Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “MON”

Katastrofa w Wojsku Polskim. Duda, Błaszczak, Macierewicz osłabiają obronność Polski

„Kler” Wojciecha Smarzowskiego rozpalił emocje zanim wszedł na ekrany polskich kin. O tym, że nie zobaczą go mieszkańcy Ostrołęki i jak reżysera potraktowała telewizja kierowana przez Jacka Kurskiego w artykule „Cenzura w TVP zaszalała. Smarzowskiego wycięto z gali Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych”.

Na temat filmu postanowił wypowiedzieć się na Facebooku jezuita Dariusza Kowalczyk. – „Mamy nowy etap. Do niedawna rodzime lewactwo ubolewało, że KK ma twarz Rydzyka, a powinien mieć twarz JPII. Ale teraz wraz z wejściem „Kleru” do kin lewactwo ogłosiło, że winnym pedofilii w KK jest JPII. Czyją w tej sytuacji twarz powinien mieć KK? Pieronka? Lemańskiego? Wiem! Michnika!”.

Kowalczykowi odpowiedział wymieniony przez niego ksiądz Wojciech Lemański. – „Ulało się jezuicie, co to się uważa za bardziej katolickiego od papieża Franciszka, co ślepy jest na bezduszność Polaków wobec uchodźców, co głuchy jest na bluzgi prezesa, kłamstwa premiera i nocne tweety prezydenta. Mam nadzieje, że twarz tego przedstawiciela polskiego kleru nikomu się dobrze nie kojarzy. Szukam jego zdrowej chrześcijańskiej reakcji po Tylawie, po Tarchominie, po Dominikanie, po Poznaniu, po Bochni, po Gdańsku… nie znajduję. On broni KK przed lewactwem. Dla niego duchowni z „Kleru” to koledzy po fachu, takich się nie rusza. A od bp. Pieronka i red. Michnika odwal się klecho, bo im do pięt nie dorastasz” – napisał ks. Lemański na Facebooku.

Internauci też komentowali wpis Kowalczyka. – „Chyba zapomniał, że Kościół przede wszystkim powinien mieć twarz Chrystusa. Przez takich jak on Chrystusa już dawno tam nie ma”;

„Coś się księdzu popiórkowało. To nie z nadejściem filmu. To księżowska pedofilia, zbrodnie przeciwko małym dzieciom otworzyły temat. Nie trzeba się chować za okrzykami: lewactwo. Trzeba umieć pokornie przyjąć na klatę fakt upadku moralnego wielu polskich duchownych. Doradzam brać miotłę i robić porządki u siebie. A imienia JPII nie tykać”.

Były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. broni Mirosław Różański dosadnie podsumował na Twitterze informacje podane przez Tomasza Dmitruka. Dziennikarz pracuje dla portalu DziennikZbrojny.pl i „Nowej Techniki Wojskowej”. – „Do tej pory o tym nie pisałem, ale również w 2017 roku z budżetu MON na zadania MSWiA wydano 300 mln PLN. Łącznie w latach 2017-2019 na program modernizacji służb MSWiA i LPR z budżetu na obronność zostanie wydana kwota niemal 1,23 mld PLN. Tak patrząc można z budżetu na obronność budować np. autostrady. Zapewniają szybkie wsparcie NATO. Też w interesie obronności. Chodzi o nierobienie fikcji. To takie oszukiwanie samego siebie, aby tylko politycznie pokazać, że wydajemy na obronność 2% PKB….” – napisał Dmitruk na Twitterze.

Wpis dziennikarza tak skomentował gen. Różański: – „To jest systematyczne rozbrajanie polskiej armii, wiele jest takich informacji, których nie możemy publikować”.

„Dziwne pomysły. Pieniądze z MON do MSWiA, a potem otwieramy Fundusz Obrony Narodowej i zbieramy na MON. To jakieś rosyjskie podejście” – napisał gen. Jarosław Stróżyk, gen. bryg. w stanie spoczynku. O tym Funduszu w artykule „Coraz bardziej groteskowe pomysły PiS”.

Na miejsce słabego i zmęczonego resortem Mariusza Błaszczaka ostrzy sobie zęby ambitny Michał Dworczyk. Przygotowanie gruntu do zmiany na szycie w MON już się zaczęło. Dlaczego? Błaszczak coraz gorzej radzi sobie w resorcie, co potwierdzają źródła zbliżone do ministerstwa obrony.

– Jego i jego ekipę traktuje się jako „coś przejściowego”. Widać, że Błaszczak nie polubił wojska. Nie ma w nim żadnego zapału – twierdzą informatorzy.

Urzędnik w Pałacu Prezydenckim: – , ale prezydent i BBN namawiali go, by się nie śpieszył. Dla nas to dobry, niekonfliktowy minister.

Polityk PiS: – Michał Dworczyk jest niezwykle ambitny. Mierzy wyżej niż stanowisko szefa Kancelarii Premiera, które dziś zajmuje. Na pewno nie odmówiłby fotela szefa MON.

Mariusz Błaszczak, na początku tego roku, poszedł do MON i to bardzo niechętnie. Nie mógł jednak odmówić nominacji. Na „obronę” rzucił go sam prezes PiS.

Spokój w MON

To była potrzeba chwili – przejąć po resort, uspokoić sytuację, załagodzić konflikt z prezydentem i zapewnić sojuszników z NATO, że wszystko jest pod kontrolą.

Tomasz Siemoniak (PO, były szef MON): – To tak jakby po epoce szalonego Chruszczowa, który wszystkim groził wojną i walił butem w pulpit mównicy w ONZ, nastała epoka Breżniewa. Spokój i stagnacja.

Błaszczak z prezydentem dogadał się bardzo szybko. Urzędnik w Pałacu Prezydenckim: – Prezydent i minister mają chemię. Są z tego samego pokolenia, dogadują się.

„Swoi” dowódcy

Nie chciał poprzestać na obsadzeniu stanowisk cywilnymi urzędnikami. . Gdy zmieniano szefa Sztabu Generalnego Błaszczak opowiadał, że kandydat powinien mieć dwie cechy: oficerem został po 89 roku i nigdy nie powie ‘nie’ ministrowi.

To przekreślało ówczesnego szefa generała Leszka Surawskiego.

Źródło zbliżone do MON: – Dziwne, bo generał Surawski „mentalnie” pasował do PiS.

Surawski – oficer z długoletnim doświadczeniem liniowym – ostro ścinał się z urzędnikami od Błaszczaka, wytkał im brak znajomości wojska, nie chciał godzić się na kompromisy. Minister postanowił się go pozbyć.

Z ręki Błaszczaka „padł” też pułkownik Arkadiusz Mikołajczyk. Stracił stanowisko dowódcy 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej, po tym jak na przysięgę żołnierzy zaprosił Antoniego Macierewicza, którego traktował jak ministra. Dla Błaszczaka było to zbyt wiele. Zareagował błyskawicznie.

Wojsko się sypie

Tuż przed świętem marynarki wojennej minister w trybie natychmiastowym odwołał Kontradmirała Mirosława Mordela, który publicznie wyraził żal, że „oddala się perspektywa pozyskania okrętu podwodnego nowego typu”.

