Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Michał Kolanko”

Aleksandra Dulkiewicz, świetna prezydent Gdańska na rocznicy Września 39

Obchody 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte uświetnili swoją obecnością m.in. członkowie rządu. Natomiast jako pierwsza głos zabrała prezydent miast Aleksandra Dulkiewicz, która wyliczała, że każda wojna jest zła zarówno „państwa z państwem”, jak i ta rządzących ze społeczeństwem.

„Tam, gdzie zaczyna brakować praw i tłumi się wolność, tam prędzej czy później pojawia się przemoc w życiu publicznym” – mówiła. W swoim wystąpieniu podkreślała również jak ważny jest pokój i wzajemny szacunek.

Po wystąpieniu prezydent Gdańska głos zabrał premier, który podkreślał bohaterstwo obrońców półwyspu. „Chłopcy z Westerplatte, warszawskich Termopil i innych miejsc dawali świadectwo bohaterstwa narodu polskiego. Ich krew i ofiara dała nam później nadzieję” – powiedział premier. Dodał, że o tych ofiarach należy pamiętać, gdyż z nich zrodziła się dzisiejsza Polska.

W niedzielę nad ranem, w 80 rocznicę wybuchu II wojny światowej, równolegle uroczystościami w Wieluniu, trwały ceremonie upamiętniające niemieckich atak na Westerplatte.

Wśród gości byli premier Morawiecki, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, Piotr Gliński, Mariusz Błaszczak, Aleksandra Dulkiewicz, Grzegorz Schetyna i Frans Timmermans.

Kmicic z chesterfieldem

Donald Trump odwołał swoją wizytę w Polsce. Oficjalną przyczyną jest huragan Dorian, który może na początku przyszłego tygodnia uderzyć we Florydę.

Amerykańscy dziennikarze zwracają jednak uwagę, że prezydent weekend spędza czas na prywatnym polu golfowym.

Biały Dom podkreśla, że prezydent w niedzielę uda się do Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego. Donald Trump opuścił Biały Dom w piątek i udał się helikopterem do swojej rezydencji w Camp David w Maryland, a stamtąd helikopterm poleciał do posiadłości w Wirginii.

Prezydent umila sobie czas grając w golfa, ale są z nim eksperci, którzy śledzą trasę huraganu.

Według najnowszych prognoz „Dorian” zmierza na północ i przejdzie wzdłuż wybrzeża. Władze apelują do mieszkańców Florydy, aby nadal zachowali czujność. Ostrzegają też przed zagrożeniem inne stany.

Szanowny Panie…

View original post 2 115 słów więcej

 

Kaplica w muzeum. Czego to pisowcy nie wymyślą

Nie zważając na różnorodność wyznaniową ofiar II Wojny Światowej dyrekcja Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, na ostatnim posiedzeniu Rady Muzeum, zaproponowała zaaranżowanie części przestrzeni muzealnej jako kaplicy katolickiej – dowiedziała się „Gazeta Wyborcza”. Na pocieszenie dziennik  poinformował, że większość 14-osobowej Rady była temu pomysłowi przeciwna. Pomysł jednak jest i rozpoczął „życie własnym życiem”…

Prof. Paweł  Machcewicz, autor wystawy głównej w Muzeum II Wojny Światowej i jego były dyrektor tak skomentował pomysł: „W muzeum jest wiele miejsc, gdzie zwiedzający mogą oddawać się refleksji nad tym, co zobaczyli. Sam widziałem ludzi wzruszonych, nawet płaczących, bardzo silnie przeżywających to, z czym się spotykają na wystawie. Myślę, że jest to bardziej autentyczne i osobiste, gdy odbywa się na samej wystawie, w sąsiedztwie tego, co każdego najbardziej porusza, niż w jakimś wydzielonym, specjalnie do tego przeznaczonym „miejscu pamięci” czy „miejscu modlitwy”.

Podobnie myśli dr hab. Piotr Majewski, prof. UW, współautor scenariusza wystawy: „Uważam, że miesza się dwa różne porządki: edukacyjny i religijny. Nie znajduję w muzeum miejsca dla kaplicy. A jej otwarcie nie służyłoby jego misji. Pomysł jest wyrazem instrumentalizacji religii, podobnie jak dodanie do wystawy ojca Kolbego i ks. Frelichowskiego, bo martyrologii duchowieństwa poświęciliśmy uwagę w innej części ekspozycji.

Uważa też, że kaplica katolicka sugerowałaby, że ofiarami wojny byli głównie katolicy, a więc w domyśle Polacy. Miejsce ekumeniczne kojarzyłoby się z lotniskiem. Rozumiem i szanuję potrzebę modlitwy, ale nie spotkałem się z kaplicą w żadnym innym muzeum na świecie. Ludzie chodzą do nich w innych celach niż do kościoła. Kaplica byłaby precedensem, który wciągałby muzeum w kolejny spór, tym razem religijny.

„Wyborcza” zapytała o zdanie w tej sprawie rzecznika muzeum Aleksandra Masłowskiego dr. hab. Sławomira Cenckiewicza, członka Rady. Niestety bez efektu.

Wystawa w Muzeum II Wojny Światowej od początku nie podobała się politykom PiS i prawicowym publicystom, którzy zarzucali jej twórcom, że nie przedstawia ona wyraźnie polskiego punktu widzenia.

Z Rady Muzeum wypadł z  m.in. światowej klasy historyk Timothy Snyder, profesor Uniwersytetu Yale, autor uznanej i popularnej książki „Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem”, który nazwał wystawę główną „osiągnięciem cywilizacyjnym”. Są za to prof. Jan Żaryn, senator PiS, Piotr Semka, prawicowy publicysta krytykujący muzeum, jeszcze zanim zostało otwarte, oraz prof. Marek Jan Chodakiewicz – historyk, entuzjasta prezydentury Donalda Trumpa, który wystawę główną nazwał „sowiecką propagandą” i uważa, że muzeum należy zrobić od nowa.

