Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Ludwik Dorn”

Jak pokonać Kaczyńskiego? Radzi Ludwik Dorn

Choć Polacy w większości chcą przełożenia daty wyborów, PiS idzie w zaparte. W maju mamy iść do urn! Pomysł, jak zniweczyć plany Jarosława Kaczyńskiego, ma jednak były polityk PiS i jego dawny kolega – Ludwik Dorn.

Terrorysta polityczny

Więcej: jak pokonać Kaczyńskiego >>>

Kmicic z chesterfieldem

Virus corona służy władzy PiS do wyjścia z Unii Europejskiej. Morawiecki odreagowuje poniżenie przez Brukselę, gdzie musiał się tłumaczyć z bezprawia pisowskiej władzy, z łamania Konstytucji i niszczenia trójpodziału władzy.

Morawiecki to mały człowiek, ale widocznie na takiego kurdupla zasłużyliśmy.

Premier kłamca, taka jego hierarchia wartości, aksjologia oszustwa, orżnięcia, przekrętu.

Ministrem zdrowia jest następny oszust. Dla tego konowała od wartości chrześcijańskich najważniejszy jest klęcznik.

Ciemnogród u koryta rozdał publiczny szmal i nie ma już z czego czerpać.

Minister Zdrowia Łukasz Szumowski zapewnia opinię publiczną, że Polska „nie ogląda się na Europę” i samodzielnie robi zakupy najpotrzebniejszego sprzętu ochronnego i medycznego. Bo Unia nie jest solidarna. Minister świadomie wprowadza opinię publiczną w błąd.

Więcej o Szumowskiego krętactwie >>>

Przed wejściem mierzenie temperatury, w środku posłowie w maseczkach rozrzuceni w kilku salach: w historii Polski parlament jeszcze tak nie obradował. A to nie koniec precedensów: Sejm przegłosował zmiany w regulaminie i następne…

View original post 312 słów więcej

 

Kaczyński truchleje, co powoduje nadzieje u Polaków

Co więcej, większość narodu – jak wszystko na to wskazuje – jest dziś w nastroju lepszym niż rok temu i ma prawo mieć nadzieję, że za rok będzie w jeszcze lepszym. Od 26 stycznia, czyli od pojawienia się ustawy o IPN, PiS jest niemal bez przerwy w defensywie. Obrazu ogromnej buty, bezbrzeżnej arogancji i skrajnej nieudolności władzy żadna konwencja i żadne deklaracje premiera Morawieckiego nie zmienią. Miłość prezesa Kaczyńskiego do szefa rządu zdaje się namiętna i bezwarunkowa, ale jeden zakochany do wygrania wyborów może nie wystarczyć. Gdy rok temu exposé nowego premiera wskazywało na marsz władzy w stronę centrum, wydawało się to poważną koncepcją polityczną. Teraz na żaden zwrot nie ma już realnych szans. Za dużo się stało. Za dużo powiedziano. Za dużo ludzie widzieli. Do realnego zwrotu w stronę centrum ta władza nie ma ani wiarygodności, ani ludzi, ani pomysłów, już abstrahując od tego, że nie ma nawet takiej woli. Pozostają tanie PR-owskie sztuczki, niezbyt wyrafinowane chwyty i jakieś zaklęcia plus makijaż.

Zasoby tej władzy szybko się kurczą. Zasoby strony demokratyczno-obywatelskiej, jak na wybitnie trudne dla niej trzy lata, są zaskakująco duże. I rosną. Opozycja ma cztery wielkie atuty, które przy – to trzeba bardzo mocno podkreślić – rozsądnej i odpowiedzialnej grze mogą jej przynieść zwycięstwo. Mimo prób i pokus przetrwały wolne media. Mimo brutalnego ataku i wieloletniej nagonki przetrwały też wolne sądy. Mimo różnych ciosów i okrajania kompetencji przetrwały samorządy. A przede wszystkim: przetrwało to, co najważniejsze i co zdawało się w którymś momencie gasnąć – NADZIEJA.

Depresja plemnika

Trudno się z nią zgadzać, łatwo umieszczać w memach, niełatwo ignorować. Niemniej wraz z zapowiedzianym przez poseł Krystynę Pawłowicz (już po raz drugi) odejściem z polityki zniknie najbardziej wyrazisty papierek lakmusowy nastrojów obozu władzy. Oto kilka dowodów… 

Krystyna Pawłowicz mówi to czego boją się powiedzieć jej partyjni koledzy

W lipcu ubiegłego roku, gdy PiS po raz pierwszy usiłował sparaliżować Sąd Najwyższy (przypomnijmy skończyło się na protestach ulicznych, wecie Andrzeja Dudy, drugiej ustawie i ostatecznie sprawie przegranej przez rząd przed TSUE) prof. Pawłowicz, prawniczka z wykształcenia, jedną odpowiedzią zdradziła stan napięcia w obozie władzy oraz plany dotyczące mediów, które będzie można wcielić w życie, po tym, jak PiS podporządkuje sobie sądy.

Zapytana przez dziennikarza „Onetu” o zmiany w sądownictwie odpowiedziała tak:

– W pewnych etapach, w pewnym tempie wprowadza się po prostu reformy, a po wakacjach weźmiemy się za was!. – To znaczy, ja tak mówię – dodała szybko, oddalając się…

View original post 3 121 słów więcej

 

Rydzyk z narodowcami wymodzą jakiś neofaszyzm

Wiele wskazuje na to, że skrajna prawica zamierza zwierać szyki. Zaufany człowiek ojca Tadeusza Rydzyka i główny rozgrywający partii Ruch Prawdziwa Europa – Mirosław Piotrowski, apeluje do Ruchu Narodowego, by wspólnie wystartować do nadchodzących wyborów.

Szef narodowców Robert Winnicki co prawda zastrzegł się w rozmowie z Wirtualną Polską, że zgodnie z ogłoszoną już deklaracją, do wyborów idzie razem z partią Wolność Janusza Korwin-Mikkego, ale…

„ … niezależnie od tego, mieliśmy z profesorem Piotrowskim spotkanie dotyczące startu ze wspólnej listy. Takie rozmowy się odbyły i jesteśmy w dobrym, życzliwym kontakcie. Wybory są w maju. To z jednej strony dużo, a z drugiej mało czasu” – powiedział w rozmowie z portalem. Obie strony wydają się w zasadzie skazane na współpracę. W przeciwieństwie do narodowców, Piotrowski  nie ma prawie żadnych terenowych struktur, narodowcy natomiast cieszą się wsparciem ojca dyrektora.

Zanosi się na poważny problem dla Prawa i Sprawiedliwości. Piotrowski bez ogródek krytykuje partię rządzącą. Ostatnio, w głośnym felietonie opublikowanym w Telewizji Trwam i Radiu Maryja, sugerował że kluczowe dla Polski decyzje są podejmowane poza granicami naszego kraju.

Depresja plemnika

Żeby uniknąć głosowania nad wotum nieufności, premier Morawiecki poprosił Sejm o głosowanie nad wotum zaufania. Opozycja, zgłaszając wniosek o wotum nieufności, nie miała oczywiście szans, by obalić premiera popieranego przez prezesa.

View original post 1 873 słowa więcej

PiS ma odpowiedź na swoją porażkę w II turze wyborów samorządowych: Wina Tuska

📌 w Okazało się, że szyld okazał się ogromnym obciążeniem dla kandydatów. Mamy satysfakcję z wyników tych wyborów, bo opozycja zdecydowanie wygrała w II turze 💪

Przesłuchanie byłego premiera przez komisję ds. Amber Gold raczej nie wniesie do sprawy nic nowego. Będzie tylko kolejnym aktem politycznego spektaklu.

