Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Łukasz Piebiak”

Wolność artystyczna przeciw zniewolonym umysłom PiS

W poniedziałek, w samo południe Sąd Najwyższy uratował wolność słowa, Jasia Kapelę i zdrowy rozsądek.

Droga sądowa Jana Kapeli, obwinionego o nieokazanie hymnowi państwowemu należnego szacunku, przypomina sposób nauczania kanonu literatury w „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza: „Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!”. W roli profesora języka polskiego Bladaczki obsadziło się państwo i jego organy, które nakazują szacunek i cześć symbolom państwowym, niekoniecznie wiedząc, co za tymi pojęciami się kryje.

Historia sprawy obwinionego Jana Kapeli zaczęła się w lipcu 2015 r., kiedy opublikował na YouTubie film zatytułowany „Mazurek Kapeli – Polacy witają uchodźców!”. W klipie Kapela wraz z trzema innymi osobami śpiewa na tle Pałacu Prezydenckiego hymn państwowy, ale w wersji nieco zmienionej. Zamiast: „Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy” – „Nasza bieda już minęła, migrantów przyjmiemy”; tam gdzie Bonaparte uczyć powinien, jak zwyciężać mamy – uczy, jak obcych kochamy.

Kapela od początku jasno wskazywał na cel artystycznej modyfikacji: zwrócenie uwagi Polaków na kryzys migracyjny i pokazanie naszej otwartości. Wykonanie zmienionego hymnu nastąpiło w roku rekordowym dla kryzysu uchodźczego, gdy ponad milion uchodźców szukało schronienia w Unii Europejskiej, z czego 70 proc. stanowili mieszkańcy ogarniętych wojną Syrii i Afganistanu, a w Morzu Śródziemnym utonęło ponad 3600 osób.

Dla sądów dwóch instancji nie miało to specjalnego znaczenia. Uznały, że hymn jest nietykalny i kropka. Zgodnie z ustawą hymnowi należy się cześć i szacunek, a czci i szacunku Kapela nie okazał, bo hymn zmienił. Poza tym sąd okręgowy wytknął, że Kapela mógł podjąć temat uchodźców w innej formie i nawet zdaniem sądu osiągnąłby lepszy skutek. Sądy skazały Kapelę na grzywnę.

Wolność słowa, Kapelę i zdrowy rozsądek uratował w samo południe 14 października Sąd Najwyższy rozpatrujący kasację Rzecznika Praw Obywatelskich. Sąd wskazał, że wolność słowa ma bardzo szeroki zakres. Z tej wolności skorzystał Kapela. Jego czyn nie mógł być wykroczeniem, bo nie miał jakiejkolwiek społecznej szkodliwości – nic nagannego w jego działaniu nie było, ba – zasługuje na aprobatę. Na koniec Sąd Najwyższy poruszył zupełnie pozaprawną, lecz jakże kluczową kwestię uchodźców, przypominając, że my, Polacy, też często nimi bywaliśmy (o czym wygodniej było w 2015 r. nie pamiętać).

Uniewinnienie Kapeli było według mnie jedynym wyjściem zgodnym z prawem i logiką. Ale sprawa ma drugie dno: pokazuje, że nie potrafimy rozmawiać o tym, jaką rolę dla nas indywidualnie i dla społeczeństwa mają pełnić symbole narodowe (hymn, orzeł, biało-czerwone barwy). Czy mają być martwymi, podziwianymi eksponatami, które oglądają światło dzienne wyłącznie podczas świąt państwowych? A może raczej mogą służyć jako narzędzie dialogu ze społeczeństwem – zyskując nowe życie? Gdzie jest granica?

Wydaje się, że Sąd Najwyższy jasno ją postawił: granicą jest cześć i szacunek, w razie potrzeby każdorazowo oceniane przez sąd, ale na co dzień – mierzone zdrowym rozsądkiem. Jakże inne było zachowanie Kapeli od przykładów braku czci w stosunku do symboli państwowych w dotychczasowym orzecznictwie: deptania polskiej flagi przez pijanych kibiców czy umieszczania znaku Polski Walczącej na sprzedawanych w internecie drewnianych imitacjach kijów baseballowych.

Swoją mowę przed Sądem Najwyższym zakończyłam stwierdzeniem, że uznanie czynu Jana Kapeli za wykroczenie mogłoby mieć miejsce wyłącznie w wypadku, gdyby uznać, iż migranci i pomoc im kojarzą się negatywnie, są asocjowani z dewaluacją wartości. Wyraziłam nadzieję, że nie doszliśmy w Polsce do tego momentu i ta nadzieja mnie nie zwiodła.

Ten wyrok to wielkie zwycięstwo wolności artystycznej. W przestrzeni publicznej ostatnio pojawiało się dużo przeróbek flagi, na pomniki wkładane były t-shirty z napisem „Konstytucja”, przerabiany był znak Polski Walczącej. Dzięki sprawie Kapeli w kolejnych tego typu postępowaniach sąd będzie musiał zbadać, w jakim celu doszło do przeróbki i czy ten cel naruszał szacunek do symbolu narodowego. Ten wyrok poszerza więc możliwości i środki zabierania głosu w sferze publicznej.

A wszystkim hejterom, którzy po wyroku stwierdzili, że RPO pod ramię z SN pluje na hymn, przypominam: jeszcze po pierwszej wojnie światowej Mazurek Dąbrowskiego poważany był raczej w kręgach postępowo-rewolucyjnych i nurt ten wygrał ze stanowiskiem tradycjonalistycznym zwolenników „Boże, coś Polskę”. Cieszy branie w obronę tej postępowej pieśni. Ale nic jej się nie stanie, gdy będzie z należnym szacunkiem wykorzystywana do debaty w ważnych społecznie kwestiach. Dużo lepiej posługiwać się w rozmowie artystycznymi symbolami niż inwektywami.

Kmicic z chesterfieldem

BEATA I MAŁOLATA

Jeśli matka powie swojej 17-letniej córce o tym, co to jest prezerwatywa i że niekoniecznie używa się jej podczas balu maskowego, może dostać pięć lat więzienia. Takie kary za „edukację seksualną skierowaną do osoby poniżej 18 roku życia” przewiduje popierany przez PiS projekt, fałszywie przedstawiany jako oręż do „walki z pedofilią”.

Ciekawe, co na ten temat powie Beata „Brocha” Szydło, której syn ksiądz, jak głosi internetowa „wieść gminna”, uwiódł 16-letnią parafiankę i zrobił jej dzidziusia?

W rodzinie Szydło pewne zamieszanie, ale przecież z księdzem to nie grzech, a poza tym jaka radość, bo w Brzeszczach urodzi się kolejny wyborca PiS! Może Prezes, dla ocieplenia swego wizerunku zgodzi się być matką chrzestną potomstwa?

JANUSZ W RUI

Zakała polskiej polityki Janusz Korwin Mikke, po latach wraca do parlamentu i to w otoczeniu dziarskiej młodzieży. Gdy po ogłoszeniu wyników wyborów TVN nadawał relacje z siedziby Konfederacji, byłem przekonany, że to…

View original post 2 213 słów więcej

 

Obciach PiS. Kabaret prezesa w objeździe po Zadupiu

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

– Mam nadzieję, że Mateusz Morawiecki będzie premierem przez bardzo wiele lat. Może nawet pobije Cyrankiewicza – mówił Jarosław Kaczyński.

Więcej o Kaczyńskim u Rydzyka tutaj >>>

Pozwani zostali:

  • Zbigniew Ziobro, który reprezentuje Skarb Państwa
  • były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak
  • sędzia Jakub Iwaniec, któremu po publikacjach Onetu cofnięto delegację do MS
  • były Prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Arkadiusz Cichocki
  • były szef biura KRS Tomasz Szmydt
  • prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie i członek KRS Rafał Puchalski

Pozew został złożony przez prof. Krystiana Markiewicza, prezesa „Iustitii”, za „szerzenie zorganizowanej nienawiści wobec niego i środowiska sędziowskiego”.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Profesor żąda zakazania pozwanym rozpowszechniania informacji lub twierdzeń dotyczących jego życia prywatnego oraz rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń na swój temat”. Domaga się również przekazania 50 tys. zł na rzecz Fundacji Dom Sędziego Seniora oraz publikacji przeprosin w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej, TVN24, Polsat News oraz TVP Info.

