Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “lewica”

Ziobro puka do Kaczyńskiego

Nikomu bardziej nie zależało na utrzymaniu większości w Sejmie niż Jarosławowi Kaczyńskiemu. Lider PiS doskonale zdaje sobie sprawę, że to u niego najszybciej pojawiłby się prokurator. I wcale nie dotyczy to łamania konstytucji i sprawowania władzy.

Obóz Zjednoczonej Prawicy ma tak wiele za uszami, że boi się utraty władzy jak ognia. A nawet więcej – dla wielu polityków PiS i jego sojuszników z Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry to gra o polityczne być albo nie być. Wielokrotne łamanie konstytucji, regulaminów Sejmu i Senatu, wątpliwe decyzje ekonomiczne dotyczące spółek skarbu państwa i nieczyste układy na styku władzy i prorządowych mediów… Worek przewin jest ogromny, ale takie postępowania wymagałyby czasu.

Jarosław Kaczyński sprytnie uniknął wikłania się na papierze w delikty konstytucyjne i ustawowe. Miał od tego Beatę Szydło czy Beatę Kempę, które nie publikowały wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Miał od tego posłów, którzy zgłaszali ustawy sprzeczne z konstytucją, miał prezydenta Andrzeja Dudę firmującego zamach na wymiar sprawiedliwości.

Ale jest jedna sprawa, która Kaczyńskiego nie ominie, jeśli zmieni się władza i układ sił w Sejmie. To sprawa 50 tys. zł łapówki dla księdza Rafała Sawicza, bez którego zgody nie można było rozpocząć poważnych zabiegów o budowę drapacza chmur na działce należącej do związanej z PiS spółki Srebrna.
Spowinowacony rodzinnie z Kaczyńskim austriacki biznesmen Gerald Birgfellner, któremu prezes PiS zlecił przygotowanie projektu, zeznał w prokuraturze, że osobiście wręczył kopertę z 50 tys. zł na Nowogrodzkiej. Że był tam wraz z żoną, że były inne osoby, w tym sam ks. Sawicz. Słowem kilku świadków. Dostarczył wyciąg z konta bankowego.

Sam Sawicz, który porzucił czynne duchowieństwo jeszcze przed ujawnieniem afery przez „Wyborczą”, a po naszej publikacji zniknął, przez pełnomocnika oznajmił, że jest do dyspozycji organów ścigania. I, co najważniejsze, nie zaprzeczył, że 50 tys. zł dostał.

Prokuratura pod butem Zbigniewa Ziobry od lutego nie podjęła decyzji, czy wszcząć śledztwo ws. oszukania Birgfellnera przez Kaczyńskiego, który ostatecznie odmówił Austriakowi zapłaty za wykonane prace nad projektem. Nie można więc przesłuchać nikogo poza samym biznesmenem i zweryfikować jego zeznań, przesłuchując świadków, w tym samego Sawicza i Kaczyńskiego. To chroni prezesa PiS przed odpowiedzialnością karną.

Dlatego 24 godziny od zamknięcia lokali wyborczych do czasu ogłoszenia oficjalnych wyników głosowania musiały być dla Kaczyńskiego bardzo nerwowe. Łopatologiczna propaganda prorządowych mediów i kolejne miliardy na obietnice ostatecznie dały obozowi władzy niewielką przewagę w Sejmie, ale już nie w Senacie.

Tak, Kaczyńskiemu jako doktorowi prawa najbardziej zależy na tym, by opozycja nie mogła utworzyć rządu i odblokować prokuratury, a w parlamencie nie powstała większość skłonna odebrać prezesowi PiS immunitet.

Bo wtedy nie byłoby mrzonek o Trybunale Stanu dla czołowych polityków Zjednoczonej Prawicy, ale zwykłe postępowanie prokuratorskie w prostej sprawie o wręczenie łapówki.

Kmicic z chesterfieldem

W normalnym państwie można by taki pomysł obśmiać. Ale PiS ze środowisk postulujących taką edukację zrobił wroga publicznego, niszczycieli polskiej rodziny, deprawatorów dzieci i nihilistów.

To do nich wołał prezes Kaczyński: „Ręce precz od naszych dzieci”. To także ich miał na myśli abp Jędraszewski, głosząc o „tęczowej zarazie”. W takiej sytuacji można się spodziewać, że obywatelska inicjatywa mająca błogosławieństwo Kościoła zostanie przez parlament uchwalona. Będziemy wtedy chyba jedynym krajem w Europie i ewenementem na skalę światową, gdzie edukacja seksualna nie tylko nie jest w szkołach wykładana, ale jest zakazana i karana więzieniem.