Depresja plemnika

Krajowa Rada Sądownictwa, w ramach swojej „pisowskiej” niezależności i niezawisłości, zakazała sędziom noszenia koszulek z napisem „konstytucja” oraz wszelkich innych emblematów, związanych z ustawą zasadniczą. KRS uznała, powołując się na art.10 Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów („Sędzia powinien unikać zachowań, które mogłyby podważyć zaufanie do jego niezawisłości i bezstronności”), że „publiczne używanie infografik, symboli, które w sposób jednoznaczny są lub mogą być identyfikowane z partiami politycznymi, związkami zawodowymi, a także z ruchami społecznymi”, a to podważa wiarygodność sędziów i wiarę w ich niezawisłość.

Jak mówią sędziowie,  „Uchwała koszulkowa jest absurdalna i ociera się o groteskę. Treścią przypomina czasy słusznie minione, w których ówczesna władza zakazywała noszenia haseł czy symboli będących dla niej niewygodnymi” i nie zamierzają przejść obok niej obojętnie.

Ponieważ autorem tego zakazu ma być sędzia z Olsztyna, to właśnie jego koledzy z regionu poczuli się szczególnie uprawnieni do wyrażenia swego sprzeciwu w tej sprawie…

View original post 1 550 słów więcej

 

Macierewicz i Błaszczak to V kolumna, która udaje polieznych idiotów

>>>

Tomasz Siemoniak udzielił wywiadu branżowemu portalowi Defence24.pl, gdzie jako jedyny sukces Ministerstwa Obrony Narodowej wymienił współpracę sojuszniczą. O pozostałych aspektach działalności ministerstwa mówi – “Oceniam, że te 3 lata rządów PiS-u w ministerstwie obrony i wojsku, podobnie jak prezydentury Andrzeja Dudy, to jedna wielka porażka (…)” .

Były szef MON nie zostawia suchej nitki na czystce kadrowej, jaka się odbyła w ministerstwie zaraz po wyborach. Uważa, że straty kadrowe z ostatnich trzech lat są nie do odrobienia w najbliższym okresie, co będzie się odbijało na naszych zdolnościach obronnych. Odnosząc się do amerykańskiej obecności w Polsce przypomina, że to poprzedni rząd rozpoczął uruchamianie bazy w Redzikowie. Od 2012 roku w ramach Aviation Detachment obecni są Amerykanie w Łasku, a od 2014 roku mamy ciągłą obecność rotacyjną wojsk US Army.

Pytany o Fort Trump mówi, że po stronie amerykańskiej pojawiły się propozycje różnych działań zwiększających obecność, wydłużających rotację lub powstania magazynów ciężkiego sprzętu – “(…) Nie ma jednak mowy o czymś co byłoby takim fortem z kilkunastoma lub kilkoma tysiącami żołnierzy na wzór zimnowojennych baz w Niemczech (…)”. Tomasz Siemoniak zwraca uwagę na nadmiar propagandy w przypadku Fort Trump oraz ocenił bardzo źle załatwianie takich spraw za plecami NATO –” (…) Za tydzień jedzie tam (do Brukseli – red.) minister Błaszczak i będzie próbował gniew sekretarza generalnego Stoltenberga łagodzić, ale mleko już się wylało (…)” – mówi portalowi.

W kontekście modernizacji armii Siemoniak mówi o czasie który stracono – “Przykładem kompletnej porażki jest np. program śmigłowcowy. W 2012 roku był przyjęty priorytet, niekwestionowany wtedy przez nikogo, w tym ówczesną opozycję (…)” – podkreśla. Z Patriotami PiS najpierw ogłosił, że to co poprzednia koalicja ustaliła z Amerykanami jest nieważne, po czym po roku MON doszedł do tego samego punktu, gdy Platforma oddawała władzę – ” (…) Potem rozpoczęły się rozmowy, które doprowadziły do konstrukcji takiej, że podpisano umowę na pierwszą fazę na warunkach bardzo niekorzystnych (…)” – przypomina. Umowa nie obejmuje żadnych korzyści dla Polskiego przemysłu, chociaż Macierewicz zapowiadał, że offset będzie wynosił 50%.

Pisowscy politycy to V kolumna – i to świadoma. Nie tylko więc pożyteczni idioci, gorzej: tylko udają idiotów.

Depresja plemnika

Tydzień rozpocznie się od kolejnej taśmy. Ale PiS liczy na to, że aferę KNF uda się przeczekać, jeśli jej treść nie okaże się kolejną sensacją.

Mecenas Roman Giertych zapowiedział w poniedziałek złożenie do prokuratury kolejnego nagrania, tym razem z lipca bieżącego roku. To rozmowa Leszka Czarneckiego z Markiem Chrzanowskim i innymi przedstawicielami KNF. „Na taśmie słychać i widać (to nagranie video), jak przedstawiciele urzędu państwowego bez żenady potwierdzają, że wiedzą o planie przejęcia banku za złotówkę” – napisał na Facebooku, określając całe nagranie jako „Taśmę numer 2″, Giertych. Zaznaczył jednak, że wbrew plotkom rozmowa Leszka Czarneckiego z prezesem NBP Adamem Glapińskim nie została nagrana.

To właśnie tej taśmy najbardziej obawia się PiS. Jak wynika z naszych rozmów, przyjęta strategia na Nowogrodzkiej to próba przeczekania sprawy. Politycy PiS liczą na to, że jeśli zawartość kolejnej taśmy i wszystkich następnych nie będzie sensacyjna, to ta strategia się sprawdzi. Zwłaszcza że w PiS…

View original post 3 283 słowa więcej

Rydzyk już się nie nauczy języka polskiego. Za późno dla niego

– Kiedy usłyszałem informację o tym, że prezydent Warszawy zakazała Marszu Niepodległości, poczułem się tak, jakby naród dostał nóż w plecy – powiedział o. Tadeusz Rydzyk, komentując decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz. – To jest jakaś pogarda dla patriotów, pogarda też dla tych młodych ludzi, którzy są nadzieją, są patriotyczni, którzy kochają Polskę – ocenił.

Hanna Gronkiewicz-Waltz w środę po 14.00 na konferencji prasowej poinformowała, że wydała zakaz organizacji Marszu Niepodległości w Warszawie.

