Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Poznań”

Beata Mazurek leci na Tuska, taki jej voyeryzm, pisowskie zboczenie

– „Według naszych informacji dzisiaj na zapleczu PE doszło do ok. 20 minutowego spotkania Tusk- Kopacz. Jeśli to prawda, Schetyno drżyj” – tweet takiej oto treści umieściła europosłanka PiS Beata Mazurek. Okazało się, że te „informacje” są naciągane.

Ewa Kopacz bowiem powiedziała dziennikarzom w Strasburgu, że spotkała się z Donaldem Tuskiem, ale na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego. – „Trudno, żebym nie spotkała się z Donaldem Tuskiem, skoro to był, po pierwsze, mój premier, bo byłam w jego rządzie, mój szef partii, bo byłam w PO, no i szef Rady Europejskiej, który składał dzisiaj sprawozdanie z posiedzenia ostatniej Rady Europejskiej” – powiedziała europosłanka PO.

– „Martwcie się o swoją partię, zdrowie prezesa i naukę j. angielskiego, bo wstyd”; – „A co było celem tajnego spotkania Banasia z Terleckim? Jarosławie drżyj”; – „Bidulo to nie bazar w Pcimiu. Do roboty, nie do plotek. Choć jak rozumiem ciężko, może zbyt ciężko”; – „A Szanowna Pani to do tego Europarlamentu chciała się dostać tylko po to, żeby ganiać w PE za Donaldem Tuskiem?”; – „To już wiadomo, czym się zajmują europosłowie PiS w Parlamencie Europejskim” – komentowali internauci.

„Tajna wiadomość ze skrytki” – przypomniał jeden z internautów. A chodzi oczywiście o „Europosłanka PiS Mazurek chwali się, że… dostała skrytkę w PE?”.

Nie da się ukryć, że była rzeczniczka PiS ostatnio wiele swojej uwagi poświęca liderowi PO. Nie dalej jak wczoraj: „Czy p. Mazurek nigdy nie nauczy się, że najpierw się myśli, potem pisze lub mówi?”.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie oszustwa, jakiego miał się dopuścić Kaczyński wobec Birgfellnera. Czekała 259 dni, choć przepisowo powinno być 30, w kółko przesłuchując biznesmena i wlepiając mu grzywny. Dlaczego tak długo? Bo 5 października zmieniły się przepisy dające szanse na dochodzenie sprawiedliwości, a 13 października były wybory

Gerald Birgfellner przy pomocy dwóch swoich adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois – złożył 25 stycznia 2019 roku „zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa” opisanego w art. 286 par. 1 kodeksu karnego. Przewiduje on karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

21 października opinia publiczna dowiedziała się, że śledztwa nie będzie.

Dowodów na to, jak Kaczyński wprowadzał Birgfellnera w błąd dostarczyły zapisy rozmów, które biznesmen zaczął rejestrować widząc, że…

View original post 6 915 słów więcej

 

Olga Tokarczuk z literackim Noblem. Nie jest obojętna wobec tego, co się dzieje w Polsce

Olga Tokarczuk, nasza Noblistka.

Nie była i nie jest obojętna. Posłuchajcie.

Nawet w dniu, w którym Tokarczuk otrzymała Nobla, portal braci Karnowskich nie mógł odmówić sobie kąśliwych uwag pod jej adresem.

Mimo sukcesu pisarki, pamiętajmy o tych skandalicznych słowach! Tokarczuk: Polacy to „właściciele niewolników” i „mordercy Żydów’

– oto nagłówek artykułu na stronie głównej. Jest znamienny.

Zresztą redaktor naczelna portalu Marzena Nykiel otwartym tekstem skrytykowała laureatkę Nobla: „Talent talentem, ale lewicowy światopogląd otwiera dziś wiele drzwi”.

Tokarczuk nigdy nie cieszyła się sympatią partii rządzącej, choć ta dziś nie miałaby nic przeciwko, aby przyjmować gratulacje. Ten fakt odnotował na Twitterze Jacek Gądek, dziennikarz Gazety.pl.

Premier Gliński nie szczędził złośliwości, gdy odbierała nagrodę Bokera

„Dobrze by było, żeby była rozsądną polską pisarką, która by rozumiała polskie społeczeństwo i polską wspólnotę” – oto komentarz ministra kultury Piotra Glińskiego na wiadomość o przyznaniu Tokarczuk nagrody Bookera w sierpniu 2019.

Kłodzko, 2019: PiS protestuje przeciwko odznaczeniu dla Tokarczuk

5 października pisarka odebrała w Kłodzku odznaczenie „Zasłużony Dla Powiatu Kłodzkiego”. Wyróżnienie przyznano Tokarczuk mimo protestów Krystyny Śliwińskiej z PiS, dyrektorki biura poselskiego Michała Dworczyka. Przed głosowaniem Śliwińska stwierdziła, że postawa pisarki jest antypolska, że Tokarczuk zakłamuje historię i nie zasłużyła na to, by otrzymać odznaczenie.

– Resortowe dzieci powielają wypowiedzi pani Tokarczuk o Polakach jak prawdę objawioną o naszej historii oraz narodowej naturze. Tłumaczony na języki obce kłamliwy przekaz idzie w świat i sypią się nagrody – oburzała się radna.

Wałbrzych, 2016: radni PiS wychodzą z sali

W sierpniu 2016 Tokarczuk uhonorowano tytułem Zasłużony dla Miasta Wałbrzycha. Nie spodobało się to radnym PiS, którzy w ramach protestu opuścili salę podczas sesji rady miejskiej.

Rok wcześniej, jak podał portal naTemat, senator PiS Waldemar Bonkowski postulował odebranie Oldze Tokarczuk honorowego obywatelstwa Nowej Rudy.

Maciej Świrski: Wysyłajcie tej pani listy

Maciej Świrski, stojący na czele Reduty Dobrego Imienia, w 2015 roku opublikował stanowisko Reduty „w sprawie majaczeń Olgi Tokarczuk”. Chodziło o jej wypowiedzi na temat zbrodni popełnianych na Żydach przez Polaków podczas okupacji.

„Jej wypowiedź można też traktować w kategoriach świadomej prowokacji, mającej na celu napędzić sprzedaż najnowszej książki: środowiska patriotyczne będą protestować, Tokarczuk zostanie męczennicą, a sprzedaż będzie szła, bo jest rozgłos. Jeśli ktoś chce wyrazić swoją opinię na temat wypowiedzi Tokarczuk może to zrobić na Facebooku wysyłając wiadomość właścicielce profilu https://www.facebook.com/olga.tokarczuk.1 albo napisać do Wydawnictwa Literackiego list” – pisał w stanowisku przedrukowywanym przez media. – „Albo jest po prostu słaba na umyśle lub (co może iść w parze ale nie musi) – że jest to wybór koniunkturalny” – dodał.

Rzecz działa się tuż po odebraniu przez Tokarczuk nagrody Nike. Na pisarkę wylała się fala hejtu. Na jej blogu i w mediach społecznościowych pojawiły się komentarz jawnie wzywające do przemocy.

Jak podaje „Gazeta Wyborcza„, na profilu Noworudzkich Patriotów pojawiły się ostrzeżenia, że Tokarczuk nigdy nie będzie czuła się bezpiecznie w swoim kraju. Pod jej adresem padały obelgi „żydowska szmata” i „ukraińska kurwa”. Mariusz Myrcha, właściciel tamtejszego kantoru, zaproponował na swoim profilu: „Może ktoś by ją odwiedził” i podał nazwę miejscowości, gdzie mieszka Tokarczuk.

Prawicowy serwis o Noblu dla Tokarczuk: Będzie nauczać o Polakach jako „mordercach Żydów”

Nawet w dniu przyznania nagrody Nobla polskiej pisarce, prawicowe media nie były wstanie powstrzymać się od negatywnych komentarzy. „Talent talentem, ale lewicowy światopogląd otwiera dziś wiele drzwi. Tokarczuk będzie nauczać o Polakach jako ‚mordercach Żydów”’ – napisała redaktor naczelna wPolityce.pl Marzena Nykiel. Ktoś inny ostrzega o „skandalicznych słowach” Tokarczuk: Polacy to właściciele niewolników.

Na prawicy są też komentatorzy, którzy poczuwają się do sukcesu Polki:

„Byłem dawno temu jednym z pierwszych recenzentów, który dostrzegł Olgę Tokarczuk i wróżył jej wielką przyszłość, więc gratulując laureatce, gratuluję trochę sobie” – napisał na Twitterze Rafał Ziemkiewicz.

No, cóż, jak minister Gliński idiota, premier idiota (nawet ma kłopoty z cytowaniem Jana Kochanowskiego), prezes PiS idiota, to my wszyscy mamy być idiotami? Nie!
Dla tych idiotów nie tylko Olga Tokarczuk jest do pozbycia się jej z Polski, ale byłby takim Mickiewicz, Sienkiewicz, Miłosz (zresztą był przez PiS postponowany), Gombrowicz.

Xerofas

Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Wielki dzień dla polskiej literatury!Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Wielki dzień dla polskiej literatury!

Olga Tokarczuk została laureatką Literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. Druga nagroda powędrowała do Petera Handke z Austrii.

Akademia Szwedzka uhonorowała polską pisarkę za „narracyjną wyobraźnię, która wraz z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic, jako formę życia” – czytamy w uzasadnieniu. Handke z kolei został nagrodzony „za wpływową pracę, która wraz z językową pomysłowością zgłębiła peryferie i specyficzność ludzkiego doświadczenia”.

