Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “o. Tadeusz Rydzyk”

Rydzyk prędzej, czy później skończy w pierdlu (powinien)

rydzyk broni pedofila

O. Tadeusz Rydzyk odwiedził w Sejmie swój nieformalny zespół parlamentarny (ds. walki z ateizacją), który pilnuje jego sojuszu z PiS.

Przyszedł bronić TV Trwam, bo każą mu płacić za multipleks cyfrowy, a on już chciałby nadawać. Ten chachmęt nie czytał warunków przetargu, iż dopiero od kwietnia przyszłego roku dostanie miejsce?

Wszak nie o to chodzi, ale mobilizację swoich ludzi. Musi ich trzymać w pogotowiu. A do tego zagraża jego racji bytu TV Republika, inny prawicowy kanał.

Poskarżył się Rydzyk na wielkość szmalu, który do tej pory zapłacił. I tu zdaje się jest clou jego wystąpienia. Na razie płaci, bo nie wszedł na multipleks, ale gdy się na nim Trwam znajdzie, żegnaj kaso dla państwa. takiego wała Rydzyk zapłaci.

Za poniższe słowa klecha powinien siedzieć. Nie wątpię, że skończy w pierdlu. Zapytał:

Czy to jest normalny kraj? Jak się nazywają tacy, którzy biorą pieniądze a nie dają?

I po chwili sam sobie odpowiedział na to pytanie:

Normalnie to jest złodziej! Niezależnie w jakim krawacie.

Należy mu się miejsce w pierdlu. Tam będzie miał mniszą celę i zakonną pryczę. A w każdym razie powinien.

Więcej pod tym linkiem.

Rydzyka owieczki w CSW klepały zdrowaśki

z14939608Q

O. Rydzyk zmusił swoje ogłupiałe owieczki, aby udały się po raz pierwszy w życiu na wystawę sztuki współczesnej. I to gdzie? Do polskiej Mekki plastyki, do Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim.

Ogłupiałe owieczki odwróciły głowy od obiektu, którym było eksponowane wideo i chwyciły za różańce, aby odklepać zdrowaśki.

Schizofrenia.

Pierwszy raz na wystawie i wzięły się owieczki za odczynianie egzorcyzmów. A działo się to przed słynną instalacją Jacka Markiewicza „Adoracja” – sprzed dwudziestu lat – na której obnażony artysta przytula się do średniowiecznego krucyfiksu.

Owieczki nawet kupiły bilety, więc miały prawo klepać zdrowaśki do zamknięcia sal wystawowych. „Intelektualnie” nadzorował akcję owieczek z kierdelu Rydzyka poseł PiS Andrzej Jaworski, co to stoi na czele zespołu parlamentarnego do walki z ateizacją kraju.

Chore do bólu.

Daje do powód do repulsji, aby jakiś polski odpowiednik Pussy Riot poszedł do kościoła przed ołtarz, gdy Rydzyk składa dłonie w piramidkę i pokazać mu kawałek ciała, a to zgrabną pierś, a nawet ogoloną cipkę. Niech chłop popatrzy, tyle jego, bo te owieczki odwróciły się od video.

Więcej pod tym linkiem.

Krótka recenzja biografii Tadeusza Rydzyka autorstwa Piotra Głuchowskiego i Jacka Hołuba – „Imperator”

Rydzyka

Umie słuchać, a nawet udawać przy tym głupiego. Szczególnie wobec polityków tak zagrywa. Wypuszcza jednego na drugiego i lubi sobie popatrzeć, jak się spierają. Z ojcem jest jak z alkoholikiem. Jak przychodzą wybory, to chce się zaangażować w popieranie czegoś. Potem, jak wybory się kończą, ogłasza, że to już ostatni raz, że następnym razem radio będzie absolutnie apolityczne, nikomu się nie da wrobić i wykorzystać.

Kim był pierwszy sponsor Radia Maryja? „Włoch. Przyjechał do Polski, to było jak Medjugorie w każdym mieście”. Nieznane fakty z życia o. Rydzyka

z14555959Q,Okladka-ksiazki--Imperator-

– Był kapłanem, który stwarzał niesamowitą atmosferę, ludzie go uwielbiali, kościoły pękały w szwach. Był otwarty, radosny – mówią znajomi młodego o. Rydzyka. To, jaki był, zupełnie nie pasuje do tego, kogo znamy z anteny Radia Maryja – dodają. Na czym polega fenomen jednego z najpopularniejszych duchownych w Polsce? Jak udało mu się stworzyć to niezwykłe imperium?

O tym opowiada książka „Imperator”, która trafi do księgarń 12 września. Dziś na portalach Gazeta.pl, Tokfm.pl i Wyborcza.pl publikujemy fragmenty książki.
Mały Tadzik – grzeczne, radosne dziecko
Jak przebiegało dzieciństwo małego Tadeuszka? Autorzy „Imperatora” dotarli do sąsiadów i znajomych z najmłodszych lat o. Rydzyka. Dzisiejszy szef Radia Maryja urodził się w 1945 roku w Olkuszu, wraz z rodzicami i czwórką rodzeństwa mieszkał na terenie tamtejszej fabryki-żywicielki. – Byli biedni, ale wtedy wszyscy byliśmy biedni, takie były czasy – mówi sąsiad z dzieciństwa. Z relacji znajomych Tadeuszek jawi się jako grzeczne, radosne dziecko. Jest jednak zawzięty, odważny. Czytamy między innymi o tym, że jako dziecko uciekł z domu i pojechał pociągiem do Warszawy, by w KC partii zgłosić, iż jego brat został niesprawiedliwie potraktowany w pracy.Jak relacjonują znajomi, mały Tadzik musiał czuć się napiętnowany, jego rodzice nie mieli ślubu. Mąż Stanisławy Rydzyk zmarł na wojnie. Mama przyszłego redemptorysty związała się później z Bronisławem Kordaszewskim, ojcem Tadeusza. Jednak para nigdy nie zalegalizowała związku, a Tadeusz nosił nazwisko matki. W kościele nie spotkało się to z aprobatą.- Wtedy u nas proboszczem był ksiądz Marchewka. On był niedobry, bo powinien to jakoś inaczej… a ten Tadeuszkowi robił przez to trudności, że on jest nieprawowity… proboszcz to potępiał. A co, Tadeusz był winny? – mówi znajomy ojca Rydzyka z dawnych lat. Sam o. Rydzyk o swoim tacie nie wspomina w ogóle.