Decyzję prezydent Warszawy z aprobatą przyjęli politycy Platformy Obywatelskiej, jednak nawet w szeregach opozycji znalazły się głosy krytyczne.

Krytycznie o zakazie organizacji Marszu Niepodległości wypowiedział się o. Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja. Decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz nazwał „zaskakująco” i „delikatnie mówiąc brzydką”.

– Poczułem się tak, jakby naród dostał nóż w plecy. W takie święto, 100 lat od odzyskania niepodległości i nóż w plecy. To jest jakaś pogarda dla patriotów, pogarda też dla tych młodych ludzi, którzy są nadzieją, są patriotyczni, którzy kochają Polskę – stwierdził o. Rydzyk, cytowany przez stronę internetową Radia Maryja.

– Zamiast pomóc tej młodzieży, nawet jeżeli ktoś się z nimi nie zgadza, to rozmawiać na argumenty – argument prawdy, poszanowania drugiego człowieka, naszej historii, miłości, a nie w ten sposób. Dla mnie to jest niewyobrażalne – powiedział.

– Zaraz mi się skojarzyły zabory. Kto tu chce zawładnąć nami? Zaborcy tak postępowali – dodał redemptorysta.

– Bądźmy mądrzy, odważni, ale rozważni i dalekomyślni – zaapelował. – Nie dajmy się też sprowokować, bo widać, że są przeróżne prowokacje. Cały czas chcą nas zniszczyć. W tej chwili kojarzy mi się czas komunizmu. Jak coś się budziło w Polsce, to zaraz było to niszczone. Ile było takich oddolnych rewolucji w czasie komunizmu? Zawsze to niszczyli. Teraz nie należy wykluczać działań z zewnątrz, z różnych stron globu, ale i wewnątrz. Jest to brak sumienia, patrzenie na koniec własnego nosa, na własne ego i pycha, a to jest w sumie głupota. To jest nóż w plecy i pogarda – przekonywał o. Tadeusz Rydzyk.

Nitras do Mazurek: Wróciłem wczoraj wieczorem z USA. Nie uczestniczyłem w posiedzeniu Sejmu, ale to nie przeszkadza wam mnie karać. Lekarz by się przydał

 

Depresja plemnika

„Wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawa, prawo do zgromadzeń jest chronione konstytucją” – powiedział w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Michał Jakubowski. Dodał, że decyzja o zakazie „jest możliwa po starannym zbadaniu sprawy i musi zawierać przekonujące uzasadnienie”. Jak podkreślił sędzia, Gronkiewicz-Waltz nie uprawdopodobniła, że w związku z marszem może dojść do zagrożenia życia, zdrowia i mienia w znacznych rozmiarach, a to była główna przesłanka wydanego zakazu. Stronom przysługuje zażalenie do sądu apelacyjnego w ciągu 24 godzin. Sąd apelacyjny rozpoznaje zażalenie w ciągu 24 godzin od złożenia pisma.

Marsz narodowców czy państwowy?

Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała decyzję o zakazie organizacji Marszu Niepodległości w środę. Demonstracja organizowana jest przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, współtworzone przez m.in. przez Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny i Ruch Narodowy.

„Warszawa dość już wycierpiała przez agresywny nacjonalizm” – tłumaczyła prezydent Warszawy. Dodała, że w czerwcu skierowała pismo do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego w sprawie wspólnego zabezpieczenia uroczystości organizowanych w Warszawie 11 listopada. Pismo to zostało zignorowane.

Orzeczenie sądu o uchyleniu zakazu jeszcze bardziej komplikuje…

View original post 1 547 słów więcej

Korupcja Kornela Morawieckiego. A co z synalkiem? Cenzura PiS

Lobbysta aresztowany w aferze GetBacku ma dwa nagrania z udziałem Kornela Morawieckiego. Mają one dowodzić, że ojciec premiera obiecywał państwową pożyczkę dla pogrążonej w kryzysie spółki – czytamy w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”.

Piotr B. 15 kwietnia miał zadzwonić do prezesa GetBacku Konrada Kąkolewskiego i poinformować, że właśnie załatwił u Morawieckiego seniora pożyczkę w wysokości 200 mln zł. Kąkolewski, który spotkał się z politykiem w hotelu Marriott, puszcza rozmowę na głośnik i ją nagrywa – czytamy. Według relacji informatorów Wojciecha Czuchnowskiego i Małgorzaty Kolińskiej-Dąbrowskiej ojciec premiera potwierdza telefonicznie załatwienie pożyczki.

Dzień później GetBack wydaje komunikat o dofinansowanu, co spotyka się z dementi PKO BP i PFR, które miały udzielić pożyczki. Kąkolewski traci stanowisko prezesa a giełda zawiesza notowania spółki. Dwa miesiące później były prezes i Piotr B. zostają aresztowani.

Jak twierdzi informator „Wyborczej”, Kąkolewski zdeponował pliki z nagraniami rozmowy z Morawieckim w Izraelu.

Przed rozmową z hotelu Marriott miało dojść do spotkania między Kąkolewskim, Piotrem B. i Kornelem Morawieckim. Tam prezes GetBacku poprosił o interwencję u premiera, prezesa PFR i szefa PKO BP. Morawiecki senior miał obiecać pomoc.

Jak pisze gazeta, CBA bezskutecznie próbuje przejąć pliki z nagraniami.

Radnym PiS z Olsztyna oraz posłowi Jerzemu Małeckiemu nie spodobały się dwa obrazy na wystawie w Miejskim Ośrodku Kultury. Zawiadomili więc prokuraturę o możliwości przestępstwa polegającego na publicznym znieważeniu godła oraz obrazie uczuć religijnych. Ich zdaniem. ekspozycja jest „obsceniczno-pornograficzną prowokacją”.

Wcześniej politycy PiS domagali się od prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza, aby natychmiast usunąć obrazy z miejskiej galerii. Żądali też, żeby prezydent wyciągnął konsekwencje służbowe wobec dyrektora MOK Mariusza Sieniewicza. Grzymowicz poinformował polityków PiS, że Sieniewicz został wyłoniony na stanowisko szefa MOK w ogólnopolskim konkursie, a jego wizję rozwoju placówek kulturalnych w mieście poparli także zasiadający w komisji konkursowej przedstawiciele ministra kultury. Nie zamierza więc ingerować w wolność artystyczną.

