Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “ONR”

Kuchciński – skundlenie

„Wynik i tak jest już ustalony przez PiS. Szkoda fatygi. Tak jak w przypadku afery Srebrna… jakiej afery!? PiS nie ma żadnych afer” – komentują czytelnicy portalu dziennik.pl, ale PO i tak domaga się działań w sprawie „afery podkarpackiej” w CBA.

Zapowiada złożenie wniosku do Marszałka Sejmu o rozszerzenie porządku najbliższego posiedzenia Izby o informację koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.

 

 

W mediach społecznościowych od dawna już huczy, że do prokuratora generalnego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i premiera Mateusza Morawieckiego wpłynęło zawiadomienie dotyczące przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez szefa CBA Ernesta Bejdę.

Złożył je prawnik b. agenta CBA, który twierdzi, że zatuszowano skandal obyczajowy z udziałem ważnego polityka PiS z Podkarpacia – informuje Radio Zet.

„W tle „afery podkarpackiej”, afery, która może polegać na skręcaniu sprawy przez CBA, w tle seks-afery pojawiają się nazwiska polityków PiS. Pojawia się nazwisko drugiej osoby w państwie” – ocenia poseł PO Marcin Kierwiński.

„Będziemy wnioskowali do pana marszałka Kuchcińskiego, aby na tym posiedzeniu Sejmu (3-4 kwietnia) pan marszałek Kuchciński zaprosił szefa CBA Ernesta Bejdę – ale przede wszystkim ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego – aby przed polskim Sejmem złożyli informacje na temat działań jakie podejmowało CBA w sprawie „afery podkarpackiej. (…) Oczekujemy też, że wreszcie w tej sprawie zabierze głos sam marszałek Kuchciński. Powaga Sejmu RP tego wymaga” – dodał Kierwiński.

Kierwińskiego poparł cytowany przez portal poseł PO Paweł Olszewski mówiąc, że nie wyobraża sobie sytuacji, by przy tak poważnych zarzutach i wątpliwościach „przedstawiciele władzy zaangażowani w opisany proceder, chowali głowę w piasek”. Podkreślił, że „jeśli tego typu informacje są nieprawdziwe, to każdy polityk dbający o siebie pierwsze co robi, to wychodzi dementuje i idzie na drogę prawną”Olszewski sugeruje, że tym konkretnym przypadku „mamy do czynienia z próbą uniknięcia tego tematu…”

PiS jak Kuchciński – wydymać ciemny lud, bo to dla nich dzieci do wykorzystania.
Kuchciński – mamrot – jest metaforą PiS. Doskonałą – karzeł intelektualny, moralny.

Depresja plemnika

Uważam, wbrew szefom różnych partii, że te wybory będą znacznie ważniejsze niż krajowe, jeśli PiS wygra, koniec naszego członkostwa w UE. Każdy kto zagłosuje na PiS będzie odpowiedzialny za Polexit.

Oczywiście poczucie winny przyjdzie znacznie później, gdy już będziemy na zupełnym marginesie Unii lub poza nią, i dziś warto przyglądać się doświadczeniu Brexitu; kto do niego doprowadził i w czyim interesie byłoby to (ciągle nieudane) wyjście WB.

PiS ma może inne motywy (nie biznesowe ale nacjonalistyczne; ciągle kultywuje XIX wieczne marzenie o Wielkiej Polsce a właściwie Wielkiej Władzy), ale zapewne uważnie przygląda się Brexitowi by uniknąć błędów i kompromitującego chaosu, który jest dziś udziałem Brytyjczyków.

PiS już się uczy jak gładko wyprowadzić nas z UE. Ma już partnerów, prawicowych oszołomów z Włoch i Hiszpanii. Nie wyciągnie Polski w pojedynkę, będzie rozdrapywał Unię systemowo, od środka. Jego kandydaci/kandydatki to forpoczty polexitu. Nie będą tam debatowali bo nie potrafią, lecz głosowali…

View original post 526 słów więcej

Państwo mafijne PiS. Nie Polska, tylko Pislandia

PiS złapany na tym, jak konstruuje państwo mafijne

Jak wynika z doniesień „Gazety Wyborczej” Marek Chrzanowski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego – w zamian za ok. 40 mln złotych – miał zaoferować przychylność dla Getin Noble Banku, którego właścicielem jest Leszek Czarnecki. Miliarder poinformował gazetę. „Wyborcza” posiada kopię nagrania, które wraz ze stenogramem upubliczniła na swojej stronie internetowej.

Jak opisuje „Gazeta Wyborcza”, do spotkania Leszka Czarneckiego i Marka Chrzanowskiego doszło w gabinecie szefa KNF w marcu 2018 r. Leszek Czarnecki miał ze sobą sprzęt nagrywający. W trakcie spotkania Chrzanowski zapytał Czarneckiego: „czy nie widzi jakiejś potrzeby zwiększenia swoich zasobów, jeżeli chodzi o prawników”. Następnie, kładąc na stole wizytówkę radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka, polecił go „z korzyścią dla urzędu, i dla całej instytucji”. Sugerował także – jak twierdzi „Gazeta Wyborcza” – jakie tenże prawnik powinien dostać wynagrodzenie.

W rozmowie padły mianowicie słowa: „No nie wiem, jaki ma pan system wynagradzania w banku, ale wydaje mi się, że jeżeliby pan to powiązał z wynikiem banku, tak? No to ten prawnik będzie bardziej zaangażowany. W tym horyzoncie najbliższych kilku lat no to byłoby, tak jak pan uważa, tak? Może rozwiązanie, na którym bank mógłby, że tak powiem, się oprzeć, wsparłaby ta osoba państwa w tym procesie restrukturyzacji”. Z nagrania przekazanego przez miliardera do prokuratury wynika też, że Chrzanowski proponował miliarderowi m.in. usunięcie z KNF Zdzisława Sokala, przedstawiciela prezydenta w KNF (bo jest zwolennikiem przejęcia banków Czarneckiego przez państwo); złagodzenie skutków finansowych tzw. stopy podwyższonego ryzyka (kosztowało to bank ok. 1 mld zł), „życzliwe podejście KNF i NBP do planów restrukturyzacji banków Leszka Czarneckiego”.

Leszek Czarnecki złożył zawiadomienie do prokuratury. Wynika z niego, że Chrzanowski w trakcie rozmowy wskazał na kartkę z napisem „1 proc.”. W ten sposób „starał się narzucić ustalenie dla Grzegorza Kowalczyka (…) prowizyjnego sposobu wynagradzania radcy prawnego, a nawet wysokość jego wynagrodzenia, rażąco wygórowanej w odniesieniu do warunków rynkowych, gdyż 1 proc. skapitalizowanej wartości Getin Noble Bank S.A. to około 40 milionów złotych”. Pełnomocnik Czarneckiego, mecenas Roman Giertych zawiadomił Prokuraturę Krajową, wnosząc o „ściganie Chrzanowskiego i wszczęcie śledztwa ws. próby korupcji”.

KNF odpiera zarzuty i mówi o próbie szantażu ze strony miliardera. Tymczasem po publikacji artykułu Mateusz Morawiecki wezwał szefa KNF do natychmiastowych wyjaśnień oraz zlecił prokuraturze i służbom niezwłoczne zebranie informacji na temat doniesień medialnych. Marek Chrzanowski został przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego w październiku 2016 r. Wcześniej zasiadał w Radzie Polityki Pieniężnej.  „Wyborcza” – jak informuje portal Business Insider Polska – skontaktowała się z Chrzanowskim.

Ten odesłał gazetę do biura prasowego, które poinformowało, że sprawę uważa za szantaż ze strony Czarneckiego. Dlaczego? Gdyż „brak [było] niezwłocznego powiadomienia prokuratury przez miliardera”. Co więcej, rzecznik KNF Jacek Barszczewski w odpowiedzi „GW” napisał: „Informacje te pojawiają się w momencie, kiedy media donoszą o problemach banku związanych z procesem dystrybucji instrumentów finansowych spółki GetBack przez Idea Bank i potencjalnych działaniach KNF”.

Nie pozwolić PiS-owi na oddech, leży już na ringu, jest liczony, tak walnąć w papę, aby już się nie podniósł, aby nie hańbił imienia Polski.

