Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Patryk Michalski”

Morawiecki odpowiada Putinowi

Premier Morawiecki odpowiedział na atak Moskwy: „Naród rosyjski – największa ofiara Stalina – zasługuje na prawdę. Nie ma zgody na zamianę katów z ofiarami”. Dr Adamski: „Taka stanowcza odpowiedź i gotowość do konfrontacji z Rosją na tle oceny stalinowskiego totalitaryzmu może zmniejszyć zapędy do powtórzenia ataków na Polskę”

Władimir Putin w ostatnim czasie kilkukrotnie zaatakował Polskę, wypowiadając się na temat II wojny światowej. Oskarżył władze II RP o spiskowanie z Hitlerem i przypisał im współodpowiedzialność za Holokaust. Wracając do sowieckiej narracji – co robi konsekwentnie od lat – wystąpił też w obronie paktu Ribbentrop-Mołotow, przedstawiając go wyłącznie jako układ o nieagresji.

niedzielę 29 grudnia 2019 oświadczenie wydał premier Mateusz Morawiecki. Przypomniał o konsekwencjach paktu podpisanego – wraz z tajnym protokołem –  23 sierpnia 1939 roku przez ministrów spraw zagranicznych III Rzeszy i Związku Radzieckiego oraz o zbrodniach Józefa Stalina, podkreślając, że „największymi ofiarami komunizmu byli obywatele Rosji”.

Szef polskiego rządu zaznaczył, że Putin wielokrotnie i w pełni świadomie kłamał na temat Polski.

„Zwykle dzieje się to w sytuacji, gdy władza w Moskwie czuje międzynarodową presję związaną ze swoimi działaniami. I to presję nie na historycznej, a na jak najbardziej współczesnej scenie geopolitycznej”.

Premier nawiązał w ten sposób do problemów Putina. To m.in. brak ustępstw Zachodu podczas szczytu „czwórki normandzkiej” w sprawie Ukrainy oraz spodziewane opóźnienie w budowie rurociągu Nord Stream II, a wraz z nim potężne problemy finansowe i wykluczenie Rosji z najbliższych igrzysk olimpijskich, zarówno letnich, jak i zimowych.

Mateusz Morawiecki zakończył oświadczenie, zwracając uwagę na doświadczenie rosyjskie:

„Naród rosyjski – największa ofiara Stalina, jednego z najokrutniejszych zbrodniarzy w historii świata – zasługuje na prawdę. Głęboko wierzę w to, że naród rosyjski jest narodem ludzi wolnych – i że odrzuca stalinizm, nawet gdy władza prezydenta Putina stara się go zrehabilitować.

Nie ma zgody na zamianę katów z ofiarami, sprawców okrutnych zbrodni z niewinną ludnością i napadniętymi państwami. W imię pamięci o ofiarach i w imię wspólnej przyszłości musimy dbać o prawdę”.

„Putin celowo zaatakował przed świętami”

„Bardzo dobrze oceniam oświadczenie premiera Mateusza Morawieckiego. Stanowcza odpowiedź i gotowość do konfrontacji z Rosją na tle oceny stalinowskiego totalitaryzmu może zmniejszyć zapędy do powtórzenia ataków na Polskę przez przedstawicieli najwyższych władz Rosji. Ma to znaczenie w kontekście zbliżającej się 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau.

Mimo to spodziewam się, że Kreml poprzez agentów wpływu, media społecznościowe i dyplomację będzie dalej upowszechniać tezę, że Polska współpracowała z Hitlerem przed wojną”,

mówi OKO.press dr Łukasz Adamski, wicedyrektor Centrum Polsko Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia (CPRDiP).

„Dobrym ruchem jest pozycjonowanie się jako obrońca również narodu rosyjskiego i obywateli innych republik postsowieskich przed rewizjonizmem historycznym i jako kustosz pamięci stalinowskich ofiar. Zwracam uwagę również na to, że Putin został w nim nazwany wielokrotnym kłamcą, co wywoła jakąś reakcję Federacji Rosyjskiej, choć trudno przewidzieć czy jutro, czy już po 1 lub 7 stycznia. Putin celowo zaatakował Polskę przed najważniejszymi dla Polaków dniami w roku, a więc Świętami Bożego Narodzenia.

Sytuacja wymaga symetrycznej reakcji, dlatego władze Rosji dostały odpowiedź przed Sylwestrem, który z kolei jest ważny w zeświecczonym społeczeństwie rosyjskim i przed świętami Bożego Narodzenia obchodzonymi przez Cerkiew w styczniu”.

Czy w sprawę powinien zaangażować się prezydent? Dr Adamski: „Na poziomie dyplomatycznym możliwości zostały na razie wykorzystane. Głowa państwa jest oczywiście najważniejszym nadawcą komunikatów politycznych, ale w mojej ocenie sytuacja na razie nie wymaga odpowiedzi ze strony prezydenta. Najważniejsze to zobaczyć, jaka będzie reakcja strony rosyjskiej na oświadczenie premiera i czy Kreml wystraszy się konfrontacji z Polską.

Na Zachodzie ataki Putina nie spotkały się ze zrozumieniem, co było widać np. w prasie niemieckiej.

Polskę wsparł też lider europejskich liberałów Guy Verhofdtadt, który przecież nie pała sympatią do obecnego rządu. Spodziewam się, że dalej będzie można liczyć na solidarność świata.

Stanowisko premiera i wezwanie do MSZ rosyjskiego ambasadora, skądinąd neostalinisty z przekonań, pokazuje, że odpowiedź Polski była zdecydowana”.

Zaprzeczenie dorobku Gorbaczowa

21 grudnia stanowisko zajęło Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Resort przypomniał, że stalinowska propaganda, do której nawiązuje Władimir Putin, spotkała się z potępieniem jeszcze w Związku Radzieckim, bo skrytykował ją przecież Nikita Chruszczow. W oświadczeniu ministerstwo wyraziło też przekonanie, że należy wznowić prace Grupy ds. Trudnych:

„Słowa prezydenta Federacji Rosyjskiej są zaprzepaszczeniem wspólnej pracy polskich i rosyjskich ekspertów, ale także dorobku jego poprzedników – Michaiła Gorbaczowa i Borysa Jelcyna, którzy mimo trudności starali się szukać drogi prawdy i pojednania w stosunkach polsko-rosyjskich.

