Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Mariusz Błaszczak”

Oszustwo wyborcze PiS już się zaczęło, od losowania numerów list?

Prof. Marcin Matczak o losowaniu przez Państwową Komisję Wyborczą numerów list komitetów wyborczych.

Skandaliczna reakcja PiS

Do całej sytuacji odniósł się Mariusz Błaszczak z PiS, który potraktował całą sprawę w sposób bardzo lekceważący. Styl jego wypowiedzi w żadnych kategoriach nie przystoi osobie publicznej o jego statusie. Błaszczak kierując się bezpośrednio do oskarżeń Matczaka, powiedział: – “Pan profesor Matczak ma jakieś problemy mentalne i życzę mu, żeby je pokonał”Dalej tylko zapewnił o tym, że trzeba “dokończyć dobrą zmianę i doprowadzi do polskiego państwa dobrobytu“. Czy taka reakcja ministra obrony narodowej to nieudolna próba ukrócenia dyskusji nad tą sprawą? Ciężko powiedzieć, pewnym natomiast jest to, że obozowi władzy bardzo zależy na jej utrzymaniu.

Dlatego też PiS może postawić wszystko jedną na kartę. Czy nie skończy się to źle dla podstaw demokracji? Istnieją takie obawy. Ponadto partia rządząca była już oskarżana o naruszanie naszych fundamentów ustrojowych. Zamiast w okresie kampanii wyborczej uspokoić wyborców, jeszcze bardziej podkopała do siebie zaufanie.

Kmicic z chesterfieldem

PiS po raz kolejny podbija medialnie stawkę tych wyborów. Tym razem Jarosław Kaczyński mając na celu mobilizację wolontariuszy stwierdził, że mają one wręcz historyczną wagę. Jednak ton wypowiedzi prezesa powoli przekracza granicę powagi i zmierza w kierunku śmieszności. – “Stawką wyborów parlamentarnych jest to, czy Polska pójdzie w kierunku państwa dobrobytu, sprawiedliwości i solidarności, czy też zacznie wracać w stronę postkomunizmu” – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Walka do ostatniego dnia?

W miniony piątek w Warszawie odbyło się spotkanie Kaczyńskiego oraz Morawieckiego z wolontariuszami, sympatykami oraz członkami sztabów regionalnych Prawa i Sprawiedliwości. To spotkanie ma być sygnałem do walczenia o wygraną, a motywować zgromadzonych zaczął Joachim Brudziński: – “To, czym możemy się pochwalić, to fakt, że wszyscy młodzi ludzie, którzy tutaj przyjechali nie wstydzą się PiS, swoich przekonań, swojej pracy na rzecz naszych kandydatów. Ponieście dalej tę energię, radość i przekonanie, że warto stać u boku (prezesa PiS)…

View original post 2 115 słów więcej

 

Morawiecki uznany za kłamcę, teraz dostaje nagrodę od biznesu

Więcej >>>

„Czuję się troszeczkę jak na gali Oskarów. Bardzo serdecznie dziękuję, za tą laudację taką bardzo ciepłą” – powiedział Morawiecki odbierając tytuł. Setki powtarzanych uparcie kłamstw i manipulacji – o sądach, szkołach, uchodźcach, Żydach, gospodarce i klimacie – nie zagroziły kandydaturze premiera. Biznes w Krynicy docenia „wpływ na rzeczywistość”

„Tak się zastanawiałem, czy się rzeczywiście udało tyle zrobić w tak krótkim czasie, w tych 4 latach. Brzmiało to, jakby miało zająć co najmniej 14 lat” – stwierdził Morawiecki po wysłuchaniu laudacji od Zygmunta Berdychowskiego, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Forum to doroczna impreza, na którą zjeżdżają przedstawiciele świata polityki i biznesu, a także eksperci i dziennikarze. W 2019 roku odbyło się już po raz 27.

Rada Programowa Forum niejednokrotnie podlizywała się rządzącym politykom. W 2000 roku nagrodę Człowieka Roku otrzymał Aleksander Kwaśniewski, w 2007 Donald Tusk, w 2011 Bronisław Komorowski, w 2014 Jarosław Kaczyński, a w 2016 Beata Szydło. Członkowie Rady nie omieszkali uhonorować także kontrowersyjnych polityków z zagranicy – nagrody otrzymali węgierski autokrata Viktor Orbán (w 2015) i słowacki premier Robert Fico (w 2012).

„To nigdy nie była nagroda ekonomiczna. To zawsze była nagroda polityczna. To politycy na przestrzeni ostatnich lat najbardziej wpływali na naszą rzeczywistość” – tłumaczył w 2018 roku założyciel Forum Zygmunt Berdychowski.

Morawiecki był nominowany już dwukrotnie. W 2016 minimalnie przegrał z Beatą Szydło, a w 2017 miał poprosić, by jego kandydatury nie brać pod uwagę. Rok później najwyraźniej nie miał już żadnych obiekcji.

Przypominamy, co o Mateuszu Morawieckim pisaliśmy w OKO.press. Ten artykuł to jednak tylko fragment bogatej antologii jego kłamstw i manipulacji, którą zgromadziliśmy w ostatnich latach. Premierowi chętniej nadalibyśmy tytuł Przodownika Fałszu.

Mistrz kłamstwa

Bo polskiemu premierowi z prawdą nie jest po drodze. W lipcu 2018 roku podsumowaliśmy siedem najbardziej bezczelnych (do tamtej pory) kłamstw szefa rządu.

Jak zaznaczyliśmy – bezczelnych – bo Morawiecki mógł z łatwością dotrzeć do prawdziwych danych. Postanowił jednak tworzyć alternatywną rzeczywistość. I tak premier kłamał, gdy

  • podawał liczbę czeczeńskich uchodźców w Polsce – zawyżając ją, zgodnie z ówczesną strategią polityczną PiS, ponad sześciokrotnie;
  • kłamał i manipulował w sprawie świadczeń dla osób z niepełnosprawnością, mówiąc, że za rządów PiS wzrosły o 50 proc. Tymczasem w latach 2015-2018 świadczenia wzrosły o 28 proc., ale tylko niektóre. Potrzebujących jest znacznie więcej;
  • z ukraińskich migrantów celowo robił uchodźców, by na forum międzynarodowym móc bronić „polityki uchodźczej” rządu PiS. I odpierać krytykę europejskich partnerów, którzy domagali się polskiej pomocy w rozbrajaniu kryzysu uchodźczego;
  • kręcił, gdy mówił o polskiej „pomocy na miejscu”, jako rozwiązaniu lepszym od relokacji uchodźców. Jak pisaliśmy wydatki na ten cel były w 2017 roku śmiesznie małe;
  • kłamał w sprawie luki VAT, która miała zmniejszyć się o 40 mld zł. W rzeczywistości zmalała o 13 mld;
  • twierdził, że płace w Polsce pod rządami PiS wzrosły najbardziej od 25 lat. Tymczasem wyższy wzrost notowano co najmniej kilkakrotnie;
  • znacznie przeszacowywał liczbę nowych miejsc pracy, które powstały w polskim przemyśle w 2017 roku. Twierdził, że było to aż 2/3 takich miejsc pracy w Europie. Utrzymywał, że Polskę chwalą za to w prywatnych rozmowach komisarze UE. Liczba, którą podawał była jednak zwyczajnie fałszywa.

