Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Łukasz Rogojsz”

10 mld zł w błoto poszło się j…bać

„Duda nie podpisał 2 miliardów na propagandę Gnijącej Władzy. Podpisał 10 miliardów. Ustawa zakłada, że coroczna kwota rekompensaty w latach 2021-2024 będzie na poziomie nie niższym niż ta w 2020, czyli 1,95 mld” – napisał na Twitterze Michał Szczerba, poseł Koalicji Obywatelskiej.

Więcej o 10 mld zł dla TVP tutaj >>>

O walkowerze Dudy czytaj tutaj >>>

O płaczu po Jacku Kurskim tutaj >>>

 

Kmicic z chesterfieldem

Podpisanie się pod ustawą 2 mld zł dla szczujni TVP to podpisanie się pod wyrokiem.

Duda przejdzie do historii jako mentalny chłystek, człowiek złamany, ale przede wszystkim zaprzaniec.

Co z tego, że poleciała głowa Jacka Kurskiego. Na jego miejsce przyjdzie podobny troll.

Media publiczne stały się mediami gadzimi, jak onegdaj Polacy ochrzcili media wrogie Polsce. A takie są media pod zarządem PiS. Szczują na Polaków i największe osiągnięcia w historii, jakim był prestiż Polski po 89 roku i członkostwo w Unii Europejskiej.

Historia da kopa w dupę Dudzie, czyli sprowadzi go do Dupy i wyśle na śmietnik.

Małych ludzi mieliśmy multum, to oni doprowadzali kraj do upadku, do utraty niepodległości.

Pomóżmy sobie, pomóżmy historii i dajmy kopa w dupę temu niedojdzie, wykopmy go na śmietnik.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o 2 mld dla mediów narodowych. Uzasadnił to troską o „byt rodzin pracowników telewizji” i funkcjonowanie ośrodków regionalnych. W zamian…

View original post 480 słów więcej

 

Kiedy orędzie Grodzkiego, wniosek o nowelizację budżetu i licznik z 10 miliardami w centrum Warszawy?

07/03/2020

 

Jeśli 2 miliardy to skandal, to 10 miliardów to już po prostu czyste skurwysyństwo. Trudno bowiem słowa bardziej eleganckie, gdzie przy tylu potrzebach, takiej zapaści w usługach publicznych w pięć lat wypierdolić 10 miliardów na media publiczne. 10 jebanych miliardów. Przecież to jest ponad 5 milionów dziennie, ponad 200 tysięcy na godzinę. Jak tak w ogóle można, jakim trzeba być degeneratem, żeby coś takiego wymyśleć dla TVP, a nie onkologię, lekarzy, nauczycieli, górników, kurwa, na cokolwiek, ale 10 miliardów na migające obrazki. Czy ten kraj powinien znowu zniknąć z mapy, żeby się Polaczki nauczyły wreszcie zarządzać?

Gdybym był w opozycji, już teraz wieszałbym licznik, w centrum Warszawy. I licznik ten co godzinę pokazywałby, ile kasy właśnie poszło w pizdu na TVP. 200 tysięcy co godzinę. To tak jakby co pięć godzin jedna nowiutka karetka była jeb, zrzucana do Wisły. Bo przecież tego tvp-owskie gówna nikt nie ogląda na serio i można to zastąpić dowolnym komercyjnym truchłem.

I jeśli 2 miliardy to dla opozycji prezent, to owe 10 miliardów, to ja już nie wiem, Pan Bóg pokochał opozycję, że im z nieba nie koła, a całe statki ratunkowe zrzuca? Więc pytanie jest proste? Gdzie orędzie Grodzkiego? Gdzie napieprzanie non stop danymi, gdzie 10 miliardów i tak co tydzień orędzie za orędziem, co można za ro kupić? 10 miliardów!!!

I najważniejsze, gdzie jest nowelizacja ustawy budżetowej. Duda bredzi coś o funduszu za 3 miliardy, chociaż oszukali już lekarzy, oszukali z mieszkanie+, oszukali z PKSem. A ostatnio po prostu ojebali niepełnosprawnych z kasy, żeby dać emerytom. Chuj że na wózkach albo do łóżek przykuci, przecież to nie górnicy, że przyjadą z kulami i cewkami moczowymi blokować Sejm w Warszawie. Więc teraz trzeba temu rządowemu łajdactwu powiedzieć sprawdzam. Trzeba w trybie pilnym składać wniosek o błyskawiczną nowelizację budżetu i dzień po dniu pytać, co z wnioskiem, co pieniędzmi na chorych na raka, albowiem jeśli gest Lichockiej był pokazaniem palca, to te 10 miliardów to jest już pokazanie takiego-kurwa-wała całemu społeczeństwu.