Rzetelne i krytyczne spojrzenie na historię, w miejsce propagandy, pozwoliłoby też oddać hołd milionom ofiar stalinowskich represji, także po stronie rosyjskiej”.

Sześć dni później MSZ wezwało ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa. „W trakcie rozmowy przekazano w imieniu polskich władz stanowczy sprzeciw wobec insynuacji historycznych, których dopuścili się kilkukrotnie  w ciągu ostatnich dni przedstawiciele najwyższych władz federacji Rosyjskiej, w tym w szczególności Władimir Putin, jak również przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin”, tak wiceminister Marcin Przydacz relacjonował przebieg piątkowego spotkania w rozmowie z PAP.

Przydacz powtórzył, że w sposób „świadomy i agresywny” do rosyjskiej narracji historycznej włącza się elementy stalinowskiej propagandy. Stoi to

„w rażącej sprzeczności ze zobowiązaniami międzynarodowymi Federacji Rosyjskiej, a także są szyderstwem z milinów ofiar stalinowskiego totalitaryzmu, którego ofiarą był też naród rosyjski”.

O ile spotkanie w resorcie, które prowadził dyrektor departamentu wschodniego Jan Hofmokl, Andriejew ocenił jako trudne, ale przebiegające w atmosferze uprzejmości, to rozmowę ministra Przydacza z PAP uznał za afront. „Gazeta Wyborcza” odnotowała jego wypowiedź dla agencji TASS. Rosyjski dyplomata powiedział, że Przydacz nie brał udziału w spotkaniu i gdyby w jego trakcie wyraził to, co w wywiadzie dla PAP, stanowczo zaprotestowałby, bo to „bezpodstawne i obraźliwe słowa” o jego kraju i prezydencie.

Minister Przydacz odpowiedział następnego dnia na Twitterze, zarówno w języku polskim, jak i angielskim:

„Gotowi jesteśmy tłumaczyć rosyjskim dyplomatom prawdę historyczną tak długo, jak będzie trzeba. Do czasu, kiedy pogodzą się z tym, że świat nie zapomni paktu Ribbentrop-Mołotow i parady sowiecko-hitlerowskiej w Brześciu”.

Kidawa-Błońska krytykuje Dudę, Tusk apeluje o jedność

29 grudnia oświadczenie – omówione na wstępie – wydał Mateusz Morawiecki. Oceny reakcji polskiego rządu na wypowiedzi rosyjskiego prezydenta są podzielone. „Słowa Putina wobec Polski są niegodne i fałszywe. Braku reakcji prezydenta nie można zaakceptować. Chaotyczne działania MSZ pokazują słabość polityki zagranicznej tej ekipy” – napisał na Twitterze krótko po zajęciu stanowiska przez premiera lider PO Grzegorz Schetyna.

Szef partii jest jednomyślny z jej kandydatką w wyborach prezydenckich, Małgorzatą Kidawą-Błońską, która również na Twitterze zarzuciła Andrzejowi Dudzie brak reakcji: „W ostatnich dniach jesteśmy świadkami rosyjskiej ofensywy propagandowej, która szkaluje Polskę i próbuje zmienić Jej rolę w historii. Ze zdumieniem obserwuję bierność i bezradność rządu.

Wzywam prezydenta Andrzeja Dudę do podjęcia pilnych działań. Gdzie Pan jest Panie Prezydencie?”.

W innym tonie niż Grzegorz Schetyna i Małgorzata Kidawa-Błońska wypowiedział się wcześniej Donald Tusk: „Wobec bezczelnych kłamstw prezydenta Putina i rosyjskiej propagandy potrzebne jest wspólne stanowisko polskich władz i opozycji. Tu nie ma miejsca i czasu na wewnętrzny spór”.

Rzecznik Andrzeja Dudy w „Kawie na ławę” ocenił, że gdyby prezydent zareagował na słowa Putina, zrobiłby dokładnie to, czego oczekuje Kreml.

Na antenie Polskiego Radia szef gabinetu prezydenta RP Krzysztof Szczerski podkreślał, że treść oświadczenia wydanego przez premiera Mateusza Morawieckiego była konsultowana z Andrzejem Dudą. Dodał, że prezes rady ministrów i głowa państwa są w stałym kontakcie, a na piątkowej naradzie podjęto decyzję, by nie nadawać sprawie najwyższej politycznej rangi: „Zobaczymy, jaka będzie reakcja Rosji na to oświadczenie. Jest możliwe, że w dalszym kroku prezydent, czyli głowa polskiego państwa, zabierze głos. Mamy jednak nadzieję, że sprawa ze strony rosyjskiej zostanie zreinterpretowana i nie będzie konieczności, by przeszła ona na poziom prezydenta Polski”.

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

Sąd Najwyższy opublikował ponad 40-stronicową opinię do projektu ustawy, która ma wprowadzić zmiany w ustroju sądów powszechnych oraz SN. Pierwsza Prezes SN, prof. Małgorzata Gersdorf wyraziła w nim dezaprobatę dla proponowanych zmian. Zdaniem wnioskodawców projekt ma przeciwdziałać „anarchii” w wymiarze sprawiedliwości, jednak zdaniem SN, w dłuższej perspektywie może on prowadzić nawet do polexitu. Opinia została złożona wczoraj w kancelarii Sejmu. jej treść dziś pojawiła się dziś w serwisie internetowym SN.

SN w swojej opinii stwierdza, że „skutki, do których wywołania dąży Projektodawca, pozostają w sprzeczności z zasadą pierwszeństwa prawa Unii Europejskim nad prawem krajowym”. Poza tym, według niego, projektodawca proponowanymi przepisami chce wymusić na sędziach niestosowanie prawa Unii Europejskiej w zakresie, który wynika między innymi z listopadowego wyroku TSUE, dotyczącego organizacji pracy w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Może to, z dużym prawdopodobieństwem prowadzić do wszczęcia przez instytucje UE procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów, a w…

View original post 2 648 słów więcej

 

Protesty wyborcze PiS były bezzasadne, Sąd Najwyższy nie miał innej możliwości niż je odrzucić

Kmicic z chesterfieldem

– „Nie ma niedzieli, żeby proboszcz nie prosił o pieniądze. Czasem człowiek ma wrażenie, że to mamona jest ważniejsza niż Ewangelia. Styl, w jakim mówi jest skandaliczny. Człowiek ma wrażenie, że on żąda, a nie prosi” – powiedział „GW” jeden z parafian kościoła pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu. Proboszcz ks. Stanisław Pankiewicz ogłosił bowiem, ile trzeba zapłacić za tzw. wypominki za zmarłych.

