Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Pegasus”

Lech Wałęsa jest niesterowalny

– „Lech Wałęsa jest ważną osobą w odzyskaniu naszej wolności. Wielokrotnie był i będzie bywał na naszych konwencjach” – zapowiedziała w programie „Graffitti” w Polsat News Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera.

Odniosła się tym samym do słów byłego prezydenta, wypowiedzianych na ostatniej konwencji PO, podczas której ostro skrytykował on polityków KO. – „Daliście się wciągnąć na pole niewygodne. Specjalnie was wciągnęli! Daliście się władować. Nie tak się zwycięża” – powiedział.

Małgorzata Kidawa-Błońska przyznała, że „parę rzeczy, które mówił […], przyjęłam z dużym ubolewaniem”. Jak dodała: „Lech Wałęsa to Lech Wałęsa. Żałuję, że pan prezydent na konwencji używał takich słów, ale zawsze mówię, że Lech Wałęsa jest osobą nietuzinkową i jednego dnia mówi płomienne teksty, które nas wszystkich porywają, a drugiego po jego przemówieniu następuje cisza”.  „To były niepotrzebne słowa” – dodała – „ale my już jesteśmy w innym miejscu”.

Tymczasem Lech Wałęsa nie ograniczył się do konwencji PO w wyrażaniu krytycznego zdania o polityce przez nią uprawianej. Napisał także na Facebooku: „Proszę publicznie PO o zwolnienie mnie z danego publicznie słowa, że będę głosował na PO”.

Były prezydent stwierdził, że chce wesprzeć Władysława Kosiniaka-Kamysza. Powodem jego decyzji – jak stwierdził na swoim profilu – jest to, że nie może sobie wyobrazić, aby „tak zdolny polityk jak Kosiniak-Kamysz, jak i ludzie wsi” nie mieli miejsca w parlamencie” – napisał Lech Wałęsa. Poza tym niepokojem napawają go wyniki sondaży wyborczych.

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio >>>

Kmicic z chesterfieldem

 „Ale to już jest masakra. Minister kultury sporego europejskiego kraju w telewizorze przyznaje, że nie zna książek swojej rodaczki, która ma spore szanse na Nobla. O nominacji wiadomo od kilku miesięcy. Nie zna, bo jej nie lubi. I się nie wstydzi, a nawet jest dumny” – to tylko jeden z wielu komentarzy internautów po wypowiedzi Piotra Glińskiego na temat twórczości jednej z najlepszych polskich powieściopisarek. – „Próbowałem przeczytać książki Olgi Tokarczuk, nigdy nie dokończyłem” – powiedział wicepremier w TVN 24.

Gliński stwierdził także, że jedna z najbardziej prestiżowych polskich nagród literackich, czyli Nagroda Nike, to też nie jest szczególnie dla niego istotna. – „Ja szczególnie nie śledzę, bo jest środowiskowo zogniskowana. To nie jest moje środowisko, więc mniej się interesuję tymi sprawami” – powiedział minister kultury.

A Olga Tokarczuk znalazła się w ścisłej czołówce pisarzy typowanych do najważniejszej światowej nagrody literackiej. Nazwiska laureatów Nobla za 2018 i 2019 r…

View original post 3 422 słowa więcej

 

Kościół i PiS robią rzeczy odrażające i społecznie szkodliwe

Kościół robi rzeczy odrażające i społecznie szkodliwe: wspiera władzę, która niszczy demokrację, chroni księży, którzy krzywdzą dzieci. Należy mu się bojkot.

>>>

Czytałem na Twitterze wpis Barbary Zdrojewskiej, naszej senatorki, która startuje w wyborach i która poinformowała, że do ludzi, którzy podpisywali jej listy, zaczęła przychodzić policja, pytając o podpisy. Czyli tak naprawdę do zastraszania angażuje się już policję. Nie uznaje się wyroków sądów, twierdzi się, że tylko ci, którzy kochają ojca Rydzyka, są godni być obywatelami Polski. Tylko religia katolicka niesie ze sobą wartości, reszta to nihiliści. Szykuje nam się zatem Polska policyjna, dyktatorska i klerykalna – mówi Marek Borowski, senator, były marszałek Sejmu, kandydat do Senatu z list Koalicji Obywatelskiej. Rozmawiamy też o programach wyborczych, kampanii, aferze hejterskiej i próbie odwołania ministra Ziobry

JUSTYNA KOĆ: Dlaczego PiS chce przenieść posiedzenie Sejmu na po wyborach?