Depresja plemnika

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze o pisowskich politykach legitymizujących faszystów

Ulicami stolicy maszerowali ludzie, których jedynym celem jest odebranie głosu, prawa do istnienia i swobodnej ekspresji i zniszczenie każdego, kto nie podziela ich fanatycznych poglądów.

Niezależnie od propagandowych przekazów prawda jest oczywista – po trzech latach przygotowań na 100-lecie Niepodległości PiS zafundował nam marsz z faszystami. Można bawić się w dzielenie włosa na czworo i kombinować, mówić o „incydentach” z nacjonalistami, rasistami, narodowcami w tle, dwóch sektorach, dwóch oddzielonych od siebie częściach pochodu (tym lepszym i tym gorszym – jakie to charakterystyczne dla PiS), bagatelizować napaść na dziennikarkę „Gazety Wyborczej” – i próbować złagodzić w ten sposób wydźwięk tego bezprecedensowego wydarzenia, jak robi to rząd i jego satelickie media, tylko że to nie zmienia faktów.

A fakty są dokładnie takie, jak opisał i podał dalej w świat Francis Fukuyama, jeden z najbardziej znanych i liczących się filozofów politycznych na…

View original post 5 116 słów więcej

Rafał Dutkiewicz rozwiązał marsz nazioli we Wrocławiu

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz zadecydował o rozwiązaniu niedzielnego marszu narodowców, gdy doszedł on już do swojego końca, czyli do wrocławskiego Rynku, w momencie, gdy przemawiać zaczęli były ksiądz Jacek Międlar i znany z podpalenia kukły Żyda Piotr Rybak. Pochodowi, który wyruszył sprzed Dworca Głównego PKP i towarzyszyły okrzyki: „Cześć i chwała bohaterom”, „Bóg, Honor i Ojczyzna”, „Polska antybanderowska”, „Polska dla Polaków, Polacy dla Polski”.

Rzecznik dolnośląskiej policji Paweł Petrykowski powiedział PAP, że dzięki „działaniom policji nie doszło do zbiorowego zakłócenia ładu i porządku” i dodał, że „wydarzył się incydent”, w wyniku którego ranne zostały dwie osoby i policjant.

Do „incydentu” doszło w momencie, gdy marsz doszedł do ulicy Świdnickiej, która bezpośrednio prowadzi do Rynku. Tam zgromadzali się kontrmanifestanci, m.in. Obywatele RP i środowiska antyfaszystowskie. Ranne zostały osoby, które stały w tłumie kontrmanifestantów.

„Z uwagi na brak wsparcia policji informacja/ dot. Rozwiązania – red./ nie mogła zostać skutecznie przekazana organizatorowi” – napisał tymczasem na Twitterze o swojej decyzji Dutkiewicz.  „Obserwatorzy będący na miejscu zostali wypchnięci poza marsz”/…/ „Pomimo próśb kierowanych do policji o wsparcie obserwatorzy nie otrzymali na czas eskorty funkcjonariuszy. W końcu w obecności dowódcy zabezpieczenia zakomunikowano organizatorowi informację o rozwiązaniu marszu” – napisał Dutkiewicz.

Po informacji o rozwiązaniu zgromadzenia Międlar powiedział, że doszło do tego, bo „śmieliśmy mówić o Bogu, o Honorze, o Ojczyźnie”. „My wiemy, że nie ma polskiej tożsamości bez Lwowa i bez Wilna” – gardłował dalej Międlar.

Rybak z kolei mówił, że nie można „odpuścić tej lewackiej władzy, tej hołocie, która chce zawładnąć naszą polskość. Chcieli nam zakleić usta, żebyśmy nie mogli mówić. Dobrze, że dotarliśmy na rynek, a ten ustępujący Żyd z jarmułką robił wszystko, żebyśmy nie dotarli”  mówił Rybak. Nie pozwolimy, aby język hebrajski mówił, co mamy robić w naszej ojczyźnie. Polska musi być katolicka, chrześcijańska” – mówił do zgromadzonych na wrocławskim Rynku.

Wcześniej prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz wydał zakaz organizacji tego marszu. Sądy pierwszej i drugiej instancji uchyliły prezydencki zakaz. W obu orzeczeniach sądy wskazały, że prawo do zgromadzeń jest wartością chronioną konstytucyjnie i może być ono ograniczone jedynie w wypadkach ściśle wskazanych w ustawie o zgromadzeniach.

Zdjęcie „Dzień Niepodległości”.

Siła sztuki. Ada Zieliński potrafi uchwycić grozę oszalałego tłumu, który jest zagrożeniem dla jednostki, czyli dla życia. Państwo jest matwe, tylko życie godne uwiecznienia.

Depresja plemnika

Za sprawą polityki, za sprawą różnic ideowych, za sprawą faktów dokonanych i zapowiadanych wspólnota polska zamieniła się w zbiór kilku wspólnot, wobec siebie często wrogich. Można było ten dzień świętować w ramach tych wspólnot przede wszystkim, a czasami w przestrzeni otwartej (chociażby przy okazji odsłaniania pomników Ignacego Daszyńskiego czy Wincentego Witosa), na koncertach, na ulicach, w samorzutnej radości obywatelskiej i patriotycznej. Lecz w centrum uwagi pozostał galimatias i chaos, jaki wyprodukował obóz rządzący, na łapu-capu próbując uratować majestat państwa, powagę jego dostojników i najwyższych reprezentantów, uratować swoją legendę i politykę historyczną. Pojawiły się też w kontrze bądź w tle inicjatywy inne, odczytujące historię w inny sposób, a przede wszystkim całkowicie inaczej odczytujące sensy dzisiejszej polityki Polski i jej przyszłość.

Innym udało się świętować bez partyjnej młócki

Haniebna kapitulacja przed nacjonalistami

W tym nieuporządkowanym zbiorze zdarzeń, gestów i słów można wychwycić kilka silnych znaków i znamion.

Państwo zarządzane przez Jarosława Kaczyńskiego w sposób doprawdy niezrozumiały skompromitowało się na kilka sposobów (choć nie brakuje opinii, że to jest cecha jego…

View original post 1 856 słów więcej

Buta buca

Partia Kaczyńskiego, choć jej władza pochodzi z demokratycznego wyboru, kontynuuje tradycje okupantów i dyktatorów, którzy wbrew woli narodu wznosili pomniki demonstrujące, kto tu rządzi.

„To nasze zwycięstwo. Dowód na to, że zwyciężyliśmy i będziemy zwyciężać” – butnie oświadczył Jarosław Kaczyński, odsłaniając pomnik brata. To po części prawda. Ale nie cała. Dopowiedzmy więc, co prezes PiS pominął.

Otóż, to zwycięstwo zostało odniesione wbrew demokratycznym procedurom i wbrew woli Polaków. Pochodzące z demokratycznego wyboru władze Warszawy, które są gospodarzem stolicy, takiego monumentu wznieść tu nie zamierzały. By móc tego dokonać, PiS zmilitaryzował i oddał w zarząd swojego wojewody ten kawałek stołecznego gruntu. Przypomina się tu praktyka stosowana przez władze PRL, które po wprowadzeniu stanu wojennego militaryzowały szczególnie ważne dla nich przedsiębiorstwa, by złamać opór załóg, narzucając im posłuch i dyscyplinę.

Wszystkie sondaże wskazują, że obywatele i stolicy, i całej Polski nie uważają, by Lech Kaczyński zasługiwał na uhonorowanie w tak reprezentacyjnym miejscu (jeśli w ogóle należy się mu oddzielny pomnik, co też jest dyskusyjne).

Tak więc odsłonięcie tego pomnika rzeczywiście jest zwycięstwem PiS-u. Nad Polakami. Partia Jarosława Kaczyńskiego, choć jej władza pochodzi z demokratycznego wyboru, kontynuuje tradycje wszystkich okupantów i zaborców w toku polskiej historii, którzy demonstrowali pogardę dla woli narodu, wznosząc pomniki symbolizujące ich chwałę i butę.

Na tym samym placu, gdzie dziś pyszni się symbol panowania pisowskiego, przed pierwszą wojną światową stała cerkiew prawosławna demonstrująca potęgę Moskwy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości została rozebrana.

