Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Piotr Zaremba”

Pisowskie zbuki. Dlatego tak śmierdzi w kraju

Szanowny Panie Prezydencie!

Chciałbym Pana prosić o przeprosiny wobec obywateli. Przeprosiny za to, że w wyniku dokonanych przez Pana naruszeń Konstytucji, nieprzestrzegania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, łamania ustaw, bezmyślnego podpisywania wszystkich ustaw przygotowanych przez Pana partię mamy dzisiaj w Ministerstwie Sprawiedliwości bandę przestępców, drani i chamów (są też tam pewnie porządni ludzie, ale o nich nie słyszymy). To Pana podpis widnieje pod ustawami, które łamały Trybunał Konstytucyjny, to Pana podpis widnieje pod nominacją na prezesa tego Trybunału osoby śmiesznej, bezczelnej, która doprowadziła do zapaści sąd konstytucyjny (ale za to pewnie pysznie gotuje zupę pomidorową dla prezesa PiS). Na marginesie to powołanie zostało zrobione nawet wbrew ustawie, którą Pan podpisał, a która też była niekonstytucyjna. Później powołał Pan na sędziów KRS osoby wybrane w sposób oczywisty sprzecznie z Konstytucją, następnie powoływał Pan sędziów do SN nie posiadając wniosków prawdziwego KRS, do czego nie miał Pan prawa. Dzisiaj widzimy, że frustracja zawodowa, która spowodowała, że stali się oni usłużnym narzędziem władzy, wynikała z tego, że środowisko sędziowskie, w którym się obracali – ich słusznie eliminowało. Niestety proces wdrapywania się drani, chamów i wszelkiej maści kanalii na wysokie stanowiska jest znany w każdym kraju, gdzie demokrację zastępuje się dyktaturą. Tak, tak Panie Prezydencie. Łamanie Konstytucji i obalanie organu konstytucyjnego np. TK czy KRS to właśnie tworzenie dyktatury. Po to bowiem w demokracjach istnieją bezpieczniki, które ograniczają władzę, aby władza zdobyta demokratycznie nie przeradzała się we władzę dyktatorską, jak widzieliśmy to w dziejach wielokrotnie. Hitler doszedł do władzy demokratycznie, a potem demokrację obalił. Narracja, którą prezentował przez lata pan minister Ziobro – potrzeba wymiany kadr sędziowskich okazała się zwyczajnym blefem zasłaniającym rozwalanie bezpieczników demokratycznych. Kadry, które zastąpiły rzekomą „kastę” to najczęściej grupa nieudaczników zawodowych, którzy swoją „krzywdę” próbują rekompensować wysługując się władzy i niszcząc system wymiaru sprawiedliwości.

Nie jestem bezkrytyczny wobec tego, co działo się w sądach III RP. Jako adwokat z wieloletnim stażem widziałem wiele błędów i głupoty w polski wymiarze sprawiedliwości. System taki jednak naprawia się poprzez budowanie mechanizmów, które jeszcze skuteczniej eliminują takie kreatury, które teraz zasiadają w MS, niż eliminował dotychczas. Człowiek, który jest zdolny do organizowania kłamliwej nagonki na rodzinę swego przeciwnika politycznego nie jest godzien nosić togę. Problem polega na tym, że wbrew tezie ministra Ziobro, że to źle świadczy o całym środowisku, jest dokładnie odwrotnie. Tego typu ludzie zdarzają się w każdej zbiorowości. Nominaci Ziobry o których teraz słyszymy, to osoby, które były pomijane przy awansach, gdyż właśnie nie prezentowały standardów etycznych i umysłowych potrzebnych do wykonywania zawodu. To pomijanie ich w awansach świadczy o tym, że proces oczyszczania środowiska sędziowskiego powoli, ale jednak się toczył. Takie były także odczucia społeczne.

