Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Piotr Szczęsny”

Duda ma przerwę świąteczną

Mija kolejny tydzień od skandalicznych wypowiedzi prezydenta Rosji na temat Polski. Do ataku włączają się również kolejni jego urzędnicy. Tymczasem Andrzej Duda do tej pory nie zabrał głosu w tej sprawie. – Prezydent z pewnością zabierze głos, ale po 6 stycznia. Mamy przerwę świąteczną – stwierdził europoseł PiS Adam Bielan.

Nie cichną komentarze po skandalicznych wypowiedziach Władimira Putina. Prezydent Rosji obarczył Polskę odpowiedzialnością za wybuch II wojny światowej i udział w rozbiorze Czechosłowacji. – Związek Radziecki niczego Polsce nie odebrał – powiedział Putin.

W ostatnich dniach do ataku na Polskę włączyli się również rosyjscy dyplomaci. W odpowiedzi na ataki Kremla, polskie MSZ i Instytut Pamięci Narodowej wydały specjalne oświadczenia. Mocne stanowisko wobec oburzających słów Putina wystosował także premier Mateusz Morawiecki. Nie brakuje też komentarzy ze strony polityków zarówno partii rządzącej, jak i opozycji.

Do tej pory do haniebnych wypowiedzi prezydenta Rosji i jego urzędników nie odniósł się jednak prezydent Andrzej Duda. O jego milczenie zapytano europosła PiS i polityka Porozumienia Adama Bielana.

– W tego rodzaju stosunkach dyplomatycznych nie musimy reagować z dnia na dzień – ocenił Bielan na antenie Polsat News. – Mamy w Europie okres świąteczno-noworoczny. Jestem przekonany, że zaraz po przerwie, która w Polsce kończy się po 6 stycznia, prezydent zabierze głos – stwierdził.

Jak zaznaczył, w sprawie słów Putina wypowiedzieli się już współpracownicy prezydenta.

O fałszerstwie Putina >>>

Kmicic z chesterfieldem

– Ekologizm to zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko pod postacią nastolatki, to coś co się narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych – uważa abp Marek Jędraszewski.

O ekologizmie, który stoi w sprzeczności z nauką Kościoła Katolickiego mówił w rozmowie z Telewizją Republika abp Marek Jędraszewski.

– Skwituję to krótko: powrót do Engelsa i do jego twierdzeń, że małżeństwo to kolejny przejaw ucisku, a w imię równości trzeba zerwać z całą tradycją chrześcijańską, bez której my – Europejczycy nie zrozumiemy się, bo jesteśmy w niej wychowywani od tysiącleci. To się kwestionuje przez różne nowe ruchy, a także próbuje się narzucać jako obowiązującą doktrynę – powiedział duchowny.

Więcej >>>

Jako nauczyciel jestem przerażony. Wychodzę do uczniów z Herbertem, Miłoszem i Szymborską a oni do mnie z przekazem TVP. Ja o wartościach a uczniowie o urojonych zagrożeniach lub nieistniejących sukcesach.

Robert Kasiak – nauczyciel…

View original post 198 słów więcej

 

Klaudia Jachira, bicz na PiS

– Ale jeśli mam wybór: zająć się w Sejmie poprawą bezpieczeństwa pieszych albo domaganiem się usunięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego, zdecydowanie wybieram żywych pieszych – mówi posłanka elekt Klaudia Jachira, która dostała się do Sejmu z warszawskiej listy Koalicji Obywatelskiej.

Jachira dała się poznać jako performerka i satyryczka, która kpiła z Jarosława Kaczyńskiego, a także z mitu smoleńskiego. Na jednym ze spotkań wyborczych, wyśmiewając ofertę Telewizji Polskiej, mówiła o „telenoweli smoleńskiej”, „bloku ekshumacyjnym” czy quizie pt. „Czyja to kończyna?”. Za te słowa Jan Pietrzak nazwał Jachirę „wynajętą zdzirą”.

Przyszła posłanka podczas Młodzieżowego Strajku Klimatycznego zamieściła też w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym stoi pod pomnikiem Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego z transparentem „Bób, hummus, włoszczyzna, vege”. Skrytykowali ją za to kombatanci. Nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego nazwała „przeciętnym prezydentem”, a Janusza Palikota – „ciekawą osobą”.

Arkadiusz Gruszczyński: Zdobyła pani w wyborach do Sejmu 6,3 tys. głosów. To satysfakcjonujący wynik?

Klaudia Jachira, posłanka elekt Koalicji Obywatelskiej: Jak na miejsce, z którego startowałam – 13., to tak. Udało mi się zrobić ósmy wynik na liście, a nie miałam dużych środków finansowych na kampanię.

Nie jest pani z Warszawy. Co panią łączy z wyborcami ze stolicy?

– Mam tu najwięcej sympatyków.

Skąd to wiadomo?

– Widzę to po statystykach moich filmów w sieci. Oglądają mnie też Polacy mieszkający za granicą, interesujący się sprawami naszego kraju. W trakcie kampanii poleciałam do Londynu i walczyłam o ich głosy.

A jak pani walczyła o głosy warszawiaków?

– Przez ostatnie 11 lat byłam w tym mieście dwa razy w miesiącu, a przez ostatnie cztery uczestniczyłam w większości demonstracji w obronie praworządności czy na kontrmiesięcznicach smoleńskich.

Jakimi problemami warszawiaków chce się pani zajmować w Sejmie?

– Mieszkańcy stolicy najwięcej narzekają na korki, ale to sprawa samorządu. Oczywiście pewne ustawy mogłyby pomóc w upłynnieniu ruchu samochodowego, ale transport publiczny jest problemem urzędu miasta, a nie parlamentu.

A co z pieszymi? Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze apeluje o zmianę przepisów, które miałyby poprawić ich bezpieczeństwo. Zna pani ten projekt?

– Tak, jeden z wyborców mi o nim opowiedział. Trzeba usunąć z kodeksu wykroczenie „wtargnięcia na jezdnię”, a prawo ma chronić pieszego, ponieważ jest najsłabszym ogniwem w ruchu drogowym. To kierowcy mają być uważni, a nie piesi.

Myślę, że powinniśmy rozpocząć ogólnopolską dyskusję o stylu jazdy kierowców, o przyzwoleniu na szybką jazdę. Już jakiś czasu temu postawiłam sobie za punkt honoru jeździć zgodnie z przepisami. Inni kierowcy nie potrafią tego zaakceptować. Wyprzedzali mnie wszyscy, nawet z prawej strony. Będę na pewno rozmawiała z kolegami i koleżankami z klubu parlamentarnego, co można zrobić z tym problemem.

Czym jeszcze chce się pani zajmować?

– Idę do Sejmu, bo chcę patrzeć władzy na ręce. A oprócz tego bardzo ważne są dla mnie ochrona środowiska i walka ze smogiem. Warszawiacy wielokrotnie mówili mi, że chcą oddychać czystym powietrzem. Na pewno zajmę się przedsiębiorcami, ponieważ uważam, że państwo w ostatnim czasie utrudnia życie małym i średnim firmom. Korporacje dobrze sobie radzą, a drobni przedsiębiorcy przelewają duże daniny do kasy państwa. Kiedy z nimi rozmawiałam, widziałam przerażenie kolejnymi pomysłami rządu Mateusza Morawieckiego. Przecież wprowadzenie pensji minimalnej na poziomie 4 tys. zł brutto doprowadzi do bankructwa wielu firm. A w najgorszym wypadku do sytuacji, w której pracownik będzie zarabiał minimalną, a właściciel o wiele mniej.

Niektórzy uważają, że większym problemem są obecnie prawa pracownicze i niedoinwestowana Państwowa Inspekcja Pracy. Będzie pani też dbała o interesy pracowników?

– Nie namawiam pracodawców do łamania prawa pracy. Co miesiąc płacą potężne podatki. Moja mama – jako drobny przedsiębiorca – zarabia 2,5 tys. zł, a 1,5 tys. zł przelewa na konto ZUS-u. A jeszcze na koniec słyszy od partii rządzącej, że jak się jej nie podoba, to może wyjechać i założyć firmę w innym kraju.

Czyli co powinno się zrobić z ubezpieczeniem społecznym dla przedsiębiorców?

– Nie powinni być zmuszani do płacenia go za siebie. Za swoich pracowników muszą go odprowadzać, ale składka za właściciela firmy powinna być dobrowolna. Przedsiębiorcy są na tyle mądrzy, że wiedzą, jak odłożyć na emeryturę.

Przedstawia się pani jako performerka i artystka. Czy problemami tej grupy będzie się pani zajmowała?