Nauczanie seksualne jako przestępstwo

Na wznowionym po wyborach posiedzeniu Sejmu jednym z punktów było pierwsze czytanie projektu obywatelskiej inicjatywy Stop Pedofilii, który wprowadza do kodeksu karnego nowe przestępstwo: nauczania seksualnego. Przepis ma brzmieć tak: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi…

View original post 5 130 słów więcej

 

Schetyna musi odejść? Raczej nie, bo pomagamy Kaczyńskiemu

Wybory parlamentarne 2019. W kampanii patologię władzy, korupcję, jej afery ujawniały jedynie media. Nie słyszałem wyraźnych, mocno krytycznych słów ze strony polityków opozycji. Dlatego uważam, że w Platformie potrzebne są odważne zmiany i nowe przywództwo – wyniki wyborów komentuje Władysław Frasyniuk, legendarny opozycjonista z czasów PRL.

– Wstępne wyniki wyborów pokazały, że z naszej, czyli opozycyjnej strony nie było tak mocnej oferty, która zapewniłaby wygraną. Ale jak mogło być inaczej, jeśli to Olga Tokarczuk, laureatka Literackiej Nagrody Nobla, wygłosiła najbardziej porywające przemówienie w czasie tej kampanii wyborczej – mówi Władysław Frasyniuk.

Wybory parlamentarne 2019. Nobel dla Tokarczuk a wynik

Jak podkreśla Frasyniuk, nikt z opozycyjnych polityków nie mówił tak wyraźnie jak Tokarczuk o zagrożeniu demokracji w Polsce.

Dlatego głęboko wierzył, że słowa naszej wybitnej pisarki mogły wpłynąć na niższe poparcie niedemokratycznych partii.

– W kampanii patologię obecnej władzy, korupcję, jej afery ujawniały i pokazywały jedynie media. Nie słyszałem wyraźnych, mocno krytycznych słów ze strony najważniejszych polityków opozycji. Dlatego uważam, że w Platformie potrzebne są odważne zmiany i nowe przywództwo. W kontekście przyszłości widzę przestrzeń dla dwóch silnych formacji – liberalnej oraz lewicowej, które wspólnie będą w stanie odsunąć PiS od władzy – podkreśla.

I dodaje: – Źle wróży Polsce fakt, że do Sejmu mogą wejść posłowie Konfederacji. W tym przypadku nie mam cienia wątpliwości, że to Jarosław Kaczyński ze swoim nacjonalizmem uruchomił nacjonalizm, jak nową formę patriotyzmu, i stworzył przestrzeń dla tak nacjonalistycznych, podważających demokrację ugrupowań. Paradoksalnie kilka dni przed wyborami słyszałem głosy, że Konfederacja razem z partiami opozycyjnymi miałaby w koalicji odsunąć obecną władzę. Takie podejście źle świadczy o opozycji. Wstępne wyniki komentuję na gorąco, chwilę po ich ogłoszeniu, dlatego ciągle mam nadzieję, że one jeszcze się zmienią, że PiS będzie miał poparcie niższe niż 40 procent, a Konfederacja nie wejdzie do Sejmu.

Xerofas

Zakończyła się cisza wyborcza. Oto pierwsze, sondażowe wyników wyborów:

PiS – 43,6 proc.

Koalicja Obywatelska – 27,4 proc.

Lewica – 11,9 proc.

PSL – 9,6 proc.

Konfederacja – 6,4 proc.

Inne – 1,1 proc.

Wyniki exit poll Ipsos, źródło: TVN24.

Pracownia IPSOS, która przeprowadza badanie exit poll dla wszystkich stacji telewizyjnych, przedstawia następujący możliwy rozkład głosów w Sejmie.

Prawo i Sprawiedliwość – 239 mandatów

Koalicja Obywatelska – 130 mandatów

Lewica – 43 mandaty

PSL – 34 mandaty

Konfederacja – 13 mandatów

Większość zwykła w Sejmie wynosi 231 mandatów.

Jeśli potwierdzą się wyniki sondażowe, PiS utrzyma większość w Sejmie, choć patrząc na przemawiającego Jarosława Kaczyńskiego w sztabie PiS, dostrzec można było rozczarowanie, że jego partia nie będzie miała większości konstytucyjnej. – „Jeśli wynik sondażowy się utrzyma, przed nami kolejne cztery lata rządzenia, czeka nas refleksja nad tym, co się udało i nad tym, co spowodowało, że pewna część społeczeństwa uznała…

View original post 2 279 słów więcej

 

Pisowscy gangsterzy

W czasie dzisiejszego programu Kawa na Ławę (TVN24) doszło do dyskusji na temat prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio – czytaj >>>

Program Koalicji Obywatelskiej >>>

Donald Tusk – tutaj >>>

W najnowszym Newsweeku rozmowa Tomasza Lisaa z pisarzem, Jackiem Dehnelem o tym co w Polsce spotyka geja, o faszystowskim języku władzy, tchórzliwych świeckich katolikach i o raczej czarnych scenariuszach dla Polski.

