Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Piotr Szumlewicz”

Ksiądz pedofil czuje dzieci

Jak informuje Onet rozpoczął się proces księdza Piotra M. proboszcza z Ruszowa, na Dolnym Śląsku, oskarżonego o molestowanie dwóch 10-letnich dziewczynek, które w minionym roku przygotowywał do komunii. Obydwie dziewczynki są lekko upośledzone umysłowo.

Do Sądu Rejonowego w Zgorzelcu wprowadzono duchownego w kajdankach i w asyście policji, a on sam śpiewał religijną pieśń: „Zbawienie przyszło przez krzyż/ Ogromna to tajemnica/ Każde cierpienie ma sens/ Prowadzi do pełni życia”. Wspierały go czekające pod salą rozpraw parafianki. Każda z kobiet trzymała w dłoniach z różaniec i święte obrazki.

Prawie cała wieś stanęła za księdzem murem, nie wierzy w jego winę. Parafianie zorganizowali akcję zbierania podpisów w obronie duchownego i by mógł odpowiadać z wolnej stopy. Sąd tego nie uwzględnił, a sędzia Łukasz Hartman zadecydował, że rozprawa, podczas której oskarżony ksiądz Piotr M. składał wyjaśnienia, ma się odbyć się z wyłączeniem jawności.

Matki dziewczynek reprezentował adwokat Artur Nowak. Ten sam, który był jednym z bohaterów filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” i sam w przeszłości stał się ofiarą księdza pedofila.

„Dla mnie sprawa jest jasna: mamy co najmniej dwie pokrzywdzone osoby, a wina duchownego nie budzi żadnych wątpliwości. Znamienne, że zgłosili się również inni pokrzywdzeni z poprzednich lat, kilkadziesiąt ofiar tego mężczyzny. Czy można uwierzyć, żeby osoby pochodzące z różnych części Polski zmówiły się w tej sprawie? Po co miałyby to robić? Sytuacja jest asymetryczna. Z jednej strony mamy dziecko, które nawet nie umie opowiedzieć, jaka krzywda mu się stała, bo nie zna odpowiednich słów. A z drugiej strony jest dorosły człowiek, który może korzystać z całego arsenału środków obrony” – mówi Artur Nowak.

Na sądowym korytarzu pojawił się tymczasem brat księdza, który do sądu przyjechał z Austrii. Z krzykiem zwrócił się do dziennikarzy: „W świński sposób zniszczyliście człowieka. Zhejtowaliście go, razem z UB i SB. Komuna dała wam argumenty. A on tyle dobra w życiu zrobił. Może tym byście się zajęli, a nie tylko dewastacją księdza?” – krzyczał poirytowany mężczyzna.  Z kolei siostra oskarżonego przekonywała, że „te wszystkie oskarżenia to jest wina LGBT. Ono za tym stoi” – mówiła.

Matka jednej z dziesięciolatek opowiada, jak teraz bardzo ciężko żyje się jej na wsi, gdyż niemal wszyscy są przeciwko niej. „Prawie spluwają na mój widok, nie mówią „dzień dobry” – przyznaje ze smutkiem. „Z córką mieszkamy u moich rodziców. Zastanawiamy się nad tym, aby wyprowadzić się z Ruszowa.”

Na wspomnienie tamtych sytuacji, moja 10-letnia córka do dziś ma koszmary, budzi się w nocy z krzykiem. Po tym, jak opowiedziała mi, że ksiądz sadzał ją sobie na kolanach, dotykał w nosek, brzuch, w nogi i że ją bolało, nie mogę spokojnie żyć” – opowiada łkając matka jednej z dziewczynek. „Mała do dziś nie chce patrzeć na rzeczy w kolorze czarnym, bo przypominają jej sutannę. Parę dni temu wpadła w panikę, bo podczas zakupów zobaczyła czarne buty. Zmieniła się. Jest cicha, małomówna, zamknięta w sobie” – mówi, wspominając zdarzenia sprzed roku.

Kmicic z chesterfieldem

Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź, to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego duchowieństwa. Hierarcha, który co miesiąc otrzymuje od 10 do 17 tysięcy złotych emerytury, jest właścicielem 20-hektarowego rancza we wsi Bobrówka na Podlasiu.

Tam też znajduje się pałac arcybiskupa. „To odnowiony budynek starej szkoły, który duchowny odkupił od gminy za 60 tys. zł. Teraz jest warty kilka razy więcej.” Na co dzień duchowny mieszka i urzęduje w rezydencji w Gdańsku.

