Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Michał Szczerba”

Jan Paweł II krył pedofila Paetza

Co się dzieje z księdzem, który postanowi zakomunikować swoim przełożonym, że znajomy mu wysoki duchowny jest pedofilem? Opisuje dziennikarz Stefan Sękowski (zastępca redaktora naczelnego Nowej Konfederacji i współpracownik tygodnika „Do Rzeczy”).

Więcej >>>

Depresja plemnika

Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, że haniebny styl prowadzenia przez marszałka Kuchcińskiego, uniemożliwianie zadawania pytań, zmanipulowane wypowiedzi ministrów, prowadzenie debaty w sposób urągający standardom parlamentarnym i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. To jedno. Ale drugie to bardzo wyraźnie chcę powiedzieć, że nie można traktować tej ustawy jako coś co wystarczy, jako wystarczającą odpowiedź parlamentu polskiego na tę sytuację, która dzisiaj w tak dramatyczny sposób ujawnia się, a która dotyczy ludzkich tragedii, pedofilii, przypadków które dzisiaj dochodzą do świadomości publicznej, wiadomości” – powiedział Grzegorz Schetyna po przyjęciu przez Sejm głosami PiS nowelizacji Kodeksu karnego. Szef PO stwierdził, że „ta ustawa nie po to, żeby skutecznie walczyć z pedofilią. – „Zgłosiliśmy wiele poprawek, mówiliśmy o wielu rzeczach, które nie zostały w tym uwzględnione” – dodał. 

Schetyna zapowiedział złożenie przez PO projektu ustawy o utworzeniu państwowej komisji do spraw pedofilii w polskim Kościele. – „Dzisiaj wiemy, że Kościół jako instytucja nie poradzi sobie sam z tym…

View original post 1 425 słów więcej

PiS ośmiesza nas, sprowadziło Polskę do republiki bananowej – Burkina Faso

Nieoczekiwany zwrot w sprawie interwencji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w domu operatora filmowego stacji TVN, Piotra Wacowskiego. Jeszcze niedawno premier Mateusz Morawiecki dziękował dziennikarzom „Superwizjera” TVN, za ujawnienie działalności polskich neonazistów. Mówił, że „takie organizacje, jak Duma i Nowoczesność, które się posługują symbolami i pojęciami, które gloryfikują czy choć tolerują niemiecki nazizm czy inny totalitaryzm powinny być zdelegalizowane”. Dziś, dziesięć miesięcy po wypowiedzi, podległe premierowi ABW wkracza do domu dziennikarza i stawia mu zarzuty z art. 256 kk. za zdjęcie wykonane do materiału telewizyjnego.

Dziś Prokuratura Krajowa uznała, że stawianie zarzutów operatorowi TVN „jest przedwczesne”.

Kwestionowanie odwagi dziennikarskiej użytej do demaskacji działania neonazistów należy traktować jako próbę zastraszenia dziennikarzy. Tak zostało to określone w ostatnim wydaniu New York Times’a. Opiniotwórczy dziennik określa sprawę jako incydent podnoszący obawy o stan wolności mediów w Polsce, a samą piątkową akcję ABW określa twardo próbązastraszania dziennikarzy. Amerykańska gazeta nieczęsto wspomina o Polsce, jeśli jednak do tego dochodzi, to ostatnio raczej, niestety, w negatywnym świetle. 

Amerykańscy czytelnicy są wysoce zainteresowani tematem wolności mediów. Tej uwadze nie należy się dziwić w szczególności z uwagi na fakt, iż TVN należy do amerykańskiego koncernu Discovery Inc. Szykanowanie dziennikarzy TVN ma szansę na wywołanie poważnego konfliktudyplomatycznego na miarę ostatnich spięć z Izraelem i USA po nowelizacji ustawy o IPN.  Kilka dni temu przeciwko ograniczaniu wolności prasy stanowczo wypowiedziała się podczas spotkania z polskimi parlamentarzystami w Sejmie Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce: „W Stanach Zjednoczonych prasa jest brutalna. Nie cierpimy tego, ale nie ingerujemy. Dlatego jeśli chodzi o wolność prasy, to z niczym państwu nie pomogę. Kongres nie będzie tolerował takich rzeczy. Będę mówiła prawdę i taka jest prawda. Mogę zrobić naprawdę dużo, ale w przypadku wolności prasy proszę do mnie nie dzwonić”.

Premier Mateusz Morawiecki złagodził właśnie front walki z Unią Europejską, uznając rację Komisji Europejskiej. Na okładce „Gazety Polskiej” widniało krzykliwe „Platforma wypycha Polskę z Unii”, a polski suweren już zaczął zapominać jak antyeuropejską formacją jest Prawo i Sprawiedliwość i ich satelity z towarzystwa Zbigniewa Ziobry i Patryka Jakiego. Miał nadejść PiS w wersji lite.

Gdy zrobiło się za spokojnie, Ziobro postanowił otworzyć nowy, bezsensowny front w walce z Amerykanami. Sprawa ścigania dziennikarza i późniejsze wycofanie się, wskutek telefonu ambasador (?) to zarówno ośmieszenie siebie, jak kompromitacja Polski.

Choć Ziobro znów skompromitował Polskę, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że takie akcje najlepiej odbijają się na spadku poparcia Zjednoczonej Prawicy. Wyborcy prawicy to przede wszystkim elektorat godnościowy. Wieści o kolejnych wielomilionowych przekrętach, afery w SKOK, czy KNF wpływają zaskakująco słabo na słupki poparcia PiS. A kolejne wybory dopiero jesienią 2019 roku. W takich warunkach PiS-Lite, którego wersję założono po klęsce prawicy w wyborach samorządowych, mógłby utrzymać wysokie poparcie. Po co więc PiS tak namiętnie szuka wroga?

PiS ma odpowiedź na swoją porażkę w II turze wyborów samorządowych: Wina Tuska

📌 w Okazało się, że szyld okazał się ogromnym obciążeniem dla kandydatów. Mamy satysfakcję z wyników tych wyborów, bo opozycja zdecydowanie wygrała w II turze 💪

Przesłuchanie byłego premiera przez komisję ds. Amber Gold raczej nie wniesie do sprawy nic nowego. Będzie tylko kolejnym aktem politycznego spektaklu.

W styczniu 2016 r. Jarosław Kaczyński podczas wyjazdowego posiedzenia Klubu PiS w podwarszawskiej Jachrance zapowiedział partii zmianę ordynacji wyborczej, jednolity front w mediach publicznych oraz powołanie czterech sejmowych komisji śledczych. Pierwsza z nich powoli kończy swoją działalność, ale bez politycznego sukcesu.

Komisja śledcza do zbadania prawidłowości i legalności działań organów i instytucji publicznych wobec podmiotów wchodzących w skład Grupy Amber Gold (tak brzmi pełna nazwa komisji) została powołana 19 lipca 2016 r. Podczas ponad 120 posiedzeń przesłuchała około 100 świadków. Ostatnim będzie poniedziałkowe przesłuchanie Donalda Tuska, byłego premiera RP.

 

Depresja plemnika

Sromota PiS w II turze wyborów samorządowych

Wszyscy trzej kandydaci Koalicji Obywatelskiej w Krakowie, Gdańsku i Kielcach odnieśli miażdżące zwycięstwa.

Więcej >>>

„Po wyborach samorząd w dużych pol miastach Jaki kram, taki pan… Widać jak głęboko udało się poprzednim władzom PL zdemoralizować mieszkańców miast, jakie wzorce zakorzenić Tylko Polski żal. A teraz 11 XI cd wojny: duże opozycyj miasta – central władze państwa” [pisownia oryg – przyp. red.] – napisała po ogłoszeniu sondażowych wyników II tury wyborów Krystyna Pawłowicz. Później dodała: – „W dużych miastach Suweren zwykle był średnio patriotyczny”.

Pawłowicz najwyraźniej ma duży kłopot z przyjęciem do wiadomości, że kandydaci PiS na burmistrzów i prezydentów miast w zdecydowanej większości przegrali w II turze wyborów. Jak zwykle, jedyną jej reakcją jest obrażanie tych, którzy mają inne zdanie niż jej partia.

„Dlaczego Pani odmawia patriotyzmu ludziom, którzy zagłosowali inaczej niż Pani?”;  – „Pani Krystyno, jedynymi, którzy demoralizują Polskę jesteście wy. Wy…

View original post 2 256 słów więcej

Antyszczepionkowcy i PiS śmiertelnym zagrożeniem dla dzieci

Projekt dot. likwidacji obowiązku szczepień ochronnych skierowany do komisji

Sejm w porannym bloku głosowań nie odrzucił w I czytaniu obywatelskiego projektu dot. likwidacji obowiązku szczepień ochronnych. Tym samym propozycja trafi do dalszych prac w sejmowej komisji zdrowia.

Tylko 5 posłów PiS – w tym Patryk Jaki i Mariusz Kamiński – glosowało „za” odrzuceniem projektu. Ponadto Jan Dziedziczak wstrzymał się od głosu.

Projekt pozostawia obowiązek szczepień ochronnych jedynie dla sytuacji nałożenia tego obowiązku w drodze decyzji oraz w sytuacji ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii.

Arłukowicz do Jakiego z mównicy sejmowej: Tu nie chodzi o Odrę Opole, tu chodzi o odrę w szkole. Pan stanowi zagrożenie dla naszych dzieci

Pracujemy nad kuriozalną ustawą, znoszącą obowiązek szczepień dla dzieci. Zwracam się do wszystkich mam i ojców w Polsce. Wczoraj była debata i chcę przekazać informację, że PiS pod rękę z narodowcami i Kukizem chce dalszych prac nad ustawą znoszącą obowiązek szczepień dzieci. To jest skandal” – mówił w Sejmie Bartosz Arłukowicz z PO.

Niech pan się skupi, panie ministrze Jaki. Tu nie chodzi o Odrę Opole, tu chodzi o odrę w szkole. Pan stanowi zagrożenie dla naszych dzieci” – dodawał. 

Patryk Jaki przychodzi do pracy o dziesiątej.

Boję się świata bez wartości, bez wrażliwości, bez myślenia. Świata, w którym wszystko jest możliwe. Ponieważ wówczas najbardziej możliwe jest zło. Ryszard Kapuściński – „Lapidaria”

Kaczyński znajduje siły, żeby zjawić się na konwencji PiSu, czy udzielać wywiadów, a do pracy w Sejmie od miesięcy się nie zjawia

Senator Anna Maria Anders (PiS) pochwaliła się odsłonięciem tablicy pamiątkowej w Sławnie.

Jerzy Targalski (stały komentator TVP) komentował dzisiaj sprawę Ludmiły Kozłowskiej w programie Minęła 20.

>>>

Przemoc PiS przyśpieszy tylko ich upadek. Zameldują się przed sądami i odpowiedzą za bezprawie

Reżyser i pisarz Andrzej Saramonowicz o zachowaniu policji wobec protestu przed Sejmem.

W sieci pojawiło się kolejne nagranie z zatrzymania protestującego pod Sejmem. Tym razem chodzi o Bartosza Adamczyka, który twierdzi, że „był podduszany, i to bardzo mocno”.

– Stawiano mi buty na głowie, na lewe ucho i na prawe ucho. Poza tym mnie podduszano, i to bardzo mocno. Panowie policjanci, jeden do drugiego mówili: Podduś go bardziej – tak zatrzymanie na terenie Sejmu opisuje protestujący Bartosz Adamczyk.