– Tak, ponieważ mówimy o biednych ludziach, którzy nie mogą zorganizować ogromnego protestu pod Sejmem i domagać się respektowania swoich praw. Nie wysypią jak rolnicy ton jabłek. Jestem za włączeniem artystów do powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych. 90 proc. moich znajomych nie ma możliwości bezpłatnej opieki medycznej.

Czy Koalicja Obywatelska pomagała pani w kampanii wyborczej?

– Przede wszystkim umożliwia mi start, mimo że nie jestem członkiem żadnej partii.

A konkretne wsparcie?

– Dostałam 20 banerów.

W trakcie kampanii pojawiły się głosy, że powinna pani zrezygnować ze startu.

– Nie było mi miło, szczególnie, kiedy słyszałam takie opinie od „swoich”. To, że TVP zrobiła ze mnie największą hejterkę III RP, nie dziwiło.

Katarzyna Lubnauer powiedziała, że „Jachiry nie powinno być na listach”.

– Nie wszyscy muszą mnie kochać.

Wstąpi pani do Platformy Obywatelskiej?

– Nie, pozostanę niezależna.

Co z postulatem wprowadzenia w Polsce związków partnerskich?

– Jestem za.

Lewica zapowiedziała złożenie projektu ustawy liberalizującej dostęp do aborcji. Poprze ich pani?

– Oczywiście. Podpisałam deklarację Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, jestem za pełnią praw aborcyjnych i dostępu do środków antykoncepcyjnych. Jestem też za tym, żeby zmienić oddziały położnicze, gdzie brakuje dziś empatii.

A darzy pani empatią Jarosława Kaczyńskiego?

– Czasami, kiedy próbuję sobie wyobrazić, jaki jest biedny w tym sianiu nienawiści wobec tych wszystkich, którzy nie myślą tak jak on.

A wobec ofiar katastrofy smoleńskiej?

– Oczywiście, że tak. To była jedna z największych tragedii w Polsce, którą partia rządząca wykorzystała do walki politycznej. Nie ma mojej zgody na kult smoleński, teorie spiskowe, oskarżanie Donalda Tuska o zabójstwo Lecha Kaczyńskiego czy utrzymywanie z naszych podatków absurdalnej komisji smoleńskiej. A mało kto pamięta, że Antoni Macierewicz uciekł z miejsca katastrofy. Przyjechała tam za to ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, która identyfikowała ciała. Dlatego niewyobrażalna była dla mnie decyzja o ekshumacji ofiar bez zgody rodzin. To była profanacja, a politycy PiS-u powinni ponieść za to konsekwencje.

Jednak część opinii publicznej negatywnie ocenia formę krytyki, którą pani uprawia. W Sejmie zmieni pani metody?

– Chciałabym, żeby ludzie zrozumieli, kto kłamie. Mówię o faktach i nie boję się nazywać rzeczy po imieniu.

Czyli będąc na sali plenarnej Sejmu, powie pani z mównicy w stronę Jarosława Kaczyńskiego to wszystko, co widzieliśmy na pani filmikach?

– Chciałbym mu powiedzieć kilka słów prawdy. Nie mam problemu z tym, żeby podać mu rękę. Ale nie będę głaskać po głowach polityków Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ to, jak wygląda dzisiaj nasz kraj, to ich wina. Przez nich polityka wtargnęła cztery lata temu do mojego życia. To PiS zabrał moją demokratyczną, europejską Polskę. Nie byłoby mnie dzisiaj w parlamencie, gdyby nie PiS łamiący prawo.

Myśli pani, że Jarosław Kaczyński chciałby uścisnąć dłoń polityczki, która nazwała jego brata przeciętnym prezydentem?

– To pytanie do posła Kaczyńskiego. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: mieliśmy lepszych prezydentów. I nie rozumiem, po co stawiać pomniki przeciętnemu prezydentowi.

Czyli będzie się pani domagała usunięcia jego cokołu z placu Piłsudskiego?

– Wolałabym, żeby go tam nie było. Ale jeśli mam wybór: zająć się w Sejmie poprawą bezpieczeństwa pieszych albo domaganiem się usunięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego, zdecydowanie wybieram żywych pieszych.

Kmicic z chesterfieldem

Dzisiaj mija 2 rocznica jak pod Pałacem Kultury w Warszawie podpalił się w akcie protestu przeciw polityce PIS Piotr Szczęsny – szary człowiek, który kochał wolność ponad wszystko. Trzeba pamiętać o tym wydarzeniu, dlatego przypominam jego list – testament.

Patriotyczni eksperci od turystyki i krajoznawstwa oferują Oldze Tokarczuk atrakcyjne destynacje.

Ze współczuciem trzeba przyznać, że Akademia Szwedzka sprawiła Oldze Tokarczuk wielki problem. Laureatka Nagrody Nobla musi sobie teraz łamać głowę, jaki kraj jako miejsce osiedlenia wybrać. Rodacy, którzy wpisują się na forach internetowych, życzliwie podsuwają jej niezliczone pomysły. Warto kilka wymienić, z szacunku zachowując oryginalną pisownię komentatorów portalu tygodnika „Sieci”.

„Jedź do iSSraela. Idealne państwo dla bydła antypolskiego”.

„Wracaj na Wzgórza Golan”.

„i ona ma taką nagrodę może powinna wyprowadzić się do niemiec”

„Proponuję wyjazd na Krym”.

„Proponuję wyjazd do KRLD”.

„Wyjazd do państw arabskich”.

Propozycji jest tak dużo, że niektórym osobom trudno coś nowego wymyślić. Stąd i taki kategoryczny…

View original post 5 180 słów więcej

 

Arcybiskup, mały drań w purpurze

Dominika Wielowieyska i internauci zareagowali na zwolnienie kobiet z biura prasowego Archidiecezji Krakowskiej.

Oświadczenie krakowskiej kurii 

W związku z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej nieprawdziwymi informacjami na temat zmian personalnych w Biurze Prasowym Archidiecezji Krakowskiej, Kuria Metropolitalna w Krakowie informuje, że podjęte działania dotyczą zakończenia współpracy jedynie z koordynatorem Biura, panią Joanną Adamik, i jej dwiema najbliższymi współpracowniczkami, które są osobami niezamężnymi.

Należy zaznaczyć, że pani Joanna Adamik w dniu 10 sierpnia br. w piśmie skierowanym na ręce Księdza Arcybiskupa stwierdziła, m.in.: „(…) wyrażając szczerą wdzięczność za ostatnie lata i miesiące pracy i służby dla Księdza Arcybiskupa, także za wszystkie gesty i słowa osobistej życzliwości wobec mnie i moich bliskich, proszę o zwolnienie mnie z obowiązków”. Ta prośba została ostatecznie przyjęta w dniu 19 bm., przy zachowaniu umownego (miesięcznego) trybu wypowiedzenia i wynagrodzenia, pomimo rezygnacji ze świadczenia pracy.

Natomiast dwie pozostałe osoby, które w życiu prywatnym jako matki tworzą wraz ze swymi mężami katolickie rodziny, nadal pozostają pracownikami Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej.

Pogram Koalicji Obywatelskiej – tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Bardzo często gołym okiem widać, że PiS prowadzi podwójną grę. Ona jest dosyć prosta i zrozumiała, ale nie dla wyznawcy PiS i odbiorcy telewizji Kurskiego. Wszak nie przypadkowo Kurski zauważył, że ciemny lud to kupi: no i regularnie prezes sprzedaje, a lud kupuje.

Przykładów wciskania kitu jest moc. Przez cztery ostatnie lata politycy PiS podgrzewali temat reparacji wojennych, jakie obiecali Polakom otrzymać od Berlina. Ostatnio ze wzmożoną siłą i Morawiecki i Kaczyński wykorzystywali niezabliźnione rany po II wojnie światowej, by zaprezentować się Polakom jako obrońcy narodowych interesów. Tymczasem w rzeczywistości nic w tych sprawach nie zrobili. Ale się do tego nie przyznawali.

Aż tu jeden funkcjonariusz Jacek Sasin coś przebąknął, jakby miał zadanie przygotować lud, że te reparacje wojenne od Niemców to był tylko żart.

Taki wniosek można wysnuć po lekturze wywiadu Sasina dla Rzeczpospolitej. Polityk pytany jak wyglądają rozmowy ze stroną niemiecką o reparacjach mówi wprost – „Formalnie takich…

View original post 1 325 słów więcej

 

Tadeusz Cymański, Cymbalski

Tadeusz Cymański był gościem programu „Rzecz o polityce”. Reakcje na jego słowa.