Zresztą święto marynarki było dość smutne. Jedna z naszych jednostek pływających zepsuła się w trakcie parady, tak samo jak śmigłowiec, jeden z trzech radzieckich Mi 14, które uświetniały uroczystości.

Źródło w MON: – Pięknie było widać, że Marynarka Wojenna jest trupem.

Oko premiera

Wyjściem z impasu miał być zakup przechodzonych (niektóre mają ponad 30 lat) fregat Adelaide w Australii. Błaszczak zapalił się do idei. Jego zapał zgasił skutecznie premier.

Akcja była brutalna – minister chwalił się porozumieniem w TV Trwam. W przerwie programu dostał telefon od premiera, że nie będzie żadnych zakupów.

Polityk PiS: – Po akcji Adelaida oko Morawieckiego spoczęło na MON. Uznał, że Błaszczak chyba sobie nie radzi. Zaczął rozważać dymisję. Do fotela w MON przebiera nogami Michał Dworczyk.

Dla Dworczyka to byłby awans i to w idealnym momencie. Bo PiS planuje w przyszłym roku dać żołnierzom spore podwyżki. A to znaczy, że już na starcie będzie miał armię za sobą.

Pozostaje pytanie o lojalność.

Dworczyk był przecież wiceministrem u Macierewicza. Uchodził za jego człowieka. Czyim jest „człowiekiem”? Premiera? Macierewicza?

Polityk PiS: – Macierewicza opuścił. Relacje między nimi są chłodne. Otoczeni byłego ministra uważa Dworczyka za zdrajcę.

Morawiecki na razie ma na głowie wybory samorządowe w które zaangażował się osobiście. Ich wynik determinuje kolejne wydarzenie. Jeśli wyjdzie z nich zwycięski i wzmocniony będzie miał czas i moc na rządowe rekonstrukcje. A wiadomo, że ma ochotę na jakieś zmiany jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o cudzie, które zbliża się wraz z PiS.

W państwie PiS władza musi mieć nadzór nad każdym i każdemu powiedzieć może: – Dzięki nam masz teraz trochę lepiej niż miałeś, ale spróbuj fiknąć, to dopadniemy cię bez żadnego trybu!

W alternatywnej Polsce, którą szczegółowo opisują partyjno-rządowe media, każda inicjatywa PiS jest genialna, wszystkie działania władzy kończą się sukcesem, a Jarosław Kaczyński coraz bardziej przypomina króla Midasa – wszystko czego dotknie, obraca się w szczere złoto. O magicznych umiejętnościach partii obecnej władzy głośno było już podczas ostatnich wyborów. Uwierzył w nie jedynie co piąty wyborca, ale to wystarczyło. A potem rozwiązał się worek z sukcesami.

Sromotna porażka 27: 1 okazała się wielkim zwycięstwem, a przylot z Brukseli skompromitowanej Beaty Szydło fetowany był jak powrót Sobieskiego spod Wiednia. Sukces gonił sukces.  Słupki poparcia poszły w górę i Dobra Zmiana runęła na nas z pełnym impetem. Okrzyki „my damy radę!” skutecznie zagłuszyły trzeźwe głosy opisujące skutki polityki wrzącej wody i wskazujące na koszty obietnic – straty w poparzonych ludziach i w utopionym majątku. Kolejni Polacy uwierzyli w geniusz wodza, którego świetlane wizje przesłoniły, jak mgłą smoleńską, skomplikowane relacje między obietnicą a możliwością jej realizacji. Wizja Wielkiej Polski z wielką kasą zatarła różnice między sukcesem, klęską i zdrowym rozsądkiem. Ruszyła masowa produkcja zwycięstw, osiągnięć i wyczynów.

Gdy premier ogłosił, że jego poprzednicy nie zbudowali ani jednej drogi, ani nawet połowy mostu, obecne żałosne wyniki budownictwa drogowego stały się fantastycznym dokonaniem. Reforma oświatowa, która bez najmniejszego powodu wywróciła do góry nogami system organizacyjny szkół, programy nauczania i stabilny porządek życia milionów małych Polaków, okazała się wielkim sukcesem minister Zalewskiej. Minister Macierewicz odszedł w chwale po zakończeniu reformy armii, która była tak znakomita, że uzbrojenie okazało się już niepotrzebne, a nowy minister do dzisiaj reformuje tę reformę. Dzięki wycince zbędnych drzew ministrowi Szyszce, według premiera „jednemu z najlepszych w tym rządzie”, udało się pozyskać tysiące hektarów na budownictwo mieszkaniowe oraz mnóstwo drewna przydatnego do budowy domów.

Każdy z ministrów obecnego rządu pochwalić się może jakimś niebywałym sukcesem. Owszem, niektórzy przestali być ministrami, ale wymieniano ich tylko dlatego, ze znaleziono jeszcze świetniejszych. To element polityki kadrowej PiS, objawiającej się również średnio trzykrotną w ciągu roku wymianą prezesów największych spółek skarbu państwa. Nowi prezesi są tak fantastyczni, że konkursy stają się niepotrzebne. Ale i ustępujący muszą być znakomitymi fachowcami, bo nawet gdy przepracowali ledwie 2-3 miesiące, to zasługują na sowite premie i na odprawy, zapewniające im łagodny transfer na nowe stanowiska państwowe, gdzie osiągać będą kolejne wspaniałe sukcesy.

„Sukcesów” PiS nie weryfikują zagorzali wyborcy tej partii. Przyjmują je na wiarę, bo tak jest łatwiej, a i w konfrontacji z odmienną wersją prawdy wygodniej jest trzymać się swojej opinii niż testować nową. Kłamstwo, szczególnie w postaci ekscytującej sensacji, samo wkrada się do umysłów, natomiast prawdę wbija się do głów długo i z trudem. Zresztą w świecie fałszywek, podrabianych dokumentów, fake newsów i fotoszopu dowody niczego nie dowodzą. Chyba, żeby takie fałszywe sukcesy wrzucić na billboardy, zapakować na lawety i ruszyć w lud, głosząc niesławę polityków, których legalnie nazwać można oszustami. Chyba że opozycja znajdzie skuteczniejsze sposoby demaskowania fałszywych piewców wiekopomnych dokonań w niszczeniu demokracji. Chyba że dotrze do nich, że kłamstwo i oszustwo nie są bezimienne. Jeśli to się nie uda, to przygniecie nas fala sukcesów PiS.