MAREK BOROWSKI: Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy, to to, że jest jakaś ustawa, której treść może być różnie sformułowana w zależności od tego, czy PiS będzie nadal rządził, czy nie. Pewnie nie jest pewien wyniku, zatem we wtorek po wyborach przyjmie ją w określonej treści. Ale to tylko spekulacje.

Rozumiem, że przepisy pozwalają na takie działanie?
Kadencja Sejmu trwa do pierwszego posiedzenia nowego Sejmu, ponieważ w Polsce jest ciągłość. Nie ma ani jednego dnia bez Sejmu.

Można by się zastanowić, czy Sejm po wyborach ma nadal legitymację, aby cokolwiek uchwalać.
Prawną legitymacje ma,

GORZEJ Z MORALNĄ, ALE WIEMY, JAK TO W PRZYPADKU PIS-U JEST.

Debata nad wnioskiem o odwołanie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry w końcu doszła do skutku. Dlaczego? Jeszcze kilka dni temu nie było o tym nawet mowy.
Tu nie ma dowolności. Taki wniosek musiał się znaleźć w porządku obrad, bo to przepis regulaminowy. Od momentu złożenia wniosku to musi być najbliższe albo następne posiedzenie.

Wielokrotnie PiS pokazywał, że nie liczy się z regulaminem czy nawet z wyrokiem sądu.
To prawda, ale to byłaby wyjątkowa hucpa. Poza tym to odbyło się późnym wieczorem, według sprawdzonego wcześniej scenariusza przegłosowali, co chcieli. Nie miałem żadnych wątpliwości, że minister się ostanie.

Płaca minimalna w górę, jak jeszcze Europa nie widziała – chwali się PiS. Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz przyznaje, że nikt z nią tego nie konsultował. Czyli nie dość, że premier nie konsultuje kluczowych zmian z rządem, to jeszcze z koalicjantami?
Pani Emilewicz od czasu do czasu prezentuje jakąś niezależność, która na dobre jej nie wychodzi, bo mogła być komisarzem, a nie jest. Uważam, że miała spore szanse. W tej sprawie był odpytywany sam prezes, który stwierdził, że pani Emilewicz zwraca uwagę na procedury, które powinny być zachowane, bo oczywiście w tej sprawie powinna odbyć się rada dialogu społecznego z przedsiębiorcami. Może się jeszcze odbędzie i ostateczna decyzja będzie podjęta dopiero później.

Jak ocenia pan pomysł z podwyższeniem płacy minimalnej?
Wyborczo to doskonały pomysł. PiS zawsze szuka “targetu” możliwie dużego, do którego skierują propozycje.

NAJPIERW TO BYŁY DZIECI I ICH RODZICE, POTEM EMERYCI, A TERAZ NAJMNIEJ ZARABIAJĄCY. PIS NIE PRZEJMUJE SIĘ TYM, ŻE TO SIĘ STANIE KOSZTEM PRACODAWCÓW I NIESTETY MOŻE DOPROWADZIĆ DO TEGO, ZWŁASZCZA JEŚLI BĘDZIE KONTYNUOWANA TENDENCJA SŁABNĄCEGO WZROSTU GOSPODARCZEGO, ŻE BĘDĄ ZWOLNIENIA. CZEŚĆ PRZEDSIĘBIORCÓW MOŻE TEGO NIE WYTRZYMAĆ.

W tej kampanii opozycja powinna podnieść ten temat i głośno mówić, że szykują się zwolnienia. Pracodawcy zdają sobie z tego sprawę, zatem główny nacisk powinien być położony na pracowników. Oczywiście fajnie mieć perspektywę podwyżki, ale może się okazać, że zamiast podwyżki będą wypowiedzenia.

Jarosław Kaczyński powiedział, że konsultował tę sprawę z szefem NBP i ten powiedział, że nie widzi zagrożenia dla gospodarki.
Zdziwiłbym się, gdyby widział. To jest trochę tak, jak minister sprawiedliwości pyta o zdanie prokuratora generalnego. I prokurator generalny wypowiada się pozytywnie. To jest dokładnie to samo, tylko tam jest to w jednej osobie, a tu są dwie.

