Zajadło z Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Zachęca, żeby każdy, komu zależy na niezawisłych sądach wysłał go do wiceszefa KE.

Prof. Zajadło napisał, że po raz piąty PiS nowelizuje ustawy sądowe, likwidując niezależność sądownictwa. – „Ustawa umożliwi natychmiast powołanie do Sądu Najwyższego nowych sędziów, a także spowoduje niekonstytucyjną przerwę kadencji zasiadających w nim dotychczas sędziów łącznie z Pierwszą Prezes. Nowe prawo wejdzie w życie w okresie letnim, tak aby społeczeństwo obywatelskie i instytucje europejskie były zaskoczone i powolne w działaniu” – czytamy w liście.

– „W ostatnich miesiącach i latach osobiście udowodnił Pan, że jest jednym z najbardziej lojalnych przyjaciół Polski (…). Nalegamy, aby kontynuował Pan polityczne wysiłki na rzecz wspierania społeczeństwa obywatelskiego w tej walce o rządy prawa” – tak kończy się list, który każdy może wysłać do Fransa Timmermansa (European Commission, Rue de la Loi/Wetstraat 200, 1049 Brussels, Belgium lub pod adres mailowy frans-timmermans-contact@ec.europa.eu).

Przypomnijmy, że już wcześniej środowisko prawnicze i wiele organizacji pozarządowych apelowało do Komisji Europejskiej, by złożyła skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie polskiej ustawy o Sądzie Najwyższym.

Na początku lipca Komisja Europejska rozpoczęła procedurę wobec Polski w sprawie zmian w Sądzie Najwyższym. Według niej ustawa o SN narusza art. 19 traktatu o Unii Europejskiej, który mówi o prawie każdego obywatela UE do sądu. Rząd PiS ma miesiąc na odpowiedź w sprawie zarzutów KE.

Działo się to roku trzeciego od chwili, gdy Dobra Zmiana zawitała do ojczyzny, odmieniając los milionów bogobojnych i pracowitych rodaków, wyzwalając ich spod jarzma gimnazjów i uwalniając od udręki niedzielnych zakupów. Radosny lud z pieśnią na ustach ochoczo spieszył co rano do hut i kopalń, by pomnażać dobrobyt kraju, po godzinach zaś nie wracał do domu, lecz w czynie społecznym pracował do późnego wieczora, odlewając ze spiżu pomniki Lecha Kaczyńskiego oraz fundując umiłowanym przywódcom nagrody kwartalne. Oni zaś z entuzjazmem przekazywali je Caritasowi. Polska kwitła i była wyspą szczęśliwości w europejskim morzu biedy, smutku i homoseksualizmu.

Pogańskie siły zła nie pogodziły się jednak z przegraną i raz po raz podnosiły łeb, ukazując światu wyszczerzone zdradzieckie mordy. Nikczemny gender okopał się w sądach, teatrach, uczelniach, niemieckich redakcjach polskojęzycznych mediów – i stamtąd przypuszczał ataki na patriotów zgromadzonych wokół Przenajświętszej Drabinki. Chwilowo nie było na niej pana Prezesa, który przez wiele lat ofiarnie pomagał ojczyźnie wstać z kolan, przez co trochę zaniedbał własne kolana.

Tego dnia siły nieprzyjaciela dotarły pod drogi każdemu Polakowi budynek parlamentu. Straszny, choć piękny w swej grozie był widok kolumn ciągnących w zwartym szyku ku świątyni, na której ołtarzu biło gorące serce dobrej zmiany. Czujne oczy obrońców z okien, blanków i baszt wpatrywały się w sunące na przedzie wózki inwalidzkie i inne machiny oblężnicze. Za nimi niczym mordercze jeże posuwały się czworoboki uformowane z aborcjonistek trzymających na sztorc czarne parasolki. Z tyłu w wężowym szyku wiły się długie po horyzont kolumny sędziów w togach, dzierżących topory, megafony i egzemplarze konstytucji. Nad tą przerażającą i krwiożerczą ciżbą pogan z barwami wojennymi na twarzach, z kolczykami w uszach i nosach, z pofarbowanymi dredami, łopotały tęczowe i unijne sztandary.

Niejedno patriotyczne serce zamarło w przerażeniu, w niejednej głowie zaświtała myśl o kapitulacji i ucieczce. Nawet Krystyna Pawłowicz znieruchomiała z widelcem uniesionym do ust, a mężny zazwyczaj Zbigniew Ziobro wszedł pod stół.

I wtedy rozległ się śpiew Barbary Bubuli, która na co dzień opiekowała się Przenajświętszą Drabinką, okadzała ją i dbała, by zawsze były na niej świeże kwiaty:

„Próżno przegrażasz mi, genderze srogi, 
Próżno diabelskie wzywasz w pomoc rogi,
Na próżno palisz i krwie nie żałujesz, 
Mnie nie zwojujesz!