Kmicic z chesterfieldem

Premier wykazuje totalny brak wiedzy o Katowicach, a więc mieście, z którego startuje w najbliższych wyborach do Sejmu. PiS-owski polityk wymyślił teraz nazwę nowej dzielnicy.

Na sobotniej konwencji PiS w Opolu Morawiecki mówił o tym, że górników postrzelonych w kopalni Wujek, przewożono do szpitala w „Ligacicach”. Problemem jest to, że takiej dzielnicy nawet nie ma.

Wpadkę premiera zauważył poseł Borys Budka, który podzielił się informacją z internautami. „Panie Premierze, w #Katowice nie ma takiej dzielnicy jak „Ligacice”. Może chodziło o Ligotę? A może o Bogucice? PS Jeśli mogę w czymś jeszcze pomóc w naszym okręgu, proszę pisać 😉” – napisał na Twitterze działacz Koalicji Obywatelskiej.

View original post 1 123 słowa więcej

 

Antychrześcijańskie wartości Kaczyńskiego

Adrian Zandberg (Lewica Razem/Razem) skomentował wystąpienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w Lublinie.

Komentarz Zandberga

Kmicic z chesterfieldem

Sprawa tajemniczej śmierci byłego boksera Dawida Kosteckiego zaczyna być coraz bardziej bulwersująca. Już chyba mało kto wierzy w oficjalną wersję, w ramach której popełnił on samobójstwo, leżąc na więziennej pryczy. Co zdecydowanie zastanawiające, prokuratura zamiast wyjaśniać wątpliwości w tej sprawie, wywołuje coraz więcej pytań, nasilając wręcz wrażenie, że coś w niej ukrywa. Sytuacja, w której jeden ważny świadek, mający olbrzymią wiedzę o kulisach afery, w którą zamieszanych może być szereg VIP-ów z Podkarpacia, w tym prominentnych polityków obozu władzy, kontrolującego przecież prace prokuratury powinna postawić na nogi nawet największych sympatyków PiS. Tak bowiem nie działa państwo normalne, uczciwe i otwarte.

Reporterzy Radia Zet dotarli do listu, jaki do prezesa partii rządzącej Jarosława Kaczyńskiego napisała żona Dawida Kosteckiego. Ujawniła ona w nim bardzo niepokojące wydarzenia z celi swojego męża.

“(…) Od miesiąca robię wszystko co możliwe, by wyjaśnić sprawę śmierci mojego męża. (…) Nigdy nie uwierzę, że Dawid mógł się…

View original post 1 433 słowa więcej

 

Jak PiS zdobył władzę?

Pytania, kto w rzeczywistości był pomysłodawcą i organizatorem tzw. afery podsłuchowej, która w dużej mierze przyczyniła się do wyborczej przegranej koalicji PO-PSL, dziś już niemal nikt nie stawia. To o tyle dziwne, że z ustaleń części prywatnych mediów wynikało, że tropy w tej kwestii prowadzą za wschodnią granicę i mogą sugerować aktywny udział rosyjskich służb specjalnych. Dla prawicowych wyznawców teorii o tym, że to one rządzą dziś światem, powinny przecież wywoływać strach, że skoro potrafili obalić rząd poprzedni, odpalając aferę w kluczowym momencie roku wyborczego, to w ten sam sposób mogą zakończyć erę “dobrej zmiany”. O tym, że jest ku temu sposobność, mogą świadczyć zeznania kelnerów z restauracji “Sowa i przyjaciele”, którzy wspominali o taśmach obciążających Mateusza Morawieckiego.

Mimo istnienia takiego teoretycznego zagrożenia, pisowska prokuratura tych wątków nie bada, nie podejmując też podsuwanych przez media tropów. Sprawia to wrażenie, że takiego obrotu sprawy się nie obawiają, bo być może sami w przygotowaniu afery i jej medialnym kreowaniu uczestniczyli. Mają też kozła ofiarnego, który został skazany i właśnie trafił do polskiego zakładu karnego.