– „Od miesiąca czekałem…

View original post 905 słów więcej

 

Co z czarną zarazą, polskim Kościołem katolickim, zrobić?

Nie sądzę, aby biskupi zasługiwali na to, by nadal komentować ich plugawe słowa, które co rusz wytryskują z ich ust. Ile lat ma trwać ta zabawa? A bo to pierwszy albo setny raz? Czy przemawianie do tych ludzi czegokolwiek ich uczy? Czy widział kto kiedy poprawę albo choćby skruchę?

Zamiast wdawać się w słowne utarczki z tymi panami, uważając przy tym, żeby nie splugawić się ich językiem i nie zejść na ich poziom (ja akurat chętnie zstępowałem do tych piekieł, gdyż moim zdaniem do każdego trzeba przemawiać językiem, który rozumie), czas zastanowić się, co poczniemy z upadłym Kościołem, gdy jego partia ostatecznie straci władzę, a ludzi uwolnionych od strachu przed nadprzyrodzonymi mocami katolickich kapłanów będzie już większość.

Nie jest za wcześnie na tę dyskusję. Czym więcej poświęcimy jej uwagi teraz, tym łatwiej będzie potem wykonać zdecydowane kroki, gdy już sytuacja do tego dojrzeje.

Kościół eliminował swoich faktycznych lub domniemanych przeciwników („pogan”, „heretyków”, „czarownice” etc.) w jeden sposób – fizycznie. Do ostatniego dnia, kiedy jeszcze mógł sobie na to pozwolić. Z grubsza do XVIII w., a w tzw. państwie kościelnym – do XIX. Terror przestał być jego bronią dopiero, gdy upadła totalitarna katolicka teokracja, a ustrój feudalny zastąpiła konstytucyjna monarchia lub demokracja; w okupowanej przez Watykan Italii położyło mu kres zjednoczenie Włoch. W XX w. Kościół próbował jeszcze swych sił, współtworząc katolickie dyktatury we Włoszech, w Hiszpanii, Portugalii, Chorwacji, Słowacji. Przemoc była w nich jednakże najczęściej cedowana na reżim świecki. Wyjątkiem była nazistowska Słowacja, której dyktatorem był ksiądz (nazwiskiem Tiso), notabene sługa Hitlera, ramię w ramię idący z nim na Polskę 1 września 1939 r.

Niestety, w nielicznych krajach – głównie w Ameryce Środkowej, lecz także w Polsce – Kościół wciąż sprawuje częściową władzę polityczną. Szybko ją jednak straci, tak jak to miało miejsce w ciągu minionego półwiecza w Hiszpanii, Portugalii czy Irlandii. W wyniku niepowstrzymanego obiegu informacji na temat przerażającej działalności tej organizacji (mordowanie dzieci w Irlandii, masowy handel dziećmi w Hiszpanii, uczestnictwo w faszystowskich represjach w Argentynie i Hiszpanii, uwikłanie w ludobójstwo w Rwandzie, systemowe krycie tysięcy pedofilów na całym świecie, niewolnictwo seksualne zakonnic w Afryce, współpraca z mafią itd. itp.) została ona skazana na stopniową marginalizację.

Utrata władzy przez Watykan w poszczególnych krajach rodzi pytanie o rewanż, rewindykacje i umiejscowienie pozostałości Kościoła w życiu uwolnionych spod jego władzy społeczeństw. Jedno jest pewne: demokratycznym państwom nie wolno nawet zbliżyć się do tego sposobu postępowania, jaki bez wyjątku w ciągu całego trwania swej historii Kościół przyjmował względem podporządkowanych sobie, lecz pragnących zachować niezależność wspólnot. Kościół nie może być dyskryminowany ani prześladowany dlatego, że sam prześladował. Musi zostać potraktowany zgodnie z prawem oraz duchem konstytucji wolności, którego z taką determinacją zwalczał.

Nie wolno nam nigdy ulec emocjom i nabrzmiałemu przez stulecia poczuciu krzywdy. Nasza godność ludzi wolnych i miłujących prawo wymaga, by wyrzec się zemsty i złośliwości. Zasadą postępowania z Kościołem w dobie upadku jego rządów musi być równość – traktowanie go tak samo, to jest nie gorzej ani nie lepiej niż pozostałych stowarzyszeń powołanych w celu krzewienia takiego czy innego światopoglądu. Utrata władzy, przywilejów i gigantycznych dotacji państwowych, a przede wszystkim podporządkowanie prawu krajowemu de facto eksterytorialnego dziś Kościoła musi nam wystarczyć za całą „sprawiedliwość dziejową”.

Przez cały XIX w. prowadzono dość teoretyczne rozważania na temat perspektyw uwolnienia Polski od dominacji zaborców i kształtu przyszłej, odrodzonej Polski. Jedni wiązali nadzieje na odrodzenie Polski z protektoratem carskim, inni z cesarskim, a najwięksi marzyciele wyobrażali sobie całkowitą niepodległość.

O niepodległości względem „Rzymu”, czyli Kościoła rzymskokatolickiego, mało kto śmiał nawet myśleć. Czasami coś się wymsknęło a to Kościuszce, a to Słowackiemu, lecz na serio nikt sobie nie wyobrażał świeckiej republiki, w której Kościół nie zbiera haraczu i nie ma rządu dusz. Po prostu w Europie nie było takich państw, skoro nawet Francja ostatecznie skapitulowała przed reakcją. Przykład amerykański był zaś zbyt odległy i abstrakcyjny.

Właściwie dopiero PRL stanęła przed szansą uwolnienia Polski od tysiącletniego jarzma obowiązkowych danin, nadań, niewolniczej pracy, politycznego szantażu, zbrojnej agresji (Krzyżacy), ciemnoty i zabobonu. Nie umiała jej wszelako wykorzystać. Wkrótce po wojnie Kościół na ziemiach poniemieckich otrzymał wielkie nadania, uwłaszczając się na mieniu poewangelickim. Później nastąpił okres wywłaszczania, prześladowań i terroru oraz prymitywnej, nieskutecznej ateizacji.

Z kolei za Gomułki struktury państwa i Kościoła zaczęły funkcjonować równolegle i ze sobą rywalizować (zwłaszcza w kontekście obchodów tysiąclecia państwa polskiego), by począwszy od lat 70. wchodzić w układ symbiotyczny. Utrwaliła się zasada, że księża dobrze dogadujący się z władzą cieszą się wszelkimi przywilejami i dobrobytem, a ci, którym się władza nie podoba i marzyliby o katolickiej teokracji, są traktowani tak jak opozycja, łącznie ze skrytobójstwami.

Ostatecznie ukształtował się typowy dla Kościoła parytet wedle zasady: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek” – rzesza księży kolaborowała i donosiła, a kilkuset wspierało opozycję. I tak po upadku komuny można było wmówić ludziom, że Kościół walnie przyczynił się do obalenia komuny.

III RP została już zbudowana na bezprzykładnym serwilizmie i odrażającym hołdownictwie, którego najbardziej ekscentrycznym wyrazem było podpisanie przez polski rząd haniebnego hołdu w formie umowy RP z polskim obywatelem stojącym na czele tej organizacji – w roli przywódcy obcego, historycznie nieprzyjaznego Polsce państwa – która jeszcze kilka dekad wcześniej ratowała i przerzucała do Ameryki Południowej setki hitlerowskich zbrodniarzy wojennych, w tym katów narodu polskiego. Historia rozliczy osoby, które poważyły się na dokonanie tego zdradzieckiego aktu, jakim było zawarcie tzw. konkordatu.

