Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Michał Wawrykiewicz”

Ancymonki PiS chcą ścigać za tęczę

Posłanka PiS Anna Siarkowska zapowiedziała walkę z rozpowszechnianiem wizerunku Matki Boskiej z tęczową aureolą.

Depresja plemnika

Po prawie 4 latach rządów Prawa i Sprawiedliwości coraz mniej spraw nas dziwi, choć nie przestaje bulwersować. Zarówno bezceremonialne przejęcie mediów publicznych, skok na spółki Skarbu Państwa, czy kolejne kompromitacje ministrów z byłym już szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim na czele sprawiają, że do naszej krajowej polityki nie sposób jest podejść obojętnie.

Biorąc pod uwagę, że w tym roku doczekamy się prawdziwej wyborczej kumulacji, już 26 maja wybierzemy naszych reprezentantów do Parlamentu Europejskiego, a jesienią posłów i senatorów, jak na dłoni widać, że emocje politycznego sporu nie tylko nie maleją, ale wręcz znacznie rosną. Znaczna w tym rola miłościwe nam rządzących, którzy lubują się w podkręcaniu temperatury, napuszczaniu ludzi na siebie, czy bezlitosnym atakowaniu opozycji.

Ostatnie wydarzenia nie tylko nie dają nadziei na to, że nad Wisłą może być normalnie, co pokazują, że rządzący nie cofną się przed niczym, by utrzymać władzę, bujając przy tym w oparach absurdu.

Okazuje się…

View original post 898 słów więcej

 

Pisowskie szambonurki

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz przeprosiła za „szkody”, które partia mogła odnieść w związku z sobotnim wpisem na Twitterze skierowanym do ambasador USA Georgette Mosbacher. „Wpisy Krystyny Pawłowicz są wyłącznie jej opiniami” – skomentowała z kolei rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek.

Pawłowicz nie spodobały się życzenia, które na Twitterze złożyła ambasador USA. Georgette Mosbacher 19 kwietnia życzyła Żydom „pokoju i radosnego święta” Pesach, które tego dnia się rozpoczynało.

Krystyna Pawłowicz stwierdziła, że profil ambasador jest „chyba fejkowy”. „Ktoś chce nas w tych dniach sprowokować” – pisała posłanka. Później stonowała wypowiedź, tłumacząc na Twitterze, że życzenia ambasador jednak były stosowne, stwierdziła też, że nie wiedziała, że katolickie i żydowskie święto po prostu w tym roku przypadają w podobnym czasie. O sprawie zdążyły już jednak napisać nie tylko polskie, ale i zagraniczne media.

Krystyna Pawłowicz: Przepraszam, jeśli PiS odniosło szkody

„Wpisy Krystyny Pawłowicz są wyłącznie jej opiniami. Nie jest to w jakimkolwiek stopniu stanowisko PiS ani naszego rządu” – napisała we wtorek na Twitterze rzeczniczka PiS Beata Mazurek.

„Moje wpisy na TT wyrażają wyłącznie moje prywatne zdanie i w żaden sposób nie mogą być łączone ze stanowiskiem rządu ani PiS, którego nie jestem członkiem. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość odniosło szkody z powodu treści moich wpisów, to jest mi przykro i przepraszam za taki ich skutek” – odpowiedziała z kolei posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

Dziennikarz Gazety Wyborczej Wojciech Maziarski zareagował na dzisiejszy wywiad Pawła Lisieckiego z senatorem Prawa i Sprawiedliwości prof. Janem Żarynem na antenie Polskiego Radia.

Jeżeli nie przeciwstawiamy się represywności wobec chrześcijaństwa na żadnym jej etapie, to w jakiejś mierze pozwalamy, by nienawiść do chrześcijan wzrastała, a nienawistnicy odczuwali jakąś bezkarność. Nie powinniśmy sobie na to pozwalać. Powinniśmy, jako chrześcijanie, powiedzieć sobie, że nie jesteśmy tolerancyjni wobec tak skrajnych przejawów nienawiści wobec kościoła i nie ma tolerancji, która dominowałaby nad prawem do ochrony dziedzictwa własnej religii. (…) Judasz jest dla nas, katolików, postacią trudną do bezrefleksyjnego pomijania. Kim był? Po co się narodził? To jest nasze chrześcijaństwo, gdzie próbujemy odpowiedzieć na to, by zrozumieć siebie i swoją kondycję, by przestrzec siebie. Jesteśmy świadkami wielu różnych nacisków dotyczących tego jak powinien wyglądać kościół.Najlepiej, żeby nie wychodził z kruchty. Robili to komuniści w PRL, robili inni przeciwnicy lewicowo-liberalni i robią to do dzisiaj. To są różne metody, które prowadzą do tego samego – mówił senator PiS o Kościele w kontekście wydarzeń w Pruchniku.