Swymi podpisami zniszczył Pan system, który coraz lepiej (choć nie bez problemów) funkcjonował. Zrobił Pan wydaje się to po to, aby politycy Pańskiej partii byli bezkarni, w sytuacji gdy ujawniane są ich nadużycia i przestępstwa. Zapewniliście sobie bowiem bezkarność i nawet najgorsze zbrodnie i występki nie są ścigane, jeżeli nie pasuje to władzy. Do tego się sprowadza reforma wymiaru sprawiedliwości za którą Pan odpowiada.

Sam Pan przyzna, że w takiej sytuacji oczekiwanie przeprosin jest żądaniem minimalnym.

Oj, niedobrze, niedobrze! Głowy spadają jak ulęgałki. Wszystko przez to, że z dymisjami nie czekacie na moje rady.

Ja bym Panu poradził zupełnie inaczej. Rozwiązanie takiego kryzysu jest proste. Siada pan z Plebiakiem na konferencji prasowej i zapowiada Pan śledztwo w sprawie dziennikarzy Onet.pl, gdyż naruszyli ochronę danych osobowych publikując prywatne e-maile wiceministra. Nadto resort pozywa wszystkie gazety, które twierdzą, że jest coś złego w oczernianiu złych ludzi. Następnie mówi Pan z uśmiechem, że prokuratura jest od tego aby ścigać złe czyny, a nie dobre. I niech nikt nie liczy, że prokurator pod władzą PiS będzie chronić tych, którzy nie rozumieją jakim dobrem jest obecna władza. A za dobro, to już powiedział minister Plebiak, się nie karze.

Tak więc jeśli ktoś myśli, że jak będzie oczerniany, wrabiany w sprawy karne lub nawet zabijany, a prokurator będzie za państwowe pieniądze ścigał tych którzy to zrobili, to się głęboko myli. Prokuratura jest po to, aby chronić władzę i zwalczać jej przeciwników. A komu się to nie podoba, to wynocha z Polski.

Następnie odznaczy Pan ministra Plebiaka orderem za przesyłanie miłych wiadomości „dla szefa”, a kobietę która go zdradziła do mediów zamknie Pan do aresztu. Może na Białołękę? Tam wiedzą co zrobić z tymi, którzy mogą zaszkodzić rządowi.

A potem pojedzie Pan i po kościołach będzie Pan razem z posłem Czarneckim kazania głosił. O miłości bliźniego.

Szanowny Panie Premierze!

Chciałbym Pana szczerze pochwalić za działania, które wykańczają naszego ministra sprawiedliwości. Nie od dziś wiadomo, że rewolucja pożera swoich najgorliwszych wyznawców.

Organizuje Pan po cichu (jeszcze próbując inspirować adwokatów przeciwnych władzy!) i kanalizuje złość kobiety przeciwko najlepszym synom rewolucji (nazwijmy ich dla uproszczenia plebiakami) i obnaża ich może niezbyt czyste, ale podyktowane jednak szczerym patriotyzmem metody. A potem Pan zaskoczonych Pana zdradą ścina zmierzając jak Robespierre krok po kroku do zgładzenia swojego Dantona. Jest już Pan bliziutko. Już Danton wygłasza swoją mowę obrończą, już go prawie wiozą na szafot. Już on prawie wzywa do pokazania ściętej głowy.

Może będzie Pan miał swoją chwilę chwały, ale mam nadzieję że Pana los nie tylko w triumfie nad Dantonem będzie przypominał los Maximiliena Robespierre…

Mam nadzieję, że już 13 października łaska ludu okaże się dla Pana tak łaskawa, jak 28 lipca 1794 okazała się łaska ludu Paryża dla pogromcy Dantona…

Dzisiaj z Białołęki wywieziono Marka Falentę – podobno ze względów bezpieczeństwa. Nie podano adwokatom miejsca jego pobytu.

Tymczasem z oględzin ciała oraz z sekcji zwłok Dawida Kosteckiego wynika, że został on zamordowany. Na Bialołęce. Tymczasem prokuratura w morderstwo nie wierzy (jakby liczne sińce rany, otarcia, wkłucia były normalnym sposobem w którym desperat poprzedza powieszenie na łóżku).