Ksiądz, który przyciągał tłumy

Młody Tadeusz chciał się wyrwać z Olkusza. Chciał żyć inaczej niż rodziny robotnicze, które widział na co dzień. Wybrał zakon. I wtedy znów powrócił problem nieformalnego związku rodziców. Władzom redemptorystów to się nie podobało. W efekcie ojciec Tadeusza wyprowadził się z domu („Słyszałem, że błąkał się później to tu, to tam. Zmarł gdzieś na Śląsku” – relacjonują sąsiedzi). Pojawiła się jednak kolejna przeszkoda. Tadeusz nie był najlepszym uczniem, przełożeni zakonu mieli wątpliwości, czy przyjąć go w swoje szeregi. Zwyciężył jednak argument opiekuna Tadeusza: „Na co księdzu matematyka”? Tadeusz ostatecznie z pomocą innych księży zdał maturę.

I stał się uwielbianym przez młodzież kapłanem. Był postępowy technicznie i ideowo, spotykał się z młodzieżą przy ognisku, grał na gitarze, jeździł na wycieczki – wspominają osoby, które znały młodego o. Rydzyka. Z tego okresu zna go m.in. Jerzy Wenderlich, który grał w kościelnym zespole. – Był uśmiechnięty, żartujący… Wprowadzał do Kościoła coś nowego, łamał kanon klasycznej doktryny. Nie potrafię powiedzieć, skąd te szalone wypowiedzi potem – mówi polityk. Jak opowiada, na jego msze przychodziły tłumy, w kościele brakowało miejsca.

Gdy o. Rydzyk sprawował misję w Szczecinku, pokazał się jako świetny organizator, opozycjonista. Otwarta twarz Kościoła. – Po 13 grudnia nasze kontakty się urwały – mówi Antoni Troiński, były szef Klubu Inteligencji Katolickiej. – A potem, gdy ojciec Rydzyk wyjechał na Zachód i gdy wrócił, by zakładać radio – był już innym człowiekiem – dodał.

Mówił z ambony: Nie boję się tych, którzy nagrywają!

Autorzy poruszają także wątki kontaktów ze służbą bezpieczeństwa. Jak opisują, Tadeusz Rydzyk był namawiany do współpracy już na etapie wstępowania do zakonu. Zawsze stawiał sprawę jasno: Odmawiam. Jako młody ksiądz drukował ulotki o Katyniu, walczył ramię w ramię z uczniami liceum o wieszanie krzyży w klasach i z ambony mówił otwarcie: Nie boję się tych, którzy przychodzą tu i nagrywają! Jego środowisko było inwigilowane przez lata. Ksiądz Rydzyk umiał jednak zorganizować swoją pracę tak, by wyjeżdżać za granicę, redemptoryści wysyłali go np. na kursy językowe.

Jednak w 1986 ksiądz Rydzyk nie wrócił do kraju z pielgrzymki do Watykanu. Nikt nie wiedział, co się z nim stało (o tym okresie opowiada fragment, który dziś publikujemy na Gazeta.pl >>). Po sześciu miesiącach odwiedził znajomego księdza. Do kraju – wbrew decyzji zakonu – nie chciał wracać. Nie wyjawił też, co się z nim działo. Redemptoryści za nieposłuszeństwo nałożyli na niego karę suspensy, której o. Rydzyk zwyczajnie… nie odebrał.

Został ulokowany w klasztorze w Niemczech. Do Polski wraca po dwóch latach, składa podanie o paszport. I go dostaje.

Pierwszy sponsor

W Niemczech o. Rydzyk poznaje pierwszego głównego sponsora Radia Maryja, razem z nim zbiera fundusze. Nikt nie wróży sukcesu. M.in. dlatego – trochę przez przypadek – władze zakonu dają o. Rydzykowi wolną rękę (o tym, jak do tego doszło opowiada fragment opublikowany dziś przez Tokfm.pl). I wtedy rozpoczyna się budowa imperium.

Oto fragment książki:

**********************************

4. Początki radia. Eksplozja w starym sadzie

To była szansa na wzięcie mediów

Dziesięć kilometrów w linii prostej od Oberstaufen – szosą wokół pasma górskiego co najmniej trzy razy tyle – znajduje się nie mniej pięknie położona i również należąca do diecezji augsburskiej miejscowość Balderschwang. Jest czysto, cicho i pusto – na stałe mieszka tu ledwo kilkaset osób. Stoi kościół o strzelistej wieży, rośnie najstarsze w Niemczech drzewo – cis w wieku około dwóch tysięcy lat – i działa Radio Maria Internazional, stacja bardzo niepoprawna politycznie. Niemieckie media zarzucają jej emisję „ksenofobicznych i agresywnych” treści.