Problem jednak w tym, że Marek Falenta siedzieć za kratami nie chce, nie poczuwając się do odpowiedzialności. Nie zamierza też być bierny – właśnie złożył do prezydenta Andrzeja Dudy trzeci już wniosek o ułaskawienie. Tym razem jednak mówi już wprost, że jeśli nie zostanie on rozpatrzony pozytywnie, to zdecyduje się on napisać książkę o kulisach afery podsłuchowej, której to przecież nie politycy obecnej opozycji mogą stać się głównymi bohaterami. Być może dowiemy się, jak to naprawdę było z bliskimi kontaktami biznesmena z politykami PiS, obietnicami intratnej fuchy w państwowych strukturach w zamian za pomoc w obaleniu poprzedniego rządu, czy faktyczną treścią nagrań z obecnym premierem. Ta książka niewątpliwie bardzo szybko stałaby się bestsellerem, pokazując to, o czym Prawo i Sprawiedliwość pod żadnym pozorem nie chce głośno mówić.

A może jest też tak, że służby specjalne jednak faktycznie rządzą światem i właśnie podjęły decyzję o uruchomieniu procesu obalania rządów Zjednoczonej Prawicy. Pokażą najbliższe miesiące.

Depresja plemnika

Na jednym z najlepszych uniwersytetów polskich w dużym ośrodku wielkomiejskim na kierunku biologia w ogóle studenci nie uczą się jednej z najważniejszych teorii, jakie powstały w historii nauki. Bo teoria ewolucji – próbują się bronić jej adwersarze – już dawno przestała być hipotezą roboczą, a nawet teorią i jak żadna inna idea nie zdobyła tylu poważnych argumentów i dowodów paleontologicznych.

Problem w tym, że dyskutujący z Kościołem nie znają się ani na biologii, ani filozofii, a tym bardziej – psychologii religii czy teologii, choćby własnego wyznania. Problem w tym, że spada poziom nauki i edukacji – w szkole nie usłyszysz o najnowszych ustaleniach neuroteologii, “hełmie Boga”, poważnych pracach z kosmologii, które nie tylko wykluczają “stwórcę”, czyniąc go zbędną hipotezą, ale wręcz logicznie argumentują, że kosmos stworzony nie byłby taki, jak jest i jaki poznajemy dzięki nauce, a nie dzięki religii.

Nie przeczę, że ważne są “społeczne” i socjalno-bytowe kwestie kościelne…

View original post 1 921 słów więcej

 

Manipulacja prawa prawem to fakt

Znakomity komentarz Wandy Nowickiej na temat bezprawia, które dotkęło Polskę.

przyszedłCzas

manipulacja

manipulacja1

manipulacja2

Józef Oleksy nie żyje. Były premier zmarł dziś po długiej walce z rakiem. Miał 68 lat

oleksy3

oleksy4

oleksy5

oleksy6

oleksy7

oleksy8

oleksy9

oleksy10

oleksy11

oleksy12

Wojciech Czuchnowski, Agata Nowakowska

Wyborcza.pl

Olejniczak: SLD – czas sztandary wyprowadzić

olejniczak4

Wojciech Olejniczak okrutnie rozprawił się z SLD w rozmowie z Katarzyną Kolenda-Zaleską.

olejniczak1

Im więcej mówił, tym bardziej był okrutny.

olejniczak2

No i powiedział taką rzecz, że Leszek Miller dostanie dygotu (jaj):

olejniczak3

Czy Olejniczak ma rację? Dla lewicy byłoby najlepiej, gdyby SLD przestała istnieć. Otworzyłoby się miejsce dla lewicy ideowej. Czy tak będzie? Tak. Bo mamy do czynienia z osiwiała lewicą, a nie twórczą, wzrastającą.

Więcej >>>

Sierakowski odnawia lewicę w ludziach

naTemat.pl wywiad ze Sławomirem Sierakowskim, któremu dziwnie i fajnie udaje się uniknąć praktyki politycznej. Może dlatego tak dobrze wychodzi Krytyka Polityczna.

Wywiad zrobiła młodziutka Weronika J. Lewandowska.

Lewandowska

Gdy Sławomir Sierakowski mówi mi, że już ma trzydzieści trzy lata i się trochę zestarzał, nawet ja z perspektywy moich ledwie skończonych dwudziestu kwituję to pełnym zdziwienia spojrzeniem. Nie wdaje się w dyskusję z najmłodszymi „hipster” prawicowcami, bo nie natknął się nigdy na ich publikacje. Nie uważa, żeby media społecznościowe były katalizatorem wartościowej debaty – za polemikę uznaje osobny artykuł, a nie komentarz na Facebooku. Dlaczego spokojnie patrzy na to, jak w Sejmie wciąż gnieździ się ten sam partyjny beton? Co uznaje za największy sukces działającej już od ponad dziesięciu lat Krytyki Politycznej?