Roczne „kosztują” 50 zł – przez cały rok po mszy o godz. 8.00 wyczytywane będzie nazwisko zmarłego.   – „Doszliśmy do ściany, skoro na ambonie padają konkretne kwoty. Jeśli tak, to chyba warto wprowadzić oficjalne cenniki i zainstalować kasy fiskalne” – skomentował inny parafianin.

Inny w mailu nadesłanym do „GW” napisał: – „Jest to dla nas bulwersujące zjawisko godzące w nasze postrzeganie wiary, instytucji Kościoła i nie mające prawa bytu w świetle nauk papieża Franciszka. (…) Jest to nie pierwsza sytuacja, w której zachowanie naszego obecnego proboszcza jest dla…

View original post 1 135 słów więcej

 

PiS zabezpiecza się, aby nie oddać władzy

Teoretycznie możliwy jest scenariusz, w którym partia Jarosława Kaczyńskiego nie dopuści do zebrania się nowego Sejmu. I wykorzysta do tego wyrok unijnego trybunału. A także samodzielnie zmieni konstytucję.

Niemożliwe? A czy możliwe było niezaprzysiężenie sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego? Unieważnienie uchwał poprzedniego Sejmu? Odmowa publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego? Zablokowanie ułaskawieniem prawomocnego osądzenia Mariusza Kamińskiego?

„Brat bez brata”. Książka o tym, jak działa demiurg Kaczyński [wideo]

Terlecki zawiesza prace parlamentu

Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki ogłosił, że w prezydium Sejmu na wniosek PiS zapadła decyzja o przerwaniu trwającego posiedzenia i kontynuowaniu go po wyborach. Posłowie chcą się podobno mocniej zaangażować w kampanię wyborczą.

Czy to w ogóle możliwe, żeby stary Sejm obradował po wybraniu nowego? Przepisy tego nie zabraniają. Tak jak nie zabraniają zwołania obrad w Sali Kolumnowej ani nawet na statku morskim, pod warunkiem że będzie on na polskich wodach terytorialnych. Art. 98 konstytucji mówi, że kadencja starego Sejmu i Senatu trwa do dnia poprzedzającego zwołanie nowego. Czyli teoretycznie dopuszcza obradowanie starego Sejmu po wyborach. Do tej pory nie było takiego przypadku.

PiS najwyraźniej sądzi, że będzie rządził dalej

Co szykuje PiS?

Politycy opozycji podejrzewają, że PiS zostawia sobie możliwość uchwalenia jakichś podejrzanych ustaw, w razie gdyby wyniki wyborcze nie dały mu przewagi wystarczającej do stworzenia nowego rządu. Marszałkowie Sejmu Elżbieta Witek i Ryszard Terlecki zapewniają, że nie planują nic dodawać do porządku obrad poza tym, co już w nim jest.

Wniosek o uzupełnienie porządku obrad mogą jednak wnieść posłowie. I będzie przyjęty, bo PiS ma większość. Jeśli przyjmie jakąś nową ustawę, musiałaby ona przejść przez Senat. Ten na razie nie ogłosił, że przerywa obrady na czas po wyborach, bo odbył już ostatnie posiedzenie. Jednak marszałek Karczewski może zwołać posiedzenie nadzwyczajne i je odroczyć.

Trudno się domyślić, jaką nową ustawę miałby PiS wtedy przyjąć. Może chce zmienić regulamin Sejmu, żeby zapewnić sobie fory, w razie gdyby wynik wyborów umożliwiał utworzenie rządu zarówno jemu, jak i opozycji? Ale i tak ma fory, bo premiera wskazuje prezydent.

Jest inna możliwość – że PiS zostawia sobie furtkę, by nie dopuścić do zebrania się nowego parlamentu. Albo znacząco ten moment opóźnić. A może zmienić konstytucję?

Listy PiS do Sejmu i Senatu, czyli spryt prezesa

Czy grozi nam akcja „sfałszowane wybory”

Według art. 109 konstytucji prezydent zwołuje nowy parlament „na dzień przypadający w ciągu 30 dni od dnia wyborów”. A jeśli nie zwoła? Bo np. pojawi się przygniatająca liczba protestów wyborczych i stwierdzi, że „dla dobra Rzeczpospolitej” trzeba poczekać do ich rozpatrzenia?

Akcję pod hasłem „sfałszowane wybory” przerabialiśmy już w 2014 r. po wyborach samorządowych. Pamiętamy m.in. okupowanie siedziby Państwowej Komisji Wyborczej przez zwolenników PiS na czele z Grzegorzem Braunem, dziś współtwórcą skrajnie prawicowej Konfederacji. Tym razem akcja byłaby bardziej masowa niż „marsze smoleńskie” czy Marsze Niepodległości, bo PiS-owi udało się skutecznie nastraszyć ludzi odebraniem im świadczeń socjalnych i planem zniszczenia wiary, rodziny oraz „seksualizowaniem dzieci”. Jeśli tłumy wylegną na ulice, prezydent – jak prezes Kaczyński – może powiedzieć: vox populi, vox Dei.

Stary parlament i dotychczasowy rząd będą pracować, a wybrana przez PiS Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego będzie rozpatrywać setki tysięcy protestów wyborczych. Według kodeksu wyborczego (art. 244, par. 2) ma na to 90 dni, licząc od dnia po wyborach. Ale może nie zdążyć. Na przykład ważność wyborów do Parlamentu Europejskiego, które były w maju, ogłosiła prawie z końcem terminu (2 sierpnia).