Jego relację zarejestrował poseł Michał Szczerba z Platformy Obywatelskiej. Całe nagranie opublikował na Twitterze.

O zatrzymaniach na terenie Sejmu zrobiło się głośno, kiedy do szpitala trafił Dawid Winiarski. Mężczyzna musi leżeć w kołnierzu ortopedycznym. Na razie nie wiadomo jednak, czy obrażenia są poważne.

Komenda Stołeczna Policji komentuje zatrzymanie Dawida Winiarskiego. – Na tę chwilę nie wpłynęła żadna skarga, jeżeli chodzi o zachowanie policjantów. Policjanci podejmowali zdecydowane działania wobec osoby, która została zatrzymana w związku z naruszeniem nietykalności funkcjonariusza publicznego – powiedział w rozmowie z Gazeta.pl kom. Sylwester Marczak, rzecznik KSP.

W sumie po piątkowych manifestacjach funkcjonariusze zatrzymali cztery osoby. Poseł Szczerba poinformował jednak na Twitterze, że cała czwórka została już zwolniona.

„Czterech młodych obywateli protestujących o wolne sądy zostało po 22 godzinach zwolnionych. Policja wykazała się wyjątkową brutalnością. Takie są polityczne rozkazy. Jest też indywidualna odpowiedzialność za przyduszenia, zadawanie bólu. Prędzej lub później będzie wyegzekwowana” – napisał poseł Platformy Obywatelskiej.

Zamach na Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy stał się faktem. Władza jest głucha na protesty obywateli, sędziów i kompletnie ignoruje ostrzeżenia płynące z Brukseli. Budowane z takim trudem państwo prawa, demokracja znalazły się na silnie wzburzonym morzu i coraz trudniej mieć nadzieję, że unikniemy katastrofy. Profesor Marcin Matczak w komentarzu, który ukazał się w świątecznym wydaniu „Gazety Wyborczej” pisze: – „Władza kierująca okrętem, któremu na imię Polska, niewątpliwie oszalała. Od ponad dwóch lat wrzeszczy, szczególnie w czasie przemówień Głównego Kapitana, że mandat demokratyczny otrzymany w zwyczajnych wyborach pozwala jej na wszystko. Konstytucję będącą ograniczeniem jej działań albo deprecjonuje, albo interpretuje w taki sposób, żeby żadnym realnym ograniczeniem nie była”.

Władza często deprawuje, jeżeli trafi do rąk ludzi nieprzygotowanych, u których zwycięża pokusa niczym niekontrolowanego przywództwa. Żeby je osiągnąć, potrzeba posłusznych sędziów, którzy nie sprzeciwią się łamaniu prawa, Konstytucji i tym samym pomogą osiągnąć rządzącym władzę absolutną. Kandydat na sędziego powinien być pozbawiony chęci i umiejętności samodzielnego myślenia, bo jak pisze dalej prof. Matczak: – „Nie o to przecież chodzi, aby podległy władzy sędzia dbał o interes państwa. Ma po prostu potulnie pospieszyć z pomocą, gdy władza zechce wygramolić się z więzów Konstytucji, by lotem koszącym skoczyć sobie na główkę”.

W dalszej części swojego komentarza profesor udowadnia, jak istotna jest rola Konstytucji i niezależnych od władzy sędziów, którzy: „reprezentują interes aktualnej mniejszości, której w danym cyklu wyborczym nie reprezentuje parlament. Gdy przy władzy są liberałowie, sędziowie bronią interesów obywateli o poglądach prawicowych; gdy następnie sytuacja się odwraca, sędziowie chronią obywateli o poglądach liberalnych przed nadużyciami prawicy„. Według prof. Matczaka, destrukcja Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego jest pierwszym krokiem do zniszczenia państwa demokratycznego. Znaleźliśmy się na równi pochyłej, a skutki działań obecnej władzy będziemy odczuwali jeszcze bardzo długo i to bez względu na wyniki przyszłych wyborów. – „Państwo prawa buduje się jak domek z kart, którego niższe piętra z czasem zamieniają się w skałę” – pisze w komentarzu prof. Matczak. – „Ale jeśli ktoś, jak Polacy, buduje to państwo krótko, jedynie przez 30 lat, to państwo prawa nie ma trwałych fundamentów”.

Sytuację w Polsce prof. Matczak porównał do słynnego mitu o Odyseuszu, który aby nie ulec populistycznym wołaniom syren kazał się przywiązać do masztu, a swoim żeglarzom nakazał włożenie do uszu wosku, aby pozostali głusi na jego wołania. W tym odniesieniu lina krępująca Odysa – władcę to Konstytucja, a żeglarze to niezależni sędziowie. Jak konstatuje w swym komentarzu prof. Matczak: – „Szaleństwo polskiego Odyseusza polega na podcinaniu liny, którą jest przywiązany do masztu, i wymienianiu żeglarzy na takich, którzy w godzinie próby będą zbyt potulni, żeby powstrzymać go przed chęcią rozbicia okrętu na skałach. Szaleństwo to polega na niezrozumieniu, że prawdziwa wyspa syren dopiero majaczy na horyzoncie. Tymczasem władza już się wyrywa z konstytucyjnych więzów, by w jej mniemaniu być lepiej przygotowana na spotkanie z nieznanym”.

Wydaje się, że stawianie pomników staje się jednym ze sztandarowych działań obecnej władzy. Tym razem członkowie komisji ładu przestrzennego i gospodarki nieruchomościami w Radzie Miasta Kielc zdecydowaną większością głosów opowiedzieli się za wzniesieniem pomnika Przemysława Gosiewskiego.

Według radnych, dzięki byłemu wicepremierowi PiS, który zginął w katastrofie smoleńskiej, „udało się w 2007 r. wpisać województwo świętokrzyskie do Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej”. Fakt, że tak naprawdę o wpisaniu województwa do wyżej wspomnianego programu nie decydował Gosiewski, ale wskaźnik PKB na mieszkańca i że decyzja o przyznaniu dodatkowych kwot z unijnych funduszy zapadła w 2005 roku, wydaje się nie mieć najmniejszego znaczenia dla radnych.

Pomnik Gosiewskiego ma stanąć w centrum Kielc, obok „Przystanku Historii” Instytutu Pamięci Narodowej. Odlana z brązu sylwetka byłego wicepremiera ma stać za mównicą.

Ostateczna decyzja o postawieniu pomnika ma zapaść podczas najbliższej sesji Rady Miasta, ale sprawa wydaje się być już przesądzona, bo budowie monumentu sprzeciwiła się tylko radna PO Agata Wojda. – „Moim zdaniem Przemysław Gosiewski został już wystarczająco upamiętniony w Kielcach. Ma tablicę na katedrze, jego nazwiskiem została nazwana jedna z głównych arterii w mieście, a teraz kolejna próba, najmniej sensowna” – powiedziała „Gazecie Wyborczej” Wojda.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o nieszczęsnym Dudzie.

Andrzej Duda składa PiS-owi zawoalowaną, ale dość czytelną propozycję: sądy za referendum.

W dniu, gdy PiS schowany w Sejmie za kordonami policji dokonywał ostatecznego skoku na niezależne sądownictwo, terroryzując i kneblując opozycję, zaś tłumy obywateli demonstrowały pod parlamentem i sądami w całym kraju, prezydent Andrzej Duda wystąpił przed dziennikarzami. W tak dramatycznej i napiętej sytuacji interwencja głowy państwa byłaby czymś oczywistym i bardzo pożądanym – m.in. po to właśnie jest prezydent, by pomagać politykom i narodowi znajdować wyjście z sytuacji kryzysowych.

Tyle tylko, że pan Duda nawet się nie zająknął o tym, co dzieje się w parlamencie, tak jakby wszystkie te dramatyczne wydarzenia rozgrywały się na innej planecie i w ogóle go nie dotyczyły. Zamiast tego opowiadał o swoim poronionym pomyśle referendum konstytucyjnego i zakomunikował, że złożył wniosek o jego przeprowadzenie.

Wielu obserwatorów mogło odnieść wrażenie, że Duda mówił kompletnie nie na temat i że wystąpił w najgorszym z możliwych momentów, kiedy cały polski świat polityczny ma inne sprawy na głowie. A ja sądzę, że prezydent starannie to przemyślał i nie przypadkiem wybrał taki moment.

Nie jest tajemnicą, że inicjatywa referendum ma na celu wzmocnienie pozycji Pałacu Prezydenckiego jako wpływowego i autonomicznego ośrodka politycznego. Pomysł powszechnego głosowania na temat nowelizacji Konstytucji ani nie był z Nowogrodzką konsultowany, ani nie jest jej specjalnie na rękę. Dlatego liczni politycy PiS jednoznacznie dawali wcześniej zrozumienia, że nie palą się do popierania prezydenckiego projektu. Absurdalne pytania obśmiali nawet publicyści związani z obozem władzy.

Dlatego wystąpienie Dudy właśnie w szczytowym momencie ofensywy przeciw sądom można odczytać jako zawoalowany szantaż i sygnał skierowany do partyjnych towarzyszy: chcecie, żebym podpisał to, nad czym dzisiaj głosujecie? To zatwierdźcie moją inicjatywę referendum.

Nic dziwnego, że pierwsze reakcje pisowskich dygnitarzy były bardzo wstrzemięźliwe: pochylimy się z troską, przeanalizujemy, zastanowimy się. W ten piątek nikt Dudzie nie powiedział tak jak poprzednio: spadaj pan z tym kretyńskim pomysłem. PiS wie, że dla powodzenia swoich planów potrzebuje prezydenckiego podpisu, a Duda raz już zrobił partii paskudnego psikusa, wetując rok temu dwie ustawy niszczące polskie sądownictwo. Lepiej go więc nie zrażać ani nie antagonizować.

W ten oto sposób polskie państwo prawa i polska demokracja stały się zakładnikami mafijnej rozgrywki między konkurującymi ze sobą ośrodkami rządzącej sitwy, które zabiegają o poszerzenie swoich stref wpływów.

Wojciech Maziarski

PS. Oprócz prezydenta jest w Polsce jeszcze jedna wpływowa instytucja, która w przeszłości wielokrotnie zabierała głos w sytuacjach skrajnego napięcia i podejmowała się mediacji między stronami dramatycznych konfliktów grożących wybuchem. To Kościół katolicki. Tym razem jakoś go nie słychać. Ostatnio Episkopat wielokrotnie zabierał głos w sprawach politycznych, nakłaniając polityków, by zdelegalizowali aborcję i zamknęli w niedziele sklepy. A o niezawisłości sądów ani słowa. Szanowni biskupi, waszym zdaniem to mniej ważne niż niedzielny handel?

Waldemar Mystkowski pisze, dlaczego artyści protestują.

Jeden z dziennikarzy „Rzeczpospolitej” pyta rezolutnie, dlaczego aktorzy, pisarze, piosenkarze mieszają się do polityki? Wachlarz zawodów rozszerzyłbym o piekarzy, szewców, informatyków, piłkarzy (spisałbym w tym miejscu wszystkie wykonywane zawody i zadałbym pytanie: dlaczego…).

W duchu paryskiego Maja ’68 zadałbym najwłaściwsze pytanie z punktu wolności obywatelskich: dlaczego politycy mieszają się do polityki? Wówczas młodzież zrzucała z siebie skamieniałą skórę świata, bo uważała, że „zabrania się zabraniać”.