Z kolei sam Sieniewicz powiedział, że oburzającej polityków wystawy „Polacy Europy”, na której eksponowane są oba obrazy nie zdejmie. Zapewnił, że byłby pierwszą osobą, która kategorycznie by zaprotestowała, gdyby ktoś profanował godło państwowe. Jego zdaniem, nie taki był cel wystawy, a ptak namalowany na jednej z prac nie odwołuje się wprost do symboliki narodowej, a jest co najwyżej jej dalekim echem.

>>>

Zaznaczył, że prezentowane dzieła zawierają wiele obrazów i motywów, a „motyw z genitaliami” nie jest wiodący. Podkreślił, że ta wystawa nie zwraca się przeciwko nikomu, a jest „rozpaczliwym wołaniem młodych ludzi o sens i świat czystych i jasnych wartości”. – „Nie wyobrażam sobie sytuacji, że pokazuję, zwłaszcza młodym artystom co i jak mają tworzyć, i że jeśli coś mnie się nie podoba, to wkraczam, ingeruję czy zrywam prace” – podkreślił Sieniewicz.

Aresztowany lobbysta ma dwa nagrania z udziałem K. Morawieckiego. Mają one dowodzić, że ojciec premiera obiecywał państwową pożyczkę dla #GetBack. Dlaczego lobbysta siedzi a Morawiecki-Tatuś-Zalatwiacz nawet nie jest przesłuchiwany?🤔

Holtei

Politycy PiS o zdradę i zaprzaństwo zwykle oskarżają swoich przeciwników. Opozycja to targowica, a sędziowie cierpią na ojkofobię. Nie zdarzyło się jednak, by zarzut takiego kalibru polityk PiS postawił ministrowi pisowskiego rządu.

Antoni Macierewicz, były minister obrony i ciągle wiceprzewodniczący partii, powiedział, że szef MSZ prof. Jacek Czaputowicz, „zamiast wspierać interes narodowy i bezpieczeństwo Polski, wspiera bezpieczeństwo Niemiec i sojuszu niemiecko-rosyjskiego”.

Poszło o słowa Czaputowicza wypowiedziane tydzień temu podczas dyskusji w Fundacji Batorego. Szef polskiej dyplomacji podkreślał, że Niemcy mimo coraz ostrzejszego sporu z UE o praworządność „widzą potrzebę i chęć rozwijania stosunków z Polską”. – Będziemy bronić Niemiec, jeśli będą one niesprawiedliwie traktowane np. przez USA. Musimy bronić zasad i obowiązuje nas solidarność – powiedział.

Niemcy a polska racja stanu

Trzy lata temu podobne słowa uznane by zostały za truizm. Utrzymywanie dobrosąsiedzkich relacji z Niemcami dla wszystkich rządów było racją stanu. Tak jak konieczność udzielenia partnerom w UE solidarnej…

View original post 3 245 słów więcej

Kaczyński zatruwa opinię publiczną, pogłębia izolację Polski

W niedzielę Mateusz Morawiecki gościł w Toruniu. Swoje spotkanie z mieszkańcami zakończył słowami –  „Tu z tego miasta pochodzi jeden z moich ulubionych zespołów rockowych, bo ja pamiętam bardzo dobrze zespół Republika. Pamiętacie ten refren – „republika marzeń”. To my PiS, Zjednoczona Prawica walczymy o rzeczpospolitą naszych marzeń, o to, żeby była to rzeczpospolita dumna jak polska husaria, szczęśliwa jak uśmiech dziecka i zwyciężymy”.

Na odwołanie się do zespołu i jego utworu błyskawicznie zareagował gitarzysta Republiki, Zbigniew Krzywański.  Na Facebooku zamieścił wpis, w którym napisał – „Panie Morawiecki, ciekawa interpretacja twórczości zespołu Republika. I tak cieszę się, że nie oświadczył Pan, że był założycielem naszego zespołu i pisał Pan teksty. Cała twórczość Republiki nie ma nic wspólnego z tym co Pan mówi i robi”.

Jeden z internautów nie przebiera w słowach i pisze, że „Powoływanie się tego oszusta na „Republikę” to już naprawdę wielki nietakt. Ja bym panu Morawieckiemu zadedykował ten fragment z twórczości Grzegorza Ciechowskiego::”Schowali się po różnych mrocznych instytucjach, pożarła ich galopująca prostytucja”.  Inny uważa, że premier „tak zrozumiał twórczość Republiki, jak Duda twórczość Maanamu”a według kolejnego, lista tematów „które może poruszać premier się kurczy. bo odwołania wywołują tylko wściekłość i protest. problem polega na tym, że to nie jest kwestia wymiany premiera i to nic nie załatwi. w perspektywie zwiastuje to srogie cięgi. nie warto było dzielić ludzi na lepszy i gorszy sort”.

Konferencja Ambasadorów jednoznacznie potępiła sławetne słowa prezesa PiS dotyczące sędziów. Jarosław Kaczyński na konwencji partii w Olsztynie oświadczył, że część sędziów cechuje nienawiść do własnej ojczyzny, czyli właśnie ojkofobia. Mówił zwłaszcza o tych, którzy spory o ziemię na Warmii i Mazurach rozstrzygali na korzyść dawnych właścicieli, czyli Polaków, którzy – bardziej lub mniej dobrowolnie, co było częstsze – wyemigrowali do Niemiec i zrzekli się polskiego obywatelstwa.

  • Konferencja Ambasadorów to zgromadzenie byłych przedstawicieli RP, którego celem jest analiza polityki zagranicznej i wskazywanie pojawiających się zagrożeń dla Polski
  • Wśród członków Konferencji są m.in: Piotr Nowina-Konopka – były ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, Jan Barcz – który reprezentował Polskę w Austrii, Marek Grela – były ambasador RP przy Unii Europejskiej czy Jerzy Maria Nowak, który reprezentował Polskę w Hiszpanii, Andorze i NATO
  • Zdaniem tychże ekspertów, słowa prezesa PiS to „zatruwanie opinii publicznej”

„O tym, kto jest Polakiem decydować ma partia obecnie rządząca”

Wskazują, że najwyraźniej, zdaniem prezesa PiS, o tym, kto jest, a kto nie jest Polakiem, decydować ma partia obecnie rządząca. I także prawo ma zyskać nowy wymiar – wymiar narodowy.