Choćby tu przyszły z Brukseli tysiące, 
Choćby na smokach wojska latające, 
Nic nie wskórają miecz, ogień ni męże
Bo ja zwyciężę!”

Słysząc ten szczery, z serca płynący śpiew prostej kobiety, która nie ulękła się nadciągającego zła i śmiało rzuciła wyzwanie genderowi, obrońcy parlamentu ponownie nabrali odwagi. Zbigniew Ziobro wyszedł spod stołu, wygładzając garnitur, a Krystyna Pawłowicz przełknęła kęs sałatki.

Do zgromadzonych przemówił dowódca obrony Marek Kuchciński. Wysoko trzymając nad głową marszałkowski sekator, rzekł: – „Bramy piekielne nie przemogą mocy niebieskich. Uspokójcie się i otuchy w serca nabierzcie. Nie wstąpi noga gendera w te święte mury, nie będzie europejski zabobon guseł swych odprawował w tym przybytku czci i wiary”.

To rzekłszy wyszedł na blanki, by przeprowadzić inspekcję twierdzy i sprawdzić poczynione w minionych dniach przygotowania. Na szczytach murów dymiły już beczki z roztopioną smołą, wokół fortyfikacji stał zwarty kordon policjantów, a przed nimi błyszczały metalowe bariery, mające zatrzymać szarże wózków inwalidzkich.

Do organizowania obrony Marek Kuchciński zaprzągł całe swe doświadczenie i bogatą wiedzę ogrodniczą, sadząc cierniste żywopłoty w miejscach strategicznie kluczowych. Planował też otoczyć parlament fosą, która w preliminarzu budżetowym figurowała jako oczko wodne, oraz wypuścić na trawnikach wokół budynku pytony tygrysie. Niestety, pierwszy z zakupionych pytonów uciekł podczas transportu i służby Joachima Brudzińskiego nie zdołały go złapać. Zabrakło też czasu na zrealizowanie wszystkich tych projektów i w chwili inwazji parlament był tylko częściowo przygotowany do odparcia ataku, podobnie jak Polska w 1939 r.

Nagle za oknami rozległa się pierwsza salwa z megafonu gendera.

– „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! W imię Najczystszej i Najświętszej Bogarodzicielki! Na mury, bracia ukochani!” – krzyknął Piotr Gliński i rzucił się jako pierwszy, by razić celnym ogniem nacierającą czerń i zrzucać z blanków wdzierające się po drabinach aborcjonistki. Kto żyw, popędził za nim.

Łuna pożogi zapłonęła na niebie, korytarze wypełnił tupot nóg, zewsząd spadały pociski, strzały i ulotki. Stada spłoszonych dronów z panicznym trzepotem krążyły pod sufitem Sali Kolumnowej, zderzając się za sobą i rozbijając żyrandole.

Nie wszyscy jednak obrońcy pobiegli na mury. Joachim Brudziński schował za pazuchą kiszkę z nitrogliceryną i trotylem i wymknął się bocznym wejściem. Z grupką policjantów przekradł się do obozu wroga, gdzie znienacka pochwycił czwórkę zaskoczonych nieprzyjaciół. Próbowali się wyrywać, ale dzielni obrońcy parlamentu trzymali ich w morderczym uścisku. Pomagali sobie nawzajem i udzielali cennych rad: – „Przyduś go mocniej!”.

Najgroźniejsza zaś była Klementyna Suchanow, w obozie Dobrej Zmiany zwana Kolubryną i budząca tu powszechne przerażenie. Jej potężna sylwetka wprawiała w drżenie nawet najdzielniejszych mężów. Ją też pojmał oddział nieustraszonego Joachima Brudzińskiego. Po tym ciosie atakujący nie zdołali się już podnieść.

Nazajutrz dzień był pogodny, jeno mgły wisiały nad ziemią, ale niebo było czyste i rumiane od porannej zorzy. Biały tuman przesłaniał ulicę Wiejską i wedle zwykłego rzeczy porządku powinien był zakrywać parlament; tymczasem budynek unosił się nad mgłą, wysoko, wysoko, zupełnie jakby oderwał się od swej podstawy i zawisł w błękitach pod niebem.