Prezes powiedział też, że w Polsce i poza Polską są ludzie, którzy chcą, żeby były tu niskie płace. Kogo mógł mieć na myśli?
Prawdą jest, że firmy zagraniczne, które chcą inwestować w Polsce, chętnie by widziały, żeby pracownicy zap… za miskę ryżu, jak powiedział kiedyś Mateusz Morawiecki zanim został premierem, bo wtedy mają niskie koszty. To dotyczy każdego kraju na dorobku, to nie jest żadne odkrycie. Zresztą Polska w coraz mniejszym stopniu jest krajem niskich płac. Również w Polsce są tacy pracodawcy, którzy najchętniej płaciliby pracownikom po 1000 złotych miesięcznie. Problem jest tu inny – co zrobić, aby w Polsce szybko rosła wydajność pracy, bo jak tak będzie, to będą rosły również płace. Tymczasem na szybki długofalowy wzrost wydajności pracy potrzeba inwestycji, a te są w Polsce mizerne i PiS nie znalazł na to sposobu. Gwałtowne podwyższanie płac ustawowo będzie zmuszało pracodawców do zwalniania pracowników, względnie do zamykania firm – na jedno wychodzi – i do podwyższania cen tam, gdzie to będzie możliwe. Takie działanie nie przyniesie też inwestycji, bo pieniędzy na nie będzie jeszcze mniej.

TO TYPOWY ZABIEG WYBORCZY, ABY DOSTAĆ JESZCZE KILKA GŁOSÓW WIĘCEJ, A POTEM NIECH SIĘ DZIEJE, CO CHCE.

O co chodzi w zamieszaniu ze składami do ZUS? Najpierw Morawiecki mówi na konwencji w sobotę, że “idziemy w kierunku liczenia ZUS-u od dochodów”, potem po zamieszaniu w samym rządzie późnym wieczorem we wtorek rzecznik rządu na Twitterze informuje, że liczenie składki ZUS dla przedsiębiorców pozostaje na takich samych zasadach. To niepoważne?
Nawet bardzo. Zdaje się, że wewnętrznie nie skonsultowano tej sprawy, bo jednocześnie zwiększa się podstawę do składki ZUS dla wszystkich, co zalegają, znosząc ograniczenie 30-krotności, z drugiej strony – ma być liczona od dochodu. Dla wielu to byłby ogromny wzrost tej składki. Do tego nie podano żadnych współczynników, wskaźników. Jeżeli ZUS ma wziąć to, co do tej pory, a z reguły wszyscy przedsiębiorcy płacili najmniejszą składkę, to przy przejściu na procent od dochodu jedni zapłaciliby mniej, ale drudzy więcej, aby wyszło na to samo. I pewnie nie byliby to największy, tylko tacy średniacy. To wzbudziło wyraźne zaniepokojenie i PiS się wystraszył, dlatego zaczął to korygować. To tylko pokazuje, że to takie dojutrkostwo. Nie ma tu żadnej długofalowej koncepcji, tylko liczenie głosów.

Jak podoba się panu kandydatka na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska zamiast Grzegorza Schetyny?
Podoba mi się, uważam, że na pewno złagodzi to ostrość kampanii. Oczywiście PiS będzie atakował PO i innych z opozycji, ale tu ma poważny problem. Nie oznacza to oczywiście, że kampania prowadzona tylko na zasadach “kochajmy się” da rezultat.

TO, Z CZYM ZACZĘŁA KIDAWA-BŁOŃSKA, ŻE TRZEBA SKOŃCZYĆ Z MOWĄ NIENAWIŚCI, TO DOBRY RUCH. MUSI TEMU JEDNAK TOWARZYSZYĆ ZDECYDOWANA PRZESTROGA PRZED TYM, CO SIĘ MOŻE STAĆ, GDY PIS WYGRA WYBORY I TO JESZCZE DUŻĄ WIĘKSZOŚCIĄ. Z ZAPOWIEDZI PREZESA, ŻE DEMOKRACJA TAK, ALE NIE TRYBUNALSKA, WYNIKA, ŻE NIE LICZĄ SIĘ TRYBUNAŁY, SĄDY, LICZY SIĘ TYLKO WOLA WIĘKSZOŚCI, CZYLI WOLA PREZESA. TAK MA WYGLĄDAĆ DEMOKRACJA PREZESA.

Przed tym trzeba przestrzec, bo może powstać państwo policyjne. Czytałem dziś na Twitterze wpis Barbary Zdrojewskiej, naszej senatorki, która startuje w wyborach i która poinformowała, że do ludzi, którzy podpisywali jej listy, zaczęła przychodzić policja, pytając o podpisy. Czyli tak naprawdę do zastraszania angażuje się już policję. Nie uznaje się wyroków sądów, twierdzi się, że tylko ci, którzy kochają ojca Rydzyka, są godni być obywatelami Polski. Tylko religia katolicka niesie ze sobą wartości, reszta to nihiliści. Szykuje nam się zatem Polska policyjna, dyktatorska i klerykalna. O tym trzeba głośno mówić, bo inaczej ludzie będą uważali, że PiS daje tylko pieniądze i straszy, ale poza tym nic złego nie robi.

