Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Magdalena Rigamonti”

Arcybiskup szczuje. Wcześniej kler szczuł na Żydów, doszło do Jedwabnego. Dzisiaj na LGBT

Arcybiskup włączył zielone światło dla osiłków w koszulkach Armia Boga.

Zatem wiemy, dlaczego doszło podczas II wojny światowej do Jedwabnego.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS przeprowadzili w Sejmie w ostatni dzień lipca – wieczorem – zmiany w kodeksie wyborczym.

Była premier, a obecnie europosłanka PiS Beata Szydło postanowiła uczcić 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Umieściła na swoim koncie na Twitterze zdjęcie fragmentu Pomnika Bohaterów Powstania Warszawskiego. W cudzysłowie dołączyła podpis: „Wolność ja kocham i rozumiem. Wolności to ja oddać nie umiem”.

Wpis Szydło oburzył wielu internautów: – „Proszę nie zmieniać tekstu: Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem!!!! autor tekstu Bogdan Łyszkiewicz”;

„Jeśli chciała Pani podać cytat, warto sprawdzić, jak on faktycznie brzmi, bo trochę wstyd. Poza tym podaje się autora. Swoją drogą, to dziwne, jak można się tak pomylić, w naszym kraju to wszystkim dokładnie w głowie gra…. Przyznam, iż ja też jej oddać nie umiem…Wam”; – „Nie ma pani wstydu, posługując się tym tekstem”.

Internauci przypominali też Szydło nieopublikowanie wyroku Trybunału…

View original post 291 słów więcej

 

Jak Zawadzka została wrobiona w porno

Jak media manipulują? Opisuje na swoim blogu Dorota Zawadzka, psycholog rozwojowy. Redaktor naczelna serwisu parenting.pl. A poniżej tekst zmanipulowany, wywiad z nią, który dla „Wprost” przeprowadziła Magdalena Rigamonti. Zrobiła z psycholożki nianię wychowującą przez porno. Skandal? Pewnie, w mediach typu „Wprost” tym się nie przejmują.

Dorota-Zawadzka

W poniedziałek zadzwonił telefon – Magdalena Rigamonti – dziennikarka Wprost.
– Widzę na fb, że jest pani w Gdańsku, ja także, to może sią spotkamy na wywiad?
– Czy to będzie wywiad czy fragment jakiejś większej całości? – pytam, bo mam złe doświadczenia z „cytowaniem” moich wypowiedzi.
– Wywiad, jeden na jeden.
– Dobrze, jutro o 9 rano. O 11 mam warsztaty to może zdążymy.

Pani się spóźnia, dzwoni, kłopot z logistyką, trzeba dzieci gdzieś „sprzedać”, rozumiem to. Czekam. Przychodzi blondynka bez uśmiechu. Nie przepadam za ludźmi, którzy się nie uśmiechają, ale cóż.

Dyktafon na stole i zaczynają się pytania, ponieważ jestem gaduła, na każde odpowiadam otwarcie i dość długo. Pytania są rożne od banalnych do trudnych, Niektóre łagodne inne ostrzejsze. Jak to w wywiadzie. Odnoszę wrażenie, że dziennikarka przyszła „z tezą”. Zła Zawadzka. Ale może się mylę.

Dzwonek alarmowy zadzwonił, gdy powiedziała, że „jest na mnie obrażona za reklamę w której się pojawiłam”. Dziennikarz powinien być obiektywny, nieprawdaż?

Wyjaśniam swój punkt widzenia, kilka razy słyszę „Nie rozumiem”, „Nie wierzę”…
– Rozumiem, że pani nie rozumie – myślę – bo mamy inne podejście do świata. Ja jestem raczej ufna, pani podejrzliwa, ja prostolinijna, pani chyba reprezentuje spiskową teorię dziejów.
Tłumaczę. Mam doświadczenie w końcu jestem nauczycielem.

Rozmawiamy niemal dwie godziny, znaczy ja mówię.
Po dwóch dniach telefon.
– Spisałam 45 tysięcy znaków a potrzebujemy 15 więc skracam.
– Dobrze – odpowiadam.
Rano „wywiad” jest w mojej skrzynce mailowej.

Czytam, oczom nie wierzę….
Dzwonię.
– „Czy to ze mną pani rozmawiała? Przecież niektórych z tych pytań nie było, przecież zdanie wyrwane z kontekstu znaczy zupełnie coś innego niż w kontekście.
Jestem w szoku.”

Autoryzuję. Poprawiam i wyjaśniam. Nie zmieniam powiedzianych zdań. Po prostu tłumaczę je tak, jak w czasie wywiadu. Uzupełniam o kontekst. Dziennikarka mnie pogania. „Upraszam o pośpiech”– pisze.

Odsyłam.

Mija dzień.
Dziś rano sms od syna:
„????” i zdjęcie okładki. Na niej fotomontaż insynuujący, że moja osoba i praca ma jakiś związek z dziecięcą pornografią.
Problem polega na tym, że wielu ludzi zobaczy okładkę, ale niewielu przeczyta wywiad.
Wywiad przestał być ważny…
Liczy się tylko okładka… jak z najgorszego tabloidu.