Jeżeli więc nie morderstwo Kosteckiego, to dlaczego ZK Białołęka obawia się o bezpieczeństwo Falenty? Czyżby po zakładzie grasował seryjny samobójca?

Ponowny apel pełnomocników rodziny do Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego o wyjaśnienie rzeczywistej przyczyny śmierci Dawida Kosteckiego

Zwracaliśmy się do Prokuratury o przeprowadzenie ponownej sekcji zwłok Dawida Kosteckiego, z uwagi na konieczność ustalenia pochodzenia otarć naskórka stwierdzonych na jego szyi, które prokurator Wojciech Kapuściński uznał za możliwe ślady zbrodni.

Po ponownej analizie dostępnych materiałów, oględzinach ciała zmarłego oraz konsultacji z lekarzami uważamy, że ślady ujawnione na ciele zmarłego Dawida Kosteckiego mogły powstać podczas walki, a zatem wskazują na udział osób trzecich w zdarzeniu.

Chodzi o następujące obrażenia, które widoczne są na zwłokach, znajdujących się obecnie w dyspozycji rodziny:

  1. Obrażenia na tylnej powierzchni lewego ramienia o średnicy kilku centymetrów.
  2. Uszkodzenia naskórka i podbiegnięcia krwawe ręki prawej
    1. przedramienia – na tylnej oraz bocznej powierzchni otarcie naskórka.
    2. powierzchni ręki prawej – otarcia naskórka.
  3. Obrażenia na grzbiecie oraz podbiegnięcia krwawe o wymiarach kilku centymetrów.
  4. Rana na nodze lewej o szerokości ok. 0.5 cm
  5. Dwa zdarcia naskórka po lewej stronie szyi pod uchem o średnicy ok. 3 mm.

Wszystkie (poza pkt. 5) ślady są zgodne ze śladami ustalonymi podczas sekcji zwłok. Część śladów opisanych podczas oględzin i sekcji zwłok jest dla nas na tym etapie nieweryfikowalna (m.in. ślady opisane przez biegłego Sadowskiego i prok. Kapuścińskiego) ze względu na nacięcia dokonane podczas sekcji.

Jednakże wnioski z sekcji nie wyjaśniają mechanizmu powstania tych śladów. Tymczasem ich analiza dowodzi, że musiały powstać w wyniku urazu bezpośredniego, najprawdopodobniej z udziałem osób trzecich. Usytuowanie tych obrażeń może wskazywać na to, że Dawid Kostecki był przytrzymywany i unieruchomiony w pozycji leżącej przez osobę trzecią (osoby trzecie) w ten sposób, że napastnik siedząc na nim obiema rękoma przytrzymywał go za ręce (przedramię i ramię). Równolegle druga osoba mogła dusić Dawid Kosteckiego, zaciskając zwinięte prześcieradło wokół jego szyi, co doprowadziło do utraty przez niego przytomności, a następnie do jego śmierci.

Następnie ciało mogło zostać usytuowane w pozycji półsiedzącej, a prześcieradło przywiązane do kraty celem upozorowania samobójstwa. Być może przed użyciem przemocy zmarłego ogłuszono chemicznie lub przy pomocy urządzenia paraliżującego.

Mechanizm powstania obrażeń stwierdzonych w czasie oględzin ciała, a następnie opisanych powyżej powinien w sposób jednoznaczny zostać w trakcie sekcji zwłok wyjaśniony. Tymczasem sekcja nie ustala w jaki sposób powstały wskazane obrażenia, podobnie jak nie ustala mechanizmu powstania otarć naskórka na szyi (opisanych przez prok. Kapuścińskiego) o czym pisaliśmy w pierwszym oświadczeniu, a co za tym idzie konkluzja wynikająca z badania sekcyjnego jest niepełna.