Kmicic z chesterfieldem

Tego jeszcze nie było… To, że zwykły poseł w osobie Jarosława Kaczyńskiego zabiera w Sejmie głos, kiedy tylko mu się podoba, czyli jak pamiętamy „bez żadnego trybu” – to jedno, to że przekracza progi Parlamentu tam gdzie chce i jak chce to jeszcze jedno ale, że wprowadza ze sobą uzbrojone indywidua, to już zwykła granda.

Stosowny moment nagrał poseł PO Cezary Tomczyk.

Na filmiku, który wywołał szczere oburzenie w sieci, widać wyraźnie jak lider PiS korzysta z wejścia dla Marszałka Sejmu, a wraz z nim wchodzi do gmachu parlamentu dwóch facetów pod bronią.

Jest to niedopuszczalne. Przepisy kategorycznie zabraniają wnoszenia broni i wszelkiego rodzaju materiałów niebezpiecznych…

View original post 1 234 słowa więcej

 

PSL, Kukiz i Międlar – nowa prawicowa Trójca św.

***

Na zdarzenie zareagował rzecznik PSL Jakub Stefaniak: Dementuję! Nie spotkał się z Międlarem, tylko Międlar dostał się na spotkanie z wyborcami, wykorzystał moment konferencji prasowej i nagrał rozmowę podając się za dziennikarza. Władysław Kosiniak Kamysz po całym dniu spotkań go nie rozpoznał. Odcinamy się od działalności tego człowieka!

– Nie wyobrażam sobie, że rozmawiałbym z dziennikarzem i nie zapytał o nazwisko i redakcję, którą reprezentuje. Prezes powinien być ostrożniejszy – wypowiada się senator Marek Borowski. 

Prof. Przemysław Żukiewicz (Uniwersytet Wrocławski): Rzecznik PSL tłumaczy, że Kosiniak Kamysz rozmawiał z Międlarem, bo… go nigdy na oczy nie widział. Jeśli lider PSL jest zatem tak zorientowany w polskiej polityce, to może faktycznie lepiej, by ta partia nie przekroczyła progu.

– Panie Władysławie – NIE. Nawet jeśli to było tylko przypadkowe spotkanie, to należało natychmiast i mocno zareagować. Kolejny strzał w stopę? Chyba się Pan mocno pogubił – komentuje ks. Wojciech Lemański.

Rozmowę z Międlarem odbył także obecny koalicjant PSL – Paweł Kukiz.

Kmicic z chesterfieldem

>>>

Więcej >>>

„Tak działa kombajn nienawiści i hejtu. A w tajnej grupie atakującej mnie i moją rodzinę DWÓCH DYREKTORÓW SĄDÓW nominatów Z. Ziobry – dyr. Sądu Rejonowego w Inowrocławiu i dyr. Sądu Okręgowego w Bydgoszczy” – podsumował Krzysztof Brejza doniesienia gazeta.pl. Portal zamieścił fragmenty rozmów z 2018 r., które prowadzili działacze Solidarnej Polski i PiS z Inowrocławia na komunikatorze WhatsApp.

Administratorem tej grupy był Ireneusz Stachowiak, polityk Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Należeli do niej m.in. dwaj dzisiejsi dyrektorzy sądów: Karol Adamski (dyrektor Sądu Rejonowego w Inowrocławiu) oraz Szymon Kosmalski (zastępca dyrektora Sądu Okręgowego w Bydgoszczy). A także pracująca obecnie w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy była redaktor naczelna wydawanego przez ratusz miesięcznika „Nasze Miasto Inowrocław” – Beata Zarzycka.

Według gazeta.pl, członkowie grupy publikowali komentarze i produkowali memy atakujące posła Brejzę. Jeden z nich napisał: – „Zrobię z niego [Krzysztofa Brejzy – przyp.] Misiewicza lepszego niż z Bartka Misiewicza zrobili”. Uczestników…

View original post 1 173 słowa więcej

 

Morawiecki uznany za kłamcę, teraz dostaje nagrodę od biznesu

Więcej >>>

„Czuję się troszeczkę jak na gali Oskarów. Bardzo serdecznie dziękuję, za tą laudację taką bardzo ciepłą” – powiedział Morawiecki odbierając tytuł. Setki powtarzanych uparcie kłamstw i manipulacji – o sądach, szkołach, uchodźcach, Żydach, gospodarce i klimacie – nie zagroziły kandydaturze premiera. Biznes w Krynicy docenia „wpływ na rzeczywistość”

„Tak się zastanawiałem, czy się rzeczywiście udało tyle zrobić w tak krótkim czasie, w tych 4 latach. Brzmiało to, jakby miało zająć co najmniej 14 lat” – stwierdził Morawiecki po wysłuchaniu laudacji od Zygmunta Berdychowskiego, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Forum to doroczna impreza, na którą zjeżdżają przedstawiciele świata polityki i biznesu, a także eksperci i dziennikarze. W 2019 roku odbyło się już po raz 27.

