Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Marek Chmaj”

Policja jak milicja. PiS to PRL bis

W ubiegłym tygodniu polscy przedsiębiorcy rozpoczęli protest domagając się jak najszybszego „odmrożenia gospodarki” i przede wszystkim wsparcia ze strony rządu.

Wielu z protestujących zostało przez pandemię pozbawionych środków do życia, a rządowe tarcze antykryzysowe o wiele lepiej wyglądają podczas propagandowych wystąpień członków rządu niż w praktyce.

Trudno się więc dziwić przedsiębiorcom, że wyszli na ulice, gdy każdy kolejny dzień postoju jest dla nich walką o być albo nie być. Ich protest został jednak uznany za nielegalne zgromadzenie, a policja zatrzymała kilkadziesiąt osób, którym zostaną postawione zarzuty za lekceważenie przepisów o stanie epidemii i bandytyzm.

„Część protestujących zachowywało się agresywnie wobec funkcjonariuszy. Uszkodzono też dwa radiowozy – w jednym przebito oponę, w drugim wgięto karoserię” – komentuje Mariusz Mrozek z komendy stołecznej.

Jednocześnie na stronie Komendy Rejonowej Policji w Warszawie umieszczono zdjęcia mężczyzny uczestniczącego w proteście. „Każdy z Państwa, kto rozpoznaje tego mężczyznę proszony jest o kontakt osobisty lub telefoniczny z policjantami z Komendy Rejonowej Policji przy ulicy Wilczej 21″ – można przeczytać na stronie internetowej policji.

Kmicic z chesterfieldem

10 maja. Ponoć dzień wyborów. Ale nie ma ich. Tak zarządzają krajem politycy PiS, a w zasadzie „szeregowy poseł” Jarosław Kaczyński.

Zdemolowali kraj, zrobili z naszej ojczyzny burdel.

Konstytucja dla Kaczyńskiego to Prostytuta. Pisałem, że wyborów 10 maja nie będzie od początku epidemii koronawirusa. Nie mieli żadnego pomysłu, bo wybory kopertowe to wyższa szkoła jazdy, mogą się tylko odbyć w świetnie zarządzanym kraju, jak Niemcy.

Polska nigdy nie dostąpi poziomu Niemiec, ani jako światłe społeczeństwo, ani administracyjnie (najlepsza administracja na świecie), ani bogactwem, nasz zachodni sąsiad zawsze znajdzie się w ścisłej światowej czołówce, nawet gdyby rozpadła się Unia Europejska.

Wydawało się, że Polacy czegoś się nauczyli, dopóki nie pozwolili rządzić PiS.

Polak nie jest mądry po szkodzie, bo Kaczyński, Duda, Morawiecki i cała ta mafia winni już dawno być wywiezieni na taczkach i bynajmniej nie na śmietnik historii, ale do ich środowiska – szamba.

Pół Polski postawione na nogi, politycy…

View original post 535 słów więcej

Bezlitośnie zakłamany Duda w kwestii Konstytucji

Prezydent Duda w ostatnich 5 latach nie raz naruszał Konstytucję, ale teraz udaje, że kurczowo się jej trzyma. Zapomina, że Konstytucja w sytuacji pandemii wymaga wprowadzenia stanu klęski żywiołowej i fałszywie używa art. 131, twierdząc, że opóźnienie wyborów oznaczałoby zerwanie ciągłości władzy. Przy okazji robi sobie kampanię. Publiczne radio pomaga.

Więcej o konstytucyjnym zakłamaniu Dudy >>>

Więcej o psychopacie K. >>>

Kmicic z chesterfieldem

Rząd Morawieckiego świadomie dąży do konfliktu z Unią Europejską.

PiS jest nastawiony przeciw UE, bo ta nie zgadza się na bezprawie i wartości niedemokratyczne. Liczy też na to, że Unia się wywróci choćby przy pomocy koronawirusa.

Mamy rząd autorytarny, wykorzystujący zamieszanie z zarazą, bo wie, że protestów społecznych nie będzie.

Wyrok TSUE może być tylko jeden, Izba Dyscyplinarna SN nie mieści się w standardach zachodnich, a tym samym Polska rządzona przez PiS nie nadaje się do tej cywilizacji.

To od nas zależy, czy zgodzimy się na zamordyzm, czy zgodzimy się na degradację naszego życia i ojczyzny.

Partia Kaczyńskiego i rząd tej formacji, rząd Morawieckiego, jest w istocie antypolski, to wróg naszego państwa i naszego życia, który zainstalował się u koryta.

Czy musimy czekać na upadek Polski, aby dać kopa Morawieckiemu i Kaczyńskiemu, przegnać ich z kraju, jako banitów?

Pytanie retoryczne.

Andrzej Duda zaś winien ciągle być na walizkach. Jest nie…

View original post 684 słowa więcej

 

Donald Tusk obnaża pisowską obłudę

W tej chwili mamy w Polsce 205 zakażonych i 5 zmarłych.

Nie brakuje przy tym spekulacji, że te liczby w rzeczywistości mogą być wyższe. Służby nie są jednak tego w stanie zweryfikować ze względu na słaby dostęp do testów na obecność zabójczego wirusa. Zdaniem Tuska testy są o wiele bardziej dostępne dla ludzi władzy niż dla przeciętnych i niezwiązanych z rządem obywateli.

Łatwiejszy i szybszy dostęp do testów dla ludzi władzy niż dla chorych i lekarzy to oblany test z przyzwoitości i demokracji” – napisał na Twitterze były premier.

Tusk uderzył w ten sposób w ministra Michała Wosia, który oskarżany jest o to, że swój test otrzymał „po znajomości”.

To zresztą nie pierwsza opinia przewodniczącego EPL na temat plagi koronawirusa. „Rząd stwierdził, że przed koronawirusem uchronić nas mogą tylko czyste ręce. PiS może tego nie przetrwać” – pisał jeszcze w ubiegłym miesiącu.

Polityk zwrócił również uwagę na problem zwierząt domowych, które coraz częściej są porzucone przez swoich ogarniętych strachem właścicieli.

Wasze psy i koty nie zakażają wirusem” – poinformował w mediach społecznościowych.

Więcej o Poznaniu >>>

O tym, jak wygląda kwarantanna >>>

Kmicic z chesterfieldem

Koronawirus służy PiS-owi, aby koronę prezydenta włożyć na głowę wirusa Dudy.

Metafora nie najlepsza, lecz partia Kaczyńskiego to kit. Tylko to potrafią.

Merkel rzuciła 550 mld euro na ratowanie gospodarki. Macron 345 mld euro na to samo. Duda 2 mld złotych na ratowanie TVPiS.

O koronawirusie wiemy wciąż mało, więc walczymy z nim trochę na oślep. Korea Południowa chce wykryć i odizolować wszystkich nosicieli poprzez jak najszersze testy, wywiad epidemiologiczny i kwarantannę. Z danych wynika, że ich podejście jest skuteczne.

Więcej >>>

Sytuacja z dnia na dzień staje się coraz gorsza. Musimy sobie uświadomić, że chorych z wirusem będzie przybywać. Jak w takiej sytuacji prowadzić nie tylko kampanię wyborczą – to już dziś jest prawie niemożliwe – a potem jak przygotować wybory? – mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista. – Po to mamy konstytucję, która wprowadza stany nadzwyczajne. Kandydaci mają nawet problem z zebraniem 100 tys. podpisów, bo ludzie boją się…

View original post 60 słów więcej

Kołtun Elżbieta Witek

Kmicic z chesterfieldem

Wchodzimy w decydujące momenty dla naszego kraju. Albo demokracja w Polsce powróci do obowiązujących standardów w Unii Europejskiej, albo nastąpi to, co najgorsze – Polexit, a w jakiejś perspektywie utrata niepodległości.

PiS zniszczył nam ojczyznę, jest jednak ona do odbudowania, myślę o prestiżu i godnym miejscu w Europie.

Skierowanie przez Komisję Europejska do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu o zastosowanie  wstrzymania w Polsce działania ustaw sądowniczych, które są kagańcem na wolność władzy sądowniczej, są radykalnym krokiem Brukseli.

Sytuacją mamy albo-albo. Albo demokracja, albo autokracja.

„Komisja zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości UE o zarządzenie środka tymczasowego ws. reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – ogłosiła KE po spotkaniu komisarzy 14 stycznia. Środkiem ma być zawieszenie funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej SN. „Jeśli TSUE się zgodzi, postępowania w Izbie powinny zostać wstrzymane” – tłumaczy dr hab. Piotr Bogdanowicz z UW.

„Kolegium komisarzy dało zielone światło służbom prawnym Komisji, by wnioskowały do TSUE o zarządzenie tzw. środka…

View original post 558 słów więcej

 

Pedofilia w kościele. Czy ktoś o tym pamięta?

Stanisław Tym na temat bieżących wydarzeń społeczno-politycznych.