Sierakowski

Zostałeś kiedyś namaszczony na odnowiciela polskiej lewicy. Wielu ludzi wiązało spore nadzieje z Krytyką Polityczną i tym, że zaczniecie działać w rządzie. Robicie dużo, jednak wciąż jesteście oddaleni od faktycznej polityki. W Sejmie nadal zasiada ten sam partyjny beton, który tylko zmienia stołki. Nie udało się Wam, czy nawet nie chcieliście próbować?

„Krytyka” rozwinęła się w taką sieć instytucji i działań, że partyjny wybór paradoksalnie odebrałby nam skuteczność. Zamiast robić bardzo dużo praktycznych rzeczy musielibyśmy zajmować się robieniem konferencji prasowych na temat tego, czy był trotyl w samolocie, czy go nie było. Nikogo w naszym środowisku to nie interesuje. Co roku widzisz kolejnych mesjaszy lewicy, którzy próbują się dostać do Sejmu, a za dwa lata nikt o nich nie pamięta. Takie „meteorytowe” ujęcie polityki, że dziś jesteś, jutro cię nie ma, a w międzyczasie nie zrobiłeś niczego konkretnego, zdecydowanie nie leży sferze moich zainteresowań. Zobaczymy, co będzie w przyszłości, ale na razie najbardziej sensowną formułą działania wydaje mi się to, co właśnie robimy.

Proponowano Wam wejście do partii?

Tak i zdaję sobie sprawę z tego, iż są osoby, które czują się rozczarowane tym, że nie poszliśmy w partyjną politykę. Wcale nie jest łatwo zastąpić to, co nazwałaś betonem, czyli ludzi, którzy są już tam od lat i nie spełniają oczekiwań wyborców. Niektórzy mogli sądzić, że przyjdziemy my i nagle odmienimy kształt życia politycznego w Polsce. Niestety tak się nie da, a przy obecnych regułach gry wygrywają raczej cynicy. Z dnia na dzień nowy Havel się tam raczej nie pojawi. Tego się nie zmieni od wewnątrz.

Czy do tych zawiedzionych mogą należeć też artyści, którzy byli zawsze kojarzeni z lewą stroną, jak na przykład Masłowska, a teraz zaczęli się radykalizować?

Dorotę czasami łączono odruchowo z Krytyką bardziej niż to w rzeczywistości miało miejsce. Raz napisała dla nas tekst (wstęp do przewodnika po twórczości Andrzeja Barańskiego) i raz zrobiłem z nią program do jej sztuki teatralnej. No i raz mnie umieściła w swojej powieści. To wszystko. Niezależnie od tego, co mówi, uważam ją za wybitną pisarkę.

A nie martwi Cię to? Mam wrażenie, że zawsze mocno ceniliście sobie związki z artystami.

Tak, bardzo wcześnie zorientowaliśmy się, że nie wszystko na świecie da się zrozumieć i opisać językami nauki i polityki. Istnieje bardzo ważna część życia społecznego, do której lepszy lub jedyny dostęp mają artyści. Wiele zjawisk lepiej pokaże Joasia Rajkowska czy Artur Żmijewski, niż zrobiłby to jakikolwiek socjolog w Polsce. Jest także multum spraw, które może zauważyć Paweł Demirski czy Janek Klata, a ja nie. W gruncie rzeczy wszyscy działamy na tym samym polu społecznym i mamy wpływ, który możemy wykorzystywać na różne sposoby.

Jednak czy uprawianie polityki poprzez sztukę nie jest według ciebie szkodliwe dla tej drugiej?

Niepolityczna pozycja w rzeczywistość nie istnieje. Uważaliśmy (i nadal uważamy), że nikt z nas nie jest odizolowany w jakiejś klatce estetycznej, w której może sobie uprawiać ładniejszą lub brzydszą sztukę. Tak się złożyło, że w tym samym czasie ze strony artystów płynął do nas komunikat wyrażający zainteresowanie tym, co robimy. Niektórzy byli już wcześniej zaangażowani politycznie, na przykład polska sztuka krytyczna w latach dziewięćdziesiątych, ale za to chociażby literaturę i teatr skutecznie wypychano poza wpływ polityczny, poza diagnozę społeczną. Ilekroć artysta wkraczał na to zakazane pole zainteresowania, pisano: „Instrumentalizacja kultury! To już publicystka, a nie sztuka”. Dla nas jednym ze strategicznych zadań było to, żeby zbudować partnerstwo pomiędzy ludźmi kultury, nauki i sztuki.

Faktycznie, to udało się zrealizować. Co jeszcze wyszło Wam tak dobrze?