Ojciec Tadeusz Rydzyk biegle już włada niemieckim i bywa w rozgłośni. Poznaje radiową kuchnię. Z czasem przejmie od niemieckiej redakcji zarówno nazwę, jak i profil ideowy. Tymczasem Radio Maria nazwę zmieni. W połowie lat 90. augsburski biskup ordynariusz wymieni proboszcza odpowiedzialnego za program, a sama stacja nazwie się Radio Horeb i odtąd nie będzie już atakować imigrantów, niemieckiej lewicy, ruchu New Age ani zepsutych obyczajów. Skupi się na modlitwie, co ojciec Rydzyk odbierze jako kapitulację.

Po latach tak opowie o perypetiach bawarskich radiowców w sutannach:

– Zobaczyłem sytuację, która była wówczas w Niemczech. Zobaczyłem między innymi organizacje szkodzące Kościołowi i wpływ ideologii nowej lewicy. To nie tylko nowa lewica. Nurt socjalizmu ciągnie się od dawna, żeby to zrozumieć, trzeba poznać historię. Zobaczyłem New Age, kult szatana, to wszystko, co było określane mianem „nowoczesności”. Z niepokojem patrzyłem, dokąd ci ludzie idą i jak giną w tej nowej ideologii.

Lata 90. – dekada, w której zrodzi się potęga Radia Maryja – faktycznie nadchodzą razem ze wszystkimi nowymi zagrożeniami, które Jan Paweł II określi w encyklikach „Veritatis splendor” i „Evangelium vitae” mianem cywilizacji śmierci.

Tadeusz Rydzyk – ze swego posterunku w Niemczech – widzi to lepiej niż jakikolwiek ksiądz w Polsce. Rodacy są jednak w innym punkcie i czym innym mają zaprzątnięte głowy. Właśnie obalają komunę.

Lech Wałęsa z Matką Boską w klapie wprowadza do parlamentu drużynę „Solidarności”.

Wchodzi w życie ustawa o stosunku państwa do Kościoła gwarantująca wolność wyznania, sprawowania kultu, pielgrzymowania, druku prasy, nadawania katolickich audycji za pomocą własnych radiostacji itd.

Dzień Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny staje się dniem wolnym od pracy.

Pierwszym niekomunistycznym premierem zostaje Tadeusz Mazowiecki, współzałożyciel warszawskiego KIK-u i katolickiego miesięcznika „Więź”, częsty gość przykościelnych sal wykładowych, mąż zaufania podczas słynnej głodówki polskich dysydentów w stołecznym kościele Św. Marcina w 1977 roku.

Księża święcą sztandary wojska i milicji przekształcającej się właśnie w policję.

Komunistycznych i sowieckich patronów ulic zastępują zasłużeni w historii księża, z kardynałem Stefanem Wyszyńskim na czele.

Państwowa telewizja i radio transmitują msze święte.

Episkopat Polski popiera te wszystkie zmiany, księża tłumaczą z ambon, że przejście od realsocjalizmu do gospodarki rynkowej wymaga wyrzeczeń, ale kierunek, w którym kraj zmierza, jest słuszny.

Tadeusz Rydzyk patrzy na to wszystko inaczej.

– Niemieckie złe doświadczenie z nowoczesnością to jest bardzo istotny element światopoglądu ojca Rydzyka – opowiada nam dalej Andrzej Tyc. – On właściwie nie ma poglądów politycznych. Z czasów, gdy byliśmy sobie bliscy, nie pamiętam ani jednego zdania wyrażającego opinię o polityce. Natomiast lęk przed cywilizacją nowoczesnego Zachodu – to owszem. Trafił na Zachód w okresie ciężkiego kryzysu duchowego, ideowego, kiedy kościoły pustoszały na potęgę. To wzbudziło jego przerażenie. Stąd ta jego późniejsza wrogość do liberalizmu i Unii Europejskiej. On tego nie ukrywa.

* *

W początkach roku 1990 ojciec Tadeusz ma już ideę radia, ma niemiecki wzór i wiedzę, jak to się robi. Nie ma jeszcze pieniędzy. I wtedy pojawia się na jego drodze pierwszy poważny sponsor: Angelo Iwano Pietrobelli.

Istnieją dwie wersje tego spotkania. Według autorów „Fenomenu…” ojciec Tadeusz natknął się na Pietrobellego w trakcie jednej z pielgrzymek do Medjugorie.

Nawrócony Włoch, do niedawna konsul w Niemczech, sprzedawał w pobliżu wybudowanego właśnie kościoła książki i teksty wygłoszonych w tym miejscu mistycznych orędzi. Ojciec Rydzyk podszedł, przedstawił się jako Polak, zaczęła się rozmowa po niemiecku. Pietrobelli opowiedział o planach przewożenia przez granicę ZSRR egzemplarzy Pisma Świętego w ramach akcji „Biblie dla Rosji”. Dodatkowo można by wydać – i zawieźć na wschód – którąś z wielu ilustrowanych książek o tutejszych objawieniach. Trzeba ją tylko przetłumaczyć na języki bloku wschodniego. „Po kilku spotkaniach polski redemptorysta został partnerem Pietrobellego w interesach – piszą Piskała i Potkaj. – Na wydawnictwach z Medjugorie można było w tym czasie zarobić całkiem duże pieniądze”.

Sam ojciec Rydzyk w rozmowie „Życie jest ciekawe” przedstawia pierwsze spotkanie z przyszłym sponsorem nieco inaczej – odbywa się ono w Niemczech, nieco wcześniej, gdy Pietrobelli pracuje jeszcze w konsulacie.

Ojciec Tadeusz wchodzi do eleganckiego pokoju, przedstawia się po niemiecku.