Rada Programowa Forum niejednokrotnie podlizywała się rządzącym politykom. W 2000 roku nagrodę Człowieka Roku otrzymał Aleksander Kwaśniewski, w 2007 Donald Tusk, w 2011 Bronisław Komorowski, w 2014 Jarosław Kaczyński, a w 2016 Beata Szydło. Członkowie Rady nie omieszkali uhonorować także kontrowersyjnych polityków z zagranicy – nagrody otrzymali węgierski autokrata Viktor Orbán (w 2015) i słowacki premier Robert Fico (w 2012).

„To nigdy nie była nagroda ekonomiczna. To zawsze była nagroda polityczna. To politycy na przestrzeni ostatnich lat najbardziej wpływali na naszą rzeczywistość” – tłumaczył w 2018 roku założyciel Forum Zygmunt Berdychowski.

Morawiecki był nominowany już dwukrotnie. W 2016 minimalnie przegrał z Beatą Szydło, a w 2017 miał poprosić, by jego kandydatury nie brać pod uwagę. Rok później najwyraźniej nie miał już żadnych obiekcji.

Przypominamy, co o Mateuszu Morawieckim pisaliśmy w OKO.press. Ten artykuł to jednak tylko fragment bogatej antologii jego kłamstw i manipulacji, którą zgromadziliśmy w ostatnich latach. Premierowi chętniej nadalibyśmy tytuł Przodownika Fałszu.

Mistrz kłamstwa

Bo polskiemu premierowi z prawdą nie jest po drodze. W lipcu 2018 roku podsumowaliśmy siedem najbardziej bezczelnych (do tamtej pory) kłamstw szefa rządu.

Jak zaznaczyliśmy – bezczelnych – bo Morawiecki mógł z łatwością dotrzeć do prawdziwych danych. Postanowił jednak tworzyć alternatywną rzeczywistość. I tak premier kłamał, gdy

  • podawał liczbę czeczeńskich uchodźców w Polsce – zawyżając ją, zgodnie z ówczesną strategią polityczną PiS, ponad sześciokrotnie;
  • kłamał i manipulował w sprawie świadczeń dla osób z niepełnosprawnością, mówiąc, że za rządów PiS wzrosły o 50 proc. Tymczasem w latach 2015-2018 świadczenia wzrosły o 28 proc., ale tylko niektóre. Potrzebujących jest znacznie więcej;
  • z ukraińskich migrantów celowo robił uchodźców, by na forum międzynarodowym móc bronić „polityki uchodźczej” rządu PiS. I odpierać krytykę europejskich partnerów, którzy domagali się polskiej pomocy w rozbrajaniu kryzysu uchodźczego;
  • kręcił, gdy mówił o polskiej „pomocy na miejscu”, jako rozwiązaniu lepszym od relokacji uchodźców. Jak pisaliśmy wydatki na ten cel były w 2017 roku śmiesznie małe;
  • kłamał w sprawie luki VAT, która miała zmniejszyć się o 40 mld zł. W rzeczywistości zmalała o 13 mld;
  • twierdził, że płace w Polsce pod rządami PiS wzrosły najbardziej od 25 lat. Tymczasem wyższy wzrost notowano co najmniej kilkakrotnie;
  • znacznie przeszacowywał liczbę nowych miejsc pracy, które powstały w polskim przemyśle w 2017 roku. Twierdził, że było to aż 2/3 takich miejsc pracy w Europie. Utrzymywał, że Polskę chwalą za to w prywatnych rozmowach komisarze UE. Liczba, którą podawał była jednak zwyczajnie fałszywa.

Niezrozumiani przez świat

Premier jest też niezłomnym obrońcą „dobrej zmiany” w polskim sądownictwie. Główna linia argumentacji? Zachód i Unia Europejska reform Zbigniewa Ziobry po prostu nie rozumieją. Bo kraje, które nie doświadczyły komunizmu, nie są w stanie pojąć skali patologii, która dotknęła polskie sądy.

Stąd krytyczne głosy partnerów w UE i stąd konflikt z Komisją Europejską i TSUE.

W OKO.press relacjonowaliśmy m.in. wywiad Morawieckiego dla Polsat News z sierpnia 2018 roku. W tym 33-minutowym wystąpieniu kłamał i manipulował ponad 20 razy, bagatelizując skalę konfliktu z Unią o polską praworządność.