Cały felieton >>>

Wywiad z Lew-Starowiczem >>>

Kmicic z chesterfieldem

To oczywiste, że kalendarz spotkań agentów nie może być jawny” – złośliwie komentują internauci decyzję Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nie zgodził się na ujawnienie terminarza spotkań prezes TK Julii Przyłębskiej.

Gdy wyszło na jaw, że kierownictwo TK przyjmuje polityków PiS, walcząca o dostęp do informacji publicznej Sieć Obywatelska Watchdog zapytała Trybunał Konstytucyjny o kalendarz spotkań prezes TK Julii Przyłębskiej oraz wiceprezesa TK Mariusza Muszyńskiego.

Skończyło się na niczym, choć nie jest tajemnicą, że jeszcze w pierwszych siedmiu miesiącach rządów Przyłębskiej w Trybunale „około trzech razy” (tak określiło to biuro TK) gościł m.in. koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. Z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą i wiceministrem Marcinem Warchołem spotykał się Mariusz Muszyński. Przyłębską i Muszyńskiego odwiedził poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, który reprezentuje Sejm przed Trybunałem. Oboje mieli też bywać w siedzibie PiS, chociaż TK powinien stać na straży konstytucji, a sami sędziowie być apolityczni.

W maju „Wyborcza” ujawniła…

View original post 4 572 słowa więcej

 

Kościół wspomaga PiS. Tak mają ci sojusznicy – ambona jako trybuna

„W parafii pod wezwaniem św. Tadeusza w Legnicy konkordat na dwa tygodnie kampanii wyborczej wylądował w koszu” – napisał Michał Kuczyński na Twitterze i załączył fotkę.

W ten sposób skomentował decyzję miejscowego proboszcza, który najwyraźniej zezwolił na oblepienie kościelnego ogrodzenia wyborczymi plakatami i gdzie na czas tuż przed wyborami kościół stał się miejscem masywnej wręcz agitacji politycznej.

W tym kościele proboszcz bezczelnie wskazuje, na kogo głosować, nie zważając na to, że czyni w ten sposób instytucję kościoła pospolitym narzędziem propagandy jednego ruchu politycznego oraz w ogóle podważa wiarygodność i zaufanie do kościoła w Polsce.

Na dodatek obrazek z Legnicy, daje paliwo krytykom kościoła i pokazuje, że polskie duchowieństwo wciąż nie dorosło do czasów, kiedy kościół nie sprawuje już władzy i kiedy o uwagę wiernych trzeba zabiegać. A ci nie są bezkrytyczni.

„Bardzo was proszę, zróbcie z tym w końcu porządek. Albo to jest dom Boży, albo polityczne targowisko. Nie po to budujemy kościoły, by służyły politykom. Nie po to” – komentuje internautka na Twitterze.

Prawo interesuje urzędników Kościoła tylko wtedy, jeśli im z tym wygodnie. Podobnie kompromis aborcyjny – był dobry, gdy liberałowie mieli większość w Sejmie.

Holtei

>>>

– Hanna Zdanowska, nawet jeśli zostanie wybrana, nie będzie mogła objąć mandatu prezydenta i nie będzie mogła sprawować funkcji. Wojewoda zwróci się do premiera o ustanowienie zarządu komisarycznego – powiedział na konferencji prasowej poseł PiS Jacek Sasin. – To kłamstwo – komentuje krótko w rozmowie z wiadomo.co prof. Marek Chmaj, specjalista w zakresie prawa administracyjnego. Według niego za taką wypowiedź polityk powinien zostać pozwany w trybie wyborczym. Hanna Zdanowska jest prezydentem Łodzi i kandydatką KO na ten urząd.

Konferencja prasowa Jacka Sasina

– Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że pani prezydent Hanna Zdanowska, nawet jeśli zostanie wybrana prezydentem Łodzi, nie będzie mogła objąć mandatu prezydenta i nie będzie mogła tej funkcji sprawować – powiedział na konferencji prasowej w Łodzi poseł PiS…

View original post 1 828 słów więcej

Kaczyński kuleje, tak odchodzi prezes najpierw do szpitala

Trwa walka o głosy w wyborach samorządowych, którą aktywnie wspiera prezes PiS. Jednak w całym zgiełku może umknąć, że Jarosław Kaczyński wciąż zmaga się z chorobą. W poniedziałek (24.09.2018) również pojawił się w szpitalu.

Batalia w wyborach samorządowych 2018 trwa w najlepsze, a kandydatów Prawa i Sprawiedliwości co jakiś czas wspiera Jarosław Kaczyński. Prezes PiS jednak wciąż pozostaje pod opieką lekarzy i wciąż pojawia się na leczeniu.

Jak donosi Wirtualna Polska, Jarosław Kaczyński pojawił się w szpitalu w poniedziałek, by kontynuować, jak podawano oficjalnymi kanałami, „leczenie ambulatoryjne”. WP opublikowała też zdjęcia sprzed szpitala:

Zdarza się też, że Jarosław Kaczyński pojawia się na konferencjach z kulami, co także świadczy o tym, że kolano wciąż może mu doskwierać.

Choroba prezesa PiS. „Stan był taki, że nieprzyjęcie zagrażałoby życiu”

Od czerwca wiadomo, że prezes PiS leczył się w Wojskowym Instytucie Medycznym na chorobę zwyrodnieniową stawów. Od tamtego czasu wciąż potrzebuje opieki medycznej, choć nie musi przebywać cały czas w szpitalu. Intensywny okres kampanii przed wyborami samorządowymi może podwójnie dawać mu się we znaki.

Jak poważny był stan prezesa PiS? Minister zdrowia Łukasz Szumowski kilka miesięcy temu stwierdził w RMF FM wprost: – Stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego był taki, że nieprzyjęcie go do szpitala zagrażałoby jego życiu.

Planowana operacja kolana Jarosława Kaczyńskiego

Już wcześniej ustalił dziennikarz Gazeta.pl Jacek Gądek, by poprawić stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego potrzebna jest operacja kolana. „Pierwotnie operacja kolana miała się odbyć w wakacje. Wszystko jest jednak przełożone i odbędzie się dopiero w nowym roku” – pisał wówczas.

Ta sytuacja działa na niekorzyść PiS. Wybory samorządowe 2018 to początek maratonu wyborczego przez najbliższe dwa lata. Natomiast jeśli do operacji dojdzie w 2019 roku, to prezes PiS – według informacji Gazeta.pl – będzie po niej dochodził do siebie około trzech miesięcy.

Komisja Europejska skarży pisowskie władze do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Skarga dotyczy naruszenia prawa unijnego przez ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa PiS. KE wniosła o tryb przyśpieszony i zawieszenie przepisów ustawy do czasu rozpatrzenia wniosku przez TSUE. Jednocześnie TSUE zdecydował, że w trybie przyśpieszonym rozpozna sprawę pierwszych pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego.

KE: Sędziowie powinni orzekać dalej

Komisja ogłosiła swoją decyzję ws. postępowania wobec zmian w polskim sądownictwie: zdecydowała o zaskarżeniu polskich władz do Trybunału Sprawiedliwości. Stwierdziła, że nowa ustawa dotycząca Sądu Najwyższego „nie jest kompatybilna z prawem unijnym” i narusza to prawo, chodzi m.in. o tryb przechodzenia sędziów w stan spoczynku. Komisja wnioskuje też do TSUE o zajęcie się sprawą Polski w trybie przyspieszonym.

KE skierowała wniosek o rozpatrzenie sprawy polskiej w trybie przyspieszonym, jednocześnie chce, by Trybunał w Luksemburgu wydał tymczasową decyzję zabezpieczającą, aby do czasu wydania ostatecznego orzeczenia niektóre przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym pozostały zawieszone. Podobne zabezpieczenie TSUE wydało w przypadku sprawy dotyczącej wycinki Puszczy Białowieskiej.

Komisja chce przywrócenie sytuacji sprzed wejścia w życie przepisów. – KE postuluje umożliwienie sędziom, na których ustawa wpłynęła, dalszego pełnienia swoich obowiązków i wstrzymanie mianowania nowych sędziów – tłumaczyła Mina Andreeva, rzeczniczka Komisji.

Ustawa niezgodna z prawem unijnym

KE uważa, że ustawa jest niezgodna z prawem unijnym, ponieważ podważa zasadę niezawisłości sędziów, w tym także nieusuwalności sędziów. Jak tłumaczyła rzeczniczka KE, nowelizacja PiS-u jest niezgodna z art. 19 Traktatu o UE i 47 Praw Europejskich.

Skarga jest ostatnim etapem procedury, którą KE rozpoczęła w lipcu. Komisja uznała wówczas, że przepisy odsyłające sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku grożą upolitycznieniem SN.

Polski rząd przedstawił Brukseli tzw. Białą Księgę, odpowiadał też na pytania KE, jednak cały czas twierdził, że Unia Europejska nie ma kompetencji, by zajmować się tym zagadnieniem.