Pietrobelli jest uradowany.

– Ja się modlę od dłuższego czasu o polskiego księdza, bo chodzi o przetłumaczenie na polski pewnej książki o Maryi Królowej Pokoju – mówi.

– Dobrze, pomogę panu – zapewnia polski gość.

– To się pomódlmy – proponuje konsul.

– Byłem zdumiony, tu tylu interesantów, a my mamy się modlić – wspomina po latach zakonnik. – Ale z drugiej strony powiedziałem sobie, jeśli on klęknie tutaj na środku konsulatu, to ja też klęknę razem z nim, żeby go nie zgorszyć, bo ja jestem księdzem, i to polskim księdzem. Muszę tego świeckiego podtrzymywać na duchu. Ale on nie klęknął, stanął w kąciku i pomodlił się, pomodliliśmy się razem, bardzo dyskretnie.

Po kilku spotkaniach redemptorysta zaprasza Włocha do Polski. Pokazuje gościowi Kraków: Wawel, Bazylikę Mariacką, Nową Hutę i tamtejszy kościół Arka Pana. Angelo Iwano jest pod wrażeniem. Nazajutrz jadą do Oświęcimia zobaczyć obóz Auschwitz-Birkenau. Ksiądz Rydzyk zabiera Pietrobellego do wnętrza baraków i krematorium, a ten przeżywa szok.

Później zwiedzają jeszcze Wadowice z obowiązkowym punktem programu: domem Ojca Świętego. Angelo ze zdziwieniem ogląda oblegane konfesjonały.

– Tu się ludzie spowiadają?

– Tak, oczywiście, to nie jest muzeum – odpowiada z uśmiechem ksiądz Rydzyk.

W wywiadzie rzece tak wspomina kolejne dni z Włochem: „Poszliśmy na nowennę u ojców redemptorystów w Krakowie i on zobaczył, że tu ludzie klęczą. Sam też klęknął na oba kolana i powiedział: » Boże, tu wszędzie w Polsce jest Medjugorie! «”.

Przed wyjazdem wzruszony Pietrobelli trafia – wraz z zakonnikiem – na audiencję u arcybiskupa, metropolity krakowskiego.

– Opowiadał mi o jej przebiegu sam kardynał Macharski – wspomina w rozmowie z nami ksiądz Kazimierz Sowa, dziennikarz i publicysta katolicki. – Staliśmy z kardynałem w Krakowie, w tej sali ze słynnym papieskim oknem, i on mówi do mnie: „A wiesz, Kazimierz, muszę ci opowiedzieć pewną historię. W 1990 roku przyjechał do mnie jakiś zakonnik z takim elegancko wyglądającym człowiekiem. I oni powiedzieli, że założą radio katolickie w Krakowie. Radio Maryja. To był ojciec Rydzyk. On mi tak opowiadał o tym radiu, jakie ono będzie fantastyczne, że będzie go słuchała cała Polska, że z Krakowa i tak dalej. I ja sobie wtedy pomyślałem – opowiada mi dalej kardynał Macharski – oj, oj, ojczulku… w Krakowie tego nie założysz. Ale grzecznie odpowiedziałem: – Proszę ojca, świetny pomysł, lecz niestety, my już postanowiliśmy, że będzie tu robione inne radio. Nasze, diecezjalne, Radio Mariackie. I dlatego, hmmm… błogosławię dobrym zamiarom, ale nie tu”.

„Z Krakowa pojechaliśmy jeszcze do Warszawy – wspomina dalej ojciec Tadeusz w wywiadzie (na temat spotkania u kardynała – ani słowa). – Odwiedziliśmy Muzeum Księdza Jerzego Popiełuszki, a później… do Częstochowy. W Częstochowie Angelo to już szedł na kolanach wokół ołtarza.

– Proszę ojca, dlaczego ojciec nie zrobi swojego Radia Maryja? – pyta konsul. – Jest taki ksiądz we Włoszech…

– Wiem, że jest – przerywa ojciec Rydzyk.

– No to niech ojciec podejmie inicjatywę, ja pomogę.

– Brak mi ludzi, pieniędzy, środków, pozwoleń… Nic nie mam.

– A gdybym pomógł?

– Spróbowałbym”.

„Ksiądz we Włoszech”, o którym mówi Pietrobelli, a o którym ojciec Tadeusz wie, to Don Mario Galbiati, twórca Radia Maria z lombardzkiego miasteczka Arcellasco d’Erba (nie mylić z niemieckim Radiem Maria Internazional).

* *

Północny kraniec Włoch. Miejscowość większa od Balderschwangu, ale w jakimś stopniu podobna: wysoka wieża kościoła, choć nie tak zaostrzona jak niemiecka, wokół niej schludne domy. Dalej – na horyzoncie – nagie szczyty Alp. Tyle że teraz widziane od południowej strony Między skałami zielone doliny, pola uprawne i jeszcze mniejsze osady.

Don Mario – dobroduszny małomiasteczkowy ksiądz – pierwszą antenę zainstalował własnoręcznie na kościelnej wieży z myślą o dotarciu do tych właśnie zagubionych wioseczek. W połowie lat 80. nadawał audycje na teren Lombardii, potem na północne Włochy, wreszcie na cały kraj. Utrzymywał się z datków słuchaczy, których przybywało: najpierw w Italii, później w całej Europie, Azji i Ameryce. Narodziła się Światowa Rodzina Radia Maryja – z czasem stowarzyszenie ponad czterdziestu wielojęzycznych nadawców emitujących audycje religijne z tysiąca pięciuset nadajników.