Niezrozumiani przez świat

Premier jest też niezłomnym obrońcą „dobrej zmiany” w polskim sądownictwie. Główna linia argumentacji? Zachód i Unia Europejska reform Zbigniewa Ziobry po prostu nie rozumieją. Bo kraje, które nie doświadczyły komunizmu, nie są w stanie pojąć skali patologii, która dotknęła polskie sądy.

Stąd krytyczne głosy partnerów w UE i stąd konflikt z Komisją Europejską i TSUE.

W OKO.press relacjonowaliśmy m.in. wywiad Morawieckiego dla Polsat News z sierpnia 2018 roku. W tym 33-minutowym wystąpieniu kłamał i manipulował ponad 20 razy, bagatelizując skalę konfliktu z Unią o polską praworządność.

W grudniu 2018 roku oznajmił radośnie, że rząd PiS wniósł „fundamentalne zmiany dla podniesienia niezawisłości sędziów” i że „wystarczy spytać sędziów, czy zwiększyło to ich niezależność”.

Jak pisaliśmy odmiennego zdania jest KE, zaprzeczają polskie stowarzyszenia sędziowskie. Wszystkie wskazują na uparte próby podporządkowania wymiaru sprawiedliwości woli polityków PiS.

Swoje kłamstwa Morawiecki chętnie eksportuje. Podczas wizyty w USA w październiku 2018 udzielił wywiadu telewizji CNN. Powtarzał tam argument o czyszczeniu sądów z postkomunistów. Oraz kłamał bez żadnych ogródek, mówiąc, że polska Krajowa Rada Sądownictwa po reformach PiS jest wybierana w większości przez sędziów. Jak pisaliśmy – jest zupełnie odwrotnie.

W prawicowym francuskim dzienniku „Le Figaro” szkalował sędziów przeciwnych „dobrej zmianie” w lutym 2019. Tłumaczył, że 100 proc. sędziów zostało na stanowiskach po upadku PRL, a polskie sądownictwo jest najmniej wydajne w Europie. „Reformy” Ziobry mają tylko je uleczyć.

Na uniwersytecie nowojorskim w kwietniu 2019 porównał sędziów sprzeciwiających się niekonstytucyjnym zmianom do kolaborantów z Vichy. Potem dementował swoją własną wypowiedź.

W OKO.press wielokrotnie i drobiazgowo demaskowaliśmy kłamliwą narrację premiera.

Jasna Góra – symbol polskości

„Jasna Góro, Czarna Madonno, nasza matko, miej w opiece naród cały, który żyje dla Twej chwały” – tak modlił się Morawiecki w grudniu 2018 roku na 27. urodzinach Radia Maryja. Jak relacjonowaliśmy, pokazał wówczas, że jedyną wersją patriotyzmu i w ogóle wartości w życiu publicznym jest dla niego trójca: ojczyzna-tradycja-katolicyzm. A wszystko inne to „podkop pod Polskę”.

Swoje modlitwy premier kierował do tych „którzy nie kochają Polski aż tak mocno, jak my tutaj, jak Rodzina Radia Maryja”.

„Tradycyjnych wartości” Morawiecki bronił niejednokrotnie. W sierpniu 2019 pisaliśmy, że podczas pikniku rodzinnego premier wychwalał „nasze polskie kobiety”, które tworzą mur przed „fanaberiami ideologicznymi”. Tymczasem z sondaży OKO.press wynika jasno, że „polskie kobiety” mają poglądy znacznie bardziej rewolucyjne niż mężczyźni.

Szef rządu kreuje się na żarliwego katolika. Wiemy np., że ściśle przestrzega cotygodniowego postu. Znana anegdota mówi, że w podróży służbowej odmówił zjedzenia ukraińskich pielmieni. Bo akurat był piątek, a pierożki były z wieprzowiną. Przyszły premier miał obgryźć samo ciasto, nadzienie zostawić.

Ale wiara Morawieckiego, pod pozorem „wszechogarniającej dobroci” nosi znamiona fanatyzmu, a sam premier wyklucza z polskiego społeczeństwa tych, którzy nie podzielają jego religijnych uczuć.

Skromny biznesmen

Bogobojny Morawiecki pokazał też swoją mniej skromną twarz.

Na początku października 2018 roku Onet ujawnił nagranie z restauracji „Sowa i Przyjaciele” z 2013 roku. Rozmówcami byli prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło (przyjaciel Morawieckiego), prezes PGE Krzysztof Kilian (wieloletni przyjaciel Tuska), jego zastępczyni Bogusława Matuszewska i… Mateusz Morawiecki, wówczas od pięciu lat prezes banku BZ WBK.

Przytoczone wypowiedzi przeczą obrazowi pokornego i skromnego polityka. Jak się okazało, przyszły premier potrafi soczyście zakląć – nie gorzej niż podsłuchani biznesmeni i politycy PO.

Na jednym z nagrań Morawiecki obiecuje też, że załatwi pracę Aleksandrowi Gradowi z PO. „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś” – mówi. Chodziło oczywiście o 50-100 tys. złotych.

Morawicki ukrywał też zasobność własnego portfela, który powiększył się znacznie dzięki akcjom BZ WBK. Premier zachował je po tym, jak wszedł do rządu PiS, co pozwoliło mu wzbogacić się o 1,23 mln zł. Część miał przekazać na cele charytatywne – nie ujawnił jednak, na jakie. Akcje sprzedał dopiero po dwóch latach w fotelu ministra, bo, jak tłumaczył, „nie zdążył”.

Na cele charytatywne miał pójść także zysk ze sprzedaży działki, którą w 2002 roku Morawiecki kupił znacznie poniżej rynkowej ceny od proboszcza podwrocławskiej parafii garnizonowej. Wykryta dzięki śledztwu „Wyborczej” afera poważnie nadszarpnęła wizerunek premiera, który stara się ukryć fakt, że jest człowiekiem majętnym, zaprzyjaźnionym ze światem wielkiego biznesu.

Drzewko dla Polski

W 2017 roku Morawiecki stwierdził, że ma żydowskie pochodzenie (jego ojciec stwierdził natomiast, że nic mu o tym nie wiadomo). Ta deklaracja nie przeszkadza Morawieckiemu przekłamywać polskiej historii tak, by wybielać udział Polaków w Zagładzie.

„Kiedy mówimy o antysemityzmie, to też przychodzi mi do głowy, że coraz częściej spotykamy się z antypolonizmem. Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem” – rozwodził się premier w rocznicę Marca ’68.