Prof. Żaryn wypowiedział się na temat trwającego strajku w edukacji. – Mamy kilka płaszczyzn strajku nauczycieli. Są powody polityczne. Z drugiej strony mamy rzeczywisty problem: czy Piątka Kaczyńskiego była dobrym zabiegiem, czy też należało się zastanowić i branżowo podejmować decyzje? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Na miejscu Anny Zalewskiej jednak dążyłbym do przygotowania czegoś, co nazwałbym powtórnym Lex Giertych, tj. jeśli część maturzystów nie zostanie dopuszczona do egzaminów, wszyscy powinni z marszu ją zdać i być dopuszczonymi do pójścia na studia. .(…)Roman Giertych był dobrym ministrem edukacji i jego posunięcia, gdy był członkiem koalicji z PiS były przytomne i warto sięgnąć do tego okresu szukając odpowiedzi na pytania „co dalej z edukacją?”.

Depresja plemnika

„Składam doniesienie o niszczeniu dobrego imienia Polski” – napisał na Twitterze Wojciech Sadurski.„Ob. M Morawiecki wczoraj w Nowym Jorku publicznie ogłosił, że w Polsce nadal orzekają sędziowie stalinowscy, a także winni skazywania dziecięcia Morawieckiego w stanie wojennym i głęboko skorumpowani. Co na to Prokuratura?” – zapytał profesor, po skandalicznej wypowiedzi szefa PiSowiskiego rządu na Uniwersytecie w Nowym Jorku.

Środowisko sędziowskie jest oburzone słowami Morawieckiego, a internauci okrzyknęli go certyfikowanym kłamcą roku.

„Panie premierze Morawiecki jak Pan śmie opowiadać takie banialuki, wysuwać takie oszczerstwa pod adresem polskich sędziów?” – napisał wzburzony adwokat Michał Wawrykiewicz, członek Inicjatywy „Wolne sądy”.

Premier udał się do Nowego Jorku, by promować Polskę i uczynił to w najgorszy ze sposobów. Uniwersytecka debata dotyczyła zmian dokonywanych przez rządzących w sądownictwie. „Dla…

View original post 2 914 słów więcej

 

PiS-ie, społeczeństwa już nie zatrzymacie

O godz. 11 przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej rozpoczęła się manifestacja wspierająca ogólnopolski strajk nauczycieli.

Depresja plemnika

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów…

View original post 13 słów więcej

 

Katecheci nie strajkują, bo godnie zarabiają

MEN informuje, że praca 21,7 tys. nauczycieli religii w 2018 roku kosztowała budżet 1 482 mln. Oznacza to, że katecheci zarabiali średnio 4724 zł brutto, a po styczniowej podwyżce – 4960 zł. Wiceminister Kopeć twierdzi, że są wynagradzani „na takich samych zasadach jak wszyscy”. To nieprawda, o ich awansie decyduje kuria, są w systemie szkolnym ciałem obcym

W odpowiedzi na interpelację posła PO Marka Sowy MEN ujawnia najnowsze (za 2018 rok) dane o nauczaniu religii:

  • koszt nauczania religii wyniósł 1 482 mln zł, o 83 mln więcej niż w roku 2017;
  • liczba etatów w przedszkolach i szkołach publicznych w 2018 roku wyniosła 21,7 tys., o 400 więcej niż w 2017 roku (nauczycieli religii było więcej, bo niektórzy pracują na część etatu).

Ile zarabiają nauczyciele religii?

Dane MEN oznaczają, że rok pracy katechety/katechetki kosztował budżet państwa 68,3 tys., czyli 5,691 zł miesięcznie.

Znając ten koszt pracodawcy można – stosując kalkulator wynagrodzeń – policzyć, że nauczyciele religii zarabiali w 2018 roku średnio (na etat) 4724 zł brutto czyli 3358 zł netto.