Żadna zmiana nie okazała się tak dobra jak przebudowa sądownictwa, która budzi nieustające zachwyty rządzących i ich funkcjonariuszy. Prawniczy świat obserwuje ich zabiegi z osłupieniem, a pozostali mieszkańcy cywilizowanego świata zachodzą w głowę, w jaki sposób jednemu niezrównoważonemu człowiekowi, otoczonemu grupą słabo rozgarniętych kombinatorów, udało się wmówić Polakom, że oczywista demolka państwa prawa jest naturalną metodą budowy systemu bardziej demokratycznego niż dotąd. Jak przekonano Polaków, że praworządność wymaga kontroli partyjno-rządowych nadzorców? Cywilizowane społeczeństwa Europy pytają jak to możliwe, że naród, który dawał sobie radę z kłamliwą propagandą bardziej jeszcze opresyjnego reżimu, okazał się tak bezwolny wobec oczywistej grabieży wolności i demokratycznych praw. Trudno zrozumieć, dlaczego tylko nieliczni wychodzą na ulicę gdy tsunami Kaczyńskiego i Ziobry zatopiło już demokratyczny systemem stanowienia i egzekwowania prawa i właśnie przechodzi w fazę niszczenia wybranych prawników, ośmielających się podważać sukces reformy sądownictwa. Wyjaśnienie tego fenomenu jest dla Polaków albo kompromitujące (kupili ich za 5 stów), albo dramatycznie przygnębiające (w Grecji wysokie notowania rządu socjalistów, który zdobywał poparcie rozdając pieniądze i powiększając deficyt budżetu, utrzymywały się do chwili, gdy runęła gospodarka).  Z punktu widzenia interesów PiS można więc mówić o niedocenianym sukcesie grupy trzymającej władzę.

Sukces rodzi sukces. Bezkonkurencyjnym akuszerem jest premier Morawiecki objeżdżający Polskę z dobrą nowiną. Snuje wizję Polski do niedawna drewnianej, którą Jarosław Wielki pozostawi zamurowaną na amen, a także głosi chwałę swojego dziecka – Konstytucji Biznesu. – To najważniejsza reforma polskiego prawa gospodarczego od 30 lat! – zachwyca się pan premier, przekonany, że zanęci tysiące nowych inwestorów. Ale póki co nie zanęca.  Forum Obywatelskiego Rozwoju uważnie przeanalizowało ów dokument i nie dostrzegło w nim nic oprócz propagandy sukcesu. Konstytucja dla Biznesu zdaje się konkurować z Konstytucją prawdziwą, przeciwstawiając jej charakterystyczną dla PiS metodę stanowienia prawa. Charakterystycznym przykładem jest tu realizacja sztandarowego przepisu ograniczającego liczbę i czas kontroli w firmach. Owszem, uciążliwych kontroli jest mniej, ale tak naprawdę urzędnik może powołać się na przepisy szczególne lub uznać daną sytuacje za wyjątek i zrobić z niepokornym przedsiębiorcą niemal co zechce. Bo w państwie PiS władza musi mieć nadzór nad każdym i każdemu powiedzieć może: – Dzięki nam masz teraz trochę lepiej niż miałeś, ale spróbuj fiknąć, to dopadniemy cię bez żadnego trybu!

Waldemar Mystkowski pisze o kłamstwach delfina prezesa PiS.

W PiS role są podzielone. Jarosław Kaczyński szczuje, Mateusz Morawiecki kłamie z namiętnością. Prezes poszczuł patriotów na sędziów, zarzucając tym ostatnim brak patriotyzmu i niechęć do własnego narodu, nazywając nawet to zjawisko ojkofobią. Obawiam się, że określenie prezes nie wziął z greki – ojkos i fobos (strach przed domem) – lecz od zachowania Tadeusza Rydzyka, który widząc nadmiar prezentów od wiernych zwykł machać rękami i mówić: oj tam, oj tam.

W ten sposób podzielone zostały role na dobrego i złego policjanta, jeden szczuje, drugi dobrodusznie kłamie. I za to ciepłe podejście do narodu Morawiecki został nagrodzony licznikiem, który tyka tylko dla niego, nosi miano Mateuszek Kłamczuszek.

Wyliczono mu już 87 kłamstw w kampanii samorządowej, licznik został zainstalowany w Kielcach. Szkoda, że nie w Warszawie naprzeciw Kancelarii Premiera, ale to nic straconego.

Nieformalny koalicjant PiS Kościół katolicki został trafiony w splot słoneczny przez Wojciecha Smarzowskiego filmem „Kler”, do tego stopnia cios był celny, że TVP zarządzane przez Jacka Kurskiego ocenzurowała wypowiedź reżysera z gali nagród na Festiwalu Polskich filmów Fabularnych w Gdyni.

Morawiecki za to włazi klerowi w łaski bez mydła, ogłosił w Wąwolnicy, iż „dzięki wstawiennictwu Matki Boskiej Kąbelskiej, Matki Boskiej Wąwolnickiej i oczywiście dzięki walce naszego narodu z najeźdźcą odparte zostały najazdy tatarskie, hordy mongolskie”. Do tego cudu wg Morawieckiego doszło przed 740 laty.

W kler i jego moralność jednak nie wierzy naród tak, jak premier. W sondażu na temat pedofilii w tej instytucji 73 proc. badanych nie wierzy, aby hierarchowie Kościoła katolickiego radzili sobie z problemem pedofilii wśród duchownych. Wiarę daje tylko 11 proc.

Gdyby nasz naród składał się z jednej płci – tej piękniejszej – PiS nie rządziłby. W sondażu dla „Wysokich Obcasów” PiS może pochwalić się poparciem 28 proc. kobiet, a Koalicja Obywatelska 27, lecz uwzględniając poparcie dla innych partii, znaczyłoby to utratę władzy przez ugrupowanie Kaczyńskiego. Mężczyźni zawodzą, bo odpowiedni stosunek wygląda jak 40 do 17.

Grzegorz Schetyna, jak kobiety, ma złe wieści dla PiS, o czym powiedział w Gorzowie Wielkopolskim: „Ich koniec jest bliski, bo za rok są wybory parlamentarne i zrobimy wszystko, żeby ich odsunąć od władzy”.

>>>

Idzie wojna? PiS degraduje kraj do sytuacji przed 1939 rokiem

Tak, panie i panowie, idzie wojna.

Czy dla obozu dobrej zmiany bicie osób, z którymi sie nie zgadzamy w twarz to normalne zachowanie? STOP PRZEMOCY!

MON sięga do przedwojennych wzorów i chce reaktywować Fundusz Obrony Narodowej.

W resorcie obrony trwają prace analityczne dotyczące utworzenia Funduszu Obrony Narodowej. O planach związanych z powołaniem tej instytucji mówił na kieleckich targach przemysłu obronnego szef MON Mariusz Błaszczak.

Stwierdził, że fundusz zasilany byłby ze środków pozabudżetowych. „Obecnemu kierownictwu MON zależy, by w jak największym stopniu zmodernizować wyposażenie Wojska Polskiego, a co za tym idzie, zbudować zdolności obronne Polski, tak by sprostać wymaganiom, które stawia przed nami sojusz północnoatlantycki i sytuacja geopolityczna. Kierownictwu resortu obrony zależy również na tym, aby sprzęt dla Wojska Polskiego był produkowany w Polsce” – tłumaczy „Rzeczpospolitej” MON i potwierdza, że prace koncepcyjne w sprawie funduszu są prowadzone. Ale nie odpowiada na pytania, kiedy fundusz powstanie, kto będzie nim zarządzał, czy będzie zasilany z budżetu i czy będą organizowane zbiórki publiczne.

Z nadzieją patrzą też na projekt urzędnicy podlegli prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Ale i oni czekają na propozycje aktów prawnych.