Tymczasem przed nami zadanie odzyskania godności narodowej, zrzucenia tego jarzma i odwrócenia daleko idących skutków narzuconej nam watykańskiej hegemonii. Zajmie to jeszcze kilkanaście lat, a może więcej. Ale to się stanie na pewno. Prędzej czy później. Jeszcze nasza młodzież zdąży ujrzeć wolną Polskę, w której o wszechwładzy Kościoła i jego amoralnej ideologii, zakładającej likwidację wszystkich niechrześcijańskich kultur oraz podporządkowanie całej bez wyjątku ludzkości Kościołowi (w ramach tzw. królestwa bożego), będzie się już tylko czytać w podręcznikach, kręcąc głową ze zdumienia.

Jakie stoją przed nami zadania? Co trzeba będzie uczynić, aby zabezpieczyć kraj przed dominacją Watykanu, a jednocześnie zagwarantować mu bezpieczeństwo i praworządne traktowanie, zgodne z duchem naszej moralności publicznej, z takim trudem krzepnącej na grzęzawisku butwiejącego średniowiecza?

Przede wszystkim – co oczywiste – trzeba będzie uwolnić od hańby polską konstytucję, która nakazuje Rzeczypospolitej złożenie hołdu tzw. Stolicy Apostolskiej, będącej jedynym obcym państwem wymienionym z nazwy w obecnej ustawie zasadniczej. Bezpośrednim następstwem uwolnienia konstytucji, nakazującej zawarcie konkordatu z tzw. Stolicą Apostolską, będzie natychmiastowe wypowiedzenie konkordatu oraz umów zawartych w celu jego wykonania bądź w oparciu o ten dokument.

Niezbędne będzie również unieważnienie komunistycznej ustawy o stosunku RP do Kościoła katolickiego, za pomocą której chwiejący się w posadach reżim chciał sobie kupić poparcie Watykanu, a która obdarza Kościół niebywałymi przywilejami materialnymi.

Ucisk kościelny domagać się będzie rozliczeń – prawnych i historycznych. Niezbędne będzie zwłaszcza prześwietlenie kolaboracji duchowieństwa z bezpieką w czasach PRL, gdyż propaganda sugerująca, że generalnie Kościół „walczył z komuną”, wciąż pada na podatny grunt.

Wszystkie nieprzedawnione sprawy związane z przestępczością seksualną księży oraz niedopełnieniem przez biskupów obowiązku powiadamiania organów ścigania o znanych sobie przypadkach przestępstw będą musiały zostać wyjaśnione przez specjalnie powołaną do tego celu prokuraturę.

Przede wszystkim jednak trzeba będzie dokonać audytu transferów finansowych i nieruchomości przekazanych Kościołowi od 1989 r. Społeczeństwo utrzymywane jest bowiem w przekonaniu, że rząd odpłaca się Kościołowi kwotami rzędu 0,5 proc. budżetu, podczas gdy szacunki organizacji antyklerykalnych mówią nawet o 2 proc., to jest o kwocie większej niż wydatki na naukę i równe wydatkom na wojsko. Transfery te zostaną, rzecz jasna, wstrzymane.

Jak pamiętamy, do niedawna działała w Polsce patologiczna w swej formule prawnej tzw. Komisja majątkowa, która przekazywała Kościołowi (bez możliwości odwołania!) każdy wskazany przez niego majątek, wyceniany przez opłacanych przez Kościół rzeczoznawców. Liczba nadużyć i wyłudzeń związanych z działalnością tej mafijnej struktury jest porażająca. Niezbędne będzie powołanie ciała o uprawnieniach prokuratury, mającego za zadanie wykrycie tych przestępstw.

Konieczne będzie również zniesienie i retrospektywne unieważnienie haniebnego i jawnie bezprawnego przepisu obciążającego skutkami nadużyć kościelnych skarb państwa. Wszędzie, gdzie będzie to możliwe, państwo musi odzyskać utracone na skutek wyłudzeń majątki, a winni przestępstw – świeccy i duchowni – muszą zostać surowo ukarani. Natychmiastowej likwidacji powinien ulec tzw. Fundusz kościelny, który od momentu dokonania zwrotów utraconych przez Kościół majątków jest instytucją całkowicie pasożytniczą i działającą bezpodstawnie.

Utrata przywilejów związanych z konkordatem i ustawami oznaczać będzie powrót podmiotów kościelnych w koleiny prawa o stowarzyszeniach i związkach wyznaniowych. Wymogiem elementarnej sprawiedliwości społecznej jest zrównanie statusu prawnego wszystkich stowarzyszeń, łącznie ze związkami wyznaniowymi. Kościół będzie podlegał tym samym wymogom księgowości i sprawozdawczości finansowej, tym samym wymogom odnośnie do uzyskiwania dochodów i płacenia podatków, co każde inne stowarzyszenie. Zwłaszcza przywileje podatkowe i ubezpieczeniowe duchowieństwa oraz możliwość przyjmowania przez Kościół niepodatkowych darowizn (w tym tzw. tacy) jest czymś skrajnie niesprawiedliwym i domagającym się natychmiastowego zrewidowania.

Jako że Kościół stanie się zaledwie związkiem wyznaniowym, powiązanym z pewną liczbą innych stowarzyszeń, nie będzie już żadnej potrzeby utrzymywania stosunków dyplomatycznych z tzw. Stolicą Apostolską. Stosunki te będzie można bez żadnej szkody dla RP wypowiedzieć. I tak polegają one wyłącznie (wyłącznie!) na poniżającym naród polski składaniu hołdów i kosztownych prezentów papieżom i Kościołowi, bez żadnej, choćby symbolicznej korzyści dla Polski. Widok kolejnych polskich prezydentów i premierów padających na kolana przed kolejnymi papieżami, łaskawie podającymi pierścień do pocałowania, jest wstrząsającym doświadczeniem bezwstydnego poddaństwa i tchórzostwa naszej republiki.

Ze względu na konieczność ochrony świeckiego charakteru państwa oraz gorszący charakter nauk katolickich (zwłaszcza w odniesieniu do sfery seksualnej), a także z uwagi na bezpieczeństwo dzieci (w związku z niespotykanie wysokim, bo liczącym nie mniej niż 4 proc. w skali światowej odsetkiem pedofilów wśród księży katolickich), konieczne będzie natychmiastowe oddzielenie Kościoła od szkół i przedszkoli. Aby uchronić dzieci przed klerykalizacją i oszustwami, szkoły zostaną zobowiązane do prowadzenia lekcji z podstaw religioznawstwa. Wiedza o tym, skąd wzięły się religie i jakie pełnią one funkcje psychologiczne, społeczne i polityczne, zapoznanie się z wierzeniami różnych ludów i powtarzalnymi elementami tych wierzeń (łącznie z dziewiczymi boginiami i zmartwychwstałymi bóstwami), z symbolicznym znaczeniem uniwersalnych motywów religijnych – skutecznie zabezpiecza przed religijnym uwiedzeniem i związanymi z tym szkodami moralnymi, psychicznymi i materialnymi. Wolność religijna podlega ochronie, lecz ochronie podlega również aksjologia konstytucyjna państwa, w tym racjonalność publiczna, której źródłem i wzorcem jest nauka. Młodzież ma prawo do wiedzy naukowej, także religioznawczej.

Wszystkie uczelnie katolickie oraz wydziały teologiczne będą wyłączone z systemu szkolnictwa wyższego. Jest czymś niedopuszczalnym i nielicującym z powagą państwa, aby świeckie, neutralne religijnie państwo opłacało uprawianie teologii i nadawało stopnie naukowe w tej dyscyplinie. Nie ma też żadnego powodu, aby uczelnie kościelne miały inny status niż inne szkoły niepubliczne.