Nie ma już także pomników symbolizujących panowanie komunistów – z Warszawy zniknął Dzierżyński, zniknął Nowotko, nie ma pomnika polsko-radzieckiego braterstwa broni, znanego jako pomnik czterech śpiących. Wszystkie one też były odsłaniane z wielką pompą, a przemawiający twierdzili, że będą stać wiecznie.

Dziwię się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ponoć interesuje się polską historią, a zachowuje się tak, jakby tego wszystkiego nie wiedział.

Kaczyński skończy sromotnie jak Janukowycz, albo Nicolae Ceaușescu.

Depresja plemnika

Przemówienie Donalda Tuska iskrzyło od odniesień do współczesnej sytuacji w Polsce. Szef Rady Europejskiej mówił o „współczesnych bolszewikach” i antyeuropejskich postawach. – To dla niego początek kampanii i już widać, jakie będą jej główne kierunki – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego.

Donald Tusk w ramach Igrzysk Wolności wygłosił wykład pod tytułem „11 Listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje”. Szef Rady Europejskiej po historycznym wprowadzeniu płynnie przeszedł do współczesności. Kreśląc obraz współczesnej Europy były premier mówił o „brunatnym, jednoznacznie antyeuropejskim” i „nacjonalistycznym” nurcie w Europie. Jednak jedno z najmocniejszych sformułowań padło, gdy mówił o Polsce:

Liczcie przede wszystkim na siebie. Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście…

View original post 2 515 słów więcej

Rydzyk już się nie nauczy języka polskiego. Za późno dla niego

– Kiedy usłyszałem informację o tym, że prezydent Warszawy zakazała Marszu Niepodległości, poczułem się tak, jakby naród dostał nóż w plecy – powiedział o. Tadeusz Rydzyk, komentując decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz. – To jest jakaś pogarda dla patriotów, pogarda też dla tych młodych ludzi, którzy są nadzieją, są patriotyczni, którzy kochają Polskę – ocenił.

Hanna Gronkiewicz-Waltz w środę po 14.00 na konferencji prasowej poinformowała, że wydała zakaz organizacji Marszu Niepodległości w Warszawie.

Decyzję prezydent Warszawy z aprobatą przyjęli politycy Platformy Obywatelskiej, jednak nawet w szeregach opozycji znalazły się głosy krytyczne.

Krytycznie o zakazie organizacji Marszu Niepodległości wypowiedział się o. Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja. Decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz nazwał „zaskakująco” i „delikatnie mówiąc brzydką”.

– Poczułem się tak, jakby naród dostał nóż w plecy. W takie święto, 100 lat od odzyskania niepodległości i nóż w plecy. To jest jakaś pogarda dla patriotów, pogarda też dla tych młodych ludzi, którzy są nadzieją, są patriotyczni, którzy kochają Polskę – stwierdził o. Rydzyk, cytowany przez stronę internetową Radia Maryja.

– Zamiast pomóc tej młodzieży, nawet jeżeli ktoś się z nimi nie zgadza, to rozmawiać na argumenty – argument prawdy, poszanowania drugiego człowieka, naszej historii, miłości, a nie w ten sposób. Dla mnie to jest niewyobrażalne – powiedział.

– Zaraz mi się skojarzyły zabory. Kto tu chce zawładnąć nami? Zaborcy tak postępowali – dodał redemptorysta.

– Bądźmy mądrzy, odważni, ale rozważni i dalekomyślni – zaapelował. – Nie dajmy się też sprowokować, bo widać, że są przeróżne prowokacje. Cały czas chcą nas zniszczyć. W tej chwili kojarzy mi się czas komunizmu. Jak coś się budziło w Polsce, to zaraz było to niszczone. Ile było takich oddolnych rewolucji w czasie komunizmu? Zawsze to niszczyli. Teraz nie należy wykluczać działań z zewnątrz, z różnych stron globu, ale i wewnątrz. Jest to brak sumienia, patrzenie na koniec własnego nosa, na własne ego i pycha, a to jest w sumie głupota. To jest nóż w plecy i pogarda – przekonywał o. Tadeusz Rydzyk.

Nitras do Mazurek: Wróciłem wczoraj wieczorem z USA. Nie uczestniczyłem w posiedzeniu Sejmu, ale to nie przeszkadza wam mnie karać. Lekarz by się przydał

 

Depresja plemnika

„Wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie prawa, prawo do zgromadzeń jest chronione konstytucją” – powiedział w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Michał Jakubowski. Dodał, że decyzja o zakazie „jest możliwa po starannym zbadaniu sprawy i musi zawierać przekonujące uzasadnienie”. Jak podkreślił sędzia, Gronkiewicz-Waltz nie uprawdopodobniła, że w związku z marszem może dojść do zagrożenia życia, zdrowia i mienia w znacznych rozmiarach, a to była główna przesłanka wydanego zakazu. Stronom przysługuje zażalenie do sądu apelacyjnego w ciągu 24 godzin. Sąd apelacyjny rozpoznaje zażalenie w ciągu 24 godzin od złożenia pisma.

Marsz narodowców czy państwowy?

Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała decyzję o zakazie organizacji Marszu Niepodległości w środę. Demonstracja organizowana jest przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, współtworzone przez m.in. przez Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny i Ruch Narodowy.

„Warszawa dość już wycierpiała przez agresywny nacjonalizm” – tłumaczyła prezydent Warszawy. Dodała, że w czerwcu skierowała pismo do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego w sprawie wspólnego zabezpieczenia uroczystości organizowanych w Warszawie 11 listopada. Pismo to zostało zignorowane.

Orzeczenie sądu o uchyleniu zakazu jeszcze bardziej komplikuje…

View original post 1 547 słów więcej

PiS unieważnił komunizm, bo sami stali się jego spadkobiercami

Sylwetka Alicji Cichoń dziś w Gazecie Wyborczej.

.: Nie wiem nawet jak to wszystko skomentować. Nie da się. Nie ma takich słów.

Media sympatyzujące z opozycją obiegła hiobowa wieść, że „Biedroń idzie!” – będzie tworzył jakąś partię/formację. Komentarze jednoznaczne – rozbije nam jedność opozycji, będzie działał na korzyść PiS, olaboga, olaboga!

Ten falstart – bo wygląda to na falstart z racji braku udziału czy nawet komentarza głównego bohatera w tych doniesieniach – kończy długi miesiąc miodowy prezydenta Słupska w mediach krajowych. Był fajny, dokąd nie zaburzał ulubionego krajobrazu.

Zjawiska tego doświadczył już wcześniej kandydat na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski. Dopóki nie był oficjalnie w grze wyborczej, media opisywały go jako nadzieję PO i Warszawy – młody, sympatyczny, wykształcony. Jak tylko został kandydatem, okazuje się w tych samych, teoretycznie przychylnych mu mediach leniwy, zarozumiały i arogancki.

Biedroń będzie miał jeszcze gorzej – bo zamiast grzecznie zaproponować PO, że do niej dołączy, to przebąkuje o własnym pomyśle i lubi zdystansować się od parlamentarnej opozycji.

Tak jak nie bardzo rozumiem, dlaczego Trzaskowski z nadziei stał się z dnia na dzień beznadzieją, tak nie wiem, dlaczego Biedroń z dobrego gospodarza Słupska stał się nagle fatalnym. Wydaje się, że w obu przypadkach mamy do czynienia ze zbiorowym tworzeniem publicystycznych mitów, różnych na różnych etapach, słabo korespondujących z rzeczywistością.

Mitem jest także mantra zjednoczonej opozycji, którą Biedroń ma rozbijać. Ten mit jest obalany każdym sondażem i każdą demonstracją spod znaku „no logo”, z zasady liczniejszą od tych partyjnych – ludzie nie chcą słuchać (z małymi wyjątkami) polityków parlamentarnych. Opozycja nie jest zjednoczona – zjednoczone jest jej konserwatywno-liberalne skrzydło, nawet jeśli na jej listach pojawi się kilku–kilkunastu kandydatów kojarzonych z lewicą czy liberałami, oblicza tej koalicji i jej nieatrakcyjności dla dużej części aktywnych wyborców to nie zmieni. Twór nazywany Koalicją Obywatelską idzie twardo po ok. 150 mandatów w przyszłym Sejmie – to stanowczo za mało, by przestać być opozycją.