W styczniu 2016 r. Jarosław Kaczyński podczas wyjazdowego posiedzenia Klubu PiS w podwarszawskiej Jachrance zapowiedział partii zmianę ordynacji wyborczej, jednolity front w mediach publicznych oraz powołanie czterech sejmowych komisji śledczych. Pierwsza z nich powoli kończy swoją działalność, ale bez politycznego sukcesu.

Komisja śledcza do zbadania prawidłowości i legalności działań organów i instytucji publicznych wobec podmiotów wchodzących w skład Grupy Amber Gold (tak brzmi pełna nazwa komisji) została powołana 19 lipca 2016 r. Podczas ponad 120 posiedzeń przesłuchała około 100 świadków. Ostatnim będzie poniedziałkowe przesłuchanie Donalda Tuska, byłego premiera RP.

 

Depresja plemnika

Sromota PiS w II turze wyborów samorządowych

Wszyscy trzej kandydaci Koalicji Obywatelskiej w Krakowie, Gdańsku i Kielcach odnieśli miażdżące zwycięstwa.

Więcej >>>

„Po wyborach samorząd w dużych pol miastach Jaki kram, taki pan… Widać jak głęboko udało się poprzednim władzom PL zdemoralizować mieszkańców miast, jakie wzorce zakorzenić Tylko Polski żal. A teraz 11 XI cd wojny: duże opozycyj miasta – central władze państwa” [pisownia oryg – przyp. red.] – napisała po ogłoszeniu sondażowych wyników II tury wyborów Krystyna Pawłowicz. Później dodała: – „W dużych miastach Suweren zwykle był średnio patriotyczny”.

Pawłowicz najwyraźniej ma duży kłopot z przyjęciem do wiadomości, że kandydaci PiS na burmistrzów i prezydentów miast w zdecydowanej większości przegrali w II turze wyborów. Jak zwykle, jedyną jej reakcją jest obrażanie tych, którzy mają inne zdanie niż jej partia.

„Dlaczego Pani odmawia patriotyzmu ludziom, którzy zagłosowali inaczej niż Pani?”;  – „Pani Krystyno, jedynymi, którzy demoralizują Polskę jesteście wy. Wy…

View original post 2 256 słów więcej

Program PiS: Polacy mają zapierdalać za miskę ryżu

– Jarosław Kaczyński zapewne uznał, że w części partii i wśród części sympatyków partii odżywa pogląd, że premier to skryty platformers, bo jest spoza świata PiS. Prezes wyczuwa, że jest kłopot, więc zabiera głos osobiście i autorytatywnie orzeka, że problemu wcale nie ma – mówi Ludwik Dorn, były marszałek Sejmu.

Czy taśmy z „afery podsłuchowej”, na których jest nagrany premier Mateusz Morawiecki, mogą go obalić?

Ludwik Dorn: – W sprawie afery taśmowej są dwie nowe rzeczy. Pierwsza jest niesłychanie poważna i ją niestety zepchnięto na margines – to zeznania kelnerów.

Pan mówi o zeznaniach Łukasza N. i Konrada Lasoty, że premier Mateusz Morawiecki miał dyskutować o kupowaniu nieruchomości lub braniu kredytów na tzw. słupy, czyli odstawione osoby.

Takie zeznania nie są dowodem, ale są poszlaką.

Jednak na ujawnionych przez Onet taśmach póki co nic o tym nie ma.

Większość dziennikarzy przyjęła punkt widzenia PiS, że jak nie ma nagrania, które można odsłuchać, to nie ma sprawy. Natomiast z punktu widzenia prawno-karnego zeznania kelnerów o rozmowie to poszlaka obciążająca Mateusza Morawieckiego, więc służby powinny badać ten wątek. Poważną sprawą jest również to, że te poszlaki pojawiły się na początku 2015 r., a więc jeszcze za rządów PO-PSL. Nie wiadomo, czy wtedy prokuratura oraz służby (policja, Centralne Biuro Antykorupcyjne i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego) poszły tym tropem, czy nie. Nie wiadomo też, czy podążano tym tropem po wyborach 2015 r., a więc po przejęciu władzy przez PiS.

Dziś wygląda na to, że i za rządów PO, i za władzy PiS nad Mateuszem Morawieckim był trzymany parasol ochronny, mimo że poszlaka – zeznania dwóch kelnerów – jest przecież poważna i dotyczy możliwości udziału Mateusza Morawieckiego w przestępczym procederze. Na 100 proc. jednak nie wiemy, czy i jak organy ścigania zareagowały na te zeznania.

A po drugie: nikt do tej pory nie udzielił jasnej odpowiedzi na pytania, czy prokuratura i służby są w posiadaniu taśmy z rozmową o kupowaniu nieruchomości na „słupy”, o czym mówią kelnerzy. Wypowiedzi na ten temat są pokrętne. Analizowałem słowa Macieja Wąsika (posła PiS, zastępcy koordynatora służb specjalnych), który mówi tylko o materiałach CBA, ale przecież w posiadanie takiej taśmy mogła wejść inna służba: ABW, policja albo prokuratura. Chciałbym wiedzieć, czy służby choć wszczęły działania operacyjno-rozpoznawcze na podstawie przesłanek wynikających z zeznań kelnerów.

Narracja PiS jest taka: premier nic sensacyjnego nie mówi, a fragmenty stenogramów były już znane od paru lat.

To właśnie jest sprawa mniej poważna. Taśma, której fragmenty były upublicznione już wcześniej, jest dla PiS i premiera problemem, ale wizerunkowym. Z nagrania wynika, że w owym czasie Mateusz Morawiecki mentalnie i pod względem języka, którym się posługuje, jest podobny do innych bohaterów nagrań.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński tłumaczy to tak: „Ja jestem przekonany, że to jest człowiek (Morawiecki) uczciwy, który przez jakiś czas swojego życia pracował w pewnym środowisku i w jakiejś mierze musiał przyjmować jego reguły. Ale wiem, że także w tym czasie robił bardzo wiele dobrego i być może mówię to publicznie po raz pierwszy – współpracował z nami – zaznaczył prezes PiS”. Jak to odczytywać?

Jarosław Kaczyński zapewne uznał, że w części partii i wśród części sympatyków partii odżywa pogląd, że premier to skryty platformers, bo jest spoza świata PiS. Prezes wyczuwa, że jest kłopot, więc zabiera głos osobiście i autorytatywnie orzeka, że problemu wcale nie ma. A nawet więcej, bo prezes PiS daje do zrozumienia, że – odwołam się tu do wieszcza – Morawiecki „pełzając milczkiem jak wąż łudził despotę”, był Konradem Wallenrodem albo J-23, więc nie czepiajcie się człowieka, bo choć był oficerem Abwery, to pracował dla nas.

Powrót afery taśmowej tym razem z Morawieckim jako głównym bohaterem, zachwieje pozycję premiera w PiS?

Jeżeli wszystko ograniczy się do kwestii wizerunku, to Mateusz Morawiecki wielkich start nie poniesie. Jeśli zaś opozycja i nie obsługujące propagandowo PiS środki masowego przekazu postawią na ostrzu noża sprawę domniemanego handlu nieruchomościami na „słupy”, choćby podejmując dziennikarskie śledztwa dotyczące udziału BZ WBK w handlu nieruchomościami w województwie wielkopolskim, to nie tylko Morawiecki, ale i cały PiS może wylecieć w powietrze. Oczywiście wtedy, kiedy jest tam coś niedobrego. Ale jeśli nie ma, to dlaczego PiS i rząd milczą lub kręcą?

W „Panu Wołodyjowskim” występuje ksiądz Kamiński, „za młodu żołnierz fantazji wielkiej”, który wspominając podczas żołnierskich gawęd w Chreptiowie swoje walki ze zbuntowanymi Kozakami, nie uznaje za grzech, że ich w walce zabijał, ale kaja się, „bo ich jako zarazy nienawidził” i „nad powinność czynił”.