Działalność kościelnych ośrodków opiekuńczych, takich jak domy dziecka czy zakłady opieki długoterminowej, musi podlegać takim samym zasadom finansowania przez państwo, jakie stosują się do innych niepublicznych placówek działających na podstawie kontraktów z władzami publicznymi i ich agendami, takimi jak samorządy czy NFZ. Obecnie kontrakty placówek kościelnych są znacząco korzystniejsze, natomiast wymagania odnośnie do poziomu świadczeń – znaczenie niższe niż w przypadku ośrodków świeckich i prywatnych.

Być może rozumie się to samo przez się, lecz dla porządku trzeba wspomnieć i o tym, że w wolnej Polsce państwowa przestrzeń publiczna, tj. wszelkiego rodzaju urzędy, począwszy od siedziby prezydenta RP, a skończywszy na siedzibach władz gminnych, musi być wolna od jakichkolwiek symboli wyrażających światopogląd bądź więź religijną, w tym od krzyży. Udział duchowieństwa w uroczystościach państwowych i samorządowych będzie zakazany, podobnie jak wszelkie uczestnictwo władz państwowych w uroczystościach religijnych bądź uroczystościach służących kultowi przedstawicieli Kościoła, takich jak jak Karol Wojtyła, Stefan Wyszyński czy Piotr Skarga.

Ma się rozumieć – lecz znów dla porządku przypomnieć należy – iż wszystkie regulacje dotyczące Kościoła rzymskokatolickiego powinny odnosić się również do innych związków wyznaniowych. Tak jak nie ma żadnego powodu, aby związki wyznaniowe korzystały z innego statusu niż pozostałe stowarzyszenia powołane dla krzewienia jakiegoś światopoglądu, nie ma również powodu, aby status związków wyznaniowych był niejednakowy. Zwłaszcza już nie jest takim powodem liczba członków takich związków.

Sądzicie, że to utopia? A która spośród wielkich zmian społecznych nie była utopią kilka dekad przed swym dokonaniem się? Nie traćcie nadziei, ducha nie gaście! Oblicze tej ziemi wnet się odmieni – skończy się epoka poronnej teokracji, a Polska dołączy do rodziny wolnych i niepodległych świeckich republik, których życie publiczne oparte jest na wielkich wartościach etyczności konstytucyjnej: szacunku dla drugiego człowieka, równości, wolności, niedyskryminowania nikogo z powodu pochodzenia i tożsamości, solidarności społecznej, pluralizmu, pokoju i praworządności.

Nie bójcie się o tę wolną, szlachetną Polskę walczyć. Nie bójcie się czegoś zaryzykować, coś stracić. Nie bójcie się mówić prawdy. Nie bójcie się ich piekła, ich szantażu moralnego, ich egzaltacji, ich długich rąk, ich „strażników”. Kto walczy o dobro swojej ojczyzny, nie musi się bać. Nie ochroni go (jej) ani nie wynagrodzi Bóg – zostawmy te sprytne rachuby katolikom. Nam musi wystarczyć pewność, że dla kraju warto czasem uczynić coś bezinteresownie.

Kmicic z chesterfieldem

Prawo i Sprawiedliwość ruszyło wczoraj z kontrofensywą medialną przeciwko swoim poprzednikom i konkurentom wyborczym.  Narracją akcji są środki o horrendalnej skali, które nie trafił do budżetu z powodu działalności mafii paliwowej. Oczywiście, przekaz rządzących poszedł w radykalnym kierunku oskarżenia przeciwników w zasadzie o zmowę z przestępcami i działanie na szkodę skarbu państwa.

To już prawie tradycja – Andrzej Duda często opowiada anegdoty, które praktycznie tylko jego śmieszą. Nie inaczej było i tym razem, kiedy pojechał uroczyście wmurować akt erekcyjny pod rozbudowę strzelnicy w Centralnym Ośrodku Szkolenia Straży Granicznej w Koszalinie.

– „Nie wZ jednej strony atakując politycy PiS ponownie wyjęli argumenty, jak to dzięki rządowi znalazły się środki na problemy społeczne i wsparcie choćby polskich rodzin.

W tym kontekście warto wypomnieć rządzącym ich największy własny konwój wstydu tej kadencji. I nie mowa tutaj wcale o tak głośnym temacie nagród w rządzie, ale biedzie, na którą rządzący skazali polskich emerytów.

View original post 1 252 słowa więcej

 

Morawiecki uznany za kłamcę, teraz dostaje nagrodę od biznesu

Więcej >>>

„Czuję się troszeczkę jak na gali Oskarów. Bardzo serdecznie dziękuję, za tą laudację taką bardzo ciepłą” – powiedział Morawiecki odbierając tytuł. Setki powtarzanych uparcie kłamstw i manipulacji – o sądach, szkołach, uchodźcach, Żydach, gospodarce i klimacie – nie zagroziły kandydaturze premiera. Biznes w Krynicy docenia „wpływ na rzeczywistość”

„Tak się zastanawiałem, czy się rzeczywiście udało tyle zrobić w tak krótkim czasie, w tych 4 latach. Brzmiało to, jakby miało zająć co najmniej 14 lat” – stwierdził Morawiecki po wysłuchaniu laudacji od Zygmunta Berdychowskiego, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Forum to doroczna impreza, na którą zjeżdżają przedstawiciele świata polityki i biznesu, a także eksperci i dziennikarze. W 2019 roku odbyło się już po raz 27.

Rada Programowa Forum niejednokrotnie podlizywała się rządzącym politykom. W 2000 roku nagrodę Człowieka Roku otrzymał Aleksander Kwaśniewski, w 2007 Donald Tusk, w 2011 Bronisław Komorowski, w 2014 Jarosław Kaczyński, a w 2016 Beata Szydło. Członkowie Rady nie omieszkali uhonorować także kontrowersyjnych polityków z zagranicy – nagrody otrzymali węgierski autokrata Viktor Orbán (w 2015) i słowacki premier Robert Fico (w 2012).

„To nigdy nie była nagroda ekonomiczna. To zawsze była nagroda polityczna. To politycy na przestrzeni ostatnich lat najbardziej wpływali na naszą rzeczywistość” – tłumaczył w 2018 roku założyciel Forum Zygmunt Berdychowski.

Morawiecki był nominowany już dwukrotnie. W 2016 minimalnie przegrał z Beatą Szydło, a w 2017 miał poprosić, by jego kandydatury nie brać pod uwagę. Rok później najwyraźniej nie miał już żadnych obiekcji.

Przypominamy, co o Mateuszu Morawieckim pisaliśmy w OKO.press. Ten artykuł to jednak tylko fragment bogatej antologii jego kłamstw i manipulacji, którą zgromadziliśmy w ostatnich latach. Premierowi chętniej nadalibyśmy tytuł Przodownika Fałszu.

Mistrz kłamstwa

Bo polskiemu premierowi z prawdą nie jest po drodze. W lipcu 2018 roku podsumowaliśmy siedem najbardziej bezczelnych (do tamtej pory) kłamstw szefa rządu.

Jak zaznaczyliśmy – bezczelnych – bo Morawiecki mógł z łatwością dotrzeć do prawdziwych danych. Postanowił jednak tworzyć alternatywną rzeczywistość. I tak premier kłamał, gdy

  • podawał liczbę czeczeńskich uchodźców w Polsce – zawyżając ją, zgodnie z ówczesną strategią polityczną PiS, ponad sześciokrotnie;
  • kłamał i manipulował w sprawie świadczeń dla osób z niepełnosprawnością, mówiąc, że za rządów PiS wzrosły o 50 proc. Tymczasem w latach 2015-2018 świadczenia wzrosły o 28 proc., ale tylko niektóre. Potrzebujących jest znacznie więcej;
  • z ukraińskich migrantów celowo robił uchodźców, by na forum międzynarodowym móc bronić „polityki uchodźczej” rządu PiS. I odpierać krytykę europejskich partnerów, którzy domagali się polskiej pomocy w rozbrajaniu kryzysu uchodźczego;
  • kręcił, gdy mówił o polskiej „pomocy na miejscu”, jako rozwiązaniu lepszym od relokacji uchodźców. Jak pisaliśmy wydatki na ten cel były w 2017 roku śmiesznie małe;
  • kłamał w sprawie luki VAT, która miała zmniejszyć się o 40 mld zł. W rzeczywistości zmalała o 13 mld;
  • twierdził, że płace w Polsce pod rządami PiS wzrosły najbardziej od 25 lat. Tymczasem wyższy wzrost notowano co najmniej kilkakrotnie;
  • znacznie przeszacowywał liczbę nowych miejsc pracy, które powstały w polskim przemyśle w 2017 roku. Twierdził, że było to aż 2/3 takich miejsc pracy w Europie. Utrzymywał, że Polskę chwalą za to w prywatnych rozmowach komisarze UE. Liczba, którą podawał była jednak zwyczajnie fałszywa.

