Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Norman Davies”

Kuchciński to symbol dna intelektualnego, muł, upadek Polski

„Zaczęło się od przejęcia Trybunału Konstytucyjnego, potem mieliśmy niszczenie niezależnych sądów, niekonstytucyjne ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym. Tę wyliczankę można by ciągnąć bez końca. W podręcznikach do historii ustroju Polski studenci będą uczyć się niebawem o tej kadencji jako kadencji demontażu państwa prawa” – tak poseł PO Krzysztof Brejza skomentował w rozmowie z „Rzeczpospolita” najnowszy pomysł marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Kuchciński chce, by na koniec kadencji posłowie, obok tabliczki ze swoimi nazwiskami zabranej z sali obrad, otrzymali pamiątkowe odznaki z napisem „prawo” – podaje „Rzeczpospolita”. Zdaniem opozycji „to obelga”, a poseł Brejza uważa, że słowo „prawo” w tym przypadku jest szyderstwem, wyrazem skrajnej bezczelności i cynizmu marszałka.

Inicjatywę marszałka krytykują też głośno ludowcy. „Przy tylu przypadkach łamania konstytucji, przy tak skandalicznym zachowaniu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i przy skandalicznym prowadzeniu obrad przez marszałka Kuchcińskiego odwoływanie się do Sejmu Ustawodawczego i próba zrównania tej kadencji z tamtym parlamentem jest naprawdę dużym nadużyciem – powiedział poseł PSL Marek Sawicki.

Kontrowersje wzbudziła również grafika odznaki. Przedstawia orła w koronie, siedzącego na księdze z datami 2015–2019 oraz napisem „lex”, czyli „prawo”. Orzeł ma być otoczony obwódką ze słowami „Sejm VIII kadencji Rzeczypospolitej Polskiej”.

Nawiązuje ona do analogicznej odznaki, jaką otrzymywali posłowie na Sejm Ustawodawczy w latach 1919-1922. Różni się tylko napisami. Na odznace z II RP są słowa „Sejm Ustawodawczy” oraz daty „1919-1922″ obok słowa „lex”.

Depresja plemnika

Do fundacji „Nie lękajcie się” zgłosiły się trzy kolejne ofiary księdza Henryka Jankowskiego. – Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – mówi prezes fundacji w rozmowie z „Super Expresem”.

Jak informuje „Super Express”, do fundacji „Nie lękajcie się” od momentu nagłośnienia sprawy prałata Jankowskiego zgłaszają się kolejne ofiary, które opisują, że w przeszłości były przez niego molestowane.

Henryk Jankowski. Kolejne zarzuty o pedofilię

Zgłoszenia od kolejnych ofiar księdza Jankowskiego przychodzą do fundacji „Nie lękajcie się” między innymi w formie listów. Nie wszystkie z ofiar chcą ujawniać swoje dane osobowe. W ostatnich dniach do „Nie lękajcie się” zgłosiło się trzech mężczyzn z Gdańska, Anglii i Niemiec, którzy opisują, że byli przez niego molestowani.

– To trzech dorosłych mężczyzn, którzy na przełomie lat 80. i 90. mieli po kilkanaście lat – mówi prezes fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński w rozmowie z „Super Expressem”.

Jak dodaje…

View original post 1 251 słów więcej

Buta buca

Partia Kaczyńskiego, choć jej władza pochodzi z demokratycznego wyboru, kontynuuje tradycje okupantów i dyktatorów, którzy wbrew woli narodu wznosili pomniki demonstrujące, kto tu rządzi.

„To nasze zwycięstwo. Dowód na to, że zwyciężyliśmy i będziemy zwyciężać” – butnie oświadczył Jarosław Kaczyński, odsłaniając pomnik brata. To po części prawda. Ale nie cała. Dopowiedzmy więc, co prezes PiS pominął.

Otóż, to zwycięstwo zostało odniesione wbrew demokratycznym procedurom i wbrew woli Polaków. Pochodzące z demokratycznego wyboru władze Warszawy, które są gospodarzem stolicy, takiego monumentu wznieść tu nie zamierzały. By móc tego dokonać, PiS zmilitaryzował i oddał w zarząd swojego wojewody ten kawałek stołecznego gruntu. Przypomina się tu praktyka stosowana przez władze PRL, które po wprowadzeniu stanu wojennego militaryzowały szczególnie ważne dla nich przedsiębiorstwa, by złamać opór załóg, narzucając im posłuch i dyscyplinę.

Wszystkie sondaże wskazują, że obywatele i stolicy, i całej Polski nie uważają, by Lech Kaczyński zasługiwał na uhonorowanie w tak reprezentacyjnym miejscu (jeśli w ogóle należy się mu oddzielny pomnik, co też jest dyskusyjne).

Tak więc odsłonięcie tego pomnika rzeczywiście jest zwycięstwem PiS-u. Nad Polakami. Partia Jarosława Kaczyńskiego, choć jej władza pochodzi z demokratycznego wyboru, kontynuuje tradycje wszystkich okupantów i zaborców w toku polskiej historii, którzy demonstrowali pogardę dla woli narodu, wznosząc pomniki symbolizujące ich chwałę i butę.

Na tym samym placu, gdzie dziś pyszni się symbol panowania pisowskiego, przed pierwszą wojną światową stała cerkiew prawosławna demonstrująca potęgę Moskwy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości została rozebrana.

Nie ma już także pomników symbolizujących panowanie komunistów – z Warszawy zniknął Dzierżyński, zniknął Nowotko, nie ma pomnika polsko-radzieckiego braterstwa broni, znanego jako pomnik czterech śpiących. Wszystkie one też były odsłaniane z wielką pompą, a przemawiający twierdzili, że będą stać wiecznie.

Dziwię się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ponoć interesuje się polską historią, a zachowuje się tak, jakby tego wszystkiego nie wiedział.

Kaczyński skończy sromotnie jak Janukowycz, albo Nicolae Ceaușescu.

Depresja plemnika

Przemówienie Donalda Tuska iskrzyło od odniesień do współczesnej sytuacji w Polsce. Szef Rady Europejskiej mówił o „współczesnych bolszewikach” i antyeuropejskich postawach. – To dla niego początek kampanii i już widać, jakie będą jej główne kierunki – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego.

Donald Tusk w ramach Igrzysk Wolności wygłosił wykład pod tytułem „11 Listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje”. Szef Rady Europejskiej po historycznym wprowadzeniu płynnie przeszedł do współczesności. Kreśląc obraz współczesnej Europy były premier mówił o „brunatnym, jednoznacznie antyeuropejskim” i „nacjonalistycznym” nurcie w Europie. Jednak jedno z najmocniejszych sformułowań padło, gdy mówił o Polsce:

Liczcie przede wszystkim na siebie. Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście…

View original post 2 515 słów więcej

Morawiecki! Czas na dymisję!