W tej chwili mamy problem niedotyczący bezpośrednio ani pisarzy, ani aktorów, ani piosenkarzy, mianowicie zawierający się w pytaniu: dlaczego ci, którzy uważają się za polityków, knocą politykę, knocą przestrzeń publiczną, knocą wartości demokratyczne i wolność? I w tej odpowiedzi „dlaczego knocą” jest odpowiedź na pytanie dziennikarza: dlaczego wszystkie zawody – bo taki jest wachlarz protestujących w Polsce – mieszają się do polityki? Polityka dotyczy sfery wspólnej, w której zabrania się zabraniać do momentu, gdy naruszona jest wolność drugiej osoby. To jest bodaj główny ogranicznik polityki, reszta jest konsensusem wypracowanym w ramach wolności.

Obecna władza PiS używa samych ograniczników w stosunku do społeczeństwa, czyli do tych, którzy mieszają się do polityki: aktorów, pisarzy, piosenkarzy. Znam przedstawicieli powyższych artystycznych sfer i zapewniam, że zdecydowana większość jest inteligentniejsza, mająca większe pojęcie o polityce od pierwszych z brzegu polityków rządzącej partii: Kaczyńskiego, Morawieckiego, Dudy, Brudzińskiego, że wymienię na razie tych czterech.

Zatem dlaczego aktorzy, pisarze, piosenkarze nie są politykami? Zdaje się, że mamy bardzo prostą odpowiedź przy tym pytaniu z tezą. Tworzymy antytezę i retorycznie pytamy: dlaczego politycy nie mieszają się do aktorstwa, pisania, śpiewania? Dlatego. Bo im bozia nie narobiła na głowę, czyli nie dała talentu. Zatem: czy polityka przyciąga ludzi bez talentu? Odpowiedź znów jest bardzo prosta. Bo odpowiedzi szukamy na przykładach: jaki talent ma Brudziński? Jaki talent ma Kaczyński? Jaki talent ma Kuchciński?

Dlatego wykonujący inne zawody mieszają się do polityki, bo ludzie o wyżej wymienionych nazwiskach nawet do polityki nie mają talentów, a zawłaszczają nam wspólną sferę publiczną. Ba, zniszczyli mechanizmy funkcjonowania tej przestrzeni, która funkcjonuje poprawnie tylko w warunkach demokracji, w mechanizmie trójpodziału władzy.

Aktorzy, pisarze i piosenkarze zawsze będą mieszać się do polityki, bo więcej jest w nich z rasowego polityka niż w politykach, jakich mamy w Polsce. To aktor w swoich rolach na scenie bądź ekranie odgrywa często polityka – i niestety często zaprzańca. To pisarz opisuje pokraków politycznych, a piosenkarz śpiewa o ich marnych talentach.

Dlatego aktorzy, pisarze, piosenkarze i obywatele wykonujący inne zawody wychodzą na ulicę, aby mieszać się do polityki knoconej przez Kaczyńskich, Morawieckich, Brudzińskich, Dudów. Bozia nawet w tej wąskiej powinności wymienionym narobiła na głowę, acz mają nadymane ego do nieprzyzwoitości.

Dlatego Klementyna Suchanow napisała na murze Sejmu: „Czas na sąd ostateczny”. Klementyna mimo młodego wieku jest wybitną pisarką. To ona będzie w podręcznikach jako polska chwała i bohater, a Kaczyński, Morawiecki, Duda, Brudziński przypisami do niej i to tylko w działce o niszczeniu Polski, o zaprzańcach, kłamcach.

Nie wiem, kim z zawodu jest pobity Dawid Winiarski, ale ma większe pojęcie o polityce od Brudzińskiego, bo broni wolności w przestrzeni wspólnej. Winiarski przez policję został potraktowany jak Grzegorz Przemyk, pobity na zapleczu, poza oczyma protestujących. Przemyk został zabity, Winiarski przeżył. To jednak wróży na przyszłość, że ta władza ucieknie się do najbardziej nikczemnych metod.

Aktorzy, pisarze, piosenkarze i wykonujący inne zawody będą mieszać się do polityki, bo mają o niej zdrowsze pojęcie od Kuchcińskich, Brudzińskich, Kaczyńskich, Morawieckich, Dudów.

Kobieton Pawłowicz zachęcała do wyjścia na ulicę – w 2014 roku.

Koniec demokracji. Budzimy się w Białorusi, w Turcji. Kiedy nas wykopią z UE?

>>>

Większość parlamentarna zmiażdżyła polską demokrację. I zrobił to Jarosław Kaczyński państwa rękoma, wrażliwością, biografiami i przyszłością. Jesteście w rękach bezwzględnego manipulatora. Albo wolność nasza i wasza, albo wojna domowa. Faszyści stoją u naszych bram” – powiedział Krzysztof Mieszkowski z Nowoczesnej. Podczas debaty nad ostatecznym przejęciem sądownictwa przez PiS Kaczyńskiego nie było na sali obrad.

– „W tej chwili dorzynacie Sąd Najwyższy, robiąc go na swoją modłę tak, jak wcześniej zrobiliście to z KRS i Trybunałem Konstytucyjnym. Wasza propaganda nic nie da, bo Polacy nie dadzą kolejny raz się oszukać” – stwierdził Borys Budka z PO, mając na myśli kolejne wybory. Poseł Michał Szczerba cytował politykom PiS niedawne słowa przewodniczącego Rady Europejskiego Donalda Tuska o zmianach w polskim sądownictwie: – „Władza, która podporządkuje sobie sąd, przekształci demokrację w rządy złodziei”. A Marcin Święcicki wskazał na prawdziwy cel zawrotnego tempa prac nad nowelizacją ustawy. – „PiS chce zdążyć przyjąć nowe prawo, zanim ustawę o Sądzie Najwyższym rozpatrzy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, do którego dokument został zaskarżony przez Komisję Europejską”.

Poseł Nowoczesnej Adam Szłapka powiedział, że prezes PiS wydał swoim posłom polecenia, jak mają głosować. – „Przyszedł don Kaczyński, a wy za nim, jak barany”. Wicemarszałek Terlecki przerwał posłowi i odebrał mu głos oraz pouczył, że narusza powagę Sejmu. Tak samo zachował się w stosunku do Moniki Rosy z Nowoczesnej. – „To smutne i przerażające, z jakimi drwiącymi uśmiechami odbieracie obywatelom i obywatelkom im prawa polityczne, człowieka. Myślicie, że jesteście silni, bo jesteście w kupie z drwiącymi uśmiechami. Ale każdy z Was jest indywidualnie odpowiedzialny za to, co dzieje się w tej izbie. Każdy z was jest Piotrowiczem. I tej gęby Piotrowicza, byłego komunistycznego prokuratora, z siebie nie zdejmiecie. Nie schowacie się za Piotrowiczem, za tchórzem Jarosławem Kaczyńskim” – powiedziała Rosa, zanim Terlecki wyłączył jej mikrofon.

– „Prawda jest taka, że wcześniej czy później skończycie przed sądem” – zapowiedziała politykom PiS szefowa klubu Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz. – „W Polsce są osoby, które ideałów nie sprzedają. Nie zastraszycie wszystkich, bo w Polsce są osoby, które się Was nie boją. Nie będziecie rządzić wiecznie, bo są w Polsce ludzie, którzy wygrają z Wami wybory i przywrócą normalne, demokratyczne rządy” – stwierdziła. – „Jaki los wybraliście dla suwerena? Los niewolników!” – podkreślił Witold Zembaczyński z Nowoczesnej. O działaniach marszałka Terleckiego, nagminnie wyłączającego mikrofon politykom opozycji i komentującego ich wystąpienia, mówi: – „To folwark PiSięcy!„.

Za projektem ostatecznie demolującym polskie sądownictwo głosowało 230 posłów, opozycja w większości opuściła salę posiedzeń i nie wzięła udziału w głosowaniu. – „Była wielka szansa na złamanie kworum, ale uniemożliwili to posłowie Kukiz’15. Kukiz’15 okazało się ponownie koncesjonowaną pseudo-opozycją, to się im odbije czkawką” – powiedział po głosowaniu Borys Budka z PO.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans w wywiadzie dla „Financial Times” przyznał, że Jarosław Kaczyński pozostaje „niezrażony” dotychczasowymi interwencjami ze strony unijnych instytucji w sporze dotyczącym praworządności. Stwierdził, że wiele państw UE jest zaniepokojonych wydarzeniami w Polsce i nie akceptuje argumentacji, że spór KE z Polski wynika jedynie z postawy „jednego lunatyka w Komisji Europejskiej” – jak określają Timmermansa politycy PiS.

– „W pewnej chwili, jeśli nadal będzie się to rozwijało w ten sposób, ktoś przy stole zacznie pytać: „Czy na pewno jesteście z nami? Musicie zdecydować: czy jesteście z nami?” – powiedział Timmermans. Wiceszef KE obawia się ryzyka rozpadu UE na mniejsze bloki państw o podobnych poglądach. – „Nic nie jest już oczywiste; ani demokracja, ani szacunek dla praw człowieka, ani trójpodział władzy” – mówił.

Timmermans zauważył, że Kaczyński to bardziej ideolog. Natomiast węgierski premier Viktor Orban – to taktyk. – „Orban to taki typ faceta, który przy limicie prędkości 120 km/h będzie jechał 140 km/h i nikt nie zareaguje – może trochę pomarudzi – ale jak mu się zwróci uwagę przy 160 km/h, że jedzie zbyt szybko, to zwolni do 140 km/h i powie: „Czyż nie jestem dobrym chłopcem?”.

Ocenił z perspektywy czasu poszerzenie UE w 2004 o dziesięć nowych państw. – „Doszedłem do wniosku – patrząc na liczby i rozmawiając z wieloma ludźmi w Europie Środkowo-Wschodniej – że nie, nie popełniliśmy błędu. Te społeczeństwa – przy wszystkich wyzwaniach, z jakimi się mierzą – czują głębokie przywiązanie do Unii Europejskiej, pomimo tego, co mogą mówić politycy i pomimo wyborczych gierek wokół tego” – stwierdził Timmermans.

Komentarze internautów nie napawają optymizmem. – „Jedno jest pewne – UE poradzi sobie bez Polski – Polska bez UE stanie się łatwym łupem dla każdego”; – „Kaczyński wychowywał się w gomułkowskim PRL. Świata nie widział oprócz wschodu. Dostał się do władzy dzięki populistycznym hasłom i wyborcom, którzy też świata nie widzieli i łatwo nimi manipulować. Jego działania na dłuższą metę zrujnują naszą gospodarkę, która jest uzależniona od eksportu do UE. Widać, że on boi się UE, dlatego tak zaciekle ją niszczy”; – „Przecież Kaczyńskiemu o to chodzi! On ma inne wartości niż obowiązują w UE!”.

PiS – ostatnia partia postkomunistyczna w Polsce.

Pod Sejmem wieczorem odbywały się protesty przeciwników zmian w Sądzie Najwyższym. Ustaliliśmy, że policja zatrzymała cztery osoby. Komenda stołeczna nie potwierdza tej liczby, ale samo zatrzymanie tak.

Pod Sejmem już trzeci dzień gorąco. Protestujący, mimo że zmiany w przepisach dotyczących Sądu Najwyższego już zostały przepchnięte, nie rozeszli się do domów. Wieczorem Obywatele RP poinformowali o zatrzymanych przez policję członkach ich organizacji. Na filmie Obywateli RP widać, jak grupa policjantów ciągnie gdzieś młodego mężczyznę.