ODBUDOWAĆ ARMIĘ

MON powinien podjąć szybkie decyzje dotyczące zakupu okrętów (w tym podwodnych), samolotów bojowych czy zestawów rakietowych. Polska armia wyposażona jest teraz w przeważającej większości w sprzęt przestarzały. Ponad połowa samolotów została wyprodukowana jeszcze w czasach sowieckich, okręty mają średnio 30 lat (a podwodne dobijają do pięćdziesiątki). Wojsko ma problemy z wyposażeniem żołnierzy w nowoczesne hełmy i mundury.

MON stopniowo zwiększa wydatki na obronę narodową – teraz osiągają one 2 proc. PKB, a do 2030 r. mają dojść do 2,5 proc. PKB (chociaż prezydent Andrzej Duda chciałby skrócić czas dojścia do tego poziomu o sześć lat).

Resort obrony planuje też wydłużyć okres planowania zakupów dla wojska, a dla uproszczenia niewydolnego dziś procesu nabywania nowego sprzętu – chce powołać Agencję Uzbrojenia. Urzędnicy MON mówią też o specustawie, która pozwoli na finansowanie najkosztowniejszych programów zbrojeniowych. Problem w tym, że ciągle nie znamy planów modernizacji armii, a także zasad działania agencji. Teraz zaś słyszymy o tym, by w ramach działań ratunkowych powołać Fundusz Obrony Narodowej.

Błaszczak uzasadniając ten pomysł, stwierdził: – Skala potrzeb i wyzwań jest olbrzymia. Zaszłości są bardzo duże. (…) Mamy świadomość tego, że możliwości budżetowe nie są takie, jakie są oczekiwania.

PRZEDWOJENNE WZORY

Trudno się z tym nie zgodzić. Trudno też nie zauważyć, że MON sięga do wzorów, które przećwiczyła już II Rzeczpospolita. Fundusz Obrony Narodowej został powołany przez prezydenta Ignacego Mościckiego w 1936 r. Celem było pozyskanie dodatkowych środków na dozbrojenie armii.

Na FON składały się środki ze sprzedaży mienia należącego do państwa i pozostającego pod zarządem wojska, dotacji Skarbu Państwa, m.in. pożyczki z Francji, oraz „dary i zapisy osób prywatnych i instytucji”. Plan użycia FON ustalał minister spraw wojskowych, który administrował nim wraz z ministrem skarbu.

Jego uruchomieniu towarzyszyła decyzja o przyspieszeniu modernizacji sił zbrojnych i budowie Centralnego Okręgu Przemysłowego, gdzie lokowano m.in. zakłady zbrojeniowe. To była odpowiedź na kroki podjęte przez Hitlera, który zerwał ustalenia traktatu wersalskiego i rozpoczął budowę niemieckiej armii gotowej do wojny. Fundusz zgromadził do wybuchu wojny około 850 mln zł (ale łącznie środki przeznaczone na pozabudżetowe dozbrojenie armii przekroczyły 1,2 mld zł). Część pieniędzy została wydana na zakup broni, np. czołg kosztował wtedy ok. 200 tys. zł, bombowiec Łoś – 500 tys. zł.

Na apel władz spontanicznie zareagowało społeczeństwo, ówczesne gazety opisywały przypadki przekazywania do FON np. biżuterii, obrączek, dzieł sztuki.

Wydaje się, że idea FON nie jest zła. Z braku szczegółowych informacji pojawiają się jednak wątpliwości m.in. co do tego, w jaki sposób będą gromadzone środki i jak fundusz będzie zarządzany, a przede wszystkim – czy nie stanie się łupem politycznym PiS.

Otwarte jest też pytanie, w jaki sposób rząd chce tak podbić nastroje patriotyczne, aby Polacy w rzeczywisty sposób chcieli wesprzeć odbudowę armii. Przed wojną sprawa była prosta, istniało realne zagrożenie ze strony III Rzeszy. Widmo wojny krążyło po Europie.

Czy swoim pomysłem MON chce nam powiedzieć, że tak jest i dzisiaj?

Wypociny twórcze nowego rzecznika Andrzeja Dudy Błażeja Spychalskiego. Ten to będzie sklejał naród.

>>>

Daliśmy sobie możliwość rozmowy o programie. To jest kluczowe i podstawowe. Wybory samorządowe to nie kwestia ustawy antyaborcyjnej. Chcemy rozmawiać i dajemy sobie szansę na temat podstawy programowej, jeśli chodzi o kwestie równościowe, ale także walka z obszarem biedy, więcej pieniędzy dla samorządów na rozwiązywanie problemów ludzi. Co do tego mamy ustalenie” – mówił w WP o współpracy z Inicjatywą Polska przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Jestem przekonany, że współpraca Inicjatywy Polskiej i Platformy Obywatelskiej jest dobrą szansą na przyszłość. Jeżeli wygramy wybory samorządowe, potem następne są wybory europejskie. Traktujemy je jako wielkie wyzwanie, bo będą 5 miesięcy przed wyborami parlamentarnymi. Krok po kroku” – dodawał. 

Schetyna: Kampania się dopiero zaczęła. Jeżeli to pójdzie w takim tempie i w taką stronę, to jestem bardzo dobrze i optymistycznie nastawiony przed wyborami

Ważna jest możliwość zawiązywania koalicji po wyborach. PiS nie ma takiej możliwości. PiS nie ma partnerów, jest antysamorządowy. 4 lata temu, kiedy były wybory samorządowe, to bardzo dobry wynik PSL-u pozwolił nam zbudować koalicję w 15 z 16 województw. To wszystko ma swoją logikę. My mamy tendencję poprawiania wyników. Koalicja Obywatelska rozszerza i punkt po punkcie idzie w górę. Jest bardzo powolny, ale progres. Kampania się dopiero zaczęła. Jeżeli to pójdzie w takim tempie i w taką stronę, to jestem bardzo dobrze i optymistycznie nastawiony przed wyborami” – mówił w programie „Tłit” w WP przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

– To jest bardzo dobry dzień również dla mieszkańców Warszawy, bo z naszego miasta uda się wyprowadzić dużą część ruchu tranzytowego. Warszawa to jedyna stolica w Europie, która nie ma ani jednej pełnej obwodnicy. Nawet Mińsk na Białorusi ma dwie – stwierdził przed kamerami Patryk Jaki, kandydat PiS do stołecznego ratusza. Następnie – wraz z całą plejadą innych PiS-owskich kandydatów ruszył z łopatą do kopania dołków w pryzmie piachu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Jaki oraz inni posłowie i kandydaci PiS do samorządu dali się sfotografować na … rozpoczętej dawno temu budowie autostrady pod Warszawą. Żeby było weselej, nie padło nawet słowo na temat wschodniej części obwodnicy przez sąsiednią Wesołą.

Czego jeszcze nie dowiedzieli się widzowie tej kampanijnej gry? Że przetargi na 15-kilometrowy odcinek trasy A2 w kierunku Mińska Mazowieckiego ogłoszono jeszcze pod rządami koalicji PO-PSL. Ani że ekipa Prawa i Sprawiedliwości przez półtora roku zwlekała z wyborem wykonawcy inwestycji, która ma być gotowa w sierpniu 2020 r. (ostecznie wybrano firme Pol-Aqua; do przedsięwzięcia Unia Europejska dołoży  aż 330 mln zł, przy czym dotację tę też pozyskali poprzednicy PiS).