Obywatele RP opublikowali kolejny raport o represjach, które ich spotykają za to, że stosując metodę obywatelskiego nieposłuszeństwa, przeciwstawiają się różnym działaniom pisowskiej władzy czy skrajnej prawicy. Skoro odwołują się do obywatelskiego nieposłuszeństwa, to nie ma nic dziwnego w tym, że są ścigani i karani – przede wszystkim z kodeksu wykroczeń. Obywatelskie nieposłuszeństwo na tym polega, że jest czynem „publicznym, dokonanym bez użycia przemocy, dyktowanym sumieniem, aczkolwiek politycznym, sprzecznym z prawem, zwykle mającym na celu doprowadzenie do zmiany prawa bądź kierunków polityki rządu. (…)  Prawo zostaje złamane, lecz przywiązanie do prawa wyraża się w publicznym charakterze tego aktu i w wyrzeczeniu się przemocy, w gotowości do poniesienia prawnych konsekwencji własnego postępowania” (John Rawls, „Teoria sprawiedliwości”, rozdział VI.55).

Rzecz jednak w tym, że gdy Obywatele RP odwołują się do sądów, to okazuje się, że większość działań policji podjętych przeciw nim nie miała podstawy prawnej – postępowania kończą się w większości umorzeniem lub uniewinnieniem, a jeśli chodzi o znaczną grupę zatrzymań, to sądy zasądzają na rzecz poszkodowanych Obywateli RP parotysięczne odszkodowania.

Problem polega na tym, że wyroki sądów wcale policji nie zniechęcają – dalej kieruje ona wnioski o ukaranie lub akty oskarżenia, także w przypadkach analogicznych do tych, które skończyły się uniewinnieniem lub umorzeniem.

Ponadto policja formułuje ciągle zarzuty groteskowe i absurdalne. Wycofała  się z zarzutu, że namalowanie zmywalnym sprayem na biurze posła PiS napisu „PZPR” było „propagowaniem ustroju totalitarnego” i że odziewanie w koszulkę z napisem „Konstytucja” pomników jest ich znieważaniem, ale na policyjnej grządce wyrósł nowy kwiatuszek. Policja skierowała rozpatrywany przez sąd wniosek o ukaranie obywatela RP, który podczas przesłuchania swojego kolegi w związku z udziałem w demonstracji ścieralną farbą napisał przed komisariatem na chodniku „Policja czy PiS-licja”. Sam obwiniony podnosi, że do  namalowania napisu na chodniku użył ekologicznej farby z kredy, nie uszkodził trwale chodnika. „Taki napis wystarczy przetrzeć ściereczką i od razu znika” – mówił w sądzie. Jednak policja obwiniła go o zniszczenie chodnika. Poszkodowanym miała być według niej wrocławska Spółdzielnia Metalowiec, chociaż ta odpowiedziała, że chodnik do niej nie należy. Również miasto Wrocław nie wniosło roszczeń za chodnik. Od niepamiętnych czasów dzieci „niszczą chodniki” przy pomocy kredy, grając „w klasy”, i jakoś nikt ich nie ścigał.

Otóż temu postępującemu antyopozycyjnemu rozbuchaniu policji można się przeciwstawić. Najmniej winni są tu szeregowi funkcjonariusze i ich należy zostawić w spokoju. Ale policjantom z prewencji jakiś zwierzchnik wydawał polecenia zatrzymań na dużą skalę – jak się okazało bezprawnych. Wnioski do sądu i akty oskarżenia wnoszą funkcjonariusze z pionu dochodzeniowo-śledczego, także na polecenie swoich przełożonych. Nazwiska zarówno wyższych oficerów  wchodzących w skład kierownictw komend wojewódzkich i powiatowych, jak i ich niższych rangą kolegów z dochodzeniówki, którzy kompromitują siebie i policję, sporządzając groteskowe wnioski i akty oskarżenia, są jawne i należy je podawać do publicznej wiadomości w internecie, tworząc listę pisowskich nadgorliwców z policji i prokuratury. Chodzi o zastosowanie prewencji ogólnej. Nadgorliwców trzeba stygmatyzować jako takich, ale ich lista będzie działać zniechęcająco na naśladowców, którzy mogą się zacząć od wykonywania poleceń nękania opozycji migać. Policjanci chcą robić karierę w policji przy każdej władzy i warto im uświadamiać, że prędzej czy później zmieni się władza, zmienią się zwierzchnicy i wtedy zacznie padać pytanie: a co pisowscy nadgorliwcy robią dalej w policji? Postępowań dyscyplinarnych zapewne nie będzie, ale i bez postępowania dyscyplinarnego karierę policyjną można zastopować, a nawet zwichnąć. I dlatego taka lista, o ile powstanie, będzie dawać do myślenia i zniechęcać do czynienia nad powinność.

Sąd orzekł, że NSZZ „Solidarność” ma przeprosić Komitet Obrony Demokracji za stwierdzenie, że w szeregach tego opozycyjnego ruchu społecznego są m.in. byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i Wojskowych Służb Informacyjnych. Padło ono podczas sporu wokół organizacji ubiegłorocznych obchodów rocznicy Porozumień Sierpniowych w Gdańsku.

„S” oskarżyła działaczy KOD o służbę w SB i WSI

Organizujący własne uroczystości KOD zaprosił do udziału w nich także „Solidarność”. Zareagowało samo szefostwo związku, czyli prezydium Komisji Krajowej: w specjalnym oświadczeniu określiło zaproszenie KOD jako „bezczelną prowokację”. Towarzyszył temu wywód: „Będziemy przypominać ofiary tych ludzi, którzy tak chętnie zasilają dzisiaj szeregi KOD-u. Mamy tu na myśli tak widocznych i aktywnych prominentnych działaczy KOD, jak byli esbecy, funkcjonariusze WSI, TW i liczni przedstawiciele resortowej PRL-owskiej nomenklatury. Słowem: nie potrafimy sobie wyobrazić wspólnego świętowania z ludźmi, dla których refleksją nie jest słowo przepraszam, a jedynie rozpacz, że nie da się wyżyć za 2 tys. po zmniejszeniu esbeckiej emerytury”.

Z prawniczego punktu widzenia wyrok można uznać za oczywisty. Oświadczenie władz „Solidarności” zawierało bowiem sformułowania oczywiście nieprawdziwe, naruszające dobre imię Komitetu.

„S” winna eskalacji agresji wobec KOD

Ważniejsze jest co innego: że sąd zauważył, iż skutkiem oświadczenia władz „Solidarności” była „eskalacja agresji wobec KOD i piętnowanie jego działalności”. Użyte tezy były „w bezrefleksyjny sposób powtarzane i kierowane nawet do tych członków stowarzyszenia, którzy z racji wieku nie mają nic wspólnego z PRL”. W efekcie pojawiły się nawet akty przemocy fizycznej i pogardy słownej wobec członków Komitetu.

Między wierszami uzasadnienia sąd zwrócił również uwagę na rzecz nader charakterystyczną: że NSZZ „Solidarność”, odwołujące się przecież wciąż do tradycji wielkiego ruchu społecznego, walczącego przed laty o wolność, demokrację i przestrzeganie praw człowieka, zaatakowało, i to nadzwyczaj brudnymi metodami, ruch społeczny walczący dziś o – jak to sformułowano w statucie KOD – „ochronę praw człowieka i obywatela oraz umacnianie zasad praworządności oraz demokratycznych zasad państwa prawa”.

Przebywali w hali, czyli komedia omyłek

„S” idzie w zaparte

Więcej: zarówno obecny na ogłoszeniu wyroku wiceprzewodniczący związku Bogdan Biś, jak i członkowie prezydium Komisji Krajowej (znowu w specjalnym oświadczeniu) brną w zaparte. Nie tylko zapowiedzieli odwołanie, ale powtórzyli kłamliwe słowa wobec KOD. Przy okazji obrazili sąd. To kolejny dowód stanu obecnego szefostwa NSZZ „Solidarności” – oraz jego uległości wobec obecnej władzy.