Ofiarą narodowej megalomanii padła prof. Barbara Engelking, którą skreślono Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej w maju 2018 roku. Engelking, wybitna badaczka, która odsłaniała skalę udziału polskiej ludności w Zagładzie, straciła stanowisko, bo zabrakło jej „polskiej wrażliwości”.

Premier, za przykładem ojca, domaga się też międzynarodowego uznania dla polskich zasług w walce z Holokaustem. W 2017 roku stwierdził, że „Instytut Yad Vashem powinien docenić odwagę Polaków i cały naród polski powinien mieć jedno wielkie drzewo Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.

W lutym 2019 w OKO.press pisaliśmy, że premier o żydowskich korzeniach został bohaterem polskich antysemitów – gdy odmówił wyjazdu na szczyt Grupy Wyszehradzkiej do Izraela.

Miłość własna mimo wszystko

Ale to nie koniec „sukcesów” rządu, z których musiał tłumaczyć się przed opinią publiczną w Polsce i Europie. I nie koniec kłamstw.

  • Wziął w obronę katastrofalną w skutkach reformę edukacji, którą zafundowała polskim szkołom była już minister Anna Zalewska. Podczas strajku nauczycieli grał też pierwsze skrzypce w deprecjonowaniu żądań protestujących. „Pracują mniej, a chcą zarabiać więcej” – mówił Morawiecki, rozpowszechniając niebezpieczny mit. Rezultat? Rozjuszeni nauczyciele, zmanipulowane społeczeństwo.
  • Kolejnym „sukcesem” było zablokowanie przyjęcia przez UE deklaracji dążenia do pełnej neutralności klimatycznej w czerwcu 2019. „Nie mamy sobie nic do zarzucenia” – skwitował wówczas Morawiecki, pokazując jasno, że jego rząd nie bierze na poważnie zbliżającej się katastrofy.
  • Bronił też Zbigniewa Ziobry, gdy wybuchła tzw. afera Piebiaka. W kuriozalnym wywiadzie dla TVN24 Morawiecki stwierdził, że Ziobro o aferze nic „nie wiedział, bo tak mu powiedział”. Koronny argument!
  • Premier kłamał też obficie o sukcesach polityki demograficznej PiS. Wbrew zapewnieniom Morawieckiego 500 plus nie sprawiło, że w Polsce rodzi się więcej dzieci. Wręcz przeciwnie, liczba urodzeń spada.
  • Okazją do wielu przekłamań były wybory – samorządowe jesienią 2018 i europejskie w maju 2019. I tak we wrześniu 2018 pisaliśmy m.in. o 3000 km drogowych kłamstw Morawieckiego, a w marcu 2019 demaskowaliśmy fałsz, gdy zapewniał, że PiS nie zamierza budować sojuszy z antyeuropejskimi partiami. Zamierzał i zbudował.

Choć jego praca zdaje się polegać na upartym powtarzaniu postprawd i tłumaczeniu się z kolejnych wtop, premier zachowuje sporo uznania dla samego siebie. Pochwał nie szczędzą mu przychylne PiS media, a także – jak się dziś przekonaliśmy – świat biznesu.

Kłamstwa pisowskich czynowników o ruinie Polski. To pod ich władzą jesteśmy dewastowani

W 2015 roku jednym z głównych argumentów wyborczych PiS była narracja o Polsce w ruinie. Otóż III RP miała wyprzedać cały swój majątek za grosze w obce ręce, stając się w zasadzie  gospodarczą półkolonią. W staromodnym spojrzeniu na gospodarkę PiS na prowadzenie wysuwało się wynoszeniem na piedestał zbawiennej wręcz roli przemysłu dla rozwoju, który to jednak miał w czasach III RP tkwić w stanie praktycznie zaniku. Zagraniczne firmy miały bowiem wykupić zakłady komunistyczne, aby je następnie zamykać, a świadomym celem strategii Berlina miała być dezindustrializacja Polski, aby pozbyć się konkurencji. Wiele już mówiono o tym temacie w Polsce, jednak jednym z ciekawych spojrzeń na tę sprawę są dane publikowane przez amerykańską Centralną Agencję Wywiadowczą (CIA), która prowadzi publiczną bazę danych z podstawowymi informacjami o krajach świata.

Wczytując się w zamieszczone liczby, można dojść jednak do zaskakujących wniosków. Otóż amerykanie nie tylko nie potwierdzili czarnej wizji rządzących, ale nawet więcej, wskazali, że nasz kraj cieszy się nadzwyczajnie wysokim w skali świata udziałem przemysłu w wytwarzaniu PKB. W 2017 roku ten miał stanowić aż 40% naszego PKB. Wartość ta może dla wielu nic nie mówić, ale sprawa stanie się jasna, kiedy zestawimy ją z arcywrogiem propagandowym rządu – Niemcami. Nasi zachodni sąsiedzi w myśl prawicowych teorii spiskowych skonstruowali Unię Europejską na potrzeby ekspansji swojego przemysłu, a Polskę uczynili gospodarczą półkolonią. Tymczasem dane wskazują, że niemiecki przemysł nie jest wcale taką wartością dodaną, jak wydaje się prawicy. Udział przemysłu w PKB Polski okazuje się bowiem nie tylko nie być daleko w tyle za Berlinem, co znacznie go wyprzedzać. O ile jak wspomniałem 40% PKB Polski w 2017 roku pochodziło z przemysłu, to w tym samym czasie za Odrą było to 30%. Ten ostatni poziom nie jest oczywiście niski, ponieważ wciąż stanowi jeden z lepszych rezultatów obok Japonii wśród krajów rozwiniętych. Również struktura zachodniego przemysłu opartego na nowych technologiach tworzy zupełnie innej klasy wartość dodaną, jednak między bajki można włożyć wszelkie urojenia o dezindustrializacji Polski. Fakt, że nasz przemysł nie dorównuje wydajnością i zyskami niemieckiemu jest efektem lat gospodarczego zacofania i niskiej innowacyjności. Przetrwanie nawet setek PRL-owskich zakładów przemysłowych w tym stanie rzeczy nie zmieniłoby dużo. Tym co często nam umyka, jest właśnie różnica w wydajności, a w 2017 roku w Polsce ta była niższa w sektorze przemysłu od średniej “Starej Unii” o aż 59%. W przypadku górnictwa było przykładowo jeszcze gorzej, ponieważ przepaść wynosiła aż 74%.

Pokazuje to, że kluczem do zamożności nie jest nacjonalizacja tylko nowoczesne zarządzanie i technologie. Te zaś przynieśli po 1989 roku do Polski w znacznej mierze zachodni inwestorzy. W ocenie sytuacji gospodarczej trzeba zatem zważać na fakty, a nie promować szkodliwe demagogiczne narracje.