Natomiast szef mazowieckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Marian Gołoś nie omieszkał pochwalić ekipy „dobrej zmiany”.  – Dzięki decyzji tego rządu i Ministerstwa Infrastruktury ta droga wreszcie doczekała się realizacji. Mamy też decyzję środowiskową na cały odcinek aż do granicy państwa – piał z zachwytu. Kłamiąc przy tym, ile wlezie, bo wspomnianą decyzję środowiskową wydano jeszcze w 2011 r.

Dziennikarze pytali Patryka Jakiego, w jakiej roli wbijał pierwszą łopatę na trwającej od dawna budowie autostrady pod Warszawą – jako wiceminister sprawiedliwości, kandydat na prezydenta stolicy, czy może zaczyna starania o fotel burmistrza tutejszej gminy Halinów? – Po pierwsze, jestem przedstawicielem tego rządu i głosowałem za środkami na tę obwodnicę. Mam prawo tutaj być. Po drugie, jestem posłem – oświadczył parlamentarzysta z okręgu opolskiego, jak czytamy w portalu GW.

Co ciekawe, kandydat Jaki wcześniej przedstawiał się jako sprawca wstrzymania budowy budzącej protesty trasy ekspresowej S7 przez Bemowo (choć Ministerstwo Infrastruktury zaprzeczało). Przekonywał też, że załatwił filtry w wyrzutniach spalin z tuneli południowej obwodnicy Warszawy na Ursynowie. Jak zwykle, nie brakuje mu tupetu. Szkoda, że nie da się z jego pomocą szybciej budować.

PiS rozbraja Polskę. Patryk Jaki obsługuje szambo

„Stwierdzono, że nie było podstaw, by uznać, że poseł był w jakikolwiek sposób uwikłany w proceder. Wykluczono też, by miał świadomość tego, co działo się w mieszkaniu” – powiedział „GW” rzecznik krakowskiej Prokuratury Regionalnej Włodzimierz Krzywicki. Umorzono więc śledztwo w sprawie rzekomego czerpania korzyści z prostytucji w mieszkaniu wynajmowanym przez posła PO Roberta Kropiwnickiego.

Takie zarzuty podczas debaty sejmowej postawił posłowi PO wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. – „Sytuacja jest trudna, bo poseł Kropiwnicki wychodzi na mównicę i mówi wielokrotnie o standardach. Problem polega na tym, że mieszkańcy okręgu pana posła Kropiwnickiego skarżą się, że pan poseł Kropiwnicki w swoim mieszkaniu prowadzi agencję towarzyską” – stwierdził Jaki. Kropiwnicki wypowiedział umowę, a Jakiemu wytoczył proces za pomówienie (Jaki jednak odpowie przed sądem za zniesławienie posła PO)”.

Sprawą zajęła się też Prokuratura Regionalna w Krakowie. Kobieta, która wynajmowała mieszkanie przyznała, że świadczyła w nim „usługi „towarzyskie”. Stwierdziła jednak, że nikt poza nią nie czerpał z tego korzyści. Postanowienie prokuratury o umorzeniu jest prawomocne.

Niewiarygodny komunikat MON, w którego wynika, że cieszą się, że rozwalił się tylko jeden MiG-29.

To jest szczęście.

>>>

Po katastrofie MIG-a 29, który rozbił się w piątek pod Pasłękiem wróciły pytania o stan techniczny uzbrojenia polskich sił zbrojnych. Niestety odpowiedzi niepokoją. Bo od przejęcia władzy przez PiS modernizacja utknęła w martwym punkcie. Sprawdziliśmy co się stało z najważniejszymi przetargami. Wnioski są niepokojące.

ŚMIGŁOWCE

Tak miało być:

(decyzją rządu PO mieliśmy ich kupić 50) politycy PiS – głownie Antoni Macierewicz, ale także Mateusz Morawiecki zapowiadali, że wkrótce Polska stanie się lotniczą potęgą. Śmigłowce mieliśmy wedle tych zapowiedzi zbudować sami. W kooperacji z Ukrainą. W międzyczasie była też nowa o zakupie kilku maszyn poszukiwawczo-ratowniczych oraz zwalczania okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej i kilku dla sił specjalnych.

Jest:

Teraz i te skromne plany są ograniczone. W ocenie wiceministra obrony Skurkiewicza, najważniejsze są dziś śmigłowce bazujące na dwóch starych poamerykańskich fregatach – mniejsze i bez podwójnego zastosowania.

Tyle, że o zmianie planów resortu do dziś formalnie nie poinformowano producentów śmigłowców. A przy zmianie założeń ich realizacja do końca kadencji nie jest realna. Z helikopterów dla wojsk specjalnych zapowiadanych przez Macierewicza też zrezygnowano.

Ostateczny Pogrzeb polskich ambicji śmigłowcowych nastąpił 10 maja. Wtedy, podczas posiedzenia Sejmu wiceszef resortu obrony Wojciech Skurkiewicz poinformował, że do 2022 r. Polska kupi zaledwie cztery nowe śmigłowce, choć kilka lat temu mówiono o kilkudziesięciu. Że będzie się wydłużać czas użytkowania najstarszych maszyn, by mogły latać kolejną dekadę. Zamiast kupować nowe, Polska będzie więc remontować przestarzałe śmigłowce – między innymi stare Mi-14 oraz Mi-24, które służyły jeszcze w XX w. w Afganistanie.

W zamian:

Zamiast tego, 4 mld złotych z obronnego budżetu poszło na zakup pięciu samolotów dla VIP. Trzy są już w kraju..

PROGRAM OBRONY PRZECIWRAKIETOWEJ WISŁA

Tak miało być:

– deklarowali Antoni Macierewicz i jego zastępca Bartosz Kownacki. Tyle, że decyzje o zakupie podjęte jeszcze przez Bronislawa Komorowskiego i Tomasza Siemoniaka (szefa MON w rządzie PO) przeciągali bardzo długo. W efekcie cena za baterie rakiet znacznie wzrosła.

Tak jest:

W ramach programu obrony powietrznej średniego zasięgu Wisła pod koniec marca podpisano umowę na pierwszą fazę projektu, w której Polska ma otrzymać 16 wyrzutni Patriot i ponad 200 pocisków. Zestawy mają być zintegrowane z nowym systemem zarządzania polem walki IBCS, testowanym obecnie w USA (podpisanie umowy w II fazie programu ma nastąpić w przyszłym roku).

Wartość kontraktu w pierwszej fazie wynosi 4, 75 mld dolarów (ok. 20 mld zł), z czego 700 mln zł ma trafić do polskich zakładów w ramach offsetu. W drugiej fazie rząd zamierza kupić kolejne baterie z tańszymi pociskami i nowym, dookólnym, a nie sektorowym radarem, który jest używany obecnie.

Jak podaje tygodnik „Polityka” z niejasnych przyczyn MON chce sfinansować ten zakup całkowicie do 2022 r. Oznacza to, że po doliczeniu podatku VAT, Wisła pochłonie niemal połowę, a później jedną trzecią budżetu modernizacyjnego. Oznacza to odwleczenie w czasie niemal wszystkich innych projektow modernizacyjnych.