Sierpień 80. Jak ruszyła rewolucja

6 pażdziernika swoje urodziny obchodzi Manuela Gretkowska

„Trzeba słuchać ludu, obiecać im czego oczekują a potem wygaszać ich oczekiwania. Mają zapierdalać za miskę ryżu”. – ten tekst Morawieckiego to manifest programowy PiS. Opozycji pozostaje tylko zapoznać z nim suwerena. Chyba trudno byłoby ujawnić większą pogardę dla społeczeństwa.

Holtei

Prezes przekonał mnie, że autor poniższych cytatów, to nie jest ten , który jest teraz premierem. Naprawdę. Ten, który to mówił, to był Morawiecki Tuska. A ten dzisiejszy, to Morawiecki Jarka. Zupełnie inny. Podobny, to fakt. Ale inny.

Na archiwalnym nagraniu sprzed 17 lat, opublikowanym przez posłankę Joannę Scheuring-Wielgus słyszymy, jak obecny polityk PiS-u tłumaczy, że siadanie dzieci na kolanach księdza, całowanie i głaskanie ich przed duchownego ‚nie miały podtekstu seksualnego’. ‚Oglądając tę wypowiedź, mam wrażenie, jakbym nie wyszedł z filmu Kler’ – komentuje Jarosław Kurski i dodaje: ‚Piotrowicz zrobił u boku Kaczyńskiego polityczną karierę. I słusznie. Dowiódł bowiem, że można mu powierzyć każdą brudną robotę’.

Po co nam przekop Mierzei Wiślanej? Kontenerowce nie przypłyną, bo się nie opłaci. Okręty wojenne nie przypłyną, bo za płytko. Rybacy nie przypłyną, bo już nie będzie ryb. Co przypłynie? Głosy dla PiS.

– Jestem przekonany, że pierwsza łopata pod…

View original post 2 738 słów więcej

Opór przeciw PiS ma sens. Walka o Sąd Najwyższy – naszą walką z nieprawością

Jarosław Kurski, w copiątkowym komentarzu, podsumowuje wiek emerytalny sędziów. Zwraca uwagę na to, że pisowski sędzia Wiesław Johann, który w wieku 78 lat jest wiceprzewodniczącym KRS, nie przeszkadza władzy. Zupełnie inaczej jest z 65-letnią Małgorzatą Gersdorf i 14 innymi sędziami.

– Ileż trzeba mieć pogardy, by wciskać suwerenowi podobnie brednie – mówi pierwszy zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”. Jarosław Kurski apeluje także do nas wszystkich:

Walka o sądy jeszcze się nie skończyła. Opór ma sens” i przypomina, że już rok temu Sąd Najwyższy byłby w rękach PiS-u, gdyby wtedy ludzie nie wyszli na ulice.

Jeżeli nie nastąpi jakiś dramatyczny zwrot, to rząd PiS rozbije się o Sąd Najwyższy – stwierdził w programie „Piaskiem po oczach” były wicepremier Ludwik Dorn.

– To, co się dzieje teraz na ulicy, w debacie publicznej ma o tyle znaczenie, że szalenie podbudowało moralnie sędziów – powiedział w programie Konrada Piaseckiego na antenie TVN24 były wicepremier.

Zauważył przy tym, że to, co sędziowie „robią, jest dla dużej części społeczeństwa niezwykle ważne”.

– PiS nie ma większego planu w sprawie sądownictwa, ale liczą na przemodelowanie – dodał Dorn.

Jest coś kompromitującego dla obecnej ekipy rządzącej w tym, jak przebiega ponoć zaplanowany w każdym calu plan przejęcia Sądu Najwyższego. Ustawę realizującą ten cel napisał najpierw resort Zbigniewa Ziobry, ale tę zawetował blisko rok temu prezydent Duda. Następnie jego super eksperci prawnicy napisali własną, ponoć lepszą i skuteczniej realizującą założony z góry cel. Tyle tylko, że dziś, gdy efekty ich pracy weszły już w życie okazuje się, że górą są sędziowie Sądu Najwyższego, a I Prezes tego sądu, prof. Małgorzata Gersdorf pozostaje na swoim stanowisku. Prezydent Duda natomiast boi się wydać akty urzędowe, które ta ustawa przewiduje, gdyż wiązałyby się one z utrwaleniem dowodu jego złamania Konstytucji. Dlatego też w Pałacu Prezydenckim oraz w siedzibie PiS na ul. Nowogrodzkiej trwają gorączkowe próby opracowania planu awaryjnego, by zmienić szefową tej instytucji oraz wprowadzić do Sądu Najwyższego “swoich” sędziów.

Występujący ostatnio często w mediach prezydencki minister Paweł Mucha przekonywał dziś w poranku Siódma9, że wybór nowego I Prezesa Sądu Najwyższego to jedynie kwestia czasu.

– Mam nadzieję, że te procesy będą następowały maksymalnie szybko i prezydent o to też apeluje do KRS, mając świadomość wszystkich trudności, żeby KRS pracowała bardzo szybko. O to też apeluje sędzia Johann, który jest przedstawicielem prezydenta w KRS. Wierzę w to, że KRS podoła – stwierdził Paweł Mucha w rozmowie z Marcinem Fijołkiem

Tyle tylko, że wyznaczenie i nominacja następcy prof. Gersdorf może okazać się bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Zamiar sparaliżowania planu rządzących opisuje Gazeta Wyborcza. Zwraca uwagę, że prezydent ma dziś dwa wyjścia, oba napotykające na olbrzymie problemy. Jeden to wyznaczenie na mocy ustawy o SN osoby p.o. I prezesa spośród sędziów SN. Tyle tylko, że (>>>) godna podziwu solidarność sędziów sprawiła, że takiego kandydata po prostu znaleźć nie może, bo wszyscy obecni sędziowie jednoznacznie poparli kadencje prof. Gersdorf do 2020 roku. Pozostaje zatem wyjście drugie – uzupełnienie SN “swoimi” sędziami a następnie wybór nowego I Prezesa. Pierwszy “nabór” na 44 wolne miejsca został już przez Andrzeja Dudę ogłoszony, wkrótce planowany jest jeszcze jeden, na kolejne 27 miejsc, które dadzą takim nominatom większość w 120 osobowym Sądzie Najwyższym.

I choć obsługą naborów na sędziów tej instytucji ma się zająć przejęta już przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa, może się zdarzyć tak, że przez wiele długich miesięcy może postępowania nie zakończyć. Środowisko sędziów, skupione m.in. w stowarzyszeniu Sędziów Polskich „Iustitia” poważnie rozważa wariant blokowania tej procedury. Akcja miałaby polegać na masowym udziale sędziów w konkursach, tak aby je przedłużać, a potem zablokować przez składanie odwołań od stanowiska KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

– W razie sięgnięcia po taką metodę i do sędziów, i do opinii publicznej musiałby popłynąć jasny komunikat: nie chodzi o wyścig szczurów na stanowiska w SN, które zwolniły się w trybie niezgodnym z konstytucją. Chodzi o przedłużenie obecnej sytuacji, utrzymywanie swoistego stanu zawieszenia i uchronienie SN przed dwuwładzą – uważa sędzia Waldemar Żurek, były rzecznik KRS.

Bez uzupełnienia składu SN nowego kierownictwa SN wybrać się nie uda, a blokada może dać czas europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości do rozstrzygnięcia sprawy prof. Gersdorf oraz na wycofanie się władzy ze skoku na SN. Zresztą, jeśli sędziowie zrealizują ten wariant, to sprawa jej usunięcia ze stanowiska może trafić na europejską wokandę jeszcze szybciej. Sędziowie, biorący udział w naborze mogą bowiem złożyć wnioski o skierowanie przez NSA pytań prawnych do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie KRS lub SN. Wówczas problemy PiS-u tylko się nasilą.

