Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Łukasz Szumowski”

Wałęsa: Nie sztuka mieć rację, ale sztuką jest zwyciężać

Kmicic z chesterfieldem

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować…

View original post 1 463 słowa więcej

 

Polaku, zdychaj, proponuje PiS po antychrześcijańsku, więcej będzie dla Kaczyńskiego i klechów

Waldemar Kuczyński odniósł się do decyzji Ministerstwa Zdrowia ws. tzw. „Bilansu Seniora”.

Program badań profilaktycznych dla seniorów nie podoba się rządzącym politykom PiS.

Mogą wręcz skutkować nad wykrywalnością poszczególnych jednostek chorobowych, co może przyczyniać się do pogłębienia trudności w dostępie do świadczeń NFZ (zwiększenie kolejek do specjalistów) oraz negatywnie wpływać na pacjenta, powodując niepokój i dyskomfort związany z fałszywie pozytywnym wynikiem badań – zaopiniował dr Roman Topór-Mądry prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (podległej pod Ministerstwo Zdrowia, prezesem jest od 2017 roku).

Kmicic z chesterfieldem

Jeśli ktoś uważał wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na twarz kampanii Koalicji Obywatelskiej za kontrowersyjny, dziś musi zmienić zdanie. Kandydatka na premiera z ramienia PO i sojuszników cieszy się sporą popularnością w gronie elektoratu.

Tak przynajmniej wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie Super Expressu. “Wygląda na to, że wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki Koalicji Obywatelskiej na szefową rządu było strzałem w dziesiątkę – czytamy w sobotnio-niedzielnym wydaniu “Super Expressu”.

Taką premier chcemy?

Instytutu Pollster wykazał w badaniu, że na Kidawę-Błońską jako premiera chce głosować aż 20 proc. ankietowanych, zaś na Grzegorza Schetynę – 2 proc. “To prawdziwy nokaut” – twierdzą dziennikarze “SE”.

Jakby emocji było za mało, po chwili dodają: “Nie dość, że Kidawa-Błońska miażdży Schetynę, to jeszcze wytrwale goni Mateusza Morawieckiego. W naszym sondażu różnica między nią a obecnym szefem rządu wynosi 4 pkt proc”. Według Instytutu Pollster Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu widzi nadal 24…

View original post 1 798 słów więcej

 

Rydzyk zamiast zdrowia. Nic, tylko się uchlać! Na zdrowie, Polacy

Kmicic z chesterfieldem

Podczas wczorajszej komedii, szeroko nazywanej oświadczeniem marszałka Marka Kuchcińskiego, zapowiedziano publikację wykazu lotów. Późnym wieczorem na stronach Sejmu dumnie umieszczono listę 85 połączeń z datami, przebytą trasą, celem podróży i liczbą pasażerów. Wykaz zawiera informacje o podróżach marszałka od marca 2016 r. do lipca 2019 r. Farsa jaka się odbyła na naszych oczach miała prawdopodobnie w zamyśle zamknąć sprawę, bo Kuchciński zadeklarował nawet wpłatę 28 tys. na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych, która ma pokryć jeden z jego lotów. Zapewnienia o ciężkiej pracy i urwaniu głowy jakie ma marszałek z konsultowaniem w terenie przyjmowanych ustaw, miały dopełnić obrazu praktycznie nieskazitelnego polityka.

Miało być pięknie i cudownie, wszyscy rozeszli się do domów, a Marek Kuchciński udał się do prorządowej TVP, gdzie zapewniał o swojej boskości. Komentatorzy w studiu pletli o ataku na marszałka kochanego i opozycji, która nie ma nic ciekawszego do roboty tylko patrzy władzy na ręce. Sęk w tym…

View original post 2 966 słów więcej

 

Kościół kat. to dżuma, czarna zaraza

>>>

„Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa” – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas homilii z okazji 75. rocznicy powstania warszawskiego.

Odczłowieczanie ludzi po to, aby wykluczyć ich spod ochrony prawa i odebrać przyrodzoną godność, nie jest wynalazkiem abp. Jędraszewskiego. Współcześnie mieliśmy z tym do czynienia np. przed ludobójstwem w Rwandzie, gdzie związane z Hutu radio (notabenez udziałem księży) nazywało Tutsich „karaluchami”.

Czy to, co powiedział arcybiskup, nie jest aby bluźnierstwem? Określając osoby nieheteronormatywne „zarazą”, abp Jędraszewski nie przemawiał w swoim imieniu. Przemawiał jako osoba funkcyjna, wysoki hierarcha Kościoła katolickiego. Zastanawiam się, czy członkom tego Kościoła nie przeszkadza, że arcybiskup z ambony zaprzecza przykazaniu miłości bliźniego? Że odbiera człowieczeństwo grupie społecznej, którą – jak chyba wierzy? – stworzył takimi właśnie sam Bóg? Czy nie obraża uczuć religijnych członków Kościoła?

Bo jeśli uczucia religijne wiernych jednak obraża, to może warto się o nie upomnieć? Obraza uczuć religijnych to przestępstwo (słusznie czy nie, ale istnieje w kodeksie karnym). Można więc składać doniesienia do prokuratury. Mogą je składać pojedyncze osoby, ale też organizacje, np. Wiara i Tęcza zrzeszająca nieheteronormatywnych katolików.

Oczywiście nie spodziewam się, że prokuratura wniesie oskarżenie przeciwko abp. Jędraszewskiemu, bo nie pozwoli jej na to sojusz tronu z ołtarzem, który stał się elementem ustroju politycznego w Polsce. Ale jeśli prokuratura odmówi postępowania – będzie można iść z własnym aktem oskarżenia do sądu.

Ale jest też droga z pominięciem prokuratury: pozew cywilny o ochronę dóbr osobistych. Uczucia religijne z całą pewnością się w nich mieszczą.

Także organizacje mające w statucie ochronę praw osób nieheteronormatywnych mogą wystąpić z pozwami o ochronę dóbr osobistych w imieniu swoich członków i wszystkich ludzi, których dotyczyły słowa abp. Jędraszewskiego o „tęczowej zarazie”. Dehumanizacja jest niewątpliwie naruszeniem dóbr osobistych.

Władza polityczna od kilku miesięcy szczuje na osoby LGBT (ten skrót też może odhumanizowywać, używam go niechętnie). Władza kościelna w Polsce wyklucza je i piętnuje od lat. Teraz poszła krok dalej: odczłowiecza i wzywa do walki przeciw nim. Nie ma wątpliwości: osoby nieheteronormatywne są w Polsce prześladowane przez władzę kościelną i państwową.

Obrona przez apele i protesty, przez wezwanie do solidarności – to jedno. Ale warto sięgnąć po prawo. Niezależne sądy i niezawiśli sędziowie to klasyczna broń obywatela przeciwko opresyjnej władzy. A sędziowie w Polsce – póki co – obronili swoją niezawisłość.

Książęta Kościoła nie są poza prawem. Arcybiskup Jędraszewski nie jest świętą krową. Władza nie traktuje obywateli równo. Ale obywatele powinni równo potraktować władzę.

Krzysztof Pieczyński (Stowarzyszenie Polska Laicka) wypowiedział się o Kościele katolickim w sprawie nagonki hierarchów na środowisko mniejszości seksualnych.

Kmicic z chesterfieldem

„Ministerstwo ZDROWIA przelało fundacji o. Rydzyka prawie 1 mln zł. Tak wynika z odpowiedzi na moje zapytanie. Umowy Ministerstwa z fundacją Rydzyka dotyczyły… kampanii INFORMACYJNEJ nt. walki z nowotworami. I to w czasie, gdy brakuje pieniędzy na LECZENIE raka” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Tak wynika z pisma, które poseł PO otrzymał w odpowiedzi na pytania zadane ministrowi Łukaszowi Szumowskiemu.