– „W górę jeszcze idzie! W górę!” — krzyczeli oszołomieni siepacze gendera. – „Z oczu niknie!…”

I istotnie, tuman począł się podnosić na kształt drabinki ku niebu, budynek zaś, osadzony jakby na jej szczycie, zdawał się wzbijać coraz wyżej, jednocześnie zaś hen już pod samymi obłokami przesłaniał się coraz więcej białym oparem, rzekłbyś: roztapiał się, rozpływał, mącił, na koniec zniknął zupełnie z oczu. Została tylko drabinka przystrojona kwiatami i okadzona przez Barbarę Bubulę.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia

1. Ułóż w porządku chronologicznym heroiczne czyny oręża polskiego:
a. Obrona Westerplatte
b. Obrona krzyża smoleńskiego na Krakowskim Przedmieściu
c. Obrona Jasnej Góry
d. Obrona parlamentu przed genderem
e. Obrona doktoratu pana Prezesa
f. Obrona Lwowa

2. Do czego Marek Kuchciński chciał użyć pytona tygrysiego?
a. Do pilnowania Sejmu przed intruzami
b. Do wypłoszenia Małgorzaty Gersdorf z Sądu Najwyższego
c. Do pojmania Klementyny Suchanow
d. Do repolonizacji niemieckich mediów

Waldemar Mystkowski pisze o policji.

Brudzińskiemu nie udało się jeszcze całej policji przerobić na milicję, jeszcze niektórzy z policjantów się bronią.

Policja za czasów PiS najpierw przeistoczyła się w firma ochroniarską miesięcznic Jarosława Kaczyńskiego tudzież innych imprez pisowskich, a ostatnio dokonała zdecydowanej przemiany – w milicję.

Joachim Brudziński lepiej sobie poczyna jako minister spraw wewnętrznych. Mariusz Błaszczak miał spektakularne wyniki policji, która sypała konfetti na cześć zastępcy Zielińskiego oraz mord na komendzie we Wrocławiu na Igorze Stachowiaku.

Brudziński idzie szerszą ławą, policja używa przemocy jak milicja peerelowska, która chroniła PZPR. Policja zastrasza obywateli, wykręca i łamie ręce. Nie nosi identyfikatorów i możliwe, że mamy do czynienia nie tylko z milicją udającą policję, ale także zamiennikiem dawnego ZOMO, czyli WOT (Wojsk Obrony Terytorialnej). Ta ostatnia formacja od początku była przeznaczona do walki ze społeczeństwem obywatelskim, bo nie z zagrożeniem ze strony wrogów zewnętrznych. Na wojnie byłaby tylko mięsem armatnim.

Milicja Brudzińskiego postawiła zarzut propagowania totalitarnego systemu 49-letniej kobiecie, która na biurze PiS napisała „PZPR” i „Czas na sąd ostateczny”. A co miała napisać? PiS? Partia Kaczyńskiego jeszcze nie jest totalitarna, ale autorytarna – zmierza do totalitaryzmu.

Kobieta zaledwie porównała, a za metafory trzeba byłoby sadzać poetów, bo to oni tworzą porównania. Napis „PZPR” jest metaforą. Ale Brudziński może nie wiedzieć, z czym to się je, zaś milicja jego jest jak w starym dowcipie o milicjancie: „milicjant myśli”.

Chyba, że milicja uważa, że szerzeniem totalitaryzmu jest „czas na sąd ostateczny”. Ale to metafizyka, nauka o niebycie, którą praktykuje Kościół chrześcijański od 2 tysięcy lat. Totalitaryzm metafizyczny, który straszy piekłem i niebytem w niebycie.

Gdy w tym miejscu napiszę: Joachim Brudziński z PiS albo Joachim Brudziński z PZPR, nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że szerzę totalitaryzm, a wręcz przeciwnie przestrzegam przed nim. A więc owej 49-letniej kobiecie należy się laur za trafną metaforę, laur Zbigniewa Herberta.

Joachim Brudziński z PZPR postraszył posła PO Michała Szczerbę, który wymienił dwa nazwiska policjantów. Policjanci pełnią służbę publiczną i to pod nazwiskiem, tak jak poseł PO Michał Szczerba. Tak jak ja tutaj piszę pod nazwiskiem i pod nazwiskiem wydaję książki. Z wpisu posła opozycji wynika, że Brudzińskiemu nie udało się jeszcze całej policji przerobić na milicję, jeszcze niektórzy z policjantów się bronią.

Jak w jednej z największych metafor literackich Franza Kafki nie wszyscy przeistoczyli się w mroki nocy władzy PiS w Gregorów Samsów, w Karaluchów. Nie wszyscy policjanci są milicjantami i to jest sukces tej formacji od porządku publicznego.

Zgadzam się, że należy karać za propagowanie totalitaryzmu, ale nie za metafory. Mam nadzieję, że w przyszłości za napis „PiS” będzie kara, a ta partia już dzisiaj w prostych narzędziach literackich języka polskiego da się zdefiniować jako partia autorytarna, zmierzająca do totalitaryzmu.

Morawiecki jako pisowski neptek. Grupy interesu PiS. Nowa ordynacja wyborcza napisana pod fałszerstwa PiS

10 grup interesów w obozie władzy. Coraz silniejsze napięcia. Wszystko trzyma razem tylko i wyłącznie Jarosław Kaczyński. Txt: Oraz mapa.