Miłośnikom polskiej literatury współczesnej nie trzeba przedstawiać laureatki Nobla za 2018 rok, Olgi Tokarczuk. Pisarka w 2018 roku otrzymała International Booker Prize za powieść „Bieguni”. Szansę na Bookera miała także jej książka „Prowadź pług przez kości umarłych” w tłumaczeniu Antonii Lloyd-Jones – na jej podstawie Agnieszka Holland nakręciła film „Pokot”. Wcześniej Tokarczuk opublikowała m.in. „Księgi Jakubowe”, za które wyróżniono ją Nagrodą Literacką…

View original post 449 słów więcej

 

Gadzinówka TVP

Kmicic z chesterfieldem

– „Jesteście obrzydliwi. Tak, do was z TVP mówię. Po ludzku jesteście po prostu zerami” – ostro skomentował na Twitterze Kamil Dziubka z onet.pl tzw. pasek w TVP Info. Dołączył do wpisu zdjęcie, na którym widać napis: „Prof. Szyszko źle znosił ataki na jego osobę”, a na jego tle widać relację reporterki TVN 24.

Na Twitterze pojawiły się komentarze innych dziennikarzy. – „Z zasady nie komentuję śmierci i reakcji na nią. Ale to co zrobiła TVP Info, jest po prostu hańbą. Pracujący obecnie w TVP ludzie powinni kiedyś odpowiedzieć za to, co robią za publiczne pieniądze, podszywając się pod dziennikarstwo” – Mariusz Kowalczyk z „Press”.

– „Każdy, kto wykorzystuje śmierć do partyjnych rozgrywek wyborczych, powinien być bezwzględnie potępiony. Ci, którzy starają się zbić kapitał polityczny na graniu tragedią i nie szanują żałoby, stawiają się poza polską tradycją i kulturą” – Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”. – „W związku z pojawiającymi się…

View original post 5 370 słów więcej

 

PiS z Kościołem stwarzają warunki dla faszyzmu

W Dzierżoniowie całą noc mężczyzna bił i mordował 25 letnią kobietę. Nikt jej nie pomógł, nikt nie wezwał policji. Dzisiaj prokurator oznajmił, że mimo wieloletniego doświadczenia, nigdy nie widział tak zmasakrowanych zwłok zamordowanej kobiety.

Zwyrodnialec zadał powolną śmierć od bicia i tortur, młodej kobiecie, która w krzykach i jękach konała całą noc, i tylko sąsiedzi nic nie słyszeli.

Nie ulega wątpliwości, że modę na przemoc w Polsce widzimy ostatnio na wszystkich polskich ulicach, mediach i internecie. Politycy PiS-u składają hołd jedynej w II WŚ współpracującej z hitlerowcami – Brygadzie Świętokrzyskiej, z ludobójcy „Burego” robią bohatera narodowego, wspierają faszystowskie organizacje, chociaż powinni je zdelegalizować. Na ulicach słychać śpiewy narodowców nawołujący do wieszania ludzi zamiast liści, a według posłusznego politycznego urzędnika, swastyka, to znak słońca.

PiS – faszyzm kwitnie w czynach i słowach działaczy PiS, a wraz z nim przemoc, kłamstwo, pogarda dla nauki i mądrości. To wielka porażka systemu edukacji, w którym historii, geografii i fizyki uczy się tylko w starszych klasach i to w wymiarze jednej godziny tygodniowo, a o kulcie przybijania człowieka do krzyża, aby umarł w mękach, od przedszkola do studiów w wymiarze, co najmniej dwóch godzin w tygodniu. Poniżanie nauczycieli i moda na urzędników bez kompetencji, wszechwiedzę partyjną i przynależność do grup narodowych jest drogą do sukcesów politycznych obecnie rządzących krajem.

Hierarchowie kościelni hołdują faszyzmowi i pedofilom, ale walczą o zmiany w prawie z kierunku szerzenia pogardy do kobiet. Wszak bicie i poniżanie kobiet jest w tradycji kościelnej. Urządzanie im piekła na ziemi, to specjalność wiary, która kobiety ma tylko do posług i rodzenia dzieci.

Dlaczego w Dzierżoniowie sąsiedzi nie reagowali na wzywanie pomocy przez młodą mordowaną kobietę? Pytam biskupów, polityków i wszystkich tych, którzy nawołują do przemocy i represji wobec kobiet. Pytam Jarosława Kaczyńskiego, którego podziały na „tych i tamtych” są słyszane w każdym jego wystąpieniu.

Z faszystami fotografuje się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i jego wiceminister Patryk Jaki. Policja ochrania każde wystąpienie faszystów na ulicach, a tych, którym się to nie podoba oskarżają i wystawiają mandaty.

Oto mamy Polskę budowanego faszyzmu, rasy panów, przemocy, pogardy dla praw kobiet, braku tolerancji i mody na bezkarnych zwyrodnialców z orłami na piersi i z napisem Bóg, Honor, Ojczyzna.

Czy nie tak, jak wymaga od obywatela nauka religii w szkołach i tak, jak uczą PiS-faszyści na swoich wiecach i marszach organizacji faszystowskich zachował się ten morderca? Kobieta niosła swój krzyż, a on tylko ją bił i zabił, wysłał do Boga wszechmogącego i krainy szczęśliwości, a Katolicy zza ściany, tylko uszanowali jego prawo do przemocy wobec kobiety?

Składam wyrazy współczucia rodzinie zamordowanej kobiety.

Jednocześnie wyrażam nadzieję, że jednak nie dopuścimy do umacniania się systemu taniej polskiej krwi, pogardy dla edukacji i upadku cywilizacji.

Dopóki PiS – faszyzm będzie miał swoich zwolenników i nie zostanie odsunięty od władzy, morderstwom politycznym, oraz tych, z mody na zabijanie, nie będzie końca.

To wynik przewagi przemocy nad tolerancją w ciemnocie społecznej. To jest obraz walki o PiS-owską kontrolę myśli wszystkich Polaków ze słabnącym prawem do ich wolności.

Depresja plemnika

Wszystko zaczęło się w lutym 2016 roku. Wówczas funkcjonariusze ABW dokonała spektakularnego nalotu na agencje towarzyskie, prowadzone przez dwóch braci Ukraińców.

Panowie zostali zatrzymani, a wraz z nimi dwaj naczelnicy Centralnego Biura Śledczego Policji, w tym i Daniel Ś., szef wydziału gospodarczego, oskarżony o ochronę biznesu obu braci, czerpanie korzyści majątkowych, pomoc w czerpaniu korzyści z nierządu.

Sprawa wydawałaby się prosta, gdyby nie taśmy, na których zarejestrowano 4 tysiące nagrań wizyt w agencjach towarzyskich m. in. polityków, wiceministra obrony, arcybiskupa i szefa jednej z komend policji. Do jednej z tych taśm dotarł były agent CBA, Wojciech J. i teraz trwa wojna na argumenty między nim a szefami CBA.

Pełnomocniczka Wojciecha J., mec. Bosak-Kruczek potwierdza, że jej klient „widział nagranie. Był to oryginał. Kopia zapewne jest zabezpieczona, ale dla dobra śledztwa nie możemy udzielić żadnych informacji”. To właśnie na tej taśmie widać znanego polityka PiS, który korzysta…

View original post 890 słów więcej

 

Łańcuchy Światła dla protestujących nauczycieli, bo edukacja jest światłem dla umysłu

W czwartek o godz. 20 na ulicach kilku polskich miast zgromadzili się ludzie, by poprzez „Łańcuch światła z wykrzyknikiem” wyrazić poparcie dla nauczycieli.

Tego nie spodziewali się ani nauczyciele, ani rządzący.

Wielka manifestacja „Solidarni z nauczycielami” w Poznaniu. Dumna Wielkopolska popiera swoich nauczycieli”, napisał na twitterze Leszek Miller.

I rzeczywiście, tłumy wyległy na ulice Poznania.

„Łańcuch światła z wykrzyknikiem” pojawił się także we Wrocławiu. Również mieszkańcy Łodzi zapalili światełka na znak poparcia dla nauczycieli.

Wszystkim podziękował Sławomir Broniarz: Dziękuję WSZYSTKIM, którzy udzielają wsparcia naszemu strajkowi. Masowe wiece poparcia to nowa energia dla nas”.

Politycy PiSu lekko przestraszeni w różnych mediach powtarzają, a to, że „nie ma pieniędzy”, że „szkoła nie jest areną protestów politycznych”, i że „za PO podwyżka wynosiła zero procent”. Jarosław Sellin jakby bardziej spanikowany posunął się znacznie dalej: „mamy zamiar dawać te podwyżki tak, żeby wynagrodzenia nauczycieli dyplomowanych już w 2021 r. osiągnęły poziom wynagrodzeń posła na Sejm”.

Tymczasem wiece poparcia rosną. Polacy solidaryzują się z nauczycielami również w inny sposób… Wiadomo, że nauczyciele biorący udział w strajku, nie otrzymają wynagrodzenia za dni, w których nie pracują. ZNP uruchomiło więc Fundusz Strajkowy. Każdy może wpłacić pieniądze. Lech Wałęsa zaoferował, że odda nauczycielom swoją „trzynastą emeryturę”. Godzinę później pokazał zdjęcie przelewu.

Beata Szydło po raz kolejny zaapelowała do nauczycieli o zawieszenie strajku na czas egzaminów i obiecała, że po ich zakończeniu, będzie można ponownie przystąpić do rozmów.

Prezes ZNP, na Twitterze, odpowiedział na ten apel: „nie zawieszamy strajku”.

Sytuacja jest dynamiczna, nikt nie wie jak to się skończy.

Jacek Jaśkowiak olał mszę świętą, bo państwo i kościół to sprzeczności

Więcej >>>

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak to ktoś. Nie uczestniczył we mszy, mimo że 100-lecia Powstania Wielkopolskiego to największe obchody w regionie w tym stuleciu.

Depresja plemnika

Więcej >>>

– Dzisiaj cała sala widziała, jak prezes Kaczyński z kopertą w ręku wołał premiera Morawieckiego do ciemnego saloniku. Czy w tej kopercie kolejna lista nazwisk – pytała z mównicy sejmowej posłanka PO Agnieszka Pomaska podczas debaty o ustawie dot. cen prądu. Wymieniła nazwiska współpracowników i członków rodzin związanych z politykami PiS i zatrudnionych w państwowych spółkach, głównie w Enerdze.