W piśmie wyszczególniono kwoty, które zostały przekazane fundacji Rydzyka. I tak w 2016 r. przelano 182 940 zł, rok później było to 488 604,26 zł, a w 2018 r. – 202 439,02 zł. Krzysztof Brejza zapowiedział, że wystąpi w…

View original post 1 193 słowa więcej

Szydło, kuchta w Brukseli

Z nieoficjalnych informacji RMF FM dowiadujemy się, że Beata Szydło i Anna Fotyga nie chcą być polskimi kandydatkami do Komisji Europejskiej. Obie kandydatki poinformowały prezesa Kaczyńskiego o swojej decyzji.

Jak podaje nieoficjalnie RMF FM Beata Szydło odrzuciła propozycję, gdyż zdaje sobie sprawę ze swoich niekompetencji językowych oraz braku znajomości unijnej dyplomacji. Jak powiedział jeden z polityków dziennikarce RMF FM „Beata Szydło nie chcę się kompromitować”. Anna Fotyga miała odmówić ze względów osobistych.

Natomiast ambicję do zasiadania w Komisji Europejskiej przejawia była minister przedsiębiorczości i technologii związana z Jarosławem Gowinem – Jadwiga Emilewicz. Emilewicz dostała już nieoficjalną propozycję od duńskiej komisarz ds. konkurencji – Margrethe Vestager, która sama kandyduje na stanowisko szefa KE.  Jednak kandydatura byłej minister jest nie do zaakceptowania przez władzę partii rządzącej. W tej sprawie stanowisko partii jest jasne – „To tak, jakby popierać Bieńkowską”.

Komisja Europejska składa się z 28 komisarzy, po jednym z każdego państwa należącego do wspólnoty. Skład komisji jest ustalany przez Radę Europejską, czyli szefów rządów państw należących do UE.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar wskazał na nieprawidłowości, które miały miejsce podczas zatrzymania Jakuba A., 22-latka podejrzanego o zamordowanie kilkuletniej Kristiny, spotkał się krytyczną oceną ze strony prawicowych polityków.

Wśród nich znalazła się szefowa MSWiA, Elżbieta Witek, która stwierdziła m.in., że „sąd, decydując o areszcie dla oskarżonego, nie dopatrzył się żadnych naruszeń ze strony policji.”

Sedno tkwi w tym, że zgodnie z art, 246 kpk. są wydając nakaz aresztowania nie poddaje ocenie prawidłowości zatrzymania, o czym nowa minister nie zdążyła pewnie doczytać.

Prof. Magdalena Środa wypowiada się ws. Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który jest atakowany przez środowisko prawicowe, rządowe.

„Jeśli te przepisy wejdą w życie, nikt o zdrowych zmysłach nie zaryzykuje swojej wolności, by pomóc pacjentowi. Nam, położnikom, będzie groziło 15 lat więzienia, jeśli umrze matka i dziecko. To może się przydarzyć mnie albo mojemu koledze, to jest loteria” – tak między innymi mówił lekarz, Wojciech Chróściel…

View original post 1 458 słów więcej

 

PiS zamienił szpitale w umieralnie. Jak się nie dać zabić

Możliwości finansowe polskiej służby zdrowia zdecydowanie nie nadążają za polską demografią oraz w coraz większym stopniu wpływają na jakoś opieki zdrowotnej nawet w tak istotnych dla Polaków miejscach, jak w szpitalnych oddziałach ratunkowych (popularnych SOR-ach). Wszyscy byliśmy wstrząśnięci ostatnimi doniesieniami z Sosnowca, gdzie 39-latek z zatorem żyły w nocy w ciągu 12 godzin swojego pobytu w miejscu, gdzie przecież miał pełne prawo oczekiwać pomocy, powoli konał na oczach innych.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich zauważył, że kolejny rok z rzędu maleje średnia długość życia w Polsce. Polacy żyją na emeryturze średnio o ok. 1,5 miesiąca krócej niż rok temu. Niewątpliwie ma to związek z tym, że tempo przyrostu osób starszych jest znacznie większym obciążeniem dla polskich szpitali, niż najwyraźniej przewidywano, a przecież leczenie 70-latka jest wielokrotnie droższe niż terapia dla 30-40 – letniego pacjenta. Gdy do tego dodamy wciąż tajemniczą i nieodkrytą medialnie wielką dziurę w budżecie NFZ (chodzi o kwotę 10 mld złotych), której powstaniem jest w pewnych kręgach obwiniana niezwykle uległa względem koncernów farmaceutycznych polityka refundacji leków Ministerstwa Zdrowia, to perspektywa funkcjonowania polskich szpitali nie jest zbyt różowa. 

Portal Wirtualna Polska napisał już nawet o pewnej inicjatywie Piotra Piotrowskiego, szefa Fundacji 1 czerwca, która walczy o prawa pacjenta.

– Takie tragedie zaczynają się coraz częściej powtarzać. Toefekt patologicznego systemu zarządzania szpitalnymi oddziałami ratunkowymi. Jak pokazały wydarzenia w Sosnowcu, do szpitala idziesz, aby wciąż walczyć o życie, a nie po gwarantowaną pomoc – przekonuje. Jako ostrzeżenie dla wszystkich potencjalnych pacjentów spisał zasady przetrwania na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. O dziwo “poradnik” udostępniają nawet lekarze, komentując, że jest on pouczający i prawdziwy.

Sami lekarze zresztą też przygotowują się do protestu, co zwiastuje uruchomiona ostatnio kampania billboardowa. „Pacjenci w kolejkach, lekarze na dyżurach: umierają!” – krzyczy z billboardów duży napis. „Rządzący, opamiętajcie się!” – apelują autorzy akcji. W ten sposób Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy próbuje zwrócić uwagę polityków (i oczywiście wyborców) na palące problemy zaniedbywanej polskiej służby zdrowia.

Niestety, rozwiązania nadchodzącego gigantycznego kryzysu funkcjonowania polskich placówek medycznych oraz niestety coraz bardziej niewydolnego systemu ochrony zdrowia nie znajduje się w programach wyborczych partii politycznych. Po rozszerzeniu programu “Rodzina 500+” także na pierwsze dziecko, na taką pomoc społeczną budżet przeznaczy grubo ponad 40 mld złotych, co stanowi niemal połowę wszystkich środków, jakie trafiają na polską ochronę zdrowia. W zasadzie trudno jest zrozumieć i racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego Polacy, którzy naprawę funkcjonowania tego obszaru funkcjonowania państwa wymieniają zwykle jako jeden z pierwszych postulatów do pilnego zrealizowania przez władzę, wciąż pozostają w tej kwestii bierni, zamiast wyjść na ulicę.

Pełny poradnik:

Poradnik dla pacjenta. Na początek SOR… Szpitalny Oddział Ratunkowy

1) Kolory. W chaosie wojny, w natłoku pacjentów zwożonych z linii frontu personel szpitali polowych musi szybko decydować kogo się jeszcze da uratować, kogo nie,  kto może czekać, a kto musi natychmiast trafić na stół operacyjny. Na SORze zamiast numerków oznaczony zostaniesz kolorem. Ten system wywodzi się z medycyny pola walki. Jak widzisz na SORze trwa „wojna” a ty będziesz jej elementem.
ps. Najkrócej czekają czerwoni – ale oni w większości już nie są tego świadomi.

2) CZAS.  W szpitalu czas płynie inaczej, zwalnia, zatrzymuje się, przyśpiesza, ale wyłącznie gdy robi się gorąco. Ktoś umiera, ktoś krwawi, ktoś nietrzeźwy przywieziony przez policję wymiotuje na podłogę, komuś puszczają nerwy, ktoś płacze…  W zależności od tego jak zostałeś „pokolorowany” – siedzisz i czekasz na swoją kolej.  Kolej w której ktoś się Tobą zajmie zależy nie od tego kiedy przyszedłeś, ale od oceny twojego stanu zdrowia (patrz pkt. 1).