W grudniu 2018 roku oznajmił radośnie, że rząd PiS wniósł „fundamentalne zmiany dla podniesienia niezawisłości sędziów” i że „wystarczy spytać sędziów, czy zwiększyło to ich niezależność”.

Jak pisaliśmy odmiennego zdania jest KE, zaprzeczają polskie stowarzyszenia sędziowskie. Wszystkie wskazują na uparte próby podporządkowania wymiaru sprawiedliwości woli polityków PiS.

Swoje kłamstwa Morawiecki chętnie eksportuje. Podczas wizyty w USA w październiku 2018 udzielił wywiadu telewizji CNN. Powtarzał tam argument o czyszczeniu sądów z postkomunistów. Oraz kłamał bez żadnych ogródek, mówiąc, że polska Krajowa Rada Sądownictwa po reformach PiS jest wybierana w większości przez sędziów. Jak pisaliśmy – jest zupełnie odwrotnie.

W prawicowym francuskim dzienniku „Le Figaro” szkalował sędziów przeciwnych „dobrej zmianie” w lutym 2019. Tłumaczył, że 100 proc. sędziów zostało na stanowiskach po upadku PRL, a polskie sądownictwo jest najmniej wydajne w Europie. „Reformy” Ziobry mają tylko je uleczyć.

Na uniwersytecie nowojorskim w kwietniu 2019 porównał sędziów sprzeciwiających się niekonstytucyjnym zmianom do kolaborantów z Vichy. Potem dementował swoją własną wypowiedź.

W OKO.press wielokrotnie i drobiazgowo demaskowaliśmy kłamliwą narrację premiera.

Jasna Góra – symbol polskości

„Jasna Góro, Czarna Madonno, nasza matko, miej w opiece naród cały, który żyje dla Twej chwały” – tak modlił się Morawiecki w grudniu 2018 roku na 27. urodzinach Radia Maryja. Jak relacjonowaliśmy, pokazał wówczas, że jedyną wersją patriotyzmu i w ogóle wartości w życiu publicznym jest dla niego trójca: ojczyzna-tradycja-katolicyzm. A wszystko inne to „podkop pod Polskę”.

Swoje modlitwy premier kierował do tych „którzy nie kochają Polski aż tak mocno, jak my tutaj, jak Rodzina Radia Maryja”.

„Tradycyjnych wartości” Morawiecki bronił niejednokrotnie. W sierpniu 2019 pisaliśmy, że podczas pikniku rodzinnego premier wychwalał „nasze polskie kobiety”, które tworzą mur przed „fanaberiami ideologicznymi”. Tymczasem z sondaży OKO.press wynika jasno, że „polskie kobiety” mają poglądy znacznie bardziej rewolucyjne niż mężczyźni.

Szef rządu kreuje się na żarliwego katolika. Wiemy np., że ściśle przestrzega cotygodniowego postu. Znana anegdota mówi, że w podróży służbowej odmówił zjedzenia ukraińskich pielmieni. Bo akurat był piątek, a pierożki były z wieprzowiną. Przyszły premier miał obgryźć samo ciasto, nadzienie zostawić.

Ale wiara Morawieckiego, pod pozorem „wszechogarniającej dobroci” nosi znamiona fanatyzmu, a sam premier wyklucza z polskiego społeczeństwa tych, którzy nie podzielają jego religijnych uczuć.

Skromny biznesmen

Bogobojny Morawiecki pokazał też swoją mniej skromną twarz.

Na początku października 2018 roku Onet ujawnił nagranie z restauracji „Sowa i Przyjaciele” z 2013 roku. Rozmówcami byli prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło (przyjaciel Morawieckiego), prezes PGE Krzysztof Kilian (wieloletni przyjaciel Tuska), jego zastępczyni Bogusława Matuszewska i… Mateusz Morawiecki, wówczas od pięciu lat prezes banku BZ WBK.

Przytoczone wypowiedzi przeczą obrazowi pokornego i skromnego polityka. Jak się okazało, przyszły premier potrafi soczyście zakląć – nie gorzej niż podsłuchani biznesmeni i politycy PO.

Na jednym z nagrań Morawiecki obiecuje też, że załatwi pracę Aleksandrowi Gradowi z PO. „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś” – mówi. Chodziło oczywiście o 50-100 tys. złotych.

Morawicki ukrywał też zasobność własnego portfela, który powiększył się znacznie dzięki akcjom BZ WBK. Premier zachował je po tym, jak wszedł do rządu PiS, co pozwoliło mu wzbogacić się o 1,23 mln zł. Część miał przekazać na cele charytatywne – nie ujawnił jednak, na jakie. Akcje sprzedał dopiero po dwóch latach w fotelu ministra, bo, jak tłumaczył, „nie zdążył”.