TSUE rozpozna pytania sędziów SN

Prezes Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu poinformował dziś, że TSUE w trybie przyśpieszonym zajmie się sprawą pięciu pierwszych pytań prejudycjalnych wysłanych przez SN. Pytania dotyczą niezależności sądów, niezawisłości sędziów, a także unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek.

– Ważne, aby nie stwarzać nieodwracalnych skutków w Sądzie Najwyższym – komentował dzisiejsze wydarzenia sędzia SN prof. Krzysztof Rączka.

2 sierpnia SN wysłał do TSUE pięć pytał prejudycjalnych i jednocześnie do czasu ich rozpatrzenia zawiesił stosowanie niektórych przepisów. Rząd od początku używał przekazu, że SN nie ma prawa zawieszać przepisów ustawy i bagatelizował decyzję SN.

Wydając wyrok, TSUE może zobowiązać władze do odpowiedniej nowelizacji ustaw. Do momentu dokonania takiej nowelizacji może nałożyć karę za każdy dzień, który upłynie od wyroku do nowelizacji. Ile ta kara będzie wynosić, trudno powiedzieć, ale jeżeli w drobnej dość sprawie, jak sprawa Rospudy, ta kara wynosiła 100 tys. euro dziennie, to w przypadku ustaw sądowych może wynieść wielokrotnie więcej.

Rzeczniczka KE mówiła, że najlepiej, aby przepisy wróciły do stanu sprzed reformy. To w ogóle jest możliwe?
To wszystko zależy, o których przepisach mówimy, bo mamy jedną całkowicie nową ustawę o SN i nowelizację ustawy o KRS. Nie wszystkie przepisy są tu niekonstytucyjne, ale one razem tworzą niekonstytucyjną całość. Można oczywiście nawet te nowe regulacje w przypadku SN dostosować do wartości, które są w traktatach unijnych, natomiast większy problem będzie z KRS. W jej wyniku członkom KRS skrócono kadencję określoną w konstytucji ustawą i wybrano nowy skład. Tutaj trzeba by wprowadzić nowe zasady wyboru sędziowskich członków, powtórzyć wybory i podziękować obecnie funkcjonującym sędziowskim członkom za ich pracę. Podziękować, czyli wygasić ich mandat.

A można przywrócić starą Radę?
Hipotetycznie można, ale wtedy to by oznaczało konieczność kontynuacji kadencji członków KRS i sukcesywny wybór nowych członków. Pamiętajmy, że nawet gdyby przywrócono starą KRS, to niekoniecznie stanowiska sędziowskie zostaną obsadzone, ponieważ prezydent prawdopodobnie nie będzie chciał powoływać sędziów przez nich wybranych. Przecież prezydent nie wręczył do tej pory aktu powołania kilkunastu sędziów, których stara KRS wybrała.

Jaki jest obecnie status 27 sędziów przeniesionych w stan spoczynku na mocy nowych przepisów?
Tu jest duży problem, bo jeżeli sędziowie zostali odesłani w stan spoczynku wbrew swojej woli, oznacza to złamanie konstytucji, zatem w tym zakresie powinni oni dalej orzekać.

Czy muszą poczekać na wydanie środków zabezpieczających lub orzeczenie, czy już mogą wrócić do orzekania?
Moim zdaniem część z nich może orzekać, mówię o tej części, której dotyczą pytania prejudycjalne, które wystosował SN do TSUE. W stosunku do tych sędziów SN zawiesił obowiązywanie niektórych przepisów ustawy o SN. Ale mamy duży chaos prawny, a prezydent niestety do tego chaosu w znaczący sposób się przyczynił.

Co będzie oznaczać niewykonanie orzeczenia TSUE?
Nie było jeszcze takiej sytuacji, żeby ktoś nie respektował orzeczenia TSUE. Wstępując do UE, wzięliśmy na siebie zobowiązanie do przestrzegania traktatów. Jeżeli ich nie przestrzegamy, to oznacza, że przestajemy być częścią wspólnoty.

Rządzący tłumaczą, że inne kraje również nie przestrzegały orzeczeń Trybunału.
To zależy, jakie orzeczenie i w jakim zakresie. Nie mieszajmy tutaj spraw. To, że jakieś orzeczenie pozostaje w zawieszeniu, nie oznacza, że w innym przypadku dane państwo nie ma w określonym terminie innego orzeczenia wykonać. To są zupełnie inne sprawy.

Prezes TSUE zapowiedział, że w trybie przyśpieszonym Trybunał rozpatrzy pierwsze pytania prejudycjalne. To się zbiegło w czasie z decyzją KE. To oznacza, że UE przestaje się cackać z polskim rządem?
Oczywiście. Czas, kiedy relacje były dobre, się zakończył. Co więcej, ostatnie kroki premiera Morawieckiego oznaczały absolutne lekceważenie KE i jej przewodniczącego. Zakładam, że w tej chwili premier Morawiecki jest postrzegany przez przewodniczącego KE jako osoba niewiarygodna.

Grzegorz Schetyna spotkał się w poniedziałek z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Jak twierdzi lider Platformy Obywatelskiej, chodzi o „ocalenie miejsca Polski w Europie”.

https://twitter.com/NewsweekPolska/status/1044300437749358592

– Nie będziemy stać, gdy inni siedzą – tak zapowiadał przed wizytą spotkanie z niemiecką kanclerz Grzegorz Schetyna. Nawiązywał do słynnego zdjęcia prezydenta Andrzeja Dudy zgiętego przy biurku obok siedzącego prezydenta USA Donalda Trumpa.

Spotkanie odbyło się w berlińskiej siedzibie CDU. Obie partie należą do frakcji chrześcijańsko-ludowej w Parlamencie Europejskim.

Rozmowy dotyczyły kolejnego budżetu UE, w tym finansowania polskich samorządów. Jak podkreślał Schetyna, Platforma chciałaby, aby kolejna perspektywa budżetowa Unii zakładała, że Polska dostanie tyle samo pieniędzy, ile w poprzedniej, a nie – jak zakłada projekt – o 25 proc. mniej (przy wzroście budżetu Unii).

Kolejnym tematem był Nord Stream 2, rosyjsko-niemiecki gazociąg pod dnem Bałtyku. Platforma uważa, że jego budowa jest sprzeczna z długofalowym interesem Unii i narusza solidarności energetyczną kontynentu.

Przedstawiciele partii Kornela Morawieckiego, którzy złożyli listę wyborczą z podpisami zmarłych, sfałszowali też podpis Jana Mencwela, lidera stowarzyszenia Miasto Jest Nasze – podał portal tvn24.pl. – Nie byli w stanie przepisać poprawnie nazwiska – mówi Mencwel.

Termin składania wniosków o rejestrację komitetów wyborczych do rady Warszawy upłynął w zeszły poniedziałek. Warunkiem rejestracji w każdym z dziewięciu okręgów było m.in. zdobycie 150 podpisów poparcia z numerami PESEL tych osób.

Wolnym i Solidarnym, partii założonej przez Kornela Morawieckiego, marszałka seniora Sejmu i ojca obecnego premiera, udało się zarejestrować w trzech na dziewięć okręgów. Co z pozostałymi sześcioma?

Z informacji „Wyborczej” wynika, że brak rejestracji w pozostałych okręgach wynika z tego, że WiS złożyło do Miejskiej Komisji Wyborczej listy zawierające nieistniejące numery PESEL albo należące do osób zmarłych. W jednym z okręgów na 200 numerów PESEL miało być aż 198 nieważnych. W innym 157.

Członkowie WiS nieudolnie sfałszowali podpis Mencwela

W poniedziałek portal tvn24 podał, że Wolni i Solidarni podrobili podpisy m.in. lidera stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jana Mencwela. Mencwel przyznał, że spotkał przedstawicieli WiS na korytarzu i złożył podpis pod ich listą, bo „nikomu w takiej sytuacji nie odmawia”. W rozmowie z „Wyborczą” dodał, że działacze WiS chcieli, by podpisał się również na kolejnych kartach.

PMM: Media w ogromnym stopniu nie należą do Polaków. Proszę popatrzeć na Francję i Niemcy, na Hiszpanię i na Włochy

– Zresztą media w ogromnym stopniu nie [są] należące do Polaków. Proszę popatrzeć na Francję i Niemcy, na Hiszpanię i na Włochy. Na kraje duże, kraje UE. Tam media są w rękach różnych narodowych koncernów. Jak Berliner Zeitung miało być wykupione przez amerykanów, to sobie prześledźcie w internecie, jaka była awantura w Niemczech, a to nie jest największa gazeta w Niemczech. U nas jest inaczej. Bo do tego doprowadziły lata III RP i lata transformacji Nie dajmy się w związku z tym zahukać. Nie dajmy się zastraszyć. Nasza aktywność jest ważna. To, co mówimy innym ludziom, jest kluczowe. Mówmy o tych pięciu głównych punktach dla samorządu – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w Płońsku.