Morawiecki, specjalista od obiecanek cacanek, a głupiemu wyborcy radość

Prawo i Sprawiedliwość będąc w opozycji obiecywało, że jak przejmą władzę to wybuduje dużo więcej dróg szybkiego ruchu, a obwodnice będą rosły jak grzyby po deszczu. Gdy politycy obozu rządzącego pojawiają się na otwarciu nowej trasy, to okazuje się po jakimś czasie, że dużą część wybudowała poprzednia koalicja PO-PSL lub są to ruchy czysto pod publiczkę, bo droga de facto jest niedokończona. Liczy się przecięcie wstęgi, kilka zdjęć, wielkie słowa i materiał dla telewizji publicznej już jest gotowy.

Rzeczpospolita sprawdziła jak to wygląda w rzeczywistości i nie jest już tak różowo, jak mogłoby się wydawać – W tym roku znowu będzie mniej szybkich dróg niż zakładano. Zamiast blisko pół tysiąca kilometrów realne staje się włączenie do ruchu niewiele ponad 300.” – pisze dziennik. W ubiegłym roku do ruchu włączono o 120 km mniej niż zakładano, w 2017 było to tylko 50 kilometrów brakującego planu. Dane z 2017 roku pokazują prawdopodobnie jeszcze siłę rozpędu i dobry stan budów jaki pozostawiono kolejnemu rządowi. Z każdym kolejnym rokiem jest coraz gorzej i gołym okiem widać, że rozbudowa dróg zaczyna się ślamazarzyć.

8 lat temu PiS rozpętał burzę, gdy okazało się, że inwestor z Chin schodzi z budowy i nie dokończy autostrady A2. Chińskie konsorcjum wygrało przetarg, bo zaoferowało cenę dwukrotnie niższą niż kosztorys, domagając się potem podniesienia wartości kontraktu. Dzisiaj powiedzenie o karmie, która zawsze wraca w przypadku dróg jest nad wyraz trafne – Największym problemem w realizacji inwestycji jest wzrost kosztów z powodu drożejących materiałów budowlanych i rosnących kosztów pracy. Efektem są straty firm na kontraktach zawartych 2-3 lata temu i coraz częstsze rezygnacje z podpisywania nowych umów, które okazują się nieopłacalne” – konkluduje Rzeczpospolita.

Jarosław Kaczyński poinformował ostatnio, że będzie stworzony fundusz budowy stu obwodnic, a premier Morawiecki to potwierdził. Koalicja Obywatelska odpowiedziała, że najpierw dobrze by było zająć się opóźnieniami, niż snuciem kolejnych planów. Miało być dziesiątki tysięcy mieszkań, których nie widać, teraz obiecywany jest kolejny wielki plac budowy. Nie wiem kto może brać na poważnie tego typu obietnice, gdy rząd nie jest w stanie wywiązać się z założeń jak pokazała Rzeczpospolita.

Obserwując polską scenę polityczną po stronie opozycji zauważalna jest rosnąca z każdym miesiącem frustracja. Politycy nie lubią o tym mówić, gdyż zawsze w walce należy głosić pewność zwycięstwa, ale zarówno w kuluarach jak i w samym elektoracie rośnie poczucie bezsilności. Uczucie to wynika w znacznej mierze z tego, że nie ma dłużej znaczenia, jakie argumenty zostaną wysunięte, czy fakty przytoczone. Premier jak i cały obóz rządzący udowadniają dziś bowiem, że prawda nie ma w polityce znaczenia, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w ciągu ostatnich 30 lat. Kiedyś bowiem politycy również manipulowali, ale złapani na gorącym uczynku ponosili bowiem konsekwencje i kajali się przed mediami. Nie było również tak, że publicznie powtarzano stwierdzenia sprzeczne z faktami, które można sprawdzić w 3 sekundy za pomocą Googla. Mateusz Morawiecki już dziś jest pierwszym urzędującym premierem z wyrokiem za kłamstwo, ale polityk nic sobie z tego nie robi i brnie dalej w kolejne oszustwa, wprawiając bezczelnością w szok. Szef rządu w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” odpierał zarzuty o populistyczne i destrukcyjne dla gospodarki podwyższanie płacy minimalnej powołując się na argument w postaci korelacji zamożności krajów i wysokości najniższego wynagrodzenia:

“Nie bez powodu najwyżej rozwinięte dziś państwa Zachodu, Szwecja, Holandia, Niemcy, Dania, mają najwyższe płace minimalne”.