3) Nigdy nie idź sam! Weź ze sobą osobę, która nie boi się ludzi, która nie boi się pytać, która nie ufa i nie jest naiwna. Nie ufajcie do końca – nigdy nie wiecie na kogo traficie. A bywa różnie… Każą ci chorego zostawić za drzwiami?  Zastanów się czy jest to konieczne. „Siedzisz tam za tymi magicznymi drzwiami, myślisz że skoro osoba tam trafiła to już jest pod dobrą opieką, a może się okazać, że to nieprawda bo za drzwiami jest kolejna poczekalnia – gdzie bliski przez następne godziny będzie czekał na swoją kolej.” Druga osoba TO PODSTAWA!

4) Badanie i badania. Pierwsze badanie. Od niego wiele zależy. Musisz być konkretny i rzeczowy. Mów wszystko co cie niepokoi, co boli, czego się boisz. Jeśli nie chcesz zostać w szpitalu, a przyszedłeś tylko po poradę to pomyliłeś miejsca, w takim przypadku lepsza będzie nocna i świąteczna pomoc, a nie SOR.
Jeśli zostałeś wysłany na badania, wynik będzie za 5 min. lub 5 godz. Zależy to od tego jakie badanie ci zlecono, czy potrzebny jest opis lekarza specjalisty, jaki jesteś kolor, czy trafiłeś w weekend, o której godzinie, czy badanie jest na SOR czy poza oddziałem… Warto zapytać ile to może potrwać bo wtedy wiesz ile mniej więcej będziesz czekać. Wyniki badań personel otrzyma poza tobą, więc jeśli różnica pomiędzy informacją a czasem oczekiwania jest duża warto dopytać – bo może wyniki leżą i czekają. Na ogół – jeśli są złe raczej dowiesz się o tym szybciej.

5) Informacja – Musisz pytać. Niestety pytający jest niewygodny i rzadko doceniany. Częściej wywołuje reakcje na zasadzie „Hmm, interesuje się, wścibski jest, nie zna się a chce wiedzieć, po co mu to?” Musisz być przygotowany, że pytania nie zawsze są mile widziane. Niestety jeśli tak jest nie wróży to nic dobrego, ale pytać to twój obowiązek. Nie pytasz nie wiesz, nie wiesz, siedzisz i czekasz i coraz bardziej się denerwujesz się, a gdy się denerwujesz możesz przegapić coś naprawdę ważnego.

6) Lekarz. W szpitalu lekarz to „towar deficytowy”, a na SORze wszyscy go potrzebują, więc nie jest łatwo go spotkać i mieć go dla siebie. Przypomnij mu kim jesteś, z czym masz problem i pytaj jaki jest plan działania. Zapamiętaj co powie. Jeśli masz problem z pamięcią – nagrywaj 😎 Ps.  znajomy lekarz w szpitalu to marzenie każdego pacjenta. Wtedy wszystko się zmienia.

7) Pielęgniarki i ratownicy medyczni – jest ich więcej, więc łatwiej o kontakt, lecz nie zawsze o informację. Po informacje o stanie zdrowia zostaniesz odesłany do lekarza, U nich interweniujesz gdy gdy poczujesz się źle. Nie czekaj że będzie lepiej, jeśli widzisz że coś cię niepokoi nie pozwól się dać zignorować! Pamiętaj trwa wojna.

8) Dokumentacja. SOR – to oddział szpitalny, masz z niego otrzymać dokumentację leczenia. W informacji – wypisie powinno się znaleźć wszystko co dotyczyło twojego leczenia na oddziale. Jeśli spadłbyś z łóżka – taki wpis też powinien się znaleźć. Jeśli coś poszło by nie tak, dokumentacja medyczna to twój jedyny dowód na to gdzie, kiedy, co i po co było dla ciebie zrobione. Dokumentację wypełnia personel, sprawdź czy w twoim odczuciu niczego nie brakuje. Drugiej szansy na uzupełnienie nie będzie.

9) SOR i co dalej? SOR – ocenia, ratuje, diagnozuje, obserwuje przekazuje dalej lub wypisuje. Nie ciesz się jeśli zostaniesz wypisany do domu. To wcale nie musi oznaczać, że jesteś zdrowy, (patrz pkt 1) – to może oznaczać tyle, że nie ma miejsca na oddziałach, a ty nie umrzesz w ciągu najbliższej doby… tego jednak w dokumentacji nie znajdziesz.

10) Teoria, czyli miej wszystko na piśmie.  Najważniejsze to przeżyć. Życie masz jedno, a zdrowie doceniasz gdy je tracisz. Pamiętaj to nie twoja wina że szukasz ratunku, to twoje prawo. Jesteś człowiekiem i w szpitalu jak wszędzie obowiązują prawa człowieka. Jeśli ktoś jest w stosunku do ciebie opryskliwy, arogancki – nie trać czasu na dyskusje. On ci i tak raczej nie pomoże. Masz prawo poprosić o drugą diagnozę, jeśli odmówią żądaj odmowy na piśmie i wpisu do dokumentacji. Zbieraj informacje, pytaj o nazwiska, wiedz z kim masz do czynienia, nie poddawaj się. Czasem tak niewiele trzeba aby się uratować lub umrzeć.

Epilog.

Szpitale otrzymały finansowanie bez względu na jakość i ilość wykonanych zabiegów, co przy niewystarczającej wycenie spowodowało, że zupełnie przestało im zależeć na pacjencie. Tragedie które obserwujemy, to pokłosie tego pomysłu. Powstał system w którym Pacjent nie jest już potrzebny, a im bardziej kosztochłonny pacjent – tym bardziej niewygodny dla szpitala.

Depresja plemnika

#Jaki postanowił wytoczyć wojnę facebookowej stronie „Sok z Buraka”. Poinformował, że złożył donos do prokuratury. Odpowiedź twórców „Soku z Buraka” . #JakiWstyd

Twierdzę tak od jakiegoś czasu, że albo PiS zostanie odsunięty od władzy w 2019 roku, albo nigdy – mówi dr hab. Marek Migalski, politolog. A jeśli jesienią wygra? – Zapewni sobie w 2023 roku większość konstytucyjną. Zmieni prawo, media, konstytucję, prawo wyborcze, prawo o partiach politycznych, całkowicie wymieni warunki konkurencji gospodarczej, zoligarchizuje nasz system ekonomiczny, preferując tylko tych graczy, którzy będą się układali z władzą – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Od kilku dni trwają spekulacje, kto zajmie miejsca ministrów, którzy zdobyli mandat europosła. Do Brukseli odchodzą jedni z najpopularniejszych polityków partii rządzącej. Czy to były lokomotywy, czy Jarosław Kaczyński chciał się pozbyć najpopularniejszych polityków? Wiemy, że nie lubi, jak ktoś staje się zbyt popularny – casus zamiany Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego. 

MAREK MIGALSKI: Myślę, że jednak chodziło o to, aby popularni politycy ciągnęli listy i zdobywali głosy. Te wybory zdecydowanie zbudowały…

View original post 979 słów więcej

 

Polityczna kuchnia

– Nie jesteśmy wyjątkiem. Mylą się niemal wszyscy. Także zawodowcy – politologowie, socjologowie – których oglądamy w mediach. Oni też polityków opisują jak otwartą książkę. Wiedzą, co myślą, czego chcą, co zrobią. Wszystkie sytuacje są dla nich przejrzyste, wszystkie pytania mają odpowiedź. Nad polityką pochylają się jak nauczyciel nad zeszytem ucznia, pewnymi ruchami pióra poprawiając w nim błędy. Wiedzą, co powinna zrobić władza, aby przetrwać, co opozycja, aby władzę obalić. Od nich dowiedzieliśmy się wszystkich rzeczy, które stać się miały, a nigdy się nie stały. Albo stać się nie miały, a jednak się stały. Oni zapewniali, że Kaczyński do władzy nie wróci, brexitu nie będzie, a Trump przegra wybory. Gdy rodził się PiS, dawali mu kilka miesięcy życia, gdy tworzyła się Platforma, dawali jej rok – pisze Robert Krasowski w swojej najnowszej książce „O demokracji w Polsce”, która nakładem wydawnictwa „Czerwone i czarne” w środę ukaże się w księgarniach.

