Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Łukasz Lipiński”

Rydzyk coraz większy i bogatszy. PiS z budżetu państwa sponsoruje mu kolejne przedsięwzięcia

Plany ojca Rydzyka na przyszłość wiążą się nie tylko z geotermią, muzeum i uzdrowiskiem. Redemptorysta wraz ze swoimi współbraćmi planuje wkrótce zacząć wydawać nową gazetę, a także utworzyć park pamięci. Duchowny nie zamierza też rezygnować z walki o państwowe środki na założoną przez siebie uczelnię.

  • Nowa gazeta będzie miesięcznikiem
  • Park ma upamiętniać m.in. Polaków ratujących Żydów
  • Rydzyk ma też zamiar aktywnie działać na rzecz wprowadzenia dotacji dla założonej przez siebie prywatnej uczelni z publicznych pieniędzy

Tzw. imperium Rydzyka rośnie w siłę odkąd do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość. Państwowe fundusze leją się do niego strumieniami. Kilka miesięcy temu ogłoszono najpotężniejszy z tych finansowych zastrzyków: 70 mln na muzeum, które redemptoryści postawią na nieruchomości w zachodniej części Torunia, która z ogromną zniżką została im przekazana przez Skarb Państwa.

Wkrótce będzie Park Pamięci Narodowej

Chodzi o Port Drzewny, czyli miejsce dla nich szczególne. To tam postawili własną uczelnię, monumentalny kościół, restaurację oraz księgarnię, w której oprócz książek można kupić dewocjonalia. Tam również planują utworzyć uzdrowisko, o ile po ich myśli przebiegną odwierty, na które za rządów PiS przyznano im najpierw 26,5 mln od NFOŚiGW za to, że za rządów PO bezprawnie wypowiedziano im na nie umowę, a potem dwie spore dotacje – 19,5 mln zł oraz 12,3 mln zł.

Mało się jednak mówi o tym, że ma tam powstać także Park Pamięci Narodowej. Ma upamiętniać zasłużone dla Polski osoby. Tadeusz Rydzyk zapowiedział jego powstanie już rok temu,prosząc o datki. Podczas zorganizowanych kilka dni temu urodzin Radia Maryja nie tylko podtrzymał chęć utworzenia tego miejsca, ale też zapowiedział jego rychłe otwarcie.

– Teraz przygotowujemy już Park Pamięci Narodowej – stwierdził. – Będzie to piękne. Tam będą nazwiska tych, którzy z narażeniem życia ratowali Żydów. Mamy około 40 tys. takich nazwisk. Instytut pracuje cały czas. Kilkanaście osób bada te wszystkie sprawy. Trzeba to robić, czy nie? Przecież Polacy to nie są antysemici, prawda? Tak nam chcą wmówić.

Gazeta i bony edukacyjne

Na tym nie kończą się plany na przyszłość ojca Rydzyka. Wciąż rośnie bowiem związana z nim medialna grupa, na którą składają się już Radio Maryja, jego internetowy odpowiednik, Tv Trwam, gazeta „Nasz Dziennik”, miesięcznik „W Naszej Rodzinie” i ufundowany niedawno przez ministerstwo sprawiedliwości portal Ostrzegamy.online. Ta grupa medialna też nie powinna narzekać na brak rządowego wsparcia w różnych formach. Mimo to redemptoryści na tym nie poprzestaną.

– Niedługo będzie następny miesięcznik, następny tytuł – zapowiedział ojciec Rydzyk.

Duchowny w najbliższym czasie dalej będzie również lobbował za tym, by prywatne uczelnie otrzymywały państwowe środki. Chodzi mu głównie o założoną przez niego Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, mimo że nie należy ona do najbardziej cenionych uczelni w regionie. Sam zaproponował niedawno wprowadzenie bonu studenckiego, który pozwoliłby po maturze wybrać dowolną szkołę wyższą, nawet beznadziejną. Państwo musiałoby pokrywać koszt nauki.