Cymański o Kaczyńskim od 8 min

Depresja plemnika

Dwie sceny mogą być symbolem trzeciego roku rządów „zjednoczonej prawicy”. Konkretne do bólu. Policzek wymierzony przez funkcjonariuszkę obecnej władzy kobiecie domagającej się od prezydenta Dudy respektowania naszej konstytucji. I wyprowadzenie przez policję Władysława Frasyniuka w kajdankach z jego własnego domu.

View original post 4 890 słów więcej

 

Morawiecczyzna, czyli putinizacja po polsku

Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego już zdymisjonowany. CBA przeszukało siedzibę tej instytucji. Śledztwo trwa. Czy jest już po „aferze KNF”? Przeciwnie! Opozycja naciska na komisję śledczą, a dziennikarze zastanawiają się, komu sprawa może zaszkodzić. A komu miała?

Wiele wskazuje na to, że miała uderzyć w Mateusza Morawieckiego! Premier miał przekonywać świat finansów, że Polska to idealne miejsce na inwestowanie, przeniesienie instytucji finansowych z londyńskiego City. Tymczasem we wtorek cały ten świat czytał artykuł o żądaniu łapówki przez szefa Komisji nadzorowanej przez premiera. Został bowiem opublikowany nie tylko w „Gazecie Wyborczej, ale i w prestiżowym „Financial Times”! To cios w wizerunek premiera.

Mało kto będzie dociekał, że Marek Chrzanowski został szefem KNF wręcz wbrew Morawieckiemu… A to nie wszystko. Pełnomocnik bankiera Leszka Czarneckiego mec. Roman Giertych powiedział Faktowi, że w tej sprawie złożył zawiadomienie 7 listopada o godzinie 8.34 u samego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Dokładnie w biurze podawczym Prokuratury Krajowej.

Manewr Giertycha jest czytelny – to kolejny kij wsadzony w rządowe mrowisko. Po wyborach samorządowych konflikt między Morawieckim i Ziobrą wybuchł na nowo. Partia wówczas stanęła za Ziobrą. A dokładniej – za jednością, choć wątłą. Jak ustalił Fakt, wieczorne wtorkowe spotkanie szefów służb u premiera poświęcone było m.in. wyjaśnieniu, dlaczego Morawiecki o wszystkim dowiedział się dopiero w poniedziałek wieczorem z internetowej zajawki tekstu.

Według naszych ustaleń, Ziobro podczas tej narady zapewniał, że on o zawiadomieniu wcześniej nie wiedział. – Przyjęto te wyjaśnienia, choć nikt w to nie uwierzył – zapewnia nas osoba znająca kulisy tej narady.

Nikt też nie wierzy, że to przypadek, iż Czarnecki z Giertychem złożyli zawiadomienie akurat w przeddzień posiedzenia sejmowej Komisji Finansów, która przyjęła projekt nowelizacji ustawy Prawo bankowe. Znalazł się tam zapis, że w przypadku „powstania niebezpieczeństwa obniżenia sumy funduszy własnych” KNF decyzją administracyjną może podjąć decyzję o przejęciu takiego banku przez inny bank! To plan będący treścią rozmowy Chrzanowskiego z Czarneckim. I to Morawiecki będzie się z niego tłumaczył w Europie.

Śledztwo dotyczące zachowania szefa Komisji Nadzoru Finansowego prowadzić będzie wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Katowicach. Prokuratura ta jest uważana za mocno związaną ze Zbigniewem Ziobrą. Wydział ten stworzyła prokurator Małgorzata Bednarek. To ta prokuratura prowadziła m.in. sprawę Jana Burego, byłego posła PSL. Bednarek odeszła z prokuratury do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Ludzie, których ściągnęła do wydziału, jednak dalej w nim pracują.

KALENDARIUM AFERY

• 7 listopada (środa)

Mec. Roman Giertych składa zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez szefa KNF Marka Chrzanowskiego. Odbiór dokumentu kwituje sekretarz Marta Przekazińska z Biura Podawczego Prokuratury Krajowej.

•12 listopada (poniedziałek)

Wieczorem z internetowej zapowiedzi artykułów w „Gazecie Wyborczej” oraz „Financial Times”, premier dowiaduje się o publikacji. Zbigniew Ziobro zarzeka się, że o sprawie dowiedział się we wtorek.

•13 listopada (wtorek)

Szef KNF zaraz po publikacji twardo trzyma się swego stanowiska i zapowiada, że nie tylko nie ma powodów do dymisji. Rzecznik rządu informuje, że Marek Chrzanowski jest pilnie wezwany z Singapuru do premiera. W drodze samolotem szef KNF składa dymisję.

Wieczorem u szefa rządu spotykają się prokurator generalny i szefowie służb.

•14 listopada (środa)

Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej tłumaczy, co zrobił z zawiadomieniem od Giertycha – że „realnie pismo wpłynęło do komórki merytorycznej 8 listopada”, czyli 24 godziny po tym jak wpłynęło. Zapewnia, że o tym nie wiedział. Otoczenie premiera twierdzi jednak, że to niemożliwe.

Jest druga taśma wielkiej afery? Giertych uderza w PiS

Pilna narada u premiera zakończona

Putinizacja.

Depresja plemnika

W miarę jak kolejne media ujawniają bulwersujące kulisy afery korupcyjnej w Komisji Nadzoru Finansowego, odsłaniając elementy przeprowadzanego z całą bezwzględnością procesu doprowadzania prywatnych banków na skraj upadku, by następnie je “uratować” poprzez przejęcie przez państwo, rośnie napięcie wewnątrz obozu władzy, a oczom obserwatorów ukazuje się bezwzględna walka frakcji walczących o wpływy. Oderwanie obozu władzy od rzeczywistości jest totalne – moment ujawnienia skandalicznego procederu i idącej w dziesiątki milionów rocznie łapówki wykorzystują nie do zdiagnozowania problemu i jego zwalczenia, a do zabezpieczenia własnych interesów, najlepiej kosztem politycznych rywali wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy.

Dobro państwa już dawno nie jest najważniejsze – liczy się władza i jej utrzymanie za wszelką cenę. Nie ma nawet cienia szansy na powołanie komisji śledczej czy rzetelne śledztwo, na które naciska opozycja oraz pewnie już wkrótce opinia publiczna. Do tej pory PiS był teflonowy i ujawnianie mniejsze lub większe afery (w sieci krąży już nawet lista 100 takich…

View original post 3 631 słów więcej

Morawiecki ma poważny problem charakterologiczny, jest do trzewi zakłamany

>>>

– Media zostały wyprzedane. Straciliśmy na tym ogromnie dużo. Dzisiaj media są w rękach zagranicznych – mówił premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z TV Republika

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

Piotr Szczęsny – bez wolności nie umiał i nie chciał żyć

Ten szczególny listopadowy czas chcemy poświęcić na wspomnienie jednej osoby. Siebie samego określił mianem Szary Człowiek. Bez wolności nie chciał i nie umiał żyć. 19 października 2017 r. na pl. Defilad podpalił się w akcie protestu przeciw zabieraniu jemu i nam wszystkim tego, co uznawał za najcenniejsze. Być może ostatnimi dźwiękami, które Piotr Szczęsny słyszał, były słowa odtwarzanego przez niego utworu „Wolność kocham i rozumiem”. Kilka dni potem zmarł nie odzyskawszy przytomności…

Piotr Szczęsny zostawił nam manifest. – „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi” – napisał. Czy po ponad roku obudziliśmy się?

Niepokojąco aktualne po ponad roku są słowa Piotra Szczęsnego zarówno z manifestu, jak i z jego listu skierowanego do mediów. W tym ostatnim pisał, że wstydzi się, że „mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie Konstytucję”. Andrzej Duda przez ostatni rok przysporzył jeszcze wiele powodów do wstydu.

Piotr Szczęsny wstydził się za premiera, którym wtedy była Beata Szydło. – „Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia” – pisał. Jednak jego słowa równie dobrze można odnieść do obecnego prezesa Rady Ministrów, czyli Mateusza Morawieckiego. Chyba jednak Szaremu Człowiekowi nie przyszłoby to głowy, że premier polskiego rządu może posunąć się do kłamstw, za które – na mocy wyroku sądowego – musiał przepraszać.

Pisał też, że wstyd mu, kiedy „znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd”. Nie do zniesienia dla niego byłoby pewnie to, że z powodu pisowskich działań Komisja Europejska i unijny Trybunał Sprawiedliwości muszą zajmować się ratowaniem naszej praworządności i niezależności polskich sędziów.