Brak wyjaśnienia mechanizmu powstania obrażeń oznacza, że przeprowadzona sekcja zwłok jest niewystarczająca, a tym samym niewiarygodna w zakresie wykluczenia udziału osób trzecich w zdarzeniu.

W związku z powyższym konieczne jest powtórne wykonanie badania sekcyjnego w celu wyjaśnienia tych niejasności przez iezależny zespół ekspertów.

Ponadto wnosimy o dopuszczenie dowodu z opinii zespołu biegłych lekarzy i specjalistów z zakresu kryminalistyki na okoliczność zbadania czy powyższa wersja jest możliwa, jak również czy możliwa jest wersja prezentowana dotychczas przez Prokuraturę, polegająca na popełnieniu przez Dawida Kosteckiego samobójstwa przez powieszenie w pozycji leżącej, zwłaszcza przy nie spostrzeżeniu tego przez współwięźniów .

Ponieważ Prokuratura odmawia wykonania powtórnej sekcji w celu ustalenia rzeczywistych przyczyn śmierci Dawida Kosteckiego powyższy apel, na prośbę rodziny zmarłego, która jest zdania, że Dawid Kostecki nie zginął śmiercią samobójczą, ogłaszamy publicznie.

Jest rok 2029 kończę właśnie wykład dla aplikantów pod tytułem: Praworządność. Wtem podnosi rękę z aplikantów i mówi: Ale Pan Mecenas to zmyśla.

– Dlaczego Pan tak mówi? – pytam.

A on na to:

– Chce nam Pan powiedzieć, że w roku 2019 sądził pana przed Sądem Najwyższym w sprawie dyscyplinarnej za publiczną obronę prezydenta Tuska przed absurdalnymi zarzutami, że spowodował katastrofę smoleńską, sędzia, który został nielegalnie powołany przez KRS, którego powołano sprzecznie z Konstytucją, a nawet sprzecznie z ustawą i którego konstytucyjności nie zbadał Trybunał Konstytucyjny, gdyż w praktyce nie istniał i też był powołany sprzecznie z Konstytucją i ten sędzia, który awansował z Sądu Rejonowego do SN był w zorganizowanej grupie przestępczej, która organizowała zniesławianie innych sędziów oraz ich rodzin pod wodzą kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości i że sędzia ten osobiście wysyłał do I Prezes SN kartki ze słowem powszechnie uznanym za obelżywe, a jak sprawa wyszła na jaw to się nie podał od razu do dymisji. I że wówczas prokuratura 8 miesięcy rozważała, czy wszcząć śledztwo w sprawie jakiegoś posła, a gdy doszło do morderstwa w celi świadka, który mógł być niebezpieczny dla władzy, to nie pozwalała na porządną sekcję zwłok, a w tym samym czasie wbrew woli rodzin wyciągano z grobów ofiary katastrofy komunikacyjnej, aby przedłużyć śledztwo i nie przyznać, że wszystko zostało wyjaśnione? Czy Pan panie Mecenasie kontynuował bezczelny adept prawa nie widzi, że to musi być jakaś Pana megalomańska poza, która wynika z tego, że chce Pan uchodzić za weterana, który wprawdzie słabo się załapał na walkę z komuną, ale w ten sposób chce nam zaimponować.

Cała sala była wpatrzona we mnie, a ja powiedziałem:

– To że o nich nie pamiętacie jest dla mnie największą nagrodą. A jak ktoś chce szczegóły poznać, to niech przeczyta monografię profesora Tomasza Nałęcza „Zamach 2015-2019”. Tam wszystko znajdziecie.

To był piękny sen, wiele warto zrobić, aby się ziścił.