>>>

Piotr Szczęsny – zwykły szary człowiek dobrowolnie oddał wszystko, co miał najcenniejszego w męczeński sposób.

Jego publiczne samospalenie i dziesięciodniowe konanie w mękach było aktem protestu wobec PiS-owskiej władzy bezprawia. Jego aktowi poświecenia dla idei wolności Polaków, szacunku do Konstytucji RP i zatrzymania zawłaszczania partyjnego państwa towarzyszyła piosenka „Wolność kocham i rozumiem”, a w pozostawionym liście oprócz wyjaśnienia swojego czynu apeluje: „Wzywam Was – obudźcie się”!

Rok po tym tragicznym zdarzeniu nie obudziliśmy się.

Dalej rządzi w Polsce fanatyczny rząd bezprawia i kłamstwa. Ludzie zastanawiają się, czy warto protestować i prezentować swoją postawę sprzeciwu wobec tej władzy. Obawiają się represji, utraty pracy, zdobywanej latami pozycji społecznej, oraz odgrywania się władzy wobec rodzin.

Piotr Szczęsny się nie wahał. Nie chciał się bać.

Na taki krok może zdobyć się tylko niezwykle odważny człowiek honoru. Przyznam, że nie stać by mnie było na taki czyn, przede wszystkim dlatego, że jestem żołnierzem i jeśli miałbym zapłacić życiem za przywilej dotrzymania treści przysięgi wojskowej, to w walce. Piotr nie był żołnierzem, ale zrobił niezwykle wiele dla świadomości społecznej. Poruszył nasze serca, wskazał cel i go uzasadnił, w końcu zaapelował do nas o sprzeciw wobec rosnącego zła.

Nikt nie osiągnie swoich celów bez potrzebnego zaangażowania, entuzjazmu i głębokiej motywacji.

Piotr Szczęsny zrobił więcej niż mógł, aby pobudzić naszą świadomość i potrzebę wyrażania sprzeciwu wobec ideologii „dobrej zmiany”.

W rocznicę jego samospalenia, 19 października, wspólnie z Gabriela Lazarek, Katarzyna Knapik i Małgorzata Tokarczyk podejmujemy inicjatywę upamiętniania tego niezwykle odważnego „zwykłego szarego człowieka” wszędzie tam, gdzie znajdzie się chociaż jeden człowiek, który zechce zapalić znicz, umieścić klepsydrę, zorganizować wiec, lub apel pamięci, czy też zamówić mszę za duszę zmarłego.

To, że policja polska coraz bardziej staje się Policja Obywatelska, z sukcesami przywracająca do życia metody wspaniałej Milicji Obywatelskiej jest prawda tyleż oczywistą co i niepokojącą. Nie wszystkim to się podoba, można nawet zaryzykować twierdzenie, że nie podoba się to zdecydowanej większości. 

Ryba jak to zwykle bywa psuje się od głowy i o ile zdecydowana większość dowódców różnego szczebla do reszty zidiociała, bezwolnie podporządkowując się władzy, o tyle policyjne doły ciągle jeszcze posłuszne, w myślach i powoli w czynach coraz częściej i coraz bardziej grzeszą. Nie ma sensu już tego pudrować, bo jak na dłoni widać, że smród i bezład ewidentnie wyziera spoza drzwi posterunków.

Rozłazi nam się w szwach nasza kochana, z mozołem dźwigająca się kolan policja.

Aby się przekonać jak jest, wystarczy pogadać z policjantami. Poziom frustracji zaczyna być i zastanawiający i niepokojący. Oto co mówi i czym żyje policyjna masa krytyczna.

>>>

>>>

PiS skończy na oddziale zamkniętym, albo za kratami. Zależy jak się będą politycy bronić

Tu sobie krzywdy nie zrobią 😂😉

Prof. Marcin Matczak przekonuje, że czwartkowa decyzja Sądu Najwyższego, który zawiesił stosowanie przepisów ustawy o SN dotyczących przenoszenia sędziów powyżej 65 lat w stan spoczynku, nie budzi wątpliwości. Co więcej, prezydent i KRS mają obowiązek bezwzględnego podporządkowania się decyzji SN.

W czwartek Sąd Najwyższy zawiesił stosowanie części przepisów ustawy o SN w związku ze skierowaniem pięciu pytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Pytania dotyczą zgodności ustawy z prawem europejskim. W ocenie Kancelarii Prezydenta, działanie Sądu Najwyższego nie ma podstawy prawnej.

Decyzję sędziów Sądu Najwyższego skomentował na swoim blogu profesor Marcin Matczak. W ocenie prawnika, SN mógł zadać pytania do Trybunału Sprawiedliwości UE, to „nie budzi wątpliwości”. A te pojawiły się po decyzji Sądu Najwyższego, który zawiesił stosowanie niektórych przepisów ustawy o SN dotyczących przenoszenia sędziów powyżej 65 lat w stan spoczynku. Zdaniem Matczaka, SN mógł to zrobić, m.in. dlatego, że Polska jest od 2004 roku członkiem UE, a unijne prawo jest na mocy konstytucji także prawem polskim.

Jak wyjaśnia prawnik, kiedy sąd krajowy, który jest także sądem unijnym, rozstrzyga kwestię z elementem międzynarodowym, musi mieć pewność, że jest rzeczywiście sądem unijnym, który z definicji musi być niezależny od polityków, a w związku z tym, czy Polska, zgodnie z art. 19 Traktatu o UE zapewnia skuteczne środki zaskarżenia (skuteczny jest tylko środek kierowany do niezależnego sądu). I jak dalej wskazuje Matczak, z powodu zmian w prawie wprowadzonych przez PiS, Sąd Najwyższy takiej pewności nie ma i stąd pytanie do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Profesor podkreśla, że organy państwa polskiego, w tym prezydent i KRS mają obowiązek bezwzględnego podporządkowania się decyzji Sądu Najwyższego. – No chyba, że chcą wyjść z UE – dodaje.

Wedle logiki Brudzińskiego młodzież spotykająca się dziś z Hołdysem może być inwigilowana, bo za pół roku ktoś może coś napisać na murze.

Po szokującej informacji OKO.press o inwigilowaniu opozycji, artystów i zwykłych obywateli przez policję w ramach akcji „Rekonesans”, jeszcze bardziej szokujące okazało się tłumaczenie tych praktyk przez władzę. Przyznam, że w swej naiwności łudziłem się, że minister Brudziński – choć oczywiście nie przeprosi – to chociaż zleci wewnętrzne śledztwo dotyczące inwigilowania obywateli. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło. Ba, minister Brudziński przybył wczoraj na białym koniu do TVN 24 i na pytanie Katarzyny Kolendy-Zaleskiej o inwigilowanie młodzieży spotykającej się z Hołdysem podczas protestów w lipcu 2017 r. odpowiedział tak: „Przed spotkaniem tejże młodzieży [z Hołdysem] byli również zaangażowani policjanci z tzw. wydziału cyberprzestępczości, czyli ci, którzy analizują to wszystko, co się dzieje w tej rzeczywistości wirtualnej”.

Oznacza to, że obywatele polskiego państwa są inwigilowani w internecie przez Wydział do walki z Cyberprzestępczością, chociaż cyberprzestępczość, czego pan minister raczej nie rozumie, polega na dokonywaniu poważnych przestępstw przy użyciu sieci, a nie na lajkowniu postów i zapisywanie się na eventy ze Zbigniewem Hołdysem.

Powodem inwigilacji „tejże młodzieży” było to, że niejaka Klementyna Suchanow napisała w grudniu 2017 r. na Facebooku głośny post o swoich snach z koktajlami Mołotowa. Brudziński: „Jeżeli czytamy – i nie jest to jakiś tam anonimowy troll internetowy, ale jakby emblematyczna dla tego środowiska postać pani Klementyny Suchanow – że ona pisze w grudniu 2017, czyli przed tymi wydarzeniami: »Śniły mi się dzisiaj w nocy mołotowy, jaja [rzucanie jajami] to tak naprawdę daleko idący kompromis«”.

Problem w tym, że Klementyna Suchanow napisała to nie przed „tymi wydarzeniami”, czyli protestami w lipcu 2017 r., ale w grudniu 2017 r., czyli pół roku po „tych wydarzeniach”, podczas których policja inwigilowała młodzież. Wychwyciła to Kolenda- Zaleska, na co minister Brudziński rozbrajająco zapytał: „Dobrze, ale jaka koincydencja czasowa? Grudzień 2017 roku – mamy takie wpisy. I co jest rolą policji? Za – bez – pie – czyć również tych ludzi, którzy w tych manifestacjach uczestniczą”.