Forsowaniu tego pomysłu ma służyć zaplanowana na sobotę konferencja w WSKSiM. Zorganizuje ją były prominentny polityk PiS Andrzej Jaworski, a weźmie w niej udział sam Tadeusz Rydzyk. Na konferencję zaproszono też premiera Mateusza Morawieckiego oraz minister finansów Teresę Czerwińską, ale nie wiadomo, czy wezmą w niej udział.

Depresja plemnika

>>>

„Jestem pod wrażeniem postawy Pana Prezydenta Wałęsy. Dzisiejsza, odważna „manifestacja”, to kolejne potwierdzenie, dlaczego został liderem Solidarności, dlaczego szanują go ludzie na całym świecie, dlaczego zapisał się w historii. Mali zawistni ludzie tego nie zniszczą” – to reakcja jednego z internautów na założenie przez Lecha Wałęsy koszulki z napisem „Konstytucja” na pogrzeb prezydenta USA Georga H.W. Busha.

Prawicowe media i portale wręcz prześcigały się w dyskredytowaniu Wałęsy.

„Noblista uczestniczy w spotkaniu najważniejszych osób na świecie, nosi na sobie koszulkę-manifest, a prawicowi dziennikarze twierdzą, że nikt z Nim nie zamieni słowa. A dzięki temu manifestowi o łamaniu przez PiS Konstytucji napiszą jutro wszyscy. I to tych dziennikarzy boli” – skomentował na Twitterze prof. Marcin Matczak.

Lech Wałęsa na swoim profilu na Twitterze umieścił zdjęcia, na których widać, jak po uroczystości, witają się z nim Hillary i Bill Clintonowie oraz Barack Obama. – „A czy Andrzej Duda może pochwalić się takimi…

View original post 2 170 słów więcej

Rydzyk przyjął hołd PiS

27. rocznicę powstania świętowało w sobotę Radio Maryja. Rocznicę uświetnili swoją obecnością czołowi funkcjonariusze Prawa i Sprawiedliwości. Do Torunia zjechały autokary ze słuchaczami z całego kraju, a także z pielgrzymami z zagranicy.

Przy tej okazji przypuszczono frontalny atak na Polski Instytut Sztuki Filmowej. Poszło o to, że ojciec dyrektor próbuje jak dotąd bezskutecznie wyłudzić kasę od instytutu. „A na „Kler” to dali” – mówił z pretensją…

„Który tu z nas jest taki, jak na tym filmie „Kler”? – pytał z emocją toruński redemptorysta i sporą część swojego wystąpienia poświęcił tej filmowej produkcji.  Dopytywał, kto z obecnych na widowni był w kinie i „dołożył pieniądze do tamtej kasy”. Sam przyznał, że filmu nie widział, ale dużo czytał o nim w internecie.

Przywołał historię filmu „Nędzarz i madame”, który opowiada o losach św. Alberta Chmielowskiego – opiekuna ubogich.

„Zwróciliśmy się do takiej organizacji PISF – Polski Instytut Sztuki Filmowej. Oni dają pieniądze na filmy, ile nam dali? Dwa pół dnia na dzień. To mniej więcej tak, jak Gomułka. Gomułce mówili, że potrzebujemy Lwów i Kijów. Gomułka odpowiadał: lwów to macie pod dostatkiem w zoo, a kijów to dostaniecie. To mniej więcej tak samo dali nam teraz, ale na film „Kler” dali. Zobaczcie, ile jeszcze trzeba zmienić w Polsce” -podsumował.

Depresja plemnika

W ostatnich tygodniach PiS musiał się mierzyć z serią problemów: porażką wyborczą w miastach, aferą korupcyjną w Komisji Nadzoru Finansowegoczy kryzysem związanym z rosnącymi cenami energii. Dlatego partyjni piarowcy stwierdzili: „już dość, trzeba przejść do kontrofensywy”. Moment był ostatni z możliwych, bo za chwilę Polacy zajmą się przygotowaniami do Bożego Narodzenia i warto, żeby przy stole nie mówili tylko o aferach.

Pomysł musiał się narodzić w ostatniej chwili. Telefony do telewizji poszły dopiero w piątek po południu, ale informacje były bardzo lakoniczne. Wiadomo było tylko, że na niespodziewanie zwołanej imprezie przemówi premier i odpowie na pytania publiczności, ale program i lista mówców były trzymane w tajemnicy do samego końca.