Komu PiS chce sprzedać Polskę?

Zwolennik twardej opcji w reformach sądów, bliski Kaczyńskiemu polityk PiS zarzucił prezydentowi RP tchórzostwo. Uważa, że lider Prawa i Sprawiedliwości miał oczekiwać od głowy państwa twardej postawy, tymczasem prezydent znów prezesa zawiódł.

Duda miał wyznaczyć pierwszego prezesa Sądu Najwyższego – powiedział „Faktowi” informator z Nowogrodzkiej. Zamiast tego zaprosił na spotkanie Małgorzatę Gersdorf, najstarszego sędziego SN Józefa Iwulskiego i prezesa NSA Marka Zirk-Sadowskiego na rozmowę.

Spotkanie w Pałacu Prezydenckim – zdaniem informatorów „Faktu” – nie należało do sympatycznych. Sędzia Iwulski zapowiedział, że nie będzie ani zastępcą, ani następcą Gersdorf, a tylko zastąpi ją podczas urlopu. I Prezes SN z kolei miała twardo obstawać, że idzie na urlop i nic nie pomogło, iż Duda podobno zarzucał Gersdorf, iż łamie prawo.

Nie rezygnując ze swojego stanowiska I Prezes SN miała stwierdzić: „Mnie będą broniły międzynarodowe trybunały” i postawiła na swoim. W rezultacie obóz prezydencki miał wystraszyć się Komisji Europejskiej, a także Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który mógłby zablokować działanie ustawy. Ponoć podobne motywy kierują dużą częścią PiS-u.

Sam Kaczyński tymczasem nie ma zamiaru słuchać Brukseli i tego samego oczekuje od głowy państwa. Że prezesowi gładko to idzie można było już przekonać się przy okazji Trybunału Konstytucyjnego, który mimo zarzutu łamania demokracji został po prostu spacyfikowany.

>>>

W bitwie 4 lipca konstytucyjna władza sądownicza pognębiła antykonstytucyjnego pisowskiego prezydenta, rząd i większość parlamentarną. Po zwycięskiej bitwie przydałoby się parę okrzyków tryumfu, a nie tylko narzekania, że PiS konstytucję łamie.

Prezydent Duda wykonał odwrót na z góry upatrzone pozycje i „podpiął się” pod zarządzenie prezes Gersdorf, by zastępował ją sędzia Iwulski. Duda nie wykonał dyspozycji art. 111 pisowskiej ustawy, która nakłada na prezydenta obowiązek „powierzenia kierowania Sądem Najwyższym wskazanemu sędziemu SN”. Prezydent nie wydał postanowienia o powierzeniu albo dlatego, że nie znalazł sędziego SN, który powierzenie by przyjął, albo dlatego, że nawet jeśli jakiś chętny by się znalazł, to groziła sytuacja, że wszyscy sędziowie SN zignorowaliby go i podporządkowaliby się zarządzeniom prezes Gersdorf. Sama pani prezes udaje się na urlop, pozwalając zachować twarz prezydentowi Dudzie, który – jeśli opisywać całą sytuację w kategoriach politycznych – wynegocjował rozejm na warunkach narzuconych mu przez Sąd Najwyższy.

Co zrobi pisowski kierowca?

Użyję następującego porównania: PiS – w sporze z Sądem Najwyższym – wbrew zakazowi skręcił w ulicę o ruchu jednokierunkowym. I liczy, że gładko się przetoczy po jadącym zgodnie z przepisami kodeksu drogowego Sądzie Najwyższym. Ale pojazd Sądu Najwyższego okazał się mocno opancerzony i skutki kolizji mogłyby się okazać dla „dobrej zmiany” fatalne. Teraz kierowcom jednego i drugiego pojazdu zależy na tym, żeby do zderzenia czołowego nie doszło, więc obaj wjechali na chodniki. Jadą ku sobie, a bez końca po chodnikach nie da się jechać. Ponadto pan policjant, czyli Komisja Europejska i Parlament Europejski, zaczął machać lizakiem i wyciąga bloczek z mandatami.

Od  decyzji obu kierowców podejmowanych w ciągu najbliższych trzech miesięcy zależy, czy do kolizji dojdzie, czy też nie, czy jadąc chodnikami kogoś rozjadą i czy pan policjant odbierze prawo pisowskiemu piratowi drogowemu jazdy, wlepi tylko mandat, czy też  ograniczy się do dobrotliwego pouczenia. Spróbujmy opisać możliwe do wykonania przez pisowskiego kierowcę  manewry.

Zacznijmy od oświadczeń woli dalszego zajmowania stanowiska sędziego SN. Dziewięcioro sędziów – w tym sędzia Iwulski – złożyło takie oświadczenia, ale  – w świetle ustawy – z wadą prawną. Nie dołączyli wymaganych ustawą zaświadczeń lekarskich. Nie uznali zatem odnośnego przepisu pisowskiej ustawy o SN. Siedmioro złożyło oświadczenia i dołączyło zaświadczenia lekarskie, czyli nowy przepis uznało. Prezydent wszystkie oświadczenia przesłał do Krajowej Rady Sądownictwa całkowicie zawłaszczonej przez PiS, która ma miesiąc na wydanie swojej opinii. Opinia ta nie jest dla Prezydenta wiążąca, a po jej wydaniu ma on trzy miesiące na wyrażenie zgody na dalsze zajmowanie stanowiska przez sędziego lub odmowę. Zatem prezydent Duda ma czas do mniej więcej połowy października.

W związku z tym mamy parę wariantów rozwoju sytuacji w zależności od decyzji prezydenta Dudy. Omówmy dwa najbardziej politycznie znaczące.

Wariant 1: Duda czyści dziewięciu sędziów

Duda może nie wyrazić zgody dziewięciorgu sędziom, którzy złożyli wadliwe – w świetle ustawy, a nie Konstytucji – oświadczenia, w tym nie wyrazić zgody sędziemu Iwulskiemu, co oznaczałoby, że konflikt powróci, bo wtedy Duda będzie musiał wyznaczyć sędziego kierującego SN do czasu wyboru nowego I Prezesa, a prezes Gersdorf może wtedy skrócić urlop i wrócić do pracy. Co to by oznaczało? Odwołując się do wcześniejszego porównania: samochód „dobrej zmiany” zjechałby wtedy z chodnika i znowu znalazł się na kursie kolizyjnym z Sądem Najwyższym.

Zauważmy, że trudno byłoby prezydentowi wyrazić zgodę wobec sędziego Iwulskiego, a nie wyrazić wobec pozostałej ósemki.

Wariant 2: Duda zostawia wszystkich sędziów. Co wtedy zrobi KE?

Duda może wyrazić zgodę na dalsze orzekanie wobec wobec wszystkich 16 sędziów, co czyniłoby wniosek Komisji Europejskiej do Trybunału Sprawiedliwości w części bezprzedmiotowym. Taka decyzja Prezydenta oznaczałaby, że wprawdzie ustawa umożliwiała dokonanie władzy wykonawczej czystki w Sądzie Najwyższym, ale Prezydent, przynajmniej wobec 16 sędziów, którzy wyrazili wolę dalszej pracy, z takiej możliwości nie skorzystał.

Pozostaje jeszcze kwestia 11 sędziów, którzy skończyli 65 lat, ale żadnych oświadczeń woli nie złożyli, w tym I prezes Gersdorf, która, wedle Prezydenta, jest już w stanie spoczynku i w związku z tym nie jest I Prezesem, a wedle samej siebie i 62 sędziów SN nadal jest I Prezesem, bo Konstytucja wyznacza jej sześcioletnią kadencję.