Gdy ojciec Tadeusz przybywa do Arcellasco d’Erba i wykłada Galbiatiemu swe radiowe plany, dzieląc się obawami, ten – roześmiany – poklepuje go i mówi:

– Czego się boisz?! Pamiętaj, to nie ma być Radio Tadeusz, tylko Maryja. Ona cię poprowadzi!

– Już więcej się nie odezwałem – wspomni wiele lat później Ojciec Dyrektor. – Don Mario to był fantastyczny człowiek! Ale został odsunięty od tego radia… Przeróżne sprawy dokonują się, kiedy się służy sprawom Bożym i Maryi. Diabeł z tego powodu może bardzo szaleć i będzie się mścił. Jestem przekonany, że w jego przypadku tak się stało.

Galbiati – rzeczywiście – wkrótce traci władzę w maryjnej rodzinie na rzecz księdza Livio Fanzagi – znienawidzonego przez włoską lewicę przeciwnika związków partnerskich i zapłodnienia in vitro oraz tropiciela satanistycznych spisków, który po wyborze „czerwonego” Massimo d’Alemy na premiera Italii (1998) dziwić się będzie – i to publicznie – jak można powierzać taki urząd niekatolikowi.

Znając późniejszą publicystykę Radia Maryja, można by sądzić, że ojcu Tadeuszowi i księdzu Livio powinno być po drodze – jest jednak inaczej. Polskie Radio Maryja nie należy do członków Światowej Rodziny RM. Ojciec Dyrektor nazbyt ceni sobie niezależność, także od ludzi o podobnych poglądach.

* *

Jeszcze w trakcie wizyty w Arcellasco d’Erba (lub w drodze) Pietrobelli proponuje ojcu Tadeuszowi wypad na północ – za szwajcarską granicę. Szwajcarzy wymagają wizy, ksiądz Rydzyk jej nie ma, ale Angelo Iwano jest dobrej myśli.

– Będziemy się modlić za zmarłych celników i wszystkich zmarłych, którzy pracowali w służbach granicznych, oni nam pomogą przejechać.

Modlitwa najwidoczniej pomaga, bo ani włoscy, ani szwajcarscy pogranicznicy nie kontrolują jadącej samochodem pary mężczyzn. Ksiądz i dyplomata przyjeżdżają do miejscowości Martini w tzw. Szwajcarii Francuskiej. Tam spotykają się ze znajomą Pietrobellego, zamożną damą w średnim wieku, Rozą Winter.

Jadą we trójkę na samochodową przejażdżkę, po drodze rozmawiają o cudach boskich, Eucharystii i sakramencie spowiedzi. Pani Winter proponuje wspólne spotkanie z ciekawą osobą, o której mówi jako o kimś mającym za sobą „doświadczenia mistyczne”. Ojciec Tadeusz jest nastawiony sceptycznie.

– Ja nie chcę niczego więcej, ja mam Ewangelię (…), skąd mogłem wiedzieć, czy te sprawy pochodzą od Pana Boga? – wspomina później swe refleksje z tamtego dnia. Ale ostatecznie, po naleganiach Rozy Winter, zgadza się na spotkanie z „mistyczką”. Krótko po nim dostaje od pani Rozy 10 tysięcy franków „na założenie radia”.

Okazuje się, że doświadczona mistycznie Szwajcarka w nadprzyrodzony sposób „sprawdziła wiarygodność” Polaka i test wypadł pomyślnie. Obie kobiety ogłaszają swoim przyjaciołom: ojciec Tadeusz Rydzyk chce robić Radio Maryja w Polsce. Jest ono potrzebne i na ten cel potrzebne są pieniądze!

Pieniądze i zgoda polskiego prowincjała redemptorystów, którym – co za zrządzenie Opatrzności – zostaje właśnie stary przyjaciel z Olkusza ojciec Leszek Gajda.

Kończy się z wolna rok 1990. W Polsce Lech Wałęsa stara się o prezydenturę, na granicy niemiecko-enerdowskiej ludzie przewracają mur. W Oberstaufen – skąd bliżej do Morza Śródziemnego niż do Berlina – spokój i cisza. Obaj współbracia – prowincjał i prosty ksiądz – siedzą przy oknie. Za szybą widok na śnieżne szczyty. Ojciec Rydzyk długo zabiera się do wyłuszczenia, o co mu właściwie chodzi. Najpierw opowiada przełożonemu o kaprysach tutejszej pogody, o regionalnym jedzeniu i rozgrywanych w tej okolicy zawodach narciarskich. Gdy kończą ugotowany i podany przez zakonnice obiad, ojciec Tadeusz uznaje, że już czas.

– Leszku! Jesteśmy kolegami, ale ty jesteś moim prowincjałem, przełożonym. Zatem ojcze Prowincjale, ja mam pewną ideę. Proszę nie mówić „nie”. Jeżeli to nawet ojca zaskoczy, proszę nie powiedzieć od razu „nie”! – zaczyna w podniosłym stylu. – Może Ojciec Prowincjał milczeć, przecież można milczeć. Ja bym prosił o to milczenie, żeby tylko ojciec nie powiedział „nie”. A po pewnym czasie, to może będzie takie rozwiązanie, o którym marzę!

Prowincjał słucha opowieści o nowym katolickim radiu nadającym na całą Polskę i rzeczywiście milczy. Jest zaskoczony pomysłem.

Ostatecznie jednak nie tylko da swemu koledze zgodę, ale i całkowicie wolną rękę. Przyszły Ojciec Dyrektor pilnuje, by nie popełnić „błędu”, który już przysparza kłopotów, a wkrótce pogrzebie niemieckie Radio Maria Internazional z Balderschwangu. Nie chce, aby jego dziecko było instytucją zakonną czy diecezjalną – a on pracownikiem, choćby na etacie szefa. To będzie całkowicie autorskie przedsięwzięcie.

