Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Magda Jethon”

Krystyna Pawłowicz, wzorzec komuszka z Sevres

Napisałam list do Krystyny Pawłowicz. Czy mógłby ktoś Jej to jakoś udostępnić gdzieś w komentarzu? Bo mnie już niestety wszędzie zablokowała.

Pani Krystyno!

Zadała Pani pytanie, czy my, Polacy, mamy Pani osobiście coś poważnego, politycznego do zarzucenia.

Jako obywatelka tego kraju, postanowiłam Pani na to pytanie odpowiedzieć.

Mnie osobiście, kompletnie nie interesuje przeszłość Pani, Pani Ojca, ani nikogo innego z Pani rodziny. Rodziny się nie wybiera, a też życie pisze ludziom różne scenariusze i nie mnie oceniać co kim powodowało, że w przeszłości postępował tak, a nie inaczej, że podejmował takie, a nie inne decyzje.

Czas PRLu był podzielony na ludzi klamliwych, fałszywych, żądnych władzy, często tchórzliwych, na tych, którzy starali się po prostu ten straszny czas jakoś przeżyć, nie wychylajac się – i na tych odwaznych, zwykłych ludzi, którzy wbrew wszystkiemu potrafili się sprzeciwić wyniszczającej ich władzy.

Cała sprawa tak naprawdę toczy się o to, kto był kim. Z całą pewnością w tej ostatniej grupie Pani nie było, więc pozostają dwie wcześniejsze. Jednak i to nie ma takiego dużego znaczenia. Mnie najbardziej interesuje w tym wszystkim to, kto jakim jest człowiekiem dzisiaj, po tych wszystkich doświadczeniach. Po tym poznać kto po prostu „wpadł w system”, a kto go współtworzył, popierał i czerpał całymi garściami, a kto z nim walczył, pragnąc żyć w wolnym, demokratycznym kraju.

Kompletnie niezrozumiała jest dla mnie Wasza idiotyczna ustawa dezubekizacyjna. Podłe jest Wasze grzebanie w życiorysach Ojców i Dziadków, i wytykanie z tego powodu ludzi palcem oraz skazywanie na życie w poniżeniu i skrajnym ubóstwie. Jeszcze bardziej podłe jest wykorzystywanie takiego zachowania do wskazywania niewinnych ludzi tylko dlatego, bo sprzeciwiają się Waszym działaniom.

Ohydne i obrzydliwe są Wasze ataki na Niemców czy Ukraińców, którzy tak jak Wy, jak my wszyscy, swoich przodków sobie nie wybierali.

Te Wasze „poglądy”, to ohydne, obrzydliwe kłamstwa służące tylko temu, żeby poróżnić społeczeństwo, żeby sąsiad dla sąsiada stał się wrogiem. Bo posiadanie wroga daje Wam władzę. Wasz potencjał i paliwo dla ludzi, to TYLKO I WYŁĄCZNIE WRÓG.

Ja słyszałam nawet o przypadku rodzeństwa, które jest skłócone ze sobą, bo brat bratu wytknął UBeckich rodziców. Pani zdaniem to normalne? To Wasze dzieło. Między innymi Pani. Regularnie Pani pluje i szczuje na ludzi, wykorzystując do tego poselski fotel.

Ale wracając do Pani pytania. Tak jak pisałam, nie interesuje mnie Pani przeszłość. Interesuje mnie to, jak Pani się zachowuje w czasie terazniejszym, jako posłanka Sejmu RP. Nie interesuje mnie żadna Pani legitymacja partyjna, żadne kwity, podpisy, nic. To nie ich potrzebuję, żeby określić jakim Pani jest człowiekiem. Bo to jakim Pani jest człowiekiem, określa to, jak traktuje Pani innych ludzi, jak się do nich zwraca, jakie motywy Panią kierują.

Z moich obserwacji wynika jednoznacznie, że zachowuje się Pani IDENTYCZNIE, jak ludzie, którzy współtworzyli komunistyczny ustrój, a których tak często lubi Pani nazywać „komuchami”, „zdrajcami”, „UBekami” itd.

U Pani niestety widzę te same cechy. Tę samą podłość, nienawiść, kłamstwa, pogardę i agresję. Zresztą mogłabym tak długo wymieniać. Pani poglądy nie różnią się praktycznie niczym od poglądów ludzi PZPR. Ludzi klamliwych, żądnych władzy, mających w pogardzie ludzi i ich prawa, dążących do celu po trupach. Na pocieszenie powiem Pani, że nie jest Pani sama. Jest Was więcej. Wasze poglądy, to kalka z PRLu.

Ach, jeszcze jest Kościół przecież i „Solidarność” – wrogowie komunizmu, Wasz sztandarowy argument, że jesteście antykomunistami. Tylko szanowna Pani, w Polsce niestety już nie ma ani kościoła z tamtych lat, ani solidarności Polaków, ponieważ już dawno je zniszczyliście. Wchłonęliście i przerobiliście na swój PZPRowski, partyjny schemat. Wszyscy utknęliście w PRL !

To Wasz „konserwatyzm” i Wasza „tradycja” ! To Wasz „patriotyzm” i „miłość do ojczyzny”! Wasza ukochana Polska, to ten cały PRLowski syf! To wszystko co robicie kojarzy się z PRLem. Z czasem, który już nigdy nie powinien w Polsce powrócić.

Możecie siebie nazywać „Prawymi” i „Sprawiedliwymi”. Macie nawet tę samą co komuniści, „prawdę”, którą sączycie ludziom do głów.

Jest Pani mentalną komunistką z krwi i kości. Na to nie trzeba żadnych papierów. Partia do której Pani należy, to PZPR po liftingu. Na dowód w zupelności wystarczy Pani obecne zachowanie, Pani poglądy i to, jak traktuje Pani ludzi.

Nie interesuje mnie kto na Panią jeszcze co wyciągnie, ani jak się Pani będzie tłumaczyć. Interesuje mnie to, żeby ludzie tacy jak Pani, przeszli w polityczny niebyt i stanęli przed sądem za wszystkie swoje podłości z kilku ostatnich lat.

Teraz tylko to mnie interesuje.

Faszyści podnoszą łeb, a bedzie jeszcze gorzej, bo tego motłochu nie można powstrzymać. Przyzwolenie PiS jest śmiertelnym zagrożeniem dla Polski.

Kmicic z chesterfieldem

Sędzia Igor Tuleya w programie Onet Ranowypowiedział się na temat zmian w sądownictwie wprowadzanych przez rząd PiS.

Stowarzyszenie Sędziów Polskich: Przedstawiamy kompleksowy raport, opisujący wszystkie przypadki represji władz wobec niezależnych polskich sędziów. W raporcie opisano różnego rodzaju działania, jakie zostały już podjęte, wobec dwudziestu jeden polskich sędziów.

>>>Raport<<<

Lider SLD Włodzimierz Czarzasty w ostry słowach odpowiedział – w programie Onet Rano – na liczne komentarze, jakie pojawiły pod jego głośnym twittem z 3 lipca.

„Byłem z Julią Przyłębską w Socjalistycznym Związku Studentów Polskich a ze Stanisławem Piotrowiczem i Marcinem Wolskim w PZPR. Myślałem, że jestem wielką mendą a okazuje się że można być większą. Można z taką przeszłością zapisać się do PIS i awansować. Uczę się całe życie” – napisał wówczas polityk.

Teraz równie mocno stwierdził, że od historii nikt nie ucieknie i on sam nie ma zamiaru uciekać.Przyznał, że należał zarówno do Zrzeszenia Studentów Polskich jak i do PZPR, a później wstąpił do SLD. „Nie mówię, że nie byłem, nie tłumaczę tego, nie zasłaniam się, nie ukrywam” – oznajmił…

View original post 3 542 słowa więcej

 

Na takie osoby jak Beata Mazurek można reagować tylko zatykaniem nosa

Beata Mazurek o wtorkowej aktywności szefa Platformy Obywatelskiej Grzegorza Schetyny na Pomorzu.

Kmicic z chesterfieldem

Zapewne zdecydowana większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości nie ma zielonego pojęcia o tym, że partia Jarosława Kaczyńskiego to prawdopodobnie najbogatsze ugrupowanie w polskiej polityce. Osoby z otoczenia prezesa PiS ponoć od lat zarządzają gigantycznymi środkami, pochodzącymi w dużej mierze z uwłaszczenia się na majątku komunistycznym. Wygrana w 2015 roku, dająca Zjednoczonej Prawicy samodzielną większość w parlamencie i możliwość samodzielnego przejęcia kontroli nad kasą państwowych spółek, agencji i instytucji tylko tę hegemonię finansową miała wzmocnić. Opisywany dziś przez “Gazetę Wyborczą” systemowy mechanizm drenowania ich z publicznych pieniędzy ma być tej ogromnej przewagi najlepszym przykładem. Wystarczy odnotować, że choć PiS dysponuje ogromnym majątkiem własnym i otrzymuje subwencję z budżetu państwa, olbrzymią i bardzo drogą kampanię wyborczą przed wyborami samorządowymi jesienią 2018 roku sfinansowało bez udziału żadnej złotówki z partyjnej kasy.

Kto zatem za nią zapłacił? Otóż, wykorzystując nieco kulawe przepisy oraz wdzięczność za możliwość wzbogacania się przez „miernych, biernych, ale wiernych” w…

View original post 2 615 słów więcej

 

PiS zagraża samorządności

„Gdyby nie tamten czerwiec, nie byłoby wolnej Polski, ale nie byłoby także wolnej Polski, silnej Polski, gdyby nie silne samorządy. Dzisiaj nasza władza, nasze prerogatywy są przez cały czas naruszane przez rządzących, a tym samym naruszone są prawa obywateli, którzy mieszkają w naszych małych ojczyznach. My się w temu w sposób jasny chcemy sprzeciwić. Chcemy Polski solidarnej, samorządnej i o to walczymy i stąd nasze 21 bardzo ważnych postulatów. I właśnie dlatego że przyszłość samorządów w naszej ocenie jest dzisiaj zagrożona, chcemy się również włączyć w najbliższe wybory” – stwierdził prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Podczas gdańskiego spotkania samorządowców z całej Polski zaprezentowanych zostało 21 tez, zawierających propozycje zmian dotyczących funkcjonowania samorządów.

Samorządowcy domagają m.in. pełnego prawa do decydowania o całokształcie spraw lokalnych, budowy społeczności lokalnej solidarnej i otwartej, przeciwdziałania wykluczeniom, przekształcenia Senatu RP w Izbę Samorządową, zniesienia odgórnego ograniczenia kadencyjności, obowiązkowych konsultacji z samorządami i społecznością lokalną wszystkich projektów ustaw, zwiększenia nakładów na edukację (w tym godne pensje nauczycieli) i decentralizacji służby zdrowia. Chcą też samodzielności w ustanawianiu podatków lokalnych i możliwości prowadzenia działalności gospodarczej, by pozyskiwać „środki na projekty ważne dla mieszkańców”. Wśród postulatów znalazły się także: decentralizacja rozdziału funduszy unijnych, przekazanie społecznościom lokalnym mienia publicznego będącego dziś w dyspozycji agencji państwowych, likwidacja urzędu wojewody i przekazanie wszystkich jego zadań samorządowi województwa oraz odpolitycznienie mediów publicznych.

„Zasługujemy na lepszą Polskę, tylko że jej kształt w dużym stopniu zależy od nas, od nas samorządowców, od naszych mieszkanek i mieszkańców, więc pora na wypełnienie tej powinności i opowiedzenie się po stronie wartości, bo będziemy mieli taką Polskę, na jaką zasługujemy” – powiedziała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. Z kolei prezydent Sopotu Jacek Karnowski stwierdził m.in., że „nie możemy dopuścić, aby o rzeczach najważniejszych dla mieszkańców decydowała jedna słuszna partia” – „Gdy w ojczyźnie źle się dzieje, nie możemy milczeć, musimy działać. Jesteśmy samorządowcami, ale także obywatelami i Polakami. Los naszego państwa i naszego narodu nie może być nam obcy. My wiemy, że silny samorząd, to silne państwo, dlatego dziś, 4 czerwca, tu w Gdańsku zwracamy się do wszystkich, którym na sercu leży dobro Polski, którzy są gotowi bronić demokracji, szczególnie polityków, opozycji, o jedność i o pracę dla dobra naszej wspólnoty lokalnych, nas wszystkich, o akceptację tych 21 tez” – powiedział Karnowski.