Schetyna o taśmie PMM: To zdemaskowanie gotowego na korupcyjne propozycje hipokryty, który raz jest z Tuskiem, a raz z Kaczyńskim. Czas na dymisję

„Trzeba słuchać ludu, obiecać mu czego oczekują, a potem wygaszać ich oczekiwania. Mają zapie…ć za miskę ryżu” – te słowa Morawieckiego ze słynnych taśm nagranych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” – do żywego poruszyły Romana Giertycha. W trosce o równowagę psychiczną premiera napisał do niego uspokajający list otwarty, który następnie opublikował na Facebooku.

Przede wszystkim radzi w tej sytuacji zachować Morawieckiemu spokój i pisze: „Fakt. Jest gorzej niż źle, ale to nie oznacza, że nie może być jeszcze gorzej. Wiem, że świadomość, że już do końca życia będzie się Pan kojarzył z miską ryżu nie jest najprzyjemniejsza, ale musimy z tym żyć. Po pierwsze spokój.”

Nawiązując do wizyty za oceanem radzi nie denerwować się, gdy „piszą o Panu Mr Morawiecki. To jeszcze nie oznacza skrótu od „Miska ryżu”. Giertych życzliwie perswaduje, że nie można wszystkiego nadinterpretować, raczej należy szukać drogi wyjścia z kryzysu. „Ja, jako niezawodny przyjaciel dobrej zmiany znalazłem sposób” – pisze mecenas. „Musi Pan powiedzieć prawdę i ogłosić się Wallenrodem Pis-u. Przygotowałem dla Pana orędzie, w którym powie Pan prawdę, a wówczas może Rodacy Panu wybaczą.”

Treść orędzia mecenas publikuje w całości:

„Polki i Polacy!

Wiem, że wszyscy domagają się wyjaśnień w sprawie taśm prawdy./…/Prawda jest bowiem prostsza niż się wydaje.

Otóż całe to zadęcie patriotyczne, którym jako PiS Was obdarzaliśmy przez tyle lat to jedna wielka ściema. Tak naprawdę to Jarosław Kaczyński połączył różne grupy, których celem jest dorwanie się do władzy i do pieniędzy. Ich mottem jak pięknie powiedział Prezydent było: Ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie! I spełniło się! Nie wiedzieć dlaczego Naród postanowił obdarzyć ich pełnią władzy. Jeśli spojrzy się z perspektywy premiera, to wszędzie na niższych kręgach władzy, w spółkach Skarbu Państwa, w ministerstwach, agencjach, instytutach słychać jedno wielkie żarcie. (Tutaj zawiesi Pan głos, wyjmie chusteczkę i uroni Pan łzę) – radzi konfidencjonalnie miecenas.
Dlatego Ja przewidując wszystkie skutki tego nieopanowanego szabrownictwa postanowiłem już kilka lat temu przewidzieć los obywatela, który za miskę ryżu będzie harował dzień i noc. I postanowiłem wejść do tego obozu władzy, aby go od środka rozwalić. Zostałem premierem, gdyż wiedziałem, że doprowadzę ich do klęski.

Następnie zawiesi Pan głos i zadeklamuje poetę:

„Ja to zrobiłem jakem wielki dumny,
Tyle głów hydry jednym ściąć zamachem,
Jak Samson pod jednym wstrząśnieniem kolumny,
Zburzyć gmach cały i runąć pod gmachem”

Na koniec z życzliwością radzi Morawieckiemu: „I powie Pan, że marzy o tym, aby być doradcą premiera Schetyny lub prezydenta Tuska.
Tak Panie Mateuszu. To Pana jedyna szansa”.

Zawsze Panu życzliwy,
Roman Giertych

W przypadku premiera Morawieckiego mamy do czynienia z czymś więcej. To zdemaskowanie gotowego na korupcyjne propozycje hipokryty, który raz jest z Tuskiem, a raz z Kaczyńskim. Czas na dymisję.

Holtei

„J. Kaczyński twierdzi, że Morawiecki to „był człowiek naszej strony”. I jak mu proponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów to „przyszedł do mnie”. A musiał się stosownie zachowywać w środowisku, jakim przebywał. Czyli Wallenrod. Ps. JK znów „włancza” – podsumował wywiad prezesa PiS w TVP Paweł Wroński. To nie jedyny błąd językowy popełniony przez Kaczyńskiego. Według niego w USA istnieje miasto, którego nazwę wymawia się: „Czikago”…

Wątek wallenrodyzmu w wykonaniu Morawieckiego przewijał się także w komentarzach innych dziennikarzy. – „Był w tym bardzo niedobrym środowisku” – mówi Kaczyński o Morawieckim w czasach, gdy był doradcą Tuska. Ale się nawrócił. Jako i Piotrowicz, Kryże etc.

Taśmy Onetu chyba zabolały, skoro sam prezes pofatygował się do studia TVP-is. Russia Today ogląda i czerpie wzorce” – napisała…

View original post 3 700 słów więcej

Kaczyński tak robi w portki, że poleciał do gadzinówki TVP, aby tłumaczyć Morawieckiego z afery podsłuchowej

PiS nie jest normalną, demokratyczną opozycją. Raczej sektą polityczną mającą swojego guru, swoich świętych. I zamknięte mózgi. To ma charakter ruchu wywrotowego, który stara się nie tyle polepszyć III RP, ile ją zburzyć. Norman Davies /2010/

Kaczyński: Dobra zmiana bez Morawieckiego byłaby niemożliwa. Atak na premiera to atak na człowieka, który zaszkodził tym, którzy dopuszczali się nadużyć, ale pomógł Polakom

Padają różne pytania. Ostatnio, nawet dzisiaj, pytanie o twarze premiera Morawieckiego. Ta prawdziwa twarz to jest twarz człowieka, który naprawił polskie finanse publiczne i który, to chcę podkreślić, umożliwił to, że przeprowadzamy różne wielkie programy społeczne, że jesteśmy w tej dziedzinie aktywni, że poziom życie tej biedniejszej części społeczeństwa wyraźnie się podnosi, chociaż oczywiście jest jeszcze bardzo daleki od tego, czego byśmy sobie życzyli i do czego dążymy. Krótko mówiąc, że w Polsce jest dzisiaj lepiej niż było, że jest dobra zmiana” – mówił w „Gościu Wiadomości” w TVP Info prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński.

Dobra zmiana bez tej operacji, bez kiedyś ministra finansów, a teraz premiera Mateusza Morawieckiego, byłaby niemożliwa. Jeżeli uzyskuje się tyle pieniędzy, bardzo wzbogaca się budżet, to komuś się te pieniądze zabiera. Ci, którzy są poszkodowanymi tej akcji, którzy dopuszczali się nadużyć, mają w Polsce bardzo wielkie wpływy. Ten atak na premiera Morawieckiego to jest atak na człowieka, który im zaszkodził, ale bardzo pomógł Polakom, Polsce” – dodawał. 