Kmicic z chesterfieldem

Ujawniamy, że Jarosław Kaczyński to prawdziwy Ojciec Narodu. Pomaga wszystkim, nawet „Małej Emi”… – napisał na Twitterze Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”.

Mowa oczywiście o internetowej hejterce Emilii, która brała udział w akcji szkalowania sędziów, krytykujących „dobrą zmianę” w sądownictwie. Artykuł w gazecie zatytułowano „Kaczyński pisał do „Emi”.

Część internautów w komentarzach kpiła z „Ojca Narodu”: – „Kaczyński pisał do Emi z dobrej woli, aby pomóc jej w reformie sądownictwa”; – „Bo w nim jest samo dobro, a o rodziny to już dba ponad życie”; – „Ziobro zdymisjonuje Kaczyńskiego?”.

Inni komentowali dosadniej: – „Za każdym razem jak myślę, że PiS jest na moralnym dnie to okazuje się, że oni jednak kopali znacznie głębiej…”; – „Pazerność na władzę zaślepia. Prezes zaczyna popełniać błędy. I do tego mściwość i chorobliwa obsesja na punkcie Tuska”.

Więcej >>>

W tym samym czasie, gdy Grzegorz Schetyna ogłosił zaskakującą decyzję o usunięciu się w cień…

View original post 1 346 słów więcej

 

Pitolenie Morawieckiego

W prawdziwe upojenie popadły prawicowe media, gdy podczas XIV Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” Mateusz Morawiecki zagrał na gitarze.

Wyrwij murom zęby krat. Zerwij kajdany podnieś Vat” – drwiąco „zaintonowały” „Internety”.

Nie tylko „ze swadą” odpowiadał na wszystkie – nawet te najtrudniejsze – pytania i tłumaczył politykę rządu Zjednoczonej Prawicy, ale również umilił uczestnikom czas przygrywając na gitarze” – skomentowała wydarzenie „Niezależna”.

„Uczestnicy zjazdu mieli bowiem okazję poznać Mateusza Morawieckiego od zupełnie innej, bardziej prywatnej strony” – dodała z rozczuleniem: „Wystarczyła gitara i dobra atmosfera!”

Więcej pitolenia >>>

Kmicic z chesterfieldem

Zbigniew Ziobro zapowiada pozew przeciwko naukowcom z Uniwersytetu Jagielońskiego, którzy odważyli się skrytykować wprowadzone przez niego zmiany w kodeksie karnym.

Ostatnie dni w mediach to pokaz samozadowolenia polskich polityków, którzy chełpią się “sukcesem” w staraniach na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa Polski. Przyjęcie z honorami w Białym Domu, zwiększenie obecności sojuszników i w końcu zakup supernowoczesnych samolotów F-35 świadczyć mają o rosnącej sile naszego potencjału obronnego. Modernizacja sił zbrojnych pod auspicjami PiS ma bowiem przeżywać złote czasy, kiedy już podpisano kontrakt na dostarczenie “Patriotów” oraz artylerii dalekiego zasięgu, a kolejne zakupy są w toku, a jakby tego było mało liczebność naszej armii ma ulec istotnemu zwiększeniu. Obraz rosnącego potencjału obronnego i mit dobrego gospodarza nie wytrzymuje jednak starcia z danymi o całościowym stanie naszego wojska i wpływu przyjętej przez PiS strategii na jego potencjał. Druzgocąca analiza błędów obecnej linii MON została właśnie stworzona na zlecenie Ośrodka Analiz Strategicznych.

Wyczytamy w niej, że…

View original post 1 700 słów więcej

 

PiS jak żaba podsuwa nogę do podkucia

Podczas czwartkowego kongresu ABSL Summit w Warszawie, jednym z przemawiających był były prezydent USA Bill Clinton. W swoim wystąpieniu wyraził uznanie dla Polaków i Polski za trzydziestoletni cykl przemian gospodarczych, który od upadku muru berlińskiego jest przykładem dla innych państw.

Dzięki poczuciu solidarności politycznej i społecznej polskie PKB potroiło się od momentu wyzwolenia się spod dominacji Związku Radzieckiego. (…) Polska oparła się kryzysowi gospodarczemu, dzieli korzyści bycia częścią UE, jest gospodarką, która plasuje się na 6. miejscu w Unii. Wiele krajów chciałoby iść tym samym szlakiem i być takimi jak Polska” – mówił Clinton.

Ludzie związani z prawą stroną krajowej polityki nie omieszkali wyrwać słów byłego prezydenta z kontekstu i przedstawiać je, jako pochwałę wyłącznie dla dzisiejszych zmian. Natychmiast pojawiły się przekazy w prawicowej prasie, że słowa Clintona spowodują załamanie się opozycji.

Oczywiście internauci natychmiast zareagowali odpowiednimi komentarzami. „Ale to nie było o PiS tylko o całym 30 leciu. Przecież wedle PiS odziedziczył Polske w ruinie, to jak mogła tak świetnie przejść kryzys. Nie podsuwajcie parszywej, okrościałej łapy do podkucia” – napisał Waldemar Kuczyński.

Z kolei internauta @4Techuk podsumował „fajerwerki” prawicy: „Jak FAJNIE gdy @wPolityce_pl i #prawyTT chwali dokonania @PresidentWalesa @sldpoland @Platforma_org @nowePSL nie wspominając nic o @pisorgpl. Na Nowogrodzkiej gumki strzelają.”

– W krótkim czasie sprawa sądów zostanie załatwiona; to oznacza, że kolejne najważniejsze sprawy, które mamy jeszcze do załatwienia, jak dekoncentracja mediów, też będą załatwione, choć będzie wielki opór – powiedział w czwartek prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Sukces ofensywy rządowej zależeć będzie od oporu wydawców – komentuje Bartosz Węglarczyk, dyrektor programowy Onet.pl.

>>>

Kmicic z chesterfieldem

Co tak w Polsce śmierdzi?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński pozywa Platformę Obywatelską i jej posłów za łączenie go z aferą dotyczącą spółki Srebrna. – Jarosław Kaczyński postanowił zakneblować nam usta w sprawie Srebrnej – komentuje pozew Krzysztof Brejza, a Marcin Kierwiński dodaje: – Panie prezesie Kaczyński, jest pan jednym z obywateli tego państwa i obowiązuje pana to samo prawo, co innych obywateli.

Jarosławowi Kaczyńskiemu nie spodobało się to, że posłowie opozycji dopytywali o jego powiązania ze spółką Srebrna i aferą dotyczącą budowy dwóch wież w Warszawie.

Pozew dotyczy zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i poszczególnych posłów – Krzysztofa Brejzy, Cezarego Tomczyka i Marcina Kierwińskiego. Chodzi o ochronę dóbr osobistych.

