Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Małgorzata Gersdorf”

Putin, Morawiecki, Duda

To, co wygaduje Putin, jest oczywistym kłamstwem, fakt poza dyskusją, ale… Ale warto zastanowić się, dlaczego on to robi. „Wszelkie oświadczenia panów Morawieckiego i Dudy brzmią kiepsko, bo wszyscy wiedzą, na podstawie wielu przykładów, że ci dwaj panowie prawie zawsze kłamią. A stwierdzenie, że trzeba opierać się na prawdzie, w ustach osobnika, który łże jak PiS, zakrawa na farsę” – pisze Krzysztof Łoziński

Po pierwsze, Rosja prowadzi nowego rodzaju wojnę, wojnę hybrydową, przeciw Unii Europejskiej. Istotną częścią tej wojny jest dezinformacja i propaganda kłamstwa. Celem jest rozbicie jedności państw Unii, a następnie niszczenie ich po kolei.

Po drugie, Putin postępuje jak drapieżnik atakujący stado. Wybrał najsłabszą sztukę i stara się ją oddzielić od reszty.

Po trzecie, Putin wybrał Polskę, jako cel ataku, nieprzypadkowo.
Polska władza sama osłabiła swoją pozycję międzynarodową i sama sprowadziła swoją wiarygodność w okolice zera. Przez to Polska stała się łatwym celem ataku. Nielubianemu sojusznikowi mniej chętnie przychodzi się z pomocą.

Po czwarte, Polska sama osłabiła swoją pozycję w dyskusji ukrywając, lub umniejszając, przez lata brzydkie fakty ze swojej historii. Niestety, wiarygodność musi być oparta na prawdzie. Gdyby nie zafałszowany obraz historii, w którym Polacy wyłącznie Żydów ratowali, a wrogiej lub obojętnej większości nie było, znacznie trudniej byłoby nas atakować kwestią antysemityzmu. Putin może nas atakować jako antysemitów, bo po tej polityce wszelkie zaprzeczenia brzmią mało wiarygodnie. Sami siebie pozbawiliśmy argumentów.

Po piąte, Putin z tego samego powodu może używać argumentu zajęcia Zaolzia, bo nigdy tego wstydliwego faktu wystarczająco dobitnie nie potępiliśmy.

Po szóste, wszelkie oświadczenia panów Morawieckiego i Dudy brzmią kiepsko, bo wszyscy wiedzą, na podstawie wielu przykładów, że ci dwaj panowie prawie zawsze kłamią. A stwierdzenie, że trzeba opierać się na prawdzie, w ustach osobnika, który łże jak PiS, zakrawa na farsę.

Po siódme, Putin osiągnął przynajmniej jeden cel: zamiast uczciwego pochylenia się nad historią wywołał u PiS-owskiej władzy pseudopatriotyczną histerię puszenia się i nadymania, co jest kolejnym kamyczkiem osłabiającym szacunek do naszego kraju. Zamiast akademickich historyków i spokojnej dyplomacji świat znowu zobaczy na froncie walki ideologicznej neofaszystów i narodowców i pomyśli, że ten Putin jednak ma trochę racji.

Po ósme wreszcie, już taoistyczny mistrz Laoze (LaoTsy), w szóstym wieku przed naszą erą, pisał, że ten, kto zna swoją wartość, nie musi jej udowadniać: „wielkiego się nie da poniżyć, małego się nie da wywyższyć”. Hurapatriotyczna dęta histeria działa dokładnie odwrotnie. Świadczy o słabości.

I to by było na tyle.

O fałszerstwie Putina >>>

Kmicic z chesterfieldem

Czym może zajmować się premier Polski, gdy w kraju prezydent obraża Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego? Gdy partia rządząca usiłuje zakneblować usta niepokornym sędziom? Gdy prezes NIK Marian Banaś spokojnie – mimo poważnych zarzutów – urzęduje sobie na stanowisku? Gdy w przyszłym roku rząd PiS zafunduje nam podwyżki m.in. prądu czy paliwa?

Otóż Mateusz Morawiecki uważa, że – jak sam obwieścił na swoim Facebooku – „najgorętszy spór ostatnich dni wcale nie dotyczy polityki czy sportu, ale stosunku Polaków do… majonezu”.

W dalszej części wpisu rozwodzi się nad zaletami i wadami różnych produkowanych w naszym kraju majonezów oraz musztardy. – „I mnie próbowano wciągnąć w ten gorący spór, ale mam w tej sprawie stanowisko odrębne” – napisał (w jego mniemaniu żartem) Morawiecki. Boki zrywać, prawda?

A to odrębne stanowisko brzmi: – „Otóż od lat robimy majonez własnoręcznie i przyznam, że w naszej rodzinie jest bardzo ceniony” – pochwalił się premier.

Internauci kpili…

View original post 418 słów więcej

 

Morawiecki odpowiada Putinowi

Premier Morawiecki odpowiedział na atak Moskwy: „Naród rosyjski – największa ofiara Stalina – zasługuje na prawdę. Nie ma zgody na zamianę katów z ofiarami”. Dr Adamski: „Taka stanowcza odpowiedź i gotowość do konfrontacji z Rosją na tle oceny stalinowskiego totalitaryzmu może zmniejszyć zapędy do powtórzenia ataków na Polskę”

Władimir Putin w ostatnim czasie kilkukrotnie zaatakował Polskę, wypowiadając się na temat II wojny światowej. Oskarżył władze II RP o spiskowanie z Hitlerem i przypisał im współodpowiedzialność za Holokaust. Wracając do sowieckiej narracji – co robi konsekwentnie od lat – wystąpił też w obronie paktu Ribbentrop-Mołotow, przedstawiając go wyłącznie jako układ o nieagresji.

niedzielę 29 grudnia 2019 oświadczenie wydał premier Mateusz Morawiecki. Przypomniał o konsekwencjach paktu podpisanego – wraz z tajnym protokołem –  23 sierpnia 1939 roku przez ministrów spraw zagranicznych III Rzeszy i Związku Radzieckiego oraz o zbrodniach Józefa Stalina, podkreślając, że „największymi ofiarami komunizmu byli obywatele Rosji”.

Szef polskiego rządu zaznaczył, że Putin wielokrotnie i w pełni świadomie kłamał na temat Polski.

„Zwykle dzieje się to w sytuacji, gdy władza w Moskwie czuje międzynarodową presję związaną ze swoimi działaniami. I to presję nie na historycznej, a na jak najbardziej współczesnej scenie geopolitycznej”.

Premier nawiązał w ten sposób do problemów Putina. To m.in. brak ustępstw Zachodu podczas szczytu „czwórki normandzkiej” w sprawie Ukrainy oraz spodziewane opóźnienie w budowie rurociągu Nord Stream II, a wraz z nim potężne problemy finansowe i wykluczenie Rosji z najbliższych igrzysk olimpijskich, zarówno letnich, jak i zimowych.