Cóż się stanie, jeśli nie zdąży? Nic. Nie takie rzeczy widzieliśmy. A dla sędziów, których legalność wyboru i działania i tak jest kwestionowana, naprawdę nie jest problemem przeciągać ogłoszenie wyniku wyborów. Ogłoszenie nieważności całych wyborów groziłoby skandalem w Unii Europejskiej. Ale można zakwestionować wybór poszczególnych parlamentarzystów (art. 224, par. 3 k.w.). A wtedy trzeba przeprowadzić ponowne głosowanie w tych okręgach.

Wybory uzupełniające ogłasza prezydent. Trzeba znowu rejestrować kandydatów, prowadzić kampanię wyborczą, organizować głosowanie, liczyć głosy, osądzać protesty wyborcze. Czas płynie, rząd Mateusza Morawieckiego rządzi, stary parlament pracuje.

Sprawdź kandydatów do Sejmu i Senatu

As w rękawie: wyrok TSUE

Jeśli wynik wyborów byłby ciągle niesatysfakcjonujący, można tak do skutku. I jest jeszcze as w rękawie: Trybunał Sprawiedliwości UE i jego wyrok w sprawie legalności powołania i działania Krajowej Rady Sądownictwa, tzw. neo-KRS. Wyrok, który może oznaczać nieważność powołania sędziów przez neo-KRS, także tych do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN.

Wyrok TSUE spodziewany jest przed wyborami, ale może też zapaść później. Jeśli zakwestionuje legalność działania Izby Kontroli Nadzwyczajnej – PiS może go uznać. I stwierdzić, że nie ma komu orzec o ważności wyborów. Któż mógłby zganić PiS za podporządkowanie się wyrokowi TSUE? Zatem uchwała Izby nie zostanie wydrukowana w „Dzienniku ustaw”, co według kodeksu wyborczego (art. 224, par. 5 i 6) jest warunkiem jej wejścia w życie. W przeciwieństwie do niepublikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego o nieopublikowanie uchwały nielegalnej izby SN nikt nie będzie miał pretensji.

I zabawa zacznie się od nowa – trzeba będzie napisać nową ustawę o KRS. KRS wybierze nowych sędziów… Oczywiście można prościej – jednym przepisem oddać orzekanie Izbie Pracy SN, która do tej pory orzekała o ważności wyborów i w której na razie nie ma żadnego neosędziego. Ale PiS-owi może w tym akurat przypadku na prostocie nie zależeć.

Zmiana konstytucji?

Brzmi to wszystko dość fantastycznie, ale cztery lata temu równie fantastycznie brzmiał scenariusz przejęcia Trybunału Konstytucyjnego czy KRS.

To wszystko to jedynie możliwości, które daje PiS-owi uprawiana przez to ugrupowanie specyficzna, antydemokratyczna i antykonstytucyjna interpretacja prawa. Nie twierdzę, że PiS ma przygotowany taki scenariusz. Ale faktem jest, że otworzył sobie do niego drzwi.

I na koniec jeszcze jedne drzwi: do zmiany konstytucji. Jeśli stary parlament nadal będzie obradował, posłowie opozycji prawdopodobnie będą te obrady bojkotować, żeby dać świadectwo sprzeciwu wobec nadużywania prawa do kwestionowania woli wyborców. PiS będzie więc sobie obradował samodzielnie.

Do wprowadzenia poprawek do konstytucji potrzeba dwóch trzecich głosów przy obecności minimum połowy z 460 posłów. Połowa to 230. Posłów PiS jest 240, a więc ponad połowa. Dwie trzecie to 153 głosy. W tej sytuacji PiS może samodzielnie zmienić konstytucję.

I teraz można pisać kolejny scenariusz.

Kmicic z chesterfieldem

Prezes Jarosław Kaczyński zabrał głos w sprawie podniesienia płacy minimalnej; polityk uważa, że reforma jest zasadna i wszelkie głosy jej krytyki są nieuzasadnione. Swoimi przemyśleniami podzielił się w Programie 1 Polskiego Radia.

Kaczyński w pełni popiera zwiększenie płacy minimalnej do pułapu 4 tys. zł brutto. „Powtarzałem od wielu lat, że nie można bez przerwy mówić społeczeństwu, że trzeba zaciskać pasa” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości. Prawicowy polityk twierdzi, że „jeśli zwiększą się płace, tworzy to nacisk na ulepszenie gospodarki” – z taką tezą z pewnością nie zgodzi się zdecydowana większość liberalnych ekonomistów.

Szef „dobrej zmiany” usiłował również wykreować się na obrońcę polskich pracowników, którym z pewnością nie jest. Prezes mówił m.in. o fali „fake…

View original post 1 068 słów więcej

 

Premierka in spe Małgorzata Kidawa-Błońska

Małgorzata Kidawa-Błońska jako kandydatka na premiera i liderka listy w Warszawie to racjonalny ruch ze strony szefa PO Grzegorza Schetyny. Podyktowany kalkulacją, ale i obawą, że Schetyna mógłby ponieść w stolicy porażkę w bezpośrednim starciu z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

Analogia między decyzją Schetyny a ruchem Jarosława Kaczyńskiego z 2015 r. jest uderzająca. Wówczas to prezes PiS patrzył w sondaże i widział, że jego partia ma szansę wygrać wybory, ale on sam jako kandydat na premiera jest przeszkodą.

Kaczyński na pytanie, czy będzie premierem, odpowiedział wówczas tak: – Chciałaby dusza do raju, ale grzechy nie pozwalają. Krótko mówiąc, to nie jest to, czy ktoś chce, czy nie chce [być premierem]. Decyzja zapadnie w odpowiednim momencie i tutaj jest tylko jedno pytanie: czy ktoś jest w stanie poprowadzić do zwycięskich wyborów, czy też nie. Właśnie, bo grzechy ciążą.

Dziś Grzegorz Schetyna mógłby zacytować Jarosława Kaczyńskiego. Różnica jest taka, że stawka za poświęcenie własnych ambicji jest już zupełnie inna.

Dla Kaczyńskiego celem była maksymalizacja szansy na triumf w wyborach, bo to było w zasięgu ręki.