Szary Człowiek nie mógł też znieść, że „opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski”. Miał na myśli Lecha Wałęsę i sędziów ówczesnego Trybunału Konstytucyjnego. Po roku to grono – niestety – znacznie się powiększyło. Bezpardonowe ataki pisowskich funkcjonariuszy na sędziów Sądu Najwyższego i sądów powszechnych (łącznie z grożącymi im dyscyplinarkami) jeszcze rok temu nikomu nie przychodziły do głowy.

Przede wszystkim jednak nie straciło na aktualności jego wezwanie: Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”. Chciałoby się wierzyć, że m.in. dlatego tak gremialnie poszliśmy głosować w ostatnich wyborach? Pamiętajmy o ofierze Szarego Człowieka, kiedy w 2020 r. w maju wybierać będziemy europosłów, a jesienią odbędą się wybory do Sejmu.

Poświęćmy jeszcze chwilę na przeczytanie całego manifestu Piotra Szczęsnego – niech to będzie symboliczne zapalenie znicza na jego grobie.

  1. Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władze wolności obywatelskich.
    2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
  2. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakikolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
    4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
    5. Protestuję przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
  3. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją bronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
  4. Protestuję przeciwko dzieleniu umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”, przeciwko językowi ksenofobii i nienawiści wprowadzanemu przez władze do debaty publicznej.
  5. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
    9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
  6. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
  7. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych i innych LGBT, muzułmanów i innych.
  8. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i robieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze nie całkowite) Trójki – radia, którego słucham od czasów młodości.
  9. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
    14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, niekonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
  10. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych protestów służby zdrowia.

Protestów pod adresem obecnych władz mógłbym sformułować dużo więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa.

Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało. Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzucani błotem. Najpewniej i ja za to, co zrobiłem też takim błotem zostanę obrzucony. Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.

Natomiast chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.

Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych, którzy decydują o tym, kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję.

I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności (jak choćby ostatnio) – za kilka dni czy tygodni znowu będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo. I nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już raz zdobyli.

Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje: Jeśli nie my, to kto? Kto jak nie my, obywatele ma zrobić porządek w naszym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy?

Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i coraz trudniej będzie wszystko naprawić.

Przede wszystkim wzywam, aby przebudzili się ci, którzy popierają PiS – nawet jeśli podobają się wam postulaty PiS-u, to weźcie pod uwagę. że nie każdy sposób ich realizacji jest dopuszczalny. Realizujcie swoje pomysły w ramach demokratycznego państwa prawa, a nie w taki sposób jak obecnie.

Tych, którzy nie popierają PiS, bo polityka jest im obojętna albo mają inne preferencje, wzywam do działania – nie wystarczy czekać na to co czas przyniesie, nie wystarczy wyrażać niezadowolenia w gronie znajomych, trzeba działać. A form możliwości jest naprawdę dużo.

Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej. Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności.

A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią! Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!”.

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

PiS tak naprawdę mówi: Euro, pa!

Ponoć nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, ale mamy na raty. W obliczu złych sondaży PiS postanowił proces przyspieszyć, wciąż zapewniając, że są za zostaniem w UE. Aby mieć pewność co do kierunku w jakim idziemy

W sztabie Prawa i Sprawiedliwości nerwowa atmosfera udzieliła się już chyba wszystkim. Co rusz zamawiane są wewnętrzne sondaże i podkręcane obietnice wyborcze.

Gra toczy się o sporą stawkę, dlatego też prezes Kaczyński ogłosił swoistą mobilizację i nakazał wszystkim posłom, którzy akurat nie mają jakiś posiedzeń komisji sejmowych, do wyjazdu w teren i pracy na lepszy wynik wyborów samorządowych.

„Wszyscy parlamentarzyści dostali od prezesa Jarosława Kaczyńskiego nakaz działalności w terenie. – Usłyszałem w partii, że jak ktoś zobaczy któregoś z nas w stolicy, to koniec będzie – opowiada nam z parlamentarzystów”

Zakładane były dwa scenariusze: albo odbijemy się w terenie realnie, albo nie. Bo zwycięstwo ogólne w skali kraju nie oznacza realnej władzy na dole. Dlatego takie nerwy” – tłumaczy jeden z polityków PiS.

Parlamentarzyści swoją agitacją mają wesprzeć przede wszystkim premiera Morawieckiego, który jest lokomotywą tych wyborów z ramienia partii, ale jednocześnie może stać się ich kozłem ofiarnym w wypadku przegranej.

W PiS na finiszu kampanii zapanował potworny chaos. Klęska zajrzała w oczy Kaczyńskiemu. Czy trafi go szlag, apopleksja?

Holtei

Morawiecki chciałby Ziobrę wyrzucić?

„Nie mam żalu do Ziobry” – zapewniał w Polsat News prezes Kaczyński, ale wydaje się, że to tylko dobra mina do złej gry, co potwierdzają wypowiedzi innych polityków partii rządzącej.

Sprawa dotyczy wniosku, jaki na początku października minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego. Nie informując nikogo prokurator generalny chce, aby TK uznał „art. 267 traktatu o funkcjonowaniu UE, który umożliwia sądom krajowym zadawanie pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE, został uznany za niezgodny z Konstytucją RP, jeśli pytania będą dotyczyć „ustroju, kształtu i organizacji władzy sądowniczej”.

Samowolka Ziobry, która wyszła na jaw tuż przed wyborami samorządowymi i która stawia wyraźne pytanie co do przyszłości Polski w UE, wywołała złość wśród partyjnych kolegów.

Minister sprawiedliwości próbuje ratować sytuację tłumacząc, że wywoływanie polexitu to zwykła manipulacja. W wystosowanym oświadczeniu zapewnił, że wniosek nie jest próbą wyprowadzenia Polski z UE, ale jego istotą „jest zbadanie kompetencji…

View original post 3 196 słów więcej

Morawiecki nawet w sprostowaniu jest krętaczem

Zgodnie z wyrokiem sądu premier Mateusz Morawiecki opublikował w przed głównymi wydaniami „Faktów” i „Wiadomości” sprostowanie swoich słów dot. rządów PO-PSL. Chodziło o stwierdzenie dot. wydatków na drogi.

„Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 roku podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej” – takie sprostowanie pojawiło się dziś przed głównym wydaniem „Faktów” TVN oraz „Wiadomości” TVP na antenie TVP Info.

To efekt wyroku sądu po pozwie w trybie wyborczym, którzy przeciwko premierowi złożyła Platforma Obywatelska.

W poniedziałek warszawski Sąd Okręgowy oddalił pozew w trybie wyboczy przeciwko premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej odwołali się jednak od tej decyzji. Sąd Apelacyjny przychylił się do wniosku i uznał, że Morawiecki ma sprostować część swojej wypowiedzi, w której podaje konkretne dane

Adwokat Michał Szpakowski zwrócił uwagę, że sąd podtrzymał wcześniejszą opinię, że samo stwierdzenie, że „nie było dróg i mostów” może być retoryczne. Jednak już słowa, że „PO wydało 5 mld w osiem lat, a PiS wydaje tyle w rok lub półtora” poddaje się ocenie i jest fałszywe – napisał adwokat.

Oświadczenie wyświetlone na białej planszy, odczytane z pośpiechem przez lektorkę – w taki sposób premier Mateusz Morawiecki sprostował nieprawdziwe informacje nt. inwestycji drogowych za rządów PO i PSL. Sprostowanie nakazał mu Sąd Apelacyjny – jednak jego forma dla polityków Platformy jest absolutnie niesatysfakcjonująca. Zaś rzecznik PSL-u mówi wprost: premier stchórzył, zamiast się stawić, wysłał syntezator mowy.

  • Szef rządu musiał prostować słowa z 15 września, gdy na spotkaniu z wyborcami w Świebodzinie oświadczył, że za czasów rządu PO-PSL „nie było ani dróg, ani mostów”
  • Sprostowanie wymusiła na premierze wczorajsza decyzja Sądu Apelacyjnego
  • Wcześniej sąd niższej instancji najpierw odmówił wszczęcia postępowania w trybie wyborczym. Później sędzia uznał, że premier przepraszać nie musi, bo jego wypowiedź to był „chwyt wiecowy”

Sprostowanie – a nie, co stanowczo podkreślają politycy PiS – przeprosiny wymusiła na premierze decyzja Sądu Apelacyjnego, który uznał, że, po pierwsze, szef rządu jest uczestnikiem kampanii, a po drugie – że jego słowa ewidentnie były nieprawdą, więc konieczne jest ich sprostowanie.