– Syn posła Smolińskiego (Maciej Smoliński, syn wiceministra infrastruktury, jest kierownikiem Biura Majątku Sieciowego Energa-Operator – red.), córka posła Cymańskiego (Marta Cymańska, córka posła Tadeusza Cymańskiego, jest głównym specjalistą ds. relacji z klientem w Energa Obrót Gdańsk – red.), brat redaktora Rachonia z TVP Info (Nikodem Rachoń jest szefem CSR w Grupie Energa – red.), radni PiS, m.in. Kacper Płażyński (kandydat PiS na prezydenta Gdańska został 1 czerwca 2017 roku kierownikiem w pionie do spraw korporacyjnych Energa SA – red.), współpracownicy pana posła Horały: Bełbot i Felmet, jego asystenci (Michał Bełbet jest prezesem Energa Oświetlenie…

View original post 238 słów więcej

Krystyna Pawłowicz wykonała łamane salto do tyłu z podwójną śrubą z pozycji kucznej, niestety w basenie wody nie było. Pis jej mać

Gdy mamy do czynienia z taką sytuacją, jak po wczorajszym ogłoszeniu prognozowanych wyników wyborów, czyli gdy wszyscy są pozornie zadowoleni i wszyscy główni gracze ogłaszają wyborczy sukces, należy do sprawy podejść w sposób niestandardowy. Bo choć deklaracje zwycięstwa padają zarówno ze strony Prawa i Sprawiedliwości, Koalicji Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego, to tylko jedno ugrupowanie zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, które wyraźnie z przegraną poradzić sobie nie potrafi. 

Politolodzy nie mają wątpliwości – wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego po ogłoszeniu sondażowych wyników nie brzmiała jak mowa zwycięska.

– Musimy zachować spokój, ale jeśli to, co jest w tej chwili, będzie potwierdzone, przynajmniej generalnie (…), to będziemy mogli starać o władze w wielu miejscach, jeżeli chodzi o sejmiki samorządowe. Będziemy mogli w pewnych ważnych miastach walczyć w drugiej rundzie i jednocześnie będziemy musieli, i to jest mój główny przekaz, bardzo ciężko pracować w ciągu kolejnego roku, także po to, by w ostatnich momentach przed wyborami nie spadały na nas różne ciosy – mówił po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów prezes PiS.

W sieci natomiast aż roi się od komentarzy pełnych rozczarowania werdyktem wyborców, obrażających wyborców w dużych miastach czy wręcz doszukujących się spisku czy potencjalnego fałszerstwa. Takie głosy można przeczytać zarówno z ust redaktor naczelnej portalu wpolityce.pl Marzeny Nykiel, marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego czy posłanki PiS Krystyny Pawłowicz.

Nic dziwnego, że politycy partii rządzącej oraz funkcjonariusze zależnych od nich mediów czują rozczarowanie. “Dobra zmiana” wczoraj poległa, a rozmiary tej porażki dopiero ujrzą światło dzienne, gdy spłyną ostateczne wyniki z sejmików. Choć wyniki exit poll pokazują ich wygraną w 9 sejmikach wojewódzkich (w 2014 roku w 5), to dosyć płaskie wyniki oznaczają, że w zdecydowanej większości z nich PiS będzie zmuszone szukać koalicjanta., Biorąc natomiast pod uwagę kolejny świetny wynik PSL (ponad 16% w skali kraju, w większości zapewne tak jak w 2014 roku na wschodzie) oraz deklarację prezes Władysława Kosiniaka-Kamysza, że z PiS w żadne koalicje nie wejdą, władza w sejmikach pozostanie w rękach niepisowskich.

Marsz po władzę na najniższym poziomie ogólnopolskim został powstrzymany, a planowanego Budapesztu w Warszawie (czyli ekspansji władzy do większości konstytucyjnej) już nie będzie. W przeciwieństwie do Węgier, władzy centralnej, mimo gigantycznych środków finansowych oraz nieprawdopodobnie ofensywnej polityki wewnętrznej nie udało się zlikwidować opozycji ani zyskać nowych wyborców. Wśród najbardziej krewkich polityków obozu rządzącego musi panować poczucie wielkiego rozczarowania, być może też przekonanie, że użyto zbyt łagodnych środków w zwalczaniu przeciwników politycznych. I właśnie w takie tony uderzyła Krystyna Pawłowicz, z której wpisu wynika, że za klęskę swojego ugrupowania obwinia media prywatne, dlatego pierwszym krokiem po wyborach powinno być właśnie uderzenie w takie redakcje jak Onet czy TVN24.

Wygląda zatem na to, że czekają nas bardzo gorące miesiące w polskiej polityce. Obóz władzy może bowiem albo spróbować “domknąć” otwarte fronty sporu politycznego, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi, opinii publicznej i działaniom instytucji unijnych (tak jak w przypadku Sądu Najwyższego), albo zrobić wielki krok wstecz, wycofać się z toczonej wojny polsko-polskiej i liczyć na najniższy wymiar kary. Każdy z wybranych scenariuszy napotka na opór nawet wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. I to chyba najważniejszy skutek wczorajszych wyborów.

Głupawka pisowskich polityków nieoceniona. Pawłowicz: „Kody przewodniczyły komisjom chuliganeria i zadymiarze liczyli w Warszawie głosy.Nie mam zaufania do ich uczciwości.”

Holtei

„Chcę podziękować mieszkańcom Warszawy za tak wielki kredyt zaufania, którym mnie obdarzyli”– powiedział Rafał Trzaskowski.

Rafał Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie w Warszawie już w pierwszej turze. Uzyskał 54,1 proc. poparcia. Jaki uzyskał 30,9 proc.

W Łodzi Hanna Zdanowska zdetronizowała kandydata PiS i uzyskała 70,1 procW Poznaniu też wygrał w pierwszej turze Jacek Jaśkowiak 56,6 proc.

Według sondażu Ipsos dla w wyborach do sejmików wojewódzkich w skali kraju: PiS – 32,3 proc. ; Koalicja Obywatelska – 24,7 proc.; PSL – 16,6 proc.; Kukiz’15 – 6,3 proc.; Bezpartyjni Samorządowcy – 6,3 proc.; SLD-Lewica Razem – 5,7 proc.

Frekwencja według sondażu wyniosła 51, 3 proc.

„To nie jest komunikat o zwycięstwie” – tak politolodzy w studiu TOK FM komentowali słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów samorządowych.

W skali kraju wyniki do sejmików wojewódzkich wyglądają tak: PiS – 32,3, KO- 24,7, PS L- 16.6, Kukiz 6,3, Bezpartyjni –…

View original post 3 913 słów więcej

Kościół katolicki pod ciężarem oskarżeń może upaść i się nie podnieść

Biskupi mają osądzać sprawę, tymczasem oni są winni. I nie mogą być sędziami we własnej sprawie. Wina biskupów: przenoszenie i ukrywanie pedofilów. Tego na jaw wyciągać komisje kościelne nie będą – mówi w rozmowie z nami prof. Tadeusz Bartoś z Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, filozof, teolog, publicysta, były dominikanin. – „Kler” to pierwszy film, który pokazuje rzeczy opisywane już w prasie, książkach o pedofili duchownych. Kto śledził te publikacje, miał jakąś orientację w tym, co się dzieje. To, co wiedzieliśmy, teraz zobaczyliśmy na własne oczy. Kościół przede wszystkim powinien być opodatkowany za dochody, które realnie osiąga i wykazuje. W kwestii pedofilii wszystkie przypadki powinny być natychmiast zgłaszane policji, a księża, którzy się przestępstw dopuszczają, po wyrokach sądów powinni być wydalani ze stanu duchownego – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Ile prawdy o Kościele jest w filmie „Kler” Wojciecha Smarzowskiego?

TADEUSZ BARTOŚ: W tym filmie jest kilka kwestii. Po pierwsze, finanse, które w Kościele są prowadzone na zasadzie „z ręki do reki”. Ofiary na Kościół nie są rozliczane. Z tego, co dostaje ksiądz, nie musi się rozliczać. Jak dostanie 20 zł, to jego, tak samo jak dostanie 100 tys. czy pół miliona. W filmie biskup Mordowicz, którego gra Janusz Gajos, wyciąga gotówkę w torebkach i przekazuje dalej. To jest zgodne z prawdą o polskim Kościele, bo ten obrót gotówką z ręki do ręki tak właśnie wygląda. Być może nawet w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Jest to możliwe, ponieważ finanse Kościoła nie są w żaden sposób uregulowane, nie ma skutecznych wymagań co do księgowości, wewnętrznych i zewnętrznych. To jest bardzo istotny czynnik demoralizujący, czyniący ze świata duchownych taki świat, którym rządzi niekoniecznie motyw religijny, tylko grupa ludzi bardziej lub mniej wpływowych w zależności od tego, jak dobrze potrafią zdobywać pieniądze. System nominacji i awansów też jest z tym związany.

Jak jakiś duchowny nie zachowuje się tak jak należy, czyli nie zgadza się z główną linią Kościoła, nie należy do towarzystwa, nie śmieje się razem z innymi na zebraniu księży, czyli nie jest swój, to ryzykuje osadzeniem na biednej parafii, gdzie ciężko wyżyć. W filmie mamy przedstawionych 4 księży, w Polsce jest ich ponad 30 tys., film podejmuje więc tylko pewne wątki z życia kleru, ale dobrze udokumentowane.