Mateusz Morawiecki zakończył oświadczenie, zwracając uwagę na doświadczenie rosyjskie:

„Naród rosyjski – największa ofiara Stalina, jednego z najokrutniejszych zbrodniarzy w historii świata – zasługuje na prawdę. Głęboko wierzę w to, że naród rosyjski jest narodem ludzi wolnych – i że odrzuca stalinizm, nawet gdy władza prezydenta Putina stara się go zrehabilitować.

Nie ma zgody na zamianę katów z ofiarami, sprawców okrutnych zbrodni z niewinną ludnością i napadniętymi państwami. W imię pamięci o ofiarach i w imię wspólnej przyszłości musimy dbać o prawdę”.

„Putin celowo zaatakował przed świętami”

„Bardzo dobrze oceniam oświadczenie premiera Mateusza Morawieckiego. Stanowcza odpowiedź i gotowość do konfrontacji z Rosją na tle oceny stalinowskiego totalitaryzmu może zmniejszyć zapędy do powtórzenia ataków na Polskę przez przedstawicieli najwyższych władz Rosji. Ma to znaczenie w kontekście zbliżającej się 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau.

Mimo to spodziewam się, że Kreml poprzez agentów wpływu, media społecznościowe i dyplomację będzie dalej upowszechniać tezę, że Polska współpracowała z Hitlerem przed wojną”,

mówi OKO.press dr Łukasz Adamski, wicedyrektor Centrum Polsko Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia (CPRDiP).

„Dobrym ruchem jest pozycjonowanie się jako obrońca również narodu rosyjskiego i obywateli innych republik postsowieskich przed rewizjonizmem historycznym i jako kustosz pamięci stalinowskich ofiar. Zwracam uwagę również na to, że Putin został w nim nazwany wielokrotnym kłamcą, co wywoła jakąś reakcję Federacji Rosyjskiej, choć trudno przewidzieć czy jutro, czy już po 1 lub 7 stycznia. Putin celowo zaatakował Polskę przed najważniejszymi dla Polaków dniami w roku, a więc Świętami Bożego Narodzenia.

Sytuacja wymaga symetrycznej reakcji, dlatego władze Rosji dostały odpowiedź przed Sylwestrem, który z kolei jest ważny w zeświecczonym społeczeństwie rosyjskim i przed świętami Bożego Narodzenia obchodzonymi przez Cerkiew w styczniu”.

Czy w sprawę powinien zaangażować się prezydent? Dr Adamski: „Na poziomie dyplomatycznym możliwości zostały na razie wykorzystane. Głowa państwa jest oczywiście najważniejszym nadawcą komunikatów politycznych, ale w mojej ocenie sytuacja na razie nie wymaga odpowiedzi ze strony prezydenta. Najważniejsze to zobaczyć, jaka będzie reakcja strony rosyjskiej na oświadczenie premiera i czy Kreml wystraszy się konfrontacji z Polską.

Na Zachodzie ataki Putina nie spotkały się ze zrozumieniem, co było widać np. w prasie niemieckiej.

Polskę wsparł też lider europejskich liberałów Guy Verhofdtadt, który przecież nie pała sympatią do obecnego rządu. Spodziewam się, że dalej będzie można liczyć na solidarność świata.

Stanowisko premiera i wezwanie do MSZ rosyjskiego ambasadora, skądinąd neostalinisty z przekonań, pokazuje, że odpowiedź Polski była zdecydowana”.

Zaprzeczenie dorobku Gorbaczowa

21 grudnia stanowisko zajęło Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Resort przypomniał, że stalinowska propaganda, do której nawiązuje Władimir Putin, spotkała się z potępieniem jeszcze w Związku Radzieckim, bo skrytykował ją przecież Nikita Chruszczow. W oświadczeniu ministerstwo wyraziło też przekonanie, że należy wznowić prace Grupy ds. Trudnych:

„Słowa prezydenta Federacji Rosyjskiej są zaprzepaszczeniem wspólnej pracy polskich i rosyjskich ekspertów, ale także dorobku jego poprzedników – Michaiła Gorbaczowa i Borysa Jelcyna, którzy mimo trudności starali się szukać drogi prawdy i pojednania w stosunkach polsko-rosyjskich.

Rzetelne i krytyczne spojrzenie na historię, w miejsce propagandy, pozwoliłoby też oddać hołd milionom ofiar stalinowskich represji, także po stronie rosyjskiej”.

Sześć dni później MSZ wezwało ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa. „W trakcie rozmowy przekazano w imieniu polskich władz stanowczy sprzeciw wobec insynuacji historycznych, których dopuścili się kilkukrotnie  w ciągu ostatnich dni przedstawiciele najwyższych władz federacji Rosyjskiej, w tym w szczególności Władimir Putin, jak również przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin”, tak wiceminister Marcin Przydacz relacjonował przebieg piątkowego spotkania w rozmowie z PAP.

Przydacz powtórzył, że w sposób „świadomy i agresywny” do rosyjskiej narracji historycznej włącza się elementy stalinowskiej propagandy. Stoi to

„w rażącej sprzeczności ze zobowiązaniami międzynarodowymi Federacji Rosyjskiej, a także są szyderstwem z milinów ofiar stalinowskiego totalitaryzmu, którego ofiarą był też naród rosyjski”.

O ile spotkanie w resorcie, które prowadził dyrektor departamentu wschodniego Jan Hofmokl, Andriejew ocenił jako trudne, ale przebiegające w atmosferze uprzejmości, to rozmowę ministra Przydacza z PAP uznał za afront. „Gazeta Wyborcza” odnotowała jego wypowiedź dla agencji TASS. Rosyjski dyplomata powiedział, że Przydacz nie brał udziału w spotkaniu i gdyby w jego trakcie wyraził to, co w wywiadzie dla PAP, stanowczo zaprotestowałby, bo to „bezpodstawne i obraźliwe słowa” o jego kraju i prezydencie.

Minister Przydacz odpowiedział następnego dnia na Twitterze, zarówno w języku polskim, jak i angielskim:

„Gotowi jesteśmy tłumaczyć rosyjskim dyplomatom prawdę historyczną tak długo, jak będzie trzeba. Do czasu, kiedy pogodzą się z tym, że świat nie zapomni paktu Ribbentrop-Mołotow i parady sowiecko-hitlerowskiej w Brześciu”.

Kidawa-Błońska krytykuje Dudę, Tusk apeluje o jedność

29 grudnia oświadczenie – omówione na wstępie – wydał Mateusz Morawiecki. Oceny reakcji polskiego rządu na wypowiedzi rosyjskiego prezydenta są podzielone. „Słowa Putina wobec Polski są niegodne i fałszywe. Braku reakcji prezydenta nie można zaakceptować. Chaotyczne działania MSZ pokazują słabość polityki zagranicznej tej ekipy” – napisał na Twitterze krótko po zajęciu stanowiska przez premiera lider PO Grzegorz Schetyna.