Więcej >>>

Depresja plemnika

„Już po wyborach! Flagi unijne zniknęły z kancelarii prezydenta. Polska sercem Europy!!!” – podsumował jeden z internautów zdjęcia z dzisiejszej konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim. Ministrowie Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski i Błażej Spychalski stoją na tle wyłącznie polskich flag.

„Jakież to obrzydliwie przewidywalne…”; – „Polska – trzecia gospodarcza potęga świata, to po co UE-flagi, taki obraz lansuje teraz TVPiS”;

„Kuźwa człowiek myśli, że już niczym mnie nie zaskoczą i jak zawsze się mylę. Żenada to za mało powiedziane. Tak zachowują się tzw. elity PiS, a ich wpatrzony w nich lepszy sort wszystko łyka”; – „Pojawią być może na jesień na polecenie Naczelnika” – komentowali internauci.

A jak było przed wyborami do Europarlamentu? Nawet była premier Beata Szydło usiłowała dziennikarzom wmówić, że nie kazała usunąć flag unijnych z Kancelarii Premiera. Jak twierdziła zniknęły one tylko (!!!) z sali konferencyjnej. Cóż, po wyborach nie ma ich już w Pałacu Prezydenckim, czekamy więc…

View original post 2 180 słów więcej

 

Morawiecki, nie ma dnia, ba, godziny, żeby pan nie skłamał

Oto jak Morawiecki walczy z powodzią – limuzynami.

Mateusz Morawiecki przebywający na terenach zagrożonych powodzią został dzisiaj przyłapany przez internautów na swoim kolejnym kłamstwie.

Depresja plemnika

„Gazeta Wyborcza” ujawnia, że w mieszkaniu prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julii Przyłębskiej odbywają się cykliczne spotkania, w których uczestniczy prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki. Rozmówcy z rządu w rozmowie z GW podkreślają wprost, że to ważny ośrodek władzy.  Mieszkanie mieści się w reprezentacyjnym budynku z balkonami i dużymi oknami naprzeciwko TK. Obok swoje siedziby mają Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Edukacji Narodowej, niedaleko jest kancelaria premiera. W PiS od dawna narasta niezadowolenie, że partyjna siedziba przy ul. Nowogrodzkiej nie jest jedynym centrum decyzyjnym.

Jarosław Kaczyński skomentował publiczne swoje kontakty z prezes TK 13 maja w programie „Pytanie na śniadanie” w TVP 2. Niespodziewanie ujawnił w nim, że Przyłębska „jest jego towarzyskim odkryciem ostatnich lat” i bardzo lubi u niej bywać, a spotkania mimo pełnionej przez nią funkcji mają prywatny charakter.

Wypowiedź ta (temat przyjaźni prezesa PiS miał być jednym z zaplanowanych przez jego PR-owców tematów rozmowy) padła w…

View original post 3 519 słów więcej

 

Giertych do Morawieckiego, hopsa, hopsasa

Roman Giertych postanowił odnieść się do publikacji Gazety Wyborczej na temat zakupu przez Mateusza Morawieckiego działki – od Kościoła kat. – we Wrocławiu.

>>>

Depresja plemnika

Joachim Brudziński otworzył filię urzędu pocztowego na jednym ze szczecińskich osiedli. Podczas uroczystości nie zabrakło także księdza, który pobłogosławił urząd. Brudziński kupił dwie lokalne gazety oraz książkę o snajperach z czasów II wojny światowej. Znaczków nie kupił, listu nie wysłał…

Przypominamy, że Brudziński twierdził, że na dwa tygodnie przez wyborami do Europarlamentu bierze urlop jako minister. W jakim więc charakterze był na rzeczonej poczcie? Dziennikarzom odpowiedział, że „jako poseł ziemi zachodniopomorskiej”. – „Oficjalnie jestem na urlopie” – stwierdził Brudziński, ale po chwili dodał, że… wciąż jest przecież ministrem!

„Dla niezorientowanych i obcokrajowców: Pokazana na filmie scenka miała miejsce w dużym państwie UE, w roku 2019! Pan w okularach to konstytucyjny minister tego państwa”;

„Proszę się jeszcze pochwalić, o ile podnieśliście ostatnio ceny znaczków”; – „Będą pobłogosławione listy polecone?”; – „Paczkomaty też pan święci? U mnie na osiedlu kilka takich się pojawiło”

View original post 2 890 słów więcej

 

Pinokio Morawiecki

prezydent.pl >>>

Depresja plemnika

Przeciwko Jackowi Międlarowi – narodowcowi i antysemicie – toczyło się lub toczy kilka postępowań w prokuraturze. Jak dotąd byłemu księdzu nie postawiono zarzutów w toczących się śledztwach. Zdaniem reporterów TVN 24, roztoczono nad nim parasol ochronny.

Jednym z przykładów jest sprawa wystąpienia Międlara na obchodach 82 rocznicy powstania ONR. – „Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni” – mówił do zebranych były ksiądz.

Prokuratura w Białymstoku, która najpierw zajęła się sprawą, umorzyła postępowanie. Jednak później prokuratura z Wrocławia włączyła ten wątek do własnego śledztwa w sprawie innych wypowiedzi byłego księdza. Według TVN 24, śledczy z Wrocławia chcieli postawić Międlarowi zarzuty dotyczące mowy nienawiści. Odebrano im jednak śledztwo i przekazano do prokuratury w Białymstoku, czyli tam, gdzie tak łagodnie go potraktowano.

Prokuratorzy białostoccy zażądali „kompleksowej opinii z zakresu tzw. mowy nienawiści”, mimo że…

View original post 3 385 słów więcej

 

Jak pisowscy generałowie w policji szczują

„Zamierzam złożyć skargę tak do Najwyższej Izby Kontroli, jak i do MSWiA. Do tego, najpewniej zawiadomię też prokuraturę, bo komendant wprost zaatakował posła opozycji. Zaś policja ma w ustawę wpisany obowiązek apolityczności i te słowa to było ewidentne przekroczenie uprawnień – oświadczyła w rozmowie z Onetem posłanka PO Bożena Kamińska, która ujawniła upokarzające praktyki kierownictwa organów ścigania, wobec mundurowych, na Podlasiu.

Niestety nie uszło jej to płazem. Nadinsp. Daniel Kołnierowicz, szef podlaskiej policji, w wywiadzie dla suwalskiego Radia 5. ostro zaatakował parlamentarzystkę i zachęcał w rewanżu do pisania na nią anonimów.

„Jeżeli tak bardzo pani Kamińska lubuje się w używaniu anonimów, uważa, że to jest fair, to może proszę bardzo: ogłośmy na antenie konkurs na najlepszy anonim o pani Kamińskiej: o majątku, o podróżach służbowych, o działalności dotychczasowej. Proszę bardzo – powiedział w poczuciu całkowitej bezkarności nadinsp. Kołnierowicz.

Dziękując wszystkim za wsparcie pani Kamińska zobowiązała się, że nie ustanie w wysiłkach zmierzających do zwalczenia tych wszystkich patologii, które niszczą polską Policję, Państwową Straż Pożarną, Służbę Więzienną i pozostałe formacje dotknięte piętnem „dobrej zmiany”.

Oto jak PiS propaguje nacjonalistów, pisowska norma.

Depresja plemnika

Prawica dostała szału: ambasador Mosbacher broni TVN! A przecież to stacja „antypolska” i „antydemokratyczna”, jak przypomniała Amerykance poseł Krystyna Pawłowicz. W rzeczywistości antypolskie i antydemokratyczne jest rozpętywanie przez prawicę kampanii nienawiści przeciwko pani Mosbacher. Akurat w tej sprawie to ona reprezentuje prawo i sprawiedliwość. Prawica to wie, więc tym bardziej hejtuje. Co tam wieczna przyjaźń z Jankesami! Ważniejsze to zniszczyć wolne media w Polsce.

View original post 3 976 słów więcej

Duda łasi się do kleru, jak ksiądz pedofil do dzieci

– My, współcześni Polacy, żyjący we własnym wolnym państwie, darzymy Kościół głębokim zaufaniem, bo wiemy, że zawsze mogliśmy nań liczyć i nigdy się w tym nie zawiedliśmy- mówił Andrzej Duda podczas forum europejskich Episkopatów.

Andrzej Duda na forum zebrania plenarnego Rady Konferencji Episkopatów Europy. w Poznaniu powiedział, że Polacy są dumni z przynależności do świata chrześcijańskiego i tego, że od dziesięciu i pół wieku współtworzą cywilizację zachodnią, opartą na wspólnych, uniwersalnych wartościach. Podkreślił, że dla niego jako katolika „wiara jest inspiracją do prowadzenia działalności publicznej – służby na rzecz dobra wspólnego”.

Autorytet i szacunek do biskupów

Prezydent przypomniał, że spotkanie biskupów odbywa się w czasie, kiedy Polacy świętują setną rocznicę odrodzenia się niepodległej Rzeczypospolitej. „W dziejach naszego narodu Kościół odgrywał zawsze rolę wyjątkową, ale jego misja nabierała szczególnego znaczenia w czasach niewoli, zaborów i okupacji. Autorytet biskupów i kapłanów oraz szacunek, którym są powszechnie otaczani w naszym społeczeństwie, mają swoje źródło w pamięci dziejowej i głębokim poczuciu wspólnoty, łączącej Kościół z narodem” – powiedział prezydent.

Dodał, że w Polsce – inaczej niż w wielu innych krajach Europy – nigdy nie było rozdźwięku między dążeniami niepodległościowymi patriotów a wiarą i głoszącym ją duchowieństwem. – Polscy bojownicy sprawy narodowej w świątyniach, klasztorach i plebaniach zawsze znajdowali oparcie, a niekiedy schronienie przed prześladowcami. Duchowni zaś aktywnie włączali się w działania konspiracyjne i powstańcze, sprawując posługę kapelanów, umacniając wiarę i morale żołnierzy. Kapłani, zakonnice i zakonnicy, angażujący się na rzecz niepodległości, byli też ofiarami prześladowań ze strony zaborców w wieku XIX, a w XX wieku – niemieckich nazistów, którzy okupowali nasz kraj podczas II wojny światowej oraz powojennego reżimu komunistycznego” – powiedział prezydent Andrzej Duda.

Stąd też my, współcześni Polacy, żyjący we własnym wolnym państwie, darzymy Kościół głębokim zaufaniem, bo wiemy, że zawsze mogliśmy nań liczyć i nigdy się w tym nie zawiedliśmy.

Chrześcijańskie korzenie nie są hamulcem

Duda przekonywał, że Polska jest dowodem na to, że „tradycja i modernizacja nie muszą się wykluczać”. – Intensywny rozwój i wzrost gospodarczy nie wiążą się w naszym kraju z koniecznością radykalnej sekularyzacji i laicyzacji. Dla nas, Polaków, chrześcijańskie korzenie i całe dziedzictwo wieków nie są hamulcem i przeszkodą w staraniach o dobrobyt i pomyślność. Przeciwnie: stanowią źródło narodowej tożsamości i niewyczerpaną inspirację do tworzenia nowej, wolnej Polski – mówił prezydent.

 

Dlatego też w naszym kraju Kościół – hierarchowie i duchowni – jest obecny i aktywny w życiu publicznym, a świeccy chrześcijanie-obywatele kształtują rzeczywistość polityczną. Tutaj nikt nie musi wstydzić się ani ukrywać swoich przekonań. Tu mówi się o nich otwarcie, dyskutuje, poddaje w wyborach ocenie narodu – suwerena wolnej Rzeczypospolitej

– podkreślał Duda.

Duda o ojcach założycielach Unii Europejskiej

Na koniec prezydent wspomniał też o Unii Europejskiej, nieco w kontrze do tego, o czym mówił w Leżajsku. Wyraził wolę, by „przypominać bliźnim w innych krajach Europy o uniwersalnych wartościach, które nas wszystkich łączą, zwłaszcza zaś o solidarności, która powinna być zasadą w naszych wzajemnych relacjach”.

„Pragniemy, aby pierwotne chrześcijańskie inspiracje, którymi kierowali się ojcowie założyciele Unii Europejskiej, pozostały podstawą, łączącą państwa i narody naszego kontynentu. Stałe powracanie do nich i refleksja nad tym, co pozwoliło zjednoczyć nasze siły i zbudować wspólny europejski dom, jest bowiem receptą na kryzys, który dotknął zjednoczoną Europę. Jest kluczem do skutecznych reform i dalszego rozwoju” – podsumował.