Niezrozumiani przez świat

Premier jest też niezłomnym obrońcą „dobrej zmiany” w polskim sądownictwie. Główna linia argumentacji? Zachód i Unia Europejska reform Zbigniewa Ziobry po prostu nie rozumieją. Bo kraje, które nie doświadczyły komunizmu, nie są w stanie pojąć skali patologii, która dotknęła polskie sądy.

Stąd krytyczne głosy partnerów w UE i stąd konflikt z Komisją Europejską i TSUE.

W OKO.press relacjonowaliśmy m.in. wywiad Morawieckiego dla Polsat News z sierpnia 2018 roku. W tym 33-minutowym wystąpieniu kłamał i manipulował ponad 20 razy, bagatelizując skalę konfliktu z Unią o polską praworządność.

W grudniu 2018 roku oznajmił radośnie, że rząd PiS wniósł „fundamentalne zmiany dla podniesienia niezawisłości sędziów” i że „wystarczy spytać sędziów, czy zwiększyło to ich niezależność”.

Jak pisaliśmy odmiennego zdania jest KE, zaprzeczają polskie stowarzyszenia sędziowskie. Wszystkie wskazują na uparte próby podporządkowania wymiaru sprawiedliwości woli polityków PiS.

Swoje kłamstwa Morawiecki chętnie eksportuje. Podczas wizyty w USA w październiku 2018 udzielił wywiadu telewizji CNN. Powtarzał tam argument o czyszczeniu sądów z postkomunistów. Oraz kłamał bez żadnych ogródek, mówiąc, że polska Krajowa Rada Sądownictwa po reformach PiS jest wybierana w większości przez sędziów. Jak pisaliśmy – jest zupełnie odwrotnie.

W prawicowym francuskim dzienniku „Le Figaro” szkalował sędziów przeciwnych „dobrej zmianie” w lutym 2019. Tłumaczył, że 100 proc. sędziów zostało na stanowiskach po upadku PRL, a polskie sądownictwo jest najmniej wydajne w Europie. „Reformy” Ziobry mają tylko je uleczyć.

Na uniwersytecie nowojorskim w kwietniu 2019 porównał sędziów sprzeciwiających się niekonstytucyjnym zmianom do kolaborantów z Vichy. Potem dementował swoją własną wypowiedź.

W OKO.press wielokrotnie i drobiazgowo demaskowaliśmy kłamliwą narrację premiera.

Jasna Góra – symbol polskości

„Jasna Góro, Czarna Madonno, nasza matko, miej w opiece naród cały, który żyje dla Twej chwały” – tak modlił się Morawiecki w grudniu 2018 roku na 27. urodzinach Radia Maryja. Jak relacjonowaliśmy, pokazał wówczas, że jedyną wersją patriotyzmu i w ogóle wartości w życiu publicznym jest dla niego trójca: ojczyzna-tradycja-katolicyzm. A wszystko inne to „podkop pod Polskę”.

Swoje modlitwy premier kierował do tych „którzy nie kochają Polski aż tak mocno, jak my tutaj, jak Rodzina Radia Maryja”.

„Tradycyjnych wartości” Morawiecki bronił niejednokrotnie. W sierpniu 2019 pisaliśmy, że podczas pikniku rodzinnego premier wychwalał „nasze polskie kobiety”, które tworzą mur przed „fanaberiami ideologicznymi”. Tymczasem z sondaży OKO.press wynika jasno, że „polskie kobiety” mają poglądy znacznie bardziej rewolucyjne niż mężczyźni.

Szef rządu kreuje się na żarliwego katolika. Wiemy np., że ściśle przestrzega cotygodniowego postu. Znana anegdota mówi, że w podróży służbowej odmówił zjedzenia ukraińskich pielmieni. Bo akurat był piątek, a pierożki były z wieprzowiną. Przyszły premier miał obgryźć samo ciasto, nadzienie zostawić.

Ale wiara Morawieckiego, pod pozorem „wszechogarniającej dobroci” nosi znamiona fanatyzmu, a sam premier wyklucza z polskiego społeczeństwa tych, którzy nie podzielają jego religijnych uczuć.

Skromny biznesmen

Bogobojny Morawiecki pokazał też swoją mniej skromną twarz.

Na początku października 2018 roku Onet ujawnił nagranie z restauracji „Sowa i Przyjaciele” z 2013 roku. Rozmówcami byli prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło (przyjaciel Morawieckiego), prezes PGE Krzysztof Kilian (wieloletni przyjaciel Tuska), jego zastępczyni Bogusława Matuszewska i… Mateusz Morawiecki, wówczas od pięciu lat prezes banku BZ WBK.

Przytoczone wypowiedzi przeczą obrazowi pokornego i skromnego polityka. Jak się okazało, przyszły premier potrafi soczyście zakląć – nie gorzej niż podsłuchani biznesmeni i politycy PO.

Na jednym z nagrań Morawiecki obiecuje też, że załatwi pracę Aleksandrowi Gradowi z PO. „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś” – mówi. Chodziło oczywiście o 50-100 tys. złotych.

Morawicki ukrywał też zasobność własnego portfela, który powiększył się znacznie dzięki akcjom BZ WBK. Premier zachował je po tym, jak wszedł do rządu PiS, co pozwoliło mu wzbogacić się o 1,23 mln zł. Część miał przekazać na cele charytatywne – nie ujawnił jednak, na jakie. Akcje sprzedał dopiero po dwóch latach w fotelu ministra, bo, jak tłumaczył, „nie zdążył”.

Na cele charytatywne miał pójść także zysk ze sprzedaży działki, którą w 2002 roku Morawiecki kupił znacznie poniżej rynkowej ceny od proboszcza podwrocławskiej parafii garnizonowej. Wykryta dzięki śledztwu „Wyborczej” afera poważnie nadszarpnęła wizerunek premiera, który stara się ukryć fakt, że jest człowiekiem majętnym, zaprzyjaźnionym ze światem wielkiego biznesu.

Drzewko dla Polski

W 2017 roku Morawiecki stwierdził, że ma żydowskie pochodzenie (jego ojciec stwierdził natomiast, że nic mu o tym nie wiadomo). Ta deklaracja nie przeszkadza Morawieckiemu przekłamywać polskiej historii tak, by wybielać udział Polaków w Zagładzie.

„Kiedy mówimy o antysemityzmie, to też przychodzi mi do głowy, że coraz częściej spotykamy się z antypolonizmem. Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem” – rozwodził się premier w rocznicę Marca ’68.

Ofiarą narodowej megalomanii padła prof. Barbara Engelking, którą skreślono Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej w maju 2018 roku. Engelking, wybitna badaczka, która odsłaniała skalę udziału polskiej ludności w Zagładzie, straciła stanowisko, bo zabrakło jej „polskiej wrażliwości”.

Premier, za przykładem ojca, domaga się też międzynarodowego uznania dla polskich zasług w walce z Holokaustem. W 2017 roku stwierdził, że „Instytut Yad Vashem powinien docenić odwagę Polaków i cały naród polski powinien mieć jedno wielkie drzewo Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.

W lutym 2019 w OKO.press pisaliśmy, że premier o żydowskich korzeniach został bohaterem polskich antysemitów – gdy odmówił wyjazdu na szczyt Grupy Wyszehradzkiej do Izraela.

