Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Mariusz Witczak”

Religia w szkole jak z Mrożka

Wiele takich sygnałów trafia do Fundacji „Wolność od religii”. Przykład? XXIV LO im. Jana Pawła II w Krakowie, w którym w jednej z klas pierwszych na religię nie chodzi większość uczniów, ale muszą siedzieć w sali w trakcie jej trwania, bo. szkoła nie ma im nic innego do zaproponowania. A religia jest w środku zajęć

Mama uczennicy tego liceum, pani Katarzyna nie kryje, że sytuacja jest absurdalna. – Większa część klasy nie uczestniczy w zajęciach z religii, ale musi być obecna w sali. Opiekę nad tą częścią sprawuje ksiądz, który w tym samym czasie prowadzi lekcję – opowiada nasza rozmówczyni. Część uczniów siedzi na lekcji w słuchawkach i słucha muzyki, ale najczęściej i tak słyszy, co mówi ksiądz.

Pani Katarzyna napisała do dyrektora. W efekcie jej córka może z religii wyjść do biblioteki. Tyle tylko, że inni, formalnie nie uczestniczący w religii, dalej siedzą w sali. – Moja córka jest przewodniczącą klasy, ma wiele spraw na głowie, więc po prostu wychodzi, a klasa prawdopodobnie nawet nie wie, dlaczego i dokąd idzie – mówi pani Katarzyna.

Matce uczennicy zależało, by religia była na pierwszej lub ostatniej godzinie w planie zajęć tak, by mogła córkę z niej zwolnić. Dyrektor nie wyraził na to zgody.

„Ze względów organizacyjnych nie jesteśmy w stanie ułożyć planu lekcji dla wszystkich klas w taki sposób, aby zajęcia religii odbywały się wyłącznie na pierwszej lub ostatniej lekcji. Aby wyjść naprzeciw Pani oczekiwaniom, od najbliższej lekcji religii Pani córka będzie przebywała w bibliotece, pod opieką nauczyciela bibliotekarza” – napisał dyrektor Łukasz Karkowski.

Skargi od rodziców na porządku dziennym

O tym, że praktyka umieszczania lekcji religii w środku planu jest nagminna, dobrze wie Fundacja „Wolność od religii”, która regularnie dostaje od rodziców takie sygnały. – Trudno przypuszczać, by rodzic, który nie zapisuje dziecka na lekcje religii, życzył sobie jednocześnie, by jego dziecko w trakcie tych zajęć siedziało w sali, w której taka lekcja się odbywa i słuchało wszystkiego, o czym jest tam mowa – mówi Dorota Wójcik, prezeska fundacji.

– Mój syn jako jedyny w swojej klasie nie chodzi na religię. W tym czasie wałęsa się po korytarzu, bo biblioteka często jest zamknięta. Czasami jest też tak, że na religii jest zastępstwo np. z matematyki, syn o tym nic nie wie, nie ma go, a potem ma nieobecność. To absurd – mówi nam mama siódmoklasisty w z jednej ze szkół podstawowych w Lublinie.

Jest na to przyzwolenie władz oświatowych?

Kilka tygodni temu oficjalne, pisemne stanowisko w sprawie lekcji religii przygotował mazowiecki kurator oświaty. Z dokumentu wynika, że religia nie musi być umieszczana na pierwszej czy ostatniej godzinie w planie lekcji. Kurator zwrócił uwagę, że nauczyciele religii są pełnoprawnymi członkami rady pedagogicznej i powinni mieć ułożony swój plan lekcji tak, by móc „efektywnie wykorzystać swój czas pracy” (czyli np. bez „okienek” między zajęciami).  – Religia oraz etyka są zajęciami nieobowiązkowymi i nie można zrównywać ich statusu z zajęciami obowiązkowymi, jak np. matematyka czy biologia – mówi Dorota Wójcik.

Fundacja wysłała w tej sprawie pismo do Mazowieckiego Kuratorium Oświaty i właśnie dostała odpowiedź. Wicekurator Krzysztof Wiśniewski powtórzył to, co zostało zawarte wcześniej w oficjalnym stanowisku. „Żaden nauczyciel nie powinien korzystać z „przywilejów” innych niż pozostali nauczyciele. Obowiązek równego traktowania pracowników jest jednym z ważniejszych obowiązków dyrektora szkoły, który jako pracodawca ma obowiązek równego traktowania pracowników i przeciwdziałania dyskryminacji w zatrudnieniu. Odpowiedzialność za naruszenie wobec pracownika zasady równego traktowania ponosi pracodawca” – napisał kurator w liście do fundacji. Czyli mówiąc wprost, kurator uznaje, że gdyby religia była na pierwszej i ostatniej lekcji, to nauczyciel religii byłby dyskryminowany z tego powodu, że miałby „okienka” między poszczególnymi lekcjami.