Rada Konferencji Episkopatów Europy

Rada Konferencji Episkopatów Europy powstała w 1971 roku. W jej skład wchodzą przewodniczący episkopatów krajów europejskich oraz biskupi będący jedynymi katolickimi ordynariuszami w swoich krajach. Zadaniem rady jest koordynowanie współpracy Kościołów lokalnych Europy. Zgromadzenie plenarne Rady w Poznaniu potrwa do jutra.

Unia Europejska to nie jest „wyimaginowana wspólnota”. To przed wszystkim wspólnota prawna. PiS stawia Polskę poza nawiasem praworządności. w 👇

Aleksander Smolar w rozmowie z Magdą Jethon na koduj24.pl.

Miejmy nadzieję, że podczas kampanii wyborczych ludzie nie dadzą się znowu nabrać na złagodzenie retoryki przez Kaczyńskiego i spółkę.

Z Aleksandrem Smolarem rozmawia Magda Jethon

Magda Jethon: Czy wizerunek Polski za granicą jest rzeczywiście taki zły?

Aleksander Smolar: Polska jest coraz gorzej postrzegana w większości społeczeństw i klas politycznych Unii Europejskiej, ponieważ obecnie rządząca partia podważa fundamenty, na jakich Unia została zbudowana. Wystarczy posłuchać wystąpień na ostatnim spędzie PiS, zarówno prezesa Kaczyńskiego, jak i premiera Mateusza Morawieckiego, w których obaj zapewniali, że w żadnym wypadku ich celem nie jest wyjście z Unii. Jednak to, co mieli pozytywnego do powiedzenia o Unii to to, że dzięki niej – dzięki otrzymywanym środkom – Polska może dogonić gospodarczo rozwinięte kraje Europy zachodniej. W ogóle nie wspomnieli o fundamentach, tak ważnych jak sfera wartości, zwłaszcza po doświadczeniach nazizmu czy komunizmu sowieckiego, czyli o instytucjach demokracji, liberalizmie czy tolerancji. W swoich deklaracjach przemilczeli fakt, że nie akceptują istotnej części dziedzictwa UE, często zresztą oczerniając to dziedzictwo, tak jak zrobił to Kaczyński  mówiąc, że nie będziemy „naśladowali negatywnych tendencji Europy zachodniej”.

Szczęśliwie przeoczyli, że obecność Polski w Unii Europejskiej przewiduje również możliwość zadania pytań prejudycjalnych. A pośrednio dzięki nim opór w sądach stał się mocniejszy…

No właśnie, to, co nie było jeszcze brane pod uwagę podczas kryzysu wokół likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, stało się faktem. Środowiska sędziowskie wykorzystały istniejącą możliwość prawną, żeby postawić pod znakiem zapytania i wymusić na władzach polskich wycofanie się przynajmniej z najbardziej radykalnych postanowień i w ten sposób uchronić chociaż pewien margines niezależności sądownictwa polskiego.

Jak to możliwe, że magister Ziobro może „ogrywać” wielkich profesorów? Czy siła intelektualna nie ma już żadnego znaczenia?

W pewnych sytuacjach największy intelekt nie wygra z maczugą. Kiedy w ciemnej ulicy zjawi się uzbrojony osiłek, to najbardziej inteligentny człowiek z nim przegra. Mamy do czynienia po prostu z przemocą. Znana definicja Maxa Webera mówi, że państwo ma monopol na legalne korzystanie z przemocy. I pan Ziobro z tego korzysta. Również pan Kaczyński, Morawiecki czy Brudziński. Ale to nie jest kompletnie bezkarne, bo jest to sprzeczne z zasadami demokracji konstytucyjnej, na jakich po 1989 roku nasz kraj zostal zbudowany. Obserwujemy duży opór środowiska prawniczego, który odgrywa istotną rolę. Widzimy, jakie trudności ma PiS ze znalezieniem kandydatów do Sądu Najwyższego. A jak już ich znajduje, to często są to skandaliczne kandydatury, jak pani radca prawny z Białegostoku, która okazała się być skazana dyscyplinarnie, czy pan prokurator, który zmusił do zeznawania kobietę podczas porodu, co jest przykładem haniebnej tortury, czy inny prokurator, który parokrotnie miał kary dyscyplinarne i do tego nie spełnia warunków formalnych. Poza tym wybierając do Izby Dyscyplinarnej SN prokuratorów, którzy mają dyscyplinować sędziów, pokazują, że w istocie ta Izba ma wymuszać na sędziach posłuszeństwo. Na dodatek są to często ludzie bezpośrednio powiązani z panem Ziobrą, a to jest sprzeczne z zasadami konstytucyjnej demokracji. Tego nie wolno łamać. Nawet Orban tego nie robił. On grzeszyl przeciw zasadom demokracji współczesnej, natomiast z punktu widzenia litery prawa uzyskał większość konstytucyjną i wobec tego formalnie mógł robić to, co robi.

PiS mówi „wygraliśmy wybory”, więc mamy prawo. A wygrali, bo skutecznie prowadzili kampanię, bo stosowali populistyczne hasła, bo dobrze komunikowali się z wyborcą…

Gra kampanijna w polityce zawsze była obecna, ale teraz doszło do skrajnej patologii, w czym bardzo pomagają media społecznościowe. To znaczy, że kłamstwo stało się bardzo trudne do zweryfikowania. Ono niestety będzie odgrywać istotną rolę, dopóki demokracja nie nauczy się go kontrolować. Już widzimy pewne próby w Stanach Zjednoczonych, gdzie próbuje się przesłuchiwać właścicieli największych portali po to, żeby stworzyć system zabezpieczający przed masowym kłamstwem.

W Polsce przed wyborami 2015 r. mieliśmy na przykład do czynienia z ukrywaniem prawdziwych celów PiS, czyli przeprowadzenia swoistej rewolucji kulturowej i instytucjonalnej. Do tego w czasie kampanii wyborczej schowali do szafy pana Macierewicza, który źle się kojarzył, ale też schował się sam pan Jarosław Kaczyński, który wystąpił w trakcie kampanii tylko dwukrotnie, kiedy był pewien, że nie tylko utwierdzi swoich wyznawców w ich przekonaniach, ale również, strasząc imigrantami, których zresztą w Polsce nie było, może poszerzyć swoje wpływy. Strach przed „obcymi” jest niestety skuteczny, nie tylko u nas. Ludzie boją się migrantów arabskich, islamu, terrorystow i potencjalnych „zarazków”, które prezes dorzucil. To niewątpliwie odegrało ważną rolę i obawiam się, że będzie jeszcze odgrywało w następnych wyborach.

Kaczyński znów złagodniał, mówi, że nie chce wojny, że chce współpracy, że nie chce nikogo obrażać itd…

Tak jest. I pan Morawiecki również. Oni wyraźnie zdają sobie sprawę, że ich podstawowym problemem jest utrata głosów umiarkowanych, które, dzięki swojemu ówczesnemu umiarowi i błędom Platformy, zdobyli w 2015 r. Wobec tego wracają do języka bardziej umiarkowanego. Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że część społeczeństwa, które nie lubi awantur, prześladowań, rewolucji może przeciwko nim zagłosować i to może być źródłem ich klęski. Dlatego tego łagodnego języka będą używać aż do wyborów parlamentarnych i prezydenckich. A później, jeżeli będą mieli dobre wyniki, przejdą do drugiej fazy rewolucji, to nie ulega wątpliwości i zresztą zapowiedzieli, że zabiorą się np. za media prywatne, za niezależne organizacje obywatelskie…

Wierzy Pan, że zniszczą wolne media?

Będą próbowali, ale to nie będzie takie proste. Po pierwsze, chociażby dlatego, że niełatwo jest zniszczyć media społecznościowe. Po drugie, może się pojawić, co byłoby straszliwie kompromitujące, radiostacja typu Wolna Europa. Po trzecie, będą próbowali, bo już to robili, prowadzić rozmowy w celu przejęcia TVN, ale z Amerykanami nie będzie to łatwe. Będą oczywiście stosować szantaże indywidualne w stosunku do dziennikarzy, czy próbować kompromitowania dziennikarzy, co zresztą jest praktyką nagminną, natomiast moim zdaniem to będzie ograniczone i w pewnym momencie zadziała przeciwko nim.

Na razie propagandę i PR opanowali do perfekcji. Kto może wygrać z populistami? Tylko populista?

To jest dramatyczne pytanie i ono dotyczy nie tylko Polski. Mamy do czynienia z progresją populizmu w bardzo wielu krajach. Ostatni przykład to Włochy, jeden z krajów założycieli UE, kraj tolerancyjny i otwarty, gdzie teraz mamy politykę, która pokazuje, jaki jest poziom strachu i niezadowolenia wielu społeczeństw zachodnich. To jest szerszy problem. Oczywiście, że dobry PR jest bardzo skuteczny. Ten pisowski ma zresztą podstawy materialne związane z różnymi koncesjami społecznymi, jak np. 500 plus dla słabszych grup społecznych, czyli dla rodzin wielodzietnych. Jednak nie jest to wyłącznie koncesja materialna, ale również godnościowa. Ludzie mają poczucie, że wreszcie ta władza, w odróżnieniu od poprzedniej, myśli o nich, nie traktuje ich z pogardą. Otóż PiS, zapewniając nieco lepsze warunki materialne istotnym grupom społecznym, które zazwyczaj nie głosują, sprawia, że ci ludzie teraz pójdą głosować, mając poczucie zagrożenia, że opozycja może im to odebrać. Ponadto elementem podstawowym tego populizmu, jest antyelitarność – widzimy to obecnie wszędzie; w Stanach, we Francji, we Włoszech jest to zjawisko masowe. I na tym gra również PiS, czyniac z pojedynczych patologicznych przykładow jakiejś kradzieży ze strony sędziego, który zresztą już nie żyje, symbol korupcji całej grupy. To jest niestety niszczenie podstaw państwa, nie tylko demokratycznego. Sędziowie, ludzie, do których ma się zaufanie, którzy są w stanie obiektywnie rozstrzygać spory, osądzić przestępstwo, zbrodnie, są ważni w każdym państwie. To jest szkoda nie do powetowania. A jaka jest na to odpowiedź? Opozycja stawia przede wszystkim na błędy obecne i przyszłe władzy i punktuje. Widzimy te billboardy z wykrzywioną twarzą prezesa…

Ale to może za mało…

To jest silna kampania. Nie wiem, na ile skuteczna, w każdym razie zostały zastosowane bardzo mocne środki. Pomysł opozycji, jak dotychczas, jest pomysłem negatywnym, co jest zrozumiałe, dlatego, że PiS dysponuje najważniejszymi kartami i w jakimś sensie je monopolizuje. Co to są za karty? Po pierwsze, ekonomiczne – bardzo dobra koniunktura gospodarcza. Czy ona wynika z polityki PiS – oczywiście, nie. Bo w dużym stopniu zależy ona od ciągłego napływu masowych środków z UE do Polski i od dobrej koniunktury w Europie. Polska bezpośrednio zależy od rynków niemieckich. Jeżeli się tam załamie koniunktura, to automatycznie i u nas będą problemy. Po drugie, PiS ma swoją politykę społeczną, która jest bardzo silnym atutem. Po trzecie, mają atut antyelitarności: my, tak jak wy, jesteśmy ludem, chociaż mogą być w takim samym stopniu inteligentami, jak Kaczyński.

…albo Morawiecki…

Morawiecki szczególnie – bankier, który zna języki, ma wszystkie atrybuty inteligenckości i elitarności, do tego duży majątek, którym zazwyczaj inteligenci nie dysponują. Ale ludzie to akceptują, bo dają im poczucie równości. Jest jeszcze jeden bardzo istotny element, o którym nie powiedziałem. Dla wielu wraz z „dobrą zmianą” skończyła się faza indywidualizmu, opartego na haśle, że człowiek jest kowalem własnego losu, czyli twój los będzie zależał od pracowitości, od wykształcenia, od przedsiębiorczości oraz gotowości poniesienia ryzyka. Dzisiaj niestety tylko prawica dysponuje projektem zbiorowym. Tu chodzi, po pierwsze, o patriotyzm, który niestety bardzo często jest zwykłym nacjonalizmem, ale odwołuje się do poczucia wspólnoty Polaków, do heroicznej i martyrologicznej przeszłości Polski. I tu wszyscy Polacy, bezrobotni, niepełnosprawni, profesorowie uniwersytetów, biskupi są równi, są Polakami. Drugą wspólnotą jest wspólnota wiary, większość Polaków to są wierzący katolicy. PiS odwołuje się do tego bardzo silnie, wiążąc się z najbardziej konserwatywną częścią Kościoła. Natomiast ani liberałowie, ani lewica nie mają dzisiaj klarownego języka wspólnotowego. PiS dysponuje wszystkimi podstawowymi atutami, które mogą mobilizować społeczeństwo. Stąd też odwoływanie się opozycji do tych cech negatywnych, którymi są nadużycia czy korupcja obecnej władzy.