Był to element podważania wiarygodności całego przekazu oponentów:  “Narracja KO kompletnie się nie klei. Mamy w okresie rządów czterech lat PiS najwyższy przyrost średniego wynagrodzenia w porównaniu z poprzednimi kadencjami wszystkich poprzednich rządów. Generalnie całość wzrostu płac jest spójna z tempem podnoszenia płacy minimalnej”.

Problem jednak w tym, że Mateusz Morawiecki powołał się na przykłady krajów, które nie dość, że nie mają wysokiej płacy minimalnej, to na dodatek… nie mają jej w ogóle zapisanej w prawie. Będące wzorem państw dobrobytu Szwecja i Dania nie posiadają tego typu regulacji, a jednak mimo to nie są strefami głodowych wynagrodzeń. Jest wręcz przeciwnie, te dwa kraje są w czołówce państw jeśli chodzi o udział płac w PKB i niewielkie rozwarstwienie dochodów populacji. Wszystko to udało się bez płacy minimalnej. Jednak warunkiem sukcesów opiekuńczych krajów nordyckich było postawienie na wolność gospodarczą. Uchodzące za oazę socjalizmu kraje północy Europy są bowiem równocześnie swoistymi liderami indeksów wolności gospodarczej i innowacyjności gospodarek. Są to zatem kraje kapitalistyczne, które wtórnie użyły zasoby do prowadzenia szerokich programów socjalnych.

W przypadku Niemiec premier także był daleki od prawdy. Ten kraj uchodzi od dawien dawna w narracji PiS za symbol sfinansowania dobrobytu, jednak za Odrą płaca minimalna pojawiła się dopiero w 2015 roku. Nasz zachodni sąsiad nie zawdzięcza zatem swojej pozycji takiemu rozwiązaniu, ale raczej bogactwo pozwoliło Niemcom sfinansować taką politykę.

Tworzenie tak elementarnych fake newsów przez szefa rządu powinno skończyć się w cywilizowanym kraju dymisją, jednak PiS doprowadził do takiej radykalizacji sceny politycznej, że obywatele są już na wszystko znieczuleni. Premier kłamczuszek, szef Najwyższej Izby Kontroli zamieszany w nielegalny sexbizes czy szef KNF grożący szefowi prywatnego banku. Od upadku standardów oczekiwanych od polityków jest jednak tylko krok do upadku samego państwa.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS zaatakowali profil społecznościowy – SOK Z BURAKA krytykujący ich rządy. Jest to reakcja na pisowskie afery związane z hejtem w ich obozie.

Rządzący zareagowali na artykuł Sieci w którym czytamy, że zarządzający Sokiem z Buraka pracuje w warszawskim ratuszu.

– Powszechnie uważa się za stronę z memami, żartami związanymi z polityką. Ale do śmiechu jest tam tylko tym, którzy nienawidzą PiS, uwielbiają PO, nie przeszkadza im knajacki język publicznej debaty i nie silą się na weryfikowanie prawdziwości tego, co czytają. Bo Sok z Buraka to mieszanka drwin, manipulacji i kłamstw – opisuje propisowska gazeta.

Patryk Jaki postanowił zawiadomić prokuraturę. – Warszawski ratusz wycofał się z obietnic wyborczych. Nie było pieniędzy na żłobki, czy niepełnosprawnych, ale znalazły się pieniądze dla osoby, która organizuje Sok z Buraka, największe fekalia, ściek, fabrykę fejków w internecie, finansowaną z pieniędzy warszawiaków. To jest coś nieprawdopodobnego. Jutro skieruję…

View original post 1 648 słów więcej

 

Latający Macierewicz i Kuchciński

Analogie niekoniecznie muszą być trafne. Afera samolotowa Marka Kuchcińskiego może być najważniejsza częścią kampanii wyborczej do parlamentu. Jarosław Kaczyński dymisjonując marszałka Sejmu przyznał sie do porażki, choć w swoim stylu szukał usprawiedliwień, że inni też nadużywali władzy – w PRL-u było: „W Ameryce Murzynów biją”, w PRL bis: „wina Tuska”.

