Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “pomnik smoleński”

Potop PiSiecki też przeżyjemy

Obraz Polski początku II dekady maja 2019 roku to (być może jeszcze nie dla każdego) odbicie klęski normalności i zaprzeczenia wszystkiemu, co dla innych normalne. To kraj, w którym o losach 38 milionów obywateli decyduje niezwykle wąska grupka ludzi, na której czele stoi fanatyczny i irracjonalny przywódca partii, spełniającej według mnie rolę złośliwego nowotworu na (i tak już od lat) chorym organizmie państwa polskiego. Tego, którego (choć pewnie jeszcze nie dosłownie) może wkrótce zabraknąć „na mapie państw” mających na cokolwiek wpływ w Europie i szerzej, na świecie.

Wspomniana egzekutywa partii PiS i SP rządząca dziś w kraju jest rzeczywiście „fatalną zmianą”, czy jak kto woli „grupą trzymającą władzę”, jakiej w Polsce nie było chyba od zarania jej dziejów! Nie uważam tego stwierdzenia za przesadę, bo nawet jeśli zdarzyła się kiedyś ekipa gorsza od obecnej, to w innych warunkach geopolitycznych i raczej nie składająca się z rdzennych Polaków, którym na sercu powinno leżeć głównie dobro ich ojczyzny, a z obcokrajowców (królowie elekcyjni po śmierci ostatniego z Jagiellonów), bądź najeźdźców. Tym razem RP niszczona jest przez własnych obywateli, którym przez pomyłkę chyba naród powierzył władzę. Ci zaś kierują się tylko własnymi i partyjnymi interesami, stojącymi w jawnej sprzeczności z interesami narodowymi Polski.

Już kilkakrotnie nazywałem rzecz tę po imieniu: to zdrada państwa i narodu, bo tym jest działanie na szkodę własnego kraju. Zdradą jest niszczenie, budowanego w ciągu dziesięcioleci z tak dużym wysiłkiem, demokratycznego państwa prawnego głównie poprzez łamanie jego konstytucji i prawa wynikającego z jej zapisów! Zbrodnią jest niszczenie instytucji państwa, stojących na straży porządku i obowiązującego w nim prawa! Zdradą jest doprowadzenie stanu bezpieczeństwa militarnego państwa do poziomu, jaki mamy dzisiaj (powiedzmy ogólnie i wprost; SZ RP zostały rozbrojone i pozbawione najlepszych dowódców w imię zachcianek człowieka bez jakichkolwiek kompetencji i na dodatek, mogącego mieć cały szereg innych przeciwwskazań do pełnienia tak ważnej oraz zaszczytnej funkcji MON). Przestępstwem jest godzenie w interesy gospodarcze państwa (wrogie przejmowanie spółek SP przez politycznych „komisarzy” obozu rządzącego) poprzez doprowadzenie do ubożenia jego budżetu i wzrostu zadłużenia na skalę dotąd niespotykaną! Sabotażem jest również obniżanie pozycji Polski w instytucjach międzynarodowych (UE, NATO, Rada Europy, ONZ, V4, Trójkąt Weimarski), o których członkostwo Polska przez dziesiątki lat zabiegała bez względu na to, kto nią rządził (rzecz jasna po 1989 r.)! Przestępstwem, bo łamaniem konstytucji są też próby (często zresztą udane) niszczenia ludzi myślących inaczej od partii władzy; inteligencji, ze szczególnym uwzględnieniem np. prawników, co jest z punktu widzenia obywatela pozbawieniem go podstawowych praw do obrony przed represyjnym państwem, ale i naukowców, lekarzy, nauczycieli, funkcjonariuszy etc., a także upolitycznienie wszystkiego tego, co winno być apolityczne!

Polska wreszcie ma ogromny problem z elitami, których tak naprawdę nie ma, a jeśli już znajdzie się ktoś mogący być wzorem człowieka i obywatela, z odpowiednimi także kwalifikacjami merytorycznymi, to jest publicznie opluwany i zaszczuwany. Oczywiście nie jest to tylko problem dnia dzisiejszego, bo w najnowszej (po 1989 r.) historii Polski niewielu ludzi zapisało się wielkimi zgłoskami, a ci nieliczni są oczerniani (często nawet po ich śmierci) przez polityczne środowiska „skrajnej prawicy” (cudzysłów stąd, że one prawicę udają), które przypisują sobie przymioty, jakowych nie posiadają: monopol na patriotyzm, katolicyzm, prawość, nieskazitelność, gdy tymczasem wielu członków tych środowisk to osoby „ubabrane po uszy” w świństwa i patologie! Ujawniane zaś coraz częściej, przez niektóre, wolne jeszcze media afery są przykrywane i tuszowane. Osoby je zgłaszające zastrasza się i dezawuuje dla obniżenia wiarygodności. Przykładem mogą być: afera SKOK, afera podkarpacka (według osoby zawiadamiającej służby) z udziałem pierwszych osób w państwie, czy też wreszcie afera „Srebrnej”, do której przyznał się przecież publicznie (bo cała Polska słyszała te nagrania) prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Sam prezes, który teraz kluczy i co kuriozalne (w przeciwieństwie do osoby, którą jak wynika z nagrań, przesłuchiwano przez wiele godzin już kilkanaście razy, choć mieszka za granicą) nie został jeszcze ani razu przesłuchany przez prokuraturę, działającą pod politycznym naciskiem Zbigniewa Ziobry, człowieka butnego i mściwego – według mnie gotowego na wszystko. Tym bardziej że zarówno on, jak i Kaczyński nie mają już gdzie się cofnąć, bo stoją „pod przysłowiową ścianą”, za którą już tylko trybunały i sądy!

Biorąc to wszystko pod uwagę, jak również nieustające działania destrukcyjne, według mnie, szkodliwej dla Polski władzy, państwo nasze stanęło właśnie nad krawędzią tego, co nazwać można wieloaspektowym upadkiem – i to z wysoka! Tym, co mnie martwi jest brak adekwatnej reakcji nie tylko ze strony całego środowiska sędziowskiego jak też prokuratorskiego, ale zwłaszcza ze strony partii i większości środowisk politycznych. Według mnie, w ten sposób rodzi się współodpowiedzialność za ewentualną tragedię państwa polskiego. Uważam, że wciąż funkcjonuje coś, co zwiemy tzw. „poprawnością polityczną”! No bo to sędziemu, prokuratorowi, doktorowi, profesorowi „nie wypada rzecież zniżać się” do poziomu języka wroga publicznego. A ja pytam, dlaczego tak jest panie i panowie sędziowie, prokuratorzy, profesorowie, doktorzy, lekarze? Dlaczego? Czyżbyście prywatnie nie używali słów brzydkich, których użycie czasem przynosi ulgę? Nawet jeśli nie (w co nie wierzę, bo znam osoby na bardzo wysokich stanowiskach i z równie wielkim wykształceniem, które to robią nagminnie w sytuacjach prywatnych), to wypadałoby nazwać rzecz po imieniu: bandytę, bandytą; złodzieja, złodziejem etc.!

Kiedy jedna z osób ze środowiska dziennikarskiego przed wykładem Donalda Tuska na UW zabrała głos, mówiąc wprost o pewnych patologiach, to z wielkim zażenowaniem obserwowałem eakcje niektórych siedzących tam polityków i nie tylko. Konsternacja, bo facet powiedział rzecz powszechnie wiadomą: „król jest nagi”! A oni? No cóż, gdyby tylko mogli to ze swojej „naturalnej, wrodzonej skromności i poprawności” zapewne by autorowi wypowiedzi dokopali, bo przecież świat na to patrzył (sic!). I co z tego, że ten zakłamany świat patrzył i słuchał?! Ano to, że później to komentował i z entuzjazmem nawet, bo oto znalazł się pierwszy odważny! Sam prezydent Donald Tusk następnie już w innym miejscu wypowiadał się przychylnie, co ogólnie zostało zaliczone mu na plus i nawet zyskało uznanie w UE, która także jest do pewnego stopnia ograniczona tymi, „nie na czasie” już, zasadami poprawności. Tyle tylko, że tu w Polsce chodziło o coś innego. Słuchacze i adresaci słów dziennikarza od zawsze mieli dobre relacje, co nie zawsze wychodziło Polsce na pożytek, a w przyszłości może być też im przydatne (sic!).