Premier miał wygłosić przygotowany przez Sąd Apelacyjny tekst, mówiący m.in. o tym, że podczas wiecu w Świebodzinie podał nieprawdziwe informacje, dotyczące tego, że za czasów rządu PO-PSL „nie było ani dróg, ani mostów”. Tyle, że forma tegoż sprostowania zdziwiła polityków opozycji.

PO: to urągało powadze urzędu

Jak mówi Onetowi rzecznik Platformy Jan Grabiec, owo sprostowanie premiera dla nikogo nie mogło być satysfakcjonujące. – Powiem wprost, to urągało powadze urzędu Premiera RP, jaki Mateusz Morawiecki sprawuje – mówi. – Ktoś, kto pełni taką funkcję powinien mieć szacunek tak dla urzędu, jak dla samego siebie. I z tego szacunku dla siebie powinien zadbać o właściwą formę tego sprostowania, przecież on się pod tym podpisał – podkreśla poseł Grabiec.

Pytany, czy taka ocena sprostowania premiera oznacza, że będzie kolejny pozew w trybie wyborczym, nie odpowiada wprost. – Poddamy analizie prawnej możliwość żądania powtórzenia tego sprostowania. Zbadamy też kwestie finansowania, czyli, kto za przygotowanie tej planszy i damskiego lektora zapłacił – wyjaśnia. – Decyzja na pewno nie zapadnie dziś, ale jutro? Kto wie? – kwituje Grabiec.

Rzecznik PSL: Czyżby premierowi zabrakło odwagi? Wysłał syntezator mowy

Jak mówi nam rzecznik PSL i kandydat ludowców na prezydenta Warszawy Jakub Stefaniak, forma premierowskiego sprostowania nasuwa jedno skojarzenie. – Zamiast szefa rządu mieliśmy syntezator mowy „Beata” – podkreśla. – Powiem wprost, w życiu trzeba mieć klasę. A jak widać, może jej brakować także komuś, kto był bankierem. Jeśli zamiast stanąć z odkrytym czołem i samemu przeprosić, wysyła się syntezator mowy, to coś jest nie tak z tą właśnie klasą – zaznacza Stefaniak. – Być może panu Mateuszowi odwagi zabrakło? Być może prawdziwe jest przezwisko, jakie nadali mu młodzi ludowcy, czyli „Mateuszek-kłamczuszek”? – pyta rzecznik PSL.

Przypomnijmy, decyzją sądu premier miał wygłosić sprostowanie na antenie TVN oraz TVP Info – odpowiednio, przed „Faktami” oraz „Wiadomościami”. Od wczorajszego popołudnia miał na to 48 godzin.

Chlew, dramat oparty na faktach. Reżyseria – Jarosław Kaczyński. Darmowe bilety i transport do kin zapewniają Klubu Gadzinówki Polskiej.

To jest tak absurdalnie tanie cwaniactwo, że mogłoby być podstawą do nakręcenia kolejnego odcinku o Ferdku Kiepskim. Poseł , jeszcze gdy był radnym, samodzielnie opróżniał kontenery z odzieży i rozprowadzał po lumpeksach. Dzisiaj tacy jak on są w spółkach SP. Dramat.

Idioci z PiS

A tak przerywa mamrot Kuchciński.

PiS to tylko nieudaczniki, pokraki, szweje.

Toruński biznesmen Tadeusz Rydzyk, który każe tytułować się „ojcem” budzi skrajne uczucia, jednak wszyscy zgadzają się co do tego, że ma głowę do interesów. Za rządów Prawa i Sprawiedliwości Rydzyk i jego coraz liczniejsze biznesy przeżywają prawdziwy renesans. Jak pisaliśmy niedawno, 11 ministerstw regularnie płaci mu daniny z pieniędzy podatników, nie wspominając o comiesięcznej kwocie przelewanej na konto redemptorysty przez PiS.

11 ministerstw płaci daniny Rydzykowi. W sumie 165 milionów złotych!

Oczywiście, apetyt wzrasta w miarę jedzenia i ostatnio Rydzyk wyznał, że miliony, które dostaje z państwowej kasy, już go nie zadowalają. Teraz domaga się miliardów. Jak ujawnił na spotkaniu środowisk Radia Maryja i TV Trwam „Dziękczynienie w Rodzinie”, na razie wystarczy „miliard albo dwa”…

To oczywiście nie znaczy, że pogardzi drobniejszymi kwotami. Rydzyk z zasady nie omija okazji do tego, by kogoś oskubać.

Ostatnio wybrał się do Kanady na spotkanie z tamtejszą polonią.  Za możliwość uczestniczenia w mszy świętej z jego udziałem w Calgary oraz wysłuchania osobiście przez niego wygłoszonej mowy zażyczył sobie po 30 dolarów kanadyjskich od osoby. Czyli w przeliczeniu, około 80 złotych.

Jak informuje Super Express pobieranie od wiernych haraczu za uczestnictwo w mszy wzbudziło oburzenie byłego wicepremiera Kanady, Thomasa A. Lukaszuka.

Biorąc pod uwagę, że ten kapłan jest zaproszony, by przewodniczyć mszy i później ma wygłosić w kościele wykład, a bilety kosztują 30 dolarów, być może jakaś forma wyjaśnień byłaby w porządku – zwrócił się do diecezji, na której terenie znajduje się kościół, w którym Rydzyk pobierał opłaty.

Diecezja odpowiedziała, że redemptorysta zapewnia opiekę duszpasterską polskim imigrantom. Jak się okazuje, nie za darmo.

W moim mniemaniu jestem pierwszym prezesem Sądu Najwyższego do 30 kwietnia 2020 roku. Nie zrezygnuję, ale mogę nie być w stanie wykonywać tej zaszczytnej pracy” – podkreśliła w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CNN prof. Małgorzata Gersdorf. Stwierdziła, że tę kadencję może przerwać albo jej śmierć, albo zmiana Konstytucji.

Pierwsza Prezes SN mówiła o wsparciu, które odczuwa każdego dnia. – „Jest część społeczeństwa, która bardzo mocno wspiera mnie i moją walkę o demokrację i niezależność sądownictwa. Widzę to codziennie rano przed wejściem do budynku Sądu Najwyższego” – powiedziała Gersdorf. Dodała jednak, że istnieje też druga strona medalu. – „Są prorządowi podżegacze, którzy słuchają tylko jednej wersji historii, swoich mediów. To widać w internecie i w tym jak postrzegają moją pozycję. Dla nich jestem Niemcem, sprzedawczykiem, praktycznie wszystkim, co najgorsze” – zauważyła.

– „W Polsce mamy konstytucyjny trójpodział władzy, który jest w tej chwili zrujnowany przez zwykłe ustawy. Władza ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego staje się władzą kontrolną nad sądami. Zmiany w sądownictwie forsowane przez PiS są bardzo niebezpieczne nie tylko dla społeczeństwa tu i teraz, ale nawet dla partii rządzącej, która straci tę władzę, bo te niedemokratyczne instrumenty, które stworzyła będą mogły być odwrócone przeciwko niej” – przestrzegła w CNN prof. Gersdorf.

Odniosła się również do uzasadniania reformy przez PiS koniecznością odsunięcia od orzekania komunistycznych i skorumpowanych sędziów. – „To fake news rozpowszechniany przez przedstawicieli władz” – podkreśliła prof. Małgorzata Gersdorf.

>>>

Po śmierci Piotra dotarło do mnie, jak bardzo musiał się bać. Jak bardzo cierpiał. Nie tylko dlatego, że bał się śmierci, ale także dlatego, że musiał nas, najbliższych, oszukiwać.

Rozmowa z Ewą Negrusz-Szczęsną

ALEKSANDER GURGUL, MAŁGORZATA SKOWROŃSKA: Obiecał, że się razem zestarzejecie?

EWA NEGRUSZ-SZCZĘSNA: Nie musiał obiecać. Tak po prostu miało być. Dzieci, Zosia i Krzysztof, są już dorosłe. Mieliśmy z Piotrem plany. Wcale nie wielkie, raczej z tych małych. Lubiliśmy spacery po Puszczy Niepołomickiej – zaczyna się tuż za płotem naszego domu. Szliśmy, rozmawialiśmy albo milczeliśmy. Po 32 latach dobrego małżeństwa takie milczenie nie jest niczym krępującym. To raczej stan odczuwania obecności tej drugiej osoby. Miłe uczucie. Już go nie doświadczę. Jego pożegnanie zaczyna się od słów: „Jeżeli czytasz ten list, to znaczy, że nie możemy dalej iść razem”.