Jeśli chcemy myśleć realnie o rządzie innym niż PiS w przyszłej kadencji, to trzeba znaleźć dodatkowe 100 mandatów – nie da ich z całym szacunkiem dla Barbary Nowackiej jej start z list PO. Potrzebny jest pomysł taki jak Biedronia – zagospodarowania wyborców (co nie oznacza partii i partyjek) o prowieniencji liberalnej i lewicowej, „czarnych parasolek”, zwolenników modernizacji i europeizacji Polski. Czy odbierze to głosy PO – w jakimś niewielkim stopniu pewnie tak, ale przede wszystkim zmobilizuje tych, którzy na PO nie zagłosują, a tych głosów właśnie brakuje do pokonania PiS.

Nie znam planów Roberta Biedronia, ale niewątpliwie poznamy je lada chwila – nie sądzę, by kandydował na prezydenta Słupska, jeśli miałby ten mandat zwolnić w trakcie kadencji i pozwolić np. na pisowskiego komisarza w tym mieście. Jeśli zdecyduje się na krok w stronę polityki krajowej – będzie to dużo gorsza wiadomość dla PiS niż dla PO. Wyborcy, którzy są poza zasięgiem partii opozycji parlamentarnej, czekają na propozycję – prędzej czy później taka powstanie, zaklinanie rzeczywistości „że tylko Platforma”, skończy się „tylko PiS-em”.

Warto więc zdobyć się na szerszą refleksję, poza interesem PO i tworzonego przez tę partię bloku politycznego jest jeszcze interes Polski, któremu druga kadencja rządów PiS nie służy. Nie bójcie się Biedronia, on może opozycji dodać, a nie ująć.

PiS chce zmienić reguły wyborów do Sejmu. Prezydent zapowiada sprzeciw.

W wyborach parlamentarnych w roku 2019 posłów możemy wybierać w większej niż dotychczas liczbie okręgów. PiS planuje bowiem zmianę ich granic. Mają być mniejsze, a wybrany w nich poseł ma mieć lepszy kontakt z wyborcami – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

Ale to nie wszystko. Jak tłumaczy jeden z polityków partii rządzącej, projektowane zmiany będą bardzo niekorzystne dla mniejszych ugrupowań. – Nowe projekty, głównie na prawicy, będą miały bardzo ciężko – twierdzi nasz rozmówca i przypomina, że już w roku 2017 pojawiły się pomysły zmiany ordynacji wyborczej. Zakładano wtedy, że Polska zostanie podzielona na 100 sejmowych okręgów.

– Ten pomysł wciąż jest rozważany, ale to niejedyny wariant, nad którym toczą się prace – podkreśla polityk.

Jednak los przygotowywanych zmian stanął pod bardzo dużym znakiem zapytania. Jak twierdzą uczestnicy poniedziałkowego spotkania z Andrzejem Dudą dotyczącego nowej ordynacji do Parlamentu Europejskiego, prezydent zapowiedział sprzeciw wobec zmian w ordynacji do Sejmu, które będą prowadzić do powstania systemu dwupartyjnego. – W rozmowie prezydent sam podniósł tę kwestię – mówi „Rzeczpospolitej” lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, jeden z uczestników spotkania.

– Jeśli kierunek zmian będzie taki sam, to prezydent będzie konsekwentny – mówi nam jeden z jego doradców.

Nowa ordynacja wyborcza do Sejmu, dzieląc Polskę na 100 okręgów, premiowałaby duże partie. W wyborach do Sejmu w 2015 r. PiS zdobyło 235 mandatów. Z analizy, którą w 2017 r. dla Instytutu Wolności zrobił prof. Jarosław Flis (politolog z UJ), wynika, że gdyby przeprowadzono je w 100 okręgach, partia rządząca zdobyłaby ich o 34 więcej (w sumie miałaby 269 posłów).

– Dziś nieznane są skutki uboczne takiej zmiany. Inaczej będą wyglądać napięcia wewnątrz partii, inaczej może wyglądać motywacja polityków. W grę wchodzi też spory czynnik losowy. Zyski nie są wcale pewne. Pytanie też, czy przeciwnicy PiS się zintegrują – tłumaczy prof. Flis.

W czwartek spodziewane jest weto prezydenta do ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Jednym z argumentów Andrzeja Dudy jest właśnie fakt, że przyjęte w lipcu przez PiS zmiany będą prowadzić do sztucznego powstania systemu dwupartyjnego.

W 2005 roku wydawało się, że podział postkomunistyczny, definiujący krajowy system partyjny od 1989 roku ostatecznie się wyczerpał. Dominujące z krótkimi przerwami w polskiej polityce od 1993 roku SLD poniosło w wyborach 2005 roku druzgocącą klęskę, scenę polityczną zorganizował spór dwóch partii post-solidarnościowych – PiS i PO. Na „wyborczy rynek” weszło także pokolenie wyżu demograficznego początku lat 80, które „komunę” pamiętać mogło wyłącznie z jakiejś akademii w przedszkolu, lub we wczesnych klasach szkoły podstawowej. Dziś pokolenie to zbliża się do czterdziestki, a głosują ludzie, którzy nie mogą pamiętać afery Rywina.

Jednak dziesięć lat później język antykomunizmu wraca do polskiej polityki, po drugim zwycięstwie PiS w 2015 roku. Partia nie tylko usiłuje dokończyć „dekomunizację przestrzeni publicznej”, oraz uchwala zawetowaną ostatecznie przez prezydenta ustawę pozwalającą na degradację wojskowej elity PRL, ale także swój spór z przeciwnikami przedstawia jako ostatni bój z „komuną”, który Polska musi wygrać, by naprawdę wyzwolić się z narzuconego jej po wojnie systemu.

To, jak PiS posługuje się antykomunizmem może mieć jeden, niepożądany przez partię efekt – ostatecznie zrobi z antykomunizmu martwy język. Wśród wszystkich manipulacji nowomowy „dobrej zmiany”, nie ma bowiem pojęć bardziej zakłamanych i przeinaczonych niż „komuna”, „antykomunizm” i wszystkie ich pochodne. PiS i bliskie mu media, używa ich w taki sposób, że tracą jakikolwiek związek z rzeczywistością.

Wśród wszystkich manipulacji nowomowy „dobrej zmiany”, nie ma bowiem pojęć bardziej zakłamanych i przeinaczonych niż „komuna”, „antykomunizm” i wszystkie ich pochodne

Kto jest żołnierzem wyklętym

To zakłamanie antykomunistycznego dyskursu PiS przebiega na kilku poziomach. Pierwszym są personalia. Nowogrodzka i jej media malują manichejski obraz sporu politycznego we współczesnej Polsce. Z jednej strony mamy „obóz patriotyczny”, „trzecie pokolenie AK” i „Żołnierzy Wyklętych” XXI wieku, reprezentujący to wszystko, co w tradycji polskiej od zawsze najlepsze, najbardziej szlachetne i wzniosłe. Z drugiej strony obóz „totalnej opozycji”, broniący „postkomunistycznego układu”, „trzecie pokolenie UB”, reprezentujące tradycje narodowego zaprzaństwa i zdrady.

Gdy jednak przyjrzymy się polityce PiS, widzimy, że o tym, kto jest współczesnym „wyklętym” decyduje wyłącznie bieżący polityczny konflikt. To, czy popiera się obecną władzę i atakuje jej przeciwników, czy nie. Twarzą rzekomo kończącej z „postkomunistycznym układem” w sądach reformy trzeciej władzy może być członek PZPR i prokurator z lat 80., Stanisław Piotrowicz.

Od „trzeciego pokolenia UB” przeciwników władzy wyzywa na łamach bliskiego jej tygodnika Wojciech Reszczyński – w latach 80. prowadzący „Teleexpress” i ocieplający tam wizerunek generała Jaruzelskiego. Na czele powołanej przez PiS Rady Mediów Narodowych stoi były członek PZPR, Krzysztof Czabański. Swój staż w partii ma też mianowany przez Nowogrodzką szef TVP2, Marcin Wolski – choć podobnie jak Czabański związał się w latach 80. z demokratyczną opozycją. W KC PZPR do końca zasiadał za to Marek Król, bliski PiS publicysta, przekonujący niedawno na antenie radia PR24, że „dla zdrowia przyszłych pokoleń, trzeba przeprowadzić redukcję osób, profitujących w PRL”.