„W państwie praworządnym, jakim do niedawna była Polska, nikt nie wpadłyby na pomysł, aby Polaków – którzy wyemigrowali do Zjednoczonego Królestwa – nazywać Anglikami, Szkotami czy Irlandczykami oraz konfiskować ich pozostawione w Polsce mieszkania, domy i gospodarstwa” – przekonują byli ambasadorzy.

Zaznaczają też, że w państwach demokratycznych systemy prawne opierają się na zasadzie niezależności sądów i niezawisłości sędziowskiej oraz równości wobec prawa wszystkich bez wyjątku: bez względu na narodowość, obywatelstwo, rasę, płeć, przekonania polityczne, wyznawaną religię, wykonywany zawód i stan majątkowy.

Tymczasem – wnioskując ze słów prezesa PiS – ten chciałby, zdaniem byłych ambasadorów, w każdym z toczących się w Polsce procesów preferować tych, którzy są Polakami.

„Prezes Kaczyński, wprowadzając kategorię narodowości, jako kryterium, którym przede wszystkim mają się kierować polscy sędziowie, powinien przy tym zakładać, że proponowany przez niego model może zostać doceniony i upowszechniony na zasadzie wzajemności wobec Polaków przebywających zagranicą” – ostrzegają byli ambasadorzy. „Sędziowie obcych państw będą wydawać wyroki na korzyść swoich rodaków” – zaznaczają.

„Pogłębia izolację Polski”

Jak dodają, dla milionów Polaków mieszkających za granicą, setek tysięcy polskich turystów odwiedzających corocznie atrakcyjne miejsca na całym świecie, ale także polskich biznesmenów prowadzących działalność poza Polską ta „instrukcja” Jarosława Kaczyńskiego byłaby wówczas fatalną wiadomością.

„Pomysł zastąpienia zasady równości wobec prawa kategorią obrony interesów członków własnego narodu mógłby ich w przyszłości – jeśli staną przed zagranicznym sądem – pozbawić prawa do uczciwego procesu i sprawiedliwego wyroku” – zaznaczają.

W ich ocenie wypowiedź prezesa PiS dla Polski w UE może mieć dalekosiężne konsekwencje.

„Pogłębia izolację Polski w społeczności demokratycznych państw, szkodzi pozycji i wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej” – kwitują byli przedstawiciele RP.

Słowa o ojkofobii sędziów poruszyły tak środowisko sędziowskie, jak byłych przedstawicieli Polski za granicą. Byli ambasadorzy w przyjętym wczoraj stanowisku podkreślają, że podejście, jakie zaprezentował Jarosław Kaczyński „nie ma nic wspólnego z praworządnością i jest obraźliwe dla sędziów”. Do tego, jak podkreślili ambasadorzy, słowa prezesa PiS są obraźliwe także dla polskiej, rodzimej ludności rodzimej Ziem Zachodnich i Północnych. To oni w okresie PRL poddani byli presji migracyjnej, bezprawnie pozbawiani obywatelstwa polskiego i pozostawianych w kraju nieruchomości.

„Jarosław Kaczyński zatruwa polską opinię publiczną ojkofobią oraz pogłębia izolację Polski w społeczności państw demokratycznych” – podkreślają byli przedstawiciele RP. Jak dodają, Jarosław Kaczyński „proponuje nowy, nieznany w państwach demokratycznych model wymiaru sprawiedliwości: polscy sędziowie, bez względu na obowiązujące prawo powinni zawsze orzekać na korzyść Polaków” – piszą.

Holtei

Prof. Wojciech Sadurski opowiada się za delegalizacją PiS po przegranych wyborach przez obecnie rządzących.

Platforma Obywatelska złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z agitacją wyborczą Mariusza Błaszczaka podczas koncertu w Legionowie. – „Podczas imprezy finansowanej ze środków unijnych z programu operacyjnego dotyczącego rybołówstwa, podczas imprezy firmowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojsko Polskie, imprezy, która była również współorganizowana przez Żandarmerię Wojskową, doszło do ewidentnej manipulacji, doszło do prowadzenia kampanii wyborczej przez ministra Mariusza Błaszczaka. Mamy do czynienia ze zwykłem wiecem wyborczym partii PiS i prezentacją kandydata PiS-u na prezydenta miasta. To jest niebywały skandal” – powiedział rzecznik PO Jan Grabiec.

Jako dowód zaprezentowano fragment wypowiedzi Błaszczaka z koncertu. – „Chciałbym podkreślić, że już niedługo, bo już za niecały miesiąc będą wybory samorządowe, więc zapraszam państwa do tego, żeby wziąć udział w wyborach, żeby głosować. Chciałem też zarekomendować państwu świetnego kandydata na urząd prezydenta miasta Legionowa…

View original post 1 456 słów więcej

Duda rządzi w wigwamie, Donald Tusk to liga europejska

>>>

Tusk: Prosiłem Morawieckiego o spotkanie ws. ustawy o IPN, ale nie zdecydował się na rozmowę

– To, że rząd nie wytrzymał tego nacisku ze strony Izraela [ws. ustawy o IPN], i także oczywiście Waszyngtonu, o tym wiemy, sam mógłbym godzinami opowiadać. Zresztą starałem się to wytłumaczyć premierowi Morawieckiemu w Brukseli, nawet prosiłem o spotkanie, ale nie zdecydował się na rozmowę wówczas, a miałem pomysł, żeby dużo szybciej wyjść z tego zakrętu – stwierdził Donald Tusk w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem w „Faktach po faktach” TVN24.