Akt założycielski toruńskiego radia podpisany przez prowincjała Gajdę mieści się na jednej stronie formatu A4 i głosi:

„Przełożony Warszawskiej Prowincji Redemptorystów (…) niniejszym eryguje katolicką rozgłośnię RADIO MARYJA zlokalizowaną w Toruniu. (…) Dyrektorem Radia Maryja mianuję o. Tadeusza Rydzyka, który będzie także pełnomocnikiem Prowincjała upoważnionym do samodzielnego działania i zaciągania zobowiązań w sprawach dotyczących rozgłośni Radio Maryja. Równocześnie wyrażam zgodę, aby Radio Maryja jako jednostka organizacyjnie wyodrębniona (…) była odrębnym podmiotem podatkowym”.

– Świętej pamięci ojciec Gajda później tłumaczył, że wydał takie pozwolenie, bo myślał, że to radio upadnie – wspomina ksiądz redemptorysta. – Gdyby wiedział, co się później stanie, ująłby to w jakieś ramy. A wtedy nie wiadomo, czy ojciec Rydzyk chciałby to ciągnąć.

Ojciec prowincjał myślał, że to będzie lokalna stacyjka, więc nie określił nawet zakresu działania. I przez to Radio Maryja zaczęło wymykać się spod kontroli. Ojciec Rydzyk robił swoje, a wszyscy myśleli, że działa z poparciem władz zakonnych. Tymczasem to było co najwyżej przyzwolenie.

**********************************

Droga na szczyt

Na kolejnych stronach Głuchowski i Hołub opisują długą drogę na szczyt – zbieranie funduszy, flirty z politykami, którzy mają znaczenie – od Lecha Wałęsy do Lecha Kaczyńskiego. Ujawniają szczegóły słynnych pieniędzy na Stocznie, sprawy ponad 200 tys. zł, które ktoś rzekomo ukradł z domu jednej z słuchaczek, kulisy przyjaźni z Janem Kobylańskim, walkę słuchaczy z prokuraturą, która bezskutecznie chciała przesłuchać księdza I walkę z politykami i członkami KRRiT o koncesje i tereny na działalność.

Autorzy obalają mity, krążące o kontrowersyjnym duchownym. O. Rydzyk nigdy nie jeździł maybachem, nie opływa w luksusy – jego pensja to zaledwie 1,5 tys. zł, a mieszkanie to skromna cela w klasztorze. W podróży oszczędza nawet na jedzeniu. Zbiera dużo pieniędzy, ale nie dla siebie. Na swoje misje.

I starają się znaleźć odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań: jakie jest miejsce o. Tadeusza Rydzyka w Kościele? Ilu wysokich rangą duchownych to zwolennicy radia Maryja? Dlaczego jego głos jest tak silny, podczas gdy innym zamyka się usta?

Źródło: TOK FM

Rydzyk żre trawę

a-spaślak

Spaślaczek Rydzyk musi żreć trawę, bo w jego gazecie „Nasz Dziennik” ukazał się taki oto tytuł: „Tusk jak Kim Ir Sen”. Poniżej publikuję ten przemysł nienawiści i pogardy, wcześniej fotkę, która zaczyna ten artykulik.

a-nienawiść do Polski

Jak trzeba nienawidzić Polski, Polaków i bliźniego, wie tylko o. Rydzyk, który jest z najgorszego kręgu piekła.

Oto ten artykulik hańby Rydzyka, podany wprost ze smażalni Lucyfera:

Związkowcy szykują Donaldowi Tuskowi niespodziankę. We wrześniu pod kancelarią premiera stanie wielki, styropianowy i pozłacany pomnik w stylu Kim Ir Sena.

– To dość konkretna, teatralna produkcja – zapowiadają organizatorzy. Zanim do tego dojdzie, na najbliższy czwartek zaplanowano kolejne spotkanie Międzyzwiązkowego Sztabu Protestacyjnego. Wtedy mają zapaść precyzyjne decyzje w związku z planowanym przebiegiem wrześniowych protestów.

9 września w siedzibie OPZZ odbędzie się śniadanie prasowe, podczas którego zostanie przedstawiony szczegółowy harmonogram wydarzeń, jakie rozegrają się od 11 do 14 września w stolicy. Pewne szczegóły są już jednak znane. Podczas pierwszego dnia protestu, 11września, mają się odbyć branżowe demonstracje przed sześcioma resortami.

– Będziemy m.in. przed ministerstwami gospodarki, pracy, skarbu, zdrowia – wylicza Marek Lewandowski, rzecznik prasowy NSZZ „Solidarność”.

Debaty z ekspertami

W drugim dniu protestu w obozowisku przed Sejmem zaplanowano cykl spotkań i debat merytorycznych na temat postulatów związkowców m.in. z udziałem ekspertów.

Ich lista nie jest jeszcze do końca ustalona. – Na pewno będziemy mówić o polityce przemysłowej, społecznej, służbie zdrowia. To wszystko będzie dotyczyło naszych najważniejszych postulatów, choć chcemy, by nasi eksperci również krytycznym okiem spojrzeli na nasze postulaty, które są już znane – zapewnia Lewandowski.

Trzeci dzień, piątek, ma mieć otwartą formułę prześmiewczego Hyde Parku i wydarzeń ulicznych. To właśnie wtedy związkowcy podziękują premierowi za jego dotychczasowe rządy.