Szef partii jest jednomyślny z jej kandydatką w wyborach prezydenckich, Małgorzatą Kidawą-Błońską, która również na Twitterze zarzuciła Andrzejowi Dudzie brak reakcji: „W ostatnich dniach jesteśmy świadkami rosyjskiej ofensywy propagandowej, która szkaluje Polskę i próbuje zmienić Jej rolę w historii. Ze zdumieniem obserwuję bierność i bezradność rządu.

Wzywam prezydenta Andrzeja Dudę do podjęcia pilnych działań. Gdzie Pan jest Panie Prezydencie?”.

W innym tonie niż Grzegorz Schetyna i Małgorzata Kidawa-Błońska wypowiedział się wcześniej Donald Tusk: „Wobec bezczelnych kłamstw prezydenta Putina i rosyjskiej propagandy potrzebne jest wspólne stanowisko polskich władz i opozycji. Tu nie ma miejsca i czasu na wewnętrzny spór”.

Rzecznik Andrzeja Dudy w „Kawie na ławę” ocenił, że gdyby prezydent zareagował na słowa Putina, zrobiłby dokładnie to, czego oczekuje Kreml.

Na antenie Polskiego Radia szef gabinetu prezydenta RP Krzysztof Szczerski podkreślał, że treść oświadczenia wydanego przez premiera Mateusza Morawieckiego była konsultowana z Andrzejem Dudą. Dodał, że prezes rady ministrów i głowa państwa są w stałym kontakcie, a na piątkowej naradzie podjęto decyzję, by nie nadawać sprawie najwyższej politycznej rangi: „Zobaczymy, jaka będzie reakcja Rosji na to oświadczenie. Jest możliwe, że w dalszym kroku prezydent, czyli głowa polskiego państwa, zabierze głos. Mamy jednak nadzieję, że sprawa ze strony rosyjskiej zostanie zreinterpretowana i nie będzie konieczności, by przeszła ona na poziom prezydenta Polski”.

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

Sąd Najwyższy opublikował ponad 40-stronicową opinię do projektu ustawy, która ma wprowadzić zmiany w ustroju sądów powszechnych oraz SN. Pierwsza Prezes SN, prof. Małgorzata Gersdorf wyraziła w nim dezaprobatę dla proponowanych zmian. Zdaniem wnioskodawców projekt ma przeciwdziałać „anarchii” w wymiarze sprawiedliwości, jednak zdaniem SN, w dłuższej perspektywie może on prowadzić nawet do polexitu. Opinia została złożona wczoraj w kancelarii Sejmu. jej treść dziś pojawiła się dziś w serwisie internetowym SN.

SN w swojej opinii stwierdza, że „skutki, do których wywołania dąży Projektodawca, pozostają w sprzeczności z zasadą pierwszeństwa prawa Unii Europejskim nad prawem krajowym”. Poza tym, według niego, projektodawca proponowanymi przepisami chce wymusić na sędziach niestosowanie prawa Unii Europejskiej w zakresie, który wynika między innymi z listopadowego wyroku TSUE, dotyczącego organizacji pracy w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Może to, z dużym prawdopodobieństwem prowadzić do wszczęcia przez instytucje UE procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów, a w…

View original post 2 648 słów więcej

 

Wg klechów człowiek nie pochodzi od małpy

Kmicic z chesterfieldem

Pieniądze z Polskiej Fundacji Narodowej szły m.in. na przeloty i zakwaterowanie Edmunda Jannigera, byłego doradcy szefa MON Antoniego Macierewicza. OKO.press przypomina inne przypadki hojności Fundacji, a było ich wiele

Nowe fakty w sprawie PFN odkrył Andrzej Stankiewicz z Onetu.

„Za przelot do USA i zakwaterowanie Jannigera PFN zapłaciła w maju (2019 r.) 6 tys. 284 dolary, czyli niemal 25 tys. zł. Hotel kosztował ponad tysiąc dolarów (niemal 4 tys. zł), a bilet lotniczy — 5 tys. 280 dolarów (ponad 20 tys. zł)” – pisze Onet.

Według prawników wynajętych przez Jannigera, młody człowiek towarzyszył wówczas Macierewiczowi na konferencji: „Polska i USA w obronie wolności: od pokonania komunizmu do zachowania suwerenności narodowej”.

Problem w tym – jak wskazuje w Onecie Stankiewicz – że w maju br. Macierewicz od dawna nie był już ministrem.

„Nie wiadomo więc, czemu na wyjazd do USA zabrał na koszt PFN osobę towarzyszącą. Trudno też mówić o…

View original post 4 483 słowa więcej

 

Sejm śmierdzi jak zgniła głowa Kaczyńskiego. Klaudia Jachira wietrzy ten burdel

Posłanka Klaudia Jachira poskarżyła się na administrację Sejmu/polityków rządzących odpowiedzialną/nych za poinformowanie polityków na temat programu dnia, który zainauguruje nowy parlament – 12 listopada.

Kilka dnia temu Jachira opublikowała post w mediach społecznościowych:

Dostałam SMS-a: Marszałek Senior Sejmu IX kadencji informuje, że Prezydent RP zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu RP IX kadencji na dzień 12 listopada 2019 r.

W sumie to tyle wiedziałam z mediów od jakichś 3 tyg… Do tej pory nie otrzymałam żadnego porządku ani harmonogramu obrad. Nawet jak wysłałam mail z prośbą o informację, to zero odpowiedzi… Szczerze mówiąc, szybciej znałam nowy plan lekcji w szkole i to przed erą powszechnego Internetu. To zwykły brak organizacji czy celowe działanie? Bo nie wiem, na co się szykować: mam brać śpiwór, zapas kanapek… Może paszport? Jakie plany ma Marszałek Senior? Bo wyobraźni to mu chyba przez ostatnie 10 lat nie brakowało – ukłony dla ekspertów z Podkomisji Smoleńskiej. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie… Jakoś to będzie”.

Nie minęły dwa dni jak posłanka Koalicji Obywatelskiej poinformowała o kolejnej wiadomości, jaką otrzymała od administracji sejmowej.

Kochani, jaka ja byłam głupia! Już wiem co jest dużo ważniejsze od jakiegoś tam harmonogramu czy porządku obrad pierwszego posiedzenia Sejmu! Tak, nadal nie dostałam takowego, ale otrzymałam za to dużo ważniejsza wiadomość:

W dniu pierwszego posiedzenia Sejmu i Senatu nowej kadencji (wtorek, 12 listopada br.) serdecznie zapraszam Państwa Posłów i Senatorów na Msze Świętą, która zostanie odprawiona o godz. 8.30 w kaplicy sejmowej (Nowy Dom Poselski). ks. Piotr Burgoński. Duszpasterz Parlamentarzystów RP

To ja już wiem, czym się ta większość sejmowa tak naprawdę zajmuje! Nic to, że psują prawo, ograniczają demokrację, niszczą sądy, ważne, by się pomodlić! Jak to możliwe, że nie potrafią ustalić planu posiedzenia, a potrafią zaplanować mszę? I dlaczego w świeckim parlamencie jest coś takiego? Jeżeli ktoś czuje potrzebę przed posiedzeniem pójść na mszę, to naprawdę kościołów w Warszawie nie brakuje. I uprzejmie informuję, że ja nie wyrażałam zgody na to, by otrzymywać wiadomości od Piotra Burgońskiego”.