No tak, zatem konkluzja nie może być inna niż taka, że motywacją większości (choć aż korci mnie dodać, że znakomitej większości ludzi) jest ślepy pęd do władzy i pieniędzy! A Polska? No cóż, przeżyła potop szwedzki, to przeżyje i pisiecki…, a potem również jakiś inny, bo jeszcze jest co „doić”, prawda!

Polska ginie, a kto tego nie widzi jest, bądź ślepy, głupi lub niesamowicie wyrachowany! Wierzę jednak w to, że choć nie elitami Polska stoi, to ma jeszcze naród, ma patriotów chcących coś zmienić na lepsze. Być może, że to on stanie na wysokości zadania i robi to, co dawno już temu powinni zrobić ludzie zawodowo zajmujący się polityką. Usunie owo potężne zło, jakim jest dzisiejszy obóz rządzący PiS i SP w nadchodzącej sekwencji wyborczej (dwa razy w tym roku i raz w przyszłym)! Przyszłego prezydenta RP nie tak dawno gościliśmy w Polsce – to Pan Donald Tusk. Teraz zaś czas na wybór porządnych osób, które stworzą Parlament i rząd! Jednak przedtem domagajmy się od kandydatów jednej ważnej rzeczy: rozliczenia tych, którzy zniszczyli Polskę! Bez tego bowiem nowy rząd i Parlament stracą swoją wiarygodność i już zawsze będą podejrzewane o to, że są w coś zamieszane!

Idziemy na wybory: Piękno, młodość i mądrość.

Depresja plemnika

Wyniki trzech dzisiejszych sondaży przynoszą PiS złe wieści. We wszystkich partia rządząca wypada dużo poniżej oczekiwań rządzących. W złe notowania nie wierzy Beata Mazurek, rzeczniczka prasowa Prawa i Sprawiedliwości.

W sondażu przygotowanym przez pracownię Kantar na zlecenie „Faktów” TVN, partia rządząca jest o krok od przegranej. Według sondażu PiS zdobyłby zaledwie 34% głosów poparcia, podczas gdy Koalicja Europejska 33%.

Ostatnie miejsce na podium przypadło Wiośnie, na którą swój głos oddać chce 8% wyborców. Skrajnie prawicowa Konfederacja może liczyć na 6% głosów, a populistyczny ruch Kukiz’15 na 5%.

Jeszcze gorsze wieści dla PiS niesie sondaż Instytutu Badań Spraw Publicznych dla „Newsweeka” i Radia Zet. Koalicja Europejska zdobyła w nim 41,94%, Prawo i Sprawiedliwość zaś 39,04%. Na trzecim miejscu znalazło się ugrupowanie Roberta Biedronia z 9,57%.

Obydwa sondaże…

View original post 788 słów więcej

 

Afera KNF jest zamiatana pod dywan

. – marszałek województwa zachodniopomorskiego w u

Depresja plemnika

Nie wyklucza tego nowy wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej. – „Wiem, że wielu radnych jest wzburzonych sposobem, w jaki ten pomnik i pomnik Lecha Kaczyńskiego na placu Piłsudskiego powstał. Prawo do takiego referendum ma Rada Miasta Warszawy – nie należy wykluczać, że znajdą się radni, którzy z taką inicjatywą wyjdą. Mogą wyjść także mieszkańcy. Będziemy przyglądali się emocjom ludzi wokół tego tematu” – powiedział Rabiej w RMF FM.

Odsłonięcie pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej 10 kwietnia 2018 r. na pl. Piłsudskiego budziło i budzi kontrowersje. Z sondażu zleconego przez warszawski ratusz, zanim oba pomniki (pytano też o monument upamiętniający Lecha Kaczyńskiego) stanęły, wynikało, że 71 proc. warszawiaków było temu przeciwnych.

Władze miasta zarzucały też pisowskiemu wojewodzie, że z naruszeniem prawa przejął tereny wokół Grobu Nieznanego Żołnierza, gdzie stanął pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej.

Rabiej odniósł się także do zapowiedzianej przez Andrzeja Dudę odbudowy Pałacu Saskiego. – „Na razie mamy do czynienia z pomysłem odbudowy…

View original post 1 461 słów więcej

Morawiecki jak Grek Zorba organizuje piękną katastrofę

Zadłużenie Polski jeszcze nigdy nie było tak duże. W ciągu trzech miesięcy zwiększyło się o ponad 27 mld zł i teraz dobija do biliona. Prawie jedną trzecią jesteśmy winni zagranicy.

Jak raportuje money.pl, dług Polski osiągnął rekordowe wymiary. Pod koniec pierwszego kwartału zadłużenie sektora finansów publicznych przekroczyło 989 mld zł. Żeby spłacić taki dług, każdy obywatel musiałby zasilić z własnej kieszeni państwowy budżet o około 26 tys. zł.

>>>

 napisała do list protestacyjny w sprawie zapraszania Ryszarda Czarneckiego. Zachęca was do tego samego. Ich adres – kontakt24@tvn.pl

gazeta.pl >>>

TVP słynie ze swoich materiałów, gdzie nie tylko dziennikarze, ale i cała masa różnej maści “ekspertów” jest gotowa nieustająco sławić wielkość i wspaniałość obecnej władzy. Czasem przychodzi refleksja, skąd media narodowe biorą swoich ekspertów i jaki zakres kompetencji kwalifikuje do komentowania wydarzeń w mediach krajowych. Bardzo ciekawe światło na ten proces rzucił politolog dr Witold Sokała, którego TVP 2 chciała zaprosić do skomentowania materiału do “Panoramy”. Wywiązał się w tego wyniku osobliwy dialog:

Okazuje się zatem, że do bycia ekspertem nie potrzeba żadnych kompetencji, starczy odpowiednio duże parcie na szkło. Świadczy to dobitnie o tym, że rzetelność nie jest na pierwszym miejscu w mediach publicznych, a widz telewizji ma zadowolić się populizmem, propagandą i bylejakością. Na tym tle nie dziwi zatem fenomen komisji Macierewicza, gdzie kryterium uczestnictwa była jak największa skłonność do stawiania kontrowersyjnych tez, a nie faktyczne kompetencje badania katastrofy. Dzięki temu jasne stają się okładki Gazety Polskiej Codziennie, które prezentują nową teorię smoleńską na każdy tydzień. Skoro nie trzeba mieć merytorycznego zaplecza, a starczy “ogólnie”, to takie są konsekwencje.

Może to być także wskazówka, że z jednej strony dziennikarze nie są zorientowani w tematach, o których mówią, stąd mają problem z doborem ekspertów, albo co równie dla nich druzgocąca, ławka ekspertów chętnych do udzielania komentarzy TVP stała się tak krótka, że Ci, którzy pozostali, muszą służyć za ekspertów “od wszystkiego”. Jest to obraz upadku standardów dziennikarstwa, gdzie weryfikacja prezentowanych informacji przestaje być istotnym elementem.

Niestety najgorsze w tym wszystkim jest to, że bylejakość mediów prędzej czy później prowadzi do bylejakości samej demokracji.

Kończą sie pieniądze w socjalizmie PiS.
Jak to wszytko jebnie…
Tak wielkiego długu Polska jeszcze nie miała. Ujawniono nowe kwoty.

Earl drzewołaz

Były poseł Andrzej Potocki i inni o Kornelu Morawieckim.

Pod pomnikiem ofiar tragedii smoleńskiej ktoś złożył wieniec ku pamięci „95 ofiar Lecha Kaczyńskiego”. Nieżyjący prezydent został w nim oskarżony o to, że kazał lądować pilotom w Smoleńsku.

W przypadającą w piątek setną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej odbyły się dwie msze – rano i wieczorem. Udział w nich brali, oprócz prezesa PiS, m.in. premier Mateusz Morawiecki, szef MSWiA Joachim Brudziński, szef MON Mariusz Błaszczak i Antoni Macierewicz. Po porannej mszy delegacja rządowa udała się na plac Piłsudskiego, by złożyć kwiaty przed Pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r.

W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia innego wieńca, złożonego przez nieznaną osobę.

Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który ignorując wszelkie procedury nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród polski

– głosi dedykacja w ramce, umieszczonej wewnątrz wieńca. Poniżej znalazło się hasło: „Stop kreowaniu fałszywych bohaterów”.