Od lat krążą legendy o wydawanych przez niego biesiadach, podczas których alkohol leje się strumieniami. „On ma taka głowę, że nigdy nie potrafiliśmy się zorientować, jak dużo wypił. Nic po nim nie widać. Picie przerywał tylko po to, by rzucić niewybrednym żartem o polityku, którego nie lubił, albo żeby kogoś skląć” – komentują współpracownicy arcybiskupa w artykule na portalu wp.pl.

To również oni zwrócili uwagę na zachowanie przełożonego. Przemoc, publiczne poniżanie, znęcanie się, ubliżanie – to tylko część…

View original post 2 238 słów więcej

 

Kaczyński, licencjonowany ancymonek, Morawiecki, licencjonowany kłamca, etc.

Kmicic z chesterfieldem

Mateusz Morawiecki ma koncesję, patent, a nawet zaświadczenie sądowe na kłamstwa i dwulicowość.

– „Proces pluralizacji w wydaniu PiS oznacza, że media mają być na rozkaz Prezesa z Nowogrodzkiej” – tak skomentował jeden z internautów zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego o „dokończeniu procesu pluralizacji mediów”. Prezes PiS był gościem konwencji PiS w Bydgoszczy.

Kaczyński nie omieszkał rozwinąć swojej wypowiedzi. – „Musimy dokończyć proces pluralizacji mediów, żeby Polska mogła się rozwijać. Nie mamy jeszcze tego poziomu pluralizmu mediów, który by zapewniał to, że wszyscy wiedzą, jak w Polsce jest” – mówił prezes PiS.

A gdyby ktokolwiek miał jakiekolwiek wątpliwości co do intencji prezesa PiS, służymy jeszcze jednym cytatem. – „Ogromna większość zwykłych Polaków musi się w końcu zorientować, że ta droga, którą żeśmy wybrali jest w ich oczywistym interesie” – doprecyzował Kaczyński.

– „I wtedy słuchając Karnowskich, Rachonia, Ziemkiewicza i im podobnych będzie pan prezes szczęśliwy, a z nim cały naród”; – „Dlaczego, gdy czytam takie wypowiedzi, czuję, że każde…

View original post 893 słowa więcej

 

Kler – czarna zaraza

– Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi. Co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. (…) Nie czerwona, ale tęczowa – oświadczył w Bazylice Mariackiej arcybiskup Marek Jędraszewski.

Prof. Jan Hartman wypowiedział się na temat słów Marka Jędraszewskiego w czasie mszy z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego

Kmicic z chesterfieldem

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski „powinien stanąć przed sądem”- powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazety Prawnej” prawicowy dziennikarz, szef Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz – komentując zamieszki towarzyszące Marszowi Równości w Białymstoku. Dodał, że samorządowiec sam „stworzył powszechne zagrożenie” i „sprowadził agresorów do Białegostoku”.

Prezydent miasta zapowiedział, że z publicystą spotkają się w sądzie. „Generalnie same kłamstwa i pomówienia, spotkamy się z Tomaszem Sakiewiczem w sądzie”– napisał na Twitterze.

„Dowiedziałem się o tym, że jest przygotowywana jatka co najmniej za wiedzą prezydenta Białegostoku. Niestety za późno. Choć policja i tak zrobiła wszystko, aby przy tym bezrozumnym człowieku, albo niestety rozumnym, specjalnie chcącym wywołać awanturę, ochronić marsz LGBT” – mówił Sakiewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Podkreślając, że zezwolenie na marsz kibiców wydał prezydent Truskolaski zapytał, jak można było do tego samego miejsca, w którym po dwóch godzinach ma przejść marsz LGBT, sprowadzić kilka tysięcy kibiców?

Dodał, że…

View original post 1 141 słów więcej

 

Ksiądz, sympatyk faszyzmu

W sobotę papież Franciszek podczas pielgrzymki do Irlandii spotkał się z ofiarami księży-pedofili. Mówił o grzechu Kościoła i przepraszał. Ks. Tomasz Brussy z Poznania w tym samym czasie też przyznał na Twitterze, że pedofilia w Kościele to grzech. Ale na tym nie poprzestał. Wskazał, co jego zdaniem powinien zrobić Kościół, by problem zniknął. Jego słowa wiele osób oburzyły.

Ks. Tomasz Brussy przez ostatnie 7 lat był asystentem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Poznańskiej. W stolicy Wielkopolski jest postacią znaną, choćby z tego, że aktywnie uczestniczy w akcjach organizowanych przez Obóz Narodowo-Radykalny czy Młodzież Wszechpolską.