Późnym popołudniem 19 października rok temu pojawiają się pierwsze doniesienia o samospaleniu pod Pałacem Kultury i Nauki. Media informują, że mężczyzna, który to zrobił, chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko demolującym Polskę rządom PiS.

Tego dnia pracowałam na drugiej zmianie. Jestem farmaceutką, wyszłam z apteki o 20. Na ławce siedziała żona brata Piotra. Powiedziała, że chce mnie porwać do ich domu na chwilę. Zdziwiłam się. Nie było mi to na rękę, spieszyłam się na pociąg z Krakowa do Niepołomic. Miałam przecież odebrać Piotra, który tego wieczoru wracał z jednodniowego wyjazdu służbowego do Warszawy. Wsiadłyśmy do jej samochodu. Agnieszka mówi, że o Piotra chodzi, że jest w szpitalu. Moje pierwsze podejrzenie: zawał albo udar. Ale to nie był ani zawał, ani udar.

Rodzina już wiedziała, że NN, który podpalił się na placu Defilad, to Piotr. Wcześniej syn dostał od niego SMS-a z poleceniem, by jak najszybciej wracał do domu. W biurku – pisał mąż – miał znaleźć coś ważnego. Potem okazało się, że to była teczka z listami. Córka też odebrała wiadomość. Zdziwiła się, dlaczego tata, który nigdy niczego nie nakazywał, ale prosił, nagle zażądał, by przyjechała do mnie do pracy. Chciał, żebyśmy wracały razem. Na ich SMS-y z pytaniami, o co chodzi, już nie odpowiedział.

>>>

Kaczyński kuleje, tak odchodzi prezes najpierw do szpitala

Trwa walka o głosy w wyborach samorządowych, którą aktywnie wspiera prezes PiS. Jednak w całym zgiełku może umknąć, że Jarosław Kaczyński wciąż zmaga się z chorobą. W poniedziałek (24.09.2018) również pojawił się w szpitalu.

Batalia w wyborach samorządowych 2018 trwa w najlepsze, a kandydatów Prawa i Sprawiedliwości co jakiś czas wspiera Jarosław Kaczyński. Prezes PiS jednak wciąż pozostaje pod opieką lekarzy i wciąż pojawia się na leczeniu.

Jak donosi Wirtualna Polska, Jarosław Kaczyński pojawił się w szpitalu w poniedziałek, by kontynuować, jak podawano oficjalnymi kanałami, „leczenie ambulatoryjne”. WP opublikowała też zdjęcia sprzed szpitala:

Zdarza się też, że Jarosław Kaczyński pojawia się na konferencjach z kulami, co także świadczy o tym, że kolano wciąż może mu doskwierać.

Choroba prezesa PiS. „Stan był taki, że nieprzyjęcie zagrażałoby życiu”

Od czerwca wiadomo, że prezes PiS leczył się w Wojskowym Instytucie Medycznym na chorobę zwyrodnieniową stawów. Od tamtego czasu wciąż potrzebuje opieki medycznej, choć nie musi przebywać cały czas w szpitalu. Intensywny okres kampanii przed wyborami samorządowymi może podwójnie dawać mu się we znaki.

Jak poważny był stan prezesa PiS? Minister zdrowia Łukasz Szumowski kilka miesięcy temu stwierdził w RMF FM wprost: – Stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego był taki, że nieprzyjęcie go do szpitala zagrażałoby jego życiu.

Planowana operacja kolana Jarosława Kaczyńskiego

Już wcześniej ustalił dziennikarz Gazeta.pl Jacek Gądek, by poprawić stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego potrzebna jest operacja kolana. „Pierwotnie operacja kolana miała się odbyć w wakacje. Wszystko jest jednak przełożone i odbędzie się dopiero w nowym roku” – pisał wówczas.

Ta sytuacja działa na niekorzyść PiS. Wybory samorządowe 2018 to początek maratonu wyborczego przez najbliższe dwa lata. Natomiast jeśli do operacji dojdzie w 2019 roku, to prezes PiS – według informacji Gazeta.pl – będzie po niej dochodził do siebie około trzech miesięcy.

Komisja Europejska skarży pisowskie władze do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Skarga dotyczy naruszenia prawa unijnego przez ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa PiS. KE wniosła o tryb przyśpieszony i zawieszenie przepisów ustawy do czasu rozpatrzenia wniosku przez TSUE. Jednocześnie TSUE zdecydował, że w trybie przyśpieszonym rozpozna sprawę pierwszych pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego.

KE: Sędziowie powinni orzekać dalej

Komisja ogłosiła swoją decyzję ws. postępowania wobec zmian w polskim sądownictwie: zdecydowała o zaskarżeniu polskich władz do Trybunału Sprawiedliwości. Stwierdziła, że nowa ustawa dotycząca Sądu Najwyższego „nie jest kompatybilna z prawem unijnym” i narusza to prawo, chodzi m.in. o tryb przechodzenia sędziów w stan spoczynku. Komisja wnioskuje też do TSUE o zajęcie się sprawą Polski w trybie przyspieszonym.

KE skierowała wniosek o rozpatrzenie sprawy polskiej w trybie przyspieszonym, jednocześnie chce, by Trybunał w Luksemburgu wydał tymczasową decyzję zabezpieczającą, aby do czasu wydania ostatecznego orzeczenia niektóre przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym pozostały zawieszone. Podobne zabezpieczenie TSUE wydało w przypadku sprawy dotyczącej wycinki Puszczy Białowieskiej.

Komisja chce przywrócenie sytuacji sprzed wejścia w życie przepisów. – KE postuluje umożliwienie sędziom, na których ustawa wpłynęła, dalszego pełnienia swoich obowiązków i wstrzymanie mianowania nowych sędziów – tłumaczyła Mina Andreeva, rzeczniczka Komisji.

Ustawa niezgodna z prawem unijnym

KE uważa, że ustawa jest niezgodna z prawem unijnym, ponieważ podważa zasadę niezawisłości sędziów, w tym także nieusuwalności sędziów. Jak tłumaczyła rzeczniczka KE, nowelizacja PiS-u jest niezgodna z art. 19 Traktatu o UE i 47 Praw Europejskich.

Skarga jest ostatnim etapem procedury, którą KE rozpoczęła w lipcu. Komisja uznała wówczas, że przepisy odsyłające sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku grożą upolitycznieniem SN.

Polski rząd przedstawił Brukseli tzw. Białą Księgę, odpowiadał też na pytania KE, jednak cały czas twierdził, że Unia Europejska nie ma kompetencji, by zajmować się tym zagadnieniem.

TSUE rozpozna pytania sędziów SN

Prezes Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu poinformował dziś, że TSUE w trybie przyśpieszonym zajmie się sprawą pięciu pierwszych pytań prejudycjalnych wysłanych przez SN. Pytania dotyczą niezależności sądów, niezawisłości sędziów, a także unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek.

– Ważne, aby nie stwarzać nieodwracalnych skutków w Sądzie Najwyższym – komentował dzisiejsze wydarzenia sędzia SN prof. Krzysztof Rączka.

2 sierpnia SN wysłał do TSUE pięć pytał prejudycjalnych i jednocześnie do czasu ich rozpatrzenia zawiesił stosowanie niektórych przepisów. Rząd od początku używał przekazu, że SN nie ma prawa zawieszać przepisów ustawy i bagatelizował decyzję SN.

Wydając wyrok, TSUE może zobowiązać władze do odpowiedniej nowelizacji ustaw. Do momentu dokonania takiej nowelizacji może nałożyć karę za każdy dzień, który upłynie od wyroku do nowelizacji. Ile ta kara będzie wynosić, trudno powiedzieć, ale jeżeli w drobnej dość sprawie, jak sprawa Rospudy, ta kara wynosiła 100 tys. euro dziennie, to w przypadku ustaw sądowych może wynieść wielokrotnie więcej.

Rzeczniczka KE mówiła, że najlepiej, aby przepisy wróciły do stanu sprzed reformy. To w ogóle jest możliwe?
To wszystko zależy, o których przepisach mówimy, bo mamy jedną całkowicie nową ustawę o SN i nowelizację ustawy o KRS. Nie wszystkie przepisy są tu niekonstytucyjne, ale one razem tworzą niekonstytucyjną całość. Można oczywiście nawet te nowe regulacje w przypadku SN dostosować do wartości, które są w traktatach unijnych, natomiast większy problem będzie z KRS. W jej wyniku członkom KRS skrócono kadencję określoną w konstytucji ustawą i wybrano nowy skład. Tutaj trzeba by wprowadzić nowe zasady wyboru sędziowskich członków, powtórzyć wybory i podziękować obecnie funkcjonującym sędziowskim członkom za ich pracę. Podziękować, czyli wygasić ich mandat.