Czy to oznacza, że opozycja przegra kolejne wybory?

Jest takie francuskie powiedzenie: „Najgorsze nigdy nie jest pewne”, innymi słowy to nie jest tak, że zwycięstwo PiS jest nieuchronne. Nawet jeżeli PiS osiąga w sondażach ok. 40 proc., to jeszcze nie oznacza, że wszyscy ankietowani będą na nich głosować, natomiast pozostałe 60 proc. to są ludzie, którzy nie są gotowi głosować na PiS. Czyli innymi słowy, porozumienie się opozycji, a nawet nieformalne porozumienie partii opozycyjnych, skupienie głosów na tych, którzy mają największe szanse, to nawet przy całej słabości programowej i intelektualnej, opozycja może wygrać. Ja bym tego wcale nie wykluczył. Nie mówiąc o tym, że ta władza robi tyle głupstw, chociaż na razie nie naruszyły one ich kapitału poparcia, to jednak przychodzi taki moment, zazwyczaj najmniej spodziewany, że jakiś mały błąd, nikczemność, nadużycie, może spowodować lawinową reakcję. Powiedziałbym tak – zwycięstwo PiS jest możliwe i nawet więcej, jest prawdopodobne. Czy tak się stanie zależy od opozycji, różnych jej odłamów, nie tylko politycznej, ale tej „chodzącej”, również od ruchów społecznych, od ich mobilizacji. Zależy od ludzi, którzy często nie uczestniczą w polityce i nie głosują, od tego, czy zdadzą sobie sprawę, że od ich głosów tym razem może zależeć bardzo dużo.

Wierzy Pan w taką mobilizację? Czy wg Pana jesteśmy społeczeństwem obywatelskim?

Jeśli pani pyta o poziom uspołecznienia Polaków, to niestety różne badania międzynarodowe pokazują, że jest on dość niski. To samo dotyczy poziomu zaufania wzajemnego Polaków, nie tylko do władzy. Zdolność do stowarzyszania się, jeżeli podziela się wspólne wartości bądź wspólne cele, co jest miarą właśnie społeczeństwa obywatelskiego, jest bardzo niska. Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że społeczeństwo obywatelskie we wszystkich krajach postkomunistycznych, również w Polsce, jest ograniczone. Jednak samego aktu wyborów nie wiązałbym z koniecznością istnienia bardzo silnego, rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego.

Czy po konwencji Koalicji Obywatelskiej jest Pan większym optymistą? Grzegorz Schetyna zebrał bardzo dobre recenzje. I jak Pan ocenia dołączenie do KO ugrupowania Barbary Nowackiej?

Konwencja PO zrobiła bardzo dobre wrażenie. Nawet Schetyna bardzo dobrze mówił. Widać jakąś mobilizację w partii, która sprawiała często wrażenie umarłej. Podziwiam odwagę Barbary Nowackiej. Myślę, że uczyniła rzecz ryzykowną, ale godną dojrzałego, odpowiedzialnego polityka, czy raczej polityczki. Niestety, nie widać żadnych postępów po stronie lewicy. Biedroń, który wzbudził tyle nadziei w jej części, zapowiedział, że coś powie i coś zorganizuje dopiero w lutym. Do tego czasu nic zapewne nie będziemy wiedzieli co myśli o gospodarce, problemach społecznych, o państwie, o polityce zagranicznej…

Jeżeli opozycja jednak przegra wszystkie kolejne wybory, to według Pana już następnych nie będzie?

Myślę, że nie przegra, w każdym razie nie wszystkie. A nawet jeżeli przegra, to należy pamiętać, że żyjemy w otoczeniu międzynarodowym. Polska nie jest samotną wyspą. Ani zieloną, ani też czarną. Widzieliśmy choćby reakcję w sprawie IPN, gdzie Stany Zjednoczone wyraźnie powiedziały, że nie będą przyjmowały przywódców polskich, jeżeli nie zmieni się ustawa. Innymi słowy władze polskie, również pisowskie, muszą zdawać sobie sprawę, że to nie jest problem tylko UE. A i Unia po decyzji Parlamentu Europejskiego w sprawie Węgier musi skłaniać PiS do pewnej ostrożności. Niezależnie od tego co plecie prezydent Duda. Unia jest Polsce bardzo potrzebna. Jeżeli się okaże, że Polska zostanie pozbawiona dużej części środków, na które liczy spora część społeczeństwa, w tym konserwatywni chłopi, to jednak nie ujdzie to władzy na sucho.

Do tego Polacy, nawet ci, którzy mówią, że będą głosowali na PiS, zdają sobie często sprawę, że demokracja jest zagrożona. Nie jest pewne jak długo korzyści, jakie mają w związku z tą władzą, finansowe i godnościowe, przeważać będą nad tymi zagrożeniami. Natomiast jeżeli wzmocnią się elementy dyktatorskie tej władzy, to uważam, że nastąpi odpowiedź społeczeństwa, która będzie już wtedy bardziej zdecydowana. Nie mówiąc o reakcji zewnętrznej.

Czyli trzeba próbować patrzeć z nadzieją…

Tak, choćby dlatego, żeby nie dopuścić do samospełniającego się proroctwa. Jeżeli się wierzy, że nie ma szansy, to nie będzie szansy. A ponadto proszę zauważyć, że w sprawie, wydawałoby się prawie „pozamiatanej”, jak sądy, zachowanie środowisk prawniczych, przynajmniej jego dużej części pokazuje, że jest możliwy silny opór. I nawet gdyby udało się złamać opór sędziowski, to pozostaje problem poczucia prawnego w społeczeństwie. Jeżeli społeczeństwo bedzie widzialo bezprawie, że prawo stosowane bardzo odbiegać będzie od obowiązujących norm moralnych, to wtedy dla władzy to się dobrze nie skończy. Słusznie mówi się, że wiele tzw. bezpieczników PiS usunął, ale wszystkich usunąć się nie da. To nie są lata 30. ubiegłego wieku. Polska jest w Unii, jest częścią Zachodu, a i społeczeństwo jest inne. Inna jest również młodzież. Nie bardzo mi się podobają krytyczne uwagi formułowane pod jej adresem ze strony ludzi starszej generacji. Każde pokolenie ma swoją wrażliwość, ma w sobie granicę, po której nie toleruje przemocy fizycznej i moralnej.

PiS rozbraja obronność Polski. Na czyją korzyść działają Macierewicz i Kaczyński?

W dniu Święta Wojska Polskiego, przez Warszawę przejdzie największa defilada w historii Polski po 1989 roku. Szef MON Mariusz Błaszczak w Radiu Maryja stwierdził, że „dzięki tej defiladzie Polacy poczują dumę, że oglądają żołnierza polskiego”. Polityka narodowej dumy służy wyłączeniu racjonalnego myślenia, a odgłos paradnego kroku i grzechot gąsienic mają zagłuszyć rzeczywistość po trzech latach rządów PiS.

Po tych trzech latach w defiladzie nie weźmie udziału wielu generałów i pułkowników szkolonych na zachodnich uczelniach, biorących udział w misjach bojowych, podczas których poznali czołowych dowódców NATO. Zostali zwolnieni lub sami odeszli za czasów Antoniego Macierewicza. W większości wypadków ich jedyną winą było to, że odważyli się wykonywać swoje obowiązki, nie akceptowali smoleńskich ceremoniałów, salutów oddawanych ministerialnym totumfackim.

>>>

>>>

Komorowski: Zamiast realizacji strategicznych zamiarów państwa polskiego mamy defiladę

– Zamiast realizacji strategicznych zamiarów państwa polskiego mamy defiladę. Siłą rzeczy każdy, kto pójdzie tam może się ucieszy, że jadą jakieś czołgi, samochody, ale każdy, kto zna się choć trochę na obronności, będzie się zastanawiał czy nie uczestniczy w imprezie, która ma przykryć to, że nie są realizowane wielkie plany modernizacji sił zbrojnych – mówił Bronisław Komorowski w rozmowie z Piotrem Witwickim w „Politycznym Graffiti” Polsat News. Były prezydent stwierdził również, że sam na defiladę 15 sierpnia się nie wybiera.

„Jedynym nowym sprzętem, który kupiła w ciągu trzech lat ekipa PiS, są samoloty Gulfstream i Boeing – dla VIP-ów. W tym samym czasie zaczęło brakować na buty dla żołnierzy, a z magazynów wyciągnięto stare stalowe hełmy.” – „dorobek” prezydenta Dudy i PiS.

Earl drzewołaz

Ciągle budowane są mity, w większości fałszywe, o rozpoczęciu historycznego strajku w Stoczni Gdańskiej 14 sierpnia 1980 roku. Wspomnę kilka dni przygotowań do strajku, które uruchomiły lawinę. Przypomnę tę historię: dla tych, którzy zapomnieli, i dla kłamców lub mitomanów, aby spojrzeli prawdzie w oczy.

Jako jeden z pięciu organizatorów tego strajku czuję się w obowiązku dać świadectwo i przeciwstawić się fałszowaniu historii. Ograniczę się tylko do bezpośredniej genezy protestu i samego dnia, a w zasadzie poranka, kiedy to zorganizowaliśmy strajk, który – jak się okazało, zgodnie z wypowiedzianym rok wcześniej proroczym wezwaniem św. Jana Pawła II – „zmienił oblicze tej ziemi”. Sam jego przebieg jest solidnie udokumentowany, ale i tak powstają alternatywne wersje, o lata świetlne oddalone od prawdy historycznej. Przypisuje się role ludziom, którzy może na 15 minut pojawili się w Stoczni w trakcie tych ponad dwóch tygodni strajku.

>>>

>>>

Tak jeden z internautów skomentował wieczorne odwołanie…

View original post 2 079 słów więcej

Biskupi dali plamę. Co nas czeka po PiS

Europoseł Dariusz Rosati zareagował na kwotę, jaką Polska otrzyma z przyszłego budżetu Unii Europejskiej na lata 2021 -2027.

Abp Gądecki krytykuje prezydenta Poznania, abp Głódź mówi o „pedagogice wstydu”, a abp Jędraszewski o „wyprzedaży majątku narodowego za bezcen po 1989 r.” – uroczystości Bożego Ciała niektórzy hierarchowie Kościoła wykorzystują do głoszenia kazań, niewiele mających wspólnego z katolickim świętem.

Metropolita poznański abp Stanisław Gądecki skrytykował zapowiedzi prezydenta Poznania w sprawie uruchomienia w mieście całodobowego dyżuru ginekologicznego. – „Gdy potrzebna jest fachowa porada i pomoc, kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Przygotowujemy projekt 24-godzinnego dyżuru ginekologicznego. Poznaniankom, które z niego skorzystają, nikt nie będzie prawił kazań, tylko udzieli koniecznej pomocy” – napisał Jacek Jaśkowiak na Facebooku.

Abp Gądecki, który jest także przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, podczas kazania wygłoszonego w Boże Ciało powiedział: – „Tymczasem w Poznaniu słyszymy dziwne zapowiedzi: ginekolog 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i bez klauzuli sumienia. Projektodawca oświadcza, że w tym przypadku kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Problem w tym, że zabijanie dzieci w łonie matki nie jest kwestią światopoglądową, aborcja odnosi się do konkretnego człowieka”.

Odniósł się także do projektu „Zatrzymaj aborcję”, który firmuje Kaja Godek. – „Ochronie dziecka poczętego w Polsce nie sprzyja opinia biura analiz sejmowych do projektu „Zatrzymaj Aborcję”. Sejmowi prawnicy wyliczają, że państwu nie opłaca się leczyć i utrzymywać chorych dzieci. (…) To retoryka żywcem wyjęta z nazistowskiej akcji T4, gdzie przeliczano koszty utrzymania jednego niepełnosprawnego i udowadniano w ten sposób konieczność likwidacji osób ułomnych” – stwierdził abp Gądecki.