Po podwyżce 5 proc. od 1 stycznia 2019 katecheci i katechetki zarabiają zatem obecnie średnio (na etat) 4 960 zł brutto, czyli 3523 zł netto.

Czyli w okolicach średniej krajowej, która wg GUS w IV kwartale 2018 wyniosła 4864 zł brutto, ale cały czas rośnie.

Dane o zarobkach katechetów mają duże znaczenie polityczne. Pojawiają się pogłoski, że katecheci dostali jakieś tajemnicze podwyżki i dlatego nie będą strajkować, a także powtarzana jest opinia, że nauczyciele religii zarabiają wyjątkowo dużo. Obie te informacje najprawdopodobniej są nieprawdziwe.

Minister Maciej Kopeć (na zdjęciu wyżej – obok minister Anny Zalewskiej) podkreśla, że te podane przez  niego liczby są oszacowane na podstawie średnich wynagrodzeń wraz z pochodnymi i że nie są to koszty rzeczywiste. Jest to o tyle interesujące, że w dyskusjach o płacach nauczycieli MEN traktuje te „średnie wynagrodzenia” jako realne zarobki.

Czy katecheci zarabiają lepiej? Raczej nie

Od 1 stycznia 2019 roku podawane przez MEN wynagrodzenie średnie dla nauczycieli wynoszą:

  • dla stażysty – 3045 zł brutto (2188 zł netto);
  • dla  kontraktowego – 3380 zł brutto (2421 zł netto);
  • dla mianowanego – 4385 zł brutto (3121 zł netto);
  • dla dyplomowanego – 5603 zł brutto (3970 zł netto).

Zarobki na poziomie 4960 zł brutto lokują katechetów między średnimi płacami nauczycieli mianowanych (4385 zł) a dyplomowanych (5603 zł), co potwierdza opinię, że katecheci/katechetki lądują na dwóch najwyższych szczeblach awansu zawodowego.

Dodać jednak należy, że nauczyciele dyplomowani stanowią rosnącą większość: wg danych GUS w roku 2017/2018 – aż 55 proc. wszystkich nauczycieli, a mianowani kolejne 22 proc. (w Słupsku odsetek dyplomowanych w marcu 2019 sięga 75 proc.!).

Nie jest celem tego tekstu ocena, ile realnie zarabiają nauczyciele i nauczycielki (będzie to przedmiotem odrębnej analizy, która wymaga uwzględnienia wielu danych). Według niektórych analityków, np. Mikołaja Herbsta, średnie podawane przez MEN (przynajmniej w 2017 roku) mogą być jednak bliskie realnym zarobkom. Z obliczeń Herbsta wynika, że wynagrodzenie zasadnicze stanowi tylko 62 proc. zarobków nauczycieli dyplomowanych, 67 proc. mianowanych, 77 proc. kontraktowych i aż 83 proc. stażystów. Do wynagrodzenia zasadniczego dochodzą bowiem:

  • dodatek za wysługę lat, pobierany przez 97 proc. nauczycieli (1 proc. za 1 rok – maksymalnie 20 proc.);
  • 13-tka (91 proc. nauczycieli), zgodnie z art. 48 Karty Nauczyciela;
  • wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe (w 2017 dostawało je 78 proc.).

W dalszej kolejności: dodatek motywacyjny, kierowniczy (dla dyrektorek i dyrektorów szkół – często wysoki), dodatek za wychowawstwo.

Realne zarobki nauczycieli są zatem znacząco wyższe niż wynagrodzenie zasadnicze, ale też nauczyciele pracują znacznie więcej niż pensum 18 godzin tablicowych.

Według szacunków OKO.press nauczyciele pracują średnio co najmniej 22-23 godziny przy tablicy, a często tyle, ile dopuszcza limit – 27 godzin.

Zarobki katechetów i katechetek nie są zatem zapewne szokująco wysokie na tle innych nauczycieli. Wątpliwości są bardziej zasadnicze.

Nauczyciele religii są wynagradzani zgodnie z oceną Kościoła

Według informacji Episkopatu w 2016 roku 56 proc. nauczycieli religii stanowiły osoby świeckie, 37 proc. – księża i 7 proc. siostry zakonne. Jak twierdzi minister Kopeć:

Nauczyciele religii są wynagradzani na takich samych zasadach jak pozostali nauczyciele.