W sobotę ks. Brussy zabrał na Twitterze głos w sprawie księży-pedofilów. „Pedofilia to odrażające przestępstwo i grzech. By nie dochodziło do niej więcej w Kościele trzeba wreszcie zwalczyć lobby homoseksualne wśród duchownych” – zawyrokował

Jego wpis spotkał się z licznymi reakcjami. Niektórzy słowa księdza uznali za przejęzyczenie. Inni zwracają uwagę, iż duchowny pomieszał pojęcia.

Jego wpis spotkał się z licznymi reakcjami. Niektórzy słowa księdza uznali za przejęzyczenie. Inni zwracają uwagę, iż duchowny pomieszał pojęcia.

Ks. Tomasz Brussy rozwiał wątpliwości, czy było to przejęzyczenie. Jeszcze w sobotę podał dalej „dane” opublikowane przez szefa Młodzieży Wszechpolskiej, które mają dowodzić, iż „90 proc. molestowań przez duchownych to działania homoseksualistów”.

Jako jeden z nielicznych w polskim Kościele (a może nawet jako jedyny?) głośno o konieczności walki ze zjawiskiem pedofilii wśród księży mówi o. Adam  Żak.

Ojciec Żak jest koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski. I przyznaje, że w tej walce o ochronę dzieci i młodzieży jest osamotniony. Nie ma przy tym wątpliwości, że pedofilska afera w polskim Kościele wybuchnie. Prędzej czy później.

O. ADAM ŻAK

koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski

Nie wiem, co się musi wydarzyć, żeby niektórzy przełożeni zrozumieli, że przy tego rodzaju przestępstwach trzeba działać ze znajomością rzeczy, szybko i ze świadomością zagrożeń dla bezpieczeństwa innych osób małoletnich. To zasady, którymi należy się bezwzględnie kierować.

wypowiedź dla deon.pl

Kmicic z chesterfieldem

Po co PiS właściwie wprowadził przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej i dlaczego istnieje niewielka szansa, by się z nich wycofał? Jest to instrument politycznego wpływania na sędziów, co już widać, ale być może sprawa jest poważniejsza i PiS potrzebuje izby dyscyplinarnej, by przykładowo ograniczyć do niej tylko kompetencje Sądu Najwyższego do uznawania wyborów w kraju za legalne i ważne. To bardzo niebezpieczny instrument i dlatego działania Komisji Europejskiej uważam za w pełni uzasadnione – mówi europeistka prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Instytutu Nauk Politycznych UW. – KE dała 2 miesiące na wycofanie się z przepisów dotyczących systemu dyscyplinowania sędziów. Niezastosowanie się do tego zalecenia KE prawdopodobnie będzie wiązało się ze skierowaniem sprawy do TSUE – dodaje

JUSTYNA KOĆ: KE rozpoczęła drugi etap postępowania o naruszenie prawa unijnego wobec Polski w sprawie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Co to oznacza, z czym się wiąże i kiedy możemy odczuć konsekwencje?

PROF. RENATA MIENKOWSKA-NORKIENE: Komisja Europejska jest strażniczką europejskiego prawa, m.in. w tym…

View original post 3 114 słów więcej

 

Kaczyński straszy…

Depresja plemnika

„Ładnie się musi palić, żeby iść już w takie bzdury totalne… To już jest walenie na oślep. Raz weszło straszenie uchodźcami, to pójdziemy jeszcze raz. Mam złą wiadomość: ten temat już wygasł” – skomentował jeden z internatów powrót prezesa PiS do retoryki sprzed prawie czterech lat. Na konwencji w Łodzi Kaczyński znowu wywołał temat zagrożeń, które stanowią uchodźcy.

„Co się dzieje na zachód od naszych granic, to państwo wiecie. Nie chcę tego opowiadać, bo znów będą mówili, że mam jakieś uprzedzenia. A ja mówię po prostu o faktach. Faktach, którym się nie da zaprzeczyć” – twierdził Kaczyński. Jak zwykle – nie przytoczył ani jednego rzekomego faktu. Zapytał działaczy PiS zebranych w sali 4-gwiazdkowego hotelu w Łodzi: – „Czy chcecie państwo, żeby w Polsce były strefy, gdzie rządzi szariat?”. Oczywiście, usłyszał chóralnie „Nie”.

