Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “ObserwatorXY‏”

Dudzie mówimy nie

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

Holtei

Dzień doberek.

Proboszcz parafii w Brzeźnie Lęborskim zaprosił do odprawiania rekolekcji księdza Wincentego Pawłowicza, skazanego za molestowanie ministrantów. Zawiadamiamy o tym prokuraturę. I apelujemy do Episkopatu: nie pozwólcie, by to się powtórzyło!

Jak wykazało śledztwo OKO.press, ksiądz Wincenty Pawłowicz, skazany w 2003 r. za molestowanie chłopców we wsi pod Łowiczem, po wyjściu z więzienia, w 2006 r. został proboszczem w Krasosiłce pod Odessą na Ukrainie. Odprawiał tam msze w kilku parafiach, miał ministrantów, a z jednym z nich wyjechał nawet na wycieczkę do Włoch.

Według informacji, które uzyskaliśmy od mieszkańców Krasnosiłki, ks. Pawłowicz w 2017 r. wrócił do Polski. Nie wiemy, gdzie teraz przebywa. Zapytaliśmy o to kurię łowicką i odesko-symferopolską, ale od ponad tygodnia nie udzieliły nam żadnej odpowiedzi.

Wiemy jednak, że ks. Pawłowicz od 7 do 10 grudnia 2017 r. prowadził rekolekcje adwentowe w parafii Świętych Apostołów Piotra…

View original post 5 411 słów więcej

Repolonizacja, czyli dać swoim pisolubnym

Jarosław Kaczyński od dawna nie ukrywa, że chciałby wreszcie rozwiązać problem z prywatnymi, niezależnymi od rządu, mediami. Marzy mu się model węgierski, bo przecież w jego Polsce nie ma miejsca dla tych, którzy oceniają rządy PiS krytycznie i patrzą tej partii na ręce.

Po porażce wyborczej w miastach, Krystyna Pawłowicz napisała na Twitterze, że „teraz jednak CZAS NA MEDIA!  Moim zd. OPCJA ZERO na rynku RTV! Odbudowa przez WYGASZENiE WSZYSTKICH wydanych KONCESJI rtv i budowa rynku na zasadach UE,takich,jak obowiązują np w Niemczech Repolonizacja i ucywilizowanie ! Dość zewn partii TVN czy onet!” i już wczoraj wieczorem podano informację, że na sprzedaż ma pójść Radio ZET.

https://twitter.com/PSzubartowicz/status/1055903212329406470

Radio ZET, według badania Radio Track w III kwartale br. miało 12,3 %. udziału w rynku słuchalności (inne stacje z grupy – Antyradio – 2,1%, Meloradio – 0,9%, a Chillizet – 0,3%), a według badania Gemius/PBI w sierpniu br. serwis RadioZET.pl zanotował 4,34 mln realnych użytkowników i 29,33 mln odsłon (Antyradio.pl – 1,48 mln użytkowników i 6,31 mln odsłon, a ChilliZET.pl – 1,21 mln. użytkowników i 3,63 mln odsłon).

Wśród zainteresowanych kupnem wymienia się właściciela Cyfrowego Polsatu Zygmunta Solorza, należącą do Zbigniewa Benbenka Grupę ZPR Media oraz spółkę Fratria braci Karnowskich.

Eliza Michalik zastanawia się „jak spółka braci Karnowskich (Fratria), która w 2017 roku zarobiła na czysto 3,2 mln zł, może być zainteresowana kupnem Radia Zet, którego wartość rynkowa wynosi co najmniej 73 miliony euro?’.

Odpowiedź wydaje się prosta. Bracia Karnowscy mogą dostać pożyczkę z PKO BP lub PKO SA, czyli z banków, które znajdują się pod całkowitą kontrolą PiS. Może też ich wesprzeć Polska Fundacja Narodowa lub jakiś inny podmiot, ściśle związany z „dobrą zmianą” partii rządzącej.

Jeden z internautów napisał – „Kupią PiSowcy i marka Radio Zet oficjalnie pogrzebana. Fascynujący przebieg upadku radia, które było swego czasu świetne. Ciszej nad tą trumną”.

Zniknął słupek wbity przez Jarosława Kaczyńskiego
pod budowę przekopu
Mierzei Wiślanej
😜🤣😂 i po ściemie.