Mateusz Morawiecki podobnie jak Beata Szydło jest w Unii Europejskiej ze swoimi pretensjami tak samo traktowany.

Polska pod władzą PiS coraz bardziej marginalizowana.

A ponadto – Morawiecki zapomniał o pomniku Jana Pawła II. We Francji go nie chcą. To tak ma wyglądać rechrystianizacja?

Robert Biedroń pokazuje mankamenty Morawieckiego.

– Premier Morawiecki rzeczywiście mówi ładnie w języku angielskim. Ale w Brukseli trzeba mówić językiem wartości europejskich, a takiego nie zna ani premier ani nikt z PiS-u. Zmiana na stanowisku prezesa rady ministrów niewiele wniesie, jeśli chodzi o podniesienie wartości demokracji w Polsce – skwitował Biedroń.

– Nie mogę pozwolić na to, żeby mnie poniżano, szargano, obrażano.  Mam dość – mówi Krystyna Malinowska, Obywatelka RP z Bydgoszczy. Pozwała Jarosława Kaczyńskiego. Żąda przeprosin. Dziś przed Sądem Okręgowym w Warszawie pierwsza rozprawa w tej sprawie. 

NEWSWEEK: Dlaczego pozwała Pani Jarosława Kaczyńskiego?

KRYSTYNA MALINOWSKA: Nie zgadzam się, żeby ciągle mnie obrażał. Zresztą nie tylko mnie, ale też wielu innych Polaków, którym nie podoba się postępowanie tej władzy. Słyszeliśmy już o sobie: „To nie są ludzie, którzy mają sprawne głowy, sprawnie myślą”. Słyszeliśmy, że jesteśmy gorszym sortem, nie patriotami. Zbyt często trzeba wysłuchiwać tego rodzaju obelg. Mam dość.

Pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego tłumaczy, że to niemożliwe, aby kiedykolwiek prezes panią obraził, bo nawet pani nie zna. 

To może odwróćmy sytuację i załóżmy, że mnie wolno o panu Kaczyńskim powiedzieć wszystko, co najgorsze i niech on mi nie wytacza sprawy w sądzie, bo przecież się nie znamy. To absurd. Ja zawsze bardzo uważam na to, co mówię. Gdy jestem na demonstracji i ktoś zaczyna krzyczeć hasła mogące obrazić Jarosława Kaczyńskiego, uciszam, apeluję, żeby nie używać wrogiego języka. Choć nie ma mojej zgody na to, co robi pan Kaczyński, to nie ma też mojej zgody na to, by na jego obraźliwe słowa odpowiadać obraźliwymi słowami.

A co do tego, że się nie znamy, to pan Kaczyński faktycznie mnie nie zna, ale wielokrotnie mógł mnie widzieć. Często staliśmy dość blisko siebie, na Krakowskim Przedmieściu. Od dawna jeżdżę do Warszawy protestować razem z Obywatelami RP, także w czasie tak zwanych miesięcznic smoleńskich, na których nie upamiętnia się ofiar katastrofy, a z pewnością nie wszystkie. Wymienia się wybiórczo tylko tych, którzy byli bliscy jednej partii. Nie ma mowy o pozostałych, ani o załodze samolotu. A przecież, jeżeli upamiętniać, to wszystkich. I jeżeli wspominać Lecha Kaczyńskiego, to takiego, jakim był i co mówił. Myśmy początkowo przychodzili tam i stali w milczeniu z banerem, na którym było zdjęcie Lecha Kaczyńskiego i jego słowa o tym, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i niepodważalne. To chyba strasznie bolało pana prezesa, bo nie dość, że musiał patrzeć na twarz swojego brata, to jeszcze na jego słowa, z którymi przecież najwyraźniej się nie zgadzał. To był właśnie ten czas, gdy rząd odmawiał publikowania wyroków i trwał demontaż Trybunału.

Pan Jarosław Kaczyński, gdy mówił o zdrajcach, patrzył na nas, nas wskazywał palcem. A później mówił o białych różach, z którymi przychodziliśmy, że to symbole skrajnej nienawiści i skrajnej głupoty. Skoro mówił do nas i nas pokazywał palcem, nie może teraz udawać, że mówił tak sobie, do nikogo, w pustkę. Z czasem, żeby pan prezes Kaczyński nie musiał na nas patrzeć, zaczęto zasłaniać nas parawanami. Wtedy skończyliśmy protestować milcząco, zaczęliśmy się odzywać.

Wiadomo, w „tradycji zdrady narodowej”… „To jest w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków”…

Sugestie, że ten, kto nie zgadza się z postępowaniem tej władzy i kto szuka pomocy w Unii, jest zdrajcą, osobiście mnie dotykały. Uważam, że gdy w kraju źle się dzieje, to wręcz obywatelskim obowiązkiem jest reagować. I jak trzeba, to informować też Unię Europejską. Ja wysyłałam listy zarówno do europarlamentarzystów, jak i komisarzy unijnych. Tłumaczyłam na angielski i francuski, wszystkie słałam z nagłówkiem: „Krzyk rozpaczy”.