Maciej KopećOdpowiedź na interpelację poselską – 15/04/2019

To zdanie jest prawdziwe tylko w tym sensie, że katechetki i katecheci są zatrudnieni – jak wszyscy inni nauczyciele – przez szkołę lub zespół szkół, a ich wynagrodzenia – płace zasadnicze i dodatki – regulowane są przez Kartę Nauczyciela zgodnie z zapisanymi tam regułami (np. dodatkiem 1 proc. za każdy przepracowany rok). Wpływ na zarobki ma także polityka samorządów, które starają się dbać o płace nauczycieli sięgając po inne własne dochody niż tylko subwencja oświatowa, i przy ich pomocy zasypując tzw. lukę edukacyjną.

Katecheci pozostają jednak ciałem obcym w szkolnym systemie. Dotyczy to także awansu zawodowego, który ma bezpośredni wpływ na zarobki nauczyciela.

Nauczyciel religii ubiegający się o awans (w praktyce na najwyższy stopień nauczyciela dyplomowanego, bo większość ma co najmniej stopień mianowanego) informuje o tym szkołę, ale

świecka placówka pełni wyłącznie rolę „listonosza”.

Dyrektor na prośbę katechety informuje Wydział Katechetyczny właściwej Kurii Metropolitalnej o rozpoczęciu przez katechetę stażu i zwraca się z prośbą o nadzór merytoryczny nad tym stażem.

Katecheta składa sprawozdanie ze stażu na nauczyciela dyplomowanego w Wydziale Katechetycznym. Załącza też opinię miejscowego proboszcza, choć – przynajmniej teoretycznie – proboszcz nie ma wpływu na jego pracę.

Po zebraniu wszystkich informacji, opinii  dyrektora i hospitującego zajęcia oraz na podstawie rozmowy z katechetą, Przewodniczący Wydziału wystawia ogólną ocenę merytoryczną i przesyła ją na adres szkoły.

I szkoła awansuje katechetę tak, jak zdecydował Kościół.

Jak są zatrudniani i odwoływani katecheci

Sposób awansowania katechetów to tylko jeden z przejawów osobliwej sytuacji tej grupy pracowników świeckiej szkoły, którzy działają w niej na zasadzie ciała obcego.

Zatrudnienie. Nauczyciele religii są

formalnie zatrudnieni i opłacani przez szkołę, ale o zatrudnieniu decyduje biskup, przyznając i odbierając tzw. misję kanoniczną (missio canonica – specjalny certyfikat).

Teoretycznie dyrektor może zwolnić nauczyciela, nawet jeżeli jego misja kanoniczna nie wygasła. Nie są jednak znane takie przypadki. Gdyby dyrektor poszedł na wojnę z biskupem, hierarcha mógłby nie przyznać misji kanonicznej innemu kandydatowi i dyrektor nie miałby nowego nauczyciela.

Minister Zalewska w lutym 2018 przygotowała rozporządzenie, dające nauczycielom/kom religii prawo obejmowania wychowawstwa klasy, ale po protestach wycofała się z niego. Nauczyciele religii biorą natomiast udział w radach pedagogicznych i mają możliwość spotkania z rodzicami uczniów.

Nadzór. Dyrektor nie może w żaden sposób wpłynąć na treści przekazywane podczas lekcji religii. Prowadzi jedynie nadzór pedagogiczny nad nauczaniem religii, czyli kontroluje metody prowadzenia zajęć oraz zgodność z programem nauczania. O wynikach nadzoru dyrektor może poinformować władze kościelne. Ale jak mówią OKO.press nauczyciele, w praktyce nikt świecki nie ingeruje w nauczanie religii.

Do wizytowania lekcji upoważnione są wyłącznie osoby wyznaczone przez biskupa. Wizytator kontroluje katechezę zarówno w szkole (szkołach), jak i w parafii, spotyka się też z dyrektorem. Za przygotowanie wizytacji odpowiada proboszcz.

Programy i podręczniki. Zgodnie z Konkordatem z lipca 1993 roku, to władze kościelne opracowują programy nauczania i „przedstawiają je Ministrowi Edukacji Narodowej do wiadomości”. Tak samo z podręcznikami: zatwierdza je Episkopat, władze świeckie nie mają nic do gadania.