Przypomnijmy – w 2015 r. Kaczyński w Sejmie podczas debaty na temat uchodźców stwierdził, że „W Szwecji są…

View original post 1 199 słów więcej

 

Obalić dyktaturę proboszczów

Waldemar Kuczyński dołączył do osób, których zdaniem Kościół katolicki hamuje demokrację w naszym kraju. Zdaniem ministra w rządzie Tadeusza Mazowieckiego należy „obalić dyktaturę proboszczów”.

>>>

Więej >>>

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest wewnętrznie zdruzgotany śmiercią przyjaciółki, brata, matki i myślę, że poczucie proporcji  i rzeczywistości jest u niego zachwiane. Bardzo mu współczuję, ale myślę, że wewnętrzna tragedia nie usprawiedliwia niszczenia wszystkiego wokół siebie – ocenia prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. – Moim zdaniem prawdziwa wiara to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, a robienie z jakichś zmitologizowanych założeń czy symboli, jak tęcza, czegoś tak zasadniczego jest czymś absurdalnym i pokazuje tak naprawdę wewnętrzną pustkę pisiaków – mówi o zatrzymaniu Elżbiety Podleśnej

View original post 1 763 słowa więcej

 

Kaczyński osobiście odkręcił zawór szambiarki, z której chlusnęły wstydliwie dotąd skrywane złe słowa, przekleństwa i obelgi

Publicysta Piotr Szumlewicz i inni odnieśli się do informacji opublikowanych przez posła Krzysztofa Brejzę na temat nagród dla rządu.

Eliza Michalik (Superstacja) sparafrazowała słowa Radosława Sikorskiego z Rady Krajowej PO.

W najbliższą środę w warszawskim sądzie obędzie się rozprawa Radosława Sikorskiego i Jarosława Kaczyńskiego oskarżonego o zniesławienie.

„W związku z licznymi wypowiedziami medialnymi Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, w których dopuszczał się ataków na konstytucyjne organy Rzeczypospolitej, a także poszczególnych sędziów pełniących służbę w tych organach, wieloma wypowiedziami dla zagranicznych mediów oraz polityków zagranicznych, w których działał na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, zdecydowaliśmy się na złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa” – poinformował Zarząd Główny Komitetu Obrony Demokracji. Pismo zostało zaadresowane do prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego.

KOD powołuje się m.in. na tekst Morawieckiego opublikowany w „Washington Examiner”. W zawiadomieniu znajdują się cytaty z tego materiału. – „Sędziowie są przypisywani do spraw przez bliskich współpracowników bez kontroli społecznej. Przyjaciele robią sobie przysługi. Na przeciwników spada zemsta. Łapówki są wymagane w niektórych z najbardziej lukratywnych spraw. Postępowania bywają przeciągane. (…) Sędziowie zdarzali się być dostępni dla osób z politycznymi wpływami lub grubym portfelem” – napisał Morawiecki. Jego zdaniem, w czasie obrad Okrągłego Stołu Wojciechowi Jaruzelskiemu pozwolono na obsadzenie w sądach postkomunistycznych sędziów z czasów komunizmu. – „Sędziowie ci dominowali w naszym wymiarze sprawiedliwości przez kolejne ćwierć wieku. Niektórzy z nich wciąż pracują” – stwierdził premier.

Stanowczo przeciw tym słowom protestują w zawiadomieniu do prokuratury działacze KOD. – „Z przykrością stwierdzamy, że przytoczone w treści niniejszego zawiadomienia wypowiedzi pana Mateusza Morawieckiego zawierają bezpodstawne stwierdzenia szkalujące dobre imię polskiego sądownictwa, które w żaden sposób nie przystoją premierowi praworządnego państwa. Takie stwierdzenia, motywowane osiągnięciem doraźnych celów politycznych, podważają autorytet wymiaru sprawiedliwości, przez co prowadzą do dewastacji i anarchizacji życia publicznego w kraju, a zarazem podważają pozycję Polski na arenie międzynarodowej” – napisali.

Działacze KOD oskarżają Morawieckiego także o „nadużycie zaufania w stosunkach z zagranicą”. W uzasadnieniu zawiadomienia czytamy, że Morawiecki w rozmowie z prezydentem Francji porównał „polskie sądy, Sąd Najwyższy oraz sędziów Rzeczypospolitej Polskiej do sądów Republiki Vichy kolaborujących z nazistami, przez co działał na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej”.

Przedstawiciele KOD uważają, że „odrobienie strat wizerunkowych już poniesionych przez polski wymiar sprawiedliwości w wyniku opisanych w zawiadomieniu działań Pana Premiera będzie zadaniem obliczonym na wiele lat, zakładając, że w ogóle jest możliwe”.