Była jakaś reakcja na te listy?

Dostałam odpowiedź z biura Donalda Tuska, że dziękują, monitorują sytuację w Polsce. Z biur innych urzędników unijnych odpowiedzi były w podobnym tonie. Tylko te od europarlamentarzystów wybranych z ramienia PiS, były zupełnie inne.

Do nich pani też napisała?

Oczywiście. W odpowiedzi dostałam listy pełne oburzenia, jak w ogóle mogłam do nich napisać!

Pani w ogóle dużo pisze.

Mam nie reagować? Gdy pan Jarosław Kaczyński z sejmowej mównicy krzyczał do posłów opozycji: „nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata, zniszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami”, poczułam się dotknięta. Oskarżył posłów o najcięższą zbrodnię. Obraził ich. A równocześnie przecież tak jakby mnie napluł w twarz, i jakby napluł tym wszystkim, którzy tych posłów wybrali, którzy czują się przez nich reprezentowani.  Złożyłam w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa czyli znieważenia funkcjonariuszy publicznych. To samo zrobiłam, gdy „zdradzieckimi mordami” nazwała opozycję pani poseł Krystyna Pawłowicz.

Reakcja prokuratury?

Umorzenie. Jednak uważam, że trzeba składać zawiadomienia. Nie puściłam mimo uszu słów, jakie wobec kobiet idących w Czarnym Proteście użył Roman Sklepowicz. Wystąpiłam do prokuratury. Tak samo, jak w przypadku senatora Waldemara Bonkowskiego, który o protestujących przeciw temu, co robi PiS, mówił, że to stare upiory bolszewickie, ubeckie wdowy, oczadzeni i pożyteczni idioci. Jeszcze nie wiem, co z tym zrobi prokuratura, na razie nie mam odpowiedzi. Gdy wystąpiłam do prokuratury po słowach posłanki Małgorzaty Gosiewskiej, która nazwała nas zwyrodnialcami, bydłem, swołoczą, nie dopatrzono się przestępstwa. Przygotowuję prywatny akt oskarżenia.

Chce się pani?

Nie chce się. Ale muszę. Nie mogę pozwolić na to, żeby mnie tak nieustannie poniżano, szargano, obrażano.  To jest też rodzaj protestu przeciwko temu, co się dzieje. Cóż więcej mogę zrobić, niż domagać się, by ci ludzie odpowiedzieli za swoje słowa? By następnym razem nie rzucali ich tak lekko pod adresem współobywateli.

Trzeba jednak niezłej wytrwałości. Pozew przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu złożyła pani w lutym ubiegłego roku. A sprawa rusza dopiero teraz.

Byłam wzywana do uzupełnienia dokumentów, uzupełniałam, po czym znów przychodziła prośba, żeby coś dosłać…

Domaga się pani przeprosin i wpłacenia 20 tys. zł na cele charytatywne. 

Najważniejsze są przeprosiny. Jednak gdyby sąd zdecydował, że pan Kaczyński ma coś wpłacić na rzecz innych, to bardzo bym chciała, żeby to była fundacja, która wspiera takie niepełnosprawne dzieci, jak mój wnuk. Nikodem ma 11 lat, wymaga stałej opieki i od tragicznej śmierci jego ojca, to ja się nim opiekuję. Może – w rozumieniu pana Jarosława Kaczyńskiego – ktoś taki, jak ja, kto zajmuje się osobą niepełnosprawną, sam nie jest w pełni sprawny? Szczególnie umysłowo?

A może pani jest w tej grupie, która protestuje, bo została „oderwana od koryta”? Często zarzuca się protestującym, że bronią tego, co było, bo za poprzedniej władzy dorobili się fortuny.

– Żadna władza w zasadzie nigdy nic mi nie dała. Urodziłam czworo dzieci, dla żadnego nie udało się zdobyć miejsca w przedszkolu, a że ja pracowałam i mąż pracował, musieliśmy się dzielić obowiązkami i zmieniać przy dzieciach. On szedł do pracy rano, ja brałam popołudnia oraz nocki. Udało nam się tę czwórkę wykształcić, pracują, odprowadzają podatki. Ja, żeby zająć się wnukiem, musiałam zrezygnować z pracy, za co dostałam od państwa co miesiąc 520 zł. To było w 2011 roku, za rządów PO–PSL. Jednak rok później już mi to świadczenie zabrano i przez ponad 3 lata byłam bez pieniędzy. Nikogo nie interesowało czy mam za co żyć. Odwoływałam się. Sprawa oparła się o NSA i w końcu usłyszałam, że zabranie mi tego świadczenia było bezprawne. Znów zaczęłam dostawać te 520 zł.