*****

Jest wreszcie ostatnia grupa fałszywych wyobrażeń o polityce. Niepochodzących ani od polityków, ani od ideologii, ani od mediów, ani od obywateli. Lecz od nas samych. Od każdego z nas, bez względu na to, kim jesteśmy i co myślimy. Mnogość politycznych informacji, właściwa dzisiejszej epoce, zrodziła w nas poczucie łatwości zrozumienia polityki. Butną wiarę we własne zdolności poznawcze. Możliwość codziennego podglądania władzy, często na żywo, zbudowała wrażenie, że politycy niczego przed nami ukryć nie mogą. Że uważny odbiorca powszechnie dostępnych informacji jest w stanie ich przejrzeć na wylot. Jednak nic bardziej mylnego. Mieszkaniec dzisiejszej epoki zna plany premiera w podobnym stopniu, co mieszkaniec Rzymu znał plany Juliusza Cezara. Czyli nie zna ich wcale. Interesuje nas teraz polityka w sensie ścisłym, czyli walka o władzę. Weźmy prostą sytuację. Premier podjął ważną decyzję. Od razu zaczynamy ją interpretować. Z kilku podejrzeń budujemy mocną tezę. Mówimy: premier zrobił A, bo zmierza do B. Przy czym B stanowi jakiś konkretny plan – chęć skrócenia kadencji, pozbycie się rywala z partii, rekonstrukcję rządu. Plan, o którym premier ani słowa nie powiedział. A jednak przypisujemy mu go. Nie znamy premiera, nigdy z nim nie rozmawialiśmy, a jednak znamy jego intencje. Z kilku zdań wypowiedzianych publicznie rekonstruujemy jego sekretne plany.

Co ciekawe, wiemy, że politycy manipulują, że dezinformują, że zwodzą przeciwników, media i społeczeństwo. Wiemy, że sprawnie ukrywają swoje myśli, że są zagadką nawet dla najbliższych doradców. Ale wiedząc to wszystko, nadal mówimy, że znamy rzeczywiste plany premiera. Że polityka jest dla nas przejrzysta. Nie tylko wiemy, co polityk robi, wiemy również, co mógłby zrobić lepiej. Znamy błędy, jakie popełnia premier, znamy błędy, jakie popełnia lider opozycji. Gdy Tusk rządzenie zamienia w bierność, wszyscy wiemy, że błądzi. Że musi coś zrobić, nawet nie dla Polski, ale dla siebie. Bo leniwa władza utrzymać się nie może. Wiemy nawet, co premier powinien zrobić, od jakich decyzji rozpocząć. Gdy Kaczyński sięga po radykalizm – od walki z układem po smoleńską histerię – dobrze wiemy, że to błąd. Że go skompromituje. Że musi iść w stronę centrum. Jednak gdy Tusk nadal robi swoje, a mimo to bije rekordy długości rządzenia, gdy Kaczyński raz za razem władzę zdobywa, nie mamy poczucia porażki. Nadal lepiej od nich wiemy, jak powinni politykę uprawiać. Krytykujemy ich błędy taktyczne, personalne, programowe. Jesteśmy tak pewni swoich racji, że potrafimy się o nie pokłócić. Dziwi nas, czemu inni nie widzą oczywistości. Tego, że Kaczyński musi zrobić A i B, a wycofać się z C. Dziwi nas, czemu sam Kaczyński tego nie widzi. Ale nie dziwi nas, skąd my to wszystko wiemy.

Nigdy nie pochylamy się nad naszym poczuciem pewności. Nie wracamy do tego, co myśleliśmy tydzień temu, rok temu, dziesięć lat temu. I co z tamtych diagnoz okazało się prawdą. A przecież baliśmy się tego, co straszne się nie okazało. Wyczekiwaliśmy tego, co nie nastąpiło. Głosowaliśmy na polityków, których sami z czasem uznaliśmy za fatalnych. Cenimy zaś tych, na których nigdy nie chcieliśmy głosować. Wielokrotnie wierzyliśmy, że wybory zmienią wszystko, rzadko zmieniły cokolwiek. Przed każdymi wyborami wiedzieliśmy, kto wygra. Ale niemal zawsze wygrywał kto inny. Politycy, którym wróżyliśmy wielkie kariery, z polityki odpadli, ci zaś, którym nie dawaliśmy szans, wdarli się na szczyty. Nasze poczucie rozumienia polityki było równie silne, jak bezpodstawne. Jego rewersem było pasmo pomyłek.

Nie jesteśmy wyjątkiem. Mylą się niemal wszyscy. Także zawodowcy – politologowie, socjologowie – których oglądamy w mediach. Oni też polityków opisują jak otwartą książkę. Wiedzą, co myślą, czego chcą, co zrobią. Wszystkie sytuacje są dla nich przejrzyste, wszystkie pytania mają odpowiedź. Nad polityką pochylają się jak nauczyciel nad zeszytem ucznia, pewnymi ruchami pióra poprawiając w nim błędy. Wiedzą, co powinna zrobić władza, aby przetrwać, co opozycja, aby władzę obalić. Od nich dowiedzieliśmy się wszystkich rzeczy, które stać się miały, a nigdy się nie stały. Albo stać się nie miały, a jednak się stały. Oni zapewniali, że Kaczyński do władzy nie wróci, brexitu nie będzie, a Trump przegra wybory. Gdy rodził się PiS, dawali mu kilka miesięcy życia, gdy tworzyła się Platforma, dawali jej rok.

W opisie polityki błędów unika grupa bardzo wąska i bardzo szczególna. To gatunek, który opinia publiczna zna słabo, bo rzadko gości w popularnych mediach. Na pytania odpowiadają: „nie wiem”, „być może”, „jest wiele możliwości”. Odpowiadają nie dlatego, że o polityce wiedzą mniej, ale ponieważ wiedzą więcej. To niektórzy dziennikarze polityczni, dziennikarze śledczy oraz garść ludzi pracujących na zapleczu polityki – doradcy, spin doktorzy, lobbyści. Mają oni bezpośredni dostęp do polityków, znają ich zachowania od kulis, blisko współpracują z nimi. Patrzą na nich okiem chłodnym, bo od trafnej oceny polityki zależą ich dochody, ich reputacja, ich sukces. Stanowią grupę większej wiedzy. Mają bezpośredni dostęp do faktów. Nie do ich publicznych zastępników, czyli do informacji, ale do faktów samych. Widzą je na własne oczy, słyszą na własne uszy, poznają bez pośredników. To ich oduczyło pewności. Zrozumieli, że powszechna wiedza niewiele jest warta. Że wiedzą jedynie to, co sami sprawdzili. A sprawdzić mogą niewiele. Mogą poznać treść kilku narad w gabinecie premiera. Kulisy kilku decyzji, kilku intryg. Większej wiedzy jedna osoba zdobyć nie może. Mając sporo twardych danych, wiedzą zarazem, jak wiele im brakuje, aby zdobyć pełen obraz. Aby na bieżąco śledzić przebieg całości. W politycznych szachach mogą przejrzeć jedną czy drugą figurę, jednego czy drugiego piona. Ale to za mało, aby objąć wzrokiem całą szachownicę. Ich sceptycyzm nie jest programowy, ale techniczny. Politykę uważają za możliwą do poznania. Problemem jest zebranie kompletu faktów. Masy krytycznej tworzącej wiedzę. Polityka zbyt wartko się toczy i zbyt wielu ma graczy, aby na bieżąco ją śledzić. Niemal każde wydarzenie jest poznawalne, ale poznanie każdego zabiera czas. 