Kaczyński: Morawiecki bardzo ciężko dla Polski pracuje, a to, że kiedyś mu zdarzało się coś powiedzieć, a nawet użyć słowa tzw. męskiego użyć, mówię o mężczyznach, niech ktoś pierwszy rzuci kamieniem

Naprawdę sprawa Mateusza Morawieckiego to jest sprawa człowieka, który uczynił coś bardzo, bardzo pożytecznego i coś bardzo dobrego dla Polski. Bardzo ciężko dla Polski pracuje, a to, że kiedyś mu zdarzało się coś powiedzieć, a nawet użyć słowa tzw. męskiego użyć, mówię o mężczyznach, niech ktoś pierwszy rzuci kamieniem” – mówił Kaczyński.

Kaczyński: Stawką w tych wyborach jest to, by dobra zmiana mogła zejść także do wielu samorządów i żeby można było wykorzystać synergię, którą da współpraca samorządów z rządem

Stawką w tych wyborach jest to, by dobra zmiana mogła zejść także do wielu samorządów i żeby można było wykorzystać synergię, którą mam nadzieję już niedługo da współpraca między samorządami różnych szczebli a także samorządami a władzą rządową. Z tej synergii naprawdę bardzo dużo dobrego może wyniknąć. Dzisiaj jej nie ma, bo w ogromnej większości wypadków nie ma tej współpracy” – mówił Kaczyński.

Kaczyński: Jesteśmy partią prosocjalną, wcale się tego nie wstydzimy

– Na pewno w kolejnych latach różnymi, nierozwiązanymi jeszcze problemami społecznymi będziemy się zajmować. Programy społeczne są bardzo potrzebne i my będziemy w tym kierunku iść. Jesteśmy partią prosocjalną, wcale się tego nie wstydzimy. Niektórzy mówią, że jesteście socjalistami. My nie jesteśmy socjalistami, ale jesteśmy ludźmi, którzy mają w sobie wiele empatii, także dla tych, którym jest gorzej. Nawet dla tych, którym się w życiu mniej udało – mówił Kaczyński w rprogramie „Gość Wiadomości” TVP Info.

Kaczyński: My po prostu chcemy, żeby Polska była w Europie tak naprawdę. Tak naprawdę to będziemy w Europie wtedy, tak do końca, kiedy portfele Polaków będą równie pełne jak portfele Niemców

My po prostu chcemy, żeby Polska była w Europie tak naprawdę. Tak naprawdę to będziemy w Europie wtedy, tak do końca, kiedy portfele Polaków będą równie pełne jak portfele Niemców, na polskich ulicach będą nowe samochody najlepszych marek, ja bym strasznie chciał, żeby wśród tych marek była także marka polska, ale to pewnie jednak odległy czas, ale w tym kierunku trzeba iść, i kiedy Polak jako turysta na Bliskim Wschodzie będzie mieszkał w takim samym hotelu co turysta niemiecki, francuski” – mówił w TVP Info prezes.

Kaczyński: Dbamy o Polaków i dlatego mamy premiera, który niszczy mafię VAT-owską jak kiedyś w Chicago pewien znany policjant niszczył Ala Capone i jego mafię

Są tacy, którzy dbają o interesy partykularne i są tacy, którzy dbają o interesy szersze. Wieś to oczywiście nie jest interes partykularny, to jest interes znacznej części polskiego społeczeństwa. My dbamy o wieś, dbamy o miasta, dbamy o Polaków i między innymi dlatego mamy takiego premiera, który niszczy mafię VAT-owską jak kiedyś w Chicago pewien znany policjant niszczył Ala Capone i jego mafię” – mówił Kaczyński.

Kaczyński o gospodarce: Chcemy przejść do wielkiej ofensywy

– Żeby można było stworzyć, ja już mówiłem o tym wiele lat temu, nową falę polskiego kapitalizmu. Nową falę polskich inicjatyw gospodarczych. Kiedyś na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych taka fala powstała. Ona miała specyficzne cechy, ale jeżeli wtedy nie poumieraliśmy z głodu, przy ówczesnej polityce, to tylko dzięki tym ludziom, którzy stworzyli sześć milionów nowych miejsc pracy. Dziś mamy pokolenie nieporównywalnie lepiej wykształcone, lepiej przygotowane. Mamy olbrzymi europejski rynek, z różnymi ograniczeniami, które narastają, bo wiadomo jak wygląda dzisiaj polityka w Unii Europejskiej, to jest oddzielny temat. Mimo wszystko ten rynek istnieje i można przejść do wielkiej ofensywy i my chcemy do tej wielkiej ofensywy przejść. Nawiązując do wyborów samorządowych, tutaj ta synergia działań różnych szczebli władzy jest bardzo, bardzo potrzebna – mówił Jarosław Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką w programie „Gość Wiadomości” TVP Info.

Kaczyński o Jakim: Chodzi przecież o to, żeby Warszawą rządził ktoś, kto ma pomysły i potrafi je realizować

– Czym ma się wykazać polityk, który zabiega o jakieś ważne stanowisko? Patryk Jaki wykazuje się tym, że w Warszawie robi coś bardzo dobrego. Czy to jest zły sposób zdobywania poparcia? To jest dobry sposób zdobywania poparcia, bo chodzi przecież o to, żeby Warszawą rządził ktoś, kto ma pomysły i potrafi je realizować. To są pomysły w interesie obywateli i tego rodzaju sytuację mamy. To są zarzuty (dot. pracy Jakiego w komisji podczas kampanii – red.) tych, którzy są przerażeni perspektywą, a tak perspektywa istnieje, choć oczywiście nie jest pewna, że także w Warszawie, wydawałoby się twierdzy tych sił, które nam się przeciwstawiają, dojdzie do zmiany władzy. Taka zmiana dla Warszawy byłaby wielkim szczęściem – mówił Kaczyński programie „Gość Wiadomości” TVP Info.

Kaczyński: Jeżeli pytać o miarę wolności i demokracji w Polsce i Europie, to jesteśmy w czołówce, a ja nawet bym zaryzykował, że na pierwszym miejscu

– Ja sądzę, że jeżeli pytać o miarę wolności i demokracji w Polsce i Europie, to jesteśmy w czołówce, a ja nawet bym zaryzykował, że na pierwszym miejscu. Nie ma drugiego kraju w Europie, gdzie jest tyle realnej wolności, bo przecież na zachodzie ona jest ograniczona m.in. poprawnością polityczną. Jednocześnie mechanizmy demokratyczne, mimo wszystkich swoich ułomności, pozwalają na to, żeby kraj się zmieniał, żeby choroby, patologie społeczne były odsuwane, bo właśnie my to w tej chwili robimy. To jest najlepszy dowód na to, że w Polsce funkcjonuje demokracja – mówił Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką.

Ależ kłamstwo Kaczyńskiego. Nie słuchać tego na taśmie, a wręćz przeciwnie Morawiecki wchodzi w tyłek politykom Platformy!