Policja: Zatrzymaliśmy najbardziej agresywnych

Innego z zatrzymanych widzimy na filmie zamieszczonym na Facebooku przez posła PO Michała Szczerbę. Mężczyzna został zatrzymany na terenie Sejmu. Na zdjęciach, które polityk zamieścił na Twitterze widać, że leci mu krew z nosa.

Zatrzymani protestujący trafili na komisariat na ul. Wilczej. Skontaktowaliśmy się z Komendą Stołeczną Policji, by zweryfikować te informacje. – Nie mogę potwierdzić liczby osób, ale potwierdzam, że osoby najbardziej agresywne zostały zatrzymane – mówi kom. Sylwester Marczak, rzecznik prasowy KSP. – Do zdarzenia doszło po godz 19., kiedy tłum zaczął napierać na policjantów.

Zgodnie z wersją policji wtedy jeden z policjantów został ranny w bark, drugi z kolei ma „rozcięty kawałek twarzy”. KSP informuje, że o liczbie zatrzymanych powie „po zakończeniu czynności”.

Za komuny gdy ZOMOwcy pacyfikowali, wierchuszka też była rozbawiona. Dziś powraca to co było.

Wśród wielu różnych protestów przeciwko łamaniu praworządności przez PiS, ten na który zdobyli się dwaj niemłodzi już byli politycy, wydaje się szczególnie dramatyczny.

Obaj byli kiedyś posłami. Andrzej Kostarczyk (72 lata) i Jacek Szymanderski (73 lata) weszli w czwartek 19 lipca do gmachu Sejmu, rozwinęli własnoręcznie wykonany baner z napisem „Konstytucja” i wygłosili oświadczenie, w którym sprzeciwili się poczynaniom Prawa i Sprawiedliwości.

Był współzałożycielem PC, ale odszedł

Obaj w okresie PRL działali w opozycji. Andrzej Kostarczyk, prawnik i publicysta, poseł w latach 1991-93, to były wiceminister spraw zagranicznych w rządach Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, jeden ze współzałożycieli Porozumienia Centrum. Współpracował wtedy blisko z Jarosławem Kaczyńskim i, jak mówi, szybko zrozumiał, że to polityk, którego plany mogą być groźne dla Polski. Dlatego odszedł z PC, a wkrótce w ogóle z życia politycznego. W wywiadzie udzielonym w 2016 r. „Rzeczpospolitej” powiedział, że Jarosław Kaczyński to człowiek, który „zaczadził umysły Polaków czarną legendą złowrogiego spisku”.

Jacek Szymanderski, socjolog, , kiedyś współpracownik KOR i więzień polityczny, był posłem w latach 1989 – 91 z ramienia Komitetu Obywatelskiego. Działał m. in. w Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym, a później w Platformie Obywatelskiej.

Apelujemy do byłych parlamentarzystów

Kiedy stali w Sejmie z napisem „Konstytucja” obok przechodzili parlamentarzyści i dziennikarze, ale mało kto ich rozpoznawał. Wygłosili wzruszający apel, w którym padły m. in. następujące słowa:

„Apelujemy do byłych posłów i senatorów, naszych Koleżanek i Kolegów, którym drogi jest ład konstytucyjny. Jest nas w Polsce ponad dwa tysiące i ciągle mamy prawo wolnego wstępu do Sejmu. Prawo, którego pozbawieni są Obywatele protestujący przeciwko naruszeniom władzy. Apelujemy do Was, Panie i Panowie, abyście przychodzili do Sejmu gremialnie. Pewnie nie zatrzymamy w ten sposób procesu łamania prze obóz <<dobrej zmiany>> Konstytucji i stanowienia złego prawa, ale nasza obecność będzie przypominała rządzącej koalicji, że oni też będą byłymi posłami i senatorami i nie będzie ich chronił poselski immunitet. Przychodźmy do Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z hasłem – Konstytucja!”.

Zdecydowali się na taką formę ekspresji bowiem uznali, że sytuacja w Polsce wymaga reakcji dawnych polityków z różnych obozów i zjednoczenia wysiłków, aby przeciwstawić się destrukcyjnym poczynaniom partii Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnieli, że demokracja jest zagrożona i znów, jak przed laty, należy stanąć w jej obronie.

Co się stanie, jeśli pojawi się drugi prezes? Sędziowie nie mają wojska. Sędzia zawsze przegra z władzą. Sędzia może walczyć tylko na prawo, na paragrafy” – powiedziała I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf na konferencji prasowej w Karlsruhe. Zapytana, czy pojawi się moment, w którym ustąpi, odpowiedziała: – „Ja już nie mam z czego ustępować. Jestem przy ścianie. Mogę tylko trwać, trwać w tym swoim mniemaniu, że jestem I prezesem, natomiast nie ma takiej możliwości, żeby sędzia, i to jednak kobieta, według władzy stara, mogła się przeciwstawić wszystkiemu” – stwierdziła.

Prof. Gersdorf stwierdziła, że trwając na stanowisku jako I Prezes SN „broni Konstytucji”, a ona sama przysięgała jej strzec. – „Jestem zdeterminowana swoją przysięgą, ponieważ jestem osobą honorową. Siłę zawdzięczam ludziom, którzy mnie wspierają – tym, którzy przysyłają listy z poparciem, ale także moim współpracownikom. Działania, które są podejmowane przez rządzących, są działaniami przeciw obowiązującej Konstytucji. W pewnym momencie jednak już nic nie będzie można zrobić. Będę pierwszym prezesem na uchodźstwie” – gorzko zażartowała.

Zapytana o uchwalenie przez PiS ustawy o sądownictwie, odparła, że to było oczywiste, że zostaną one przegłosowane. Sposób, w jaki przebiegały prace nad tą ustawą, określiła jako „nieprzyjęty w europejskich sferach prawniczych”. – „My to nazywamy, że „pędzi pendolino” – zauważyła I Prezes.

Prof. Małgorzata Gersdorf była gościem niemieckiego Federalnego Trybunału Sprawiedliwości.
Pełnego wsparcia I Prezes SN udzieliła jej odpowiedniczka w Niemczech Bettina Limperg.

Organizowany przez miasto Karlsruhe od 2000 r. wykład służy zwróceniu uwagi na walkę o wolność zarówno w wymiarze historycznym, jak i w odniesieniu do bieżących wydarzeń o zasięgu światowym. Oprócz Joachima Gaucka, późniejszego prezydenta Niemiec, wykład ten w przeszłości wygłosił m. in. dr Wolfgang Schäuble (wieloletni minister w rządzie Niemiec) oraz m.in. prof. Angelica Nussberger (obecnie wiceprzewodnicząca Europejskiego Trybunału Praw Człowieka).

Wystąpienie okolicznościowe na konferencji zorganizowanej przez niemiecki Trybunał Federalny (Bundesgerichtshof) pt. „Polskie państwo prawne: stracone szanse?”
Karlsruhe, 19–20 lipca 2018 r.

Szanowna Pani Prezes Limperg! Panie i Panowie Sędziowie Trybunału Federalnego! Drodzy Niemieccy Przyjaciele!

Dziękuję bardzo za zaproszenie na tę konferencję. Tę decyzję organizatorów traktuję nie tylko jako przyjazny gest pod moim adresem, który należało uszanować przez zwykłą grzeczność. Jednak moja obecność w tym miejscu ma również dwie inne, głębsze przyczyny. Po pierwsze, chciałabym dać wyraz osobistemu przekonaniu, że właśnie teraz należy bardziej niż kiedykolwiek pielęgnować przyjaźń Niemców i Polaków w zjednoczonej Europie. Nie ma rzeczy ważniejszej niż wzajemne poznawanie się i debatowanie o wartościach, które łączą nas jako obywateli Unii Europejskiej oraz prawników. Po drugie, co się z tym wiąże, pragnę również podzielić się z Państwem moimi obserwacjami i obawami, które wprawdzie dotyczą Polski i Polaków, jednak wydaje mi się, że nie powinny być ignorowane również przez pozornie stabilniejsze politycznie państwa zachodniej części kontynentu i UE, ale mogą być interesujące także dla Państwa.

Zgodnie z art. 2 Konstytucji RP z 1997 r. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. To bardzo znacząca norma, która świadczy o tym, że nasz ustrój konstytucyjny jest bliski wizji niemieckiego Rechtsstaat – państwa prawnego w wydaniu Ustawy Zasadniczej RFN. Z jednej strony działa ono na wszystkich szczeblach według procedur prawnych (aspekt formalny), a z drugiej strony chroni prawa podstawowe jednostek (aspekt materialny). Taka sama klauzula od 1990 r. znajdowała się również w poprzednio obowiązujących przepisach konstytucyjnych. Niezliczone orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego oraz sądów napełniły je konkretną treścią przez dwadzieścia pięć lat stopniowego wychodzenia ze stanu komunistycznej dyktatury. Jak zatem doszło do tego, że obecnie możemy mówić o kryzysie państwa prawnego w Polsce?

Otóż moment historyczny, w którym znalazła się nie tylko Europa, ale wręcz cały świat, jest moim zdaniem podstawową przyczyną sytuacji w Polsce. Centrum gosporcze świata przesuwa się na wschód. Wzrasta potęga nowych mocarstw globalnych, oraz zagrożenie wojenne na obszarach okalających Europę, które jest źródłem wzrastającej presji imigracyjnej. Podważany jest powojenny konsens demokratyczny. Przywództwo stało się miałkie, wartości uległy zapomnieniu, a przynajmniej są bagatelizowane. Ważniejsze od nich stają się wyniki ekonomiczne. Społeczeństwa europejskie zostały uprzedmiotowione, sprowadzone do roli maszynek do głosowania. Czują się oszukane, a w najlepszym wypadku zagrożone. W takiej chwili do głosu dochodzą siły skrajne, wrogie zasadom godności człowieka, wolności jednostki i rządów prawa. Przybierają one maski i szermują oszukańczą retoryką, aby przejąć pełnię władzy. Tak było zawsze i tak jest dzisiaj.

Polska jest wciąż młodą demokracją. Jako jedno z najsłabszych ogniw w europejskim łańcuchu narodów, stanowi papierek lakmusowy stanu całej Unii Europejskiej. Mogłabym mówić długo o polskich doświadczeniach historycznych ostatnich dwustu lat, które kładą się długim cieniem na współczesnych sporach narodowych, choć chyba nie ma to sensu, bo takie mroczne zakamarki kryją się w duszy każdego narodu. Nie mam natomiast wątpliwości, że najbardziej rujnujące doświadczenie – okres czterdziestu pięciu lat rządów realnego socjalizmu – nadal ciąży nam jak kamień u szyi. Doświadczenie ruchu „Solidarności” lat 80. poprzedniego stulecia bardzo wiele zmieniło na lepsze. Przeorało świadomość społeczną.

Otworzyło nas na nowe prądy intelektualne i przygotowało grunt pod pokojową transformację do ustroju demokratycznego. Procesowi demokratyzacji kraju nie towarzyszyła wystarczająca debata ani akcja edukacyjna na masową skalę. Obywatelom nie pokazano, co to jest prawo, jak ono działa i dlaczego trzeba go przestrzegać. Przeciwnie: często było ono traktowane jako przeszkoda do szybszej modernizacji państwa, którą nie należy się tak bardzo przejmować, bo najważniejszy jest ostateczny rezultat – wzrost zamożności państwa i jego obywateli. Wprowadzenie Polski do zachodnich struktur politycznych „odhaczono” jako wielki i trwały sukces, patrząc bardzo powierzchownie na różne liczbowe wskaźniki, a nie na głębokie struktury, które zawsze ulegają zmianie w długim cyklu.