To wszystko?

Choć z zapisu konstytucji i z deklaracji tego rządu wynikałoby, że niepełnosprawni mogą liczyć na szczególną pomoc państwa, to jedyne wsparcie dla mojego wnuka sięga 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego. 500+ mu nie przysługuje.

Nie boi się pani? Wystąpić przeciw najważniejszej osobie w państwie? I wychodzić na protesty? Przecież policja nie stoi bezczynnie. Coraz więcej osób spisuje, zatrzymuje. Są dotkliwe kary finansowe. Mogą jednym mandatem zabrać pani cały miesięczny dochód.

Gdybym powiedziała, że się w ogóle nie boję, to bym skłamała. Staram się nad tym jakoś panować, choć naprawdę mam wrażenie, że wracamy do systemu, który już był, i który tak właśnie działał, że ludzi paraliżowało się strachem.

Komisja Europejska przygotowuje się do wdrożenia po raz pierwszy w historii Wspólnoty postępowania w oparciu o art. 7 traktatów unijnych z powodu „jednoznacznego niebezpieczeństwa poważnego naruszenia praworządności” – piszą w „Sueddeutsche Zeitung”.

Decyzja ma zapaść w środę, jeżeli nowy premier Polski Mateusz Morawiecki w konflikcie o polski wymiar sprawiedliwości nie obieca zmiany stanowiska – tłumaczą autorzy.

Chwilę przed północą PiS dokonał zmian w kodeksie wyborczym. Wprowadzono dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, wydłużono kadencję samorządów do 5 lat. Po wyborach w 2019 r. Państwowa Komisja Wyborcza w obecnym składzie przestanie istnieć.

 „Ta ustawa nie zwiększa udziału obywateli w niczym” – mówił poseł PO Jan Grabiec, nawiązując do nazwy projektu PiS zmieniającego ordynację wyborczą: „Projekt o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych”.

Nowoczesna chciała, by głosowanej ustawie nadać tytuł „o zmianie niektórych ustaw w celu podporządkowania Polski lokalnej partii PiS”.

W czasie głosowań Marek Sowa z Nowoczesnej zarzucił marszałkowi Sejmu Markowi Kuchcińskiemu, że nie zna treści poprawek, nad którymi głosuje Sejm. Sowa odniósł się do poprawki, w myśl której o wyborze szefa Krajowego Biura Wyborczego decydować będzie minister spraw wewnętrznych. Sowa powiedział, że jest ona „o armii Błaszczaków, którzy nadciągają do Polski lokalnej. Tak jest – jeden Błaszczak w MSWiA, drugi Błaszczak w KBW, dwóch Błaszczaków jako komisarze polityczni i 5 tysięcy Błaszczaków jako urzędnicy wyborczy”.

Jacek Protas z PO mówił, że PiS proponował pakiet demokratyczny, a serwuje demokrację pakietową, gdzie pakiet kontrolny ma trzymać jedna partia. Poseł PO stwierdził, że PiS zawłaszczy instytucję, która odpowiedzialna jest za przeprowadzenie niezależnych wyborów. – „To szatański pomysł” – stwierdził Protas.

PiS zniósł możliwość głosowania korespondencyjnego w wyborach. – „Dlaczego osoby niepełnosprawne nie będą miały prawa uczestniczyć w wyborach? Dlaczego robicie to pięciu milionom ludzi?” – pytała PiS jeszcze przed głosowaniami Joanna Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. Błażej Parda z klubu Kukiz’15 mówił, że „chociażby to miał być oddany tylko jeden głos w głosowaniu korespondencyjnym, warto to robić. Nie szanujecie w ogóle ludzi i ich głosów” – zwrócił się do posłów PiS.

Jednomandatowe okręgi wyborcze pozostawiono tylko w gminach do 20 tys. mieszkańców. Do tej pory ordynacja większościowa obowiązywała we wszystkich gminach z wyjątkiem miast na prawach powiatu.

Prof. Tadeusz Gadacz (filozof) skomentował wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego z okazji 36 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego.

Polska protestująca przeciw niszczeniu kraju (sądownictwa) przez PiS. Michnik, Lupa, Bodnar, Michalski

„Wolne sądy! Wolne wybory! Wolna Polska!” – pod takim hasłem w 123 miejscach, nie tylko w Polsce, ale także w Chicago, Dublinie, Kopenhadze czy Londynie odbywały się protesty przeciwko zamachowi PiS na niezależność sądownictwa. Przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy.

Czy Polacy zdołają uratować demokrację w Polsce?

Przeciw sobie mają całą machinę władzy sprawowane przez PiS. To są niewątpliwie wrogowie oczyzny, naszych wolności.