W zamian:

Liczymy na amerykańskie gwarancje i obecność sił zbrojnych USA w Polsce. Nawet za cenę wybudowania bazy za miliardy dolarów.

OKRĘTY

Tak miało być:

Gdyby wierzyć szumnym zapowiedziom Antoniego Macierewicza, budowa w polskich stoczniach okrętów podwodnych przenoszących pociski samosterujące czy dostarczenie przez Polską Grupę Zbrojeniową miała ruszyć lada chwila. Potem zaczęto rozważać kooperację ze Szwedami. Ostatni raz Macierewicz zapowiadał zakup okrętów na dwa tygodnie przed swoją dymisją. Dostawca miał być wskazany do końca roku, potem w styczniu.

Tak jest:

W maju tego roku minister Wojciech Skurkiewicz odłożył „Orkę” (czyli program budowy okrętów podwodnych) na półkę. W odpowiedzi na poselską interpelację zakomunikował, że okręty podwodne mają być zakupione po 2022 r. a nie jak do tej pory planowano – w trybie natychmiastowym.

W zamian:

Marynarka Wojenna RP okrętów podwodnych ma w służbie są tylko trzy. Dwa 50-letnie okręty klasy Kobben będą ze starości wycofane za dwa lata. Z kolei trzeci – ORP „Orzeł” jest uszkodzony i nie wiadomo kiedy wróci do służby.

CZOŁGI

Tak miało być

Polska miała dokupić kolejne czołgi typu Leopard 2 lub budować własne Andersy

Tak jest:

Kilkadziesiąt starych czołgów T-72 pamiętających jeszcze czasu Układu Warszawskiego, które miała kupić Jordania, zostanie w kraju. Do służby wrócą tuż po modernizacji. – To jest skazywanie żołnierzy na pewną śmierć. Takie maszyny nie mają szansy na nowoczesnym polu walki. W Iraku załogi T-72 pierzchały z czołgów na wyścigi, żeby przeżyć. Ludzie, którzy nigdy nie powinni znaleźć się w MON, marnują pieniądze bez żadnej konsekwencji.

W zamian

Decyzją Antoniego Macierewicza z 2017 r. 11 lubuska dywizja kawalerii pancernej, najsilniejsza polska formacja wojskowa jako jedyna w całości wyposażona w czołgi Leopard została rozbrojona. Część nowoczesnych czołgów została przekazana do jednostki w Wesołej. W zamian połowa dywizji została wyposażona w poradzieckie T-72.

ARTYLERIA RAKIETOWA

Tak miało być:

Program Homar, czyli kontrakt na system wyrzutni rakietowych ziemia-ziemia o zasięgu 300 km był zapowiadany przez Macierewicza jako prawie dopięty. Do Polski miał trafić sprzęt z USA

Tak jest:

Pod koniec roku, goszcząca w Warszawie, gotowa do podpisania umowy delegacja amerykańskiego dostawcy została odprawiona z kwitkiem przez MON i PGZ – głównego zleceniobiorcę i przyszłego wykonawcę systemu Homar.Przetarg cofnął się do etapu ponownego zapytania dostawców o oferty. W dodatku po odejściu Macierewicza z resortu na stanowisku dyrektora Biura Artylerii Lufowej i Rakietowej jest wakat. I nikt nie wie, jak długo potrwa stan zawieszenia, bo MON przestało komunikować się z rynkiem.

Polskie siły lądowe nie mają takiej możliwości. Ostatnie poradzieckie rakiety dalekiego zasięgu wycofano ze służby ponad dekadę temu.

Poważny dylemat działaczy PiS. Prezes Kaczyński zapowiedział, że na listach wyborczych zabraknie miejsc dla tych, którzy „funkcjonują w spółkach” Skarbu Państwa. A są radni, którzy zarabiają tam setki tysięcy złotych.

Deklaracja Jarosława Kaczyńskiego, złożona w miniony piątek, dotyczy wyborów samorządowych, które odbędą się jesienią.

– Zapadła decyzja, zgodnie z naszymi deklaracjami, które składaliśmy już niejednokrotnie i które ja składałem. Do polityki nie idzie się dla pieniędzy, ci którzy funkcjonują w spółkach, są przez nas szanowani, jeżeli dobrze wykonują swoje obowiązki, ale nie będziemy łączyć tych dwóch funkcji. To znaczy, że te osoby nie będą kandydowały na żadnym szczeblu samorządu – mówił prezes PiS.

Jak szybko wyliczyła posłanka PO Agnieszka Pomaska, „tylko w Gdańsku zakaz dotyczyć miałby 12 z 14 radnych” Prawa i Sprawiedliwości. Wśród nich jest m.in. Piotr Walentynowicz, wnuk legendarnej Anny Walentynowicz.

Rydzyk chapie szmal z MON. Opór w Sądzie Najwyższym

MON nie chce odpowiedzieć, ile pieniędzy wydało na reklamy w mediach związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem. Resort podkreśla, że dają one możliwość dotarcia do szerokiego grona odbiorców. Przykładowo TV Trwam ma udziały w rynku na poziomie 0,52 proc.

Omena Mensah (TVN24) była gościem Marcina Cejrowskiego w programie portalu Plejada.

Mensah o Tusku od 22 minuty

Tak plany rządu PiS, dotyczące m.in. budowy ogromnego portu lotniczego w Baranowie, przekopania Mierzei Wiślanej czy wyprodukowania miliona samochodów elektrycznych, ocenił w TVN24 prof. Jerzy Hausner. – „Ja bym powiedział, że to jest lista pobożnych życzeń, w większości niespełnialnych. Zgłaszanie kolejnych tego rodzaju projektów w coraz mniejszym stopniu będzie traktowane (…) jako poważny zabieg, a w coraz większym stopniu jako zabieg propagandowy”. Jako niebezpieczną określił sytuację, kiedy polityka „zaczyna się postrzegać jako tego, który dużo mówi, natomiast nie dotrzymuje”.

Prof. Hausner stwierdził, że występują już symptomy załamania gospodarczego. – „Obserwujemy, że koszty przedsiębiorstw rosną szybciej niż przychody. To znaczy, że rentowność tych przedsiębiorstw się zmniejsza, szczególnie w tych średnich. Problemem polskiej gospodarki jest brak inwestycji prywatnych przedsiębiorców” – stwierdził ekonomista. Dotyczy to usług, transportu i budownictwa.

Według prognoz Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie w tym roku „tempo wzrostu będzie zbliżone do roku poprzedniego”, ale w 2019 r. ta „dynamika trochę osłabnie”. – „Natomiast jest pytanie, co będzie od 2020 roku. I tutaj znaków zapytania jest więcej” – powiedział Hausner. Zwrócił uwagę, że rząd PiS promuje konsumpcję „głównie po to, żeby przejść czwórbój wyborczy”, czyli zbliżające się wybory samorządowych, do Parlamentu Europejskiego, parlamentarnych i prezydenckich. – „Wszystko się zamyka wiosną 2020 roku. A co będzie potem? Rząd bardzo wiele ryzykuje” – podkreślił prof. Hausner.