Rekonstrukcja rządu? Przyspieszone wybory? Skutki afery

Dwie godziny propagandy

W końcu okazało się, że na konferencji z okazji trzylecia rządów PiS pod pretensjonalną nazwą „Praca dla Polski” przemówił premier, a po nim trzej wicepremierzy. Na sali siedziała dobrana publiczność i cały rząd. Morawiecki chwalił się osiągnięciami i obiecywał życie na europejskim poziomie, Beata Szydło…

View original post 3 479 słów więcej

Państwo mafijne PiS. Nie Polska, tylko Pislandia

PiS złapany na tym, jak konstruuje państwo mafijne

Jak wynika z doniesień „Gazety Wyborczej” Marek Chrzanowski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego – w zamian za ok. 40 mln złotych – miał zaoferować przychylność dla Getin Noble Banku, którego właścicielem jest Leszek Czarnecki. Miliarder poinformował gazetę. „Wyborcza” posiada kopię nagrania, które wraz ze stenogramem upubliczniła na swojej stronie internetowej.

Jak opisuje „Gazeta Wyborcza”, do spotkania Leszka Czarneckiego i Marka Chrzanowskiego doszło w gabinecie szefa KNF w marcu 2018 r. Leszek Czarnecki miał ze sobą sprzęt nagrywający. W trakcie spotkania Chrzanowski zapytał Czarneckiego: „czy nie widzi jakiejś potrzeby zwiększenia swoich zasobów, jeżeli chodzi o prawników”. Następnie, kładąc na stole wizytówkę radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka, polecił go „z korzyścią dla urzędu, i dla całej instytucji”. Sugerował także – jak twierdzi „Gazeta Wyborcza” – jakie tenże prawnik powinien dostać wynagrodzenie.

W rozmowie padły mianowicie słowa: „No nie wiem, jaki ma pan system wynagradzania w banku, ale wydaje mi się, że jeżeliby pan to powiązał z wynikiem banku, tak? No to ten prawnik będzie bardziej zaangażowany. W tym horyzoncie najbliższych kilku lat no to byłoby, tak jak pan uważa, tak? Może rozwiązanie, na którym bank mógłby, że tak powiem, się oprzeć, wsparłaby ta osoba państwa w tym procesie restrukturyzacji”. Z nagrania przekazanego przez miliardera do prokuratury wynika też, że Chrzanowski proponował miliarderowi m.in. usunięcie z KNF Zdzisława Sokala, przedstawiciela prezydenta w KNF (bo jest zwolennikiem przejęcia banków Czarneckiego przez państwo); złagodzenie skutków finansowych tzw. stopy podwyższonego ryzyka (kosztowało to bank ok. 1 mld zł), „życzliwe podejście KNF i NBP do planów restrukturyzacji banków Leszka Czarneckiego”.

Leszek Czarnecki złożył zawiadomienie do prokuratury. Wynika z niego, że Chrzanowski w trakcie rozmowy wskazał na kartkę z napisem „1 proc.”. W ten sposób „starał się narzucić ustalenie dla Grzegorza Kowalczyka (…) prowizyjnego sposobu wynagradzania radcy prawnego, a nawet wysokość jego wynagrodzenia, rażąco wygórowanej w odniesieniu do warunków rynkowych, gdyż 1 proc. skapitalizowanej wartości Getin Noble Bank S.A. to około 40 milionów złotych”. Pełnomocnik Czarneckiego, mecenas Roman Giertych zawiadomił Prokuraturę Krajową, wnosząc o „ściganie Chrzanowskiego i wszczęcie śledztwa ws. próby korupcji”.

KNF odpiera zarzuty i mówi o próbie szantażu ze strony miliardera. Tymczasem po publikacji artykułu Mateusz Morawiecki wezwał szefa KNF do natychmiastowych wyjaśnień oraz zlecił prokuraturze i służbom niezwłoczne zebranie informacji na temat doniesień medialnych. Marek Chrzanowski został przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego w październiku 2016 r. Wcześniej zasiadał w Radzie Polityki Pieniężnej.  „Wyborcza” – jak informuje portal Business Insider Polska – skontaktowała się z Chrzanowskim.