– Wydaje mi się, że kurator nie rozumie pojęcia „dyskryminacja” i odwraca całą sytuację. Nie ma żadnego dyskryminowania nauczycieli religii w Polsce. Dyskryminowani są nauczyciele etyki i uczniowie, którzy chcą na nią chodzić. Państwo i szkoły robią wszystko, by tej etyki nie było albo jest ona organizowana w taki sposób, by zniechęcić uczniów. Mam wrażenie, że kuratorzy podejmują takie a nie inne działania, aby wpisać się w oczekiwania partii rządzącej – mówi Dorota Wójcik.

Kmicic z chesterfieldem

Partia Jarosława Kaczyńskiego boi się wyborów prezydenckich. Ale już widać, w jaki sposób będzie walczyć o drugą kadencję dla Andrzeja Dudy.

Wbrew oficjalnemu optymizmowi PiS boi się, że przegra wybory prezydenckie wiosną 2020 r. Bo w wyborach parlamentarnych opozycja zdobyła więcej głosów niż PiS, a podczas prezydenckich mobilizacja elektoratów nie osłabnie. Dla opozycji zdobycie prezydentury będzie ostatnią szansą, by powstrzymać władzę Jarosława Kaczyńskiego. Dla PiS przegrana to paraliż i demontaż autokratycznego państwa. Taka mobilizacja daje większe szanse opozycji, PiS nie przyciągnie bowiem kolejnych rzesz wyborców.

Nie pocieszają też rządzących sondaże prezydenckie. Wprawdzie większość z nich wskazuje na zwycięstwo prezydenta Dudy, ale są one przeprowadzane w warunkach, gdy nie ma jeszcze oficjalnych kontrkandydatów, a kampania dopiero się rozkręca. Duda wygrywa, bo jest na razie jedynym oczywistym kandydatem na ten urząd. Ale wygrywa ledwo, ledwo, co powinno PiS niepokoić. W 2014 r., kilka miesięcy przed wygraną Dudy, prezydent Komorowski miał w podobnych…

View original post 3 176 słów więcej

 

Komisja śledcza kiedyś wyjaśni zamach stanu dokonany przez Kaczyńskiego

„Zdajemy sobie sprawę, że PiSokratura jest tak politycznie uwikłana w działania PiS-u, że tej sprawy nie zbada. Zdajemy sobie sprawę, że CBA, na czele którego stoją ludzie PiS-u, tej sprawy nie zbada. Zdajemy sobie sprawę, że Jarosław Kaczyński zrobi wszystko, żeby tej prawdy nie ukazać. Dlatego też kierujemy wniosek do prokuratury w sprawie zamachu na funkcjonowanie legalnych organów konstytucyjnych państwa prawa, zamachu na konstytucyjne organy, do którego doszło w roku 2013. Ta sprawa powinna być wyjaśniona przez komisję śledczą i przez niezależną prokuraturę” – powiedział Krzysztof Brejza. Poseł PO pytał, jak to się stało, że „służby PiS-owskie pozwalają Falencie wyjechać z Polski, że ścigali go bodajże policjanci z komendy w Piasecznie i dopiero strona hiszpańska namierzyła i zatrzymała Falentę. Jak to się stało, że prokuratura wnioskowała o karę więzienia w zawieszeniu i dopiero sąd zastosował bezwzględny wymiar kary” – mówił Brejza.

„Mieliśmy w historii państw demokratycznych sytuację nielegalnego nagrywania oponentów politycznych, która doprowadziła do impeachmentu. To była afera Watergate – impeachmentu Nixona. W tej sytuacji powinno dojść do impeachmentu całej tej PiS-owskiej władzy, która, wysoce prawdopodobne, mogła stać za zorganizowaniem tego procederu. Fakty, na które wskazuje Falenta są druzgocące” – dodał Brejza.