Oznacza to, że każdy z nas „bez żadnego trybu” może być teraz – w sierpniu 2018 r. – śledzony, że jego rozmowy, również intymne, z najbliższymi, mogą być nagrywane, że może być filmowany i mieć założoną teczkę operacyjną, albowiem pół roku później – w styczniu 2019 r. – Klementyna Suchanow znów coś napisze na Fejsie. Wedle logiki Brudzińskiego młodzież spotykająca się dziś z Hołdysem może być inwigilowana, bo za pół roku ktoś może coś napisać na murze.

To czysty „Rok 1984” Orwella. Owe słynne ACTA to przy tym pikuś.

Brudziński pewnie o tym nie wie, ale powtarza dokładnie esbecką retorykę uzasadniającą inwigilowanie w peerelu: trzeba zapewnić obywatelom bezpieczeństwo przed wichrzycielami z „Solidarności”. Ci wichrzyciele czasami bowiem coś na PZPR brzydkiego powiedzieli i czasami też, o zgrozo, spotykali się z różnymi Hołdysami na różnych pięterkach.

Gdy redaktor Kolenda-Zaleska w rzeczonym wywiadzie mówi o młodzieży, która się z owym Hołdysem spotyka, to Brudziński rozbrajająco pyta: „Po co?”. Najwyraźniej w państwie PiS prywatne spotykania z innymi ludźmi muszą mieć określony cel, a czy cel jest dopuszczalny, to sprawdzi policja Brudzińskiego. Chcesz się z kimś spotkać w kawiarni, obywatelu? Ale po co? – pyta minister Brudziński. Posiedź lepiej w domu, my ci, obywatelu, zapewnimy bezpieczeństwo.

Wiele osób sobie z całej tej sytuacji kpi, zwłaszcza gdy patrzy na nieudolność rzeczonych tajniaków i parodystyczne raporty z inwigilacji. Ale to błąd. Władza wchodzi na ścieżkę autorytarną i – jak widać – nie ma nawet cienia refleksji, żeby się gdzieś zatrzymać.

W całej tej sprawie umyka jeszcze jedno. Otóż inwigilowana miała być także opozycja. Jest ta nasza opozycja, jaka jest, ale nikt nie ma prawa podsłuchiwać, nagrywać i śledzić liderów partii opozycyjnych, nawet jeśli rzekomo zapewnia im w ten sposób bezpieczeństwo. Tymczasem zbliżają się wybory i na dziś sprawa wygląda tak, że Schetyna, Petru, Kukiz, Czarzasty, Zandberg będą przez władzę śledzeni, podsłuchiwani, a raporty „przypadkowo” lądować będą w centrum decyzyjnym na Nowogrodzkiej, a potem obrobione w usłużnej TVP. Można się więc śmiać, nawet głośno, ale oby ten śmiech nie zamarł nam w gardle.

Przepisy nie obowiązują

Sąd Najwyższy zawiesił stosowanie PiS-owskich przepisów wysyłających sędziów po 65. roku życia w stan spoczynku. Tym samym znalazł sposób na, przynajmniej chwilowe, zablokowanie czystek w SN.

Sędziowie wysłali do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej 5 pytań prejudycjalnych, w których chce, aby TSUE wypowiedział się m.in. w kwestii nieusuwalności sędziów i uzależnienia możliwości dalszego orzekania przez sędziego SN, który przekroczył 65. rok życia, od zgody władzy wykonawczej, w tym przypadku prezydenta. SN pyta też o wykładnię unijnego przepisu, który zakazuje dyskryminacji ze względu na wiek.

Teraz Polska musi poczekać na odpowiedź TSUE. Sąd Najwyższy zawiesił tym samym stosowanie przepisów zmuszających sędziów do przechodzenia w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia.

– W tej sprawie SN na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego zdecydował się zawiesić stosowanie artykułów 111 i 37 oraz 39 ustawy o Sądzie Najwyższym – tłumaczył rzecznik SN Michał Laskowski. – Jest to decyzja, która zgodnie z prawem powinna spowodować to, że zarówno KRS, jak i prezydent do czasu rozstrzygnięcia tych kwestii przedstawionych w zadanych pytaniach nie będą podejmować dalszych czynności w tych procedurach, które dalej się toczą w odniesieniu do sędziów, którzy 65. rok życia ukończyli – dodał sędzia Laskowski.

Prezydent: Działanie bezprawne

„W ocenie Kancelarii Prezydenta dzisiejsze działanie Sądu Najwyższego, polegające na zawieszeniu stosowania niektórych przepisów ustawy o SN, nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec Prezydenta RP, ani jakiegokolwiek innego organu” – napisano na profilu Kancelarii Prezydenta.

Nowa KRS potwierdza: Muszyński do Izby Dyscyplinarnej

Nowa KRS opublikowała listę kandydatów do SN, mimo że jeszcze kilka dni temu jej rzecznik twierdził, że nie pozwalają na to przepisy RODO. Do obsadzenia są czterdzieści cztery wakaty sędziowskie. Najwięcej – 91 – chętnych zgłosiło się do Izby Dyscyplinarnej.

Do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych chce trafić 68 kandydatów, a do Izby Cywilnej – 32. Najmniejszym zainteresowaniem cieszy się Izba Karna. Ta posada kusi tylko 7 chętnych.

Wśród kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego jest między innymi 45 radców prawnych, 34 adwokatów, 22 pracowników naukowych oraz 24 sędziów sądów rejonowych i 22 sędziów sądów okręgowych.

Swoją kandydaturę do Izby Dyscyplinarnej zgłosił też sędzia dubler Trybunału Konstytucyjnego Mariusz Muszyński.

Art. 7 w tle, Polska odpowiada KE

Komisja Europejska otrzymała od Polski pierwsze odpowiedzi w ramach rozpoczętej procedury w sprawie naruszenia prawa UE w związku z ustawą o Sądzie Najwyższym. Będziemy analizować ten dokument – poinformowała rzeczniczka KE Natasha Bertaud.

W przesłanych do Komisji dokumentach rząd Mateusza Morawieckiego twierdzi, że zgodnie z art. 180 ust. 5 Konstytucji RP istotą niezawisłości sędziowskiej jest m.in. zagwarantowanie sędziemu nieusuwalności z urzędu. W żaden sposób jednak nie można tej przesłanki niezawisłości utożsamiać z zakazem określania wieku przejścia sędziów SN w stan spoczynku, bo są to zupełnie inne sytuacje. Podkreśla też, że zgodnie z art. 180 ust. 4 Konstytucji RP ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku.

Polska tłumaczy, że przeniesienie sędziego w stan spoczynku nie oznacza utraty statusu sędziego. Polski rząd przekonuje wręcz, że przejście w stan spoczynku sędziów jest niejako dopełnieniem gwarancji nieusuwalności i niezawisłości sędziowskiej i jest to uzasadnione potrzebą zapewnienia sprawnego funkcjonowania sądów.

Dodatkowo autorzy pisma ganią Komisję, że ta dała tylko 4 tygodnie na odpowiedź polskiemu rządowi, podczas gdy ten czas powinien być dłuższy.

JUSTYNA KOĆ: SN zawiesił wykonanie ustawy i skierował 5 pytań prejudycjalnych do TSUE. Co to oznacza?

PROF. MAREK CHMAJ: SN miał pełne prawo skierować pytania do TSUE. Do momentu uzyskania odpowiedzi zawiesił stosowanie niektórych przepisów ustawy o SN. Inaczej mówiąc, w konkretnej sprawie, która jest na wokandzie SN, sprawa dotyczy sędziów, którzy przechodzą w stan spoczynku, w stosunku do tych sędziów SN zawiesił stosowanie przepisów ustawy, zastosował wniosek zabezpieczający, który będzie obowiązywać aż do momentu rozpoznania pytań prejudycjalnych skierowany do TSUE.

Na podstawie jakiego przepisu SN może tak się zachować?

Sąd zawsze na początku może rozpoznawać kwestie wstępne, tutaj kwestią wstępną było wyznaczenie na rozprawie dwóch sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat. Sąd, aby rozpoznać tę kwestię, podał w wątpliwość zgodność ustawy o SN z wartościami unijnymi, w tym z zasadą praworządności. Skoro sąd ma wątpliwość, kieruje pytania prawne, zgodnie z ustawą o SN, do TSUE i do momentu odpowiedzi na te 5 pytań prawnych w danej, konkretnej sprawie zawiesił stosowanie przepisów ustawy.

Jakie to rodzi konsekwencje? Co się stanie, jeżeli PiS nie uzna tej decyzji?

PiS nie jest od tego, żeby uznawać bądź nie uznawać decyzji, orzeczenia lub postanowienia sądu. Jeżeli PiS jest spokojny o to, że ustawa o SN jest zgodna z konstytucją i wartościami unijnymi, to może czekać na rozstrzygnięcie Trybunału UE.