– Jarosław Kaczyński postanowił zakneblować nam usta w sprawie Srebrnej – komentuje pozew Krzysztof Brejza. – Będziemy pytać o to imperium, o oligarchię, która uwłaszczyła się na majątku publicznym poprzez spółkę Srebrną. Będziemy pytać o ten biznes deweloperski, interes życia Jarosława Kaczyńskiego, o szczegóły negocjacji z biznesmenem austriackim, i będziemy pytać, co w biurze partii robił prezes banku – dodaje Krzysztof Brejza.

Kilka pytań opozycji

Posłowie opozycji sprawę pozwu Kaczyńskiego…

View original post 1 581 słów więcej

 

Katecheci nie strajkują, bo godnie zarabiają

MEN informuje, że praca 21,7 tys. nauczycieli religii w 2018 roku kosztowała budżet 1 482 mln. Oznacza to, że katecheci zarabiali średnio 4724 zł brutto, a po styczniowej podwyżce – 4960 zł. Wiceminister Kopeć twierdzi, że są wynagradzani „na takich samych zasadach jak wszyscy”. To nieprawda, o ich awansie decyduje kuria, są w systemie szkolnym ciałem obcym

W odpowiedzi na interpelację posła PO Marka Sowy MEN ujawnia najnowsze (za 2018 rok) dane o nauczaniu religii:

  • koszt nauczania religii wyniósł 1 482 mln zł, o 83 mln więcej niż w roku 2017;
  • liczba etatów w przedszkolach i szkołach publicznych w 2018 roku wyniosła 21,7 tys., o 400 więcej niż w 2017 roku (nauczycieli religii było więcej, bo niektórzy pracują na część etatu).

Ile zarabiają nauczyciele religii?

Dane MEN oznaczają, że rok pracy katechety/katechetki kosztował budżet państwa 68,3 tys., czyli 5,691 zł miesięcznie.

Znając ten koszt pracodawcy można – stosując kalkulator wynagrodzeń – policzyć, że nauczyciele religii zarabiali w 2018 roku średnio (na etat) 4724 zł brutto czyli 3358 zł netto.

Po podwyżce 5 proc. od 1 stycznia 2019 katecheci i katechetki zarabiają zatem obecnie średnio (na etat) 4 960 zł brutto, czyli 3523 zł netto.

Czyli w okolicach średniej krajowej, która wg GUS w IV kwartale 2018 wyniosła 4864 zł brutto, ale cały czas rośnie.

Dane o zarobkach katechetów mają duże znaczenie polityczne. Pojawiają się pogłoski, że katecheci dostali jakieś tajemnicze podwyżki i dlatego nie będą strajkować, a także powtarzana jest opinia, że nauczyciele religii zarabiają wyjątkowo dużo. Obie te informacje najprawdopodobniej są nieprawdziwe.

Minister Maciej Kopeć (na zdjęciu wyżej – obok minister Anny Zalewskiej) podkreśla, że te podane przez  niego liczby są oszacowane na podstawie średnich wynagrodzeń wraz z pochodnymi i że nie są to koszty rzeczywiste. Jest to o tyle interesujące, że w dyskusjach o płacach nauczycieli MEN traktuje te „średnie wynagrodzenia” jako realne zarobki.

Czy katecheci zarabiają lepiej? Raczej nie

Od 1 stycznia 2019 roku podawane przez MEN wynagrodzenie średnie dla nauczycieli wynoszą:

  • dla stażysty – 3045 zł brutto (2188 zł netto);
  • dla  kontraktowego – 3380 zł brutto (2421 zł netto);
  • dla mianowanego – 4385 zł brutto (3121 zł netto);
  • dla dyplomowanego – 5603 zł brutto (3970 zł netto).

Zarobki na poziomie 4960 zł brutto lokują katechetów między średnimi płacami nauczycieli mianowanych (4385 zł) a dyplomowanych (5603 zł), co potwierdza opinię, że katecheci/katechetki lądują na dwóch najwyższych szczeblach awansu zawodowego.

Dodać jednak należy, że nauczyciele dyplomowani stanowią rosnącą większość: wg danych GUS w roku 2017/2018 – aż 55 proc. wszystkich nauczycieli, a mianowani kolejne 22 proc. (w Słupsku odsetek dyplomowanych w marcu 2019 sięga 75 proc.!).

Nie jest celem tego tekstu ocena, ile realnie zarabiają nauczyciele i nauczycielki (będzie to przedmiotem odrębnej analizy, która wymaga uwzględnienia wielu danych). Według niektórych analityków, np. Mikołaja Herbsta, średnie podawane przez MEN (przynajmniej w 2017 roku) mogą być jednak bliskie realnym zarobkom. Z obliczeń Herbsta wynika, że wynagrodzenie zasadnicze stanowi tylko 62 proc. zarobków nauczycieli dyplomowanych, 67 proc. mianowanych, 77 proc. kontraktowych i aż 83 proc. stażystów. Do wynagrodzenia zasadniczego dochodzą bowiem:

  • dodatek za wysługę lat, pobierany przez 97 proc. nauczycieli (1 proc. za 1 rok – maksymalnie 20 proc.);
  • 13-tka (91 proc. nauczycieli), zgodnie z art. 48 Karty Nauczyciela;
  • wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe (w 2017 dostawało je 78 proc.).

W dalszej kolejności: dodatek motywacyjny, kierowniczy (dla dyrektorek i dyrektorów szkół – często wysoki), dodatek za wychowawstwo.

Realne zarobki nauczycieli są zatem znacząco wyższe niż wynagrodzenie zasadnicze, ale też nauczyciele pracują znacznie więcej niż pensum 18 godzin tablicowych.

Według szacunków OKO.press nauczyciele pracują średnio co najmniej 22-23 godziny przy tablicy, a często tyle, ile dopuszcza limit – 27 godzin.

Zarobki katechetów i katechetek nie są zatem zapewne szokująco wysokie na tle innych nauczycieli. Wątpliwości są bardziej zasadnicze.

Nauczyciele religii są wynagradzani zgodnie z oceną Kościoła

Według informacji Episkopatu w 2016 roku 56 proc. nauczycieli religii stanowiły osoby świeckie, 37 proc. – księża i 7 proc. siostry zakonne. Jak twierdzi minister Kopeć:

Nauczyciele religii są wynagradzani na takich samych zasadach jak pozostali nauczyciele.

Maciej KopećOdpowiedź na interpelację poselską – 15/04/2019

To zdanie jest prawdziwe tylko w tym sensie, że katechetki i katecheci są zatrudnieni – jak wszyscy inni nauczyciele – przez szkołę lub zespół szkół, a ich wynagrodzenia – płace zasadnicze i dodatki – regulowane są przez Kartę Nauczyciela zgodnie z zapisanymi tam regułami (np. dodatkiem 1 proc. za każdy przepracowany rok). Wpływ na zarobki ma także polityka samorządów, które starają się dbać o płace nauczycieli sięgając po inne własne dochody niż tylko subwencja oświatowa, i przy ich pomocy zasypując tzw. lukę edukacyjną.