Ten odesłał gazetę do biura prasowego, które poinformowało, że sprawę uważa za szantaż ze strony Czarneckiego. Dlaczego? Gdyż „brak [było] niezwłocznego powiadomienia prokuratury przez miliardera”. Co więcej, rzecznik KNF Jacek Barszczewski w odpowiedzi „GW” napisał: „Informacje te pojawiają się w momencie, kiedy media donoszą o problemach banku związanych z procesem dystrybucji instrumentów finansowych spółki GetBack przez Idea Bank i potencjalnych działaniach KNF”.

Nie pozwolić PiS-owi na oddech, leży już na ringu, jest liczony, tak walnąć w papę, aby już się nie podniósł, aby nie hańbił imienia Polski.

Depresja plemnika

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze o pisowskich politykach legitymizujących faszystów

Ulicami stolicy maszerowali ludzie, których jedynym celem jest odebranie głosu, prawa do istnienia i swobodnej ekspresji i zniszczenie każdego, kto nie podziela ich fanatycznych poglądów.

Niezależnie od propagandowych przekazów prawda jest oczywista – po trzech latach przygotowań na 100-lecie Niepodległości PiS zafundował nam marsz z faszystami. Można bawić się w dzielenie włosa na czworo i kombinować, mówić o „incydentach” z nacjonalistami, rasistami, narodowcami w tle, dwóch sektorach, dwóch oddzielonych od siebie częściach pochodu (tym lepszym i tym gorszym – jakie to charakterystyczne dla PiS), bagatelizować napaść na dziennikarkę „Gazety Wyborczej” – i próbować złagodzić w ten sposób wydźwięk tego bezprecedensowego wydarzenia, jak robi to rząd i jego satelickie media, tylko że to nie zmienia faktów.

A fakty są dokładnie takie, jak opisał i podał dalej w świat Francis Fukuyama, jeden z najbardziej znanych i liczących się filozofów politycznych na…

View original post 5 116 słów więcej

Macierewicz wraca pokątnie, objawił się jako peronowy

„Z okazji 12. rocznicy zbudowania peronu na stacji Włoszczowa Północ – w obecności najbliższych, ks. bp Andrzeja Kalety oraz wojewody świętokrzyskiej Agaty Wojtyszek – odsłonięta została tablica upamiętniająca śp. Przemysława Gosiewskiego, który poległ w tragedii smoleńskiej” – poinformował Antoni Macierewicz. Do wpisu dołączył zdjęcie z uroczystości.

Internauci w komentarzach podkreślali dwa wątki wpisu byłego szefa MON. Pierwszy dotyczył samej uroczystości. – „Zaleciało Bareją („okrągła trzydziesta pierwsza rocznica”)…”;

 „Wspaniała uroczystość! Czy przewidywane są równie podniośle obchodzone kolejne miesięcznice otwarcia peronu?”; – „Nie wstyd wam? Na peronie, co go sobie śp. Gosiewski kazał wybudować? Jeden z pomników prywaty i zawłaszczania publicznych pieniędzy. Już całkiem was odkleiło od rzeczywistości”; – „Przecież to jest jakaś czarna komedia…”.

Drugim wątkiem było stwierdzenie, użyte przez Macierewicza, że Gosiewski „poległ” w katastrofie pod Smoleńskiem.  – Zginął!!! W Smoleńsku i okolicach 8 lat temu nie było żadnej wojny”; – „Zginął w tragicznym wypadku, bo jego szef musiał wystartować kampanię wyborczą… BTW, gdzie te miliony na pana ekspertów wydane?”;

„Pan poległ w tej farsie, którą pan przedstawia przez 8,5 roku za pieniądze podatników”.

Macierewicz wraca pokątnie – we Włoszczowej objawił się jako peronowy.