Wiązanką zainteresowała się policja. Jak…

View original post 1 142 słowa więcej

Donald Tusk jest najważniejszym politykiem dla Polaków

Donald Tusk jest liderem rankingu zaufania do polityków – wynika z sondażu IBRiS dla Onetu. Tuskowi ufa dziś 42,8 proc. respondentów. Brak zaufania wyraża do niego 42,7 proc. ankietowanych.

Tusk zdecydowanie wyprzedził prezydenta Andrzeja Dudę, który był liderem rankingu zaufania w marcu. W kwietniu Duda spadł na drugą pozycję – ufa mu 36,6 proc. badanych, nie ufa – 49,2 proc. Na podium znalazł się jeszcze Mateusz Morawiecki (ufa mu 36,5 proc., nie ufa – 43,9 proc.).

Spośród przywódców partii opozycyjnych największym zaufaniem cieszy się Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej (33,4 proc. polaków jej ufa, 35,8 proc. – nie ufa).

Dobre notowania ma też lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz – ufa mu 31,1 proc. respondentów, nie ufa – 35,4 proc.

Paweł Kukiz, lider Kukiz’15, wzbudza zaufanie 21,8 proc. ankietowanych, nie ufa mu 51,8 proc.

Grzegorzowi Schetynie, liderowi PO, ufa 18,1 proc. respondentów, a nie ufa 61,8 proc. Gorzej od niego wypada lider SLD Włodzimierz Czarzasty – ufa mu 17,3 proc. ankietowanych, nie ufa – 42,1 proc.

Na szczycie rankingu nieufności znajduje się Antoni Macierewicz, któremu nie ufa 72,9 proc. respondentów. Jarosławowi Kaczyńskiemu nie ufa 64,3 proc. ankietowanych.

wPolityce.pl

Andrzej Celiński skomentował decyzję władz Jasnej Góry ws. pielgrzymki skrajnej prawicy.

Krystyna Pawłowicz odniosła się do informacji posła Sławomira Neumanna na temat powstającej w Sejmie tablicy dla Lecha Kaczyńskiego.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o upadku Kaczyńskiego.

Ludzie PiS poszli do polityki dla pozycji społecznej, pieniędzy i komfortu życia. A prezes – w imię swych infantylnych marzeń o władzy absolutnej – wymaga teraz od nich ascezy.

Gdy PiS obejmował władzę w roku 2015, prognozowałem, że jego rządy potrwają około 2 lat. Mam na to świadków w redakcji „Gazety Wyborczej”, kto nie wierzy, może zapytać. Traktując tę prognozę dosłownie – pomyliłem się. Nie wygląda na to, by w najbliższym czasie Prawo i Sprawiedliwość miało stracić władzę. Formułując przepowiednię, nie wziąłem poprawki na erozję standardów życia politycznego w Polsce. W poprzednich, normalnych i cywilizowanych warunkach, wyszłoby na moje.

Kryzys polityczny taki jak ten obecny, spowodowany pazernością polityków rządowych, doprowadziłby do potężnego przesilenia politycznego, w wyniku którego konstrukcja wzniesiona przez Jarosława Kaczyńskiego rozsypałaby się zapewne jak domek z kart. To, że dziś się tak nie dzieje, wynika z faktu, że normalne standardy demokracji przestały w Polsce obowiązywać i władza w stanie agonalnym może przedłużać swą wegetację. Do czasu.

Jarosław Kaczyński wyczerpał już znaczną część arsenału trików socjotechnicznych i politycznych, pozwalających podtrzymywać legitymizację jego rządów. Po odwołaniu Beaty Szydło i mianowaniu na jej miejsce Mateusza Morawieckiego nie może już zamydlić oczu opinii publicznej kolejną rekonstrukcją gabinetu.

Pewnie teraz żałuje, że pospieszył się z wymianą premiera. Zrobił to przedwcześnie i bez wyraźnej potrzeby politycznej, budząc zdziwienie i niezadowolenie w kręgach działaczy i elektoratu PiS. Możliwość zdymisjonowania szefa rządu i powołania nowego człowieka, który przyszedłby z czystą kartą i symbolizowałby nowe otwarcie, przydałaby mu się teraz. Ale ten pocisk został już odpalony i drugi raz nie da się go użyć.

Kaczyński próbuje więc zmusić PiS do demonstrowania ascetyzmu. Posłowie, samorządowcy, przedstawiciele aparatu mają się zgodzić na znaczące obniżki uposażeń, by przekonać wyborców, że oskarżenia o pazerność są nieprawdziwe. Tyle tylko, że opinia publiczna doskonale zdaje sobie sprawę, iż jest to krok wymuszony przez okoliczności, mający zamaskować prawdziwą naturę rządów PiS. Po drugie zaś – wywołuje on zrozumiałe i uzasadnione niezadowolenie w szeregach działaczy partii rządzącej. A to podważa pozycję Jarosława Kaczyńskiego jako nieomylnego i uwielbianego wodza.

PiS nie jest normalną demokratyczną partią polityczną, taką samą jak pozostałe ugrupowania na polskiej scenie. Widać to już nawet w zapisach statutu, który oddaje prezesowi niespotykanie wielką władzę, zwłaszcza w sprawach personalnych. To Kaczyński w ostatecznym rozrachunku jednoosobowo decyduje, kto będzie kierować strukturami partii w terenie, kto będzie kandydatem do parlamentu czy do europarlamentu.

Dopóki prezes prowadził partię od zwycięstwa do zwycięstwa i dawał jej działaczom dostęp do konfitur w administracji państwowej i spółkach skarbu państwa, ten układ był funkcjonalny i nie rodził sprzeciwów. Pozycji wodza nikt nie tylko nie ośmielił się, ale i nie miał powodu kwestionować. Teraz jednak sytuacja się zmienia. Wódz żąda wyrzeczeń i odbiera konfitury.

A w imię czego to robi? W imię swej osobistej władzy. Aktyw PiS coraz wyraźniej widzi, że wyznawana przez działaczy hierarchia wartości rozjeżdża się z tą, którą wyznaje prezes. Oni poszli do polityki dla pieniędzy, komfortu, pozycji społecznej i poczucia, że przynależą do rządzącej elity. Dla niego zaś większość materialnych wartości nie ma większego znaczenia. Chodzi mu tylko o to, by być zbawcą narodu i by móc rozstawiać pionki na politycznej szachownicy, której na imię Polska. By brat był pochowany na Wawelu i miał pomniki w każdym mieście. By w Starachowicach była ulica matki – Jadwigi Kaczyńskiej. Tylko to się liczy. W wymiarze materialnym Kaczyński jest typem ascetycznego maniaka władzy, podobnie jak był nim Władysław Gomułka czy János Kádár na Węgrzech.

Marzenia prezesa są marzeniami małego chłopca, który przypadkiem zaplątał się w dorosłą politykę. Dopóki jednak jego wyznawcy i wielbiciele mogli przy okazji realizować także swoje aspiracje, infantylizm przywódcy nie rzucał się w oczy i nie stanowił problemu. Ale dziś? Działacze PiS-u, zmuszeni do godzenia się z obniżkami zarobków, zaczną zadawać sobie pytanie: czy na pewno chcemy iść ślepo w ogień za człowiekiem o mentalności chłopczyka?

Ciekawe, jakiej odpowiedzi udzielą.

Wydaje się, że bezwstydne przyznanie wyjątkowo wysokich nagród będzie jeszcze długo odbijać się czkawką politykom Prawa i Sprawiedliwości. Pełne pychy i naostrzonych pazurków wystąpienie wicepremier Beaty Szydło zamiast przekonać wyborców, że im się te nagrody należały, dolało tylko oliwy do ognia. Lud nie dał się przekonać, a swoje niezadowolenie wyraził w sondażach, które zanotowały spory spadek partii. Opozycja również wykorzystała kwestię nagród w walce politycznej.

Jak zwykle w sytuacjach kryzysowych do akcji wkroczył szeregowy poseł, prezes PiS, Jarosław Kaczyński Jednak myliłby się ten, kto uważa, że sprawa zwrotu nagród była najważniejszą deklaracją, jaką złożył podczas konferencji prezes PiS. Prawdziwą burzę wywołało oświadczenie, że Prawo i Sprawiedliwość obniży posłom wynagrodzenia o 20 procent.