Jeżeli jednak się okaże, że ta ustawa jest niezgodna z wartościami unijnymi, to będzie wymagana jej zmiana. Do momentu odpowiedzi na 5 pytań prawnych stosowanie konkretnych przepisów dotyczących przechodzenia sędziów w stan spoczynku jest zawieszone. To oznacza bezpośrednio, że ci sędziowie, których na podstawie obecnej ustawy trzeba by przenieść w stan spoczynku, dalej orzekają.

Panie profesorze, a nie będzie tak jak w przypadku I Prezes SN? Środowiska prawnicze, polskie, europejskie, uznają prof. Gersdorf, a według PiS jest ona sędzią w stanie spoczynku. Teraz też mogą zrobić podobnie.

Ani minister, ani wiceminister, ani nawet premier nie jest organem powołanym do tego, żeby orzekać, czy kadencja I Prezesa SN trwa bądź nie. Mamy konkretny przepis, art. 183 konstytucji, który wskazuje, że kadencja I Prezesa SN trwa 6 lat. A zresztą, skoro te przepisy o przejściu sędziów w stan spoczynku zostały zawieszone i nie obowiązują, to kadencja I Prezes trwa dalej, a sędziowie, którzy mieli odejść w stan spoczynku, dalej orzekają z automatu.

Co może zrobić TSUE? Ile ma czasu na odpowiedź?

TSUE ma obowiązek odpowiedzieć na pytanie tak szybko, jak to tylko możliwe, z tego, co wiem, sama procedura może jednak wydłużyć się nawet do kilkunastu miesięcy.

A jak ocenia pan ten ruch w wojnie o niezawisłość sądów?

Sprawa jest jasna. PiS dużo zrobił, żeby rozbroić władzę sądowniczą i wyeliminować wszystkie bezpieczniki chroniące tę władzę przed zbyt daleko idącymi zakusami polityków, ale SN znalazł bezpieczniki w prawie unijnym, takie, których PiS rozbroić nie może.

Nowa KRS opublikowała dziś listę chętnych na stanowiska w SN. Czy to, co zrobił dziś SN, w jakiś sposób to blokuje?

Niestety nie, ponieważ SN swoim postanowieniem zabezpieczającym pozostawił określonych sędziów w stanie czynnym, zablokował ich przejście w stan spoczynku. Natomiast na stanowiska wolne może być prowadzone postępowanie konkursowe i tego postępowania SN wstrzymać nie może.

Najwięcej kandydatur jest do Izby Dyscyplinarnej, o czym to świadczy?

Z jednej strony to jest najwygodniejsza Izba, bo ma największe kompetencje i większe uposażenie. Poza tym daje władzę nad innymi sędziami, adwokatami, radcami prawnymi. To nowa Izba, więc może ustawić sobie relacje wewnętrzne. Ta Izba jest też obiektem marzeń prokuratorów, ponieważ da im status sędziów SN, a jednocześnie umożliwi dyscyplinowanie innych sędziów.

Na liście kandydatów jest m.in. Mariusz Muszyński, obecny sędzia TK.

Nie sędzia, tylko dubler TK. Kandyduje, bo chce mieć status legalnego sędziego. To bardzo dużo. Ja nawet przewiduję, że zostanie prezesem Izby Dyscyplinarnej.

Czwarty, czy V rozbiór to może być ponury finał tego, co Polscy zafundowali Ojczyźnie w 2015, tego nie można wykluczyć. Na razie to napaść części narodu na resztę i próba zmuszenia go do życia w kraju urządzonego na modłę jednego dziwaka, po to by mógł rządzić do śmierci.

Earl drzewołaz

W dniu 28 lipca Komitet Obrony Demokracji Region Zachodniopomorski zawiesił na rzeźbie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego koszulkę z napisem Konstytucja.

Była to forma zamanifestowania naszego przywiązania dla najważniejszych dla nas wartości, a także próba zwrócenia uwagi szerokiej opinii publicznej na fakt, że prezydent Andrzej Duda, mimo licznych protestów obywatelskich, podpisał się pod ustawą zmieniającą Sąd Najwyższy w kolejną – po Trybunale Konstytucyjnym i Krajowej Radzie Sądowniczej – atrapę. Ustawa ta bowiem jawnie łamie najwyższy akt prawny, jakim jest Konstytucja.

W sposób oczywisty nie było naszą intencją znieważanie “pomnika”, a tym bardziej samej osoby Lecha Kaczyńskiego. Przeciwnie nawet, bo pamiętamy go z wielu wypowiedzi, w których potwierdzał swój najwyższy szacunek dla Konstytucji, nawet jeśli jej artykuły mogły być niekorzystne dla jego obozu politycznego.

Wstrząsnęła nami jednak reakcja aparatu ścigania. Rozpoczęła się nagonka, dochodzenia i zastraszanie, bo tylko tak można rozumieć „paski” w TVP z informacjami o poszukiwaniu „sprawców”, jak przestępców. Okazało…

View original post 1 608 słów więcej

Orły PiS walczą z debilami na froncie głupoty

Posłanka Agnieszka Pomaska postanowiła dowiedzieć się, jak wygląda sprawa oddawania premii przez polityków PiS do budżetu.

Wybitna pisarka Maria Nurowska postanowiła porównać nepotyzm za czasów rządów Platformy Obywatelskiej z obecnym nepotyzmem rządzących polityków PiS.

Komisja Europejska wymusza na rządzie podjęcie pewnych działań legislacyjnych, które mają przywrócić stosowanie praworządności, a rząd, czy Sejm, tworzą zasłonę dymną i udają, że cokolwiek zmieniają – mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista i prawnik, komentując dla nas decyzję Komisji Europejskiej w sprawie Polski. Na razie KE  nie wstrzymuje procedury art. 7 wobec Polski.

JUSTYNA KOĆ: Na tym etapie nie ma mowy o wycofaniu procedury art. 7 wobec Polski – mówi Komisja Europejska. Zaskoczyła pana decyzja Komisji? Ostatnio słychać było głosy, że dojdzie do porozumienia, tymczasem KE dała Polsce czas do 26 maja.

MAREK CHMAJ: Komisja posiada dobre informacje na temat polskiego systemu prawa i tych naruszeń praworządności, które miały miejsce. Te pozorowane działania podjęte przed polski rząd w marcu i kwietniu tego roku nie przekonały nie tylko nas w Polsce, ale i Komisji Europejskiej.

Poseł Karol Karski stwierdził, że porozumienie zostało już zawarte przez premiera Mateusza Morawieckiego i przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera. Tu może chodzić o jakieś kuluarowe rozmowy, o których nie wie opinia publiczna?

Trudno powiedzieć. Pamiętajmy o tym, że informacje na temat zmian w polskim systemie prawnym i o poszczególnych ustawach wpływają do Komisji nie tylko z polskiego rządu, ale też od wielu innych instytucji czy też organizacji pozarządowych.

Komisja chce mieć jak najbardziej szczegółowe informacje nt. podjętych działań legislacyjnych i zapewne uznała, że te działania są absolutnie niewystarczające i nie zmieniają tych naruszeń praworządności, do których doszło.

W ramach „dialogu” z Unią rząd Polski ograniczył skargę nadzwyczajną i zmienił sposób wyboru asesorów, to odpowiedź na część zarzutów KE.

To ciągle za mało. Instytucja skargi nadzwyczajnej dalej pozostaje. To absolutne kuriozum, ponieważ umożliwia podważanie prawomocnych rozstrzygnięć, które zapadły w ciągu ostatniego 20-lecia. To oznacza chaos dla systemu prawnego, brak przewidywalności, brak stabilności i przede wszystkim utrudnienia obrotu gospodarczego.

Poza tym podjęto w końcu decyzję o publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego, z zastrzeżeniem, że wyroki te zostały wydane, jak podkreślali projektodawcy, z naruszenia prawa. Tylko że to nie Sejm ma oceniać wyroki Trybunału.

Zgodnie z konstytucją wyroki TK są ostateczne i wymagają natychmiastowej publikacji. Żeby opublikować zaległe wyroki Trybunału, nie trzeba było uchwalać żadnej ustawy.

Czy pana zdaniem to, co robi rząd, to realna próba porozumienia z Komisją Europejską?

Czy to jest realna próba porozumienia, trudno mi powiedzieć, dla mnie są to działania, których skala jest najmniejsza z możliwych. Komisja Europejska wymusza na rządzie podjęcie pewnych działań legislacyjnych, które mają przywrócić stosowanie praworządności, a rząd, czy Sejm, tworzą zasłonę dymną i udają, że cokolwiek zmieniają.

W dalszym ciągu jest jednak szereg przepisów konstytucji, które zostały złamane i nie zostało to w żaden sposób naprawione.