Holtei

Mierzeja Wiślana będzie przekopana i wybudowany zostanie tam kanał. Inauguracją inwestycji miało być symboliczne wbicie słupka geodezyjnego przez Jarosława Kaczyńskiego. Jak jednak wynika z informacji „Gazety Wyborczej”, słupek zniknął.

O sprawie poinformował w sobotę rano użytkownik Twittera, który zniknięcie słupka zauważył podczas spaceru. – Nie ma słupka wykopanego przez Naczelnika Jarosława!!! Czy to znaczy, że trzeba będzie kolejny raz uroczyście rozpoczynać prace związane z przekopem Mierzei Wiślanej? – ironizuje zKaszebe.

Informację o zniknięciu słupka otrzymał też dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który potwierdził, że słupka na plaży już nie ma. – Słyszałem, że zniknął już na drugi dzień po wkopaniu. (…) Nie wiadomo, kto go zabrał, ale nie ma to większego znaczenia, bo przymiarek do rozpoczęcia budowy przekopu było już kilka i zawsze kończyły się tak samo – powiedział „Wyborczej” Krzysztof Swat, burmistrz Krynicy Morskiej.

Jarosław Kaczyński: Mamy pełną suwerenność na tych ziemiach

Uroczyste wbicie ostatniego słupka geodezyjnego, który wyznaczał granice przekopu Mierzei Wiślanej odbyło się 16…

View original post 1 020 słów więcej

Program PiS: Polacy mają zapierdalać za miskę ryżu

– Jarosław Kaczyński zapewne uznał, że w części partii i wśród części sympatyków partii odżywa pogląd, że premier to skryty platformers, bo jest spoza świata PiS. Prezes wyczuwa, że jest kłopot, więc zabiera głos osobiście i autorytatywnie orzeka, że problemu wcale nie ma – mówi Ludwik Dorn, były marszałek Sejmu.

Czy taśmy z „afery podsłuchowej”, na których jest nagrany premier Mateusz Morawiecki, mogą go obalić?

Ludwik Dorn: – W sprawie afery taśmowej są dwie nowe rzeczy. Pierwsza jest niesłychanie poważna i ją niestety zepchnięto na margines – to zeznania kelnerów.

Pan mówi o zeznaniach Łukasza N. i Konrada Lasoty, że premier Mateusz Morawiecki miał dyskutować o kupowaniu nieruchomości lub braniu kredytów na tzw. słupy, czyli odstawione osoby.

Takie zeznania nie są dowodem, ale są poszlaką.

Jednak na ujawnionych przez Onet taśmach póki co nic o tym nie ma.

Większość dziennikarzy przyjęła punkt widzenia PiS, że jak nie ma nagrania, które można odsłuchać, to nie ma sprawy. Natomiast z punktu widzenia prawno-karnego zeznania kelnerów o rozmowie to poszlaka obciążająca Mateusza Morawieckiego, więc służby powinny badać ten wątek. Poważną sprawą jest również to, że te poszlaki pojawiły się na początku 2015 r., a więc jeszcze za rządów PO-PSL. Nie wiadomo, czy wtedy prokuratura oraz służby (policja, Centralne Biuro Antykorupcyjne i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego) poszły tym tropem, czy nie. Nie wiadomo też, czy podążano tym tropem po wyborach 2015 r., a więc po przejęciu władzy przez PiS.

Dziś wygląda na to, że i za rządów PO, i za władzy PiS nad Mateuszem Morawieckim był trzymany parasol ochronny, mimo że poszlaka – zeznania dwóch kelnerów – jest przecież poważna i dotyczy możliwości udziału Mateusza Morawieckiego w przestępczym procederze. Na 100 proc. jednak nie wiemy, czy i jak organy ścigania zareagowały na te zeznania.

A po drugie: nikt do tej pory nie udzielił jasnej odpowiedzi na pytania, czy prokuratura i służby są w posiadaniu taśmy z rozmową o kupowaniu nieruchomości na „słupy”, o czym mówią kelnerzy. Wypowiedzi na ten temat są pokrętne. Analizowałem słowa Macieja Wąsika (posła PiS, zastępcy koordynatora służb specjalnych), który mówi tylko o materiałach CBA, ale przecież w posiadanie takiej taśmy mogła wejść inna służba: ABW, policja albo prokuratura. Chciałbym wiedzieć, czy służby choć wszczęły działania operacyjno-rozpoznawcze na podstawie przesłanek wynikających z zeznań kelnerów.