Dymisjonując Kuchcińskiego, prezes PiS bez przekonania zwalił winę na Tuska, widać, że nie jest w formie fizycznej, ledwie opuścił scenę i udał się za kulisy, a przecież lubi gaworzyć do mikrofonów. Powód dymisji  Kuchcińskiego był tylko jeden – bożek sondażów. Spada PiS-owi poparcie, publika domaga się prawdy o lataniu Kuchcińskiego, jego rodziny i wszelkich pociotków pisowskich, bo istnieje obawa, że na niebie zamiast gwiazd będziemy mieli latających pisowców.

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

Czy poseł Stanisław Piotrowicz kłamał? Być może minął się on z prawdą przy swoich tłumaczeniach dotyczących podniebnych rejsów w towarzystwie marszałka Kuchcińskiego?

Piotrowicz twierdził, że leciał samolotem tylko ze względu na chorą żonę, która miała mieć ze sobą leki otrzymane w warszawskim Instytucie Hematologii i Transfuzjologii. Lek – zdaniem Piotrowicza – znajdował się w stanie silnego zamrożenia. Podróż motywowana była więc jak najszybszą potrzebą umieszczenia cennego lekarstwa w zamrażarce.

Portal gazeta.pl o zasadność tłumaczeń Piotrowicza zapytał doktora Pawła Grzesiowskiego, specjalistę z zakresu terapii zakażeń i immunologii. „Wyobrażam sobie, że w grę wchodzą jakieś preparaty stosowane w chorobach krwi. Obecnie nie wydaje się pacjentowi preparatów krwiopochodnych w stanie zamrożonym. Osocze czy krioprecypitat są przechowywane w stanie zamrożenia, ale stosowane wyłącznie w obszarze medycznym, bo może to zrobić jedynie uprawniona służba krwi” – stwierdził dr Grzesiowski.

Nie wydajemy leków pacjentom w postaci niegotowej do użycia (…). Natomiast są wyjątki, biorąc pod…

View original post 2 219 słów więcej

Jak wygra faszyzm, to w tej strefie prawdziwych Polaków nie będzie miejsca dla nikogo z nas, normalnych Polaków

Tomasz Lis o wypowiedzi ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego na temat wydarzeń z Białegostoku w czasie Marszu Równości.

Dariusz Piontkowski poruszył temat w rozmowie z TVN24. „Marsze równości budzą ogromny opór. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane” – stwierdził polityk PiS, odnosząc się w ten sposób do wydarzeń w Białymstoku. W dalszej części wypowiedzi Piontkowski zarzucił organizatorom marszów, że chcą oni w Polsce forsować „niestandardowe zachowania seksualne”.

W nieco odmiennym stylu do wydarzeń białostockich odniosła się Elżbieta Witek z MSWiA, która przyznała, że „nie ma przyzwolenia na chuligańskie zachowania” i zapewniła o tym, że policja będzie reagować na wszelkie przejawy tego typu zachowań. Podobną opinię na ten temat wygłosił Jarosław Zieliński, wiceminister spraw wewnętrznych.

W trakcie marszu równości doszło do licznych incydentów z udziałem pospolitych bandytów i kiboli. Przestępcy atakowali uczestników parady, bili ich i opluwali. Policja zatrzymała 25 najbardziej agresywnych kontrdemonstrantów.

Opozycja wiąże wydarzenia białostockie z polityką „dobrej zmiany”. Jednym z polityków, którzy widzą powiązania między obecnym rządem a skrajną prawicą, jest Donald Tusk. „Kibole, antysemici, homofobia – nic nowego. Tragedią jest władza, która jest ich patronem. Wszyscy przyzwoici Polacy, niezależnie od poglądów, muszą powiedzieć: dość przemocy!” – napisał na swoim Twitterze były premier.

Na najbliższą sobotę zaplanowano w Białymstoku „Marsz przeciw przemocy”. Wydarzenie organizowane jest pod patronatem lewicowych ugrupowań opozycji.

Ancymonków z PiS trzeba przepędzić z zycia publicznego, bo nam zabagnią kraj i utopią nas w swoim szambie.