W dalszym ciągu mamy nielegalnie odwołaną Krajową Radę Sądownictwa, która zgodnie z art. 187 ust. 3 konstytucji wybrana została na 4-letnią kadencję. Został wprowadzony niezgodny z konstytucją przepis, na podstawie którego członków KRS nie wybiera zgromadzenie sędziowskie, tylko Sejm. Mamy skrócenie 6-letniej kadencji Pierwszego Prezesa SN, co jest złamaniem art. 183 ust. 3 konstytucji. Mamy szereg uprawnień przyznanych prezydentowi, np. uprawnienie do określania regulaminu SN czy podanie decyzji o tym, którzy sędziowie po ukończeniu 65. roku życia mogą orzekać dłużej, a którzy nie.

Wiadomo, że KRS jest i była dla Komisji bardzo istotna, bo to ciało obsadza sędziów w SN, wymienia kadry. Już w grudniu KE informowała, że wygaszenie kadencji i powołanie nowych członków jest poważnym naruszeniem. W międzyczasie PiS wymienił już członków KRS. Czy można tu jeszcze myśleć o jakimś powrocie do sytuacji wcześniejszej?

Myśleć można, tylko ja się obawiam, że

obecna większość parlamentarna i rząd chcą działać metodą faktów dokonanych.

KRS zaczyna działać, na 25 członków zostało w niej może 3-4 niezależnych, reszta pochodzi z nadania politycznego. KRS przedstawi prezydentowi kandydatury sędziów, a ten te kandydatury przyjmie, bo ma taki obowiązek, i będzie powoływał sędziów. Zatem tą metodą zostanie powołanych kilkuset nowych sędziów, w tym sędziowie Sądu Najwyższego. Później KE usłyszy, że już za późno na wycofanie się z tej zmiany, sędziowie zostali powołani i w związku z tym temu powołaniu przysługuje domniemanie zgodności z prawem.

Czy decyzje wydawane przez tych sędziów nie będą podważane np. w Luksemburgu?

Trudno powiedzieć, bo cała ta sytuacja będzie niezwykle trudna. Pamiętajmy, że te osoby nie są niczemu winne, tym bardziej sytuacji, jaka panuje w KRS. Te osoby będą aplikować na opróżnione stanowiska sędziowskie. Konkurs będzie rozstrzygać KRS w niekonstytucyjnych składzie, następnie prezydent te osoby będzie powoływać.

Teraz może się okazać, że ktoś podważa uprawnienia sędziego do orzekania. Sam chaos w systemie prawnym może pogmatwać stosowanie wymiaru sprawiedliwości przez długie lata.

Timmermans zapowiedział, że da Polsce jeszcze trochę czasu, ale zaznaczył też, że dialog sam w sobie nie jest rozwiązaniem. Widzi pan jeszcze szanse na porozumienie?

Szansa jest zawsze, ale proszę zobaczyć, że polski rząd miał już wiele szans na przywrócenie praworządności, przynajmniej od 10 miesięcy. Rażący spór o ustawę o ustroju sądów powszechnych, o SN, o KRS to jest czerwiec, lipiec ubiegłego roku. Od tego czasu tak naprawdę nic nie zmieniono. Nawet

prezydent, który jest strażnikiem konstytucji, brnął w rozwiązania niekonstytucyjne.

KE odrobiła węgierską lekcję?

Z całą pewnością doświadczenia węgierskie wpłynęły na stanowisko UE, ale z natury rzeczy procedura stosowania art. 7 jest dosyć długotrwała i nakazuje zwracanie się do rządów danego państwa o ustosunkowanie się do naruszeń, a później o ich usunięcie. Tu na pewno nie należy działać szybko, a rozważnie, ale zgodnie z postanowieniami traktatowymi.

Wyobraża pan sobie, że art 7 zostanie zastosowany wobec Polski?

Jestem osobą, która ma bujną wyobraźnię.

Dużo się mówi ostatnio o strategiach, jakie powinni przyjmować sędziowie SN. Jedni są zwolennikami odchodzenia, inni mówią, że należy prosić prezydenta o możliwość dalszego orzekania, aby nie zwalniać miejsca dla sędziów „rządowych”. Jakie jest pana zdanie?

To są za każdym razem indywidualne przypadki sędziów.

To oni sami muszą rozwiązać ten hamletowski dylemat.

Parunastu sędziów już wybrało możliwość dalszego orzekania, zwrócili się do prezydenta o taką możliwość. Zobaczymy, jak zareaguje na to prezydent. Na pewno przykre jest to, że ustawa o SN mająca liczne przepisy niezgodne z konstytucją wyszła właśnie od prezydenta. Takich uprawnień prezydent nie powinien posiadać.

wiadomo.co

„Jestem bardzo rozżalona tą sytuacją. Jestem zwykłą starą nauczycielką i zwykłym starym żołnierzem, ale po raz pierwszy zetknęłam się z taką sytuacją. Nawet w PRL-u tak nie było” – skomentowała bohaterka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska niewpuszczenie jej do Sejmu. W ubiegły piątek przyszła odwiedzić protestujących w Sejmie rodziców i ich niepełnosprawne dzieci.

 „Nie spodziewałam się tego, co mnie spotkało, bo rozumiem, że nie było przepustki. Rozumiem, że oni byli na służbie. Był upał, ja mam 91 lat, pomijam to, że byłam z opaską jako żołnierz, że mi się należą specjalne prawa. Jako stara kobieta powinni byli mi powiedzieć: niechże pani usiądzie, przyniesiemy pani stołek, bo nie możemy pani wpuścić, bo mamy taki rozkaz. Czterech ich było. Jeden mógł przyjść i mi podać, żebym mogła usiąść, żeby mnie zapytali, czy nie chcę pić. Przecież czekałam tam ponad godzinę. Wybieram się jeszcze raz, ale ze sobą wezmę i stolik, i wodę” – mówiła w „Faktach po Faktach” w TVN24 Wanda Traczyk-Stawska.

Uczestniczka Powstania Warszawskiego i wieloletnia nauczycielka szkoły specjalnej wspiera protestujących w Sejmie całym sercem. – „Bardzo chciałabym im pomóc. Dla mnie to niezrozumiałe. Jeżeli matki o coś proszą, to znaczy, że muszą to robić, są zdesperowane, bo na ogół są samodzielne i zorganizowane. Tymczasem państwo nie słyszy wołania tych kobiet… Ale wiem, że te matki nie ustąpią. I wiem, jak wielką sprawą jest, żeby rząd cywilizowany pamiętał o tych najsłabszych. Tym bardziej, że obiecywał” – powiedziała Traczyk-Stawska.

Odniosła się też do sugestii, że została rzekomo wykorzystana przez polityków opozycji w związku z sejmowym protestem opiekunów osób niepełnosprawnych i zaproszeniem na sobotni Marsz Wolności. – „Od 1947 roku jestem w służbie, żeby odnaleźć wszystkich kolegów, żeby na Cmentarzu Powstańców Warszawy mieli swoje miejsce, gdzie będą ich nazwiska. Taki był rozkaz. Nie jest wykonany do końca, choć powiedziano mi, że go wykonałam. Nie ma jeszcze izby pamięci ani ściany pamięci. Ja współpracuję i ze Święcickim, który jest w naszym komitecie do spraw cmentarza i  współpracuję z Michałem Szczerbą, który jest szefem Towarzystwa Przyjaciół Woli od lat” – powiedziała Wanda Traczyk-Stawska, wyjaśniając, skąd zna posłów PO.

Waldemar Mystkowski pisze o „orłach” PiS.

Szef MSWiA Joachim Brudziński w końcu zdefiniował swoją rolę jako ministra nadzorującego policję – będzie polował na „debila”. Ciekawe zajęcie. Otóż w piątek szpital przy ulicy Szaserów został zablokowany przez policję, bo (cyt. tweeta Brudzińskiego): – „Debil, który dwukrotnie zgłaszał policji fałszywy alarm bombowy być może był inspirowany takim barbarzyńskim hejtem, jaki jest kierowany pod adresem PJK (prezesa Jarosława Kaczyńskiego) przez polityków opozycji i dziennikarzy”.

Wicie, rozumicie. Jakiś dowcipniś zatelefonował, że bombę podłożono w szpitalu, a policja wpadła w panikę, dziennikarze – w tym i ja – mieli ubaw, iż trzęsą się im portki, bo nie wiedzą, co zrobić z tym fantem. I wcale nie chodzi o szpital, ale o prezesa, który zachorował na kolano.

Brudziński znany z tego, że jest damą do towarzystwa dla prezesa. Gdzie Kaczyński pojedzie, tam Brudziński mu towarzyszy. Anglosaski obyczaj przeniesiony na pisowski grunt. Mogło być tak, iż Brudziński siedział przy łóżku prezesa i „debil” naruszył mu spokój towarzyszenia swemu panu. Teraz go chce go ścigać.

Alarmy bombowe są tak stare jak telefony, czyli zawinił wynalazca tego urządzenia Graham Bell. W latach 90., gdy Polska uzyskała suwerenność, telefony z informacją, iż podłożono bombę, były tak powszechne, jak wagary uczniów. To właśnie oni, chcąc oddalić jakąś klasówkę, informowali o podłożeniu bomby.