Przypomnijmy – „Rzeczpospolita” ujawniła list Falenty do Dudy, w którym biznesmen skazany w aferze podsłuchowej pisze, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni, kto za nim stał. Z kolei „Gazeta Wyborcza” podała, że Falenta dysponuje nagraniem z centrali PiS w Warszawie z 2014 r., na którym Jarosław Kaczyński komentuje podsłuchy polityków rządu PO-PSL, które dostarczył mu Falenta.

„Domagamy się wyjaśnienia tej sprawy, domagamy się komisji śledczej w tej sprawie, uznając że zachodzi bardzo poważne podejrzenie, co do tego, że nielegalnymi metodami wpływano na sytuację polityczną w Polsce, że odbyła się gra podsłuchami, w której politycy ówczesnej opozycji byli zaangażowani. Informacje, które są w dyspozycji opinii publicznej i te, które każdy dzień przynosi, nakazują poważnie zastanowić się nad istotą zdarzeń z lat 2013-2014, nad udziałem czołowych i ważnych dziś polityków PiS, przedstawicieli służb, biznesmenów, a być może służb obcych państw, w sprawie afery podsłuchowej” – powiedział Tomasz Siemoniak.

Wiceprzewodniczący PO dodał, że do wyjaśnienia jest rola Mateusza Morawieckiego, ponieważ jest jedną z nagranych osób. – „Panie premierze, proszę wyjaśnić opinii publicznej, jaki jest pana związek z tą sprawą, co pan wie na temat faktycznych zleceniodawców i w jakich okolicznościach i o jakich sprawach mówiąc został pan nagrany w różnych restauracjach. Nie może być tak, że takie poważne podejrzenia dotyczą szefa polskiego rządu” – stwierdził Siemoniak.

Kmicic z chesterfieldem

Sebastian Kaleta następca Patryka Jakiego na stanowisku wiceministra sprawiedliwości jeszcze nie zdążył się wygodnie rozsiąść w nowym fotelu, a już dostał po nosie… i to od kogo?

PiSowska funkcjonariuszka Krystyna Pawłowicz ofuknęła go po tym, jak na antenie Polsat News nowy minister wyraził się z przekąsem o stylu jej wypowiedzi:

„Poseł Pawłowicz ma swój specyficzny, bardzo intensywny styl wypowiedzi. Zawsze to jest tak, że pani profesor napisze coś ostrego i trzeba to skomentować. Ja takich słów nie używam” – ocenił Kaleta, nawiązując do wpisów parlamentarzystki na temat Parady Równości w Warszawie.

To na tyle zirytowało panią Pawłowicz, że ruszyła do ataku dokładając swoją „porcję dziegciu” do powodzi radosnych gratulacji, jakie znalazły się na Twitterze pod wpisem samego Kalety, dziękującego szefom rządu i resortu za nominację i zaufanie.

„Proszę za mnie nie przepraszać ani nie wstydzić się za moje wpisy o Paradzie Równości, bo najwyraźniej łatwo daje się Pan…

View original post 983 słowa więcej

 

Zabicie Narutowicza to triumf zabójcy Eligiusza Niewiadomskiego po 95 latach. Władza (PiS) triumfującego bezwstydu

Jedne z najsmutniejszych słów, jakie czytałem. Słowa wiceszefa „Gazety Wyborczej” Jarosława Kurskiego.

Też tak się czuję.

Konstytucjonalista dr Ryszard Balicki nie widzi żadnego powodu do optymizmu – w rozmowie dla portalu wiadomo.co.

JUSTYNA KOĆ: W ekspresowym tempie senatorowie podczas wieczornego bloku głosowań przyjęli ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Teraz ustawy czekają już tylko na podpis prezydenta. Los praworządności w Polsce został przypieczętowany?

RYSZARD BALICKI: Myślę, że tak, bo raczej szans na kolejne weto prezydenta nie ma. Z wypowiedzi urzędników pana prezydenta nie ma co do tego wątpliwości. Szkoda, bo tak naprawdę te ustawy niewiele się różnią od pierwotnego projektu, który prezydent zawetował. Zresztą potwierdził to wiceminister Warchoł, który powiedział wyraźnie, że te projekty ostatecznie realizują 80 proc. zawetowanych przepisów. W tych 80 proc. są też, niestety, te najgorsze rozwiązania, które z góry stwarzają wątpliwości co do konstytucyjności.

Czym różnią się te projekty? Co zwiera się w tych 20 proc., czyli w czym te projekty są lepsze, jeżeli w ogóle można tak powiedzieć?

Nie widzę żadnej zmiany na lepsze, nie oszukujmy się.