Szeregowi parlamentarzyści partii, wprawdzie anonimowo, ale jednak, zaczynają publicznie wyrażać swoje niezadowolenie. Dziennikarka „Faktu”, Agnieszka Burzyńska pisze o jednym z takich przypadków: „Bardzo zdenerwował JK swoich posłów. Pierwszy raz słyszę aż tak mocne słowa: człowiek, który korzysta z partyjnych pieniędzy, jest wożony, karmiony i nie ma pojęcia o codziennym życiu decyduje o obniżce zarobków tych, którzy nie przyznawali sobie samym żadnych nagród.” Czy to niezadowolenie jest zapowiedzią buntu? Czy Jarosław Kaczyński tnąc posłom pensje nadal może liczyć na ich niezachwianą lojalność?

Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej” uważa, że jak na razie pozycja prezesa i wizerunku jednolitości partii jest niezachwiana: „Rozmawiałem właśnie z czołowym politykiem rządu. W PiS jest przekonanie, że sprawa nagród jest zamknięta i opozycja nic już w tym temacie nie ugra. A nt. buntu w PiS po obniżkach pensji: buntu nie będzie, bo nikt nie zaryzykuje przed ułożeniem list. Wywiad w Rzepie już wkrótce.”

Zapewne politycy Prawa i Sprawiedliwości będą próbowali tuszować wszelkie pęknięcia wewnątrz partii, szczególnie przed zbliżającą się konwencją. Przekaz, który powinien trafić do społeczeństwa nie może być skażony żadnymi wewnętrznymi fochami, niezadowoleniem czy buntem. Mimo wszystko sprawa wynagrodzeń i nagród wywołała małe trzęsienie w partii, pokazując jednocześnie, że nie jest ona takim monolitem, jakim ją nam malują.

Oczyma duszy to widzę. Komitet Polityczny PiS, na nim gościnnie premier, ministrowie, sekretarze i podsekretarze stanu. Coś w formule tragedii greckiej – ponury poświątecznie Prezes jako aktor, rząd jako chór wyśpiewuje: „Pozwól nam, o Wielki, oddać te nagrody do Caritasu”. Prezes jakby łagodnieje, wychodzi na konferencję prasową. Koniec sceny.

PiS traci od wielomiesięcznego spektaklu rekonstrukcji rządu. Traci pewność siebie, zdolności narracyjne, słuch społeczny. Przekaz dnia, powtarzany w wypowiedziach i wpisach, że obcinamy wynagrodzenia posłom, samorządowcom, urzędnikom państwowym, „bo Polacy tego chcą”, to zaklinanie rzeczywistości. Ostatni ciąg zdarzeń nie jest podyktowany populizmem – jest nieracjonalną polityką, efektem strachu.

W przeciągu tygodnia obserwowaliśmy dwa strzały w obie stopy. Pierwszy to „pazurki” Beaty Szydło wbijające się w szyję tych wyborców, którzy dali partii zwycięstwo. Ludzi utrzymywanych w przeświadczeniu, że rządy PiS to rządy altruistycznych aniołów, brzydzących się przyjmowaniem pieniądza publicznego. Jarosław Kaczyński swoim wywiadem dla pisma najwierniejszych z wiernych, braci Karnowskich, sejmowe pokrzykiwania byłej premier o tym, że kasa się należała, jednoznacznie poparł.

Inaczej zachowali się odpytywani przez sondażownie wyborcy, pojawił się znaczący spadek poparcia. Nie święconka na stole wielkanocnym, a sondaże spowodowały, że Prezes wpadł w panikę i pomysłem przekazania nagród Caritasowi i obniżenia wynagrodzeń osobom pełniącym funkcje publiczne strzelił w drugą stopę – we własny partyjny aparat. Wprawdzie strzał został pomyślany tak, żeby zabolał też opozycyjną PO – po to do grupy, której wskaźnik skromności ma być wyregulowany ustawą, dorzucono samorządowców. Niemniej przy całej radości, że „sąsiada też boli”, uderzenie idzie w trzon PiS.

Nie jest szczególną tajemnicą, że radni, pracownicy samorządowi, nominaci w spółkach samorządu czy skarbu państwa to ci, którzy niosą partię, dają tłum na konwentach, stanowią sieć zapewniających podpisy pod listami wyborczymi, tworzą poparcie ogólnopolskie dla zjawisk telewizyjnych. Nie byłoby zapewne dużym problemem oszacować liczbę ludzi, których byt, powodzenie finansowe rodzin zależą od posad, które dostają dzięki takiemu zaangażowaniu. Setki tysięcy w skali kraju.

Oba te strzały są głośniejsze i boleśniejsze dla wyborców i aparatu partii rządzącej od każdego sporu o Trybunał Konstytucyjny, sądy, konfliktu z Komisją Europejską – tam można było wszystko tłumaczyć geniuszem i dalekosiężną wizją Prezesa w sprawach abstrakcyjnych dla rodziny przy stole, w ostateczności programem 500 plus. Wytłumaczenie aktywowi programu Minus 20 proc. nie będzie łatwe.

Już za kilka dni dokona się to, co proroczo zapowiedział pan prezes. Wśród (wirtualnych) ruin Pałacu Saskiego – bo Polska ciągle w ruinie – powstał nareszcie pomnik zamachu w Smoleńsku, który już tylko najbardziej zaciekłe „lewactwo” nazywa zwykłą katastrofą.

Tym pomnikiem środowiska patriotyczno-wolnościowe ostatecznie zamkną usta wszystkim, którym wciąż jeszcze przychodzi do głowy myśl tyleż obrazoburcza, co głęboko świętokradcza, że „prezydenta tysiąclecia” i całą prawicową elitę Rzeczpospolitej mógł odesłać do wieczności banalny wypadek lotniczy. Nie mógł i to jest oczywista oczywistość. Do tej prawdy – być może – jeszcze kiedyś dojdziemy, choć w zasadzie nie ma po co tak chodzić, skoro przecież wiadomo, jak było. Jest na to słowo ministra Macierewicza oraz arcydzieło narodowej kinematografii pod tytułem „Smoleńsk”. No i teraz będzie jeszcze pomnik.

Biorąc pod uwagę cechy formalne i symbolikę tego szczególnego monumentu, wzniesionego według projektu wybitnego polskiego rzeźbiarza – Jerzego Kaliny, trzeba przyznać, że powstało oto dzieło wybitne, godnie upamiętniające tę narodową tragedię. Takie, na którego przykładzie przyszłe pokolenia uczyć się będą nie tylko patriotyzmu, prawdziwej wersji dziejów najnowszych oraz historii powtórnego zbawienia narodu polskiego, ale także sztuki. Tego zwłaszcza, że jej wielkie dzieła mówią o zleceniodawcach znacznie więcej, niżby chcieli mecenasi…

Bo weźmy formę pomnika. Inspirację miały dlań podobno stanowić mobilne schody pasażerskie. Takie, jakich tuziny widzi się na każdym lotnisku. Symbol dość oczywisty, tym bardziej, że chodzi wszak o monument upamiętniający ofiary katastrofy lotniczej (lub zamachu), dla których były one „ostatnią drogą”, schodami do wieczności, ale też – i tu kłania się ikonografia chrześcijańska – ścieżkę męczeństwa, prowadzącą do wiecznej chwały w Niebie, a na ziemi – do pamięci potomnych. Oczywistą tu więc mamy symboliczną oczywistość.

Tyle tylko, że – jak donoszą media – u szczytu tychże schodów jest w pomniku… klapa. Po co tam ona komu? Cóż, obok upamiętniającej, ten osobliwy pomnik będzie jeszcze – najwyraźniej – pełnił inne ważne funkcje, o których w tej chwili wie tylko najbliższe otoczenie pana prezesa.

Pewien trop mogłaby stanowić zapowiedź, że odsłonięcie „Schodów” będzie oznaczało przeniesienie cyklicznych miesięcznic smoleńskich na plac Piłsudskiego. Można więc domniemywać, że odtąd szef partii aktualnie rządzącej będzie zapowiadał dochodzenie do prawdy z wysokości cokołu, a stopnie (czy raczej winda) zastąpią słynną rozkładaną drabinkę z Krakowskiego Przedmieścia. Tak byłoby rzeczywiście bardziej godnie i dostojnie, bo kto to widział, żeby poważny człowiek i już w latach wspinał się na drabinę, jak – nie przymierzając – gospodyni domowa rozwieszająca firanki.