Kaczyński: Morawiecki, kiedy zaproponowano mu stanowisko wicepremiera i ministra finansów w rządzie Tuska, odmówił, a wcześnie przyszedł do mnie i rozmawialiśmy o tym

Mam oczywiście zaufanie i uważam, że premier Morawiecki to był strzał w „dziesiątkę” – mówił w TVP Info prezes Kaczyński.

Jestem przekonany, że to jest człowiek uczciwy, który przez jakiś czas swojego życia pracował w pewnym środowisku i w jakiejś mierze musiał przyjmować jego reguły. Wiem, że także w tym czasie robił bardzo wiele dobrego. Być może mówię to publicznie po raz pierwszy. Współpracował z nami, współpracował jeszcze ze śp. Grażyną Gęsicką i Aleksandrą Natalii-Świat, później z Beatą Szydło. Kiedy mu zaproponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów w rządzie jeszcze wtedy Donalda Tuska, to odmówił, a wcześniej przyszedł do mnie i rozmawialiśmy o tym

To jest ktoś, kogo uważamy za polityka, dziś polityka, kiedyś bankowca, naszej strony i kogoś, kto bardzo dużo dobrego robił dla Polski także wtedy, kiedy był w tym niedobrym środowisku” – dodawał Kaczyński.

PiS-ie, nadchodzi strach, widać go jak w oczach wilka, po was przyjdzie gajowy Marucha

Kamil Durczok przewiduje kres rządów PiS.

Ponad dwa miliony złotych kosztowały prace tzw. ekspertów podkomisji smoleńskiej, która – zdaniem PiS, a przede wszystkim Antoniego Macierewicza i Jarosława Kaczyńskiego – miały doprowadzić nas do prawdy… 10 kwietnia 2018 r. miał zostać przedstawiony raport końcowy dotyczący przyczyn katastrofy smoleńskiej według PiS („Zamiast raportu końcowego podkomisja smoleńska przedstawi… prezentację”).

W najnowszym wywiadzie, którego Jarosław Kaczyński udzielił „Gazecie Polskiej”, znajdujemy stuprocentowe potwierdzenie, że w ósmą rocznicę katastrofy smoleńskiej będziemy mieli do czynienia z raportem częściowym. – „Wiemy, że końcowego raportu nie będzie na ósmą rocznicę tragedii. Będzie za to raport częściowy, który – tak mniemam – szczegółowo pokaże, co bezsprzecznie zostało już ustalone, i wskaże pytania, na które podkomisja Antoniego Macierewicza będzie szukała odpowiedzi” – powiedział prezes PiS.

Czyli to nie koniec wydawania pieniędzy podatników na udowodnienie wątpliwych tez Antoniego Macierewicza… Co więcej, można się spodziewać, że „badanie” będzie trwało przynajmniej jeszcze rok.

Według Kaczyńskiego, „niezwykle ważne, a może nawet przełomowe”, mogą okazać się wyniki prac amerykańskich ekspertów, którzy kilka tygodni temu pracowali w Mińsku Mazowieckim i skanowali bliźniaczego TU-154 M. – „Jednak na nie jeszcze musimy poczekać. To niezwykle precyzyjne, zaawansowane technicznie analizy wymagające czasu. Według zapowiedzi badania te zajmą około roku, może nawet nieco dłużej” – stwierdził Kaczyński.

W wywiadzie Kaczyński przyznał, że jeden z ekspertów powołanych z kolei przez polską prokuraturę współpracuje z instytucjami propagandy Kremla: Russia Today i agencją Sputnik. – „Słyszałem o tych zastrzeżeniach. Wiem, że ta sprawa jest sprawdzana. Także przez służby specjalne. Zastrzeżenia nie wyglądają na bezpodstawne, dlatego są analizowane. Z tego, co wiem, prokuratura nie zawarła jeszcze ostatecznych umów” – dodał prezes PiS. Retorycznym pozostaje pytanie, skąd i dlaczego skromny poseł – jak ostatnio sam się określił – ma wiedzę na temat działań służb specjalnych.

A tym ekspertem jest Theodore Postol – czytamy w portalu gazeta.pl. W jednym z wywiadów dla „Sputnika” Postol stwierdził, że rozmieszczanie przez USA rakiet w Europie byłoby głupie z wojskowego punktu widzenia. Z kolei w Russia Today stwierdził, że „podstawowa fizyka udowadnia, że amerykański system obrony przeciwrakietowej jest bezużyteczny”.

PiS-owi spada, więc chwyta się czego może. Widać to choćby w sposobie, w jaki premier Mateusz Morawiecki postanowił podnieść notowania swojego rządu. Otóż premier zdecydował, że odniesie się na Twitterze do… rocznicy śmierci Jana Pawła II. – „Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne, które zabezpiecza dobro każdego obywatela. Tak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w Sejmie w 1999 r. Dwie dekady później te słowa pozostają dewizą naszego rządu” – poinformował Morawiecki.

Na reakcje internautów nie trzeba było długo czekać. – „A o tym co Papież mówił o praworządności i trójpodziale władzy Pan czytał?” – zapytał nie bez ironii jeden z komentujących. – „Wykorzystywanie słów wielkiego człowieka do marnych żałosnych politycznych gierek jest wyjątkowo wstrętne. Brzydzę się tym” – stwierdził ostro inny użytkownik Twittera. – „Świetna dewiza. Dałbym za nią 65 000 nagrody dla każdego ministra. A może nawet po 70 000″ – to kolejny komentarz, nawiązujący do słynnej afery z nagrodami.

Jak przypomina portal NaTemat, z badania Kantar Millward Brown wynika, że 75 proc. badanych źle ocenia buńczuczną wypowiedź Beaty Szydło o nagrodach, które przyznała ministrom i sobie. Sprawa wraca w komentarzach niczym bumerang. – „Ładnie tak zasłaniać się słowami JP 2? To brzmi jak kpina w sytuacji, kiedy była premier przyznała sobie samej premię w wys. 65 tys. zł” – wypomniał kolejny internauta.

Na słowa Morawieckiego ostro zareagował także były minister sprawiedliwości, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka. – „Jakim trzeba być hipokrytą, by – powołując się na naukę św. Jana Pawła II – niszczyć fundamenty państwa prawa, podważać ideę zjednoczonej Europy i wspierać się goebbelsowską propagandą, okłamując własny naród…” – napisał pod tweetem Morawieckiego polityk PO. Do rocznicy śmierci Jana Pawła II nawiązał także były prezydent Lech Wałęsa, pisząc o „podzielonych Polakach” i przytaczając wypowiedź papieża sprzed lat.

Jak widać, do myśli Jana Pawła II można nawiązywać mniej lub bardziej skutecznie, byle z umiarem. A tego obecnym rządzącym brakuje nawet w tak prostych kwestiach.

Brytyjski historyk, specjalizujący się w historii Polski, prof. Norman Davies obecne zależności w obozie władzy porównał do tych, jakie obowiązywały w PRL. Rząd PiS nazwał „reżimem autorytarnym”. – „Zbliżamy się do państwa partyjnego. Chyba każdy obywatel w Polsce pamięta, gdy sekretarz partii się liczył bardziej niż premier czy prezydent i tak dalej. I taka jest obecna sytuacja” – powiedział w wywiadzie dla TVN24. To oczywiste nawiązanie do tego, że Jarosław Kaczyński nie sprawuje żadnego państwowego urzędu.