Dla Schetyny celem jest ustrzec się porażki, która w konsekwencji zmiotłaby go z fotela szefa Platformy Obywatelskiej.

Niemniej, obaj liderzy wykazali się racjonalnym podejściem do swojej wagi w polityce i świadomości swoich słabości. Schetyna podjął decyzję w ostatniej chwili – tuż przed upływem terminu rejestracji list wyborczych. Po pierwsze: wysunął Małgorzatę Kidawę-Błońską jako kandydatkę Koalicji Obywatelskiej na premiera. A po drugie: umieścił ją na „jedynce” listy KO w Warszawie, a sam przesunął się na czoło listy, ale we Wrocławiu.

I jeszcze jedna różnica między decyzjami liderów PO i PiS. Jarosław Kaczyński zrezygnował z ambicji bycia premierem po ośmiu latach w opozycji. Schetyna – po czterech.

Dla Grzegorza Schetyny, który w polityce jest wyjadaczem, to z pewnością trudna lekcja. Jako lider listy PO w swoim rodzinnym Wrocławiu może być jednak spokojny o dobry wynik. W Warszawie mógł ponieść porażkę w bezpośrednim starciu z prezesem PiS. A to ryzyko było realne. W 2015 r. Kaczyński zdobył w Warszawie 202 tys. głosów, a urzędująca wówczas premier Ewa Kopacz niewiele więcej, bo 230 tys. Kiepskie notowania Schetyny nawet w elektoracie PO sprawiłyby w tegorocznych wyborach, że głosy rozpłynęłyby się po całej liście KO, więc Schetyna mógłby zanurkować poniżej 200 tys. głosów. Przekaz z porażki byłby taki: Jarosław Kaczyński pogromcą lidera opozycji w jej własnym bastionie. Kolejną pochodną byłaby erozja przywództwa Schetyny w partii i zmiana lidera.

Ale są i inne zyski dla PO z nagłego ruchu Schetyny. Platforma w końcu czymś zaskoczyła i przejmuje – choć pewnie tylko krótkotrwale – inicjatywę.

Z drugiej strony roszada Schetyny i Kidawy-Błońskiej to ruch tylko personalny. Owszem pani wicemarszałek Sejmu, a wcześniej także bardzo dobra marszałek Sejmu nie jest typem zadziornej fighterki, jest za to szanowana także w szeregach obozu władzy. To jej duże atuty. O ile Beata Szydło kreowana była na Matkę Polkę z prowincji, to Kidawa-Błońska może uchodzić za kulturalną ciotkę z Warszawy.

Jednak bez wsadu programowego i przede wszystkim odbudowania wiarygodności nie sposób dziś wygrać z PiS-em. Misja Kidawy-Błońskiej – wygrać wybory i zostać premierem – ociera się więc o political fiction. Marsz PiS po władzę trwał dwie kadencje, a J. Kaczyński rezygnował z realnej szansy na fotel premiera. Schetyna w praktyce rezygnuje z mówienia, że chce być premierem.

Wpasowanie Kidawy-Błońskiej w rolę kandydatki na premiera jest dla Schetyny dość bezpieczne. Nie ma ona bowiem charakteru Brutusa ani praktyki we wbijaniu noży w plecy swoim protektorom. Z pewnością jednak – w oczach części członków PO – jej autorytet i znaczenie dla partii wzrosną, co w dłuższej perspektywie obsadzi ją – nawet wbrew jej woli – w roli potencjalnej nowej liderki Platformy.

Kmicic z chesterfieldem

„W związku z nieprawdziwymi informacjami na temat rzekomego zaginięcia korespondencji hejterki Emilii Sz. sugerującymi, że miałyby one zaginąć w prokuraturze, wobec onet.pl i adwokata, który tego rodzaju insynuacje przekazuje – zostanie wytoczony pozew” – napisał na Twitterze Jan Kanthak, rzecznik Zbigniewa Ziobry.

O sprawie w artykule „Ważne pliki, mające związek z aferą hejterską w resorcie Ziobry, „wyparowały” w prokuraturze?”. – „Pozew się składa, wytacza się proces. PS Porada gratis…” – podsumował Borys Budka, były minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL.

„Kanthaku, ja nie sądziłem, że waść taki interdyscyplinarny jest. Przedwczoraj o ściekach, wczoraj o IIWŚ, dzisiaj o papierach Emi. Fiu, fiu. Jeśli pozew będzie, proszę go pokazać. Macierewicz Piątka też miał pozywać i finał wszyscy znamy”; – „Prom, elektryczne auta, mierzeja przekopana i miliard pozwów. A wszystko „zostanie wytoczone”;

„Borze zielony… Wytoczyć można proces. Pozew się wnosi. Na podstawie wniesionego pozwu, zostanie wytoczony proces, o ile prokuratura uzna pozew…

View original post 464 słowa więcej

 

Ksiądz, sympatyk faszyzmu

W sobotę papież Franciszek podczas pielgrzymki do Irlandii spotkał się z ofiarami księży-pedofili. Mówił o grzechu Kościoła i przepraszał. Ks. Tomasz Brussy z Poznania w tym samym czasie też przyznał na Twitterze, że pedofilia w Kościele to grzech. Ale na tym nie poprzestał. Wskazał, co jego zdaniem powinien zrobić Kościół, by problem zniknął. Jego słowa wiele osób oburzyły.

Ks. Tomasz Brussy przez ostatnie 7 lat był asystentem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Poznańskiej. W stolicy Wielkopolski jest postacią znaną, choćby z tego, że aktywnie uczestniczy w akcjach organizowanych przez Obóz Narodowo-Radykalny czy Młodzież Wszechpolską.

W sobotę ks. Brussy zabrał na Twitterze głos w sprawie księży-pedofilów. „Pedofilia to odrażające przestępstwo i grzech. By nie dochodziło do niej więcej w Kościele trzeba wreszcie zwalczyć lobby homoseksualne wśród duchownych” – zawyrokował

Jego wpis spotkał się z licznymi reakcjami. Niektórzy słowa księdza uznali za przejęzyczenie. Inni zwracają uwagę, iż duchowny pomieszał pojęcia.