Warto też wziąć pod uwagę, że forma pomnika nawiązuje – siłą rzeczy – do kształtu piramidy, czyli starożytnego grobowca. Schodkowej, ale to nawet lepiej, bo przez to bogatszej o dodatkową symbolikę.

W takim na przykład starożytnym sumeryjskim mieście Ur, na szczycie piramidy (nazywanej tam zikkuratem) pomieszkiwał lokalny bóg. Objawiał się on swoim wiernym z okazji świąt religijnych, a też bez żadnego trybu. Więc czy to w takim razie nie jest najbardziej odpowiednie miejsce na konferencje prasowe i oświadczenia pana prezesa? Wszak sam niedawno okrasił ogłoszenie swojej decyzji w sprawie nagród w rządzie łacińskim „Vox populi, vox Dei”, wyraźnie wskazując rolę, jaką wyznaczył sobie w relacji z ludem i to zdaje się nie tylko tym „pisowskim”.

To po pierwsze. A po drugie – ów lud od dawna już widzi w panu prezesie zbawcę („Jarosław, Polskę zbaw!”). No a jak zbawca, to szczyt piramidy jako miejsce comiesięcznych objawień byłby akurat jak znalazł.

Symbolika piramidy schodkowej, popularnej nie tylko w delcie Tygrysu i Eurfatu, ale także w Ameryce Południowej, wykazuje zresztą niejakie powinowactwo do sposobu uprawiania polityki przez pana prezesa, jako że bóstwa meksykańskie i peruwiańskie to byli – prawie wszystko – bogowie krwawej zemsty. Miejsca ich kultu spływały krwią wrogów, którym żywcem wyrywano na szczytach piramid serca, a potem strącano w przepaść.

W naszych czasach takie marnotrawstwo organów na pewno spotkałoby się z protestami transplantologów. No, ale gdyby tak tuż pod klapą ustawić szubienicę albo szafot, pomnik pełniłby w środowiskach patriotycznych funkcję integracyjną także w czasie między kolejnymi miesięcznicami. Odbywałyby się tam cykliczne egzekucje zdrajców dyplomatycznych, karanych za wszystkie winy Tuska. Czyż nie o tym pisał w adresowanych do pana prezesa kolejnych poematach naczelny wieszcz partii aktualnie rządzącej? Tak więc – szubienica i szafot. A wokół budki z kebabem i Sławomir…

Monument, poprzez swoją formę, może też odegrać nieocenioną rolę w edukacji obywatelskiej przyszłych pokoleń. Wskazuje bowiem czy wręcz – wizualizuje, którędy wiedzie droga na szczyty władzy. Step by step, mianowicie. (I tylko lewicowo-liberalne kanalie mogą sugerować, że niektórym ta wspinaczka udaje się tylko incydentalnie, gdy w charakterze stopni użyją trumien ofiar katastrofy.) W tym kontekście klapa mogłaby służyć demonstracji oczywistej prawdy, że każda władza przemija. Bo ten i ów może wprawdzie – z kaprysu prezesa – znaleźć się na samym szczycie, ale za chwilę i tak otworzy się pod nim ta nieszczęsna zapadnia. Albo nieopatrznie sam zrobi o krok za daleko.

W sumie to właśnie w tej swojej funkcji wielokrotnego użycia pomnik wydaje się szczególnie nowatorski, ze względu na tak teraz modną ochronę środowiska. Chodzi o recycling właśnie. Bo stawiamy na cokole na kogo akurat mamy ochotę, a potem wystarczy uruchomić klapę i po sprawie. Odpada kłopot z obaleniem monumentów i zrzucaniem z pomników nieaktualnych bohaterów.

No, a poza tym taki pomnik przechodni to symbol zapowiadanej przez partię rządzącą demokracji dla każdego. Bo w tej sytuacji każdy – i to nie czekając na oficjalne zaproszenie – sam może wspiąć się na cokół. I co z tego, że tylko na chwilę, że profanacja. Monitoring, straż miejska, mandat i w ogóle. Marketing za to jaki dla stolicy! „Pięć minut” sławy, zrobienie selfika z pomnika i szybka wrzutka na Instagram – tylko w Warszawie.

Owszem, lewactwo robi sobie „śmichy-chichy”, że w takim razie ten pomnik to nie tyle „schody do chwały”, ile „donikąd”. Bo skoro to monument wielokrotnego użytku…

Lewackie gorsze sorty od dawna zresztą szydzą, że projekt został – nazwijmy to elegancko – „pożyczony” z XVIII Księgi komiksu Henryka Chmielewskiego o Tytusie i spółce, gdzie podobne schody nazywały się właśnie „Schodami Do Nikąd”. Ale wszelkie podobieństwa do rzeczonego wydawnictwa są absolutnie przypadkowe, a poza tym to fake news zrodzony w chorej, lewackiej wyobraźni, za który jego kolporterów będzie osobiście i do surowego wyroku ścigał pan poseł Tarczyński.

Pomnik bowiem jest oryginalny. A też monumentalny, wzniosły, przepiękny i w ogóle… A na końcu – klapa.

Black Sabbath budzi ludzi 😇

Rydzykowi za mało. Więcej i więcej ryczy

Pisarka Maria Nurowska napisała na temat budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego w centrum Warszawy.

Maciej Stuhr wypowiedział się na temat narracji historycznej polityków PiS.

„Mimo że rządzi PiS, to wcale nie jest nam łatwiej. Dlatego mam zaufanie do rządzących bardzo ograniczone. To wszystko powinno już być i działać” – „żalił się” Tadeusz Rydzyk podczas zorganizowanej w jego szkole konferencji „Polityka Surowcowa Państwa”. Chodzi o przyznaną mu przez Jana Szyszkę dotację w wysokości 19,5 mln zł. Za te pieniądze Geotermia Toruń (kontrolowana przez Rydzyka) ma wybudować ciepłownię.

Rydzyk stwierdził, że realizacja przedsięwzięcia napotyka cały czas na problemy, a wszystko bardzo długo trwa. – „Myślałem, że gdy przyjdą rządy Prawa i Sprawiedliwości, to nie będzie takiej blokady. Zastanawiam się, czy bariery, na które napotykamy, związane są z jakimś lobby, poprzednimi ideologami czy działaczami. Nie wiem, co to jest. Dotacja jest przyznana, ale nie oznacza to, że dana. Do tego trzeba mieć jeszcze pożyczkę i własne środki” – skarżył się dalej Rydzyk. Powiedział, że pożyczka z NFOŚiGW na Geotermię Toruń mogłaby być udzielona na prawie 6 proc., a inni – chociaż oczywiście nie wymienił tych „innych” – otrzymywali na 1,5 proc.

Pewnie już niedługo przekonamy się, jak bardzo szybko po takiej reprymendzie PiS znajdzie sposób rozwiązania „problemów” Rydzyka. Dodajmy tylko, że przez ostatnie 2,5 roku na przedsięwzięcia tego redemptorysty z budżetu państwa, czyli z naszych kieszeni, przekazano ponad 73 mln zł!

Z serii „ksiądz proboszcz poleca ” dieta-cud. Nie żryjcie cukierków, rzućcie na tacę! (Z podręcznika do religii dla kl. V).

Waldemar Mystkowski pisze o Bonkowskim.

Co nie działa w politykach PiS? Jaki mechanizm im szwankuje? Mateusz Morawiecki twierdzi, że w Polsce prawo zostało wymienione na naród i mamy „demokratyczne państwo narodowe”. Morawiecki nie jest pierwszym politykiem PiS, który nie zna Konstytucji RP, owej cieniutkiej książeczki, jak nowela „Janko Muzykant”.

Stanisław Karczewski zapowiedział, że nie będzie działać ustawa o IPN, mimo podpisania jej przez prezydenta Andrzeja Dudę. Może politycy PiS nie wiedzą, co mówią, a może nie wiedzą, co mówić. W każdym razie z tego dobrodziejstwa, że ustawa nie będzie działała, postanowił skorzystać senator PiS Waldemar Bonkowski. Dla ułatwienia – Bonkowski to ten gościu, co bił swoją żonę, bo mu przeszkadzała romansować z uczestniczką miesięcznic smoleńskich.

Na swoim profilu na Facebooku Bonkowski zamieścił klip zmontowany z nazistowskich materiałów propagandowych, przedstawiających żydowskich kapo, zaś na ścieżce dźwiękowej pobrzmiewa wesoła muzyka klezmerska. Senator nadto linkuje strony antysemickie, jak choćby z portalu prawy.pl, na którym autorzy dzielą się nazistowską narracją: „Prawda Żydów w oczy kole. Kolaboracja Żydów z Niemcami podczas II wojny światowej”.