Nie wiadomo, czy w takiej sytuacji Komisja Europejska podtrzyma swój wniosek do Trybunału Sprawiedliwości, ale nawet jeśli podtrzyma, to będzie chodziło tylko o I Prezesa SN, a nie czystkę sędziów. I tu znowu w grę wchodzi czynnik czasu: Komisja wysłała formalna notę do polskiego rządu – pierwszy krok w procedurze wniosku do Trybunału Sprawiedliwości o naruszenie prawa unijnego. Rząd ma miesiąc na odpowiedź, a jeśli nie zadowoli ona Komisji, to sformułuje ona „uzasadniona opinię”, na którą rząd musi odpowiedzieć w ciągu dwóch miesięcy. Jeśli i tę odpowiedź Komisja odrzuci, to dopiero wtedy sformułuje ona wniosek do unijnego trybunału. Jakby nie liczyć – przed połową października skierowanie takiego wniosku jest niemożliwe, a najprawdopodobniej zostałby on wysłany pod koniec listopada lub grudniu, czyli po decyzjach podjętych przez prezydenta Dudę, a treść tych decyzji Komisja musiałaby brać pod uwagę.

Po co PiS-owi 110 sędziów w SN?

Pozostają do omówienia warianty rozwoju wydarzeń związane z docelową obsadą personalną kierownictwa SN – I Prezesa i Prezesów Izb. Zgodnie z pisowską ustawą wybiera się ich wtedy, gdy w SN zasiada co najmniej 110 sędziów. Nie jest to liczba przypadkowa, bo do wyboru kandydatów na te funkcje potrzebne jest kworum w wysokości 3/5 całego składu, czyli 66 sędziów. Przyjmijmy założenie, że wszyscy sędziowie „starego składu” decydują się zerwać kworum. Czy ich wystarczy? Ustawa obejmuje sędziów, którzy skończyli 65. rok życia – jest ich 27. Gdyby czystka objęła wszystkich „stary skład” liczyłby po zmianach 44 sędziów, a „nowy” , który zostanie zarekomendowany przez pisowską KRS – 66 sędziów. Liczymy: 44+66=110. Ja tam w przypadki nie wierzę.

Cała ta polityczna arytmetyka sypie się jednak, jeśli prezydent Duda zachowa w składzie SN przynajmniej paru sędziów powyżej 65. roku życia. Ponadto rekomendacje KRS do obsady stanowisk sędziów SN nie są dla Prezydenta wiążące: powoływanie sędziów to jego konstytucyjna prerogatywa. Może on zatem powoływać wszystkich sędziów zarekomendowanych przez KRS, może powoływać tylko część z nich, a może nie powołać żadnego lub powołać tylko nielicznych, opóźniając uzupełnienie składu do 110 sędziów do czasu zajęcia się sprawą przez Trybunał Sprawiedliwości, który na wniosek Komisji Europejskiej może wydać postanowienie zabezpieczające – nakazać niestosowanie ustawy do czasu wydania przez siebie wyroku. Wtedy Prezydent i PiS nie może kwestionować tytułu prawnego sędzi Gersdorf do zajmowania stanowiska I Prezesa.

Zwrot zaczepny po odwrocie taktycznym

Nie ulega wątpliwości, że prezydent Duda „podpinając się” pod zarządzenie prezes Gersdorf i nie powołując sędziego kierującego Sądem Najwyższym dokonał głębokiego odwrotu i znalazł się w defensywie wraz z cała „dobrą zmianą”. Paru rzeczy nie wiemy. Nie wiemy, czy jest to decyzja tylko Andrzeja Dudy, czy też defensywa całego obozu „dobrej zmiany” uzgodniona z prezesem Kaczyńskim. Nie wiemy, czy jest to tylko odwrót taktyczny, po którym nastąpi zwrot zaczepny w postaci choćby nie wyrażenia zgody na dalsze zajmowanie stanowiska przez tych sędziów, którzy nie dołączyli zaświadczeń lekarskich lub też przyspieszonego powoływania sędziów rekomendowanych przez pisowską KRS. Dopiero decyzje Andrzeja Dudy, które muszą nastąpić w ciągu trzech miesięcy pozwolą nam zrozumieć polityczny i ustrojowy sens całej sekwencji wydarzeń.

Nie ulega jednak wątpliwości, że w bitwie 4 lipca w politycznej wojnie o Konstytucję konstytucyjna władza sądownicza – Sąd Najwyższy – pognębiła antykonstytucyjnego pisowskiego prezydenta, rząd i większość parlamentarną. Wojna jeszcze nie jest wygrana, ale po zwycięskiej bitwie przydałoby się parę okrzyków tryumfu, a nie tylko narzekania, że PiS Konstytucję łamie. Owszem chce łamać, ale w tym przypadku nie do końca mu wychodzi wychodzi. Cieszmy się. Poczucie wygranej naprawdę dobrze konsoliduje. Narzekania – nie bardzo.

„Z pieniędzy PZU mają być organizowane m.in. na cykle koncertów „Sto żartów na stulecie” oraz „Niepodległość 100+”. Beneficjentem jest Fundacja Jana Pietrzaka „Towarzystwo Patriotyczne”, a sponsorem – założona przez państwowego ubezpieczyciela Fundacja PZU” – informuje portal oko.press.

Pietrzak dostanie 600 tysięcy złotych. Wcześniej jego fundacja dostała już z tego samego źródła co najmniej 400 tys. złotych – przypomina serwis.

Swoje żarty Jan Pietrzak będzie mógł opowiadać niezależnie od tego czy będzie ktoś na widowni czy też nie. Swego rodzaju ostrzeżeniem jest kompletna klapa jego urodzinowego koncert w Opolu i konieczność zdjęcia z anteny TVP2 jego programu „Pół wieku kabaretu pod Egidą”.

Fundacja Jana Pietrzaka „Towarzystwo Patriotyczne” istnieje od 2011 roku. Na jej czele stoi żona satyryka a w zarządzie zasiadają Janusz Śniadek, były szef Solidarności, obecnie poseł PiS oraz prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz.

„Wśród Polaków coraz bardziej widać strach, zwłaszcza u osób, których kariery zależą od państwa. Spodziewam się, że z czasem inercja Polaków doprowadzi do prawdziwych represji” – twierdzi prof. Jadwiga Staniszkis w wywiadzie udzielonym „Polsce The Times”.

Jej zdaniem w Polsce pod rządami PiS narasta „poczucie strachu”. Twierdzi, że władza śledzi obywateli. Mieszkańcy metropolii sobie z tego nie zdają sprawy, ale w Polacy z mniejszych miejscowości zdają sobie sprawę z inwigilacji – przekonuje Staniszkis.

Słynna socjolog twierdzi jednak, że to dopiero początek. „Spodziewam się, że będziemy mieli pokazowe procesy, nastąpi rozwój cenzury, pojawi się presja finansowa na media. Przecież po to się dzisiaj usuwa sędziów, by na ich miejsce wstawić swoich” – przewiduje w rozmowie z „Polską The Times”.

Staniszkis twierdzi, że decydujące będą najbliższe wybory, które są w stanie zatrzymać „rzekę autorytaryzmu pisowskiego”. Jej zdaniem przeciwko zmianom w sądownictwie protestowały głównie osoby pamiętające jeszcze lata komunizmu i najważniejsze pytanie brzmi, czy młodzi zechcą się do nich dołączyć.

Morawiecki potrzebny do stworzenia ładu oligarchiczno-klientystycznego

Do Ludwika Dorna mam stosunek intelektualny od dawna unormowany, nie powoduje u mnie jakichś głębszych refleksji, bądź nagłych olśnień, że tego czy owego nie zauważyłem, a onże mi niejasności rozświetlił. Zauważam jednak bezsiłę dziennikarzy w stosunku jasnego wytłumaczenia, dlaczego desygnowany został Mateusz Morawiecki do pełnienia funkcji premiera rządu polskiego.