Kościół na terenie świeckiej szkoły

Zasadniczą odrębność stanowi też charakter nauki religii w polskim ujęciu. Jak pokazała nasza analiza „Podstawy programowej katechezy Kościoła katolickiego w Polsce”, która będzie obowiązywać od września 2019, celem 15 letniego nauczania jest „kształtowanie człowieka o religijności żarliwej, pozbawionego wątpliwości, odpornego na prądy laickie »apostoła« gotowego do wychwalania i obrony Kościoła. To także daleko idąca ingerencja w osobowość, oparta na nauce o grzechu, seksualności i tzw. formacji sumienia”.

Kwietniowe strajki (2019) pokazały ponadto, że korzystając z religii w szkole Kościół może – całkiem konkretnie – wpływać na postawę nauczycieli i całych społeczności szkolnych. Nie przypadkiem katecheci nie brali udziału w strajku. Niektóre kurie zajęły w tej sprawie oficjalne stanowisko: kierując do nauczycieli religii apele.

Kuria szczecińska: „w związku ze szczególną misją względem Boga, Kościoła i uczniów [katecheci] nie powinni angażować się w akcje strajkowe” i brać udziału „w działalności związkowej, szczególnie wrogo nastawionego do Kościoła ZNP”;

Kuria Diecezjalna w Gliwicach „Względy ekonomiczne nie usprawiedliwiają rezygnacji z głoszenia Ewangelii. Jedyną formą protestu, jaką można jeszcze zaakceptować, jest postawa solidaryzowania się z innymi nauczycielami. To pozostawanie na uboczu nie może być jednak odbierane jako objaw łamistrajku”.

Kuria w Tarnowie:  Zaangażowanie w strajk pozbawiłoby katechetę „właściwej neutralności, a zarazem mogłyby wystawić na szwank dobre imię Kościoła”.

O niechętnym wobec strajków stosunku abp. Kazimierza Nycza opowiadał OKO.press anonimowo katecheta z warszawskiego liceum im. Żmichowskiej: „No to ja czuję się zniechęcony” – wyjaśnił, dlaczego nie strajkuje.

Depresja plemnika

Mateusz Morawiecki udał się do Stanów Zjednoczonych na dwudniową wizytę.

Podczas pierwszego dnia wizyty szef rządu wziął udział w Okrągłym Stole z udziałem amerykańskich biznesmenów, którego organizatorem był think tank „The Chicago Council on Global Affairs”. Spotkanie miało na celu nawiązanie kontaktów z amerykańskimi inwestorami i pokazanie Polski, jako potencjału do inwestowania. Premier złożył także kwiaty pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki w Chicago – informuje Kancelaria Premiera.

W czasie drugiego dnia wizyty premier Mateusz Morawiecki wziął udział w premierze filmu „Poland: The Royal Tour” oraz wystąpił w amerykańskiej telewizji, w której skrytykował polskich sędziów. – Zmiany w polskim sądownictwie są jak rozliczenie z francuskimi kolaborantami-mówił polityk PiS. Na słowa szefa rządu zareagował na Twitterze mecenas Michał Wawrykiewicz.

Do filmu umieszczonego przez MON odniósł się także pułkownik w stanie spoczynku Adam Mazguła, który zwrócił się do ministra Mariusza Błaszczaka.

Panie Mariuszu Błaszczak, zobaczyłem reklamówkę defilady z okazji 3…

View original post 439 słów więcej

 

Banda nieudaczników nie odda władzy

Zacznijmy od tego, skąd cudzysłów przy słowie „elity”. Biorąc pod uwagę obecne realia naszego państwa, muszę z przykrością stwierdzić, że pojęcie to jest całkowicie „puste”; pozbawione treści! Elit w Polsce nie ma! Są oczywiście chlubne wyjątki, ale te nie chcą się zajmować brudną polityką. A jeśli nawet któraś z nich chciałaby do niej wejść, to ci rozpychający się łokciami i rozglądający się panicznie na boki w poszukiwaniu jakiegoś „zagrożenia” (bo każdy mądry człowiek jest dla „elit” zagrożeniem) nigdy nie dopuszczą takiej osoby do głosu i stanowisk.