Ministerstwo Edukacji Narodowej latem ubiegłego roku poddało konsultacjom społecznym podstawy programowe zajęć z wychowania do życia w rodzinie dla szkół ponadpodstawowych. Do przysyłania uwag przystąpiło wiele organizacji i jak czytamy w portalu gazeta.pl, wiele z propozycji zostało przyjętych. To – wydawałoby się – nowość w podejściu władz PiS do konsultacji społecznych. Jednak rozwiązanie tej zagadki nie będzie trudne, jeśli wziąć pod uwagę… oświadczenie Ordo Iuris. Właśnie pochwaliło się ono, że resort oświaty uwzględnił i zaakceptował postulaty zaproponowane przez tę organizację.

W ten sposób w nowym programie zostanie należycie wyeksponowane małżeństwo „jako związek kobiety i mężczyzny, fundament życia rodzinnego”. Ordo Iuris alarmowało MEN, że w poprzedniej podstawie pojęcie „małżeństwa” pojawiało się dopiero w punkcie ósmym w pierwszym dziale podstawy programowej! Teraz niedopatrzenie naprawiono i uczeń będzie mógł wreszcie „pogłębić wiedzę na temat funkcji rodziny, miłości, przyjaźni, pełnienia ról małżeńskich, seksualności człowieka”. Co więcej, zgodnie z rekomendacjami ministerstwo rozbudowało program wychowania do życia w rodzinie m.in. o tematykę trwałości małżeństwa czy odpowiedniego przygotowania do niego. Wcześniej na omawianym przedmiocie nie poruszano tych spraw wcale, choć rośnie alarmująco liczba rozwodów, jak stwierdzają działacze wspomnianej organizacji.

Dlatego też w trosce o „wzmocnienie znaczenia rodziny we współczesnym świecie” prawnicy Ordo Iuris zadbali także o to, aby w podstawie programowej wychowania do życia w rodzinie nie pojawiły się czasem jakiekolwiek informacje o założeniach tzw. Konwencji Stambulskiej. Chodzi o konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zakładającej m.in. zapewnienie 24-godzinnej infolinii dla ofiar przemocy czy zapewnienie trybu ścigania za gwałt z urzędu. Trudno się dziwić – w końcu sprawy te porządnych katolickich rodzin nie dotyczą.
A ci, którym kwestia małżeństwa jest obojętna, niech się sami borykają z takimi przejawami degeneracji, nieprawdaż? – „W czasach kryzysu rodziny, właściwe przedstawienie małżeństwa w podstawie programowej WDŻ, było kluczową kwestią, o którą upominały się organizacje społeczne”– podkreśliła z zadowoleniem Anna Świerzewska, analityk Ordo Iuris, cytowana w oświadczeniu organizacji.

Odwierty geotermalne to jedno z najważniejszych biznesowych przedsięwzięć redemptorystów. Jeśli uda im się wpiąć w sieć ciepłowniczą i dostarczać ogrzewanie do części mieszkań i firm w zachodniej części Torunia, zyski będą gwarantowane. W planach jest jeszcze uzdrowisko, ale zamiast strumienia pieniędzy – przybywa jedynie problemów. Ojciec Tadeusz Rydzyk poskarżył się niedawno, że na konto jego fundacji wciąż jeszcze nie dotarł przelew 19,5 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Stwierdził, że obiecana dotacja dla jego toruńskiej ciepłowni jest „przyznana, ale nie dana”. – „Mimo, że rządzi PiS, to wcale nie jest nam łatwiej. Dlatego mam zaufanie do rządzących bardzo ograniczone. To wszystko powinno już być i działać. Dwa i pół roku walczymy o to, co otrzymują inni obywatele” – żalił się w typowym dla siebie stylu, w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej. Nie zapomniał wskazać winnych tego staniu rzeczy.  – „Myślałem, że gdy przyjdą rządy Prawa i Sprawiedliwości, to nie będzie takiej blokady. Zastanawiam się czy bariery, na które napotykamy związane są z jakimś lobby, poprzednimi ideologami czy działaczami” – stwierdził.