Adam Michnik w rozmowie ze Sławomirem Sierakowskim: Będę wydawał „Wyborczą” w podziemiu.

O co ostatecznie chodzi Kaczyńskiemu?

O władzę.

Tylko o władzę?

O władzę i zemstę na liberałach i na Tusku.

On wierzy w zamach smoleński, czy tylko gra nim?

Wielokrotnie się zastanawiałem nad tym. Przypuszczam, że gra. Ale był taki moment, kiedy wydawało mi się, że wierzy. Jak tam znaleźli, nie pamiętam co, chyba trotyl, on powiedział, że to zbrodnicze było. Ale w tej chwili już te kolejne coraz bardziej wydumane teorie spiskowe, jak bomba termobaryczna, skłaniają mnie do przekonania, że Kaczyński tylko to rozgrywa.

Uważasz, że PiS się rozleci pod wpływem konfliktu wewnątrz?

Gdy Kaczyński odejdzie, to tak.

A wcześniej? Ludzie z PiS-u mówią mi, że oni sami się nawzajem więcej podsłuchują niż nas.

Nie, dopóki jest Kaczyński, to nie.

Dlaczego Kaczyński toleruje Macierewicza? Nie boi się, że tamten może zabrać mu choćby 2% poparcia, co może wystarczyć do przegranej z PO. Te wybory zawsze były o włos. To po to pozbierał te drobiazgi Ziobry i Gowina.

No tak, oczywiście, tak było. Słuchaj, Macierewicz jest tam dlatego, on nie ma wielu szabel. On ma wielu zwolenników w tym smoleńskim ludzie, ale to się nie przełoży na głosy.

Poza zdziesiątkowaniem przywódca, obsypał to wojsko złotem. A z rodzinami to jest 200 tys. ludzi.

Ale jak on odejdzie z PiSu, to się na nic nie przełoży, przestanie istnieć.

To dlaczego Kaczyński go trzyma?

Bo on wie, że Antek przed niczym się nie cofnie.

A czy w świetle faktów ujawnionych przez Tomasz Piątka, dziennikarza twojej gazety, a także tego, co ujawnili inni, m.in. z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Guardian”, uważasz, że Macierewicz może być rosyjskim agentem, albo jakoś inaczej być uwikłany w rosyjską sieć biznesowo-polityczną?

Agentem nie jest. Ale ma dziwne otoczenie.

Dlaczego PiS nie reaguje na sieć prorosyjskich polityków, byłych agentów i innych podejrzanych typów wokół Macierewicza? Kaczyński musi przecież zdawać sobie z tego sprawę.

Dobre pytanie. Ale do Kaczyńskiego.

Co takiego może mieć Macierewicz na Kaczyńskiego? Zachowuje się jak jedyny niezależny polityk w tym obozie władzy.

Nic nie ma, żadnych haków. Ma swój fanatyzm i cynizm.

Znasz Macierewicza z czasów opozycji. Jak tłumaczysz sobie te jego powiązania? On może być rosyjskim agentem czy tylko zachowuje się i niszczy polską obronność jakby nim był? Jedynym zadowolonym z wyrzucenia 90% polskiego dowództwa i unieważnienia najważniejszych kontraktów zbrojeniowych może być Rosja.

No właśnie.

Prezydent zawetował dwie z trzech ustawy o przejęciu kontroli nad sądami przez rząd. Myślisz, że on może naprawdę oprzeć się Kaczyńskiemu? Czy to tylko spór w rodzinie, w którym stawką jest oddawanie więcej szacunku prezydentowi i nic więcej?

Nie wierzę w niezłomność prezydenta Dudy.

PiS w ostatnim sondażu ma 47%, PO zaś 16%, wierzysz, że to można jeszcze odwrócić przed wyborami? Co by się musiało stać po stronie opozycji?

Pocieszam się, że Gierek miał jeszcze więcej. Róbmy, co trzeba, będzie, co może.

Wybitny reżyser teatralny Krystian Lupa w rozmowie z Agnieszką Kublik mówi:

– To, co działo się wokół Trybunału Konstytucyjnego, i to, co działo się wokół sądów nomen omen, to Kafka żywcem wycięty. To wynaturzenie prawa i sprawiedliwości, rozmiar absurdu smoleńskiej religii i rozmiar krzywdy ludzkiej jest większe niż u Kafki. I nie chodzi tu o to, czy się strzela do ludzi, być może i to nas nie ominie. Myślę, że jeśli nie otrząśniemy się w ciągu dwóch lat, to może pójść jeszcze o wiele dalej.

Adam Bodnar na antenie TVN24 mówił o trwających w piątek w całym kraju protestach przeciwko zmianom w sądownictwie oraz o pracach nad prezydenckimi projektami: ustawy o Sądzie Najwyższym i nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Drugie czytanie projektów zaplanowano na 6 grudnia.