A można przywrócić starą Radę?
Hipotetycznie można, ale wtedy to by oznaczało konieczność kontynuacji kadencji członków KRS i sukcesywny wybór nowych członków. Pamiętajmy, że nawet gdyby przywrócono starą KRS, to niekoniecznie stanowiska sędziowskie zostaną obsadzone, ponieważ prezydent prawdopodobnie nie będzie chciał powoływać sędziów przez nich wybranych. Przecież prezydent nie wręczył do tej pory aktu powołania kilkunastu sędziów, których stara KRS wybrała.

Jaki jest obecnie status 27 sędziów przeniesionych w stan spoczynku na mocy nowych przepisów?
Tu jest duży problem, bo jeżeli sędziowie zostali odesłani w stan spoczynku wbrew swojej woli, oznacza to złamanie konstytucji, zatem w tym zakresie powinni oni dalej orzekać.

Czy muszą poczekać na wydanie środków zabezpieczających lub orzeczenie, czy już mogą wrócić do orzekania?
Moim zdaniem część z nich może orzekać, mówię o tej części, której dotyczą pytania prejudycjalne, które wystosował SN do TSUE. W stosunku do tych sędziów SN zawiesił obowiązywanie niektórych przepisów ustawy o SN. Ale mamy duży chaos prawny, a prezydent niestety do tego chaosu w znaczący sposób się przyczynił.

Co będzie oznaczać niewykonanie orzeczenia TSUE?
Nie było jeszcze takiej sytuacji, żeby ktoś nie respektował orzeczenia TSUE. Wstępując do UE, wzięliśmy na siebie zobowiązanie do przestrzegania traktatów. Jeżeli ich nie przestrzegamy, to oznacza, że przestajemy być częścią wspólnoty.

Rządzący tłumaczą, że inne kraje również nie przestrzegały orzeczeń Trybunału.
To zależy, jakie orzeczenie i w jakim zakresie. Nie mieszajmy tutaj spraw. To, że jakieś orzeczenie pozostaje w zawieszeniu, nie oznacza, że w innym przypadku dane państwo nie ma w określonym terminie innego orzeczenia wykonać. To są zupełnie inne sprawy.

Prezes TSUE zapowiedział, że w trybie przyśpieszonym Trybunał rozpatrzy pierwsze pytania prejudycjalne. To się zbiegło w czasie z decyzją KE. To oznacza, że UE przestaje się cackać z polskim rządem?
Oczywiście. Czas, kiedy relacje były dobre, się zakończył. Co więcej, ostatnie kroki premiera Morawieckiego oznaczały absolutne lekceważenie KE i jej przewodniczącego. Zakładam, że w tej chwili premier Morawiecki jest postrzegany przez przewodniczącego KE jako osoba niewiarygodna.

Grzegorz Schetyna spotkał się w poniedziałek z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Jak twierdzi lider Platformy Obywatelskiej, chodzi o „ocalenie miejsca Polski w Europie”.

https://twitter.com/NewsweekPolska/status/1044300437749358592

– Nie będziemy stać, gdy inni siedzą – tak zapowiadał przed wizytą spotkanie z niemiecką kanclerz Grzegorz Schetyna. Nawiązywał do słynnego zdjęcia prezydenta Andrzeja Dudy zgiętego przy biurku obok siedzącego prezydenta USA Donalda Trumpa.

Spotkanie odbyło się w berlińskiej siedzibie CDU. Obie partie należą do frakcji chrześcijańsko-ludowej w Parlamencie Europejskim.

Rozmowy dotyczyły kolejnego budżetu UE, w tym finansowania polskich samorządów. Jak podkreślał Schetyna, Platforma chciałaby, aby kolejna perspektywa budżetowa Unii zakładała, że Polska dostanie tyle samo pieniędzy, ile w poprzedniej, a nie – jak zakłada projekt – o 25 proc. mniej (przy wzroście budżetu Unii).

Kolejnym tematem był Nord Stream 2, rosyjsko-niemiecki gazociąg pod dnem Bałtyku. Platforma uważa, że jego budowa jest sprzeczna z długofalowym interesem Unii i narusza solidarności energetyczną kontynentu.

Przedstawiciele partii Kornela Morawieckiego, którzy złożyli listę wyborczą z podpisami zmarłych, sfałszowali też podpis Jana Mencwela, lidera stowarzyszenia Miasto Jest Nasze – podał portal tvn24.pl. – Nie byli w stanie przepisać poprawnie nazwiska – mówi Mencwel.

Termin składania wniosków o rejestrację komitetów wyborczych do rady Warszawy upłynął w zeszły poniedziałek. Warunkiem rejestracji w każdym z dziewięciu okręgów było m.in. zdobycie 150 podpisów poparcia z numerami PESEL tych osób.

Wolnym i Solidarnym, partii założonej przez Kornela Morawieckiego, marszałka seniora Sejmu i ojca obecnego premiera, udało się zarejestrować w trzech na dziewięć okręgów. Co z pozostałymi sześcioma?

Z informacji „Wyborczej” wynika, że brak rejestracji w pozostałych okręgach wynika z tego, że WiS złożyło do Miejskiej Komisji Wyborczej listy zawierające nieistniejące numery PESEL albo należące do osób zmarłych. W jednym z okręgów na 200 numerów PESEL miało być aż 198 nieważnych. W innym 157.

Członkowie WiS nieudolnie sfałszowali podpis Mencwela

W poniedziałek portal tvn24 podał, że Wolni i Solidarni podrobili podpisy m.in. lidera stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jana Mencwela. Mencwel przyznał, że spotkał przedstawicieli WiS na korytarzu i złożył podpis pod ich listą, bo „nikomu w takiej sytuacji nie odmawia”. W rozmowie z „Wyborczą” dodał, że działacze WiS chcieli, by podpisał się również na kolejnych kartach.

PMM: Media w ogromnym stopniu nie należą do Polaków. Proszę popatrzeć na Francję i Niemcy, na Hiszpanię i na Włochy

– Zresztą media w ogromnym stopniu nie [są] należące do Polaków. Proszę popatrzeć na Francję i Niemcy, na Hiszpanię i na Włochy. Na kraje duże, kraje UE. Tam media są w rękach różnych narodowych koncernów. Jak Berliner Zeitung miało być wykupione przez amerykanów, to sobie prześledźcie w internecie, jaka była awantura w Niemczech, a to nie jest największa gazeta w Niemczech. U nas jest inaczej. Bo do tego doprowadziły lata III RP i lata transformacji Nie dajmy się w związku z tym zahukać. Nie dajmy się zastraszyć. Nasza aktywność jest ważna. To, co mówimy innym ludziom, jest kluczowe. Mówmy o tych pięciu głównych punktach dla samorządu – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w Płońsku.

>>>

Piotr Szczęsny – zwykły szary człowiek dobrowolnie oddał wszystko, co miał najcenniejszego w męczeński sposób.

Jego publiczne samospalenie i dziesięciodniowe konanie w mękach było aktem protestu wobec PiS-owskiej władzy bezprawia. Jego aktowi poświecenia dla idei wolności Polaków, szacunku do Konstytucji RP i zatrzymania zawłaszczania partyjnego państwa towarzyszyła piosenka „Wolność kocham i rozumiem”, a w pozostawionym liście oprócz wyjaśnienia swojego czynu apeluje: „Wzywam Was – obudźcie się”!

Rok po tym tragicznym zdarzeniu nie obudziliśmy się.

Dalej rządzi w Polsce fanatyczny rząd bezprawia i kłamstwa. Ludzie zastanawiają się, czy warto protestować i prezentować swoją postawę sprzeciwu wobec tej władzy. Obawiają się represji, utraty pracy, zdobywanej latami pozycji społecznej, oraz odgrywania się władzy wobec rodzin.

Piotr Szczęsny się nie wahał. Nie chciał się bać.

Na taki krok może zdobyć się tylko niezwykle odważny człowiek honoru. Przyznam, że nie stać by mnie było na taki czyn, przede wszystkim dlatego, że jestem żołnierzem i jeśli miałbym zapłacić życiem za przywilej dotrzymania treści przysięgi wojskowej, to w walce. Piotr nie był żołnierzem, ale zrobił niezwykle wiele dla świadomości społecznej. Poruszył nasze serca, wskazał cel i go uzasadnił, w końcu zaapelował do nas o sprzeciw wobec rosnącego zła.