Katecheci pozostają jednak ciałem obcym w szkolnym systemie. Dotyczy to także awansu zawodowego, który ma bezpośredni wpływ na zarobki nauczyciela.

Nauczyciel religii ubiegający się o awans (w praktyce na najwyższy stopień nauczyciela dyplomowanego, bo większość ma co najmniej stopień mianowanego) informuje o tym szkołę, ale

świecka placówka pełni wyłącznie rolę „listonosza”.

Dyrektor na prośbę katechety informuje Wydział Katechetyczny właściwej Kurii Metropolitalnej o rozpoczęciu przez katechetę stażu i zwraca się z prośbą o nadzór merytoryczny nad tym stażem.

Katecheta składa sprawozdanie ze stażu na nauczyciela dyplomowanego w Wydziale Katechetycznym. Załącza też opinię miejscowego proboszcza, choć – przynajmniej teoretycznie – proboszcz nie ma wpływu na jego pracę.

Po zebraniu wszystkich informacji, opinii  dyrektora i hospitującego zajęcia oraz na podstawie rozmowy z katechetą, Przewodniczący Wydziału wystawia ogólną ocenę merytoryczną i przesyła ją na adres szkoły.

I szkoła awansuje katechetę tak, jak zdecydował Kościół.

Jak są zatrudniani i odwoływani katecheci

Sposób awansowania katechetów to tylko jeden z przejawów osobliwej sytuacji tej grupy pracowników świeckiej szkoły, którzy działają w niej na zasadzie ciała obcego.

Zatrudnienie. Nauczyciele religii są

formalnie zatrudnieni i opłacani przez szkołę, ale o zatrudnieniu decyduje biskup, przyznając i odbierając tzw. misję kanoniczną (missio canonica – specjalny certyfikat).

Teoretycznie dyrektor może zwolnić nauczyciela, nawet jeżeli jego misja kanoniczna nie wygasła. Nie są jednak znane takie przypadki. Gdyby dyrektor poszedł na wojnę z biskupem, hierarcha mógłby nie przyznać misji kanonicznej innemu kandydatowi i dyrektor nie miałby nowego nauczyciela.

Minister Zalewska w lutym 2018 przygotowała rozporządzenie, dające nauczycielom/kom religii prawo obejmowania wychowawstwa klasy, ale po protestach wycofała się z niego. Nauczyciele religii biorą natomiast udział w radach pedagogicznych i mają możliwość spotkania z rodzicami uczniów.

Nadzór. Dyrektor nie może w żaden sposób wpłynąć na treści przekazywane podczas lekcji religii. Prowadzi jedynie nadzór pedagogiczny nad nauczaniem religii, czyli kontroluje metody prowadzenia zajęć oraz zgodność z programem nauczania. O wynikach nadzoru dyrektor może poinformować władze kościelne. Ale jak mówią OKO.press nauczyciele, w praktyce nikt świecki nie ingeruje w nauczanie religii.

Do wizytowania lekcji upoważnione są wyłącznie osoby wyznaczone przez biskupa. Wizytator kontroluje katechezę zarówno w szkole (szkołach), jak i w parafii, spotyka się też z dyrektorem. Za przygotowanie wizytacji odpowiada proboszcz.

Programy i podręczniki. Zgodnie z Konkordatem z lipca 1993 roku, to władze kościelne opracowują programy nauczania i „przedstawiają je Ministrowi Edukacji Narodowej do wiadomości”. Tak samo z podręcznikami: zatwierdza je Episkopat, władze świeckie nie mają nic do gadania.

Kościół na terenie świeckiej szkoły

Zasadniczą odrębność stanowi też charakter nauki religii w polskim ujęciu. Jak pokazała nasza analiza „Podstawy programowej katechezy Kościoła katolickiego w Polsce”, która będzie obowiązywać od września 2019, celem 15 letniego nauczania jest „kształtowanie człowieka o religijności żarliwej, pozbawionego wątpliwości, odpornego na prądy laickie »apostoła« gotowego do wychwalania i obrony Kościoła. To także daleko idąca ingerencja w osobowość, oparta na nauce o grzechu, seksualności i tzw. formacji sumienia”.

Kwietniowe strajki (2019) pokazały ponadto, że korzystając z religii w szkole Kościół może – całkiem konkretnie – wpływać na postawę nauczycieli i całych społeczności szkolnych. Nie przypadkiem katecheci nie brali udziału w strajku. Niektóre kurie zajęły w tej sprawie oficjalne stanowisko: kierując do nauczycieli religii apele.

Kuria szczecińska: „w związku ze szczególną misją względem Boga, Kościoła i uczniów [katecheci] nie powinni angażować się w akcje strajkowe” i brać udziału „w działalności związkowej, szczególnie wrogo nastawionego do Kościoła ZNP”;

Kuria Diecezjalna w Gliwicach „Względy ekonomiczne nie usprawiedliwiają rezygnacji z głoszenia Ewangelii. Jedyną formą protestu, jaką można jeszcze zaakceptować, jest postawa solidaryzowania się z innymi nauczycielami. To pozostawanie na uboczu nie może być jednak odbierane jako objaw łamistrajku”.

Kuria w Tarnowie:  Zaangażowanie w strajk pozbawiłoby katechetę „właściwej neutralności, a zarazem mogłyby wystawić na szwank dobre imię Kościoła”.

O niechętnym wobec strajków stosunku abp. Kazimierza Nycza opowiadał OKO.press anonimowo katecheta z warszawskiego liceum im. Żmichowskiej: „No to ja czuję się zniechęcony” – wyjaśnił, dlaczego nie strajkuje.

Depresja plemnika

Mateusz Morawiecki udał się do Stanów Zjednoczonych na dwudniową wizytę.

Podczas pierwszego dnia wizyty szef rządu wziął udział w Okrągłym Stole z udziałem amerykańskich biznesmenów, którego organizatorem był think tank „The Chicago Council on Global Affairs”. Spotkanie miało na celu nawiązanie kontaktów z amerykańskimi inwestorami i pokazanie Polski, jako potencjału do inwestowania. Premier złożył także kwiaty pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki w Chicago – informuje Kancelaria Premiera.

W czasie drugiego dnia wizyty premier Mateusz Morawiecki wziął udział w premierze filmu „Poland: The Royal Tour” oraz wystąpił w amerykańskiej telewizji, w której skrytykował polskich sędziów. – Zmiany w polskim sądownictwie są jak rozliczenie z francuskimi kolaborantami-mówił polityk PiS. Na słowa szefa rządu zareagował na Twitterze mecenas Michał Wawrykiewicz.

Do filmu umieszczonego przez MON odniósł się także pułkownik w stanie spoczynku Adam Mazguła, który zwrócił się do ministra Mariusza Błaszczaka.