Reakcje internautów:

Ogłoszenie planu prac sejmu ogłosi ksiądz. To takie nowum w nowo wybranym sejmie”.

Proszę się nigdy nie zmieniać, proszę tępić kuriozalne zwyczaje, proszę im utrudniać życie i nie dać się złamać. Tacy jak Pani są tam potrzebni! Będzie trudno i czeka Panią niejedna nieprzyjemność … życzę dużo siły”.

Jak się tak rozpędzą, to Rydzyk będzie otwierał posiedzenia sejmu !!!”.

Wiara na pokaz, nie jest wiarą”.

Szczecinianie protestują przeciwko decyzji szczecińskich radnych o przekazaniu Kościołowi gruntów pod budowę kościoła, w cenie – ZALEDWIE 0,3 proc. ICH WARTOŚCI.

– Przedstawiciel mieszkańców protestujących przeciwko bezprzetargowemu przekazaniu Kościołowi za ułamek wartości świetnie położonej działki na os. Nad Rudzianką w Szczecinie złożył w urzędzie miasta wniosek o niewydanie pozwolenia na budowę – poinformowała redakcja Gazety Wyborczej Szczecin.

Mieszańcy nie chcą, aby Kościół wybudował na przekazanych gruntach kolejny kościół w okolicy, ponieważ widzieliby tam bardziej przydany obiekt tj. żłobek, park czy przedszkole.

Komentarz Przemysława Słowika (radny Szczecina)

Pięć kościołów w promieniu 3 km. Wygląda na to, że w Szczecinie idziemy na rekord Polski w ilości kościołów na kilometr kwadratowy. Na komisji ds. Budownictwa i Mieszkalnictwa został pozytywnie zaopiniowany wykaz dotyczący nieruchomości na osiedlu Bukowe-Klęskowo, zgodnie z którym działka o powierzchni 6 tys. metrów kwadratowych może zostać przekazana na 30 lat w dzierżawę dla kościoła. Działka mieści się u zbiegu ul. Gwarnej i Romantycznej (czerwony kwadrat na mapce).

Oczywiście wszystko na preferencyjnych warunkach, gdzie wysokość dzierżawy to będzie 0,3% wartości rynkowej prawa własności. Przeczytajcie jeszcze raz – 0,3% wartości! Czyli praktycznie za symboliczną złotówkę, kościół dostanie teren miasta.

Na osiedlu Bukowe-Klęskowo są już dwa kościoły. Kolejny jest na sąsiednim Majowym i jeszcze jeden na osiedlu Kijewo. Jak widać, cztery kościoły to za mało. Trzeba postawić piąty?

Chciałbym poznać przede wszystkim wartość rynkową tej działki i nie przekonuje mnie tłumaczenie, że w planie zagospodarowania zapisano cele sakralne, więc działka nie podlega wycenie rynkowej. Plan można zmienić, a wartość działki idzie zapewne w miliony złotych. Kolejne miliony, które mamy przekazać dla kościoła.

Nie zgadzam się na takie dysponowanie publicznym majątkiem. Szczególnie, że mamy inicjatywę mieszkańców, która chce ten teren zagospodarować pod cele rekreacyjno-sportowe. Zebrali ponad 1000 podpisów sprzeciwiających się stawianiu kościoła w tym miejscu.

Na komisji była nas czwórka. Czwórka, która sprzeciwiła się przekazywaniu ziemi pod cele sakralne. Marcin Biskupski – Radny Miasta z Prawobrzeża, Dominika Jackowski, Łukasz Kadłubowski.

Poniżej informacja pokazująca jak głosowali szczecińscy radni.

Reakcje internautów:

Od wielu lat bywam w Szwecji. Często. Zwykle w wielkim Sztokholmie, Uppsali, ale też w Skåne. Nie spotkałem się z obiektem sakralnym Kościoła Szwedzkiego, który miałby mniej niż sto lat. Te nieliczne nowe to kościoły katolickie, zielonoświątkowców czy meczety – budowane na potrzeby imigrantów. Znamy przypadki, z Holandii, Niemiec, nadawania opustoszałym kościołom nowych, świeckich funkcji”.

Seminaria duchowne stoją puste- brak chętnych. A księża budują i budują. Chyba z rozpędu”.

Kościoły to prywatne instytucje. Kościół katolicki jest bardzo bogatą organizacją w Polsce. Z logicznego punktu widzenia nic nie oferuje obywatelom. Dlaczego ma dostawać jakieś zniżki?”.

Wara wam od tej ziemi. Podpisuję się dwoma rękoma pod inicjatywą mieszkańców. Kościół NIE!!! Tereny zielone i rekreacyjne TAK !!!”.

PISowcy kupując głosy za 500+, za naszą kasę, „myślą” że da się kupić do Senatu kogoś z opozycji na lepszy „stołek” by mieli większość. Już dziady nawet z tym się nie kryją, czysta korupcja i qre…two w postaci tych przestępców przy korycie! Jak wam nie wstyd @pisorgpl?

Kmicic z chesterfieldem

„Kryzys polityczny wywołany rządami PiS jest tak wielki, że należy wszystko zrobić, by nie pozwolić tej partii niszczyć przez kolejne cztery lata ładu ustrojowego i praworządności. Kandydatem powinien być więc ktoś, kto w sposób wiarygodny, autentyczny, z przekonaniem, będzie budował poparcie ponad połowy Polaków” – powiedział Donald Tusk w rozmowie z Jurkiem Kuczkiewiczem z „Le Soir”. Wywiad publikuje „Gazeta Wyborcza”.

Tusk podkreślił, że jego bardzo wyraziste poglądy „nie są poglądami większościowymi w Polsce”. – „Poczynając od nieodpowiedzialnej polityki finansowej. Pomijam 500 plus, nikt już tego nie odbierze. Ale jak wiadomo, rząd PiS na tym nie poprzestał. I widać wyraźnie, że – na sposób południowoamerykański – on połączył to, co jest przyjemne, łatwe i atrakcyjne w lewicowej i prawicowej polityce. Wiadomo, że to się musi skończyć dramatem” – powiedział.