Kmicic z chesterfieldem

Nie milkną echa tego, co wydarzyło się podczas sobotniej Parady Równości w Białymstoku. Kibole i chuligani próbowali blokować jej przemarsz, rzucali kamieniami i butelkami, doszło do bijatyk i przepychanek. – Kibole, antysemici, homofobia – nic nowego. Tragedią jest władza, która jest ich patronem. Wszyscy przyzwoici Polacy, niezależnie od poglądów, muszą powiedzieć: dość przemocy”– skomentował na Twitterze przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

A co mówi jeden z przedstawicieli obecnej władzy, czyli obecny szef resortu edukacji Dariusz Piontkowski? Zamiast ostro potępić zachowanie kiboli, wygłosił kuriozalny komentarz. – „Tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór nie tylko na Podlasiu, także w innych częściach Polski. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane” – stwierdził w TVN 24. Tylko tyle miał do powiedzenia w tej sprawie Piontkowski…

A na stronie internetowej parafii św. Jadwigi Królowej w…

View original post 1 474 słowa więcej

 

Pisowcy chcą dać dyla do Brukseli

Jak zwał tak zwał, chodzi o władze, apanaże i stołki. Premier Morawiecki wolałby uporać się z tematem jeszcze w grudniu tego roku, ale partia, czyli prezes mówi stop… Chodzi o wybór stosownego momentu do rekonstrukcji związanej z kampanią do europarlamentu.

„Jeżeli ktoś planuje startować w wyborach do PE, to musi zrezygnować z pełnionej funkcji po jesiennych wyborach” – oznajmił Jarosław Kaczyński. W związku z tym z rządu muszą odejść ministrowie, którzy mają trafić do Brukseli. Chodzi m.in. o Beatę Szydło, Beatę Kempę i Annę Zalewską. Przeważa stanowisko, że wszystkie trzy powinny sprawować funkcje jak najdłużej, bo wtedy zdobędą więcej głosów.

„Jeśli Zalewska odejdzie w styczniu, opozycja od razu zacznie mówić, że odchodzi słaby minister, któremu nie wyszła reforma. Tak samo z Szydło. Ona więcej głosów ugra jako wicepremier ds. społecznych niż jako była premier poza rządem. Ale decyzja i tak należy do Kaczyńskiego, a ten jeszcze się nie wypowiedział” – mówi się w PiS.

Z przecieków ujawnionych przez „Wyborczą” wynika, że apetyty są duże i bardzo konkretne. Wygląda na to, że czołowa grupa PiS–owców, którzy walnie przyczynili się do dewastacji podstaw demokratycznego państwa pragnie teraz „dać nogę” i schronić się za europejskimi immunitetami. W Warszawie listę ma otwierać prof. Zdzisław Krasnodębski. W Krakowie Beata Szydło ma ponoć obiecaną „jedynkę”. „Dwójkę” dostanie Ryszard Legutko, trzecie miejsce – „ktoś od Ziobry”, a czwarte – prawdopodobnie Beata Gosiewska. Duży problem ma Ryszard Terlecki, bo rozważana ewentualnie „piątka” nie daje mu żadnej gwarancji dostania się do PE. „Wyborcza”, ujawnia, że o Brukseli marzy też Dominik Tarczyński.

Sprawy nie zawsze są tak proste jakby się mogło wydawać. Witold Waszczykowski np. szykowany jest na „jedynkę” w Łodzi, ale jego pozycja jest zagrożona, bo w kierownictwie PiS uważają, że był źródłem przecieku do Onetu ws. niejawnej notatki polskiej ambasady w Waszyngtonie. W dokumencie była mowa o ultimatum dotyczącym ustawy o IPN. Amerykanie mieli zagrozić blokadą spotkań polskich władz z prezydentem i wiceprezydentem USA do czasu zakończenia sporu o ustawę.

Na liście PiS chce się znaleźć także były europoseł PO Jacek Saryusz-Wolski. Dziwić się trudno, w końcu na to zapracował.

Na „jedynkę” na Podkarpaciu liczy Tomasz Poręba. Nie wiadomo jednak, czy nie przypadnie ona Markowi Kuchcińskiemu, który jeszcze oficjalnie się w tej sprawie nie zdeklarował. Z tej samej listy wystartuje też Stanisław Ożóg.

Mocną pozycję ma Anna Fotyga, która będzie liderką na Pomorzu. Pozostali liderzy to: w Wielkopolsce – Ryszard Czarnecki, w Olsztynie – Karol Karski, a na Śląsku – Jadwiga Wiśniewska i Zbigniew Kuźmiuk. Dokładne listy będą gotowe na początku roku.

Morawiecki kłamie, bo inaczej nie potrafi. Człowiek-przekręt

PiS to partia antychrześcijańska. Tak jak polski kościół katolicki, który agresywnie atakuje wartości chrześcijańskie.

Post Navigation