Ponadto Bonkowski zamieścił na swoim profilu „Słownik żydowski”, m.in. z takimi hasłami: „Dialog – sytuacja, gdy Żyd mówi, a goj słucha. Antysemita – człowiek, który ma czelność bronić swoich praw przed arogancją i pazernością Żydów. Ludobójstwo – zabicie Żyda przez goja”.

Antysemityzm w PiS jest faktem. Bonkowski to postać wyjęta z przedwojennych antysemickich tumultów, gdy w Polsce nienawiść do Żydów była o podobnym natężeniu, jak w nazistowskich Niemczech. Pomocniczość endecka w Holocauście dała znać o sobie w Jedwabnem i dziesiątkach podobnych wyczynów „sąsiadów”.

Czym się różni „parch” Rafała Ziemkiewicza od klasyki antysemickiej, „Żyda Suessa”, filmu nazistowskiego z 1940 roku? Co? – jeszcze Jacek Kurski nie wyemitował w TVP?

Nienawiść i pogarda to powszechne emocje w partii Kaczyńskiego. Parch, kanalia, morda zdradziecka. Na świecie zauważono i odnotowano także, że największy antypolonizm panuje w Polsce. Z takimi osobnikami, jak Bonkowski, który wysypał się, bo wystąpił przed szereg, nigdy nie wybrniemy z konfliktu dyplomatycznego z Izraelem.

Mocno zalatuje „ostatecznym rozwiązaniem”.

Morawiecki ssie cycek Kaczyńskiego. Groteska polska

CZY JUŻ WIECIE POLACY, JAK BĘDZIE ZACHOWYWAŁ SIĘ PiS, GDY WYGRA WYBORY NA PREZYDENTÓW MIAST? Właśnie mamy przykład w Warszawie. Pomniki smoleńskie budowane bez zgody mieszkańców, na najważniejszym placu, protesty mieszkańców mają gdzieś.

Decyzja o pomniku w stolicy należy do warszawiaków. ostro do polityków . 👇

W kancelarii Mateusza Morawieckiego przygotowano specjalną instrukcję, której zapisami kierować się mają politycy PiS w rozmowach na temat kontrowersyjnej ustawy o IPN. Pod pismem widnieje podpis szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michała Dworczyka.

Do dokumentu – który ma „ujednolicić przesłanie w tej sprawie” – dotarli dziennikarze „Rzeczpospolitej” i Polsat News. Instrukcja zawiera m.in. wytyczne związane z odpowiadaniem na najczęściej zadawane pytania, m.in. o polską historię. Ministrowie mają więc w razie pytań o Jedwabne i Kielce mówić o tym, że „przypadki pogromów na Żydach zdarzały się w całej okupowanej Europie, również w Polsce”. Mają też podkreślać, że liczą w tej sprawie na działania Polskiej Fundacji Narodowej! Przypomnijmy, że to ta Fundacja „stoi” za pisowską kampania billboardową o sądach.

Autorzy instrukcji podkreślają także, że te wytyczne mają trafić do placówek i agend zagranicznych, które są nadzorowane przez resorty. Ministrowie mają przypominać o tym, że nikt nigdy, działając w imieniu państwa polskiego, nie podjął się współpracy z nazistami, a Polska nie może zgodzić się na przypisywanie państwu odpowiedzialności za Holokaust.

 „Nie można robić z ludzi idiotów. W podwójnym sensie. Nasi profesjonalni dyplomaci znają historię Polski i potrafią o niej mówić. Nie można też robić idiotów z naszych partnerów. Wypowiedzi minister edukacji, która nie widziała, kto zabijał w Jedwabnem, już dawno dotarł do Europy” – skomentował instrukcję rzecznik PO Jan Grabiec.

Waldemar Mystkowski pisze na temat „wielkości” Morawieckiego (fragment).

Kaczyński w swoim pokrętnym języku w istocie usprawiedliwił antysemityzm, co dość szybko pojął Morawiecki, on tak ma – wyćwiczył się, jako prezes banku, aby zginać kark przed właścicielami. Gdyby jednak sam musiał wypowiedzieć się oryginalnie o antysemityzmie, nie podejrzewam, by mogła być to jakaś głębsza myśl. Morawiecki intelektualnie – mam na myśli umiejętność poruszania się w polskiej tradycji i kulturze – jest bonsai.

Swego czasu politycy PiS wykuwali nowy patriotyzm. Dzisiaj może nie ma starego antysemityzmu, wyznawanego przed wojną przez endeków i po cichu przez sanację, mamy za to jego nową postać zdefiniowaną przez Morawieckiego: „unikajmy antysemickich wypowiedzi”. Nie mówmy głośno, zaś antysemityzm Ziemkiewicza czy Marcina Wolskiego w TVP zaliczymy do wolności słowa.

PiS skłócił się ze wszystkimi, usprawiedliwia się ciągle i wciąż, rażąc swoich przeciwników takimi krętactwami, jakie wypowiedział Kaczyński, a spił mu z ust Morawiecki. Stara broń artyleryjska nosiła nazwę „kartacz”, a bronią retoryczną PiS do rażenia przeciwników jest „krętacz”.

Tak prof. Leszek Balcerowicz określił politykę międzynarodową prowadzoną przez rząd PiS i Jarosława Kaczyńskiego. – „Odbudowa suwerenności, czyli „wstawanie z kolan” polega według Kaczyńskiego i jego wyznawców na wszczynaniu awantur z kolejnymi demokratycznymi krajami: Niemcami, Francją, Izraelem, np. na horyzoncie US…” – napisał były wicepremier na Twitterze. – „Symptomatyczne, że ocieplanie stosunków dotyczy takich krajów, jak Białoruś Łukaszenki i Turcji Erdogana” – zauważył Balcerowicz.

Były wicepremier w kolejnym wpisie dodał, że fakt, iż Polska przed dojściem PiS do władzy miała „przyjazne stosunki z naszymi demokratycznymi sojusznikami, to wedle Kaczyńskiego i kaczystów przejaw „kolonializmu”.

Balcerowicz odniósł się także do stosunku partii rządzącej i samego Jarosława Kaczyńskiego do Rosji: – „Rosja jest nadal oficjalnie wrogiem dla PiS, ale żaden rząd w Polsce po 1989 r. nie realizował takiej proputinowskiej polityki osłabiania Polski wewnątrz i na zewnątrz” – napisał na Twitterze były wicepremier.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze.

W połowie 2017 roku TVN nadała materiał o śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu, do której doszło prawie rok wcześniej. Dzięki TVN sprawa wyszła na jaw, a pracę stracił komendant wojewódzki policji Arkadiusz Golanowski, jego zastępca Piotr Niziołek, komendant miejski Dariusz Kokornaczyk, a Arkadiusz Małecki, który był wówczas komendantem miejskim, został zdymisjonowany. Wobec nich oraz pięciu policjantów, którzy przeprowadzali tę interwencję, wszczęto postępowanie dyscyplinarne.

Jeszcze kilkanaście dni temu wiceminister MSWiA Jarosław Zieliński na posiedzeniu sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych przekonywał, że „dzisiaj nie ma w policji żadnego z tych policjantów, którzy byli winni bezpośrednio czy winni zaniedbań w ramach nadzoru, jaki powinni sprawować (…) W trybie dyscyplinarnym, w trybie administracyjnym zostali ukarani: odwołani ze stanowisk, usunięci z policji”.

 Te słowa pana wiceministra pozostają całkowicie w sprzeczności ze stanem faktycznym. Już we wrześniu 2017 r. Gazeta Wyborcza ujawniła, że zamieszani w sprawę komendanci najpierw poszli na długotrwałe zwolnienia lekarskie, a potem sami, z własnej woli, bez żadnego przymuszenia, złożyli wnioski o przejście na emeryturę.