Od „trzeciego pokolenia UB” przeciwników władzy wyzywa na łamach bliskiego jej tygodnika Wojciech Reszczyński – w latach 80. prowadzący „Teleexpress” i ocieplający tam wizerunek generała Jaruzelskiego.

Od „komunistów i złodziei”, czy „ubeckich wdów” politycy rządzącej partii wyzywają obywateli walczących o niezależność Trybunału Konstytucyjnego i innych sądów. Albo siedzącego w czasach PRL w więzieniu za opozycyjną działalność Piotra Ikonowicza – brutalnie atakowanego niedawno w TVP przez jak posła Tarczyńskiego. Także postrzegany na świecie jako ikona pokojowego oporu przeciw komunistycznej dyktaturze Lech Wałęsa nie jest przedstawiany przez PiS-owskie media inaczej niż, jako TW Bolek.

Komuną w III RP

Zakłamaniu w języku PiS ulegają nie tylko pojedyncze biografie, ale także cała polska historia po roku 1989. Antykomunistyczny język używany jest jako uzasadnienie do niszczenia instytucji i rozwiązań konstytucyjnych III RP.

Nagle okazuje się, że reliktami komuny są polska forma autonomii sądownictwa, Sąd Najwyższy i jego skład, czy konstytucja z 1997 roku.

Nagle okazuje się, że reliktami komuny są polska forma autonomii sądownictwa, Sąd Najwyższy i jego skład, czy konstytucja z 1997 roku. Tymczasem żądania autonomii korporacyjnej sędziów były częścią postulatów solidarnościowej strony przy okrągłym stole. Elity opozycji widziały w nich gwarancję ochrony praw obywateli, przed władzą, która mogłaby mieć pokusę ręcznego sterowania wyrokami. Z Sądu Najwyższego na początku lat 90. usunięto najbardziej skompromitowanych w poprzednim ustroju sędziów. Konstytucję przyjął w pełni demokratycznie wybrany Sejm II kadencji, a naród zaakceptował w referendum.

Atakując III RP za rzekomy „postkomunizm” rządzący obóz prowadzi przy tym politykę, która przypomina raczej standardy bloku wschodniego przed ’89 roku (czy innych autorytarnych państw), nie liberalnych demokracji. Sejm został zredukowany do zupełnie fasadowej funkcji, a rząd podporządkowany kierownictwu partyjnemu. Partia dąży do tego, by obsadzić sądy posłusznymi sobie ludźmi – co już udało się w Trybunale Konstytucyjnym.

Tarcza i pałka skrajnej prawicy

Zarzut „komunizmu” staje się też wygodną pałką, którą związani z PiS liderzy opinii, atakują wszystko to, co drażni panujący w Polsce prawicowy światopogląd. „Komunistyczne” stają się więc nagle wielkokulturowe społeczeństwa zachodu, „ideologia gender”, prawa kobiet, czy wszelka lewica. Łącznie z socjaldemokratyczną i w swoim stosunku do PRL wręcz antykomunistyczną Partią Razem, której delegalizacji domagała się młodzieżówka Gowina, co za absurd uznała nawet podporządkowana Ziobrze prokuratura.

„Komunistyczne” stają się więc nagle wielkokulturowe społeczeństwa zachodu, „ideologia gender”, prawa kobiet, czy wszelka lewica

Ostatnio antykomunistyczną krucjatę bliskie PiS ośrodki rozpętały przeciw Ewie Gawor ze stołecznego ratusza, która w PRL była w szkole milicyjnej. Media i prawicowy Twitter cisnęły sensacyjną narrację: „SB zatrzymało marsz powstania warszawskiego”. Ratusz podpadł bowiem prawicy tym, że rozwiązał marsz ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. Skrajnie zinstrumentalizowany antykomunizm staje się tarczą chroniącą skrajną, faszyzującą prawicę.

Sama skrajna prawica chętnie wszędzie tam, gdzie dochodziła do władzy sięgała po antykomunistyczną pałkę, okładając nią każdego, kto stał na drodze jej władzy: działaczy chłopskich, demokratycznych socjalistów, liberałów, feministki. Do tej pory w Polsce antykomunizm nie kojarzył się z podobnymi praktykami reżimów Pinocheta, czy Videli, ale z wolnościową, demokratyczną i anty-autorytarną tradycją.

Skrajnie zinstrumentalizowany antykomunizm staje się tarczą chroniącą skrajną, faszyzującą prawicę.

Choć PiS za mniej, lub bardziej urojony „komunizm” na razie nikogo do więzienia nie wsadza, ani nie torturuje, jest na najlepszej drodze do tego, by także w Polsce antykomunizm zaczął kojarzyć się głównie z paranoiczny polowaniem na czarownice.

Tworzenie wspólnego frontu przeciwko łamaniu praworządności i zabieraniu wolności obywatelskich jest ogromnie istotne nie tylko dla nas, ale i dla następnych pokoleń. PiS realizuję swój plan – to czarny scenariusz dla Polski. Nie czas na spory – czas na współpracę ✌️

Earl drzewołaz

Według I Prezes SN, Komisja Europejska sprawia wrażenie, jakby wierzyła w otwartość polskiego rządu. – „KE uwierzyła, że są prowadzone realne, prawdziwe negocjacje i jakieś ustępstwa naszego rządu, a to było tylko przeciąganie na czas. Aktualna władza nauczyła nas nierespektowania wykładni i reguł, do których byliśmy przyzwyczajeni. Stało się to normalne i dopuszczalne” – powiedziała prof. Małgorzata Gersdorf w wywiadzie dla agencji Reuters.

Wezwała Unię Europejską do szybszego podjęcia działań w sprawie pisowskich zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości. W przeciwnym razie nastąpią nieodwracalne zmiany. – „UE podjęła działania zbyt późno. Sędziowie zostaną zwolnieni i wtedy rząd się cofnie, ale nie będzie już jak się cofać, bo sędziów nie będzie” – powiedziała prof. Gersdorf.

W Sądzie Najwyższym pojawią się nowi sędziowie i zdaniem I Prezes przez lata będą tam występować istotne trudności w rozstrzyganiu spraw, ze względu na ich brak doświadczenia i brak ciągłości postępowania sądowego. – „Upolitycznienie polskich sądów, przed…

View original post 1 190 słów więcej

Lech Wałęsa powinien być na defiladzie jako kamień milowy naszej niepodległości

>>>

>>>

„Chciał wypaść inteligentnie – a wyszło jak zawsze” – tak najkrócej można skomentować ostatni błysk myśli ministra Mariusza Błaszczaka. Siedząc w pewnym radiu znanym z miłości bliźniego, minister rządu RP nazwał uczestniczących w poznańskim Marszu Równości „sodomitami”.

Słowo o dużej wadze gatunkowej, uwielbiane przez polską prawicę, zdawałoby się wskazuje na biblijne oczytanie ministra. I wiadomo o jaki grzech chodzi, prawda?

Otóż, jak to zawsze z PiS-em bywa – to głęboka nieprawda.

Historia o zniszczeniu Sodomy i Gomory to w Biblii krótka przypowieść, dość marginalna nawet w samej księdze Genesis. Lot, bratanek Abrahama, zamieszkał z rodziną w Sodomie. Bóg postanowił Sodomę ukarać za jej, niewymieniony z nazwy, grzech (18:21). Pan wysłał posłańców – dwoje aniołów – aby zbadali, czy aby na pewno jest tak źle jak przypuszczał. Lot przyjął aniołów i zaprosił ich do domu. Na wieść o tym, mężczyźni Sodomy (w tym zięciowie Lota) zgromadzili się przed jego domem i zażądali aby im ich wydał – chcieli gości zbiorowo zgwałcić (19:5). Lot próbował ratować gości, i zamiast aniołów zaproponował mieszkańcom własne córki. Przeczytajmy uważnie: zaproponował im dziewczynki młodsze niż 12-letnie, do zbiorowego gwałtu. Ta wstrząsająca propozycja była desperacką próbą otrzeźwienia mieszkańców i wskazania im, że ich czyn jest potworny. Męscy mieszkańcy Sodomy uwzięli się jednak i chcieli publicznie i zbiorowo zgwałcić gości Lota. Historia kończy się cudownym uratowaniem Lota, jego rodziny (w tym dziewczynek) i gości, po czym Bóg niszczy Sodomę i Gomorę, o której grzechu nie wiemy dosłownie nic.