To tragedia, bo z tego właśnie powodu Polska, w swojej długiej historii, nie miała tego szczęścia, bycia dobrze rządzonym państwem. Mamy oczywiście okresy chwały, mamy mężów stanu, z których jesteśmy dumni, choć bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie „mieliśmy”, głównie z powodu opisanego wyżej! To wszystko są rzeczy dobrze znane, stąd nie to ma być głównym przesłaniem tekstu. Chciałbym się zająć inną kwestią; ja definiuję ją jako swego rodzaju wycofanie, tchórzostwo, asekurację etc., w głoszeniu własnych szczerych opinii i opisywaniu rzeczywistości, w jakiej przyszło nam żyć. Brak odwagi jest w tym przypadku naganny!

Straszna to rzeczywistość! Od czterech lat Polską rządzi grupa ludzi niegodnych, ale też zupełnie nieprzygotowanych do sprawowania władzy. Wielu ma także niechlubną przeszłość; stąd w żadnym normalnym kraju nie byliby w stanie zdobyć normalnej, odpowiedzialnej pracy! Tymczasem w Polsce mają się dobrze; ba, niektórzy nawet bardzo dobrze. Pełnią najwyższe godności w państwie, nie mając odpowiedniego (np. na stanowisku kierownika sklepu, warsztatu, czy też zakładu zieleni miejskiej etc.) wykształcenia! Jak więc mogą pełnić obowiązki polegające na rządzeniu państwem?

Zmierzam do krytyki powszechnego zakłamania, które nie przystaje komuś, kto uważa się za człowieka przyzwoitego. Chodzi o to, że wielu z nas, zwłaszcza ludzi, którzy mają taki obowiązek, nie nazywa po imieniu rzeczy, które zasługują na potępienie. Nie wolno milczeć, kiedy państwo jest rujnowane przez ludzi, których działania mogą dać asumpt do tego, aby traktować ich jak potencjalnych wrogów państwa. A takie wrażenie się odnosi każdego dnia, patrząc na to, co robi obecna ekipa rządząca.

I tu meritum moich rozważań. Jeśli ktoś z nas popełni czyn zabroniony; ukradnie coś cennego, napadnie na inną osobę, spowoduje poważny wypadek etc., jest traktowany jak przestępca. Nikt się nie waha taką osobę potępić i napiętnować mianem bandyty (przestępcy) jeszcze zanim zapadnie wyrok. I trudno się też dziwić temu, że tak właśnie ludzie reagują pod wpływem emocji. Pozwolę sobie jednak zadać pytanie będące figurą czysto retoryczną: jeśli wyżej wymienione czyny (niektóre jak wypadek drogowy zwykle nieumyślne) są przestępstwem, to jak nazwać działanie na szkodę państwa polskiego?! Jak? Ano właśnie! I tu nabieramy wody w usta! Tymczasem brak odpowiedzi to brak odwagi, odpowiedzialności, tchórzostwo czy też może wszystko to naraz!

Od lat łamana jest (w czym główną rolą odgrywa trzech prawników – dwóch doktorów oraz jeden magister prawa – nie boję się wymienić ich nazwisk, bo wiemy, o kogo chodzi doskonale, zresztą one jeszcze padną) konstytucja, będąca najwyższym aktem prawa w Polsce. To jej pochodną są pozostałe akty niższego rzędu, na których większość z nas się skupia przy okazji debat. Czym wobec niej jest Kodeks wykroczeń, czy nawet Kodeks karny?! Aktem podrzędnym, wykonawczym!

Wielokrotnie publicznie przedkładałem prośbę (w tym dwóm uznanym prawnikom), o to by wyjaśnili, dlaczego w odniesieniu do ludzi popełniających przestępstwa szkodzące racji stanu RP (a więc dobru najwyższemu każdego państwa), stosuje się eufemizmy (zbyt łagodne określenia, nijak mające się do skali popełnianych czynów przestępczych) zamiast nazywać rzeczy te po imieniu?! Nie ma większego przestępstwa popełnionego wobec państwa od niszczenia demokracji i prawa, wymiaru sprawiedliwości, swoistej prywatyzacji (tutaj „pisyzacji”) organów ścigania, osłabiania znaczenia i pozycji Polski w świecie, niszczenia sił zbrojnych, policji, służb, czy też wreszcie sędziów, adwokatów, dziennikarzy oraz wolności słowa w ogóle?!