Holtei

Ciąg dalszy afery taśmowej. Onet opublikował kolejne nagrania z Mateuszem Morawieckim. „Na szczęście złamał rękę” – mówi o Robercie Kubicy. Na premiera wylała się fala krytyki.

Onet opublikował kolejne taśmy z udziałem Mateusza Morawieckiego, gdzie premier wypowiada się na temat wypadku Roberta Kubicy z 2011 roku.

„Na szczęście złamał rękę” – powiedział o wypadku polskiego sportowca na nagraniach zafery taśmowej. Gdyby tak się nie stało, Robert Kubica najprawdopodobniej przeszedłby do Ferrari, w efekcie czego bank BZ WBK musiałby sponsorować sportowca. (BZ WBK należał do Santandera, który od był sponsorem teamu Ferrari – red.). ” Ja tego nie chcę, kur… Pięć dych co roku płacić. Sp…laj.” – mówił Mateusz Morawiecki.

Taśmy Morawieckiego. Premier o Kubicy: „Na szczęście złamał rękę”

Słowa Mateusza Morawieckiego o Robercie Kubicy wywołały lawinę krytyku pod adresem premiera.

Morawiecki cieszący się z poważnego wypadku wybitnego polskiego sportowca bo już nie musi mu płacić z pieniędzy banku…

View original post 3 492 słowa więcej

Lech Kaczyński dopuścił się sądowej zbrodni

Poniedziałkowa publikacja „Wyborczej” o tym, że Lech Kaczyński mocno interesował się sprawą zbrodni w Miłoszycach, wywołała ostre reakcje władzy. Jako pierwszy zaatakował „Wyborczą” wiceszef resortu sprawiedliwości Patryk Jaki, który w TOK FM powiedział, że tekst „jest obrzydliwy” i „jest wielką manipulacją”. Zaprzeczył, by Kaczyński (w latach 2000-2001 minister sprawiedliwości i prokurator generalny) wpływał na to, żeby prokuratura we Wrocławiu oskarżyła Tomasza Komendę o gwałt i morderstwo. Głos zabrała także Prokuratura Krajowa, stwierdzajac, że artykuł „zawiera nieprawdziwe informacje”, i dodała, że „w dokumentacji sprawy nie ma żadnych poleceń prokuratora generalnego dotyczących sposobu zakończenia tego postępowania” – czytamy w portalu Wyborcza. Przypomnijmy, z powodu tego oskarżenia Komenda niewinnie spędził 18 lat w więzieniu.

Ostre reakcje władzy mają swoją przyczynę. Otóż fakty – przypomina „Wyborcza” – są takie, że w czasie, gdy Lech Kaczyński sprawował funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, od śledztwa w sprawie zbrodni miłoszyckiej odsunięto „za opieszałość” prokuratora i zdymisjonowano jego przełożonego. W obliczu takiej presji kolejny śledczy błyskawicznie wysłał do sądu akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi Komendzie. Co więcej – jeśli chodzi o brak „śladów poleceń w dokumentacji”, co stwierdziła Prokuratura Krajowa – Wojciech Czuchnowski i Ewa Wilczyńska odpowiadają: zachowały się one w  publicznych wypowiedziach urzędników resortu, prokuratorów i samego Kaczyńskiego.

Lech Kaczyński udzielił wówczas wywiadu (przypomniała go teraz „GW”), w którym sprawę zbrodni w Miłoszycach wymieniał jako koronny przykład na liberalne podejście i nieudolność prokuratury. Dlatego domagał się szybkiego postawienia zarzutu. Powolny jego zdaniem „sposób interpretacji praw człowieka […]stanowi zagrożenie dla porządku społecznego”. Prowadzącemu śledztwo prokuratowrowi zarzucał brak zdrowia moralnego. To nie wszystko: otwarcie twierdził, że jest zwolennikiem „nieustannych nacisków na zaostrzanie działań prokuratury”. Sprawą zbrodni Kaczyński zainteresował się po interwencji Ewy Szymeckiej, adwokatki rodziców 15-letniej Małgosi zamordowanej w noc sylwestrową 1996/1997. Wysłala list informujący o nieprawidłowościach w śledztwie, następnie spotkała się z ministrem sprawiedliwości, jak mówi mniej więcej w połowie 2000 roku.Tomasz Komenda przebywał już wtedy w areszcie pod zarzutem gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. W warunkach olbrzymiego zainteresowania sprawą decyzję o zatrzymaniu Komendy podjał w kwietniu 2000 r. prokurator Stanisław Ozimina, czwarty z kolei, który kierował tą sprawą.