W tym wypadku może być jeszcze inne wytłumaczenie – świetnie opisane w literaturze. Sami zainteresowani akcją mogli zainicjować alarm bombowy. Opisuje to Joseph Conrad w „Tajnym agencie” i Sławomir Mrożek w „Policji”.

Nie chcę nazywać policji „debilami”, ale przeczytajcie inne tweety Brudzińskiego: – „Totalni tłiterowicze oburzeni słowem „debil” które użyłem pod adresem DEBILA! Który swoimi telefonami naraził wielu pacjentów szpitala na niebezpieczeństwo utraty życia. Kierujcie swoje oburzenie w inną stronę, bo ja nie tylko podtrzymuję, że ta kreatura jest DEBILEM ale obiecuję, że dołożę jako szef MSWiA wszelkich starań aby policja i inne służby namierzyli jak najszybciej tę osobę. Mam nadzieję, że prokuratura postara się, aby sąd mógł ukarać tę kreaturę, tak surowo, jak tylko pozwala na to obowiązujące prawo”.

Co ma tutaj do rzeczy określenie „totalni”, może wiedzieć tylko Brudziński. Nie radzi sobie z prostym prowokacyjnym telefonem „debila”, więc w stylu swej totalnej bezradności zwala na innych. Język Brudzińskiego dyskwalifikuje go jako poważną osobę. W polityce dał się poznać tym, że towarzyszy prezesowi i niczym innym. To jest – używając jego języka w stylu mrożkowskim bądź Barei – totalny nieudacznik. Tak! Brudziński jest totalnie bezradny jako minister i bezradny wobec nazywania problemów. Owe tweety świadczą o jego negatywnej totalności.

Wiemy już, że policja walczy z „debilami”. Wobec tego jak nazwać tych, którzy bez telefonu o alarmie wkroczyli na teren Uniwersytetu Szczecińskiego, bo tam odbywała się konferencja naukowa poświęcona filozofii Karola Marksa. Jakby ktoś nie wiedział, kto to – wyjaśniam. Marks to jeden z najwybitniejszych filozofów w dziejach ludzkości, kontynuator myśli Platona i Hegla.

Czy idąc śladami semantycznymi Brudzińskiego, można stwierdzić, że policja to „debile”? Acz Brudziński przeprosił rektora uniwersytetu, to wszak wiadomo, że policja wkroczyła na polecenie prokuratury, która z kolei jest zawiadywana przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę.

Mając do czynienia z takimi postaciami, jak Brudziński i Ziobro trzeba używać łopatologii. Leszka Millera, który niegdyś nazwał Ziobrę „zerem”, nie śmiałbym przewekslować, jak Brudziński innego prowokatora – na „debila”. Ale podsuwam Brudzińskiemu i Ziobrze rozwiązania już praktykowane w historii. Kto by sobie zawracał głowę książkami i nachodzeniem tych, którzy je czytają i interpretują – po prostu spalić je.

Zresztą polecam tym totalnym ministrom wybitny serial, który zaczyna emitować HBO – „451 stopni Fahrenheita” wg powieści Raya Bradbury’ego. Spalić, postraszyć debili. I jak to ujęli inni wspomniani przeze mnie wybitni Polacy (Conrad, Mrożek) znowu zapanuje spokój. Tak! – towarzysze pisowscy „wicie, rozumicie”.

PiS szykuje marionetkowe sądy, policyjne państwo

Andrzej Saramonowicz właściwie porównuje XVIII wieku i dzisiaj. Wówczas Rzeczpopolita upadała, to samo dzieje się teraz w zastraszającym tempie.

Sądownictwo jest rozwalane. Jeden z trzech filarów demokracji legnie w gruzach, gdy Andrzej Duda podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa.

Komisja sprawiedliwości pracowała do godz. 1 w nocy. Jej szef Stanisław Piotrowicz (PiS) oskarżył opozycję, że to z jej winy prace trwają tak długo. Piotrowicz chce za wszelką cenę zakończyć w tym tygodniu procedowanie prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym.

Identycznie rozwalano Trybunał Konstytucyjny.

Sposób procedowania jest skandaliczny – i tak to jest łagodnie powiedziane.

Pisze Ewa Siedlecka z „Polityki”.

„PING!” – to dźwięk, który nieustannie towarzyszy pracom sejmowej komisji sprawiedliwości nad prezydenckimi projektami ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. W środę rozlegał się częściej, bo komisja pracowała nad ustawą o SN, a do niej PiS wniósł 35 poprawek. W takim trybie, że nie znało ich ani Biuro Legislacyjne Sejmu, ani posłowie innych klubów.

„PING” rozlegało się w trakcie każdej wypowiedzi opozycji. Przewodniczący Piotrowicz ograniczył głosy do minuty, ale „pingał” wcześniej, gdy mu się wypowiedź nie podobała. Oczywiście „pinganie” nie zniechęcało posłów opozycji, więc „pingnięciu” towarzyszyło wyłączenie mikrofonu. Obecni na sali słyszeli więc dalszą część wypowiedzi, ale oglądający transmisję – już nie.

(…)

„Wątpliwości konstytucyjne będziemy rozstrzygać w głosowaniu” – skwitował przewodniczący Piotrowicz. I to można uznać za bonmot roku.

Co na to prezydent? Sprawa jest tajemnicza. Od rana do godziny 13 obecna na posiedzeniu komisji minister Anna Surówka-Piasek unikała jak mogła ustosunkowywania się do poprawek PiS. Gdy opozycja kierowała do niej takie pytania, prowadzący obrady Stanisław Piotrowicz starał się ją obronić przed koniecznością odpowiedzi. A jeśli się to nie udało, minister Surówka-Piasek mówiła, że zostawia rzecz do uznania komisji. Natomiast obecna na sali doradczyni prezydenta Zofia Romaszewska pytana w kuluarach, czy prezydent znał poprawki, odpowiedziała: „do pewnego stopnia”. I oceniła, że niektóre są „nie do zaakceptowania”. „Jeżeli ustawa będzie tak wyglądała, to prezydent powiedział, że zawetuje. Moim zdaniem” – dodała.

Przejdzie do historii:

„Wątpliwości konstytucyjne będziemy rozstrzygać w głosowaniu”.

Aberracja.

Daniel Passent stara się zachować spokój.

Członkowie komisji sejmowych otrzymali poprawki PiS w ostatniej chwili, nie mieli czasu na wcześniejsze zapoznanie się z nimi i przygotowanie się do dyskusji, w której ich wypowiedzi i tak ograniczono do 1 minuty, a nawet mniej. Sama treść ponad 40 poprawek do obu ustaw stanowi w dużym stopniu powrót do sprzecznych z konstytucją projektów zawetowanych przez prezydenta, z pozostawieniem uprawnień dla prokuratora generalnego i wyborem sędziów przez polityków oraz uzależnieniem składu SN od prezydenta. Treść i tryb poprawek (oraz zmian w ordynacji wyborczej do samorządów) pozwala mówić o gwałcie na Temidzie.

Co na to prezydent – nie wiadomo, ponieważ Andrzej Duda bawi w Wietnamie. Prawdopodobnie treści poprawek PiS nie zna, podobnie jak nie znali ich prezydenccy prawnicy. Jest to akurat przykład tego, jak w praktyce ma działać taki system: prezydent niech reprezentuje i podróżuje, a prezes i premier będą rządzili w kraju. Znakomita większość prawników krytykuje sposób „reformowania” wymiaru sprawiedliwości, ale oficjalna odpowiedź brzmi: „Suweren tak chciał, znał nasz program i wybrał nas, a więc wszystko to dzieje się w zgodzie z demokracją”. Sejmowa większość utożsamiana jest z carte blanche dla władzy, która może wszystko. Właśnie dobrała się do ordynacji wyborczej do samorządów.

Jeżeli do tego dodamy zamieszanie i napięcie związane z zapowiadaną rekonstrukcją rządu, która ma m.in. zadecydować o losie premier Szydło i ministra Macierewicza (o którego trwa konflikt PiS kontra prezydent), rekordowe poparcie dla PiS w sondażach, oraz iskrzenie po stronie opozycji (nowa przewodnicząca Nowoczesnej, Lubnauer, podważa porozumienie „warszawskie” z Platformą), to możemy śmiało twierdzić, że klimat polityczny jest podobny do tego za oknem. Listopad – dla Polaków niebezpieczna pora.

Konstytucjonalista prof. Marek Chmaj to, co sie dzieje, nazywa to abberacją.

Zaś prof. Karol Modzelewski twierdzi, że PiS zakłada nam państwo policyjne.

Zmiany w sądach pod dyktando prokuratora generalnego oznaczają wprowadzenie państwa policyjnego – mówił w „Faktach po Faktach” w TVN24 profesor Karol Modzelewski, działacz opozycji w czasach PRL, były senator.

>>>

Post Navigation