Przede wszystkim udała nam się bardzo trudna rzecz, do której wydaje mi się, że nie dotarł poza nami nikt, kto zaczynał od zera czyli osiągnięta przez nas skala rozwoju instytucjonalnego. Dziś Krytyka Polityczna to bardzo duża organizacja, prowadząca cały szereg instytucji, silna kadrowo, bezpieczna finansowo, bardzo dobrze postrzegana za granicą. Możemy stracić lokal na Nowym Świecie i wcale nie pójść do tyłu, a rozwinąć się jeszcze bardziej. Istotny jest też fakt, że zanim powstaliśmy w Polsce takie słowa jak lewica czy klasa społeczna kojarzyły się najczęściej anachronicznie. A nowoczesne ruchy takie jak alterglobalizm, feminizm, LGTB były bardzo podzielone, niszowe, a przede wszystkim nieprawomocne. Ich działacze spychani byli na margines. Krytyka była chyba pierwszą tego typu organizacją, której nie dało się zlekceważyć. Szybko wdarliśmy się do głównego nurtu z poglądami, które uważano za dość radykalne, choć według mnie takie nie były. Nie uważam się za radykała, wydaje mi się, że jestem nawet bardzo umiarkowanym człowiekiem lewicy.

Co myślisz widząc gdy prawica celuje w coraz młodszych? Dwudziestolatkowie zaczynają działać – powstała Hipster Prawica, kreuje się młoda „Fronda”. Czy to doprowadzi do jakiejkolwiek zmiany w dialogu?

Trudno mi ocenić, bo nie natrafiłem chyba na żaden ich tekst. Czy oni organizują coś, gdzieś działają, gdzie mogę przeczytać, co piszą?

W „Gazecie Polskiej”.

„Gazeta Polska” to dość daleki margines. Myśmy w „Krytyce” postanowili, że będziemy pod wspólnym szyldem pisać do dzienników i tygodników głównego nurtu, także prawicowych. W ten sposób dość szybko te teksty poskładały się na nowy głos, zamiast rozpływać się w istniejących. Była tylko zasada, że jeśli ktoś ma mamę lub tatę w „Wyborczej”, to pisze do „Rzepy”, gdzie debiutowało kilkanaście osób od nas. Do „Gazety Polskiej” czy „Trybuny” nie pisaliśmy. Nie bez związku z faktem, że prawie nikt by nas wtedy nie przeczytał.

„Gazetę Polską” i „Frondę” próbuje się odmładzać.

My woleliśmy zakładać swoje instytucje niż zatrudniać się w nie naszych.

Jak bardzo potrzebujesz tej drugiej strony do prowadzenia dialogu?

Od początku byliśmy gospodarzami dyskusji niemal ze wszystkimi polskimi prawicowcami, z Ziemkiewiczem, Wildsteinem, Lisickim, Zarembą czy Gowinem włącznie. Nie mamy problemu z dyskutowaniem z prawicą, bardzo to lubimy. Żałuję, że dzisiaj właściwie się nie spotykamy, nie istnieje już wspólne miejsce, jakim kiedyś była „Rzepa” czy TVP albo TVN24. Na przykład z Ziemkiewiczem kiedyś prowadziłem w TVP program o historii „Pojedynek”. Dziś te strony się nie spotykają, to bardzo złe zjawisko. Oni się wyprowadzili do tygodników, które czyta tylko prawica. I do telewizji, która też jest tylko dla prawicy. Niestety mocniejszy jest wśród nich niż był wcześniej nachalny język potępiania ryczałtem wszystkiego, co nie jest ich. Ja tych, których wymieniłem pamiętam jako całkiem sympatycznych ludzi, z którymi można dyskutować. Może te czasy wrócą. Mimo iż nie nie zawsze mam czas na to, żeby się zgodzić na udział w jakiejś debacie, ale kiedy przychodzą zaproszenia z KULu, Zjazdu Gnieźnieńskiego, albo z Centrum Jana Pawła II, to zgadzam się zawsze, jeśli jestem w Polsce.

Nie zamierzasz atakować internetu?

To nie jest pytanie do mnie, bo ja się na tym nie znam. 40 tys. fanów Krytyki na Facebooku czy 20 tys. na Twitterze to nie jest zły wynik. To więcej niż ma na przykład „Rzepa”.

Ale prawica walczy w komentarzach.

Nie chcę tego lekceważyć, ale i tak ważniejsze wydaje mi się napisanie samego tekstu niż komentarza pod nim, bo to jest działanie reaktywne. Trudno coś zmienić komentując tylko to, co zrobił ktoś inny.

Skoro nie ma już w mediach tych miejsc, gdzie lewica z prawica mogły razem dyskutować, a Krytyka ma w internecie własny Dziennik Opinii, dlaczego tam nie odbywają się te nieodżałowane debaty?