Sprawa zbrodni miłoszyckiej powróciła jako argument, gdy Kaczyński jesienią publicznie domagał sie zmian personalnych we wrocławskiej prokuraturze. Wówczas to, przypomina „Wyborcza” zaczęły się spekulacje na temat odwołania jej szefa, Marka Gabryjelskiego. On sam w wywiadzie z 27 października 2000 roku stwierdził, że sposób prowadzenia śledztwa również ocenia krytycznie. Gabryjelski zdążył jeszcze w styczniu 2001 roku odsunąć od sprawy Stanisława Oziminę, który – po wniosku Szymeckiej – został ukarany za opieszałość i przekazać nadzór nad śledztwem Tomaszowi Fedykowi. Miesiąc później, w kwietniu 2001 roku, prokurator Tomasz Fedyk skierował do sądu okręgowego akt oskarżenia przeciwko Komendzie. Trzy lata później skazano go prawomocnym wyrokiem na 25 lat więzienia, czytamy w portalu. Dopiero teraz wyszło na jaw, że Komenda był w śledztwie bity i zmuszany do składania obciążających zeznań, a dowody były naciągane.

Mniej więcej rok temu spotkałem się z przedstawicielem jednego z unijnych rządów, który przyjechał do Warszawy na rozmowy z naszymi władzami. Gorącym tematem była wtedy kwestia, czy Komisja Europejska wniesie do unijnych stolic o wszczęcie postępowania przeciw Polsce w sprawie ochrony praworządności na podstawie art. 7.unijnego traktatu. Zapytałem, czy procedura może doprowadzić do nałożenia sankcji na Warszawę.

Trochę mniej albo dużo mniej

Rozmówca sceptycznie pokiwał głową. – Nie wiemy, co jest na końcu tej drogi – powiedział tylko. Chodzi o to, że uznanie naruszenia wartości przez jeden z krajów wymaga jednomyślnej decyzji pozostałych państw, a to mało prawdopodobne. Czy w takim razie Unia nic nie zrobi? Tu urzędnik był dużo bardziej stanowczy. – Polski rząd musi się liczyć z konsekwencjami w negocjacjach budżetowych. Dostaniecie mniej niż w obecnym rozdaniu – stwierdził.

O tym, że siedmiolatka 2014–20 jest najlepsza w historii dla Polski, a potem będzie gorzej, było wiadomo już od dawna – przypomniałem. – Ale możecie dostać trochę mniej albo dużo mniej – pokazał gestem. – Rząd w Warszawie mówi, że robi to, czego chcą polscy wyborcy. Ale my też mamy swoich wyborców. Jak mam im wytłumaczyć, żeby przekazywali miliardy euro ze swoich podatków na kraj, który nie przestrzega unijnych wartości i nie chce być solidarny wobec innych, np. w sprawie uchodźców? – zapytał retorycznie.

Wygląda na to, że zapowiadany scenariusz zaczyna się realizować.

O 20 mld euro mniej niż obecnie

Na początku maja Komisja Europejska przedstawiła zarys unijnego budżetu na lata 2021–27, czyli tzw. perspektywy finansowej. Już ten wstępny projekt był dla Polski niekorzystny: zmniejszyły się pieniądze na unijną politykę spójności (o 10 proc.), czyli wyrównywanie poziomów między bogatymi a biednymi krajami oraz na rolnictwo; z obu tych puli Polska mocno korzystała. W budżecie pojawiły się nowe priorytety i nowe kryteria rozdziału pieniędzy, korzystniejsze dla krajów unijnego Południa. Zagrożeniem dla Polski jest też możliwość zawieszenia wypłat w razie naruszania praworządności, np. niezawisłości sądów.