– Mamy pewną niespodziankę, o której nie mogę opowiedzieć, ponieważ ma być to zaskoczenie –zapowiada Lewandowski, nie chcąc ujawnić szczegółów.

„Nasz Dziennik” dowiedział się, że premier w szczególny sposób zostanie uczczony pod budynkiem kancelarii premiera, niczym koreański satrapa. Pozłacany monument ze styropianu ma przypominać odlew ze złota. Na jego cokole zostanie umieszczony napis: „Premierowi –Rodacy”. Podczas żałobno-pompatycznej uroczystości związkowcy „podziękują” Donaldowi Tuskowi za umowy śmieciowe, podwyższenie wieku emerytalnego i inne niekorzystne zmiany, do jakich doszło w czasie rządów koalicji PO – PSL.

Na koniec postument zostanie zapakowany na wózek elektryczny i wywieziony w miejsce, gdzie pozostanie na dłużej.

W piątek, w ostatnim dniu obrad Sejmu, związkowcy będą gromadzić się wokół jego gmachu. –Nie będziemy robić tym razem żadnej blokady, ale będzie ciasno – zapewnia rzecznik „Solidarności”. Dzień później – w sobotę, 14września – przez Warszawę przejdą trzy manifestacje. Ludzie, którzy w piątek zgromadzą się przed Sejmem, mają zamiar przeczekać tam noc i wziąć udział w manifestacji. W sobotę protestujący wyruszą ze Stadionu Narodowego, z placu Defilad i skweru sprzed Sejmu, gdzie wcześniej przez trzy dni będą trwały protesty związkowców. Potem wspólnie przejdą Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem na plac Zamkowy. Tam zaplanowano finał akcji i kulminację protestu.

Protest organizują NSZZ „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych. Ale wezmą w nim udział inne stowarzyszenia i organizacje, w tym rolnicy. – Już zapowiedzieli swój masowy przyjazd do Warszawy. Oczekiwanie zmiany tego rządu jest powszechne – tłumaczy Marek Lewandowski.

W lipcu centrale związkowe powołały Międzyzwiązkowy Krajowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy mający koordynować zaplanowane na wrzesień protesty. Głównym postulatem będzie zmiana Konstytucji w części odnoszącej się do referendów krajowych i samej ustawy dotyczącej referendów. Wspólna akcja będzie przebiegała pod hasłem „Dość lekceważenia społeczeństwa – Ogólnopolskie dni protestu”. To przede wszystkim protest w związku z fikcyjnym – jak mówił w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Piotr Duda – traktowaniem przez rząd dialogu społecznego i absolutnym brakiem woli kompromisu ze strony obecnej władzy.

Radio Maryja w ataku na ks. Adama Bonieckiego

boniecki-a

Radio Maryja zaatakowało ks. Adama Bonieckiego za udział w Przystanku Woodstock.

Ale jak zrobili to przemyślnie, pokrętnie, manipulancko, jak zwykł to robić Rydzyk. Otóż zaatakowany został za sprzyjanie profanacji krzyża, agresji wobec osób wierzących i promowanie antykoncepcji na Woodstocku.

News o Bonieckim został podany w RM, gdy poinformowano o „nasilających się atakach na Kościół katolicki w Polsce” i zniszczeniu muralu z wizerunkiem Jana Pawła II w Krakowie. Czyli Boniecki temu sprzyja.

Jak takie chamstwo nazwać, bo nie wystarczy tylko takie określenie?

Do profanacji krzyża, agresji wobec osób wierzących, promowania antykoncepcji dochodzi również na Przystanku Woodstock. Niestety, działaniom tym sprzyjają niektórzy duchowni, m.in. ksiądz Adam Boniecki

– mówiła spikerka Radia Maryja w serwisie informacyjnym o północy w nocy z soboty na niedzielę.

Podczas spotkania z uczestnikami Przystanku Woodstock powiedział on, i tu cytat: „Róbta, co chceta. Kościół powinien być jak arka Noego, w którym każdego zwierza jest po parze i dla każdego jest miejsce”. Jednocześnie jeszcze raz przypomniał o swojej sympatii dla Adama Darskiego, zadeklarowanego satanisty, oskarżonego o publiczne zbezczeszczenie Pisma Świętego. Po raz kolejny bronił Nergala i mówił o jego religijnej nieszkodliwości.

Czyli gnidy z Radia Maryja zachowują się, jak dojrzałe wszy.

Więcej o tym wyczynie RM na blogu Głos Rydzyka

Krętacz Rydzyk nie chce płacić

O--Tadeusz-Rydzyk

O. Tadeusz Rydzyk znowu wykręca się od płacenia szmalu za swoje winy. Jan Dworak, szef KRRiT, nałożył w zeszłym roku na Warszawską Prowincję Redemptorystów, nadawcę Radia Maryja. Stacja Tadeusza Rydzyka została ukarana za emisję 3 i 4 grudnia 2011 r. ukrytych przekazów reklamowych w czasie transmitowania obchodów XX-lecia Radia Maryja – informuje serwis Wirtualnemedia.pl.

Podczas obchodów reklamowano Telewizję Trwam, sieć telefonii komórkowej W Naszej Rodzinie, SKOK Stefczyka oraz Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej. KRRiT nałożył karę w wysokości 20 tys. zł. Nie jest to w mediach duża kwota. Rydzyk oczywiście nie zapłaci, ale odwołał się do sądu. Właśnie sąd przyznał rację Dworakowi.

Kto uiści grzywnę za Rydzyka? Przecież krętacz nie popuści. Można sobie wyobrazić, jakie będą trudności ze ściągalnością za multipleks cyfrowy. A kwoty będą niebagatelne, bo dochodzące rocznie do 10 mln zł. Przecież ten krętacz nie będzie płacił, państwo zechce robić w ciula.