Kolejnym przykładem zbliżania się do PRL-u jest – zdaniem prof. Daviesa – polityka historyczna prowadzona przez rząd PiS. – „Są oficjalne poglądy i trzeba się trzymać tej linii, bo jeśli nie, to są konsekwencje” – stwierdził. Przypomniał, że na początku tego roku on i Timothy Snyder zostali usunięci z rady programowej Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Według brytyjskiego historyka, dziś „nie można tam pracować bez zgody na linię historyczną rządzącej partii”. Prof. Davies powiedział, że PiS wykorzystuje politykę historyczną do realizacji celów politycznych. – „Oni chcą przekonać ludzi, że mają politykę bieżącą, ale mają też politykę o przeszłości i przyszłości” – zauważył.

Prof. Davies przyznał, że jest przeciwnikiem znowelizowanej przez PiS ustawy o IPN. Stwierdził jednak, że „więcej niż absurdem” i „wstydem” jest twierdzenie, że wszyscy Polacy byli antysemitami. –„Nie wolno mówić o całych narodach właśnie w tych kategoriach – powiedział. Dodał, że Polacy nie są aniołami. – „Każdy naród ma swoich bohaterów i kryminalistów, a pośrodku zwykłych ludzi”.

Wygląda na to, że przy analizie działań PiS i jego polityki trzeba będzie poważniej brać pod uwagę sprawę pozornie tylko banalną: konflikt między premierem Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobro.  Dlaczego? Otóż jego temperatura zaczyna destabilizować rząd – czytamy w portalu Onet. Każdy z nich widzi się w roli następcy niemal 70-letniego Jarosława Kaczyńskiego, a każdy z nich teoretycznie ma spore szanse.

Minister Morawiecki i jego otoczenie uważa, że Zbigniew Ziobro odpowiada za większość wpadek premiera, kłopotów rządu i przecieków, które stają się utrapieniem PiS. Dlatego też naciska na prezesa Jarosława Kaczyńskiego, by usunął ministra z rządu. Argument numer jeden to oczywiście ustawa o IPN, która już w pierwszych dniach urzędowania Morawieckiego naraziła go na ostre reakcje liderów USA i Izraela. Powstała ona w Ministerstwie Sprawiedliwości wprawdzie już w 2016 r., ale Ziobro przypomniał o niej Jarosławowi Kaczyńskiemu, proponując jej szybkie przyjęcie, na początku 2018 r. Oczywiście nikt – nawet w Ministerstwie Spraw Zagranicznych nie przewidział wybuchu potężnego międzynarodowego skandalu. Chodziło raczej o antidotum na reportaż TVN o polskich neonazistach. Faktem pozostaje, że ze skandalu premier wyszedł mocno osłabiony. A to już było na rękę Ziobrze. Dodać warto, w ślad za portalem, że Morawiecki nie miał pojęcia o tej ustawie! Jako że nie jest posłem, więc nawet nad nią nie głosował. Kiedy pod koniec stycznia podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau izraelska ambasador Anna Azari skrytykowała ustawę, Morawiecki początkowo był przekonany, że chodzi jej o ustawę reprywatyzacyjną, dotyczącą zwrotu przedwojennych majątków. Mimo narastającego skandalu Ziobro uparcie bronił ustawy, a podczas spotkania z ambasador Izraela w Ministerstwie Sprawiedliwości, właśnie MSZ obciążał odpowiedzialnością za protesty w Izraelu i USA.

Takie zachowanie Ziobry wywołuje podejrzliwość otoczenia Morawieckiego, które przypisuje ministrowi sprawiedliwości jednolicie złe intencje i większą niż realna sprawczość. Przykład? Zgodnie z plotką krążącą po publikacji w jednym z prawicowych tygodników, ludzie Ziobry mieli przygotowywać przeciek, ujawniający kulisy negocjacji dotyczących zwrotu przedwojennych majątków żydowskich obywatelom Izraela oraz USA. Skutkiem byłoby ogromne napięcie w kraju i kolejna fala antysemityzmu, destrukcyjna dla Morawieckiego. „Ziobrystom” przypisywane jest nawet inspirowanie publikacji dotyczących przeniesienia wartych miliony nieruchomości na żonę, aby nie kuły w oczy elektoratu. Według informacji Onetu, Morawiecki poskarżył się w tej sprawie Kaczyńskiemu, wskazując Ziobrę jako źródło przecieku. Naciskał jednocześnie na odwołanie go z rządu. To nie wszystko. Redukcje na stanowiskach wiceministrów oraz przetasowania w Kancelarii Premiera posłużyły Morawieckiemu jako pretekst do zdegradowania lub przesunięcia ludzi Ziobry i jego sojuszniczki Szydło.

Efektem ubocznym narastającego konfliktu w obozie władzy wydaje się także … zaproponowany Brukseli kompromis w sprawie sądów. Otóż zgodnie z nim bez opinii kolegium sądu oraz Krajowej Rady Sądownictwa minister sprawiedliwości nie będzie mógł odwołać prezesa lub wiceprezesa sądu. Jeśli rzecz przejdzie, Ziobro straci posiadaną pełną dowolność ich dymisji. Zaś prawo do decydowania, którzy sędziowie po osiągnięciu wieku emerytalnego będą nadal sądzić przejmie prezydent. Co więcej –  Morawiecki wymusił na Ziobrze wycofanie się z bezkrytycznego stosunku do ustawy o IPN. To właśnie, jak już wiadomo, pod naciskiem premiera, Ziobro przesłał do badającego tę ustawę Trybunału Konstytucyjnego swą opinię podważającą część zapisów. Morawiecki chce również odbić z rąk ludzi Ziobry państwowy kombinat finansowy PZU-PEKAO SA, bo nie może wg portalu pozwolić na to, by kluczowy holding finansowy w kraju kontrolował jego najpoważniejszy konkurent. Nad ministrem Ziobro powoli zbierają się czarne chmury. Przeciwko niemu coraz bardziej otwarcie występuje także Antoni Macierewicz, idol twardego skrzydła PiS i konkurent o wpływy w środowisku Radia Maryja. Powód? Macierewicz atakuje Ziobrę za śledztwo smoleńskie, w tym dobór zagranicznych ekspertów, których uważa (a jakże) za rosyjskich agentów.

Czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie? Raczej narastania konfliktu niż jego uśmierzenia. Sprawa jest względnie prosta – wszystko wskazuje na to, że na razie Jarosław Kaczyński zaciera ręce, bo za sprawą ambitnych konkurentów może skutecznie dzielić i rządzić, wykorzystując ich animozje. Fakt, że cierpi na tym autorytet Polski, najwyraźniej niespecjalnie go przejmuje.