Męscy mieszkańcy Sodomy uwzięli się jednak i chcieli publicznie i zbiorowo zgwałcić gości Lota. Historia kończy się cudownym uratowaniem Lota, jego rodziny (w tym dziewczynek) i gości, po czym Bóg niszczy Sodomę i Gomorę, o której grzechu nie wiemy dosłownie nic.

Uważna lektura przypowieści wskazuje wyraźnie, że rzekomy wątek homoseksualny jest tutaj nieistotny: w zbiorowym gwałcie uczestniczą „wszyscy mężczyźni” (19:5), w tym zięciowie, a więc heteroseksualiści. Lot proponuje im w zamian, bezskutecznie własne małoletnie córki. Jak zresztą wiemy na podstawie badań psychologicznych – w gwałcie chodzi nie seks jako taki, ani o seks z mężczyznami (chodzi przecież o anioły!), ale o władzę. Mężowie Sodomy, chcą pokazać bezbronnym przybyszom, kto ma władzę, a kto jej nie ma. Chcą upokorzyć gości – zbiorowo, publicznie ich gwałcąc. Bo nic nie upokarza mężczyzny tak, jak bycie potraktowanym przez innego mężczyznę jak kobieta.

„Grzech Sodomy” jest w oczach Biblii grzechem potwornym, bo chodzi nie tyle o taką czy inną odmianę seksu między mężczyznami, ale o pogwałcenie świętego prawa gościnności przez gospodarzy. I publiczne upokorzenie bezbronnych.

Tak też właśnie „grzech Sodomy” interpretuje Biblia w trzech (aż trzech!) pozostałych przypadkach, gdy go wymienia. W księdze proroka Ezechiela 16:48 Bóg wyraźnie nazywa grzech Sodomy grzechem „pychy” gdyż jego mieszkańcy „nie wspomagali biednych i tych w potrzebie.” W Ewangelii Mateusza 10:14-15 Jezus ostrzega, że miasta które nie przyjmą, albo źle przyjmą, jego uczniów i nauczanie zostaną potraktowane w dniu Sądu Ostatecznego gorzej niż Sodoma (i Gomora). Zero fiksacji na temat seksu. O nim, jako o przyczynie zniszczenia Sodomy wspomina tylko List Judy 1:7 – ale warto tutaj przypomnieć, że w historii w Genesis 19 mówimy nie o seksie dobrowolnym, ale o zbiorowym gwałcie przez heteroseksualnych mężczyzn, jako o sposobie „przyjęcia” gości.

Tyle Biblia i jej wykładnia. Za wyjątkiem Listu Judy, „grzech sodomii” to brak gościnności, o obojętność wobec biednych i tych potrzebie. W Liście Judy – to używanie seksu do upokarzania innych, słabszych i w potrzebie i przez to budowanie swojego ego.

A zatem cytując pisarza Jacka Dehnela – jedynym sodomitą w czasie wywiadu w radiu był minister Błaszczak.

Człowiek który razem z podłą sodomitką Beatą Szydło rozpętał kampanię nienawiści wobec uchodźców: ubogich, ludzi w potrzebie, wdów, sierot. Ludzi, o których Biblia kilkadziesiąt przypomina nam, że mamy obowiązek ich chronić, pomagać, wspierać, udzielić gościny. Człowiek który uchodźcami straszył, a nie im pomagał.

Sodomitą jest Błaszczak et consortes, którzy odmówili wiz dla ośmiu sierot z Aleppo, bo rzekomo mogły być „zagrożeniem terrorystycznym”. Sodomitą jest Kaczyński, który takiego podłego człowieka trzyma, promuje, i pozwala sączyć ten podły, nienawistny jad.

„Parada Sodomitów” nie miała miejsca w sobotę w Poznaniu. Prawdziwą paradę sodomitów zobaczymy zapewne, gdy rząd i parlamentarzyści PiS zameldują się w świetle kamer na modłach. Będą się chwalić jakim to wielkim, potężnym państwem jest budowana IV RP, i jak wiele mogą, i jak to mogą pokazać bezbronnym i „innym” gdzie jest ich miejsce. Publicznie tych „innych” upokorzyć, zohydzić, odebrać człowieczeństwo. Zupełnie jak mieszkańcy Sodomy kilka tysięcy lat temu.

Tak, jutro w dniu pewnej Żydówki-uchodźczyni, zobaczymy jeden wielki pokaz Polaków-sodomitów. I nie będzie wśród nich żadnego zdeklarowanego geja!

Schetyna: Za 2 lata, po zwycięskich wyborach samorządowych, 15 sierpnia 2020 będziemy wszyscy razem

Za dwa lata w innej rzeczywistości politycznej, po wygranych, zwycięskich wyborach samorządowych i parlamentarnych, będziemy w stanie zorganizować te wybory w taki sposób, że wszyscy staniemy obok siebie. Nie będzie różnych uroczystości. Nie będziemy tego dnia pamięci 15 sierpnia czcić osobno, czy przeciwko sobie tak jak jest dzisiaj. Będziemy wszyscy razem za dwa lata, 15 sierpnia 2020 roku – mówił Grzegorz Schetyna podczas briefingu prasowego przed pomnikiem Piłsudskiego w Warszawie.

Z okazji Święta Wojska Polskiego chciałabym wszystkim żołnierzom podziękować za ich służbę, jednocześnie życzyć im mądrego dowództwa, również cywilnego. Dobrego uzbrojenia, którego im brakuje. Ale przede wszystkim to święto , kolejne podzielone święto pokazuje jak ukradziono nam wspólnotę. Chcemy, żeby święto 2020 roku to była już wspólnota, którą odzyskamy – dodawała przewodnicząca Nowoczesnej, Katarzyna Lubnauer.

Jeśli myślę o Defiladzie Niepodległości, to powinien w niej być Lech Wałęsa – jako osobny kamień milowy w rozwoju i utrzymywaniu Siły Niepodległości. ✌️

Earl drzewołaz

Prof. Jerzy Zajadło o trzech latach „dobrej zmiany”. Z grubsza 27:1.

Kurewstwo jakie prezentuje towarzysz Sekretarz KC PZPR Marek Król (obecnie publicysta „Sieci” i ekspert TVP info) przekracza wszelkie granice. To moralne dno!!!

Rosyjska partia w Polsce czyli PiS wykonała swoją robotę. Die Welt: Europa Środkowa zagraża jedności UE.

Polacy, Czesi i Węgrzy tęsknili długo za zjednoczoną Europą. Wyrazicielami tej tęsknoty byli pisarze i artyści. Teraz Europa Środkowa stała się bastionem nieliberalnej demokracji zagrażającym europejskim wartościom

Autor eseju „Europa Środkowa jest martwa” Wolf Lepenies rozpoczyna swój wywód od przypomnienia, że tęsknota za zjednoczoną Europą była w okresie powojennym szczególnie silna wśród pisarzy, artystów i naukowców w Europie Środkowej i że to właśnie oni odegrali kluczową rolę w „przełomach roku cudów” – roku 1989. To dzięki nim proces jednoczenia Europy przebiegał w atmosferze „pasji i patosu” i oparty był na świadomości wspólnych wartości.

„Dziś Europa Środkowa stanowi zagrożenie dla jedności Unii…

View original post 1 600 słów więcej

PiS na świecie nikogo już nie orżnie. CNN rozprawia się z tymi niszczycielami Polski

https://twitter.com/Ken__12345/status/1024850685240795137

Konrad Dulkowski, PREZES OŚRODKA ZACHOWAŃ RASISTOWSKICH I KSENOFOBICZNYCH, pobity przez neofaszystów.

>>>

Jeden Kaczyński ma na sumieniu 95 ofiar katastrofy smoleńskiej, drugi Jarosław chciałby zabić cały naród. Taka jest ich funeralna Księga Guinnessa.