Dziś Bruksela przedstawi konkretne wyliczenia, ile pieniędzy mają dostać poszczególne kraje w ramach polityki spójności. Z wiarygodnych przecieków do mediów wynika, że Komisja wybierze najgorszy z planowanych wariant dla Polski – zakłada on o 23 proc. mniej pieniędzy niż w obecnej siedmiolatce (64,4 mld euro zamiast 83,9).

Nasz kraj pozostanie największym beneficjentem unijnych funduszy, i to z dużą przewagą (drugie w kolejności Włochy dostaną 38 mld). Jednak relatywnie stracimy, podczas gdy Grecy zyskają 8 proc., Włosi – 6 proc., a Hiszpanie – 5 proc. Spadki finansowania zanotują też inne państwa naszego regionu, w tym Węgrzy – o 25 proc.

Wariant ograniczający straty państw Europy Środkowo-Wschodniej próbował forsować słowacki komisarz Maroš Šefčovič, ale mu się nie udało. Technicznie obniżki wynikają z tego, że kraje naszego regionu wzbogaciły się w stosunku do państw Zachodu. Ponadto wśród kryteriów rozdziału środków mniejszą rolę odgrywać ma PKB, a większą – poziom bezrobocia czy też, prawdopodobnie, liczba przyjętych imigrantów. Co gorsza, istnieje ryzyko, że w toku negocjacji z państwami płatnikami netto do unijnego budżetu (które więcej wpłacają do wspólnej kasy, niż z niej dostają) te sumy jeszcze się zmniejszą.

O 20 mld euro mniej niż obecnie

Na początku maja Komisja Europejska przedstawiła zarys unijnego budżetu na lata 2021–27, czyli tzw. perspektywy finansowej. Już ten wstępny projekt był dla Polski niekorzystny: zmniejszyły się pieniądze na unijną politykę spójności (o 10 proc.), czyli wyrównywanie poziomów między bogatymi a biednymi krajami oraz na rolnictwo; z obu tych puli Polska mocno korzystała. W budżecie pojawiły się nowe priorytety i nowe kryteria rozdziału pieniędzy, korzystniejsze dla krajów unijnego Południa. Zagrożeniem dla Polski jest też możliwość zawieszenia wypłat w razie naruszania praworządności, np. niezawisłości sądów.

Dziś Bruksela przedstawi konkretne wyliczenia, ile pieniędzy mają dostać poszczególne kraje w ramach polityki spójności. Z wiarygodnych przecieków do mediów wynika, że Komisja wybierze najgorszy z planowanych wariant dla Polski – zakłada on o 23 proc. mniej pieniędzy niż w obecnej siedmiolatce (64,4 mld euro zamiast 83,9).

Nasz kraj pozostanie największym beneficjentem unijnych funduszy, i to z dużą przewagą (drugie w kolejności Włochy dostaną 38 mld). Jednak relatywnie stracimy, podczas gdy Grecy zyskają 8 proc., Włosi – 6 proc., a Hiszpanie – 5 proc. Spadki finansowania zanotują też inne państwa naszego regionu, w tym Węgrzy – o 25 proc.

Wariant ograniczający straty państw Europy Środkowo-Wschodniej próbował forsować słowacki komisarz Maroš Šefčovič, ale mu się nie udało. Technicznie obniżki wynikają z tego, że kraje naszego regionu wzbogaciły się w stosunku do państw Zachodu. Ponadto wśród kryteriów rozdziału środków mniejszą rolę odgrywać ma PKB, a większą – poziom bezrobocia czy też, prawdopodobnie, liczba przyjętych imigrantów. Co gorsza, istnieje ryzyko, że w toku negocjacji z państwami płatnikami netto do unijnego budżetu (które więcej wpłacają do wspólnej kasy, niż z niej dostają) te sumy jeszcze się zmniejszą.

>>>

Aleksander Kwaśniewski ogłosił bojkot referendum konsultacyjnego prezydenta Andrzeja Dudy. – To hucpa, w której nie można brać udziału. Jest granica robienia z obywateli durniów – oznajmił w Radiu ZET były prezydent.

gazeta.pl

Post Navigation