Panowie – bo to są sami panowie – wolą chyba pozostać w swoim świecie. Zamawiałem teksty na przykład u Piotra Semki, ale nie napisał. Gościliśmy natomiast w dyskusjach niedawno innych, na przykład Dariusza Gawina czy Antoniego Dudka.

Ciągle wyjeżdżasz. Masz tutaj na tyle zaufanych ludzi, że możesz być nieobecny, a Krytyce Politycznej nic się nie stanie?

„Krytyka” jest organizacją zbudowaną na bardzo silnym etosie. To nie jest miejsce, w którym ktoś z kimś rywalizuje albo ktoś komuś rozkazuje. Wypracowaliśmy przez lata sporo własnych praktyk budujących zaufanie pomiędzy ludźmi, empatię, więzi. Wszyscy się bardzo staramy i nikomu z nas nie chciałoby się wkładać tak dużego wysiłku, bo nam ktoś rozkazał albo zapłacił. Nic tak nie motywuje jak etos i nic tak nie sprzyja rozwojowi jak podział pracy i współpraca. Rzeczywiście, w trakcie ostatnich trzech lat, ponad dwa spędziłem za granicą. Nie stanowiło to żadnego problemu dla organizacji. Zatrudnionych jest tutaj ponad sześćdziesiąt osób, a stale współpracuje kilkakrotnie więcej, nie licząc aktywistów. Moje obowiązki sprowadzają się do określania strategii, dużego fundraisingu i naszych kontaktów zagranicznych.

Jednak w momencie kiedy wyjeżdżasz nie śledzisz na żywo tego, co dzieje się w Warszawie. Ludzie chyba wreszcie dowiedzieli się, że mogą reagować, protestować przeciwko zamykaniu lokali albo bezprawnym eksmisjom. Będziesz im pomagał?

Tak, my jesteśmy w to przecież bardzo zaangażowani. Rok temu, na zjeździe Krytyki Politycznej w Cieszynie polityka miejska i polityka edukacyjna zostały uznane przez nas za dwa najważniejsze obszary. Sami mamy także sporo doświadczeń w tej kwestii. Prowadzimy w wielu miastach świetlice, a także to miejsce, w którym właśnie się znajdujemy, czyli naszą główną siedzibę przy Foksal 16. Kłopot polega na tym, że partner po drugiej stronie, czyli władze miasta, często myślą kategoriami krawężnika – to na nim zaczyna się i kończy miasto. Mieszkańcy i kultura to dodatki do infrastruktury. Zajmują się przeszkadzaniem władzom w zarządzaniu firmami „Warszawa”, „Wrocław” itd. Takie sprawy jak kultura są niejasne i bliżej nieokreślone. Po prostu ona już wcześniej była, niestety, więc i trwać musi. Urzędnicy czują się w tym temacie bardzo niepewnie. Zdarzało mi się siadać naprzeciwko urzędnika ds. kultury, który jest członkiem którejś z partii i przepytywał mnie, czy czasem nie jestem zbyt polityczny, choć to ja się na co dzień zajmuje kulturą a on polityką. Pytasz o to, czy ludzie przejmują to miasto. Starali się to robić przez ostatnich parę lat. Na przykład ilość klubokawiarni z ambitnym programem była całkiem spora i można było zobaczyć w Warszawie energię. Nie twierdzę, że jest tego mniej niż kiedyś, jednak miejsca do których się chodziło pięć lat temu prawie nie istnieją. Nie dlatego, że mamy wszystko coraz nowsze, coraz lepsze, coraz ciekawsze, tylko po prostu to efekt zakończenia działalności takich instytucji jak Chłodna 25 czy „Nowy Wspaniały Świat”. Zwróć też uwagę, że społeczeństwo obywatelskie, które sobie tutaj obiecano po 89 roku, to jest największe niebezpieczeństwo w oczach władz. W momencie kiedy obywatel wykazuje jakąkolwiek energię i odwagę staje się podejrzany. W najlepszym razie o zawracanie głowy, a w najgorszym o posiadanie poglądów politycznych. A gdyby miał ambicje polityczne, no to już umarł w butach, niech sobie w prywatnym lokalu i za własne pieniądze szuka szczęścia. A nie u apolitycznych władz miasta czy dzielnicy.

Po stracie lokalu na Nowym Świecie zaczęliście prowadzić Instytut Studiów Zaawansowanych. Pamiętam, kiedy zainaugurowaliście działalność wykładem prof. Baumana. U Was na szczęście odbyło się bez takich przygód, jak we Wrocławiu.