Ktoś mógłby w tym miejscu zapytać – a takie pytania są przecież stawiane: czy w takim razie przyjęcie Polski do Unii Europejskiej nie było błędem? Absolutnie nie! Ostatnich czternaście lat polskiej obecności w UE to dla nas wielka i ogólnie pozytywna lekcja. Taką lekcją jest również bieżąca sytuacja. Zrozumieliśmy, że państwo prawa to nie jest stan, który się osiąga, lecz ideał, do którego trzeba stale dążyć. W przeciwnym razie dzisiejsze sukcesy są zapowiedzią jutrzejszej klęski. Nie łudźmy się: postawy nihilistyczne, polityczny ekstremizm, antylegalizm są obecne również w państwach z pozoru stabilnych, o okrzepłej demokracji. Co najwyżej inna jest skala tych zjawisk. W dobie kryzysu społeczno-gospodarczego, który trwa od początku XXI w., dają one o sobie znać. Wie o nich nie tylko Polska lub Węgry, w których praworządność jest otwarcie kontestowana. W każdym narodzie i ustroju, pod każdą długością i szerokością geograficzną, zrodzić się może cyniczny gracz, „rentier rewolucji”1 , perfekcyjnie analizujący słabości społeczeństwa i państwa po to, aby wyzyskać je do zbudowania autokracji. Ofiarą bezwzględnej walki politycznej zawsze są sądy – jako najsłabsza z władz, która stoi na straży praw jednostek.

Na koniec mam jeszcze dwie refleksje, którymi chciałabym się z Państwem podzielić.

Po pierwsze, prawnikom nie wolno milczeć w obliczu zła, które zostało wyrządzone polskiemu wymiarowi sprawiedliwości przez ustawy uchwalone w ciągu ostatnich dwóch i pół roku. Te szkody są niestety bardzo poważne i nic nie zapowiada ich naprawienia w najbliższej przyszłości. Zniszczono niezależność polskiego sądu konstytucyjnego, w którym składy są ręcznie ustawiane pod dyktando oczekiwań partii rządzącej. Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny w jednej osobie. Ma już w ręku wszystkie instrumenty, które realnie pozwalają wpływać na bieg spraw, szczególnie karnych. Ma poddanych sobie prezesów sądów, a do tego obsadził ponad połowę Krajowej Rady Sądownictwa ludźmi bez mandatu konstytucyjnego, którzy zawdzięczają mu wszystko. Ta maszyna każdego może wynieść na szczyt lub zniszczyć, zależnie od woli rządzących. W Sądzie Najwyższym przeprowadzono czystkę pod pozorem wstecznej zmiany wieku emerytalnego. Treść ważnych ustaw w sprawie sądownictwa zmienia się bezustannie, w ciągu kilku dni od wpływu wniosku, bez żadnych konsultacji i opinii.

Co pozostaje prezesowi najwyższej instancji sądowej? Ma tylko słowa. Nie może jednak pozostać „apolityczny”, skoro przestrzeganie Konstytucji stało się niestety kwestią par excellence polityczną. Tak jest dzisiaj w Polsce i oby nie było tak jutro w Niemczech!

Po drugie, chciałabym z tego miejsca, jako polska sędzia, zaapelować o więcej Europy w Europie. Jesteśmy wdzięczni Komisji Europejskiej, a zwłaszcza osobiście panu wiceprzewodniczącemu Timmermansowi, za to, że tak zdecydowanie broni zasady praworządności. Jednak mandat instytucji europejskich jest zbyt słaby, zwłaszcza w obliczu tendencji autorytarnych i nacjonalistycznych, które dzisiaj obserwujemy nie tylko w Europie, choć niestety również tutaj. Jestem świadoma tego, że niektóre rządy państw członkowskich (choć myślę, że akurat nie dotyczy to Niemiec) mają skłonność do traktowania tak zwanej reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości jako kwestii wewnętrznej, do której nie należy zbytnio się wtrącać. Tymczasem mówimy o sprawie priorytetowej, o inwestycji w naszą wspólną przyszłość! Jeżeli Unia i jej członkowie powiedzą „pas!” w sporze o praworządność, to znak firmowy UE, jakim jest poszanowanie praw człowieka i praw podstawowych, jutro może stać się tylko smutnym wspomnieniem.

Potrzebujemy siebie nawzajem. Dlatego chciałabym z tego miejsca zaproponować zorganizowanie Paneuropejskiego Kongresu Prawników, gdzie moglibyśmy lepiej się poznać i przedyskutować przyszłość Europy opartej na rządach prawa. Unia Europejska opiera się na sile jej obywateli; nie powinniśmy pozostawiać jej tylko politykom. Kanclerz federalny Konrad Adenauer, powiedział kiedyś zdanie, które szczególnie wryło mi się w pamięć: „Dzieje świata są również sumą tego, czego można było uniknąć” (Die Weltgeschichte ist auch die Summe dessen, was vermeidbar gewesen wäre).

Panie i Panowie! W trudnym momencie historycznym na nas – europejskich prawnikach i sędziach – ciąży szczególna odpowiedzialność. Nie pozwólmy złym, populistycznym siłom zniszczyć pięknej idei europejskiej. Jeśli to uczynimy, nasze dzieci i wnuki nie wybaczą nam tego. Bądźmy zatem rzecznikami rządów prawa. Z tym przesłaniem przybywam do moich niemieckich przyjaciół z sąsiedniego kraju.

Dziękuję Państwu za uwagę!

*

1 J. Ellul, Autopsie de la révolution, Paris 1969; zob. R. Pipes, The Russian Revolution, New York 1990, s. 146.

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim i Dudzie.

Sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski po trzech miesiącach aresztu, który zaliczył w powodu bardzo a to bardzo wątpliwych zarzutów, poinformował polityków PiS o oczekiwaniach więźniów i strażników, którzy pozostali i pracują za kratami: – „Byłem w miejscu, w którym już bardzo na was czekają„.

Jarosław Kaczyński może wywinąć się od pryczy chorobą – ona zaś zdaje się być groźniejsza niż na pozór to wygląda. W wakacje miało dojść do wszczepienia endoprotezy w chore kolano, ale operacja została przesunięta na dalszy termin – po wyborach. Prezes PiS zalicza serie antybiotyków przeciw gronkowcowi, co w jego wieku bardzo osłabia organizm.

Przesunięcie operacji może być podyktowane dwoma powodami. Kaczyński się boi, bo operacja może się nie udać. Lekarze mogą unikać ostatecznej decyzji, gdyż powikłania przy wszczepieniu grożą gangreną, a następny ratunek to amputacja kończyny. A przy tego rodzaju schorzeniu istnieje ponadto duże zagrożenie, iż organizm pacjenta nie wytrzyma i zatrzyma pracę.

Nie wiem, jak wy, ale ja najgorszemu wrogowi nie życzę źle w kwestii zdrowia. Niech bestia żyje! Jakkolwiek będzie, polityka polska kuśtyka na nodze Kaczyńskiego. Morawiecki czy też Duda niczego samodzielnie nie mogą zrobić, muszą konsultować się z pacjentem Kaczyńskim.

Z pewnością wielu z nas zastanawia się, czy polscy psychiatrzy nie powinni wzorem amerykańskich kolegów bić w tarabany na trwogę. W USA fachowcy od kuku na muniu twierdzą, że Trump jest paranoikiem. A przecież nie raz dostaliśmy sygnały od Kaczyńskiego, iż buksuje mu pod sufitem. Prezes PiS może mieć problem nie tylko z kolanem, acz wiem, że jeszcze nie wszczepia się czipu przeciw paranoidalnego, ale podobno do łask wraca lobotomia.

Andrzej Duda nie kuśtyka na nogę, ale fatalnie zachowuje się jego charakter i rozum. Prezydent zaprezentował 10 pytań referendalnych, na które według jego życzenia mielibyśmy odpowiedzieć w dniu święta stulecia odzyskania niepodległości. Poziom pytań jest żenujący, dotyczy kwestii, które społeczeństwa nie obchodzą. Bo co to za pytanie dotyczące rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego Polski albo chrześcijańskich źródeł. To są pytanie przedpotopowe, przednowoczesne.

Duda najpierw musi odpowiedzieć za złamanie obowiązującej Konstytucji, a nie proponować pytania referendalne, które są wsteczne nawet do Konstytucji 3 Maja. A poza tym reguł gry nie zmienia się w trakcie jej trwania. Gra w szachy to nie warcaby, a nawet dupniak, bo ta ostatnia gra jest najbliższa nieskomplikowanemu braku charakteru prezydenta Dudy.

Nie wiem, jak skończy się Trybunał Stanu, który czeka Dudę. Ale może ziścić się informacja Gawłowskiego o więźniach i strażnikach, którzy „już bardzo czekają”. Wówczas Duda niech gra sobie do woli w swoją ulubiona grę: dupniaka.

Pogarda PiS i Rydzyka do najsłabszych i Polaków

Coraz więcej głosów na temat rozdziału Państwa od Kościoła. Internauci mają dość utrzymywania Kościołów z pieniędzy podatników.

Trudno ocenić, pospolita brednia to czy bluźnierstwo. Dobrze już znany redemptorysta Tadeusz Rydzyk oznajmił wszem i wobec, iż „Krew Chrystusa i największych Polaków walczy z Unią Europejską i Niemcami, którzy czczą Marksa”.

Tę wątpliwej jakości ideę krzewił, za pośrednictwem „naukowej konferencji” zorganizowanej przez toruńską Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej Tadeusza Rydzyka, Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski Jana Szyszki i katedrę Teologii Pastoralnej UKSW. Początkowo miała się ona odbyć w Senacie, ale intuicja najwyraźniej nie zwiodła marszałka Stanisława Karczewskiego, który odmówił „gościny” temu zgromadzeniu. Natomiast w szczegółach podpatrzyła ją kamera portalu OKO.press.

„Niemcy i Unia Europejska stawiają pomnik Marksowi w kościele protestanckim w Trewirze. Niemcy! Widać, że to się nie skończyło. Musimy być odważni. Co zwycięży? Krew, czy miecz? Krew męczenników, tych największych Polaków, krew Chrystusa, czy jakaś przemoc, jakiejś ideologii?” – pytał Rydzyk.

Konferencję zdominował wątek światowej misji Polaków „To się nie skończyło. Musimy być odważni”– wzywał Rydzyk, a ks. prof. Tadeusz Guz, wykładowca KUL, z uśmiechem zadziwienia oznajmiał:

„Pan Bóg jest tak zaskakujący, że wybrał sobie naród Polaków, żeby doprowadzić ludzkość do Dnia Ostatecznego. Czyli my kochani, tak najtrzeźwiej mówiąc, przejęliśmy pałeczkę po Żydach i Niemcach”.

Zgłosił też oryginalny pomysł, jak zamknąć usta Żydom w USA, którzy domagają się odszkodowań za mienie utracone w czasie II wojny światowej. Żydzi i ich szkodliwe działania były w ogóle jednym z kluczowych wątków siedmiogodzinnej konferencji.

Co ciekawe – w przeciwieństwie do roku poprzedniego – zgromadzenia nie zaszczyciło swoją obecnością Prawo i Sprawiedliwość. Nie zabrakło natomiast hodowców zwierząt futerkowych i leśników, z niedawnym jeszcze ich ministrem Janem Szyszko, który zresztą dość szybko towarzystwo opuścił.