 „Dzisiaj mój pogląd nie jest dominujący” – przyznał Tusk, ale dodał: – „Przy czym jestem przekonany do swoich racji, będę ich bronił…

View original post 1 848 słów więcej

 

Religia w szkole jak z Mrożka

Wiele takich sygnałów trafia do Fundacji „Wolność od religii”. Przykład? XXIV LO im. Jana Pawła II w Krakowie, w którym w jednej z klas pierwszych na religię nie chodzi większość uczniów, ale muszą siedzieć w sali w trakcie jej trwania, bo. szkoła nie ma im nic innego do zaproponowania. A religia jest w środku zajęć

Mama uczennicy tego liceum, pani Katarzyna nie kryje, że sytuacja jest absurdalna. – Większa część klasy nie uczestniczy w zajęciach z religii, ale musi być obecna w sali. Opiekę nad tą częścią sprawuje ksiądz, który w tym samym czasie prowadzi lekcję – opowiada nasza rozmówczyni. Część uczniów siedzi na lekcji w słuchawkach i słucha muzyki, ale najczęściej i tak słyszy, co mówi ksiądz.

Pani Katarzyna napisała do dyrektora. W efekcie jej córka może z religii wyjść do biblioteki. Tyle tylko, że inni, formalnie nie uczestniczący w religii, dalej siedzą w sali. – Moja córka jest przewodniczącą klasy, ma wiele spraw na głowie, więc po prostu wychodzi, a klasa prawdopodobnie nawet nie wie, dlaczego i dokąd idzie – mówi pani Katarzyna.

Matce uczennicy zależało, by religia była na pierwszej lub ostatniej godzinie w planie zajęć tak, by mogła córkę z niej zwolnić. Dyrektor nie wyraził na to zgody.

„Ze względów organizacyjnych nie jesteśmy w stanie ułożyć planu lekcji dla wszystkich klas w taki sposób, aby zajęcia religii odbywały się wyłącznie na pierwszej lub ostatniej lekcji. Aby wyjść naprzeciw Pani oczekiwaniom, od najbliższej lekcji religii Pani córka będzie przebywała w bibliotece, pod opieką nauczyciela bibliotekarza” – napisał dyrektor Łukasz Karkowski.

Skargi od rodziców na porządku dziennym

O tym, że praktyka umieszczania lekcji religii w środku planu jest nagminna, dobrze wie Fundacja „Wolność od religii”, która regularnie dostaje od rodziców takie sygnały. – Trudno przypuszczać, by rodzic, który nie zapisuje dziecka na lekcje religii, życzył sobie jednocześnie, by jego dziecko w trakcie tych zajęć siedziało w sali, w której taka lekcja się odbywa i słuchało wszystkiego, o czym jest tam mowa – mówi Dorota Wójcik, prezeska fundacji.

– Mój syn jako jedyny w swojej klasie nie chodzi na religię. W tym czasie wałęsa się po korytarzu, bo biblioteka często jest zamknięta. Czasami jest też tak, że na religii jest zastępstwo np. z matematyki, syn o tym nic nie wie, nie ma go, a potem ma nieobecność. To absurd – mówi nam mama siódmoklasisty w z jednej ze szkół podstawowych w Lublinie.

Jest na to przyzwolenie władz oświatowych?

Kilka tygodni temu oficjalne, pisemne stanowisko w sprawie lekcji religii przygotował mazowiecki kurator oświaty. Z dokumentu wynika, że religia nie musi być umieszczana na pierwszej czy ostatniej godzinie w planie lekcji. Kurator zwrócił uwagę, że nauczyciele religii są pełnoprawnymi członkami rady pedagogicznej i powinni mieć ułożony swój plan lekcji tak, by móc „efektywnie wykorzystać swój czas pracy” (czyli np. bez „okienek” między zajęciami).  – Religia oraz etyka są zajęciami nieobowiązkowymi i nie można zrównywać ich statusu z zajęciami obowiązkowymi, jak np. matematyka czy biologia – mówi Dorota Wójcik.

Fundacja wysłała w tej sprawie pismo do Mazowieckiego Kuratorium Oświaty i właśnie dostała odpowiedź. Wicekurator Krzysztof Wiśniewski powtórzył to, co zostało zawarte wcześniej w oficjalnym stanowisku. „Żaden nauczyciel nie powinien korzystać z „przywilejów” innych niż pozostali nauczyciele. Obowiązek równego traktowania pracowników jest jednym z ważniejszych obowiązków dyrektora szkoły, który jako pracodawca ma obowiązek równego traktowania pracowników i przeciwdziałania dyskryminacji w zatrudnieniu. Odpowiedzialność za naruszenie wobec pracownika zasady równego traktowania ponosi pracodawca” – napisał kurator w liście do fundacji. Czyli mówiąc wprost, kurator uznaje, że gdyby religia była na pierwszej i ostatniej lekcji, to nauczyciel religii byłby dyskryminowany z tego powodu, że miałby „okienka” między poszczególnymi lekcjami.

– Wydaje mi się, że kurator nie rozumie pojęcia „dyskryminacja” i odwraca całą sytuację. Nie ma żadnego dyskryminowania nauczycieli religii w Polsce. Dyskryminowani są nauczyciele etyki i uczniowie, którzy chcą na nią chodzić. Państwo i szkoły robią wszystko, by tej etyki nie było albo jest ona organizowana w taki sposób, by zniechęcić uczniów. Mam wrażenie, że kuratorzy podejmują takie a nie inne działania, aby wpisać się w oczekiwania partii rządzącej – mówi Dorota Wójcik.

Kmicic z chesterfieldem

Partia Jarosława Kaczyńskiego boi się wyborów prezydenckich. Ale już widać, w jaki sposób będzie walczyć o drugą kadencję dla Andrzeja Dudy.

Wbrew oficjalnemu optymizmowi PiS boi się, że przegra wybory prezydenckie wiosną 2020 r. Bo w wyborach parlamentarnych opozycja zdobyła więcej głosów niż PiS, a podczas prezydenckich mobilizacja elektoratów nie osłabnie. Dla opozycji zdobycie prezydentury będzie ostatnią szansą, by powstrzymać władzę Jarosława Kaczyńskiego. Dla PiS przegrana to paraliż i demontaż autokratycznego państwa. Taka mobilizacja daje większe szanse opozycji, PiS nie przyciągnie bowiem kolejnych rzesz wyborców.

Nie pocieszają też rządzących sondaże prezydenckie. Wprawdzie większość z nich wskazuje na zwycięstwo prezydenta Dudy, ale są one przeprowadzane w warunkach, gdy nie ma jeszcze oficjalnych kontrkandydatów, a kampania dopiero się rozkręca. Duda wygrywa, bo jest na razie jedynym oczywistym kandydatem na ten urząd. Ale wygrywa ledwo, ledwo, co powinno PiS niepokoić. W 2014 r., kilka miesięcy przed wygraną Dudy, prezydent Komorowski miał w podobnych…

View original post 3 176 słów więcej

 

Rydzyk dla PiS ważniejszy niż zdrowie Polaków

Aktor Włodzimierz Matuszak na temat marnotrawienia finansów publicznych przez władzę PiS.