Miłość własna mimo wszystko

Ale to nie koniec „sukcesów” rządu, z których musiał tłumaczyć się przed opinią publiczną w Polsce i Europie. I nie koniec kłamstw.

  • Wziął w obronę katastrofalną w skutkach reformę edukacji, którą zafundowała polskim szkołom była już minister Anna Zalewska. Podczas strajku nauczycieli grał też pierwsze skrzypce w deprecjonowaniu żądań protestujących. „Pracują mniej, a chcą zarabiać więcej” – mówił Morawiecki, rozpowszechniając niebezpieczny mit. Rezultat? Rozjuszeni nauczyciele, zmanipulowane społeczeństwo.
  • Kolejnym „sukcesem” było zablokowanie przyjęcia przez UE deklaracji dążenia do pełnej neutralności klimatycznej w czerwcu 2019. „Nie mamy sobie nic do zarzucenia” – skwitował wówczas Morawiecki, pokazując jasno, że jego rząd nie bierze na poważnie zbliżającej się katastrofy.
  • Bronił też Zbigniewa Ziobry, gdy wybuchła tzw. afera Piebiaka. W kuriozalnym wywiadzie dla TVN24 Morawiecki stwierdził, że Ziobro o aferze nic „nie wiedział, bo tak mu powiedział”. Koronny argument!
  • Premier kłamał też obficie o sukcesach polityki demograficznej PiS. Wbrew zapewnieniom Morawieckiego 500 plus nie sprawiło, że w Polsce rodzi się więcej dzieci. Wręcz przeciwnie, liczba urodzeń spada.
  • Okazją do wielu przekłamań były wybory – samorządowe jesienią 2018 i europejskie w maju 2019. I tak we wrześniu 2018 pisaliśmy m.in. o 3000 km drogowych kłamstw Morawieckiego, a w marcu 2019 demaskowaliśmy fałsz, gdy zapewniał, że PiS nie zamierza budować sojuszy z antyeuropejskimi partiami. Zamierzał i zbudował.

Choć jego praca zdaje się polegać na upartym powtarzaniu postprawd i tłumaczeniu się z kolejnych wtop, premier zachowuje sporo uznania dla samego siebie. Pochwał nie szczędzą mu przychylne PiS media, a także – jak się dziś przekonaliśmy – świat biznesu.

Kłamstwa pisowskich czynowników o ruinie Polski. To pod ich władzą jesteśmy dewastowani

W 2015 roku jednym z głównych argumentów wyborczych PiS była narracja o Polsce w ruinie. Otóż III RP miała wyprzedać cały swój majątek za grosze w obce ręce, stając się w zasadzie  gospodarczą półkolonią. W staromodnym spojrzeniu na gospodarkę PiS na prowadzenie wysuwało się wynoszeniem na piedestał zbawiennej wręcz roli przemysłu dla rozwoju, który to jednak miał w czasach III RP tkwić w stanie praktycznie zaniku. Zagraniczne firmy miały bowiem wykupić zakłady komunistyczne, aby je następnie zamykać, a świadomym celem strategii Berlina miała być dezindustrializacja Polski, aby pozbyć się konkurencji. Wiele już mówiono o tym temacie w Polsce, jednak jednym z ciekawych spojrzeń na tę sprawę są dane publikowane przez amerykańską Centralną Agencję Wywiadowczą (CIA), która prowadzi publiczną bazę danych z podstawowymi informacjami o krajach świata.

Wczytując się w zamieszczone liczby, można dojść jednak do zaskakujących wniosków. Otóż amerykanie nie tylko nie potwierdzili czarnej wizji rządzących, ale nawet więcej, wskazali, że nasz kraj cieszy się nadzwyczajnie wysokim w skali świata udziałem przemysłu w wytwarzaniu PKB. W 2017 roku ten miał stanowić aż 40% naszego PKB. Wartość ta może dla wielu nic nie mówić, ale sprawa stanie się jasna, kiedy zestawimy ją z arcywrogiem propagandowym rządu – Niemcami. Nasi zachodni sąsiedzi w myśl prawicowych teorii spiskowych skonstruowali Unię Europejską na potrzeby ekspansji swojego przemysłu, a Polskę uczynili gospodarczą półkolonią. Tymczasem dane wskazują, że niemiecki przemysł nie jest wcale taką wartością dodaną, jak wydaje się prawicy. Udział przemysłu w PKB Polski okazuje się bowiem nie tylko nie być daleko w tyle za Berlinem, co znacznie go wyprzedzać. O ile jak wspomniałem 40% PKB Polski w 2017 roku pochodziło z przemysłu, to w tym samym czasie za Odrą było to 30%. Ten ostatni poziom nie jest oczywiście niski, ponieważ wciąż stanowi jeden z lepszych rezultatów obok Japonii wśród krajów rozwiniętych. Również struktura zachodniego przemysłu opartego na nowych technologiach tworzy zupełnie innej klasy wartość dodaną, jednak między bajki można włożyć wszelkie urojenia o dezindustrializacji Polski. Fakt, że nasz przemysł nie dorównuje wydajnością i zyskami niemieckiemu jest efektem lat gospodarczego zacofania i niskiej innowacyjności. Przetrwanie nawet setek PRL-owskich zakładów przemysłowych w tym stanie rzeczy nie zmieniłoby dużo. Tym co często nam umyka, jest właśnie różnica w wydajności, a w 2017 roku w Polsce ta była niższa w sektorze przemysłu od średniej “Starej Unii” o aż 59%. W przypadku górnictwa było przykładowo jeszcze gorzej, ponieważ przepaść wynosiła aż 74%.

Pokazuje to, że kluczem do zamożności nie jest nacjonalizacja tylko nowoczesne zarządzanie i technologie. Te zaś przynieśli po 1989 roku do Polski w znacznej mierze zachodni inwestorzy. W ocenie sytuacji gospodarczej trzeba zatem zważać na fakty, a nie promować szkodliwe demagogiczne narracje.

Kmicic z chesterfieldem

Ujawniamy, że Jarosław Kaczyński to prawdziwy Ojciec Narodu. Pomaga wszystkim, nawet „Małej Emi”… – napisał na Twitterze Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”.

Mowa oczywiście o internetowej hejterce Emilii, która brała udział w akcji szkalowania sędziów, krytykujących „dobrą zmianę” w sądownictwie. Artykuł w gazecie zatytułowano „Kaczyński pisał do „Emi”.

Część internautów w komentarzach kpiła z „Ojca Narodu”: – „Kaczyński pisał do Emi z dobrej woli, aby pomóc jej w reformie sądownictwa”; – „Bo w nim jest samo dobro, a o rodziny to już dba ponad życie”; – „Ziobro zdymisjonuje Kaczyńskiego?”.

Inni komentowali dosadniej: – „Za każdym razem jak myślę, że PiS jest na moralnym dnie to okazuje się, że oni jednak kopali znacznie głębiej…”; – „Pazerność na władzę zaślepia. Prezes zaczyna popełniać błędy. I do tego mściwość i chorobliwa obsesja na punkcie Tuska”.

Więcej >>>

W tym samym czasie, gdy Grzegorz Schetyna ogłosił zaskakującą decyzję o usunięciu się w cień…

View original post 1 346 słów więcej

 

Schetyna chce wygrać z PiS

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

„Widzę, że zachowano protokół dyplomatyczny i zasady precedencji. Szeregowy poseł między szefami rządów, ministrami i kierownikami najważniejszych instytucji państwa. Niby w jakiej roli?” – zapytał na Twitterze Patryk Wachowiec z FOR.

Jarosław Kaczyński podczas obchodów 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej siedział bowiem w pierwszym rzędzie trybuny honorowej. Obok niego ulokowano jego „odkrycie towarzyskie”, czyli Julię Przyłebską, a po drugiej stronie – wicepremiera Piotra Glińskiego.