Earl drzewołaz

Hanna Stadnik, pseudonim „Hanka”, w Powstaniu Warszawskim walczyła razem z Rajmundem Kaczyńskim. – „Ojciec braci Kaczyńskich był moim kolegą z „Baszty”. Jak Leszek Kaczyński został prezydentem Warszawy i mu gratulowaliśmy, jego ojciec powiedział: – „Moim synom nie wolno dawać władzy. Zniszczą każdego, kto jest od nich lepszy, bo są złośliwi”. Lech był gorszy z zachowania, tak z obserwacji. Za to jego żona była cudowną osobą. I to ona go wychowała, jak każda żona swojego męża– powiedziała bohaterka Powstania Warszawskiego w TVN 24.

„Mieliśmy przez te prawie 30 lat wolność. Żyliśmy pełną piersią. Byliśmy szanowani za granicą, Unia liczyła, że będzie miała w nas wielką pomoc, że będziemy opoką na granicy z Rosją. No i co się dzieje. Żyłam w PRL. Doskonale wiem, że działała wtedy tylko jedna partia i dzisiaj jest to samo. To jest przerażające” – stwierdziła Hanna Stadnik. Powiedziała, że nie martwi się już o siebie…

View original post 1 178 słów więcej

Kogo PiS robi z Polaków?

Dyskusje, jakie wywołała na całym świecie nowelizacja ustawy o IPN, nie służą Polsce. Można odnieść wrażenie, że pozycja, na którą pracowaliśmy przez ostatnich kilkadziesiąt lat, zostaje konsekwentnie niszczona pod pretekstem – o ironio – obrony dobrego imienia Polski. Na piątkowej konferencji w Brukseli przewodniczący Rady Europy – Donald Tusk, odniósł się do relacji Polski z Izraelem, określając zaistniałą sytuacją jako bardzo poważną, na którą jest „tylko jedna rada, a mianowicie – zatrzymać falę złych opinii o Polsce oraz antysemickich wypowiedzi w kraju.”  („Tusk do Morawieckiego: nie jest za późno na zwykłą ludzką przyzwoitość”) Na reakcje polityków PiS-u nie trzeba było długo czekać. Jak donosi portal wpolityce.pl do słów przewodniczącego Rady Europy odniosła się na antenie Radia Maryja prof. Krystyna Pawłowicz.

Mówienie o tym, że w Polsce „powinniśmy przestać szerzyć antysemityzm” jest jednostronnym uderzaniem w Polskę. Tutaj walka toczy się o to, że my nie wypowiadamy antysemickich stwierdzeń, rząd nie wypowiada się antysemicko, tylko broni dobrego imienia Polski i prawdy. Jest to dowód największej możliwej hipokryzji. To, co mówi pan Tusk jest niezwykle zakłamaną i fałszywą wypowiedzią”.

W dalszej części swojej wypowiedzi prof. Pawłowicz zarzuca poprzednim ekipom rządzącym całkowitą bierność i zakłamanie w tematyce „polskich obozów śmierci”. Odpierając natomiast argumenty na temat szerzącego się w Polsce antysemityzmu, prof. Pawłowicz powiedziała jednocześnie, że rząd tylko broni dobrego imienia Polski i prawdy. Pan Tusk najwyraźniej nie widzi drugiej strony – izraelskiej, która fałsz zadaje prawdzie. Tu toczy się walka o prawdę. W Polsce nie ma żadnych przejawów antysemityzmu. Jest jedynie fala obrony, również oddolnej obywatelskiej, dobrego imienia Polski.”

Gdyby nie fakt, że sytuacja jest niezwykle trudna, można by wyobrazić sobie PiS w roli obrażonego chłopczyka, który tupie na wszystkich, próbując ich ustawić w kącie. Taki niezrozumiały dla pozostałych rodzaj zabawy, w której nie chcą uczestniczyć i odwracają się. Tylko, to co się dzieje, nie jest zabawą. Trudno dzisiaj dokładnie przewidzieć, jakie będą długoterminowe skutki pisowskiego podnoszenia z kolan narodu, ale jednego możemy być pewni: naprawianie wizerunku Polski na arenie międzynarodowej zajmie nam wszystkim wiele lat i wysiłku.

„Lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach”.

Radosław Sikorski miał najmocniejsze wystąpienie w czasie Krajowej Rady Platformy Obywatelskiej w Warszawie.

SZACUNEK ZA TE SŁOWA 🇵🇱🇪🇺

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze: Niech żyje syf!

Brawo, drodzy. Dzięki wam Polska wstaje z kolan.

Nauczycielka języka polskiego w gimnazjum mojej córki opowiedziała o rodzicach uczennicy, którzy kilka lat temu zgłosili się do niej z pretensjami, że każe dzieciom czytać książkę Idy Fink. – „Po co to czytać? Czego uczy taka opowieść pozbawiona happy endu?” – dopytywali się.

Zdumiona nauczycielka nie wiedziała, jak zareagować na tak kretyński zarzut, więc starała się wytłumaczyć, że nie każda opowieść musi się kończyć happy endem i że smutne historie też bywają pouczające i mogą nieść ważne przesłanie wzbogacające młodego człowieka i rozwijające jego wrażliwość. Oni jednak nie odpuszczali, więc ostatecznie nauczycielka poinformowała ich, że jeśli się nie zgadzają, to ich dziecko może nie czytać tej książki, bo to lektura uzupełniająca, a nie podstawowa, obowiązująca wszystkich.

Dopiero po zakończeniu rozmowy wyjaśniło się, o co naprawdę chodziło. Szydło wyszło z wora. – „A w ogóle to po co polskie dzieci mają czytać książki żydowskich pisarzy? Niech się tego uczą żydowskie dzieci” – powiedzieli na odchodnym rodzice dziewczynki.

Ta rozmowa odbyła się w innej epoce. W Polsce nie rządził jeszcze PiS i antysemici wstydzili się wystąpić z otwartą przyłbicą. Ukrywali swój antysemityzm, bo uważali, że to przypadłość równie kłopotliwa i krępująca jak syfilis, dawniej noszący nazwę „niemocy kurewników i cudzołożników”. Broniąc umysłu swego dziecka przed myślami żydowskiej pisarki, musieli zdrowo się nagimnastykować, by podać jakiś wiarygodny powód swego sprzeciwu.

Jednak od tamtej pory w Polsce dokonała się „dobra zmiana” – dziś ofiary wirusa paradują z uniesionym czołem, chełpliwie głosząc wszem i wobec: „Jesteśmy dumnymi nosicielami”.

Brawo drodzy, ja też jestem z was dumny. Dla mnie to naprawdę zaszczyt i wielka radość obracać się wśród ludzi pokrytych ropiejącymi wrzodami, z powiększonymi węzłami chłonnymi i wypadającymi włosami. Dzięki wam Polska wstaje z kolan i odzyskuje należny jej szacunek wśród narodów świata.

A wszystko to zawdzięczamy Jarosławowi Kaczyńskiemu, który przywrócił nam godność, mówiąc: – „Nie ma się czego wstydzić; jesteśmy dumnym narodem i przedmurzem chrześcijaństwa, nie będą nam inni narzucać swoich norm politycznej poprawności”. Dzięki panu prezesowi świat patrzy z uznaniem, jak na terenach zamieszkałych przez mniejszość białoruską maszerują dziarscy rodacy sławiący imię Romualda Rajsa „Burego”, który w minionej epoce niesłusznie był uznany za zbrodniarza i mordercę białoruskich chłopów. Tymczasem dziś już wiemy, że to bohater narodowy i żołnierz wyklęty.

Niezmiernie wdzięczny jestem też panu prezesowi za zaprowadzenie porządku na polskich ulicach. Dawniej panowało tu całkowite bezhołowie i Polak czuł się jak obywatel drugiej kategorii, panoszyli się jacyś Ukraińcy, Niemcy, pełno było ciapatych, którzy bez skrępowania trajkotali w swoich narzeczach, jakby byli u siebie w domu. Dziś wreszcie nabrali trochę moresu.

A gdy jeden taki profesor uniwersytetu (to prawdziwa zakała polskości ci jajogłowi!) próbował z Niemiaszkiem gadać w tramwaju po ichniemu, to zaraz został przywołany do porządku przez patriotę, który dał mu w ryj. I dobrze. Wreszcie jesteśmy gospodarzami w swoim własnym kraju. Dziękujemy, panie prezesie. Niech żyje syf!

Waldemar Mystkowski o Morawieckim.