W filmie jest również poruszony problem celibatu, pedofilii, domów dziecka prowadzonych przez osoby duchowne. O podobnych przypadkach pisały media w ostatnich latach.
Smarzowski mówił, że napisał scenariusz do filmu właśnie zbierając różne materiały, m.in. o patologicznym domu dziecka prowadzonym przez siostrę zakonną, która zresztą dostała wyrok. Konsultował się też z księżmi ze świata diecezjalnego, którzy dość szczegółowo opisywali, jak to funkcjonuje. Jeśli chodzi o związki księży i konkubinaty, to jest to zjawisko znane. Ludzie mieszkający w małych miejscowościach wiedzą, do której pani ksiądz przychodzi, a która gospodyni na plebanii jest niczym żona. To nie jest nowość, a wręcz utrwalone zjawisko. Jeżeli chodzi o pedofilię, konsultantem był założyciel stowarzyszenia „Nie lękajcie się” i historie opowiedziane w filmie są historiami, które on zebrał. Skala problemu pedofilii w Polsce wśród duchownych jest ukrywana. Nie mamy tu nawet żadnych informacji, oprócz tego, że

proces ukrywania, przenoszenia, utajniania jest związany z taktyką Kościoła,

która została zakwestionowana dopiero na początku lat 2000, kiedy zmieniono dokument Crimen sollicitationis. Jego głównym celem było chronić dobre imię Kościoła. Tajność, obowiązek milczenia nakładany nawet na ofiarę.

Dlaczego ludzie bądź co bądź w tak katolickim kraju masowo ruszyli do kin? W pierwszy weekend film rozbił Box Office. Ponad 935 tys. widzów to nowy rekord. Do tej pory na 1. miejscu był film „50 twarzy Greya” z 834 tys. Znakomity film „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego jest daleko w tyle.
„Zimnej wojnie” wróżono, że ludzie nie pójdą do kin, ale się nie sprawdziło. Kiedy mieliśmy ostatni film o życiu kleru, taki niesłodzony, prawdziwy?

Chyba nie było takiego filmu.
Mieliśmy do tej pory filmy o życiu kleru, ale bardzo sympatyczne. One mogą się nawet podobać z powodu jakości scenariusza, aktorstwa, np. serial „Ranczo”. Tam mamy proboszcza Kozioła, toż to prawdziwy anioł. To film bajka, który spełnia marzenia ludzi; fajnie byłoby mieć takiego proboszcza. W podobny sposób oddziałują komedie romantyczne. Ludzie je oglądają, bo chcą się lepiej poczuć.

Smarzowski nie jest z tej bajki, nie robi filmów, żebyśmy się lepiej poczuli.

„Kler” to pierwszy film, który pokazuje rzeczy opisywane już w prasie, książkach o pedofili duchownych. Kto śledził te publikacje, miał jakąś orientację w tym, co się dzieje. To, co wiedzieliśmy, teraz zobaczyliśmy na własne oczy.

Czy ten film może być początkiem oczyszczenia się polskiego Kościoła, czy chociażby poważnej, głębokiej debaty na ten temat?
Myślę, że nie, bo nie ma chętnych rozmówców. Aby uległo zmianie funkcjonowanie kleru, musieliby tego chcieć biskupi, a oni raczej są zainteresowani działaniami pozornymi. Uspokojeniem nastrojów, stwarzaniem wrażenia, że działamy, reagujemy itp.

Biskupi zapowiedzieli, zresztą kilka dni przed premierą, że opracują raport na temat pedofilii w Kościele. Padło nawet słowo przepraszam.
Biskupi mają doradców zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Wiadomo, że trzeba zapobiegać kryzysom według zasady advantage on the first step, czyli zanim wybuchnie bomba lepiej ją rozbroić, mówiąc o problemie publicznie.

Tak zostało to zarządzone przez biskupów, którzy zauważyli, że sytuacja się zagęszcza i zdecydowali się coś zrobić. To, co robią, to markowanie działań. Nie słyszałem, aby powstała jakaś komisja niezależna od duchownych.

Biskupi mają osądzać sprawę, tymczasem oni są winni. I nie mogą być sędziami we własnej sprawie. Wina biskupów: przenoszenie i ukrywanie pedofilów. Tego na jaw wyciągać komisje kościelne nie będą. Jest oczywiste, że dokument biskupi nie wskaże winnych biskupów, którzy ukrywali przestępców pozwalając im dalej działać. Będzie się wskazywać na pojedynczych pedofilów w sutannach, odcinać od nich, przepraszać, tak by odsunąć pytanie o odpowiedzialność przełożonych. Aby naprawdę rozwiązać ten problem, potrzebna jest komisja zewnętrzna, niezależna od biskupów i przez to wiarygodna, z pełnym dostępem do archiwów. W jednym z wywiadów Smarzowski mówi, że ma pomysł na „Kler 2”, zaczynałby się od jakiegoś wydarzenia-skandalu, po którym sprawnie dokonano by oczyszczenia archiwów kościelnych z dokumentów wskazujących na ukrywanie pedofilów.

Samoświadomość biskupów w tej materii jest ograniczona. Biskup Kamiński, który przepraszał na konferencji prasowej, mówił jedynie o tym, żeby stworzyć warunki powrotu ofiar do Kościoła. To jest trochę mało.

Pragnę w tym miejscu powiedzieć przepraszam i uczynić wszystko, aby ci, którzy poczuli się skrzywdzeni, mieli możliwość bezpiecznego powrotu do wspólnoty Kościoła i odzyskali zaufanie – mówił biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński. To dość przewrotne przeprosiny?
Sama pani widzi, że biskup nie powiedział, że pragnie, aby krzywda ofiar została wynagrodzona. W instytucji kościelnej są dwie najważniejsze rzeczy: obrona dobrego imienia instytucji i uniknięcie kar finansowych. Strategia episkopatu, jego doradców marketingowych i prawniczych jest właśnie taka, aby ograniczyć szkodliwe skutki i ochronić dobre imię. To nie Kościół, ale pojedynczy zwyrodnialcy, których ukarzemy. Po drugie, skoro to zwyrodnialcy, to odszkodowanie spada na nich, a nie za cały Kościół.

Ochrona majątku kościelnego jest tu kluczowa, bo w innych krajach jak Stany Zjednoczone czy Irlandia kary bardzo uszczupliły budżety kościelne, czasem dochodziło nawet do bankructw diecezji. Krótko mówiąc, mamy tu potężną instytucję, która jest w tarapatach i wynajduje sposoby, aby się obronić.

Czy właśnie przykład irlandzki nie powinien dać polskim hierarchom do myślenia? Tam na skutek zamiatania sprawy pod dywan kościoły opustoszały, seminaria są zamykane, bo nie ma chętnych.
Nauka z tego dla Kościoła taka, że musi to zrobić lepiej, czyli przedstawić jakieś statystyki, jednak sam je przygotuje, choć nie jest w tym wiarygodny. Idzie o ukierunkowanie uwagi mediów i społeczeństwa na przestępców, odcięcie się od nich, przeproszenie. Ale wszystko po to, żeby zatrzymać ewentualne dalsze drążenie tematu (np. wcześniejsze ofiary tego samego księdza). Jeżeli skalę problemu podadzą biskupi, to wiarygodność tych danych będzie niska, co nie oznacza, że media tego nie „kupią”.

Kościołowi zależy dalej na tuszowaniu sprawy, czyli ujawnianiu jej tak, żeby całość procesu ujawniania była pod kontrolą hierarchów. To może pozwolić na uniknięcie albo przesunięcie w czasie eksplozji, jaka się dokonała w Irlandii.

Zresztą sytuacja w Irlandii była trochę inna. Tam był bardzo tradycyjny katolicyzm, niezmieniony instytucjonalne od pokoleń, ze wszechobecnymi szkołami katolickimi, szpitalami, domami dziecka itp. Polski katolicyzm od strony instytucjonalnej jest nieco inny, bo przeszedł przez okres komunizmu. Sprawność zarządzania i zmagania się z trudnościami jest o wiele większa pośród elit polskiego kleru. Pomysł jest prosty: pokażemy własne statystyki, wskażemy winnych, wprowadzimy przepisy dotyczące zajęć duchownych z dziećmi. Pokażemy, że działamy. Zresztą te zasady, które zaproponowano teraz, co do zasad pracy duchownych z dziećmi przypominają mi historie ze Stanów Zjednoczonych, kiedy tam wybuchały pierwsze skandale. Wtedy to firmy ubezpieczeniowe domagały się takich procedur, by ubezpieczyć diecezje w kwestii odszkodowań za przestępstwa pedofilskie.

Aby móc się ubezpieczyć, trzeba było wprowadzić procedury m.in. opisujące wycieczki księży z dziećmi, zasady wspólnego przebywania w pomieszczeniach, zasady nocowania itp. To samo zaproponowano na konferencji episkopatu w zeszłym tygodniu.

Czyli to wszystko jest sprawna manipulacja dla społeczeństwa?
Manipulacja to brzydkie słowo. Idzie o skuteczną ochronę przed negatywnymi skutkami skandali. Robią to wszystkie duże instytucje, są w tej materii szkolone, nazywa się to crisis management. Kościół w Polsce – domyślam się – ma w tej materii sprawnych doradców. A poza tym Smarzowski pokazuje także w filmie, jak świetnymi manipulatorami są niektórzy duchowni, jak sprawni są w załatwianiu swoich spraw, przez szantaż, przekupstwo. Niektórzy są wręcz wybitnie w tym kierunku uzdolnieni. Pamiętajmy, że nie od dziś kler ma potężnych sojuszników. Instytucje państwa, prokuratura, władze wszystkich szczebli, które najchętniej żyją z klerem w dobrych układach.

Partia rządząca, która kontroluje prokuraturę, może starać się zadbać o to, aby straty były jak najmniejsze, zarówno finansowe, jak i wizerunkowe.