Ale prezydent to dostrzega, skoro jego rzecznik zapowiada, że weta nie będzie.

Prezydent na pewno ma teraz odrobinę silniejszą pozycję niż w pierwotnym projekcie pana Ziobry. Z punktu widzenia prezydenta jest to zauważalne. Jest też jakiś taki formalny ukłon, jeśli chodzi o ustawę o KRS, że jednak powinna być jakaś współpraca partii w Sejmie. Jednak jest to tylko fikcja, bo z uwagi na przyjętą procedurę to i tak partia dominująca będzie mogła sobie wybrać, kogo będzie chciała. Naprawdę nie widzę tutaj żadnych zmian na lepsze. Pozostały zarzuty co do niekonstytucyjności zarówno w zakresie przerwania kadencji Pierwszej Prezes SN, jak i w zakresie kadencji sędziów członków KRS.

W tym zakresie, gdzie te zarzuty były najbardziej poważne, nic się nie zmieniło.

Ostatnio pojawił się apel prof. Adama Strzembosza, jednego z ostatnich największych autorytetów sądownictwa, dramatyczny apel do prezydenta, aby zawetował te ustawy. Czy ten apel może cokolwiek zmienić?

Musimy na to spojrzeć tak: jeżeli stanowisko i głos prof. Strzembosza nie przekona prezydenta, to znaczy, że już nikt i nic nie może go przekonać. To by znaczyło, że jest bardzo źle. Prof. Strzembosz jest osobą, która wprost może być utożsamiana z dążeniem do niezależności wymiaru sprawiedliwości. To jest żywa legenda polskiego wymiaru sprawiedliwości, tego niezależnego. Jeżeli apel takiego człowieka, który się już nie stara o żadne stanowiska, poklask, wiadomo, że te jego wypowiedzi nie są oparte o chęć uzyskania profitów czy stanowisk,

jeżeli taki człowiek tak dramatycznie formułuje swoje stanowisko i nawet on nie jest w stanie przekonać pana prezydenta, to znaczy, że już nic na niego nie wpłynie i prezydent jest zdecydowany zniszczyć niezależny wymiar sprawiedliwości w Polsce.

Przecież pan prezydent jest doktorem prawa, musi sobie zdawać sprawę z niekonstytucyjności tych ustaw.

W czasie wczorajszych wystąpień w Senacie prezes Izby Karnej SN, Stanisław Zabłocki, przypomniał wypowiedź lipcową senatora Aleksandra Bobki, który stwierdził, że nawet jego wnuczka zauważa niezgodność z konstytucją w zakresie przerwania kadencji Pierwszej Prezes SN. Jeżeli kilkuletnia dziewczynka potrafi to zauważyć, to tym bardziej doktor nauk prawnych po tak szanowanej uczelni, jak Uniwersytet Jagielloński.

Pytanie:

czy na darmo walczyliśmy o niezależne sądownictwo, o demokrację?

Nie!

Bradzo odważny i otwarty rzecznik praw obywatelski Adam Bodnar też twoierdzi, że nie na darmo.

M.in. ten Bobko to senator z listy PiS.

Politolog Rafał Matyja (jeszcze niedawno sympatyzujący z PiS) w wywiadzie dla Krytyki Politycznej mówi o wykręconych bezpiecznikach demokracji, która albo zamieni się w miękka autokrację (demokracje fasodową), albo w twardą dyktaturę (krwawą).

Co w tej styuacji może opozycja?

Iwan Krastew pisał niedawno na łamach „New York Times”, że inaczej niż komunistom w latach 70., populistom nie zależy na „normalizacji”, tylko przeciwnie, na podgrzewaniu konfliktu i rozgrywaniu go wokół symboli i wielkich haseł. W związku z tym trzeba prowadzić przeciwko nim „normalną” politykę. Podziela pan ten pogląd?

Wierzę w normalną politykę, tzn. w to, że trzeba mówić o wszystkich scenariuszach, ale jako o scenariuszach właśnie, a nie o fatum. Opowiadanie, że wszystko jest przesądzone i że zmierzamy prostą drogą do autorytaryzmu wydawało mi się błędem od samego początku, co oczywiście nie wyklucza piętnowania złych zmian. Uważam jednak, że znacznie więcej ludzi się mobilizuje, jeśli daje się im poczucie sensu.

Poczucie mocy? Że to, co robią, działa?