Jego wpis spotkał się z licznymi reakcjami. Niektórzy słowa księdza uznali za przejęzyczenie. Inni zwracają uwagę, iż duchowny pomieszał pojęcia.

Ks. Tomasz Brussy rozwiał wątpliwości, czy było to przejęzyczenie. Jeszcze w sobotę podał dalej „dane” opublikowane przez szefa Młodzieży Wszechpolskiej, które mają dowodzić, iż „90 proc. molestowań przez duchownych to działania homoseksualistów”.

Jako jeden z nielicznych w polskim Kościele (a może nawet jako jedyny?) głośno o konieczności walki ze zjawiskiem pedofilii wśród księży mówi o. Adam  Żak.

Ojciec Żak jest koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski. I przyznaje, że w tej walce o ochronę dzieci i młodzieży jest osamotniony. Nie ma przy tym wątpliwości, że pedofilska afera w polskim Kościele wybuchnie. Prędzej czy później.

O. ADAM ŻAK

koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski

Nie wiem, co się musi wydarzyć, żeby niektórzy przełożeni zrozumieli, że przy tego rodzaju przestępstwach trzeba działać ze znajomością rzeczy, szybko i ze świadomością zagrożeń dla bezpieczeństwa innych osób małoletnich. To zasady, którymi należy się bezwzględnie kierować.

wypowiedź dla deon.pl

Kmicic z chesterfieldem

Po co PiS właściwie wprowadził przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej i dlaczego istnieje niewielka szansa, by się z nich wycofał? Jest to instrument politycznego wpływania na sędziów, co już widać, ale być może sprawa jest poważniejsza i PiS potrzebuje izby dyscyplinarnej, by przykładowo ograniczyć do niej tylko kompetencje Sądu Najwyższego do uznawania wyborów w kraju za legalne i ważne. To bardzo niebezpieczny instrument i dlatego działania Komisji Europejskiej uważam za w pełni uzasadnione – mówi europeistka prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Instytutu Nauk Politycznych UW. – KE dała 2 miesiące na wycofanie się z przepisów dotyczących systemu dyscyplinowania sędziów. Niezastosowanie się do tego zalecenia KE prawdopodobnie będzie wiązało się ze skierowaniem sprawy do TSUE – dodaje

JUSTYNA KOĆ: KE rozpoczęła drugi etap postępowania o naruszenie prawa unijnego wobec Polski w sprawie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Co to oznacza, z czym się wiąże i kiedy możemy odczuć konsekwencje?

PROF. RENATA MIENKOWSKA-NORKIENE: Komisja Europejska jest strażniczką europejskiego prawa, m.in. w tym…

View original post 3 114 słów więcej

 

Je…ć …PiS! Pomnik Polskiego Jabola

Krzysztof Skiba, słynny frontman zespołu Big Cyc, opublikował na swoim profilu na Facebooku informację o tym, co spotkało go w ostatnim czasie.

Do Skiby zapukali bowiem policjanci. Okazało się, że służby w naszym kraju badają temat m.in. antypisowskich okrzyków z koncertu KSU – innego legendarnego zespołu rockowego – który miał miejsce w sierpniu minionego roku w Ustrzykach Dolnych.

Kontrowersyjny koncert?

Na koncercie było – jak wspomina Skiba, który był prowadzącym imprezy – blisko dziesięć tysięcy osób. W jego trakcie cześć widowni wznosiła okrzyki “Je…ć …PiS!”. Ponoć nikt na scenie – ani muzycy ani sam lider Big Cyc – nie krzyczeli w ten sposób.

„W nawiązaniu do słynnej piosenki KSU “Jabol punk” zaproponowałem ze sceny zbudowanie w Ustrzykach Pomnika Polskiego Jabola. Pomnik taki (podobnie jak pomnik “glana” w Jarocinie) z pewnością byłby wspaniałą atrakcją turystyczną miasta. Propozycja miała charakter humorystyczny i tak też przyjął ją burmistrz miasta Bartosz Romowicz, który zespołowi KSU na urodziny podarował butelkę kultowego wina.”

– wspomina Skiba i kontynuuje:

„Okrzykami “Je…ć… PiS” oraz propozycją budowy Pomnika Polskiego Jabola poczuł się obrażony zacny obywatel miasta pan Adam Łukaszyk, który na koncercie co prawda nie był, ale kilka miesięcy później zobaczył jego fragmenty na YouTube. Obrażony obywatel (którego żona mocno udziela się w lokalnym PiS) zgłosił sprawę na policję, a ta wszczęła dochodzenie. Policja przesłuchała już na tę okoliczność organizatorów koncertu, burmistrza oraz także mnie. Sprawa toczy się zgodnie z procedurami. Trwają przesłuchania, sporządza się raporty i dokumenty, trwa analiza materiałów filmowych, dokonuje się oględzin miejsca, w którym krzyczano nieprawomyślne hasła. Policja jak wiadomo nie ma co robić, więc pewnie z radością zajmuje się takimi rozkosznymi sprawami.”

Niepotrzebna sprawa

Badanie takich tematów przez policję jest z pewnością zbyteczne. Pokazuje jednak do jakich napięć społecznych zaczyna dochodzić naszym kraju i jak skonfliktowani są dziś Polacy. Skiba nie jest bowiem ani odpowiedzialny za okrzyki publiki, zaś jego propozycja pomnika – może i infantylna – powinna zostać uznana tylko za głupi żart.

Cały wpis Skiby tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Jednym z największych wyzwań XXI wieku przed którymi stoi Polska jest transformacja energetyczna. Odejście od węgla i włączenie się w walkę z globalnym ociepleniem jest obowiązkiem stojącym przed całym obecnym pokoleniem. Jest to także duża bitwa gospodarcza, ponieważ tania i dostępna energia stanowi atut w rywalizacji z innymi graczami światowej gospodarki. Nie bez znaczenia jest także cena energii dla samych konsumentów, co szczególnie pokazało desperackie dążenie rządu do refundacji podwyżek cen prądu. Do realizacji wszystkich powyższych celów potrzeba zatem wydajnego źródła energii. Tymczasem strategia rządu staje się na tle świata coraz bardziej zacofana. Głównym problemem polskich władz jest bowiem opóźnienie w czasie odchodzenia od węgla w celu zadowolenia licznego grona wyborców lobby węglowego, oraz zwalczanie z przyczyn ideologicznych energetyki wiatrowej na lądzie. Absurd obu założeń widać  szczególnie mocno na tle raportu Międzynarodowej Agencji Odnawialnych Źródeł Energii (IRENA) o kosztach produkcji odnawialnych źródeł energii.