Profesor Bauman jest członkiem rady instytutu i naszym starym przyjacielem. Występował w naszych świetlicach w Łodzi i Kijowie. Zdarzenia takie jak we Wrocławiu organizują ludzie mało odważni. Trzeba mieć odwagę stanąć do dyskusji z Baumanem czy Michnikiem. A ta ekipa, co wbiega i krzyczy, tchórzy przed tym. Zdaje się, że też nie specjalnie lubi się przepracowywać, bo gdyby coś w Polsce chcieli naprawdę zmienić, to by założyli jakąś instytucję, zaczęli organizować, pisać, działać, a nie drzeć się po próżnicy.

Mimo wszystko rosnąca ilość przypadków przemocy ze strony radykalnych ruchów narodowych nie zmienia tego, że media ogłaszają młodą prawicę jako zwycięzcę jeżeli chodzi o zasięg, atrakcyjność i obecność w dyskursie publicznym. Czemu Polska skręca w prawo? Strategia lewicy nie odpowiada na realne potrzeby społeczeństwa?

W przeszłości zawsze było tak, że kryzysy ekonomiczne napędzały skrajną prawicę. Tak było z wielkim kryzysem lat. 30, do którego porównywano obecny i tak jest dziś. Aby nie doszło do nieszczęścia, najlepszym zabezpieczeniem są więzi społeczne, bo gdy one ulegają anomii, kończy się demokracja. I tu możemy działać razem, bo wszystkim demokratycznym ruchom będzie zależeć na tym samym: konserwatyści powiedzą o poczuciu wspólnotowości, liberałowie o kapitale społecznym, a my o zaangażowaniu. Demokracja nie jest kartką wyborczą raz na cztery lata. Demokracja jest tym, co możesz zrobić dla innych i razem z innymi na co dzień. Narodowcy w tym są kiepscy. My musimy postarać się bardziej i będzie dobrze.

Czy Kaczyński to lewica?

Kaczyński

 

Tytułowe pytanie nie pada bez nijakich podstaw: Czy Jarosław Kaczyński to lewica? Na pewno nie należy do lewicy obyczajowej, ale ekonomiczne wartości kwalifikują go do lewej strony.

 

Na łamach  „Gazety Wyborczej” pisze Wojciech Maziarski o dwóch Janosikach. Jeden jest pobożny, a drugi bezbożny. Kaczyński i Leszek Miller to „lewicowi towarzysze”.

 

I adekwatnie ma to się z partiami.  W Polsce mamy aktualnie dwie lewice. Jedna z nich to „proeuropejskie i bezbożne” SLD z Millerem na czele. Druga to wcale nie Palikot, ale PiS, które zdaniem publicysty „GW” jest lewicą „narodową i pobożną”, nie wiadomo czemu nazywa się ją prawicą.

Nie jest to taka przewrotna intelektualna, jakby wyglądało. Wystarczy porównać ostatnie deklaracje partyjne obłożenia podatkiem najbogatszych. Obie partie śpiewają w jednych chórze i wykonują ten sam utwór: „Podwyższenie podatków dla najbogatszych”. Fałsz? Tak, bo gdy były u władzy, najpierw SLD, a potem PiS, to właśnie oni obniżali podatki.

 

Maziarski pisze: „Dziś obaj lewicowi towarzysze rywalizują w populizmie, podpuszczając jednych Polaków przeciw drugim i okłamując ich. Bo przecież to kłamstwo, że zamożni płacą mniejsze podatki niż ubodzy. Zarabiający dużo płacą w Polsce wyższe podatki niż zarabiający mało i żadne zaklęcia tego faktu nie zmienią”.

 

Posłowie PiS twierdzą, że najwięcej podatków płacą ci, którzy najmniej zarabiają. Co jest oczywistą wierutną bzdurą i kłamstwem. Niezorientowanym i ciemnemu ludowi można wszystko wmówić.  – Naprawdę wstydu trzeba nie mieć, żeby takie rzeczy opowiadać – pisze Maziarski.

 

SLD i PiS walczą o tę samą grupę elektoratu. Chcą zdobyć głosy biedniejszej części społeczeństwa obiecując podwyżkę podatków dla najbogatszych. Rząd PO natomiast na broni się na wszelkie możliwe sposoby przed podwyżką podatków.  Efekty ich działań nie są zadowalające. Im dłużej trwa kryzys, tym bardziej kombinuje wicepremier Jacek Rostowski, aby utrzymać budżet w ryzach.

 

Rząd odpowiada za stan kondycji Polski i naszych kieszeni, a opozycja ściga się w populizmie, bo takie igrzyska nic ich nie kosztują. Ot, gęba pełna frazesów.

 

Post Navigation