Narracja PiS jest taka: premier nic sensacyjnego nie mówi, a fragmenty stenogramów były już znane od paru lat.

To właśnie jest sprawa mniej poważna. Taśma, której fragmenty były upublicznione już wcześniej, jest dla PiS i premiera problemem, ale wizerunkowym. Z nagrania wynika, że w owym czasie Mateusz Morawiecki mentalnie i pod względem języka, którym się posługuje, jest podobny do innych bohaterów nagrań.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński tłumaczy to tak: „Ja jestem przekonany, że to jest człowiek (Morawiecki) uczciwy, który przez jakiś czas swojego życia pracował w pewnym środowisku i w jakiejś mierze musiał przyjmować jego reguły. Ale wiem, że także w tym czasie robił bardzo wiele dobrego i być może mówię to publicznie po raz pierwszy – współpracował z nami – zaznaczył prezes PiS”. Jak to odczytywać?

Jarosław Kaczyński zapewne uznał, że w części partii i wśród części sympatyków partii odżywa pogląd, że premier to skryty platformers, bo jest spoza świata PiS. Prezes wyczuwa, że jest kłopot, więc zabiera głos osobiście i autorytatywnie orzeka, że problemu wcale nie ma. A nawet więcej, bo prezes PiS daje do zrozumienia, że – odwołam się tu do wieszcza – Morawiecki „pełzając milczkiem jak wąż łudził despotę”, był Konradem Wallenrodem albo J-23, więc nie czepiajcie się człowieka, bo choć był oficerem Abwery, to pracował dla nas.

Powrót afery taśmowej tym razem z Morawieckim jako głównym bohaterem, zachwieje pozycję premiera w PiS?

Jeżeli wszystko ograniczy się do kwestii wizerunku, to Mateusz Morawiecki wielkich start nie poniesie. Jeśli zaś opozycja i nie obsługujące propagandowo PiS środki masowego przekazu postawią na ostrzu noża sprawę domniemanego handlu nieruchomościami na „słupy”, choćby podejmując dziennikarskie śledztwa dotyczące udziału BZ WBK w handlu nieruchomościami w województwie wielkopolskim, to nie tylko Morawiecki, ale i cały PiS może wylecieć w powietrze. Oczywiście wtedy, kiedy jest tam coś niedobrego. Ale jeśli nie ma, to dlaczego PiS i rząd milczą lub kręcą?

W „Panu Wołodyjowskim” występuje ksiądz Kamiński, „za młodu żołnierz fantazji wielkiej”, który wspominając podczas żołnierskich gawęd w Chreptiowie swoje walki ze zbuntowanymi Kozakami, nie uznaje za grzech, że ich w walce zabijał, ale kaja się, „bo ich jako zarazy nienawidził” i „nad powinność czynił”.

Obywatele RP opublikowali kolejny raport o represjach, które ich spotykają za to, że stosując metodę obywatelskiego nieposłuszeństwa, przeciwstawiają się różnym działaniom pisowskiej władzy czy skrajnej prawicy. Skoro odwołują się do obywatelskiego nieposłuszeństwa, to nie ma nic dziwnego w tym, że są ścigani i karani – przede wszystkim z kodeksu wykroczeń. Obywatelskie nieposłuszeństwo na tym polega, że jest czynem „publicznym, dokonanym bez użycia przemocy, dyktowanym sumieniem, aczkolwiek politycznym, sprzecznym z prawem, zwykle mającym na celu doprowadzenie do zmiany prawa bądź kierunków polityki rządu. (…)  Prawo zostaje złamane, lecz przywiązanie do prawa wyraża się w publicznym charakterze tego aktu i w wyrzeczeniu się przemocy, w gotowości do poniesienia prawnych konsekwencji własnego postępowania” (John Rawls, „Teoria sprawiedliwości”, rozdział VI.55).

Rzecz jednak w tym, że gdy Obywatele RP odwołują się do sądów, to okazuje się, że większość działań policji podjętych przeciw nim nie miała podstawy prawnej – postępowania kończą się w większości umorzeniem lub uniewinnieniem, a jeśli chodzi o znaczną grupę zatrzymań, to sądy zasądzają na rzecz poszkodowanych Obywateli RP parotysięczne odszkodowania.