Na cele charytatywne miał pójść także zysk ze sprzedaży działki, którą w 2002 roku Morawiecki kupił znacznie poniżej rynkowej ceny od proboszcza podwrocławskiej parafii garnizonowej. Wykryta dzięki śledztwu „Wyborczej” afera poważnie nadszarpnęła wizerunek premiera, który stara się ukryć fakt, że jest człowiekiem majętnym, zaprzyjaźnionym ze światem wielkiego biznesu.

Drzewko dla Polski

W 2017 roku Morawiecki stwierdził, że ma żydowskie pochodzenie (jego ojciec stwierdził natomiast, że nic mu o tym nie wiadomo). Ta deklaracja nie przeszkadza Morawieckiemu przekłamywać polskiej historii tak, by wybielać udział Polaków w Zagładzie.

„Kiedy mówimy o antysemityzmie, to też przychodzi mi do głowy, że coraz częściej spotykamy się z antypolonizmem. Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem” – rozwodził się premier w rocznicę Marca ’68.

Ofiarą narodowej megalomanii padła prof. Barbara Engelking, którą skreślono Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej w maju 2018 roku. Engelking, wybitna badaczka, która odsłaniała skalę udziału polskiej ludności w Zagładzie, straciła stanowisko, bo zabrakło jej „polskiej wrażliwości”.

Premier, za przykładem ojca, domaga się też międzynarodowego uznania dla polskich zasług w walce z Holokaustem. W 2017 roku stwierdził, że „Instytut Yad Vashem powinien docenić odwagę Polaków i cały naród polski powinien mieć jedno wielkie drzewo Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.

W lutym 2019 w OKO.press pisaliśmy, że premier o żydowskich korzeniach został bohaterem polskich antysemitów – gdy odmówił wyjazdu na szczyt Grupy Wyszehradzkiej do Izraela.

Miłość własna mimo wszystko

Ale to nie koniec „sukcesów” rządu, z których musiał tłumaczyć się przed opinią publiczną w Polsce i Europie. I nie koniec kłamstw.

  • Wziął w obronę katastrofalną w skutkach reformę edukacji, którą zafundowała polskim szkołom była już minister Anna Zalewska. Podczas strajku nauczycieli grał też pierwsze skrzypce w deprecjonowaniu żądań protestujących. „Pracują mniej, a chcą zarabiać więcej” – mówił Morawiecki, rozpowszechniając niebezpieczny mit. Rezultat? Rozjuszeni nauczyciele, zmanipulowane społeczeństwo.
  • Kolejnym „sukcesem” było zablokowanie przyjęcia przez UE deklaracji dążenia do pełnej neutralności klimatycznej w czerwcu 2019. „Nie mamy sobie nic do zarzucenia” – skwitował wówczas Morawiecki, pokazując jasno, że jego rząd nie bierze na poważnie zbliżającej się katastrofy.
  • Bronił też Zbigniewa Ziobry, gdy wybuchła tzw. afera Piebiaka. W kuriozalnym wywiadzie dla TVN24 Morawiecki stwierdził, że Ziobro o aferze nic „nie wiedział, bo tak mu powiedział”. Koronny argument!
  • Premier kłamał też obficie o sukcesach polityki demograficznej PiS. Wbrew zapewnieniom Morawieckiego 500 plus nie sprawiło, że w Polsce rodzi się więcej dzieci. Wręcz przeciwnie, liczba urodzeń spada.
  • Okazją do wielu przekłamań były wybory – samorządowe jesienią 2018 i europejskie w maju 2019. I tak we wrześniu 2018 pisaliśmy m.in. o 3000 km drogowych kłamstw Morawieckiego, a w marcu 2019 demaskowaliśmy fałsz, gdy zapewniał, że PiS nie zamierza budować sojuszy z antyeuropejskimi partiami. Zamierzał i zbudował.

Choć jego praca zdaje się polegać na upartym powtarzaniu postprawd i tłumaczeniu się z kolejnych wtop, premier zachowuje sporo uznania dla samego siebie. Pochwał nie szczędzą mu przychylne PiS media, a także – jak się dziś przekonaliśmy – świat biznesu.