Z kolei metropolita gdański Sławoj Leszek Głódź uznał, że podczas dzisiejszego święta trzeba zająć się często przywoływaną przez PiS „pedagogiką wstydu”. – „Polska nie zginęła, bo wsłuchała się w mowę przeszłości, która pozwoliła i pozwala na zachowanie wolności ducha. Także poprzez nieuleganie temu, co się nazywa „pedagogiką wstydu”, tak rozpowszechnionej w liberalnych, kosmopolitycznych kręgach. Dlatego trzeba wciąż pamiętać, że jesteśmy przedmurzem chrześcijaństwa” – podkreślał Głódź.

I jeszcze jeden glos kościelnego hierarchy – tym razem metropolity krakowskiego abp Marka Jędraszewskiego. – „Po 1989 r. byliśmy świadkami trwonienia polskiej suwerenności także poprzez wyprzedaż za bezcen majątku narodowego. Ale także trwonienia polskiej suwerenności przez wyszydzanie takich treści jak ojczyzna, patriotyzm, tradycja, rodzina” – stwierdził abp Jędraszewski.

– W Polsce nikt w nic nie wierzy. Lud gardzi Kościołem tak samo, jak elitami – mówi reżyser Przemysław Wojcieszek, który właśnie prowadzi zbiórkę internetową na pierwszy odcinek „Czarnych pól”, serialu kryminalnego o „Polsce B”.

NEWSWEEK: O czym są „Czarne pola”?

Przemysław Wojcieszek: To opowieść o małym miasteczku, w którym dochodzi do morderstwa. Ginie miejscowy prawnik, lewicowiec, który miał na pieńku z lokalną władzą, klerem i szefostwem kombinatu, który daje pracę całej okolicy.

Kryminał.

– Tak, a raczej opakowana w konwencję kryminału opowieść o współczesnej Polsce B. Napisałem pilota na dwóch policjantów i księdza. Przeszedłem się po telewizjach, ale wszędzie słyszałem, że nie wchodzą w politykę.

To miasteczko istnieje w realu?

– Tak. Robiłem dokumentację w kilku miejscach w południowo-zachodniej Polsce. We wszystkich od kilkunastu lat rządzi narodowo-katolicka prawica. To są laboratoria polskiej przyszłości. To Polska za 10 lat, w której nie istnieje już społeczeństwo obywatelskie, nastąpił powrót do rzeczywistości feudalnej, w której są trzy powiązane ze sobą ośrodki władzy: kler, władza (wykonująca polecenia centrali) i biznes. A na dole jest dziki zachód, upadek społeczeństwa obywatelskiego podlany metamfetaminą produkowaną chałupniczo w domowych laboratoriach. Na cały powiat jest kilku operacyjnych policjantów, którzy nie wiedzą jak sobie z tym poradzić. A w szpitalach zastanawiają się co robić z młodymi matkami, w których krwi znaleziono ślady amfetaminy. Pomyślałem: co by się stało gdyby w takiej rzeczywistości pojawił się idealista prawnik? No to zaczyna się tak, że ciało idealisty prawnika jest znalezione w lesie.

Czym ten nowy dziki zachód różni się od tego z lat 90.?

– To zupełnie różne opowieści. Ludzie dziś mają więcej pieniędzy, jest praca. Miasteczko, na którym wzorowałem to serialowe leży w jednej z bogatszych gmin w Polsce. Pracownicy kombinatu dobrze zarabiają. To opowieść o świecie, w którym ludzie mają hajs i zerowy kapitał kulturowy. Znajomy policjant opowiadał mi, że najgorszy dzień w miesiącu to 10., bo wtedy ludzie dostają wypłaty i trzeba ściągać policję z sąsiednich powiatów. Sam mieszkam na wsi, to widzę: ludzie są non stop najebani. Piją bez przerwy. W całym kraju trwają bachanalia i jedyne, czego ludzie chcą, to słyszeć, że są świetni. A wy, tam we Wrocławiu, czy Warszawie, róbcie co chcecie. Wielu ludzi kompletnie nie interesuje się światem zewnętrznym. Ekonomicznie się poprawiło, ale kulturowo jest regres. Sławomir, aktor po Krakowie zrobił sobie wąsa i dla jaj nagrał disco polo i nagle okazuje się, że to jest największy sukces wydawniczy w kraju. Ktoś, kto równa w dół i to pikując, trafia na tłum rozradowanych Polaków. Dla nich to żaden żart, to jest na poważnie.

A ci ludzie to kto? Suweren? Naród? Klasa niższa? Średnia?

– Chłopstwo, które nareszcie jest zjednoczone. Wiesz, kiedyś chłop, czy też jego sproletaryzowany potomek zarabiał dobrze tylko zagranicą, dlatego nie bawił się hucznie, bo w sąsiadach budziło to zawiść. Pod rządami PiS-u nastąpił wielki przełom. Dziś chłopstwo zarabia dobre pieniądze w strefie, w dyskontach, w usługach i wydaje je na całoroczny karnawał. To w sumie pocieszające, że dostaliśmy coś zamiast społeczeństwa obywatelskiego, które rozpadło się jak domek z kart. Żyjemy dziś w społeczeństwie zabawy: prymitywnej i nihilistycznej, ale lepsze to niż wojna domowa.

Lewica powie, że to takie łatwe: atakujesz klasę ludową, która i bez twojej pogardy ma słabo.

– Nieprawda. Wiesz kto ma słabo? Inteligencja. Wielkomiejscy prekariusze na śmieciówkach. To oni mają naprawdę przejebane. Lud – chłopi, wywodząca się z chłopstwa klasa robotnicza, małomiasteczkowa klasa średnia, też w sumie potomkowie chłopów – ci ludzie mają dziś lepiej niż za cara. A inteligencja, wykształciuchy, jak ich tam chcesz zwać, wpadła w apatię i rozpacza nad swoim losem. Gdzie jest ta arcypotrzebna inteligencka mobilizacja? W całej Polsce płoną tysiące ton śmieci i jakoś nikt nie protestuje, ludzie sobie wymieniają memy na fejsbuku. A za chwilę w co drugim sklepie będzie karteczka, że zbierają na leczenie jakiejś Zosi, bo dostała raka. Tymczasem lud ma dziś pieniądze, pracę, a do tego słyszy, że jest najlepszy, że jest nadzieją Europy. Młody gość z mojej wsi mówi, że tak długo jak nie będzie ciapatych, będzie głosował na PiS, bo jest z***. Jest tanio, nie ma biedy i nie ma kolorowych. Lud ma nareszcie artystów, którzy równają do jego zerowej orientacji w kulturze: ma Patryka Vegę i Sławomira. Nie potrzebuje już inteligenckiego pośrednika. Tak naprawdę nigdy go nie potrzebował.

Liberał powie: no i słusznie. Rynek zweryfikował, wygrali. Jak widać kultura może się obronić na wolnym rynku. A lewicowiec powie: odpierdol się od ludzi, bo nikt o nich nie pamiętał kiedy mieszczuchy po szkołach ustawiały Polskę pod siebie w latach 90. Kpili z ludu, że ciemny, słucha disco polo i księdza, pije, dzieci robi i niczego nie rozumie. A tymczasem lud miał trzydziestoprocentowe bezrobocie i zgrzytał zębami na wspomnienie solidarnościowych obiecanek o międzyklasowych sojuszach.

– Klasa ludowa już wie, że liberał się nią nie interesuje, a lewicowy inteligent jak go się na chwilę oderwie od robienia doktoratu na studiach humanistycznych, powie: lud dobry i głupi, nic nie kuma. I nawet mu do głowy nie przyjdzie, że to upokarzające. A zresztą wielkomiejski prekariusz może ludowi tylko zazdrościć: pewnej wypłaty pod koniec miesiąca, socjalu, przekonania, że jesteśmy u siebie. A sam siedzi na śmieciówce, zastanawia się kiedy przyjdzie przelew i kombinuje jak spieprzać z Polski. Spójrz co się dzieje w kulturze: kolejka biedusów czeka aż im ktoś pozwoli zrobić wysoką kulturkę, bo ona jest potrzebna. Ale komu? Suweren powie: nam nie. My mamy Patryka Vegę, który nie musi stać w kolejce do ministerstwa, a widownię ma ogromną. Mówi do nas, naszym językiem i teraz to elity zgrzytają zębami, bo dostały po dupie na ostatnim polu, które miały nadzieję zachować dla siebie. Nawet kulturę wygrał lud! Dlaczego mam stawać w obronie klasy społecznej, której się świetnie powodzi? Martwię się swoją, która zdycha. Inteligencja powinna się nauczyć walczyć o siebie.

Mówisz, że lud ma niski kapitał kulturowy. Chce oglądać filmy Vegi, słuchać Sławomira, lubi husarię i żołnierzy wyklętych, a nie lubi obcych. To źle?

– Źle.

Bo?

– Bo ta kultura niczego nie rozwiązuje. A to społeczeństwo za kilkanaście i tak będzie wieloetniczne, to jest nie do zatrzymania. Pytanie czy będziemy wtedy liderem Europy, czy państwem popychadłem. A tymczasem ta regresywna kultura nie mierzy się z żadnym ważnym problemem, którego rozwiązanie mogłoby popchnąć to społeczeństwo do przodu, spowodować, żeby mogło się normalnie rozwijać w Europie. Żeby miało coś do zaproponowania światu. A żeby miało, to musi najpierw chcieć samo siebie zrozumieć.

A nie chce?

– Nie chce. Chce słuchać bajeczek o dobrych, wyklętych Polakach. Żeby mieć dobry nastrój w karnawale. Ogląda filmy Vegi i myśli to, co PiS chce, żeby myślało: jest dobrze, masz rację, nie zastanawiaj się, świat i tak jest c***.

A przebudzenie moralne? Na poczcie i w „biedrze” sprzedają książki o papieżu, za chwilę będziemy mieli całkowity zakaz aborcji, nienawidzimy dewiantów seksualnych, nie jesteśmy nadzieją cywilizacji życia?

– Nie ma żadnego przebudzenia. Jest eksplozja nihilizmu. Nikt w nic nie wierzy. Kościół może być tylko uczestnikiem gry w dobre samopoczucie. Lud jest w tej sprawie dosyć bezpośredni. Kościół dobrze wie, że jest w sytuacji bez wyjścia. Nie ma żadnego wpływu na ludzi. To jest kontrakt o wzajemnym wspieraniu interesów. Jeszcze można trochę zarobić, jeszcze można pożyć, ale nie ma wyboru, trzeba suwerenowi powtarzać: „jesteście cudowni, jesteście najlepsi, jesteście nadzieją Europy”. Politycy też muszą to mówić, wszyscy są ofiarami własnego populizmu. W zamian za to lud pozwala im się cieszyć władzą. A sam leci na dno. Zamiast przebudzenia, jest nihilizm i cynizm. Poczucie upodlenia, które trzeba zakrzyczeć, zagłuszyć, albo zapić. I pielęgnowana latami nienawiść do elit.

A Kościół? A Matka Boska?

– Lud gardzi Kościołem tak samo, jak elitami. Dzieci się prowadzi na komunię, bo ludzie potrzebują rytuałów. Kościół żyje jeszcze dzięki hipokryzji jego wyznawców. I dzięki temu, że się włączył w główny nurt polskiej polityki: szowinistycznej, nacjonalistycznej, antyeuropejskiej. Dzięki PiS-owi ma jeszcze udział we władzy, ale rząd dusz stracił dawno temu. Ludzie wychodzą z kościoła i idą na szkolne boisko chlać, ćpać, prać się po mordach i pieprzyć w krzakach.

A inteligent się nie pieprzy?

– Inteligent powinien nie brać udziału w hipokryzji. Powinien wziąć odpowiedzialność. Nikt za nic w Polsce nie bierze odpowiedzialności. Ludzie, którzy swoimi głosami, udziałem w marszach, swoją nienawiścią spychają to społeczeństwo w stronę faszyzmu nie czują się za to odpowiedzialni. A zresztą nikt od nich tego nie oczekuje, bo lewicowcy powiedzą: to nie wasza wina, bo wy nic nie rozumiecie, nie wiecie co czynicie. Otóż ludzie doskonale wiedzą co robią. W związku z tym obowiązkiem inteligenta jest pomyśleć o sobie. Zawalczyć o siebie, o swoją przyszłość, wyzbyć się poczucia winy, zacząć realnie myśleć o swoich interesach. Wziąć odpowiedzialność za to, co się tutaj dzieje. I na początek przegłosować narodowych katolików.