Desygnowany – rzecz jasna – przez Jarosława Kaczyńskiego, a nie przez czerstwe intelektualnie i emocjonalnie ciało PiS o nazwie Komitet Polityczny, czy nawet prezydenta Andrzeja Dudę. Beata Szydło zostałaby wykopana wcześniej, gdyby nie nagłe protesty społeczeństwa obywatelskiego w lipcu, a wraz z nimi zaplecze Andrzeja Dudy dojrzało dla siebie możliwości emancypacyjne. A że to towarzystwo gorszej kategorii intelektualnej nawet w PiS, zostało szybko sprowadzone do swego poziomu przez prezesa Kaczyńskiego. Duda zaś z marnymi możliwościami utemperowany, więc Kaczyński mógł przystąpić do realizacji swego scenariusza budowania trwałych zrębów władzy.

Jak one mają wyglądać, pisze o tym Dorn dla „Magazynu TVN 24”. Pomijam kwestię, dlaczego „żałosna, śmieszna i groteskowa” Szydło musiała odejść, a Kaczyński nie sięgnął po premiera dla siebie. Otóż prezes PiS nie ma żadnego fachowego zaplecza gospodarczego (innego też, ale te inności go nie za bardzo obchodzą), zawsze korzystał z kadr III RP, w latach 2005-07 była to Zyta Gilowska, teraz członek Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku – Morawiecki.

Ponadto III RP szczęśliwie uniknęła zbudowania ładu klienstyczno-oligarchiczego – owego układu – jaki nie ominął krajów naszego regionu, tj. te, które wchodziły do Unii Europejskiej w XXI wieku.

Oligarchia więc funkcjonuje wszędzie w Mitteleuropie, tylko nie w Polsce. Oligarchia zaś zapewnia władzę, bo to ona tworzy rzeczywiste struktury władzy, zaś struktury partyjne są wobec niej służebne, wtórne, politycy są „figurantami politycznymi”.

Oligarchowie tworzą „adopcyjną rodzinę polityczną”, kreując dla aparatu partyjnego synekury, asymilując ich z rozbudzonymi potrzebami finansowymi. Taką operację przeprowadził na Węgrzech Viktor Orban, a Kaczyński falsyfikuje tylko drogę węgierską do dyktatury.

Orban skupił w swoich rękach pełnię władzy. To jeszcze przed Kaczyńskim, wszak sądy nie zostały całkowicie podporządkowane jego woli, a media są w większości nie „zrepolonizowane”. Zadanie przerastało „żałosną, śmieszną i groteskową” Szydło. Jedyny człowiek, który do tej operacji adopcyjnej do tworzenia ładu oligarchiczno-klientystycznego się nadaje to Morawiecki, najbogatszy premier po 1989 roku

Kaczyński procedury adopcyjne przećwiczył poprzez przyswojenie aparatu represji PRL-u, przysposabiał je prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz. Przyszedł czas na coś zdecydowanie głębszego – gospodarkę – i zarządzanie nią trwale przez oligarchów. Tak stało się na falsyfikowanych przez Kaczyńskiego Węgrzech, tak jest na Słowacji i w Czechach, gdzie po władzę sięgnął najbogatszy Czech.

Morawiecki będzie tworzył układ, który zapewni PiS władzę na trwałe. Ten rodzaj ustroju i ładu kapitalistycznego jest tworzony w Polsce. Trudny do przewrócenia przez opozycję polityczną i obywatelską, gdyż te będą minimalizowane przez państwo PiS. Ów ład został w skrajnej postaci przećwiczony na Ukrainie Janukowycza, a obecnie odradza się w innej modyfikacji personalnej za sprawą Poroszenki.

Macierewicz, Kaczyński, Duda – jak żyć w państwie, które nam proponują. Z Polski zrobili Tworki

Kapitalna myśl posłanki Nowoczesnej Kamilii Gasiuk-Pihowicz:

„Jeżeli przejmowanie sądów przez PiS ma się odbyć tylko dlatego, że są jakieś skandaliczne przypadki zachowań sędziów, to tak jakbyśmy mieli zlikwidować uniwersytety, bo profesorem jest pani Pawłowicz”.

Tak prowadzi dialog siostra Ryszarda Terleckiego (przynajmniej siostra z urody) rzeczniczka PiS Mazurek.

Beata Mazurek: Zaskakująca jest aktywność pana Hermelińskiego.  Gdy ostatnio nawalił system wyborczy nie chodził do mediów nie udzielał wywiadów, nie wyjaśniał.

Dziennikarze: Ale on nie był szefem PKW.

Beata Mazurek: Ale to nie ma znaczenia.

Jak uroda, taka głowa.

Zmatolenie.

Ludwik Dorn uważa, że walka o odebranie niezależności sądom toczy się między Kaczyńskim i Dudą o pierwszeństwo dziobania.

Prawo kaduka.

Nie mam też jasności, jaka jest intencja polityczna tego spektaklu: czy mamy do czynienia z przeciąganiem liny między PiS a prezydentem, co by prowadziło do tego, że dojdzie do kolejnego spotkania prezes – prezydent i coś tam się ustali, przy czym prezydent mocno ustąpi? Z jego punktu widzenia będzie to dużo poniżej szkicu porozumienia zrealizowanego przez plenipotentów obu stron. Czyli nie będzie wywieszenia białej flagi, ale mocny i upokarzający odwrót prezydenta. To dla PiS-u może być ważne, bo gra toczy się o przewagę, o to, kto jest najważniejszym kogutem na podwórku władzy i jako pierwszy ma prawdo dziobać sędziowskie kury. Chodzi o kolejność dziobania, o prestiżową przewagę – rzecz w polityce niesłychanie ważną.

Waldemar Mystkowski uważa, że to polityka transakcji – kupczenia.

Dlaczego tak się dzieje? Bo uczestniczymy w spektaklu, który zafundowali nam politycy PiS. Usadzono nas na widowni i farsę nazywają dramatem. Nieudana farsa w rzeczywistości jest tragedią, jak to trafnie, acz nieco knajacko opisał Andrzej Saramonowicz: – „Kiedyś nie bardzo mogłem pojąć, jak te mendy z XVIII wieku doprowadziły Polskę do rozbiorów. A teraz włączam telewizor i widzę”.

Nasze wolności, prerogatywy obywatelskie, sprzedaje się, kupczy nimi. Polityka PiS jest polityką transakcji i to na każdym niemal poziomie. Kupczy się nami, tak jak Polską kupczyła Targowica w XVIII wieku: antydemokratyczna, antynowoczesna, proklerykalna i promoskiewska („alarm” Donalda Tuska). Paweł Śpiewak zamierza od nowego semestru na UW prowadzić kurs „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”, bynajmniej fakultet niedowartościowujący prezesa PiS, tylko dekonstruujący jego mało zbożne zamiary – transakcji.

Beata Szydło ma pewny Trybunał Stanu.

Kluczowi świadkowie zgodnie zeznali, że to premier Beata Szydło osobiście poleciła nie drukować wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Mimo to prokurator nie przesłuchał szefowej rządu. Umorzył śledztwo w sprawie domniemanego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w związku z nieopublikowaniem wyroków. 

Antoni Macierewicz rozpaczliwie broni się przed dymisją.

Ten pacjent polityki bredzi w mediach Rydzyka, jak po lobotomii i katastrofie smoleńskiej. Niebywały głupiec, nierób, który zmarnował zycie i teraz smrodzi, jak sowieckie onuce.

– Mamy do czynienia z niebywałym zjawiskiem, takim, które można by porównać wyłącznie do czasów stalinowskich, wyłącznie do czasów, w których okupanci wymuszali na Polakach, którzy się poddawali decyzjom, fałszowanie najważniejszych spraw bytu narodu polskiego. Ta kwestia została skierowana do prokuratury- mówił minister obrony w felietonie „Głos Polski” w Radiu Maryja i Telewizji Trwam.

Takimi onucami estycznymi jest jego Misiu Misiewicz.