„Gdyby Jarosław Kaczyński wystartował w wyborach prezydenckich, nie wahałbym się ani chwili” – odpowiedział w „Faktach po faktach” w TVN24 były premier Donald Tusk na pytanie o powrót do polskiej polityki. – „Proszę zapytać prezesa, czy podejmie wyzwanie” – dodał Tusk.

Przewodniczący Rady Europejskiej nie jest zdziwiony, że opozycja nie wzięła udziału w Zgromadzeniu Narodowym. – „Po pierwsze, dość kontrowersyjne było usadowienie uczestników tej uroczystości pod namiotem. Wyobrażam sobie różne imprezy pod namiotem, ale wydaje mi się, że akurat Zgromadzenie Narodowe powinno być po prostu w budynku parlamentu. To, jak zauważyłem, wzbudziło sporo emocji i komentarzy, ale oczywiście istota problemu leży gdzie indziej i przecież nie namiot był powodem, że opozycja nie uczestniczyła w tym zgromadzeniu. Rozumiem tę decyzję, chociaż na pewno nie była łatwa, ale wszystko na to wskazuje, ostatnie 3 lata pokazują dość wyraźnie, że dzisiejszy obóz rządzący, a więc organizatorzy tych uroczystości, chyba nie przywiązują jakiejś wyjątkowej wagi do samej istoty parlamentaryzmu i stąd dla mnie dość zrozumiała decyzja, choć na pewno niełatwa” – powiedział Tusk.

Dodał, że do niedawna rolą marszałków Sejmu i Senatu było zachowanie obiektywizmu. – „Marszałkowie obu izb posunęli się daleko i brawurowo w rządzeniu. Ci, którzy wygrali wybory, rozumieją to jako mandat do robienia wszystkiego, na co mają ochotę. Władza, która chce rządzić bez żadnych ograniczeń i kontroli, poddana jest wielkiej presji korupcji i bezkarności” – przestrzegł Tusk.

Zapytany o spór, dotyczący Sądu Najwyższego odpowiedział: – „Na świecie jest zauważany spór w Polsce o to, kto jest ważniejszy: Konstytucja czy partia, która zdobyła władzę. Z punktu widzenia nie tylko Brukseli, ale też wielu moich koleżanek i kolegów, premierów, prezydentów, włącznie z prezydentem Trumpem, mimo że on może się wydawać dzisiaj taki czasami ekstrawagancki i ze skłonnościami do rządów silnej ręki, ale Konstytucja ich krajów jest ciągle rzeczą najważniejszą i nie śmieliby przeciwko Konstytucji własnego kraju występować. Prof. Małgorzata Gersdorf stara się, najlepiej jak potrafi, wypełniać swoją misję I Prezes Sądu Najwyższego”.

Były premier z zaniepokojeniem odniósł się do sytuacji w Polsce. – „Reputacja obecnego rządu jest coraz bardziej wątpliwa w Europie i na świecie. Obecna władza obsesyjnie i zaciekłością chce poddać kontroli sądownictwo, prokuraturę, policję i niezależne media. Władza, która nie ma żadnych ograniczeń, przekształca demokrację w kleptokrację, czyli mówiąc po ludzku – rządy złodziei. Władza, która nie ma ograniczeń i kontroluje sądy, na końcu jest władzą, która po prostu bezkarnie kradnie” Trzeba bronić systemu, w którym sądy są niezależne od polityków” – zaznaczył Donald Tusk.

„Gdyby Jarosław Kaczyński zdecydował się kandydować, to nie wahałbym się ani chwili i stanąłbym do takiego pojedynku” – to kluczowy wypowiedź z piątkowego wywiadu Donalda Tuska dla TVN24. Szef Rady Europejskiej od miesięcy realizuje precyzyjną strategię, w której w każdym kolejnym wywiadzie przesuwa granicę swojego zaangażowania w sprawy polskiej polityki.

Deklaracja będzie oczywiście tematem politycznym weekendu – Tusk zawsze miał dobre wyczucie chwili, ale jej strategiczne znacznie jest szersze. Dotyczy nie tylko PiS, ale i opozycji. Tusk daje bowiem do zrozumienia tym wszystkim którzy uznają, że przywództwo Grzegorza Schetyny nie daje opozycji gwarancji zwycięstwa, że lider PO w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie jedyna alternatywą.

– Możecie w Polsce państwo zapytać prezesa Kaczyńskiego, czy przyjmuje takie wyzwanie – mówił dziś Tusk. To sposób, by sprowokować PiS do reakcji. I zapewne tak się stanie. Dzięki tej strategii Tusk jest na czele rankingu zaufania do polityków i z łatwością wyprzedza innych liderów opozycji. A do końca jego kadencji jeszcze ponad rok. W jej budowaniu służy też komunikacja w internecie: od tweetów przez intensywną i profesjonalna komunikację na Instagramie. Tusk założył konto niedawno, w kwietniu 2018 r. To wszystko pokazuje kolejne elementy jego planu.

Tusk: Gdyby Kaczyński startował na prezydenta, stanąłbym do pojedynku

Wystarczy prześledzić, jak były premier przesuwa granice swojego zaangażowania i deklaracji o starcie. Kilkanaście miesięcy temu – na starcie kadencji – dużo rzadziej bezpośrednio wypowiadał się o polskiej polityce. Stopniowo się to zmieniało, zwłaszcza w ubiegłym roku 8 grudnia 2017 roku mówił tak o swojej przyszłości. – Będę angażował się w sprawy polskie tak długo jak będę żył. Czy się to komuś nie podoba czy nie – stwierdził. W listopadzie 2017 roku na Twitterze pisał: „Alarm! Ostry spór z Ukrainą, izolacja w Unii Europejskiej, odejście od rządów prawa i niezawisłości sądów, atak na sektor pozarządowy i wolne media – strategia PiS czy plan Kremla? Zbyt podobne, by spać spokojnie”. To wywołało ostrą reakcję PiS i stało się tematem krajowym na kilka dni. W lipcu 2017 mówił, że ma niezwykle krytyczną opinię o tym, co dzieje się w Polsce.