„Precedencja w Polsce nie przewiduje specjalnego traktowania szefa partii rządzącej. Protokół dyplomatyczny jest trochę jak z plasteliny, ale tutaj jednak ktoś przesadził. Nie ma to żadnego uzasadnienia protokolarnego. Kogo reprezentował Kaczyński?” – dziwił się w natemat.pl dr Janusz Sibora, specjalista ds. protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego. Wspomniana precedencja reguluje porządek pierwszeństwa zajmowania miejsc podczas oficjalnych spotkań władz państwowych.

Na dodatek prezes PiS…

View original post 3 226 słów więcej

 

Trump na w czterech literach pokraki PiS

Donald Trump nie przyjedzie do Polski na obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej z powodu nadciągającego ku Florydzie huraganu Dorian – „trąbią” polskie media. Równocześnie pojawiły się liczne spekulacje i domysły na temat faktycznych powodów gwałtownej zmiany decyzji prezydenta USA. Były ambasador polski w tym kraju Ryszard Schnepf dopuścił na antenie TOK FM, że nie bez wpływu na taki obrót sprawy mogą mieć jesienne wybory w Polsce.

„Na pewno nie lekceważyłbym huraganu. (…) Z pewnością też Biały Dom nie lekceważy rocznicy wybuchu II wojny światowej?” – ocenił. Ale też podkreślił, że prezydenci unikają zaangażowania się w sprawy kraju, w którym wkrótce odbędą się wybory parlamentarne. „Administracja o tym wiedziała. Pogłoski o odwołaniu wizyty dotarły do mnie już dwa tygodnie temu, grubo przed huraganem” – powiedział były ambasador.

Ryszard Schnepf zwrócił uwagę na to, że na zasadzie „plasterkowania”, cały czas skracano plan wizyty. Najpierw zrezygnowano z wizyty w Powidzu, potem w ogóle opóźniono przylot prezydenta do Polski. Zdaniem byłego ambasadora jest całkiem możliwe, iż ludzie prezydenta Trumpa doszli do wniosku, iż wynik wyborów w Polsce jest niepewny. „A interesy USA w naszym kraju są długofalowe, rozłożone na dekady. Myślę, że w Białym Domu jest rozważana ewentualność współpracy z opozycją po wyborach. Więc obecność prezydenta Trumpa w Polsce na kilka tygodni przed wyborami, byłaby jasnym wskazaniem, z kim chce pracować. Polityczna rola Polski wymaga pewnej wstrzemięźliwości. Amerykański prezydent, przyjmując to rozważanie, powstrzymuje się od poparcia rządu” – podsumował Schnepf.

 „Czytam ten PiS-owski przekaz, że Floryda jest bardzo ważna i tak dalej. Ale sprawdziłem prognozy pogody. Według nich epicentrum huraganu uderzy we Florydę z poniedziałku na wtorek, więc Donald Trump spokojnie by zdążył wrócić”– zauważył w tej samej stacji Tomasz Lis, były korespondent TVP w USA, a obecnie redaktor naczelny „Newsweeka”.

 „Czytam ten PiS-owski przekaz, że Floryda jest bardzo ważna i tak dalej. Ale sprawdziłem prognozy pogody. Według nich epicentrum huraganu uderzy we Florydę z poniedziałku na wtorek, więc Donald Trump spokojnie by zdążył wrócić”– zauważył w tej samej stacji Tomasz Lis, były korespondent TVP w USA, a obecnie redaktor naczelny „Newsweeka”.

Kmicic z chesterfieldem

Prezydent USA Donald Trump odwołał wizytę w Polsce. Oficjalny powód – zbliżające się do Florydy tornado. Trump miał wziąć udział w obchodach 80 rocznicy II wojny światowej. Do Warszawy przyleci wiceprezydent Mike Pence.

Wiadomość wywołała falę komentarzy. Niektórych, jak Tomasza Lisa z „Newsweeka” nie do końca przekonał podany powód: – „Podróż Trumpa do Polski odwołana pod pretekstem huraganu, który może, podkreślić – może uderzyć we Florydę. Tia… Karczewski niech dzwoni do swego kumpla, ciepłego człowieka z Białorusi”. A jeden z internautów dodał: – „Trump również mógł powiedzieć, że pies zjadł mu paszport”.

Inni internauci zwracali uwagę na inny aspekt zagadnienia: – „Tymczasem gdzieś z okolic Nowogrodzkiej słychać pewnie wycie, bo kampania z Trumpem i kampania bez Trumpa to nie to samo…”;

„I w tym momencie sztab PiS musi przepisać scenariusze klipów wyborczych i wyliczyć naprędce, czy Pence przebija Czajkę czy jednak wciąż rozkręcamy shitstorm w przekazie dnia”; – „Kaczyński…

View original post 715 słów więcej

 

PiSdziątka, drugie PiS

Poseł Łukasz Zbonikowski z Włocławka postanowił zbuntować się przeciwko swojej macierzystej partii – Prawu i Sprawiedliwości. Ugrupowanie nie wystawiło go bowiem na swoich listach jako kandydata do Sejmu. Ten jednak tworzy swój komitet – Patrioci i Samorządowcy, w skrócie… PiS.

Zbonikowski przez lata był istotną postacią w szeregach partii Jarosława Kaczyńskiego w okręgu toruńskim. W niełaskę u władz popadł cztery lata temu, gdy stał się razem ze swoją żoną oraz inną kobietą bohaterem afery obyczajowej. Jeszcze w 2015 r. jakimś cudem dostał się do Sejmu. Teraz, nawet po odwieszeniu go w prawach członka PiS, miał nie reprezentować partii w wyborach.

Nowy PiS

I faktycznie. PiS nie wystawił go na listach. Podobnie jak innego kontrowersyjnego posła Stanisława Pięty z Bielska-Białej, któremu karierę zniszczyła także afera „spódniczkowa”.

Zbonikowski chciał być jednak sprytniejszy od kolegi Pięty. Postanowił zawalczyć o fotel w Senacie, ale startując z lokalnego komitetu Patrioci i Samorządowcy. Skrót nazwy jest nieprzypadkowy. Poseł liczy chyba na naiwność wyborców…

Pikanterii temu wszystkiemu dodaje fakt, że w komitecie schronienie znalazło jeszcze parę osób usuniętych wcześniej z szeregów PiS. Drugi PiS ma więc może we Włocławku rację bytu.

Zbonikowski zapewne modli się teraz, by jakoś udało się mu wejść do Senatu, bowiem za stworzenie swojego własnego komitetu usunięto go na dobre z PiS (tym razem tego „starego”).

– Nasz komitet nie powstał z inicjatywy posła Zbonikowskiego, ale tworzy go 20-osobowa grupa – stwierdził podczas konferencji prasowej Łukasz Stęczny, pełnomocnik KWW Patrioci i Samorządowcy. – W skład tej grupy wchodzą m.in. samorządowcy włocławscy i z powiatu włocławskiego, a także osoby, które już od wielu lat licznie, wręcz hurtowo są wyrzucane z Prawa i Sprawiedliwości.

Tratwy ratunkowe

Tworzenie takiej inicjatywy jest dość przykre, bowiem pokazuje, jak niektórzy polscy parlamentarzyści nie potrafią żyć bez polityki, ale też z godnością z niej odejść. Czy poseł Zbonikowski wejdzie do Senatu? Odpowiedź poznamy za niecałe dwa miesiące.

Kmicic z chesterfieldem

„Wszcząłem postępowania dyscyplinarne przeciwko Waldemarowi Z., SSO w Krakowie i Olimpii B.-M., SSR w Gorzowie Wlkp., w związku z niestosowaniem się do zasady powściągliwości w mediach społecznościowych” – napisał na Twitterze Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – „To próba odreagowania po tym, co ujawniły media w sprawie afery Ministerstwa Sprawiedliwości, nowej KRS i nominowanych przez Ziobrę rzeczników? Ważne, by zapamiętać to trio: Radzik, Lasota, Schab” – skomentował Marek Tatała z FOR. Te trzy nazwiska to sędziowie, którzy na stanowiska rzeczników dyscyplinarnych zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę.