Można sobie z tej pary pobrechtać: Macierewicz i jego Misiu.

W nowym „Newsweeku” o naszym pacjencie piszą Michał Krzymowski i Paweł Reszka.

Antoni Macierewicz zachowuje się, jakby kierował obroną oblężonej twierdzy. Polityk PiS: – Nikomu nie ufa. Uważa, że ktoś na niego czyha.

Nasze źródła w MON mówią, że Macierewicz zarządził przebudowę bezpiecznego pomieszczenia – tak zwanego bunkra – w budynku przy ulicy Klonowej, gdzie urzęduje. Ma być wyposażone w dodatkową aparaturę eliminującą możliwość podsłuchu. – Pomieszczenie było wyposażone dobrze, ale pan minister uważa, że budynek jest zbyt blisko rosyjskiej ambasady i nie jest bezpiecznie. Ma obsesję sprawdzania wszystkiego – opowiada nasz rozmówca.

Taki głupiec odpowiada za bezpieczeństwo kraju.

Odjazd godny Tworek.

O Jarosławie Kaczyńskim w tym samym „Newsweeku” pisze Cezary Michalski.

Jarosław Kaczyński radykalizował konflikt wewnętrzny w Polsce, kiedy walczył o zdobycie władzy. Nie ma w tym niczego dziwnego, podobnie postępował Wałęsa w czasie wojny na górze, Miller w okresie rządów AWS czy Tusk po wyborczej klęsce 2005 roku.

Jednak Kaczyński – jako pierwszy polski przywódca po 1989 roku – ten konflikt wewnętrzny celowo jeszcze bardziej zradykalizował już po zdobyciu władzy. Zmusił cały swój obóz do prowadzenia wyniszczającej wojny domowej. Jego ludzie – ministrowie rządu Beaty Szydło, szefowie kontrolowanych przez PiS mediów, nawet nowi prezesi spółek skarbu państwa – są rozliczani nie z realnych osiągnięć, ale z zakresu prowadzonych przez siebie czystek czy z brutalności ataków wobec opozycji i społecznych elit.

A prof. Jadwiga Staniszkis mówi:

– Kaczyński powinien przejść na tę emeryturę wraz z innymi, ale nie ma dokąd pójść – uważa Staniszkis, według której sytuację utrudnia fakt, że prezes PiS nie ma rodziny. – Jest przecież bardzo bystrym człowiekiem, nawet obserwując to, co się dzieje w komisji, mógłby dostrzegać to łamanie konstytucji i prawa. Ale myślę, że on po prostu chce, żeby wszyscy byli zrozpaczeni tak samo jak on. W takim stanie psychicznym nie powinien sprawować władzy.

Niedługo będzie uchwalona klauzula sumienia dla aptekarzy.

Antykoncepcja jako wróg ideowy, bitwa o Polskę, runda kolejna. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który jeszcze rok temu dystansował się od pomysłów części farmaceutów, aby i ich zawód objąć prawem do klauzuli sumienia, nawet jeśli prowadzą jedyną aptekę w mieście, teraz zmienił zdanie. Jest za. Nawet jeśli chodzi o jedyną aptekę w mieście.

TVN zapowiada na sobotę sensacyjny reportaż o szpiegu rosyjskim osadzonym blisko Macierewicza.

Jak zyć w takim państwie PiS? – zastanawiała się u Moniki Olejnik wybitna rezyser Agnieszka Holland.

– To są ludzie, którzy mają tak rozbudowany narcyzm, że nie są w stanie pogodzić się z rzeczywistością. Używają wszelkich narzędzi władzy, żeby mścić się na całym świecie za swoje niepowodzenia. To jest ciekawa psychologia dla reżysera, scenarzysty, pisarza. Jednak żyć pod takimi ludźmi jest strasznie niebezpieczne – stwierdziła reżyserka Holland w programie „Kropka nad i” TVN24 mówiąc o Kaczyńskim i Ziobrze.

>>>

Czy Szydło zostanie wysłana na śmietnik przez Kaczyńskiego? Dudy, Macierewicza et consortes codzienne zaprzaństwa

Ponad połowa Polaków chce wymiany Beaty Szydło. Dużo to, czy mało? Jarosław Kaczyński ma większy elektorat negatywny. Więc należy stwierdzić: Szydło więcej popiera, niż wynosi w tej chwili elektorat PiS.

Szydło jest fatalnym premierem. Nic nie może, ale też nie potrafi – jest najzwyczajniej kiepska intelektualnie i merytorycznie.

Gdyby Kaczyński ją wymienił na siebie, należałoby przyklasnąć, gdyż obsuwa PiS byłaby nieuchronna. Odbyłby się zjazd w dół i tam miejsce PiS – na śmietniku.

Kaczyński raczej jej teraz nie wymieni – poczeka. „Raczej” – bo z nim nic nie wiadomo. Boi się, ale ręce mu drżą za władzą.

Dla przypomnienia o kłamliwości Szydło.

Tzw. reforma sądownictwa jest dogadana. Znowu mamy do czynienia z tchórzami, bo Duda wie, że stanie przed Trybunałem Stanu.

Dziennikarz „Dziennika” Grzegorz Osiecki nie wie, co pisze o sądownictwie. Przez takich marnych dziennikarzy – jak ten niedouczony i konformistyczny, czyli amoralny – mamy taki fatalny stan Polski. Nie potrafią przeanalizować solidnie tego, co się dzieje w Polsce w konfrontacji z rzeczywistą wiedzą o demokracji. Ot, jeszcze jeden jełopek.

Konflikt Duda – Macierewicz będzie się tlił. Nie dogadają się.

Jest to na rękę Kaczyńskiemu, bo ten nie wie, jak pozbyć się Macierewicza.

Macierewicz nie wie, co mówi. To jest typowy człowiek nadaktywny, ale zaniedbany – leniwy. Nie chciał się dokształcać.

Dla Polski jest groźny, gdyż swym rozchełstaniem, intelektualnym niedomyciem, pachnącym zjełczeniem, doprowadza do konfliktów z sąsiadami.

A oprócz tego nie jest pewne, kogo interesy reprezentuje. Z każdego rozumnego punktu oceny – nie są to interesy polskie.

Macierewicz został nagrodzony za patriotyzm.

Więcej mają patriotyzmu buty, w których chodzi, bo te nie udają niczego więcej, niż są.

A skarpety na pewno – och, ten zapaszek… Macierewicza, jak sowieckie onuce.

Jan Rokita z Ludwikiem Dornem zakładają think tank. Kiedyś może byli ciekawymi politykami. Niestety – bardzo to polskie – nie rozwinęli się, zatrzymali, powtarzają stare mantry.

Zapowiadali się i na tym skończyli. Kolejni lenie.

Waszczykowski gdzie by nie pojechał, zepsuje polskie relacje międzynadowe. Tak jest teraz z Ukrainą.

Powinniśmy się do tego przyzwyczaić. On inaczej nie potrafi, bo w ogóle nie potrafi. Permanentny lewus.

Bardzo ciekawa rozmowa z Newsweeku Aleksandry Pawlickiej z Jolanta Urbańską, częstochowską radną PO, szefową Stowarzyszenia Demokratyczna RP.

„To, co robi PiS przypomina Niemcy lat 30. III Rzesza miała nadczłowieka. My mamy Nadpolaka i mit superpaństwa, które wstaje z kolan”.

Tak! W Polsce rodzi się faszyzm. Widać i czuć!

„Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!” – to fragment listu Piotra Szczęsnego, który dokonał samospalenia przed Pałacem Kultury i Nauki. Pod tym hasłem przez centrum Warszawy przejdzie dziś (06.11.2017) wieczorem marsz, który upamiętni jego czyn.

Marsz rozpocznie się o godz. 16.30 na placu Defilad, w miejscu samospalenia Piotra Szczęsnego.

Post Navigation