Dziennikarka mi nie powiedziała, że to będzie okładka, nie autoryzowałam zatem oczywiście ani jej wyglądu ani też tytułu.

No cóż, ludzie bywają podli, muszę się z tym pogodzić, choć niezmiennie mnie to smuci.

Ale cóż, mówią że: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”.

okładka

Dorota Zawadzka, znana jako „superniania” w rozmowie z Magdaleną Rigamonti mówi o dzieciach, które otrzymywały leki podczas programu, dziewczynce, która w jednym z odcinków została sfilmowana nago, a także możliwym wpływie programu na przyszłość dzieci.

Magdalena Rigamonti: Pornoniania – to o pani. Dorota Zawadzka: Pani, która tak napisała chce sobie zapewne zrobić ze mnie trampolinę. A ja sobie na to nie mogę pozwolić. Nie zostawię tego tak.

Na łamach Tygodnika Powszechnego napisała: „Dziewczynka ma pięć lat i osiem miesięcy. Choć już zaczęła albo niebawem zacznie się wstydzić swojej nagości, jej ciało obejrzało kilka milionów widzów TVN oraz ci, którzy kupili DVD z trzema sezonami Superniani.”  Dziewczynka teraz ma 12 lat. 

Uważam, że kierowanie uwagi na sekundowy fragment z 43 minutowego programu jest działaniem na szkodę dziecka. (…)  To trwa ułamek sekundy. Ale dziecko jest w wodzie. Tak naprawdę nic nie widać. (…)  Nagości nie powinno być i bardzo tego pilnowaliśmy. Wszystkie miejsca intymne powinny być  na montażu zamazane. Ale to nie jest moja odpowiedzialność.

A czyja? 

Montażysty, producenta. Kiedy zobaczyłam odcinek mówiłam, że tam jest błąd i trzeba pilnować, by to się nie zdarzyło. Obiecano mi, że oczywiście poprawią. Nie poprawili.

Zaraz, przecież pani mówiła, że odcinków zmontowanych nie oglądała. 

Nie oglądałam w całości, fragment tego odcinka był wykorzystany w programie „I ty możesz mieć super dziecko” stąd wiedziałam, że jest błąd. Ja nic nie mogłam kolaudować, bo takie były zasady. Producent kolaudował. (…)

I (matka tej dziewczynki – przyp. red.)nie miała nic przeciwko, kiedy kamera gra, a jej dziecko się kąpie i widać miejsca intymne. 

Nie, nie miała. Z pewnością oglądała ten odcinek nie jeden raz. Rozmawiałam z nią przecież kilkakrotnie po emisji.

Jest w sieci. Za darmo. Każdy może obejrzeć. 

Szukając tego o czym jest napisane w tym artykule? Na pewno nie. Ludzie szukają porady, jak sobie poradzić z taką sytuacją. (…) Byłam i jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy zdecydowali się skorzystać z pomocy rezygnując z prywatności. Zawsze to powtarzałam. (…)

Mamo, tato, dlaczego ja byłem w telewizji, dlaczego miliony ludzi oglądały mnie jak się kąpię, jak sikam, jak histeryzuję, jak siedzę, do jasnej cholery na jakimś karnym jeżyku? – o to mogą teraz pytać 12, 13-letni bohaterowie pani programów. 

A pytają? Myślę, że rodzic po latach z dzieckiem potrafi powiedzieć: ale taki byłeś, tak się zachowywałeś, a teraz już się tak nie zachowujesz. Tłumaczyłam rodzicom, że program może mieć konsekwencje. Mówiłam, że znajomi to zobaczą. Dla rodziców jednak nie było to istotne. Kluczowe było rozwiązanie problemu rodziny tu i teraz. (…)

Publicystka, twierdzi, że w jednej rodzinie, po pani wizycie wszyscy byli na psychoterapii. 

Zdarzało się, że wysyłałam całą rodzinę na terapię. Dwa tygodnie ze mną nie wystarczyły, by naprawić wszystkie problemy w tej rodzinie. Wiele rodzin dostawało wskazanie do dalszej pracy. I wiele pracowało ze specjalistami.

Inna twierdzi, że dziecku na planie podawano leki uspokajające. 

Twierdzi nieprawdę. Najpierw pisała, że to ja podawałam, potem się z tego wycofała. (…)

Leki były podawane? 

Tylko zalecone wcześniej przez lekarza, pod opieką którego było dziecko .

Dlaczego takie dzieci leczone psychiatrycznie, pod wpływem leków brały udział w programie? 

Dlatego, że prosili o to ich rodzice. To są dzieci które z tymi lekami żyją chodzą do szkoły, bawią się z innymi dziećmi. Prowadzą normalne życie. Czemu miały by nie grać udziału w programie? Był taki chłopiec, który mamusię strasznie denerwował. Miał ADHD. Ona czasem podawała mu zwiększone dawki leków i mówiła, że jak da, to dziecko jest spokojniejsze.

I pani o tym wiedziała? 

Tak, gdy się o tym dowiedziałam, to zawieźliśmy ją do psychiatry z dzieckiem i lekarz zabronił dawać zmienione dawki. Zmienił też chłopcu leki. Były też inne dzieci biorące leki. Nie ingerowałam w żadnym przypadku, jak są leki podawane.

Post Navigation