Później tempo przyspieszyło. 30 marca 2018 r. w rozmowie z Andrzejem Morozowskim w „Tak Jest” przyznał. „Nie idę na emeryturę. Niech nikt nie myśli, że będę oglądał wyłącznie telewizję czy grał w piłkę z wnukami”. Przy okazji mundialu, w rozmowie „piłkarskiej” z Gazetą Wyborczą przyznał: „Kto wie, z kim jeszcze zagram i o co”.

W tym świetle jego deklaracja o tym, że nie waha się wystartować przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu nie dziwi. Oczywiście szanse na to, że Jarosław Kaczyński wystartuje są praktycznie zerowe. Ale już teraz start samego Donalda Tuska w wyborach prezydenckich jawi się jako bardzo prawdopodobne. Przestaje być tylko scenariuszem, o którym mówią inni politycy. Za miesiąc lub dwa były premier przesunie granicę po raz kolejny np. ostro skrytykuje obecnego prezydenta Andrzeja Dudę i tak dalej.

Komunikaty Tuska są też wysyłane pod adresem opozycji. Platforma i Nowoczesna są teraz skonsolidowane pod przywództwem Grzegorza Schetyny. Ale im bardziej Tusk będzie angażował się w polską politykę, im mocniej będzie deklarował powrót, tym bardziej w Polsce politycy opozycji będą orientować się na niego, nie na Schetynę. – Gdy tylko Tusk wróci, stanie się automatycznie liderem opozycji. Schetyna będzie jednym z przywódców, jak Kosiniak-Kamysz, Lubnauer czy Czarzasty. I nie musi być do tego liderem żadnej partii – prognozował kilka tygodni temu w rozmowie z „Rzeczpospolitą” jeden z polityków opozycji.

Można się zastanawiać, czy Tusk będzie potrafił wrócić i odnaleźć się w bardzo zmienionej polskiej sceny politycznej. Ale kolejne wywiady i działania pokazują, że wyczucia politycznej chwili i precyzji w dobieraniu przesłania w żadnej mierze nie stracił.

Obchody 550. rocznicy polskiego parlamentaryzmu okazały się dokładnie takie jak nasz parlamentaryzm pod rządami PiS. Nawet ich lapidarny program już sugerował, że odbywają się właściwie nie wiadomo po co. Niczym dopust boży, który trzeba z przepychem odbębnić. Choć gdyby przymusowej celebry sobie oszczędzono, nic takiego by się przecież nie stało. To mniej więcej tak jak z polskim Sejmem pod batem marszałka-ekonoma Kuchcińskiego, mechanicznie legalizującym wytyczne z Nowogrodzkiej. Ileż czasu i pieniędzy by oszczędzono, gdyby zrezygnowano z tego wymogu, a „dobra zmiana” i tak byłaby dokładnie w tym miejscu, w którym jest dzisiaj.

Sejm – nikomu niepotrzebna, kosztowna dekoracja

Groteskowy namiot za milion złotych na placu Zamkowym, w którym zebrało się Zgromadzenie Narodowe na rocznicowe pogaduchy, doskonale więc sprawdził się w roli symbolu obecnego Sejmu jako nikomu niepotrzebnej, za to kosztownej dekoracji. Podobnie jak to, że właściwym uczestnikom zgromadzenia, czyli parlamentarzystom, z zasady odmówiono pod namiotem głosu. Przewidując dla nich jedynie uczestnictwo we mszy, wysłuchanie oracji władzy niby-wykonawczej (prezydenta) oraz wynagrodzenie w postaci darmowego lunchu. Czyli prawie codzienność z Wiejskiej, tyle że przystrojona w odświętne szaty.

No i przy okazji zamknięto kawał miasta, aby zwykły suweren nie zakłócił powagi celebry, co również przypomina o naszym Sejmie za płotem i szlabanem, z uzbrojonymi po zęby strażnikami marszałkowskimi i ogólną reglamentacją wstępu do owej świątyni polskiej demokracji.

Polskie ustrojowe DNA czy dna?

Owo tło nakreśliło zatem specyficzny kontekst dla retorycznych wysiłków prezydenta Dudy, sławiącego parlamentarne tradycje dawnej Rzeczpospolitej. Które – uwaga! uwaga! – po wsze czasy ustanowiły „nasze polskie ustrojowe DNA”. Lecz może trafniej byłoby zrezygnować z wielkich liter, skoro właśnie teraz zaliczamy w Polsce kolejne ustrojowe dna? Kto jak kto, ale prezydent z wykształceniem prawniczym, formalnie rzecz biorąc będący najwyższym organem władzy wykonawczej, w istocie jednak zredukowany do rangi ogniwa w łańcuchu decyzyjnym pętającym wszystkie konstytucyjne ośrodki władzy, powinien mieć tego świadomość.

Ruchy obywatelskie zorganizowały własne Zgromadzenie Narodowe

Nowe prawo uchwalane w kilka godzin

Akurat dzień wcześniej marszałek Sejmu nadał numer drukowi złożonej przez PiS interwencyjnej nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, zmieniającej tryb wyboru I Prezesa SN. To oczywiście nie najbardziej drastyczny, niemniej modelowy przykład tego, jak władza uchwałodawcza, ów spadkobierca 550-letnich tradycji polskiego parlamentaryzmu, ingeruje w wewnętrzny ład podobno niezawisłej władzy sądowniczej. Źli faceci w togach na złość suwerenowi chcą wykorzystać obowiązujące procedury, aby ocalić ducha swej najważniejszej instytucji? No to ciach po procedurach, teraz mogą się co najwyżej brzytwy złapać. Grunt, żeby nasze (czytaj: pisowskie) było na wierzchu. Zresztą nawet w uzasadnieniu projektu otwartym tekstem stwierdzono, iż zmiany służą „szybszemu” wyborowi pierwszego prezesa. A po co się spieszyć? Wiadomo – trzeba stworzyć fakty dokonane, zanim Trybunał Sprawiedliwości UE zajmie się polską „reformą sądów”.

Tak właśnie w państwie PiS od blisko trzech lat uchwala się prawo. Trzeba coś szybko załatwić, kogoś pognębić, zalegalizować jakiś łup. Dziennik ustaw jest jak codzienna gazeta, która po jednorazowej lekturze ląduje w koszu. I któż by po nim płakał, skoro w każdej chwili można zwołać Sejm i Senat, aby w kilka godzin uchwalić nowe prawo?