Kmicic z chesterfieldem

„A może Ziobro ma już zbyt wielką wiedzę, także o ludziach obecnego układu rządzącego, aby się go pozbyć? Jeśli przesądza ten ostatni argument, znaczy to, że wszechwładny lider dał się złapać w pułapkę. Postawił na człowieka, którego niespecjalnie cenił i któremu nie ufał. Teraz jego dymisja byłaby symbolicznym podważeniem „reformy wymiaru sprawiedliwości”. A ona jest wciąż na sztandarach”– napisał jeden z prawicowych publicystów Piotr Zaremba. Jego felieton o aferze Piebiaka nosi tytuł: „Ciężko uwierzyć, że Zbigniew Ziobro nie wiedział, co dzieje się w resorcie”.

Publicysta przypomina, że to nie jedyna afera związana z Ziobrą. Wymienia nieopublikowanie list poparcia dla kandydatów do nowej KRS mimo prawomocnego wyroku NSA. – „Jeśli wśród osób zgłaszających kandydatów do KRS przeważali faktyczni urzędnicy ministerstwa, obciąża to tego ministra. Widać gołym okiem, że Ziobrze udaje się, choć pewnie połowicznie, coś, co nie udawało się poprzednikom z innych partii. Że buduje z mniejszości środowiska zwartą grupę…

View original post 2 120 słów więcej

 

Kaczyński nie chce żadnego pogodzenia

Lider Prawa i Sprawiedliwości jest nieprzejednany w swej zapiekłości i nie pozwala rządzącym na żadne gesty pojednawcze, wobec obozu opozycji – co ujawnia na łamach „Dziennika”, prawicowy dziennikarz Piotr Zaremba.

Pisze on, że tuż po tragedii w Gdańsku, „do pionu” przywołany został szef rządu Mateusz Morawiecki, który pragnął wyciągnąć rękę  do strony przeciwnej. Zamierzał wykonać jakiś przepraszający gest wobec opozycji, za zbyt ostry język – twierdzi Zaremba.

Premier chciał go wykonać wobec polityków PSL w Wierzchosławicach. Liderzy Prawa i Sprawiedliwości zjeżdżają tam rokrocznie, co w szeregach PSL nie jest dobrze widziane. Tym razem przemówienie Morawieckiego z założenia miało dość pojednawczy ton. Premier planował nawet zaprosić ludowców na uroczystości ku czci ich legendarnego lidera Wincentego Witosa.

Nie udało się, bo jak pisze Zaremba – powołując się na informacje od polityka PiS z centrali partii – z Nowogrodzkiej nadszedł sygnał: premier za nic nikogo ma nie przepraszać. I do tego polecenia Morawiecki oczywiście się zastosował. „Ta historia pokazuje, jak wąski jest margines swobody szefa rządu w kreśleniu własnej linii” – komentuje dziennikarz.

Depresja plemnika

W nawiązaniu do zaproszenia na spotkanie szef KPRM Michał Dworczyk rozesłał do klubów informację, czego konkretnie mają dotyczyć te rozmowy. Chodzi o zmiany legislacyjne przygotowane w resortach: zdrowia i sprawiedliwości. Zmiany te mają – jak pisze Dworczyk w liście do szefów klubów – „ograniczyć możliwość powtórzenia się gdańskiej tragedii”.

O czym premier chce rozmawiać z szefami resortów

Szef KPRM referuje w liście, że resort sprawiedliwości zaproponował trzy zmiany:

  1. Chce zaostrzenia odpowiedzialności prawnokarnej w przypadku przestępstw najcięższej kategorii: w stosunku do najpoważniejszych przestępstw przeciwko życiu, zdrowiu i wolności seksualnej, w stosunku do zorganizowanych grup przestępczych oraz za przestępstwa popełniane z niskich pobudek, np. nienawiści.
  2. Dodatkowo w przygotowanej przez ministra Ziobrę nowelizacji Kodeksu karnego zaproponowano zmianę dyrektywy sądowego wymiaru kary w taki sposób, aby wskazać w nim wprost okoliczności, które sąd ma wziąć pod uwagę przy wymiarze kary (np. niskie pobudki czynu, nienawiść). Okoliczności te będą miały wpływ na karę wymierzoną przez sąd.
  3. Ziobro proponuje również poszerzenie…

View original post 2 527 słów więcej

 

Macierewicz w odstawkę, Kaczyński na premiera, PiS odgrzewa PRL. Polityka brunatnieje

To już się dzieje. Pojedyncze przypadki? Nie! To przykładowe przypadki. Fala faszyzmu szybko się rozleje. Jest przyzwolenie PiS, który zresztą dryfuje ku brunatności.