– Nie stawiajcie pomników. Budujcie szpitale! W mediach społecznościowych zbiórki pieniędzy dla ratowania życia ludzi pozbawionych opieki państwa. Tymczasem do Torunia płyną miliony. Nie czekajmy na milion elektrycznych samochodów, nowy polski prom, centralny port lotniczy w Baranowie i wiele innych banialuków wygłaszanych przez Mateusza Morawieckiego. Ratujmy życie ludzi, rodaków, chorych, pozbawionych nadziei, liczących tylko na pomoc współobywateli. Ile istnień ludzkich można uratować za setki milionów wysyłanych do Tadeusza Rydzyka? Pomniki możecie sobie stawiać, kiedy na nie zasłużycie. Ale priorytetem jest człowiek – wypowiada się Włodzimierz Matuszak znany najbardziej ze swojej roli proboszcza w serialu „Plebania”.

***

– Od początku rządów PiS do podmiotów związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem (fundacji, spółek i szkoły wyższej) wieloma szerokimi i węższymi strumieniami płyną publiczne pieniądze. Jak obliczyliśmy, trafiło do nich dotąd co najmniej 214,2 mln złotych – informuje redakcja oko. press.

Partia Razem: Tadeusz Rydzyk jest jedną z najbardziej wpływowych osób w Polsce. Od jego wsparcia zależą losy rządów Prawa i Sprawiedliwości. Czas skończyć z prezentami dla bogaczy. Państwo Polskie ma służyć dobru obywatelek i obywateli, a nie milionerom!

– SKOKi, miliony na nagrody, KNF, Caracale, Rydzyk, okradanie PCK, wycinanie puszczy, nawet koniom w Janowie Podlaskim nie darowali, Kaczyński do dziś nie został przesłuchany w sprawie dwóch wież – tymi sprawami prokuratura nie jest zainteresowana, odkłada je na bok – wypowada się poseł Cezary Tomczyk (Platforma Obywatelska).

W połowie sierpnia o. Tadeusz Rydzyk zaapelował do swoich sympatyków o kolejne wpłaty na jego konto.

 Pieniądze. Potrzebujemy. Starcza, ale nie na to wszystko, co chcemy. A musimy kupić samochody… – mówił redemptorysta.

– Dla ojca dyrektora 200 mln zł od rządu PiS to wciąż za mało – trzeba wyciągać rękę po wdowi grosz i oszczędności emerytów. Widzisz, a nie grzmisz… – komentuje europoseł Robert Biedroń.

Kmicic z chesterfieldem

Przed Kancelarią Premiera w Warszawie zgromadziły się tłumy. Uczestnicy demonstracji domagali się dymisji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Przynieśli czerwone kartki z hasłem „Ziobro musi odejść” i „Wolna prokuratura, wolne sądy, wolni ludzie”. Składali podpisy pod symboliczną dymisją Ziobry.

Protest zorganizowała Akcja Demokracja. – „Jest wiele powodów, że tutaj jesteśmy. Ja mam wiarę, że nasze państwo może wyglądać inaczej. Mam przekonanie, że odpowiedzialnym za to, co się dzieje, jest Ziobro” – mówiła do zebranych Weronika Paszewska, dyrektorka Akcji Demokracji.

– „To nie jest jednodniowa afera, pokazuje ona stan, w jakim jest polskie państwo. Mamy problem z nienawiścią w życiu publicznym. Zbigniew Ziobro albo wiedział, co się dzieje w jego ministerstwie, o akcji zorganizowanego hejtu albo nie wiedział, nie panował nad podwładnymi, tak więc nie nadaje się na ministra” – powiedział prof. Marcin Matczak.

„Prokuratura nie może być narzędziem w rękach władzy. My, prokuratorzy nie godzimy się, abyście wy, wolni ludzie…

View original post 713 słów więcej

 

Młodzież myśli o przyszłości, o klimacie na Ziemi, wbrew PiS. Inga Zasowska – bohaterka

Kmicic z chesterfieldem

„Powinien powstrzymać swój antysądowy temperament, bo to może odwrócić się przeciwko niemu. Od polityka wymagamy wyważenia, a jak on już nie ma co do powiedzenia na temat łamania Konstytucji przez ustawy przez niego firmowane, to nie może stale mówić o tym, że to są zbrodnie komunistyczne i to jest powód tej zmiany. To nie godzi się politykowi” – skomentowała wypowiedź Zbigniewa Ziobry Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf w RMF FM. Minister sprawiedliwości stwierdził bowiem, że dzisiejsza opinia rzecznika generalnego TSUE jest „obroną patologii w polskim sądownictwie”.

Przypomnijmy – rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w swojej opinii uznał, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego – nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej. Poza tym według rzecznika TSUE „sposób powoływania członków KRS ujawnia nieprawidłowości, które mogą zagrozić jej niezależności od organów ustawodawczych i wykonawczych”. Wyrok unijnego Trybunału spodziewany jest jesienią – najczęściej opinia wydana przez rzecznika jest zbieżna z werdyktem TSUE.

View original post 2 532 słowa więcej

 

Morawiecki: szubrawiec, czy zaprzaniec? Jak trzeba nienawidzieć Polski, aby być takim żałosnym. Jankesi to w pełni pojęli

17 kwietnia podczas dyskusji na Uniwersytecie Nowojorskim Mateusz Morawiecki porównał „reformy” rządu PiS w wymiarze sprawiedliwości do powojennych rozliczeń francuskiego reżimu kolaborującego z nazistowskimi Niemcami państwa Vichy.

Morawiecki powiedział, że „duża część tego systemu [sprawiedliwości] jest skorumpowana. Nie możemy dyskutować tutaj o jednym elemencie czy kolejnym elemencie, wybierając je z całości. Dla mnie to jest taka sytuacja, którą możemy porównać z Francją w okresie post-Vichy, kiedy Charles de Gaulle kompletnie przebudował system”.

Jego zdaniem „fakt, że sędziowie nigdy nie byli odpowiednio traktowani w przypadku naruszenia prawa, stworzył taką sytuację, że 80 do 85 procent społeczeństwa popiera nas”. – Chcą, żeby nastąpiła głęboka zmiana wymiaru sprawiedliwości — ocenił.

Jak stwierdził, Polska po 1989 roku była „krajem zdobytym” przez postkomunistów. – My zaczęliśmy robić to 25 lat temu. Szkoda, że nie zaczęliśmy robić tego pięć lat czy pięć minut po rozpoczęciu transformacji, ale sędziowie postkomunistyczni, postkomunistyczni kapitaliści i politycy postkomunistyczni, zdobyli ten kraj. Był to zdobyty kraj do pewnego stopnia – powiedział.