Panie Mariuszu Błaszczak, zobaczyłem reklamówkę defilady z okazji 3…

View original post 439 słów więcej

 

Jacek Jaśkowiak olał mszę świętą, bo państwo i kościół to sprzeczności

Więcej >>>

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak to ktoś. Nie uczestniczył we mszy, mimo że 100-lecia Powstania Wielkopolskiego to największe obchody w regionie w tym stuleciu.

Depresja plemnika

Więcej >>>

– Dzisiaj cała sala widziała, jak prezes Kaczyński z kopertą w ręku wołał premiera Morawieckiego do ciemnego saloniku. Czy w tej kopercie kolejna lista nazwisk – pytała z mównicy sejmowej posłanka PO Agnieszka Pomaska podczas debaty o ustawie dot. cen prądu. Wymieniła nazwiska współpracowników i członków rodzin związanych z politykami PiS i zatrudnionych w państwowych spółkach, głównie w Enerdze.

– Syn posła Smolińskiego (Maciej Smoliński, syn wiceministra infrastruktury, jest kierownikiem Biura Majątku Sieciowego Energa-Operator – red.), córka posła Cymańskiego (Marta Cymańska, córka posła Tadeusza Cymańskiego, jest głównym specjalistą ds. relacji z klientem w Energa Obrót Gdańsk – red.), brat redaktora Rachonia z TVP Info (Nikodem Rachoń jest szefem CSR w Grupie Energa – red.), radni PiS, m.in. Kacper Płażyński (kandydat PiS na prezydenta Gdańska został 1 czerwca 2017 roku kierownikiem w pionie do spraw korporacyjnych Energa SA – red.), współpracownicy pana posła Horały: Bełbot i Felmet, jego asystenci (Michał Bełbet jest prezesem Energa Oświetlenie…

View original post 238 słów więcej

Błaszczak – sam w sobie, w swej istocie jest produktem fake newsów

Gdy Rosjanie prowadzą wojnę informacyjną z sąsiadami, szef resortu obrony zarzuca polskim dziennikarzom produkowanie fake newsów.

Dokładnie tak Mariusz Błaszczak publicznie określił informację zamieszczoną w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, w której dziennikarz – zgodnie zresztą z przygotowanymi przez resort obrony propozycjami zmian prawnych – opisał perspektywę rozwoju Wojsk Obrony Terytorialnej.

Dziwne to, ale trzeba przypomnieć, że Ministerstwo Obrony od początku urzędowania w nim Błaszczaka ma problemy z komunikacją medialną. MON nie ma rzecznika prasowego, a konferencje ograniczają się do wygłoszenia oświadczenia, bez możliwości zadawania pytań. Minister udziela wywiadów przeważnie mediom prorządowym, które trudnych pytań nie zadają. Niestety, regułą jest i to, że resort nie odpowiada na wszystkie pytania wysłane e-mailem przez dziennikarzy albo odpowiada na nie już po publikacji artykułów.

Wyścig zbrojeń według ministra Błaszczaka

W sytuacji, gdy w pobliżu polskich granic sytuacja się zaostrza, a MON stara się o zwiększenie obecności wojsk amerykańskich – urzędnicy ministerstwa zamiast tłumaczyć swoje stanowisko, prezentować argumenty zgodne z polską racją stanu, opisywać, dlaczego dokonujemy takich, a nie innych wyborów np. przy zakupach uzbrojenia, odstawiają dziennikarzy na bok. Traktuje się ich jak potencjalnych wrogów, a nazywając ich twórcami fake newsów, zrównuje się ich z rosyjskimi trollami.

A wystarczyłoby tylko wskazówkę busoli ustawić na wschód. To nie polscy dziennikarze, ale Rosjanie prowadzą wojnę informacyjną z sąsiadami. Odczuwają to już Ukraińcy, Estończycy, Łotysze czy Finowie. My w mniejszym stopniu, ale to nie oznacza, że możemy spać spokojnie. Na polskojęzycznych portalach publikowane są np. zmanipulowane wywiady z polskimi żołnierzami.

– Narzędziami dezinformacji są trolle, sieci społecznościowe, organizacje pozarządowe, które przyjmują pieniądze od Rosji – wyjaśniał niedawno w trakcie konferencji naukowej zorganizowanej w Warszawie Janis Sarts z Centrum Eksperckiego Komunikacji Strategicznej NATO w Rydze. Rosjanie posługują się półprawdami, sugestiami, dezinformacją, są mistrzami tzw. mgły informacyjnej, fałszywych hipotez, teorii spiskowych. Nie po to, by ktoś w nie uwierzył, ale aby wszystko uczynić mniej wiarygodnym, zaciemnić obraz.

W tej rzeczywistości jakoś nie można zauważyć jakiejkolwiek aktywności MON w walce z wrogą nam dezinformacją. Czy zatem ministerstwo zakłada, że wsparcie mediów nigdy nie będzie mu potrzebne?

Depresja plemnika

Michał Wojciechowicz to kolejna osoba, która po latach postanowiła ujawnić, że była molestowana przez ks. Henryka Jankowskiego. – „Przyciągnął mnie i zaczął gładzić po twarzy i dotykać tak, że zrobiło mi się niedobrze” – napisał Wojciechowicz na swoim profilu na Facebooku. Miał wtedy 16 lat, był uczniem drugiej klasy liceum ogólnokształcącego. Jego matka w tym czasie była internowana.

>>>

„Od początku i bez jakiejkolwiek wątpliwości wiedziałem, że to było dotykanie pederasty. Państwo wybaczą, ale nie mówiło się wówczas „pedofil” lub „gej”. Pederaści” to byli ci, którzy jak ksiądz Jankowski, lubili „młodych chłopców” – napisał Wojciechowicz. Próbuje wytłumaczyć, dlaczego przez tyle lat nie mówiono o pedofilii ks. Jankowskiego. – „Były bardziej gorące tematy. I nie ma co się za to bić w piersi. Pedofilia w kościele obecna jest w dyskursie publicznym od jakiegoś czasu. Nie był to jednak temat popularny, kiedy trwała rozprawa z komuną. Później, w latach 90. tych, i…

View original post 856 słów więcej

Marek Ch., dawniej Marek Chrzanowski padł ofiarą partii zorganizowanej na wzór mafii

Nie milkną echa afery, związanej z rzekomą propozycją korupcyjną ze strony byłego już szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Ch., który miał domagać się od biznesmena Leszka Czarneckiego łapówki w wysokości 40 milionów złotych w zamian za przychylność państwa wobec prowadzonych przez niego biznesów. Zamiast jednak wręczyć łapówkę okazało się, że Czarnecki całą rozmowę nagrał, a następnie ujawnił jej przebieg opinii publicznej. Powiedzieć, że wywiązał się niezły skandal, to nic nie powiedzieć.