Na czym polega ten mezalians między władzą a Kościołem? Chodzą plotki, że być może Kościół jest tak bardzo uległy wobec partii władzy, bo prokuratura ma dostęp do danych na temat pedofilii w Kościele, które ukrywa. W oficjalnym spisie pedofilów nie ma żadnego z księży, o którym mówi np. stowarzyszenie „Nie lękajcie się”.
To jest bardzo dobry przykład.  To wierzchołek góry lodowej, symptom wskazujący na naturę tej symbiozy. Zawsze gdy potrzeba, władza samorządowa czy wyższego szczebla będzie starać się, aby ograniczyć te szkodliwe skutki. Dlatego prokuratura akurat nie publikuje listy pedofilów duchownych. W poniedziałek okazało się, że w Krakowie będzie zabudowana działka, bo zażyczyli sobie tak duchowni jednego z zakonów, chociaż miał tam być korytarz napowietrzający dla miasta, które wiadomo, że zmaga się z ogromnym smogiem. Rada miasta prawie jednogłośnie to przegłosowała.

Pani prof. Płatek cytuje artykuł o losie policjanta, który rutynowo zatrzymał do kontroli bpa Michalika i jego kierowcę, dał mandat za przekroczenie prędkości itp. Bp Michalik zadzwonił do przełożonego tego policjanta i od tego czasu jest on w piekle: wynajduje się na niego haki, a on w chwili obecnej siedzi w areszcie. Ta ostatnia historia doskonale pokazuje, jaki to jest układ zależności; telefon biskupa załatwia sprawę i to w sposób okrutny.

Czyli prawdziwa symbioza sacrum z profanum?
Tak, to są układy towarzyskie. W mieście to symbioza biskupa i prezydenta, w mniejszej miejscowości to proboszcz z burmistrzem. Na pewno film Smarzowskiego nie opowiedział wszystkich historii, bo już widzimy, że jest ich więcej.

Skąd to się wzięło?
Na skutek błędnego prawodawstwa z lat 90., konkordatu, komisji majątkowej, komisji wspólnej episkopatu i rządu. To wszystko wytworzyło taką zależność; niezależnie od tego, jaka była władza, czy postkomuniści, czy AWS, czy PiS, czy PO, to te relację z Kościołem były na zasadzie czołobitności, na kolanach przed duchownymi.

Co musi się stać, aby to się zmieniło i czy to w ogóle jest możliwe?
Na razie nie jest to możliwe.

Nie można nie doceniać siły politycznej i wpływów politycznych, finansowych kleru. I tej gigantycznej symbiozy wyższego kleru z aparatem państwa, który jest aparatem przemocy, służb. Mnóstwo rzeczy można starać się tak przedstawić, żeby to nie ciążyło. Przy obecnym układzie politycznym zmiany są niemożliwe.

Jeśli chodzi o sam Kościół katolicki w Polsce, to rozwiązanie, które musiałoby powstać, jest obecnie również mało realne. Należałoby wtłoczyć Kościół w ramy państwa, bo na razie to państwo w państwie. To dotyczy finansów, o czym już mówiliśmy. Tak jak pani prowadząca kiosk musi wbijać wszystko na kasę, tak samo Kościół powinien się rozliczać. Gdy biskup posyła księdza na parafię, to powinno być to w ramach stosunku zatrudnienia, z pensją o określonych dochodach. Kościół przede wszystkim powinien być opodatkowany za dochody, które realnie osiąga i wykazuje.

Taki gorset biurokratyczno-skarbowy może spowoduje, że ograniczy się tę mafię finansową. Nie można liczyć, że biskupi w stylu Mordowicza z filmu Smarzowskiego sami nagle zaczną się ograniczać.

W kwestii pedofilii wszystkie przypadki powinny być natychmiast zgłaszane policji, a księża, którzy się przestępstw dopuszczają, po wyrokach sądów powinni być wydalani ze stanu duchownego.

Czy ci, którzy byli na filmie, inaczej spojrzą na Kościół?
To zależy, którzy, z jakiej grupy społecznej. Jest taka grupa, która na pewno nie pójdzie. Są tacy, którzy wiedzą i słyszą, co się dzieje, więc dla nich to nie będzie nowością; wiedzą, że ich proboszcz ma dziecko, wiedzą, jak wygląda zamawianie mszy, załatwianie pogrzebu, widzą, czym jeździ proboszcz. Oni zobaczą – ano rzeczywiście tak to wygląda. Też się z tym zetknąłem. Pogłębi się w nich świadomość, uświadomią sobie to, co niby już wiedzieli. Na innych film zrobi wrażenie, bo z takimi rzeczami się nie stykali. Ten film będzie też mieć wpływ na, powiedzmy, inteligencję katolicką. Ja od kilkunastu lat piszę krytycznie o Kościele katolickim językiem raczej ułożonym, teoretycznym, gromadzę argumenty teologiczne, filozoficzne, psychologiczne, socjologiczne. Taki abstrakt nie dociera do wyobraźni.

Obraz jest silniejszym bodźcem, moje konstatacje, które łatwo było odrzucać, zwłaszcza w środowisku katolickiej inteligencji, teraz zyskały potężnego sojusznika. Być może pojawi się refleksja w tym środowisku, że jest problem, a to, o czym pisałem, to nie są wymysły frustrata.

Nie każdy dozna tu iluminacji. „Pytają mnie, czy pójdę na film »Kler«? Było takie dobre powiedzenie w czasie okupacji: »tylko świnie siedzą w kinie«. Nasi ojcowie wiedzieli, że nie trzeba się przekonywać, co Niemcy pokazują, żeby nie oglądać hitlerowskiej propagandy” – napisał Tomasz Sakiewicz.
Pan Tomasz Sakiewicz mówiąc to, chce się komuś przypodobać.

Władzy, Kościołowi?
Jego słodka tajemnica, ale nie tak trudno się domyślić, kto finansuje jego aktywność dziennikarsko-propagandową. On się pozycjonuje jako niezłomny obrońca. Choć filmu nie widział, więc nie wie, o czym on jest. Tymczasem są tam postacie kilku księży przedstawione realistycznie, nie groteskowo, nie jest to Monty Python. Każda pokazana jest od strony ich osobistego doświadczenia – to żywili ludzie wewnątrz nieludzkiego systemu, który tworzą i którego są ofiarami. Nie jest to propagandówka antyklerykalna z materiałów stalinowskich z lat 50.

Rewolucyjny wyrok! Kobieta gwałcona w dzieciństwie przez księdza pedofila dostanie milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty! Sąd apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji! Płacić będzie Towarzystwo Chrystusowe!

Tadeusz Kotarbiński: W obliczu ogromu zła na świecie, byłoby bluźnierstwem posądzać Boga o istnienie.

Utrzymany przez sąd apelacyjny wyrok – milion zadośćuczynienia dla ofiary księdza do zapłaty przez zakon – narusza niepisaną zasadę abp Michalika: „odsyłamy do winowajcy”. Wyrok może popchnąć do przodu rozliczanie kleru. Na razie Kościół deklaruje, że poradzi sobie sam, a nawet, że będzie ratował dzieci molestowane poza Kościołem. Sprawca chce być zbawcą

We wtorek 2 października 2018 sąd apelacyjny podtrzymał jeden z najbardziej znaczących wyroków w historii polskiego sądownictwa. W styczniu 2018 sędzia Anna Łosik z Sądu Okręgowego w Poznaniu przyznała 24-letniej Katarzynie, gwałconej w dzieciństwie przez księdza Romana, milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł comiesięcznej dożywotniej renty. Wyrok był trzymany w tajemnicy ze względu na dobro ofiary, dopiero we wrześniu ujawniła go „Gazeta Wyborcza”.

Wywrotowość wyroku polega na tym, że płacić ma nie ksiądz, ale zgromadzenie, do którego należał. Sąd uznał odpowiedzialność cywilną Kościoła. A to otwiera drogę do odszkodowań dla kolejnych ofiar.

Sędzia Jan Futro uprawomocnił teraz styczniowy wyrok sądu okręgowego. Stronom przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego.

Sąd złamał zasadę Michalika

Do tej pory w polskich sądach obowiązywała nieformalna zasada, którą sformułował w marcu 2012 roku abp Józef Michalik, wtedy przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski: „Do zobowiązań finansowych Kościół nie może się poczuwać, odsyłamy do winowajcy”.

Wcześniej Michalik z wielką determinacją bronił sprawców, m.in. proboszcza z podkarpackiej Tylawy, który – jak ujawniliśmy w „Wyborczej” w 2001 roku (autor tego tekstu kierował dziennikarskim śledztwem) – molestował dwa pokolenia parafianek. Michalika wspierał prokurator okręgowy w Krośnie Stanisław Piotrowicz, jego prokuratura umorzyła sprawę, ale w 2004 roku ks. M. został jednak skazany na dwa lata w zawieszeniu.

Odpowiedzialność za podwładnego

Linia obrony adwokata Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, do którego należał ksiądz Roman, była zgodna z zasadą Michalika: zgromadzenie nie wiedziało o działaniach księdza, nie mogło więc reagować i nie może za nie odpowiadać. Podobnie nie mogłoby odpowiadać np. za skutki wypadku drogowego spowodowanego przez księdza.

W pierwszej instancji sędzia Anna Łosik powołała się jednak na art. 430 Kodeksu cywilnego, który określa odpowiedzialność zwierzchnika za podwładnego:

„Kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności”.

Jak tłumaczy Artur Nowak, adwokat, autor książki „Ofiary mają głos”, „duchowni budują swoją relację z dziećmi i uwodzą je właśnie z tego powodu, że są duchownymi. Oni znają te dzieci ze spowiedzi, znają ich najbardziej skryte tajemnice. A poza tym zakonnicy nie mają żadnego majątku, więc musi płacić za nich Kościół”.

„To pierwszy wyrok w historii Polski, który uznaje winę Kościoła. Wcześniej zdarzyło się, że została wypłacona ugoda, ale w ramach ‚dobroci chrześcijańskiej’, a nie za krzywdy wyrządzone przez funkcjonariusza Kościoła – mówi Marek Lisiński, prezes fundacji „Nie lękajcie się”.