Pozostawmy na uboczu pytanie, dlaczego ojcu Rydzykowi miałoby być łatwiej za rządów partii Jarosława Kaczyńskiego i łatwość, z jaką redemptorysta dopatruje się „jakiegoś lobby”. Prawda okazuje się znacznie prostsza. Jak ustalił portal Wirtualna Polska, pomysłodawca Geotermii Toruńskiej liczył na pieniądze… bez pokazywania faktur. Skąd taki wniosek? Fundacja o. Rydzyka nie udokumentowała fakturami poniesionych kosztów, a nawet nie złożyła wniosku o płatność zaliczki w ramach przyznanej dotacji. Tymczasem jest to rutynowa praktyka beneficjentów realizujących projekty geotermalne, a współpracujących z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. I chociaż gminy Szaflary, Lądek Zdrój oraz Sochaczew także czekają na środki, dla tamtejszych urzędników procedury są oczywiste. – „Przecież nie dostaje się pieniędzy do ręki, tylko trzeba zrobić przetarg, gdy inwestycje ruszą, przedstawia się faktury do rozliczenia” – mówi portalowi skarbnik jednej ze wspomnianych gmin.

To kuriozalna sytuacja, w której ojciec Rydzyk domaga się specjalnego traktowania, a do tego publicznie ponagla urzędników. I rzeczywiście może poczuć się rozczarowany, skoro wcześniej bez problemu wywalczył 26,5 mln zł odszkodowania za to, że za rządów PO-PSL państwo odstąpiło od finansowania jego geotermalnej inwestycji. Tyle, że po rekonstrukcji rządu o. Tadeusz Rydzyk stracił wpływowego protektora – prof. Jana Szyszkę, byłego ministra ochrony środowiska, częstego gościa toruńskich mediów redemptorysty, który wspierał jego inicjatywę geotermalną. Nowy minister Henryk Kowalczyk najwyraźniej nie podziela entuzjazmu poprzednika i porządkuje resort, i odkręca niektóre decyzje prof. Szyszki, szczególnie w sprawie działań leśników w Puszczy Białowieskiej. Nie można zapomnieć o dodatkowej okoliczności. Toruńską ciepłownią Rydzyk chciał stworzyć konkurencję dla miejskiej ciepłowni w Toruniu, która jeszcze do niedawna należała do francuskiej firmy EdF. Jednak od listopada 2017 roku polskie aktywa EdF stały się własnością kontrolowanej przez skarb państwa Polskiej Grupy Energetycznej, zatem konflikt z zagranicznym inwestorem przestał być aktualny. Państwowemu gigantowi konkurencja ze strony przedsiębiorczego zakonnika nie jest specjalnie potrzebna.

Tymczasem w sukurs o. Rydzykowi ruszyła posłanka Anna Sobecka, w przeszłości spikerka Radia Maryja. W interpelacji do ministra środowiska pyta, dlaczego NFOŚiGW nie udziela toruńskim redemptorystom pożyczki na odwierty z niskim oprocentowaniem. Posłanka pisze: „Potrzebna ciepłownia wciąż nie powstała, a sama inwestycja napotyka na ciągłe blokady. Ponadto obok dotacji potrzebna jest też pożyczka i własne środki. Tymczasem NFOŚiGW zaproponował pierwotnie tak złe warunki, jak nikomu innemu. Według szacunków zasoby geotermalne Polski mogą wielokrotnie zaspokoić nasze potrzeby energetyczne” – czytamy w portalu Onet.pl. Według Sobeckiej NFOŚiGW zaoferował spółce pożyczkę na sześć procent, podczas gdy inne podmioty miały ją dostawać na półtora procent. Przy tej okazji publicznie krytykuje ona również to, że redemptoryści „wciąż nie dostali pieniędzy na wydobywanie wód solankowych”.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o szambie PiS.

Jarosław Kaczyński osobiście odkręcił zawór szambiarki, z której chlusnęły wstydliwie dotąd skrywane złe słowa, przekleństwa i obelgi

Biblijną wieżę, zwaną w języku hebrajskim מִגְדָּל בָּבֶל, budowały narody w krainie Szinear po to, by ludzkość nie rozproszyła się w świecie. Bóg Jahwe, przeciwny idei zjednoczenia, pomieszał budowniczym języki i inwestycji nie udało się dokończyć, bo społeczności się rozpierzchły. Zdaniem wybitnego biblisty R.N. Whybraya opowieść ta przestrzega przed wybujałymi ambicjami, które zagrażając bożej supremacji, potrafią udaremnić ludzkie plany.