Nikt nie osiągnie swoich celów bez potrzebnego zaangażowania, entuzjazmu i głębokiej motywacji.

Piotr Szczęsny zrobił więcej niż mógł, aby pobudzić naszą świadomość i potrzebę wyrażania sprzeciwu wobec ideologii „dobrej zmiany”.

W rocznicę jego samospalenia, 19 października, wspólnie z Gabriela Lazarek, Katarzyna Knapik i Małgorzata Tokarczyk podejmujemy inicjatywę upamiętniania tego niezwykle odważnego „zwykłego szarego człowieka” wszędzie tam, gdzie znajdzie się chociaż jeden człowiek, który zechce zapalić znicz, umieścić klepsydrę, zorganizować wiec, lub apel pamięci, czy też zamówić mszę za duszę zmarłego.

To, że policja polska coraz bardziej staje się Policja Obywatelska, z sukcesami przywracająca do życia metody wspaniałej Milicji Obywatelskiej jest prawda tyleż oczywistą co i niepokojącą. Nie wszystkim to się podoba, można nawet zaryzykować twierdzenie, że nie podoba się to zdecydowanej większości. 

Ryba jak to zwykle bywa psuje się od głowy i o ile zdecydowana większość dowódców różnego szczebla do reszty zidiociała, bezwolnie podporządkowując się władzy, o tyle policyjne doły ciągle jeszcze posłuszne, w myślach i powoli w czynach coraz częściej i coraz bardziej grzeszą. Nie ma sensu już tego pudrować, bo jak na dłoni widać, że smród i bezład ewidentnie wyziera spoza drzwi posterunków.

Rozłazi nam się w szwach nasza kochana, z mozołem dźwigająca się kolan policja.

Aby się przekonać jak jest, wystarczy pogadać z policjantami. Poziom frustracji zaczyna być i zastanawiający i niepokojący. Oto co mówi i czym żyje policyjna masa krytyczna.

>>>

>>>

Nowy biskup Kuchciński. Po PiS trzeba zdjąć krzyże z miejsc publicznych, szpecą wolność

Proboszcz niewielkiej wsi Tuligłowy na Podkarpaciu jest pomysłodawcą pomnika dla uczczenia 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Pomnik, którego budowa została zrealizowana dzięki hojności liczącej 800 mieszkańców parafii i wsparciu finansowemu Fundacji PGE, został w sobotę uroczyście odsłonięty przez Marszałka Sejmu, Marka Kuchcińskiego i oczywiście poświęcony przez metropolitę przemyskiego abp Adama Szala.

Oświetlony pomnik został usytuowany na najwyższym wzniesieniu w okolicy. Na postumencie w kształcie kielicha i chrzcielnicy stoi 25 metrowy krzyż z 32 metrowym masztem flagowym, na którym powiewa polska flaga. Wdzięczność mieszkańcom Tuligłów, za taką formę uczczenia rocznicy niepodległości kraju, wyraził Kuchciński, a także sam prezes Jarosław Kaczyński, który napisał w liście: „Jestem bardzo wzruszony, że Tuligłowy pamiętają, że w tak szczególny chwytający za serce sposób upamiętniają to niezwykłe wydarzenie sprzed wieku, jakim było odrodzenie się niezależnego państwa polskiego. […] Wielkość tego górującego nad okolicą pomnika symbolizuje moc wiary naszych przodków. Niezłomną ufność, że Ten, co Polskę przez tak liczne wieki otaczał blaskiem potęgi i chwały raczy przywrócić nam wolną Ojczyznę.”

Nie wszyscy jak się jednak okazuje podzielają zachwyt prezesa PiS. Część mieszkańców, a także internauci nie kryją swego oburzenia. „Lepiej niech wymieniają słupy energetyczne”, „Ile ludzi to nakarmi?” – można przeczytać w licznych komentarzach.

Przewyższający swymi rozmiarami krzyż na Giewoncie, monument w Tuligłowach stał się kolejnym dowodem, że Polska pod dyktatem partii PiS, pomnikami stoi.

Analitycy z portalu politykawsieci.pl poinformowali, że po raz pierwszy od 2014 r. Prawo i Sprawiedliwość odnotowuje poważne straty w social mediach.

To ważna informacja, bo kampania przed wyborami samorządowymi nabiera tempa i jak się okazuje opozycja chyba odrobiła lekcje z poprzednich wyborów. Kilka lat temu PiS przejęło rząd dusz na portalach społecznościowych. Było to możliwe dzięki całej rzeszy ludzi zatrudnionych wówczas do obsługi social mediów.

Po wygranych wyborach „trutni, których wielką pracą wystukano, wyklikano i wylajkowano dominację PiS w sieci wynagrodzono posadami w administracji rządowej czy propagandowych mediach, a ich nieoficjalnego szefa Pawła Szefernakera zrobiono nawet wiceministrem, co miało dać gwarancję, że kontrola nad prawicowymi trollami internetowymi, wspierana pieniędzmi z KPRM pozwoli trwale wygrywać potyczki w sieci z pozostającą w tej materii w lesie opozycją.”

Ale jak pokazują wspomniane wyżej analizy ciepłe posadki rozleniwiły pisowców, a opozycja zrozumiała znaczenie mediów społecznościowych. Po ubiegłotygodniowej konwencji partii rządzącej, pomimo „świetlanych” haseł wyborczych, to nie one królowały w sieci, a billboardowe hasło opozycji #PiSWziąłMiliony.

Bitwa hasztagowa #PiSwziąlmiliony zasięg w sieci 9,1mln / 6,4K wzmianek #KonwencjaPiS zasięg w sieci 8,5mln / 9,7 wzmianek #DotrzymujemySłowa zasięg w sieci 5,5mln / 3,9 wzmiankę” – czytamy wpis politykawsieci.pl. Różnica ta jeszcze się powiększyła po sobotnim konwencie wyborczym Koalicji Obywatelskiej w Warszawie i zorganizowanym równolegle evencie PiS we Wrocławiu.

Wychwalana „dobra zmiana” ponownie przegrała bitwę w mediach społecznościowych. „Zasięg 19 mln haseł Koalicji Obywatelskiej w porównaniu do ok. 6 mln partii Kaczyńskiego to prawdziwy łomot.” Pocieszający jest również fakt, że kierujących pisowską kampanią cechuje brak mobilizacji i brak pomysłów.

– Te wybory musimy wygrać, żeby w Polsce nie rozlała się krew. Mówię to z perspektywy mojego pokolenia, które widziało krew na polskich ulicach – podkreśla Bogusław Stanisławski, współzałożyciel Amnesty International. To jeden z uczestników Kongresu Obywatelskich Ruchów Demokratycznych, na który przyjechała „opozycja uliczna” z całej Polski.

„Moja ulica murem podzielona” – śpiewał Kazik w utworze „Arahja”. Odegrany po raz pierwszy ponad 30 lat temu protest song dotyczył muru berlińskiego. Dzisiaj można byłoby napisać go ponownie. Takiego rozłamu w Polsce nie było od dawna.

Ale podziały nie przebiegają jedynie na linii PiS – opozycja. Podzieleni są także ci, którzy od dawna protestują przeciw obecnemu rządowi właśnie na ulicach. Choć każdy robi to na swój sposób, cel mają jednak wspólny: walka o przywrócenie demokracji i praworządności. Jak wspólnie osiągnąć ten cel, zachowując jednocześnie swoją autonomię? I jakiej Polski chcemy, gdy rządy PiS dobiegną końca? Właśnie nad tym debatować będzie „opozycja uliczna” z całego kraju, która przyjechała w niedzielę do Łodzi na Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych.

Zjednoczeni w celu, nie pod szyldem

– Ten Kongres jest od nas, przez nas i dla nas. Gdyby nie działalność opozycjonistów na ulicy, gdyby nie troska i miłość do naszej ukochanej, domowej, ciepłej i demokratycznej ojczyzny, tobyśmy tutaj nie byli. Korzystajmy więc z tego, że jesteśmy tutaj razem. Myślę, że większość z nas bardzo martwi, kiedy widzi, jak często i z jaką łatwością potrafimy się ranić i dotykać. Ale my idziemy w tym kierunku, żeby w naszej kochanej ojczyźnie panował pokój, żebyśmy z dumą patrzyli w oczy światu i mówili: „tak, jesteśmy z Polski”. Zróbmy, co w naszej mocy, żebyśmy wyjechali z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku – rozpoczął kongres Robert Hojda, pomysłodawca KORD i uczestnik wielu akcji protestacyjnych.

>>>

Post Navigation