Autorka reportażu, Justyna Kopińska, napisała w komentarzu dla „Gazety Wyborczej”:

„Pytają Państwo czy przypuszczałam, że kwota będzie tak duża? Odpowiem: nie brałam innej możliwości pod uwagę. Sprawiedliwość zwyciężyła!”.

Gwałt, aborcja, spowiedź święta – dramat ofiary ks. Romana

„Pedofilia w Kościele. Ksiądz gwałcił 13-latkę. Nadal odprawia msze” – zatytułowany był reportaż Justyny Kopińskiej w „Dużym Formacie”, magazynie „Gazety Wyborczej” (powyżej ilustracja do tekstu Anny Reinert/Jacka Faleńczyka).

Roman B. uczył Katarzynę religii w szóstej klasie podstawówki. Zauważył i wykorzystał jej sytuację rodzinną. Przekonał rodziców, żeby przenieśli ją do szkoły z internatem. Po raz pierwszy zgwałcił Kasię, gdy miała 12 lat.

Kilka fragmentów reportażu Justyny Kopińskiej:

Rodzina

„Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. Mama często leżała na podłodze, zakrwawiona, w podartych ubraniach. Starałam się ich pilnować. Gdy mama chciała się powiesić, śledziłam każdy jej ruch. Czasem rodzice tak się upijali, że zapominali otworzyć mi drzwi. Musiałam spać na zewnątrz.

Pierwszy gwałt

Któregoś dnia powiedział: „Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem”. „O czym, proszę księdza?” – zapytałam. „Zaraz zobaczysz, moje słoneczko”. Zasunął zasłony, mocno chwycił mnie za ręce. „Nie krzycz, bo wtedy będzie bolało bardziej” – powtarzał. Zaczął zdzierać ze mnie ubranie. To był taki strach, że nie możesz oddychać. Był silny, ważył sto kilogramów.

Krzyczałam, błagałam, by przestał. Gdy skończył, owinęłam się w koc, położyłam przy ścianie i płakałam. „Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie” – rzucił.

Kazał mi wziąć jakieś dziwne tabletki. Otworzył usta i sprawdził, czy na pewno je połknęłam. Krew spływała mi po nogach. Weszłam do wanny. Zaczęłam ją spłukiwać, ale było jej więcej i więcej. Miałam rozciętą wargę, na udach siniaki. Zaczęłam powtarzać: „Mamusiu, gdzie jesteś? Pomóż mi”. W tej chwili oddałabym wszystko, aby była przy mnie. Kilka godzin siedziałam w wodzie.

Leki

Przychodził, kiedy chciał. Zaczął zmuszać mnie do brania leków. Nie mówił ich nazwy. Ale działały jak psychotropy. Byłam otępiała, senna. Miałam zaburzenia równowagi. Pamiętam, że zaczął powtarzać: „Mama i tata już cię nie chcą. Oni cię nienawidzą. Nie masz w życiu nikogo oprócz mnie”.

Sylwester

W Sylwestra przyjechał z wódką. Pozasłaniał okna. Pił i powtarzał, że to będzie mój najlepszy sylwester w życiu. Gwałcił mnie przez całą noc. Wtedy zaczęłam się ciąć.

Inni księża się nie dziwili

Często zabierał mnie na plebanię w Stargardzie. Jedliśmy obiad ze wszystkimi księżmi, a potem brał mnie do swojego pokoju.

Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reagował.

Ja byłam bardzo drobną dziewczynką, wszyscy widzieli, jaka jest między nami różnica wieku, a księża się nie dziwili, że śpię u niego. Jak chciałam skoczyć z okna z ósmego piętra, to powiedział, że opętał mnie szatan. Zabrał mnie do znajomego egzorcysty w Szczecinie i nawet tam poprosił o wspólny pokój na noc.

Aborcja 

Któregoś dnia rzucił: „Mała, przytyłaś ostatnio i wymiotujesz”. Zrobił mi test ciążowy. Krzyczał: „Nie chcę mieć bachora”.

Potem zabrał mnie do znajomej ginekolog. Zabili moje dziecko.

Długo później krwawiłam, bardzo mnie bolało. Po kilku miesiącach przestałam chodzić do szkoły, miałam lęki, myśli samobójcze.

Spowiedź  

Kazał mi jechać ze sobą do Częstochowy. On często tam bywał, bo prowadził grupy pielgrzymkowe. Tam, w kościele, kazał mi iść do konfesjonału. „Chodź, powiesz całą prawdę i zobaczymy, jak Bóg zareaguje” – krzyknął. Opowiedziałam księdzu w konfesjonale wszystko.

A ten ksiądz zwyzwał mnie od kurew.

Powiedział, że nigdy nie dostanę rozgrzeszenia i mam się wynosić z kościoła. Pamiętam, że był taki zbulwersowany, czerwony. Wybiegłam z płaczem. Ksiądz Roman za mną. Uśmiechał się przez całą drogę powrotną.

Kościół pod rosnącą presją

Do Polski dociera fala rozliczeń z Kościołem katolickim za molestowanie seksualne dzieci, młodzieży, a także osób dorosłych (np. kleryków). Postawy społeczne są zdecydowanie krytyczne. W kwietniowym sondażu OKO.press znacząca większość uważała, że Kościół lekceważy zbrodnie pedofilii:

Nawet w elektoracie PiS przewaga odpowiedzi rozgrzeszających Kościół była niewielka.

Po ujawnieniu skandali pedofilii w Kościele amerykańskim, irlandzkim i niemieckim, Papież Franciszek zaostrzył ton potępienia i wzywa kościoły do wzięcia odpowiedzialności: „Przestępstwo to wywołuje głębokie rany cierpienia i niemocy, przede wszystkim u ofiar, ale także w ich rodzinach i całej wspólnocie, niezależnie od tego, czy są to osoby wierzące, czy też niewierzące. Patrząc w przeszłość,

nigdy nie będzie dość proszenia o przebaczenie i prób naprawienia wyrządzonych szkód”.

Po triumfalnym wejściu na ekrany filmu „Kler” nastroje oburzenia wobec praktyk Kościoła w Polsce się nasiliły.

Kościół ucieczka do przodu: ile sprawców ujawni

Rozliczanie zbrodni pedofilii w kościołach narodowych odbywa się według sekwencji, którą można opisać tak:

  • ZAPRZECZANIE (1)
  • MINIMALIZOWANIE (2)
  • PIERWSZE EKSPIACJE (3)
  • WYJAŚNIANIE  WEWNĘTRZNE (4)
  • WEWNĘTRZNE PROCEDURY KONTROLNE  (5)
  • OTWARCIE NA KONTROLĘ INSTYCJI ŚWIECKICH (6)
  • BADANIE PRAWDZIWEJ SKALI ZJAWISKA (7)
  • PROCESY ODSZKODOWAWCZE INDYWIDUALNE I GRUPOWE (8)

Polska jest na początku tej sekwencji.

Jeszcze 8 września o. Adam Żak, odpowiedzialny za zapobieganie pedofilii w polskim kościele, mówił OKO.press, że Kościół jest „na początku drogi. Zupełną naiwnością byłoby oczekiwanie, że możemy być na poziomie Niemiec. Instytucjonalizacja problemu nie postępuje za szybko, dlatego że

jeszcze jesteśmy w fazie negacji problemu we własnych szeregach” (etap 1).

Zapowiadał, że badania skali przestępstw [księży] będą gotowe najwcześniej za kilka miesięcy.

Ale w przeddzień premiery „Kleru”, 26 września prymas Wojciech Polak zapowiedział raport o wykorzystywaniu małoletnich przez księży na koniec listopada (etap 4).

Płocki biskup Piotr Libera. 17 września oświadczył, że wobec „bolesnych wydarzeń związanych z pedofilią, doświadcza przygnębienia, zawstydzenia i gniewu. Przepraszam za łzy i cierpienia spowodowane przez księży” (etap 3). Poinformował, że w czasie 11 lat jego biskupstwa (od 31 maja 2007 roku) „o nadużycia seksualne wobec nieletnich oskarżonych zostało 9 księży. Żaden z nich nie pracuje z dziećmi i młodzieżą, a część została usunięta ze stanu duchownego”. Ofiar było 16.

Gdyby podobną liczbę jak biskup płocki ujawnili biskupi wszystkich 27 diecezji, sprawców uzbierałoby się ok. 250, czyli nieco ponad 1 proc. księży, a ofiar ok. 450.

To oczywiście tylko szacunki, informują jedynie o prawdopodobnym rządzie wielkości. Kilkakrotnie niższym niż skala ujawniona w kościołach, które rozliczają się w USA, Irlandii czy Niemczech.

Kościół deklaruje, że upora się sam, a nawet….

Kościołowi polskiemu daleko jeszcze do tego, by dokonać rzetelnej oceny zjawiska. Trzyma się zasady, że sam je rozpozna i sam się uzdrowi (etap 4-5).

Tymczasem kluczowe dla ujawnienia skali zbrodni i zapewnienia kontroli jest dopuszczenie instytucji i środowisk świeckich, w tym osób pokrzywdzonych (etap 6-7).

Co ciekawe, o. Żak ma tego świadomość. Stawia za wzór

Niemcy, które są „jedynym krajem, w którym ten problem został rozwiązany w sposób modelowy. Zaproszono tam do okrągłego stołu niezależnych ekspertów, przedstawicieli kościołów, związków młodzieżowych, sportowych i rządu. Ta inicjatywa była możliwa, bo uznano, że istnieje problem społeczny, który trzeba rozwiązać”.