Po prostu? A gdzie sojusz? Można było urządzać Polskę dla wszystkich, ale nie. To lud się w*** i powiedział: zdradziliście, oddawać. A teraz proponujesz to samo w drugą stronę i powrót do tego, co było?

– Bez przejęcia inicjatywy zachwycona sobą Polska wypieprzy się z Unii Europejskiej, a władza i Kościół będą cały czas mówić, że jesteśmy najlepsi i wszystko jest dobrze. Bo muszą, bo inaczej suweren ujawni swoją nienawiść do nich.

Nienawiść?

No pewnie. Zobacz co się dzieje z księżmi, którzy próbują działać na suwerena wychowawczo. Od razu stają się znienawidzoną elitą.

A wykształciuch tymczasem…

– Będzie się przyglądać, bo przecież byliśmy głupi, ślepi i głusi, w związku z czym teraz nie mamy prawa nawet przypominać, że halo, zapierdalamy w stronę przepaści.

Przecież to jest przepis na ciągłą wojnę domową. Nie mamy już żadnych wspólnych wartości?

– My mówimy, że wspólne wartości to demokracja liberalna i Europa. A oni, że Bóg, honor, ojczyzna. My się bijemy w piersi. Oni mówią: bijcie się dalej. Tylko PiS przychodzi i proponuje targ: dajcie nam rządzić, a my nie będziemy wam przeszkadzać w waszym moralnym upadku: w kwitnącym rasizmie, homofobii, antysemityzmie, islamofobii. A suweren zmęczony setkami lat pogardy się na to zgadza.

Ludzie prawdopodobnie dobrze wiedzą co Kościół ma na sumieniu, a chrzczą dzieci i bronią kościelnych interesów. Wiedzą, że politycy kłamią, a na nich głosują. Dlaczego?

– Bo tak im wygodnie. Bo ani ksiądz hipokryta, ani polityk kłamca nie będą mieli moralnego prawa ich pouczać. W tym upadłym moralnie świecie ludzie mówią: róbcie sobie co chcecie. Tylko nie przerywajcie nam naszych bachanaliów, bo sobie przypomnimy o wszystkich waszych grzechach. I wtedy pożałujecie.

crowdmedia.pl

Szefowa portalu Koduj24.pl rozmawia z Michałem Boni.

Potrzebny jest nowy 1989 rok – trzeba Polskę odzyskać i budować V Rzeczpospolitą – mówi Michał Boni w rozmowie z Magdą Jethon

 Magda Jethon: – Czy jest coś, co się Panu w Jarosławie Kaczyńskim podoba?

Michał Boni: – Nie, nic mi się nie podoba. Ale cenię jego inteligencję, umiejętność przewidywania różnych procesów społecznych, determinację w budowaniu polityki, która w jego mniemaniu opiera się nie tylko na konkretnych działaniach i zadaniach, ale ma też budować wspólnotę ludzi. Partia PiS dla swoich członków jest jak zakon, a dla szerszej klienteli PiS to wspólnota quasi religijna, która została zbudowana dzięki mitowi smoleńskiemu. Kaczyński umiejętnie wykorzystuje różne doświadczenia. Nikt nie mógł przewidzieć, że parę tygodni po katastrofie smoleńskiej stanie się ona instrumentem w budowaniu nowej siły politycznej.

Z Jarosławem zna się Pan dobrze. Na początku lat 90 proponował Panu wspólne budowanie PC, ale Pan odmówił. Nie lubiliście się już wtedy?

Ja się bardzo lubiłem z Lechem Kaczyńskim, do samego końca. Z Jarkiem mieliśmy spięcie w 89 r., kiedy on wszedł do „Tygodnika Solidarność”. Wałęsa chciał, żeby tygodnik był trochę anty-Mazowiecki, a my: Janek Dworak, Ludka Wujec i ja byliśmy jego współszefami i tak, jak większość zespołu, odmówiliśmy współpracy z Jarkiem Kaczyńskim. Wtedy otrzymałem od niego, jedno jedyne w swoim życiu, wypowiedzenie z pracy, z datą 30 września 1989 r.

Czyli wyrzucił Pana z pracy?

Tak, on mnie wyrzucił z pracy, po tym jak ja powiedziałem, że nie chcę z nim pracować. W świetle ówczesnych przepisów prawa pracy miał prawo to zrobić.

Wielu ludzi zastanawia się, dokąd zmierzamyMyśli Pan, że Kaczyński zna odpowiedź na to pytanie?

Polska pod rządami PiS zmierza donikąd. Ale z perspektywy Jarosława Kaczyńskiego Polska ma być silnym państwem (z przewagą państwa nad obywatelami, opieki nad zaradnością ludzi, z wielką rolą służb państwowych, a nie jakiegoś demokratycznego współrządzenia), zakorzenionym w tradycji, zamkniętym na nowinki cywilizacyjne (choć wprost nikt tego nie powie), bo one mogłyby podważać w mniemaniu Kaczyńskiego spójność tożsamości Polaków. Taka silna, zamknięta na świat i innych Polska ma przetrwać burze globalizacji, technologicznej rewolucji, wybuchu wolnościowych potrzeb obywatelskich. Mesjanistyczne ocalenie Polski – to jest ta ukryta siła myślenia Kaczyńskiego. To oczywiście prowadzi do zacofania i wycofania, ale zarazem do autorytarnego modelu państwa, choć opartego na posłuszeństwie ludzi z wdzięczności, że zostali dostrzeżeni i są szanowani (nie wszyscy – ci, którzy trzeba). I że daje im się – bezpieczeństwo i spokój. Nikt nie chce ciągłej transformacji, reform, modernizacji – ludzie się boją takich zmian. Kaczyński im oferuje stan bezpiecznego spokoju, jeżeli będą wierzyć mu, ufać i zachowywać się posłusznie.

Kierunek Budapeszt? Czy Kaczyński jest podobny do Orbana?

Są różni, chociaż Orban jest również autokratą, ale rozumie elementy gry z Unią Europejską, choćby dlatego, że będąc premierem jeździ, targuje się, wchodzi w konflikty, niekiedy stara się je rozwiązać, jak choćby ten dotyczący przyjmowania uchodźców. Najpierw mówił nie, żadnego uchodźcy, a potem okazało się, że około tysiąca osób przyjął. W ten sposób wytrąca argumenty KE i innym instytucjom europejskim. Orban jest bardziej cwany w rozgrywkach różnego rodzaju. Choć ostatnio wprowadza prawo karania ludzi i organizacji społecznych, które chcą pomagać uchodźcom.

Według Balinta Magyera, węgierskiego polityka, Orban jest cyniczny, a Kaczyński ideowy. W Polsce jest normalna patologia, a na Węgrzech patologiczna normalność.

Orban jest przede wszystkim graczem, który gra o siebie, ale też wie, że reguły gry wymagają niekiedy kompromisów. Natomiast Kaczyński, jeśli nazwać ideowością fakt, że nigdy nie zmienia zdania, nawet pod wpływem argumentów, które płyną z całego świata, to w tym sensie trzyma się swojej idei. W jego mniemaniu Polska powinna być suwerenna i samodzielna w swojej duchowości oraz w swoich działaniach. Kaczyński traktuje państwo jako instrument, który pozwala na to, żeby mieć pełnię władzy, która, w jego mniemaniu, ma służyć temu, żeby Polska była silna i lepsza. Kiedy się jednak zderzy to jego wyobrażenie Polski silnej i lepszej z tym, jak to wygląda na świecie, to się okazuje, że Polska ani nie jest nastawiona na przyszłość, ani nie podejmuje wyzwań światowych, które nadchodzą. Myślę tu o świecie wielkiej rewolucji technologicznej oraz obywatelskiej – jak już powiedziałem, czyli świecie post-populistycznym. Bo populizm nie będzie wiecznie żywy, on minie. Kaczyński jest dobry w budowaniu populistycznego wzorca sprawowania władzy, w którym używa elementów dystrybucji strachu i dystrybucji godności. To on w Sejmie dwa czy trzy tygodnie przed wyborami straszył, że przyjdą uchodźcy i rozniosą choroby. Równocześnie przyznał, że był motorem przyznania 500 plus, co spowodowało, że ludzie uznali, że nareszcie zostali zauważeni i to na dodatek w sensie materialnym. Platforma przez ileś lat budowała różne narzędzia polityki rodzinnej, co kosztowało mniej więcej 28 mld złotych, a 500 plus kosztuje ok. 24 mld złotych rocznie, jednak marketingowo 500 plus zdobyło ludzi jednym wielkim ruchem. Nasze różne ważne działania były rozłożone w czasie i nie przebiły się do trwałej świadomości ludzi.

Czyli mieliście słaby PR…

To nie jest tylko kwestia PR. Nie znoszę, jak mówimy, że polityka musi mieć PR, bo polityka musi mieć rozwiązania. Również powinna mieć dobrą komunikację. Jak słyszę PR, to mam na myśli, że coś się podbarwia. A to nie o to chodzi. Moim zdaniem, my nie mieliśmy jasnego przekazu korzyści, jakie ludzie mają z różnych działań, które były podejmowane. I to był błąd. 

Nieważne, jak to nazwiemy, ważny jest efekt. PiS wymyślił działania „plus”: 500 plus, mieszkania plus itd. Już samo słowo plus brzmi zachęcająco… Czy też słynna „dobra zmiana”…

To prawda, marketingowo PiS był świetnie przygotowany do wyborów w 2015 r. Kaczyński był zdeterminowany, a jego inteligencja pozwoliła na to, że posłuchał ludzi, którzy mu powiedzieli, że trzeba użyć wszystkich narzędzi populistycznych oraz internetu. Kaczyński zgodził się na to, żeby nie być na pierwszej linii. To jest ta inteligencja wodza, który strategicznie mówi: ja idę na dalszy plan, rozwijamy kampanię w sieci, to pozwoli nam zdobyć młodych, budujemy patriotyzm, religijny stosunek do mitu smoleńskiego i wspólnotę religijną, ale dajemy ludziom także przekonanie, że ich godność opiera się na pieniądzach i na tym, że się ich dostrzega. I on to wszystko umiał zrobić. Orban również tego typu rzeczy robi, ale inaczej. Tu bym się zgodził, że Orban jest cyniczny, natomiast Kaczyński ma wyobrażenie, że jego wizja świata i państwa jest jedyną, najlepszą dla Polski.

Adam Michnik opowiadał, że na spotkaniu ze studentami węgierskimi pytano go, kto jest gorszy Orban czy Kaczyński? Michnik odpowiadał: „Nie wiem, kto jest gorszy, wiem, kto jest głupszy i nie jest to Orban”. Orban jednak nie wycofał wielu reform ekonomicznych swoich poprzedników, nie obniżył wieku emerytalnego, nie przywrócił 13 emerytury itd…

Orban nie musiał dotykać tych wątków, bo społeczeństwo węgierskie jest inne, chyba jest w nim o wiele mniej lęków. Kaczyński, chcąc budować silny obóz wsparcia, musiał się oprzeć na tych, którzy mieli poczucie lęku czy różnego rodzaju obawy. Ten psycho-socjalny wątek ma w Polsce bardzo duże znaczenie. Dając coś tym, którzy mieli poczucie nierówności, uczynił siebie mężem opatrznościowym. A bycie mężem opatrznościowym w tej maszynerii populistycznej jest jedną z kluczowych rzeczy. Wprawdzie wywołuje lęki, ale równocześnie mówi ludziom – ja wam pomogę, ja biorę pełną odpowiedzialność. I w tym sensie rozegrał to świetnie. W takim rozdaniu – fakty i realia (że np. nierówności się zmniejszyły w ciągu ostatnich 15 lat) się nie liczą – tylko subiektywne poczucie i wmówienie, że „Polska jest w ruinie”.

Wracając do opinii Adama Michnika, jednak wycofanie się z wielu ekonomicznych decyzji poprzedników może się okazać, w dłuższej perspektywie, niezbyt rozsądne?