To według mnie cała mętna kazuistyka (sofistyka, erystyka), ze szczególnym naciskiem na „mętna”! Gdzie są środowiska, które winny zająć właściwe do sytuacji stanowisko? Czy naprawdę działacze partyjni, przyzwoici sędziowie, prokuratorzy etc. uważają, że należy „nadstawiać drugi policzek”, kiedy bandyta (przestępca) atakuje? Tak ma według was wyglądać poszanowanie prawa?! A jeśli poprzez takie działania tej władzy Polska zostanie zaatakowana, a jej obywatele zaczną być mordowani, to spokojnie będziemy siedzieć w domu, czekając na aresztowanie i liczyli na samoistne zadziałanie konwencji genewskich?! Tu dodam, że to nie jest żaden „odlotowy” przykład, a ja nie jestem też „naiwnym chłopcem”! Takie rzeczy się przecież zdarzają; nawet nie trzeba mnożyć tu przykładów!

Nie jestem zwolennikiem „prawa talionu” (stara zasada „oko za oko, ząb za ząb” – to dla tych, co nie znają tego określenia), ale społeczna sprawiedliwość. Na niej opierać się musi demokracja, która powinna funkcjonować w sposób właściwy, bo jeśli nie, to państwo upada wcześniej czy później. Czasem upadają też cywilizacje, o czym traktują olbrzymie i powszechnie dostępne zasoby stosownej literatury przedmiotu.

Reasumując: jeśli wybrana demokratycznie władza łamie zasady, na które przyjmując władzę, przysięgała, to przestaje mieć społeczną legitymację do rządzenia. Nie można ze strachu, czy chęci zachowania się „fair” chować głowy w piasek jak struś, bo i tak cały korpus wystaje na zewnątrz i byle rykoszet może go trafić. Zasada „moja chata z kraja” absolutnie i chyba nigdy się nie sprawdziła!

Jeżeli prezydent państwa Andrzej Duda, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, czy też (jako główny czynnik sprawczy) prezes partii rządzącej Jarosław Kaczyński i całe ich otoczenie łamią jawnie konstytucję, a także ręcznie sterują organami państwa (które z definicji powinny być niezależne), zamiatają sprawy ważne „pod dywan”, unikając w ten sposób odpowiedzialności (afera Kaczyńskiego i „srebrnych wież”), a przy tym próbują łamać i zastraszać ludzi niewinnych, to znaczy, że wyczerpała się formuła ich działań na stanowiskach, które pełnią! Nie wzywam do przemocy, nie wzywam do niczego, co jest sprzeczne z polskim i europejskim prawem. Tym, czego chcę, jest jasne postawienie, tego o czym tu napisałem, we właściwym świetle. Na dodatek domagam się (i myślę, że nie jestem w tym oczekiwaniu odosobniony) też tego, aby w odpowiednim czasie nowo wybrana władza (nie wyobrażam sobie tego, aby społeczeństwo dało się oszukać po raz kolejny) powołała Specjalny Trybunał ds. Przestępstw Popełnionych na Państwie i Narodzie w latach 2015 – 2019!

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta

Czesław Miłosz
Waszyngton D.C. 1950

PiS szykuje nam najgorsze.

Depresja plemnika

Korzystając z zamieszania wokół strajku nauczycieli, Prawo i Sprawiedliwość postanowiło przeprowadzić decydujący szturm na Sąd Najwyższy tak, by jeszcze przed wyborami parlamentarnymi zapewnić sobie przejęcie tej instytucji i obsadzenie prezesów izb kandydatami, których do Sądu Najwyższego nominowała upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa. Wie bowiem, że dotychczasowe działania w tym zakresie nie przyniosły upragnionego władztwa nad tą najwyższą instancją wymiaru sprawiedliwości.

Jak pisze Tomasz Skory z RMF FM, przypominając że to już ósma nowelizacja ustawy o SN, rządzący planują wprowadzić w tej instytucji zmiany otwarcie sprzeczne z literalnym brzmieniem zapisów Konstytucji, przyznając prezydentowi Andrzejowi Dudzie prawo wyboru I prezesa SN oraz prezesów izb także spośród kandydatów, których Zgromadzenie Ogólne sędziów SN nie wskazało. Według obecnych przepisów kandydatów na te stanowiska wskazują zgromadzenia sędziów, przy wymaganej obecności 2/3, a jeśli to się nie uda – 3/5 liczby uprawnionych sędziów.

Nowe przypisy wprowadzają dwa kolejne stopnie. Jeśli do wskazania kandydatów na I Prezesa bądź prezesów…

View original post 676 słów więcej

Post Navigation