…w taki i podobny sposób internauci komentują na Twitterze nie całkiem poważną utarczkę słowną, do jakiej doszło między rzeczniczką PiS Beatą Mazurek, a znanym z buty posłem tej partii Dominikiem Tarczyńskim.

Polityk, w rozmowie z portalem wpolityce.pl odsłonił cele planowanej na 14 kwietnia konwencji PiS. Podkreślając przełomowy charakter tego wydarzenia oświadczył autorytatywnie:

„Chcemy przedstawić Polakom, jakie mamy plany na przyszłość. Podczas naszych spotkań z obywatelami nie będziemy wyłącznie mówić o wyborach samorządowych, ale także chcemy rozmawiać o przyszłych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Konwencja 14 kwietnia będzie w pewnym sensie konwencją przełomową” – zapowiedział.

Słowa te najwyraźniej mocno zirytowały Beatę Mazurek, która nie zważając na rezonans, dość brutalnie skomentowała wywiad Tarczyńskiego: „A skąd wiesz o czym będziemy mówić? Jasnowidz?” – napisała.

To nie wywołało korzystnej reakcji internautów, którzy z kpiną wytykają nadwątloną w ostatnim czasie spójność i komunikację w partii… Dla samej pani rzecznik mają najważniejszą radę: lepiej mądrze milczeć niż głupio się odezwać.

Nie wytrzymali nawet zwolennicy PiS, którzy z niepokojem sugerują swojej partii, że  to ostatni moment, by się pozbierać, po ostatnich wpadkach …

„Jeżeli pierwsza dama miałaby pensję, to miałaby także zakres obowiązków i można by ją z tego rozliczać” – uważa małżonka byłego prezydenta RP Anna Komorowska i postuluje, aby żony głów państwa dostawały pełne wynagrodzenie za swoją pracę „Okres prezydentury mojego męża to był czas, kiedy najintensywniej pracowałam. Ten czas przynajmniej powinien się liczyć jako okres składkowy, do emerytury. I to jest minimum” – zaznaczyła pani Komorowska.

Dziś polskie pierwsze damy nie dostają pieniędzy. „Zerowe wynagrodzenie, przymus rezygnacji z dotychczasowej pracy czy brak składek ZUS – z takimi problemami musi borykać się żona prezydenta Agata Duda” – zwraca uwagę Super Ekspress.

Jednocześnie przypomina, że w 2016 roku PiS był bliski przeforsowania pomysłu, aby pierwsza dama dostawała wynagrodzenie w wysokości ok. 13,2 tys. zł. Projekt ostatecznie jednak upadł, choć zdanie, że żony prezydentów nie powinny być dłużej dyskryminowane, popierają również eksperci.

Wojciech Maziarski pisze o zbliżającym się końcu PiS.

Rewolucyjna dynamika „dobrej zmiany” została złamana. Walec zatrzymał się i dalej już nie pojedzie.

Na Święta zajączek przyniósł prezydenckie weto do ustawy degradacyjnej – Andrzej Duda nie zgodził się, by minister mógł samowolnie degradować (także pośmiertnie) oficerów wojska, którzy jego zdaniem sprzeniewierzyli się państwu polskiemu. Ustawa, pozbawiona trybu odwoławczego, budziła sprzeciwy natury zarówno prawnej, jak i moralnej. Czy – ściślej mówiąc – estetycznej, bo przecież obrzydzenie wobec grzebania w grobach i zrywania naramienników trupom jest przede wszystkim kwestią smaku.

Nie jest do końca jasne, co prezydenta skłoniło do tego kroku. Między bajki można bowiem włożyć oficjalne uzasadnienie weta, zgodnie z którym ustawa była wadliwa z powodów prawnych i etycznych. To jasne, że była, ale równie jasne jest, że prezydent w przeszłości ochoczo podpisywał wiele równie wadliwych aktów prawnych i ręka mu przy tym nie zadrżała.

Podstawowe pytanie brzmi zatem: czy weto było uzgodnione z kierownictwem PiS, czyli Jarosławem Kaczyńskim, czy też było samodzielną inicjatywą Andrzeja Dudy. Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, kojarzonego z obozem prezydenckim, mówił w TVN24, że „trudno mu sobie wyobrazić”, by prezydent podjął taką decyzję bez zgody prezesa PiS.

Partia zwalcza macierewiczowskie odchylenie

Na to, że cała operacja była zawczasu uzgodniona i zaplanowana, wskazuje też rachityczność protestów w obozie władzy. Owszem, Marek Suski, partyjny oficer polityczny w rządzie, oddelegowany przez prezesa do obserwowania poczynań Mateusza Morawieckiego i kablowania na niego, powiedział, że po wecie nie będzie już głosować na Andrzeja Dudę. Jednak ta wypowiedź więcej mówi o zasobach intelektualnych Suskiego niż o stanowisku kierownictwa PiS. Osoby z kręgów decyzyjnych partii milczą, zaś komentatorzy i publicyści z obozu władzy wypowiadają się bardzo oględnie i łagodnie. Nawet w komentarzu harcownika i fanatycznego propagandysty Michała Karnowskiego więcej jest przygnębienia i rezygnacji niż buntu przeciw decyzji prezydenta: – „Kiszczak i Jaruzelski muszą chyba być sowieckimi „generałami” w polskich mundurach. W takim stanie rzeczy się urodziliśmy, w takim umrzemy. Nikogo nie winię, ale szkoda”.

Ostre protesty słychać głównie z ośrodka skupionego wokół Antoniego Macierewicza, który był autorem i promotorem zawetowanej ustawy. Decyzję prezydenta krytykuje zarówno sam były minister obrony, jak i publicyści „Gazety Polskiej”, która cieszy się zasłużoną opinią organu sekty smoleńskiej.

Wygląda więc na to, że zawetowanie ustawy degradacyjnej najprawdopodobniej było elementem wiosennych porządków po zdymisjonowaniu Antoniego Macierewicza. Partia walczy z „macierewiczowskim odchyleniem”, usuwając jego ludzi ze stanowisk i ukręcając łeb jego politycznym inicjatywom.

„Dobra zmiana” ugrzęzła

Tyle tylko, że wszystko to jest kompletnie bez znaczenia. Wewnętrzne przepychanki frakcyjne w obozie „dobrej zmiany” są może interesujące dla hobbystów obserwujących niuanse pałacowego życia na Nowogrodzkiej (dla nazwania ich przydałby się jakiś termin w rodzaju „kremlinologów” z czasów ZSRR), lecz dla ogółu opinii publicznej są drugo- albo i trzeciorzędne.