Historia się powtarza. Mamy do czynienia z pustym tromtadrackim patriotyzmem, nadętym, a więc smrodliwym wprost ze skansenu kołtunów.

Ciemnogród.

Nieśmiertelny pacjent polskiej polityki Antoni Macierewicz chce lustrować weteranów.

– To godzi w honor i godność weteranów, którzy przelewali krew za ojczyznę – mówi Onetowi gen. Roman Polko, b. dowódca GROM, kiedy dowiaduje się od nas, że resort obrony nowelizuje ustawę o weteranach w taki sposób, by żołnierze i funkcjonariusze, którzy choć jeden dzień służyli w organach bezpieczeństwa PRL-u, a mają status weterana za udział w misjach po 1990 r., stracili część uprawnień.

Radosław Sikorski uważa, iż skandalem jest, że Macierewicz nie siedzi. Nie kibluje. Tam jego miejsce, bo faktycznie Tworki są dla niego za wygodne.

W MON wszyscy wszystkich się boją.

Tak działa strach, że Macierewicz zostanie wyrzucony, a oni wraz z nim.

Dwa miesiące temu była oczywista wina w wypadku drogowym Jacka Kurskiego. A dzisiaj… już nie.

W Krytyce Politycznej świetny wywiad ze znawcą problematyki ordynacji wyborczej dr Jarosławem Flisem. PiS to gang Olsena.

Pytanie jest następujące: po co PiS robi taką reformę? Możliwe motywacje są trzy. Po pierwsze geszeft, czyli próba wyciągnięcia trochę więcej władzy z tych samych głosów. Po drugie ideologia – tak było w przypadku fascynacji Pawła Kukiza ideą jednomandatowych okręgów wyborczych czy niechęci prezesa Kaczyńskiego do nich. Nawet jeśli ich nastawienie jest racjonalnie argumentowane, to za każdym takim wywodem stoi jakieś ogólne wyobrażenie o szczęściu i demokracji. Trzecia możliwość: to nie jest gra o sumie zerowej, że ktoś zyska, a ktoś straci – niektóre z obecnych rozwiązań są po prostu głupie. Przykładem książeczki do głosowania…

Piotr Zaremba w „Dzienniku” twierdzi, że Kaczyński traci „wszechmoc” na rzecz Andrzeja Dudy.

Rekonstrukcja rzadu została przesunięta na po głosowaniu nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla Beaty Szydło. Jarosław Kaczyński mógł uniknąć demoralizującego spektaklu, przeprowadzając operację szybko. Jest zbyt pewny siebie, aby myśleć takimi kategoriami. Z drugiej strony w tej zwłoce kryje się rozterka. Dlatego rzecznicy tej zmiany wciąż nie są pewni finału.

Do starych wątpliwości doszły nowe. Ot, choćby żądanie Andrzeja Dudy, aby w skład nowego rządu nie wchodził Antoni Macierewicz. Przy czym prezydent zapowiada, że po prostu nie powoła szefa MON. A to on wręcza tekę każdemu ministrowi.

Dla Kaczyńskiego to kłopot. Sam miewa dosyć samowolnych gestów ministra. Ale ma też poczucie, że za Macierewiczem stoją emocje społeczne części PiS-owskiego elektoratu. Na dokładkę, kiedy żądanie prezydenta „wyciekło”, prezes jest bliski utraty reputacji wszechmocnego. Znów widać, że rekonstruować trzeba było szybko.

Prof. Marcin Matczak w „Kropce nad i” mówił, iż nowa ordynacja wyborcza spowoduje fasadowość wyborów i w zasadzie nie będą potrzebne.