Weźmy dowolny przykład. Poszukiwacz wiedzy dowiaduje się, że Kaczyński chce się pozbyć bardzo ważnego ministra. Informację potwierdza mu kilku ludzi z najbliższego otoczenia Kaczyńskiego. Ale to nie jest dowód. Być może Kaczyński ten scenariusz dopiero testuje. Chce sprawdzić, jak zareaguje minister, jego zwolennicy, koalicjant. Ale nie tylko. Sam poszukiwacz wiedzy też jest potencjalnym narzędziem kolportowania informacji. Nie wie, czy sam nie jest obiektem manipulacji. Szuka więc dalej. Sprawdza w otoczeniu ministra. Dowiaduje się, że pogłoski o dymisji już doszły do niego. Zareagował twardo. Odgraża się, że wtedy stworzy własną partię. Czy to prawdziwe plany? Czy jedynie sonduje swoje zaplecze? A może chce, aby wieści o jego buńczucznych zamiarach dotarły do Kaczyńskiego i odmieniły jego decyzję? Poszukiwacz prawdy zrobił wszystko, co w praktyce możliwe. Ale nadal nie ma pewności. Nawet gdy dymisja stała się faktem, pozostają pytania. Czy to odsunięcie na zawsze? Czy test lojalności przed wielkim awansem? Co ciekawe, prawdą może być jedno i drugie. Decyzja, której intencją była polityczna śmierć, może się zamienić w decyzję o wielkim powrocie. Politycy nie rozumują w kategoriach albo-albo. Lubią sytuacje, z których mogą wyjść na różne sposoby. Poszukiwacz wiedzy nadal nie ma pewności, co jest celem gry Kaczyńskiego. Prawdę zrekonstruuje dopiero po latach, kiedy pozna kolejne fakty. Być może raz jeszcze będzie musiał dotrzeć do uczestników wydarzeń. Ale nawet wtedy nie będzie miał pewności, czy poznał pełną prawdę. Gdy polityka zastygnie w historię, odtworzy wszystkie wydarzenia, ale politycznego planu może nigdy nie odnaleźć. 

W ten sposób wygląda poznawanie wydarzeń z obszaru walki o władzę – zmagań między opozycją a rządem, roszad gabinetowych, walki o przywództwo w partii, rozłamów, wojen politycznych między premierem i prezydentem. To skomplikowane gry, które na bieżąco nie są przejrzyste. A i po latach zostawiają margines niepewności. Oczywiście im bardziej rośnie stawka, im gracze są silniejsi, tym bardziej obraz się komplikuje. A gdy zdarzy się tak, że naprzeciw siebie stoją dwaj przewrotni gracze, jak Kaczyński i Tusk, nic nie jest jasne. Każda zdobyta wiedza jest punktowa, każde ustalenie może być podważone przez kolejne wydarzenia.

Depresja plemnika

W tym samym czasie, w którym większość obserwująca trendy sondażowe przed wyborami do Parlamentu Europejskiego skupia swoją uwagę na pierwszych dwóch miejscach, bardzo ciekawe rzeczy dzieją się w okolicach progu wyborczego. Tam niespodziewanie urósł Prawie i Sprawiedliwości poważny konkurent, który skutecznie odbiera partii Jarosława Kaczyńskiego coraz większą ilość głosów. W ostatnim sondażu “Kantar Polska” dla “Polityki”, Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy mogłaby liczyć aż na 5 procent poparcia, co dałoby jej kilka mandatów w Brukseli. Niespodziewanie dobre wyniki prawicowych radykałów najwyraźniej ich rozzuchwaliły, bowiem w ostatnich dniach postanowili oni uderzyć w najczulszy punkt narodowej prawicy, czyli kwestię ochrony polskich interesów przez rząd w kontekście żądań USA i Izraela o zwrot mienia zagrabionego w czasie Holokaustu.

Według notatki, do której dotarł prawicowy publicysta Stanisław Michalkiewicz, kwestia restytucji mienia żydowskiego wróci po wyborach parlamentarnych w Polsce. Do tej pory strona amerykańska liczy na porozumienie z Żydami na stopie nieformalnej. Notatka pochodzi z 25…

View original post 1 900 słów więcej

 

Wszyscy do urn! Musimy wygrać Polskę i odpędzić złe demony, jad, nienawiść i wykluczenie z UE

Trzy tygodnie po rozpoczęciu kolejnego roku akademickiego, akurat w dzień ciszy wyborczej Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej Tadeusza Rydzyka uroczyście rozpoczęła swój osiemnasty rok akademicki. Wśród gości zjawili się m. in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski oraz minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który wygłosił wykład inauguracyjny. Swoje listy skierowali zaś prezydent, premier i prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Na podobną troskę nie mógł liczyć żaden z 43 publicznych uniwersytetów w Polsce.Prominentni goście nie zmarnowali okazji do wkupienia się w łaski redemptorysty. Informowaliśmy niedawno o przekazaniu środków podmiotom Rydzyka z Funduszu Sprawiedliwości od ministra Ziobry oraz o tym, że ostatnio relacje Prawa i Sprawiedliwości z toruńskim zakonnikiem nie są najlepsze. Wobec szantażu, do którego wobec partii rządzącej uciekli się ludzie Tadeusza Rydzyka, przedstawiciele PiS przyjechali do Torunia z subtelnym przekazem.

Otóż marszałek Senatu, z zawodu lekarz, Stanisław Karczewski w trakcie swojego przemówienia, po chwilce obowiązkowej wazeliny wtrącił: “[…] a myślałem tutaj krótko z panem ministrem zdrowia, czy może w przyszłości ta uczelnia nie kształciłaby lekarzy? To takie nasze marzenia. Marzenia się spełniają […]”.

Po czym minister zdrowia Łukasz Szumowski powiedział: “Ważne są takie szkoły jak ta, gdzie nie tylko przekazuje się wiedzę i to jak stworzyć fantastyczne działo, ale przekazuje się fantastyczne wartości – moralność, etyka”.

Rządzący udowodnili, że są w stanie otworzyć wydział lekarski na uczelni wyznaniowej. Tuż przed głosowaniem projektu tzw. ustawy 2.0 Jarosława Gowina, posłowie przegłosowali zmianę ustawy, dzięki której studia medyczne zostały otwarte na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, gdzie kształcić się będzie lekarzy “wyróżniających się szczególną postawą etyczną”. Wyrażone w dygresji marszałka słowa to puszczanie oczka w stronę zachłannego redemptorysty – nie igrajcie z nami, Ziobro nie może wam dać tego co my. Propozycja otwarcia intratnego biznesu w uczelni Rydzyka to nie byle jaki argument ze strony rządzących. Tyle czy w interesie dla polskiej medycyny i lekarzy?

“Vivat et res publica et qui, illam regit.
Vivat nostra civitas, mæcenatum caritas.
Quæ nos hic protegit, quæ nos hic protegit”

– wybrzmiewa w Gaudeamus, a wobec umizgów Prawa i Sprawiedliwości uczelnia Rydzyka jawi się jakby była najlepszą uczelnią w Polsce. To żenujące, że dziesiątki szkół wyższych z bogatszym dorobkiem naukowym, kadrą i absolwentami przewyższającą liczebnie radiomaryjny elektorat nie mogą liczyć na podobną uwagę jak uczelnia, której Andrzej Duda w liście gratulował “dotychczasowego dorobku i osiągnięć… organizacyjnych”.

Wszyscy do urn! 😊

Holtei

Przypominam:

Chcą nacjonalizmu, protekcjonizmu i podziałów. Żyliśmy już w Europie i wszyscy musimy być razem, aby temu zapobiec. Spraw, aby twój głos został usłyszany przeciwko nim!

Czechy uchodzą w Polsce za kraj, gdzie kościół katolicki nic już nie znaczy, a msze odprawia się najwyżej raz w tygodniu, jak niedawno stwierdził Wojciech Smarzowski. Nieliczni wierzący ponoć kryją się po kątach, a ostatni księża są tak postępowi, że nawet pozują do zdjęć w damskich pantoflach, jak popularny w czeskich mediach ksiądz Zbigniew Czendlik. O co więc chodziło młodej kobiecie i czemu nazajutrz o jej proteście napisały na pierwszych stronach wszystkie gazety?