Dla przeciętnego wyborcy – i to zarówno tego, który głosuje na PiS, jak i przeciw niemu – liczy się tylko jedno: partia władzy, która dotąd parła do przodu niepowstrzymanie niczym walec miażdżący wszystko na swej drodze, utknęła i zaczęła się chaotycznie miotać. Cofnęła się w sprawie degradacji, cofnęła się w sprawie IPN, anulowała gigantyczną karę finansową nałożoną na TVN za nadanie programu, który się nie spodobał PiS-owi, kombinuje, jak udobruchać Brukselę oburzoną zamachem na niezależność polskiego sądownictwa, wykonuje nerwowe i nieskoordynowane ruchy w sprawie nagród dla ministrów rządu Beaty Szydło: najpierw mówi, że premie te były błędem i zapowiada, że odtąd już nie będzie ich przyznawać, a potem „pokazuje pazurki” i krzyczy, że pieniądze się należały…

Wyborca obserwujący te konwulsje rozumie jedno: rewolucyjna dynamika „dobrej zmiany” została złamana. Walec zatrzymał się i dalej już nie pojedzie. Jednoznacznie potwierdzają to sondaże. Na pół roku przed jesiennymi wyborami samorządowymi do Polski dotarły ciepłe wiatry z zachodu, mróz cofa się na wschód.

Przystawki żądają dla siebie większych półmisków

To oczywiście ośmiela przeciwników PiS, dodaje im otuchy i nadziei. Natomiast morale obozu władzy załamuje się, zarysowują się w nim pęknięcia, które w przyszłości – być może niedalekiej – doprowadzą do jego dezintegracji.

Ośrodek macierewiczowski właściwie już został wykluczony z PiS, choć formalny rozwód jeszcze się nie dokonał. Pojawiają się jednak sygnały, że także inne środowiska zaczynają się nieśmiało emancypować i w obliczu osłabienia spójności obozu władzy i zachwiania pozycji centrum decyzyjnego domagają się dla siebie więcej wpływów i większej autonomii. Przed wyborami samorządowymi Zbigniew Ziobro, który stoi na czele partii Solidarna Polska, ale wszedł do Sejmu z listy PiS, domaga się, by na kartach wyborczych obok nazwisk jego ludzi pojawiła się też nazwa ugrupowania.

Polityczną odrębność delikatnie i subtelnie zaczyna także akcentować Jarosław Gowin, lider partii tak znanej, że pisząc ten tekst, jej nazwę musiałem sprawdzić w Wikipedii: „Porozumienie Jarosława Gowina”; słyszeliście kiedyś o takim ugrupowaniu?

Teraz jego lider zaczyna poczynać sobie coraz śmielej. Gdy nieomylny i wszechwiedzący Prezes Tysiąclecia, którego słów nikt dotąd nie odważył się kwestionować, oświadczył, że w sprawie IPN czy sądów wzorem Viktora Orbána trzeba będzie pójść z Zachodem na kompromis, którego cena jest gorzka, Gowin odpowiedział publicznie: – „Cena kompromisu z Brukselą w sprawie reformy sądownictwa nie jest dla mnie gorzka, tak jak dla prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego”. A prezes, zamiast zuchwalca ukarać, próbuje go ugłaskać i pozyskać, deklarując, że zrobi wszystko, by przygotowana przez Gowina ustawa o szkolnictwie wyższym weszła w życie.

Koniec imperium PiS

Tak konają imperia i potęgi polityczne: metropolia traci wpływy, pojawiają się ruchy odśrodkowe, peryferia się usamodzielniają i przestają słuchać poleceń z centrali, która musi się z tym pogodzić, robiąc dobrą minę do złej gry. A z zewnątrz już nadciągają wojska wroga, który widząc słabość za murami, szykuje się do szturmu.

Pytanie, jak zachowa się lud. Będzie wspierać władzę i jej żołnierzy broniących się przed oblężeniem? Czy może raczej sam otworzy bramy przed nadciągającą armią i zaprosi ją do środka?

Idzie wiosna.

Ten moment, gdy w poświąteczny poranek FAKT kruszy w pył grafiki … Spokojnie, w tekście jest przypomnienie na kwotach, ile dostawali urzędnicy za czasów PO-PSL;)

Waldemar Mystkowski pisze o Pawłowicz i Dudzie w konteście świąt.

Od kiedy w Straży Pożarnej pojawiły się kobiety – do parytetów fifty-fifty daleko – strażaczki przejęły inicjatywę w śmigus-dyngus. I leją wodą prosto z pomp strażackich na swoich partnerów w służbie. Największą radochę ma ta przy sikawce, czyli sikawkowa. Co lunie po strażakach, to jej.

Taką sikawkową w PiS jest Krystyna Pawłowicz, która nie przebiera w słowach. Jej retoryka jest zwykle knajacka, a proza na Facebooku i Twitterze podana w kiepskiej polszczyźnie, zwykle z błędami gramatycznymi, interpunkcyjnymi i bez zachowania reguł graficznych. Tak bluzga emocjami, że staje się zrozumiałe, dlaczego nie radzi sobie z polszczyzną. Sikawkowa Pawłowicz zawsze leje swoją brudną polszczyzną na opozycję.

Tym razem lunęła na prezydenta Andrzeja Dudę, bo ten śmiał zawetować ustawę degradacyjną, wg której miano zrywać pagony truchłom generałów (kto ekshumowałby Jaruzelskiego i Kiszczaka, aby zerwać im pagony?). Tym razem Pawłowicz opublikowała list otwarty do Dudy na łamach portalu braci Karnowskich, w którym bluzga na prezydenta z jej formacji. Jako że list przeszedł redakcję, więc nie ma zwykłych dla niej wpadek gramatyczno-interpunkcyjnych, ale za to możemy „podziwiać” niezborność intelektualną, luki w wiedzy, a w zasadzie poznać jej niewiedzę i tak naprawdę odhumanizowane emocje.

Pawłowicz chciałaby urządzić nieboszczykom generałom coś w rodzaju Norymbergi, bo nie było w procesie zbrodniarzy wojennych procedur odwoławczych. Nie trzyma się to żadnej logiki, bo po pierwsze w ustawie degradacyjnej nie było żadnej mowy o sądzeniu, a tylko o wyroku degradującym. Jakby też nie patrzył, Jaruzelskiego i Kiszczaka trudno byłoby podciągnąć pod jakąkolwiek interpretację terminu prawnego ludobójstwa, zdefiniowanego przez polskiego prawnika Rafała Lemkina. No i Pawłowicz odbiera prezydentowi prerogatywę weta, co nawet nie jest śmieszne.

Polecam zapoznania się z listem Pawłowicz, bo pokazuje jak marnej jest ona kondycji intelektualnej. Powstaje pytanie: jak doszło do tego, iż ktoś takiego żenującego pokroju umysłowego wykładał na uczelni?

Posłanka PiS Pawłowicz nadaje się tylko do obsługi bluzgów, do języka godnego podrzędnej knajpy, a nie do obecności w przestrzeni publicznej, acz dopuszczalnym jest, aby w śmigus-dyngus jako sikawkowa PiS lunęła na Dudę, bo temu się należy za wielokrotne złamanie Konstytucji.