Odniósł się także do trybu, w którym PiS przeprowadził nowelizację ustawy o IPN. Jego zdaniem, takie błyskawiczne uchwalanie prawa ma negatywny wpływ na gospodarkę, która dobrze funkcjonuje w „stabilnych regułach gry”. – „Gospodarka nie znosi takiej prawnej, systematycznej, chaotycznej interwencji, co tej gospodarce jest systematycznie zadawane od lat”. Stwierdził także, że błędy w polityce międzynarodowej są „kosztowne”. – „Reputacja ma swój wymiar ekonomiczny. Jeśli traci się reputację, jeśli traci się uznanie, w tym przypadku sojuszników, ważnych partnerów, to znaczy, że żeby przywrócić jakieś relacje, trzeba dużo więcej czasu i dużo więcej nakładów” – powiedział były wicepremier.

>>>

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Sądzie Najwyższym.

W tej chwili w Polsce dzieją się rzeczy historyczne – ważą się losy, czy pozostaniemy krajem demokratycznym.

Waży się, czy w jakiejś perspektywie – względnie niewielkiej – zostaniemy wydaleni, zmarginalizowani, czy też pozostaniemy w Unii Europejskiej, tym najbardziej nowoczesnym projekcie Zachodu. W kraju sukcesywnie rozmontowywana jest demokracja, a obecnie rządzący wykluczają nas z UE. Niezależność sądownictwa upada, a jego ostatnią jego redutą – kolejne słowo zachwaszczone przez ludzi PiS – jest Sąd Najwyższy.

Istotna uwaga: to my, Polacy, jesteśmy odpowiedzialni za to, co się dzieje w kraju. Nikt nam nie załatwi niepodległości i demokracji, to my musimy tego pilnować, a gdy są one zawłaszczane – wydrzeć. Moi przodkowie walczyli o niepodległość i ginęli, a gdy stawali się emisariuszami na Zachodzie, otrzymywali owszem dobre słowo, ale tylko to.

Dzisiaj sytuacja jest o wiele lepsza, ale tak zawsze nie będzie. Pomogą nam – lecz w pierwszym rzędzie sami sobie musimy pomóc. Oto Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego podjęło uchwałę w obronie Konstytucji, iż Małgorzata Gersdorf pozostanie pierwszym prezesem Sądu Najwyższego do 30 kwietnia 2020 roku. Uchwała głosi: – „My sędziowie Sądu Najwyższego uczestniczący w Zgromadzeniu Ogólnym SN w dniu 28 czerwca 2018 r., pamiętając o złożonym ślubowaniu sędziowskim i wierni Konstytucji RP, która jest najwyższym prawem RP, stwierdzamy, że sędzia SN prof. Małgorzata Gersdorf zgodnie z bezpośrednio stosowanym art. 183 ust 3 Konstytucji pozostaje do dnia 30 kwietnia 2020 r. pierwszym prezesem SN, kierującym instytucją, w której pełnimy naszą służbę społeczeństwu”.

Jakim Ordonem okaże się Małgorzata Gersdorf, to wyjdzie w praniu. W sukurs niezależności polskiego sądownictwa idzie Komisja Europejska, która nawet dała przyjacielowi Polski wiceprzewodniczącemu Fransowi Timmermansowi wolną rękę w decyzjach dotyczących Polski o naruszenie unijnego prawa.

Jakie podejmie decyzje Timmermans? Czy zwróci się z pozwem do Trybunału Sprawiedliwości UE o wstrzymanie niekonstytucyjnej ustawy o Sądzie Najwyższym?

A jeżeli do tego doszłoby i Trybunał by podjął decyzję zgodną z polską Konstytucją, czy PiS podporządkuje się wyrokowi? Jasnym jest dla świadomych Polaków, iż Jarosław Kaczyński i jego najnowszy namiestnik Mateusz Morawiecki, stojąc przed dylematem, czy ważniejsza jest obecność Polski w UE, czy władza w Polsce, wybiorą to ostatnie.

Tej władzy nie wierzy nikt na świecie, o czym można było przekonać się przy ustawie o IPN. Izrael i USA zmusiły PiS bez żadnych negocjacji do zmiany ustawy o IPN. Odbyło się to w najszybszej na świecie procedurze – 10 godzin: 3 czytania w Sejmie, brak debaty, głosowanie, procedura w Senacie i podpis Andrzeja Dudy (rekord do Księgi Guinnessa), zaś premier Izraela Netanjahu dopilnował osobiście Morawieckiego i pochwalił, jak Stalin Bieruta, a Breżniew Jaruzelskiego.

Tak! Władze PiS mogą się nie podporządkować wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości UE, który tej władzy nie wierzy. Wystarczy spojrzeć na świeży wyrok tego Trybunału, który rozpatrywał wątpliwość sądu w Dublinie, a dotyczyła tego, czy deportować do Polski Artura C., podejrzanego o produkcję, handel i przemyt narkotyków. Trybunał Sprawiedliwości uznał, że o tym ma decydować sąd dubliński. Sędzia tegoż sądu obawia się, że w Polsce łamana jest praworządność.

Ten casus pokazuje, jak postrzegana jest Polska i działające u nas prawo. I to my musimy obronić niezależność sądownictwa, wspomóc Małgorzatę Gersdorf w tej obronie. PiS roluje nam sprawiedliwość, roluje demokrację, a w dłuższej perspektywie niepodległość. Nie wiem, jak Kaczyński skończy ze swoim chorym kolanem, ale w razie czego nie chciałbym, aby nasze imponderabilia spożywał jak dropsy.

Macierewicz w odstawkę, Kaczyński na premiera, PiS odgrzewa PRL. Polityka brunatnieje

To już się dzieje. Pojedyncze przypadki? Nie! To przykładowe przypadki. Fala faszyzmu szybko się rozleje. Jest przyzwolenie PiS, który zresztą dryfuje ku brunatności.

Historia się powtarza. Mamy do czynienia z pustym tromtadrackim patriotyzmem, nadętym, a więc smrodliwym wprost ze skansenu kołtunów.

Ciemnogród.

Nieśmiertelny pacjent polskiej polityki Antoni Macierewicz chce lustrować weteranów.

– To godzi w honor i godność weteranów, którzy przelewali krew za ojczyznę – mówi Onetowi gen. Roman Polko, b. dowódca GROM, kiedy dowiaduje się od nas, że resort obrony nowelizuje ustawę o weteranach w taki sposób, by żołnierze i funkcjonariusze, którzy choć jeden dzień służyli w organach bezpieczeństwa PRL-u, a mają status weterana za udział w misjach po 1990 r., stracili część uprawnień.

Radosław Sikorski uważa, iż skandalem jest, że Macierewicz nie siedzi. Nie kibluje. Tam jego miejsce, bo faktycznie Tworki są dla niego za wygodne.

W MON wszyscy wszystkich się boją.

Tak działa strach, że Macierewicz zostanie wyrzucony, a oni wraz z nim.

Dwa miesiące temu była oczywista wina w wypadku drogowym Jacka Kurskiego. A dzisiaj… już nie.

W Krytyce Politycznej świetny wywiad ze znawcą problematyki ordynacji wyborczej dr Jarosławem Flisem. PiS to gang Olsena.