Nasi południowi sąsiedzi rzeczywiście są jednym z najbardziej zlaicyzowanych społeczeństw Europy. Ale to wcale nie oznacza, że tamtejszy kościół nie ma wpływu na ich życie i nie miesza się do polityki. Katolicy są najliczniejszą grupą wyznaniową, według różnych badań stanowią od 10 do 20 proc. społeczeństwa. Tylko część z…

View original post 4 623 słowa więcej

Morawiecki! Czas na dymisję!

Schetyna o taśmie PMM: To zdemaskowanie gotowego na korupcyjne propozycje hipokryty, który raz jest z Tuskiem, a raz z Kaczyńskim. Czas na dymisję

„Trzeba słuchać ludu, obiecać mu czego oczekują, a potem wygaszać ich oczekiwania. Mają zapie…ć za miskę ryżu” – te słowa Morawieckiego ze słynnych taśm nagranych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” – do żywego poruszyły Romana Giertycha. W trosce o równowagę psychiczną premiera napisał do niego uspokajający list otwarty, który następnie opublikował na Facebooku.

Przede wszystkim radzi w tej sytuacji zachować Morawieckiemu spokój i pisze: „Fakt. Jest gorzej niż źle, ale to nie oznacza, że nie może być jeszcze gorzej. Wiem, że świadomość, że już do końca życia będzie się Pan kojarzył z miską ryżu nie jest najprzyjemniejsza, ale musimy z tym żyć. Po pierwsze spokój.”

Nawiązując do wizyty za oceanem radzi nie denerwować się, gdy „piszą o Panu Mr Morawiecki. To jeszcze nie oznacza skrótu od „Miska ryżu”. Giertych życzliwie perswaduje, że nie można wszystkiego nadinterpretować, raczej należy szukać drogi wyjścia z kryzysu. „Ja, jako niezawodny przyjaciel dobrej zmiany znalazłem sposób” – pisze mecenas. „Musi Pan powiedzieć prawdę i ogłosić się Wallenrodem Pis-u. Przygotowałem dla Pana orędzie, w którym powie Pan prawdę, a wówczas może Rodacy Panu wybaczą.”

Treść orędzia mecenas publikuje w całości:

„Polki i Polacy!

Wiem, że wszyscy domagają się wyjaśnień w sprawie taśm prawdy./…/Prawda jest bowiem prostsza niż się wydaje.

Otóż całe to zadęcie patriotyczne, którym jako PiS Was obdarzaliśmy przez tyle lat to jedna wielka ściema. Tak naprawdę to Jarosław Kaczyński połączył różne grupy, których celem jest dorwanie się do władzy i do pieniędzy. Ich mottem jak pięknie powiedział Prezydent było: Ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie! I spełniło się! Nie wiedzieć dlaczego Naród postanowił obdarzyć ich pełnią władzy. Jeśli spojrzy się z perspektywy premiera, to wszędzie na niższych kręgach władzy, w spółkach Skarbu Państwa, w ministerstwach, agencjach, instytutach słychać jedno wielkie żarcie. (Tutaj zawiesi Pan głos, wyjmie chusteczkę i uroni Pan łzę) – radzi konfidencjonalnie miecenas.
Dlatego Ja przewidując wszystkie skutki tego nieopanowanego szabrownictwa postanowiłem już kilka lat temu przewidzieć los obywatela, który za miskę ryżu będzie harował dzień i noc. I postanowiłem wejść do tego obozu władzy, aby go od środka rozwalić. Zostałem premierem, gdyż wiedziałem, że doprowadzę ich do klęski.

Następnie zawiesi Pan głos i zadeklamuje poetę:

„Ja to zrobiłem jakem wielki dumny,
Tyle głów hydry jednym ściąć zamachem,
Jak Samson pod jednym wstrząśnieniem kolumny,
Zburzyć gmach cały i runąć pod gmachem”

Na koniec z życzliwością radzi Morawieckiemu: „I powie Pan, że marzy o tym, aby być doradcą premiera Schetyny lub prezydenta Tuska.
Tak Panie Mateuszu. To Pana jedyna szansa”.

Zawsze Panu życzliwy,
Roman Giertych

W przypadku premiera Morawieckiego mamy do czynienia z czymś więcej. To zdemaskowanie gotowego na korupcyjne propozycje hipokryty, który raz jest z Tuskiem, a raz z Kaczyńskim. Czas na dymisję.

Holtei

„J. Kaczyński twierdzi, że Morawiecki to „był człowiek naszej strony”. I jak mu proponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów to „przyszedł do mnie”. A musiał się stosownie zachowywać w środowisku, jakim przebywał. Czyli Wallenrod. Ps. JK znów „włancza” – podsumował wywiad prezesa PiS w TVP Paweł Wroński. To nie jedyny błąd językowy popełniony przez Kaczyńskiego. Według niego w USA istnieje miasto, którego nazwę wymawia się: „Czikago”…

Wątek wallenrodyzmu w wykonaniu Morawieckiego przewijał się także w komentarzach innych dziennikarzy. – „Był w tym bardzo niedobrym środowisku” – mówi Kaczyński o Morawieckim w czasach, gdy był doradcą Tuska. Ale się nawrócił. Jako i Piotrowicz, Kryże etc.

Taśmy Onetu chyba zabolały, skoro sam prezes pofatygował się do studia TVP-is. Russia Today ogląda i czerpie wzorce” – napisała…

View original post 3 700 słów więcej

Cenzura, szkalowanie, ośmieszanie Polski i wepchnięcie w łapy Kremla

„W związku z narastającą falą agresji przeciwników koncertu, wobec tworzenia podziałów wśród mieszkańców, coraz bardziej napiętej atmosfery, wywieranych na nas nacisków, wielu kłamstw i oszczerstw, którymi zostaliśmy potraktowani, krzywdy, jaką wyrządza się zwykłym ludziom, mieszkańcom naszego miasta – wobec zwykłej nagonki na nas jako organizatorów festiwalu, a również na władze miasta zdecydowaliśmy się wycofać z organizacji w tym roku Metal Doctrine Festiwal w Piekarach Śląskich” – napisali organizatorzy imprezy. Miała się ona odbyć pod koniec lipca
(„Poseł i wojewoda z PiS oraz księża chcą odwołania koncertu w Piekarach Śląskich”). Według przedstawicieli PiS i Kościoła, zespoły metalowe, które miały wystąpić na festiwalu głoszą idee satanistyczne. Największy sprzeciw budził zespół Kat & Roman Kostrzewski.

Prezydent Piekar Śląskich Sława Umińska-Duraj próbowała mediować między przeciwnikami imprezy a jej organizatorami i zaproponowała spotkanie. Ani księża, ani wojewoda, ani poseł PiS Polaczek nie chcieli wziąć w nim udziału. – „Żałuję, że żadna ze stron, która protestowała przeciw organizacji koncertu, nie chciała usiąść do stołu rozmów i spróbować wypracować rozwiązanie, które z jednej strony spełniałoby oczekiwania młodzieży, z drugiej nie urażało niczyich uczuć religijnych czy patriotycznych” – podsumowała fiasko swoich usiłowań.

Krzysztof Turzański, zastępca prezydent miasta, w rozmowie z onet.pl powiedział, że rozumie decyzję organizatorów. – „Trudno się dziwić młodym ludziom, którzy poświęcają swój czas i angażują się w organizację koncertu, że go odwołują po takiej fali ataków i „ciepłych słów”, jakie zostały skierowane w ich stronę. W zeszłym roku koncert się odbył i nie wzbudził żadnych emocji, w tym roku emocje wzbudzają jedynie wybory i to jest powód całej awantury. Niepokoi mnie natomiast to, że działacze PiS chcą wracać do czasów cenzury, bo nie chodzi tu już jedynie o koncert metalowy, ale także inne imprezy rozrywkowe, między innymi disco polo, które uznali za niegodne. Co dalej? Cenzura kina, które właśnie powstaje w mieście, przedstawień teatralnych, a na końcu publiczne palenie literatury? To kompletna paranoja” – podsumował wiceprezydent Piekar Śląskich.