Kłamstwa pisowskich czynowników o ruinie Polski. To pod ich władzą jesteśmy dewastowani

W 2015 roku jednym z głównych argumentów wyborczych PiS była narracja o Polsce w ruinie. Otóż III RP miała wyprzedać cały swój majątek za grosze w obce ręce, stając się w zasadzie  gospodarczą półkolonią. W staromodnym spojrzeniu na gospodarkę PiS na prowadzenie wysuwało się wynoszeniem na piedestał zbawiennej wręcz roli przemysłu dla rozwoju, który to jednak miał w czasach III RP tkwić w stanie praktycznie zaniku. Zagraniczne firmy miały bowiem wykupić zakłady komunistyczne, aby je następnie zamykać, a świadomym celem strategii Berlina miała być dezindustrializacja Polski, aby pozbyć się konkurencji. Wiele już mówiono o tym temacie w Polsce, jednak jednym z ciekawych spojrzeń na tę sprawę są dane publikowane przez amerykańską Centralną Agencję Wywiadowczą (CIA), która prowadzi publiczną bazę danych z podstawowymi informacjami o krajach świata.

Wczytując się w zamieszczone liczby, można dojść jednak do zaskakujących wniosków. Otóż amerykanie nie tylko nie potwierdzili czarnej wizji rządzących, ale nawet więcej, wskazali, że nasz kraj cieszy się nadzwyczajnie wysokim w skali świata udziałem przemysłu w wytwarzaniu PKB. W 2017 roku ten miał stanowić aż 40% naszego PKB. Wartość ta może dla wielu nic nie mówić, ale sprawa stanie się jasna, kiedy zestawimy ją z arcywrogiem propagandowym rządu – Niemcami. Nasi zachodni sąsiedzi w myśl prawicowych teorii spiskowych skonstruowali Unię Europejską na potrzeby ekspansji swojego przemysłu, a Polskę uczynili gospodarczą półkolonią. Tymczasem dane wskazują, że niemiecki przemysł nie jest wcale taką wartością dodaną, jak wydaje się prawicy. Udział przemysłu w PKB Polski okazuje się bowiem nie tylko nie być daleko w tyle za Berlinem, co znacznie go wyprzedzać. O ile jak wspomniałem 40% PKB Polski w 2017 roku pochodziło z przemysłu, to w tym samym czasie za Odrą było to 30%. Ten ostatni poziom nie jest oczywiście niski, ponieważ wciąż stanowi jeden z lepszych rezultatów obok Japonii wśród krajów rozwiniętych. Również struktura zachodniego przemysłu opartego na nowych technologiach tworzy zupełnie innej klasy wartość dodaną, jednak między bajki można włożyć wszelkie urojenia o dezindustrializacji Polski. Fakt, że nasz przemysł nie dorównuje wydajnością i zyskami niemieckiemu jest efektem lat gospodarczego zacofania i niskiej innowacyjności. Przetrwanie nawet setek PRL-owskich zakładów przemysłowych w tym stanie rzeczy nie zmieniłoby dużo. Tym co często nam umyka, jest właśnie różnica w wydajności, a w 2017 roku w Polsce ta była niższa w sektorze przemysłu od średniej “Starej Unii” o aż 59%. W przypadku górnictwa było przykładowo jeszcze gorzej, ponieważ przepaść wynosiła aż 74%.

Pokazuje to, że kluczem do zamożności nie jest nacjonalizacja tylko nowoczesne zarządzanie i technologie. Te zaś przynieśli po 1989 roku do Polski w znacznej mierze zachodni inwestorzy. W ocenie sytuacji gospodarczej trzeba zatem zważać na fakty, a nie promować szkodliwe demagogiczne narracje.

Kmicic z chesterfieldem

Ujawniamy, że Jarosław Kaczyński to prawdziwy Ojciec Narodu. Pomaga wszystkim, nawet „Małej Emi”… – napisał na Twitterze Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”.

Mowa oczywiście o internetowej hejterce Emilii, która brała udział w akcji szkalowania sędziów, krytykujących „dobrą zmianę” w sądownictwie. Artykuł w gazecie zatytułowano „Kaczyński pisał do „Emi”.

Część internautów w komentarzach kpiła z „Ojca Narodu”: – „Kaczyński pisał do Emi z dobrej woli, aby pomóc jej w reformie sądownictwa”; – „Bo w nim jest samo dobro, a o rodziny to już dba ponad życie”; – „Ziobro zdymisjonuje Kaczyńskiego?”.

Inni komentowali dosadniej: – „Za każdym razem jak myślę, że PiS jest na moralnym dnie to okazuje się, że oni jednak kopali znacznie głębiej…”; – „Pazerność na władzę zaślepia. Prezes zaczyna popełniać błędy. I do tego mściwość i chorobliwa obsesja na punkcie Tuska”.

Więcej >>>

W tym samym czasie, gdy Grzegorz Schetyna ogłosił zaskakującą decyzję o usunięciu się w cień…

View original post 1 346 słów więcej

 

Post Navigation