Pytanie jest następujące: po co PiS robi taką reformę? Możliwe motywacje są trzy. Po pierwsze geszeft, czyli próba wyciągnięcia trochę więcej władzy z tych samych głosów. Po drugie ideologia – tak było w przypadku fascynacji Pawła Kukiza ideą jednomandatowych okręgów wyborczych czy niechęci prezesa Kaczyńskiego do nich. Nawet jeśli ich nastawienie jest racjonalnie argumentowane, to za każdym takim wywodem stoi jakieś ogólne wyobrażenie o szczęściu i demokracji. Trzecia możliwość: to nie jest gra o sumie zerowej, że ktoś zyska, a ktoś straci – niektóre z obecnych rozwiązań są po prostu głupie. Przykładem książeczki do głosowania…

Piotr Zaremba w „Dzienniku” twierdzi, że Kaczyński traci „wszechmoc” na rzecz Andrzeja Dudy.

Rekonstrukcja rzadu została przesunięta na po głosowaniu nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla Beaty Szydło. Jarosław Kaczyński mógł uniknąć demoralizującego spektaklu, przeprowadzając operację szybko. Jest zbyt pewny siebie, aby myśleć takimi kategoriami. Z drugiej strony w tej zwłoce kryje się rozterka. Dlatego rzecznicy tej zmiany wciąż nie są pewni finału.

Do starych wątpliwości doszły nowe. Ot, choćby żądanie Andrzeja Dudy, aby w skład nowego rządu nie wchodził Antoni Macierewicz. Przy czym prezydent zapowiada, że po prostu nie powoła szefa MON. A to on wręcza tekę każdemu ministrowi.

Dla Kaczyńskiego to kłopot. Sam miewa dosyć samowolnych gestów ministra. Ale ma też poczucie, że za Macierewiczem stoją emocje społeczne części PiS-owskiego elektoratu. Na dokładkę, kiedy żądanie prezydenta „wyciekło”, prezes jest bliski utraty reputacji wszechmocnego. Znów widać, że rekonstruować trzeba było szybko.

Prof. Marcin Matczak w „Kropce nad i” mówił, iż nowa ordynacja wyborcza spowoduje fasadowość wyborów i w zasadzie nie będą potrzebne.

Według prof. Matczaka, zamiast sędziów będziemy mieli do czynienia z komisarzami politycznymi, którzy będą liczyli głosy i wyznaczali okręgi wyborcze.

Wyznaczanie okręgów jest najczęstszym na świecie sposobem manipulacji wynikami wyborów. Wyznacza się te granice w taki sposób, żeby większość wspierających daną partię była w tym danym okręgu – tłumaczył prof. Matczak.

Tak jego zdaniem dzieje się właśnie na Węgrzech.

Matczak zwrócił przy tym uwagę, że „nie ma już Trybunału Konstytucyjnego”, a za chwilę „nie będzie Sądu Najwyższego”.

Dla mnie to chyba najpoważniejszy zamach na demokrację i on może doprowadzić do tego, że właściwie za chwilę nie będzie sensu organizować wyborów, bo (…) wszystko będzie sterowane politycznie – dodał.

W wiadomo.co kapitalny tekst Piotra Gajdzińskiego „Zrób sobie Peerel-bis”.

Piotr Gajdziński jest autorem biografii peerelowskich przywódców: Edwarda Gierka – Człowiek z węgla i Wojciecha Jaruzelskiego – Czerwony ślepowron. W grudniu ukaże się jego biografia Władysława Gomułki.

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy

Nic jednak nie nosi wyraźniejszego peerelowskiego stygmatu niż wieczne odgrzewanie przez Prawo i Sprawiedliwość problemu zagrożenia niemieckiego. I czym my teraz będziemy straszyć Polaków – zastanawiał się w grudniu 1970 roku, po podpisaniu umowy z Republiką Federalną Niemiec Jan Szydlak, członek Biura Politycznego PZPR. Szydlakowi, nie tylko w tym wypadku, zabrakło wyobraźni. Niemcami rządzący straszyli nas w latach osiemdziesiątych – za rządów Gierka delikatniej, ale też – i straszą dzisiaj. Posłanka PiS-u Dorota Arciszewska-Mielewczyk w 2004 roku założyła Powiernictwo Polskie i od tamtej pory nieustannie mówi o niemieckim zagrożeniu. Teraz PiS lekko swoją propagandę zmodyfikował. Nie mówi już o „wykupywaniu Polski”, ale całą winę za kryzys migracyjny w Europie zrzuca na Niemcy i kanclerz Angelę Merkel. Odsługując w końcu lat osiemdziesiątych wojsko we wrocławskim Zmechu (Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Zmechanizowanych – przyp. Red.) nieustannie, dzień pod dniu, na sąsiadującym z jednostką poligonie walczyłem z 97. Dywizją Bundeswehry, prowadzoną przez Herberta Hupkę i Herberta Czaję, dwa symbole „niemieckiego rewanżyzmu”. Dzisiaj może młodych żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej tego nie uczą, ale już walki z nacierającymi z zachodu zagonami muzułmańskich emigrantów – kto wie?

Władysław Gomułka w swoich pamiętnikach przyznawał, że partia komunistyczna w Polsce zawsze była ugrupowaniem mniejszościowym. Dodawał jednak, że legitymację do władzy dawała PPR, a później PZPR wielka reforma społeczna i gospodarcza, która zmieniła życie milionów Polaków. Drugim czynnikiem mającym legitymizować rządy partii komunistycznej było odzyskanie „prastarych ziem piastowskich” na Zachodzie.

Podobną narrację nietrudno wyczytać z wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu. Program 500+ czy program Mieszkanie+ to fundamenty restytucji gomułkowskiego myślenia. Ziem Odzyskanych PiS już nie odzyska, ale czyż wstawanie z kolan nie jest wystarczającym powodem, aby PiS władzy raz zdobytej – to też Gomułka – nie oddał nigdy? W niedawnym wywiadzie dla TV Republika Beata Szydło powiedziała, że PiS, cały nasz obóz, pan prezydent, który wyrósł z naszego obozu, jesteśmy dzisiaj dla Polski, dla polskiego państwa – myślę, że to nie jest przesadne stwierdzenie – po prostu ostoją suwerenności, bezpieczeństwa i pewnika, że Polska będzie mogła być w przyszłości bezpieczna i suwerenna. Jest wyższa wartość dla narodu niż suwerenność? Nie ma, więc przy władzy musi pozostać partia, która tę suwerenność gwarantuje.

Wolność sprzedam korzystnie

Niestety, do reguł gry „Zrób sobie Peerel” dostosowało się również społeczeństwo. Większość, jak w „czasach słusznie minionych”, jest bierna, za nic mając imponderabilia. Wolność? Co miesiąc wyprzedajemy wolność za 500 zł i ułudę spokoju, który – podobno – gwarantuje nam „silne państwo”. Zupełnie jak wtedy, gdy władza podsypywała kilka stówek podwyżki.

>>>

Włam Macierewicza do pomieszczeń NATO. Podobno nie mieli na sobie kaftanów

minister

degradowany

Post Navigation