Radzik w piśmie, które dołączył do tweeta, zarzuca rzecznikowi dawnej KRS oraz sędzi z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. „niestosowanie się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”.

Nie wiadomo, dlaczego postanowił nie używać nazwisk publicznie znanych sędziów, którzy od wielu lat krytycznie odnosili się do pisowskich zmian w sądownictwie.

„Ci Sędziowie mają nazwiska i NIE są przestępcami. Ale panie Radzik…

View original post 2 672 słowa więcej

 

Brudziński siorbie przy Bozi

„Nie tak dawno Brudziński pouczał Marka Migalskiego, czym „nafaszerowany” jest norweski łosoś i opowiadał o wyższości polskiego kabanosa z ORLENu. A tymczasem… Z radością siorbie zupę z miski w chińskiej restauracji (oczywiście w ukochanej Polsce)” – napisał twitterowicz Mikołaj Wróbelek. Na dołączonym przez niego zdjęciu widać, jak były szef MSWiA, a obecnie europoseł PiS, przechyla miskę z zupą.

Politolog Marek Migalski zareagował na ten wpis. – „Siorbanie jest akceptowalne, a nawet zalecane, w kulturze chińskiej i japońskiej. Ale rzeczywiście, Joachimie, dlaczegóż nie siorbiesz rosołu lub choćby flaków, jeno wschodnie specjały? Gdzie Twój gastronomiczny patriotyzm?!” – zapytał więc Marek Migalski Brudzińskiego.

„Siorbię bo lubię. I nie w chińskiej restauracji tylko w wietnamskim barku, chodzę tam nie tylko dlatego,że smacznie ale również dlatego,że właściciciele ,zawsze mili i uśmiechnięci, nie wstydzą się swoje katolickiej wiary i mają ołtarzyk z Matką Bożą”– odpowiedział były szef MSWiA.

Tę wymianę komentowali inni internauci: – „Jadł z obrzydzeniem, ale bohatersko wytrzymał, bo był tam ołtarzyk”;

„Brudziński to taki podrabiany „yntelygent”, coś tam próbuje, coś by chciał itd. ale tak do końca i na zawsze pozostanie „jo-jo – obuwnik” „i choćby nie wiem jak się wytężał to nie udźwignie, taki to ciężar” – chodzi o nieosiągalne dla niego miano inteligenta…”;

„Facet nawet sajgonki musi jeść pod świętym obrazkiem”; – „Gastronomiczny patriotyzm Brudziński ma na tt dla „ciemnego ludu”. Prywatnie lubi zagraniczne wynalazki; – „Pseudopatriotyczne wezwania europosła, który wyprowadził się do Brukseli i zarabia w euro są na pokaz, dla ludu”.

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

120 tys. zł – tyle właśnie wynosi koszt postawienia stoiska podczas pikniku Rodziny Radia Maryja w Toruniu. Taką kwotę na trwającą kilka godzin imprezę przeznaczyło Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej – dowiedział się onet.pl.

To już jedenasta edycja pikniku Radia Maryja. Odbędzie się on 7 września pod hasłem „Dziękczynienie w Rodzinie”. I to podczas takiej właśnie imprezy resort zamierza promować… unijny program „Rybactwo i morze” na lata 2014-2020. To, że Toruń dzieli od morza 179 km też nie ma znaczenia dla resortu kierowanego przez Marka Gróbarczyka.

„Państwowe pieniądze, żeby na jakimś świętym pikniku się pokazać…”; – „Wypromować program na lata 2014-2020. Po co promować taki program? Przecież on już się kończy!”;

„Znając pisowskie „umiejętności i możliwości” mogliby przecież za 120 tysięcy naszych, czyli podatników złotych promować rybactwo i morze na lata 1947-1953”; – „A czy Ministerstwo Sprawiedliwości też będzie miało tam stoisko? Z łatwymi do złożenia nawet dla seniora…

View original post 1 189 słów więcej

 

Rydzyk dla PiS ważniejszy niż zdrowie Polaków

Aktor Włodzimierz Matuszak na temat marnotrawienia finansów publicznych przez władzę PiS.

– Nie stawiajcie pomników. Budujcie szpitale! W mediach społecznościowych zbiórki pieniędzy dla ratowania życia ludzi pozbawionych opieki państwa. Tymczasem do Torunia płyną miliony. Nie czekajmy na milion elektrycznych samochodów, nowy polski prom, centralny port lotniczy w Baranowie i wiele innych banialuków wygłaszanych przez Mateusza Morawieckiego. Ratujmy życie ludzi, rodaków, chorych, pozbawionych nadziei, liczących tylko na pomoc współobywateli. Ile istnień ludzkich można uratować za setki milionów wysyłanych do Tadeusza Rydzyka? Pomniki możecie sobie stawiać, kiedy na nie zasłużycie. Ale priorytetem jest człowiek – wypowiada się Włodzimierz Matuszak znany najbardziej ze swojej roli proboszcza w serialu „Plebania”.

***

– Od początku rządów PiS do podmiotów związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem (fundacji, spółek i szkoły wyższej) wieloma szerokimi i węższymi strumieniami płyną publiczne pieniądze. Jak obliczyliśmy, trafiło do nich dotąd co najmniej 214,2 mln złotych – informuje redakcja oko. press.

Partia Razem: Tadeusz Rydzyk jest jedną z najbardziej wpływowych osób w Polsce. Od jego wsparcia zależą losy rządów Prawa i Sprawiedliwości. Czas skończyć z prezentami dla bogaczy. Państwo Polskie ma służyć dobru obywatelek i obywateli, a nie milionerom!

– SKOKi, miliony na nagrody, KNF, Caracale, Rydzyk, okradanie PCK, wycinanie puszczy, nawet koniom w Janowie Podlaskim nie darowali, Kaczyński do dziś nie został przesłuchany w sprawie dwóch wież – tymi sprawami prokuratura nie jest zainteresowana, odkłada je na bok – wypowada się poseł Cezary Tomczyk (Platforma Obywatelska).

W połowie sierpnia o. Tadeusz Rydzyk zaapelował do swoich sympatyków o kolejne wpłaty na jego konto.

 Pieniądze. Potrzebujemy. Starcza, ale nie na to wszystko, co chcemy. A musimy kupić samochody… – mówił redemptorysta.

– Dla ojca dyrektora 200 mln zł od rządu PiS to wciąż za mało – trzeba wyciągać rękę po wdowi grosz i oszczędności emerytów. Widzisz, a nie grzmisz… – komentuje europoseł Robert Biedroń.

Kmicic z chesterfieldem

Przed Kancelarią Premiera w Warszawie zgromadziły się tłumy. Uczestnicy demonstracji domagali się dymisji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Przynieśli czerwone kartki z hasłem „Ziobro musi odejść” i „Wolna prokuratura, wolne sądy, wolni ludzie”. Składali podpisy pod symboliczną dymisją Ziobry.

Protest zorganizowała Akcja Demokracja. – „Jest wiele powodów, że tutaj jesteśmy. Ja mam wiarę, że nasze państwo może wyglądać inaczej. Mam przekonanie, że odpowiedzialnym za to, co się dzieje, jest Ziobro” – mówiła do zebranych Weronika Paszewska, dyrektorka Akcji Demokracji.

– „To nie jest jednodniowa afera, pokazuje ona stan, w jakim jest polskie państwo. Mamy problem z nienawiścią w życiu publicznym. Zbigniew Ziobro albo wiedział, co się dzieje w jego ministerstwie, o akcji zorganizowanego hejtu albo nie wiedział, nie panował nad podwładnymi, tak więc nie nadaje się na ministra” – powiedział prof. Marcin Matczak.

„Prokuratura nie może być narzędziem w rękach władzy. My, prokuratorzy nie godzimy się, abyście wy, wolni ludzie…

View original post 713 słów więcej

 

Post Navigation