Kaczyński zrobił to nie dlatego, że był głupi, bo jego guzik obchodzi, jak demograficznie Polska będzie wyglądała za 20 lat. Jemu nie chodzi o świat realny, jemu chodzi o świat emocji i subiektywizmu. On na końcu swoich przekonań ma wyobrażenie, że jak ludzie będą się czuli bezpieczniej, będą mieli swojego wodza, to będą elementem układanki, cząsteczką wielkiej maszynerii państwa. Moim zdaniem, Kaczyński nie lubi społeczeństwa, on lubi państwo. I nawet te wszelkie ruchy wobec społeczeństwa, jak 500 plus, nie dzieją się z troski, że tym biednym ludziom trzeba pomóc, tylko z potrzeby, żeby ci biedni ludzie, którym się pomaga, stali się trybikiem w państwie, które weźmie za nich odpowiedzialność. To państwo bierze odpowiedzialność za człowieka, a nie człowiek sam za siebie.

Czyli jak w PRL-u.

Tak, jak w PRL, to jest taki socjalizm połączony z nacjonalizmem i to z punktu widzenia przyszłości jest bardzo niebezpieczne, ale z punktu jego wyobrażenia, że ludzie będą posłuszni, sprawdza się.

A do czego potrzebni mu są posłuszni ludzie?

Żeby państwo było silniejsze, w jego mniemaniu; żeby bez krytycznego podejścia akceptowali to, co PiS i on proponują. To nie jest koncepcja dialogu, tylko stanowienia. Ja – stanowię świat. Jakiś mesjanizm…

Czy silną Polskę można budować z nieszczęśliwym, zniewolonym społeczeństwem?

Mówimy o wyobrażeniach, a dla mnie silna Polska to taka, która kreuje warunki dla talentów i dla kreatywności. A dla Kaczyńskiego silna Polska to jest taka, w której, trochę jak w tak zwanym małym realizmie, w latach 60., za czasów Gomułki, ludzie są względnie zadowoleni, nie protestują, a kraj się i tak jakoś rozwija. Ostatnie badania wykazały, że 56 proc. obywateli w Polsce uważa, że demokracja ma się dobrze. Ich poczucie bezpieczeństwa, to, że mają silnego wodza i że wiedzą, że Polska jest ważna i że trzeba ją kochać, jest wystarczające.

Ostatnio wiele się mówi, że w PiS trwa walka o schedę po Kaczyńskim. Jeśli Kaczyński odejdzie z polityki, to kto może zająć jego miejsce?

Chociaż nie lubię jego wizji państwa, nie przepadam też za nim, to jednak muszę powiedzieć, że Jarosław Kaczyński jest poza konkurencją. Jego otoczenie nie ma ani siły determinacji, ani siły oddziaływania, ani umiejętności manipulacyjnych. Świat po Kaczyńskim będzie już światem normalnej gry politycznej. PiS straci ten element mesjanistyczny. Kiedy PiS powstawało na przełomie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, to wszystko było jeszcze w ramach normalnego procesu politycznego. Po Smoleńsku budowanie jedności zaczęło mieć zupełnie inny charakter, powiedziałbym quasi religijny i w tym sensie Kaczyński wszedł w ton mesjanistyczny. Taką koncepcję w historii wyrażają jednostki. Moim zdaniem, kiedy w PiS okaże się, że rządzić ma ktoś inny, to zacznie się jatka, bo żaden z nich nie ma takiego formatu, żeby z ludźmi robić to, co Kaczyński potrafi. Krąży wiele anegdot o bardzo inteligentnych ludziach, z wysoką samodzielnością intelektualną, którzy są „nieodporni” na Kaczyńskiego, których on oczarowywał. Donald Tusk również umiał czarować ludzi, nie czarować w sensie bajerować, tylko zaczarowywać, miał siłę oddziaływania. Kaczyński też ma taką siłę. Świat po nim będzie zupełnie inny. Wtedy się okaże, czy wygeneruje się ktoś nowy, kto będzie silniejszy i kto będzie umiał powiedzieć ludziom coś tak ważnego, że pójdą za nim.

Czy nie jest dla Pana zaskakujące, że w tym niepokornym narodzie powstała partia składająca się wyłącznie z posłusznych żołnierzy. Zgoda na cięcie swoich pieniędzy zaskoczyła chyba wszystkich. Czy w takich szeregach może znaleźć się przywódca?

To prawda. W tej chwili nie widzę nikogo takiego w obozie PiS, oczywiście niektórzy mają ambicje. Ziobro ma wysoką inteligencję i sprawność działania, chociaż uważany jest za anioła zła. Brudziński jest niesłychanie sprawny i głównie to publicznie pokazuje. Morawiecki – wydawało się, że kiedy zostanie premierem, wejdzie w to miejsce jak w masło, okazało się, że jednak nie, nie zdobywa szczególnej sympatii, nie lubią go nawet w jego własnej partii, czy w jego własnym rządzie. Świat, który wykreował Kaczyński w sensie polityki mesjanistycznej, autorytarnej, opartej o quasi religijność, nie jest światem do powtórki.

A Macierewicz?

Nie, już nie. Gdyby przyszedł z oddali, z pokoju, w którym czekał, to być może. Natomiast on przez dwa lata będąc ministrem obrony zrobił sobie wielu wrogów, również w swoim własnym ugrupowaniu.

Czy jest ktoś w PiS, z kim udaje się Panu spokojnie porozmawiać? Był pan szkolnym kolegą Piotra Glińskiego, może z nim?

To jest bolesne dla mnie, bo Piotrek był w liceum moim najlepszym przyjacielem. Wspólnie robiliśmy teatr, chodziliśmy na spotkania teatralne, Konkursy Chopinowskie i wyjeżdżaliśmy na obozy wędrowne. Mieliśmy też więź emocjonalną i ta więź trwała przez lata, w stanie wojennym i później w latach 90., przy budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. A potem nagle coś się stało. Spotkaliśmy się kiedyś w stacji telewizyjnej, najpierw rozmawialiśmy miło i ciepło o naszej klasie, a później on tak spojrzał na mnie i nagle zadał mi pytanie, dlaczego ja donoszę na Polskę i zdradzam Polskę. Ja się tylko uśmiechnąłem, no i skończyła się rozmowa. Coś się w jego umyśle stało, to nie jest ten Piotrek, którego znałem i to nie tylko w okresie chłopięctwa, ale przez całe długie lata.

Wina Kaczyńskiego…

Nie wiem, nie znam przyczyny. Natomiast mam wielu kolegów także z okresu stanu wojennego, z którymi się spotykamy i staramy się oddzielić ten świat naszego doświadczenia lat 80., od dzisiejszego. To się udaje. Zresztą latam często do Brukseli, bo jestem w Parlamencie i spotykam w samolocie delegację rządową, niektórych ministrów, których znam z lat 80., witamy się, uśmiechamy do siebie, nie ma problemu.

Ale w telewizji się atakujecie…

To są w jakimś sensie „zmasowane ataki”. Pamiętam, jeszcze przed wyborami, chodziłem do różnych programów, gdzie atakowali mnie kandydaci PiS-owscy. Dziwiło mnie, że wszyscy mówili tym samym językiem. Dziś się to nazywa przekazem dnia. Trzeba do siły Kaczyńskiego  dodać tu całą maszynerię nowoczesnego zarządzania partią i ludźmi, czyli żołnierzami partii. Otóż prawie zawsze mówili tymi samymi frazami. To nie oni je wymyślali, oni tylko dostawali instrukcję, co mają mówić, w myśl zasady: jak naszych dwudziestu ludzi powtórzy dzisiaj, każdy ze trzy razy, tę myśl, to w sumie będzie powiedziana 60 razy i na pewno zostanie w pamięci ludzi.

W takim razie, dlaczego Platforma nie ma przekazu dnia? Uważa, że każdy jest na tyle mądry, że może mówić to, co myśli?

Była taka sytuacja w rządzie Tuska, w drugim czy trzecim roku rządzenia, kiedy wyszedł taki przekaz rozsyłany drogą elektroniczną. To się upubliczniło, dziennikarze zrobili z tego wielką aferę, więc staliśmy się ostrożniejsi.

Tak się przejęliście? Parę dni temu wyciekł PiS-owski przekaz dnia, wszyscy się z niego śmiali. I nic się nie stało. PiS rządzi.

No tak. Platforma ma swoje słabości komunikacyjne, to niewątpliwie. Ale muszę przyznać, że Platforma po przegranej 2015 r. a dzisiaj, to jest inna partia. Możemy się zmagać z problemem przywództwa, czy Schetyna jest taki, czy inny, ale ktoś tę wielką pracę zainicjował i trzyma. I mówię to zupełnie obiektywnie. Politycy Platformy od ponad dwóch lat cały czas jeżdżą na spotkania z ludźmi. Na początku było 20 osób chętnych, dzisiaj robią to wszyscy. O wiele lepiej jest też przygotowany przekaz do ludzi w różnych dziedzinach. Również widoczny jest kierunek w stronę koalicji obywatelskiej. Wielka akcja Krzysztofa Brejzy, człowieka z determinacją, który umiał wykorzystać nie jakieś podsłuchy czy  wyobrażenia,  tylko dostępne mechanizmy. Najpierw interpelacje, a jak to przestało działać, to dostęp do informacji publicznej. Wykonał wielką pracę, upublicznił ileś zdarzeń, PiS się bronił, ale nikt z PiS nie powiedział, że to jest nieprawda, czyli wszystko było rzetelne i wiarygodne.

Mówi Pan, że „polski rząd stał się „dziwolągiem” na arenie europejskiej” albo, że „zachowuje się w niektórych sprawach jak dzieci w piaskownicy”. Czy politycy unijni też tak myślą?

Olbrzymia większość polityków unijnych tak niestety myśli. Koledzy z krajów naszego regionu, ci, którzy weszli w 2004 i później do UE mówią tak: „Co się z wami stało, jesteście największym krajem naszego regionu, załatwialiście swoje interesy, w pozytywnym tego słowa sensie, bo byliście wiarygodni, ale przy okazji załatwialiście nasze interesy, bo w różnych sprawach udawało się coś wspólnie uzgodnić. Teraz jesteście niewiarygodni, nikt was nie słucha, a przy okazji my tracimy”. Świat polityki europejskiej myśli, że to jest dziecinada, ale myśli z troską, bo widzi zagrożenia dla demokracji, dla poszanowania państwa prawa, a zagrożenie jest olbrzymie. Polska zachowuje się, jak dziecko w piaskownicy, bo mówi, że nasza duma jest ważniejsza od współpracy. Kiedyś byliśmy przy stole decyzyjnym, ale nagle wstaliśmy od niego, kopnęliśmy to krzesło i uznaliśmy, że siądziemy dwadzieścia metrów od niego i powiemy, że tu się czujemy godniej, tu siedzimy wyprostowani. Tylko niestety, ci, którzy decydują zostali tam, przy stole. To jest dosyć śmieszne, bo jak się popatrzy na inne państwa to one zabiegają, żeby być przy tym stole, przy którym się decyduje. Jedne państwa robią to lepiej, inne słabiej, Polska przez te wszystkie lata po 2004 bardzo dobrze umiała to robić.

PiS twierdzi, że za rządów Morawieckiego doszło do ocieplenia stosunków z UE…

Przez pierwsze tygodnie było takie przekonanie, że Morawiecki nie będzie ideologicznym szefem rządu. Uważano, że jako bankowiec jest technokratą, że można też będzie się z nim  bezpośrednio porozumieć, bo po prostu zna obce języki. Była więc nadzieja na ułożenie się. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker cały czas uważał i uważa, że trzeba próbować. Ale już pierwszy miesiąc rozwiał wiele nadziei, pojawiły się wątpliwości, bo kilka razy premier Morawiecki obiecywał, że w sprawach związanych z zasadą praworządności w Polsce zostaną wprowadzone zmiany i za każdym razem na posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych, gdzie prezydencja bułgarska wnosiła sprawę Polski z art. 7, pojawiały się głosy ze strony większości krajów, że Polska nic nie zrobiła. I efekt jest taki, że przesuwane są kolejne terminy, a nadzieja maleje.

Unia nie da się nabrać na te zmiany, które PiS nazywa kompromisem?