Chrzanowski został co prawda zdymisjonowany, ale CBA nie specjalnie spieszyło się z przeszukaniem jego gabinetu. Taki samym brakiem pośpiechu wykazała się również prokuratura, która byłego już szefa KNF zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego postawiła dopiero wczoraj, po tym jak został on zatrzymany przez CBA.

Obóz władzy dwoi się obecnie i troi, by ukręcić sprawie łeb. Wszystko po to, by tylko nie wyszło na jaw, że Marek Ch. nie działał sam. Gdyby okazało się, że cała sprawa to działanie jednego wielkiego zepsutego do cna aparatu władzy, to straty wizerunkowe, sondażowe i polityczne na mniej niż rok przed wyborami parlamentarnymi mogły by okazać się nie do odrobienia.

Bez względu jednak na finał sprawy trudno nie odnieść wrażenia, że bliskie związki z drużyną dojnej zmiany mogą skończyć się dla byłego już przewodniczącego KNF tragicznie. Taki właśnie obrót sprawy idealnie podsumował na Twitterze jeden z komentujących:

Wygląda zatem na to, że były szef KNF, obecnie już Marek Ch., stanie się kozłem ofiarnym całej afery. Czyżby bliska współpraca z PiS miała mu wyjść bokiem?

* * *

Chciał robić karierę w bankowości, zamiast tego pójdzie siedzieć. Marek Chrzanowski został Markiem Ch.

Depresja plemnika

„Zmienił on formację na Koalicję Obywatelską wrogą Bogu, Krzyżowi, Ewangelii i Kościołowi i pokazał to na bilbordach, gdzie kandydował w wyborach. Radny już nie jest katolikiem i nie może być radnym, bo będzie nam mieszał w naszej wierze. Przez to sam się wyłączył z Boga” – mówił w kościele podczas mszy ksiądz Józef Wędzikowski, proboszcz parafii w Stróżewie koło Poznania. Chodzi o Adriana Urbańskiego, który był kandydatem Koalicji Obywatelskiej na radnego powiatu chodzieskiego.

Ks. Wędzikowski na tym nie poprzestał. Stwierdził, że ci, którzy głosowali na Koalicję Obywatelską też mogą być „wyłączeni z wiary”. Dla wielu słowa proboszcza były nie do zaakceptowania – część wiernych opuściła kościół.

„Skandalem jest dzielić mieszkańców względem opcji politycznych. Jest mi ogromnie przykro, że mieszkańcy naszej parafii, którzy poparli mnie w wyborach samorządowych, tak jak i ja, zostali uznani przez naszego proboszcza za ludzi, którzy wyparli się swej religii” – napisał na Facebooku Adrian Urbański. Do…

View original post 2 778 słów więcej

Macierewicz i Błaszczak to V kolumna, która udaje polieznych idiotów

>>>

Tomasz Siemoniak udzielił wywiadu branżowemu portalowi Defence24.pl, gdzie jako jedyny sukces Ministerstwa Obrony Narodowej wymienił współpracę sojuszniczą. O pozostałych aspektach działalności ministerstwa mówi – “Oceniam, że te 3 lata rządów PiS-u w ministerstwie obrony i wojsku, podobnie jak prezydentury Andrzeja Dudy, to jedna wielka porażka (…)” .

Były szef MON nie zostawia suchej nitki na czystce kadrowej, jaka się odbyła w ministerstwie zaraz po wyborach. Uważa, że straty kadrowe z ostatnich trzech lat są nie do odrobienia w najbliższym okresie, co będzie się odbijało na naszych zdolnościach obronnych. Odnosząc się do amerykańskiej obecności w Polsce przypomina, że to poprzedni rząd rozpoczął uruchamianie bazy w Redzikowie. Od 2012 roku w ramach Aviation Detachment obecni są Amerykanie w Łasku, a od 2014 roku mamy ciągłą obecność rotacyjną wojsk US Army.

Pytany o Fort Trump mówi, że po stronie amerykańskiej pojawiły się propozycje różnych działań zwiększających obecność, wydłużających rotację lub powstania magazynów ciężkiego sprzętu – “(…) Nie ma jednak mowy o czymś co byłoby takim fortem z kilkunastoma lub kilkoma tysiącami żołnierzy na wzór zimnowojennych baz w Niemczech (…)”. Tomasz Siemoniak zwraca uwagę na nadmiar propagandy w przypadku Fort Trump oraz ocenił bardzo źle załatwianie takich spraw za plecami NATO –” (…) Za tydzień jedzie tam (do Brukseli – red.) minister Błaszczak i będzie próbował gniew sekretarza generalnego Stoltenberga łagodzić, ale mleko już się wylało (…)” – mówi portalowi.

W kontekście modernizacji armii Siemoniak mówi o czasie który stracono – “Przykładem kompletnej porażki jest np. program śmigłowcowy. W 2012 roku był przyjęty priorytet, niekwestionowany wtedy przez nikogo, w tym ówczesną opozycję (…)” – podkreśla. Z Patriotami PiS najpierw ogłosił, że to co poprzednia koalicja ustaliła z Amerykanami jest nieważne, po czym po roku MON doszedł do tego samego punktu, gdy Platforma oddawała władzę – ” (…) Potem rozpoczęły się rozmowy, które doprowadziły do konstrukcji takiej, że podpisano umowę na pierwszą fazę na warunkach bardzo niekorzystnych (…)” – przypomina. Umowa nie obejmuje żadnych korzyści dla Polskiego przemysłu, chociaż Macierewicz zapowiadał, że offset będzie wynosił 50%.

Pisowscy politycy to V kolumna – i to świadoma. Nie tylko więc pożyteczni idioci, gorzej: tylko udają idiotów.

Depresja plemnika

Tydzień rozpocznie się od kolejnej taśmy. Ale PiS liczy na to, że aferę KNF uda się przeczekać, jeśli jej treść nie okaże się kolejną sensacją.

Mecenas Roman Giertych zapowiedział w poniedziałek złożenie do prokuratury kolejnego nagrania, tym razem z lipca bieżącego roku. To rozmowa Leszka Czarneckiego z Markiem Chrzanowskim i innymi przedstawicielami KNF. „Na taśmie słychać i widać (to nagranie video), jak przedstawiciele urzędu państwowego bez żenady potwierdzają, że wiedzą o planie przejęcia banku za złotówkę” – napisał na Facebooku, określając całe nagranie jako „Taśmę numer 2″, Giertych. Zaznaczył jednak, że wbrew plotkom rozmowa Leszka Czarneckiego z prezesem NBP Adamem Glapińskim nie została nagrana.

To właśnie tej taśmy najbardziej obawia się PiS. Jak wynika z naszych rozmów, przyjęta strategia na Nowogrodzkiej to próba przeczekania sprawy. Politycy PiS liczą na to, że jeśli zawartość kolejnej taśmy i wszystkich następnych nie będzie sensacyjna, to ta strategia się sprawdzi. Zwłaszcza że w PiS…

View original post 3 283 słowa więcej

Post Navigation