Nie zjawił się – choć był w programie – Konrad Tomaszewski, szef Lasów Państwowych odwołany razem z Szyszką.

Nabita w ubiegłym roku sala dziś świeciła pustkami do tego stopnia, że zaraz na początku Rydzyk kazał się przesiadać do pierwszego rzędu, „bo zaraz będzie transmisja [w TV Trwam] i to musi jakoś wyglądać”– nawoływał.

OKO.press pokusiło się o spisanie tematów, nad którymi zebrani debatowali… Z grubsza biorąc chodziło o animalizację człowieka i humanizację zwierząt oraz drzew.

Taka np. Temida Stankiewicz-Podhorecka z „Naszego Dziennika” (za PRL – recenzentka teatralna „Życia Warszawy”) opowiadała ze swadą o „lubieżnych scenach obcowania z kozą a nawet z rośliną”w polskich teatrach;

Wojciech Włodarczyk „Solidarność” RI, mówił głównie, że trzeba „potrząsać gałęziami”, bo wróg – w tym żydowski – nie śpi, a pan prof. Roman Dziedzic z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, bronił dobrego imienia łowiectwa, podkreślając, że gorsze są „strzelanki i w ogóle gry komputerowe, bo młodzież zabija tysiące osób”. Przypomniał też, że za Nerona w ciągu kilku dni zabito 600 lwów, żeby podnieść męstwo rzymskich obywateli. „Taki jest fundament myślistwa”.

Jak bumerang powracał temat Żydów.

„Niniejszym deklaruję, że zapłacę za wyżywienie protestujących. Proszę te koszty odliczyć od mojego uposażenia” – napisał na Twitterze poseł PO Michał Szczerba. Zaapelował też do marszałka Sejmu: „Proszę zaprzestać niegodnego zachowania, stosowania języka pogardy. Proszę więcej nie naruszać powagi Sejmu”…

Była to reakcja na pożałowania godną wypowiedź Marka Kuchcińskiego podczas spotkania z wyborcami w woj. świętokrzyskim. Marszałek, nawiązując do trwającego od 33 dni protestu osób niepełnosprawnych i ich rodziców, opowiadał zebranym o obciążeniach Sejmu, wynikających z zaistniałej sytuacji: „Staramy się zapewnić bezpieczeństwo tym osobom. To są także koszty. Codzienne wyżywienie kosztuje i my bierzemy to na siebie, ale chyba ktoś musi za to zapłacić” – mówił.

„Nie mogę na to pozwolić, żeby marszałek szantażował osoby niepełnosprawne kosztami posiłków”– odpowiedział na to poseł Platformy Obywatelskiej, w rozmowie z portalem tokfm.pl, chcąc uspokoić protestujących, którzy wcześniej zgłosili gotowość samodzielnego pokrycia kosztów swojego wyżywienia.

Jednocześnie w ostrych słowach skrytykował Marka Kuchcińskiego oraz marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego i wytknął im „poniżające zachowania i używanie języka pogardy” wobec protestujących. „Mamy od czynienia z eksplozją obojętności wobec osób, które prowadzą protest, aby godniej żyć nie tylko dla siebie, ale i blisko 300 tys. niepełnosprawnych” – mówił.

W chęci niesienia pomocy bezowocnie protestującym, poseł Platformy nie jest osamotniony. Do pokrycia kosztów wyżywienia protestujących, zobowiązał się także kandydat na prezydenta Warszawy Jacek Wojciechowicz.

Nieobojętny wobec sytuacji jest również Warszawski Strajk Kobiet, który organizuje przed budynkiem Parlamentu pomoc rzeczową. Zbierana jest m.in. woda, soki, mleko, kawa rozpuszczalna, wędliny, serki, warzywa i owoce.

Przypomnijmy: protest w Sejmie trwa od 18 kwietnia. W jego wyniku rząd zrównał rentę socjalną z minimalną rentą z tytułu niezdolności do pracy. Nie kwapi się natomiast do o spełnienia najważniejszego postulatu w postaci 500 zł świadczenia w gotówce.

– Bez dialogu nie da rady rozwiązać tej sprawy. A protestujący w Sejmie jednak znaleźli się tam z jakiegoś powodu, prawda? I jeżeli ustąpią to oznacza, że to, po co przyszli do Sejmu nie jest aż tak ważne – mówiła w #RZECZoPOLITYCE Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej.

Nizinkiewicz: Jacek Nizinkiewicz, #RZECZoPOLITYCE, moim i państwa gościem jest pani Janina Ochojska, Polska Akcja Humanitarna, dzień dobry.

Janina Ochojska: Dzień dobry.

Trwa 35 dzień protestu w Sejmie osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Pytanie jak zakończy się ten protest, jak znaleźć porozumienie. Czy szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej ma pomysł na to, jak wyjść z tego impasu?

Nie mam pomysłu, ale uważam, że musi być nawiązany dialog. Bez dialogu nie da rady rozwiązać tej sprawy. A protestujący w Sejmie jednak znaleźli się tam z jakiegoś powodu, prawda? I jeżeli ustąpią to oznacza, że to, po co przyszli do Sejmu nie jest aż tak ważne. Więc oni muszą pozostać tam aż do końca.

Ale ile można protestować? Ile można leżeć na tej posadzce? Ile te osoby na wózkach mogą być niewyprowadzane, ponieważ pan marszałek Kuchciński zaprowadził… zakazał wyprowadzania na spacer. To jest 35 dzień, to wygląda dramatycznie.

Jest to na pewno bardzo trudna sytuacja i ja, po prostu, jeśli coś mogę zrobić i powiedzieć to, po prostu, apeluje do rządu, żeby naprawdę zastanowili się czy nie ma środków na to, żeby osobom niepełnosprawnym, takim jak te nie przyznać tego 500-złotowego dodatku na rehabilitację. Ponieważ wie pan, bez rehabilitacji trudno jest żyć, a pieniądze, które otrzymują opiekunowie, czy osoby dorosłe, są zbyt małe, żeby móc opłacić rehabilitację. Obietnica, którą złożyła pani minister Rafalska jest pozornie dobrą obietnicą, tylko jeżeli ktoś ma świadomość, że nie istnieje ilość gabinetów, które mają podpisane umowy z NFZ-em, wystarczająca ilośc, gdzie takie osoby mogłyby mieć codzienną nawet rehabilitację, no to to jest pusty zapis. Ja rozumiem, że jest dobra wola, tylko że to jest pusty zapis, który nic nie oznacza, bo jak pan nie daj Boże złamie nogę, to będzie miał pan rehabilitację za osiem miesięcy, chyba że ma pan znajomości.

Rządzący nie chcą dać gotówki, żywej gotówki protestującym. Dlaczego?

Też tego nie rozumiem. To jest takie poniżanie człowieka, który i tak jest w trudnej sytuacji. Dlaczego 500plus to jest gotówka i rodzice mogą zadecydować i nikt nie kontroluje tego w jaki sposób wydają te pieniądze…

Dlatego, że rządzący, m.in. premier Szydło mówili, że rodzice najlepiej wiedzą, jak te pieniądze wydać, dlatego dajemy im żywą gotówkę, tak? Tak było z 500plus.

Właśnie.. Ale czy ci rodzice są gorsi? Czy oni nie wiedzą? 300 zł na wyprawki też nikt nie będzie kontrolował na co rodzice wydają.

Też rodzice mają wiedzieć więcej na co wydawać te pieniądze. Dlatego żywa gotówka.

No więc, rodzice tych osób i tu osoby dorosłe doskonale wiedzą jakie mają potrzeby i na co te pieniądze mają wydać. I tu nie chodzi o żadne luksusy…

Powinna być żywa gotówka dla nich?

Tak, dlatego że pieluchomajtki nie załatwią sprawy. Nie załatwi również fikcyjnie wpisana rehabilitacja, do której nie ma dostępu. Ja żeby móc tutaj przyjść do studia, tak, oczywiście nie tylko dlatego, ale żeby w ogóle móc poruszać się, chodzę trzy razy w tygodniu na rehabilitację, za którą sama płacę, bo z NFZ-u należy mi się 10 zabiegów rocznie.

Marszałek Senatu, Stanisław Karczewski powiedział, że liczył, że pani będzie osobą, która może odgrywać rolę mediatora między protestującymi i rządzącymi. I myślał, że pani w takiej roli chciała wtedy wejść do Sejmu, kilka dni temu.

Na pewno chciałam porozmawiać z osobami protestującymi, żeby też dowiedzieć się czegoś więcej o ich życiu, chociaż już teraz właściwie z mediów wiemy wszystko. Ale też żeby podzielić się z nimi moim doświadczeniem i umocnić ich w tym przekonaniu, że im i ich dzieciom należy się godne życie. Czy ja mogłabym być mediatorem? Wie pan, mediator to jest bardzo poważna funkcja i to robią ludzie, którzy są do tego zawodowo przygotowani…

Ale też robią to ludzie z autorytetem, ludzie, którzy znają potrzeby protestujących…

…natomiast ja bardzo chętnie, wie pan, jeżeli to mogłoby zakończyć ten protest i pozwoliłoby rodzicom wrócić, ale też pozwoliłoby osiągnąć jakieś wymierne zmiany dla osób niepełnosprawnych w Polsce, to chętnie bym się tego podjęła, chociaż oczywiście potrzebowałabym na pewno wtedy pomocy ekspertów, bo ja nie znam się na tych sprawach Ja bardziej.. Fakt, że jestem od 62 lat niepełnosprawna, że żyję aktywnie, ale też wiem jaką cenę za to płacę. I wiem jak bardzo ci młodzi ludzie chcą również móc żyć aktywnie. Bez zainwestowania w tych ludzi, nie da rady. Bo jaka ich czeka przyszłość? Przecież oni chcieliby pracować, tak? A dlaczego np. ich rodzice otrzymując rentę socjalną nie mogą pracować? Nie mogą dorobić sobie?

Rządzący mówią, że pieniądze które chcą, to tak naprawdę chcą na kino, na teatr, rodzice, opiekunowie i na inne takie zbytki…

Wie pan, jak było 500plus wprowadzane, no to były takie obawy, że rodzice przepiją, wykorzystają na własne jakieś potrzeby i że dzieci nic z tego nie będą miały. Okazuje się jednak, że w większości to 500plus jest jednak rzeczywiście wydawane na potrzeby dzieci. Więc dlaczego rodzice tych dzieci mają być gorsi? Przecież troska jaką oni wykazali przez całe życie o swoje potomstwo, no jednak wskazuje na coś innego. Że będą… że użyją te pieniądze na coś, co rzeczywiście jest im potrzebne. I każda z tych osób ma inne potrzeby – i to trzeba uwzględnić. No i teraz jak im damy czy to pieluchomajtki, czy zwiększoną rehabilitację, która – tak jak mówię – jest tylko pozorna, to w zasadzie, to oni wychodzą z Sejmu tylko z tymi pieluchomajtkami i z dodatkiem 152 złote.

Dopóki postulaty protestujących nie zostaną spełnione, oni nie powinni wychodzić z Sejmu?

Jeżeli tylko mają siły, to nie powinni. Ja wiem jak jest im trudno. Mnie byłoby tam bardzo trudno egzystować, więc mogę sobie wyobrazić jak im jest trudno. No ale wyjście z Sejmu oznacza tak naprawdę porażkę i to nie dla nich, ale dla nas wszystkich, dla wszystkich niepełnosprawnych, którzy w przyszłości, być może, też będą całkowicie zależni od zewnętrznej opieki, nie będą mogli żyć samodzielnie.