Okazuje się bowiem, że te dynamicznie maleją…

View original post 3 701 słów więcej

 

Młodzież myśli o przyszłości, o klimacie na Ziemi, wbrew PiS. Inga Zasowska – bohaterka

Kmicic z chesterfieldem

„Powinien powstrzymać swój antysądowy temperament, bo to może odwrócić się przeciwko niemu. Od polityka wymagamy wyważenia, a jak on już nie ma co do powiedzenia na temat łamania Konstytucji przez ustawy przez niego firmowane, to nie może stale mówić o tym, że to są zbrodnie komunistyczne i to jest powód tej zmiany. To nie godzi się politykowi” – skomentowała wypowiedź Zbigniewa Ziobry Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf w RMF FM. Minister sprawiedliwości stwierdził bowiem, że dzisiejsza opinia rzecznika generalnego TSUE jest „obroną patologii w polskim sądownictwie”.

Przypomnijmy – rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w swojej opinii uznał, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego – nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej. Poza tym według rzecznika TSUE „sposób powoływania członków KRS ujawnia nieprawidłowości, które mogą zagrozić jej niezależności od organów ustawodawczych i wykonawczych”. Wyrok unijnego Trybunału spodziewany jest jesienią – najczęściej opinia wydana przez rzecznika jest zbieżna z werdyktem TSUE.

View original post 2 532 słowa więcej

 

Mateusz Morawiecki, wyjątkowo perfidny zaprzaniec

Gdy okazało się, że straszenie inwazją uchodźców już nie działa, a ofensywa europejskiego lewactwa, genderystów i środowisk LGBT+ wcale Polakom nie tak straszna, jak przewidywali stratedzy Prawa i Sprawiedliwości, na Nowogrodzkiej urodził się plan postraszenia Polaków wprowadzeniem wspólnej waluty europejskiej, która miałaby doprowadzić do wzrostu cen produktów (tak jakby fatalna polityka gospodarcza “dobrej zmiany” nie wywoływała takich samych efektów). Partia rządząca opublikowała nowy spot wyborczy, a prezes Kaczyński do spółki z premierem Mateuszem Morawieckim rozpoczęli wykłady, jak to Polacy zasługują na europejski poziom życia i europejskie wynagrodzenia, a nie wyższe ceny w euro. 

– Mówimy “nie” euro, mówimy “nie” europejskim cenom; przyjmiemy euro, gdy osiągniemy poziom Niemiec – mówił podczas konwencji w Lublinie prezes PiS. Z kolei premier  ocenił, że Polsce nie opłaca się dziś przyjąć euro i rząd chce opierać gospodarkę o polską walutę. Zdaniem polityków partii rządzącej tylko PiS jest gwarantem tego, że Polska z rodzimym złotym nie pożegna się zbyt szybko.

“Czy polska gospodarka na tym zyska? Bardzo wątpliwe”– mówił Kaczyński. “Czy zyskają na tym kieszenie Polaków, czy po raz kolejny zostaną zmniejszone, zredukowane, mówię tu o ich zawartości, o domowych budżetach?” – dodał. Argumentem mającym służyć straszeniu Polaków, że głos na Koalicję Europejską to głos za szybkim przyjęciem europejskiej waluty posłużyły w spocie wypowiedzi polityków KE. Problem jednak w tym, że wystarczyła chwila, by w sieci pojawiły się wypowiedzi Mateusza Morawieckiego z czasów, zanim jeszcze został politycznym “Robin Hoodem” i zwolennikiem interwencji państwa w gospodarkę. Bo bankster Morawiecki, jeden z doradców gospodarczych premiera Donalda Tuska był wprowadzenia euro zdecydowanym orędownikiem.

Jego wypowiedź z debaty w Ministerstwie Finansów z 2013 roku przytoczył inny z jej uczestników, założyciel Nowoczesnej, a obecnie szef partii Teraz! Ryszard Petru. Jak stwierdził, wówczas myślał jeszcze samodzielnie i na temat wprowadzenia w Polsce euro wypowiadał się racjonalnie, w pozbawiony polityki sposób. Zresztą zobaczcie sami.

O tym, że przyjęta przez ekipę rządową narracja o gwarancji wprowadzenia w Polsce europejskiego standardu życia może być bardzo ryzykowna, pisał też na Twitterze reporter RMF FM Patryk Michalski, zauważając, że trwa właśnie największy od 1993 roku strajk nauczycieli, którym wynagrodzenia na poziomie choćby częściowo zbliżonym do tych zachodnich właśnie się odmawia.

Zauważył także, że dopiero co także inna grupa społeczna – opiekunowie osób niepełnosprawnych – próbowali wywalczyć od rządu Prawa i Sprawiedliwości dodatki pozwalające na życie choćby na minimum egzystencji. Z jaką butą i arogancją zostali finalnie potraktowani, wszyscy przecież pamiętamy.

Depresja plemnika

15-lecie wstąpienia Polski do Unii Europejskiej Donald Tusk postanowił zaznaczyć odegraniem hymnu Wspólnoty na pozytywce. Otrzymał ją od polskich studentów. – „To chyba najlepsza chwila, żeby na niej zagrać – 15 lat Polski w Unii Europejskiej” – stwierdził w opublikowanym na Instagramie filmiku były polski premier.

„Obyśmy byli w niej nadal!”; – „Pozytywnie z pozytywką”; – „Bądźmy dumni z tego. Mimo że czasem wiatr w oczy. Bądźmy dumni, że mamy możliwość być częścią Europy”; – „Piękna rocznica, życzmy sobie jeszcze wiele takich rocznic”; – „Brawo studenci! W młodych i nowoczesnych nadzieja, że Polska nie wróci do Średniowiecza” – pisali w komentarzach internauci.