Episkopat niemiecki zamówił też (w 2015 roku) raport, który opracowali naukowcy z czterech świeckich ośrodków badawczych, psychiatrii, kryminologii i gerontologii. Według ich ustaleń, w latach 1946-2014 co najmniej 1670 duchownych katolickich, czyli 4,4 proc. kleru, molestowało 3677 dzieci i nastolatków. Ponad połowa ofiar nie miała więcej niż 13 lat, najczęściej byli to chłopcy. W co szóstym przypadku dochodziło “do różnych form gwałtu”.

Amerykański episkopat poinformował, że w przypadku 6528 duchownych czynnych w latach 1950-2015, sformułowano “uzasadnione podejrzenie” o molestowanie nieletnich, czyli oskarżono 5,6 proc. aktywnych w tym czasie amerykańskich księży. Ich ofiarami było ponad 17 651 dzieci. Według organizacji zrzeszających ofiary księży pedofili te dane wciąż są zaniżone.

… że uratuje dzieci molestowane przez innych

„My musimy stać w awangardzie walki o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży. Nawet jeżeli padają oskarżenia nierzadko wyolbrzymione i instrumentalizowane” – powiedział ks. Zieliński.

Kościół jest sprawcą, ale chce być uzdrowicielem. To brzmi jak pełen pychy paradoks, zwłaszcza, że Kościół instytucjonalny – jako instytucja zamknięta i skrajnie hierarchiczna – skutecznie rozwija mechanizmy ukrywania okrutnych praktyk wykorzystywania seksualnego. Pokazują to dobitnie ujawnione fakty w raportach amerykańskich, niemieckich czy irlandzkich.

Wstrząsające są tu  ustalenia z Holandii: w latach 1945-2010 spośród 39 biskupów aż 20 ukrywało przypadki molestowania dzieci przez księży, a czterech hierarchów samodzielnie dobierało się do dzieci. Przesuwali z parafii do parafii duchownych nawet po wyrokach, co skutkowało rosnącą liczbą ofiar.

Przypisanie Kościołowi polskiemu misji uzdrowieńczej stanowi mechanizm obronny polegający na odwracaniu sensu: symboliczny sprawca występuje w roli obrońcy, niemoralny przypisuje sobie rolę naprawiającego grzechy.

Kościołowi trudno przyjąć inną perspektywę. Nawet skłonny do krytycyzmu o. Żak mówił OKO.press, że „bliska jest mi teologiczna lektura tego, co dzieje się obecnie.

Kościół jest postawiony pod pręgierzem przez Opatrzność, która upomina się o krzywdę dzieci, aby oczyszczając się w swoim wnętrzu, był w stanie przyczynić się do ich ochrony wszędzie”.

Wyrok sądu może przyspieszyć rozliczenia, ale co zrobi PiS

Wyrok sądu apelacyjnego w  sprawie gwałciciela z Towarzystwa Chrystusowego stanowi skok do ostatniego etapu rozliczeń. Może torować drogę następnym sprawom i przyspieszyć cały proces.

Co będzie kłopotliwe dla obecnych władz, które działają w bliskiej relacji z Kościołem katolickim. Program PiS deklaruje wprost, że „Kościół jest dzierżycielem i głosicielem powszechnie znanej w Polsce nauki moralnej. Nie ma ona w szerszym społecznym zakresie żadnej konkurencji, dlatego też

w pełni jest uprawnione twierdzenie, że w Polsce nauce moralnej Kościoła można przeciwstawić tylko nihilizm”.

Jarosław Kaczyński powtarzał tę opinię: albo nauczanie Kościoła albo nihilizm.

Katastrofa moralna Kościoła podważa jedną z form legitymizację władzy PiS. PiS nie zabrał jeszcze głosu, unika deklaracji, ale można się spodziewać, że partia wystąpi w obronie Kościoła.

W tym kontekście widać, jak istotne jest zachowanie niezależności Sądu Najwyższego, który będzie rozpatrywał kasację od wyroku sądu apelacyjnego w sprawie.

Kaczyński zatruwa opinię publiczną, pogłębia izolację Polski

W niedzielę Mateusz Morawiecki gościł w Toruniu. Swoje spotkanie z mieszkańcami zakończył słowami –  „Tu z tego miasta pochodzi jeden z moich ulubionych zespołów rockowych, bo ja pamiętam bardzo dobrze zespół Republika. Pamiętacie ten refren – „republika marzeń”. To my PiS, Zjednoczona Prawica walczymy o rzeczpospolitą naszych marzeń, o to, żeby była to rzeczpospolita dumna jak polska husaria, szczęśliwa jak uśmiech dziecka i zwyciężymy”.

Na odwołanie się do zespołu i jego utworu błyskawicznie zareagował gitarzysta Republiki, Zbigniew Krzywański.  Na Facebooku zamieścił wpis, w którym napisał – „Panie Morawiecki, ciekawa interpretacja twórczości zespołu Republika. I tak cieszę się, że nie oświadczył Pan, że był założycielem naszego zespołu i pisał Pan teksty. Cała twórczość Republiki nie ma nic wspólnego z tym co Pan mówi i robi”.

Jeden z internautów nie przebiera w słowach i pisze, że „Powoływanie się tego oszusta na „Republikę” to już naprawdę wielki nietakt. Ja bym panu Morawieckiemu zadedykował ten fragment z twórczości Grzegorza Ciechowskiego::”Schowali się po różnych mrocznych instytucjach, pożarła ich galopująca prostytucja”.  Inny uważa, że premier „tak zrozumiał twórczość Republiki, jak Duda twórczość Maanamu”a według kolejnego, lista tematów „które może poruszać premier się kurczy. bo odwołania wywołują tylko wściekłość i protest. problem polega na tym, że to nie jest kwestia wymiany premiera i to nic nie załatwi. w perspektywie zwiastuje to srogie cięgi. nie warto było dzielić ludzi na lepszy i gorszy sort”.

Konferencja Ambasadorów jednoznacznie potępiła sławetne słowa prezesa PiS dotyczące sędziów. Jarosław Kaczyński na konwencji partii w Olsztynie oświadczył, że część sędziów cechuje nienawiść do własnej ojczyzny, czyli właśnie ojkofobia. Mówił zwłaszcza o tych, którzy spory o ziemię na Warmii i Mazurach rozstrzygali na korzyść dawnych właścicieli, czyli Polaków, którzy – bardziej lub mniej dobrowolnie, co było częstsze – wyemigrowali do Niemiec i zrzekli się polskiego obywatelstwa.

  • Konferencja Ambasadorów to zgromadzenie byłych przedstawicieli RP, którego celem jest analiza polityki zagranicznej i wskazywanie pojawiających się zagrożeń dla Polski
  • Wśród członków Konferencji są m.in: Piotr Nowina-Konopka – były ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, Jan Barcz – który reprezentował Polskę w Austrii, Marek Grela – były ambasador RP przy Unii Europejskiej czy Jerzy Maria Nowak, który reprezentował Polskę w Hiszpanii, Andorze i NATO
  • Zdaniem tychże ekspertów, słowa prezesa PiS to „zatruwanie opinii publicznej”

„O tym, kto jest Polakiem decydować ma partia obecnie rządząca”

Wskazują, że najwyraźniej, zdaniem prezesa PiS, o tym, kto jest, a kto nie jest Polakiem, decydować ma partia obecnie rządząca. I także prawo ma zyskać nowy wymiar – wymiar narodowy.

„W państwie praworządnym, jakim do niedawna była Polska, nikt nie wpadłyby na pomysł, aby Polaków – którzy wyemigrowali do Zjednoczonego Królestwa – nazywać Anglikami, Szkotami czy Irlandczykami oraz konfiskować ich pozostawione w Polsce mieszkania, domy i gospodarstwa” – przekonują byli ambasadorzy.

Zaznaczają też, że w państwach demokratycznych systemy prawne opierają się na zasadzie niezależności sądów i niezawisłości sędziowskiej oraz równości wobec prawa wszystkich bez wyjątku: bez względu na narodowość, obywatelstwo, rasę, płeć, przekonania polityczne, wyznawaną religię, wykonywany zawód i stan majątkowy.

Tymczasem – wnioskując ze słów prezesa PiS – ten chciałby, zdaniem byłych ambasadorów, w każdym z toczących się w Polsce procesów preferować tych, którzy są Polakami.

„Prezes Kaczyński, wprowadzając kategorię narodowości, jako kryterium, którym przede wszystkim mają się kierować polscy sędziowie, powinien przy tym zakładać, że proponowany przez niego model może zostać doceniony i upowszechniony na zasadzie wzajemności wobec Polaków przebywających zagranicą” – ostrzegają byli ambasadorzy. „Sędziowie obcych państw będą wydawać wyroki na korzyść swoich rodaków” – zaznaczają.

„Pogłębia izolację Polski”

Jak dodają, dla milionów Polaków mieszkających za granicą, setek tysięcy polskich turystów odwiedzających corocznie atrakcyjne miejsca na całym świecie, ale także polskich biznesmenów prowadzących działalność poza Polską ta „instrukcja” Jarosława Kaczyńskiego byłaby wówczas fatalną wiadomością.

„Pomysł zastąpienia zasady równości wobec prawa kategorią obrony interesów członków własnego narodu mógłby ich w przyszłości – jeśli staną przed zagranicznym sądem – pozbawić prawa do uczciwego procesu i sprawiedliwego wyroku” – zaznaczają.

W ich ocenie wypowiedź prezesa PiS dla Polski w UE może mieć dalekosiężne konsekwencje.

„Pogłębia izolację Polski w społeczności demokratycznych państw, szkodzi pozycji i wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej” – kwitują byli przedstawiciele RP.

Słowa o ojkofobii sędziów poruszyły tak środowisko sędziowskie, jak byłych przedstawicieli Polski za granicą. Byli ambasadorzy w przyjętym wczoraj stanowisku podkreślają, że podejście, jakie zaprezentował Jarosław Kaczyński „nie ma nic wspólnego z praworządnością i jest obraźliwe dla sędziów”. Do tego, jak podkreślili ambasadorzy, słowa prezesa PiS są obraźliwe także dla polskiej, rodzimej ludności rodzimej Ziem Zachodnich i Północnych. To oni w okresie PRL poddani byli presji migracyjnej, bezprawnie pozbawiani obywatelstwa polskiego i pozostawianych w kraju nieruchomości.