Jarosław Kaczyński, samozwańczy delegat Pana Boga na Polskę, który od dwóch lat pisze polską wersję Księgi Rodzaju, przerabia też przypowieść o wieży Babel. Jego wybujała ambicja traktuje inne poglądy jak zagrożenie dla własnej supremacji, a umiejętność majstrowania w ludzkich umysłach pozwala mu niweczyć polskie plany. Zatrzymał już naszą pogoń za rozwiniętymi krajami Europy. Zahamował proces integracji z cywilizowanymi narodami. Zanegował wspólnotę celów, a obiecujące projekty zastąpił mrocznymi wizjami z lat zniewolenia. Skłócił narody i społeczności, obudził strachy, wypuścił demony agresji, nienawiści i antagonizmów. I wciąż podkopuje fundamenty współczesnej unijnej wersji wieży, pracowicie wznoszonej przez narody jednoczące się wokół wspólnego celu – bezpiecznego, dostatniego i przyjaznego współistnienia.

Kaczyński nie jest ani mężem stanu, ani wybitnym myślicielem. Przeciwnie, wiele faktów dowodzi jego bezmyślności w konstruowaniu chorych idei oraz partactwa w ich realizacji. Jak więc udało mu się w ciągu dwóch lat rozwalić dorobek dwudziestu pięciu poprzednich? Myślę, że zdarzyło mu się przeczytać Księgę Rodzaju i wzorem Jahwe pomieszał Polakom języki. Przestaliśmy się rozumieć i żmudnie budowana konstrukcja nowoczesnego państwa zaczęła się sypać.

Proces wielkiej modyfikacji polskiego języka rozpoczął się chyba wraz z ogłoszeniem kresu „polityki wstydu”. Jarosław Kaczyński osobiście odkręcił zawór szambiarki, z której chlusnęły wstydliwie dotąd skrywane złe słowa, przekleństwa i obelgi. PiS zainaugurowało swoją politykę bezwstydu poczynając od przeróbki prawa.  Ustawy, przepychane w pośpiechu i podpisywane nocą przez zaspanego prezydenta w piżamie, zawierały treści niezrozumiałe nawet dla najwybitniejszych znawców języka prawa. Równocześnie rozmaite parafrazy języka urzędowego uniemożliwiły Polakom zrozumienie, dlaczego niszczenie państwa prawa nazywane jest przywracaniem reguł demokracji, a zawłaszczanie instytucji demokratycznych przez jedną partię to umacnianie praworządności.

Ale prawdziwe kłopoty rozpoczęły się dopiero, gdy kaczyńska rewolucja rozpełzła się poza nasze granice.  Świat nie pojął ani słowa z rzewnych opowieści o dobrej zmianie. Argumentów PiS nie udało się przełożyć na żaden spośród licznych języków Unii.  Mimo wymiany ministra spraw zagranicznych nadal jedynymi krajami Europy, gdzie jeszcze udają, że rozumieją Polskę, pozostają Węgry i Białoruś. Nic nie dały wysiłki ambasadorów, tyrady europosłów PiS i gromkie oświadczenia tych funkcjonariuszy Kaczyńskiego, którzy dzielą się premiami na najwyższych stanowiskach państwowych. Nie pomogła nawet wymiana premiera na takiego, który w Brukseli potrafi samodzielnie przywitać się, zamówić golonkę i trafić do właściwej toalety.  Ta roszada nie tylko nam nie pomogła, a wręcz zaszkodziła, bo koncepcje polskiego rządu wyrażane w lokalnej nowomowie można jeszcze zakwalifikować do kategorii dziwacznych obyczajów prowincjonalnych ludów, natomiast opisane językiem cywilizowanym porażają bezmyślnym, brutalnym cynizmem.  Obawiam się, że również przygotowywana w pośpiechu „biała księga” polskich przemian będzie dla naszych byłych europejskich przyjaciół jedynie katalogiem frazesów, albo wręcz zbiorem pustych kartek.

W schyłkowym Peerelu krążyły w narodzie kasety magnetofonowe z komentarzami Jacka Fedorowicza, który m.in. radził Polakom: – Jeśli w jakiejś sytuacji nie wiesz, co zrobić i jak postąpić – włącz dziennik TV i zachowaj się dokładnie odwrotnie, niż tam cię namawiają. Może faktycznie udałoby się coś zrozumieć z pisowskiej koncepcji sprawowania władzy, przestawiając znaczenia słów i całych zdań? Patriota = narodowiec i katolicki fundamentalista. Demokracja = dyktatura części narodu realizującej program partii władzy.  Odzyskiwanie godności = utrata autorytetu i przyjaciół. Niespotykane przyspieszenie polskiej gospodarki = czas pakować walizki.