Tak, zwłaszcza w długiej perspektywie. Ale poczucie sensu – oprócz poczucia siły i sprawczości – budowane jest przez świat wyobrażeń. To jest praca na wiele lat. Nie warto opierać jej na wierze w to, że ten świat tworzy konstytucja czy jakiś sprawny PR. To nie są dekoracje, w których można mobilizować skuteczny opór, to nie jest kontekst, który daje poczucie sensu. Jeżeli męczy mnie pan o przesłanki nadziei, to odpowiadam, że właśnie stworzenie nowego imaginarium polityki, a nie odgrywanie gotowej roli w teatrze PiS, jest dziś największą szansą opozycji.

Senat w piątek wieczorem przyjął bez poprawek ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa prezydenta Andrzeja Dudy.

Za przyjęciem ustawy głosowało 58 senatorów, 26 było przeciw, a trzech wstrzymało się od głosu.

Wcześniej odrzucono wniosek senatorów PO o odrzucenie ustawy. Senacka komisja wnosiła o przyjęcie ustawy bez poprawek.

Przed głosowaniem Bogdan Borusewicz (PO) ocenił, że ta ustawa jest „jeszcze gorsza” niż o KRS. Oświadczył, że „wymienia ona 40 proc. składu SN i łamie konstytucję, gdzie jest wprost zapisana 6-letnia kadencja I prezesa SN”. Senatorom PiS mówił: „Zobaczycie, jak działa ta ustawa – nie zawsze będziecie rządzić. Mam nadzieję, że wtedy zrozumiecie, jak działa ta ustawa”.

Teraz ustawa trafi do prezydenta, który może ją podpisać, zawetować lub zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego (po jej podpisaniu lub przed).

Senat w piątek wieczorem przyjął bez poprawek ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa prezydenta Andrzeja Dudy.

Pamiętajmy o nowej ordynacji wyborczej, która jest procedowana równolegle do ustaw sądowniczych.

Ta ordynacja wyborcza to furtka dla oszustw wyborczych PiS. Poseł PO Mariusz Witczak:

Podobno na etapie prac senackich mają się jeszcze pojawić poprawki. M.in. dotyczące głosowania korespondencyjnego i szybszego przejęcia PKW. Czyli znowu krok w jedną i w drugą stronę.

Do tego bubla prawnego nie powinniśmy się przyzwyczajać. PiS dopiero otworzył sobie drzwi do wielu zmian, które ma w głowie. Niewykluczone, że przed wyborami samorządowymi będą chcieli jeszcze nowelizować uchwaloną ustawę. A przed nami także eurowybory i wybory parlamentarne, więc niekończący się cykl zmian w ordynacjach wyborczych.

Większość Polaków pamięta, że w PRL-u PZPR była „przewodnią siłą polityczną”. Niech PiS też wreszcie uchwali ustawę o przewodniej roli partii i przestanie oszukiwać. Dlaczego próbuje zachować pozory demokracji? Według mentalności partii rządzącej, w Polsce będzie można zostać radnym, posłem czy senatorem pod warunkiem, że jest się z PiS-u. Do tego ta władza dąży.

Równolegle ze zmianami w ordynacji PiS przejmuje sądy. Pracę nad ustawami o KRS i SN zakończył właśnie Senat.

To jest niezbędnik dyktatora: ordynacja wyborcza, która pozwala organizować i nadzorować wybory, oraz sądy, które zatwierdzają wybory. Czyli wszystko zrobią sami.

Szef PKW chce się spotkać z prezydentem w tej sprawie. Wierzy pan w weto prezydenta?

Andrzej Duda powinien zawetować tak niekonstytucyjną ustawę. Jeżeli tego nie zrobi, to zachowa się jak policjant, który zatrzymał pijanego kierowcę i kazał mu jechać dalej.

Dzisiaj ziściły się po 95. latach idee zamachowca na prezydenta Gabriela Narutowicza – Eligiusza Niewiadomskiego.

Niewiadomoski cieszy się w grobie – o ile takiej makabrycznej metafory można użyć – bo rządzi człowiek endecji Jarosław Kaczyński.

I ja też:

Chodzę na demonstracje z poczucia moralnego obowiązku i dlatego,że chcę być razem z tysiącami najlepszych Polek i Polaków, którzy odróżniają demokrację od dyktatury, państwo prawa od państwa bezprawia, prawdę od kłamstwa. I nie czekają aż inni zrobią za nich obywatelską pracę.

Post Navigation