>>>

Jarosław Kaczyński zabrał głos po spotkaniu Komitetu Politycznego PiS. – Ci którzy pracują w spółkach są przez nas szanowani, ale nie będą kandydowali w wyborach na żadnym szczeblu samorządu – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości. – Nie idzie się do polityki dla pieniędzy – dodał.

– Zapadła decyzja, zgodnie z naszymi deklaracjami, które składaliśmy już niejednokrotnie i które ja składałem. Do polityki nie idzie się dla pieniędzy, ci którzy funkcjonują w spółkach, są przez nas szanowani, jeżeli dobrze wykonują swoje obowiązki, ale nie będziemy łączyć tych dwóch funkcji. To znaczy, że te osoby nie będą kandydowały na żadnym szczeblu samorządu – powiedział szef PiS w przerwie obrad władz partii.

Jarosław Kaczyński pojawił się publicznie pierwszy raz od swojego pobytu w szpitalu.

Pierwsza tura wyborów samorządowych może się odbyć w jedną z trzech niedziel: 21 października, 28 października lub 4 listopada br. W wyborach wybierzemy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a także rady gmin i powiatów oraz sejmiki województw. Kampania wyborcza rozpoczyna się w dniu zarządzenia wyborów.

Dziś po południu zebrał się Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości.W spotkaniu, poza prezesem partii, uczestniczyli też m.in.: wicepremierzy – Beata Szydło i Piotr Gliński, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, szef MSWiA Joachim Brudziński, szef klubu PiS, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, rzeczniczka partii, wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek, szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska oraz wiceprezes partii, b. minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.

Wcześniej rzeczniczka PiS Beata Mazurek informowała, że podczas posiedzenia członkowie Komitetu będą m.in. podejmować kolejne decyzje w sprawie wyborów samorządowych, które mają odbyć się tej jesieni.

Pod koniec kwietnia prezes PiS Jarosław Kaczyński zaprezentował kandydatów Zjednoczonej Prawicy na prezydentów miast wojewódzkich. W maju Komitet Polityczny PiS zaakceptował ponad 40 kandydatur na prezydentów niektórych mniejszych miast; następnie w czerwcu kolejnych 29.

Pierwsza tura wyborów samorządowych ma się odbyć jesienią, w jedną z trzech niedziel: 21 października, 28 października lub 4 listopada. W wyborach wybierzemy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a także rady gmin i powiatów oraz sejmiki województw.

„Jeżeli nie nastąpi jakiś dramatyczny zwrot, to obóz rządzący, PiS po prostu o Sąd Najwyższy się rozbije. Prezes Gersdorf ma za sobą powagę Konstytucji, czyli ona może odwołać się nie do przekonania, tylko do jednoznacznego przepisu prawnego, nadrzędnego nad ustawą. Sędziowie Sądu Najwyższego to są ludzie, którzy stwierdzili: nie ustąpimy ani o milimetr, ale nie szukamy czołowego starcia. Ja to porównuję do sytuacji, kiedy pojazd PiS-u skręcił wbrew zakazowi w ulicę jednokierunkową, a z naprzeciwka jedzie Sąd Najwyższy i grozi zderzenie czołowe. Prezydent, uznając decyzję pani prezes co do zastępstwa pana sędziego Józefa Iwulskiego, wjechał w związku z tym na chodnik. Sąd Najwyższy też wjechał na chodnik, żeby minimalizować ryzyko zderzenia czołowego” – powiedział Ludwik Dorn w TVN24.

Zdaniem byłego marszałka Sejmu, sędziowie SN wyciągnęli wnioski z błędów prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego. – „Postępują stanowczo, elastycznie i zręcznie, ale jednocześnie w sposób całkowicie pozbawiony awanturnictwa, prowokowania. Wyciągnęli wnioski z błędów, jakie popełnił prezes Rzepliński, który nie dopuścił dublerów do orzekania, ale uznał ich jako sędziów nieorzekających, czyli wpuścił lisy do kurnika i pojawiła się taka szczelina, a w takiej sytuacji jak pojawia się szczelina, to tak, jak przy powodzi, najpierw jest mały strumyczek, a potem wielka wyrwa” – stwierdził Dorn.

Uważa też, że niezwykle istotne są dla sędziów protesty obywateli i te z lipca ubiegłego roku, i te, które odbywają się obecnie. – ”To szalenie podbudowało moralnie sędziów. Oni wiedzą, że to, co robią, jest dla znacznej części społeczeństwa ważne” – podkreślił.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o kłamstwach PiS.

PiS kłamie i fantazjuje, a i tak miłość „ludu” do tej partii kwitnie.

Piątek – dzień jak każdy. Jedni od rana spieszą do pracy, inni już w urlopowych nastrojach, pakują się na wakacje i snują plany miłego odpoczynku. Zakupy, spotkanie ze znajomymi, jakaś knajpka, kino… Ot, toczy się nam codzienność, taka zwyczajna. A tymczasem pod pozorem tej normalności zżera nas robak głupoty, która znowu stała się dominująca. Znowu decyduje o przyszłości Polski i, nie ukrywam, mocno zatrważa.

Obecna władza staje na uszach, by zrobić nam, obywatelom, „wodę z mózgu”. Gdzie się tylko da, opowiada bajeczki, mataczy, wciąż przekonana, że naród i świat to kupi. Słucham, patrzę i własnym oczom, uszom, nie wierzę. Co w nas siedzi, jeśli wciąż ślepo zapatrzeni, uznajemy „pisowskie” bajanie za prawdę? Życie podtyka nam pod nos dowody na kłamstwa i manipulację, ale co tam. Jest jak jest, czyli po prostu wspaniale.

Najpierw przez ponad półtora roku politycy PiS wciskali nam kit, jak to broniąc Polski przed uchodźcami, wydajemy olbrzymie pieniądze, by pomóc im tam, na miejscu, gdzie wegetują w obozach, czekając na lepsze jutro. Elektorat PiS był taki dumny. Polska bezpieczna przed zarazą (czyli imigrantami), ale serce nasze iście chrześcijańskie, bo przecież sypiemy kasą, mocno pracujemy, by los tych biedaków odmienić na lepsze. Po czym nagle, w styczniu, nowy premier, znalazł fuchę dla zbijającej do tej pory bąki w Radzie Ministrów Beaty Kempy. Została ministrem odpowiedzialnym za sprawy dotyczące pomocy humanitarnej. No i nagle ruszyła kobieta z kopyta w teren, by wpaść do kilku obozów dla uchodźców i na miejscu zorientować się, co im potrzeba i ile kasy ta pomoc będzie kosztowała. Przy okazji załatwiła sobie niezłe wakacje, bo na pewno zatrzymywała się w dobrych hotelach, wpadła na jakąś plażę, by się zrelaksować i nieco opalić, latała wypasioną klasą. Jak więc ta pomoc wyglądała wcześniej, gdy nikt z rządu tego typu rozeznania nie zrobił? Wydaje się, że było to tylko puste gadanie, które miało uśpić naród i sumienie.

Złotousty prezydent Duda też wpisuje się idealnie w „pisowskie bajeczki”. Niby broni jak lew polskiej praworządności, a na każdym kroku pokazuje, że jest prawnikiem z dolnej półki, bo jego walka ma się nijak do zasad prawa, obowiązujących w Polsce. Konstytucja to dla niego jakiś tam skrawek papieru. Omija ją szerokim łukiem, bo wie lepiej, co i jak.

Buja nawet w sprawie Sądu Najwyższego. Profesor Gersdorf wyznaczyła na czas swej ewentualnej nieobecności zastępcę, sędziego Józefa Iwulskiego, co bardzo nie spodobało się prezydentowi. Ogłosił więc wszem i wobec, że to on wybrał pana Iwulskiego, by przejął funkcję pani profesor i oczywiście, święcie wierzy, że lud to kupi. Niestety, ma rację. Ślepa wiara „pisowskiego” ludu w swoją partię ma się świetnie i nie jest dla niego ważne, iż sędzia Iwulski nie miał pojęcia, że spotkał się z panem Dudą i doszło do jakiś tam ustaleń.