Co dalej? Myślącym Polakom nie pozostaje nic innego, jak w oczekiwaniu na wybory zredagować sobie słownik wyrazów obcych, mylących i nierzadko paskudnych. A totalnej władzy nie pozostaje nic innego jak tylko powołać kolejny patriotyczny komitet – jakiś Narodowy Instytut Nazywania Rzeczy po Imieniu i uchwalić ustawę „O odnowionym języku dobrej zmiany”.  Odtąd każde słowo będzie musiało oznaczać dokładnie to, co zdefiniował nowo powołany Instytut, a używanie tego słowa w innym znaczeniu zagrożone będzie karą do 3 lat więzienia i ścigane na całym świecie.

Waldemar Mystkowski o rozumieniu działania ustawy o IPN przez PiS.

Wiceszef dyplomacji Bartosz Cichocki łaskawie rzecze, iż „każdy, kto powie, że były przypadki, że Polacy kolaborowali z Niemcami – nikt tego nie zamierza penalizować”. Ktoś taki jest delegowany do szefowania zespołowi ds. dialogu z Izraelem.

Izrael to odpuści, przecież nie będzie się wiecznie mocował z politykami, którzy zaprzeczają faktom. Ten „intelektualista” Cichocki mówi o ustawie o IPN, odwracając kota ogonem, bo w swojej wypowiedzi nie umieszcza informacji o wydawaniu przez polskich szmalcowników Żydów w ręce nazistów. Taki jest język PiS – kłamać. Otóż szmalcownictwo to nie były żadne „przypadki”, to było „hurtownictwo”, które otrzymało podkład w okresie międzywojennym politycznym antysemityzmem endecji, która – podobnie jak dzisiaj – miała poparcie Kościoła katolickiego. W czasie okupacji do aktów podobnych Jedwabnemu dochodziło w miejscach, gdzie endecja miała największe poparcie.

Tacy Cichoccy są groźni dla społeczeństwa, bo posługują się kłamstwem jako orężem politycznym, umniejszają naród polski, który w ich mniemaniu ma żyć w zakłamaniu o sobie, czyli w małości. Polaków stać na prawdę o sobie, iż wśród nich byli szmalcownicy, że są także chowający się po lasach wyznawcy nazizmu, którzy od czasu do czasu maszerują w różnych marszach – jak w Hajnówce – i mają wsparcie administracji PiS.

To jest poniżenie narodu polskiego. Tenże Cichocki ponadto stwierdził w rozmowie w Radiu Zet, że „ustawa o IPN ujawniła pokłady niewiedzy, uprzedzeń, nawet pogardy w stosunku do Polaków”. Nie słyszałem, aby polityk innego narodu powiedział o Polakach „kanalie i mordy zdradzieckie”. A to jest wykładnia pogardy do Polaków, ale też propagowanie zakłamania, jakim posługuje się Cichocki.

Inny kontekst ustawy o IPN dotyczy naszych relacji z Ukrainą. Jan Olszewski – wszak bliski kaczyzmowi – zwrócił uwagę, iż osławiony w Polsce Stepan Bandera nie miał niczego wspólnego z rzezią wołyńską, bo był w niemieckiej niewoli. Ba, „gdyby Bandera mógł podejmować wtedy decyzje, to prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło”.

Do zbrodni tej doszło z powodów nacjonalistycznych, bo nieodpowiedzialni politycy swoimi „kanaliami i mordami zdradzieckimi” tworzą krwiożerczą atmosferę i nie dziwmy się, że następuje reakcja w postaci „wyrównania rachunków”. Syndrom Jakuba Szeli jest uniwersalny.

Zabić dobre stosunki z innymi narodami jest bardzo łatwo, takiej zbrodni dopuszcza się pisowska ustawa o IPN. PiS jej nie potrafi poprawić, w budowaniu dobrych relacji jest impotentny. Liczę, iż Polacy oprzytomnieją z tego otumanienia, choć nie mam złudzeń, że wychodzenie z choroby, jaką PiS zaraził Polaków, musi trochę potrwać. Nosiciel nienawiści będzie się jednak bronił się do końca swego upadku, taka jest logika oblężonej twierdzy. Reżimy upadają, bo upada państwo przez reżim zarządzane. Mam nadzieję, że Polacy dadzą wcześniej odpowiedź tym, którzy nazwali ich „kanaliami i mordami zdradzieckimi” i dopilnują tego przy urnie wyborczej, dopilnują, aby nie sfałszowano ich głosu suwerena.

Post Navigation