View original post 945 słów więcej

 

Od Jacka Kurskiego staliniści mogliby pobierać nauki

Krzysztof Leski przez ponad rok codziennie oglądał główne wydanie najważniejszego programu informacyjnego w TVP. Oceniał „Wiadomości” po przejęciu mediów publicznych przez PiS, a swoje recenzje zamieszczał na Twitterze – wielokrotnie też się na nie powoływaliśmy. Leski bowiem to doświadczony dziennikarz i działacz opozycji w PRL.

Przez prawie 15 miesięcy oglądał „Wiadomości”, bo jak stwierdził w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, „poczułem, że to coś tak niebywałego, że trzeba to zacząć dokumentować”. – „Wiadomości” przestały być programem informacyjnym czy nawet propagandowo-informacyjnym. Najgorsza jest ta nienawiść. I język, w którym jest rozsiewana. Bo sama propaganda sukcesu to nic nowego, znamy dość dobrze te mechanizmy z czasów komunistycznych. Natomiast nowością w całej 29-letniej historii programu jest nienawistny język epitetów. Wymierzony głównie w „totalną opozycję” i „brukselskie elity” – stwierdził Leski.

Zdaniem Leskiego, TVP pod kierownictwem Jacka Kurskiego, cofnęła się do głębokich czasów PRL. – „Liczba epitetów w „Wiadomościach” jest niebywała, ale kluczowy jest ton, w jakim są podawane – pełen profesjonalnej werwy, jak gdyby to były fakty czy gorące newsy. Najwyraźniej istnieje bardzo precyzyjna instrukcja, jak mówić o sprawach gospodarczych, wewnętrznych, politycznych, zagranicznych, o wszystkim. Jacek Kurski wrócił do zjadliwego języka propagandy Urbana w stu procentach, choć czerpie także z Macieja Szczepańskiego, słynnego prezesa telewizji z lat 70., który ją unowocześnił i uprawiał propagandę sukcesu w światowej oprawie”.

Recenzując poszczególne wydania „Wiadomości”, Leski zaczął przyznawać „Tubę dnia” dla reportera, który podpisuje swoim nazwiskiem najgorszy propagandowo materiał. Zapytany przez Agnieszkę Kublik, komu przyznałby „Tubę Roku”, Leski odpowiedział: – „Nie jestem w stanie wybrać jednego reportera, bo takich, którzy nie cofną się przed żadnym zleceniem, naliczyłem 17. Cierpiał, Diaz, Graczak, Korab, Marciniak, Maszenda, Pawelec, Sawicki, Stankiewicz, Szewczak, Szypszak, Smagliński, Tulicki, Wąs, Wierzchowska, Wojtanowicz, Wolski. Czasem mam wrażenie, że szefostwo próbuje każdego z reporterów umazać w g… Bo każdy z nich ma na koncie wiele wyjątkowo perfidnych materiałów”.

Podobny kłopot z wyborem Leski ma przy przyznaniu tej „Tuby” prowadzącym „Wiadomości”. – „Nie potrafię wybrać. Jeszcze rok temu wydania prowadzone przez Ziemca były łagodniejsze niż Holeckiej i Adamczyka. Np. Ziemiec, prowadząc wywiad z gościem „Wiadomości”, był łagodniejszy, próbował udawać w miarę bezstronnego. Ale już gdzieś od wiosny nie widzę żadnej różnicy” – powiedział Leski.

Depresja plemnika

 „To się nie dzieje naprawdę. Marek Suski jako jeden z argumentów za reformą sądownictwa, powiedział, że „niektórzy sędziowie mają w ogródkach zakopane sztabki złota, nie wiadomo skąd” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Reporter powołuje się na oficjalne sprawozdanie Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i  Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego.

Jej przedstawiciele byli w Polsce we wrześniu ubiegłego roku w sprawie pisowskiej „reformy” wymiaru sprawiedliwości. Spotkali się z przedstawicielami rządu, opozycji, sędziami i organizacjami pozarządowymi.

Marek Suski, który – przypomnijmy jest szefem gabinetu politycznego premiera Morawieckiego – podczas spotkania z komisją z PE twierdził, że dlatego PiS reformuje sądownictwo, bo niektórzy sędziowie poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa są bardzo bogaci, nie wiadomo skąd mają te pieniądze oraz, że… zakopywali złoto w ich ogrodach.

Na jednak nie poprzestał. Jak wynika ze sprawozdania, Suski porównywał  reakcję instytucji unijnych na pisowską reformę do historycznych działań Moskwy. Te „rewelacje” padły na spotkaniu, w którym uczestniczyli także…

View original post 2 366 słów więcej

 

Najwyższe pensje wśród banków centralnych świata ma NBP, a oprócz tego najprawdopodobniej burdel z blondynkami

Depresja plemnika

Coś jest na rzeczy, bo jak dowiadujemy się z  portalu radia RMFFM, po spotkaniu najważniejszych polityków PiS na Nowogrodzkiej, lider partii przystał na ustawowe uregulowanie wynagrodzeń kadry kierowniczej Narodowego Banku Polskiego.

Z nieoficjalnych informacji autor tekstu Patryk Michalski wnioskuje, że Jarosław Kaczyński w rozmowie w cztery oczy z Adamem Glapińskim domagał się, żeby to prezes banku centralnego sam przeciął spekulacje, lecz  najwyraźniej bezskutecznie, co pokazała konferencja prezesa NBP – odebrana jako pokaz arogancji względem Nowogrodzkiej.

Podczas spotkania z mediami szef NBP powiedział bowiem, że jest „zbulwersowany atakiem” na swoje współpracowniczki. „Szczególnie się uczepiono dwóch pań dyrektor”. (…) „Z nieznanych mi powodów. Z powodu ich może wyglądu, czy czegoś innego. Haniebne, brutalne, prymitywne, seksistowskie pastwienie się nad dwoma matkami, nad ich dziećmi, które chodzą do szkoły i przedszkola, nad ich mężami, nad ich rodzicami. Wszyscy są w Warszawie szalenie zbulwersowani”– podsumował.

Na dodatek Glapiński oświadczył, że nie ujawni zarobków swoich pracownic, bo nie pozwala mu…

View original post 696 słów więcej

 

Post Navigation