Tak więc czterej panowie uniknęli kary, a za to otrzymali niezłe odprawy w wysokości sześciomiesięcznych poborów. Od 45 do 60 tys. zł. Zdymisjonowany komendant dolnośląskiej policji, Arkadiusz Golanowski, będzie jeszcze do września pobierał 100% ostatniego uposażenia. Te informacje potwierdza rzecznik Komendy Głównej Policji mł. insp. Mariusz Ciarka – „Wynika to z przepisów ustawy o policji. Z dniem przejścia funkcjonariusza na emeryturę prowadzone wobec niego postępowania muszą zostać umorzone, bo nie można prowadzić ich wobec kogoś, kto nie jest policjantem. Odprawa należała im się zgodnie z art. 114 i 115 ustawy. Komendantowi Golanowskiemu prawo do wypłaty świadczenia w pełnej wysokości przez rok po zakończeniu służby gwarantuje zaś art. 117, mówiący, że prawo do takiego świadczenia przysługuje funkcjonariuszom, którzy przepracowali 30 lat”. Okazuje się, że panu Golanowskiemu zaliczono do stażu pracy również lata nauki, by staż pozwalał na wypłatę świadczenia w odpowiedniej wysokości.

Posłowie opozycji nie kryją oburzenia. Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej mówi, że „to kolejny już skandal związany ze śmiercią Igora Stachowiaka (…) Jeśli osobom odpowiedzialnym nie tylko nie spadł włos z głowy, ale na koniec otrzymali jeszcze ogromne sumy, to należałoby się zastanowić nad zmianą przepisów ustawy o policji, która nie przewidziała, że wysoko postawieni funkcjonariusze mogą chcieć posłużyć się nią do unikania odpowiedzialności”, a wtóruje mu Jan Grabiec z PO – „Nie żyje niewinny człowiek. Ci, którzy przez rok próbowali tuszować tę sprawę, dostali wielotysięczne odprawy i spokojnie siedzą na emeryturach”.

Jedno jest pewne. Politycy partii rządzącej są mistrzami w stosowaniu tzw. podwójnych standardów. Zgodnie ze znaną zasadą – „Jak Kali ukraść komuś krowa to być dobrze, a jeśli Kalemu ktoś ukraść krowa to być źle”. Tak więc panowie policjanci mogą spać spokojnie. Włos im z głowy nie spadnie, a partia zadba o ich spokojną przyszłość.

Andrzej Karmiński o Bielanie.

Znaną metodą stosowaną przez rozmaitych inżynierów dusz jest odwracanie uwagi od sedna sprawy poprzez udekorowanie owego sedna kłamstwami i pomówieniami.

Kiedy Prawo i Sprawiedliwość zniknie już w politycznym niebycie, przyjdzie czas, by uhonorować bezimiennego dziś bohatera, który podgryzał wroga od środka, póki nie został z niego żałosny ogryzek. Zanim to nastąpi wielu zachodzi w głowę, kim jest ten facet, który codziennie majstruje w umysłach Polaków. Kto jest autorem codziennych „przekazów”, wykutych potem na blachę i recytowanych w mediach przez funkcjonariuszy Jarosława Kaczyńskiego? Jakiż to inżynier dusz tak steruje propagandą, by jednocześnie budziła sprzeciw i zapadała ludziom w głowę, całkiem jak orczyk na wiejskiej zabawie?

Ten autor wielopiętrowych łgarstw, żałosnych wykrętów i badziewnych argumentacji to tylko na pozór cymbał formatu XXL. Tak naprawdę mamy do czynienia z kanclerską głową. Więcej: liczne fakty dowodzą, że jest to nowy Konrad Wallenrod, nasz człowiek zakonspirowany we wrogim środowisku. Uśpiony przez wiele miesięcy wtapiał się w otoczenie, budując sobie pozycję niezłomnego piewcy wszelakich projektów Wodza Wszechczasów i wykazując przy tym niemały kunszt. Ileż się musiał namęczyć, żeby Polacy pozornie zrezygnowali z protestów i niby zaakceptowali fakt, że wygrana w wyborach oznacza automatyczne zagarnięcie Polski na własność. Jakże się trzeba było nagłówkować, by nikt nie pytał zbyt głośno, jak to jest, że tak Znakomita Zmiana budzi entuzjazm wyłącznie w PiS i czemu tylko ta partia rozumie swoje decyzje. Nie byle jaką sztuką było też okresowe unieważnienie pytania, dlaczego powstawanie Polski z kolan podoba się jedynie Węgrom i mieszkańcom San Escobar. A wręcz kuglarskich umiejętności wymagało zbudowanie kunsztownej alternatywy: albo otaczają nas wyłącznie nacje bezmyślnych matołków, którzy nie są w stanie ogarnąć, co się w Polsce dzieje, albo wszystkie kraje świata zmówiły się i sprzysięgły przeciw naszej zbolałej ojczyźnie. Świat protestuje, bo nie rozumie oczywistych argumentów, dostarczanych przez nasze odnowione i świetne służby dyplomatyczne, które jednak nijak nie są w stanie wyjaśnić polskich racji, więc Europa, Ameryka i Izrael trochę się boczą, ale postanowiliśmy nadal z nimi rozmawiać, więc pewnie przejrzą na oczy i wtedy zaakceptują Świetną Zmianę, chyba że okażą się lewakami z międzynarodowej mafii spiskującej przeciw Polsce i wtedy Polacy, przewodząc krajom Międzymorza… itd. Proste i logiczne, prawda?

Fundamenty IV Rzeczpospolitej podmywa wiele podobnych nurtów argumentacji. Nasz człowiek w mateczniku PiS (z konspiracyjnej konieczności nazwijmy go Trojańskim) ima się rozmaitych metod i chwytów, na krótką metę skutecznych, ale w dalszej perspektywie zabójczych dla użytkowników. Takich np. jak znana metoda „Łapaj złodzieja”. Poligonem doświadczalnym była wojenka o Trybunał Konstytucyjny, kiedy to głupi błąd PO, choć wyprostowany i przeproszony, dał „prawo” do pełnego zawłaszczenia TK. Długo obowiązywała narracja, że za obecny stan Trybunału odpowiada PO, ale w miarę upływu kolejnych miesięcy rządów PiS usprawiedliwianie własnego błędu argumentem w rodzaju: „a ty miałeś rozpięty rozporek” straciło na skuteczności. Trojański zastąpił więc starą narrację bardziej wyrafinowaną metodą – na strażaka podpalacza – który sam podkłada ogień i sam ogłasza alarm pożarowy. Gdy PiS zachowuje się idiotycznie, gdy daje kolejną plamę, gdy znów kompromituje Polskę, powodując w konsekwencji oczywistą reakcję cywilizowanego świata, to wtedy wzywa się wszystkich Polaków do zwierania szyków obronnych i wspólnego ratowania dobrego imienia Ojczyzny. Z podszeptu Trojańskiego zapewne skorzystała była pani premier, wołając z ogniem w oczach: „Nieważne, czy jesteś z obozu rządzącego czy z opozycji, ważne, czy bronisz Polski!”. Fałsz dostrzeże tu nawet średnio zdolny gimnazjalista, tłumacząc sobie tę frazę: „Jeśli Polski trzeba bronić, to przed PiS…”, bo głosząc fałszywą konieczność jedności wobec bezprawia, wciąga Polaków w swoje ciemne sprawki, skłania nas do udziału w przestępczych działaniach, nawołuje do masowego akceptowania zła i wręcz do jego legalizacji.

Znaną metodą stosowaną przez rozmaitych inżynierów dusz jest odwracanie uwagi od sedna sprawy poprzez udekorowanie owego sedna kłamstwami i pomówieniami. Począwszy od oszukańczej kampanii wyborczej Kaczyński buduje swoje imperium na kłamstwie i opluskwianiu konkurentów. On i jego lokaje kłamią i będą kłamać. Wykorzystując tą oczywistość, mistrz Trojański nazwał matactwa i brednie PiS „polityką konieczną”, czyli walką o władzę i jej utrzymanie bez oglądania się na metody. Wkrótce polska polityka stała się takim bagnem, że krytyczną wobec PiS opinię wystarczyło nazwać „polityczną” , by unieważnić merytoryczną treść zarzutu. Równocześnie Trojańskiemu udało się wmówić swoim mocodawcom, że przymiotnik „polityczny”, dopisany do jakiegoś działania czy wypowiedzi, zwalnia od odpowiedzialności za złamanie prawa, za kłamstwo, niedotrzymanie zobowiązania czy oszustwo z chęci zysku. Tę argumentację zapewne jeszcze usłyszymy. Podczas nieuchronnych procesów kierownika szatni i jego załogi zapewne dowiemy się również, że polityka stała się dla nich czymś tak paskudnym, że w życiu by się za nią nie wzięli, gdyby znękana Ojczyzna nie była w trwożnej potrzebie.