Bodnar ocenił, że „jesteśmy niestety w takim momencie naszych dziejów, że metody prawne rozwiązywania problemów, czyli metody, które zapewniały dialog, które się odbywały w ramach określonych konstytucją procedur, zastępujemy metodami protestu politycznego, protestu na ulicy, protestu poprzez odezwy, petycje, różnego rodzaju stanowiska”.

Jego zdaniem wątpliwości budzą także negocjacje prezydenta Andrzeja Dudy z PiS w sprawie zmian w jego projektach ustaw o KRS i SNTen tryb, w którym prezydent negocjuje z partią rządzącą wyłącznie, i nikt nie jest dopuszczany, i nie wiemy co jest przedmiotem negocjacji, jaka jest treść poprawek, w jakim kierunku to podąża, to jest to oczywiście coś, co nie powinno mieć absolutnie miejsca w państwie demokratycznym – podkreślił Bodnar.

Cezary Michalski:

„Zomowcy procedury” z PiS kompletnie ubezwłasnowolnili polski Sejm. Szczerze mówiąc, pierwsze czytanie nowego prezydenckiego projektu ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym okazało się totalną fikcją i blagą. Właściwie chcąc być precyzyjnym, należałoby opatrzyć cudzysłowem proceduralne pojęcie „pierwsze czytanie”.

Formalnie, w świetle teoretycznie wciąż obowiązującej Konstytucji III RP, Sejm jest głównym ośrodkiem władzy ustawodawczej, to on pracuje nad stworzeniem prawnego ładu polskiego państwa – albo drobiazgowo analizując, dyskutując i wypracowując ostateczny kształt trafiających do niego prezydenckich czy rządowych projektów ustaw, albo zgłaszając własne inicjatywy ustawodawcze.

Kaczyńskiego nie było

W przypadku obecnych ustaw o KRS i SN, podobnie jak w przypadku wielu innych ustaw kluczowych dla polskiego systemu prawnego, a w tej kadencji często nawet łamiących konstytucję, gdyż zmieniających ustrój państwa zwykłą większością, „pierwsze czytanie” nie wzbudziło żadnego zainteresowania większości parlamentarnej PiS i jej satelitów. To ławy większości ziały pustkami, to jej lidera Jarosława Kaczyńskiego nie było na sali, to dyspozycyjny prokurator stanu wojennego, a dziś najbardziej zdyscyplinowany jurysta Kaczyńskiego Stanisław Pioptrowicz był jedynym człowiekiem zainteresowanym jak najszybszym przepchaniem tekstu obu ustaw przez Izbę do komisji. Tam przeprowadzi się błyskawiczną korektę – albo zgodnie z nieformalnymi, przeprowadzonymi pod stołem i za grubą kurtyną negocjacjami pomiędzy Kaczyńskim i Dudą, albo znów próbując oszukać prezydenta i łamiąc wspólne ustalenia.

>>>

Duda w imadle. Z jednej strony protestujący, z drugiej Kaczyński. Z dziejów potworności

„Suweren mówi: nie”.

To było główne hasło niedzielnych protestów w całej Polsce. Gorąca polska jesień dopiero się zaczyna. Co tu dużo mowić: ogromne lipcowe protesty zostały zaprzepaszczone, protestujacy ograni i wygaszeni przez Dudę.

Na nowo trzeba budować emocje obywatelskie, bo Polakom proponuje się zamordyzm. Dwa projekty ws. sądownictwa Dudy łamią Konstytucję i są bardzo podobne do pisowskich zawetowanych przez niego, sądy mają być zależne od polityków PiS. To nie jest demokracja, to jest partyjniactwo, autokracja.

Młody poseł Łukasz Rzepecki, który został wyrzucony z PiS, ma świetny pomysł, aby wyrzucić Kaczyńskiego z PiS.

Jak to zrobić?

Kaczyński powinien być usunięty z polskiej polityki, jak zepsuty ząb ze szczęki. Z jego powodu próchnica przenosi się na innych. Zaraża.

Kaczyński podał Dudzie czarną polewkę, wszak stary PiS-owski pomysł na Konstytucje zasadzał się wprowadzeniu systemu prezydenckiego. Prezes PiS powiedział: nie! Nie ma się co dziwić, prezydentem nie będzie, najwyżej premierem.

„Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę, i to bez realnej kontroli” – powiedział Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”.

Duda znalazł się w imadle – z jednej strony protestujący z KOD, opozycji i „Łańcuchów światła”, z drugiej Kaczyński ze swymi rzygami w rodzaju: kanalio, mordo zdradziecka.

Kto Dudę bardziej zgniecie, a może przekona do siebie?

Z takiego imadła głowa wychodzi zdeformowana. Czyżbyśmy wszyscy przyłożyli rękę do powstania potwora?

Post Navigation