Rocznica, czyli parodia święta

Z nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym rzecz jasna będzie tak samo. Uchwałodawca bez zbędnego gadania uchwali, najwyższy wykonawca – zgodnie z własnym DNA – rzecz podpisze, wskutek czego resztki niezależnego polskiego sądu tak samo zostaną włączone do wspólnego łańcuszka pętającego kluczowe ośrodki ustrojowe. I wreszcie wszystkie moce państwa, już teraz bez wyjątku, poddane będą woli człowieka, który sam o sobie mówi, iż jest „skromnym szeregowym posłem”. Tak to u nas działa, czyniąc wszelkie rocznicowe zaklęcia ich własną kpiną i parodią właściwego stanu rzeczy.

Co oczywiście bojkotująca obchody opozycja słusznie wykrzyczała, choć rutynowość tej krytyki nic przecież nie zmieni. W wielkiej ustrojowej dekoracji każda aktorska kwestia, nawet jeśli wygłoszona od serca, z czasem popada w sztuczność. Więc i tym razem opozycyjna krytyka uwrażliwiła pewnie tylko nielicznych już uwrażliwionych, obojętnych pozostawiając obojętnymi. To już jednak kwestia nie ustrojowego, lecz obywatelskiego d-n-a.

Posłowie opozycji nie są od tego, żeby zapewniać komfort psychiczny premierowi

Waldemar Mystkowski pisze o obchodach.

Polski parlamentaryzm na swoje 550-lecie został złożony do grobu. Odbyło się to w asyście jednej partii (plus przystawki) i herolda funeralnego – prezydenta Andrzeja Dudy. Na tę godzinną uroczystość wynajęto namiot za milion złotych i to nie wiadomo z jakich powodów, bo budynek Sejmu przy Wiejskiej ocalał po demolce demokracji przez PiS.

Obliczono nawet, ile kosztowała minuta wystąpienia Dudy – 25 tysięcy złotych. A zatem gdyby Duda był tyle warty jako zawodnik, to na Mundialu wyszlibyśmy z grupy i w niedzielę gralibyśmy w finale przeciwko Francji bądź Chorwacji. Ale Duda to zawodnik od faulów, który łamie Konstytucję, gdy prezes mu nakaże. Dawno dostał czerwoną kartkę, dzisiaj jest tylko kibolem.
Można było mieć wrażenie, że Duda nie przemawia do narodu, bo większość mu nie wierzy. Słowa adresował do swego zwierzchnika, sponsora politycznego, prezesa Kaczyńskiego, dlatego, aby wystawił go na drugą kadencję.

Parlamentaryzm mamy, jak ów namiot na godzinę, który powoduje kojarzenia z wynajmem pokojów na godziny, aby załatwić swoje potrzeby. Tak rządząca partia obsługuje swój interes partyjny z funduszu wszystkich Polaków.

Czy opozycja mogła wziąć udział w tym bieda-spektaklu? Raczej nie, a w zasadzie na pewno, gdyż prolongowałaby agonię parlamentaryzmu. Wszak odjęto jej głos i jedynie za zgodą marszałka Sejmu można jej na Wiejskiej popiskiwać, a nie debatować.

Formy niezgody są różne. W tym wypadku obstrukcja była takim sobie wyjściem. W obecnej sytuacji, gdy Duda zabił ćwieka w wieko parlamentaryzmu, opozycja musi odzyskać inicjatywę – i to w wielu aspektach politycznych – a więc parlamentaryzmu, demokracji, praworządności.

W jaki sposób? Oczywiście nie jest to takie proste. Dawny „trzeci bliźniak” Kaczyńskich Ludwik Dorn uważa, że trzeba sięgnąć po metody Kaczyńskiego, czyli niezgodne z Konstytucją. W chwili, gdy dojdzie do fałszerstw wyborczych, formy sprzeciwu mogą stać się bezprawne.

Już teraz należy sięgać po niestandardowe formy sprzeciwu i protestu, póki nie jest za późno. Społeczeństwo obywatelskie winno się zorganizować, wyrażać swoje cząstkowe niezgody, a nie całej opozycji obywatelskiej.

Dzisiaj zobaczyliśmy fasadę republiki bananowej, w której rządzący w wigwamie za milion złotych przez niecałą godzinę dawali sygnały dymne w postaci kadzenia Dudy dla prezesa chorego na kolano, aby go „niebożę” wystawił.

MACIEJ STASIŃSKI: Mit polskich Kresów odżywa. Czym jest dziś?

ADAM BALCER: Można to zjawisko nazwać kresymentalizmem. Rządzący politycy kultywują mit Kresów w wydaniu sielankowo-martyrologicznym. Jest on sprzeczny wewnętrznie. W uzasadnieniu projektu ustawy o Dniu Męczeństwa Kresowian przygotowanym w 2016 r. przez PiS dawne ziemie wschodnie Rzeczypospolitej to utracona Arkadia – „obszar pokojowego współistnienia i przenikania się różnych narodowości, kultur i religii (…) naznaczony prawdziwą tolerancją ludzi wolnych i wzajemnie szanujących swoją tożsamość”.

I nagle spada bomba: Wołyń, czyli polskie męczeństwo i potworne cierpienie z rąk ukraińskiej „dziczy”. Skoro było tak słodko, to skąd ten wybuch nienawiści do Polaków? Przy okazji autorzy mijają się z faktami i dokonują „wrogiego przejęcia” bohaterów sąsiadów. Polakiem okazuje się Konstanty Ostrogski, hetman wielki litewski, zwycięzca spod Orszy w 1514 r. nad Moskwą, ruski kniaź wywodzący się z dynastii Rurykowiczów, prawosławny, który mówił i pisał po rusku, fundował cerkwie i spoczywa w ławrze Peczerskiej w Kijowie. Obie jego żony były Rusinkami. Nigdzie w źródłach nie ma informacji, żeby nazwał siebie Polakiem.

>>>

Post Navigation