Jak do tej pory nie dała się nabrać, bo gdyby chciała zawrzeć taki zgniły kompromis, to miesiąc temu czy półtora, a na pewno już w połowie maja przyjęłaby propozycje PiS za dobrą monetę. Nie przyjęła. Kolejna tura 24 – 26 czerwca i wtedy zobaczymy. Ale trzeba też przyznać, że brakuje Komisji Europejskiej trochę determinacji, żeby zawalczyć o dopięcie spraw do końca, np.wystąpić z wnioskiem do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o wstrzymanie wejścia w życie ustawy o Sądzie Najwyższym i przenieść spór z obszaru politycznego (rząd – Komisja) na czysto prawny.

19 kwietnia PE przyjął rezolucję popierającą powstanie nowego instrumentu finansowego dla NGO. Pan był głównym sprawozdawcą tej rezolucji. Co się dalej z tym dzieje?

Chodzi o to, żeby stworzyć sposób na wzmacnianie lokalnych organizacji obywatelskich, budujących demokrację, dbających o praworządność, ale też budujących coś, co jest podstawą demokracji, czyli dialog, także między tymi, którzy mogą mieć różne poglądy. I ponieważ różne raporty pokazują, że ta przestrzeń dla organizacji obywatelskich się kurczy w UE, politycy w różnych krajach są nastawieni nie zawsze dobrze, uznaliśmy, że skoro UE ma powołany w 2011 r. fundusz w wysokości 1,4 mld euro na rzecz budowy demokracji w krajach poza Unią, to dlaczego, kiedy widzimy zagrożenia dla demokracji w UE, bezpośrednio nie wspomagamy z pieniędzy budżetu unijnego organizacji obywatelskich w tych krajach. To zostało na razie wymienione w dokumentach przedstawionych przez Komisję 2 maja, a za chwilę będzie projekt rozporządzenia w sprawie sprawiedliwości i wartości, czyli nowego mechanizmu finansowania organizacji społeczeństwa obywatelskiego, właśnie Europejskiego Instrumentu Wartości (choć nazwy mogą być inne). Mamy najbliższe pół roku na to, żeby przygotować się instytucjonalnie do tego i walczyć o skalę pieniędzy, które na to będą, bo już jakieś są, nie chcę mówić jakie, ale zależy nam na tym, aby ta skala była dużo większa. Pomysł jest, walka o realizację trwa!

Ale wszystkie granty unijne dla organizacji pozarządowych przechodzą przez rząd. Trafiają więc najczęściej do pupili PiS-u. I tak np. kiedy pojawiły się unijne środki na ochronę środowiska, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz dopisał do statutu swojej fundacji zajmującej się mediami działalność ekologiczną, „wygrał konkurs” i niewiele brakowało, a dostałby 800 tys. zł na swoją działalność. Szczęśliwie Unia to zablokowała.

Te pieniądze przeznaczone na różne zadania dla krajów, i dzielone w tych krajach, dalej będą płynęły. Trzeba bardzo pilnować, żeby były przejrzyście i uczciwie rozdysponowane. Ale ponieważ bywają różne sytuacje w różnych krajach, Unia powinna zapewnić, choćby dla swojego przetrwania, dodatkowo bezpośrednie wsparcie, nie poprzez rządy, dla organizacji obywatelskich działających lokalnie.

Trzeba tu przypomnieć, swego rodzaju przyzwoitość, choć niektórzy twierdzą, że naiwność koalicji PO – PSL, która takimi środkami, poprzez Ministerstwo Środowiska hojnie wsparła swego czasu radio Wnet Skowrońskiego. Czy wyobraża Pan sobie, że portal koduj24.pl dostaje od PiS grant unijny?

Nie, dzisiaj sobie tego nie wyobrażam, bo wszystko zostało zideologizowane i upartyjnione, dostaje ten, kto jest blisko partii. To samo jest z telewizją publiczną. Możemy narzekać na telewizję publiczną za czasów Platformy, ale to nie była tuba propagandowa rządu. Pamiętam, jak się dostawało rządowi od dziennikarzy w różnych programach, które były otwarte na wszystkie opcje. Teraz nie ma otwarcia, bo nawet, jeśli zapraszają kogoś, to ta prawie goebbelsowska propaganda, którą uprawiają, jest trudna do zniesienia. Mamy wiele przykładów naruszenia dobrych reguł demokratycznych. Władza uważa, że skoro wygrała wybory to może wszystko. Tymczasem istota demokracji, w państwach demokratycznych, polega na tym, że ci, którzy wygrywają są zobowiązani do troszczenia się o mniejszości różnego rodzaju, o ludzi, którzy myślą inaczej, czyli o budowanie dialogu.

Jeżeli Europejski Instrument Wartości zostanie przyjęty, to  powstanie źródło finansowania organizacji obywatelskich niezależne od łaski aktualnie rządzących?

Tak. To oczywiście nie wyklucza dofinansowania takich ludzi jak Sakiewicz. Jeśli będzie miał dobry, niezideologizowany program, to powinien dostawać te pieniądze, ale musi startować w normalnej konkurencji. Nie chodzi o to, żeby wsparcie dostawali tylko ci nielubiani przez obecną władzę, chodzi o to, żeby społeczeństwo budowało niezależność, która zawsze jest ważna dla naszego poczucia obywatelstwa.

Unia w ostatnich latach się zmieniła. To już nie tylko wspólny rynek, ekonomia, ale też wartości…

Unia od samego początku była kształtowana w oparciu o dwa filary: wartości i konkretu ekonomicznego. Obie te rzeczy razem dają nam wymierne korzyści. Unia przez lata nie skupiała swojej uwagi na tym filarze wartości, bo to się wydawało oczywiste. Ostatnie lata, fala populizmu pokazała, jak to jest ważne. To są nowe doświadczenia, z którymi Unia mierzy się, wbrew tym, którzy mówią, że Unia nic nie robi. To nieprawda. W Polsce bardzo wiele osób kompletnie nie wie, co dla nich robi Unia, np. co robi dla naszego bezpieczeństwa. Można by wymienić wiele rozwiązań, które w ostatnich trzech, czterech latach przyjęła. Kiedy mówiłem o dyrektywie antyterrorystycznej, to w sieci różne trolle śmiały się, że dyrektywą chcę walczyć z terroryzmem. Jak ktoś chce walczyć z terroryzmem tylko strzelając do terrorystów, to proszę bardzo, ale trzeba również umieć ich aresztować, a jak się chce ich aresztować, to trzeba umieć gromadzić dowody, to trzeba umieć wejść do sieci i mieć prawną zgodę na inwigilację i to wszystko jest w tej dyrektywie. To samo z przekrętami finansowymi. Unia robi bardzo dużo konkretnych rzeczy, tylko być może znowu jest kłopot z przebiciem się do opinii publicznej. Ale też rzadko, jako posłowie jesteśmy pytani o to, co się w Unii dzieje, bo jak przyjeżdżam do Polski, to prawie wyłącznie pytają mnie o …

O Kaczyńskiego?

Tak.

No to długo porządzi Kaczyński?

Nie wiem, bo walka z tą wielką maszynerią państwowo-religijną, z tym mesjanizmem nowej wersji – jest trudna. Bo walczący muszą wyjść poza własne nawyki rozumienia świata i stanąć do konkurencji w zupełnie innej dyscyplinie – walce na emocje mobilizujące masowo ludzi. Ale nie chciałbym, żeby rządził długo, bo straty dla Polski będą trudniej odwracalne i naprawialne. Więc trzeba wygrać wybory – i celem jest jedno: odsunąć ich od władzy. Reszta jest na póżniej. Potrzebny jest nowy 1989 rok – trzeba Polskę odzyskać i budować V Rzeczpospolitą.

Waldemar Mystkowski pisze o sondażach.

Wyniki sondaży są kaprysem wyborców, acz mają swoje tendencje. Wyborca, wstając z łóżka lewą nogą, daje następnie upust złym emocjom. Wyborca jednak może mieć łóżko tak usytuowane, iż zawsze skazuje się na wstanie lewą nogą. Czy zamiana stronami spania w łóżku z żoną (wyborcę przypadkowo podciągam pod miano mężczyzny) spowoduje, że będzie wstawał z lepszym humorem?

Czy – udając się tropem tej alegorii – Jarosław Kaczyński wstawał zawsze lewą nogą i naraził na szwank kolano? A przecież wiemy, że śpi sam, więc można podejrzewać, że łóżko (nie czytać, że Polska) ma źle usytuowane, albo stoi koło ściany, albo prezes ma nawyki, które doprowadzają do katastrofy. Metodologia sondowania nastrojów ma też niejaki wpływ, ale nie bądźmy zbyt szczegółowi.

Chcę zwrócić uwagę na ostatnie sondaże, a których jeden jest rewolucyjny, a drugi i trzeci wskazuje tendencje, które mogą być nie do zatrzymania. Rewolucyjność badania humorów wyborców IBRiS dla „Rzeczpospolitej” to zadanie pytania: kto byłby najlepszym następcą Kaczyńskiego na stołku prezesa. Rewolucyjność polega na tym, że pytanie czyni rewolucję w umysłach respondentów.

Jak to prezesa będą wymieniać? Przecież on jest nieśmiertelny. A jednak nieśmiertelników wymieniają, bo o to pytają. Wyborcy – bez kwalifikacji sympatii partyjnej – stawiają na Mateusza Morawieckiego (14 proc.), tuż za nim postrzegają Joachima Brudzińskiego i Beatę Szydło (po 9 proc.) Niewielka sympatią cieszy się Andrzej Duda i Zbigniew Ziobro – po 5 proc.

A jak sukcesja wygląda wśród wyborców PiS? Liderem jest Morawiecki – 23 proc., za nim samotna Beata Szydło – 16 proc., Duda dostał 9 proc., zaś zarządzający PiS w imieniu hospitalizowanego prezesa Brudziński – tylko 8 proc. Gwoli pełnego obrazu, w pierwszym sondażu niezdecydowanych – „trudno powiedzieć” – było aż 43 proc., a w drugim – 22 proc.

Co z tej rewolucyjności wynika? A to, że cesarze i imperatorzy odchodzą, a następcy będą rwali połeć sukna dla siebie tak długo, aż rozerwą. Wszelkie dyktatorskie podmioty upadają wraz z dyktatorami. I zdaje się taki los czeka PiS, gdy Kaczyńskiemu odmówią posłuszeństwa nie tylko kolano, ale i inne części ciała.

W innym sondażu zapytano kapryśnych wyborców, czy chcą zmian w rządzie PiS. Badanie IBRiS dla „Rz” przeprowadzono tuż przed zawieszeniem protestu niepełnosprawnych w Sejmie, więc pośrednio też można czytać w nim nastroje wokół tej kwestii. Aż 68 proc. badanych chce zmian w rządzie PiS, a to znaczy, że ministrowie są postrzegani jako niekompetentni w załatwianiu trudnych spraw.

Bicz gniewu vox populi spada na wicepremier ds. społecznych Beatę Szydło, która przez 40 dni protestu ani razu nie zjawiła się w Sejmie, za to spływała z flisakami Dunajcem i bodaj na jego przełomie załamała się wiara w rząd Morawieckiego.

Z sondażu poparcia dla partii – IBRiS dla Onetu – wynika trwała już tendencja, iż wyborcy dokonują przewartościowania w swoich sympatiach partyjnych. PiS – i jego przybudówki – mogą liczyć na wsparcie – 33,3 proc., zaś Platforma Obywatelska 27,6 proc., do tej wielkości trzeba dodać wynik Nowoczesnej (4,1 proc.), zatem koalicja opozycji ma w sumie 31,7 proc. Wysoko klasyfikuje się SLD z bardzo wartościowym rezultatem – 9,9 proc. Raczej należy wątpić, aby Włodzimierz Czarzasty chciał robić deal z PiS. PSL wyceniono na 5,3 proc., a Kukiza – 5,2 proc.

PiS zatem spływa regularnym nurtem i raczej Wisły nie zawrócą żadnym populistycznym patykiem. Należy się spodziewać, iż zastosowanie będzie miało słynne zdanie Winstona Churchilla: „To jeszcze nie koniec, to nawet nie początek końca, ale to koniec początku”.

Innej perspektywy zaczyna nabierać protest niepełnosprawnych w Sejmie. „Wygrany” bój z rodzicami i ich dziećmi to Waterloo władzy i PiS. Sondaże zaczynają zaglądać w przerażone oczy akolitów Kaczyńskiego.

No i Boże Ciało… Zaorane.

Post Navigation