Podobnie funkcjonuje „pisowska” policja. Rota ślubowania zaczyna się od słów: – „Ja, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, świadom podejmowanych obowiązków policjanta, ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia”. Wyraźnie widać więc, co powinno być dla naszej policji priorytetem, prawda? A jednak oddała ona serce i duszę obecnej władzy, prześladując i ścigając tych, co to w obronie Konstytucji występują. Zupełnie jakby z pełną świadomością wykreślili ten zapis ze swojej roty, podpisując się pod tym, który mówi o dochowaniu „wierności konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej, przestrzegać dyscypliny służbowej oraz wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych”.

PiS osiągnęło mistrzostwo w omijaniu Konstytucji, załatwiając swoje sprawy ustawami. W ich mniemaniu jest to bardzo sprawiedliwe i praworządne, a ja zastanawiam się nad jednym. Jeśli Konstytucja jest nic nie warta, to czy ślubowanie na takie byle co, podejmowanie w zgodzie z nią pracy parlamentarzysty ma swoją ważność? Wydaje mi się, że nie i w tej sytuacji zapewne cały Sejm i Senat, rząd i prezydent nie mają prawa do pełnienia swoich funkcji, bo nie zostały do końca dopełnione formalności.

Kolejną „perełką” było wystąpienie w Strasburgu premiera Morawieckiego. Ależ dał popis hipokryzji i kłamstwa. Mistrz nad mistrze! Broniąc ustawy o Sądzie Najwyższym, tak pięknie powoływał się na walkę z postkomuną, swoje dokonania w latach 80–tych, umiłowanie demokracji i praworządności. Mówiąc o sędziach, którzy skazywali w czasach PRL działaczy opozycyjnych na długie lata więzienia, nie potrafił nawet wymienić ich z imienia i nazwiska. I tak sobie fantazjował, ale okazało się, iż europarlamentarzyści, choć są daleko, mają zdecydowanie większą wiedzę w tym temacie od elektoratu prezesa Kaczyńskiego i jego partii. Nie dali się nabrać, a nam pozostał tylko wstyd…

Dodajmy do tego kłamstwo o „wstawaniu Polski z kolan”. Właśnie widać, jak Europa i świat padają z zachwytu nad obecną polityką Polski. W UE praktycznie już się nie liczymy. Przestaliśmy być też liderem państw Europy Środkowo-Wschodniej, z którego zdaniem bardzo się liczono. Ośmieszyliśmy się znowelizowaną ustawą o IPN, a teraz gdy odchodzimy od zapisu karania za brzydkie mówienie o Polsce, argument, że tak naprawdę chodziło nie o sam zapis jako taki, ale o to, by o Polsce było głośno, to już kompletna bzdura i kompromitacja tego rządu.

Sukcesy PiS w ich Programach Plus to też szczyt zakłamania i hipokryzji. Mieszkania Plus okazują się droższe od tych, które można sobie wynająć na wolnym rynku, 500 Plus to idealna inwestycja dla wielu cwaniaczków, którzy doją nasze kieszenie równo, Senior Plus szybciej wykończy biednego emeryta niż da mu te nieszczęsne darmowe leki.

Mogłabym jeszcze długo i dużo. O przeinaczaniu historii, o zakłamywaniu relacji z państwami, z którymi sąsiadujemy, o pojawianiu się nowych „bohaterów”, których mamy czcić, choć nic takiego nie zdziałali, o wspaniałym rozwoju gospodarczym, ale chyba wystarczy już tych przykładów. Może więc ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem tylu Polaków wciąż wierzy PiS-owi. Są robieni, podobnie jak i my, totalnie w konia i jakoś im to wcale nie przeszkadza. Wciąż będą bronić swoich idoli. Wciąż będą stać za nimi murem. Zupełni, zupełnie tego nie łapię…

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Janie Pietrzaku.

„Ucho prezesa” zostało przechwycone przez Jana Pietrzaka. I nie dziwota, twórca „Kabaretu pod Egidą” w klocki, jak układać się z władzą jest mistrzem. W PRL-u miał glejt koncesjonowanej opozycji kabaretowej, pod władzą PiS został pupilkiem. Wyżej w tej materii się nie podskoczy. Jego „Towarzystwo Patriotyczne” dostało od Fundacji PZU 600 tys. zł (plus 400 tys. wcześniej) na realizację „Stu żartów na stulecie”.

Producent oryginalnego „Ucha prezesa” Showmax od nikogo szmalu nie dostał, a musiał przecież płacić honorarium Robertowi Górskiemu i Kabaretowi Moralnego Niepokoju. Przyglądając się Górskiemu, można wątpić co do jego wizerunkowych możliwości. Marny z niego prezes PiS en face i z profilu, a Pietrzak w tej chwili bez charakteryzacji może jeszcze długo odgrywać Kaczyńskiego po chorobie kolana, a nawet po cięższych przypadłościach.

W „Uchu prezesa” produkcji Pietrzaka widzę rolę dla ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, który jest autorem złotej myśli, której nie powstydziłby się twórca „Zielonego Balonika” Tadeusz Boy-Żeleński. Ba, Szumowski to Stańczyk PiS, Szumowski stwierdził, że in vitro i antykoncepcja to pogwałcenie Dekalogu.

Szumowski był łaskaw podpisać swego czasu deklarację wiary, której symbolem jest właśnie Dekalog. I teraz ten minister od boskich boleści ma problem do rozwiązania – jego ministerstwo i rząd PiS zerwali porozumienie z lekarzami rezydentami. Chodzi o „Ustawę 6%”, która nie uwzględnia poprawek lekarzy, a które były clou porozumienia kończącego protest. Lekarze rezydenci nie mają innego wyjścia, jak wznowić presję protestacyjną, piszą: – „Czeka nas w najbliższym czasie fala protestów i strajków w ochronie zdrowia. Przepraszamy pacjentów za to, co nastąpi. Wszystkie inne sposoby zawiodły. Nie możemy już inaczej walczyć o normalność w systemie opieki zdrowia w Polsce”.

Lekarzy rezydentów rząd PiS wydymał, jak i niepełnosprawnych – i z tego gwałtu, jak zwykle w tej partii – owocem są zwyrodnienia. Takie zwyrodnienie mamy szansę dojrzeć w owocu „światłej” myśli tatusia premiera Kornela Morawieckiego, który chciałby „prosić prezydenta Putina, że jeśli dzieją się u nas jakieś zmiany, wybory, by zrobił gest otwartości w stosunku do Polaków”.

Ta prośba do Putina to owoc zwyrodniałej przyjaźni z Viktorem Orbanem, który jest bliskim przyjacielem Putina. PiS jest więc na drodze, iż prędzej czy później musi dojść do otwartej zależności od Kremla, jeżeli jest się na wojnie z Zachodem, z Unią Europejską. Jasne, iż tatuś Mateusza Morawieckiego to czystej wody targowiczanin, w grobie przewracają się Józef Piłsudski i Jerzy Giedroyc. Na naszych oczach rodzą się targowiczanie – odpowiednicy Szczęsnego Potockiego i Ksawerego Branickiego.

A swoją drogą ciekawy byłby odcinek „Ucha prezesa”, w którym odgrywający Kaczyńskiego Pietrzak leży na łóżku szpitalnym, chore kolano ma podwieszone na wyciągu i śpiewa czastuszkę na nutę „Żeby Polska”.
„Odrodzenie państwa w drodze!
Już nie grozi nam agonia!
(…)
Oj ra! Oj ra! Rodina Sowieckaja!
Oj ra! Oj ra! Rodina Sowieckaja!”
(tekst Jacka Kaczmarskiego)

Kabaret Pietrzaka będzie wszak transmitował Jacek Kurski na falach TVP. Braki publiczności – jak w Opolu – wypełnią z naboru pisowscy pacjenci. A czy to będzie przy Szaserów, czy w Tworkach, jest drugorzędne. Za milion złotych można podrzucić nie takie kukułcze jaja.

>>>

Post Navigation