Wojna: TV Republika kontra Rydzyk

new

W nowym „Newsweeku” pisze Michał Krzymowski:

Wojna na prawicy trwa już trzeci miesiąc i jest tak zażarta, że zaczyna dzielić PiS. Dlaczego ojciec Rydzyk wojuje z „Gazetą Polską”? Powód jest ważny – telewizja. Założenie konkurencyjnej telewizji zostało w Toruniu uznane za casus belli.

Człowiek związany z wydawnictwem „Gazety Polskiej”:

Ojciec Rydzyk dostał multipleks, zdobył finansowanie SKOK-ów. A to przecież nie koniec, bo do Telewizji Trwam podobno mają wejść bracia Karnowscy. Jak tak dalej pójdzie, wykończą nas.

Konkludując:

Jak dalej potoczy się konflikt między o. Rydzykiem a Republiką? Na razie nic nie wskazuje, by telewizja Sakiewicza była w stanie zagrozić pozycji toruńskiego imperium. Osoby zbliżone do Republiki przebąkują zresztą, że jak tak dalej pójdzie, to stacja zostanie odsprzedana Solorzowi, który na wypadek rządów PiS może szukać politycznej osłony dla swoich interesów.

Kaczyński boi się Rydzyka i Biereckiego

Maryja

Jarosław Kaczyński patrzy nieufnie na sojusz o. Tadeusza Rydzyka z Grzegorzem Biereckim pisze w „Rzeczpospolitej” Andrzej Stankiewicz:

W PiS także panuje radość, z tym że podszyta obawą. Bo ani prezes Jarosław Kaczyński, ani nikt inny z PiS nie znał – i nie zna – kulisów negocjacji między Rydzykiem a Biereckim. Dlatego też – wedle naszych informacji – Kaczyński nieufnie patrzy na ten sojusz. Lider PiS od dłuższego czasu bacznie przygląda się działalności Biereckiego na rynku mediów i jego rosnącym ambicjom politycznym. Choć Bierecki jest formalnie senatorem PiS, to polityczny nadzór nad nim jest fikcją.

O promesie kredytowej SKOK dla TV Trwam:

Ale tym razem Rydzyk wyciągnął wnioski z poprzedniego starcia, gdy KRRiT odmówiła mu koncesji. Dlatego dołączył wspomniany dokument – promesę kredytową na 15 mln złotych sygnowaną przez SKOK Stefczyka, najpotężniejszą spółdzielczą kasę oszczędnościowo-kredytową w Polsce, założoną przez senatora PiS Grzegorza Biereckiego.

Kim jest Bierecki:

To twardy gracz, który w swych decyzjach nie kieruje się dyrektywami z centrali partii przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Jeśli jest w tej chwili w obozie PiS polityk, który mógłby realnie zagrozić Kaczyńskiemu, to na pewno jest nim Bierecki, który ma bardzo dobre kontakty wśród działaczy PiS. Metodę budowania politycznych wpływów ma może niezbyt efektowną, ale niebywale skuteczną – daje politykom pracę albo też sponsoruje za pośrednictwem SKOK rozmaite imprezy w ich okręgach wyborczych. W SKOK pracował m.in. Maciej Łopiński, dziś poseł PiS, a wcześniej szef gabinetu prezydenta Kaczyńskiego, zatrudnienie w wydawanej przez SKOK „Gazecie Bankowej” znalazła także żona Zbigniewa Ziobry. Bo Bierecki – tak jak Rydzyk – utrzymuje dobre relacje i z PiS, i z Solidarną Polską. Jak twierdzą nasi rozmówcy, obaj wielkiej wiary już w Ziobrę nie mają, ale nie jest w ich interesie bezalternatywne stawianie na Kaczyńskiego.

Stankiewicz cytuje prezesa PiS, Kaczyńskiego, o Radiu Maryja z 1998 roku:

W wywiadzie dla „Gazety Polskiej” opublikowanym 29 kwietnia 1998 r. Kaczyński tak mówił o Radiu Maryja: „Nie mam wątpliwości co do tego, że po naszej stronie działają aktywnie rosyjskie służby specjalne. Radio Maryja jest dziś głęboko antyzachodnie, niechętnie nastawione do hierarchii kościelnej, prorosyjskie, wcale nie nieżyczliwe PRL. Ma nadajnik na Uralu. W Rosji panuje wprawdzie bałagan, ale niektórych rzeczy tam jednak pilnują dość dobrze”.

Nasz Dziennik o Facebooku: Homobook

Homobook

„Nasz Dziennik”, organ o. Rydzyka, zauważa, że Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka, oraz pracownicy tego serwisu jawnie wspierają homoseksualizm. Homoparadę w San Francisco wsparło aż 700 pracowników Facebooka.

Z fałszywą troską pyta w tytule: Homobook czy Facebook?

Facebook stworzył na paradę specjalne symbole, jak choćby powszechnie rozpoznawalny znak „like” z tęczową obrączką, który w jasny sposób ukazuje identyfikację portalu z lobby homoseksualnym.

Nikt nie wie, jakie orientacji seksualnej jest o. Rydzyk. Każdy jakiejś jest, a celibat to kłamstwo skierowane przeciw naturze. Wielu kapłanów jest homoseksualistami. Czego w „Naszym Dzienniku” nie chcą zauważyć. Jeszcze gorszym jest, iż wielu duchownych dopuszcza się przestępstwa pedofilii. Tego w organie o. Rydzyka w ogóle się nie zauważają, co jest jawnym fałszem.

Post Navigation