„Uwłacza godności piastowanego urzędu”

„Z głębokim smutkiem i nieskrywanym oburzeniem, odnoszę się do krzywdzących słów, jakie na temat wymiaru sprawiedliwości w Polsce wypowiada Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki na forum międzynarodowym” – napisała w przekazanym w środę mediom oświadczeniu pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf.

„Porównanie działań rządu wobec sądownictwa do reformy, jaką przeprowadził Charles de Gaulle wobec kolaborujących z nazistami urzędników Francji Vichy, uderza w dobre imię polskich sędziów i wizerunek polskiego wymiaru sprawiedliwości w demokratycznej Europie i na świecie. Nie znajduje też żadnego uzasadnienia w faktach historycznych” – czytamy w piśmie.

„Nieprawdziwe jest stwierdzenie Premiera, że 80-85% Polaków popiera postępowanie rządu w stosunku do sędziów. (…)” – zaznaczyła I prezes Sądu Najwyższego. „Żadne dane nie potwierdzają również skali korupcji wśród polskich sędziów, o której mówił Premier. Dlatego po raz kolejny zwracam się do Prezesa Rady Ministrów z apelem, że jeśli dysponuje informacjami lub dowodami o konkretnych przypadkach i o konkretnych sędziach, którzy w ten sposób uchybili godności zawodu, to powinien niezwłocznie udostępnić je organom ścigania” – dodała.

„Wystąpienie Premiera Morawieckiego na Uniwersytecie Nowojorskim w USA jest kolejnym, na przestrzeni ostatnich lat, wystąpieniem szefa polskiego rządu na forum międzynarodowym, w którym posługuje się on nieprawdą, manipulując skojarzeniami wzbudza nieufność do polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale też narusza autorytet sądów, które sprawują jedną z trzech władz Państwa, które reprezentuje” – podkreśliła prof. Gersdorf. „Sąd Najwyższy wielokrotnie odnosił się do tych wypowiedzi, prostował informacje nieprawdziwe i zwracał się z prośbą o zaprezentowanie konkretnych danych. Spotykało się to niestety z milczeniem i brakiem jakiejkolwiek reakcji. Bierność Premiera, w kontekście jego wypowiedzi, pozostawiam Państwa ocenie” – dodała.

„Tego typu stwierdzenia, porównywanie polskiego wymiaru sprawiedliwości do francuskiego reżimu kolaborującego z nazistowskimi Niemcami przez przedstawiciela najwyższej władzy nie tylko podważa wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej, ale też uwłacza godności piastowanego urzędu.” – oceniła prof. Małgorzata Gersdorf.

Dariusz Frach / thefad.pl

Depresja plemnika

Na Nowogrodzkiej odbyła się burza mózgów, w efekcie której prezes zlecił swoim ludziom – odpowiedzialnym za edukację – sformułowanie na piśmie propozycji dla nauczycieli. W największy skrócie oznaczają one powrót do wcześniejszej emerytury i dobrowolnego wyboru czasu pracy. Ma to w efekcie doprowadzić do „bezbolesnego” zwiększenia pensum.

Punktem wyjścia w tym planie jest zwiększenie czasu pracy – nawet do 24 godzin tygodniowo. Jednocześnie, na rok lub dwa, proponuje się przywrócenie w Karcie Nauczyciela przepisu, który pozwoliłby nauczycielom odejść na wcześniejszą emeryturę po 30 latach pracy, w tym 20 lat w oświacie (z tzw. kredą), niezależnie od wieku. Eksperci z PiS szacują, że z takiego rozwiązania mogłoby skorzystać ok. 100 tys. nauczycieli.

Autorzy PiSowskiej oferty, nie są nieświadomi faktu, że jeśli nauczyciele skorzystaliby z niej, to najczęściej odchodziliby ci najbardziej doświadczeni, a więc najlepiej zarabiający. Lukę po nich można by było wypełnić młodymi pedagogami wchodzącymi do zawodu oraz tymi którzy zdecydowaliby się…

View original post 861 słów więcej

 

Czas na manipulacje przy ordynacji wyborczej

Za kilka dni wkroczymy w rok wyborczy, więc PiS nie zasypia gruszek popiele i przymierza się do niebezpiecznego mieszania w ordynacji wyborczej… Pretekst jest, bo jak informuje PKW w pięciu okręgach wyborczych liczbę wybieranych posłów należy zmniejszyć o jeden. W pięciu innych okręgach należy dodać po jednym mandacie. Zmiany wynikają z ruchów demograficznych, więc PKW już precyzuje, w których okręgach i o ile liczbę wybieranych posłów należy skorygować. Mało tego :

„PKW jednocześnie przypomina, że stosownie do art. 203 ust. 3 kodeksu wyborczego Sejm dokonuje zmian w podziale na okręgi wyborcze /…/termin dokonania zmian w podziale na okręgi wyborcze upływa 14 maja 2019 roku” – informuje PKW w piśmie do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Zdaniem ekspertów realizacja podobnych pomysłów może mieć wpływ na polityczne szanse poszczególnych ugrupowań. Socjolog polityki Jarosław Flis –ocenia, że podobne korekty w przypadku Sejmu są rutyną, choć tej zasady nie dochowano w poprzednich wyborach. „W efekcie PO straciła, trochę przypadkowo, trzy mandaty” – przypomina. I zwraca uwagę, że PKW mówi tym razem o korektach po jednym mandacie w jedną lub w drugą stronę, więc trudno przewidzieć, kto na tym zyska, a kto nie. „Jest pewnym kuriozum, że Sejm może zastosować reguły kodeksu wyborczego i zatwierdzić wyliczenia PKW lub nie, tzn. nie dokonać korekty” – dodaje ekspert.

Inna jest sprawa z okręgami wyborczymi do Senatu. „Tam za każdym razem trzeba rysować granice okręgów. Do tej pory największa partia w Sejmie zwyciężała w Senacie, ale to się może kiedyś skończyć. Dziś też nie jest to oczywiste. Dlatego podział na okręgi senackie jest delikatniejszą materią” – zwraca uwagę Flis.

„Sytuacja ta nie narusza wprawdzie art. 261 ust. 2 kodeksu wyborczego, lecz budzi wątpliwości” – zauważa z kolei PKW, a na poparcie takiego stanowiska przykłady daje Jarosław Flis i wymienia „dziwactwa” jakie towarzyszyły w minionych wyborach w niektórych okręgach na  Śląsku.

Pismo z PKW w tej sprawie trafiło już nie tylko do prezydium Sejmu, a także do sejmowej komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa wyborczego.

Prezydium komisji wciąż zastanawia się, czy zmiany będą proponowane Sejmowi, a wiceszef tej komisji Marcin Horała (PiS)  obawia się zarzutu iż partia rządząca miesza przed wyborami i nie bez przyczyny …

Już teraz w opinii wiceszefa komisji z PO Mariusza Witczaka: „PiS nie pracuje nad ordynacją wyborczą, tylko się do niej włamuje. Istnieje ryzyko, że zmiany będą służyły PiS, a nie obywatelom.” – ocenia parlamentarzysta.