„Jarosław Kaczyński zatruwa polską opinię publiczną ojkofobią oraz pogłębia izolację Polski w społeczności państw demokratycznych” – podkreślają byli przedstawiciele RP. Jak dodają, Jarosław Kaczyński „proponuje nowy, nieznany w państwach demokratycznych model wymiaru sprawiedliwości: polscy sędziowie, bez względu na obowiązujące prawo powinni zawsze orzekać na korzyść Polaków” – piszą.

Holtei

Prof. Wojciech Sadurski opowiada się za delegalizacją PiS po przegranych wyborach przez obecnie rządzących.

Platforma Obywatelska złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z agitacją wyborczą Mariusza Błaszczaka podczas koncertu w Legionowie. – „Podczas imprezy finansowanej ze środków unijnych z programu operacyjnego dotyczącego rybołówstwa, podczas imprezy firmowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojsko Polskie, imprezy, która była również współorganizowana przez Żandarmerię Wojskową, doszło do ewidentnej manipulacji, doszło do prowadzenia kampanii wyborczej przez ministra Mariusza Błaszczaka. Mamy do czynienia ze zwykłem wiecem wyborczym partii PiS i prezentacją kandydata PiS-u na prezydenta miasta. To jest niebywały skandal” – powiedział rzecznik PO Jan Grabiec.

Jako dowód zaprezentowano fragment wypowiedzi Błaszczaka z koncertu. – „Chciałbym podkreślić, że już niedługo, bo już za niecały miesiąc będą wybory samorządowe, więc zapraszam państwa do tego, żeby wziąć udział w wyborach, żeby głosować. Chciałem też zarekomendować państwu świetnego kandydata na urząd prezydenta miasta Legionowa…

View original post 1 456 słów więcej

Kaczyński: Nie możemy pozwolić na to, żeby społeczeństwo miało wiedzieć, że my kłamiemy

Zandberg: Takie zabawy, gesty Trumpa mają ca celu osłabianie przez Trumpa UE, bo opłacają się handlowo USA a nie Polsce

– Trump jest dzisiaj a jutro przeminie a my jesteśmy i ekonomicznie i geograficznie w tym miejscu, w którym jesteśmy od wieków. Kiedy ta ekscytacja USA przewala się przez nasze życie publiczne, patrząc na nasz bilans handlowy, musimy pamiętać, że Czechy są ważniejszym partnerem dla Polski niż USA. Rozmawiając o tym, jak zapewnić nasze bezpieczeństwo, musimy rozmawiać o wspólnej europejskiej polityce obronnej, pogłębieniu integracji jeśli chodzi o prawa pracownicze, socjalne, żeby związać kraje europejskie nie tylko tymi prostymi więzami wymiany handlowej. Celem polskiej polityki międzynarodowej powinno być to, że będziemy częścią silnego, europejskiego mechanizmu zapewniającego nam i naszym sąsiadom bezpieczeństwo. Takie zabawy, gesty Trumpa mają ca celu osłabianie przez Trumpa UE, bo opłacają się handlowo USA a nie Polsce – mówił Adrian Zandberg w TVP Info.

W półfinałowym meczu Polacy pokonali drużynę stanów Zjednoczonych 3:2.

Jeszcze w ćwierćfinale wiele osób zauważyło grupę osób w koszulkach z napisem „konstytucja”. Na okoliczność półfinału ten sam napis „konstytucja” został wydrukowany na kartce, a siedzący najbliżej sędziego Polak wyciągnął ją, gdy kamera kierowana była na arbitra.

Kadr jest podawany „święci triumfy”na Twitterze i Facebooku. Trafił m.in. pod wpis Andrzeja Dudy, który dziękował siatkarzom za wygrany mecz i zapewniał, że trzyma kciuki za kolejne.

Nie wszystkim jednak taka forma manifestu przypadła do gustu. „Jakaś ofiara losu podczas meczu Polaków z Amerykanami w Turynie wystawia do kamer wymiętoloną kartkę z napisem konstytucja. Kompletny obciach” – napisał prawicowy dziennikarz Stanisław Janecki.

 

Swoją emocję zademonstrował też bloger Matka Kurka odpalił: „Brawo dla debila, który trolluje plakacikiem ‚konstytucja’, na bank 100% polskich kibiców żyje teraz konstytucją i w ogóle ich plakacik nie wku…a”.

Odpowiedział im Leszek Kraszyna z partii Razem przypominając o tym, że kibice piłki nożnej sami często przygotowują oprawę wizualną i trafiają na nich takie hasła jak „litewski cham” czy szubienice dla PO i KOD”.

(…)

Sąd powiedział zatem, że Morawiecki nie jest samcem alfa. Co zatem robi stado PiS, któremu nie przewodzi samiec alfa? Powinno zmienić samca albo po prostu politycy winni pojedynczo opuścić stado, w którym lideruje samiec beta, teta czy inny zeta. Tak się nie dzieje, bo członkowie stada samca Morawieckiego twierdzą, że pisowski samiec alfa „nie musi przepraszać opozycji, bo główne zarzuty PO zostały odrzucone” w sądzie. Co jest guzik prawdą.

Zespół Morawieckiego jest więc jego wart, jak nie przymierzając reprezentacja Polski na mundialu, która zasłużenie odpadła. Lewandowskiemu nie dorastali do pięt. W wypadku PiS Morawiecki pokazał swoją piętę Achillesa – piętę kłamcy.

Sąd nakazał Morawieckiemu opublikować w TVN i TVP następującą treść, świadczącą o jego kłamstwie: „Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 roku podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej„.

(…)

(…)

Radość Dudy może mieć kilka den. Jedno z pytań może brzmieć – ciekawe, z kogo się naśmiewali Tusk i Duda, a jeszcze ciekawsze, czy ten ktoś będzie zadowolony… tym bardziej, że cierpi na kolano. Powyższe pytanie sformułował Roman Giertych.

Marek Migalski zaś postrzega inaczej: Tusk spalił Dudę, bo jeśli ktoś na tych uśmiechach stracił, to przecież Duda, nie Tusk, a zatem prezydent dał się podejść jak dziecko. Ale może być jeszcze inaczej. Duda nie daje już rady w kraju, być prezydentem to nie na jego brzemię. Może przeczytał „Fakt”, w którym piszą, że w wyborach prezydenckich Kaczyński nie wystawi jego, a Mateusza Morawieckiego.

I z kogo się śmiali? Rzecz jasna z prezesa, a Tusk ponadto ze swego byłego doradcy Morawieckiego. Każdy śmiałby się w Nowym Jorku, gdyby uświadomił sobie, jak w kraju męczą się w rynsztoku kłamstw Morawiecki z Kaczyńskim.

Zaś zupełnej ojkofobii dostał Naczelny Sąd Administracyjny, który nakazał wstrzymanie wykonania uchwały Krajowej Rady Sądownictwa z wnioskami o powołanie sędziów Sądu Najwyższego do Izby Karnej SN.

Gdyby ojkofobia miała siłę kołka osikowego, to już mielibyśmy do czynienia z końcem chorych emocji godnych horroru, które wzbudził prezes Kaczyński. Wywołał do tablicy najwyższe gremia władzy sądowniczej, a te postanowiły, iż Zgromadzenia Ogólne sędziów dwóch izb Sądu Najwyższego zgodnie z nową ustawą o Sądzie Najwyższym zebrały się w celu wyboru następców swoich odesłanych w stan spoczynku prezesów Stanisława Zabłockiego i Józefa Iwulskiego. Efekt – sędziowie stwierdzili, że obaj nadal są prezesami izb.

Czyli ta pseudo reforma sądownictwa dokonana przez PiS jest guzik warta, oto legła w gruzach. Władza sądownicza działa zgodnie z zaleceniami Komisji Europejskiej. W kraju prezes Kaczyński niczym tsunami wzbudził fale ojkofobii, która związana jest jednak z jego osobą i winna się nazywać właściwie – kaczofobią. Oj, kaczyzm nie podoba się nam i władzom unijnym, bo to po prostu swojska odmiana autokracji, która jest obca zachodnim wartościom.

(…)

https://twitter.com/lis_tomasz/status/1046317519450132481

Kaczyński : …Nie możemy pozwolić na to, żeby społeczeństwo miało wiedzieć , że my kłamiemy..??

Holtei

Święta prawda.

„Poszukujemy byłych studentek, które zdawały egzaminy i uzyskiwały zaliczenia u prof. Jacka Majchrowskiego w pokoju nr 71 w motelu Krak w 2004 r.” – takiej treści ulotki pojawiły się w Krakowie w ramach kampanii samorządowej.

Kto stoi za tą nieczystą akcją wymierzoną w długoletniego prezydenta Krakowa i kandydata na prezydenta (popieranego przez Platformę Obywatelską, Nowoczesną, PSL i SLD)? Nie sposób orzec, bo strona internetowa wpisana na ulotce to fejk, za to numer telefonu, pod który należy donosić na prezydenta to telefon dla widzów… TVP Info.

Co na to wszystko Jacek Majchrowski? Na swoim profilu na Facebooku zdecydował się upublicznić poniżające go ulotki i wpisy, przyznając, że zdążył się już przyzwyczaić do tego, że każda, kolejna kampania oznacza zbieranie na niego haków.

A jednak ta samorządowa kampania wyborcza stoi hakami, oszczerstwami i chwytami poniżej pasa, jak dotąd żadna inna.

Ani dróg ani mostów

Weźmy choćby na tapetę klan Morawieckich. 

View original post 3 241 słów więcej

Post Navigation