Polityki nie da się uprawiać – zwłaszcza na zewnątrz – kłamiąc przyjaciołom w żywe oczy. A tak postępuje premier Mateusz Morawiecki, kontynuując sławetną linię zwycięstwa 1:27 Beaty Szydło, tj. Jarosława Kaczyńskiego. A jeżeli tę samą miarkę moralną stosuje się do przyjaciół, tym samym ustawia się ich w szeregu nieprzyjaciół. I niedługo doświadczymy owoców dla Polski, odpowiednim potraktowaniem naszego kraju w organizacjach międzynarodowych, szczególnie w Unii Europejskiej.

„Ofensywa” europejska Morawieckiego bierze się tylko z jednego, rozpoczęcia gry o unijny budżet po 2020 roku. Karty przetargowe mamy żadne, same blotki o najniższych nominałach wiarygodności. Angela Merkel zapowiedziała, iż rozdział budżetu winien być powiązany z solidarnością w kwestii uchodźców, a komisarz Günther Oettinger uzależnić chce od praworządności.

Ofensywę Morawieckiego biorę w cudzysłów, jak jego samodzielność. Pijarowcy podpowiedzieli mu, aby spory wokół Holocaustu spowodowane nieszczęsną ustawą o IPN przewekslować na antypolonizm, który jakoby zagraża tożsamości Polski. Takiego argumentu użył Morawiecki w rozmowie z amerykańskim portalem Bloomberg, co w komentarzu zostało potraktowane zdziwieniem, wszak antypolonizm na sztandarach noszą najbardziej radykalne nacjonalistyczne grupy w Polsce. My w Polsce to wiemy, świat właśnie o tym się przekonuje.

Na szczycie w Brukseli Morawiecki usłyszał od Donalda Tuska bardzo nieprzyjemne słowa: „Wszyscy ciężko pracowaliśmy w Polsce, ja też, przez ostatnie 30 lat, nad dobrymi relacjami Polski ze światem zewnętrznym, w tym z Izraelem i wspólnotą żydowską. Nie możemy pozwolić, żeby ktoś w kilka tygodni zrujnował całą tę robotę”.

Morawiecki przelotnie spotkał się z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem, zapowiedział, iż do czasu kolejnego z nim spotkania będzie gotowa „biała księga” w sprawie praworządności w Polsce. To ma być odpowiedź na uruchomienie artykułu 7 Traktatu UE, który może na końcu skutkować sankcjami wobec Polski.

W czasie, gdy Morawiecki w Brukseli mamił polityków europejskich i Junckera, profesor Uniwersytetu Middlesex w Londynie, Laurent Pech, przeanalizował inny niedawny wywiad Morawieckiego dla „Spiegla” i wykazał kłamstwa premiera polskiego rządu.

„Morawiecki w wywiadzie dla „Der Spiegel” mija się z prawdą?

Otóż w „białej księdze” zapowiadanej przez Morawieckiego powinna znaleźć się analiza prof. Pecha z Uniwersytetu Middlesex, podana w skondensowanych wpisach na Twitterze.

Co tymi kłamstwami zyska Morawiecki? Nic. Przedłuży agonię Polski. I gdyby był w miarę uczciwy w stosunku do swego kraju i rodaków, po przyjęciu rozdziału unijnych pieniędzy – mam jednak nadzieję, że PiS do tego czasu nie będzie u władzy – Morawiecki za dawnym premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem zakrzyknie (jednak odwrotnie do „yes, yes, yes”): no, no, no!

Prawicowe półgłówki. Pisowskie pachołki

Dzieje się tak, że policję i sluzby specjalne zastępuje niezależna telewizja TVN. Tak było zabójstwem paralizatorem Igora Stachowiaka przez policję we Wrocławiu.

Tak teraz ujawniono szokujące obrzedy faszystów. Policja nic nie wie, slużby nie mają pojęcia, musi za nich robotę odwalić dziennikarz.

Jak ja teraz słucham pis-że to wszystko to wina PO, to powiem tak Q…przestańcie kłamać,to PO walczyła z kibolami i nazistami, za to wy z naziolami i kibolami ręka w rękę manifestowaliście.

Pisze o tym Daniel Passent.

Pośród niezliczonych pytań, jakie się nasuwają, wybieram jedno: gdzie były służby i policja, odpowiedzialne za zwalczanie i penetrację środowisk przestępczych prowadzących działalność sprzeczną z prawem, w tym z konstytucją? Gdzie są dymisje odpowiedzialnych? Jeden znakomity reporter potrafi więcej niż cała służba do tego przeznaczona. Instytucje państwowe, takie jak IPN, wojewodowie, szkoły, media publiczne, skupione na dekomunizacji umysłów, ulic i pomników, jakoś dziwnie mało zajmują się defaszyzacją, radykalną prawicą, spadkobiercami pogromów, wyznawcami Adolfa. Nie zabrakło ich na Marszu Niepodległości.

(…)

Odpowiedzialny za pracę policji minister Zieliński pozostał na stanowisku i przetrwał rekonstrukcję rządu, a minister Mariusz Błaszczak został ministrem obrony.

Ciekaw jestem informacji, jaką w sprawie organizacji ekstremistycznych ma w czwartek, 25 stycznia, złożyć w Sejmie nowy szef MSWiA, Joachim Brudziński. Zobaczymy, jak ten problem naświetli i czy będzie się kajał za resort, którym jeszcze kilka tygodni temu kierował jego partyjny kolega, Błaszczak.

Może minister Mariusz Kamiński – gospodarz służb – oraz (kolejny) komendant główny policji zwołają konferencję prasową, podziękują TVN-owi, wręczą odznaczenia autorom demaskatorskich reportaży i podzielą się refleksjami, jak to się dzieje, że reporterzy i media wyręczają służby i policję?

Jaka jest rzeczywista wartość służb zarządzanych przez PiS – analizuje Ewa Siedlecka.

Obywatele RP, „kobiety z Mostu” i wszyscy inni, którzy blokowali nazistowskie przemarsze są dziś moralnymi zwycięzcami. Ale też kryminalistami, których ściga aparat PiSowskiego państwa. Tego samego, którego funkcjonariusze właśnie publicznie oburzają się po materiale Superwizjera TVN24.

(…)

Teraz obserwujemy wzmożenie po materiale telewizyjnym o czczeniu Hitlera. Ciekawe, na jak długo go wystarczy. A warto pamiętać, że przeciwko osobom z Obywateli RP, KODu, Strajku Kobiet i innych organizacji blokujących rozmaite pochody neonazistów toczą się postępowania, za przeszkadzanie w „legalnym zgromadzeniu”. Legalnym, czyli w tym przypadku takim, które idzie pod nazistowskimi, ksenofobicznymi, nienawistnymi hasłami. Obywatele RP są nawet ścigani za blokowanie ostatniego Marszu Niepodległości zanim zdążyli stanąć na jego trasie i zanim on w ogóle ruszył.

A czternastu Kobietom z Mostu, które siadły w środku neonazistowskiej demonstracji idącej w ramach Marszu nie udzielono pomocy, poszarpano i grożą im zarzuty.

Premier Morawiecki oburza się, że neonaziści obrażają pamięć polskich bohaterów. Jakoś nie staje w obronie zadeptywanych kobiet, obrażanych i zastraszanych osób LGBT, nie oburza się podpaleniami siedziby Kampanii przeciw Homofobii, a rząd wypiera się, jakoby przestępstwa z ksenofobicznej nienawiści były w Polsce problemem. Oburza się na czczenie Hitlera. Tymczasem owa cześć oddawana Hitlerowi to tylko kuriozalny dodatek do niszczącej moralność publiczną i więzi społeczne aktywności neonazistowskich ugrupowań działających w Polsce. Jedynymi, którzy się im naprawdę przeciwstawiają, są działacze pozarządowej demokratycznej opozycji, których rząd PiS za to prześladuje.

Więc jakoś nie wzrusza mnie to obecne wzmożenie. I nie wierzę w moralne przebudzenie PiSu. Ale hipokryzja jest podobno hołdem występku składanymcnocie, więc dobrze, że chociaż w ten sposób owa cnota zyskała uznanie.

KUKIZ MA ZA CO PRZEPRASZAĆ. Dzięki niemu tacy ludzie jak Winnicki dostali się do Sejmu…

Pisowskie zakłamanie podsumowuje dziennikarz „Rzeczpospolitrj” Jacek Nizinkiewicz.

Post Navigation