Problem polega na tym, że wyroki sądów wcale policji nie zniechęcają – dalej kieruje ona wnioski o ukaranie lub akty oskarżenia, także w przypadkach analogicznych do tych, które skończyły się uniewinnieniem lub umorzeniem.

Ponadto policja formułuje ciągle zarzuty groteskowe i absurdalne. Wycofała  się z zarzutu, że namalowanie zmywalnym sprayem na biurze posła PiS napisu „PZPR” było „propagowaniem ustroju totalitarnego” i że odziewanie w koszulkę z napisem „Konstytucja” pomników jest ich znieważaniem, ale na policyjnej grządce wyrósł nowy kwiatuszek. Policja skierowała rozpatrywany przez sąd wniosek o ukaranie obywatela RP, który podczas przesłuchania swojego kolegi w związku z udziałem w demonstracji ścieralną farbą napisał przed komisariatem na chodniku „Policja czy PiS-licja”. Sam obwiniony podnosi, że do  namalowania napisu na chodniku użył ekologicznej farby z kredy, nie uszkodził trwale chodnika. „Taki napis wystarczy przetrzeć ściereczką i od razu znika” – mówił w sądzie. Jednak policja obwiniła go o zniszczenie chodnika. Poszkodowanym miała być według niej wrocławska Spółdzielnia Metalowiec, chociaż ta odpowiedziała, że chodnik do niej nie należy. Również miasto Wrocław nie wniosło roszczeń za chodnik. Od niepamiętnych czasów dzieci „niszczą chodniki” przy pomocy kredy, grając „w klasy”, i jakoś nikt ich nie ścigał.

Otóż temu postępującemu antyopozycyjnemu rozbuchaniu policji można się przeciwstawić. Najmniej winni są tu szeregowi funkcjonariusze i ich należy zostawić w spokoju. Ale policjantom z prewencji jakiś zwierzchnik wydawał polecenia zatrzymań na dużą skalę – jak się okazało bezprawnych. Wnioski do sądu i akty oskarżenia wnoszą funkcjonariusze z pionu dochodzeniowo-śledczego, także na polecenie swoich przełożonych. Nazwiska zarówno wyższych oficerów  wchodzących w skład kierownictw komend wojewódzkich i powiatowych, jak i ich niższych rangą kolegów z dochodzeniówki, którzy kompromitują siebie i policję, sporządzając groteskowe wnioski i akty oskarżenia, są jawne i należy je podawać do publicznej wiadomości w internecie, tworząc listę pisowskich nadgorliwców z policji i prokuratury. Chodzi o zastosowanie prewencji ogólnej. Nadgorliwców trzeba stygmatyzować jako takich, ale ich lista będzie działać zniechęcająco na naśladowców, którzy mogą się zacząć od wykonywania poleceń nękania opozycji migać. Policjanci chcą robić karierę w policji przy każdej władzy i warto im uświadamiać, że prędzej czy później zmieni się władza, zmienią się zwierzchnicy i wtedy zacznie padać pytanie: a co pisowscy nadgorliwcy robią dalej w policji? Postępowań dyscyplinarnych zapewne nie będzie, ale i bez postępowania dyscyplinarnego karierę policyjną można zastopować, a nawet zwichnąć. I dlatego taka lista, o ile powstanie, będzie dawać do myślenia i zniechęcać do czynienia nad powinność.

Sąd orzekł, że NSZZ „Solidarność” ma przeprosić Komitet Obrony Demokracji za stwierdzenie, że w szeregach tego opozycyjnego ruchu społecznego są m.in. byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i Wojskowych Służb Informacyjnych. Padło ono podczas sporu wokół organizacji ubiegłorocznych obchodów rocznicy Porozumień Sierpniowych w Gdańsku.