Rządzący mówią, że to jest protest polityczny. Że wczorajsza wizyta, chociażby Lecha Wałęsy w Sejmie, u protestujących pokazała, jak bardzo jest to proces upolityczniony, który ma uderzyć w rząd.

Pan prezydent Lech Wałęsa nie przyszedł tam dla celów politycznych. Jest dla mnie symbolem Solidarności i tego co osiągnęliśmy w Polsce – czyli solidarność i wolność. Może tej solidarności już jest trochę mniej… Natomiast, wie pan, niestety tego typu akcje bardzo często są upolityczniane. I to jest bardzo wielka szkoda. Ja na pewno nie byłam tam dla żadnych celów politycznych, pan prezydent Wałęsa, z tego co wiem, nie staje do żadnych wyborów, w związku z czym nie wiem, dlaczego to miałoby być polityczne…

Mówił bardzo negatywnie na temat Jarosława Kaczyńskiego, PiS, tych rządów, bardzo uderzał w te rządy.

Na pewno ktoś kto przychodzi do protestujących w Sejmie, w takiej sprawie jak ta, nie powinien używać argumentów politycznych, bo to nie jest spór polityczny. To jest krzyk ludzi, którzy żyją naprawdę w bardzo trudnych warunkach, krzyk ludzi, którzy wiedzą, że jeżeli nie zawalczą o swoją przyszłość, to zostaną gdzieś odstawieni w kąt, tak? Gdzieś będą egzystować potem w jakiś domach opieki społecznej, albo, no tak jak… Nie wiem czy pan pamięta Janka Świtaja?

Tak…

…który poprosił o eutanazję, bo jego starsza matka już nie była w stanie nim się opiekować. Ania Dymna potrafiła temu chłopakowi i zapewnić możliwość studiów, i pracę. I on leżąc pracuje korzystając z komputera. I dzisiaj to jest człowiek, który potrafi na siebie zarobić, prawda? Nie potrzebuje opieki państwa. I o to tutaj chodzi.

Czy pani wybiera się ponownie do Sejmu?

Wybieram się, poprzez pana posła Sławomira Piechotę. Zwróciłam się, tzn. pan poseł Sławomir Piechota zwrócił się z prośbą do marszałka Kuchcińskiego o wejście jutro. Na razie nie mam jeszcze odpowiedzi, czekam.

A co jeżeli pani kolejny raz nie wejdzie?

Jeżeli nie dostanę zgody pana marszałka Kuchcińskiego, to nie pójdę pod Sejm.

Po tym jak pani ostatni raz była przed Sejmem, dziennikarze, pracownicy telewizji publicznej po pani słowach, że do oblężonego Sarajewa pani mogła się dostać, a do Sejmu nie, szukali pani zdjęć z Sarajewa. Czy w ogóle… czy pani była w tym Sarajewie, czy nie?

(śmiech) Oczywiście, że byłam. Była ze mną również Telewizja Polska, było Polskie Radio, było mnóstwo dziennikarzy, przecież był cały autokar dziennikarzy. Więc oczywiście, że byłam. Zdjęcia są, jakbym wiedziała, to bym przyniosła…

Ale ma pani takie poczucie, że teraz próbuje się w panią uderzać?

No tak, próbuje się zdyskredytować to co robię i moją osobę. Ale, wie pan, powiem tak: naprawdę na mnie haka nie ma, nie mam nic do ukrycia, więc jeżeli ktoś sobie wyobraża, że ja tylko tak opowiadałam, ze byłam w Sarajewie, to są na to dowody, i to liczne, i to nie raz.

Czy panią zaskakuje to, że Sejm jest tak zamknięty, zabarykadowany? Że marszałek Kuchciński nie wpuszcza nie tylko pani, ale również dziennikarzy bez stałych przepustek, ekspertów, którzy powinni być teraz na komisjach sejmowych… Mamy 100-lecie odzyskania niepodległości, 550-lecie polskiego parlamentaryzmu…

Oczywiście, że mnie zaskakuje, no bo co to znaczy, że Sejm jest zamknięty dla obywateli?

Te barierki są, wie pani, od wielu… od kilkunastu miesięcy.

Dla mnie to jest porażające, bo wie pan, ja jednak sama też włączyłam się do walki o wolność, byłam w opozycji, tworzyłam solidarność i chodziło nam o to, żeby żyć w wolnym kraju. I parlament miał być taką instytucją, która miała też… która miała stać na straży tej naszej wolności, obywatelskości. No teraz to jakoś widzę, że niestety się zmienia i to jest bardzo niedobrze dla Polski, dla obywatelskości Polski. Dlatego, że ludzie jak przyzwyczają się do tego, że coś dla nich jest zamknięte, że to nie jest forum, na którym mogą wypowiedzieć się ich przedstawiciele, no to, wie pan, to co? To skończymy z parlamentaryzmem w Polsce? Chyba nie do tego zmierzamy.

Będzie pani chciała się spotkać również z marszałkiem Kuchcińskim?

Jeżeli pan marszałek mnie zaprosi do Sejmu i jeżeli będę miała możliwość tam wejścia i wyrazi taką chęć, to dlaczego nie? Bardzo chętnie opowiem o moim życiu osoby niepełnosprawnej i też o historiach innych niepełnosprawnych, których znam i którzy dzięki temu, że dostali szansę, nie potrzebują dzisiaj 500 złotych dodatku. Ale niestety, wie pan, tej szansy nie ma, tak, i te 500 zł jednak daje ludziom jakąś szansę, tak jak dało szansę bardzo wielu ludziom, którzy zostali objęci pomocą 500plus. Te rodziny nie są wyjątkiem.

Pani Wanda Traczyk-Stawska próbowała wejść do Sejmu po raz kolejny i została zaproszona, owszem, ale do tzw. Centrum Medialnego, które nie jest w głównym budynku Sejmu, tylko jest w jednym z pobocznych budynków. Czyli nie miałaby dostępu do osób protestujących. Czy pani mogłaby wejść do tego Centrum Medialnego, które jest na uboczu?

Mi chodziło o to, żeby być jednak… żeby spotkać się z protestującymi…

W Centrum Medialnym się pani nie spotka z protestującymi.

W Centrum Medialnym się z nimi nie spotkam, więc zależy mi na spotkaniu z nimi właśnie.

Wicepremier Beata Szydło jest ministrem, który zajmuje się sprawami społecznymi, stoi na czele Komitetu Społecznego. Jednak nie zajmuje się tymi sprawami, lub też nie widzimy, żeby zajmowała się sprawami protestujących w Sejmie. Czy pani chciałaby się spotkać z panią wicepremier Szydło?

Nie wiem…

Bo ona była właśnie oddelegowana do tego…

Nie wiem, ale, wie pan, to znaczy, ja może powiem tak: to nie jest tak z kim bym się chciała spotkać, z kim nie. Jeżeli ja mogłabym spróbować pomóc komuś, żeby tę sprawę w końcu zamknąć, tak, żeby obie strony były zadowolone, to tak bardzo bardzo mi ta sprawa leży na sercu, przyszłość tych osób niepełnosprawnych, że chętnie się podejmę. Jeżeli w ogóle coś mogę… Ale wie pan: ja jestem tylko skromną działaczką humanitarną, która, no… Zrobiliśmy jako organizacja na pewno bardzo wiele, ale też my bardzo wiele zrobiliśmy dzięki temu, że polskie społeczeństwo nas wspiera. I ja mam teraz takie poczucie, wie pan, że my powinniśmy teraz tak samo wesprzeć te osoby, tak?

Że polskie społeczeństwo powinno wesprzeć czynnie protestujących w Sejmie?

Tak, natomiast spotkania z członkami rządu… Ja ani nie jestem członkiem rządu, ani nie jestem jakoś bardzo wpływowa…

Ale Beata Szydło miała być osobą decyzyjną w kwestiach społecznych, do tego została oddelegowana. Więc jeżeli rozmawiać, to chyba rozmawiać z premierem Morawieckim, minister Rafalską i chyba z premier Szydło.

Jeżeli w ogóle miałoby dojść do jakiejś mediacji, to po jednej stronie są ci, którzy mają jakieś oczekiwania, a po drugiej stronie musi być ktoś, kto ma możliwość podejmowania decyzji. W innym wypadku mediacje nie mają sensu. Bo jeżeli po drugiej stronie nie ma kogoś, kto może podjąć decyzję, no to wtedy mediacje utykają tak na jakimś martwym punkcie…

Protestujący chcieli spotykać się z Jarosławem Kaczyńskim uważając, że to on jest osobą w pełni decyzyjną. Mają rację?

Ja myślę, że protestujący w tej chwili chwytają się, tak naprawdę każdego, kto… czyje nazwisko coś znaczy w Polsce, tak? Chcieliby swoją sprawę…

Żeby nagłośnić, upublicznić…

Tak, jak najbardziej nagłośnić i żeby ją jak najprędzej załatwić, również ze względu na swoje dzieci… Chociaż ja tak wymawiam to słowo dzieci, ale przecież tam są też dorośli mężczyźni, tak? Adrian i Kuba. Więc nie dziwi mnie, że protestujący chętnie przyjmą każdą osobę, której nazwisko jest znane i która może nagłośnić ich sprawę…

Lechowi Wałęsie chyba udało się umiędzynarodowić tę sprawę, bo media zagraniczne piszą szeroko…

O to też chodzi, tak? O to też chodzi, żeby, no… Gdzieś pan marszałek Kuchciński wypowiadał się, że to źle wpływa na wizerunek Polski, to co dzieje się w Sejmie. I ja w tej kwestii z panem marszałkiem się zgadzam: tak, to źle wpływa na wizerunek Polski, fakt, że osoby niepełnosprawne tak długo muszą domagać się czegoś tak bardzo oczywistego. I że zostali pominięci w tym wsparciu państwa. Jedni dostali 500plus i to bez kryterium dochodowego, inni dostają teraz wyprawki – też bez kryterium dochodowego. A te rodziny, które naprawdę mają bardzo trudno i często zależy od tego przyszłość ich dzieci, nie mogą doprosić się o coś co… Wie pan, w ogóle uważam, że te 500 złotych to jest tak naprawdę tylko początek. Ja nie mówię, że to oznacza, żeby dawać im więcej. Ale to oznacza, że bez stworzenia jakiegoś systemu, w którym osoba niepełnosprawna miałaby możliwość zdobycia wykształcenia i pracy, albo otrzymania takiej opieki, której wymaga jej niepełnosprawność, nie ruszymy dalej. Dlatego, że nie może być tak, że w nowoczesnym społeczeństwie, osoba młoda, która traci swoich rodziców a jest niepełnosprawna i nie może żyć samodzielnie, że idzie do domu opieki społecznej. Ja znałam takiego chłopca, który od 40 lat mieszkał w domu opieki społecznej w umieralni, tak? Młody człowiek, który tylko ruszał jednym palcem, no ale nie miał… Nie miał innych możliwości. Już nie żyje, ale muszę powiedzieć, że to był bardzo dzielny człowiek, bo on też na nic nie narzekał. Ale przecież był na tyle mądry, w ogóle bardzo otwarty, wbrew pozorom miał dużo przyjaciół, którzy go tam przychodzili odwiedzać. I Tadeusz bardzo przyciągał do siebie ludzi. No ale był skazany na taki niebyt.

Może ten protest to zmieni…

Ja mam taką nadzieję, głęboką nadzieję.