Norman Davies o rzezi wołyńskiej: Ludobójstwo to kwestia polityczna. Selekcja: my jesteśmy ofiarami ludobójstwa, inni nie

z13977200Q,Norman-Davies

Prof. Norman Davies w TOK FM był przepytywany w kwestii rzezi wołyńskiej. Temacie do bólu bolesnym. Dla nas, ale – właśnie – nie tylko tak można patrzeć na to, co stało się w czasie II wojny światowej. Poniżej publikuję tę rozmowę:

Agnieszka Lichnerowicz: W polskim Sejmie wybuchła kolejna awantura o rocznicową uchwałę mającą uczcić ofiary rzezi wołyńskiej. Część posłów domaga się, aby jasno nazwać masakry Polaków ludobójstwem, i chce uchwalenia specjalnego dnia pamięci męczeństwa Kresowian.

Norman Davies, historyk, Uniwersytet Londyński: Cała ta awantura jest oczywiście niepotrzebna. Moim zdaniem należy patrzeć na tę sprawę z wielu perspektyw. Te masakry wołyńskie i galicyjskie, bo to nie obejmowało jedynie Wołynia, to część większego problemu. To nie jest prawda, że tylko Polacy byli ofiarami ataków i masakr. Na przykład kilka lat temu odbyła się wielka dyskusja dotycząca zbrodni w Jedwabnem. Dlaczego wtedy nie mówiło się o Wołyniu? Przecież to jest podobne zjawisko. Sąsiedzi, ludzie, którzy mieszkali obok siebie przez wiele lat, nagle napadają i okrutnie mordują.
Miałem w Londynie przyjaciela Ukraińca. On był ofiarą odwrotnej masakry, czyli Ukraińców przez grupę Polaków. Natomiast został uratowany przez Polaków, przez Armię Krajową, która wypędziła tę bandę. To jest bardzo skomplikowana historia. Nie wolno pozwolić na to, aby jedna strona miała pretensje, że jest jedyną ofiarą, i iść dalej w kierunku określenia „ludobójstwo”. Oczywiście Polacy byli ofiarami. To więcej niż masakra – to były czystki etniczne, których celem było przejęcie ziem zachodniej Ukrainy przez Ukraińców. Na początku II wojny światowej te ziemie były wielonarodowe: byli Polacy, byli Ukraińcy, byli Żydzi. Każda z tych grup przeżyła straszne rzeczy. Nie wolno wyjmować jednej z nich i mówić jedynie o jej krzywdach. Trzeba też połączyć to, co się działo na Wołyniu i Galicji Wschodniej, z tym, co się działo po wojnie, czyli operacją „Wisła” – czystkami etnicznymi prowadzonymi przez polski rząd przeciwko niewinnym Ukraińcom. W dużej mierze dotknęło to ludzi (np. Łemków), którzy nie bardzo czuli się Ukraińcami. To jest wszystko jeden problem.

Szef polskiego Instytutu Pamięci Narodowej uważa, że to nie usprawiedliwia ludobójstwa.

Jako historyk widzę, że każda grupa etniczna ma pewnych ludzi, którzy chcą, aby to oni zostali uznani za ofiary ludobójstwa. To zaczęło się prawie 100 lat temu. Ormianie wciąż walczą, aby uznano, że byli ofiarami ludobójstwa w trakcie I wojny. Co znaczy ludobójstwo? Kto je definiuje? To są kwestie polityczne. To jest selekcja ofiar: my jesteśmy ofiarami ludobójstwa, inni nie są. Tu jednak nie ma niewinnych grup. To był okres okropności, wypędzania, oczywiście przez mocarstwa, Trzecią Rzeszę i ZSRR. Każda grupa była ofiarą różnych okropności. Jednak mówienie wyłącznie o sobie jako ofiarach ludobójstwa jest polityczne.

Wielu Polaków boli, że Ukraińcy wznoszą pomniki takim ludziom jak Bandera. Politycy polscy podnoszą, że nie możemy patrzeć biernie, jak bohaterami stają się mordercy.

– Mój dobry przyjaciel z Polski pochodzi z tamtych stron. Jego ojciec był Polakiem, a matka Ukrainką. Część rodziny matki, czyli ta ukraińska, została wymordowana przez UPA. Czy polscy politycy mówią o tym, że UPA mordowała Ukraińców? Nie, to selekcja. Sztuczna selekcja dla celów politycznych, żeby móc powiedzieć „Naród polski był ofiarą”. UPA jako UPA miała swoje wspaniałe karty. Nie uznawała ani Hitlera, ani Stalina i próbowała walczyć na każdym froncie. Wojna rozpętała przemoc z różnych stron. Tak jak nie wszyscy Ukraińcy, tak jak nie wszyscy żołnierze UPA odpowiadali za zbrodnie. I nie tylko Polacy byli ofiarami.

Mamy spory z Litwinami o polską mniejszość. Z Ukrainą o przeszłość. Z Białorusią nie mamy, bo trudno mieć z nią spory, bo to autorytarnie rządzony kraj.

Stosunki polsko-ukraińskie były zamrożone przez cały okres sowiecki. Wówczas oficjalnie obowiązywało braterstwo, harmonia i przyjaźń między narodami słowiańskimi. Dopiero więc musimy się mierzyć z tymi sporami. Ja byłbym jednak za tym, żeby nie mówić selektywnie i próbować zrozumieć całościowo tamte wydarzenia: dlaczego tak było? Dlaczego tak się stało?

I nie tylko los Polaków, ale również Ukraińców i Żydów. Kresy Południowo-Wschodnie były przed wojną trójnarodowe: polsko-żydowsko-ukraińskie.

To jest pytanie z zakresu historii alternatywnej. Jednak to bardzo ciekawe pytanie. Spójrzmy na to, co się stało w Jugosławii w latach 90. Bardzo podobna historia: mordowali się sąsiedzi, Serbowie, Chorwaci i Bośniacy. Pytanie brzmi: czy gdyby nie było II wojny światowej, to czy na Kresach i tak doszłoby do takich okropności? To niewykluczone. Nie wolno szukać jednego winnego. Trzeba z pokorą przyjąć, że tak było, i starać się zrozumieć wszystkie czynniki.

*   *   *

W 2013 r. mija 70. rocznica masowych zbrodni popełnionych przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Kulminacja zbrodni nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały ok. 100 polskich miejscowości.

Dla polskich historyków tzw. rzeź wołyńska z lat 1943-44, która swoim zasięgiem objęła także tereny południowo-wschodnich województw II Rzeczypospolitej, była ludobójczą czystką etniczną, w której zginęło ponad 100 tys. ofiar (są też szacunki liczące ok. 120-130 tys. ofiar). Dla badaczy z Ukrainy zbrodnia ta była konsekwencją wojny Armii Krajowej z UPA, w której wzięła udział ludność cywilna. Ukraińcy podkreślają, że w czasie II wojny światowej obie strony popełniały zbrodnie wojenne, ponieważ polska partyzantka podejmowała akcje odwetowe. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym część ofiar zginęła z rąk UPA za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do sprawców rzezi.

Post Navigation