Na razie polityka PiS jest jak koń: każdy widzi. Gdyby nie Trojański, to 80% ludzi uwierzyłoby, że wcale nie chcą zmian w sądownictwie polegających na przyspieszeniu procedury i uczciwym orzekaniu, tylko życzą sobie przekazania trzeciej władzy pod zarząd jednej partii oraz oddania sędziów pod nadzór ministra Ziobry. Również nasz człowiek podpowiedział rządzącym hasełko: „to nie my tolerowaliśmy faszystów, to Platforma” – i nieważne, kiedy ani jak – ważne, że poszło w lud, który (na razie) dowodów się nie domaga. W lud poszła także wiadomość, którą Trojański szepnął paru ludziom z okolic obozu rządzącego, że na teren obozu Auschwitz nie wolno wnosić polskiej flagi ani śpiewać tam polskiego hymnu i że z tamtejszych wystaw usunięto wszelkie ślady martyrologii Polaków – a wszystko po to, by skierować troskliwą pamięć świata wyłącznie na wiadomo kogo. Trzy kłamstwa, które miały przykryć kretyńską ustawę o IPN i przy okazji zwolnić dyrektorskie etaty w Muzeum dla swoich, w rzeczywistości obnażyły pełny bezmiar głupoty polskich władz umysłowych. Brawo Trojański!

Długa jest lista zasług naszego Wallenroda zamaskowanego w centrali PiS. To on wymyślił metodę kreowania rzeczywistości „na cebulkę”, czyli przykrywanie plam kolejnymi plamami. Lekceważenie opinii Unii, kpiny z jej przedstawicieli, potyczka z Izraelem, powarkiwania na sąsiadów, aborcja, reparacje wojenne, kapusie z PO, szmalcownicy – jeden chamski numer przysłaniany jest od razu przez nowe świństwo, które zaraz przykrywa kompromitacja, na którą nakładana jest durna decyzja – szybko i sprawnie, bez przestojów, rozmaite składniki nakładają się na siebie jak w fastfudzie, tworząc cham-burgery dla prostego ludu – produkty, których rzeczywistego składu nie da się ustalić, bo wszystkie sklejone są zawiesistym bogoojczyźnianym sosem.

Jedną z ostatnich zasług Trojańskiego jest upowszechnienie w PiS sztuki odwracania kota ogonem. Dany kot odwrócony ogonem jest, zdaniem manipulatorów, niewidoczny. W rzeczywistości jednak, rewers kota z uniesionym ogonem czuć na kilometr. W opinii ministra Błaszczaka np. nacjonalizm czy faszyzm w przyrodzie polskiej praktycznie nie występuje, choć pogrobowcy Hitlera zbierają się, urządzają festiwale, przechowują broń i hajlują nam wesoło z ekranów TV. Minister Brudziński dałby się pokroić, że antysemityzmu jest u nas ledwie tyle, co kot odwrócony ogonem napłakał, dając tym samym dowód, że nie korzysta z Internetu, nie chodzi na mecze, a i nie do każdego kościoła zagląda. Nowy szef MSZ Jacek Czaputowicz ogłasza, że światowe tsunami, wywołane nowelizacją ustawy o IPN, jest znaczącym sukcesem Polski, a wręcz „sprzyja umacnianiu Polski w świecie”. Premier Morawiecki natomiast, komentując zarzuty o horrendalnych premiach, które jego poprzedniczka (ktoś jeszcze pamięta, jak się nazywała?) przyznawała ministrom, również tym, których trzeba się było na gwałt pozbyć, oświadczył publicznie, że wszystko jest OK, bo przecież premie nie były tajne. Czyli gdy on sam rozda swoim ministrom kilka milionów, to też nie będzie miał sobie nic do zarzucenia, bo jego skok na kasę też będzie transparentny.

Czy to możliwe, żeby ci dostojnicy sami wymyślili wymienione głupstwa? Czy minister Ziobro osobiście wykombinował, żeby zwalnianie prezesów sądów uzasadniać ich marnymi wynikami w rankingu – nie zważając, że przy wymianie wszystkich prezesów któryś z nich musiał być pierwszy, drugi albo w czołówce rankingu (o którym wcześniej nikt nie słyszał)? Czy nowe kierownictwo ZUS, które odmówiło podwyżek marnie zarabiającym pracownikom, samo z siebie wpadło na pomysł, żeby zafundować załodze bogate ubiory: mężczyznom za 5 tys. zł, a kobietom tylko za 3,5 tys. (pewnie uznali, że w kusych strojach kobiety prezentują się atrakcyjniej)?

Wiele jest dowodów wskazujących, że Adam Bielan – ups! – przepraszam, że Trojański to nie prymitywny partacz, majsterklepka usuwający piąte klepki z umysłów, ale przeciwnie – geniusz, który dobrze wie, że to, co na krótką metę wprawia tłumy w euforię, w dłuższej perspektywie odstręcza na amen i do końca życia. Z pewnością jest to zdeklarowany wróg PiS, piąta kolumna, nasz człowiek, który ze wszystkich sił stara się, by w kolejnych wyborach zwyciężyła przyzwoitość i zdrowy rozsadek. Chyba, że się mylę.

Rebelia Kaczyńskiego: groch z kapustą. Prezes stawia sobie pomnik z pieprzykiem

kaczyńskiZnówOrebelii

Źródło: http://book2.blog.pl/2016/06/12/rebelia-kaczynskiego-groch-z-kapusta-stawia-sobie-pomnik-z-pieprzykiem/

Łopatologia PiS i składak na święto smoleńskie

olejnikCzy

Wielkimi krokami zbliżają się święta śmoleńskie, zdecydowanie ważniejsze od Wielkanocy. A jak święta, musi być „jezusik”. Jeszcze nie ma pomnika, ale zapowiada się atrakcja estetyczna; pomnik-składak, pomnik obwoźny.

Mniejsza, że Lech Kaczyński był fajtłapą, ale to nasz Flip. Jego brat Flap będzie więc miał święto brata. Radość po pachy, bo to już wiosna. Będziemy, jak te pierwiosnki i śpiewali jak skowronki. Alleluja!

Jacek Sasin, celebryta PiS, prezentując się u Moniki Olejnik, tego „jezusika” nazwał instalacją. Ależ oblatany bywalec wernisażów.

U tejże dziennikarki w Radiu Zet Marek Magierowski (nielot, żurnalista inaczej) zaprzeczał jakoby Andrzej Duda w Krakowie rozmawiał z senatorami amerykańskimi o demolce konstytucji w Polsce. Pewnie, każdy już wymiotuje tym tematem – cały świat – gdy zajmuje się takimi postaciami, jak Duda. Duda nie zasługuje, aby być prezydentem RP. Nie ma na to papierów, niedorasta. M.in. za jego przyczyną spadliśmy do podłej roli pariasów.

W każdym razie PiS za pomocą takich osobników, jak Duda, Szydło i ich nadzorca Kaczyński kopią dół grobowy dla Polski. Dlatego narzędzia łopatologiczne owe muszą być im wytrącone.

Więcej >>>

Flip i Flap Kaczyńscy. Pomnik Fajtłapy od Ofermy (albo odwrotnie). Polska skundlona

10kwietnia

Jarosław Kaczyński atakuje Polskę truchłem swego brata. Oferma będzie jednak miała pomnik na Krakowskim Przedmieściu.

Znowu wzięli naród cwaniactwem. Na Krakowskim Przedmieściu mają stanąć dwa pomniki: ofiar katastrofy i fajtłapy Lecha Ka.

Flap Kaczyński będzie miał pomnik, aby Flip Kaczyński organizował mu kult dla ciemnego luda.

Flip i Flap Kaczyńscy – niedróbki intelektualne i duchowe. Czekoladopodobni (jak w PRL), tj.  polakopodobni. Pomnik stanie 10 kwietnia.

Jest składany w pracowni prof. Jana Tutaja, a to dlatego, że Polacy jeszcze przed jego postawieniem, obaliliby go. Pomnik-składak.

Pomnik czeka los pomnika Dzierżyńskiego. Ale jaja jak zwiędłe berety Jarosława Ka. Polska skundlona.

Więcej >>>

Post Navigation