Według prof. Matczaka, zamiast sędziów będziemy mieli do czynienia z komisarzami politycznymi, którzy będą liczyli głosy i wyznaczali okręgi wyborcze.

Wyznaczanie okręgów jest najczęstszym na świecie sposobem manipulacji wynikami wyborów. Wyznacza się te granice w taki sposób, żeby większość wspierających daną partię była w tym danym okręgu – tłumaczył prof. Matczak.

Tak jego zdaniem dzieje się właśnie na Węgrzech.

Matczak zwrócił przy tym uwagę, że „nie ma już Trybunału Konstytucyjnego”, a za chwilę „nie będzie Sądu Najwyższego”.

Dla mnie to chyba najpoważniejszy zamach na demokrację i on może doprowadzić do tego, że właściwie za chwilę nie będzie sensu organizować wyborów, bo (…) wszystko będzie sterowane politycznie – dodał.

W wiadomo.co kapitalny tekst Piotra Gajdzińskiego „Zrób sobie Peerel-bis”.

Piotr Gajdziński jest autorem biografii peerelowskich przywódców: Edwarda Gierka – Człowiek z węgla i Wojciecha Jaruzelskiego – Czerwony ślepowron. W grudniu ukaże się jego biografia Władysława Gomułki.

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy

Nic jednak nie nosi wyraźniejszego peerelowskiego stygmatu niż wieczne odgrzewanie przez Prawo i Sprawiedliwość problemu zagrożenia niemieckiego. I czym my teraz będziemy straszyć Polaków – zastanawiał się w grudniu 1970 roku, po podpisaniu umowy z Republiką Federalną Niemiec Jan Szydlak, członek Biura Politycznego PZPR. Szydlakowi, nie tylko w tym wypadku, zabrakło wyobraźni. Niemcami rządzący straszyli nas w latach osiemdziesiątych – za rządów Gierka delikatniej, ale też – i straszą dzisiaj. Posłanka PiS-u Dorota Arciszewska-Mielewczyk w 2004 roku założyła Powiernictwo Polskie i od tamtej pory nieustannie mówi o niemieckim zagrożeniu. Teraz PiS lekko swoją propagandę zmodyfikował. Nie mówi już o „wykupywaniu Polski”, ale całą winę za kryzys migracyjny w Europie zrzuca na Niemcy i kanclerz Angelę Merkel. Odsługując w końcu lat osiemdziesiątych wojsko we wrocławskim Zmechu (Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Zmechanizowanych – przyp. Red.) nieustannie, dzień pod dniu, na sąsiadującym z jednostką poligonie walczyłem z 97. Dywizją Bundeswehry, prowadzoną przez Herberta Hupkę i Herberta Czaję, dwa symbole „niemieckiego rewanżyzmu”. Dzisiaj może młodych żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej tego nie uczą, ale już walki z nacierającymi z zachodu zagonami muzułmańskich emigrantów – kto wie?

Władysław Gomułka w swoich pamiętnikach przyznawał, że partia komunistyczna w Polsce zawsze była ugrupowaniem mniejszościowym. Dodawał jednak, że legitymację do władzy dawała PPR, a później PZPR wielka reforma społeczna i gospodarcza, która zmieniła życie milionów Polaków. Drugim czynnikiem mającym legitymizować rządy partii komunistycznej było odzyskanie „prastarych ziem piastowskich” na Zachodzie.

Podobną narrację nietrudno wyczytać z wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu. Program 500+ czy program Mieszkanie+ to fundamenty restytucji gomułkowskiego myślenia. Ziem Odzyskanych PiS już nie odzyska, ale czyż wstawanie z kolan nie jest wystarczającym powodem, aby PiS władzy raz zdobytej – to też Gomułka – nie oddał nigdy? W niedawnym wywiadzie dla TV Republika Beata Szydło powiedziała, że PiS, cały nasz obóz, pan prezydent, który wyrósł z naszego obozu, jesteśmy dzisiaj dla Polski, dla polskiego państwa – myślę, że to nie jest przesadne stwierdzenie – po prostu ostoją suwerenności, bezpieczeństwa i pewnika, że Polska będzie mogła być w przyszłości bezpieczna i suwerenna. Jest wyższa wartość dla narodu niż suwerenność? Nie ma, więc przy władzy musi pozostać partia, która tę suwerenność gwarantuje.