Depresja plemnika

Zjednoczona Prawica nie przeczuwała, że przejęcie sądów będzie tak trudne. Myślała, że jeśli obrzydzi sędziów społeczeństwu, jeśli pokaże jako „nadzwyczajną kastę”, zepsutą elitę, która wykorzystuje immunitet, by bezkarnie kraść w sklepach kiełbasę, to wówczas nikt nie stanie ani w ich obronie, ani w obronie sądów. A jeśli jeszcze przy tym spowoduje się zamęt w sądownictwie, postrąca prezesów, zrobi przeciąg w KRS i czystkę w SN, a więc puści się w ruch karuzelę atrakcyjnych stanowisk, to i sami sędziowie zaczną podstawiać sobie nogi, żeby tylko zająć miejsce na karuzeli. Plan wydawał się dobrze ułożony, tyle że się posypał. Ani ludzie nie dali się nakarmić propagandową papą i nie poparli tak zwanej reformy wymiaru sprawiedliwości. Ani sędziowie nie okazali się tak pazerni…

View original post 1 689 słów więcej

 

TV Republika upada. Tak kończą gadzinówki

Pracownikom Republiki wciąż nie przelano pensji za listopad. Jeszcze kilka dni temu niektórzy nie dostali wynagrodzenia za październik. Miesięczne opóźnienia z wypłatą to norma – twierdzą dwie pracownice telewizji Republika, z którymi rozmawiali dziennikarze „Gazety Wyborczej”. Aż 30 pracowników wysłało list w sprawie sytuacji w stacji. – „W Republice panuje stan oblężenia. Kierownictwo poszukuje w szeregach niemieckich i rosyjskich szpiegów oraz zakamuflowanych działaczy Platformy Obywatelskiej. Oglądalność nieustannie spada. W listopadzie wyniosła 0,03 proc. Jest o 40 proc. mniej niż przed rokiem. To wina kierownictwa stacji. Produkujemy długie i nudne audycje, których nikt nie chce oglądać” – piszą w nim.

„Dzień pracy zwykle zaczynam od pytania koleżanek i kolegów, czy już coś im przelali. Bo jak dostali to może i ja dostanę zaraz po nich” – mówi „Gazecie Wyborczej” jedna z dziennikarek telewizji Republika, zastrzegając anonimowość. Gdy pod koniec listopada GW po raz pierwszy rozmawiała z dwiema pracownicami Republiki, nie dostawały pensji od kilku miesięcy. Jak twierdzą, załoga stacji dzieli się na „rodzinę”, czyli grupę prawicowych celebrytów, m.in. Tomasza Sakiewicza, Tomasza Terlikowskiego (naczelny stacji), Dorotę Kanię (zastępczyni naczelnego), dziennikarkę Katarzynę Gójską-Hejke, i na „wyrobników”. – „Wyrobnicy pracują na kredyt. Rodzina pieniądze dostaje na czas. Najgorzej mają techniczni, którzy w hierarchii ważności są ostatni” – opowiada sfrustrowana pracowniczka. Przypomnijmy: telewizja zaczęła nadawać w 2013 r., jako wspólna inicjatywa grupy dziennikarzy ze środowisk konserwatywnych i wspierających PiS. Puszczana w telewizjach kablowych rozwijała się nieźle do wyborów 2015 r., lecz po wygranej PiS paradoksalnie jej najzdolniejsi dziennikarze i pracownicy techniczni przeszli do telewizji publicznej. Dziś jest opanowana przez środowisko „Polskiej” oraz jej klubów. Stałe programy mają w niej Antoni Macierewicz, Jerzy Targalski, Ewa Stankiewicz, czyli prawicowy beton – wyznawcy teorii spisku smoleńskiego i tropiciele agentów – czytamy w portalu.

Pod koniec listopada 30 szeregowych pracowników zdecydowało się napisać list do zarządu telewizji. „W ten wyjątkowy czas, gdy zasiadają państwo przy wigilijnym stole, prosimy na chwilę wspomnieć o nas, pracownikach telewizji Republika, którzy od kilku miesięcy nie dostali wynagrodzenia za swoją pracę. Dla nas to nie będzie wesoły czas. Z podobnymi sytuacjami mamy do czynienia co miesiąc, ale w okresie świątecznym są one szczególnie przykre” – przytacza treść pisma ”Wyborcza”. „Z szacunku dla naszych widzów nie chcielibyśmy blokować procesu produkcji i nadawania programu, więc prosimy o niezmuszanie nas do drastycznej formy protestu. Ufamy, że dyrekcja telewizji Republika zaprzestanie zastraszania i szykanowania pracowników” – apelują jego twórcy. Kopia listu trafiła do premiera, prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu.

Tymczasem  Tomasz Sakiewicz zaprzecza informacjom, podawanym przez jego pracowników. Poproszony przez „GW” o komentarz, wysyła smsa. „Ktoś was wprowadza w błąd. Obecnie nasza sytuacja jest dobra. To [że nie płacę] to jakaś bzdura. W tej chwili regulujemy swoje płatności wobec pracowników” – przytacza jego treść dziennik. Listu pracowników Sakiewicz komentować nie chce, bo „pierwszy raz o nim słyszy”. Zapewnia też, że w Republice nie ma zastraszania. Na koniec przysyła kolejnego SMS-a: „Proszę wskazać, komu pana zdaniem nie zapłaciliśmy” – czytamy w portalu GW.

Depresja plemnika

Dziennikarz Tomasz Sekielski od kilku miesięcy pracuje nad filmem dokumentalnym poruszającym tematykę pedofilii w Kościele. Choć wsparcia finansowego odmówiły mu największe polskie stacje telewizyjne, udało mu się zebrać potrzebną sumę dzięki zbiórce na platformie Patronite. Praca nad filmem nie jest jednak łatwa – bohaterowie filmu są zastraszani, nagrania utrudnia także policja.

– Kolejny dowód na to, że Kościół wiele mówi o sprawie pedofilii, a niewiele w tej sprawie robi. Wyobraźcie sobie księdza, który został prawomocnie skazany, który dostał zakaz zbliżania się do dzieci, któremu sąd zakazał nauczania religii. I ten oto ksiądz odprawia rekolekcje z naukami dla dzieci. Mamy to nagrane i zobaczycie to w naszym filmie – opowiadał Sekielski w dopiero co opublikowanym na Facebooku klipie.

O projekcie Sekielskiego głośno jest niemal od roku, kiedy dziennikarz poinformował, również na swoim Facebooku, że planuje nagranie filmu dokumentalnego o pedofilii w polskim Kościele. – To nie będzie film antykościelny ani…

View original post 5 567 słów więcej

 

Post Navigation