„S” oskarżyła działaczy KOD o służbę w SB i WSI

Organizujący własne uroczystości KOD zaprosił do udziału w nich także „Solidarność”. Zareagowało samo szefostwo związku, czyli prezydium Komisji Krajowej: w specjalnym oświadczeniu określiło zaproszenie KOD jako „bezczelną prowokację”. Towarzyszył temu wywód: „Będziemy przypominać ofiary tych ludzi, którzy tak chętnie zasilają dzisiaj szeregi KOD-u. Mamy tu na myśli tak widocznych i aktywnych prominentnych działaczy KOD, jak byli esbecy, funkcjonariusze WSI, TW i liczni przedstawiciele resortowej PRL-owskiej nomenklatury. Słowem: nie potrafimy sobie wyobrazić wspólnego świętowania z ludźmi, dla których refleksją nie jest słowo przepraszam, a jedynie rozpacz, że nie da się wyżyć za 2 tys. po zmniejszeniu esbeckiej emerytury”.

Z prawniczego punktu widzenia wyrok można uznać za oczywisty. Oświadczenie władz „Solidarności” zawierało bowiem sformułowania oczywiście nieprawdziwe, naruszające dobre imię Komitetu.

„S” winna eskalacji agresji wobec KOD

Ważniejsze jest co innego: że sąd zauważył, iż skutkiem oświadczenia władz „Solidarności” była „eskalacja agresji wobec KOD i piętnowanie jego działalności”. Użyte tezy były „w bezrefleksyjny sposób powtarzane i kierowane nawet do tych członków stowarzyszenia, którzy z racji wieku nie mają nic wspólnego z PRL”. W efekcie pojawiły się nawet akty przemocy fizycznej i pogardy słownej wobec członków Komitetu.

Między wierszami uzasadnienia sąd zwrócił również uwagę na rzecz nader charakterystyczną: że NSZZ „Solidarność”, odwołujące się przecież wciąż do tradycji wielkiego ruchu społecznego, walczącego przed laty o wolność, demokrację i przestrzeganie praw człowieka, zaatakowało, i to nadzwyczaj brudnymi metodami, ruch społeczny walczący dziś o – jak to sformułowano w statucie KOD – „ochronę praw człowieka i obywatela oraz umacnianie zasad praworządności oraz demokratycznych zasad państwa prawa”.

Przebywali w hali, czyli komedia omyłek

„S” idzie w zaparte

Więcej: zarówno obecny na ogłoszeniu wyroku wiceprzewodniczący związku Bogdan Biś, jak i członkowie prezydium Komisji Krajowej (znowu w specjalnym oświadczeniu) brną w zaparte. Nie tylko zapowiedzieli odwołanie, ale powtórzyli kłamliwe słowa wobec KOD. Przy okazji obrazili sąd. To kolejny dowód stanu obecnego szefostwa NSZZ „Solidarności” – oraz jego uległości wobec obecnej władzy.

Sierpień 80. Jak ruszyła rewolucja

6 pażdziernika swoje urodziny obchodzi Manuela Gretkowska

„Trzeba słuchać ludu, obiecać im czego oczekują a potem wygaszać ich oczekiwania. Mają zapierdalać za miskę ryżu”. – ten tekst Morawieckiego to manifest programowy PiS. Opozycji pozostaje tylko zapoznać z nim suwerena. Chyba trudno byłoby ujawnić większą pogardę dla społeczeństwa.

Holtei

Prezes przekonał mnie, że autor poniższych cytatów, to nie jest ten , który jest teraz premierem. Naprawdę. Ten, który to mówił, to był Morawiecki Tuska. A ten dzisiejszy, to Morawiecki Jarka. Zupełnie inny. Podobny, to fakt. Ale inny.

Na archiwalnym nagraniu sprzed 17 lat, opublikowanym przez posłankę Joannę Scheuring-Wielgus słyszymy, jak obecny polityk PiS-u tłumaczy, że siadanie dzieci na kolanach księdza, całowanie i głaskanie ich przed duchownego ‚nie miały podtekstu seksualnego’. ‚Oglądając tę wypowiedź, mam wrażenie, jakbym nie wyszedł z filmu Kler’ – komentuje Jarosław Kurski i dodaje: ‚Piotrowicz zrobił u boku Kaczyńskiego polityczną karierę. I słusznie. Dowiódł bowiem, że można mu powierzyć każdą brudną robotę’.

Po co nam przekop Mierzei Wiślanej? Kontenerowce nie przypłyną, bo się nie opłaci. Okręty wojenne nie przypłyną, bo za płytko. Rybacy nie przypłyną, bo już nie będzie ryb. Co przypłynie? Głosy dla PiS.

– Jestem przekonany, że pierwsza łopata pod…

View original post 2 738 słów więcej

Post Navigation