Wolność sprzedam korzystnie

Niestety, do reguł gry „Zrób sobie Peerel” dostosowało się również społeczeństwo. Większość, jak w „czasach słusznie minionych”, jest bierna, za nic mając imponderabilia. Wolność? Co miesiąc wyprzedajemy wolność za 500 zł i ułudę spokoju, który – podobno – gwarantuje nam „silne państwo”. Zupełnie jak wtedy, gdy władza podsypywała kilka stówek podwyżki.

>>>

Beksa Zaremba źle wróży Tuskowi

w-sieci

Beksa Piotr Zaremba zachwala swój tekst w nowym numerze „wSieci”. Piszę o tym materiale nie dlatego, iżbym specjalnie Zarembę cenił, lecz z powodu, że to charakterystyczny materiał dla tego prawicowego tygodnika. Mianowicie źle życzą i tak samo wróżą obecnemu rządowi.

Zaremba w swoim prorokowaniach zawsze się mylił. A analiza, którą przeprowadza, pokazuje jego ułomności rozumu, który zaciemniony jest złymi emocjami. Ta beksa – rzecz jasna – życzy dobrze tylko Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Niemniej Donald Tusk stoi przed wyzwaniami, przed jakimi dotychczas nie stał. W jednym może mieć Zaremba rację. Premier jest zdolny jeszcze w tej kadencji utworzyć nową koalicję, mianowicie PO-SLD, bo czekają go zdecydowanie cięższe wyzwania legislacyjne niż dotychczas, a tego raczej z PSL nie może zrobić. Tekst Zaremby cytuję – ku pamięci:

Bezpośrednim śladem tych przymiarek (przyspieszonych wyborów – przyp. mój) jest zawieszenie negocjacji, jakie politycy PO prowadzili z kołem poselskim Inicjatywa Dialogu zrzeszającym rozłamowców z Ruchu Palikota. Chcieli ich wciągnąć do koalicji, teraz przestało im na tym nagle zależeć. Ponieważ równocześnie podjęto strategiczną decyzję o rozstaniu z Jarosławem Gowinem i Jackiem Żalkiem, rząd znalazł się na granicy większości. Naturalnie jest to granica symboliczna, tym niemniej nic nie stoi na przeszkodzie, aby podać rząd do dymisji używając sejmowej arytmetyki jako pretekstu.

Ponieważ o posła Bartłomieja Bodio i jego kolegów zabiega także Leszek Miller, może to być równie dobrze droga nie do szybkich wyborów, a do wprowadzenia SLD do koalicji rządowej. Tyle że i dla Tuska i dla Millera korzystniejsza byłaby współpraca dopiero po wyborach – dziś współrządzenie obu ugrupowań to propagandowy prezent: i dla Jarosława Gowina, i dla PiS.

Obecny premier przez szybkie wybory mógłby zahamować proces erozji poparcia dla PO i wykończyć Gowina, który prawdopodobnie nie zdążyłby zbudować nowego ugrupowania. Miller ma dziś z kolei wyjątkowo korzystne wyniki w zderzeniu z Ruchem Palikota. Mógłby w nowym parlamencie uzyskać status jedynego lidera lewicy.

Czy obaj zawodnicy się na takie ryzyko zdecydują (bo jest to jednak krok w kierunku ewentualnego oddania władzy przez Tuska), nie wiadomo. W każdym razie gdyby to zrobili, ich ciche porozumienie uniemożliwiłoby powstanie alternatywnego rządu w tym parlamencie – bez Millera nie dałoby się go przecież sklecić.

Post Navigation