… i tego typu scenariusze nie będą na tyle częste, na ile były. Moim i państwa gościem była pani Janina Ochojska, gotowa do mediacji. Jutro będzie pani próbowała po raz kolejny wejść do Sejmu.

Jeżeli dostanę zgodę.

Jeżeli będzie ktoś chciał mediować i będzie druga strona gotowa na mediacje. Dziękuję bardzo.

Dziękuje bardzo.

Macierewicz w odstawkę, Kaczyński na premiera, PiS odgrzewa PRL. Polityka brunatnieje

To już się dzieje. Pojedyncze przypadki? Nie! To przykładowe przypadki. Fala faszyzmu szybko się rozleje. Jest przyzwolenie PiS, który zresztą dryfuje ku brunatności.

Historia się powtarza. Mamy do czynienia z pustym tromtadrackim patriotyzmem, nadętym, a więc smrodliwym wprost ze skansenu kołtunów.

Ciemnogród.

Nieśmiertelny pacjent polskiej polityki Antoni Macierewicz chce lustrować weteranów.

– To godzi w honor i godność weteranów, którzy przelewali krew za ojczyznę – mówi Onetowi gen. Roman Polko, b. dowódca GROM, kiedy dowiaduje się od nas, że resort obrony nowelizuje ustawę o weteranach w taki sposób, by żołnierze i funkcjonariusze, którzy choć jeden dzień służyli w organach bezpieczeństwa PRL-u, a mają status weterana za udział w misjach po 1990 r., stracili część uprawnień.

Radosław Sikorski uważa, iż skandalem jest, że Macierewicz nie siedzi. Nie kibluje. Tam jego miejsce, bo faktycznie Tworki są dla niego za wygodne.

W MON wszyscy wszystkich się boją.

Tak działa strach, że Macierewicz zostanie wyrzucony, a oni wraz z nim.

Dwa miesiące temu była oczywista wina w wypadku drogowym Jacka Kurskiego. A dzisiaj… już nie.

W Krytyce Politycznej świetny wywiad ze znawcą problematyki ordynacji wyborczej dr Jarosławem Flisem. PiS to gang Olsena.

Pytanie jest następujące: po co PiS robi taką reformę? Możliwe motywacje są trzy. Po pierwsze geszeft, czyli próba wyciągnięcia trochę więcej władzy z tych samych głosów. Po drugie ideologia – tak było w przypadku fascynacji Pawła Kukiza ideą jednomandatowych okręgów wyborczych czy niechęci prezesa Kaczyńskiego do nich. Nawet jeśli ich nastawienie jest racjonalnie argumentowane, to za każdym takim wywodem stoi jakieś ogólne wyobrażenie o szczęściu i demokracji. Trzecia możliwość: to nie jest gra o sumie zerowej, że ktoś zyska, a ktoś straci – niektóre z obecnych rozwiązań są po prostu głupie. Przykładem książeczki do głosowania…

Piotr Zaremba w „Dzienniku” twierdzi, że Kaczyński traci „wszechmoc” na rzecz Andrzeja Dudy.

Rekonstrukcja rzadu została przesunięta na po głosowaniu nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla Beaty Szydło. Jarosław Kaczyński mógł uniknąć demoralizującego spektaklu, przeprowadzając operację szybko. Jest zbyt pewny siebie, aby myśleć takimi kategoriami. Z drugiej strony w tej zwłoce kryje się rozterka. Dlatego rzecznicy tej zmiany wciąż nie są pewni finału.

Do starych wątpliwości doszły nowe. Ot, choćby żądanie Andrzeja Dudy, aby w skład nowego rządu nie wchodził Antoni Macierewicz. Przy czym prezydent zapowiada, że po prostu nie powoła szefa MON. A to on wręcza tekę każdemu ministrowi.

Dla Kaczyńskiego to kłopot. Sam miewa dosyć samowolnych gestów ministra. Ale ma też poczucie, że za Macierewiczem stoją emocje społeczne części PiS-owskiego elektoratu. Na dokładkę, kiedy żądanie prezydenta „wyciekło”, prezes jest bliski utraty reputacji wszechmocnego. Znów widać, że rekonstruować trzeba było szybko.

Prof. Marcin Matczak w „Kropce nad i” mówił, iż nowa ordynacja wyborcza spowoduje fasadowość wyborów i w zasadzie nie będą potrzebne.

Według prof. Matczaka, zamiast sędziów będziemy mieli do czynienia z komisarzami politycznymi, którzy będą liczyli głosy i wyznaczali okręgi wyborcze.

Wyznaczanie okręgów jest najczęstszym na świecie sposobem manipulacji wynikami wyborów. Wyznacza się te granice w taki sposób, żeby większość wspierających daną partię była w tym danym okręgu – tłumaczył prof. Matczak.

Tak jego zdaniem dzieje się właśnie na Węgrzech.

Matczak zwrócił przy tym uwagę, że „nie ma już Trybunału Konstytucyjnego”, a za chwilę „nie będzie Sądu Najwyższego”.

Dla mnie to chyba najpoważniejszy zamach na demokrację i on może doprowadzić do tego, że właściwie za chwilę nie będzie sensu organizować wyborów, bo (…) wszystko będzie sterowane politycznie – dodał.

W wiadomo.co kapitalny tekst Piotra Gajdzińskiego „Zrób sobie Peerel-bis”.

Piotr Gajdziński jest autorem biografii peerelowskich przywódców: Edwarda Gierka – Człowiek z węgla i Wojciecha Jaruzelskiego – Czerwony ślepowron. W grudniu ukaże się jego biografia Władysława Gomułki.

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy

Nic jednak nie nosi wyraźniejszego peerelowskiego stygmatu niż wieczne odgrzewanie przez Prawo i Sprawiedliwość problemu zagrożenia niemieckiego. I czym my teraz będziemy straszyć Polaków – zastanawiał się w grudniu 1970 roku, po podpisaniu umowy z Republiką Federalną Niemiec Jan Szydlak, członek Biura Politycznego PZPR. Szydlakowi, nie tylko w tym wypadku, zabrakło wyobraźni. Niemcami rządzący straszyli nas w latach osiemdziesiątych – za rządów Gierka delikatniej, ale też – i straszą dzisiaj. Posłanka PiS-u Dorota Arciszewska-Mielewczyk w 2004 roku założyła Powiernictwo Polskie i od tamtej pory nieustannie mówi o niemieckim zagrożeniu. Teraz PiS lekko swoją propagandę zmodyfikował. Nie mówi już o „wykupywaniu Polski”, ale całą winę za kryzys migracyjny w Europie zrzuca na Niemcy i kanclerz Angelę Merkel. Odsługując w końcu lat osiemdziesiątych wojsko we wrocławskim Zmechu (Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Zmechanizowanych – przyp. Red.) nieustannie, dzień pod dniu, na sąsiadującym z jednostką poligonie walczyłem z 97. Dywizją Bundeswehry, prowadzoną przez Herberta Hupkę i Herberta Czaję, dwa symbole „niemieckiego rewanżyzmu”. Dzisiaj może młodych żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej tego nie uczą, ale już walki z nacierającymi z zachodu zagonami muzułmańskich emigrantów – kto wie?

Władysław Gomułka w swoich pamiętnikach przyznawał, że partia komunistyczna w Polsce zawsze była ugrupowaniem mniejszościowym. Dodawał jednak, że legitymację do władzy dawała PPR, a później PZPR wielka reforma społeczna i gospodarcza, która zmieniła życie milionów Polaków. Drugim czynnikiem mającym legitymizować rządy partii komunistycznej było odzyskanie „prastarych ziem piastowskich” na Zachodzie.

Podobną narrację nietrudno wyczytać z wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu. Program 500+ czy program Mieszkanie+ to fundamenty restytucji gomułkowskiego myślenia. Ziem Odzyskanych PiS już nie odzyska, ale czyż wstawanie z kolan nie jest wystarczającym powodem, aby PiS władzy raz zdobytej – to też Gomułka – nie oddał nigdy? W niedawnym wywiadzie dla TV Republika Beata Szydło powiedziała, że PiS, cały nasz obóz, pan prezydent, który wyrósł z naszego obozu, jesteśmy dzisiaj dla Polski, dla polskiego państwa – myślę, że to nie jest przesadne stwierdzenie – po prostu ostoją suwerenności, bezpieczeństwa i pewnika, że Polska będzie mogła być w przyszłości bezpieczna i suwerenna. Jest wyższa wartość dla narodu niż suwerenność? Nie ma, więc przy władzy musi pozostać partia, która tę suwerenność gwarantuje.

Wolność sprzedam korzystnie

Niestety, do reguł gry „Zrób sobie Peerel” dostosowało się również społeczeństwo. Większość, jak w „czasach słusznie minionych”, jest bierna, za nic mając imponderabilia. Wolność? Co miesiąc wyprzedajemy wolność za 500 zł i ułudę spokoju, który – podobno – gwarantuje nam „silne państwo”. Zupełnie jak wtedy, gdy władza podsypywała kilka stówek podwyżki.

>>>

Fundamentalizm PiS – tego należy w Polsce się bać. Święte słowa Kijowskiego

fundamentalizm

Mateusz Kijowski powiedział święte słowa o fundamentalizmie, który ma wspólną płaszczyznę:

– Ludzie się boją przede wszystkim tego, czego nie rozumieją. Kiedy mówimy o terrorystach islamskich, to w Polsce jest to zjawisko, którego nie rozumiemy. Gdybyśmy mieli zdefiniować kategorię, która jest odpowiednia do tego, co się dzieje – to jest to fundamentalizm. A fundamentalizm jest cechą wspólna dla terrorystów islamskich, dla terrorystów chrześcijańskich czy ateistycznych, dla Erdogana, Putina i dla naszej partii rządzącej.

Podkreślam: fundamentalizm rządzącego w Polsce PiS przeżywamy codziennie. Zakłamują rzeczywistość, a rodaków rżną.

Kijowski podkreśla KOD nie jest partią. KOD ma zbyt wiele do zrobienia – pracę u podstaw. Wyjaśnianie, czym jest demokracja, czym jest państwo prawo. To zostało wielce zaniedbane po 1989 roku.

kijowski

– Ludzie, którzy tworzą KOD, nie chcą, by była to partia polityczna. Zupełnie inne zadanie stoi przed KOD-em. Partii jest wiele, są ludzie, którzy chcą wstępować do partii, sami z tego się cieszymy, i sami namawiamy ludzi z KOD-u, by wstępowali do partii politycznych.

Także ciekawe słowa o opozycji powiedział dla RDC poseł PO, Michał Szczerba:

szczerba

„Czas opozycji to jest czas zgodnej współpracy, ramię w ramię, przy zachowaniu lojalności i szacunku wobec wielkiego projektu, jakim jest Platforma Obywatelska. Ten projekt zmienił Polskę. I jeżeli dzisiaj Beata Szydło mówi do uczestników ŚDM: „zobaczcie piękną Polskę”, to nie mówi do nich – zobaczcie piękną Polskę, którą zostawiliśmy w 2007 roku, po skompromitowanych rządach z Samoobroną i LPR, przy prowokacjach służb specjalnych, ale mówi o Polsce, którą zostawił Donald Tusk i zostawiła Ewa Kopacz. Mówi o wielkim skoku cywilizacyjnym, wielkich inwestycjach i środkach europejskich, w infrastrukturę, przestrzeń publiczną i sport”.

Celne i bolesne dla fundamentalistów PiS.

Więcej >>>

Post Navigation